Bilety lotnicze jak abonament w Netfliksie? Oto nowe sposoby na tanie podróżowanie

Założyciele Flymble zbierali na lot do Tajlandii. Kiedy mieli już odłożoną sumę, bilety zdrożały z 500 do 700 funtów. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Chcesz gdzieś wylecieć, ale nie masz kasy na bilet za parę tysięcy? Planowanie wakacyjnych podróży zmienia się dzięki nowym usługom, które napędzają nowe technologie. Dziś można płacić za loty "abonamentem", czyli na raty bez kredytu i firmy pożyczkowej albo zaufać algorytmowi, który zaplanuje dla nas najtańsze przeloty z przesiadkami.


Od czego zależą ceny lotów?
Problem z cenami biletów lotniczych jest taki, że ulegają one bardzo częstym zmianom. Cały system sprzedaży biletów zależy oczywiście od konkretnej linii lotniczej i jest ściśle strzeżoną tajemnicą. W pewnym skrócie można opisać to tak: im mniej biletów na dany lot się sprzedało, tym są tańsze.


Załóżmy, że chcemy lecieć we wrześniu do Paryża. Kilka miesięcy przed lotem pewna partia biletów będzie dość tania – powiedzmy, że będą kosztować po 200 złotych. Im później, tym bardziej samolot będzie się zapełniał, a ceny będą rosnąć – ostatnie dostępne bilety mogą być kilka lub kilkanaście razy droższe od pierwszych.


Przy okazji zróbmy jeszcze jedno założenie: rzeczywisty koszt podróży na tej trasie wynosi 400 złotych. A więc pierwsze bilety sprzedawane są poniżej kosztów. Przewoźnikowi najbardziej opłaca się sprzedawać bilety tuż przed lotem – bo jeśli za wspomniany lot pasażer zapłaci 2000 złotych (bo musi koniecznie lecieć i nie ma wyjścia), to jest bardziej dochodowy niż kilku innych, którzy kupili bilety wcześniej.
A na ceny biletów mają też wpływ zupełnie inne czynniki, jak choćby sezonowość. Jeśli Polacy uwielbiają latać we wrześniu do Londynu, a przewoźnik zauważy taką prawidłowość, najprawdopodobniej podniesie ceny biletów, by zarobić więcej.


Z kolei najwięcej promocji lotniczych jest w niedziele. Warto też pamiętać, że średni zarobek na pasażerze jest dla linii wręcz symboliczny i wynosi 6 dolarów.

Jak działa Flymble?
Jedną z odpowiedzi na zagrywki linii lotniczych jest platforma Flymble. Pozwala rozłożyć koszt lotów na wygodne płatności miesięczne – od 3 do 36 rat, zależnie od indywidualnych preferencji i możliwości budżetowych użytkownika, bez potrzeby nadszarpywania oszczędności na jednorazową płatność i bez obawy przed wzrostem ceny lotów.

– Płatne subskrypcje i platformy streamingowe to już dla nas codzienność. W miesięcznych płatnościach opłacamy dostęp do muzyki, filmów czy kupujemy najnowsze modele smartfonów. Teraz przyszedł czas na podróże – komentują dla INNPoland.pl Vincent Hus i Henry Wynaendts, założyciele Flymble.

Ale jak to? – zapytacie. Abonament na loty samolotem? Nie do końca tak to wygląda. W procesie zakupu weryfikowana jest zdolność kredytowa użytkownika, a po pomyślnej weryfikacji następuje zakup biletów, które trafią na skrzynkę mailową kupującego.

Podpisuje on umowę ratalną, w której wysokość rat zależy od długości wybranego planu spłat. W okresach promocyjnych oprocentowanie raty wynosi 0 proc., a w pozostałych od 6,5 proc. do 10 proc. Samo Flymble jako platforma umożliwiająca usługę pobiera prowizję bezpośrednio od swoich partnerów – PayU oraz wyszukiwarki Kiwi.com.


W Polsce transakcje procesowane są przez zaufanego dostawcę usług finansowych dla e-biznesu – PayU, a platforma działa w oparciu o silnik wyszukiwarki Kiwi.com, co daje użytkownikom dostęp do lotów najpopularniejszych przewoźników i nawet najbardziej egzotycznych kierunków.

– Widzimy ogromny potencjał rozwoju Flymble w Polsce, głównie dzięki otwartości Polaków na innowacyjne rozwiązania, takie jak choćby płatności zbliżeniowe czy telefoniczne. Jesteśmy przekonani, że polscy podróżni docenią też, jak dzięki naszej usłudze ich nawet najbardziej szalone plany wakacyjne stają się możliwe. Chcemy być jednym z ulubionych serwisów podróżniczych Polaków i będziemy dynamicznie działać, żeby zrealizować te ambicje już w najbliższych miesiącach – mówią nam Hus i Wynaendts.

Prowizja, którą pobierają nie jest przy tym specjalnie wysoka – biorąc pod uwagę fakt, że bilet w jeden dzień może zdrożeć nie o 10 proc., a o połowę.

Serwis narodził w odpowiedzi na rzeczywisty problem jego założycieli. Zanim Henry Wynaendts i Vincent Hus, ówcześnie 21-letni studenci inżynierii na Uniwersytecie Technologicznym w Delft, uzbierali pieniądze na wymarzoną podróż, cena biletów wzrosła niemal o jedną trzecią. Kiedy zaczynali zbierać kasę, loty do Tajlandii kosztowały 500 funtów. Gdy je uzbierali okazało się, że powinni mieć jednak 700 funtów. Cały plan legł w gruzach.

Czym jest virtual interlining?
Innym sposobem na tańsze latanie jest tzw. virtual interlining. Chodzi o samodzielne łączenie kilku ofert lotniczych. Wymaga to odrobiny pracy i dobrego wyczucia czasu. Obserwując ten trend, dwie polskie firmy postanowiły połączyć siły i opracować zaawansowany technologicznie system umożliwiający szybkie znalezienie najkorzystniejszych ofert podróży.

Jeszcze w tym roku, Daftcode i Flyhacks opracują rozwiązanie, które umożliwia zintegrowanie niezależnych lotów, tworząc jedną, ciągłą podróż z optymalnym czasem na przesiadkę.

– Oddzielne transakcje są atrakcyjne cenowo, ale wyszukiwanie i kombinowanie ze sobą lotów bezpośrednio przez podróżujących jest bardzo czasochłonne i nie daje gwarancji bezkosztowej kontynuacji podróży np. w przypadku opóźnienia lotu przesiadkowego – mówi Jarosław Adamski, współzałożyciel Flyhacks i FRU.PL.

– Spośród tysięcy możliwych kombinacji wyszukujemy najkorzystniejsze opcje podróży. Nasi użytkownicy za pomocą paru kliknięć dokonują pewnych transakcji zakupu u kilku przewoźników jednocześnie, nie martwiąc się o nagłą zmianę ceny. Nie tylko wyszukujemy połączenia tańsze nawet o 80%, ale też otaczamy naszych klientów pełną opieką i zapewniamy im bezpłatnie alternatywne loty w przypadku opóźnienia lub odwołania samolotu na którymś z odcinków podróży – dodaje.

Najpunktualniejsze lotnisko i linie lotnicze świata
Niedawno pisaliśmy w INNPoland.pl, że tytuł najpunktualniejszego lotniska świata, przyznawany co roku przez brytyjską Ligę Punktualności (OAG) zdobył moskiewski port Szeremietiewo.

Tymczasem polskie lotniska i przewoźnicy nie znaleźli się w czołówce 20 najlepszych.