Była wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.
Była wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Przewinienie może nie aż tak wielkie, ale iluż z nas wściekało się wlepiony bez litości mandat w podobnych okolicznościach? Jadwiga Emilewicz została przyłapana na przejściu przez jezdnię na czerwonym świetle. I chociaż przyznała się do winy, to sprawa została umorzona.

REKLAMA

Przechodzenie na czerwonym

Polityk przechodzącą na czerwonym świetle przyłapali dziennikarze Faktu, którzy przekazali zdjęcie policji. Jak czytamy w dzienniku, mundurowi rozpoczęli postępowanie, ale dziś twierdzą, że nie zebrali dostatecznie dużo dowodów na wysłanie do sądu wniosku o ukaranie.
Chodzi m.in. o to, że redakcja nie wysłała oryginałów zdjęć i danych osoby, która była świadkiem tego zdarzenia. Jednak jak dowodzi “Fakt” - była wicepremier, gdy zobaczyła publikację, wyraziła skruchę i zapewniła, że jest gotowa ponieść karę za wykroczenie. – Oczywiście zapłacę mandat – powiedziała dziennikarzom.

Emilewicz ponad prawem?

O byłej wicepremier zrobiło się głośno na początku tego roku, gdy na stoku pod Poroninem zauważono jej szusujących synów. Zgodnie z rozporządzeniem rządu, od 28 grudnia do 17 stycznia stoki, trasy i wyciągi narciarskie były zamknięte.
Na nartach mogły jeździć wyłącznie osoby posiadające aktywne licencje sportowe, które nadaje się w systemie elektronicznym PZN. Synowie posłanki z Poznania pojawili się jednak na tej liście dopiero dwa dni po tym, jak zostali zauważeni na stoku w Suchem pod Poroninem.
Dzieci Emilewicz były zapisane tylko na liście lokalnej szkółki narciarskiej, która prowadzi działalność w Suchem. Ręcznie dopisana była na niej również sama Emilewicz.