<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - Eksperci]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Eksperci w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/111,eksperci</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,111,eksperci" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/210572,coraz-wiecej-osob-pozywa-banki-nie-tylko-frankowicze</guid><link>https://innpoland.pl/210572,coraz-wiecej-osob-pozywa-banki-nie-tylko-frankowicze</link><pubDate>Fri, 17 Jan 2025 14:54:26 +0100</pubDate><title>&quot;Kredyt będzie za darmo&quot;. Ekspert o lawinie pozwów w sprawie kredytów, także konsumenckich</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6419082b4fe2c5ae382a5ae6dfcfc779,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie tylko za kredyty frankowe, ale także za te udzielane w dolarach i euro. I nie tylko za hipoteczne, ale także za konsumenckie (ratalne i gotówkowe do 255 tysięcy złotych). Lawina pozwów wobec banków korkuje polskie sądy. Rozmawiamy z ekspertem.

Polacy coraz śmielej pozywają banki. 
Tylko w samym pierwszym kwartale 2024 roku do sądów wpłynęło w sumie 24 tysiące spraw frankowiczów. Większość (98 procent) rozstrzygana jest na ich korzyść. 
A kolejni frankowicze, którzy jeszcze do tej pory nie złożyli pozwu, wkrótce mogą zmienić zdanie. Nowy projekt Ministerstwa Sprawiedliwości zakłada korzystne dla nich zmiany –  pozwany bank z automatu przestanie bowiem pobierać raty. Nie trzeba będzie składać o to żadnego wniosku. 
Ale to nie koniec. Kolejne pozwy składają bowiem także posiadający kredyty hipoteczne w dolarach i euro. A ostatnio – także klienci z kredytami konsumenckimi, czyli np. ratalnymi i gotówkowymi, do 255 tysięcy złotych. 
Kolejne kredyty będą upadać
– Eurowicze i dolarowicze od początku regularnie wygrywali swojej sprawy. Nie było o tym tak głośno, dlatego, że tych kredytów jest dużo, dużo mniej niż kredytów frankowych. Ale po sukcesach frankowiczów, kolejne doniesienia dotyczą już zakończonych prawomocnie spraw eurowiczów i dolarowiczów, którzy mają identyczne szanse jak frankowicze – mówi nam Jędrzej Jachira z Kancelarii Sobota Jachira, która  reprezentuje klientów walczących z bankami. 
– Identyczne, czyli jakie? 
–Na poziomie ponad 99,99 proc. przypadków sprawy kończą się wygraną w całości, czyli unieważnieniem umowy kredytowej. Należy spodziewać się, że kolejne kredyty w euro i w dolarach też w najbliższym czasie będą już masowo upadać – odpowiada Jachira. 
To nie wszystko.  
Do sądów trafiają również pierwsze pozwy za kredyty konsumenckie – w złotówkach. Mogą to być kredyty na samochód, remont, sprzęt AGD. Albo kredyty gotówkowe, bez wskazanego celu. Istotne, by nie były przeznaczane na działalność gospodarczą. 
Pozwów jest tysiące – tak dużo, że korkują sądy. Jak podaje Business Insider, w połowie 2024 roku w sądach znajdowało się już 10 tysięcy spraw o SKD – w stosunku do 2023 roku liczba urosła trzykrotnie. Pod koniec 2024 mogło być ich już 15 tysięcy. A to dopiero początek. 
Sprawy dotyczą głównie tak zwanej "Sankcji Kredytu Darmowego". SKD oznacza karę dla banku za nieprzestrzegania przepisów – na przykład za nieprawidłowe informowanie o zasadach udzielania kredytu, czy niejasne naliczanie prowizji i odsetek.  Jeśli kredytobiorca lub jego prawnik dopatrzy się naruszenia choćby jednego prawa wynikającego z ustawy, składa oświadczenie, by skorzystać z SKD. Skorzystanie z sankcji oznacza, że kredytobiorca ma spłacić wyłącznie kapitał. Czyli: nie będzie musiał regulować odsetek i innych kosztów. Może liczyć także na zwrot tego, co już zapłacił.  
Banki rzecz jasna takie oświadczenia podważają, więc sprawy trafiają do sądów. Teraz trwa czekanie na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Polskie kredyty konsumenckie mają klauzule niedozwolone?
Związek Banków Polskich uważa, że problem roszczeń SKD został sztuczne wykreowany przez kancelarie odszkodowawcze. Kancelarie zaprzeczają – bo według nich banki mówią tak, by roszczenia jeszcze bardziej nie zalały sądów. Na razie nie wiadomo, jak takie pozwy rozstrzygać. Linia orzecznicza się kształtuje – podobnie jak było w przypadku frankowiczów. 
Jędrzej Jachira: – Dlatego sąd rejonowy w Łodzi zadał do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytania prejudycjalne – czyli pytania zadawane przez sąd krajowy w jakiejś niejasnej sprawie sądowi wspólnotowemu. Pytania dotyczą właśnie zasadności utrzymania takiego kredytu, w którym  znajdują się klauzule niedozwolone.
O jakie klauzule chodzi? Między innymi o to, czy konsument powinien jednoznacznie wiedzieć, przed podpisaniem umowy, jaka kwota stanowi podstawę oprocentowania. A także, czy zgodna z prawem jest – powszechnie stosowana w Polsce przez banki – praktyka kredytowania prowizji i naliczania od nich odsetek, tłumaczy Jachira. 
Wyrok TSUE jeszcze w tym roku
Jachira dodaje, że  jego zdaniem wyrok będzie korzystny. Dlaczego? Bo polscy konsumenci rzadko są informowani przez banki, że kwota prowizji mogłaby zostać opłacona przez kredytobiorcę gotówką przed podpisaniem umowy. A w ten sposób koszty kredytu dla takiego konsumenta byłyby znacznie mniejsze. 
– Korzystna odpowiedź Trybunału może oznaczać, że większość kredytów konsumenckich, czyli kredytów na cele konsumenckie poniżej 255 tysięcy złotych może być częściowo unieważniona – mówi Jędrzej Jachira. 
– Co to znaczy "unieważniona"?
– To, że kredyt będzie za darmo. Czyli kredytobiorcy będą mogli korzystać z sankcji kredytu darmowego (SKD). Wyroku TSUE spodziewamy się do końca tego roku – odpowiada Jachira. 
Korzystny wyrok TSUE może dać efekt kuli śnieżnej  – tak, jak było to przypadku frankowiczów – i kolejne pozwy przeciw bankom zaleją sądy. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6419082b4fe2c5ae382a5ae6dfcfc779,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6419082b4fe2c5ae382a5ae6dfcfc779,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Jędrzej Jachira: Korzystna odpowiedź Trybunału może oznaczać, że większość kredytów konsumenckich, czyli kredytów na cele konsumenckie poniżej 255 tysięcy złotych może być częściowo unieważniona.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/193892,przezorny-i-racjonalny-marketer-na-czasach-nowej-normalnosci</guid><link>https://innpoland.pl/193892,przezorny-i-racjonalny-marketer-na-czasach-nowej-normalnosci</link><pubDate>Mon, 15 May 2023 11:14:55 +0200</pubDate><title>Przezorny i racjonalny marketer w czasach nowej normalności</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0708a3e5df7895020f0f8129e703836a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Obecnie najcenniejsza marka na świecie (Apple) warta jest prawie 500 miliardów dolarów. Tę wartość trudno sobie wyobrazić, więc początkowo może nie robić większego wrażenia. Tymczasem to kwota trzykrotnie wyższa niż budżet 40-milionowego kraju w środku Europy, jakim jest Polska! Imponujące prawda? Jak w takim razie nie doceniać znaczenia marketingu w biznesie?

Ponad 80% prezesów i właścicieli firm jest przekonanych o kluczowej roli marketingu w budowaniu sukcesu organizacji. Jednocześnie zdecydowana większość marketerów wyraża przekonanie, że marketing nie jest właściwie rozumiany i doceniany w organizacji – zarzuca się mu często niskie kompetencje, zbyt wysokie koszty, niską skuteczność czy wydajność działań. Pandemia COVID-19, wojna w Ukrainie czy nowe technologie każdego dnia uzmysławiają nam, że wkraczamy, jeśli już w niej nie jesteśmy, w nową normalność. Jej wynikiem jest wysoka niestabilność i niepewność działań, skracający się czas życia firm i marek czy rosnąca presja na efektywność działań marketingowych. Marketing potrzebuje profesjonalizacji, łączenia nauki ze sztuką, zdolności kreatywnego myślenia i adresowania standardów działania. 
Profesjonalizm w cenie
Profesjonalizacja działań marketingowych jest szczególnie ważna, gdy weźmie się pod uwagę, że ok. ¼ budżetów marketingowych jest marnowanych, a jednocześnie 50% wartości (kapitalizacji rynkowej) firm budowana jest w oparciu o aktywa niematerialne, a wśród nich największa część kreowana jest przez działania rynkowe (marka, baza klientów, strategiczne partnerstwa etc.).
Dążenie do podnoszenia jakości działań marketingowych, dbałość o standardy etyczne oraz profesjonalizacja marketingu były przyczynkiem do zaprojektowania i uruchomienia pierwszego na polskim rynku projektu badawczego monitorującego stan polskiego marketingu. Projektu, który odkrywa kierunki jego rozwoju, opisuję nastroje i koniunkturę inwestycyjną czy ocenia efektywność działań marketingowych prowadzonych w świecie offline i digital. Badanie zostały opracowana na bazie danych zebranych wśród profesjonalnych marketerów, którzy są absolwentami bądź posiadają już prestiżowy dyplom The Chartered Institute of Marketing (CIM) w Londynie, którego jedynym na polskim rynku Akredytowanym Centrum Szkoleniowo-Egzaminacyjnym jest questus.
Pierwsze badania CIMO - digital marketing w ofensywie
Pierwsza fala badania Chartered Institute of Marketing Officers (CIMO) zostało przeprowadzone w czerwcu 2022 roku – „Nowa normalność – w kierunku brandingu cyfrowego”, druga zaś w listopadzie 2022 roku – „Strategiczna przezorność w trudnych czasach”. Wnioski płynące z obu opublikowanych w 2022 raportów wskazywały na odczuwalny niepokój i obawy marketrów. Kończący się okres pandemiczny w połączeniu z trwającą już wojna w Ukrainie, mieszały się z niekorzystnymi zjawiskami w gospodarce -recesja, rosnące koszty działania przedsiębiorstw oraz spadek dochodów klientów. W efekcie wskaźnik optymizmu rynkowego marketerów był na dość niskim poziomie (47,59 w czerwcu 2022 i 48,41 w listopadzie 2023 przy maksymalnej wartości 100)
Odpowiedzią były działania nakierowane na utrzymanie inwestycji w działania marketingowe, nacisk  na budowanie silnych marek oraz umiejętność utrzymywania trwaych relacji biznesowych. To co jednak najwyraźniej dostrzegalne to powszechność zaangażowania i rozwój aktywności przedsiębiorstw w sferze działań digital marketingowych. Te kanały stanowiły również największą pozycję w budżecie marketingowym i były najszybciej rosnące w stosunku do innych obszarów aktywności marketingowej. Ponad 20% środków inwestowanych w marketing jest obecnie przeznaczanych na działania w sferze kanałów cyfrowych, a dominującymi narzędziami są reklama online oraz content marketing wspierane mediami społecznościowymi. 
Marketing z ludzką twarzą 
Nie bez znaczenia dla wyników badania był wybuch wojny na Ukrainie. Ankietowani wskazywali jego negatywne i pozytywne efekty dla polskiej gospodarki. Sama wojna miała znaczący wpływ na większość działań marketingowych podejmowanych przez firmy. Uwypukliły się aspekty etyczne i humanitarne. Przyspieszeniu uległa transformacja energetyczna i wzmocnienie neutralności klimatycznej co z kolei przełożyło się na działania z zakresu działań marketingowych. Polscy marketerzy podkreślali marketerzy znaczenie takich koncepcji jak purpose brandingu oraz marketingu opartego na zrównoważonym rozwoju. 
Dla ponad 40% badanych największy wpływ na przyszłość firmy ma mieć zrównoważony rozwój oraz marki oparte na wartościach. Ankietowani postrzegali to jako główny czynnik dla uzyskiwania lepszych wyników rynkowych i umacniania przewagi konkurencyjnej. Dla ponad 25% z nich ma to być kluczowym filarem strategii w przyszłości. Obraz jaki jawi się z badań pokazuje, że zrównoważony rozwój i marketing to dwie strony tej samej monety, a powszechność wykorzystywania zrównoważonego rozwoju w działaniach marketingowych stanie się normą. Jedynie dla 1% badanych organizacji rozwój zrównoważony nie będzie odgrywał żadnej zauważalnej roli.
Racjonalizm nieoczywisty marketerów nadchodzi
"Nowa normalność" ujawniona w połowie 2022 roku na bazie wyników pierwszej fali badań „CIMO – Standards & Foresight” została pod koniec poprzedniego roku zaadresowana w formule „strategicznej przezorności marketerów". Owa „nowa normalność" była wynikiem destabilizacji ekonomicznej i społecznej wywołanej najpierw pandemią COVID-19, a później wojną w Ukrainie i pojawiającymi się symptomami recesji gospodarczej.
Badanie trzeciej fali (kwiecień-maj 2023) wskazało na „racjonalizm nieoczywisty” w zachowaniach marketerów. Dostrzegany pesymizm budowany na niesprzyjających uwarunkowaniach prowadzenia działań rynkowych w połączeniu z ograniczaniem bieżących wydatków zderza się z dążeniem do większej aktywności działań w kolejnych miesiącach i planowanym zwiększaniem środków finansowych przeznaczanych na marketing. 
Raport trzeciej fali badania Chartered Institute of Marketing Officers będzie dostępny już 12 maja 2023. InnPoland objął swoim Patronatem całe przedsięwzięcie. Raport, uwypuklając racjonalizm polskich marketerów, przyniesie nieco niespodzianek i zaskoczeń, co sugeruje już sam tytuł: „Racjonalizm nieoczywisty marketów”.
Artykuł przygotował prof. Robert Kozielski - CEO questus.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0708a3e5df7895020f0f8129e703836a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0708a3e5df7895020f0f8129e703836a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/172917,badz-skuteczny-50-narzedzi-rozwijajacych-efektywnosc-osobista-i-zawodowa</guid><link>https://innpoland.pl/172917,badz-skuteczny-50-narzedzi-rozwijajacych-efektywnosc-osobista-i-zawodowa</link><pubDate>Tue, 16 Nov 2021 10:00:46 +0100</pubDate><title>Małżeństwo, kariera, zdrowie, finanse. Ekspert podpowiada, jak planować życie z sukcesem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f24c5d9cccaf51b91fdb8a882bb59b79,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli nie wiemy czego oczekujemy od życia, nie mamy celów – zaczynamy dryfować, żyjemy tzw. bieżączką. Reagujemy tylko na to, co nam przyniesie dzień. Warto mieć świadomość, że wszystkie ważne rzeczy w życiu: małżeństwo, kariera, zdrowie czy finanse wymagają długoterminowego planowania – mówi w rozmowie z InnPoland.pl psycholog, szkoleniowiec i wykładowca akademicki Mateusz Grzesiak, którego najnowsza książka pt. "Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową" właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Onepress.

W swojej najnowszej książce pt. „Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową” twierdzi Pan, iż ludzie sukcesu automatyzują prawie 90% czynności. Czy to nie jest życie na tzw. „autopilocie”?

Oczywiście, że tak jest, bo tak działa mózg automatyzując każde zachowanie. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre – bo to oszczędność czasu, która otwiera pole do odkrywania nowych poziomów produktywności. Wadą jest natomiast automatyzacja błędów.

Ile czasu potrzeba, by wdrożyć w życie dany nawyk i nie zrezygnować z niego po tygodniu?


Ważne jest, by precyzyjnie określić cel i czas realizacji, gdyż wdrożenie konkretnego nawyku trwa zazwyczaj od 4 do 8 tygodni. Jeśli ktoś zakłada, że wystarczy mu tydzień czy dwa, jest w błędzie. Jest to wyzwanie, ale warto się skupić i ten czas solidnie wykorzystać i utrzymać. Dzięki nauce wiemy, że są określone techniki, które ułatwiają wprowadzenie nawyków w życie i o nich m.in. piszę w swojej najnowszej książce.
	
		
											
					
				
				Książka Mateusza Grzesiaka pt. Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową•Materiał prasowy Helion
					

Każdy z nas potrzebuje dobrych nawyków. I nie chodzi mi tylko o anegdotyczne wręcz przykłady jak służący naszemu zdrowiu nawyk codziennego przemierzenia 10 tysięcy kroków. Dobre nawyki można też wykorzystać również do osiągania zamierzonych celów w obszarze rozwoju życia osobistego czy zawodowego.


Dlaczego tak ważne jest, by precyzyjnie określić cel działania? A jeśli nie wiemy, jaki on dokładnie jest, ale chcemy zmiany?

Jeśli nie wiemy czego oczekujemy od życia, nie mamy celów – zaczynamy dryfować, żyjemy tzw. bieżączką. Reagujemy tylko na to, co nam przyniesie dzień. Warto mieć świadomość, że wszystkie ważne rzeczy w życiu: małżeństwo, kariera, zdrowie czy finanse wymagają długoterminowego planowania. I choć nie mamy wpływu na wszystko - przecież zdrowie nie zależy tylko od nas, ale jest też uzależnione od wielu czynników, na które nie mamy wpływu jak genetyka czy siła wyższa (np. powikłania po ciężkim urazie), to w jakiejś mierze sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak żyjemy - np. mnóstwo chorób czy dolegliwości „wspieramy” nieodpowiednim trybem życia, złą dietą czy nieuprawianiem sportu. 


Wyobraźmy sobie osobę, która odziedziczyła po rodzicach nadciśnienie, które może prowadzić do udaru, zawału czy niewydolności serca. Jeśli będzie prowadzić siedzący tryb życia, palić papierosy i nadużywać soli, to w błyskawicznym tempie nadciśnienie doprowadzimy to któregoś z tych zaburzeń, co może skończyć się tragicznie. Jeśli zaś wyrobi w sobie nawyk niskosodowej diety, odstawi używki i zacznie się ruszać, to jej organizm łatwiej sobie poradzi z nadciśnieniem. I w tym sensie możemy „zaplanować zdrowie”.

Jeśli chcemy coś zmienić, a nie znamy celu, można zacząć od odpowiedzi na pytanie – w jakim obszarze, w jakim kontekście życiowym chcemy tej zmiany dokonać: w relacjach, finansach, wyglądzie, seksie, sporcie, karierze, itd. Określić to konkretnym zachowaniem i zacząć je automatyzować. By sobie pomóc, warto sięgnąć do nauki umiejętności miękkich. To umiejętności zarządzania myślami, emocjami i zachowaniami, które pozwalają osiągać cele w życiu osobistym i zawodowym.


