Mapa Polski z pinezką wbitą w nazwę miasta Gdynia.
Gdynia ma 17 pomysłów na to, jak pozbyć się dzików. Nie, nie ma wśród nich strzelania fot. Denis Kvarda / Shutterstock

Gdynia, kojarzona jako stolica polskich dzików, po kilkunastu miesiącach intensywnych prac przygotowała plan jak pozbyć się tych zwierząt z ulic, podwórek i plaż. Nie zakłada on odstrzału – ten ma być stosowany w ostateczności. Gdyński plan to 17 punktów zakładających humanitarne ograniczenie populacji dzików i zniechęcenie ich do wychodzenia poza trójmiejskie lasy.

REKLAMA

Dziki problem Gdyni

Każdy z was zapewne widział choć raz sceny nagrane na którejś z gdyńskich plaż, gdy locha z warchlakami wbiega na piasek i sunie spłoszona gdzieś pomiędzy parawanami. To, co stawało się szybko internetowym wiralem, dla Gdyni przez lata stawało się coraz większym problemem.

Dziki bowiem regularnie wywracały śmietniki, wbiegały pod koła samochodów, bywało też, że zachowywały się agresywnie wobec ludzi. Bo choć dzik sam w sobie nie jest zwierzęciem wrogo nastawionym do człowieka, to samica czując jakieś zagrożenie wobec swoich małych jest zdolna do wszystkiego.

W Gdyni w ciągu ostatniej dekady odnotowano około 15 tysięcy zgłoszeń dotyczących dzików przekraczających granice lasu i wchodzących do miasta. Co istotne, tylko 20 proc. z nich dotyczyło sytuacji problemowych. Nie zmienia to faktu, że część mieszkańców czuła dyskomfort i zagrożenie, więc sprawą trzeba było zająć się wreszcie na poważnie.

logo
źródło: Straż Miejska w Gdyni

Dlatego w strukturach gdyńskiego ratusza w 2024 roku powstał 24-osobowy zespół, złożony z ekspertów z różnych dziedzin oraz mieszkańców, który miał za zadanie wypracowań plan skutecznego "przeprowadzenia" dzików z Gdyni tam, gdzie ich miejsce: do trójmiejskich lasów. Efekt to 200-stronicowy raport, którego kluczowym elementem jest siedemnaście rekomendacji. Mają one być wdrażane jak najszybciej, choć część z nich wymaga od samorządu poczynienia konkretnych inwestycji.

Gdynia organizuje dzikom powrót do lasu. Po pierwsze: infrastruktura

Kluczowym sposobem na zatrzymanie napływu dzików do Gdyni ma być zabranie im dostępu do odpadów komunalnych. Otwarte pojemniki na śmieci od zawsze przyciągają te zwierzęta do ośrodków ludzkich. Gdynia chce, jako pierwszy samorząd w Polsce, kompleksowo wyposażyć się w kosze nowej generacji.

Mają być odpowiednio osłonięte, tak, żeby nie było możliwości wetknięcia tam nosa (w tym przypadku bardziej na miejscu byłoby powiedzieć: ryja). Dotyczy to zarówno przyosiedlowych pojemników pod wiatami śmietnikowymi, jak i publicznych koszów na śmieci.

To nie wszystko. Dziki często podbierają jedzenie... wolno żyjącym kotom. W miastach pełno jest miejsc, w których ludzie chcą dokarmiać czworonogi. Problem w tym, że mruczki czasami muszą obejść się smakiem, bo na miejscu zastają dziczą rodzinę konsumującą ich lunch. Gdynia zobowiązuje się do tego, żeby przemeblować miejsca służące dokarmianiu kotów tak, by tylko one mogły dostać się do jedzenia.

Kolejna rekomendacja dotyczy odpowiedniego grodzenia miejsc, do których dziki lubią zajrzeć, takich jak place zabaw, tereny przedszkoli, wybiegi dla psów. A tereny zielone mają być projektowane tak, by zarówno rosnące w ich obrębie rośliny, jak i gleba, nie należały do tradycyjnego jadłospisu dzika. Przykładem jest lawenda, na którą to zwierzę nigdy się nie połasi. Podobną funkcję pełnić mogą hiacynty czy szałwie.

logo
Hiacynty mogą odstraszać dziki. fot. Urząd Miasta Gdyni

Po drugie: edukacja

Bez odpowiedniego wyedukowania społeczeństwa żadna walka z dzikami nie ma sensu. Gdynia chce przeprowadzić, nie po raz pierwszy zresztą, intensywną kampanię przeciwko dokarmianiu dzikich zwierząt. Zarówno temu świadomemu, jak i przypadkowemu, a to drugie dzieje się wtedy, kiedy ktoś zostawia w łatwo dostępnym miejscu resztki jedzenia, na które dziki chętnie się połaszą.

Do tego rekomendacje mówią o tym, żeby przeprowadzić poważną kampanię informacyjną wśród właścicieli i dzierżawców nieruchomości dotyczącą odpowiedniego grodzenia i zabezpieczania terenów na terenie miasta. Bez ich udziału walka z dzikami będzie bowiem walką z wiatrakami.

Ma temu służyć powołanie miejskiego rzecznika do spraw zwierząt, który będzie koordynować akcję na terenie Gdyni. Nie obędzie się też bez współpracy z innymi samorządami borykającymi się z tym samym problemem, bo to samo, choć może na nieco mniejszą skalę, dzieje się choćby w Warszawie, Olsztynie czy Gdańsku.

Po trzecie: nowatorskie metody

Dr inż. Robert Skrzypczyński z Politechniki Gdańskiej, który koordynował prace gdyńskiego zespołu, w swoich rekomendacjach zawarł też sugestię dotyczącą aktywnej współpracy z jednostkami badawczymi. Na konferencji prasowej wyjaśnił o co dokładnie chodzi. Otóż istnieje możliwość podawania dzikom środków antykoncepcyjnych w pożywieniu. Problem w tym, że takie środki nie są obecnie dostępne na rynku.

Takie rozwiązanie stosuje już Barcelona, która w ten sposób próbuje zredukować populację dzików. W Gdyni działają na co dzień naukowcy pracujący w taki sam sposób nad redukcją populacji szczurów: właśnie poprzez podawanie im środków antykoncepcyjnych. Więc droga do podobnego rozwiązania w przypadku dzików jest otwarta.

Odstrzał to ostateczność

Gdynia liczy na to, że w związku z tym, iż jej plan działania był wypracowywany przez szerokie grono ekspertów, którzy w ciągu 1,5 roku spotykali się ze sobą kilkunastokrotnie, to ich plan się sprawdzi i będzie stosowany w innych polskich miastach. Autorzy raportu i zaleceń są przekonani, że wdrożenie tych metod okaże się skuteczniejsze niż odstrzał dzików, który traktują jako absolutną ostateczność, choć jednocześnie nie wykluczają jego zastosowania w wyjątkowych sytuacjach.

Rzeczywistość jest jednak taka, że w 2026 roku dzików w Gdyni jest najmniej od lat. Powodem jest ASF, który dziesiątkuje stada tych zwierząt nie tylko na Pomorzu, ale i w całej Polsce. Populacja dzików z pewnością za kilka lat się odrodzi, dobrze więc żeby do tego czasu na ulicach, chodnikach i podwórkach Gdyni funkcjonowała już chociaż część z planowanych rozwiązań. Dziki są w naszym ekosystemie potrzebne, ale niekoniecznie jako plażowicze, spacerowicze albo smakosze na gapę.