To jedyne miasto w Polsce, które poradziło sobie z reklamozą. Jest schludnie, turyści i mieszkańcy pieją z zachwytu

W Nałęczowie firma nie może zaklejać okien reklamami, wieszać reklam świetlnych i neonów.
W Nałęczowie firma nie może zaklejać okien reklamami, wieszać reklam świetlnych i neonów. Foto: Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Nałęczów to malutkie miasteczko, żyjące głównie z turystów i pensjonariuszy sanatorium. Jak wiele polskich gmin borykało się z zalewem reklam, sklepami wylewającymi się na ulice i chaosem. I jako jedno z niewielu świetnie sobie z tym poradziło.


Recepta na bałagan w przestrzeni miejskiej okazała się bardzo prosta. Władze gminy zaczęły od zlikwidowania wszystkich reklam, stojących na jej terenie. Ich właściciele dostali dwa miesiące na ich usunięcie. Tym, którzy zlekceważyli zarządzenie, reklamy zostały zarekwirowane przez gminne służby. Ale nie zniszczone – można było je odebrać bez ponoszenia kosztów.

Potem władze wprowadziły nowe, rewolucyjne jak na Polskę, zasady ładu w przestrzeni publicznej. Każda firma może mieć tylko jeden szyld, każda restauracja – najwyżej jeden tzw. potykacz na chodniku przed wejściem. Żadna firma nie może zaklejać okien reklamami, wieszać reklam świetlnych i neonów.

W zamian w ośmiu punktach miasta, na skwerach i skrzyżowaniach, stanęły tablice z mapą miasta. Zostały na niej zaznaczone wszystkie lokale gastronomiczne i usługowe. Dwa razy w roku gmina drukuje na własny koszt mapy papierowe z aktualnymi informacjami. Przedsiębiorcy dostają też darmową przestrzeń na reklamę na stronie internetowej gminy.


Czy to działa?

– Zostało jeszcze kilku autorów tego wielkiego bałaganu. Ale w końcu ich banery też znikną. Jak nie teraz, to w 2019 r. – obiecuje burmistrz Nałęczowa, Andrzej Ćwiek.

Ale w ślady Nałęczowa nieśmiało ruszają inne gminy. Reklam praktycznie nie ma w Baranowie, prace nad podobnymi przepisami trwają w Zamościu i w Lublinie.

Burmistrz Nałęczowa podkreśla jednak, że najważniejsze jest budowanie współodpowiedzialności za wygląd przestrzeni publicznej. Z zawodu jest plastykiem i woli edukować przedsiębiorców, niż ich karać.

– Robiłem dużo zdjęć, spotykałem się z przedsiębiorcami, przytaczałem, mówiłem o bezsensowności plansz reklamowych w dobie internetu – opowiada Andrzej Ćwiek o nałęczowskim przepisie na sukces.

źródło: DziennikWschodni.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0O nich będzie głośno. Stworzyli pierwszy inteligentny głośnik rozumiejący komendy po polsku
BIZNES 0 0Nigdzie nie uciekniesz przed wyższym ZUS. Po tym tekście zrezygnujesz z przenosin firmy do Czech
NAUKA 0 0Ludzie już planują przeprowadzkę na "Drugą Ziemię". Ekspert wyjaśnia, czy to możliwe
WYWIAD 0 0"Postarzałam się o 5 lat w ciągu roku". Polka skończyła Harvard, wróciła ze świetnym pomysłem na biznes
0 0Rozwiązanie problemu sortowania odpadów mieliśmy 20 lat temu. Teraz może pomóc miastom uniknąć kar
0 0W Polsce powstała "Szkoła Przyszłości". Można używać smartfonów na lekcjach i uprawiać ogródek
0 0Program "Milion Plus" dla szpitali to wyborczy bubel. Jest niczym plaster na krwawiącą tętnicę