
Wielu z nas obchodzi walentynki. Święto zakochanych to oczywiście okazja do zarobku – sprzedawcy, od małych kwiaciarni po hipermarkety, zacierają już ręce. Trudno im się dziwić – według wyliczeń organizacji Pracodawcy RP wydatki konsumenckie, związane ze świętem zakochanych, wynoszą około półtora miliarda złotych. Postanowiliśmy sprawdzić, jaką ofertę przygotowały w tym roku hipermarkety.
Ozdoba + beza + poduszka=...?
Waga na zbyciu? Doklej serduszko i masz prezent
Sieci handlowe poszukują różnych sposobów, by zwiększyć obroty. Dlatego wykazują się pewną oryginalnością czy inwencją w swojej ofercie. Prześmiewcze, nawet niechętne nastawienie do walentynek ma potencjał marketingowy. Cokolwiek budzi reakcję emocjonalne dla konsumenta jest pożądane dla sieci. Oni są zmęczeni sztampą, więc warto podejść do tematu nietypowo, nawet „antywalentynkowo”, bo to też rozwija ten sektor handlu.
Dla niej – perfumy i bombonierka. Dla niego – elektronika
Walentynki a la Facebook
Między Nowym Rokiem a Wielkanocą mamy pewien martwy sezon w handlu. Dlatego hipermarkety, restauracje, hotele czy spa trochę sztucznie napędzają koniunkturę w okolicach 14 lutego. I to się zwraca, bo Walentynki to gorący okres w biznesie. Sprzedaje się wszystko, co nawiązuje do tego święta – wystarczy, że jest czerwone, z serduszkiem lub napisem „love”. I te klasyczne rzeczy, jak poduszki czy czekoladki, i te mniej tradycyjne, ale jakoś nawiązujące do tego święta. W kwestii walentynkowego marketingu wszystkie chwyty są dozwolone.
50 twarzy Earl Greya
Prezenty ostatniej szansy
Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl
