O autorze
Adam Gieniusz - Executive Coach, Trener, Wydawca.

Od 1998 roku zajmuje się szkoleniami i rozwojem, m.in. jako trener, właściciel i wspólnik firm szkoleniowych. Prowadził projekty edukacyjne we współpracy z korporacjami, małymi firmami i organizacjami pozarządowymi w Gwatemali, na Sri Lance, w Indiach, w Niemczech i w Polsce.

Od 2009 roku związany ze szkołą Noble Manhattan Coaching (IBD-NMC) - najpierw jako student, obecnie jako trener, mentor i superwizor. Od lipca 2015 rozwija międzynarodową działalność wydawniczą związaną z szeroko rozumianą tematyką rozwoju osobistego i zawodowego.

Na co dzień tata Helenki, od czasu do czasu podróżnik po Azji.

"Ci sza", czyli moja osobista książka roku 2017

Ci sza
Ci sza (c) Adam Gieniusz
"Cisza - książka, o której będzie głośno" - tym hasłem PWN reklamuje najnowszą propozycję Rafała Żaka i jego żony - Małgorzaty Wojcik (przez "o"). Rafał, który do tej pory dał się poznać jako autor literatury rozwojowej (m. in. "Rozwój Osobisty - instrukcja obsługi" czy "Nie myśl, że NLP zniknie") serwuje nam publikację ze wszech miar zaskakującą. "Cisza" była ostatnią książką, jaką miałem przyjemność przeczytać w 2017 i rzutem na taśmę zajęła najwyższe miejsce na podium książek przeczytanych w tym roku.


Zanim napiszę więcej, chcę zaznaczyć, że Rafała znam i lubię, a samą książkę otrzymałem bezpłatnie obiecawszy recenzję. Przez ułamek sekundy, tuż po rozpakowani książki, miałem chwilę zawahania, co zrobić, gdyby książka okazała się niewypałem. Na szczęście - jak już zaznaczyłem powyżej - książka jest fantastyczna, więc mogę ją nie tylko chwalić, ale też robić to z radością, ciesząc się osiągnięciem Rafała i Małgosi.



A wracając do "Ciszy"...

Najpierw się przyczepię. Do jakości wydania mojego egzemplarza. Okładka twarda jest faktycznie twarda, czarnobiałe fotografie są faktycznie czarne, niemniej książka jest źle zszyta. I na tym kończę uwagi krytyczne, a każdemu autorowi życzę, żeby problemy introligatorskie były wszystkim do czego można mieć uwagi.

