
Odkąd w 2014 roku w Rosji pojawił się zakaz przewożenia do kraju polskich warzyw i owoców, otworzyła się furtka dla szarej strefy. Okazję wykorzystali Białorusini, którzy – jak podaje dziennik „Biełaruś Siegodna” – przewozili setkami ciężarówek polskie jabłka do Rosji. Zapewniło im to milionowe zyski.
REKLAMA
Ponad 20 firm z Białorusi eksportowało do Rosji polskie jabłka. Białoruscy importerzy kupowali najpierw owoce w Polsce, opłacając przy tym podatki i wszystkie wymagane opłaty. Według oficjalnej wersji miały one trafiać na targi. W praktyce zaś były sprzedawane Rosjanom, którzy przewozili je na teren swojego kraju. Firmy, które działały w ten sposób, zamykano po kilku miesiącach, a następnie zastępowano nowymi.
„Biełaruś Siegodna” podaje, że już jeden miesiąc takiego procederu to zysk nawet na poziomie 2 mln dol. – W ciągu miesiąca firmy te mogły wysłać z jednego kraju do drugiego setki ciężarówek z polskimi jabłkami objętymi przez Rosję sankcjami – czytamy w dzienniku.
– Polska firma kupuje jabłka u rolników i dostarcza do białoruskiego przedsiębiorcy. Do nas te owoce trafiają całkowicie legalnie, po uiszczeniu należnych podatków i opłat. Następnie owoce rzekomo trafiają na bazary i są sprzedawane za gotówkę. Ale tak naprawdę są wysyłane do Rosji – wyjaśniają białoruscy przedstawiciele komitetu kontroli państwowej.
Białoruskie władze bronią swoich obywateli, podkreślając, że inicjatorami byli Rosjanie. Jeden z przemytników przetransportował do Rosji około 300 samochodów ciężarowych z towarem. Rosyjskie służby twierdzą, że proceder ma znacznie większą skalę niż wynika to z raportów.
