
Idea jest warta dokładnie tyle co nic. Jeśli jest naprawdę dobra, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ktoś już wpadł na podobny pomysł, albo wpadnie na niego w niedalekiej przyszłości. To co tworzy biznes to REALIZACJA pomysłu. Dlatego z troską patrzę na startupy, które samą tylko ideę chcą obwarować NDA i wymagają podpisania jej na pierwszej rozmowie z inwestorami. To tak jakby na pierwszej randce wyciągać intercyzę. Spłoszycie wybrankę. A machając NDA i budując spiskowe teorie dziejów, że ktoś ukradnie wasz pomysł, w najlepszym razie narazicie się na śmieszność.
REKLAMA
Podczas bardzo dobrej startupowej imprezy organizowanej przez Smart Space w Toruniu, jeden z pitchujących startupów, poprosił przed swoim pitchem o wyłączenie urządzeń nagrywających, nie robienie zdjęć i nie streamowanie wystąpienia w mediach społecznościowych. Wywołało to (słusznie) konsternacje. Panowie mówili na tyle poważnie, że jeden z sędziów – Paweł Luty z Briefu – zadał przytomne pytanie, czy zamierzają również poprosić wszystkich o podpisanie NDA. Co prawda nie poprosili, ale nadal kategorycznie żądali, aby nic co zostanie powiedziane nie wyszło poza salę. Spodziewałem się więc co najmniej przełomu w walce z rakiem, albo rozwiązania światowych problemów z paliwami kopalnymi. Albo tunelu aerodynamicznego na marsa. Dostaliśmy jednak wątpliwej jakości pitch (w mojej ocenie naprawdę fatalny) wygłoszony przez dwie osoby (mimo, że po scenie błąkały się w stresie jeszcze trzy inne z tego startupu). I dostaliśmy informacje o urządzeniu do diagnostyki astmy. Nic przełomowego, bo podobnych rozwiązań jest już na świecie kilkanaście. Co więcej większość w produkcji lub w późnej fazie wdrożenia. W przeciwieństwie do rozwiązania tajemniczych panów, którzy mieli… rysunki.
Umowy tak, NDA nie!
Zgadzam się z Paulą Pul, że umowa między założycielami startupów to konieczność. Tak na początek warto spisać, kto się czym będzie zajmował i jakie są udziały. Normalna koleżeńska umowa między ludźmi, którzy mają wspólny cel, ale chcą uniknąć niedomówień. Natomiast przestrzegam przed takim podejściem do biznesu jaki zaprezentowali panowie podczas Startup Toruń 2015. Narazili się na śmieszność. Jak bowiem traktować kogoś, kto przychodzi na konkurs startupowy i boi się, że po prezetnacji jego pomysłu ktoś go skopiuje. Oznacza to, że albo pomysł jest bardzo łatwo kopiowalny albo, że bez sensu się pchali na scenę. Na dodatek byli mega słabo przygotowani. Zamiast więc skupiać się na spiskowej teorii dziejów warto pracować. Szybko działać, polerować każdy aspekt komunikacji, działać by produkt był lepszy i szybko wypuszczać kolejne iteracje.
Zgadzam się z Paulą Pul, że umowa między założycielami startupów to konieczność. Tak na początek warto spisać, kto się czym będzie zajmował i jakie są udziały. Normalna koleżeńska umowa między ludźmi, którzy mają wspólny cel, ale chcą uniknąć niedomówień. Natomiast przestrzegam przed takim podejściem do biznesu jaki zaprezentowali panowie podczas Startup Toruń 2015. Narazili się na śmieszność. Jak bowiem traktować kogoś, kto przychodzi na konkurs startupowy i boi się, że po prezetnacji jego pomysłu ktoś go skopiuje. Oznacza to, że albo pomysł jest bardzo łatwo kopiowalny albo, że bez sensu się pchali na scenę. Na dodatek byli mega słabo przygotowani. Zamiast więc skupiać się na spiskowej teorii dziejów warto pracować. Szybko działać, polerować każdy aspekt komunikacji, działać by produkt był lepszy i szybko wypuszczać kolejne iteracje.