Oczywiście czasem by osiągnąć określony cel trzeba mieć zasoby, których w danym momencie się nie posiada, wówczas trzeba się skupić na zdobyciu tych zasobów. Ale należy to traktować jedynie jako przejściową przeszkodę w dojściu do celu.

Załóżmy, że jestem osobą, która dopiero podejmuje decyzję o zmianie. Ale jest tyle obszarów życia, które chciałabym zmienić (praca, związek, relacje z ludźmi, ciało). Od czego zacząć? Jakie 3 dobre nawyki Pan wprowadziłby najpierw?

Od priorytetu! Jeśli masz kilka obszarów do przerobienia, to zacząłbym od tego, który wywołuje w Tobie najsilniejsze emocje, bo one pomogą Ci w znalezieniu w sobie odpowiedniej motywacji. Wymaga to skupienia i przeanalizowania każdej z tych sfer życia. Jeśli czujesz, że rozsypuje Ci się związek, a w pracy jest źle, to jeśli małżeństwo, rodzina jest dla Ciebie najważniejsze – najpierw zajmiesz się związkiem.


Od czego zacząć: zapiszcie się na terapię (jeśli partner nie chce – zacznij od siebie), spędzajcie więcej czasu ze sobą, wróćcie do wspólnego hobby. Jeśli czujesz, że utyłeś do niebezpiecznego rozmiaru, masz zadyszkę, nie masz kondycji, zwiększył Ci się cholesterol – a chcesz być zdrowy, dobrze się czuć w ciele, nie chcesz wymieniać garderoby – masz motywację by schudnąć. Pierwsze trzy zmiany to: codzienny spacer, odstawienie słodyczy i niejedzenie po 18:00. To oczywiście bardzo ogólne sugestie, ale na tak zadane pytanie mogę jedynie w taki sposób odpowiedzieć. 


W jednym z wywiadów powiedział Pan, że większość ludzi wpada w bagno i zamiast próbować z niego wyjść, po prostu się w nim urządza. Czy taka właśnie jest nasza natura?

Zdecydowanie nie natura, tylko brak świadomości i wiedzy. Mamy tendencję do zrzucania odpowiedzialności za swoje życie: na rodziców, na nauczycieli, na szefa. Są czynniki, które wskazują na trudności w byciu szczęśliwym, czy osiągnięciu satysfakcji z życia. Wyróżnia się 10 takich aspektów, w których znajduje się np. przemoc domowa czy wykorzystywanie seksualne. Według badaczy przy czterech nasze szanse na szczęśliwe życie spadają. Ale pamiętajmy – to są tylko liczby.


Uświadomienie sobie samemu albo przy pomocy fachowca, kogoś z dalszej rodziny, nauczyciela, czy pedagoga problemów, z tym co bolesne, może być motywujące. Będzie popychać do szukania odpowiedzi na pytanie – jak poradzić sobie z traumą. Są przykłady osób, które mimo tragicznych przeżyć osiągają sukcesy zawodowe czy osobiste. Powtórzę więc: świadomość i wiedza są kluczem do godnego i szczęśliwego życia.

Dlaczego zwykle jest tak, że robimy więcej dla innych niż dla siebie? Czy nie powinno być odwrotnie i najpierw powinniśmy zadbać o swój komfort psychiczny? A może to wynika z wychowania?


Z tym jest różnie. Niekoniecznie robimy więcej dla innych niż dla siebie. Ale jeśli tak się dzieje, to tu niewątpliwie kłaniają się mechanizmy unikania kontaktu. Czasem jest to ucieczka przed poznaniem samego siebie, czasami introjekty, które nam „wtłoczono” w dzieciństwie. W Polsce oczekuje się np. poświęcenia kobiet dla rodziny a mężczyzn dla pracy. To powoduje, że potrzeby własne są gdzieś głęboko skrywane. Zgadzam się, że najpierw powinniśmy zadbać o siebie bo bez tego nie zadbamy o innych. Ale tu znowu pojawia się hasło: świadomość i wiedza. 


Jakie cechy ma tzw. człowiek sukcesu i kogo Pan za niego uważa?

Wszystko zależy od tego, co ktoś definiuje jako sukces. Dla jednego będzie to ciepły dom, dobry związek, relaksujące hobby, dla innego świetnie prosperująca firma, w której pracują zadowoleni ludzie, dobry, luksusowy samochód, rejs własnym jachtem co najmniej dwa razy w roku. A czasami jedno i drugie lub miks tych rzeczy.
	
		
											
					
				
				Mateusz Grzesiak, psycholog, szkoleniowiec i wykładowca akademicki, autor książki pt. Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową•Fot. materiały prasowe
					

Jednak u każdej z tych osób ważne jest to, że zna swoje potrzeby i je realizuje. Zna swoje wartości, ma własne zdanie. Jeśli czegoś nie umie – uczy się. Jest odpowiedzialny, pracowity i zdeterminowany. Umie sobie wyznaczać cele i je realizuje. 


A od czego zaczęła się Pana własna zmiana, o której niejednokrotnie Pan wspominał? (schudnięcie, zostanie popularnym szkoleniowcem, napisanie wielu bestsellerów, etc.).

Moje zmiana wynika z chęci samorealizacji, a zmieniam się właściwie całe życie. Ta moja zmiana, podobnie jak każda wymagała ogromnej pracy - między innymi psychicznej i fizycznej. Najpierw coś sobie założyłem i później przemyślaną pracą po to zacząłem sięgać. To wymagało determinacji, ambicji i pracowitości.

Jakie ma Pan plany na dalszy rozwój kariery?

Chcę się dalej uczyć i uczyć innych. Mam trzy doktoraty – pracuję nad habilitacją. Rozwijam studia MBA dla przedsiębiorców, które stworzyłem. Chcę pisać kolejne książki, które pomagają ludziom w lepszym życiu. Będę więcej pracować zagranicą. Otwieram się też na nowe działalności, obszary, które poznaję i które mnie fascynują.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f24c5d9cccaf51b91fdb8a882bb59b79,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f24c5d9cccaf51b91fdb8a882bb59b79,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mateusz Grzesiak, psycholog, szkoleniowiec i wykładowca akademicki, autor książki pt. Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność osobistą i zawodową</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/szymonkonkol/171769,edukacja-epoki-postpandemicznej</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/szymonkonkol/171769,edukacja-epoki-postpandemicznej</link><pubDate>Wed, 29 Sep 2021 15:12:49 +0200</pubDate><title>Edukacja epoki postpandemicznej</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5db1e6db7f6b098942c200dfbf83182c,1000,1000,0,0.webp" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pandemia koronowirusa na świecie wywołała kryzys w wielu sferach życia społecznego, w tym zdecydowanie największy, w edukacji wczesnoszkolnej. Dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej nauczyły się edukacji w warunkach kształcenia zdalnego i tym samym oduczyły się (bądź w ogóle nie poznały) funkcjonowania w tradycyjnym systemie edukacji wzorowanej na metodyce pruskiej.

Po prawie dwóch latach edukacji w odrębnych od standardowych warunkach, dzieci często mają problem z powrotem do stacjonarnej szkoły. Należy pamiętać, że przełomowym etapem edukacji jest przejście uczniów z klas nauczania początkowego (czyli klas 1 – 3) do kolejnego etapu procesu kształcenia. Po prawie dwuletniej niebytności w szkole, dzieci często nie mogą się zaaklimatyzować ponownie w nowych dla nich realiach szkolnych. U dużej populacji uczniów objawia się to depresją, nerwicą, niechęcią do szkoły. Pamiętać należy, że dzieci mają za sobą jeden rok nauki stacjonarnej, a kolejne lata (druga i trzecia klasa) odbywały się w większości w systemie zdalnym. Nie zostały przygotowane na kolejny etap edukacji. Dalsze kształcenie dzieci w klasach 4 – 8 i wyższych, niesie za sobą uzasadnione obawy związane z nabytymi podczas pandemii nawykami.



Wydaje się być koniecznym wypracowanie praktycznych metod rewalidacji, które zrekompensują negatywne skutki i specyficzne, indywidualne problemy związane z przejściem z edukacji zdalnej na edukację stacjonarną.


Gro nauczycieli, niezdających sobie sprawy z zaistniałych problemów związanych z sytuacją pandemiczną, powraca do starych, sprawdzonych pruskich metod nauczania, ignorując zupełnie odrębne potrzeby uczniów, którzy przywykli już do innych, często bardziej samodzielnych, metod kształcenia.


Uczniowie powracający do ławek po niemal dwóch latach, nie potrafią i nie muszą przystosowywać się do szkoły, której już nie pamiętają i nie znają.
Wyzwaniem dla nowoczesnej polskiej szkoły epoki post – pandemicznej, zdaje się być wykształcenie takich nowatorskich metod nauczania i wychowania, które będą w stanie wykorzystać potencjał uczniów a jednocześnie będą zapobiegały stresowi, który towarzyszy, kolejny raz, zmianie trybu nauki.



Skupiając się na dzieciach klas wczesnoszkolnych, które nie nabyły swoiście koniecznych umiejętności pracy w szkole i natychmiastowo zostały zmuszone do pracy zdalnej, należy zastanowić się, w jaki sposób mają one teraz funkcjonować w realiach szkoły stacjonarnej.


Dotychczas nikt nie zadał sobie pytania jak dzieci mają wrócić do szkoły, której już nie pamiętają i w jaki sposób mają pracować nauczyciele z uczniami, którzy już nie pamiętają jak wygląda praca w klasie.


Ten krótki teks jest zaledwie przyczynkiem do dyskusji, która powinna się pojawić w debacie publicznej. Efektem owej debaty być może będzie zmiana paradygmatu systemu edukacji w naszym kraju albo chociaż pochylenie się nad problemami naszych dzieci i naszych uczniów.



Szymon Konkol]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5db1e6db7f6b098942c200dfbf83182c,1500,0,0,0.webp" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5db1e6db7f6b098942c200dfbf83182c,1500,0,0,0.webp" medium="image"><media:title type="html">Edukacja epoki postpandemicznej</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/160597,szpiedzy-z-zooma-i-pramatka-lucy-dlaczego-wyolbrzymiamy-zagrozenia</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/160597,szpiedzy-z-zooma-i-pramatka-lucy-dlaczego-wyolbrzymiamy-zagrozenia</link><pubDate>Mon, 06 Jul 2020 11:27:15 +0200</pubDate><title>Szpiedzy z Zooma i pramatka Lucy. Dlaczego wyolbrzymiamy zagrożenia.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/243f8dda9de977ea34d49e35b1c9979a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wybacz mi. Posłużę się za chwilę figurą bohaterki Lucy. Być może ją kojarzysz. Nie, nie chodzi mi o bohaterkę filmu Luca Bessona. Nie chodzi też o Beatlesowską Lucy in the sky with diamonds. Chodzi mi o pramatkę Lucy*. Dlaczego proszę o wybaczenie? Bo figura Lucy jako naszej pramatki – biblijnej wręcz Ewy – przemierzającej afrykańskie sawanny, jest mocno naciągana. Pardon! Nie jest do końca zweryfikowana naukowo.

Jednak przyda się nam w pewnym eksperymencie myślowym. Wyobraź sobie, że jesteś rzekomą Lucy. Formalnie pierwszą z naszego gatunku. Pierwszą, ale nie jedyną, bo w naszym eksperymencie będziesz potrzebować kumpli do straszenia. 

Masz około metra wysokości i ważysz 30 kilo. Co sprawia, że według dzisiejszych standardów masz nadwagę – BMI równe 30**! Skandal, ale ty masz to gdzieś w swoim owłosionym tyłku. 3 miliony 200 tysięcy lat temu nie ma standardów i Instagrama. Więc nikt życzliwy w sieci ci nie poradzi, żebyś schudła***.Uff. 

Masz zresztą inne zmartwienia niż opinia innych na temat twojej głowy, zębów, włosów, figury czy wyborów dietetycznych. Musisz przeżyć. I zadbać, żeby kumple też przeżyli. 


Hipotetycznie grożą ci tygrysy szablozębne (Homotherium crenatidens) i inne totalnie niepluszowe kotowate (Megantereon cultridens). Jednym z twoich codziennych obowiązków, którego totalnie nie musisz wpisywać sobie do plannera od Pani Swojego Czasu, jest poszukiwanie jedzonka. 

Łazisz sobie więc, przemykając po sawannie jak mysz polna między kłosami. Z całą siłą swych krótkich proporcjonalnych do metrowego wzrostu nóżąt. I szukasz. 

Nagle dostrzegasz w oddali 3 kształty. Wyglądają znajomo. Ale nie znajomo jak wuj Roman na festiwalu pieroga w Małkini. To coś znacznie gorszego. Przynajmniej tak ci się zdaje. Ponieważ jednak nie masz czasu na operacje filozoficzne, to szybko wnioskujesz (pardon, inferujesz****), że to 3 tygrysy szablozębne. 


Szalonym galopem mkniesz w kierunku obozowiska. I ostrzegasz. Kumple jednak patrzą na ciebie trochę jak ja na płaskoziemców. Z czułą nutą niedowierzania. Zdałoby się pogardy. Więc swoimi sygnałami głosowymi (dla naszego eksperymentu przyjmijmy brzmiącymi jak klingoński lub krzyki ultrasów po 5 godzinach maszerowania w towarzystwie piwa i mefeodronu) zaczynasz delikatnie przesadzać. To już nie „prawdopodobnie tygrysy z rzędu Homotherium crenatidens”. To „na 100% potwory, które zeżrą nas żywcem i nawet kości nie wyplują”. To już nie „3 majaczące się w oddali kształty”. To „chyba z dziesięć drapieżników oddalonych o góra dwie wiorsty✝︎”. 


Kumple powoli zaczynają kminić. Zagrożenie w porę dostrzeżone. Wspinacie się wspólnie na pobliską akację. Spędzacie tam resztę dnia spierając się o poetykę filmów Kieślowskiego. 

Lucy – przyznaj to, kłamałaś. Nie byłaś na 100% pewna, że to są tygrysy. Na pewno też zawyżyłaś ich liczbę i odległość od waszego barrio pobre✝︎✝︎. Wybaczam ci. Totalnie to rozumiem. Twoim zadaniem było ostrzec przed niebezpieczeństwem. Nawet jeśli to niebezpieczeństwo nie było aż tak niebezpieczne. 

Dlaczego? Bo koszt niedocenienia niebezpieczeństwa byłby znacznie wyższy niż koszt jego zlekceważenia. Przecież w rezultacie nie podjęliście jakiejś totalnie głupiej decyzji i nie wyprzedaliście wszystkich akcji na rozpuszczoną plotkę o upadku giełdy. Wspięliście się tylko na okoliczną akację. 


Pesymistyczna i negatywna inklinacja wrosła w nas ewolucyjnie. Podobnie jak lęk i wyolbrzymianie zagrożeń. 

Warto tylko czasem się zatrzymać i zastanowić czy: a) wyolbrzymianie ma teraz zawsze pozytywne skutki i b) czy w jakiś sposób badamy (weryfikujemy) prawdziwość przekazów. Nawet przekazów wyolbrzymionych z arcy-dobrą intencją ostrzegania przed (możliwym) niebezpieczeństwem.

Grubo ponad 3 miliony lat po przygodach Lucy na sawannie, opisałem swoje sukcesy w edukacji online. 23.04.2020 napisałem na Facebooku:

Chwila, w której wykminiłem jak zrobić sobie na jednym komputerze widok prelegenta w Zoom tak, żeby uczestnicy widzieli widok prezentacji to jest moment przełomowy!


Na tyle ile mogę, dotarłem świadomie do swoich intencji. Po pierwsze, chciałem się pochwalić, że robię szkolenia online i korzystam z Zooma. Po drugie, chciałem pewnie jeszcze raz puścić oko do tych znakomitych kolegów i koleżanek, którzy wiedzą o tym czy jest widok prelegenta. Po trzecie, chciałem sprawdzić reakcje. 

Do swoich – często w pierwszej chwili nieuświadomionych intencji – mam raczej dobry dostęp. Pisząc książkę Viral. Jak zarażać ideami i szerzyć wirusowe treści, przeryłem dużo badań i przeprowadziłem kilka eksperymentów. Po to, żeby zweryfikować jakie intencje stoją za udostępnianiem, komentowaniem i podawaniem treści dalej. 


Większość reakcji była zgodna z hipotezą. Komentujący – świadomie lub nieświadomie – wykorzystali komentarze, by wzmocnić swoją tożsamość i poczucie sprawczości. Albo nawet poczuć się częścią większej grupy, która „też tak ma i totalnie kuma zmagania z technologią podczas pandemii”. 

Czekałem tylko, aż ktoś odniesie się do konkretnie wskazanej w moim wpisie platformy – ZOOM. I się doczekałem. 

Przepraszam Cię bardzo, ale z jakiego powodu używasz ZOOM? Bo chcę nadmienić, ze jest to apka szpiegowska. Wycofuje się z niej coraz więcej rządów a o korpo nie wspomnę.


Tak brzmiał jeden z komentarzy. Taka współczesna wersja ostrzegania rodem z afrykańskiej sawanny. Szybko zadałem pytanie o „doprecyzowanie sformułowania ‚większość rządów się wycofuje’ oraz ‚appka szpiegowska’”. Nie doczekałem się. Po jakiś czasie dostałem informacje o wycieku danych do logowania i sprzedaży kont użytkowników Zooma w Dark Necie. Gruba sprawa. Nadal jednak równie odległa od apki szpiegowskiej jak Londek Zdrój od Londynu. 

Niestety nie dowiedziałem się, czemu użyto sformułowania ‚większość rządów się wycofuje’ oraz ‚appka szpiegowska’. 


Będę szczery – w pierwszej chwili się wkurzyłem. Głównie pewnie dlatego, że mnie ego zabolało. Ktoś uznał, że nie mam świadomości ataków hackerskich na Zoom. A miałem. Z tego powodu zmieniałem konwencję kilku spotkań online. Dodatkowo też wzmocniłem zabezpieczenia na koncie. 

Potem jednak pomyślałem sobie, że intencje były pewnie dobre. A na pewno zrozumiałe. Po pierwsze komentująca chciała dać światu znać, że wie o zagrożeniu. Po drugie – wyolbrzymiła zagrożenie lub użyła nieprawdziwych sformułowań, żeby wywołać adekwatną reakcje. Czyli można rzec – troskliwa Lucy, która chciała, żebym uciekł na pobliską akację. 


Zacne. 

