Rząd wykombinował, jak po cichu wyciągnąć od nas pieniądze. Uderzy w branżę, zatrudniającą setki tysięcy ludzi

PiS uderza w sektor, który zatrudnia 200 tys. ludzi
PiS uderza w sektor, który zatrudnia 200 tys. ludzi Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
PiS stoi przed nie lada wyzwaniem. W tegorocznym budżecie przewidziano 59,3 mld zł deficytu. Co prawda wzrosły wpływy z podatku VAT, ale w dalszej perspektywie są one niewystarczające. Rząd okazał się jednak na tyle sprytny, by uderzyć nas po kieszeniach tak, żebyśmy tego nawet nie zauważyli.


– Można znaleźć rozwiązanie zręczniejsze i takie, które spowoduje, że żaden z obywateli ani żaden z przedsiębiorców nie będzie uważał, że to jego dotyczy – mówi Jarosław Kaczyński w „Gościu Wiadomości” TVP.

Od 12 lipca obowiązują nowe przepisy podatkowe. Chodzi o dokument, będący projektem ustawy o zmianie podatku dochodowego od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowych od osób prawnych, jak i ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne.


W jego ramach dochodzi do ograniczenia kosztów, które przedsiębiorstwo może odliczyć od podatku w wypadku usług niematerialnych, a więc umów licencyjnych czy usług doradczych. Limity, jakie zakłada projekt, wynoszą 5 proc. zysku EBITDA (zysk operacyjny przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych zobowiązań oprocentowanych lub podatków) firmy.


– Limit kosztów jest śmiesznie niski. Osobom fizycznym może się wydawać, że to dużo, ale to zdecydowanie za nisko ustawiona poprzeczka. To wylanie dziecka z kąpielą – przekonuje w rozmowie z Money.pl Tomasz Rolewicz, doradca podatkowy, dyrektor w firmie doradczej EY (dawniej Ernst & Young).


– To wygląda tak, że dopóki miesięczne koszty są niższe niż 100 tys. zł, to widzimy ich związek z przychodami, ale jak przekroczą tę kwotę, to niezależnie czego dotyczą, nie będą już dla fiskusa związane z prowadzeniem działalności – dodaje.

Zmiany spowodują, że usługi, reklamowe, podatkowe czy IT staną się zdecydowanie droższe. – W naszym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, według naszej wiedzy, takich ograniczeń nie ma wcale. Cześć firm będzie zmuszona z nich zrezygnować lub znacząco ograniczyć ich zakup, co nie pozostanie bez wpływu na możliwość rozwoju tych firm, ale także całych sektorów gospodarki np. agencji reklamowych, firm ubezpieczeniowych czy centrów usług wspólnych – twierdzi Magdalena Wolicka, partner w firmie doradztwa podatkowego Taxpoint.

Firma audytorsko-doradzcza Grant Thornton zakłada, że reforma odbije się na około 900 największych firmach w Polsce. Centra usług wspólnych (usługi księgowe, zarządzenie zasobami ludzkimi, rozliczanie wynagrodzeń itd.) staną się najpewniej pierwszą ofiarą zmian podatkowych, a zatrudniają one około 200 tys. pracowników.

źródło: Money.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...