
Fani grobowej astronomii będą zawiedzeni. W tym roku cmentarne konstelacje ze zniczy ustawionych na granitowych płytach mogą wyglądać mniej okazale niż dotychczas. Winna mgła inflacji, która spowiła nadwiślański krajobraz. Obserwacje będą utrudnione.
W tym roku drożyzna nie omija nawet zmarłych. Oczywiście nie bezpośrednio, ale z powodu inflacji ich pośmiertne "mieszkania" mogą być słabiej przystrojone niż dotychczas. Drogie są znicze-kapliczki. Drogie są chryzantemy złociste. Drogie jest także paliwo.
Być może niektórzy z nas 1 listopada staną przed trudnym wyborem, komu w tym roku znicza nie zapalić.
Joanna Karpeta z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Świec i Zniczy wskazała na antenie TOK FM, że od początku roku szkło w hutach podrożało od początku roku od 600 do 1000 proc., plastik o 20-30 proc., a parafina o 30 proc.
Z badania UCE Research i Hiper-Com Poland wynika natomiast, że ceny zniczy wzrosły średnio o 19,1 proc. rdr. Zdaniem ekspertów realny wzrost może oscylować wokół 20-30 proc.
Znicze nas pogrążą
Gdyby drożały tylko znicze, nie byłoby problemu. Kupuje się je dość rzadko, więc można się szarpnąć. Niestety w tym kraju drożeje wszystko – od rat kredytów po cmentarne wiązanki. Zakup droższych lampek i kwiatów nie jest zatem żadną aberracją. To kolejny element systemu do drenowania portfela. W takim ujęciu zakup zniczy i chryzantem jest odczuwalny. I boli.
Nad Wisłą wszyscy jesteśmy jednak masochistami. Pytanie zatem, co wygra? Czy do głosu dojdzie polskie "zastaw się a postaw się znicza" czy jednak oszczędzanie, skądinąd z przymusu. Odpowiedź poznamy 1 listopada wieczorem. Wtedy zobaczymy, jak silnym blaskiem różnokolorowych lampek zapłoną polskie nekropolie.
Bo to, że zapłoną jest bardziej niż pewne. – No właśnie, trzeba kupić, bo to najbliżsi leżą. Choćby nie wiem, ile one kosztowały, to się kupi – powtarzamy za jednym z naszych rozmówców, mężczyzną spotkanym na cmentarzu. Nie wiadomo tylko, czy cmentarne konstelacje będą równie imponujące, jak w poprzednich latach.
Cmentarze bez blasku
To może być słaby czas na obserwacje dla listopadowych "astronomów". Sam do nich należę. Moim ulubionym elementem dnia Wszystkich Świętych jest wieczorny spacer wzdłuż rozświetlonych alejek. Albo spoglądanie z daleka na rozświetlony zniczami cmentarz. Mam nadzieję, że inflacja nie zabierze mi tego widoku.
Ufam dobrym pomysłom, którymi są np. zniczodzielnie. Wiecie, co to takiego? Zniczodzielnia to specjalny stojak, na którym każdy może postawić zużyty znicz, pod warunkiem że nie jest zniszczony. Dzięki temu inni nie muszą kupować lampek - wystarczy, że skorzystają z dobrodziejstwa zniczodzielni i do starego znicza dołożą nowy wkład. Tym samym dajemy zniczom "drugie życie" i jednocześnie oszczędzamy.
"Pierwsza zniczodzielnia w Polsce pojawiła się na Cmentarzu Komunalnym Północnym na Bielanach w Warszawie dwa lata temu. Są to w sumie cztery zniczodzielnie przy czterech bramach wejściowych na cmentarz. Każda z nich posiada 10-12 półek, na których mieści się co najmniej 30-40 zniczy. Nie da się ich pominąć" – pisała w swoim tekście dziennikarka INNPoland Maria Glinka.
To dobry sposób, żeby zaoszczędzić i pamiętać o bliskich. A także o tych, którzy w listopadowy wieczór wybierają się na obserwację wyjątkowych "gwiazdozbiorów".
W tym roku we Wszystkich Świętych pamiętamy także o przedsiębiorcach, którym zapalimy w INNPoland "Świeczkę dla Biznesu”" To specjalna akcja, która już 1 listopada ukaże się w naszym portalu.
