Impreza muzyczna z DJ-em i zamek Moszna
Uwaga zabytek, nie tańczyć! Moszna idzie śladami Wilanowa, bo festiwal muzyczny to dziś w Polsce ryzyko utraty stołka Fot. S. Vatolina/Shutterstock/Shironosov/NanoStockk/Getty Images/kompozycja SLL

Pierwszy padł Wilanów, teraz przyszedł czas na Moszną. To kolejne miejsce, w którym pomysł zorganizowania imprezy tanecznej w zabytkowej przestrzeni wywołał burzę. I o ile w Warszawie awantura rozgorzała już po odbyciu się wydarzenia, to gospodarze zamku na Opolszczyźnie uznali, że wolą po prostu odwołać imprezę. Europa na to wszystko patrzy i łapie się za głowę.

REKLAMA

Moszna nie chciała awantury o zabytek jak w Wilanowie

Ledwo na zniszczony wilanowski trawnik zdążył opaść wzniecony przez imprezę Circoloco kurz, a już pojawiła się kolejna awantura wokół pomysłu na taneczne pląsy w pięknym, historycznym miejscu.

Organizatorzy planowanego na końcówkę czerwca festiwalu Fly With Us poinformowali, że spółka Moszna Zamek na ostatniej prostej wypowiedziała im umowę terenu wokół tego ponad stuletniego kompleksu pałacowego. Od razu pojawiły się skojarzenia z aferą, jaka wybuchła po przeznaczeniu na podobny cel Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.

Należąca do samorządu województwa opolskiego spółka Moszna Zamek Sp. z o.o. przekonuje, że zgoda na zorganizowanie Fly With Us Festival była zgodą tylko i wyłącznie warunkową. Organizator musiał bowiem – według spółki – uzyskać nie tylko zgodę burmistrza gminy Strzeleczki (otrzymał ją), ale też organów ochrony środowiska i służb konserwatorskich.

A że odpowiednich dokumentów nie dostarczono na czas, to "tym samym, w powyższej sytuacji formalnej, organizacja wydarzenia zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, na terenie Zespołu Parkowo – Zamkowego w Mosznej, nie jest możliwa" – pisze w oświadczeniu Moszna Zamek Sp. z o.o.

Organizator Fly With Us Festival ripostuje: to Zamek Moszna był inicjatorem tego przedsięwzięcia.

– To przedstawiciele Zamku zgłosili się do Organizatora z propozycją realizacji festiwalu na terenie zespołu pałacowo-parkowego w Mosznej. Wydarzenie od samego początku było więc wspólnym projektem, powstałym z inicjatywy właściciela obiektu – piszą wyproszeni z Mosznej organizatorzy.

Dodają, że przygotowania szły bardzo dobrze do momentu, aż w stolicy wybuchła afera wokół Wilanowa i Circoloco.

– Dopiero po szeroko komentowanych wydarzeniach związanych z organizacją imprez masowych na terenach zabytkowych, w szczególności po medialnej dyskusji dotyczącej Wilanowa, zaczęły pojawiać się kolejne oczekiwania dotyczące dokumentów, które wcześniej nie były wskazywane jako warunek realizacji wydarzenia – zaznaczają organizatorzy.

Moszna z odwołaną imprezą na zamku. To miał być Sunrise w polskim Disneylandzie

Jaka impreza miała się odbyć na zamku w Mosznej? Chyba nie będzie zbytnim uogólnieniem jeśli powiem, że klimatem przypominałaby kołobrzeski Sunrise.

Sam kompleks pałacowy miał być pięknym tłem dla setów dj-skich, a imprezę zapowiadano jako "najbardziej magiczny festiwal w Polsce". Bardzo w stylu kultowego belgijskiego Tomorrowland, z którego zresztą wywodzi się styl coraz to bardziej kolorowych i monumentalnych imprez z muzyką elektroniczną. Na kompleks w Mosznej, który jak żadne inne miejsce w Polsce przypomina Disneyland, po prostu musiało kiedyś paść.

Czy Moszna przetrwałaby imprezę elektroniczną na swoim terenie? Tego się już nie dowiemy. Organizator Fly With Us szuka nowej lokalizacji. Dla gospodarzy obiektu możliwe problemy wizerunkowe okazały się zbyt dużym ryzykiem, zwłaszcza po tym co spotkało dyrektora muzeum w Wilanowie, który z hukiem wyleciał z pracy po tym jak praktycznie cały polski internet skrytykował jego decyzję o wynajęciu przestrzeni pod house'ową imprezę ze znanego na całym świecie cyklu. Na marginesie: koło techno to nawet nie stało, ale w publikacjach prasowych niezmiennie przewijał się ten gatunek.