Zaufanie, głupcze!
Sam Altman mówi, że "I operate in business assuming people won't screw me. Occasionally I get really screwed. it's still worth it." Czyli wyznaje zasadę zaufania. zaufania, które pomaga w relacjach biznesowych. I nie naraża na śmieszność. Kolejne diagnozy społeczne pokazują, że w Polsce mamy niski próg zaufania do wszystkich poza najbliższą rodziną. To z kolei przekłada się na niski kapitał społeczny. No bo jak robić networking, jak zdobywać doświadczenie, skoro na każdym kroku boimy się mówić o swoich pomysłach, bo nam ktoś je ukradnie. To nagminne. Zdarza się nawet podczas zwykłych warsztatów z młodzieżą. Często słyszę, że „nie zdradzę pomysłu na biznes, bo ktoś mi go ukradnie”. Serio? Potem okazuje się, że te pomysły już ktoś zrealizował. I w appstorze można je pobrać od zaraz. Kto tu więc kogo kopiuje. Poza tym jeśli ktoś tak bardzo nie ufa wszystkim dookoła, to można (odnosząc to do teorii psychoanalizy) podejrzewać, że sam robi coś, co nie jest godne zaufania. Buffer, jeden z szybciej rosnących startupów SaaS działa na zasadach pełnej transparentności. Niczego nie ukrywają. Zarobki, kod, finanse firmy – wszystko jest do wglądu. I jakoś nikt nie kopiuje. Bo Buffer zaistniał na rynku, szybko i mądrze pozyskiwał użytkowników, a nie był zajęty kitraniem idei po sejfach.
Sam Altman mówi, że "I operate in business assuming people won't screw me. Occasionally I get really screwed. it's still worth it." Czyli wyznaje zasadę zaufania. zaufania, które pomaga w relacjach biznesowych. I nie naraża na śmieszność. Kolejne diagnozy społeczne pokazują, że w Polsce mamy niski próg zaufania do wszystkich poza najbliższą rodziną. To z kolei przekłada się na niski kapitał społeczny. No bo jak robić networking, jak zdobywać doświadczenie, skoro na każdym kroku boimy się mówić o swoich pomysłach, bo nam ktoś je ukradnie. To nagminne. Zdarza się nawet podczas zwykłych warsztatów z młodzieżą. Często słyszę, że „nie zdradzę pomysłu na biznes, bo ktoś mi go ukradnie”. Serio? Potem okazuje się, że te pomysły już ktoś zrealizował. I w appstorze można je pobrać od zaraz. Kto tu więc kogo kopiuje. Poza tym jeśli ktoś tak bardzo nie ufa wszystkim dookoła, to można (odnosząc to do teorii psychoanalizy) podejrzewać, że sam robi coś, co nie jest godne zaufania. Buffer, jeden z szybciej rosnących startupów SaaS działa na zasadach pełnej transparentności. Niczego nie ukrywają. Zarobki, kod, finanse firmy – wszystko jest do wglądu. I jakoś nikt nie kopiuje. Bo Buffer zaistniał na rynku, szybko i mądrze pozyskiwał użytkowników, a nie był zajęty kitraniem idei po sejfach.
Jak mówi Max Zieliński z XVentures, jeśli „twój produkt, czy usługa jest tworzona w podejściu marketingowym i po prostu rozwiązuje istniejący problem inaczej niż konkurencja, to nie ma sensu patentować czy obwarowywać klauzulami milczenia takiego rozwiązania”. Jeśli zaś „działasz w obszarze nowych technologii i rozwiązań i boisz się, że ktoś po jednym spotkaniu czy wysłuchaniu prezentacji będzie w stanie skopiować twoje rozwiązanie, to znaczy, że naprawdę nie masz żadnej technologicznej przewagi. Nie masz secret sauce". Tak jak pisałem – w większości przypadków liczy się egzekucja. To jak szybko działasz, z jakim zespołem, jakich doświadczonych doradców (z branży) masz, jaki masz plan na komunikację i growth hacking, a nie to jak szybko podpiszesz z całym światem NDA.
