Te słuchawki to kolumny w uszach. Polska firma przebojem weszła do gry o audiofila

Piotr Granicki, twórca Custom Art. Przygodę z produkcją słuchawek zaczynał od zera, metodą prób i błędów. Dziś jego słuchawki noszą wielkie gwiazdy muzyki. Fot. Damian Małż / Custom Art
Polska firma, o której masowy konsument zapewne nie słyszał, sprzedaje swoje słuchawki do ponad 60 krajów. Równie dobrze można je nazwać kolumnami w uszach. Noszą je gwiazdy sceny muzycznej, tak polskiej jak i zagranicznej. - Mój początkowy kapitał zakładowy to 3 tys. zł. Kupiłem w telekomie iPhone’a i szybko sprzedałem. Najtańsza wtedy pożyczka na rynku – śmieje się Piotr Granicki, twórca Custom Art.


Choć firma ma 7 lat, funkcjonuje w atmosferze startupu. Manufaktura ulokowana jest w sporym mieszkaniu w warszawskiej kamienicy w centrum. Meble, biurka, stanowiska produkcyjne. I te dźwięki towarzyszące tworzeniu słuchawek, raczej niepokojące, jak u dentysty czy ortodonty. Dlatego, że klientowi pobierany jest odcisk ucha ze specjalnej masy sylikonowej. Ma zapewnić dopasowanie, ergo niwelować szumy otoczenia, przez co nie musisz słuchać muzyki powyżej zalecanej głośności. 9 osób na pokładzie. Milion złotych przychodu za zeszły rok.


Piotr Granicki w rozmowie z INNPoland.pl opowiada o zabawnych początkach firmy, oddolnej sile audiofilskiej społeczności i skali działania, która wykracza daleko poza Europę.

Czym jest Custom Art? Startup, niestartup?

Co do zasady, nie. Nie uważamy się za startup, właśnie dlatego, że realnie rzecz biorąc, rozwijaliśmy się organicznie od samego początku. Firma jest zdrowa, plany, jakie miałem, zostały zrealizowane.

Jak to się zaczęło?

Byłem recenzentem sprzętu muzycznego jako nastolatek. Siedziałem na forach internetowych, rozmawiałem ze społecznością audiofili. Gdy kupiłem pierwsze słuchawki z wyższej półki, zajarałem się technologią, która była w środku.

Rozebrałeś, by zobaczyć, jak to działa?

Nie jestem inżynierem. Odzywałem się bezpośrednio do producentów, rozmawiałem z ich inżynierami, odpowiedzialnymi za projektowanie, wypytywałem o szczegóły, co i jak ze sobą łączyć. Trochę to trwało, potem dopadło mnie życie. Studia, pierwsza praca, słuchawki zeszły na dalszy plan. Aż postanowiłem spróbować.

Rzuciłeś pracę?

Nie. Dłubałem po godzinach, na łóżku w swojej sypialni.

Skąd wziąłeś pieniądze?

Śmieszna historia. Mój kapitał początkowy to 3 tys. zł. Był 2012 r., wychodził wtedy iPhone 5, kupiłem go w telekomie i w ciągu tygodnia sprzedałem. Najtańsza wówczas pożyczka na rynku. Pieniądze poszły na pierwsze komponenty do testowej produkcji. Za dnia pracowałem, wieczorami projektowałem słuchawki.


Ile to zajęło?

Mniej więcej po roku wysłałem klientowi mój pierwszy model.

Jak ci się to spinało finansowo?

Kosztowały wtedy 659 zł. Robiłem to sam, zatem wykalkulowałem sobie, że jeśli w ciągu miesiąca zbuduję i sprzedam trzy pary, będę miał na czynsz, jedzenie i jakoś to będzie.

I co?


I w pierwszym miesiącu wpłynęło trzydzieści zamówień.

Ile?!

No trzydzieści.

Jak? Bez marketingu?

Przez to, że byłem non stop obecny na tych forach. Nie byłem w tej społeczności anonimowy, rzuciłem hasło, że otwieram firmę, jeśli ktoś jest zainteresowany, to śmiało, jestem ciekaw waszej opinii. I tak to poszło.

3 a 30 par to różnica. Zrobiłeś?

Tak, łatwo nie było, ale jakoś udało mi się to dowieźć. Liczba zamówień utrzymywała się w następnych miesiącach na podobnym poziomie, szybko okazało się, że nie dam rady łączyć tego z dzienną pracą. Rzuciłem ją. Miałem wystarczające obroty, by się temu poświęcić.
Pierwsze zamówienia niejako po znajomości, okej wierzę. Ale że dłużej utrzymałeś taki napływ? Jak?

To były najtańsze słuchawki personalizowane na świecie w swojej kategorii. Wiesz, pierwsze wyciski wyglądem były dalekie od obecnych. Ale też umówmy się, nie miałem doświadczenia w tym, co robiłem, dlatego cena była taka, nie inna. To były prototypy. Jednocześnie wygrywałem właśnie ceną, stosunkiem jakości do ceny. Po pierwszych recenzjach okazało się, że przez długi czas nasz najbardziej podstawowy model miał w jednym z wiodących rankingów - theheadphonelist.com - ocenę 10/10, jeśli chodzi o jakość. Wcześniej osiągnęły to 2, może 3 modele w historii całej branży.

Co było później?

Nie dawałem już rady sam tego ogarniać, zatrudniłem kolejną osobę i znalazłem nam biuro.

Mieszkanie.

Tak, mieszkanie, taki klimat nam wszystkim odpowiada. Stopniowo zatrudniałem kolejne osoby, wciąż byłem projektantem technologii, potrzebowałem kogoś do jej powielania. Obecnie firma ma 9 osób, większość w produkcji.

