
Po wczorajszych wydarzeniach pod sejmem dalej gromadzą się tłumy ludzi. Sposób, w jaki przebiegło głosowanie nad budżetem na przyszły rok wzbudza wątpliwości zarówno mediów, jak i obywateli naszego kraju. Warto jednak zastanowić się co dalej z uchwalonym projektem. Tutaj obowiązują zaś ścisłe kalendarium, które wyznacza dokładny rytm prac.
REKLAMA
Przegłosowany wczoraj projekt ustawy budżetowej opracował jeszcze Paweł Szałamacha, kiedy piastował fotel ministra finansów w rządzie PiS. Zmieścił się w obowiązującym zakresie czasowym i przedłożył Sejmowi projekt 30 września – ostatniego dnia, kiedy Rada Ministrów może tego dokonać.
Jak podaje serwis Money, pierwsze czytanie odbyło się jeszcze w październiku. W tym samym miesiącu nad projektem ustawy zaczęły pracować komisje sejmowa oraz Komisja Finansów Publicznych. Po wniesieniu poprawek, KFP przedłożyła sprawozdanie z działań w Sejmowi – to już miało miejsce w grudniu. Wczoraj odbyło się trzecie czytanie projektu – o jego przebiegu można przeczytać tutaj.
23 grudnia ustawa powinna trafić do Senatu – ten zaś ma 20 dni, aby wnieść swoje poprawki do projektu. Następnie 17 stycznia ustawą zajmie się sejmowa komisja finansów. Między 25 a 27 stycznia planowane jest głosowanie w sejmie nad przyjęciem ustawy wraz z poprawkami.
Do końca pierwszego miesiąca roku budżet musi znaleźć się na biurku prezydenta Andrzeja Dudy. Ten zaś ma siedem dni na podpisanie ustawy. Nie ma on uprawnień do jej zawetowania. Ma jednak możliwość, by zwrócić się do Trybunału Konstytucyjnego, by ten sprawdził, czy ustawa jest zgodną z Konstytucją RP.
Na końcu Rada Ministrów ma pięć miesięcy, aby przedłożyć sprawozdanie z wykonania ustawy budżetowej Sejmowi. Ten zaś ma 90 dni na jego rozpatrzenie. Na tej podstawie podejmuje uchwałę, czy udziela rządowi absolutorium (czyli tego, czy prowadzona gospodarka finansowa nie budzi zastrzeżeń). Jeśli odmówi udzielenia, może to prowadzić do uruchomienia procedury konstruktywnego wotum nieufności.
Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl
