To lepsze niż etat w korpo. Para z Warszawy sprzedaje modnym knajpom lampy zrobione z samochodów ze złomu

Paulina i Bartek Bieleccy, założyciele firmy REC.on
Paulina i Bartek Bieleccy, założyciele firmy REC.on fot. Jacek Marczewski
Bartek Bielecki przez lata pracował na stacji demontażu pojazdów. Każdego dnia przez jego ręce przewijały się stare tłoki i tłumiki. – Te kształty, przecież można z nich zrobić prawdziwe dzieła sztuki i na nich zarobić – zadumał się. Wraz ze ze swoją żoną Pauliną zaprzągł więc do pracy dwóch emerytowanych fachowców i od dwóch lat sprzedaje drogim restauracjom i fanom designu lampy i inne przedmioty codziennego użytku. Ceny? Od kilkuset do 3 tys. złotych.

Kinkiety z tłumików, lampy z elementów koła zamachowego – pomysłowość państwa Bieleckich nie zna granic. Designerski przedmiot potrafią zrobić praktycznie z każdej części samochodu. A dostawa surowca jest ciągła – Polacy nigdy nie mieli więcej samochodów niż dzisiaj, więc na stację złomowania w Skierniewicach co chwila trafiają nowe egzemplarze. I choć małżeństwo pochodzi i na co dzień mieszka w Warszawie, to właśnie biznes rozkręcony w małej, 50-tys. miejscowości w województwie łódzkim, dał im szeroką rozpoznawalność.

Sztandarowym wyrobem państwa Bieleckich są lampy. Przeciętny egzemplarz to koszt ponad 1000 złotych. Gros z nich wykonanych jest z kół paska rozrządu. Bielecki opowiada, że najczęściej wykorzystuje właśnie części silnikowe – wałki rozrządu, tłoki, śruby, bloki silnika. Do wykorzystania nadają się również układy wydechowe.

Wspomniany wałek rozrządu znajduje zastosowanie w nogach designerskiego stołu. Jego blat wykonany jest ze 100-letniego drewna pochodzącego z rozbiórki starych skierniewickich domów mieszkalnych. – W naszym mieście stoi wiele starych, drewnianych zabudowań. Jest z czego korzystać – śmieje się przedsiębiorca. I zaznacza, że stara się wykorzystywać wszystkie przedmioty, którym można nadać nowe życie. W ten sposób w ofercie jego firmy pojawiła się np. szafka RTV wykonana z szafki ubraniowej BHP z lat 70-tych.


Brzmi hipstersko? To jeszcze nic. Od niedawna para dorzuca do swoich wyrobów gratis – torebki ze zużytych łupin kokosowych. Współpracę z Ghanijczykami, które je wyrabiają przedsiębiorca nawiązał podczas jednego ze swoich wyjazdów do Afryki.
Założona przez małżeństwo z Warszawy firma REC.on działa na rynku od dwóch lat. – Wtedy zatrudniliśmy pierwszego pracownika. Przez pierwsze 6 miesięcy prowadziliśmy produkcję prototypową żeby stworzyć swoją technologię tworzenia poszczególnych elementów. Żeby było trwałe i estetyczne – opowiada Bielecki.

Dzisiaj nad procesem produkcji czuwa dwóch emerytowanych skierniewickich rzemieślników. – Jeden z panów przez 40 lat spawał, począwszy od luków okrętowych po sieć ciepłowniczą w Warszawie, skończywszy na kowalstwie artystycznym – podkreśla Bielecki. Uzupełnia go miejscowy ślusarz.

Pierwsze zamówienia zaczęły spływać po tym, jak warszawianie wystawili swoje produkty na targach. Zainwestowali w reklamę poprzez media społecznościowe, rekomendacje szły również od zadowolonych klientów. Bielecki opowiada, że dzisiaj REC.on realizuje 2-3 duże projekty miesięcznie (dotyczące urządzenia powierzchni komercyjnych) i kilkadziesiąt pojedynczych zamówień od osób prywatnych. Na fanpage'u firma chwali się realizacjami m.in. dla Hotelu Numer One w Gdańsku i restauracji Fort Vino na warszawskim Żoliborzu.

Klienci bywają jednak bezlitośni. – Ha, ha żarówka na kablu. Sam sobie zrobię – taki komentarz pojawił się na facebookowym profilu firmy.
– Takie uszczypliwości się zdarzają, choć ciężko uznać je za powszechne – przyznaje Bielecki. I od razu kontruje. – To tylko wrażenie, że skoro części samochodowe mamy za bezcen, to znaczy, że całość kosztuje nas grosze – zastrzega. I opowiada, że w rzeczywistości marża to nieco ponad 1/4 końcowej ceny. Resztę potencjalnego zysku pochłania koszt eksploatacji maszyn, ZUS, podatki.

– Przede wszystkim nad doprowadzeniem elementów samochodu do użytku trzeba spędzić od kilku do nawet kilkudziesięciu godzin pracy – zastrzega przedsiębiorca. Co zajmuje aż tyle czasu? - Elementy silnika pracują w oleju. Trzeba je wypalić albo poprzez kąpiele galwaniczne pozbawić substancji olejowych. Do tego dochodzi szlifowanie (bo ślady korozji) i piaskowanie – dodaje.

Przedsiębiorca dodaje również, że choć biznes może wydawać się „niskokosztowy” to w rzeczywistości wymagał przez ten czas dużych nakładów finansowych. Szacuje, że na marketing, zakup sprzętu, pomieszczenia wydał przeszło 150 tys. złotych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej BaranowskiBartłomiej Baranowski

Ponad roku temu polscy widzowie mogli zobaczyć, jak wygląda proces wydawania gry przez małe niezależne studio. Film dokumentalny „Wszystko z nami w porządku” ukazuje trud tworzenia produkcji „Lichtspeer”. O grach i o filmie porozmawiałem z twórcami gry oraz reżyserem filmu.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Pewne książki warto przeczytać, inne trzeba. Do tej drugiej kategorii zalicza się z pewnością „Siła Nawyku”, której autorem jest Charles Duhigg. Jak tłumaczy już sam podtytuł, książka pozwala zrozumieć „dlaczego robimy to co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie”. Otóż okazuje się, że mózg działa według pewnych schematów.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.