Po co lodówka ma rozmawiać ze zmywarką? On wie, o co naprawdę chodzi w tym całym "internecie rzeczy"

Internet rzeczy jest jak góra lodowa. Dziś widzimy tylko jej czubek, zdajemy sobie sprawę pewnie z 5 proc. możliwych zastosowań - mówi w rozmowie z INN:Poland Dr. Stefan Hartung, członek zarządu Bosch.
Internet rzeczy jest jak góra lodowa. Dziś widzimy tylko jej czubek, zdajemy sobie sprawę pewnie z 5 proc. możliwych zastosowań - mówi w rozmowie z INN:Poland Dr. Stefan Hartung, członek zarządu Bosch. mat. prasowe
Siedzę naprzeciwko faceta w dużej mierze odpowiedzialnego za IoT - internet of things - na połowie planety. Stefan Hartung to członek zarządu Robert Bosch GmbH. Listę obowiązków ma długą. Opowiedział mi o co chodzi w tym całym internecie rzeczy - czemu lodówka gada z pralką, czy ludziom to odpowiada i czy nie stajemy się od tego głupsi.

Nie wydaje się panu, że IoT to tylko taka moda? Jaki jest sens tego, żeby moja zmywarka porozumiewała się z moją pralką albo lodówką? Co ja z tego mam?

Interesujące pytanie. Cały trend IoT rozwija się etapami. Na początku łączymy się z poszczególnymi sprzętami, potem łączymy je w jedną spójną sieć. I faktycznie, jak dostaniesz możliwość połączenia się z podstawowym sprzętem, to jest logiczne, że zadajesz sobie pytanie – po co mi to? Przecież mogę używać lodówki tak, jak miliony ludzi robią to do tej pory, dlaczego mam od niej dostawać jakieś informacje?

Cóż, jak jesteś na wakacjach, a lodówka się zepsuje, to pewnie chciałbyś o tym wiedzieć, żeby poprosić kogoś, by się tym zajął. Ale po zachowaniach naszych konsumentów widzimy, że to im się podoba. Kiedy zaczną korzystać na przykład ze zdalnego sterowania ogrzewaniem w domu, robią to bardzo chętnie. To fascynujące, że zaczynają sprawdzać ile energii oszczędzili, jak to się przełożyło na ich portfel. Obniżają temperaturę, gdy nie ma ich w domu, podkręcają ją przed powrotem. I dzięki temu my widzimy, że faktycznie to jest potrzebne.
A ta perspektywa zmienia się jeszcze w miarę podłączania większej liczby urządzeń. To przekłada się na kilka istotnych spraw. Pierwszą jest efektywność energetyczna. Nikt nie chce marnować energii i pieniędzy, a IoT pomaga właśnie w redukcji zużycia energii. Drugą sprawą jest komfort. Kiedy nie ma nas w domu, światła i sprzęty mogą się automatycznie wyłączać, czujniki same obniżą temperaturę albo domkną okna. A trzecia sprawa to bezpieczeństwo. Nie chcesz, żeby ktoś wiedział, że nie ma cię w domu? Światła mogą się włączać i wyłączać tak, jakbyśmy byli w środku.

Ale to są dość drogie rozwiązania, więc można oszczędzić trochę energii, ale trzeba wydać na to spore pieniądze.

Na razie tak, ale jesteśmy dopiero na etapie początku masowej produkcji. Już niedługo to będzie standard, a urządzenia będą zbliżone cenowo do tradycyjnych. A poza tym... Zobacz – telefon stacjonarny też jest tańszy od smartfona, ale wolimy kupować te drugie, bo są o wiele bardziej wszechstronne i użyteczne, nieprawdaż? A do tej wszechstronności dodajemy teraz możliwość sterowania sprzętami domowymi. Technologia ciągle idzie naprzód, więc te systemy będą ciągle udoskonalane, by dać użytkownikowi więcej funkcji.


