<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - INNDebaty]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii INNDebaty w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/161,inndebaty</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,161,inndebaty" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/annamariawisniewska/170349,czy-niczym-harpia-czyhasz-na-wpadke-innego-felieton</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/annamariawisniewska/170349,czy-niczym-harpia-czyhasz-na-wpadke-innego-felieton</link><pubDate>Tue, 27 Jul 2021 12:22:55 +0200</pubDate><title>Czy, niczym harpia, czyhasz na wpadkę innego? - felieton</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5c415734905492cee16119c6efd81ad8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Każdy z nas jest indywiduum. Niepowtarzalnym kodem genetycznym, z innymi cechami, wartościami, zaletami i wadami (choć te dwa ostatnie są dość względne, ale o tym może innym razem). Nie ma dwóch identycznych osób, które świadczyłyby tak samo nawet taką samą usługę. Dlatego uważam, że coś takiego jak „konkurencja” nie istnieje, a jest to wytwór czasów, w których wmawia się nam, że wszyscy o wszystko „muszą” rywalizować.

Dlatego też zastanawiam się, co kieruje tymi, którzy pod płaszczykiem profesjonalizmu, w doskonale wyprasowanych koszulach, w marynarkach i garsonkach, tylko czekają aż „konkurencja” się potknie - popełni gdzieś błąd, wykaże się brakiem wiedzy w jakimś aspekcie lub - co gorsza - ma po prostu odmienne zdanie na konkretny temat w obszarze wspólnej ekspertyzy?

Dlaczego osoby, które pokazują się często jako pełne klasy i wiedzy, potrafią wbijać szpilę równie lekko i z przyjemnością jak lekko zjada się rurkę z ulubionym kremem? Jaki mechanizm powoduje, że robimy sobie takie rzeczy? Że rzucamy się jak harpie do klawiatur, by wytknąć coś, wyśmiać albo powiedzieć „ja jestem lepszy, a Ty się nie znasz!”?


Czy to zawiść? Zazdrość? Chęć wywyższenia się? Pęczniejące ego? A może strach? Na tyle silny, że bojąc się o swoją pozycję nie boimy się nawet stracić na własnym wizerunku - bo przecież inni widzą, słyszą, czytają i wyciągają wnioski. To widać, gdy tonący brzytwy się chwyta, brzytwy, która - jak kij ma dwa końce - i ta ma dwa ostrza, z dwóch stron - potrafi zranić zarówno jedną jak i drugą stronę. A kiedy pokazujesz palcem na kogoś, cztery Twoje palce na Ciebie pokazują...

Takie są moje przemyślenia po zobaczeniu ostatnimi czasy kilku potyczek na linkedinowym poletku. Miłości, szacunku i radości nam życzę. Bo dla każdego na tym świecie jest miejsce i to w dostatku, bez przepychanek :)


---
Odzwiedź mój:
LinkedIn
Instagram]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5c415734905492cee16119c6efd81ad8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5c415734905492cee16119c6efd81ad8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/165915,federacja-przedsiebiorcow-polskich-o-podatkach-w-czasie-pandemii-covid-19</guid><link>https://innpoland.pl/165915,federacja-przedsiebiorcow-polskich-o-podatkach-w-czasie-pandemii-covid-19</link><pubDate>Fri, 12 Feb 2021 14:59:37 +0100</pubDate><title>Nowe podatki w czasie pandemii to zły pomysł, przekonuje organizacja zrzeszająca przedsiębiorców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3433ceff24a289f6a23872cd151e2ebb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po pierwsze – nie podnosić podatków konsumentom, zwłaszcza w czasie pandemii. Po drugie – uszczelnić podatek dochodowy od firm (CIT) i utrudnić optymalizację podatkową nieuczciwym przedsiębiorstwom. Po trzecie – rozwiązania poprawiające sytuację pracowników, takie jak np. bony na posiłki zwolnione z PIT i ZUS. To trzy pomysły Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) na gospodarcze odbicie po koronakryzysie.

FPP, instytucja utworzona w celu ochrony praw pracowników i pracodawców oraz reprezentowania ich interesów, zorganizowała debatę, w trakcie której zaproszeni przez nią eksperci dyskutowali o tym, jak odpowiedzialna polityka fiskalna może przyczynić się do odbicia gospodarki po "koronakryzysie". Inaczej rzecz ujmując: co zrobić, żeby na ekonomicznym wykresie pojawiła się upragiona przez rząd linia "V"? 

Eksperci przeanalizowali szczegółowo zagadnienia takie, jak: odpowiedzialność dużych przedsiębiorców za wpływy do budżetu (zwłaszcza pod kątem podatku CIT, którego płacenia wiele firm nadal u nas unika) i konieczność uszczelnienia egzekwowania przepisów w tym zakresie, a także regulacje w zakresie akcyzy, która poza celami fiskalnymi powinna też realizować cele zdrowotne i zmniejszać rozwój szarej strefy. 


Uwzględniono także kwestię stymulacji gospodarki oraz solidaryzmu biznesowego, możliwego do osiągnięcia dzięki odpowiedniemu współdziałaniu rządu, przedsiębiorców i konsumentów. Zbiór rekomendacji dla efektywnej strategii podatkowej w ocenie FPP jest istotny szczególnie dzisiaj: w dobie kryzysu gospodarczego, który wywołała pandemia COVID-19.

Zgodnie ze słowami prelegentów naprawdę skuteczna walka z praktykami zakłócającymi uczciwość gospodarczą (takimi, jak unikanie płacenia CIT-u przez nierzetelne firmy) nie powinna skupiać się ani na zmianach legislacyjnych, ani na odwoływaniu się do uczciwości przedsiębiorców, lecz na możliwie skutecznej egzekucji tych płatności, które rządowi się należą. 


