Czy rzeczywiście tak jest, że w nowej perspektywie finansowej znaczna część środków ma pójść do „ludzi nauki”, by ci „z renomowanych uczelni, z których najlepsza pałęta się w okolicy 500 miejsca na Liście Szanghajskiej” mogli cywilizować „tych chamskich, polskich przedsiębiorców”? Czy prawdą jest, że ci „pszenno- buraczani polscy przedsiębiorcy nie raczą płacić różnym profesorom za nic, żądają konkretów i ich wręcz wulgarnego zastosowania komercyjnego”? I czy rzeczywiście działanie dla zysku i szukanie dochodów rynkowych upokarza polskich naukowców? Te z pasją wypowiedziane i mocne słowa są dosadne jak tytuł komentarza, do którego się odnoszą.
REKLAMA
A komentarz ten, jak i tytuł artykułu pochodzą z tekstu Cezarego Kaźmierczaka – Prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – „Innowacyjność jego mać!” opublikowanego na łamach tygodnika Wprost Nr 44 z 26.10.2015 r.
Patrząc na strukturę dofinansowania z perspektywy obecnie toczących się postępowań konkursowych – chociażby prowadzonych przez NCBR – widać wyraźnie, że gros środków idzie na wsparcie inicjatyw podejmowanych przez przedsiębiorców samodzielnie, albo w konsorcjach przemysłowych, czy naukowo-przemysłowych. (np. POIR działania w tzw. „szybkiej ścieżce” , INNOLOT, INNOMED, czy projekty aplikacyjne) oraz w ramach Regionalnej Pomocy Operacyjnej (RPO), które posiadają alokację na poziomie prawie dwukrotnie większym w stosunku do poprzedniej perspektywy. Można nawet ogólnie powiedzieć, że największy przyrost środków w obecnej perspektywie finansowej dotyczy wsparcia przedsiębiorczości oraz powiązań biznesu z nauką.
Można jednak wytknąć, że w sytuacji, gdy wnioskujący o dofinansowanie przedsiębiorca będzie chciał skorzystać z pomocy merytorycznej podwykonawcy, to owszem może, ale pod warunkiem że będzie nim wyłącznie uczelnia publiczna, państwowy instytut badawczy, instytut PAN lub inna jednostka naukowa będąca organizacją prowadzącą badania i upowszechniającą wiedzę – a więc odsądzeni od czci i wiary „ludzie nauki”. W przeciwnym wypadku musi on uzyskać na to zgodę Instytucji Pośredniczącej w przekazywaniu pomocy. A zatem kolejna „kłoda pod nogi” i tak już zdesperowanych przedsiębiorców.
Nie o to jednak chodzi. Chodzi o wydźwięk przywołanego komentarza. A ten dotyka rzeczy ważnej i pilnej.
Jedną z głównych „niedoskonałości" w ekosystemie transferu wiedzy z instytucji badawczych do gospodarki, którą dostrzegam, to brak skutecznego współdziałania pomiędzy trzema głównymi „graczami” (patrz rys. 1), tj.: instytucjami badawczymi, przemysłem (docelową branżą) oraz podmiotami typu venture capital, których głównym zadaniem jest zdobywanie środków na finansowanie takiej działalności, dedykowanej do wytwarzania produktów/technologii do rynków docelowych.
Historycznie rzecz ujmując miejsca transferu technologii (obecne centra transferu technologii) były (są) zbyt blisko instytucji badawczych/wydziałów uczelni, które stanowią źródło nowych idei, pomysłów, wynalazków. Centra te zostały ustanowione w celu transferu wyników prac naukowych do gospodarki, a ich podstawową funkcją był pomost pomiędzy naukowcami i branżami docelowymi; w strukturze tej całkowicie jednak zignorowano znaczenie struktury czynnika trzeciego – inwestorów finansowych. Ten tradycyjny sposób myślenia o realnym transferze wyników (komercjalizacji), to jedna z głównych przyczyn niepowodzenia rozwoju technologii i zorientowanych technologicznie firm. W ten sposób bowiem centra transferu technologii stanowią (mimo wszystko) bierny czynnik procesu komercjalizacji, pozostając z dala od rynku i będąc ograniczone w zrozumieniu potrzeb klientów na chronione dobra intelektualne (IPR) i cykli życiowych technologii dedykowanych firmom technologicznym.
Zmiana jakościowa, która zaczęła funkcjonować w Polsce od 2011 r., to powstanie spółek celowych jednostek naukowych i badawczych (Spółka celowa) do komercjalizacji wyników prac B+R (patrz rys. 2).
Główna idea tych spółek sprowadza się dziś do uświadomienia wszystkim inetersariuszom ekosystemu komercjalizacji wiedzy, iż w obecnych warunkach to one (a nie centra transferu technologii) są jednostkami adresującymi możliwości rozwiązywania problemów społecznych i gospodarczych, poprzez zastosowanie technologii, które zostały opracowane na uczelniach i w instytutach badawczych, w aktywnym podmiocie – przedsiębiorcy, przy wsparciu ze środków pochodzących od szeroko pojętej społeczności inwestycyjnej (dysponentów środkami pomocy publicznej, funduszami typu venture capital i in.).
