Oni zapłacą podatek solidarnościowy i są wzburzeni. „To przymus wobec grupy, która ciągnie rozwój biznesu”

Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z rodzinami osób niepełnosprawnych.
Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z rodzinami osób niepełnosprawnych. Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Budżet nie jest z gumy – tak przedstawiciele rządu tłumaczą pojawienie się podatku solidarnościowego. 4 proc. od dochodów, jakie przyjdzie zapłacić grupie najlepiej zarabiających Polaków, ma zapewnić środki na program wsparcia dla osób niepełnosprawnych. Przyszli płatnicy jednak, delikatnie mówiąc, przyjęli ten akt solidarności z niewielkim entuzjazmem. Wśród tych, którzy mieliby znaleźć się w grupie potencjalnych płatników wkrótce może zacząć się fala „optymalizacji” zarobków.

W organizacjach przedsiębiorców mobilizacja. – Nasze stanowisko w tej sprawie jest prawie gotowe i będzie to stanowisko negatywne – nie ukrywa w rozmowie z INN:Poland Marcin Nowacki ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców RP. – Oceniamy, że odwołując się do innych nazw – typu „danina” czy „opłata” – rzeczywiście podwyższa się podatki. Zamiast powiedzieć wprost, że na niektóre rzeczy brakuje pieniędzy, próbuje się uderzać w tych, którzy budują polską przedsiębiorczość – podkreśla nasz rozmówca. Według niego to sprzeczne z wcześniejszymi rządowymi zapewnieniami o wspieraniu biznesu.

Bardziej zabieg PR niż środek zaradczy
Ta grupa to około 25 tysięcy osób o najwyższych zarobkach, przekraczających milion złotych rocznie. To jakieś 87 tysięcy miesięcznie. Mają oni wykładać w sumie około 1,2 miliarda złotych rocznie – począwszy od pieniędzy zarobionych w 2019 r. i rozliczanych w kolejnym roku kalendarzowym. Jak wylicza „Rzeczpospolita”, w grę wchodziłyby dochody z pracy, z działalności gospodarczej i z dochodów kapitałowych.

Dotyczy to tak małej grupy podatników, że efekt dla gospodarki będzie neutralny, jak ocenia Marcin Luziński, ekonomista BZ WBK. – Należałoby zastanowić się raczej nad konstrukcją tego podatku: w przypadku najbogatszych opodatkowany powinien być raczej majątek niż dochody – mówi w rozmowie z INN:Poland. – I nad jego sensem, gdyż tworzenie podatku na szczególny cel wydaje się być bardziej zabiegiem PR niż realnym środkiem zaradczym. W praktyce można wymyślić milion takich podatków, bo skoro na jeden cel jest, to czemu nie na inne? – pyta retorycznie.
Takie pytania bynajmniej nie wpędzają ministrów w zakłopotanie. – Daniny punktowe, które realizują jakiś konkretny cel, istnieją w innych państwach – przekonywał w rozmowie z money.pl wiceminister finansów Paweł Gruza. – Niektóre kraje wprowadzają je okresowo, inne od przedziwnych dochodów, typu dochody z odsetek – dorzucał.


Menedżerowie nie mają drogi ucieczki
Pytanie, czy osoby z wytypowanej przez autorów pomysłu grupy będą chciały ten podatek płacić. W powszechnym mniemaniu może chodzić o biznesmenów, których znamy z rankingów najbogatszych Polaków czy właścicieli świetnie prosperujących i obracających milionami przedsiębiorstw. Ale idąc tym tropem, popełnimy błąd. Nieoficjalnie, ze środowisk przedsiębiorców można to usłyszeć wprost: właściciele firm mają szereg możliwości, żeby ich dochody spadły poniżej ustanowionego dla nowej daniny podatku. I nie będą się zanadto wahać, by z nich skorzystać.

