
Tłumaczenia i lokalizacja to usługi, na które zapotrzebowanie ciągle rośnie i nikt chyba nie wyobraża sobie sytuacji, w której miałoby drastycznie zmaleć. Z tego powodu, branża nie tylko dynamicznie się rozwija, ale przede wszystkim jest niesamowicie konkurencyjna. Właściciele biur tłumaczeń muszą więc szukać nowych ścieżek rozwoju. My zadajemy dziś pytanie: czy branża LSP (ang. language service providers) może zostać zdefiniowana na nowo?
Przed rokiem 2015 na próżno można było szukać polskich biur tłumaczeń na warszawskiej giełdzie. Dopiero krakowskie biuro Summa Linguae zdecydowało się na taki krok. Jego prezes, Krzysztof Zdanowski, tak komentuje tę decyzję:
Debiut na GPW był wpisany w naszą strategię rozwoju już od dłuższego czasu. Przede wszystkim, mamy lepszy dostęp do kapitału, co czyni naszą strategię bardziej elastyczną. Co więcej, jako spółkę publiczną, cechuje nas duża transparentność działania, co przekłada się na zaufanie inwestorów i klientów. Była to także odpowiedź na zauważalną prawidłowość rynkową – zaobserwowaliśmy, że firmy aspirujące do przejęcia dużej części rynku poprzez fuzje i akwizycje, decydują się na debiut. Rynek LSP nie jest tak medialny jak inne i może dlatego wiele osób zapomina, że biura tłumaczeń to często firmy z globalnym potencjałem, więc ich obecność na giełdzie nie powinna być zaskoczeniem.
Zdanowski przyznaje, że model biznesowy oparty na akwizycjach został opracowany jeszcze przed powstaniem Summa Linguae. Nie dziwi więc, że już w dwa miesiące po rozpoczęciu działalności, Summa przejęła dwa biura tłumaczeń. Cztery kolejne akwizycje zostały domknięte w przeciągu następnych 3 lat.
Fuzje i akwizycje to trend prężnie rozwijający się wśród zachodnioeuropejskich i amerykańskich biur tłumaczeń od początku lat dwutysięcznych, więc opieramy się o model już znany i sprawdzony. Oczywiście, wypracowaliśmy własne procedury i schematy, jednakże każda transakcja jest inny a co za tym idzie— indywidualnie negocjowana.
Jak już wspominaliśmy, tłumaczenia to usługi, na które zapotrzebowanie na pewno nie zmaleje w najbliższym czasie. Jednak rynek jest rozdrobniony i coraz bardziej konkurencyjny. Dlatego należy myśleć przede wszystkim przyszłościowo i inwestować w takie segmenty rynku, które są mniej oczywiste (a tym samym jeszcze nie tak bardzo wyeksploatowane) oraz koniecznie wspierać się technologią, która będzie definiowała przyszłą wartość.
Koszt utrzymania działu project managementu dla średniej wielkości biura z Anglii czy USA może być obniżony o około 30%, jeśli te zasoby zdecydują się wyoutsourcować do Polski. Dla nich to oszczędność, dla nas całkiem nowa linia biznesowa, której jeszcze nikt na świecie w sposób komercyjny nie eksploatował. Nasz zleceniodawca będzie miał do dyspozycji swoich project managerów, którzy będą pracować na jego systemie teleinformatycznym i w jego CRMie. Wszystko oparte jest na procedurach zachowujących najwyższe standardy bezpiecznego przechowywania informacji poufnych.
Cały projekt centrum outsourcingu usług dla dużych biur zagranicznych nie byłby możliwy, gdyby nie współpraca z indyjskim biurem Mayflower. Jednak, jak podkreśla Krzysztof Zdanowski, współpraca będzie opierać się nie tylko na outsourcingu usług:
Indie to rynek z ogromnym potencjałem technologicznym. Zarówno Kraków jak i Bangalore (gdzie znajduje się główna siedziba Mayflower) uznawane są za krajowe centra outsourcingu i kolebki rozwoju nowych technologii w regionie. Każde oprogramowanie czy aplikacja musi zostać przetłumaczona i przede wszystkim zlokalizowana, czyli dostosowana do rynku docelowego. Biorąc pod uwagę prognozy (6,3 miliarda użytkowników smartfonów i innych urządzeń mobilnych do 2021 roku), jest to ogromna szansa dla dostawców usług językowych. Co więcej, współpracując z Mayflower, mamy dostęp do doświadczonych tłumaczy języków regionalnych.
Artykuł powstał we współpracy z Summa Linguae S.A.