Czyli lodówkę i ekspres do kawy też będę musiał kupować tak, jak smartfona – co dwa lata?

Gdzie tam, te sprzęty będzie można wymieniać spokojnie raz na kilka czy raczej kilkanaście lat. Naszym zadaniem jest ulepszanie oprogramowania i interfejsów do sterowania sprzętami. Kuchenka czy zmywarka nie zestarzeją się przedwcześnie. Ba, za mniej więcej 5 lat standardem będzie sterowanie urządzeniami za pomocą głosu. To dopiero będzie fundamentalna zmiana. I zapewniam, że konsumenci są na nią gotowi, oni też się cały czas zmieniają.

A co z użytkownikami, którzy nie są gotowi na takie zmiany, na przykład z osobami starszymi?

Nie ma się czego obawiać, są tacy, którzy chcą poznawać nowe technologie. Mój ojciec ma 79 lat, a świetnie radzi sobie z tabletem i za jego pomocą kontroluje temperaturę w domu. A ci, którzy nie chcą, nie lubią, boją się nowych technologii, mogą używać swoich sprzętów tak, jak do te pory. To nie jest przymus, konsument zawsze ma wybór.
Są jakieś rzeczy, których nie da się podłączyć do sieci? Na przykład po co komu inteligentne żelazko z Wi-Fi?

Pewnie, że są. Moglibyśmy podłączyć stół czy krzesło do internetu, ale nie wiem po co. Tylko że to, iż dziś nie ma na rynku żelazka w wersji smart, to nie znaczy, że nie będzie go za kilka lat. Gdybym na przykład podłączył marynarkę (przykład teoretycznie absurdalny) do sieci, to w sklepie od razu by wiedzieli, jaki mam dokładnie rozmiar i pokazali tylko te ubrania, które na mnie pasują. To oczywiście teoria, ale powiedzmy szczerze – IoT jest jak góra lodowa. Dziś widzimy tylko jej czubek, zdajemy sobie sprawę pewnie z 5 proc. możliwych zastosowań. O, mam przykład. Wiesz, jaka aplikacja była najpopularniejsza na świecie 10 lat temu?

Nie umiem sobie przypomnieć…

I bardzo dobrze, bo 10 lat temu nie było jeszcze żadnych aplikacji! No, może nie jest to dokładna granica, ale 11 czy 12 lat temu smartfony dopiero wchodziły na rynek i aplikacji po prostu nie było. Dynamika rozwoju technologii jest po prostu zwariowana. Dlatego musimy poczekać, wszystko się może zdarzyć. Musimy patrzeć na to, czego chcą klienci i im to dać. Pewnie popełnimy kilka błędów, ale trzeba próbować.

Podejdźmy do sprawy nieco bardziej filozoficznie. Mówicie, że próbujecie uczynić głupie rzeczy inteligentnymi. Ale czy przez to my sami nie stajemy się bardziej głupi? Przecież sam dobrze wiem, kiedy mam zrobić pranie czy wyrzucić śmieci.

Ja myślę o tym w inny sposób. Nie boję się tego, że ludzie przez technologię staną się głupsi. Faktycznie stają się inni, czasem w mało pożądany sposób. Dziś wiele osób nie umie odłożyć na bok smartfona, zostawić go na chwilę. Nie chcę myśleć, że przez to stają się mniej zaangażowani społecznie. Może trzeba zauważyć, że oni po prostu angażują się w inny sposób, na przykład poprzez oszczędzanie energii i obniżenie temperatury w domu.
My musimy to dokładnie obserwować, bo zmiany w tym, jak ludzie się ze sobą komunikują i w jaki sposób wchodzą w interakcje, mają znaczenie dla tego, jak będą używać naszych urządzeń. Kilka lat temu częściej dzwoniliśmy, teraz częściej piszemy. Nie jest moją rolą ocenianie, czy te zmiany są dobre czy złe. Ja widzę, że one zachodzą.