Równie zacne jak krytyczne myślenie. Użyłem go i nie uciekłem na akację. Bo w moim przypadku czas na poświęcony na analizę i weryfikowanie wiadomości nie był czasem straconym. Moja sytuacja nie wymagała natychmiastowej ucieczki, której odwlekanie oznaczałoby śmierć czy utratę zdrowia. Miałem czas na krytyczne weryfikowanie faktów. W większości sytuacji go mamy. 

Nie mamy (i ja też długo nie miałem) nawyku weryfikowania informacji i faktów. Nawyku zadawania sobie pytania, „skąd wiem, że to prawda”. Nawyku tropienia wyolbrzymień. I wreszcie nawyku stawania twarzą w twarz ze swoimi własnymi intencjami i błędami poznawczymi. 



Dlaczego? Bo to totalnie niewygodne. Prawda (w większości przypadków) być może nas wyzwoli. Ale prawda też zaboli. Mnie trochę zabolał fakt, że aż tak emocjonalnie krwawi moje urażone ego, gdy ktoś (nawet nieświadomie) sugeruje, że nie kojarzę niebezpieczeństw związanych z Zoomem. Tak samo jak zabolała mnie prawda o tym, że tak naprawdę to była MOJA INTERPRETACJA. Przecież to ja pomyślałem, że ktoś sugeruje. A myśl nie jest faktem. 

Lucy wyolbrzymiała i naginała fakty, by chronić swoich. Jej cel być może uświęcał środki. Za informacjami o dramatycznych NOPach (nieporządany odczyn poszczepienny) też mogą kryć się dobre intencje. Przestrzec rodziców. Ale mogą się też kryć fanatyczne fantazje zagorzałych antyszczepionkowców✝︎✝︎✝︎. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą emocje, pierwszym zakładnikiem są fakty. 


Wyolbrzymione opowieści wypierają często nudne i zweryfikowane dane. Wypełniają też często lukę informacyjną. Bo gdy brakuje rzetelnych, prosto przedstawionych faktów; gdy do obiektywnej prawdy trzeba dochodzić wyboistą drogą na Ostrołękę, to wyolbrzymione opowieści są jak narkotyk. Regulują emocje – jak horror oglądany z kanapy. Możemy się bać, nakręcać. 

Ale możemy też nie. 

Szczególnie jeśli chcemy działać rozsądnie. Ja chciałem. Zweryfikowałem dostępne informacje na temat ataków hackerskich na Zooma. Sprawdziłem też inne narzędzia. Jedyne, które nie odnotowały ataków to te, które cieszą się tak niską popularnością, że nawet gołębie na nie nie srają. Podjąłem decyzję. 


Kumple Lucy też podjęli decyzję. Pewnie najlepszą, jaką mogli podjąć. Mieli jedno źródło informacji. Czas spędzony na weryfikacji faktów mógł oznaczać śmierć. A nawet niskie prawdopodobieństwo śmierci ważymy wysoko. I też je przeceniamy. 

Ty jednak nie jesteś kumplem Lucy. Nie jesteś też Lucy. Zachęcam cię do odważnego weryfikowania informacji. Do dochodzenia do sedna swoich intencji. Przez twoje (i moje) wyolbrzymione opowieści jakiś biznes może stracić, ktoś podejmie złą decyzję dotyczącą zdrowia, finansów czy życia. 

Świat jest pełen realnych zagrożeń. Możemy działać skutecznie, tylko wtedy gdy je realnie ocenimy i zrozumiemy. Dlatego trzeba działać w oparciu o dane, a nie o swoją intuicję naiwnego badacza. 


*Swoje imię Lucy zawdzięcza piosence „Lucy in the Sky with Diamonds” zespołu The Beatles, która była przebojem w obozie odkrywców. Jeśli chodzi zaś o piosenkę to hipoteza, że piosenka nawiązuje do LSD, na co wskazywać ma zbieżność pierwszych liter w słowach z tytułu piosenki i nazwy tej substancji. Lennon jednakże zdecydowanie zaprzeczał, że miał coś takiego na myśli. To oczywiście miód na serce zwolenników teorii – w końcu ‚jeśli ktoś zdecydowanie zaprzecza, to na pewno ma coś do ukrycia‚.

**Totalnie ostrożnie podchodzę do prostej kalkulacji wskaźnikiem BMI. Tu posłużył jako figura retoryczna. W sumie to aż mi smutno, że jako autor zabezpieczam się przed potencjalnymi atakami czytelników, którzy nie rozumieją sarkazmu, ironii i konwencji.


***„Życzliwi” i „troskliwi” w internecie to grupa ciekawa. Często za tzw. troską kryją się jadowite sztylety. „Ja tylko martwię się o ciebie”. O prawdziwym z kolei wymiarze troski pięknie opowiada Janina Bąk na swoim Instagramie w wyróżnionych relacjach.

**** Inferencja to takie szybkie wnioskowanie. Totalnie możesz użyć tego mądrego słowa podczas dyskusji przy stole na imieninach u ciotki Grażyny w Gołubiu. Wystarczy, że powiesz, „Mam wrażenie, że ciocia jedynie inferuje, że koleżanka Bożena zazdrości Thermo Mixa. Jak możemy zweryfikować to przekonanie?”. I już pozamiatane.


✝︎Uprzedzam, że wiem że 3 miliony lat temu miarą wiorsty niczego nie mierzono. FYI.

✝︎✝︎Totalnie wykorzystam każdą okazję, że znam trochę hiszpański.

✝︎✝︎✝︎Nie chcę obrażać rodziców, którzy się autentycznie wahają lub boją. Chodzi mi o fanatyków fundamentalistów, którzy kręcą sobie własne lody strasząc ludzi. Jak choćby guru ruchu antyszczepionkowców, czyli pan Wakefield.

Do poczytania:

Błądzą wszyscy (tylko nie ja), Carol Tavris, Elliot Aronson, Wydawnictwo Smak Słowa
Szczera prawda o nieuczciwości, Dan Ariely, Wydawnictwo Smak Słowa
Viral. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści, Piotr Bucki, Wydawnictwo Naukowe PWN]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/243f8dda9de977ea34d49e35b1c9979a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/243f8dda9de977ea34d49e35b1c9979a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zoom poległ w starciu z pranksterami. Nie on jeden. Zagrożenia na pewno warto dostrzegać. Trzeba jednak zachować krytyczne myślenie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/159883,panna-czesia-edyta-trump-i-naiwni-badacze-czemu-intuicja-podpowiada-zazwyczaj-zle</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/159883,panna-czesia-edyta-trump-i-naiwni-badacze-czemu-intuicja-podpowiada-zazwyczaj-zle</link><pubDate>Mon, 01 Jun 2020 08:36:12 +0200</pubDate><title>Panna Czesia, Edyta, Trump i naiwni badacze. Czemu intuicja podpowiada (zazwyczaj) źle.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4d796722b7a4be6dab669525bd713451,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Moja babcia robiła pyszne kotlety schabowe, tłumaczyła mi z niemieckiego artykuły w Bravo i raczyła sensacyjnymi opowieściami. Jedna z nich była o służącej. Nie pamiętam dokładnie czyją służącą była bohaterka, ale pamiętam jej dramatyczną historie.

Otóż Czesia – nazwijmy ją Czesia, choć pewności co do danych nie mam – szykowała się do ślubu. I marzył jej się ślub doskonały. A częścią tego doskonałego ślubu miały być ząbki białe jak perły. To były lata trzydzieste i Czesi zęby dalekie były od hollywoodzkiego ideału, który spozierał na nią z ekranu kina Adria przy Starowiślnej w Krakowie. 

Czesia jednak miała intuicję, odwagę i prostą logikę. Skoro kwas tak pięknie trawi zażółcenia na żeliwnej emaliowanej wannie, to na pewno da radę niedoskonałościom uzębienia. 

Do ślubu Czesia poszła. Ale ani razu się nie uśmiechnęła. Po przeprowadzonym w domu zabiegu pozostały rany i kikuty zębów. 


Czesia nie była głupia. Była naiwną badaczką. Porównała dwa zjawiska i pobieżna „zdroworozsądkowa” analiza przyczyn i skutków podpowiedziała jej rozwiązanie. Czesi nikt nie uczył krytycznego myślenia. 

30.04.2020 na Instagramie Edyta Górniak snuje rozmyślania:

Tak się zastanawiam, co to za virus, że zabija go mydło, ale żaden lek go nie zwalczy. Może zamiast czekać na szczepionkę warto zjeść kawałek mydła. 

Kilka dni później sceptyczna pani Górniak u zagorzałego antyszczepionkowca zarzeka się, że nigdy nie da się zaszczepić i snuje dalsze rozważania. 


Edyta nie jest głupia. Jej naiwna logika właściwa jest ludzkiej naturze. Rozumuje i łączy puzzle. Tylko robi to pobieżnie i intuicyjnie właśnie. Podobnie jak Donald Trump. 

Ten tytan bzdur medycznych, ekonomicznych i kłamstw wypowiadanych bez żadnego poczucia obciachu podczas konferencji prasowej powiedział:

“I see the disinfectant that knocks it out in a minute, one minute. And is there a way we can do something like that by injection inside or almost a cleaning,” 

“You see it gets in the lungs and it does a tremendous number [on the] lungs, so it would be interesting to check that,” “We’re going to have to use medical doctors, but it seems interesting to me.” 

Czyli po prostu wzorem mgr. inż maszyn budowlanych Zięby, który sugerował iniekcje z perhydrolu, prezydent USA sugerował iniekcje albo doustne spożywanie wybielaczy. W końcu prosta logika podpowiada – wybielacz zabija wirusa, czemu go nie połknąć. 


Nie wiem czy jakiś fan Edyty Górniak połknął mydło. Wiem, że 30 osób w ciągu 18 godzin od briefingu Trumpa przyjęto z ciężkimi zatruciami po spożyciu środków wybielających. 9 osób spożyło Lysol, 10 wybielacz, 11 inne środki czystości (dezynfektanty). Nie mamy oczywiście pewności, że te 30 osób było pod przemożnym wpływem prezydenta. Możemy tylko postawić taką hipotezę. 

Bo stawiać hipotezy zawsze można. Tylko trzeba wiedzieć, jak je weryfikować metodą naukową. Czemu naukową? Bo to jedyna metoda dochodzenia do obiektywnej prawdy. Nie doskonała. Jednak najlepsza jaką mamy. 


Naukowcy są ostrożni. Nawet Centers for Disease Control and Prevention, która przyznaje, że w okresie od stycznia do marca 2020 zanotowano 20% wzrost zatruć środkami czystości, mówi, że nie można z automatu łączyć dwóch zjawisk. Ale to są naukowcy. Nie naiwni badacze. 

Naukowcy wiedzą, że to, że dwa zjawiska współwystępują nie oznacza, że są ze sobą powiązane. Wiedzą też, że jeśli po zjawisku A występuje zjawisko B, nie możemy od razu zakładać, że zjawisko A spowodowało zjawisko B. Bo wtedy popełniamy błąd post hoc ergo propter hoc. 

„Odłóżcie śmieciowe jedzenie koniecznie! Pić dużo wody, 2 litry dziennie minimum. Warto popijać również wodę przegotowaną, wirus umiera w temperaturze powyżej 27 stopni” – takie zalecenia do walki z wirusem przedstawił Mateusz Janusz z duetu Fit Lovers na Instagramie. Naiwny badacz czy może hochsztapler?


Tego nie wiem – stawiam jednak hipotezę, że on również mógł naiwnie wnioskować. I na tej naiwności zakończyć swoje dochodzenie do prawdy. Na szczęście naukowcy przeprowadzili eksperymenty i wiedzą, że SARS-CoV-2 musi być wystawiony na temperaturę conajmniej 92℃ przez minimum 15 minut. 

Nie odbieram Czesi, Edycie, Donaldowi, Mateuszowi prawa do stawiania hipotez. Choćby nie wiem jak naiwnych. Chciałbym jednak, by wiedzieli jak je weryfikować. W sumie to moje marzenie – byśmy wszyscy wiedzieli jak je weryfikować. I przyjęli na klatę, że nasza intuicja jest do bani. A zdrowy rozsądek ma niewiele wspólnego ze zdrowiem. A jeszcze mniej z rozsądkiem. 


Dlaczego nie odbieram prawa? Bo rozumiem potrzebę ROZUMIENIA rzeczywistości. Człowiek zawsze obserwował i formułował opinie. Zauważył na przykład, że w zagrodzie pieje kogut i zaraz potem wschodzi słońce. Prosty wniosek – kogut powoduje wschód słońca. 

Ta obserwacja i formułowanie to dwie fazy w funkcjonowaniu poznawczym człowieka. Pierwsza to poszukiwania informacji. W tym czasie człowiek pozostaje otwartym i elastycznym wobec wiedzy, którą zdobywa na dany temat. Jednocześnie cały czas tkwi w poczuciu niepewności, bo jeszcze nie wie jak jest. 

Ale, jako że wszyscy jesteśmy naiwnymi badaczami, mamy ogromną potrzebę wyrobienia sobie jakiegoś poglądu. Chcemy wiedzieć jak jest i nie dopuszczamy niepewności i złożonej natury zjawisk.


I wtedy następuje druga faza, czyli zamrożenia sądu, która jest o wiele przyjemniejsza niż ta pierwsza, ponieważ mamy pewność, co i jak, już wyrobiliśmy sobie na dany temat zdanie, mamy poczucie kontroli, wpływu na nasze życie. Jesteśmy jak Max Kolonko, który mówi jak jest*. Nawet jeśli naprawdę nie wiemy jak jest. I mamy tylko iluzję prawdy. 

Często ta iluzja nam wystarcza. Zadowalamy się prostym wytłumaczeniem. Czasem z lenistwa. Czasem z chęci zysku. 

Dziś w Internecie triumfują naiwni badacze. Przy wigilijnych stołach też. Nie wiem, czy jest tych teorii budowanych na podstawach „na chłopski rozum” więcej. Mogę mieć wrażenie, że więcej, bo krzyczą ustami celebrytów, polityków i głośnych fanatyków. 


Sam też bywam naiwny badaczem. Moja intuicja podpowiada mi proste recepty. Wnioskuję często błędnie. Jednak jakiś czas temu postanowiłem, że do obiektywnej prawdy będę dochodził jedyną skuteczną metodą – naukową. I chciałbym cię jej nauczyć. 

Jak?

Zacznijmy od świadomości. Daniel Kahneman mówi: Jesteśmy ślepi na błędy. I ślepi na naszą ślepotę na błędy. Zgodzę się z nim. Sam często muszę sobie przypominać o tym, że intuicja jest do bani. I że pierwsze intuicyjnie formułowane osądy są obarczone potężnym bagażem błędów poznawczych. 

Nie zdajemy sobie często sprawy, z jaką łatwością przychodzi nam formułowanie całkiem prawdopodobnie brzmiących teorii. „Dlaczego zamknięto lasy?”. „Bo montowano tam maszty 5g przypominające drzewa”. „Dlaczego Bill Gates prze na szczepionki?”. „Bo wraz z Żydami kieruje wielkim spiskiem mającym na celu depopulacje”. „Dlaczego Chiny stworzyły wirusa?”. „Bo chciały wygrać wojnę z USA o prymat na świecie”. 


Na poziomie samej hipotezy można powiedzieć, że są to po prostu teorie. Gorzej, że przy dowodzeniu, że te teorie są prawdziwe z uporem maniaka szukamy tego co potwierdza, a odrzucamy wszystko, co podważa. 

Heurystyka reprezentatywności jest szczególnie bogatym źródłem wyjaśnień. Jesteśmy nazbyt skłonni zakładać, że znamy wyjaśnienie, jeśli potrafimy wskazać zdarzenie, które przypomina dane zjawisko. Kiedy już sformułujemy jakąś hipotezę, wierzymy w nią bardziej niż na to zasługuje. Bo jest nasza! I bardzo trudno nam w nią wątpić. Nie pozwala na to narcyzm i ego. Jak u Donalda Trumpa, który po prostu kłamie. Lecz mu to nie przeszkadza. Czy u Edyty Górniak, która jest jak dziecko w cieniu ostrej mgły, która bredzi wierząc w to, co bredzi. 


Problem zaczyna się wtedy, gdy ich „fani” podejmują decyzje związane ze zdrowiem swoim lub swoich najbliższych. 

Wierzymy. Nie chcemy weryfikować. Zresztą przyznam, że weryfikowanie jest coraz trudniejsze dla laika. Teorie o (UWAGA!) 5GMO, czyli roślinach genetycznie modyfikowanych by przesyłały sygnał 5G, są wspierane przez realnie wyglądające (podrabiane) strony internetowe różnych instytucji. I na stronach tych instytucji (nieistniejących w rzeczywistości) publikowane są wyniki (nieprzeprowadzonych) badań. Jest jakiś poziom absurdu, którego nawet ja nie jestem w stanie udźwignąć!


Wierzymy i nie chcemy weryfikować. Bo wtedy mogłoby się okazać, że się mylimy. Zresztą nawet jak eksperymentujemy i testujemy to często błędnie. Podobnie jak eksperymentują zwolennicy teorii płaskiej ziemi. Czy podobnie jak badania przeprowadził niechlubny Wakefield.

Nasze podejście do testowania hipotez jest błędne w tym sensie, że jesteśmy skłonni poszukiwać wyłącznie danych potwierdzających daną teorie, ale nie informacji, które mogłyby ją podważyć. Gdy zaś spotykamy dane sprzeczne z naszą teorią, łatwo znajdujemy powody by je odrzucić. 

Sam – tak jak ty – jestem naiwnym badaczem. Wyposażonym już w ciekawość i otwartość. I metodę naukową. Która zakłada eksperymentalne badanie zjawisk. Rzetelne, obiektywne. I pokorne. To metoda dla tych, którzy chcą poznać prawdę a nie mieć rację**. 


Trzymajmy się rzeczywistości. Bo rzeczywistość ma w dupie nasze teorie spiskowe i naiwne wyjaśnianie. I rzeczywistość się upomni o swoje. Nie pomogą „wizualizacje” i „wahadełko do gwiazd”. Rzeczywistość to słońce, które budzi koguta a nie kogut, który budzi słońce. Rzeczywistość to samoloty latające zgodnie z prawem Bernouliego a nie siłą marzeń. Rzeczywistość to wirusy, których osłonki białkowe giną w zetknięciu z mydlem. Ale nie po połknięciu mydła przez zainfekowany organizm. 

Rzeczywistość to istota rzeczy. Czasem do niej nie dojdziemy bo jest zbyt złożona. Jednak w większości już wiemy jak jest, bo nauka znalazła odpowiedzi. Nie potrzebujemy do tego Maksa Kolonko czy Donalda Trumpa. 


Nikomu nie odmawiam prawa do stawiania nawet najbardziej nieprawdopodobnych hipotez. Ale ustalmy do cholery jakiś sposób ich weryfikowania. Bo inaczej szlak nas trafi. 

Miejmy opinie – ale miejmy świadomość, że są opiniami. Dyskutujmy. Ale nie dyskutujmy o faktach. Ziemia jest zbliżona kształtem do kuli, jedyne prawo przyciągania to grawitacja a nie bzdury pani Byrne, dzieci Indygo nie istnieją, a w Salem nie było czarownic. 

I uczmy się nawzajem dochodzić do prawdy metodą naukową. I wymagajmy tego od polityków, marketingowców, rodziców i nauczycieli. Do tej pory świat cierpiał tylko wtedy, gdy nie słuchał ludzi mądrych. Cierpiał zawsze, gdy słuchał pewnych siebie bufonów. I charyzmatycznych narcystycznych guru.


Do poczytania i zmądrzenia indywidualnego: 

Mindware. Narzędzia skutecznego myślenia, Richard Nisbett
Statystycznie rzecz biorąc. Ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla, Janina Bąk
Factfulness, Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą, Hans Rosling

*cenię dziennikarstwo śledcze. ale jeszcze bardziej cenię takie, które śledzi, ale jeśli nie ma 100% pewności to zostawia margines na niepewność. Jakiś czas temu szukałem dokumentów na temat kanibalizmu w Korei Północnej. Trafiłem na ten tekst w Washington Post – przeczytaj go i zobacz, jak ostrożni są w formułowaniu opinii autorzy.


**hardcorowymi wyznawcami teorii spiskowych są najczęściej ludzie odrzuceni (albo mający poczucie odrzucenia). Lubią mieć poczucie wyobcowania i walki o PRAWDĘ. Trochę ich rozumiem. Ale tylko trochę. Natomiast to, że wolimy mieć rację zupełnie rozumiem, bo wiem jak boli ego, gdy człowiek się myli. Ale da się z tym żyć. Prawda (obiektywna) nas wyzwoli. Ale cholernie czasem boli.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4d796722b7a4be6dab669525bd713451,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4d796722b7a4be6dab669525bd713451,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Daniel Kahneman mówi: Jesteśmy ślepi na błędy. I ślepi na naszą ślepotę na błędy. Zgodzę się z nim. Sam często muszę sobie przypominać o tym, że intuicja jest do bani. I że pierwsze intuicyjnie formułowane osądy są obarczone potężnym bagażem błędów poznaw</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/wlodzmierzmakowski/158569,program-a-portfel-projektow-podstawowe-roznice</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/wlodzmierzmakowski/158569,program-a-portfel-projektow-podstawowe-roznice</link><pubDate>Tue, 17 Mar 2020 12:59:32 +0100</pubDate><title>Program a portfel projektów. Podstawowe różnice</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Dla osób, które jak dotąd nie miały zbyt dużej styczności z tematyką zarządzania projektami, znaczenie terminów portfel projektów oraz program projektów może wydawać się podobne. Tak jednak nie jest i dlatego warto przedstawić podstawowe różnice między portfelem projektów a programem projektów.

Na początku przeanalizujmy pojęcie oraz praktyczne ujęcie programu projektów. Najprościej rzecz ujmując, program projektów to zestaw projektów, mających zrealizować określony cel strategiczny firmy.

Powyższą definicję często podpieram przykładem rozwijania działalności firmy na rynku w nowym kraju. I tak, w skład takiego programu będą wchodziły projekty typu: wykreowanie strategii wejścia na nowy rynek, zbudowanie struktur sprzedażowych, rejestracja produktów, organizacja lokalizacji firmy, zapewnienie infrastruktury technologicznej itp. Wymienione przykłady projektów mają różny charakter – są to projekty prawne, organizacyjne, IT i inne. W takim przypadku cały program musi zrealizować określony cel biznesowy, a nie poszczególne projekty.


Przykładowo, projekt wdrożenia systemu CRM nie przyniesie większych rezultatów biznesowych bez rejestracji produktów i bez uruchomienia struktur sprzedażowych – te projekty, z biznesowego punktu widzenia, powinny być rozpatrywane łącznie. Poszczególne projekty są od siebie zależne, a wyizolowanie zaburza sensowność ich realizacji. Dodatkowo, program ma wyznaczony początek i koniec realizacji. Jeśli został zrealizowany, jest zamykany. 

Zarządzanie portfelem projektów

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku portfela projektów. W odróżnieniu od programu, portfel nie ma daty zakończenia. Wszystkie projekty wchodzące w skład portfela, mają podobny charakter – np. projektowanie i wdrażanie na rynek nowych produktów. Portfele są realizowane w sposób ciągły, co oznacza, że jedne projekty w portfelu się kończą, inne są przerywane, a na ich miejsce wchodzą nowe projekty z „kolejki pomysłów”.


Wszystkie projekty z portfela powinny mieć zdefiniowany cel biznesowy i ten sam charakter celu, ale odpowiednio inne parametry jego realizacji. Projekty w zasadzie nie muszą być od siebie zależne, choć takie zależności mogą występować nawet pomiędzy projektami będących w różnych portfelach projektowych.

Jak widzimy w powyższym rozróżnieniu program projektów i portfel projektów to nie synonimy. Warto znać oba pojęcia.

Autor: Włodzimierz Makowski, Członek Zarządu FlexiSolutions]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Włodzimierz Makowski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/wlodzmierzmakowski/158413,jak-wybrac-oprogramowanie-do-zarzadzania-projektami</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/wlodzmierzmakowski/158413,jak-wybrac-oprogramowanie-do-zarzadzania-projektami</link><pubDate>Mon, 09 Mar 2020 09:39:20 +0100</pubDate><title>Jak wybrać oprogramowanie do zarządzania projektami?</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Szukając odpowiedniego dla organizacji programu do zarządzania projektami warto przeanalizować wiele kwestii wpływających na to, czy dany program jest dobry czy też nie będzie spełniał oczekiwań. Nie sposób wymienić wszystkich elementów istotnych do gruntownej oceny konkretnego oprogramowania. Zwróćmy jednak uwagę na pięć istotnych aspektów.

1. Funkcjonalność i intuicyjność w obsłudze

Dobry program do zarządzania projektami powinien w takim samym stopniu spełniać oczekiwania różnych grup w firmie: zarządu, kluczowych menedżerów, menedżerów projektów oraz zespołów projektowych (niezbędne w tym celu są różnorodne funkcje). Dodatkowo takie oprogramowanie powinno być przyjazne w obsłudze dla każdej osoby w organizacji. 

2. Czytelny wykres Gantta

Właściwie stworzony harmonogram posłuży do zarządzania planem projektu. Wśród kierowników projektów często da się słyszeć komentarze, w których osoby poszukujące skutecznego programu do zarządzania projektami zwracają uwagę, że wiele programów nie posiada istotnego dla użytkowników wykresu Gantta (dzięki niemu można monitorować realizację projektu za pomocą wykresu). 


3. Polska wersja językowa

Wiele programów do zarządzania projektami jest dostępna jedynie w języku angielskim. Warto poszukać na rynku programu w polskiej wersji językowej. To powoduje, że bariery językowe niektórych członków danej organizacji przestają mieć znaczenie. 

4. Ocena pomysłów na projekty – Scoring

Scoring projektu to wcześniej zdefiniowany zestaw pytań, na które trzeba odpowiedzieć oceniając pomysł. Każde pytanie ma przypisaną wagę i odpowiednią ilość punktów. Wykorzystanie scoringu pozwala uszeregować wszystkie pomysły i nadać im odpowiednie priorytety w ramach portfeli. 


5. Stałe udoskonalanie

Istotnym jest, aby osoby odpowiedzialne za tworzenie oprogramowania ciągle go usprawniały i liczyły się z oceną programu przez użytkowników. Dzięki temu wprowadzane są nowe funkcje i usprawnienia w kolejnych wersjach systemu. 

Powyższe pięć aspektów to z pewnością nie jedyne kwestie, które należy rozważyć przy wyborze odpowiedniego oprogramowania. Warto jednak upewnić się, że wybrany program wspierający zarządzanie projektami, czy to w przypadku dużych międzynarodowych koncernów, czy mniejszych przedsiębiorstw skupionych na krajowym rynku, uwzględni te oczekiwania. 


Autor: Włodzimierz Makowski, Członek Zarządu FlexiSolutions]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e0b3876aa12eb55079b5710ceeae530b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Włodzimierz Makowski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/156675,nikt-nie-chce-schylic-sie-po-milion-zlotych-za-prosta-strone-www-6-powodow-dla-ktorych-nie-startujemy-w-przetargach</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/156675,nikt-nie-chce-schylic-sie-po-milion-zlotych-za-prosta-strone-www-6-powodow-dla-ktorych-nie-startujemy-w-przetargach</link><pubDate>Fri, 06 Dec 2019 10:40:59 +0100</pubDate><title>Milion złotych za stronę www. 6 powodów dla których nie startujemy w przetargach</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Strona internetowa na WordPress za milion nie jest problemem. Problemem jest to, że nikt w przetargach nie chce startować. Średnia branych pod uwagę ofert to…0,8. Czyli mniej niż jedna! Podaję powody dlaczego.

Prowadzę spółkę informatyczną. Escola startowała w przetargach – w przetargu pozyskaliśmy takich klientów jak Ministerstwo Zdrowia dla którego zbudowaliśmy Intranet, Biblioteka Narodowa, dla której utrzymywaliśmy LMS, czy Miasto Sosnowiec, gdzie świadczymy usługi hostingowe. Bardzo lubię przetargi za przejrzyste zasady i za to że często nawet mała firma może wygrać ciekawy kontrakt i prestiżowego klienta.
Mimo to w 2019 postanowiliśmy odejść od rynku polskiego. Z 10% do 60% zmieniliśmy w ciągu roku przychody z rynków zagranicznych względem Polski. Oznaczało to też całkowite odejście od przetargów. 
Poniżej pokazuje 6 powodów dla których nie startujemy w przetargach i pewne propozycje rozwiązania ich. 


1) Specyfikacje są napisane bardzo ogólnikowo. Trudno rozeznać się co autor miał na myśli.To jeden z największych problemów w IT, znany jako problem huśtawki. Kto bowiem pisze OPZ (Opis Przedmiotu Zamówienia) czy też SIWZ (Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia)? – najczęściej dostaje to zadanie urzędnik. Urzędnik zarabia znacznie poniżej średniej w branży IT. Nawet jeśli to informatyk, na co przy zarobkach urzędników szansa jest minimalna) to jest mała szansa, że zna się i na stronach internetowych, aplikacjach mobilnych, hostingu i wszystkich rozwiązaniach SaaS. Pierwsza opcja to, że przeklei to co znajdzie w internecie (w innych przetargach). Druga opcja, to że wybierze dostawce i dostanie specyfikację od niego. A zapewniam Was, że dostawca zadba, by w OPZ czy SIWZ znalazły się zapisy preferujące jego rozwiązanie. Istnieje opcja trzecia, czyli wynajęcie niezależnego konsultanta. Zdarzało mi się być w takiej roli. Naprawdę tylko bardzo świadomi klienci wiedzą, że niezależny konsultant musi być dobrze wynagradzany za swoją niezależność i ekspercką wiedzę. Dostępność konsultantów jest też bardzo niewielka a mało która instytucja ma na nich przewidziane budżety. 


2) Jest dużo obwarowań prawno-formalnych. Jeśli dla kogoś pisanie pod przetargi nie jest osią działalności, to stos papierów, konieczność wpłacania wadium i inne kryteria formalne i administracja, sprawiają, że wolimy poszukać klienta prywatnego.

Nie ma standardu przetargów w Polsce. Raz będzie trzeba zrobić takie 50 stron papierów, innym razem format będzie zupełnie inny. Raz jest wadium, innym razem weksel, trzecim razem gwarancja bankowa. Raz kryteria są 0-1 (spełnia nie spełnia), raz są procentowe, jeszcze innym razem są bardzo uznaniowe. To nieprawda, że zawsze kryterium jest cena. Często jest kryterium jakościowe, natomiast jak to jest oceniane, prawie zawsze jest tajemnicą. Rozwiązaniem byłoby przygotowanie jasnych kryteriów i co ważne dobre ich opisanie. Dodam jeszcze, że UX i wygląd BIPów (Biuletyn Informacji Publicznej), najczęściej woła o pomstę do nieba. Widać, że nikomu nie zależy by to było przyjazne. Przykład: składanie dokumentacji prawie zawsze jest pocztą w papierze lub osobiście. Dlaczego nie pozwolić na to elektronicznie? – nie tylko szybciej i taniej, ale też można łatwiej przeczytać i porównać oferty. Bo przecież one i tak muszą trafić do systemu elektronicznego, czyli ktoś to potem przepisuje!


3) Czas trwania na podjęcie decyzji jest nieprzewidywalny. Często nawet niezapisany. Trudno planować sprzedaż jeśli w zapytaniu albo nie ma terminu startu, albo też terminy podane są często przesuwane z winy pytających.
Wyobraź sobie, że jesteś firmą małą. Oferujesz usługi na niszowym rynku np. uczelni wyższych. Uczelni, będących potencjalnymi klientami jest 100. Musisz więc pozyskać 1-2 klientów na rok. Ale co jeśli w tym roku wszystkie przetargi są odwołane, przedłużą się? Czy to co płacą aktualni klienci wystarczy by dotrwać do następnego przetargu? Nie przypadkiem docelowo w każdej branży sytuacja dąży do oligopolu między Assecco, Comarchem i kilkoma innym graczami. Tylko oni są w stanie obstawić te ryzyka i podzlecają swoje zadania mniejszym podmiotom. W branży dużych graczy mieliśmy okazje oglądać spektakularne spadki, np. firma Qumak wygrywała przetarg za przetargiem, ale dziś to spółka w upadłości. 


4) Oferowane przez konkurencje ceny są zbyt niskie. Więc po prostu nie opłaca się startować. 
Cena. Często w przetargu czynnik 100%. Tworzy to pokusę, by zrobić to jak najtaniej, byle zgodnie ze specyfikacją. Mało kiedy wytworzone w przetargach rozwiązania pokazywane są jako przykłady dobrych praktyk (a może powinny!). Jeśli specyfikacja jest niejasna warto szukać oszczędności. Przykład – mamy napisane, że celem jest zrobienie aplikacji mobilnej dla uczelni. Ale nie napisane jest w jakiej technologii. To można oszczędzić robiąc to w Webview, czy nawet PWA. Zamawiający może nieźle się zdziwić, że chciał aplikacje a dostał stronę zapakowaną w jakąś belkę, ale jeśli obronisz, że zgodnie z OPZ czy SIWZ, no to nie pochwalisz się, ale fakturę wystawisz. Przykład – polecam zobaczyć aplikacje „Moja Komenda” polskiej Policji :D


5) Brak możliwości negocjacji ceny 
Cały przetarg sprowadza się do otwarcia kopert już na końcu. I okazuje się, że różnica czasem wynosi 100 złotych. Firma przegrywająca rwie włosy z głowy, czemu nie dała taniej. A mogła. Jeśli chcemy coś kupić jak-najtaniej, to najbardziej warto zrobić przetarg odwrócony. Kto da mniej? – często stosowana praktyka w korporacjach. Negocjuje się otwarcie i do końca, co powoduje spore oszczędności. Prawnie taka forma jest dopuszczalna, ale rzadko stosowana.

6) Brak elastyczności w zależności od zmiennych warunków. 
Obecnie technologie rozwija się w metodyce zwinnej. Czyli mamy ogólne założenia, ale w szczegółach cały czas zmieniamy zakres techniczny. Nadbudowujemy funkcjonalności, co tydzień-dwa tworząc nowe elementy do aplikacji. Nie wiemy co będzie po kilku iteracjach. W przetargach wciąż dominuje podejście typu wodospadowego (waterfall) i po stałej cenie (fix price). Oznacza to, że gdy pojawi się lepsze rozwiązanie, obie strony mają związane ręce. Rozwiązaniem jest na przykład kupowanie pakietów godzin programistycznych i utrzymaniowo-rozwojowych. 


Czy są dobre praktyki w przetargach w Polsce?

Niezłą stroną jeśli chodzi o przetargi jest Baza Konkurencyjności. Jest czytelna, jest jednolita dla wszystkich, ma w miarę dobry słownik. Słownik jest ważny, bo jako producent sprzętu chcę mieć alert tylko na to. Wreszcie jest tam większość przetargów w UE. Znam wiele firm, które budują swoje portfolio startując we wszystkich przetargach IT w Bazie Konkurencyjności

Drugą dobrą praktyką jest #GovTech. Konkurs do którego zgłosiło się ponad 600 firm. Widać przede wszystkim, że twórco zależało na dobrych standardach. Osoby, które się zgłosiły były obdzwaniane, zachęcane. Były powiadomienia mailowe, a szybkość zgłaszania się zdziwiła nawet mnie. Zajęła maksymalnie 1 minutę i potwierdzenie przyszło na maila!


PS. W artykule piszę o problemach systemowych i kulturowych. Nie piszę o przypadkach łamania prawa, ustawia przetargi, korumpuje urzędników. To powinno być z całą surowością ścigane przez prokuraturę. To w końcu publiczne, czyli nasze, pieniądze.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Krzysztof Wojewodzic</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/156623,koniec-zlotej-epoki-dla-edukacji</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/156623,koniec-zlotej-epoki-dla-edukacji</link><pubDate>Tue, 03 Dec 2019 23:07:33 +0100</pubDate><title>Koniec Złotej Epoki dla Edukacji</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Polska edukacja po raz ostatni w historii notuje tak dobry wynik. Powodem jest przywrócenie starego systemu 8+4, pamięciowe programom nauczania i brak szacunku dla pracy nauczycieli.

Polska Edukacja w roku 1999 była znacznie poniżej średniej krajów rozwiniętych (OECD). Uczniowie wprawdzie umieli czytać, ale nie umieli czytać ze zrozumieniem. Umieli wykonać proste działania matematyczne, ale w sposób odtwórczy - podstawiając liczby do wzoru.
Wszystko stopniowo zmieniało się od roku 1999. Badania prowadzanie przez OECD na światową skalę, tzw. badania PISA, to jedne z najlepiej wystandaryzowanych badań społecznych na świecie (nie tylko w dziedzinie edukacji). 
Polska co trzy lata poprawiała znacznie swój wynik. Tak samo stało się w tym roku. 
Umiejętności 15-latków, w 2018 poprawiły się względem 2015. Jednakże po raz pierwszy, nie tak znacznie jak w poprzednich latach. PISA ujęła to tak:
„Positive, but flattering – less positive over the recent years” 
Polska Edukacja jest coraz lepsza, ale nie uległa aż tak znacznej poprawie jak wcześniej, wypłaszcza się.

	
		
											
					
				
				krzywa poprawy wyników uczenia się, wypłaszcza się.•Raport PISA 2019
					




Gimnazja. Co zmieniły w polskiej edukacji?

W badaniach OECD mierzone są umiejętności 15-latków. Tak się składa, że to wiek, kiedy młodzież jest w Gimnazjum. Co stało się po wprowadzeniu Gimnazjów z naszymi wynikami:
1) Umiejętności czytania ze zrozumieniem znacznie się polepszyły
2) Umiejętności matematyczne znacznie się poprawiły
3) Umiejętności z przedmiotów ścisłych znacznie się podniosły.

Gimnazja nie były pozbawioną wad reformą. Eksperci z całego świata wskazują, ze sposobem na poprawę edukacji jest:
1) Wydłużenie czasu edukacji powszechnej. Gimnazja wydłużyły to z 8 lat na 9. W przeciwnym zmuszamy do szybkich wyborów życiowych uczniów (np. czy pójdziesz do szkoły zawodowej czy liceum). Szybka ścieżka wyboru kształcenia to jedna z większych bolączek edukacji w Niemczech.
2) Otrzymanie drugiej szansy. Niestety, nie wszyscy uczniowie świetnie się uczą. Są tacy, którzy nawet przez 6 lat nie naucza się dobrze czytać i będą mieć problemy z matematyką. Gimnazja były dla nich drugą szansą by nadgonić braki w podstawowym wykształceniu. A jeden niesforny uczeń może zepsuć wrażenie w całej klasie.
3) Skupienie się na umiejętnościach praktycznych. Reforma gimnazjalna zapoczątkowała nauczanie projektowe, ścieżki międzyprzedmiotowe, czy indywidualne ścieżki edukacyjne. 
Złota Era Polskiej Edukacji

1) Od zera do bohatera. W powszechnym mniemaniu to fiński model edukacji jest najlepszy na świecie. Faktycznie, tylko taki był i taki pozostaje, a ostatnio nawet trochę spada w rankingach. Jednakże większym wyzwaniem i nauką dla innych jest z miejsca poniżej średniej do TOP 10 edukacji na świecie.
2) Sukces polskiej edukacji został dostrzeżony. W latach 2012-2015 eksperci szeroko rozpisywali się na temat sukcesu Polskiej Edukacji. Przykłady poniżej – pisały o polskiej edukacji BBC, Bank Światowy, Pearson, The Economist. Nie wspomnę już o dziesiątkach jeśli nie setkach artykułów naukowych i książek, gdzie naukowcy pytali: Jak Polacy to zrobili?



	
		
											
					
				
				Pearson. The Learning Curve 2014
					



Pięć faktów o polskiej edukacji, których nie przeczytasz ani w TVP ani w TVN.

1) Mamy najlepiej wykształconych nauczycieli na świecie. Tak, mamy pod tym względem pierwsze miejsce.
2) Nasze wydatki na edukacje są skromne. I to nie nie w porównaniu do bogatych Niemców. Płacimy nauczycielom mało w odniesieniu do naszego PKB!
3) Zatrudniamy mniej nauczycieli niż średnia OECD. Słyszeliście, że nauczycieli brakuje w szkołach. Że w miastach trudno o fizyka, matematyka czy biologa? – to już wiemy dlaczego.
4) Bardzo wielu naszych uczniów chce pracować w sektorze IT. Aż 15% chłopców w Polsce chce pracować w sektorze usług cyfrowych. Mimo, że różnice w matematyce między 15-latkami w matematyce w Polsce są na średnim poziomie, to mniej niż 3% dziewcząt chce kariery w IT. 
5) Polscy uczniowie często czują się outsiderami w polskiej szkole, nie wierzą w realizację swoich planów życiowych, ani nie są zadowoleni z życia. Mamy tutaj 3. pozycję od końca :(


Jak można szybko poprawić polską edukację (opinia Krzysztof Wojewodzic)

1) Edukacja potrzebuje wyższego finansowania. Można to bardzo łatwo poprawić. Dodając do systemu 2 miliardy złotych. Obecnie według wyliczeń MEN, koszt samych wynagrodzeń katechetów to ponad 1,5 mld. złotych rocznie. To nie obejmuje kosztów sal, administracji oraz emerytur katechetów. Jestem zwolennikiem religii w szkole. Jednocześnie nie widzę podstaw (nawet prawnych), by zrzucali się na to wszyscy podatnicy. Powinien być na ten cel ustanowiony specjalna danina lub społeczność wiernych powinna finansować ten szczytny cel. 2 miliardy złotych pozwolą sfinansować podwyżki nauczycieli lub dodatkowe zajęcia.
2) Zaufajmy nauczycielom. Największe badania jakie przeprowadzono w edukacji kiedykolwiek w edukacji, autorstwa Johna Hattiego mówią jasno – tym co motywuje nauczycieli jest autonomia, możliwość realizowania siebie w pracy z uczniami. A to co demotywuje, to sztywne ramy nauczania, procedury, papierologia. 
3) Uczmy jak się uczyć. W przyszłości istnieje większa szansa, że uczniowie będą pracowali w zawodach, jakich jeszcze dziś nie ma. Dlatego dużo ważniejsze od nauczania pamięciowego, jest ćwiczenie umiejętności, rozwój umiejętności uczenia się. 




Źródła:
1) BBC o polskim sukcesie edukacyjnym
2) Bank Światowy o tym jak inne kraje powinny się od nas uczyć
3) Dlaczego nie powinno się zmieniać systemu edukacji w Polsce? 
4) Koszty religii w szkołach (interpelacja i odpowiedzi MEN) 
5) Meta-analiza badań nad edukacją]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Krzysztof Wojewodzic</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156561,efekt-medyceuszy-wciaz-aktualny</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156561,efekt-medyceuszy-wciaz-aktualny</link><pubDate>Mon, 02 Dec 2019 23:25:45 +0100</pubDate><title>KREATYWNE DZIAŁANIE POTRZEBNE OD ZARAZ</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5bfd7304844cd4ff9be5091271989b50,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli cały czas masz ten sam model biznesowy, nigdy nie będziesz innowacyjny!

"Innowacje tworzą się z twórczego burzenia" - Yoshihisa Tabuchi

Umiarkowana innowacyjność w odniesieniu do Polski nie brzmi jakoś dramatycznie, ale gdy uświadomimy sobie, że w Unii Europejskiej zajmujemy czwarte miejsce od końca, jak wynika z Raportu Komisji Europejskiej z czerwca 2019 r.
	
		
											
					
				
					



Ranking analizuje osiągnięcia krajów członkowskich UE przy użyciu 26 wskaźników pogrupowanych w pięciu głównych kategoriach. Są to między innymi zasoby ludzkie, edukacja, patenty, nakłady na działalność innowacyjną i efekty tej działalności mierzone wartością sprzedaży wyrobów nowych i zmodernizowanych, współpraca w zakresie działalności innowacyjnej, nakłady inwestycyjne na technologie: technologie informacyjne i telekomunikacyjne, dostęp do internetu itp.


Analizowana kategoria: zasoby ludzkie przyprawia w badaniu o złość. Z danych przedstawionych w raporcie wynika, że Polacy nie nadążają za zmieniającymi się warunkami na rynku pracy, nie doszkalają się ani nie nabywają nowych potrzebnych umiejętności. Marnym pocieszeniem może być szóste miejsce od końca i pozostawienie w polu Włochów i Węgrów.

Ja właśnie w sprawie tych zasobów

Nie mogę uwierzyć, że po raz kolejny uzyskujemy taki wynik. dlaczego tak mi trudno?, z prostego powodu. Codziennie spotykam wspaniałych utalentowanych, otwartych ludzi, pełnych marzeń i poszukujących miejsca do samorealizacji.


ok., spokojnie entuzjasto....!,... ale też codziennie spotykasz tych, którzy takimi byli zanim; poszli do szkoły, do pracy, zanim ktoś zabronił im samodzielnie myśleć, działać, ryzykować, uczyć się na błędach, analizować porażki, wytwarzać nowe pomysły, realizować je i współpracować przy ich tworzeniu.

...spotykasz również tych, którzy święty spokój cenią najbardziej, a kreatywność i innowacyjność, jako jej efekt wynika z niepokoju odkrywania nieznanego. Co jeśli jest ich najwięcej w strukturze społecznej? znów watpię... to niemożliwe, przecież zachwycamy się nowinkami, pragniemy coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań wspierających nasze życie; smart'ne domy, inteligentna komunikacja, nowe gadżety, kosmiczne możliwości, etc.
Nie możemy liczyć tylko na innych. 


...że Polacy nie nadążają za zmieniającymi się warunkami na rynku pracy, nie doszkalają się ani nie nabywają nowych potrzebnych umiejętności.
 - no coś takiego!?

Panie, Panowie, zatem muszą istnieć jakieś istotne przyczyny, które powodują ten stan rzeczy. Nasuwa się więc kilka ważnych pytań.

1. Kiedy ostatnio wyznaczyliście jakieś ambitne, innowacyjne cele swoim zespołom?

2. W oparciu o co budujecie i realizujecie plany szkoleń pracowników w obszarach kreatywnych?

3. Kim są menedżerowie, zarzadzający zespołami, których cele należą do kategorii "kreatywne" (oczywiście poza marketingiem i PR?)


4. W jaki sposób budujecie zespoły i dbacie o twórczą współpracę?

5. Gdzie się podziały rezultaty programów "zarządzanie talentami"?

6. Jak reagujecie na pomysły pracownika?

7. Na którym miejscu w waszych planach i wizjach jest wypracowanie czegoś "nowego"?

8. Czym kreatywność jest tylko hasłem w ofercie pracy?

9. Czy w programach premiowych przewidzieliście nagrodę za innowacyjne rozwiązania?

10.Czy doceniacie różnorodność potencjałów, a w procesach rekrutacyjnych stawiacie na twórcze postawy?
Te i wiele innych pytań zadajemy sobie w procesach doradczych, wszędzie tam gdzie głównym problemem jest pojawiająca się jak zły duch w biznesu wszechogarniająca stagnacja. Rutyna zastępuje wszystkie aktywne formy poszukiwań nowych rozwiązań i kreatywnego rozwiązywania problemów. Wszyscy dramatycznie poszukują chociażby śladów organizacyjnego DNA innowacyjności. Najczęściej z marnym skutkiem.


Walka o talenty

Samo przyciągnięcie talentów z rynku to zdecydowanie za mało, żeby stworzyć ekosystem wspierający wewnętrzną przedsiębiorczość. Aby ukształtować taki ekosystem, należy zwrócić uwagę na cztery elementy: pozyskanie odpowiednich talentów (ludzi, którzy są odważni, nie boją się śmiałych pomysłów i przełamywania schematów); wygenerowanie odpowiednich idei (nie liczy się liczba pomysłów, ale ich jakość); pozyskanie odpowiedniego kapitału finansowego; opracowanie procesów, systemu i zbudowanie kultury.

Trzeba przede wszystkim zmienić myślenie o firmie. Jednym z kierunków takiej strategii na pewno powinno być ukierunkowanie na rozwiązywanie problemów. Jeśli cały czas masz ten sam model biznesowy, rozwiązujesz w ten sam sposób wszystkie problemy, nigdy nie będziesz innowacyjny. Problemy zaś można rozwiązywać poprzez zaaplikowanie do nich idei różnorodności. Umieść w swoim zespole różne typy pracowników, by mogli rozwijać swoje talenty, obserwować swój rozwój i cieszyć się nim – jeśli to zrobisz, wkrótce zobaczysz w firmie więcej innowacyjności. Różnorodność to patrzenie na firmę całościowo i angażowanie wszystkich jej aspektów.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5bfd7304844cd4ff9be5091271989b50,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5bfd7304844cd4ff9be5091271989b50,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156555,oslepieni-standaryzacja</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156555,oslepieni-standaryzacja</link><pubDate>Mon, 02 Dec 2019 22:48:11 +0100</pubDate><title>OŚLEPIENI STANDARYZACJĄ  W ZARZĄDZANIU</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/67eb377ee81eccf1333c58332657f146,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dziś "wróg" gospodarczy lub cyberterrorysta nie musi właściwie wejść w jakikolwiek sposób fizyczny do firmy, aby osiągnąć swój cel. Wszystkie drzwi mogą być solidnie zamknięte. Dla  niego jest to nieistotna bariera z bardzo wielu powodów.Spróbujmy się przyjrzeć standaryzacji modeli zarządzania.

Wydano ogromne i wieloletnie budżety firm na standaryzację procesów zarządzania Osiągnięto wydawać by się mogło wysoki poziom zadowolenia z otrzymanych efektów. Na stronach internetowych firm dumnie prezentują się kolejne certyfikacje. Moda na benchmarking pozwalała na porównywanie się organizacji z innymi firmami najlepszymi w danej dziedzinie, uczeniu się od nich i wykorzystaniu ich praktyk w swojej działalności. Zamiast szukać własnych rozwiązań, co jest zazwyczaj procesem długotrwałym i kosztownym, można było wykorzystywać doświadczenia innych. Z założenia miało to być twórcze naśladowanie. Wzorując się na skutecznych i efektywnych działaniach stosowanych przez inne podmioty, organizacja mogła uniknąć strat wynikających z ryzyka wprowadzania niesprawdzonych zmian. Wydawać by się mogło fantastyczna szansa na szybki rozwój. Ale nawet najlepsze modele mają swój termin przydatności, zwłaszcza w tak dynamicznych czasach w jakich żyjemy. 


Gdyby nie to, że wszystko ma swoją cenę moglibyśmy nadal być dumni z faktu, że skorzystaliśmy z najlepszych praktyk zarządzania. Zapłacili ją nawet praojcowie tego podejścia, twórcy gospodarki japońskiej i uznanego na świecie przez długie lata lidera gospodarczego.
Firm, które zdecydowały się na implementację modelu Kaizen w swoich fabrykach jest tyle, co piasku na Saharze. Nie sposób również zliczyć fachowych publikacji, które powstały na jego temat. Cieszące się do niedawna nienaganną reputacją japońskie przedsiębiorstwa znalazły się w ogniu krytyki po tym, gdy na światło dzienne wyszły informacje o licznych manipulacjach przy kontroli jakości. Jak to możliwe, że w firmach, które powinny być koroną na głowie systemu Kaizen, jego chlubą i chwałą, doszło do takich patologii? Seria głośnych skandali pokazuje, jak można podświadomie porzucić najlepszy model, w tym przypadku Kaizen i pogrążyć organizację. To również przykład na to, że bezkrytyczne zaufanie do modeli, może sprawić, że nie zauważymy, ani tego, że nie zawsze do nas w pełni pasują, ani tego, że gdzieś się rozszczelniają, ani tego, że ludzie którzy są za nie odpowiedzialni przestali się nimi odpowiedzialnie "opiekować". Obraz błędów i strat odsłania się dla samej organizacji jako ostatni.


Był czas na skuteczne wybory

Firmy zarządzane według modelu zachodniego były nastawione na innowacje, czyli poszukiwanie nagłych, znaczących, krótkotrwałych zmian o charakterze niemal rewolucyjnym. Ten wariant pomimo, że kosztowny i wymagający więcej wysiłku zarządczego utrzymywał organizację w stanie ciągłego niepokoju twórczego. Niedostatkiem tego modelu były także ograniczone możliwości jego wykorzystania – innowacje znajdują zastosowanie przede wszystkim na etapie wprowadzania do firmy nowych technologii, ale nie przekładają się na funkcjonowanie całej organizacji. Praktyka pokazała, że wielu zachodnich menedżerów „nie widzi w lesie drzew”. Inaczej mówiąc, takie organizacje koncentrują się na wprowadzaniu innowacji, a nie dostrzegają konieczności doskonalenia codziennych czynności.


Zupełnie inne podejście prezentowała japońska szkoła zarządzania. Zmiany w kaizen nie mają charakteru przełomowego i odbywają się według taktyki „małych kroków” – działanie jest ciągłe, a efekty narastają stopniowo. Metoda zorientowana na ludzi, a nie na technologie. Zaletą modeli opartych na ciągłym doskonaleniu ( TQM) jest z założenia to, że w przedsiębiorstwach nie traci się z oczu detali, których udoskonalenie może pomóc w osiąganiu lepszych rezultatów. Oczywiście wymaga to żelaznej konsekwencji, cierpliwości i 
nie zawsze jest łatwe. Oprócz tego istnieje ryzyko, że menedżer wdrażający takie podejście w zarządzaniu – w przeciwieństwie do swojego zachodniego odpowiednika – „nie widzi lasu, bo wszystko zasłaniają mu drzewa”. Taka organizacja może być zatem tak pochłonięta poszukiwaniem drobnych udoskonaleń, że przestanie zwracać uwagę na pryncypia.
Standaryzacja w zarządzaniu doprowadziła do uśpienia krytycznego i twórczego myślenia, zastępując to asekuracją za standaryzowanymi szablonami postępowania, nakładanymi na prawie każdą z czynności. 


Z wielu powodów wybieraliśmy najczęściej model japoński, oczekując jednocześnie akcyjnego zrywu innowacyjnych pomysłów i działań, zwłaszcza w sytuacjach spadków wyników, pojawienia się ryzyk zewnętrznych czy oczywistych działań konkurencji. Systemy certyfikacji, normy, zasady, reguły, dokumentacja systemowa, reżimy kontroli i kultura doradztwa, skalibrowały zarówno rozwój ludzi, jak i pracę menedżerów w optyce standaryzacji właściwie wszystkich funkcji i obszarów zarządzania. A organizacje uczyniła do złudzenia podobne do siebie; w sposobie działania, katalogu stosowanych narzędzi, modelowania procesów, ścieżkach decyzyjnych, modelach przywództwa, etc. Tak było względnie łatwiej, rozsądniej i bezpieczniej. Chodzenie po śladach innych, zawsze takim się wydawało. Najskuteczniejszy byłby dojrzały mariaż tych systemów, budujący silne, innowacyjne organizacje, zdolne do szybkich, celnych zmian, dla których wystandaryzowane, ale jednocześnie elastyczne, podatne na zmianę zaplecze, byłoby doskonałym wsparciem do ich wdrożenia i śledzenia efektywności. Jednak wraz z nastaniem czwartej rewolucji przemysłowej środek ciężkości musi ulec radykalnej zmianie.


