Załamany Polak na tle Niemiec i wycinków z gazet o kryzysie. Polacy nie mogą znaleźć pracy w Niemczech, wolą zasiłek.
Polacy bez pracy w Niemczech, uwięzieni między frustracją a kryzysem. Fot. Zimmytws's Images/Gunnar Hoffmann/Nathan Cowley/Pexels/kompozycja SLL

Zwolnienia, kolejki w urzędach i brak nadziei. Polacy mówią, jak bezrobocie w Niemczech wciąga w poczucie bezsilności i zmusza do konfrontacji z własnymi granicami.

REKLAMA

Jestem tak zły na Niemcy, że nie chce mi się nawet kiwnąć palcem. Mam ochotę ciągnąć zapomogę do śmierci – mówi Paweł, wysoki mężczyzna w średnim wieku, ojciec dwójki dzieci. Niedawno stracił pracę i postanowił, że nie będzie szukał nowej.

Jego żona sporo zarabia, więc on nie musi martwić się o pieniądze. – Na chleb wystarczy – mówi.

Jego dzień wygląda teraz tak: odwozi dzieci do szkoły, wraca, spacer z pieskiem, siłownia, telewizor. – Ale to nie jest relaks. Cały czas mam w głowie to, że zostałem zwolniony niesprawiedliwie. I co ja mam teraz zrobić?

Kiedy już wypełni swój plan dnia i zostaje mu tylko czekanie, aż dzieci wrócą ze szkoły, "zaczyna wariować". – Mam myśli: dobrze pracowałem, a mimo tego firma ze mnie zrezygnowała. To niech teraz państwo płaci mi za siedzenie w domu! Chamsko, wiem, arogancko. Nigdy nie myślałem, że powiem takie słowa, bo ja po prostu lubię pracować – przyznaje Paweł.

Najwięcej bezrobotnych w Niemczech od lat

Dzwoniąc do urzędu pracy, usłyszysz hasło: "Z nami ruszysz dalej", ale na połączenie z pracownikiem trzeba długo czekać. Komunikat „wszyscy pracownicy są zajęci” przeplata się z muzyką kilka razy. Na linii wszyscy są zajęci.

W styczniu br. liczba bezrobotnych w Niemczech znowu wzrosła, przekraczając 3 miliony. Jest to najwyższy odsetek od 11 lat. Liczba bezrobotnych Polaków w Niemczech wyniosła prawie 41,5 tys. – wynika z danych Federalnej Agencji Pracy.

Ci, którzy w Niemczech mają udokumentowany rok pracy i zostali zwolnieni, przez rok mają prawo do zasiłku dla bezrobotnych. To równowartość 60-67 proc. wypłaty brutto z ostatnich 12 miesięcy. Po roku, jeśli nadal nie znaleźli pracy, przechodzą na zasiłek obywatelski. Ten jednak wkrótce zniknie z niemieckiego systemu wsparcia i zostanie zastąpiony nowym świadczeniem. Reforma ma zapobiec nadużyciom i zwiększyć zatrudnienie. W planie są restrykcyjne sankcje dla tych, którzy nie będą aktywnie szukać pracy.

Mam plan: "Będę udawał idiotę"

Dzieci pytają Pawła: dlaczego tata nie ma pracy? A on się boi, co o nim pomyślą.

Załatwienie zasiłku to, zdaniem Pawła, łatwizna: wystarczy poklikać 15 minut w internecie:

– Poklikam i dostanę 1500 euro. Po co w takiej sytuacji mam iść do byle jakiej pracy za najniższą krajową?

Urząd pracy może się wkrótce zainteresować, czy Paweł szuka nowej pracy. Na to też ma plan. – Będę udawał idiotę – mówi.

Doświadczenie z "udawaniem idioty" ma z czasów, kiedy w poprzedniej firmie testował potencjalnych pracowników, których przysłał na dni próbne urząd pracy. Przychodzili spóźnieni albo pod wpływem alkoholu, udawali, że nie rozumieją, co się do nich mówi – relacjonuje Paweł. – Robili to specjalnie – uważa.

Na razie agencja podsunęła mu tylko jedną ofertę pracy. – Urzędniczka powiedziała, że nie będzie mnie terroryzować, skoro nie mam motywacji. Uznała, że mam dobre kwalifikacje, więc prędzej czy później jakieś zajęcie znajdę – opowiada.

Dwójka dzieci i kredyt na głowie

Urzędy nie mają współczucia – uważa Kamil, który na bezrobociu spędził pół roku. – Zostałem zwolniony nagle, podczas chorobowego. Mam dwójkę dzieci i kredyt na głowie. Bałem się, że nie dostanę zasiłku na czas, bo w urzędzie pracy trzeba dosyłać dokumenty i cierpliwie czekać.

