Akcje charytatywne po polsku. Wspierając potrzebujących, często robimy to bezmyślnie

Wolontariusze zbierający pieniądze na WOŚP. To przykład dobrze zorganizowanej zbiórki publicznej.
Wolontariusze zbierający pieniądze na WOŚP. To przykład dobrze zorganizowanej zbiórki publicznej. Grażyna Marks / Agencja Gazeta
Polacy coraz częściej ulegają porywom pozytywnych emocji. Chcą pomagać - chorym, potrzebującym, babci od bułek czy rodzinom tragicznie zmarłych. Niestety robią to często szybciej niż pomyślą.


Polak, Łukasz Urban, zamordowany kierowca ciężarówki, która posłużyła do zamachu terrorystycznego w Berlinie, zostawił żonę i prawie pełnoletniego syna. W internecie od razu ruszyły zbiórki pieniędzy na pomoc rodzinie. Kilka miesięcy temu mała dziewczynka z Poznania postanowiła pomóc swojej chorej mamie i zorganizowała loterię fantową. Co łączy obie sprawy? Niestety chodzi o niefrasobliwe podejście do przepisów dotyczących zbiórek publicznych. Pojawiły się informacje, że rodzina pana Łukasza będzie musiała zapłacić podatek od darowizny. To akurat nie jest prawda.


Pana Łukasz padł ofiarą ataku terrorystycznego. Zbiórkę pieniędzy na portalu gofundme.com przeprowadza brytyjski trucker, David Duncan. W różnych mediach pojawiły się informacje o tym, że rodzina zabitego Polaka będzie musiała zapłacić ok. 20 proc. podatku od darowizny. Taki obowiązek pojawia się gdy kwota darowizny od obcej osoby przekracza 20 566 zł. Dokładnie byłoby to 2877,90 zł 90 plus 20 proc. od nadwyżki ponad 20 556 zł.


Ministerstwo Finansów zapowiedziało jednak, że haraczu nie pobierze, uzasadniając to faktem, iż żadna z pojedynczych darowizn prawdopodobnie nie przekroczyła granicznego progu 4902 zł na osobę. Dokładnie tyle można podarować obcej osobie, żeby obdarowany nie musiał płacić podatku. Przy darowiznach rodzinnych te limity są wyższe - 9637 zł w przypadku najbliższej rodziny i 7276 zł dla dalszej. Wtedy dla fiskusa sprawy praktycznie nie ma. Przepisy są jasne i nie ma tu sensu dywagowanie czy ministerstwo przypadkiem nie ugięło się pod presją społeczną.


Nieco inne problemy pojawiły się w trakcie loterii prowadzonej przez ośmioletnią Asię z Poznania. Tam drobna w założeniu zbiórka przerodziła się w wielką, spontaniczną akcję, dzięki której zebrano ponad 100 tys. złotych. Na szczęście włączyła się w nią fundacja, która ma pozwolenie na publiczne zbiórki funduszy. Mimo wszystko już później pojawiły się problemy z rozliczeniem pieniędzy, które wpłynęły na konto chorej mamy dzielnej ośmiolatki.

Po drodze mieliśmy jeszcze sprawę zbiórki pieniędzy dla słynnej „babci od bułek”, która sprzedaje drożdżówki na warszawskiej patelni – na placu przy wyjściu ze stacji metra Centrum. Schorowana kobieta została ukarana mandatem przez strażników miejskich. W sieci od razu wybuchła fala oburzenia i równie szybko znalazły się osoby, które zaczęły zbierać dla niej pieniądze – na wykup mieszkania (przez chorobę popadła w długi i grozi jej eksmisja). Zbiórki były prowadzone za pośrednictwem dwóch portali, na jednym zebrano ok. 123 tys. zł, na drugim prawie 70 tys. Czy od tych pieniędzy "babcia od bułek" będzie musiała zapłacić podatek? Najprawdopodobniej nie. Zbiórki elektroniczne – np. przelewy – nie wymagają zgłoszenia jako zbiórka publiczna. Jeśli pojedyncze wpłaty nie przekroczyły progu 4902 zł, podatek nie powinien być pobierany.

Rozliczenie zbiórki należy do jej organizatora. Portale w niej pośredniczące – zrzutka.pl i pomagam.pl – są tylko internetowymi narzędziami i nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne nieprawidłowości. Choć, z tego co twierdzą, dokładają wszelkich starań, by weryfikować użytkowników i cele zbiórek.

Zbiórki od kuchni
W zasadzie każda publiczna zrzutka pieniędzy na pomoc jakiejś osobie lub rodzinie łączy interesy i obowiązki trzech stron: biorcy, dawcy i pośrednika. Najwięcej do zrobienia ma osoba lub fundacja, która postanowi zbierać pieniądze dla kogoś. Ale wbrew pozorom jest to prosta sprawa i nie wymaga wiele zachodu.