Kiedy NDA ma sens
NDA jest zawierana przede wszystkim w sytuacjach, w których dochodzi do transferu czy wykorzystywania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. Takich, które rzeczywiście warto chronić. Bo zbytnie szafowanie tym dokumentem narazi na śmieszność. Inwestorzy w Silicon Valley, czy Tel Avivie, z którymi pracowałem w ogóle dość ostrożnie podchodzą do startupów, które machają na dzień dobry NDA i przychodzą z informacjami, że złożyli już wszędzie wnioski patentowe. Poza bardzo zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi, nanotechnologiami, czy z zakresu czystych technologii nie warto po prostu zbytnio snuć teorii spiskowych i bać się, że ktoś nas okradnie z pomysłu na… aplikację. Oczywiście zawsze warto pomyśleć o sporządzeniu NDA na wstępnym etapie współpracy pomiędzy przedsiębiorcami, czyli już na poziomie prowadzonych negocjacji, ale pomyśleć i… zastanowić się, czy nie będzie więcej z tego strat niż korzyści. Wszystko zależy od tego na jakich zasadach ukształtuje się wzajemna relacja kontrahentów. I od tego jakie rozwiązanie naprawdę proponujemy. Niech nas nie zgubi pych i myślenie, że nasz pomysł jest wyjątkowy i należy go koniecznie patentować i obwarować. Idea to tylko idea. I nawet najlepsza jest warto dokładnie zero. Natomiast przeciętna idea z wybitną egzekucją może być warta bardzo wiele. I jeśli ta egzekucja będzie oznaczać, że będziecie pierwsi na danym rynku, będziecie najszybciej pozyskiwać użytkowników i sprawnie działać w modelu growth hacking, to nie musicie się martwić, o tych, którzy kopiują.
NDA jest zawierana przede wszystkim w sytuacjach, w których dochodzi do transferu czy wykorzystywania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. Takich, które rzeczywiście warto chronić. Bo zbytnie szafowanie tym dokumentem narazi na śmieszność. Inwestorzy w Silicon Valley, czy Tel Avivie, z którymi pracowałem w ogóle dość ostrożnie podchodzą do startupów, które machają na dzień dobry NDA i przychodzą z informacjami, że złożyli już wszędzie wnioski patentowe. Poza bardzo zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi, nanotechnologiami, czy z zakresu czystych technologii nie warto po prostu zbytnio snuć teorii spiskowych i bać się, że ktoś nas okradnie z pomysłu na… aplikację. Oczywiście zawsze warto pomyśleć o sporządzeniu NDA na wstępnym etapie współpracy pomiędzy przedsiębiorcami, czyli już na poziomie prowadzonych negocjacji, ale pomyśleć i… zastanowić się, czy nie będzie więcej z tego strat niż korzyści. Wszystko zależy od tego na jakich zasadach ukształtuje się wzajemna relacja kontrahentów. I od tego jakie rozwiązanie naprawdę proponujemy. Niech nas nie zgubi pych i myślenie, że nasz pomysł jest wyjątkowy i należy go koniecznie patentować i obwarować. Idea to tylko idea. I nawet najlepsza jest warto dokładnie zero. Natomiast przeciętna idea z wybitną egzekucją może być warta bardzo wiele. I jeśli ta egzekucja będzie oznaczać, że będziecie pierwsi na danym rynku, będziecie najszybciej pozyskiwać użytkowników i sprawnie działać w modelu growth hacking, to nie musicie się martwić, o tych, którzy kopiują.
