donald tusk
NBP uratowane od scenariusza niczym z TK. Foto: Marco Iacobucci Epp/Shutterstock

Dlaczego Donald Tusk ugiął się w kwestii nominacji NBP? Chodzi o to, że w piątek agencja ratingowa S&P ogłosi swoją aktualizację ratingu Polski. Spore znaczenie ma tu polityka i to, co dzieje się w kraju.

REKLAMA

Już w piątek agencja ratingowa S&P ogłosi nowy rating Polski. I to właśnie ten fakt mógł skłonić Donalda Tuska, by nie iść na wojnę z NBP.

Tusk idzie na ugodę z NBP

Donald Tusk podpisał kontrasygnatę dotyczącą powołania do zarządu NBP nowych członków. Stało się to po spotkaniu ministra finansów Andrzeja Domańskiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim. W praktyce oznacza to powołanie Marty Kightley, Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego do zarządu NBP.

Ten nagły zwrot akcji zaskakuje. Jeszcze w lutym, gdy prezydent Karol Nawrocki, skierował do premiera swoje pismo, w którym powoływał cztery osoby do zarządu NBP, Tusk nie godził się na podpis. Dokument trafił do niego ponownie w październiku. Tym razem się ugiął.

Wszystko ma miejsce w czasie, gdy trwa istna polityczna batalia o Trybunał Konstytucyjny. I ma to o wiele większe znaczenie, niż wielu może myśleć. Chodzi bowiem o... pieniądze.

Rating dla Polski

Obecnie agencja S&P utrzymuje rating Polski na poziomie A- (zmienić zdanie może w piątek). Dwie pozostałe tego typu agencje z tzw. "wielkiej trójki" – Fitch i Moody's – wskazują na taką samą wiarygodność kredytową (odpowiednio w ich skali: A- i A3). Fitch uważa jedynie, że perspektywa ratingu jest negatywna. Innymi słowy, może zostać obniżona. Z kolei Moody's oceniało nasz kraj wyżej (na poziomie A2), ale też z perspektywą negatywną. Zgodnie z tymi założeniami już we wrześniu obniżyła swój rating do A3 (tym razem perspektywa jest stabilna).

Problem w tym, że zamieszanie wokół TK może mieć wpływ na rating. Nie wspominając o konflikcie politycznym dotyczącym NBP. Gdyby Tusk kontynuował swój spór z głową państwa, mógłby uderzyć w interesy Polski.

Rating, czyli co?

Rating kredytowy państwa to ocena jego wiarygodności finansowej, czyli zdolności do terminowego spłacania zobowiązań. Wystawiają go agencje ratingowe, takie jak Moody's, Fitch czy S&P Global Ratings. Dla rządu ma on bardzo praktyczne znaczenie: wpływa na to, ile państwo musi zapłacić za pożyczanie pieniędzy na rynkach finansowych.

Im niższa ocena wiarygodności kredytowej, tym większego oprocentowania mogą oczekiwać inwestorzy kupujący obligacje skarbowe. Państwo musi wówczas płacić więcej za finansowanie swojego zadłużenia. Obniżenie ratingu może wręcz zniechęcić część zagranicznych funduszy do kupowania obligacji danego kraju.

Pogorszenie oceny wiarygodności może też osłabić walutę, jeżeli inwestorzy uznają, że ryzyko związane z danym krajem wzrosło. Do tego wyższe koszty obsługi długu mogą ograniczać środki dostępne na inwestycje publiczne, edukację, ochronę zdrowia czy infrastrukturę. W skrajnym przypadku problemy z finansowaniem mogą pogłębiać kryzys gospodarczy.

Jeżeli agencja ratingowa obniżyłaby ocenę wiarygodności kredytowej Polski lub jej perspektywę, inwestorzy mogliby zażądać wyższej premii za ryzyko. W praktyce oznaczałoby to presję na wzrost rentowności polskich obligacji skarbowych, a w konsekwencji potencjalnie wyższe koszty finansowania państwa.