Znajdujemy się właśnie na waszej globalnej konferencji, są wystawcy z całego świata, 4 000 uczestników. Wszyscy mówią o IoT - internecie rzeczy, podłączaniu kolejnych urządzeń do sieci. Bosch jest doskonale znany z produkcji sprzętów domowych, ale nie widzę tu ani jednej pralki, lodówki czy choćby suszarki do włosów. Dlaczego? Wolicie być postrzegani jako dostawca infrastruktury?

To nie tak. Ta konferencja, Bosch Connectivty World, jest o wszystkich sprzętach zaliczanych do kategorii IoT, czymkolwiek by one nie były. Pracujemy we wszystkich segmentach tego rynku. Sprzęty domowe są oczywiście bardzo ważne, ale teraz pokazujemy akurat trochę inne rzeczy, niż AGD – czujniki do domu i przemysłu. Ale faktycznie chcemy pokazać szerszą perspektywę, na przykład kwestie samochodów autonomicznych, autonomicznego parkowania czy nowoczesnego przemysłu.

Porozmawiajmy więc o samochodach. Kilka tygodni temu jeździłem zaawansowanym technologicznie BMW. Wjechałem w śnieżycę, śnieg zakleił radar, lidar i kamery. Po kilku minutach przestały działać wszystkie systemy wspomagające jazdę. Moje BMW warte ponad 800 tysięcy złotych stało się równie użyteczne, co stary Golf. Bardzo komfortowy, ale Golf. To pokazuje, że do w pełni autonomicznej jazdy mamy naprawdę daleką drogę.

Tak, proces dochodzenia do tego jest faktycznie długi. Myśmy go podzielili na etapy. Teraz jesteśmy na etapie wspomagania kierowcy w jeździe. Dajemy mu coraz więcej możliwości, ale on ciągle musi sprawować nad wszystkim pełną kontrolę. Co jakiś czas wręcz zmuszamy go do tego, by przejął prowadzenie auta. Razem z systemami pomagającymi mu w jeździe, wprowadzamy sposoby na to, by mieć pewność, że nie zasnął, że nie robi czegoś, co odwraca jego uwagę od prowadzenia.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że od wspomagania jazdy do jazdy autonomicznej jest jeszcze daleko. Musimy dojść do tego, żeby auto samo prowadziło się w każdych warunkach, reagowało na te warunki, hamowało przed przeszkodami. To spore wyzwanie, ale jestem pewien, że technologicznie jest to możliwe. Współpracujemy w tym zakresie z Daimlerem. Na początek jazda autonomiczna będzie możliwa w miastach, ale jest to jak najbardziej możliwe.

Wróćmy do IoT. Kim w tym biznesie chcecie być, jak widzicie swoją rolę?

Jesteśmy tu obecni w wielu aspektach. Bosch jest na przykład producentem wielu różnych zaawansowanych technologicznie czujników. Miliony urządzeń mobilnych dostępnych dziś na rynku są wyposażone w nasze sensory i elektronikę. Całą ideą IoT jest „to make stupid things smart” – czynienie głupich rzeczy inteligentnymi. Jesteśmy więc w środku tego biznesu i nasza pozycja jest naprawdę silna. Jesteśmy też zaangażowani w aspekcie zwanym connectivity, mamy olbrzymią chmurę do takich rozwiązań.
Ale chcemy też zastosować te rozwiązania w naszym podstawowym biznesie, a jesteśmy przecież producentem części samochodowych i sprzętów domowych. Naturalne więc jest, że wprowadzamy nowoczesne rozwiązania do samochodów i AGD. Produkujemy też maszyny i wyposażenie do fabryk, dla przemysłu. I tu również dodajemy te elementy „connectivity”.

No i nie da się pominąć naszych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa, na przykład budynków. Z jednej strony wymyślamy rozwiązania, z drugiej produkujemy czujniki, które my i inni producenci instalują w swoich sprzętach.

