Od 2009 roku Polska wdraża pierwszy pakiet klimatyczny UE zwany „3x20%”, którego kluczowym elementem jest uzyskanie przez całą UE 20% udziału energii z odnawialnych źródeł (OZE) w bilansie zużycia energii we Wspólnocie w 2020 roku. Każdy kraj członkowski ma swój obowiązkowy (zagrożony ew. sankcją finansową), znany od 2009 roku cel do zrealizowania, wyrażony procentowym udziałem energii z OZE w 2020 roku. Polski cel jest znacznie niższy od średniej w UE (20%) i wynosi 15%. Wraz z początkiem 2016 roku znaleźliśmy się na półmetku realizacji tego zobowiązania. Pod koniec grudnia 2015 GUS roku podał, że w 2014 roku udział energii z OZE w końcowym zużyciu energii wyniósł 11,45%. Na pierwsza rzut oka może się wydawać, że Polsce do docelowych 15% niewiele brakuje. Wystarczy jednak bliżej przyjrzeć się sprawie, aby dostrzec miliardowe koszty jakie opieszale w tej sprawie działająca Polska może być zmuszona zapłacić tym krajom, które realizują swoje cele bardziej odpowiedzialne, z większym przekonaniem.
Aby stwierdzić, co wieloletnie zaniedbania oznaczają w sensie finansowym, trzeba przeliczyć wymagane udziały procentowe na liczbę MWh, których może zabraknąć w 2020 roku. 1% poniżej celu będzie efektem braku (w stosunku do planów) 8,5 TWh energii z OZE w 2020 roku. Państwa wiodące będą oferować do transferu statystycznego nadwyżki energii po tzw. kosztach krańcowych, czyli najdrożej wyprodukowanej w 2020 roku porcji energii z OZE, po cenie rzędu 150 Euro/MWh. Państwa zapóźnione będą szukały możliwości ucieczki od kary (wyższej niż 150 Euro za każdą brakującą MWh) i kupienia w transferze brakującej ilości energii po najniższych kosztach wytworzenia energii z OZE, czyli ok 50 Euro/MWh. Transakcje będą zatem zachodziły po cenach równowagi rzędu 100 Euro/MWh.
Przy tych założeniach (deficyt -2,1% i cena za transfer 1 MWh – 100 Euro), Polska musiałaby przed końcem 2020 roku dokonać transferu statystycznego na kwotę 1,8 mld Euro, czyli 7,5 mld zł, co stanowi ok. 1% rocznych wydatków budżetu państwa.
