Z telewizji wymiotła ją „dobra zmiana”. Dzisiaj hoduje egzotyczne zwierzęta, które cenami dorównują samochodom

Ewa Godlewska-Jeneralska na Woronicza przepracowała 30 lat, będąc w tym czasie m.in. wydawcą Panoramy. Z TVP wymiotła ją dopiero dobra zmiana. Dzisiaj byłą dziennikarkę spotkać możemy w...hodowli alpak
Ewa Godlewska-Jeneralska na Woronicza przepracowała 30 lat, będąc w tym czasie m.in. wydawcą Panoramy. Z TVP wymiotła ją dopiero dobra zmiana. Dzisiaj byłą dziennikarkę spotkać możemy w...hodowli alpak facebook.com/Jaśkowy Sad; Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Ewa Godlewska-Jeneralska na Woronicza przepracowała 30 lat, będąc w tym czasie m.in. wydawcą Panoramy. Z TVP wymiotła ją dopiero dobra zmiana. Dzisiaj byłą dziennikarkę spotkać możemy w...hodowli alpak. Jeżeli pomyśleliście jednak, że oszalała, jesteście w dużym błędzie. Przy odpowiedniej wiedzy, umiejętności i pieniądzach, te sympatyczne zwierzęta mogą przynieść naprawdę duże zyski.


– Z dumą przyjmuję fakt, że „poległam” w tak znakomitym gronie jak Tomek Sygut, Hanna Lis, Piotr Maślak, Karolina Lewicka i jeszcze kilku innymi świetnych dziennikarzy – napisała na swoim profilu na Facebooku w styczniu 2016 roku Ewa Godlewska-Jeneralska. W telewizji publicznej pracowała przez całą swoją zawodową karierę.


– Zrezygnowałam z etatu wiedząc, że jak przyjdzie PiS, to mnie wyrzuci z pracy bo mam dwa „niedobre” nazwiska. Postanowiłam uprzedzić ten atak. Przez chwilę pracowałam jeszcze jako freelancer w Panoramie i TVP Info – opowiada w rozmowie z INN:Poland. W tym samym czasie kobieta rozwijała już swoją hodowlę.


– To był zupełny przypadek. Zobaczyłam je w internecie. To ten przypadek gdy coś widzisz i wiesz że bez tego nie możesz żyć. I to był ten przypadek. Na szczęście moja rodzina podzieliła tę fascynacje. Zostawiliśmy Warszawę i przenieśliśmy się pod Nowy Sącz, do Czchowa – relacjonuje.
Wraz ze swoim mężem Sławomirem rozpoczęła od kupna 7 alpak sprowadzonych z Chile. Dzisiaj ma ich 19, ale opowiada, że to wciąż zbyt mało, by osiągnąć poziom rentowności przedsięwzięcia. O swoją przyszłość się jednak nie martwi.
I słusznie. Jak wyliczył w swojej obszernej analizie portal agrofakt.pl opłacalność chowu zaczyna się dopiero 5-6 lat po rozpoczęciu hodowli. Zyski są już jednak wtedy konkretne – serwis ocenia je na 70 tys. złotych rocznie na czysto. Po 10 latach to już 140 tys.


– To dość optymistyczne szacunki, ale możliwe do osiągnięcia – potwierdza w rozmowie z nami Mariusz Wierzbicki, pierwszy (od 2004 roku) hodowca alpak w Polsce. Jego stado liczy już przeszło 300 okazów.

Zanim dojdziemy jednak do wspomnianego poziomu zarobków trzeba jednak dużo zainwestować. Alpakom z punktu widzenia hodowcy bliżej jest bowiem do rasowych koni niż np. do owiec. Hodowca musi jeździć na wystawy, promować swoją markę i czekać na to, by cena jego zwierząt na rynku poszła w górę. Cierpliwość się opłaca, ceny alpak o dobrym genotypie i wysokiej jakości wełny potrafią bowiem dochodzić do wartości samochodów.

– W Polsce samice można kupić samice od 6-7 tys., ale te dobrej klasy zaczynają się dopiero od 15 tys. - opowiada Wierzbicki.

Hodowca tłumaczy też, że prawdziwe pieniądze zaczynają się dopiero poza granicami naszego kraju. W krajach Europy kwoty negocjowane za dobrego reproduktora potrafią sięgać 30 tys. euro. Do prawdziwego szaleństwa dochodzi natomiast w Stanach Zjednoczonych, gdzie kilka lat temu w USA reproduktor został sprzedany za milion dolarów.

– Czasami zdarzają się również transakcje po 200 tys. dolarów. W USA krąży takie powiedzenie, że nie ma dnia, by ktoś się obudził i nie pomyślał o założeniu własnej hodowli – śmieje się przedsiębiorca.
Nad Wisłą alpaki również zaczynają się cieszyć się coraz większą popularnością. W Polskim Związku Hodowców Alpak zrzeszonych jest już 50 członków, a hodowli jes jeszcze więcej. Część z nich nie jest jednak oficjalnie rejestrowana przez PZHA. Wierzbicki opowiada, że przyczyną jest sprowadzanie tych zwierząt z Anglii. Choć sprowadzenie jednej sztuki z Wysp może okazać się o 2-3 tys. złotych tańsze, tamtejsze alpaki mają jedna jedną poważną wadę.

– Anglia jest cała zapowietrzona gruźlicą. Hodowle nie są ubezpieczone, jeżeli w hodowli znajdzie się choć jedna zarażona, to całe stado idzie do wybicia – zauważa Wierzbicki.

Niemałe zyski może przynieść również sprzedaż wełny. – Jej ceny porównywalne są do jedwabiu albo kaszmiru. Prezes austriackiego Związku Hodowców Alpak sprzedaje ją po 37 euro. W Polsce to zazwyczaj około 50-100 zł za kilogram surowego runa. Ale przerobione dochodzi nawet do 1000 zł – mówi Wierzbicki. Co dzieje się z nim potem? Wykorzystują ją projektanci do produkcji ubrań klasy premium. Domieszkę wełny z alpak możemy znaleźć np. w kolekcji znanego z programu "Azja Express" Łukasza Jemioła. Cena jaką znany projektant żąda za płaszcz z wełny alpaki to...4 tys. zł.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Wciąż dość powszechnym jest przeświadczenie o tym, że multitasking przynosi korzyści, szczególnie w zakresie naszej produktywności. Jak natomiast wskazują autorzy książki "Umysł Lidera" jest to przeświadczenie błędne.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Marta KarpińskaMarta Karpińska

Spółka Good Safe otrzymała milion złotych od Funduszu SPINAKER alfa finansującego projekt, którego istotą jest możliwość cyfrowego zapisu postanowień różnego rodzaju dokumentów.