Przytłoczenie pierwszym sukcesem zazwyczaj rozpoczyna romanse z inwestorami.

Pierwsza propozycja inwestycji była bardzo rozdmuchana, na warunki startupowe ogromnie atrakcyjna, bo 2 mln zł. Założenie było takie, że po 2-3 latach wchodzimy na giełdę z wyceną 40 mln zł. Piękny sen. Ostatecznie jej nie przyjąłem.

Dlaczego na to nie poszedłeś?

Sytuacja, w której mamy rozwodnioną firmę, interesy akcjonariuszy na karku, którzy oczekują zysków, sprawiłaby, że zaczęlibyśmy robić coś, z czym się nie zgadzam. Chcąc nie chcąc, cisnęlibyśmy na ilość, kasę i sprzedaż, naturalnie kosztem jakości, produkt stałby się byle jaki. Przyjąłem inną inwestycję, o połowę mniejszą, z inwestorem, który pomaga osiągać cele, nie dyktuje, co mamy robić. Wolniej, ale po mojemu.
Pomówmy o tym, co pod maską. Opatentowałeś jakieś rozwiązanie?

Tak, mamy patent płaskiej impedancji.

Czyli?

To technologia, która zmienia charakter głośnika. Niezależnie od źródła dźwięku, brzmienie w słuchawce nie będzie różniło się od siebie. Telefon, odtwarzacz, cokolwiek – sygnatura brzmieniowa, bas, środek, wysokie tony, wszystko pozostanie na takim samym poziomie. W starej szkole projektowania to był spory problem, zdarzało się, że super drogie słuchawki nie grały, jak powinny. My go obeszliśmy.

Brzmi przełomowo.

Nikt na to nie wpadł przez 20 lat.

Masz jakieś podobne smaczki technologiczne?

Fibae Black. To nasz najnowszy model, który ma bardzo zaawansowany rodzaj filtra akustycznego, dołączonego do głośnika. Filtr modyfikuje brzmienie i jednocześnie znacząco obniża zniekształcenia. W uproszczeniu, słuchawka z jednym głośnikiem gra, jakby miała ich cztery, pięć.

Hasło marketingowe?

Nie, opinia recenzentów. Wysłaliśmy je na blind testy. W biznesie audio wszyscy unikają tego, jak ognia.

Dlaczego?

Bo najgorsze, co może się przytrafić producentowi, to gdy ktoś zjedzie jego sprzęt, lub stwierdzi, że nie słyszy różnicy w porównaniu z tańszym sprzętem. My mieliśmy odwrotny efekt. Słuchawka miała jeden głośnik, zamaskowaliśmy ją, wyglądała, jakby miała minimum trzy. A recenzenci po odsłuchu strzelali, że pięć, sześć. Stawiali, że to półka cenowa tysiąc dolarów w górę. W praktyce kosztowały 450 euro. I na tym postanowiliśmy zbudować całą kampanię tego modelu.
Poskutkowało?

Toniemy w zamówieniach.

O jakiej skali mówimy?

W zeszłym roku sprzedaliśmy niecały tysiąc par słuchawek. Działamy na ponad 60 rynkach. Mieliśmy milion złotych przychodu za 2018 r. W tym roku celujemy w 2 mln zł i sprzedaż na poziomie 1500 par. Zmieniliśmy trochę strategię. Usunęliśmy najtańsze modele, bo były już przestarzałe, co podniesie cenę jednostkową w tym roku. Za to skupimy się także na modelach uniwersalnych, z silikonowymi gumkami, łatwiejszych w produkcji i sprzedaży.

Z innej beczki. Jaki był najgorszy moment? Gdy już się łamałeś i chciałeś to rzucić w cholerę?


Ciężkie pytanie. Było kilka takich momentów, nie więcej niż pięć. Śmiejemy się w biurze, że u nas funkcjonują prawa Murphy’ego, zdarzają się sytuacje, gdy komplikuje się wszystko, co tylko się da. Pomyłki w zamówieniach, wymagający klient, błędy kurierów, albo błąd produkcyjny. Jeśli w trakcie produkcji na obudowie pojawi się rysa czy pyłek na układzie, słuchawkę trzeba rozebrać i złożyć na nowo ze względu na nasze wymagania co do jakości. Natomiast mam to do siebie, że jak pojawia się problem, to biorę to bardzo do siebie.

Właśnie widzę. Ile ty masz lat?

29.

Młoda twarz, siwe włosy.

Wiem, wiem, za dużo się przejmuję. Zresztą, przyganiał kocioł garnkowi.

Touche. Czyli jesteś perfekcjonistą?

Raczej funkcjonującym perfekcjonistą. Stawiam sobie granice. Można w nieskończoność poprawiać produkt czy ideę, modyfikować, wstrzymywać, ale w końcu trzeba z tym wyjść do ludzi. Często początkujący przedsiębiorcy mają ten sam problem, poczucie, że to jeszcze nieskończone, że coś można poprawić.

Better done than perfect?

Better done perfect. Ale znów, stawiam sobie granice.
Jacy artyści są waszymi klientami?

Z polskiej sceny używają ich Ewa Farna, Sarsa, Ania Wyszkoni. Z zagranicznej, na przykład Gojira, zespół był rok temu na Pol’And’Rock Festival. W zasadzie, jak przejrzałem sobie zeszłoroczny lineup, połowa wykonawców używa naszych słuchawek. No i oczywiście MØ. To wokalistka, która wystąpiła z Major Lazer w kawałku LeanOn. 2,5 mld wyświetleń na YouTube. Mówię ci, nogi się pode mną ugięły, gdy zobaczyłem maila od jej zespołu na firmowej skrzynce.