
Sejm przegłosował podniesienie kwoty wolnej od podatku dla najuboższej części naszego społeczeństwa na 6,6 tys. złotych, ale jednocześnie zachował jej wysokość dla parlamentarzystów na poziomie 30 tys. złotych. W mediach zawrzało. – Posłowie wykonują bardzo ciężką pracę i od 20 lat nie mieli regulacji wolnej od podatku. Doceńmy ciężką pracę polityków – bronił się Mateusz Morawiecki na antenie TVN24. Czy rzeczywiście ciężką? Sprawdzamy.
REKLAMA
Roman Kosecki i Andrzej Biernat dobijają się do drzwi swojej koleżanki w środku nocy. Zalany w sztok Krzysztof Grzegorek zostaje znaleziony na środku korytarza sejmowego, ale nie ma siły wstać – czy to pierwsze obrazy jakie przychodzą wam do głowy, gdy pojawia się temat "pracowitości posłów"? Internauci uwielbiają wymieniać się filmikami, na których niedysponowani przedstawiciele narodu odpowiadają na pytania dziennikarzy, albo nawet...przemawiają z trybun sejmowych. W ten sposób do powszechnej świadomości przebijają się najbardziej spektakularne przypadki nieróbstwa.
A jak wygląda przeciętny dzień z życia posła? Według samych posłów, to ciężka harówka.
– Wstaję o 6 rano, pracę rozpoczynam o 7.30 rozpoczynam, a kończę ją często nawet o 23, czy 24 – deklaruje senator Stanisław Kogut z Prawa i Sprawiedliwości. Według jego szacunków, solidne wypełnianie obowiązków posła zajmuje około 12 godzin dziennie.
– Niemal cała doba z przerwą na sen. Siadam do komputera o 7 rano i do końca dnia nie mam już czasu dla siebie – mówi Małgorzata Maria Janyska z Platformy Obywatelskiej.
– Nie chcę przedstawiać posłów jako tytanów i przodowników, ale rytm pracy większości z nich jest dość intensywny – potwierdza Jerzy Wenderlich z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Wiceprzewodniczący SLD mówi, że posłów można podzielić na trzy grupy, frontierów, mrówki i tych, „których nieobecności sejm by nie odczuł”. Twierdzi, że wbrew medialnym doniesieniom, najliczniejszą grupę stanowi ta druga. Były poseł przyznaje jednak, że każdy z parlamentarzystów sam wyznacza sobie tempo pracy. A te bywa różne.
Kilka laty temu RMF 24 donosił, że za nieusprawiedliwione nieobecności na posiedzeniach plenarnych oficjalnie zostało ukaranych aż 116 posłów. Rekordziści potrafili opuścić setki głosowań w ciągu jednej kadencji. Co wskazuje, na to, że trzecia kategoria wyróżniona przez posła Wenderlicha jest nieco bardziej obszerna, niż wiceprzewodniczący SLD byłby skłonny przyznać.
Trzeba jednak przyznać, że uczciwie pracujący poseł na w trakcie sesji parlamentu pełne ręce roboty. Trwające 3-dni posiedzenia rozpoczynają się zazwyczaj o 9 rano, kończą za to nieraz w środku nocy. Po drodze posłowie biorą również udział w pracach komisji sejmowych, stąd na głosowaniach zdarzają się również „usprawiedliwione nieobecności”.
Same obrady potrafią więc szczelnie wypełnić dzień, a przecież wypadałoby się do nich jeszcze przygotować. Analiza materiałów, czyli zapoznanie się z poprzednią i aktualnie głosowaną ustawą, uzasadnieniem, wnioskami z konsultacji społecznych i skutkami regulacji, to zdaniem Koguta, minimum 3 godziny. Jednorazowo – do każdego z posiedzeń komisji.
Janyska zauważa, że choć praca posła najbardziej dostrzegalna jest podczas obrad plenarnych w Warszawie, to jednak co najmniej drugie tyle czasu spędza pracując w terenie. – W naszych biurach poselskich tworzą się całe kolejki, zapisują się do nas ludzie jak i podmioty społeczne. W tej kadencji bardzo wiele osób przychodzi z zapytaniami o kwestie oświaty – opowiada. Posłanka zauważa jednak, że część problemów rozmija się z jej kompetencjami.
– Zdarza się, że ludzie zgłaszają się z problemami mieszkaniowymi, brakiem dróg lokalnych, albo problemami zdrowotnymi – twierdzi.
Równie ciężko bywa weekendami. – Praktycznie w każdy z nich wypada wziąć udział w jubileuszach, lub uroczystościach związanych ze świętami lokalnymi i państwowymi. Czasami zdarza mi się przełożyć nad te obowiązki rodzinę, ale nie zawsze się to udaje – opowiada Janyska.
Jej zdaniem, sporządzane przez największe media w Polsce rankingi „pracusiów” i leni” są kompletnie niemiarodajne. – Frekwencja na posiedzeniach i ilość interpelacji często nie obrazują jakości pracy posła. Mogę sobie wyobrazić, że poseł otwiera rano kilka poczytnych dzienników i metodą kopiuj-wklej tworzy dziesiątki interpelacji dziennie. Tylko jakie ma to przełożenie na prace całego Sejmu? – pyta retorycznie posłanka.
Pracę posła ciężko więc ocenić miarodajnie. W Sejmie trochę jak w szkole – siadając w dalszych ławach łatwo ukryć nieprzygotowanie do zajęć. Na Wiejskiej posłów zazwyczaj pilnuje jednak czujne oko telewizyjnych kamer. Jedno z nich przyłapało np. Agnieszkę Pomaską na łapaniu Pokemonów na sejmowych korytarzach. Skupiając się jednak wyłącznie na takich "pawełkach", tracimy z oczu codzienną żmudną pracę wielu jej kolegów.
Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl
