Te dokumenty podsumowują rządy PiS w stadninie w Michałowie. Sytuacja jest dramatyczna

Arkadiusz Przybysz
W zeszłym roku stadnina w Michałowie nie zarobiła nawet miliona złotych. Dla porównania w 2015 zanotowała ona 2,3 mln zł zysku. Sprzedaż koni spadła z kolei czterokrotnie. Ministerstwo rolnictwa przekonuje,że na wyniki wpłynęła susza.
Wyniki polskich stadnin z roku na rok się pogarszają Karolina Pitucha / Agencja Gazeta
Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza zapytał w Ministerstwie Rolnictwa o sytuację w stadninie koni w Michałowie. Jak informuje on na Twitterze jest ona znacznie gorsza niż jeszcze kilka lat temu. W 2015 roku stadnina w Michałowie zanotowała 2,3 mln zł zysku netto. Rok później było to 1,7 mln, a w 2017 - ledwie 900 tysięcy złotych.

Nie znamy w tej chwili danych za zeszły rok. Sprawozdanie finansowe stadniny nie zostało jeszcze zatwierdzone - ma na to czas do końca czerwca. Zdaniem Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, przyczyną spadających zysków jest malejąca sprzedaż koni. W porównaniu z 2016 rokiem spadła ona blisko czterokrotnie.


"Dobra zmiana" nie dla stadnin
"Dobra zmiana" dla stadnin zaczęła się w 2016 roku. w lutym 2016 ze stadniny poleciał prezes Marek Trela. W jego miejsce powołano Marka Skomorowskiego, w przeszłości m.in. zastępca dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR, który niewiele miał wspólnego z hodowlą koni.

Dzisiejszy Pride of Poland w Janowie Podlaskim jest zaledwie cieniem słynnej niegdyś na cały świat aukcji koni. Wydarzenie od kilku lat jest coraz większym fiaskiem i z roku na rok zarabia coraz mniej. Mimo to okazuje się, że w międzyczasie kolosalnie wzrastają wydatki na jego promocję.

Sierpniowa aukcja najgorsza w historii
Ostatnia aukcja w sierpniu 2018 r. była najgorszą w jej historii. Sprzedano wówczas tylko trzy konie, po jednej klaczy z SK Janów Podlaski i SK Michałów i jedną z prywatnej hodowli, za łączną kwotę 254 tys. euro, a nie - jak podawano do publicznej wiadomości - 501 tys. euro. Nadal trwa prokuratorskie dochodzenie w sprawie przebiegu aukcji z 2016 r.

A po spektakularnych problemach stadniny w Janowie Podlaskim, kolejne tego typu państwowe przedsiębiorstwo – tym razem w Prudniku – znalazło się w kłopotach. Właśnie stanowisko straciła tam osoba piastująca funkcję głównego hodowcy, uważana przez znawców z tej branży za autorkę sukcesów stadniny.

Powodów zwolnienia nie podano, argumentując tę odmowę wymogami RODO.