Rzucą ci się do gardła nawet o drobniaki. Najlepszy bat na dłużników stworzyli Polacy

Drobnemu polskiemu przedsiębiorcy odzyskiwanie należnych pieniędzy wciąż kojarzy się z wynajmowaniem Ukraińca z bejsbolem – opowiada Bogusław Bieda, współwłaściciel firmy Vindicat
Drobnemu polskiemu przedsiębiorcy odzyskiwanie należnych pieniędzy wciąż kojarzy się z wynajmowaniem Ukraińca z bejsbolem – opowiada Bogusław Bieda, współwłaściciel firmy Vindicat Cezary Aszkiełowicz/Agencja Gazeta
Drobnemu polskiemu przedsiębiorcy odzyskiwanie należnych pieniędzy wciąż kojarzy się z wynajmowaniem Ukraińca z bejsbolem – opowiada Bogusław Bieda, prezes zarządu Vindicat. On sam postanowił nieco zmienić wizerunek branży. Zainwestował w rozwijający się start-up i dał firmom narzędzia do ściągania długów. Efekt? Dzięki aplikacji skuteczność windykacji poszła w górę o kilkadziesiąt procent do samodzielnych działań właścicieli firm.

– Przedsiębiorcy z sektora MSP wciąż traktują temat odzyskiwania należności zbyt swobodnie. Skupiają się na pozyskaniu klienta i podpisaniu z nim umowy. Potem zaczynają zachowywać się biernie – podkreśla Bieda. Przedstawiciel Vindicat opowiada, że Polacy mają skłonność do odwlekania działań związanych z odzyskiwaniem pieniędzy. Często pierwsze próby zaczynają się dopiero po 6-7 miesiącach.

– Ale wtedy jest już często za późno. Kontrahent przestaje traktować ich poważnie. Z naszych badań wynika, że największa skuteczność windykacji występuje w terminie do 90 dni – zauważa Bieda. W ten sposób przedsiębiorcy sami kręcą jednak bat na swoje plecy, bo gdzie jak gdzie, ale w biznesie nieśmiałość z pewnością nie popłaca.

Opublikowany w ubiegłym roku raport "Portfel należności polskich przedsiębiorstw" przygotowany przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych(KPF) i Krajowy Rejestr Długów (KRD) pokazał, że przeciętny przedsiębiorca czeka na pieniądze za fakturę 3 miesiące i 3 dni. – Dla małych i mikro firm konieczność czekania około kwartału na płatność może być zabójcza – wskazywano.
Bat na dłużników?
No dobrze, ale jak ów bat wygląda? Vindicat to platforma, która ułatwia odzyskanie pieniędzy przez internet. Po rejestracji użytkownik jest prowadzony za rękę przez cały proces. – Po wprowadzeniu faktury do systemu, CRM zaczyna podpowiadać kolejne kroki. Zaczyna się od prostej informacji, że warto zadzwonić albo napisać e-maila do dłużnika – opowiada Bieda. Potem pojawiają się następne podpowiedzi typu: „wyślij wezwanie do zapłaty”, albo „umieść dłużnika na giełdzie długów” . Szczególnie te ostatnie działanie działa podobno na wyobraźnię dłużników. – Wezwania nieco się już opatrzyły. SMS z informacją, że dane zostały upublicznione na giełdzie dają bardzo mocny, psychologiczny efekt – zauważa współwłaściciel Vindicat.


Platforma w razie potrzeby daje również możliwość generowania np. pism wzywających do zapłaty. A co dalej? – Można przejść do postępowania sądowego, czyli wydrukowania gotowego pozwu do sądu lub e-sądu. Efektem postępowania sądowego jest nakaz lub wyrok i użytkownik systemu może skorzystać z gotowych wniosków o wszczęcie postępowania egzekucyjnego – opowiada Bieda.

Średnia kwota odzyskiwania przez Vindicat to 8 tys. złotych. – Drobne – mógłby żachnąć się czytelnik. Ale w przypadku problemów z pieniędzmi za kilka podobnych faktur, niewielkie przedsiębiorstwo może pójść na dno. Z badań start-upu wynika, że walka o kasę na własna rękę wiąże się ze skutecznością na poziomie 62 proc. odzyskanych długów. W przypadku korzystania z Vindicat (we wspomnianym terminie 90 dni) - aż 92 proc.
Z PZU do start-upu
Gdy Bogusław Bieda przyszedł do Vindicat, firma nie była jeszcze przysłowiowym „pędzącym pociągiem”, ale już nabierała rozpędu. Mężczyzna pracował wcześniej w branży finansowej i ubezpieczeniowej m.in. w Avivie i PZU. Po 20 latach postanowił jednak spróbować sił w zarządzaniu własną firmą. – Szukałem rozwiązania start-upowego, któremu mógłbym dać swoją wiedzę i doświadczenia – wspomina. Po rozmowach z różnymi 10 start-upami zdecydował się na Vindicat. Zainwestował w część udziałów spółki, stając się współwłaścicielem i prezesem jednocześnie.

Na rynku Vindicat musi konkurować na rynku z firmami oferującymi mikrofaktoring, (czyli: „ty nam dajesz fakturę, a my wypłacamy część pieniędzy od ręki”) i ubezpieczenie faktur. – Oba te rozwiązania końcowo wychodzą stosunkowo drogo. A właściciele małych zakładów wciąż dwa razy oglądają każdy grosz. Tu liczy się cena – podkreśla Bieda. Postanowił więc, że najtańszy miesięczny abonament będzie kosztował 39 zł (w jego ramach dostaje się możliwość wrzucenia do systemu do 5 faktur jednocześnie).

Z windykacją do banków
Gdy Bieda wchodził do spółki, z jej usług korzystało ok. 200 przedsiębiorców. Dzisiaj Vindicat przebił już liczbę 2 tys. kont. Mężczyzna opowiada jednak, że on i pozostali właściciele mają już pomysł, jak w szybki sposób zwiększyć skalę działania. – Prowadzimy rozmowy z kilkoma instytucjami finansowymi, wśród których są banki. Chcemy, by oferowały one swoim klientom abonament w naszej platformie. To byłby szybki sposób na dotarcie do ogromnej puli potencjalnych odbiorców – rozmarza się.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.