
Marshall, Vespa i New Holland - te marki mają co najmniej jedną wspólną cechę: status legendy w swojej kategorii. Kolejnym punktem stycznym jest zapotrzebowanie: każdego dnia z taśm produkcyjnych zjeżdżają setki wzmacniaczy, skuterów i traktorów z kultowymi logo. Podobieństwo łączy również ich właścicieli: każdy z nich czuje się wyjątkowy. Ale czy słusznie?
REKLAMA
Francesca Chiorando twierdzi, że tak. W premierowej serii “Nowoczesne manufaktury” prezenterka National Geographic wyrusza w podróż do miejsc, w których powstają wyroby znanych marek i sprawdza, czy w procesie ich produkcji znajdzie się jeszcze miejsce na odrobinę “duszy”: tradycyjne techniki, narzędzia, surowce czy ręczne składanie poszczególnych części.
“Nowoczesne manufaktury” możecie oglądać na antenie National Geographic w ramach specjalnego cyklu "Techno środy" i "Techno czwartki", który rusza już 7 października o 21:00. W te dni zobaczycie też inne premierowe serie: "Ekspresowe budowle", "Porzucone konstrukcje" oraz "Wyprawa na dno".
A u nas już dzisiaj możecie przeczytać wywiad z Francescą Chiorando i dowiedzieć się, jakie tajemnice kryją “Nowoczesne manufaktury” oraz... sama Francesca.
W serii „Nowoczesne manufaktury” prowadzisz nas przez nowoczesne linie produkcyjne kultowych marek, które od lat znane są na całym świecie. Wydawać mogłoby się, że wiemy o nich już wszystko - więc czy było coś, co Cię zaskoczyło za kulisami powstawania np. legendarnych skuterów Vespa czy słynnych wzmacniaczy Marshall?
Wiele marek, zarówno dużych, jak i małych, zachowuje szczegóły produkcyjne w tajemnicy, i to nie bez powodu! Czułam się bardzo wyróżniona mogąc zajrzeć za kulisy powstawania legendarnych wręcz produktów i zabrać widza w podróż po współczesnym świecenie produkcji. Bo choć może nam się wydawać, że o swoich ulubionych produktach wiemy już wszystko, zawsze są elementy, których nie będziemy świadomi z pozycji zwykłego konsumenta.
To, co mnie bardzo zaintrygowało, to proces automatyzacji linii produkcyjnej u… lidera w dziedzinie maszyn rolniczych New Holland.
Okazuje się, że tam każdy ciągnik jest wykonywany na zamówienie! Wszystko odbywa się na ruchomej linii montażowej, zaplanowanej do perfekcji, a każdy mechanik, personel budowlany i inżynier dokładnie wiedzą, co robić na następnym etapie. Logistyka i rozplanowanie tego procesu jest fascynujące, a widok tak dużej fabryki, działającej zgodnie z precyzyjnym harmonogramem, był niesamowity.
Czy na tych nowoczesnych liniach produkcyjnych jest jeszcze miejsce na rękodzieło i umieszczanie „duszy” w produktach? Czy zauważyłaś podczas odwiedzania znanych fabryk proces robotyzacji produkcji?
Piękno firm, które odwiedziłam polega na tym, że mogliśmy zbadać szereg procesów, od całkowitego rękodzieła i luksusu, na przykład przy powstawaniu ekskluzywnych jachtów Wally Yachts, po pełną automatyzację, którą obecnie można zobaczyć w fabryce kultowych, włoskich skuterów Vespa.
Moim zdaniem zawsze jest miejsce na element ręcznego rzemiosła. Osobiście uwielbiam klasyczne techniki, a umiejętności z tym związane mnie ekscytują. Jednak stosowanie takich metod na nowoczesnej, wielkoseryjnej linii produkcyjnej staje się bardzo trudne i zwyczajnie kosztowne, a producenci z myślą o konsumencie szukają najlepszej możliwej ceny zakupu.
Inaczej jest w przypadku dóbr luksusowych, które wykorzystują ręczne rzemiosło i „staromodne” procesy. Bardzo mi się to podoba, gdyż to stanowi o jakości, ale oczywiście znajduje też swoje odzwierciedlenie w cenie.
Coś, co mnie interesuje, to branża odzieżowa, chciałabym móc się jej dokładniej przyjrzeć. Istnieje tam pewien poziom ręcznej produkcji, którego nie można uniknąć, a mimo to produkty są wytwarzane i sprzedawane po niskich cenach. Chciałbym zagłębić ten temat i dowiedzieć się, dlaczego i jak to się dzieje.
Dlaczego zdecydowałeś się zostać gospodarzem w „Ostatecznych procesach”? Jak się czujesz w świecie procesów, linii produkcyjnych i automatyzacji?