Wdrożenie odpowiednich mechanizmów, które skutecznie zniechęcą do stosowania agresywnej optymalizacji podatkowej, jest w ocenie ekspertów biorących udział w debacie FPP sprawą absolutnie priorytetową. Mówimy tu o wpływach porównywalnych z tymi z podwyżki akcyzy na niektóre tylko wyroby, za którą mieliby zapłacić już konsumenci, a nie firmy. 

Podatek akcyzowy, czyli tzw. podatek od grzechu, był równie istotnym elementem w tej dyskusji. Eksperci przekonywali, że w tym przypadku ustawodawca powinien kierować się nie tylko zapotrzebowaniem samego budżetu, lecz również względami społecznymi, czyli ustalać wysokość tego podatku proporcjonalnie do skali owego "grzechu", który się z nim wiąże. 


Przykład? Niższa akcyza na piwo i alkohole niskoprocentowe w porównaniu z wyższą akcyzą na wódkę i alkohole wysokoprocentowe jest w pełni uzasadniona, bo dzięki niej dostęp do bardziej szkodliwych dla zdrowia produktów jest trudniejszy. Taki sam sens ma utrzymanie niższej akcyzy na e-papierosy czy nowatorskie wyroby tytoniowe (tzw. podgrzewacze tytoniu) w porównaniu z papierosami. 

Chodzi o naprawdę uważne przyjrzenie się konkretnym grupom produktów, uwzględniając ich realną szkodliwość społeczną, środowiskową i ich wpływ na zdrowie. Propozycje wyrównywania akcyzy między produktami bardziej i mniej szkodzącymi zdrowiu mijają się z celami zdrowotnymi polityki państwa, przekonywali eksperci podczas debaty.


Zgodnie z rekomendacjami FPP, polityka fiskalna w dobie kryzysu musi jednocześnie zwiększać doraźne wpływy do budżetu, jak i stymulować gospodarkę w perspektywie długofalowej. Kluczową rolę mają tu do odegrania firmy działające w Polsce, ale unikające płacenia podatku CIT w naszym kraju. Eksperci wskazywali na problem z CIT-em zwłaszcza w dwóch branżach: handlowej i tytoniowej. Sam podatek został określony jako forma opłaty za dostęp do rynku, z której powinny się wywiązywać wszystkie firmy.

Co niezmiernie ważne, FPP dowodzi, iż odpowiednie wsparcie gospodarki w czasach pandemii COVID-19 jest możliwe nawet bez przeznaczania na to dodatkowych środków z budżetu państwa. Świetnym przykładem na tego rodzaju działania jest propozycja Federacji dotycząca wprowadzenia nieopodatkowanych PIT i ZUS bonów na wyżywienie (wartość wynosiłaby 560 zł miesięcznie), które przedsiębiorstwa mogłyby finansować – w sposób dobrowolny – swoim pracownikom.


Jak podkreślają eksperci: stworzenie naprawdę zrównoważonej strategii podatkowej jest kwestią kluczową. Wyłącznie w ten sposób będzie można zapobiec zwiększaniu się szarej strefy, a także uniknąć przeniesienia na kosztów z przedsiębiorcy na konsumenta i kształtować zachowania zakupowe tego drugiego. 

Wszystko to z zachowaniem świadomości faktu, iż nieprzemyślane zwiększanie stawek akcyzy jest działaniem nieracjonalnym i bardzo szkodliwym, gdyż w sposób wymierny obniża siłę nabywczą konsumenta w ogóle, a nie tylko w obszarze produktów objętych akcyzą. Zwłaszcza dziś, w okresie destabilizacji gospodarczej, nie istnieją żadne przesłanki merytoryczne, które uzasadniałyby przeprowadzanie rewolucji na tym polu, a podnoszenie akcyzy może jedynie przyczynić się do destabilizacji gospodarki. 


W opinii ekspertów rok 2021 powinien być czasem, w którym nie będzie dochodziło do podwyższania podatku akcyzowego (mocno odczuwalnego przez portfel statystycznego Kowalskiego, zwiększającego inflację i zachęcającego do przemytu towarów spoza Unii Europejskiej) – zwłaszcza w przypadku produktów, które mogą wpływać pozytywnie na kwestie ekologiczne i postawy prozdrowotne, czyli takich jak np. niepodnoszenie podatku na alkohole niskoprocentowe czy nowatorskie wyroby tytoniowe. 

Co w zamian? Warto postawić na racjonalne stymulowanie popytu oraz skupić się na możliwie efektywnym wykorzystywaniu narzędzi, które daje nam obecny system akcyzowy. A ewentualne zmiany, które pozwoliłyby zwiększyć dochody budżetowe? Te powinny dotyczyć wyłącznie akcyzy oraz stawek VAT-owskich na produkty najbardziej szkodliwe dla interesu społecznego, czyli np. wysokoprocentowe alkohole czy papierosy. W tym drugim przypadku, jak zauważyli eksperci, Polska ma jedną z najniższych stawek na papierosy w całej Unii Europejskiej.


Zgodnie z prognozami ekspertów takie kroki mogłbyby doprowadzić do podwyższenia polskiego PKB o nawet 7,6 miliarda złotych. Już w pierwszym roku obowiązywania powyższych regulacji wpłaty z tytułu VAT i CIT mogłyby sięgnąć niemal 500 dodatkowych milionów złotych. Pozytywne efekty odczułby każdy sektor gospodarki: począwszy od gastronomii (wzrost obrotów o ponad 4 miliardy zł i uratowanie około 100 tysięcy miejsc pracy), a skończywszy na rolnictwie (560 milionów zł dodatkowych wpływów rocznie i powstanie 7 tysięcy nowych miejsc pracy).

W debacie Federacji Przedsiębiorców Polskich udział wzięli: Krzysztof Rutkowski – radca prawny i doradca podatkowy; Wojciech Bronicki – doradca podatkowy i wieloletni dyrektor Departamentu Podatku Akcyzowego w Ministerstwie Finansów, Agnieszka Durlik – ekspert prawno-gospodarczy i dyrektor generalny w Sądzie Arbitrażowym przy KIG; prof. dr hab. Krzysztof Lasiński-Sulecki – z Katedry Prawa Finansów Publicznych na toruńskim Uniwersytecie Mikołaja Kopernika; Andrzej Sadowski – ekonomista i prezydent Centrum im. Adama Smitha oraz Łukasz Kozłowski – główny ekonomista z FPP.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3433ceff24a289f6a23872cd151e2ebb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3433ceff24a289f6a23872cd151e2ebb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/157255,uber-dla-smieci</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/krzysztofwojewodzic/157255,uber-dla-smieci</link><pubDate>Wed, 08 Jan 2020 15:24:59 +0100</pubDate><title>Uber dla śmieci</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Zanzibar, pierwsza linia brzegowa to piękne hotele. Ale już druga to biedne wioski rybackie i tony śmieci. Turyści wraz z lokalnymi szkołami zaproponowali, że posprzątają wspólnie plaże:
To nie śmieć, Mister – mówi młody chłopak pokazując na góry plastiku
To gdzie są śmieci? – pytam. A chłopak pokazuje mi na stare opony wyrzucane blisko plaży.

Nature: Świat stoi na skraju katastrofy ekologicznej. obecne zmiany klimatyczne docierają do punktów krytycznych. Większość naukowców jest zgodnych, że mamy duży problem ze zwiększoną emisją C02.
***
Polska została wyłączona z celu Neutralności klimatycznej w 2050. Dla jednych to powód do wstydu, dla innych powód do dumy.
Pytanie, które ja sobie zadaje
Co ja zwykły mieszkaniec mogę zrobić? Dokonywać mądrzejszych wyborów zakupowych, produkować mniej spalin, segregować. Zasada 3 R jest prosta:
- Reduce – kupuj mniej, używaj mniej
- ReUse – jeśli coś kupiłeś (np. torbę), użyj tego wiele razy lub nadaj temu drugie życie. Oddaj ubrania
- Recycle – warto zużytą rzecz wrzucić do odpowiedniego kosza. Ale pamiętajmy, że to jest raczej ostateczność niż usprawiedliwienie
Tony śmieci.
Armenia. Maj. Piękne góry zachęciły mnie do biegania po zielonych polach. Któregoś dnia poczułem okropny smród. Nie wiedziałem skąd się wydobywał. Aż zobaczyłem wielkie wysypisko śmieci. Tłumy ptactwa próbowały wyłowić resztki jedzenia. W promieniu kilometra były porozrzucane resztki reklamówek zwianych przez wiatr i szarpanych przez ptaki. 
Nie wszędzie na świecie są super-nowoczesne wysypiska, zgniatarki i spalarnie śmieci. W zdecydowanej większości świata po prostu śmieci leżą na ziemi i są częścią otoczenia i przyrody.. Przy czym przyroda sobie z nimi nie radzi. I nie poradzi sobie.
Odpowiedź „Zachodu”
W Szwajcarii została „wynaleziona” rewolucyjna butelka. Dzięki modułowi Bluetooth 5.0 liczy nam ile butelek wody wypiliśmy. Za każdą wypitą butelkę wody przeznaczają pieniądze na zebranie jednej butelki plastiku. Butelkę wystarczy ładować poprzez USB-C raz na miesiąc i jest dostosowana dla zmywarki. Oczywiście synchronizuje się z aplikacją na smartfonie. Kosztuje…99 euro!

	
		
											
					
				
				Rebo bottle - informacje prasowe•Rebo bottle - informacje prasowe
					


Serio??
Czy aby dziś napić się wody potrzeba już Internetu Rzeczy. Czy bez apki nie będę wiedział, że wypiłem wodę? Rozumiem sprzątanie plastikowych butelek. Ale jedna, czy nawet 100 to za mało! 
Wszyscy spłoniemy
Nauka mówi o wielu konsekwencjach, zalaniu wysp, migracjach klimatycznych, wymieraniu gatunków etc.
Prawda jest smutna, niestety nic z tym nie zrobimy. Z prostego powodu. Bardzo mało osób ma poczucie, że „nasz dom płonie” – jak mówi Greta Thunberg. W badaniach społecznych za dużo ważniejsze problemy społeczne w najbardziej pro-ekologicznej Europie uznajemy emigracje (35%), finanse publiczne (20%) czy ekonomie (20%).
Drugi aspekt, dla którego nie spodziewam się byśmy coś z kwestią klimatu zrobili istotnego jest brak solidarności ekologicznej świecie. Ameryka i Chiny – najwięksi truciciele - zakładają, że zdążą jeszcze przed katastrofą ekologiczną spalić odpowiednio dużo węgla i ropy. Europa, nawiasem mówiąc, też zakłada, tylko bardziej konserwatywnie. Polska ostatnio dała dowód braku solidaryzmu. Ocenę tego faktu pozostawiam każdemu z czytelników osobno. 
Co można zrobić
Osobiście temat C02 i „wszyscy spłoniemy” przyznam aż tak nie przemawia do wyobraźni. Nauka mówi o wielu konsekwencjach, zalaniu wysp, migracjach klimatycznych, wymieraniu gatunków etc. To co według mnie jest potrzebne to dwie rzeczy:
Pierwsza to ograniczenie największych problemów w naszych miastach i miasteczkach. Gdy patrzymy na mapę zanieczyszczeń pewnie myślimy o Krakowie, a zaraz potem o Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi. Tymczasem miasta o wysokim stopniu smogu to także małe miejscowości, choćby Rabka Zdrój, gdzie z jednej strony leczy się choroby płuc u dzieci, a z drugiej stężenie smogu jest przekroczone powyżej normy nawet kilkadziesiąt krotnie. Rozwiązanie na ograniczenie smogu są znane – wymiana piecy na nowsze – prywatnych i firmowych. Ale także pilnowanie uczciwe by stan samochodów był dobry – np. by kierowcy nie wycinali filtrów DFP.
Drugie, to ograniczenie problemów na świecie. Wiele osób słyszało, że na Pacyfiku jest wyspa śmieci 5-krotnie większa od Polski. Ilość plastiku w ocenach zbliża się do tej która stanowi ilość ryb. I tutaj znów niewiele możemy zrobić. Pozornie, bo jest polski pomysł, który może to zmienić. Niewiele się o tym mówi, ale Polacy też mają tu duże dokonania. W listopadzie, na forum ONZ w Sydeny, zdebiutowała crowfundingowa Planet Heroes, założona przez Polaków.
Idea Planet Heroes jest prosta: wszyscy chcielibyśmy, by na Ziemi było mniej śmieci. Dzięki dobrej edukacji, w Polsce już produkujemy ich mniej. Coraz rzadziej mamy zaśmiecone plaże, lasy i morze. Można powiedzieć – zaczęliśmy to brać na serio, musiało minąć trochę czasu, jak ze sprzątaniem po swoim piesku, trzeba po prostu posprzątać. 
Nie ma dróg na skróty
Jeśli widzimy zaśmiecony las to zakładamy rękawice, zbieramy śmieci (pozostawione nasz człowieka) i wyrzucamy do odpowiednich koszy. Twórcy Planet Heroes przewidzieli jednak, że o ile idea wspólnej, altruistycznej pracy dla dobra Ziemi trafia do ludzi z Zachodu, bo nasze potrzeby są zaspokojone i i mamy warunki do myślenia o „dobru wspólnym”, to inaczej trzeba podejść do tej kwestii w przypadku biednych krajów Afryki lub Azji południowej.
W tych rejonach idea ekologii wydaje się abstrakcją. Czy jeśli miałbyś utrzymać się za 1-2$ dziennie, to myślałbyś o sprzątaniu świata? Nie – będziesz myśleć o tym jak przeżyć następny dzień. Dlatego wiele akcji pro-ekologicznych wymyślonych przez „Zachód” zupełnie nie trafia do krajów Trzeciego Świata.
Co więc zachęci do sprzątania?
Nastolatków z Indii, Kenii, Indonezji można zachęcić w dwojaki sposób - aplauzem w social mediach oraz możliwością zarobku. Planet Heroes działa więc na zasadzie zielonego crowdfundingu: ja robię coś dobrego i publikuję to w sieci, a ktoś inny widzi to i decyduje się mnie docenić, wysyłając mi finansową dotację poprzez wygodną płatność on-line. Kwota wsparcia zaczyna się od 1€ i tylko od darczyńcy zależy kogo, i ile wynagrodzić.
Dołączając do społeczności Planet Heroes możemy więc ratować planetę na dwa sposoby: albo faktycznie zbierając śmieci albo wysyłając przelew tym, którzy to robią (można też sprzątać samodzielnie i wpłacać pieniądze 

	
		
											
					
				
				Planet Heros 2
					


Przelanie kilku euro, to kwestia rezygnacji z kawy w Starbucks. Dla dzieciaków na Filipinach wystarczająca motywacja, by wyjść z domu i zacząć zbierać śmieci. Tę idee twórca Planet Heros opisał mi jako „forced education”. Poniekąd rozumiem, bo wiele akcji ONZ spełzło na dobrych sloganach, ale nie szła za tym stała i dawana na konkretne cele gotówka dla lokalnej społeczności.
UBER dla Śmieci
Uber zyskał swoją popularność dzięki eliminacji pośredników – korporacji taksówkowych. Dyskusyjne jest, że de facto jest największą korporacją transportową świata, ale idea była właśnie taka. AirBnB pokazała, że właściciel mieszkania może dogadać się z najemcą. Dzięki uproszczeniu procesu mamy boom na najem krótkookresowy. Tinder wyeliminował swatki. Przykłady można mnożyć. Czy Planet Heros wyeliminuje pośredników dla tych którzy chcą czystego świata, ale nie chcą się interesować jakie działania podejmuje ONZ, czy UNICEF. Tych, którzy tak jak ja mają dość bycia nagabywanym na datki „na pandy” na ulicach. 
Póki co, polski start-up zainicjował kilka projektów sprzątania w różnych częściach świata, w tym na Zanzibarze. Twórcy Planet Heros, wraz z lokalnymi aktywistami i przedsiębiorcami zaangażowali ponad 700 uczniów lokalnej szkoły do wysprzątania plaży. W cztery godziny udało się zebrać kilkadziesiąt worków pełnych plastikowych butelek, puszek i innych odpadków, pozostawionych przez turystów. Turystów, którymi sami czasem jesteśmy. W trakcie sprzątania młodzież była podzielone na trzy grupy i każda była odpowiedzialna za zbiórkę innego rodzaju śmieci. Wszystkie posegregowane śmieci zostały odebrane przez lokalne hotele, które zawczasu przygotowały się na odbiór większej ilości śmieci. Wysyłając dotacje takiemu projektowi ktoś może nie tylko podreperować sumienie. A dodatkowo przyczynić się do zakupu materiałów dla dzieci z zanzibarskiej szkoły. Zakup komputerów dla szkoły na Zanzibarze zasponsoruje Escola S.A.

