Przez kilka ostatnich spotkań na łamach INNPoland przedstawiałem część zmian (o charakterze podatkowym), które były przedmiotem prac ustawodawczych, a które ostatecznie zaowocowały podpisanie przez Prezydenta RP, w dniu 16.10.2015 r. ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem innowacyjności (ustawa wchodzi w życie 01.01.2016 r.). Odnosząc się do przedmiotu materii nie kryłem (i nadal nie kryję) swojego sceptycznego nastawienia, że w efekcie tych prac i wejścia w życie nowych przepisów osiągnięty zostanie deklarowany w tytule ustawy skutek.

REKLAMA
Z rozmaitych raportów dotyczących innowacyjności, wciąż płynie przekaz, że oto mamy w Polsce ogromny potencjał wiedzy, który nie jest wykorzystywany w praktyce, a powodem tego jest brak współpracy nauki z biznesem.
Co zatem jest nie tak (albo „nie halo”, jak mawia pokolenie Y-ów, czy Z-etów) z tą rodzimą nauką i z tym rodzimym biznesem, że nie potrafią one stworzyć synergii w działaniu, której efektem mogłoby być to COŚ, na co świat spojrzy z uznaniem (o wstrzymaniu oddechu nie mówiąc), a nam wszystkim przysporzy satysfakcji i da energię do dalszej, trudnej i mozolnej pracy?
Z jednej strony niezbędne jest zidentyfikowanie rzeczywistych przyczyn, których wyartykułowanie mogłoby zaowocować rzeczywistą dyskusją nad powodami tego (rzekomego?) rozdźwięku pomiędzy nauką, a biznesem. Mogłoby wówczas dojść do nader pożądanej sytuacji , w której wprowadzanie zmian w ustawach jawiłoby się jako oczywisty skutek, jako naturalne następstwo w działaniu, a nie asumpt do rozpoczynania dyskusji o tym, jaki w ogóle jest stan rzeczy.
Jakie są zatem te rzeczywiste przyczyny? Zapewne nie jest możliwe stworzenie katalogu zamkniętego, ani nawet listy otwartej kwestii, która znalazłaby, albo zasłużyła na powszechną uwagę. Można jednak spróbować dokonać oszacowania tego co stanowi problem natury obiektywnej.
Osobiście zauważam dwie kategorie zjawisk społeczno-gospodarczych, które wpływają na możliwość zidentyfikowania potencjalnych barier. Do pierwszej zaliczam poziom świadomości, w tym edukację i obywatelskość. Do drugiej: otoczenie fiskalne.
Świadomość.
Jeżeli wyobrazimy sobie trójkąt równoboczny na szczycie którego umieścimy władzę (tu: ustawodawczą), a w jego dolnych rogach biznes i naukę, to świadomość zaistnienia koniecznej synergii w działaniu pomiędzy nauką i biznesem w obszarach innowacji może przełożyć się na zbudowanie skutecznej platformy do komunikowania potrzeby działania władzy ustawodawczej, która z kolei może odnieść się do tej potrzeby w tekście uchwalonych ustaw.
W toku prac nad ustawą o wspieraniu innowacyjności nie było takiej komunikacji, ani adresowania wspólnych potrzeb wobec władzy ustawodawczej. Poszczególni interesariusze zgłaszali swoje postulaty i krytyczne uwagi, a wspólnie akcentowali jedynie dobry kierunek zmian.
W praktyce oznacza to jednak, że jeśli ustawodawczej odwagi wystarczyło na dokonanie zmian w odniesieniu do zdarzeń w horyzoncie lat 2016-2017 (zniesienie opodatkowanie aportów), to jaki (i czy?) będzie efekt kolejnej ustawodawczej inicjatywy, jeśli trzeba ją będzie na powrót zainicjować i przeprowadzić? Obawiam się, że nie stać nas na komfort tracenia czasu.
Komponent edukacja, to znów trójkąt równoboczny, gdzie u szczytu jest innowacyjność, a w dolnych ramionach: nauka i edukacja.
W tym komponencie niezwykle istotne jest zdanie sobie sprawy z tego, że w nauce jest niezbędna edukacja i nastawienie na pełne otwarcie i wymianę informacji, z których kluczowa, to informacja o wynikach prac B+R, ale z absolutnym naciskiem na ochronę własności intelektualnej.