Zawsze określałam siebie jako „projektanta-twórcę”. Uczyłam się druku, a potem mody. Szyłam całe życie i jako dziecko zawsze wymyślałam plany, jak coś skonstruować. Proces produkcji, czy to zautomatyzowany, czy wykonywany ręcznie, jest niesamowity. To lata nauki i rozwoju. Organizacja, wiedza i pasja potrzebne do stworzenia udanego produktu to coś, czego nie można przyjmować za pewnik. To, że mogłam dowiedzieć się więcej na ten temat i zajrzeć za kulisy wciąż zmieniającego się świata produkcji, to była oferta, której nie sposób odrzucić!
Poza tym myślę, że w świecie, który oferuje całą gamę produktów „jednorazowego” użytku ważne jest, aby ludzie mogli zobaczyć, jak powstają kupowane przez nich produkty i co się do nich trafia.
Możemy już założyć, że pandemia wpłynęła na przemysł wytwórczy, ale jak myślisz, jak wpłynęła na nas - jako ludzi i kobiety? Myślisz, że „lockdown” sprawił, że mniej nam zależy na pełnym makijażu, fantazyjnych ubraniach i wracamy do domowego jedzenia zamiast wychodzenia do restauracji, czy wręcz przeciwnie?
Jeśli chodzi o zmianę nawyków, to myślę, że na początku „lockdownu” tutaj, w Wielkiej Brytanii, wiele osób zaczęło np. piec. Mieliśmy wówczas ogromny niedobór mąki i drożdży. Co ciekawe, młyny pracowały na najwyższych obrotach, aby wyprodukować wystarczającą ilość mąki i chociaż były w stanie ją zmielić, opóźnienie pojawiało się na etapie jej pakowania. W pewnym momencie rynek odpowiadał na zapotrzebowanie tylko 15 proc. gospodarstw domowych, na które przypadała jedna torebka mąki na tydzień...
To się jednak zmieniało, a gdy restauracje i bary zostały ponownie otwarte, ludzie zaczęli na nowo się w nich gromadzić. Mam nadzieję, że wiele osób będzie trzymać się tego, czego nauczyło się podczas tego wymagającego czasu i nadal będą gotować w domu, ponieważ jest to również jedna z moich największych pasji!
Byłam jednak zaskoczona, gdy zobaczyłam w mediach społecznościowych, jak wiele osób mówi, że nic nie robi, ponieważ już nie czuje, że „musi”. Tak jak eleganckie ubieranie się czy noszenie makijażu. Zdziwiło mnie to, bo ja nigdy niczego z tych rzeczy nie robiłam, bo „muszę”. Tylko dlatego, że tego dnia tak właśnie zdecydowałam.
Na swoim blogu mówisz, że błoto to Twój ulubiony makijaż i wiemy, że ma to związek z Twoim hobby – OCR, ekstremalny bieg z przeszkodami. Co w tym takiego wspaniałego? W jaki sposób się tym zainteresowałaś i czy to hobby nauczyło Cię czegoś wyjątkowego? Czy myślałaś kiedyś o wzięciu udziału w jednym z polskich wyścigów? Mamy tu kilka fajnych wydarzeń.
To niesamowity sport! Pierwszy raz wzięłam udział w Spartan Race w 2013 roku i… uzależniłam się! Zawsze uwielbiałam testować siebie i przekraczać granice, lubię rywalizację i jestem nastawiona na osiąganie celu, więc jest to dla mnie sport idealny.
Dla wielu jest to terapia, sposób na odcięcie się od świata zewnętrznego. Dla niektórych jest to sposób, aby znów poczuć się jak dziecko, ubrudzić się i bawić z przyjaciółmi, a dla niektórych jest to okazja, aby sprawdzić siebie i swoje ograniczenia.
Dla wielu jest to terapia, sposób na odcięcie się od świata zewnętrznego. Dla niektórych jest to sposób, aby znów poczuć się jak dziecko, ubrudzić się i bawić z przyjaciółmi, a dla niektórych jest to okazja, aby sprawdzić siebie i swoje ograniczenia.
Udział w tych biegach nauczył mnie, że mogę znieść znacznie więcej, niż sądziłam, że jest to możliwe. Porażka się zdarza i to jest w porządku, ale ważne, żeby się zebrać w sobie, gdy sytuacja staje się naprawdę ciężka.
Uwielbiam podróżować na wyścigi i rzeczywiście w Polsce są fantastyczne imprezy, jak Barbarian Race, Runmageddon i Biegun OCR. Miejmy nadzieję, że kiedy życie zacznie trochę wracać do normy, znów będę mogła poznawać świat i uda mi się zawitać w Polsce!
Artykuł powstał we współpracy z National Geographic