Informatycy to nie stado orków. To też nasza wina, że nie umiemy się z nimi porozumieć

Wiele osób ma problemy komunikacyjne w kontaktach z informatykami i programistami. To nie ich wina, bo komunikacja jest słabą stroną nas wszystkich - mówi nam Arkadiusz Naruk, trener komunikacji.
Wiele osób ma problemy komunikacyjne w kontaktach z informatykami i programistami. To nie ich wina, bo komunikacja jest słabą stroną nas wszystkich - mówi nam Arkadiusz Naruk, trener komunikacji. Foto: Facebook.com/AnarukBlog
Nie możesz dogadać się z programistami? To nie jest ich wina. Kompetencje komunikacyjne są słabe u niemal całego społeczeństwa. Co możemy z tym zrobić? Podpowiada Arkadiusz Naruk z anaruk.pl, trener komunikacji i mentor, który będzie pomagał uczestnikom hackathonu Google’a.

Konrad Bagiński, INN:Poland: Bardzo często uważamy programistów za stado orków, które siedzą w piwnicy, wystarczy rzucać im pizzę i wymagać linijek kodu. Znam firmy, w których faktycznie tak to wygląda, piętrzą się pudełka po jedzeniu na telefon i panuje niezbyt przyjemny zapach. Z drugiej strony mamy nowoczesne, sterylne biura, ale i tak programiści często są oddzieleni od innych pracowników. Jak to więc jest z ich kompetencjami miękkimi? Stado orków, czy grupa wrażliwców?

Arkadiusz Naruk, anaruk.pl: Są oczywiście i tacy, i tacy. Ale trzeba stanąć ponad takimi podziałami – moim zdaniem problem jest szerszy i dotyczy każdego z nas. Wszyscy kończymy te same szkoły i wychodzimy nich z podobnymi kompetencjami, również miękkimi. Piszę o tym na swoim blogu anaruk.pl. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że my generalnie nie umiemy się komunikować i nie ma sensu zawężać tego problemu tylko do grupy programistów. I to oczywiście nie całego świata IT, ale pewnej grupy osób.

Czyli u programistów jest to bardziej zauważalne?

Tak, programiści mają przede wszystkim mniej okazji do interakcji, niż inne grupy pracowników. Mówiąc kolokwialnie: deweloper rzadziej rozmawia niż handlowiec czy fryzjerka. I nawet jeśli fryzjerka nie była uczona komunikacji, to podczas pracy może sobie te umiejętności podszkolić. A programista nie za bardzo.


Z drugiej strony, język programistów i świat, który za nim stoi, jest na tyle specyficzny, że podczas rozmowy z laikiem obie strony są bardzo daleko od siebie. W związku z tym jest duże ryzyko wystąpienia błędów i tarć. Programiści mają mało doświadczeń i okazji do interakcji z innymi ludźmi i zajmują się rzeczami niezrozumiałymi dla zwykłego śmiertelnika. Mimo wszystko, jest raczej tak, że to inni uznali, że z informatykami jest problem i lepiej się z nimi nie komunikować. Myślę więc, że problem jest ogólny, ale inni z tego wychodzą, a informatykom jest trudniej.

Wiele osób ma problemy z porozumiewaniem się z deweloperami. Oni naprawdę często mówią innym językiem. Precyzja ekspresji też jest chyba kompetencją miękką?

Tak, jest – podobnie jak wszystkie kompetencje związane z komunikacją. Jedną najważniejszych kwestii jest to, że o skuteczności komunikatu czy informacji decydują potrzeby odbiorcy. Chodzi o miejsce i czas rozmowy, warunki, formę a nawet nastrój. Decyduje o nich nadawca, odbiorca jest trochę bezbronny i skazany na to, jak nadawca przekaże komunikat. Na przykład szefowi często komunikuje się jakiś problem czy opóźnienie w piątek przed wyjściem z pracy. To nie jest dobry moment. To psuje mu weekend, a i tak jest za późno na wdrożenie odpowiedniego rozwiązania.
Ale jak idziemy z prośbą o podwyżkę, to już lepiej wybierzemy moment rozmowy…

O, na pewno. Czasem wystarczy postawić się w sytuacji odbiorcy i trochę tę rozmowę przemyśleć. Nawet to zmienia jakość rozmowy niemal o 180 stopni. Wiele osób ma tendencję to tego, że jak pojawia się pożar, to od razu lecą z informacją, bez przemyślenia tego, co chcą powiedzieć, jak to powiedzieć i czy odbiorca jest na to gotowy. A to błąd, bo psuje relacje bądź skuteczność komunikatu. To jest ciągłe stawianie na siebie. Ja chcę powiedzieć, mi teraz pasuje, ja, ja i ja.

Czy to informatycy się alienują, czy to my wciskamy ich do szufladki z napisem „lepiej nie rozmawiać”?

Myślę, że obie te rzeczy. Informatycy czują, że nie ma tego porozumienia. Łatwiej im się wycofać z relacji i zatopić w kodzie, tak jest bezpieczniej. Z drugiej strony, inni ludzie nie rozumieją informatyków, tego świata i wszystkiego, co za nimi stoi. Mogą czuć niechęć, frustrację a często najzwyklejszy lęk. Dlatego nie rozmawiają z informatykami, jeśli nie ma ku temu wyraźnej potrzeby.

Jakie kompetencje są u informatyków ważne? Chodzi mi o takie, bez których nie mogą się obyć.

Kluczowe jest zarządzanie czasem i motywacją. Kiedy znam już plan na efekt końcowy, muszę zaplanować swoją pracę, uwzględniając różne poślizgi, szukanie błędów, szukanie pomocy, różne niezaplanowane rzeczy. Czyli jak z punktu, w którym jestem teraz, dojść do celu, który wyznaczył mój pracodawca.