	
		
											
					
				
				planet heros 1
					

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1a84ae7eba28deda005605b0bb81161b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Krzysztof Wojewodzic</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/156115,fotowoltaika-sie-oplaca-dla-biznesu-i-ratuje-swiat-przed-zaglada-kilka-dowodow-i-analiz</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/156115,fotowoltaika-sie-oplaca-dla-biznesu-i-ratuje-swiat-przed-zaglada-kilka-dowodow-i-analiz</link><pubDate>Fri, 08 Nov 2019 14:07:38 +0100</pubDate><title>O tym, że fotowoltaika się opłaca dla biznesu i ratuje świat przed zagładą – kilka dowodów i spostrzeżeń</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Za oknem piękna polska jesień. Krajobraz jest sympatyczny i napawa optymizmem. Aura dodaje energii. Dla nas jest to istotne, ponieważ napędza nas słońce dosłownie i w przenośni. Wracając do spraw, które wydarzyły się w ostatnim czasie to najistotniejszą są niewątpliwie wybory parlamentarne. Osobiście cieszy mnie fakt, że wszystkie partie w swoich programach zawarły treści związane z odnawialnymi źródłami energii, a w szczególności fotowoltaiką, ponieważ to ona jest bijącym sercem energetyki odnawialnej. W Polsce także się świetnie rozwija, co powiązane jest bezpośrednio ze wzrostem świadomości na temat elektrowni słonecznych Polaków, którzy jak dotąd nie byli mocniej zainteresowani tematami związanymi z ekologią i odnawialnymi źródłami energii. Słowem ekologia i fotowoltaika trafiła pod strzechy.

Bezapelacyjnie ważnym, z punktu widzenia branży, jest program Mój Prąd, będący dzieckiem obecnego rządu i kamieniem milowym w promocji przydomowych instalacji fotowoltaicznych 
w Polsce. Wiadomość z przed kilku dni mówi o tym, że wnioski do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska będzie można składać także w formie elektronicznej za pośrednictwem portalu GOV.pl. To ważna wiadomość i niewątpliwe ułatwienie, a także zachęta dla osób fizycznych chcących zostać prosumentami. NFOŚ ogłosił, że na dzień 29 października łączna liczba złożonych wniosków wyniosła 3747 na kwotę niemal 18,5 mln zł. Najciekawszą wiadomością w sprawie programu Mój Prąd przekazał Piotr Woźny prezes NFOŚ na II kongresie Trendy Energetyczne, który zapowiedział, że program Mój Prąd będzie kontynuowany do momentu wyczerpania puli środków co zajmie według szacunków analityków nie mniej niż 1,5 roku. Należy dodać ważną kwestię związaną z opodatkowaniem dotacji – jest ona zwolniona 
z podatku. Mam także swój własny mały sukces. Nasza klientka została jedną z pierwszych beneficjentek programu Mój Prąd w Wielkopolsce. Gratuluję Pani Jolu, a Pani instalacja o mocy 7,04 kWp będzie szczególnie zapamiętana przez zespół Vertigo Green Energy.



	
		
											
					
				
				TrendyEnergetyczne.pl
					


Mój prąd jest ważny dla branży co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze zwiększa świadomość przeciętnego Polaka na temat fotowoltaiki. Po drugie realnie wprowadza miliard złoty do branży fotowoltaicznej. Sama dotacja, z moich obserwacji jako prezesa Vertigo Green Energy, ułatwia wahającym się klientom podjęcie decyzji o zbudowaniu elektrowni słonecznej na swoim dachu. Mnie, jako entuzjasty odnawialnych źródeł energii i prezesa firmy tej branży, bardzo to cieszy ponieważ każdy bodziec pozwalający osiągnąć cel neutralności dla klimatu jest dobry, żeby nie powiedzieć świetny.


Widmo nieuchronnych podwyżek cen prądu owocuje zwiększeniem zainteresowania ze strony sektora przedsiębiorstw elektrowniami słonecznymi. Obserwował to z bliska mój zespół na targach Pol Eco System 2019. Pojawia się bardzo dużo zapytań płynących z sektora przedsiębiorstw odnośnie potencjalnych korzyści z posiadania własnej elektrowni fotowoltaicznej. Przedsiębiorcy badają temat energetyki słonecznej i możliwe pozytywne oraz negatywne konsekwencje płynące z niego. Moje wystąpienie na kongresie Trendy Energetyczne poświęcone było korzyściom i oszczędnościom płynącym z posiadania własnej elektrowni energetycznej. 



	
		
											
					
				
				Polska Grupa Energetyki Słonecznej/ http://pges.pl
					



W maju 2019 roku na łamach portalu FastCompany.com pojawił się artykuł, w którym redaktor zwrócił uwagę, że największe firmy na świecie już zaczęły sumować ryzyka finansowe związane ze zmianami klimatu. Tylko wśród 2015 firm, które ujawniły potencjalne koszty związane z takim ryzykiem jak susza, tajfuny, czy podtopienia fabryk wyniosły one blisko 1 bilion dolarów. Solar Means Business Report prowadzący coroczny ranking łącznej mocy instalacji fotowoltaicznych firm amerykańskich ukazuje, że w pierwszej szóstce znalazło się aż pięć firm notowanych w pierwszej pięćdziesiątce prestiżowego zestawienia Fortune. Należą do nich (1) Apple 393,3 MW, (2) Amazon 329,8 MW, (3) Target 242,4 MW, (4) Walmart 208,9 MW, (5) Switch 179 MW, (6) Google 142,9 MW. Firmy te stają po stronie klimatu nie tylko dla szeroko rozumianego wizerunku, ale i ze względów finansowych.


