Marcin Kulasek/X; Kuki Ladron de Guevara/Shutterstock; montaż InnPoland

To wszystko wina poprzedników, a i tak cieszcie się, że zarabiacie marne grosze, a nie ruble. Tak w skrócie można streścić reakcję ministra nauki na szokujące ogłoszenie o pracę w Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk. Wysoko wykwalifikowany fizyk ma w nim szansę na zarobki w wysokości 4806 złotych brutto miesięcznie. Nie jest to wina instytutu. Za to Marcina Kulaska już bardziej.

REKLAMA

Minister Kulasek miał kilka dni, by przygotować jakieś sensowne stanowisko wobec burzy, jaką wywołała zawierająca szokująco niskie stawki oferta pracy w państwowym instytucie. Najwidoczniej je przebimbał, bo jego środowy wywiad w Polsat News okazał się połączeniem spychologii z pokazem arogancji. Zacznijmy jednak od początku, żeby wyjaśnić o co dokładnie poszło.

Szokująco niskie zarobki naukowców

W miniony weekend dyrektor Instytutu Badawczego IDEAS Piotr Sankowski opublikował w sieci ogłoszenie, jakie pojawiło się na stronach Instytutu Fizyki Polskiej Akademii Nauk. Poszukiwany jest tam fizyk, który piastowałby stanowiska asystenta zajmującego się mikroskopią elektronową.

Opis zakresu obowiązków tej osoby to czarna magia dla przeciętnego zjadacza chleba: "poszukiwanie bezpośredniego związku realnej struktury lokalnej i własności fizycznych materiałów 1D naorurki węglowe, 2D (grafenopodobne) i heterostruktur na nich opartych" czy "wykorzystanie skaningowego mikroskopu elektrono/jonowego do tworzenia nanostruktur funkcjonalnych".

Asystent ma też "proponować i rozwijać własne kierunki badań, również przez składanie wniosków do Narodowego Centrum Nauki i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju". Przyszły asystent ma mieć doktorat w dziedzinie fizyki, dobrze umieć angielski, mieć udokumentowane kompetencje operatora transmisyjnego mikroskopu elektronowego i wiele innych kompetencji.

Wymiar etatu: pełny etat. Wynagrodzenie: 4806 pln/brutto. - To niestety smutna rzeczywistość polskiej nauki. Nie wiem w jaki sposób takie warunki mają zachęcić młodych ludzi do wyboru kariery naukowej nie mówiąc już o zachęceniu do przyjazdu kogoś z zagranicy - skomentował to Piotr Sankowski.

Minister nauki i jego dziwne tłumaczenia

Jak na tą smutną rzeczywistość reaguje minister nauki i szkolnictwa wyższego? Marcin Kulasek, polityk Nowej Lewicy, był pytany o to przez Marcina Fijołka w Polsat News. - To są wieloletnie zaniedbania przede wszystkim naszych poprzedników z PiS. Koalicja, jak tylko doszła władzy, spełniła jedną z pierwszych obietnic, o podwyżkach o nauczycieli, w tym akademickich, o 30 proc. Ale zaniedbania się tak wielkie, że to kropla w morzu potrzeb - powiedział Kulasek dodając, że rząd "pracuje nad tym, by zarobki szczególnie młodych naukowców były na tyle wysokie, żeby ci młodzi ludzie zechcieli uprawiać naukę".

I gdyby na tej mowie-trawie Kulasek zakończył, może nie byłoby aż takiej katastrofy. Ale postanowił sięgnąć po mocniejsze argumenty. Kontynuując swój wywód powiedział jak reaguje, gdy zostanie już przez środowisko naukowe mocno przyciśnięty w kwestii wysokości zarobków. - Zawsze wtedy mówię, że można uprawiać naukę, tylko szkoda byłoby ją uprawiać na przykład w języku rosyjskim, dlatego priorytetem jest przede wszystkim zabezpieczenie Polek i Polaków - powiedział w Polsat News minister nauki.

A zatem zamiast konkretów mamy szantaż moralny. I to z gatunku tych najbardziej absurdalnych. Bo oto według Marcina Kulaska to właśnie naukowcy muszą, poprzez niskie zarobki, ponosić ciężar tego, że Polska wydaje potężne pieniądze na zbrojenia, podczas gdy inne grupy zawodowe - od policjantów po górników, o inżynierach i informatykach nie wspominając - mogą być beneficjentami stale rosnącego wzrostu gospodarczego. Bo nauka, jak się okazuje, niezmiennie okazuje się na dole listy dziedzin, które rządzących obchodzą.

Tak tłumaczy to instytut PAN

Dyrekcja Instytutu Fizyki PAN opublikowała oświadczenie odnoszące się do kontrowersji wokół swojego ogłoszenia o pracę. Pisze w nim o tym, że ich sytuacja finansowa jest bezpośrednio uzależniona od poziomu finansowania. I o ile od 2020 roku płaca minimalna wzrosła o 85 proc., to z uwagi na rosnące koszty utrzymania wynagrodzenie asystenta mogło w tym czasie wzrosnąć jedynie o 11 proc. Sprawia to, że obecnie jego pensja może być raptem o 19 złotych wyższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę.

Oczywiście do tej podstawy dochodzą dodatki stażowe, pieniądze z zewnętrznych grantów czy podwyżki będące skutkiem udziału w projektach badawczo-rozwojowych. Ale to są elementy, które raz są, a raz ich nie ma. Kto będzie chciał przymierać głodem, mogąc w zamian za to realizować się zawodowo w prywatnym biznesie?

Jeśli minister Kulasek liczy, że są tacy, na których zadziała argument "ciesz się, że nie zarabiasz w rublach", to znaczy że jego umysł fruwa gdzieś po peryferiach rzeczywistości. I ciekawe co na to premier, który na każdym kroku się chwali jakim to gospodarczym orłem się staliśmy jako Polska. Panie premierze, informuję że płaca 4806 brutto miesięczne dla wykwalifikowanego fizyka w państwowym instytucie, to oferta na miarę co najwyżej gospodarczego wróbelka.