A zarządzanie motywacją?

Jak zostawię sobie pracę na sam koniec, to nie będę w stanie pracować 168 godzin bez przerwy przed deadlinem. Trzeba to zaplanować, rozłożyć i zrealizować. Ważna jest też elastyczność i adaptacyjność. Kiedy wyskoczy nagle jakaś zmiana planu, to nie jest to rujnujące dla całego projektu, tylko na bieżąco dostosowujemy się do sytuacji.

Ale królową kompetencji miękkich i tak jest…

Komunikacja. Chcąc udowodnić, że jest ważna, robiłem sobie w internecie przegląd kompetencji. I dosłownie w każdym rankingu umiejętności miękkich – najbardziej pożądanych, najcenniejszych, najważniejszych – komunikacja była i to często na pierwszej pozycji. Moim zdaniem najważniejsze są trzy rodzaje komunikacji. Pierwsza to komunikacja interpersonalna: jeden na jeden, komunikacja w zespole, przekonywanie. Informatycy bardzo często są piekielnie kreatywni, analityczni, widzą możliwości usprawnienia procesów, ale często nie umieją do swoich pomysłów przekonać innych ludzi. Nie umieją iść do szefa i przekonać go do czegoś albo zaproponować zespołowi. A kiedy nie umieją tego zrobić, to rodzą się złe emocje, frustracja i niezrozumienie.

A kolejne aspekty?

Druga sprawa to umiejętności prezentacyjne. Znam przykład poważnej firmy, do której przyjechali goście z bardzo ważnej zagranicznej firmy i jedyną osobą, która umiała zrobić ciekawą prezentację i jeszcze przedstawić ją po angielski, był student na stażu. Trochę to słabe. Oczywiście chodzi tu też o umiejętność prowadzenia spotkań. Wiele z nich nie wiedzie do niczego – gadanie, wyuczone formuły, farmazony. Większość z tych spraw można załatwić na osobności a tu cały zespół musi siedzieć i słuchać. Nie ma agendy, wniosków, produktów czyli listy rozwiązań, schematu działania.

Nie jesteśmy tego uczeni, więc każdy robi jak umie.

A trzecia sprawa to inteligencja emocjonalna. Nie jest ona wrodzona, to nie jest talent – to jest umiejętność. Rozpoznawanie emocji, panowanie nad nimi, czytanie emocji innych i dostosowywanie się do nich. I jak u pracownika pojawia się deficyt tych trzech rzeczy, to faktycznie robi się z niego ogr lub ork, któremu lepiej tylko dawać pizzę, nie podchodzić, nie ryzykować.

Mam wrażenie, że szeroko pojęci deweloperzy miewają często znakomite pomysły. Ale uczestniczyłem czasami w jakichś sejsach pitchingowych i wydaje mi się, że często miewają problem z wyjaśnieniem tego, co robią i dlaczego to robią.

Faktycznie z tym bywa bardzo słabo. Deweloperzy, twórcy, inżynierowie, skupiają się na technicznych aspektach tego, jak coś działa. Tu można znaleźć taką „teatralną” metaforę. Opowiadają jak działa obsługa sceny, jak sprytnie można przesuwać światła i zapadnie. Nie mówią ani słowa o doświadczeniu widza, o katharsis, o tym co zrobią, by wywołać u niego emocje. Nie pokuszę się o stwierdzenie, ile procent ludzi podczas prezentacji tak się zachowuje. Ale sporo potrafi mówić o tym, jakie technologie stoją za ich rozwiązaniem a nie o tym, dlaczego coś zrobili i jaki problem rozwiązują.

Na czym się wtedy skupiają twórcy?

– To na szczęście spora grupa i miałem szczęście widzieć dużo takich sytuacji. Fajnie jest, gdy twórcy opisują swoje dzieła językiem korzyści, w sposób angażujący. Prezentacje przemyślane, robiące wrażenie widziałem choćby na Infoshare, czy obozach innowacyjności. I kolejną ciekawą imprezą będzie hackathon w Google, gdzie mamy bardzo twardy, techniczny przedmiot. To praca nad sztuczną inteligencją i dylematem więźnia. A jednocześnie okazja do poćwiczenia umiejętności miękkich. Na tej imprezie będę służył uczestnikom jako mentor.

Jak to będzie wyglądało w praktyce?

Nie do końca wiem. Jestem adaptacyjny i będę dostosowywał się do sytuacji. Moim zadaniem jest animować, zachęcać, reagować, gdy w zespole pojawią się niesnaski. Docelowo – i myślę, że to będzie już czystą przyjemnością – moim zadaniem będzie pomoc zwycięskiej drużynie z sesją pitchingową. Może to być przełamanie oporów i pomoc osobom, które nie chcą prezentować, po ledwie doszlifowanie pomysłu i pokazanie kilku usprawnień.
Hackaton ChallengeRocket EMEA Coders League

5 maja​w Google Campus Warsaw ​o godz. 16:00 odbędzie się pierwszy z tej serii EMEA Coders League ​warszawski hackathon poświęcony tematyce sztucznej inteligencji. Hackathon organizowany jest przez platformę ChallengeRocket.com​. Po licznych sukcesach wliczając m. in. hackathony organizowane dla Nvidia czy BZWBK platforma ChallengeRocket.com rusza z serią wydarzeń w ramach serii EMEA Coders League w Polsce. Wydarzenia mają charakter otwarty a uczestnikami mogą być ludzie programujących w dowolnym języku, aby wziąć udział należy zarejestrować się z wyprzedzeniem natomiast wstęp jest bezpłatny​. Czytaj więcej

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.