A że Moszną zarządza samorząd, to i tu stołek szefa pałacowej spółki mógłby bardzo szybko stać się gorącym krzesłem.

Impreza na terenach kompleksu pałacowego w Mosznej wcale jednak nie musiała się skończyć taką awanturą jak ta w Wilanowie. W Warszawie oburzenie wywołało kilka czynników.

Po pierwsze: dudniąca muzyka była słyszana przez tysiące mieszkających w otoczeniu pałacu ludzi, nieuprzedzonych o tym co się wydarzy. Po drugie: organizatorom tej drogiej, elitarnej imprezy udostępniono również te miejsca, do których przeciętny zjadacz chleba ma zabroniony dostęp, w tym... trawnik, którego podobno nie można deptać. Po trzecie: nie zadbano o przyrodę, a to właśnie z uwagi na możliwe szkody wyrządzone w siedliskach ptaków problem z Circoloco został w pierwszej kolejności nagłośniony przez aktywistów.

Europa może się dziwić Polsce. Zabytki od lat są gospodarzami dużych imprez

Warto jednak zaznaczyć, że organizowanie dużych imprez tanecznych w zabytkowych przestrzeniach to żadna nowość.

W Gdańsku od kilku lat Muzeum Gdańska udostępnia w ostatni weekend sierpnia swoją Twierdzę Wisłoujście na festiwal muzyki elektronicznej, skupiający się na promowaniu polskiej sceny dj-skiej. W Bolkowie zamek Grodziec od 1994 roku jest przestrzenią, gdzie spotykają się fani muzyki gotyckiej z całej Europy na Castle Party. A w Zabrzu w tym roku Sztolnia Królowa Luiza będzie gościć Carbon Silesia Festival.

logo
źródło: FB Wisłoujście

I mówimy tu tylko o polskim podwórku. A przecież za granicą zabytkowe mury regularnie goszczą muzykę, zarówno tą graną na żywo, jak i elektroniczną. Wystarczy wspomnieć Versailles Electro w Wersalu, który – pamiętając oczywiście o wielkiej różnicy skali – można śmiało zestawić z tym, co wydarzyło się minionej wiosny w Wilanowie.

Kolejny przykład: słynny na całą Europę, zrodzony z buntu Exit Festival w Serbii, w ramach którego co roku przez cztery dni twierdza w Nowym Sadzie jest opanowana przez muzykę. Albo Glitch, organizowany co lato na Malcie na terenie cennego historycznie kompleksu dawnych farm.

Polska krajem ciągłego moralnego wzmożenia

A jednak to właśnie u nas, w Polsce, emocje do czerwoności rozgrzała nie sama muzyka, tylko lokalizacja, w której wybrzmiała. W przypadku Wilanowa zostało to podlane elitarnym charakterem wydarzenia, wielkimi pieniędzmi i ignorowaniem lokalnej społeczności, dlatego finalnie słusznie wyciągnięto za Circoloco poważne konsekwencje.

Nie wiemy czy festiwal w kompleksie w Mosznej skończyłby podobnie. Warto jednak pamiętać o tym, że wiele imprez odbywa się w zabytkach od lat i nie budzi kontrowersji, również dlatego, że ich organizatorzy umieją dostosować się do oczekiwań lokalnej społeczności i specyfiki danego miejsca.

Najgorsze co może się stać to to, że w wyniku moralnego wzmożenia teraz kolejne osoby będą odkrywać kolejne imprezy, odbywające się w miejscach mogących wzbudzić oburzenie opinii publicznej. Media łatwo zaczną podchwytywać internetowe inby, rozprzestrzeniać głosy krytyki i zostawiać organizatorów bezbronnymi wobec jedynego słusznego stanowiska, jakim jest: zachować ciszę, nie tańczyć, nie zakłócać spokoju.

No nie, nie po to żyjemy w wolnym kraju, żeby nie móc cieszyć się tą wolnością na różne sposoby, oczywiście przy poszanowaniu innych oraz wspólnego dobra. Nawet jeśli swoim tańcem zakłócimy spokojny sen damom i rycerzom, którzy przed laty na roztańczonym zamku nam miłościwie panowali. Szanujmy przeszłość, ale żyjmy tu i teraz.