Natomiast wyniki badania, opublikowanego na łamach portalu Fast Company w lutym 2019 roku, przeprowadzonego na grupie 1000 pracowników największych firm w USA potwierdziło, że blisko 700 osób wybrało miejsce pracy ze względu na sprecyzowane działania i poglądy z zakresu ochrony środowiska firmy, której przyjęli ofertę pracy. Pokolenie millennialsów (termin z nauk społecznych określający pokolenie ludzi urodzonych w latach 1982-2004), będące częścią tej grupy badawczej zadeklarowało, że już w przeszłości było to jednym z głównych kryteriów (postawa firmy wobec ekologii) wyboru ich poprzedniego miejsca pracy. Warto także zauważyć, że to pokolenie, w ciągu sześciu najbliższych lat, będzie stanowić trzy czwarte siły roboczej na świecie, a to oznacza, iż firmy chcąc nie chcąc, będą musiały postawić na zrównoważony rozwój 
i neutralność dla środowiska. Dodać można, że portal Bloomberg już w sierpniu 2018 roku donosił, że generacja Z, będąca następną po millennialsach, będzie stanowić jedną trzecią populacji świata, a ta z kolei jest jeszcze bardziej przejęta losami świata i zmianami klimatycznymi, o czym może świadczyć np. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, którego nie tak dawno byliśmy świadkami. Warto spojrzeć również na to z perspektywy tego, że 32% globalnej populacji z 7,7 miliarda ludzi na świecie będzie wnikliwie obserwować firmy i ich produkty pod kątem chociażby produkcji energii, dbania o środowisko naturalne czy działania na rzecz jego odbudowy.


Ostatnim argumentem są, bliskie każdemu menedżerowi, argumenty finansowe przemawiające do każdego prezesa, również i do mnie. Podczas mojej prezentacji na kongresie Trendy Energetyczne przedstawiłem przykład rzeczywistej prognozy dla jednego z naszych klientów, którego zapotrzebowanie na energię w stosunku rocznym oscylowało w granicach 4 500 000 MWh. Roczny koszt zakupu energii wynosił dokładnie 1 575 000 zł, a roczny koszt przesyłu pobranej energii był na poziomie 416 053,08 zł co po zsumowaniu dawało kwotę 1 991 053,08 zł czyli niecałych dwóch milionów złotych rocznie. Kiedy pokazaliśmy naszą kalkulację z elektrownią słoneczną zaprojektowaną pod potrzeby naszego klienta usłyszeliśmy od zarządu głośne brawa. Okazuje się, że roczna produkcja energii elektrycznej z takiej farmy to 1 022 528 MWh czyli ponad 1 GWh. Natomiast pozostały roczny koszt zakupu energii to 1 217 115, 20 zł, a roczny koszt przesyłu pobranej energii to 356 726,01 zł co po zsumowaniu kosztów daje kwotę 
1 573 841, 21 zł. Podsumowując oszczędności zauważyć możemy, że:
(1) oszczędności z tytułu zakupionej energii wynoszą blisko 358 tys. zł
(2) roczna oszczędność na przesyle pobranej energii to ponad 59 tys. zł
(3) roczna wartość oddania do sieci to blisko 46 tys. zł.



	
		
											
					
				
				Polska Grupa Energetyki Słonecznej/ http://pges.pl
					



Suma oszczędności to ponad 463 tys. zł, nie uwzględniając tarczy podatkowej wynoszącej 
530 tys. zł. Argumenty budujące wizje przyszłości są ważne, ale rzeczywistość teraźniejsza bywa ważniejsza. Ekologia się opłaca, jest trendy i staje się przewagą konkurencyjną na rynku.

Podsumowując mój dzisiejszy wpis zauważam jedną kwestię dotykającą ludzi w ogóle. 
A my w biznesie zauważyliśmy ją już dekady temu. Nic tak bardzo do nas nie przemawia, uczy 
i budzi świadomości jak pieniądze w naszej kieszeni, będące efektem nowej technologii, mody czy wizji katastrofy. Ludzie muszą poczuć, że coś z tego mają. Dlatego, według mnie, program Mój Prąd staje się tak popularny, a kalkulacje dla biznesu bezsprzecznie są plusem na rzecz fotowoltaiki i odnawialnych źródeł energii. Chciałbym także zaznaczyć ważniejszy przekaz. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda obliczyli, że lata 2015-2019 były najcieplejszymi od dekad co spowodowało, że bieguny ziemi straciły 413 miliardów ton pokrywy lodowej rocznie. To efekt wzrostu emisji CO₂ do atmosfery. Jeśli liczby przemawiają najbardziej do naszej świadomości wyobraźmy sobie, że najmniej inwazyjna technologia absorbująca dwutlenek węgla kosztować będzie rocznie 500 miliardów dolarów, a to tyle co w przybliżeniu roczne PKB Polski. Tak są już przymiarki naukowców do takiej geoinżynieryjnej technologii. Koszty życia na ziemi będą gigantyczne, a to wszystko żebyśmy jako gatunek ludzki mogli przeżyć, a nie podwyższyć jakość tego życia. Na szczęście według badania opublikowanego w lipcu na łamach prestiżowego periodyku naukowego „Science” wynika, że bez narażenia rolnictwa możemy zalesić 9 mln km² Ziemi. Powierzchnia ta to mniej więcej rozmiar terytorialny USA. Taki zalesiony obszar mógłby „wyciągnąć” z atmosfery trzy czwarte dwutlenku węgla wyemitowanego do niej przez ludzkość od początku rewolucji przemysłowej. Mam także taki mały i duży apel do rządzących: Mój Prąd się wam bezsprzecznie udał. 