Warunkiem przeprowadzenia zbiórki publicznej jest jej zgłoszenie w portalu zbiórek publicznych Zbiórki.gov.pl. Zbiórki elektroniczne (czyli np. popularne zbieranie pieniędzy dzięki przelewom) nie wymagają nawet takiego zgłoszenia. Największym problemem może być to, że osoba zgłaszająca zbiórkę musi uwierzytelnić się certyfikowanym podpisem elektronicznym lub profilem zaufanym. Pierwszy jest płatny, drugi wymaga tylko zarejestrowania profilu na platformie ePUAP.gov.pl i osobistego potwierdzenia go w urzędzie skarbowym, oddziale ZUS lub NFZ. Zgłoszenie zbiórki jest weryfikowane, wszystko trwa od 3 dni do tygodnia.
Samą zbiórkę trzeba potem rozliczyć – również na stronie zbiórki.gov.pl. Dane o zbiórkach są tam publicznie dostępne.

Nie każdy może zbiórkę zorganizować
Prawo ogranicza możliwość prowadzenia publicznej zbiórki pieniędzy. Mogą to robić organizacje, fundacje i stowarzyszenia albo komitety społeczne założone przez minimum 3 osoby. To ostatnie również jest proste i wymaga jedynie złożenia kilku oświadczeń na rządowym portalu. Pieniądze można zbierać na cele charytatywne, rozwój wspólnot lokalnych czy przedsiębiorczości, nauki, kultury itp.

Jak wspierać?
Każdy może sprawdzić legalność zbiórki publicznej, prowadzonej na przykład na ulicy czy jakiejś imprezie. Wszystkie muszą być zarejestrowane na wspomnianym już kilka razy portalu. Nie są do tego potrzebne zgody, więc jeśli osoba z puszką mówi coś o zgodzie ministerstwa na zbiórkę, powinna nam się zapalić czerwona lampka.

Zawsze warto jak najdokładniej sprawdzić komu powierzamy nasze pieniądze, by mieć pewność, że dotrą do osób potrzebujących pomocy.

– W zasadzie jest to możliwe tylko w przypadku organizacji pozarządowych o statusie organizacji pożytku publicznego (w skrócie OPP). Są one zobligowane nie tylko do tego, żeby zarejestrować zbiórkę, ale muszą też co roku publikować sprawozdania. Jest to zarówno raport finansowym jak i merytoryczny. Każda z nich powinna udostępniać je na swoich stronach internetowych. W ten sposób darczyńcy mogą sprawdzić na co poszły ich pieniądze. Wszystkie informacje dotyczące polskich OPP znajdują się na stronie www.pozytek.gov.pl. Raporty merytoryczne są przesyłane do ministerstw odpowiedzialnych za konkretne sprawy - my na przykład składamy sprawozdania do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jest to rodzaj podwójnego nadzoru nad prawidłową działalnością organizacji pozarządowych – mówi w rozmowie z INN:Poland Anna Choszcz-Sendrowska z Fundacji SOS Wioski Dziecięce.

– Oczywiście nie można skreślać osób czy organizacji organizujących szybkie zbiórki internetowe. Jest mnóstwo uczciwych osób, które chcą pomóc innym. Ale również je warto jak najlepiej sprawdzać – dodaje Choszcz-Sendrowska.

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Gdzie są podatki, tam zawsze będzie szara strefa. Tak wygląda "praca na czarno" w Polsce
0 0Podwójna jakość produktów w Europie potwierdzona. Ale to nie Polacy są gorszym sortem
0 0"Zielone kłamstwo" w Polsce. Tak próbują cię nabrać wielkie firmy
0 0Buty i piłki Adidasa polecą w kosmos. Chodzi o coś więcej niż trening dla astronautów
0 0Plan Szwedów: ZERO ofiar śmiertelnych na drogach. Oto czego możemy się od nich nauczyć
0 0Wyniki finansowe Ubera znów nisko pod kreską. Inwestorzy tracą cierpliwość

INNSPIRACJE

0 0Polak rozkręcił świetny biznes w USA. Zdradza, jak radzić sobie z porażką i brakiem motywacji
0 0W sukces tej Polki nikt nie wierzył. Uparła się i stworzyła rewolucyjny krem antysmogowy
0 0Ujawniają kulisy współpracy ze znaną siecią sklepów. Dziesiątki milionów długów i próby samobójcze
0 0Sapkowski przyznaje, że spór z CD Projektem go przerósł. "Pieniądze nic dla mnie nie znaczą"

STARTUPY

0 0Amerykańskim naukowcom się nie udało, a one to zrobiły. Tak powstały innowacyjne kosmetyki
0 0Start-up chce zasilać samochody wodą i alkoholem. Ale trochę się zapędzili