
Kolejni politycy typowani na stanowisko Ministra Cyfryzacji grzecznie odmawiają premierowi. Dwa tygodnie po rekonstrukcji rządu Polska ciągle nie ma osoby odpowiedzialnej za jeden z najważniejszych resortów.
REKLAMA
Dokładnie 9 stycznia premier Mateusz Morawiecki przyprowadził do Pałacu Prezydenckiego swoją odświeżoną ekipę rządową. Stanowiska straciło kilku ministrów, w tym Anna Streżyńska, kierująca resortem cyfryzacji. I ona – jako jedyna – okazała się dosłownie niezastąpiona.
Jeszcze tuż przed rekonstrukcją było niemal pewne, że ministerstwem osieroconym przez Streżyńską pokieruje Piotr Nowak. Ukończył cybernetykę na Wojskowej Akademii Technicznej, pracuje w Ministerstwie Finansów, ma 38 lat. Nowak wydawał się dobrym kandydatem, ale odmówił premierowi. Z jednej strony nie chciał obejmować teki po Annie Streżyńskiej, z drugiej zaważyły względy polityczne. Wcześniej pracował w kancelarii prezydenta Komorowskiego, więc dla znacznej części partii rządzącej jest spalony.
Kolejnym kandydatem na ministra cyfryzacji była Jadwiga Emilewicz. Ona również nie zdecydowała się na objęcie tej teki, wybrała posadę Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. To nowopowstały twór.
Po odmowie Jadwigi Emilewicz stanowisko ministra zaproponowano ponoć Pawłowi Szefernakerowi. To młody, 31-letni polityk, który ma w PiS bardzo silną pozycję. Dzięki jego działaniom partia rządząca ma bardzo silną pozycję w internecie. Wiele osób uważa, że wygrana partii w wyborach jest w dużej mierze jego zasługą. Ale i Szefernaker odmówił objęcia teki Ministra Cyfryzacji.
W ten sposób po dwóch tygodniach Polska ciągle nie ma szefa jednego z najważniejszych resortów – na dodatek odciążonego od politycznych walk i teoretycznie bezpiecznego pod tym względem.
W ten sposób po dwóch tygodniach Polska ciągle nie ma szefa jednego z najważniejszych resortów – na dodatek odciążonego od politycznych walk i teoretycznie bezpiecznego pod tym względem.
źródło: Forsal.pl