	
		
											
					
				
				Vertigo Green Energy
					



Czas na program odbudowy zalesienia Polski, proponuje program o nazwie „Twój Las”. Budując instalacje fotowoltaiczne zapewniamy zdrowszą przyszłość naszych dzieci i wnuków, a także obniżamy rachunki za prąd. Mnie codziennie napędza słońce. Tradycyjnie, jeśli Państwo byliby zainteresowani instalacją fotowoltaiczną zapraszam do kontaktu +48 530 933 190.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Trela</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/153965,co-wiemy-o-najnowszej-ustawie-o-oze-i-dlaczego-budzi-kontrowersje</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/153965,co-wiemy-o-najnowszej-ustawie-o-oze-i-dlaczego-budzi-kontrowersje</link><pubDate>Sat, 03 Aug 2019 12:04:00 +0200</pubDate><title>Co wiemy o najnowszej ustawie o OZE i dlaczego budzi kontrowersje?</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Koniec lipca, za oknem męczą nas mordercze upały, a w Vertigo Green Energy próbujemy po raz kolejny dopasować naszą strategię do zastanych warunków prawnych, które zmieniają się jak w kalejdoskopie. Po raz kolejny przekonuję się, że rok wyborczy to rok cudów nad Wisłą. W dzisiejszym wpisie spróbuję ukazać pewne kuriozum i tempo zmian w zyskującym na sile sektorze odnawialnych źródeł energii.

Na posiedzeniu Sejmu RP 19 lipca bieżącego roku parlamentarzyści przegłosowali nowelizację ustawy o OZE, która trafiła do senackiej Komisji Gospodarki Narodowej
i Innowacyjności. Ma zostać ona przegłosowana na najbliższym posiedzeniu senatu 31 lipca. Dokładnie 13 lipca 2019 roku Jarosław Kaczyński podał nazwiska kandydatów otwierających listy wyborcze partii rządzącej. Wcześniej partie opozycyjne podkreślały, że jednym z głównych postulatów będzie transformacja energetyczna. Wygląda to jak wytrącanie argumentów opozycji w czasie trwania kampanii wyborczej. A, że partia rządząca ma narzędzia, to robi z nich użytek. Nas powinno cieszyć zainteresowanie odnawialnymi źródłami energii.



	
		
											
					
				
				Jadwiga Emilewicz, Minister Przedsiębiorczości i Technologii, pomysłodawczyni programu Energia+•Wikipedia.org
					



Uznawany za jeden z bardziej kontrowersyjnych zapisów ustawy jest ten o wymogu opracowania dla instalacji fotowoltaicznych projektów budowlanych, a następnie uzgodnienia ich z Państwową Strażą Pożarną. I, uwaga, ma to dotyczyć instalacji o mocy powyżej 6,5 kW. A dlaczego nie 3 lub 15 kW? Tego zapisu nie potrafię zrozumieć 
i skomentować. Rządzący uzasadniają, że same instalacje PV, co prawda, nie przyczyniają się do zwiększenia ryzyka pożaru, ale ponoć mogą stanowić przeszkodę w efektywnym jego gaszeniu. Hmm – doprawdy? Z danych opracowanych przez TÜV Rheinland we współpracy 
z instytutem Systemów Energetyki Słonecznej im. Fraunhofera, wynika, iż instalacja PV była powodem pożaru jedynie w 0,016% ogółu instalacji w Niemczech (badania te były prowadzone na próbie 1,3 miliona instalacji PV w 2015 r.). Umówmy się, odsetek jest marginalny. U naszych zachodnich sąsiadów, którzy są jednocześnie jednym z największych rynków fotowoltaicznych i prosumenckich na świecie, kwestie bezpieczeństwa przeciwpożarowego (w tym bezpieczeństwa strażaków) są oparte na zasadzie ograniczonego zaufania i kropka. Natomiast w badaniu Fraunhofer ISE 2017 przeprowadzonym na terenie właśnie Niemiec stwierdzono, że instalacje fotowoltaiczne nie stanowią szczególnego zagrożenia o ile stosują się do zasad bezpieczeństwa – czytaj: systemy PV mogą być obsługiwane w taki sam sposób jak inne urządzenia pod napięciem. Moim zdaniem, jak i moich kolegów z branży przygotowanie projektu budowlanego tylko i wyłącznie dlatego, żeby uzgadniać go z Państwową Strażą Pożarną jest po prostu marnotrawieniem pieniędzy inwestora. Ja nie mam złudzeń, że ktoś ma na tym zarobić…


Innym i bardzo ważnym, a także niewątpliwie potrzebnym zapisem, na który czekała branża PV to ten mówiący o tym, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa będą mogły na tych samych zasadach co osoby fizyczne, korzystać z sieci, jak z magazynu energii 
i w konsekwencji produkować zieloną energię. Przedsiębiorstwa zużywać będą mogły energię na bieżąco, a jej nadmiar oddawać do sieci. Oznacza to, że energię, którą wcześniej zdeponowały w sieci będą mogły pobierać w czasie roku rozliczeniowego w okresach wzmożonego zapotrzebowania lub też w okresie podczas, którego fotowoltaika nie będzie pracować. To, co najbardziej cieszy mnie to to, że przedsiębiorcy wreszcie uzyskają status prosumenta! Ustawodawca przewiduje, że z uwagi na termin wejście w życie przepisów, przyłączonych zostanie ok. 3000 mikroinstalacji o łącznej mocy 50-100 MW. Amerykańskie korporacje już dawno odkryły moc fotowoltaiki. 



