
Osiem państw naciska na KE ws. wygaszenia wyrobów nikotynowych. Przykład Australii dowodzi, że prohibicja nie likwiduje popytu, a napędza czarny rynek.
Na rynku wyrobów nikotynowych w UE narasta spór o groźnych skutkach gospodarczych. 6 października 2026 r. ministrowie zdrowia ośmiu państw – Francji, Belgii, Holandii, Finlandii, Węgier, Łotwy, Słowenii i Hiszpanii – wystosowali list do komisarza Olivéra Várhelyiego. Domagają się radykalnego zaostrzenia dyrektywy tytoniowej (TPD), której rewizję Komisja Europejska ma przedstawić do końca 2026 r.
Co oznacza nikotynowa prohibicja w UE?
Postulaty oznaczają zamrożenie rynku: zakaz nowych wyrobów i urządzeń nikotynowych, likwidację aromatów oraz swobodę wprowadzania krajowych zakazów saszetek nikotynowych i jednorazowych e-papierosów. Wizja ministrów wykracza poza dyrektywę i ingeruje w jednolity rynek UE, domagając się zakazu transgranicznej sprzedaży na odległość. Postulaty dotyczą również przestrzeni cyfrowej, oczekując od platform społecznościowych "proaktywnego usuwania" i blokowania treści związanych z produktami nikotynowymi.
Apel podniosły państwa, które są najmocniej dotknięte nielegalnym handlem wyrobów nikotynowych. Cała ósemka odpowiada za dwie trzecie nielegalnych papierosów w UE. Na czele sygnatariuszy znalazły się Francja, Belgia i Holandia z odpowiednio 41 proc., 25 proc. i 22 proc. udziału nielegalnych papierosów w ich sektorach. Średnia unijna wynosi 10,3 proc.
Portale branżowe podają jednak, że drakońskie regulacje nie gaszą tego pożaru, a dolewają benzyny do ognia wpychając konsumentów na czarny rynek. Belgia w 2025 r. straciła 963 mln euro wpływów podatkowych, a jej szara strefa wzrosła z 4,6 proc. w 2021 r. do 24,8 proc.. Z kolei po zakazie saszetek w Holandii i Belgii aż 100 proc. i 89 proc. tych produktów w obiegu pochodzi z nielegalnych źródeł.
Ostrzeżenia z innych krajów: nawet 80 proc. rynku poza kontrolą
List dąży do całkowitej eliminacji wyrobów nikotynowych. Ten argument kłóci się z danymi z wielu państw. W Wielkiej Brytanii badania z 2022 r. dla agencji Ministerstwa Zdrowia potwierdziły, że e-papierosy wiążą się z niższą ekspozycją na szkodliwe substancje niż tradycyjne palenie. Z kolei amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) dopuściła wybrane saszetki z nikotyną jako obarczone mniejszym ryzykiem.
Kierunek proponowany przez sygnatariuszy powiela natomiast błędy Australii. Według danych ABS z czerwca 2026 r., udział nielegalnych źródeł wzrósł tam z 12 proc. w 2017 r. do 80 proc. w 2025 r. Ceny legalnych wyrobów potroiły się, a spożycie nikotyny skoczyło o niemal 40 proc. Restrykcje nie zlikwidowały popytu, a jedynie pozbawiły państwo dochodów.
Również dane z USA i Kanady wskazują, że wycofanie e-papierosów smakowych prowadzi do wzrostu sprzedaży tradycyjnych papierosów palnych. Radykalne zakazy mogą paradoksalnie odciąć palaczom drogę do alternatyw.
Cios we własny budżet
Propozycje ministrów uderzają w plany budżetowe samej UE. Projekt rewizji dyrektywy akcyzowej (TED) z lipca 2025 r. zakłada wzrost opodatkowania e-papierosów, podgrzewaczy i saszetek w celu zwiększenia wpływów fiskalnych. Plan Komisji Europejskiej zakłada również wprowadzenie nowego zasobu własnego UE – TEDOR (Tobacco Excise Duty Own Resource), w ramach którego państwa członkowskie byłyby zobowiązane do przekazywania do unijnego budżetu kwoty odpowiadającej 15 proc. dochodów z akcyzy na wyroby tytoniowe.
Według szacunków Komisji Europejskiej rozwiązanie to mogłoby zapewnić unijnemu budżetowi około 11,2 mld euro rocznie. Zakaz tych wyrobów skurczy bazę podatkową. Stawka jest wysoka: wyroby tytoniowe generują rocznie 112,9 mld euro z akcyzy i VAT oraz wspierają 2,1 mln miejsc pracy w UE. Zakaz tych wyrobów skurczy bazę podatkową. Stawka jest wysoka: wyroby tytoniowe generują rocznie 112,9 mld euro z akcyzy i VAT oraz wspierają 2,1 mln miejsc pracy w UE.
Przykładem problemu jest Polska: podwyżki akcyzy w 2025 r. przyniosły 33,6 mld zł zamiast planowanych 37,1 mld zł, a szara strefa wzrosła do 9,7 proc. w I kw. 2026 r.