Na rynku związanym z dostawami jedzenia, pośród dwóch branżowych gigantów, rozpycha się mały poznański start-up. To Papukurier
Na rynku związanym z dostawami jedzenia, pośród dwóch branżowych gigantów, rozpycha się mały poznański start-up. To Papukurier facebook.com/Papukurier; mat. pras.

Na rynku związanym z dostawami jedzenia, pośród dwóch branżowych gigantów, rozpycha się mały poznański start-up. To Papukurier, który zdążył już dobyć zaufanie takich sieci jak Sphinx, Bobby Burger, Sushi77, Gusto Dominium czy Da Grasso.

REKLAMA
Dzisiaj jedzenie z restauracji zamówić możesz na dwa sposoby. Pierwszy to ten z wykorzystaniem tzw. marketplace, czyli firm w rodzaju pyszne.pl i UberEats. Oba przedsiębiorstwa mają własne platformy, poprzez które możemy docierać do wielu restauracji dzięki kilku kliknięciom. To co jednak jest wygodne dla klienta, niekoniecznie musi być mile widziane przez właścicieli sieciówek. I Pyszne i Uber biorą bowiem od nich sowite prowizje, średnio kilkanaście procent wartości zamówienia. A w przyszłości może być gorzej.
– W USA marketplace'y wywindowały prowizje nawet do 35 proc. To dochodzi do granicy opłacalności – komentuje CEO Papukuriera Emil Konrad.
Polskie lokale starają się więc pozostać niezależne od polityki marketplaców, zostawiając sobie furtkę w postaci własnego systemu dostawy. No i tu zaczyna się problem.
– Początkowo chcieliśmy dostarczyć restauracjom zwykłego CRM-a – opowiada nam Emil Konrad, który wraz z Michałem Streckerem stworzył Papukuriera. Mężczyźni spotkali się na szkoleniu w 2015 roku. Uznali, że skoro Konrad ma doświadczenie w sprzedaży, a Strecker jest programistą, to razem mogą wymyślić coś wielkiego.
CEO Papukuriera Emil Konrad
CEO Papukuriera Emil Konrad mat. pras.
Służbowym autem na urlop
Szybko jednak okazało się, że restauracje systemu zarządzania relacji z klientami za bardzo nie potrzebują, z radością przyjmą za to pomoc w dostawach. A jak kłopotliwe są relacje z kurierami wie każdy, kto choć przez chwilę parał się dostawą jedzenia do domów.
– Jeden restauratorów opowiadał, że wziął w leasing nowe auto, dał je kierowcy. Po 2 tygodniach znalazł je nad morzem, bo kierowca postanowił wykorzystać je na czas urlopu – mówi Konrad.
Poza tym przedsiębiorcy często skarżą się na niesłowność, narzekają, że kierowców brakuje wtedy, kiedy najbardziej ich potrzeba, czyli w godzinach szczytu. Właściciele mają też problem z tym, że muszą płacić kurierom, nawet gdy ci siedzą w lokalu, bo nie mają żadnych zamówień.
I tu właśnie pojawia się Papukurier. Poznański start-up daje restauracjom swoich kierowców (a ma ich aktualnie około setki), a ci zaczynają realizowanie zamówień. Nie są przypisani do jednej, konkretnej sieci więc ten sam człowiek może dowozić nam burgera, by pół godziny później stawić się u naszego sąsiada z shoarmą.
Dla restauracji to bardzo wygodne rozwiązanie. Firmy płacą poznaniakom za pakiet, w którym określana jest liczba zamówień, np. 350 miesięcznie. Po jego wykorzystaniu mogą skorzystać z kolejnego.
Nieco inaczej wygląda sytuacja kurierów. Konrad chwali się, że daje radę pozyskiwać kierowców dzięki określeniu stałej stawki godzinowej. W przeciwieństwie np. do Uber Eats, w którym pracownicy zarabiają od zrealizowanego zlecenia.
facebook.com/Papukurier
Bitwa na szczycie wielką szansą
Czy trwająca obecnie walka Pyszne i UebrEats może polskiemu start-upowi przeszkodzić ?
– Wręcz przeciwnie, cieszymy się z niej. Buduje świadomość wśród restauratorów. Przedsiębiorcy widzą, że jest w tym potencjał i być może chętniej będą decydować się na tworzenie własnych kanałów sprzedaży – zauważa Konrad.
W rozwoju polskiej firmie ma pomóc milion złotych, jaki pozyskała właśnie na rozwój od funduszy Data Ventures i Kogito Ventures. – Chcemy skupić się na rozwój sotfu. Rozwijamy też sztuczną inteligencję, która będzie w stanie przewidzieć liczbę zamówień na podstawie m.in. pogody i aktualnych wydarzeń kulturalnych – mówi Konrad.
Papukurier zamierza również poszerzyć działalność. Na razie działa na terenie Poznania, Łodzi, Krakowa i Warszawy, gdzie obsługuje łącznie 200 lokali, ale w bliskich planach jest również wyjście za granicę. Najbardziej prawdopodobnym kierunkiem są kraje bałtyckie.