Wyobraźmy sobie np. nową formułę spożywczą, opracowaną przez „ludzi nauki” na jednej z „renomowanych uczelni” – np. napój o fenomenalnych właściwościach prozdrowotnych; jako rezultat wyniku projektu charakteryzuje się nowością w skali światowej, w kontekście posiadanych przez niego nowych cech w porównaniu do rozwiązań dostępnych na światowym rynku, czyli innych takich napojów. Ponadto ma on cechę innowacji przełomowej, a więc wpływającej na zmianę struktury rynku, wręcz stwarza nowe rynki, a istniejące dotychczas napoje stają się przestarzałe. Żeby był jednak sukces, to niezbędne jest pokazanie zapotrzebowania rynkowego na taki napój. Trzeba umieć pokazać w jaki sposób wprowadzić go na rynek, by można go było kupić w sklepie, aptece, na stacji benzynowej. Zanim to jednak nastąpi, trzeba ochronić źródło wiedzy oraz przewidzieć konkretny (nowy) wynik do dalszej ochrony. Na koniec niezbędne jest jeszcze podsumowanie tych wszystkich czynności w analizie opłacalności wdrożenia: ile ma kosztować jego wyprodukowanie, jego dalsza ochrona, w jakiej ilości będzie sprzedawany oraz zaprojektować przychody związane z jego sprzedażą. Jeśli to wszystko zrobimy, to na końcu trzeba będzie jeszcze taki napój wyprodukować, wprowadzić do obrotu i sprzedać. Ktoś tym wszystkim (fizycznie) musi umieć zarządzić, by mogło się to dokonać i musi być za co. Ktoś w ten proces musi zainwestować, czytaj: należy go znaleźć, przedstawić, zaprezentować, wynegocjować, zawrzeć umowę, skonsumować.
Trudno sobie wyobrazić, by w powyższym przykładzie nauka obyła się bez przedsiębiorców i na odwrót, a żądanie konkretów do komercyjnego zastosowania jest tu wręcz wpisane w naturę działania. Niemniej to nie naukowcy wykonają i przedstawią analizę opłacalności wdrożenia nowego produktu. Podobnie jak, to nie przedsiębiorcy przewidzą strategię komercjalizacji i ochrony IP (ich interesuje wynik o potencjale inwestycyjnym „podany na tacy”). Nie mówiąc o tym, że trzeba do nich z konkretną ofertą dotrzeć. Po drodze jest jeszcze pewna istotna niedogodność, a mianowicie skąd wziąć finansowanie powstawania wyników badawczych. Oczywiście do pewnego stopnia jednostki naukowe finansują swoje prace (ze środków własnych, statutowych, dotacji). Jeśli jednak mówimy (myślimy) o skutecznym transferze, to środki własne jednostek badawczych są niewystarczające. Stąd miejsce na „trzeciego gracza” – fundusze.
A czego potrzebuje przeciętny fundusz, pytając o przeciętną technologię do komercjalizacji, na przeciętnej uczelni? Otóż informacji obejmującej, co najmniej:
- określenie poziomu gotowości technologicznej (min. TRL 5, tj. zweryfikowano komponenty lub podstawowe podsystemy technologii w środowisku zbliżonym do rzeczywistego. Podstawowe komponenty technologii są zintegrowane z rzeczywistymi elementami wspomagającymi. Technologia może być przetestowana w symulowanych warunkach operacyjnych) oraz
- analizy prawnej w tym zabezpieczeń IPR oraz czystości patentowej;
- analizy technologicznej, w tym określenia etapu rozwoju oraz wykonalności technologii i wskazania ryzyk technologicznych;
- analizy rynku, w tym wielkość zbytu, wartość oferowaną klientom oraz analizę konkurencji.
- określenie poziomu gotowości technologicznej (min. TRL 5, tj. zweryfikowano komponenty lub podstawowe podsystemy technologii w środowisku zbliżonym do rzeczywistego. Podstawowe komponenty technologii są zintegrowane z rzeczywistymi elementami wspomagającymi. Technologia może być przetestowana w symulowanych warunkach operacyjnych) oraz
- analizy prawnej w tym zabezpieczeń IPR oraz czystości patentowej;
- analizy technologicznej, w tym określenia etapu rozwoju oraz wykonalności technologii i wskazania ryzyk technologicznych;
- analizy rynku, w tym wielkość zbytu, wartość oferowaną klientom oraz analizę konkurencji.
To właśnie rola i zadanie spółek celowych w obecnym ekosystemie transferu technologii i komercjalizacji, albowiem stanowią one środowisko specjalizowanych, naukowych przedsiębiorców (nie mylić z uczelniami, centrami transferu technologii, akademickimi inkubatorami przedsiębiorczości, klastrami, konsorcjami i innymi związkami nauki z biznesem), którzy mogą być odpowiedzialni za marketing usług, obejmujących całą wiedzę swojej jednostki macierzystej (uczelni/instytutu). Jednocześnie mogą z powodzeniem pełnić rolę odpowiedzialnych za udział w procesie kształcenia z przedsiębiorczości młodych twórców i wynalazców.