Większość z nas już chyba przekonała się, prowadząc negocjacje, czy rozmowy o możliwych inwestycyjnych mariażach, że dzisiaj tak naprawdę istotne są dwie rzeczy: a) zidentyfikowany rynek na produkt, b) na który może trafić oferta własności chronionego wyniku badawczego. Cała reszta jawi się jako rzecz drugorzędna. Wówczas możemy mówić o innowacjach.
Obywatelskość, to z kolei uświadomienie sobie, że żyjemy we wspólnocie, a zjawisko globalizacji pokazuje, jak bardzo ważne dla innowacji jest adresowanie potrzeb w ramach wspólnoty. W tym celu fizyczne i realne istnienie miejsc dla wymiany doświadczeń, poglądów, zdobywania kompetencji społecznościowych (nie mylić z portalami społecznościowymi) jest konieczne, czy wręcz niezbędne.
Zdaniem Prof. Jerzego Buzka, wygłoszonym na wykładzie pt. „Innowacyjna nauka warunkiem rozwoju społecznego” na Międzynarodowej Konferencji „Od pomysłu do komercjalizacji wyników badań” (Warszawa 19.10.2015), miejscami takimi powinny być parki technologiczne, gdzie może (i powinna) toczyć się otwarta i twórcza rozmowa, gdzie mogą formułować się postawy i podstawy dla budowania nowych struktur. Parki te powinny tętnić życiem, gdzie ludzie (najczęściej młodzi) będą mogli się spotykać i wymieniać między sobą informacje, doświadczenia, poglądy, czasem też nic nie robić, by coś (jakaś iskra) mogło powstać. Tylko tak możliwe jest szukanie nowości. Obecnie, zdaniem prof. Buzka, tak nie jest, a samo pojęcie „innowacja” zaczyna się po prostu dewaluować.
Otoczenie fiskalne.
Z całą i absolutną pewnością brak sensownego i proaktywnego otoczenia fiskalnego wpływa zdecydowanie negatywnie na to, by przedsiębiorcy mogli w sposób istotny inwestować w działalność badawczo-rozwojową. A stąd do realnej współpracy biznesu z ośrodkami naukowymi już tylko jeden krok.
Jak można wyczytać ze stanowiska Konfederacji Lewiatan, zgłoszonego w toku prac nad ustawą o wspieraniu innowacyjności druk senacki 1094, w porównaniu z naszymi sąsiadami rzeczywiste odliczenia podatkowe w naszym kraju sytuuje nas w towarzystwie równie mało innowacyjnej Rumunii, która i tak prawie dwukrotnie bije nas na głowę w zakresie ulgi B+R.
I gdzie rzeczywiste odliczenie w podatku CIT w Polsce kształtuje się na poziomie od 1,9% do 5,9%, a dla porównania: Węgry 19%, Czechy 19%, Litwa 30%.
Do tego trzeba jeszcze powiedzieć o likwidacji ulgi na inwestycje w nowe technologie i mamy zaktualizowany i pełny obraz fiskalny w dziedzinie B+R na dzień 01.01.2016 r.
Z powyższego wynika, że nie do przecenienia (w ujęciu podmiotowym) są uczelnie, jako miejsca, gdzie powstaje nauka i które odpowiedzialne są za edukację, a także gdzie następuje aktywna wymiana myśli. Spójne zaadresowanie potrzeb do biznesu, to wyzwanie dla uczelni, ale też okazja do edukacji, bo poziom świadomości biznesu często odbiega od poziomu i standardu, który mogłoby się wydawać, że jest.
To samo dotyczy przedsiębiorców, tym bardziej, że są oni potencjalnymi beneficjentami znacznej pomocy w nowej perspektywie finansowej, przez co mogą aktywnie oddziaływać i kierunkować prace badawcze w jednostkach naukowych.
Jeśli uda się stworzenie tej wzajemnej relacji, to zmiana (na lepsze) otoczenia fiskalnego jest kwestią, która może być rozpatrywana w kategoriach nie „czy” ale „kiedy”.