Rząd zignorował ostrzeżenie. W poniedziałek zaczyna się strajk, kulminacja we wrześniu

Konrad Bagiński
Związki zawodowe domagają się odmrożenia płac – budżetówka od 9 lat (a niektóre sektory nawet od 13) nie dostała ani grosza podwyżki. Rząd odmówił spełnienia postulatów 3 milionów pracowników, więc ci szykują się do strajków. W poniedziałek protest zaczynają służby mundurowe, we wrześniu dołączą do nich kolejne grupy.
W poniedziałek protest rozpoczynają służby mundurowe, we wrześniu dołączą do nich nauczyciele. Rząd ma problem Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Od kilku dni policjanci w ramach protestu nie wystawiają mandatów, pozostając przy pouczeniach. Dołączą do nich inne służby mundurowe – strażacy, służba więzienna, straż graniczna i służba celno-skarbowa. Mają one ograniczone możliwości protestu, więc nie będą strajkować pełną parą, ale i tak będzie to dla rządu uciążliwe. Mundurowi domagają się podwyżek o 650 zł i odmrożenia waloryzacji płac.

We wrześniu dołączą do nich nauczyciele. Sam Związek Nauczycielstwa Polskiego liczy aż 200 tys. członków. Nauczyciele żądają podwyżek o 1000 złotych, bo dziś początkujący w tym zawodzie dostaje pensję, za którą trudno wyżyć – 1700 zł netto.


Rząd odmówił odmrożenia płac, pozostając przy tym, że ich zarobki przez dziewiąty rok z rzędu nie wzrosną. Związkowcy wyliczają, że przez ten czas ich pensje tylko wskutek inflacji skurczyły się o ok. 12 proc.

Pracownicy budżetówki są poirytowani tym, że dane GUS (średnia pensja 4,7 tys. zł brutto), na które powołuje się premier, dotyczą sektora prywatnego i firm zatrudniających min. 10 osób, na dodatek uwzględniają nadgodziny. W budżetówce w mniejszych firmach zarabia się o wiele mniej – przypomina Gazeta.pl.