Polskę czeka długa, ciężka droga do dobrych regulacji w OZE. Obecne sejmowe prace nad projektem nowelizacji ustawy o OZE o nieodgadnionej w wielu miejscach logice i nieznanych skutkach nie rokują nadziei na szczęśliwe zakończenie. Taka sytuacja w Polsce się niestety powtarza. Zarówno zgłoszona przez Ministerstwo Gospodarki, w afekcie (w odruchu zemsty na prosumentach), poprzednia próba nowelizacji z maja ub.r. jak i obecna nowelizacja autorstwa Ministerstwa Energii (nie wiadomo z jakich pobudek zainicjowana) zwyczajnie nie miały i wiele wskazuje ze nie mają sensu. Niepotrzebnie wywołują zamęt logiczny, językowy, prawniczy, komunikacyjny, czynią prawo i dyskusję o nim nieznośnymi i nawarstwiają i tak już olbrzymie problemy w sektorze OZE. Napisaliśmy za dużo niepotrzebnych projektów nowelizacji. Wisława Szymborska na pytanie dlaczego napisała tak mało wierszy w długim życiu odpowiedziała: „bo mam w domu kosz na sieci”. Nieprzemyślana koncepcja tej ostatniej uniemożliwia jej skuteczne poprawienie w Sejmie i wejściem w życie przed końcem czerwca, a więc do czasu odwieszenia wejścia w życie obecnych przepisów. Z trojga złego byłoby najlepiej gdyby od lipca weszła w życie niedoskonała, ale mająca znamiona logiki ustawa o OZE uchwalona w lutym ub. roku, zresztą z mądrym poparciem posłów PiS.
Całość analizy na blogu "Odnawialnym"