Podobne czyli łatwe do zaatakowania

Lata upodabniania się do siebie w modelu funkcjonowania musiało przynieść swoje konsekwencje. Dziś kiedy myślimy o konkurencyjności, z coraz większym trudem przychodzi nam się wyróżniać trwale i skutecznie. Co prawda łatwo jest wdrożyć pracownika z jednego środowiska standaryzacji do drugiego w innej firmie, która zastosowała te same systemy, narzędzia i rozwiązania, dostępne na rynku. Łatwo jest te rozwiązania multiplikować na kolejne oddziały, biznesy. Jednak staliśmy się jednocześnie łatwym łupem dla tych którzy widzą w tym słabość z uwagi na przewidywalność naszych działań. Łatwo nas rozgryźć, Łatwo nas zaatakować z zewnątrz. Łatwo wniknąć do wnętrza nie zauważonym. Łatwo nas przejąć kiedy jesteśmy uśpieni wrażeniem, że mamy wszystko wewnątrz poukładane i zdefiniowane. Wbrew pozorom właśnie wtedy jesteśmy najsłabsi. Jeśli dodamy do tego uwielbienie dla hierarchicznych struktur i przywiązanie do władzy formalnej problem rośnie.


Obserwując rzeczywistość biznesową, nadal pozostajemy znieczuleni na skutki ślepego naśladownictwa, nawet jeśli wzorzec wydaje się być idealny. Nie są to jednak warunki do budowania kultury innowacyjności czy też wzmacniania pozycji rynkowej w perspektywie długodystansowych celów. Jedynie nieetyczne działania pracowników, szpiegostwo gospodarcze, cyberprzestępczość mogą się świetnie rozwijać w tak sprzyjających warunkach.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/67eb377ee81eccf1333c58332657f146,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/67eb377ee81eccf1333c58332657f146,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156577,nie-chce-o-tym-teraz-myslec-pomysle-o-tym-jutro-prokrastynacja-pod-lupa</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156577,nie-chce-o-tym-teraz-myslec-pomysle-o-tym-jutro-prokrastynacja-pod-lupa</link><pubDate>Sun, 01 Dec 2019 19:15:29 +0100</pubDate><title>PROKRASTYNACJA POD LUPĄ</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/02996e86cf3ba2230fe9040a872e1022,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>„Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro”
Jutro, potem, za tydzień, miesiąc, kiedyś - prokrastynacja dotyka nas wielu. Pomino odczuwania wielu negatywnych konsekwencji jej obecności w naszym życiu, zawładnęła nami na zbyt dużą skalę.

Ikoną prokrestynatorów była zapewne bohaterka powieści Margaret Mitchell Przeminęło z wiatrem, Scarlet O’Hara, mawiając przy wielu okazjach; „Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro”. Odnotowuje się znaczny wzrost osób mających problem z terminowym wywiązywaniem się z obowiązków, tzw. prokrastynatorów. Prokrastynacja jako irracjonalne zwlekanie. Jedną z wielu jej możliwych przyczyn jest industrializacja i rozwój nowoczesnych technologii. Sprzyja to wprawdzie multizadaniowości, tak oczekiwanej przez pracodawców. Ale jednocześnie prowadzi do licznych przeciążeń o charakterze psychologicznym. zwolennicy prokrastynacji ponoszą wiele konsekwencji psychologicznych, somatycznych, społecznych i kosztów ekonomicznych kosztów.


Brak samokontroli nad własnymi wyborami, uleganie pokusie myślenia, że jeszcze nie teraz, że coś może poczekać, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, że brakuje nam czegoś/kogoś ważnego do realizacji celu lub zadania prowadzi nas do działania na szkodę samego siebie. Bo czy może być coś pozytywnego w dobrowolnym zwlekaniu z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji jaka nastąpi wskutek tego opóźnienia? Wydawać by się mogło mało racjonalnym myśleniem - a jednak! Co prawda po odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa naszego samopoczucia - pojawia się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast, że byliśmy tacy "bohaterscy" i odzyskaliśmy wolność w drodze tak samodzielnych decyzji. Obwieszczamy światu, że oto mamy czas i gotowość na inne przyjemności lub spełnienie ich oczekiwań. Ten proces zależnie od osoby trwa chwilę lub długie dni i tygodnie, pochłaniając ogromne ilości energii i tak ograniczonej z powodu uwarunkowań cywilizacyjnych, w jakich żyjemy. Tworzymy świat iluzji, w którym "jutro" będzie lepsze
i bardziej sprzyjające naszym planom.


O prokrastynacji zaczyna się mówić jako o realnym problemie, a nie jedynie formie lenistwa.
Sprawdź sam czy Ciebie to dotyczy:
- Sekwencja podejmowanych zachowań w istocie prowadzi do odroczenia celu,
- W następstwie końcowy wynik tego celu znajduje się poniżej możliwości odkładającego,
- Wynik celu jest jednocześnie dla jednostki ważny,
- W konsekwencji czego pojawia się u odkładającego dyskomfort psychiczny.
Jeśli tak...powiększyłeś drużynę prokrastynatorów.

Nawykowe i problematyczne odwlekanie zadań, które prowadzi odkładającego do mniej korzystnego położenia. Mówi się nawet o objęciu tych przejawów zachowań mianem choroby XXI w. Badacze zwracają uwagę na związek między specyfiką obecnych czasów – rozwijającym się technologicznie społeczeństwem, przytłoczonym zbyt dużą ilością bodźców, możliwości i obowiązków, ograniczaną na każdym kroku przez terminy – a wzrastającą tendencją do okładania spraw na później. 


Słabość o poważnych skutkach

Rozpatrywanie kwestii skutków nawykowego odkładania nie jest pozornie takie proste. Trudno niekiedy odróżnić co jest przyczyną, a co konsekwencją odwlekania. Prokrastynacja to „przypadłość”, która nie wyklucza z codziennego funkcjonowania, jednak jej charakter z pewnością obniża jakość i poziom satysfakcji z życia.
Jeśli odłożymy na potem przeczytanie książki, jeden trening, mało istotny telefon do przyjaciółki czy zrobienie porządków w szafie nic szczególnego się nie stanie w naszym życiu. Mamy wtedy do czynienia z tzw. prokrastynacją akademicką, która to znana jest wielu z nas. Jej wspomnienie owiane żartami mówiącymi o tym, że gdy nadchodziła sesja nasze mieszkania i pokoje w akademikach były czystsze niż kiedykolwiek – sprzątanie, pranie, porządkowanie było danym momencie atrakcyjniejsze niż wkładanie wysiłku w naukę. Wyróżnia się również prokrastynację ogólną, traktowaną jako stała dyspozycja człowieka. Jest ona znacznie rzadziej spotykana i wiąże się z permanentnym odkładaniem codziennych spraw w różnych obszarach Jeżeli zamiast zapłacenia raty za telefon czy kredyt, postanowimy kupić sobie nowy gadżet lub mając skierowanie na ważne badania postanowimy poczekać z decyzją o ich wykonaniu kilka miesięcy konsekwencje są nieporównywalne.Powtarzalność takich zachowań i poczucie braku kontroli nad nimi zacznie jednak w końcu skutkować dyskomfortem psychicznym, poczuciem nieskuteczności, a w konsekwencji obniżeniem samooceny. Nawykowe niedotrzymywanie terminów może wiązać się zarówno z lękiem i poczuciem winy, jak również ze złością i żalem za utraconymi okazjami. Do tego dochodzi presja i poczucie zmęczenia koniecznością ciągłego nadganiania. Za negatywnymi emocjami idą dolegliwości psychofizyczne – spadek odporności, problemy żołądkowe na tle stresu, zaburzenia snu. 
W skrajnych przypadkach prokrastynacja może prowadzić nawet do problemów finansowych, a także pogorszenia relacji z bliskimi.


Oswoiliśmy się tak bardzo z przejawami tej tak z pozoru błahej decyzji, że przestaliśmy na nią reagować nie tylko u siebie, ale u innych. Stało się to nawet akceptowalne w planach biznesowych, kiedy potrafimy znaleźć tysiąc wymówek żeby zsabotować konieczność wykonania jakiegoś zadania. Jesteśmy już mistrzami prokrastynacji. Potrafimy obrócić ją często w żart i całkiem dobrze się z nią czuć, zwłaszcza, że dookoła towarzyszy nam wielu sympatycznych skądinąd prokrastynatorów.

Jednak prokrastynacja niewątpliwie należy do grupy trudności wewnętrznych, wynikających z nałożenia się na siebie różnych uwarunkowań. Wciąż jednak bywa utożsamiana z lenistwem lub obojętnością, często jest bagatelizowana. Warto zatem rozwijać świadomość, poszerzać wiedzę i angażować więcej uwagi w rozpoznawanie niepokojących objawów, gdyż może to pomóc przerwać błędne koło nieprzystosowawczych zachowań.


Znacie siłę postanowień Noworocznych

To właśnie one powstając w euforycznym klimacie podsumowania każdego roku padają ofiarą swoich właścicieli. Porzucone bez żalu, obarczone oceną w kategoriach, za trudne, za wcześnie, mogę bez tego się obyć, pewnie nie dam rady,

Zbliża się czas kolejnych Noworocznych zaklęć, może tym razem starczy Ci siły i determinacji, motywacji i wiary we własne możliwości aby nie porzucić swoich celów i pokonać destrukcyjną siłę tajemniczej prokrastynacji? Trzymam mocno kciuki!]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/02996e86cf3ba2230fe9040a872e1022,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/02996e86cf3ba2230fe9040a872e1022,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Anna Sarowska Gierasimowicz</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156547,mentoring-moda-czy-idealna-forma-rozwoju</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156547,mentoring-moda-czy-idealna-forma-rozwoju</link><pubDate>Sun, 01 Dec 2019 17:25:26 +0100</pubDate><title>MENTORING - MODA CZY IDEALNA FORMA ROZWOJU</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0da6efd4fab20377425b0302575ab58b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy wiesz, jaka jest różnica między mistrzem, a jego uczniem? - Mistrz upadał i pomylił się więcej razy niż jego uczeń w ogóle podjął prób! Wydaje się, że to właśnie z tego źródła wyrasta idea mentoringu, który stał się obecnie mniej lub bardziej cenionym źródłem realnego, efektywnego i inspirującego rozwoju.

Relacja uczeń - mistrz, wydaje się dziś archaiczna, ale to ona dała nam przesłanki i najlepsze wzorce do budowania aktualnie realizowanej koncepcji mentoringu. Idei, która stoi często ponad kulturami, granicami, pokoleniami, modami czy najnowszymi technologiami. Ponieważ mentoring to po prostu relacja partnerska między Mentorem a jego uczniem, zwanym Mentee, skierowana na odkrywanie i rozwijanie jego możliwości. W idealnym wydaniu bazująca na przewodzeniu, inspiracji i stymulowaniu potencjału ucznia do jego dalszego optymalnego rozwoju, w poszukiwaniu najlepszego jego kierunku, zgodnie z jego najcelniejszym przeznaczeniem co do wartości inwestycji w przyszłość. 


Zalety relacji uczeń - mistrz w mentoringu

- sam wybierasz mentora!
- możesz mieć wielu mentorów, jednocześnie!
- sam decydujesz, jak długo chcesz się od niego uczyć!
- pracujesz nad rozwojem tego, co Cię szczególnie interesuje!
- nie ma takiego zbioru wiedzy/informacji, która dorówna doświadczeniu mentora!
- wszystkie wątpliwości rozwiewasz "na gorąco"!
- budujesz relację, która powinna kształtować Cię również jako człowieka, nie tylko, jako 
przyszłego specjalistę!
- możesz probować wiele razy, dochodząc do oczekiwanego poziomu!
- masz prawo się mylić i nie wiedzieć!
- sam uczysz się kompetencji i postawy mentora!


Przeciwskazania do wejścia w relację uczeń - mistrz w metoringu

- Ty wiesz lepiej!
- Ty wiesz już wszystko!
- rozwój jako dojrzały i świadomy proces zmian nie jest dla Ciebie atrakcyjny!
- ktoś Was zmusił do tej relacji!
- nie miałeś wpływu na wybór Mentora!
- Mentor nie miał wpływu na wybór Mentee!
- nie masz zbyt wiele czasu na udział i zaangażowanie w proces!

Warunki brzegowe do satysfakcji z relacji uczeń - mistrz w mentoringu

- obie strony mają wspólny cel, który konsekwentnie realizują!
- wzajemne zaufanie i otwartość w relacji!
- obie strony nie tracą z pola widzenia celu swojej relacji!
- elastyczność, gotowość do zmiany perspektywy!
- doskonała komunikacja!
- zdolność do wyjścia ze strefy komfortu, jak w każdej zmianie!
- gotowość do pogłębionego wglądu we własne możliwości i zasoby!


Czy mentor musi nosić długą siwą brodę? 

Nie!...oczywiście, że nie. Zdolności i gotowości do bycia mentorem nie osiąga się nieuchronnie u schyłku życia. Zarówno kompetencje społeczne, jak i zawodowe czy specjalistyczne, predysponujące do roli mentora nie są związane wyłącznie i bezpośrednio z zaawansowanym wiekiem. I choć rola ta wymaga poczucia nieformalnego autorytetu, który jest zarówno kluczem wyboru dobrego mentora, jak i warunkiem przekonania Mentee o wartości zgromadzonego przez niego kapitału doświadczeń, atut ten nie jest zarezerwowany jedynie dla osób z kilkudziesięcioletnim stażem w danej dziedzinie. 


Czy tylko Mentee odnosi korzyści z mentoringu?

Odpowiedź ponownie brzmi - NIE!, z prostej przyczyny. Relacja uczeń - mistrz, jest również kolejnym doświadczeniem Mentora, a jak każde doświadczenie uczy i rozwija. Korzyści są zawsze obopólne. Jeśli dodamy do tego zbudowaną relację społeczną, efekty mentoringu mogą przedłużyć się nawet na długie lata.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0da6efd4fab20377425b0302575ab58b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0da6efd4fab20377425b0302575ab58b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156545,niebezpieczne-fale-silver-tsunami</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annasarowskagierasimowicz/156545,niebezpieczne-fale-silver-tsunami</link><pubDate>Sun, 01 Dec 2019 16:53:45 +0100</pubDate><title>NIEBEZPIECZNE FALE SILVER TSUNAMI</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b41796b7bf271eeb3fd56cfea94806bc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy jakakolwiek gospodarka, przy świadomości złożonych procesów społecznych ze starzejącym się społeczeństwem na czele, może zignorować zjawisko masowej utraty potencjału ludzkiego z powodu jego wieku? Czy nas na to stać? Czy wiemy co to dla nas oznacza? Czy mamy jakiś plan na zatrzymanie negatywnych skutków tego trendu?

Mnóstwo teorii na temat stanu pokolenia 50+ zwanego popularnie Silver Tsunami. Charakterystyki pełne stereotypowego postrzegania różnic międzypokoleniowych, a życie, jak zwykle ma swoją odpowiedź na tego typu podejście. Jednak to zgrabne teorie mają większy zasięg oddziaływania, a siła przekonań większą moc rażenia w procesie naszych decyzji. Podążając za statystyką, z ponad 16 mln obecnie aktywnych zawodowo Polaków, więcej niż 25 proc. z nich ma skończone 50 lat, a w 2025 r. tę barierę wieku przekroczy czterech na dziesięciu Polaków. Kogo stać na to żeby próbować wykluczać zawodowo 1/4 doświadczonych zawodowo specjalistów w różnych dziedzinach życia. Coraz częściej są to osoby o życiorysie zawodowym i profilu kompetencyjnym, o którym przyjdzie pomarzyć firmom posiadającym śmiałe wizje rozwoju na długie lata swojej świetności. Tymczasem, jak donoszą szanowane źródła badań, aż 56% z przedstawicieli tego pokolenia spotkała się z przejawami dyskryminacji w procesach rekrutacyjnych i w życiu zawodowym, a 17% pracodawców twierdzi, że w ciągu ostatnich dwóch lat nie zatrudniła żadnej osoby powyżej 50. roku życia. 


Kim jest ten niechciany kapitał ludzki? 

To ci, którzy rozwijali swoje kompetencje u progu narodzin gospodarki rynkowej, pracując po kilkanaście godzin dziennie, jednocześnie intensywnie ucząc się i zdobywając kolejne szlify zawodowe, pokonując wiele barier i deficytów. Byli szlifowani jak diamenty przez złożoną rzeczywistość ostatnich 30 lat, tworząc grunt pod dobrobyt i nowe możliwości, tych którzy dziś uznają ich za niepełnowartościowy "materiał ludzki" Brzmi to może mało komfortowo, jednak na codzień czytają lub słyszą o sobie, że: za czymś nie nadążają, np. technologicznie, że nie pasują do młodych zespołów, że stoją na drodze do szybkich karier ich młodszych kolegów, że są zbyt wymagający od siebie i innych, że mają za mało luzu, że nie komunikują się w języku pokolenia Y,Z, że nie zbyt sprawnie posługują się językami obcymi. Być może nawet w przypadku jakiejś części z nich jest to prawda. Natomiast nie jest to powód do uogólnień i stereotypowego myślenia. 
Znacząca większość z nich to ludzie doskonale wykształceni, z listą doświadczeń, świadczących o wręcz eksperckich kompetencjach i wymiernych rezultatach swojej wieloletniej aktywności zawodowej. Głowy pełne pasji i celów. Pokolenie cieszące się wciąż dobrym zdrowiem, o zdefiniowanej postawie społecznej i wartościach. Ciekawi świata i otwarci na świat i jego wyzwania. A tymczasem coraz częściej spotykam ich rozczarowanych i obawiających się przyszłości. 
Już wkrótce będziemy mówić nie tylko o specyfice rynku 50+, ale także 60+ i 65+. 


Przepaść celów i oczekiwań międzypokoleniowych będzie się pogłębiać, a reguły gospodarcze nie pozostawią złudzeń. Czas płynie bardzo szybko. Ulegamy zbyt silnym modom na koncentrację wokół wybiórczo traktowanych cech potencjału społecznego. Wpadamy w pułapki krótkowzroczności i powierzchownej percepcji w ocenie przewidywanej wartości zasobów gwarantujących sukces społeczno-gospodarczy. Nie powstała żadna strategia równowagi w tym względzie, ani w skali mikro, ani w skali makro. Działanie zastąpiło polemizowanie i licytowanie się na argumenty, pogłębiające wzajemny dystans i wydłużające czas reakcji na zjawisko o wysokim stopniu ryzyka. Ci którzy dziś stawiają swoje warunki, czując się uprzywilejowani z powodu młodego wieku nie wiedzą jeszcze, że czeka ich ten sam los. Reguła historycznych następstw pokoleniowych brutalnie przyśpiesza. Z perspektywy społecznej zniknęły wielopokoleniowe rodziny, może to one kiedyś uczyły jak czerpać z różnic pokoleniowych? Czyżbyśmy bez tego wzorca i doświadczenia nie byli sobie w stanie wyobrazić do czego to rozszczepienie ciągłości pokoleń prowadzi? 


Już czas!
Czas na mądre działanie, bez czekania na wielkie transnarodowe strategie i globalne lub administracyjne decyzje w tej sprawie. Bez doświadczeń granicznych z kategorii typu - mamy wspaniałe wizje, cele, mamy ich finansowanie, mamy drogie technologie, rynki zbytu, etc...nie mamy tylko kim ich zrealizować! Decyzje dotyczące długofalowych planów zabezpieczania strategicznego stanu zasobów ludzkich, w rozumieniu niezbędnych kompetencji i postaw, winny stanowić jeden z ważniejszych priorytetów każdej organizacji, która pozwala myśleć o sobie, że jest dojrzała biznesowo. Wystarczy chłodny i racjonalny rachunek zysków i strat. Tu i teraz. Zanim na pewne wybory będzie za późno lub koszty przewyższą zyski. 


Zasoby aktywnych zawodowo kurczą się z wielu powodów. 

Starzejące się społeczeństwo, migracja, znikające zawody, wiek, stan zdrowia, etc. To tylko najbardziej znane źródła stanu zasobów ludzkich każdego ze społeczeństw, gotowych wg wielu kryteriów oceny do podjęcia wyzwań gwarantujących stabilny rozwój społeczeństw i gospodarek świata. Przykłady skutków deficytów na rynkach pracy można mnożyć. Jest już na mapie conajmniej kilka krajów Europy, które pozwalają nam sobie uświadomić jak może wyglądać przyszłość. Stara i mądra zasada mówi - lepiej zapobiegać niż leczyć! Jak wszystkie znane nam zasoby, w tym również naturalne, które stanowiły gwarancję rozwoju przed długie lata prosperity, tak również zasoby ludzkie się kurczą. Ograniczone zasoby zawsze wyzwalały w społeczeństwach głębsze refleksje nad ich właściwym i mądrym wykorzystaniem. Marnotrastwo było wręcz wykluczone. Dziś odnoszę wrażenie, że mamy coraz częściej do czynienie ze zjawiskiem marnotrawstwa zasobów ludzkich. Na które nas po prostu nie stać. 


Ryzyka nieuświadomione

Każdy kto wychodzi z założenia, że zgoła nic się nie dzieje takiego, co może nas niepokoić, przypomnę że każdy rok przebywania człowieka i jego kompetencji na bocznych torach społeczno-zawodowych to strata nie do odbudowania. Dynamika rozwoju technologii, procesów biznesowych, zmian w relacjach rynkowych, wyzwań, wymagań etc. jest tak duża, że czas zmienił swoją dotychczasową wartość w ocenie relacji do trwałości kompetencji człowieka i jego zdolności do osiągania stawianych przed nim celów. Natomiast wykluczenie społeczne i jego skutki, o którym spokojnie możemy mówić w przypadku osób pozbawionych pracy i szans na jej uzyskanie w pewnym wieku mają szalenie duży wpływ na jego zdolność do płynnego, efektywnego powrotu do potencjalnych obowiązków zawodowych. Zmienia się postawa społeczna, zmieniają się zdolności adaptacyjne w wyniku opuszczenia środowiska pracy, utracone zostają naturalne pokłady pewności siebie, realnej samooceny i wielu innych cennych aktywów człowieka, będąc często następstwem stanów lękowo-depresyjnych, wywołaną brakiem perspektyw i bezpieczeństwa finansowego. Lista ryzyk rośnie wraz z poznaniem poszczególnych historii bohaterów tego niepokojąco rosnącego zjawiska.


Czy ktoś powinien być tym szczególnie zainteresowany?

Odpowiedź brzmi TAK! ,WSZYSCY! Począwszy od rządu, poprzez wszystkich przedsiębiorców, działy HR, klientów, całe społeczeństwo; od najmłodszych do najstarszych. Problem utraty potencjału; wiedzy, doświadczenia, wartości i gotowości do partycypacji w tworzeniu warunków do stabilnego rozwoju społeczeństw, w oparciu stabilne warunki rozwoju źródeł jego zasilania to poważny problem nas wszystkich. Wraz z pokoleniem 50+ uznawanym coraz częściej za mniej atrakcyjne na rynku pracy wciąż rośnie. Jego konsekwencje rosnąć będą również. Szybko i konsekwentnie solidarnie dla nas wszystkich.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b41796b7bf271eeb3fd56cfea94806bc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b41796b7bf271eeb3fd56cfea94806bc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/155059,pielegniarz-daltonista-brytyjscy-kolarze-i-strategia-1-jak-poprawic-to-co-mozna-poprawiac-w-biznesie-i-zyciu</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/155059,pielegniarz-daltonista-brytyjscy-kolarze-i-strategia-1-jak-poprawic-to-co-mozna-poprawiac-w-biznesie-i-zyciu</link><pubDate>Mon, 23 Sep 2019 18:42:01 +0200</pubDate><title>Pielęgniarz daltonista, brytyjscy kolarze i strategia 1%. Jak poprawić to, co można poprawiać w biznesie i życiu.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szachiści pewnie znają określenie czas operacyjny. Piszę „pewnie” bo sam z szachów kojarzę głównie nazwy pionków. Czy raczej bierek. O czasie operacyjnym powiedział mi jednak szachista, więc mu ufam. To ponoć określenie czasu potrzebnego do przeprowadzenia konkretnej rozgrywki. Szachiści znają swoje czasy operacyjne. Ja też – mimo że w szachy nie gram.

Szachiści lubią poprawiać swoje czasy operacyjne. Co raczej nie powinno dziwić. W końcu muszą czasem rozgrywać i trenować partie błyskawiczne. Ja też lubię je poprawiać. I stosuję do tego strategię marginal gains. Czyli poprawiania różnych elementów wpływających na całość złożonego procesu o 1%. 

Strategię marginal gains stosuję zresztą nie tylko by poprawić czas. W końcu w moim życiu nie liczy się tylko efektywność czasowa. Czym jest strategia marginal gains, w której wszystko co się da poprawiamy o symboliczny procent?

Wyjaśnię to na przykładzie – kolarskim, nie szachowym. 


W 2003 roku Brytyjska Organizacja Kolarska zatrudniła nowego trenera Sir Dave’a Brailsforda. Można powiedzieć – w samą porę. Od 1908 roku reprezentacja zdobyła zaledwie jeden medal olimpijski. Prawie sto lat totalnej przeciętności. Przez 110 lat nikt z Brytyjczyków nie wygrał też najbardziej prestiżowego wyścigu – Tour de France. Drużyna była tak kiepska, że jeden z wiodących producentów sprzętu odmówił sprzedaży rowerów. Obawiał się, że to wpłynie negatywnie na ich pozycję na rynku. I że spadnie sprzedaż. 

Zatrudnienie Brailsforda było ostatnią deską ratunku. To czym nowy trener różnił się od innych była strategia małych, drobnych usprawnień. W każdym absolutnie obszarze. Wszystko co składało się na ostateczny wynik miało być poprawiane o 1%. 


Brailford i pomocnicy zabrali się do pracy. Najpierw wzięli pod uwagę wszystko co składa się na proces. I zaczęli działać. Przeprojektowali siodełka by były wygodniejsze. Zawodnicy dostali podgrzewane elektrycznie spodenki by utrzymywać optymalną temperaturę mięśni. Rozpoczęli treningi z biofeedbackiem, by sprawdzić optymalną stymulację dla każdego zawodnika. Zatrudnili chirurga, który pokazywał zawodnikom jak dokładnie myć ręce. By ograniczyć zachorowania! Dobrali idealnie materace i poduszki. By zadbać o prawidłowy sen. Pomalowali nawet wnętrze ciężarówki do przewożenia rowerów na biało by wytropić każdy pyłek, czy zanieczyszczenie, które mogło by mieć wpływ na pracę mechanizmów w rowerach. 


Wszystkie te drobne usprawnienia – włączając w to dietę, plany treningowe i treningi mentalne – przyniosły efekty. W 2008 roku Brytyjczycy triumfowali na olimpiadzie w Pekinie. W Londynie 4 lata później ustanowili 9 rekordów olimpijskich i 7 rekordów świata. Małe usprawnienia wpływają na sukcesy. Nie tylko w kolarstwie. Wpływają też na to, jak wypadniesz na swoich kolejnych warsztatach, konferencjach czy spotkaniach. 

1 % to niewiele. Taki wzrost gospodarczy oznaczałby już tarapaty. Jednak w strategii marginal gains dodajemy do siebie te niewielkie marginalne wzrosty i osiągamy dobry rezultat. 


Załóżmy, że chcę lepiej występować na konferencyjnych scenach. Tam na sukces składają się takie elementy jak wartość (którą dajemy odbiorcy), narracje (przykłady i dopracowane case studies), dobre wzmocnienie wizualne (slajdy), podanie (tembr głosu, dykcja, intonacja i prozodia) a także świadomość własnej skuteczności i zdrowa samoocena (które z kolei wpływają na reakcję na stresującą sytuację). Gdy rozbiorę wystąpienie czy szkolenia na takie części pierwsze i każdą z nich będę konsekwentnie szlifował o 1%, to całościowo po prostu będę lepszy. 

Podobnie jest z dobrostanemhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Dobrostan (nie mylić z dobrobytem). Na niego z kolei składa się dobry jakościowo sen, zdrowe jedzenie, sport, relacje z innymi, sens i celowość swoich działań (praca) i poczucie przynależności do wspólnoty. Jeśli każdą z tych składowych będę poprawiać mozolnie o jeden – mało spektakularny – procent, to mogę dokonać zmian. 


Walka o ten 1% nie oznacza, że wymagamy od siebie mało. Oznacza, że mamy świadomość składowych sukcesu. Zresztą strategię tę stosuje się nie tylko w przypadku zmian nawyków czy w sporcie. 

O 1% można poprawiać na przykład procesy w szpitalach i placówkach medycznych. Błędy medyczne, których można uniknąć (preventable medical errors) są jednym z cichych zabójców w Wielkiej Brytanii. Z ich powodu umiera więcej osób niż z powodu wypadków samochodowych. Kluczowe jest angielskie słowo PREVENTABLE. Te błędy nie powinny się zdarzać, a zdarzają się nieustannie. Dlaczego? Głównie dlatego, że lekarze i personel medyczny bardzo boją się szukać obszarów do poprawy – zwłaszcza jeśli oznaczałoby to przyznawanie się do ułomności. To zrozumiałe. W końcu chodzi o reputacje i możliwe sprawy o odszkodowania. 


Dlatego w Szpitalu Virginia Mason postawiono na inne podejście. Tam lekarze wyprzedzali błędy i sami świadomie szukali możliwych obszarów do poprawy. Wszystkich zachęcano do zgłaszania pomyłek. Każdy też mógł zgłosić propozycje drobnych (marginalnych) usprawnień. Nawet jeśli przekreślałoby to uznane do tej pory „dobre praktyki”.

Po jednym ze zdarzeń na izbie przyjęć, kolorystyczny kod opasek nowo przyjmowanych pacjentów uzupełniono o napisy. Czemu? Bo jeden z pielęgniarzy pomylił się. Pacjentowi, któremu miała być przyznana opaska, której kolor sygnalizował silne alergie lekowe, przypisał inną. Z kodem kolorystycznym oznaczającym „nie reanimować”! Dlaczego się pomylił? Bo był daltonistą.


Do opasek dodano więc tekst. By nawet osoby z tym zaburzeniem widzenia się nie myliły w tak kluczowej sprawie. Wprowadzono bardzo precyzyjne checklisty na bloku operacyjnym, by upewniać się za każdym razem czy wszystko jest zgodne z procedurą i czy na pewno usuwamy ten narząd, który ma być usunięty. 

Poprawiono higienę, delikatnie zmieniono ergonomię narzędzi chirurgicznych, usprawniono procesy i wywiady diagnostyczne. Efekt? O 74% spadła liczba spraw, w których trzeba było wypłacać odszkodowania z powodu błędów medycznych. Choć w każdym aspekcie zmiany były niewielkie, razem dały epicki efekt. 


Tą metodą możesz poprawić swoje poranki, swój sen i swój biznes. Musisz tylko wiedzieć, jakie elementy składają się na całość. I jak będziesz mierzyć postęp – nawet jeśli będzie to mały wzrost o 1%. Powodzenia! 

PS: Jeśli chcesz wiedzieć, jak popracować na czasem (nie tylko operacyjnym) to zajrzyj do moich fiszek Jak zawsze mieć czas. A jak chcesz popracować nad wystąpieniami to zapraszam na UDEMY.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mała zmiana, wielka różnica. Samodzielny 1% to mało. Bardzo dużo elementów poprawionych o 1% to już bardzo dużo. W biznesie i życiu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/155057,pielegniarz-daltonista-brytyjscy-kolarze-i-strategia-1-jak-poprawic-to-co-mozna-poprawiac-w-biznesie-i-zyciu</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/155057,pielegniarz-daltonista-brytyjscy-kolarze-i-strategia-1-jak-poprawic-to-co-mozna-poprawiac-w-biznesie-i-zyciu</link><pubDate>Mon, 23 Sep 2019 18:41:52 +0200</pubDate><title>Pielęgniarz daltonista, brytyjscy kolarze i strategia 1%. Jak poprawić to, co można poprawiać w biznesie i życiu.</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szachiści pewnie znają określenie czas operacyjny. Piszę „pewnie” bo sam z szachów kojarzę głównie nazwy pionków. Czy raczej bierek. O czasie operacyjnym powiedział mi jednak szachista, więc mu ufam. To ponoć określenie czasu potrzebnego do przeprowadzenia konkretnej rozgrywki. Szachiści znają swoje czasy operacyjne. Ja też – mimo że w szachy nie gram.

Szachiści lubią poprawiać swoje czasy operacyjne. Co raczej nie powinno dziwić. W końcu muszą czasem rozgrywać i trenować partie błyskawiczne. Ja też lubię je poprawiać. I stosuję do tego strategię marginal gains. Czyli poprawiania różnych elementów wpływających na całość złożonego procesu o 1%. 

Strategię marginal gains stosuję zresztą nie tylko by poprawić czas. W końcu w moim życiu nie liczy się tylko efektywność czasowa. Czym jest strategia marginal gains, w której wszystko co się da poprawiamy o symboliczny procent?

Wyjaśnię to na przykładzie – kolarskim, nie szachowym. 


W 2003 roku Brytyjska Organizacja Kolarska zatrudniła nowego trenera Sir Dave’a Brailsforda. Można powiedzieć – w samą porę. Od 1908 roku reprezentacja zdobyła zaledwie jeden medal olimpijski. Prawie sto lat totalnej przeciętności. Przez 110 lat nikt z Brytyjczyków nie wygrał też najbardziej prestiżowego wyścigu – Tour de France. Drużyna była tak kiepska, że jeden z wiodących producentów sprzętu odmówił sprzedaży rowerów. Obawiał się, że to wpłynie negatywnie na ich pozycję na rynku. I że spadnie sprzedaż. 

Zatrudnienie Brailsforda było ostatnią deską ratunku. To czym nowy trener różnił się od innych była strategia małych, drobnych usprawnień. W każdym absolutnie obszarze. Wszystko co składało się na ostateczny wynik miało być poprawiane o 1%. 


Brailford i pomocnicy zabrali się do pracy. Najpierw wzięli pod uwagę wszystko co składa się na proces. I zaczęli działać. Przeprojektowali siodełka by były wygodniejsze. Zawodnicy dostali podgrzewane elektrycznie spodenki by utrzymywać optymalną temperaturę mięśni. Rozpoczęli treningi z biofeedbackiem, by sprawdzić optymalną stymulację dla każdego zawodnika. Zatrudnili chirurga, który pokazywał zawodnikom jak dokładnie myć ręce. By ograniczyć zachorowania! Dobrali idealnie materace i poduszki. By zadbać o prawidłowy sen. Pomalowali nawet wnętrze ciężarówki do przewożenia rowerów na biało by wytropić każdy pyłek, czy zanieczyszczenie, które mogło by mieć wpływ na pracę mechanizmów w rowerach. 


Wszystkie te drobne usprawnienia – włączając w to dietę, plany treningowe i treningi mentalne – przyniosły efekty. W 2008 roku Brytyjczycy triumfowali na olimpiadzie w Pekinie. W Londynie 4 lata później ustanowili 9 rekordów olimpijskich i 7 rekordów świata. Małe usprawnienia wpływają na sukcesy. Nie tylko w kolarstwie. Wpływają też na to, jak wypadniesz na swoich kolejnych warsztatach, konferencjach czy spotkaniach. 

1 % to niewiele. Taki wzrost gospodarczy oznaczałby już tarapaty. Jednak w strategii marginal gains dodajemy do siebie te niewielkie marginalne wzrosty i osiągamy dobry rezultat. 


Załóżmy, że chcę lepiej występować na konferencyjnych scenach. Tam na sukces składają się takie elementy jak wartość (którą dajemy odbiorcy), narracje (przykłady i dopracowane case studies), dobre wzmocnienie wizualne (slajdy), podanie (tembr głosu, dykcja, intonacja i prozodia) a także świadomość własnej skuteczności i zdrowa samoocena (które z kolei wpływają na reakcję na stresującą sytuację). Gdy rozbiorę wystąpienie czy szkolenia na takie części pierwsze i każdą z nich będę konsekwentnie szlifował o 1%, to całościowo po prostu będę lepszy. 

Podobnie jest z dobrostanemhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Dobrostan (nie mylić z dobrobytem). Na niego z kolei składa się dobry jakościowo sen, zdrowe jedzenie, sport, relacje z innymi, sens i celowość swoich działań (praca) i poczucie przynależności do wspólnoty. Jeśli każdą z tych składowych będę poprawiać mozolnie o jeden – mało spektakularny – procent, to mogę dokonać zmian. 


Walka o ten 1% nie oznacza, że wymagamy od siebie mało. Oznacza, że mamy świadomość składowych sukcesu. Zresztą strategię tę stosuje się nie tylko w przypadku zmian nawyków czy w sporcie. 

O 1% można poprawiać na przykład procesy w szpitalach i placówkach medycznych. Błędy medyczne, których można uniknąć (preventable medical errors) są jednym z cichych zabójców w Wielkiej Brytanii. Z ich powodu umiera więcej osób niż z powodu wypadków samochodowych. Kluczowe jest angielskie słowo PREVENTABLE. Te błędy nie powinny się zdarzać, a zdarzają się nieustannie. Dlaczego? Głównie dlatego, że lekarze i personel medyczny bardzo boją się szukać obszarów do poprawy – zwłaszcza jeśli oznaczałoby to przyznawanie się do ułomności. To zrozumiałe. W końcu chodzi o reputacje i możliwe sprawy o odszkodowania. 


Dlatego w Szpitalu Virginia Mason postawiono na inne podejście. Tam lekarze wyprzedzali błędy i sami świadomie szukali możliwych obszarów do poprawy. Wszystkich zachęcano do zgłaszania pomyłek. Każdy też mógł zgłosić propozycje drobnych (marginalnych) usprawnień. Nawet jeśli przekreślałoby to uznane do tej pory „dobre praktyki”.

