Od pokoleń wszyscy wpajali swoim dzieciom, że wykształcenie jest kluczem do sukcesu zawodowego i osobistego. Odpowiedzią na to zapotrzebowanie stały się liczne uczelnie, ich konkurencyjne i bogate oferty które uczyniły szczęśliwymi posiadaczy rozlicznych dyplomów i certyfikatów. W rezultacie poziom wykształcenia społeczeństwa znacząco wzrósł, do tego stopnia, że wytworzył nową grupę społeczną – prekariat

REKLAMA
Prekariatem określa się grupę wyzyskiwaną w gospodarce usługowej, zatrudnioną na niepewnych umowach, za płacę niepozwalającą się utrzymać ani planować przyszłości.
Określenie prekariat (łac. precarius – zdany na prośbę, łaskę) uległo popularyzacji w 2011 roku w wyniku demonstracji młodych ludzi na placu Puerta del Sol w Madrycie oraz serii protestów znanych pod nazwą „Okupuj Wall Street”
Jest to problem systemowy - w pewnym sensie pokłosie globalizmu, który ułatwił dostęp do taniej siły roboczej z rynków światowych. Długo nie widziano tego zjawiska jako wspólnego dla pewnej różnorodnej grupy społecznej w Europie.
Zdaniem brytyjskiego socjologa, ekonomisty i teoretyka prekariatu profesora Guy Standinga, to brak poczucia stabilizacji jest i będzie głównym problemem pracownika niedalekiej przyszłości. Zmuszony on będzie do pracy dla wielu podmiotów równocześnie, świadcząc usługi w ramach różnych projektów. Umiejętności i czas poświęcany na pracę mogą stać się towarem, który będzie musiał stale oferować na rynku i sprzedawać. To może prowadzić do rosnącego poczucia niestabilności i stresu. Wyróżnia on w tym zjawisku przede wszystkim;
- biednych, pochodzących z małych miejscowości, nieposiadających wystarczającego
wykształcenia lub szansy na rozwój,
- młodych ludzi skazanych na wieczne bezpłatne lub marnie płatne staże
- freelancerów, pracujących na tymczasowych umowach.
Standing przewiduje, że przyszły rynek pracy będzie rynkiem sfrustrowanych prekariuszy.
Wszystko ma swoje źródła
Do końca lat 60-tych ubiegłego stulecia, cała produkcja odbywała się w Europie, ale ówczesne ruchy wolnościowe protestowały przeciwko szablonowej pracy, nudzie i powtarzalności. I tak ich życzenia się spełniły, a otwarcie globalnych rynków spowodowało przeniesienie większości produkcji tam, gdzie siła robocza jest tańsza. Tym samym siła po stronie pracowników stała się dużo mniejsza.
Wprowadzone znane nam elastyczne formy zatrudnienia: umowy na czas określony, o dzieło itp. sprawdzają się jednak w przypadku wysokiej klasy specjalistów, osiągających ponadprzeciętne dochody. Dla całej reszty młodych, często dobrze wykształconych ludzi, tzw. „umowy śmieciowe” to bariera na drodze stabilizacji i lepszego jutra. Potęguje to fakt, że wykształconych ludzi po studiach - często niepraktycznych - są setki tysięcy, na co oczywiście rynek nie ma tymczasem zapotrzebowania.
Zatem kim jest ów Prekariusz w Polsce ?
To członek grupy o wspólnej tożsamości, głębokim poczuciu zagrożenia i utraconej kontroli nad własną przyszłością. Prekariusz nie ma określonego wieku. Jest reprezentantem dowolnego zawodu. Paradoksalnie to nie jest jego wina, że stał się jedynie pożądanym efektem oddziaływania uwarunkowań szeroko pojętej globalizacji. Są kosztem społecznym wielkich zmian o zasięgu ogólnoświatowym, dla którego elastyczna, adaptująca się do zmiennej podaży pracy klasa społeczna była i jest nadal tylko narzędziem do osiągania celów. Dziś może nim zostać zarówno świeżo upieczony absolwent studiów, jak i dojrzały wysoko wykwalifikowany specjalista, którego pracodawca zamienił na młodszy lub tańszy model. Artysta, freelancer, długoletni stażysta, doktorant. etc.
Autorzy akcji "My, prekariat"
Miliony Polek i Polaków, młodych, starszych i w średnim wieku, pochodzących z dużych miast i z prowincji, a także dziesiątki tysięcy mieszkających w Polsce emigrantów w ciągu ostatnich lat stały się ludźmi bez godziwych warunków pracy, bez zabezpieczeń społecznych, bez gwarancji leczenia, bez szans na emeryturę, ludźmi nad przyszłością których unosi się wielki znak zapytania. To właśnie znaczy PREKARIAT.
