Reklama.
Ten człowiek traci swój wizerunek porzucając pod schroniskiem suczkę w 40 stopniowym upale, bo, jak tłumaczy, musiał jechać do Grecji, a dla znajomych stary pies, to ciężar.
Kuryło jest rozżalony, bo internauci nie zostawili na nim suchej nitki. Oburzenie internautów to jedno, ale straty wizerunkowe i finansowe to sprawa poważniejsza. Bo po aferze ze współpracy wycofał się sponsor maratończyka. Na Facebooku Marathonfilm tłumaczy, że powodem jest całokształt współpracy, trudno jednak nie dostrzec korelacji zdarzeń. Nikt nie lubi ludzi, którzy źle traktują zwierzęta.
Sprawą zajęła się prokuratura, jednak niezależnie od wyniku postępowania, wizerunek został utracony prawdopodobnie na długi czas. Bo w całej sprawie oburza nie tylko fakt zostawienia psa a to, że w udzielanych wywiadach Pan Kuryło nie miał sobie absolutnie nic do zarzucenia i uważa, że jego działanie było słuszne. Wręcz jest obrażony na tych, którzy krytykują jego zachowanie.
(Po ogniu krytyki przyznał się do winy, ale po jakim ogniu!)
(Po ogniu krytyki przyznał się do winy, ale po jakim ogniu!)
W sytuacjach, gdy działanie wywołuje zdecydowany społeczny sprzeciw, stawanie okoniem jest bardzo złą strategią. A wystarczyła odrobina pokory i przyznanie się jak najszybciej do błędu. I wtedy można by pomyśleć o uratowaniu tej marki.
A tak... bardzo długa droga do tego.
A tak... bardzo długa droga do tego.