Lincz na Mustache. Słynny polski sklep internetowy nie wysyłał towarów i nie płacił projektantom

Poważne kłopoty Mustache, jednej z najciekawszych firm polskiego e-commerce. To platforma sprzedażowa dla polskich projektantów modowych. Facebookowy profil sprzedawcy z branży mody przypomina obecnie wielką księgę skarg i zażaleń. Klienci oraz projektanci Mustache narzekają na wszystko, co możliwe.


Klienci skarżą się, że firma nie wysyła towarów i nie zwraca środków za anulowane zakupy. Projektanci im wtórują – ci mieli nie otrzymywać zapłaty za dostawy swoich produktów. Mustache wpadł do dołka. Zapytany o powody kryzysu, współzałożyciel marki odmówił wyjaśnienia, jednocześnie przedstawiając plan na odbudowę firmy.


Zaczęło się skromnie, bo od targów odzieżowych polskich projektantów w jednym z warszawskich klubów w 2008 roku. Jednak liczba zainteresowanych była tak duża, że z czasem zorganizowano platformę e-commerce, pojawił się również fundusz, który zainwestował w inicjatywę. Historia Mustache to modelowy przykład start-upowego success story. I taka była aż do połowy 2016 roku. Wtedy bowiem zaczęły się pierwsze problemy finansowe, które trwają do dnia dzisiejszego.

W rozmowie z INN:Poland właścicielka jednej z marek modowych, która chciała sprzedawać ubrania na kolejnej edycji targów Mustache Yard Sale, opowiada o sytuacji, jaka miała miejsce w grudniu, podczas organizacji kolejnej edycji targów.

– Początkowo miały odbyć się na terenie PKiN. Ale dwa tygodnie przed terminem Mustache zmienił lokalizację na Halę Mirowską. Wycofałam swój udział i poprosiłam o zwrot prawie 800 złotych, które wpłaciłam na wynajem stoiska podczas targów – mówi. – Umowa gwarantowała mi taką możliwość. Do dzisiaj nie otrzymałam tych pieniędzy, chociaż dostałam informację, że moja prośba została zaakceptowana i do końca grudnia pieniądze wrócą na moje konto. Próbowałam się kontaktować z firmą, ale nie odpisują na maile i nie odbierają telefonu. To pierwszy i ostatni raz, kiedy podjęłam z nimi współpracę – dodaje.


Rozmówczyni zdradza, że otrzymała informację o planowanym pozwie zbiorowym wobec firmy. –Kontaktowaliśmy się z osobą, która w mediach społecznościowych zachęca pokrzywdzonych do zgłaszania się do wspomnianego pozwu. Nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi.
Ze strony osób, które pod postami Mustache opisują swoje doświadczenia z firmą (administrator strony wyłączył możliwość oceniania oraz dodawania własnych postów), płynie jednoznacznie negatywny przekaz. Patryk Deba, współtwórca platformy, w rozmowie z INN:Poland przyznaje, że Mustache ma problemy i bije się w pierś za zaistniałą sytuację.

– Poprzedni rok był dla nas bardzo trudny, czego od początku nie ukrywaliśmy – mówi. – Natomiast od grudnia 2016 r. nawiązaliśmy współpracę ze spółką Próchnik S.A, która pomaga nam rozwiązać tę sytuację. Jesteśmy w stałym kontakcie z projektantami, negocjujemy kwestie spłaty zadłużenia. Podkreślam, że chcemy uregulować wszystkie nasze zaległości – konkluduje.

Na pytanie, dotyczące poziomu komunikacji Mustache, Deba wyjaśnia, że zespół tworzący firmę ma ograniczone moce.

– Osobiście kontaktuję się z projektantami, dziennie dostaję 300 wiadomości. Ale nasz zespół składa się  z ośmiu osób, które prowadzą jeszcze działalność bieżącą. To zajmuje czas. Chcemy odzyskać zaufanie projektantów, przede wszystkim spłacając nasz dług wobec nich – tłumaczy. – Poza tym proszę zauważyć, że jesteśmy na rynku od 2008 roku. Półroczne załamanie finansowe przy takim czasie działalności to nośny temat, ale w biznesie takie rzeczy się zdarzają. Musimy działać dalej – konkluduje.

Powodów załamania Deba nie chce podawać. Jak tłumaczy, nie ma zamiaru prać brudów i wywlekać problemów do mediów.

Deba dodaje, że razem z Próchnikiem opracowano już wspólną wizję rozwoju firmy. Zaległe faktury zostają opłacane. Co ważne, jak podkreśla współtwórca Mustache, wystawione od listopada rachunki są rozliczane terminowo. Przedsiębiorca zdaje sobie sprawę z opóźnień niektórych zwrotów, zarzeka się jednak, że zespół pracuje nad tym, by je zminimalizować.
O komentarz poprosiliśmy również Tomasza Czaplińskiego z funduszu venture capital SpeedUp, do którego portfolio Mustache trafiło w 2013 roku. – Jesteśmy inwestorem mniejszościowym, dlatego główne decyzje, dotyczące realizowanych działań znajdują się po stronie zespołu zarządzającego spółki. Jako inwestor mieliśmy ostatnio pewne różnice zdań z zespołem, dotyczące planów rozwoju firmy i rozwiązania kilku palących kwestii, w tym dotyczących planów realizacji zobowiązań. Według otrzymanych przez nas informacji, zespół ma plan naprawy sytuacji który realizuje i wierzymy, że niedługo zostanie w pełni wdrożony, a projektanci odczują jego pozytywne skutki – czytamy w wiadomości.

Czy dobre chęci i zwrócone pieniądze odbudują zaufanie do Mustache? Katarzyna Gola, ekspertka od marketingu i twórczyni bloga Geek Goes Chic, w rozmowie z INN:Poland mówi, że na skreślanie firmy jest za wcześnie.

– Nie ma co się oszukiwać: Mustache ma trudną sytuację. Ale rynek potrzebuje takich platform. Oni mają doświadczenie i wiedzę o tym sektorze – tłumaczy. – Każda firma prędzej czy później popadnie w tarapaty. Pytanie tylko, jak to wykorzysta. Moim zdaniem Mustache ma mocny pomysł na to, by wyjść z tej sytuacji obronną ręką – dodaje.

Start-up z branży modowego e-commerce znalazł się na ostrym zakręcie. To, czy rozbije się o przydrożne drzewo, czy wyjedzie na prostą, będzie jasne w przeciągu najbliższych kilku tygodni.

Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zrobił aplikację, bo chciał pomóc mamie. Okazała się takim hitem, że rzucił pracę i założył firmę
DZIEJE SIĘ 0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
DZIEJE SIĘ 0 0Przepis PiS-u na bezkarność. Człowiek partii na czele najważniejszego organu kontroli w państwie
BIZNES 0 0Para Polaków zrobiła biznes... na psich głowach. Sprzedają swoje rzeźby na całym świecie
0 0Stoją w kolejkach, kupują buty i sprzedają je drożej. Na parze zarabiają nawet 5 tys. zł