Prekariusze to olbrzymia grupa składająca się z przedstawicieli różnych zawodów. A nawet fragmentów klas społecznych. Ta grupa jest większa, niż nam się zdaje. I choć jej członkowie mają wspólne problemy i mogliby się wspólnie bronić, to często nie wykształcili jeszcze klasycznej solidarności.
Prekariat to pierwsza klasa ludzi pracujących, która zamiast z czasem zyskiwać prawa – traci je.
Traci prawa obywatelskie, kulturowe, społeczne i gospodarcze, które inne klasy przed nim wywalczyły. Kulturowe, bo prekariusze nie przynależą do dominującej społeczności. Polityczne, bo nie czują się reprezentowani przez partie. Socjalne, bo nie mają dostępu do gwarantowanych przez państwo przywilejów. I gospodarcze, bo nie mogą często wykonywać wyuczonego zawodu
I co dalej?
Jedni z nich konsekwentnie całymi latami ubiegają się o uwagę w procesach rekrutacyjnych czekając na swoją szansę, wierząc, że inwestycja jaką ponieśli gromadząc atrybuty wykształcenia stanie się ich przepustką do sukcesu. Tymczasem albo przebywający poza rynkiem pracy w pełnej dyspozycji dla potencjalnego pracodawcy albo dorabiający w sposób przypadkowy, zorientowany tylko za zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb. Towarzyszy temu często gromadzenie niezliczonych ilości dodatkowych kursów, uprawnień, które w ich odczuciu podniosą ich wartość na rynku pracy. Często niestety tak się nie dzieje. A ich problem pogłębia się jeśli zbyt długo przebywają tym rynkiem pracy, co fatalnie wpływa na ich poczucie własnej wartości. Wtedy potrafią godzić się na najniższe wyposażenie i najgorsze warunki pracy.
Inni z nadzieją na lepsze życie emigrują z kraju, często odrzucając złudzenia i dyplomy, zakopując głęboko swoje wcześniejsze marzenia o wielkiej karierze w znanej korporacji.
Jeszcze inni godzą się na wszystko co zaproponują im pracodawcy, również zapominając o swoich marzeniach i ambitnych celach, które niosły ich przez lata szkolnej i akademickiej edukacji.
Nieliczni korzystają z zaawansowanych form pomocy doradców kariery. Pod ich okiem próbują zmienić swój los zaczynając prawie wszystko od początku. Od analizy zasobów i potencjału społeczno-zawodowego w kontekście ofert rynku pracy, po realizację nowej skrojonej na sukces ścieżki kariery.
Na przyczynę takiego stanu rzeczy G. Standing wskazuje komercjalizację edukacji. Spadek procesu nauczania to zdaniem ekspertów główna przyczyna powstania prekariatu.
Na ich temat toczą się globalne konferencje, są przedmiotem wielu badań, klasyfikuje się ich wg wielu kryteriów m.in;
Młodzi prekariusze dzielą się na dwie grupy: „wędzonych śledzi” (ang. kippers: żyjące na konto rodziców dzieci ) oraz „ipodów” (ang. ipods oznacza skrót od wyrazów: niepewni, pod presją, obciążeni nadmiernymi podatkami, tonący w długach, oszczędzający).

Jednak nikt nie ma dla nich gotowych rozwiązań, które coś radykalnie zmienią. Brak systemowych rozwiązań prowadzi jedynie do pogłębiania się ich problemów. Brak świadczeń firmowych i państwowych nie polepsza sytuacji młodych ludzi. Brak pomysłu na rozplanowanie kariery i perspektywa niepewnej przyszłości rodzi w nich frustrację i grozi zapadnięciem w depresję. Społecznie brzmi to katastrofalnie.
Głębsza analiza różnicuje spojrzenie na problem prekariuszy
Im dłużej obserwujemy trwające zmiany zjawisko wydaje się być jeszcze bardziej złożone.
„Większości z nas może popaść w prekariat, jeśli wydarzy się jakiś wypadek albo kryzys pozbawi nas poczucia bezpieczeństwa. Musimy jednak pamiętać, że prekariat nie składa się wyłącznie z ofiar. Jedni wchodzą w jego skład, ponieważ nie chcą sięgnąć po inne możliwości, inni, ponieważ pasuje to do ich konkretnej sytuacji w danym czasie. Krótko mówiąc, prekariat jest zróżnicowany” - zdaniem prof. Standinga.