Przed chwilą chwaliliście się wizją Przemysłu 4.0 – automatyczne fabryki, pełne czujników, działające pod kontrolą komputerów. Rozumiem, że to się sprawdza w przypadku dużych koncernów. Ale gdzie jest granica opłacalności? Większość przemysłu to niewielkie zakłady, po co one mają inwestować duże pieniądze w jakieś roboty?

W idei Przemysłu 4.0 chodzi właśnie nie o to, by takie rozwiązania stosować tylko w wielkich fabrykach. Wręcz przeciwnie, one się świetnie nadają do mniejszych firm. Załóżmy, że masz starą maszynę, ale dobrze działającą, której będziesz używał przez najbliższe 10 lat. Nie ma problemu w tym, żeby dodać jej kilka czujników. Wtedy lepiej ją wykorzystasz, bo będziesz wiedział kiedy ją naoliwić, kiedy poddać serwisowi. Ta idea dotyczy wszystkich maszyn, drogich, nowych, ale i starych czy tanich. Dzięki analizie danych będziesz wiedział jak najlepiej wykorzystać wszystkie zasoby. Na serwis stracisz jeden dzień, jeśli coś się zepsuje – jesteś kilka dni w plecy i tracisz pieniądze.

No tak, ale więcej automatyzacji w przemyśle – ale też w domu – wymaga coraz bardziej zaawansowanej ochrony. A niewiele się mówi, jak zapewnić sprzętom i sobie bezpieczeństwo.

Fakt, więcej podłączonych do sieci urządzeń to konieczność zapewnienia większego bezpieczeństwa, oczywiście w różnej skali. Jeśli ktoś zhakuje system, to uderzy w miejsce, gdzie może coś uzyskać. A wiec bardziej wrażliwe dane muszą być chronione. Ale chodzi też o sprzęty – ktoś może przecież włamać ci się do piekarnika czy kuchenki i spowodować nieszczęście. Nawet takie sprzęty muszą być świetnie chronione. W kwestii takiej ochrony opieramy się przede wszystkim na rozwiązaniach naszych partnerów technologicznych, współpracujemy z nimi od wielu lat.

A co z rolnictwem? Widziałem, że jesteście w nie zaangażowani. Ale czy to jest właściwy kierunek? W końcu w Europie odchodzimy od przemysłowego jedzenia, coraz więcej ludzi stawia na organiczne rolnictwo. A automatyzacja jakoś tu nie pasuje.

To nie tak. My zajmujemy się technologią, nie jesteśmy specjalistami od rolnictwa. Ale umiemy rozwiązać problemy hodowców i zapewniam, że te technologie nie są „przemysłowe”. Chodzi o np. o dokładne podlewanie, o kontrolę temperatury. Właśnie pokazaliśmy czujniki i systemy pomagające w uprawie szparagów i truskawek. Wiesz, że jeśli jasnych szparagów nie zbierzesz w określonym momencie i przy określonej temperaturze, to będą się nadawały tylko do wyrzucenia?
Mamy też rozwiązania dla większych gospodarstw – udało nam się np. opracować system do automatycznego ważenia krów na wielkiej farmie w Brazylii. Kiedy idą jeść czy pić, muszą przejść przez bramkę, która bada ich wagę i stan. Farmer dokładnie wie, w jakiej formie są jego zwierzęta, a mówimy o tysiącach sztuk. Dzięki nowoczesnym technologiom można używać mniej chemii w rolnictwie. Może nie mówimy o uprawie typowo organicznej, ale zdecydowanie nie „przemysłowej”. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom łatwiej jest kontrolować stan zwierząt czy roślin.

To zresztą było dla nas niezłe wyzwanie, nauczyliśmy się bardzo dużo. Udało nam się opracować choćby ten system do ważenia krów czy usprawnić metodę do hodowania ostryg w Australii. Nie spodziewaliśmy się zresztą, że ta nasza rolnicza działalność będzie tak ciekawa i że rozwinie się w takim kierunku.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.