Ktoś jednak będzie musiał zapłacić. – Poza właścicielami firm płatnikami tego podatku mogą być menedżerowie najwyższego stopnia, członkowie zarządów, wyższa kadra menedżerska, specjaliści najwyższego stopnia – analizuje Luziński. – Jeżeli pracują dla dużej korporacji, to takie koncerny często oczekują określonego typu kontraktu, z małymi możliwościami zmian. W dużych spółkach zarządy są zatrudniane nierzadko na etaty i nie wyobrażam sobie, żeby dało się to zmienić, bo akcjonariusze też potrzebują jakiejś stabilności. Zatem to będzie grupa mająca najmniejsze możliwości uniknięcia „podatku solidarnościowego” – dodaje.

– Menedżerowie, a i owszem, ale przede wszystkim ci w spółkach Skarbu Państwa. Ze względu na zarobki i z uwagi na to, że oni są zakładnikami pewnego systemu, w którym funkcjonują i tam wszelka optymalizacja zarobków nie będzie mile widziana – mówi z kolei Marcin Nowacki. Być może do tego można by też dołożyć część osób „ze świecznika”, np. przeżywających szczyt popularności artystów czy sportowców, zarabiających na kontraktach reklamowych. Ale i tu w grę wchodzą agencje – jak mówi nam doradca podatkowy z wieloletnim doświadczeniem – które będą potrafiły „wyłuskać” swojego człowieka spod zapisów projektowanej ustawy.

Najbogatsi podejmą decyzję sami, być może część z nich – choćby z powodów wizerunkowych – dostosuje się do nowych danin. – Ale nie oczekiwałbym, że wielu zostanie płatnikami – kwituje jeden z naszych rozmówców.

Fala optymalizacji podatkowych
Ale najgorsza jest chyba nadchodząca fala „optymalizacji”, która na dłuższą metę utrwali tylko stereotyp biznesmena-kombinatora. – Optymalizacji będą szukać przedsiębiorcy na intratnej jednoosobowej działalności gospodarczej. Restrukturyzować swoją działalność będą ci, którzy aspirują do prowadzenia biznesu w skali międzynarodowej. Nawet w menedżerów bym tak nie wierzył, bo narzędzia optymalizacyjne zaczęły się już pojawiać, gdy zniesiono limit wysokości składek na ZUS dla najbogatszych. Pod to też firmy się przygotowywały na dużą skalę – opisuje Marcin Nowacki.

Oczywiście, ani podatek – ani próby ucieczki przed nim, dla gospodarki nie będą miały większego bezpośredniego znaczenia. Pośrednio jednak przyniosą szkody wizerunkowe. – Jesteśmy zwolennikami konkurencyjności podatkowej. Wydawało się, że takim ruchem jest zapowiedź obniżenia podatków dla mniejszych spółek. Tymczasem mamy ruch zupełnie odwrotny – kwituje ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców RP. – Sposobem na zwiększanie przychodów budżetu i tworzenie nowych instrumentów socjalnych nie jest ściganie biznesu, kontrole, dawanie Krajowej Administracji Skarbowej nowych narzędzi. To proste: podatki powinny być przejrzyste, niskie i konkurencyjne – ucina.

A podatek solidarnościowy może być ledwie początkiem zmian w portfelach najbogatszych. Resortowi finansów marzy się bowiem „reforma podatkowa i ubezpieczeń społecznych”. – Pan premier zapytał o nią kilka miesięcy temu mnie, jak i ministerstwo finansów. Mamy taką dyskusję przygotować – zapewnia minister Jadwiga Emilewicz. – Rzeczywiście, jest coś nie tak w systemie, w którym właściciel sieci hoteli płaci te same 1200 złotych, co ktoś, kto prowadzi sklep z pietruszką – dorzuca. Według niej, bogaci budują sobie bezpieczeństwo emerytalne kosztem ZUS. Innymi słowy, pogoda dla bogaczy nad Wisłą już była.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.