Bał się też, że były pracodawca będzie zwlekał z wystawieniem potrzebnego do uzyskania zasiłku świadectwa pracy.

W komunikacji z urzędem pracy Kamil nie miał tyle szczęścia, co Paweł. Dostawał e-maile z upomnieniami, że rzekomo nie aplikuje na wysyłane mu przez urząd oferty pracy i ostrzeżenia, że w związku z tym zablokują mu zasiłek. Wysłał wtedy dowody, że to robił, po czym urzędniczka przepraszała za błąd. – Wysyłałem po 20 aplikacji miesięcznie, bo chciałem jak najszybciej pracować – tłumaczy.

Bezrobocie to pozorny komfort

Urząd pracy może wysłać beneficjenta do doradcy zawodowego, którego zadaniem jest pomóc w lepszej orientacji na rynku pracy. Analizuje się m.in. list motywacyjny, rozmawia o mocnych stronach w życiorysie. Jedni wysyłani są "pod przymusem", drudzy sami proszą o ten rodzaj pomocy. W niektórych przypadkach urząd pracy przypuszcza, że jeśli doradca nic nie zaradzi w przypadku danej osoby, to jej stan bezrobocia może ciągnąć się bardzo długo.

Marta Lipińska pracuje w branży od dwóch lat z powołania i z przekonaniem. – Uważam, że człowiek bez pracy gnuśnieje – mówi. Jej klienci nierzadko mają kilkoro dzieci, więc będąc na bezrobociu, również je skazują na zależność od systemu. – A to obciąża kasę państwa – mówi.

Czy faktycznie bezrobocie jest dla nich dobre? Czy może to raczej złudzenie, że to dobra opcja? Takie pytania zadaje Lipińska podczas sesji z bezrobotnymi klientami: – Staram się pokazać, że to pozorna strefa komfortu, która nie doprowadzi do niczego dobrego.

Dla osób, które przyjechały do Niemiec z krajów, gdzie standard życia jest dużo niższy, bywa, że "wygodnictwo", które oferuje niemieckie bezrobocie, to spełnienie marzeń – Są osoby po traumach, które potrzebują poczucia bezpieczeństwa. Ale w momencie, gdy człowiek wrócił już do sił, teoretycznie powinien chcieć czegoś więcej, bo w życiu ważne jest poczucie sensu. A jeżeli ktoś jest na łasce systemu i jego głównym zajęciem jest siedzenie na kanapie, to jakie ma mieć poczucie sensu? – mówi doradczyni.

Cwaniaków nie brakuje

Według Marty Lipińskiej można wyodrębnić dwa rodzaje klientów: jedni ambitni, szukają pomysłu na siebie i szczerze chcą znaleźć nową pracę. Mają jednak trudności, bo nie znają języka, załamali się po zwolnieniu albo nie mają uznanych kwalifikacji.

Drudzy chcą skorzystać z niemieckiego systemu wsparcia.

Nie brakuje takich, którzy, korzystając z zasiłku, jednocześnie pracują nad własnymi projektami, wykonują zlecenia na czarno albo zwiedzają świat. Inni mają na boku firmy zarejestrowane na innych członków rodziny.

"Nie jest różowo", ale zasiłek to realna pomoc

Z systemu pomocy dla bezrobotnych korzystała także Joanna, kobieta z wyższym wykształceniem. – Zasiłek bardzo pomógł mi i moim dzieciom – opowiada.

Została zwolniona, kiedy była w ciąży z drugim dzieckiem. W tym samym czasie zostawił ją partner. Dostała świadczenia macierzyńskie, po czym przeszła pod kuratelę urzędu pracy.

Obiady gotuje sama, dzieci dostają od znajomych używane rzeczy. Wakacje? Jedyna opcja teraz to odwiedziny u bliskich. – Finansowo nie jest różowo, jestem w trybie przetrwania. Nie mam pieniędzy na ładny strój. Przeszłam na styl Steve'a Jobsa i codziennie ubieram się w to samo – mówi.

Teraz szuka pracy w swojej branży, np. w banku, ale do tego wymagana jest znajomość języka niemieckiego na poziomie C1. Aplikowała na tego typu oferty pracy, ale bez skutku. Dostawała informację zwrotną, że jej poziom językowy nie jest wystarczający. Urząd pracy zafundował jej kurs językowy, żeby mogła nadrobić. – Widzą, że ja chcę iść do pracy, że korzystałam z ich pomocy odpowiedzialnie. Jestem wdzięczna, bo dzięki temu nie musiałam iść do pracy i „zostawiać” małych dzieci. Doceniam to – zaznacza Joanna.

I dalej próbuje znaleźć pracę.