Po jednym ze zdarzeń na izbie przyjęć, kolorystyczny kod opasek nowo przyjmowanych pacjentów uzupełniono o napisy. Czemu? Bo jeden z pielęgniarzy pomylił się. Pacjentowi, któremu miała być przyznana opaska, której kolor sygnalizował silne alergie lekowe, przypisał inną. Z kodem kolorystycznym oznaczającym „nie reanimować”! Dlaczego się pomylił? Bo był daltonistą.


Do opasek dodano więc tekst. By nawet osoby z tym zaburzeniem widzenia się nie myliły w tak kluczowej sprawie. Wprowadzono bardzo precyzyjne checklisty na bloku operacyjnym, by upewniać się za każdym razem czy wszystko jest zgodne z procedurą i czy na pewno usuwamy ten narząd, który ma być usunięty. 

Poprawiono higienę, delikatnie zmieniono ergonomię narzędzi chirurgicznych, usprawniono procesy i wywiady diagnostyczne. Efekt? O 74% spadła liczba spraw, w których trzeba było wypłacać odszkodowania z powodu błędów medycznych. Choć w każdym aspekcie zmiany były niewielkie, razem dały epicki efekt. 


Tą metodą możesz poprawić swoje poranki, swój sen i swój biznes. Musisz tylko wiedzieć, jakie elementy składają się na całość. I jak będziesz mierzyć postęp – nawet jeśli będzie to mały wzrost o 1%. Powodzenia! 

PS: Jeśli chcesz wiedzieć, jak popracować na czasem (nie tylko operacyjnym) to zajrzyj do moich fiszek Jak zawsze mieć czas. A jak chcesz popracować nad wystąpieniami to zapraszam na UDEMY.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7c34a0beaf8a03e1f377525955470f78,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mała zmiana, wielka różnica. Samodzielny 1% to mało. Bardzo dużo elementów poprawionych o 1% to już bardzo dużo. W biznesie i życiu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/153723,apollo-11-kroj-pisma-futura-96-workow-z-kupa-i-twoje-slajdy</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/153723,apollo-11-kroj-pisma-futura-96-workow-z-kupa-i-twoje-slajdy</link><pubDate>Sun, 21 Jul 2019 16:06:46 +0200</pubDate><title>Apollo 11, krój pisma Futura, 96 worków z kupą i twoje slajdy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7cdaffbfdc278cff5ce080fe40ae9095,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />„Here man from the planet Earth first set foot upon the Moon July 1969 A. D. We came in peace for all mankind”. Takie słowa nadal widnieją na pamiątkowej tabliczce, którą kosmonauci Apollo 11 zostawili na księżycu. Zostawili też 96 worków z odchodami, 12 par kosmicznych butów, 2 piłeczki golfowe, fotografię rodziny Charlesa Duka (misja Apollo 16) oraz mikro-dzieła sztuki autorstwa Andy'ego Warhola, Roberta Rauschenberga, and Claesa Oldenburga. Napis na pamiątkowej tabliczce był prosty. Miał też bardzo symboliczny przekaz. Przychodzimy w pokoju. W imieniu całej ludzkości.

Do tej pory nikt (poza ludźmi) go chyba nie przeczytał. Chyba, że bakterie przewodu pokarmowego, które chcąc nie chcąc pozostały na księżycu, rozwinęły własną cywilizację. Jeśli jednak ktoś natknie się na tę tabliczkę, to doceni jeden z piękniejszych krojów pisma, którym zapisano sentencję. To Futura. Geometryczny, bezszeryfowy, jednoelementowy, proporcjonalny krój pisma zaprojektowany w latach 1924–1926 przez Paula Rennera. Doskonały w swej bauhausowskiej prostocie. 

Wygrał w konkurencji na popularność z takimi krojami pisma jak Erbar, Kabel Light, Berthold-Grotesk, Elegant-Grotesk. One powstały w podobnym okresie i także były proste. Futura jednak oprócz prostoty miała też nazwę. Idealnie marketingowo dobraną. Przyszłościowy font o prostej uniwersalnej nazwie. Na szczęście Renner zdecydował się na angielski rzeczownik, a nie niemiecką nazwę Zukunft.


Futurą sporządzono nie tylko napis na pamiątkowej tablicy. Wszystkie elementy sterownicze, wszystkie instrukcje, wszystkie objaśnienia na statku Apollo 11 były spisane Futurą. Ten inspirowany geometrycznym minimalizmem krój pisma jest bardzo czytelny. I nie powoduje przeciążenia poznawczego. A to ważne. Gdzie jak gdzie, ale w kosmosie są sprawy, na których trzeba skupić uwagę i lepiej, żeby krój pisma nie konkurował o uwagę z inicjacją lądownika. 

Nasz mózg oscyluje między dwoma stanami, gdy przetwarza informacje. To łatwość poznawcza i przeciążenie poznawcze. W stanie łatwości szybko przetwarzane są informacje. Łatwiej też nas wprowadzić w błąd, bo łatwość poniekąd usypia naszą czujność. Jednak przy przetwarzaniu informacji ważnych, gdy liczy się szybkość, łatwość jest zawsze wskazana. Z tego też powodu znaki na autostradzie nie powinny być raczej pisane zdobnym pismem i umieszczane na tle z gradientami mieniącymi się kolorami tęczy z placu Zbawiciela. 


Z tego też powodu wszystkie firmy, które dostarczały podzespoły do statków Apollo musiały opisywać części i instrukcje używając do tego jednego kroju pisma. Prostej Futury. 

Futura to piękny krój pisma. Nadal wygląda nowocześnie, choć niebawem stuknie mu setka. Jest jednym z tych krojów pisma, który świetnie wygląda na dobrze przygotowanych slajdach. Dobrze przygotowanych, czyli takich, które nie konkurują z narracją wygłaszaną przez prelegenta. Takich, które wspierają łatwość poznawczą. 

Jeśli biały tekst pisany Futurą umieścisz na idealnie czarnym slajdzie uzyskasz piękny kontrast. Przy okazji sprawisz, że slajd będzie łatwiej przyswajalny nawet dla osób gorzej widzących i słabowidzących. To lekcja, którą kiedyś odebrałem od Marty Bielawskiej. To specjalistka tyflopedagogiki. Potwierdziła, że w ten sposób moje prezentacje mogą być bardziej inkluzywne.


Stosuję ten font i inne bezszeryfowe, bo wiem też, że są przetwarzane przez mózg jako… bardziej nowoczesne. Nasz mózg analizuje środowisko nieustannie. Część tej analizy jest nieuświadomiona. Większość przebiega na skróty. Te skróty to tak zwane heurystyki. Natychmiastowa ocena fontu to też pewna heurystyka. 

Przyjrzyj się fontom, które użyte są odpowiednio w logotypie popularnej sieci fastfoodów i w logotypie firmy Tiffany &amp; Co. Natychmiast wiadomo, gdzie jest tanio, gdzie jest drogo. Wskazuje na to zestawienie barw, jak i sam użyty krój pisma. 



	
		
											
					
				
				Widomo, gdzie drogo, a gdzie tanio. I czego się spodziewać.•własne
					



A teraz zamieńmy fonty. Gdybyśmy teraz zapytali osoby, które nie znają nazw obu firm (swoją drogą trudno by było takie znaleźć), które miejsce jest bardziej prestiżowe, to mielibyśmy odwrotny efekt.


	
		
											
					
				
				Krój pisma narzuca interpretacje.•własne
					

 

Dobór kroju pisma do prezentacji to wybór ważny. Inaczej odbieramy elegancką i prostą Helvetikę. Inaczej piękną szeryfową Brygadę 1918 (jubileuszowy krój pisma przygotowany z okazji stulecia niepodległości). Krój pisma należy dobrać tak, by wywołać stan łatwości poznawczej. Dlatego nie przeciążaj slajdów kilkoma różnymi krojami pisma. I błagam – nie używaj Comic Sansa i Papyrusa. Ten pierwszy nadaje się do zaproszeń na kinderballe. Drugi, raz pojawił się w czołówce filmu Avatar. I wystarczy. 


Czasem, gdy jeżdżę na konferencje to muszę odwracać oczy od slajdów. Żeby nie krwawiły. Nie każdy jest projektantem. I nie każdy musi. Ja też nie jestem. Skończyłem architekturę i dobrą szkołę estetyki. Od dawna kochałem prostotę. I choć czasem zmieniam kroje pisma i nie jestem najwierniejszym w swej miłości, to jednak zawsze wybiorę prostotę i kontrast. Tak jak prostotę i kontrast wybrali ludzie z NASA. Bo ta prostota (parafrazując klasyczkę) się ludziom na widowni po prostu należy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7cdaffbfdc278cff5ce080fe40ae9095,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7cdaffbfdc278cff5ce080fe40ae9095,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Apollo 11 astronaut Buzz Aldrin walks on the surface of the moon on July 21, 1969, in a photograph taken by Neil Armstrong.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/152927,skromne-chwalenie-nie-wiarygodne-quizy-i-efekt-barnuma-co-wplywa-na-wirusowosc-tresci</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/piotrbucki/152927,skromne-chwalenie-nie-wiarygodne-quizy-i-efekt-barnuma-co-wplywa-na-wirusowosc-tresci</link><pubDate>Sun, 09 Jun 2019 13:28:21 +0200</pubDate><title>Skromne chwalenie, (nie)wiarygodne quizy i efekt Barnuma. Co wpływa na wirusowość treści</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/abf911a4c33b93e8072f8eecdf6bb202,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />5 listopada 2016 roku portal BuzzFeed opublikował quiz. Do dziś zrobiło go ponad 5 milionów kobiet i kilkuset mężczyzn. Na stronie quizu prawie 1000 osób pozostawiło komentarze. Wyniki udostępnili prawie wszyscy, którzy go przeszli. BuzzFeed pytał nas jakie ubrania i buty nosimy. Wybieraliśmy spośród kilku opcji. Na podstawie naszych odpowiedzi BuzzFeed oceniał ile mamy lat i… jaki wzrost. Czy wszyscy udostępniający robili to dlatego, że algorytm tak trafnie ocenił ich metrykę i wzrost? NIE! Udostępniali, bo wyniki pokazywały jasno, że są młodsi niż w rzeczywistości i…wyżsi. Jeden prosty mechanizm sprawił, że ten test stał się wirusowy. To tak zwany „humble brag”, czyli skromne chwalenie się.

Mechanizm humble brag sprawdza się w przypadku wielu treści wirusowych. W kulturowej kartografii treści (termin wprowadzony przez sam serwis BuzzFeed) dotyczy treści, które możemy opatrzeć komentarzem „cała prawda o mnie”. Na dodatek treści, które dają nam szansę powiedzieć coś dobrego o sobie, bez konieczności narcystycznego dęcia w ego. Podobny mechanizm zaobserwujesz, gdy w sklepie przy zakupie alkoholu ktoś poprosi znajomego lub znajomą po trzydziestce o dowód. Anegdota o takim zdarzeniu z dużym prawdopodobieństwem wyląduje w mediach społecznościowych. Bo „przecież to nie ja twierdzę, że wyglądam młodo”. To „Pani w sklepie pomyślała, że nie mam skończonych osiemnastu lat”. Im człowiek starszy tym rzadziej się to pewnie zdarza. I tym bardziej cieszy jeśli się wydarzy. 


Humble brag wykorzystuje się też w prostych testach czy quizach. To działa. Po pierwsze dlatego, że wielu ludzi naprawdę chcę się czegoś o sobie dowiedzieć. Nawet jeśli jest to świadomość tego „kawałkiem jakiej pizzy jesteś” czy wiedza o tym, „jaką postacią z Gry o Tron jesteś”. Po drugie dlatego, że twórcy testów zawsze dają nam przyjazne odpowiedzi. Czyli takie, którymi można się podzielić. Jeśli quiz ma dać odpowiedź, „jaką gwiazdą starego Hollywood jesteś”, to na pewno będzie to odpowiednio dla kobiet: Marilyn Monroe, Rita Hayworth albo Audrey Hepburn. I dla mężczyzn: James Dean, Marlon Brandon albo Paul Newman. Nie wyjdzie nam z tego quizu, że wyglądamy jak Quasimodo, Shreck czy Fiona (przed transformacją). 


Quizy stają się też wirusowe, bo wyniki często bazują na tak zwanych „stwierdzeniach Barnuma”. To ogólne stwierdzenia, które można odnieść do absolutnie każdego. Przy czym każdy będzie je traktował jak idealnie dopasowane do siebie. Na przykład zdanie, „Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane”. Masz? No jasne, że masz! KAŻDY ma. 

To zdanie zresztą pochodzi z oryginalnego badania, które w 1948 przeprowadził psycholog Bertram R. Forer. Dał on studentom do wypełnienia test osobowości, a następnie przedstawił im analizę ich osobowości rzekomo bazującą na wynikach tego testu. Studenci mieli ocenić trafność tej analizy w skali od 0 (bardzo słaba) do 5 (znakomita). Średnia ocen wyniosła 4,26. Później Forer ujawnił że w rzeczywistości wszyscy studenci otrzymali dokładnie tę samą analizę.


Ale quizy mogą służyć nie tylko rozrywce na poziomie Życia na gorąco czy Trudnych spraw. Mogą też wspierać markę. Ostatnio w sieci wirusowy był quiz przygotowany przez markę Adobe. Wizualnie – majstersztyk. Treściowo też. Każdy kto wszedł na test na stronie mycreativetype.com mógł się dowiedzieć, jakim kreatywnym typem jest. Jednym z 8. Quiz – jak cały przekaz Adobe był kierowany do twórców kreatywnych. Grafików, designerów czy UXowców. Ale robili go także ludzie spoza tej grupy. Bo bardzo miło dowiedzieć się, że w ogóle jesteś kreatywnym. I jeszcze poznać swój kreatywny modus operandi. Mnie wyszło, że jestem myślicielem (The Thinker) i od razu się tym pochwaliłem w sieci. Raz, że sam typ mi pasował. Dwa, że totalnie zgadzałem się ze wszelkimi stwierdzeniami (stwierdzenia Barnuma). Pod moimi udostępnionymi wynikami pojawiło się od razu mnóstwo komentarzy. Wszystkich tych, którzy też zrobili test i chcieli się pochwalić wynikami. Bo chcemy mówić o sobie. Zwłaszcza jeśli tak naprawdę to nie my wprost my mówimy o sobie. Tylko wyniki quizu. 


Kulturowa kartografia treści to podział tychże ze względu na emocje i motywacje, które treściom towarzyszą. Nie ze względu na format. Całą mapę treści opracowaną w ten sposób znajdziesz w mojej książce Viral. Jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści.

Efekt Barnuma omawiam podczas wykładu na USWPS w Warszawie. Nagranie z niego znajdziesz tutaj. 

Quiz Buzzfeed znajdziesz tutaj.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/abf911a4c33b93e8072f8eecdf6bb202,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/abf911a4c33b93e8072f8eecdf6bb202,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Quizy stają się też wirusowe, bo wyniki często bazują na tak zwanych „stwierdzeniach Barnuma”. To ogólne stwierdzenia, które można odnieść do absolutnie każdego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/marekporzezynski/152525,sankcje-za-ataki-cybernetyczne-jest-zgoda</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/marekporzezynski/152525,sankcje-za-ataki-cybernetyczne-jest-zgoda</link><pubDate>Mon, 20 May 2019 10:21:16 +0200</pubDate><title>Sankcje za ataki cybernetyczne? Jest zgoda.</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/2eea58c1e9ef413a8f49a61b8b90df20,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>W miniony piątek (17 maja) Unia Europejska zgodnie ustanowiła ramy umożliwiające karanie za dokonanie cyberataków zagrażających poszczególnym państwom człokowskim, jak również UE w całości. Czy to jednak coś zmieni w perspektywie najbliższych wyborów?

Jest to kolejne działanie Unii Europejskiej zmierzające do zagwarantowania bezpieczeństwa obrotu cybernetycznego. W chwili obecnej najbardziej palącym zagrożeniem wydają się być jednak próby wpłynięcia na najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego. Jak donoszą media na całym świecie, w ostatnim czasie zaobserwowano bowiem wzmożoną aktywność w cyberprzestrzeni związaną z podejmowaniem prób ataków cybernetycznych, jak również rozprzestrzenianiem nieprawdziwych informacji. Scenariusz wydaje się być zatem podobny do sytuacji poprzedzającej referendum w sprawie Brexitu, jak również licznych wcześniejszych wyborów nie tylko w Europie, ale również na innych kontynentach.


Oddziaływanie nowych ram w tym zakresie wydaje się być bardzo szerokie, co nie dziwi w kontekście charakterystyki sieci. Zgodnie z oficjalną informacją prasową nowy system sankcji dotyczy cyberataków, które wywołują poważne skutki i które:
-zostały przygotowane poza UE lub przeprowadzone spoza terytorium UE;
-wykorzystują infrastrukturę znajdującą się poza UE;
-są przeprowadzane przez osoby lub podmioty mające siedzibę lub działające poza UE;
-są przeprowadzane z pomocą osób lub podmiotów mających siedzibę lub działających poza UE.

Na sankcje narażone są również osoby/podmioty podejmujące próbę przeprowadzenia cyberataku oraz osoby zapewniające wsparcie (w tym techniczne, finansowe lub inne) zmierzające do ich przeprowadzenia. Nowemu systemowi sankcji podlega także podejmowanie prób przeprowadzenia cyberataków o potencjalnie poważnych skutkach.


Jest to jedno z pierwszych działań na szczeblu UE mające realny wymiar i mogące realnie oddziaływać na zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa. Do tej pory większość działań ograniczała się bowiem do deklaracji i opracowywania dokumentów strategicznych. Jak się wydaje nowe ramy są wynikiem prac na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa w sieci jako jednego z największych wyzwań naszych czasów. W połowie kwietnia Wysoki Przedstawiciel UE wydał oświadczenie, w którym podkreślono potrzebę rozpoczęcia szeroko zakrojonych działań i współpracy międzynarodowej w tym zakresie. 


Sankcje to jednak nie wszystko. Wiele zależeć będzie bowiem od zaangażowania poszczególnych zainteresowanych, współpracy pomiędzy nimi i istnienia ram prawnych w poszczególnych państwach członkowskich wspomagających bezpieczeństwo cybernetyczne. Tylko w ten sposób można bowiem zagwarantować wydolność i "szczelność" systemu, którego efektem może być nałożenie sankcji.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/2eea58c1e9ef413a8f49a61b8b90df20,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/2eea58c1e9ef413a8f49a61b8b90df20,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Marek Porzeżyński</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