"Cisza" to fascynująca podróż przez krainę braku dźwięku i dźwięków. Mimo, że na kolejnych kartach odkrywamy krótkie rozdziały, z których każdy jest zamkniętą całością, autorzy umiejętnie tkają z nich spójną całość i na przykład czas czytania wstępu okazuje się mieć wyjaśnienie na stronie 67, a przedmiot tego rozdziału jest kanwą jeszcze kilku opowieści. A jakie opowieści zawiera książka, czego z niej się dowiemy i do czego nas zaprasza?
- Nauczymy się odmieniać ciszę. Przez wszystkie przypadki - od mianownika po wołacz i przez wszystkie... odcienie
- Pofilozofujemy o tym, czy fakt niesłyszenia dźwięku to już cisza.
- Spojrzymy na hałaśliwo-cichy konflikt międzypokoleniowy.
- Poznamy zapis ciszy w alfabecie Braile'a, zobaczymy jak wygląda w języku migowym i w językach świata - zarówno tych pisanych łaciną, jak też w takich, które generują u przeciętnego czytelnika ciszę z racji zapisu w alfabecie, którego odczytać nie umiemy i podziwiamy estetykę liter. Moja osobista prośba do autorów - gdyby kiedyś wydawali sequel "Cisza II. Jeszcze mniej hałasu!" (koniecznie z wykrzyknikiem), niech dołączą zapis w pięknym języku syngaleskim i tamilskim (językach mojej ukochanej Sri Lanki).
- Wybierzemy się do wsi Cisza i przysiółka Cisze. Popłyniemy też na końskie szerokości słynące z flauty oraz - tego już nie dowiemy się z książki - uwiecznione w "poezji śpiewanej" przez zespół The Doors w "Horse latitudes".
- Pozostając w tematach morskich, za sprawą prasy bulwarowej, możemy zbulwersować (albo zbulwarować) się głośnością morza w Świnoujściu.
- Dzięki "Silent Night" i "Stille Nach" przeniesiemy się do roku 1914 i przypomnimy sobie o koszmarze wojny i anielskości jej braku, nawet, jeśli jeśli jest (tylko lub aż) spontanicznym zawieszeniem broni.
- Usłyszymy w głowie Bolero Ravela.
- Wybierzemy się do siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, żeby poznać instrukcję zachowanie się podczas koncertu.
- Poznamy się na genialnym pomyśle ze strony 60 i 61 lub uznamy go za wpadkę drukarni.
- Zostaniemy zachęceni do przeznaczenia 4 minut i 33 sekund na samodzielne zagranie utworu, którego tytuł ma związek z wstępem.
- Poznamy kolekcjonera cisz zaklętych na taśmie.
- Przypomnimy sobie kultowy serial "Zmiennicy" (mam wrażenie, że to jeden z ulubionych seriali Rafała Żaka, bo, jeśli mnie pamięć nie myli, co najmniej jedna scena z tego dzieł(k)a Stanisława Barei już znalazła miejsce w jednej z wcześniejszych książek Rafała - "153 sceny z życia korporacji".
- Spojrzymy na ciszę jako formę protestu oraz jako na sprawność harcerską.
- Zostaniemy zachęceni do obejrzenia TED Talka zawierającego zero (mówionych) słów.
- Dostaniemy wyzwanie milczenia przez jeden dzień i zostaniemy skonfrontowani z tysiącletnim milczeniem zakonnym. I z zakonnym likierem Chartreuse (po którym kiedyś bardzo bolała mnie głowa).
- Zdziwimy się, że zapisywanie ciszy "spacją" lub jakimkolwiek znakiem nie było kiedyś oczywiste.
- Dowiemy się, na jakie pytania Budda nie odpowiada.
- Dzięki rozdziałowi napisanemu gościnnie przez Barbarę Stawarz-Garcia przeżyjemy 10-dniowe odosobnienie medytacyjne w Nepalu.
- Poznamy indiańskie podejście do ciszy.
- Weźmiemy udział w japońskiej ceremonii picia herbaty i dowiemy się, jaki jest jedyny temat rozmów dopuszczalny w jej trakcie.
- Nauczymy się wykorzystywać ciszę do sprzedawania i promowania.
- Poznamy zaskakującego nauczyciela ciszy - dziecko. A ci z nas, którzy są rodzicami, zamarzą o tym, by ich pociechy takimi nauczycielami zostały. Najlepiej natychmiast.
- Poznamy koncept imprezy tak szalonej, że aż odbiera mowę - silent book party (zdecydowanie mój typ socjalizowania się).
- Zostaniemy zachwyceni lub przerażeni ideą pozbawienia wrażeń zmysłowych. Niestety/ na szczęście tylko czasowego.
- Zadumamy się nad związkiem ciszy ciała i zdrowia oraz dźwięków i choroby. Oraz poznamy twórcę stetoskopu i przyczynę jego śmierci.
- A na koniec, poznamy ulubione cisze autorów.


"Cisza" była dla mnie książką zaskakującą, bo nie mieści się ani w kategorii "zawodowe", czyli nie wymaga zapamiętywania, notowania, czy przekładania na programy szkoleniowe lub coachingowe. Nie należy też do beletrystyki, która ma wzbudzać emocje. "Cisza" to książka po prostu i aż relaksująca. Daje przestrzeń, daje oddech, daje czystą przyjemność z czytania. I dzięki temu jest dla mnie najlepszą książką, jaką przeczytałem w 2017. A konkurencję miała sporą, bo oprócz niej - a co, pochwalę się! - przeczytałem jeszcze 44 inne książki.

Szukając chwili dla siebie lub zaskakującego prezentu, podaruj sobie i najbliższym "Ciszę".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Marek PorzeżyńskiMarek Porzeżyński

Unia Europejska zgodnie ustanowiła ramy umożliwiające karanie za dokonanie cyberataków zagrażających poszczególnym państwom.

Anna SzubertAnna Szubert

1 czerwca w Hali Expo w Łodzi odbędzie się siódma edycja pokazu polskich projektantów Marka Wspiera Markę. To wydarzenie wyjatkowe na skalę Polski.

Igor IluninIgor Ilunin

Nasze samochody jeszcze nie jeżdżą samodzielnie. Na pewno też nie latają. Ale postęp technologiczny ostatnich kilku lat jest zadziwiający.