	
		
											
					
				
				Wykres przedstawią zainstalowaną moc słoneczną przez poszczególne korporacje amerykańskie.•solarmeansbusiness.com
					



Według SolarMeansBusiness.com Google zamontował elektrownie słoneczne o mocy prawie 142,9 MW, Apple 393,3 MW, a Amazon 393,3 MW. Ciekawe kiedy pojawi się ranking polskich firm i ich zamontowanych mocy. Możecie się Państwo zapytać, dlaczego to takie ważne? Spieszę zatem z odpowiedzią. W dotychczasowych przepisach przedsiębiorca mógł zbudować instalacje fotowoltaiczną, ale nie mógł korzystać z sieci energetycznej jak z magazynu energii. Ten wątek jest niezwykle istotny, ponieważ to on jest kluczowy z punktu widzenia decyzji biznesowej. Jak dotąd to właśnie magazyny energii są bardzo kapitałochłonnym czynnikiem inwestycji. W skrócie są jeszcze za drogie. Dotychczas opłacało się budować elektrownie słoneczne tylko i wyłącznie na potrzeby własne, ale nadmiar produkcji trafiał w próżnię, natomiast jej niedomiar w okresach zimowych musiał być rekompensowany przez sieć energetyczną po ustalonej cenie. Ten zapis na pewno ułatwi decyzje o inwestycji niejednemu przedsiębiorcy.


Do prac nad ustawą zostało zaproszone także Ministerstwo Rolnictwa i to zaproszenie zaowocowało zapisem mówiącym o powołaniu spółdzielni energetycznej. W teorii takie spółdzielnie mają pomagać produkować energię odnawialną rolnikom, a będą mogły powstawać na terenach gmin wiejskich i miejsko-wiejskich. Warto zaznaczyć, że podobnie jak mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa czy osoby fizyczne będą mogły rozliczać się na zasadach prosumenckich, czyli zdobędą prawo do korzystania z opustów. Konkretnie, to przedsiębiorstwo obrotu zostanie wyznaczone przez prezesa URE do pełnienia funkcji sprzedawcy będzie dokonywać ze spółdzielnią rozliczenia nadwyżek energii elektrycznej wprowadzonej do sieci. Uwaga, co ciekawe, rozliczenie energii elektrycznej wprowadzonej do sieci (wyłącznie) dystrybucyjnej elektroenergetycznej wobec ilości energii elektrycznej pobranej z tej sieci w celu jej zużycia na potrzeby własne przez spółdzielnię i jej członów zostanie skorygowane o współczynnik ilościowy. Prosumenci w zależności od wielkości instalacji muszą oddać do sieci odpowiednio 20% i 30% (współczynnik 0,8, 0,7) wytworzonej energii. Czyli instalacje projektujemy, jako Vertigo Green Energy, tak by wytwarzała 120% energii elektrycznej potrzebnej inwestorowi. W przypadku spółdzielni energetycznych ubytek energetyczny na rzecz sieci będzie wynosił 40%. A to według mnie jest już dużo. 


W dzisiejszym wpisie poruszyłem tylko trzy wybrane kwestie ustawy o OZE dotykające potencjalnie największą liczbę moich czytelników. Działy prawny, marketingu i finansowy Vertigo Green Energy dalej analizują prawdopodobny wpływ ustawy na naszych potencjalnych klientów, dlatego mam jeszcze za mało danych, by coś szerzej na ten temat napisać. Ciekawe, że w międzyczasie został zapowiedziany program Mój Prąd, który także chciałbym skomentować na tym blogu, ale to już w kolejnym wpisie. Sama ustawa o OZE była bardzo potrzebna, w ramach stowarzyszenia Polska PV od dłuższego czasu walczyliśmy o zapisy, aby przedsiębiorstwa mogły być prosumentami. Bardzo cieszy mnie zapis o spółdzielniach energetycznych, ale oddanie 40% wytworzonej energii jest dla mnie przesadą. Należy zwrócić uwagę, że ustawa o OZE to nie przypadek. Od przyszłego roku czekają nas podwyżki prądu, a podwyżki prądu to wzrost cen produktów i usług, a to implikuje spadek siły nabywczej złotówki co w konsekwencji przełoży się na wzrost inflacji, a ta z kolei prawdopodobnie przełoży się na wzrost stóp procentowych, czyli także wzrost rat kredytowych. Rządzący próbują zrobić wszystko, żeby efekt ten złagodzić, ale czy złagodzą go wystarczająco? Tego dowiemy się już niebawem.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Trela</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/153389,podniesmy-jakosc-zycia-polakow-wzmocnijmy-nasza-gospodarke-i-uratujmy-swiat</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/153389,podniesmy-jakosc-zycia-polakow-wzmocnijmy-nasza-gospodarke-i-uratujmy-swiat</link><pubDate>Wed, 03 Jul 2019 17:27:15 +0200</pubDate><title>Podnieśmy jakość życia Polaków, wzmocnijmy naszą gospodarkę i uratujmy świat</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Piszę ten tekst w nowoczesnym i klimatyzowanym budynku parku naukowo-technologicznego YouNick pod Poznaniem. Termometr za oknem pokazuje niemalże 37 stopni Celsjusza w cieniu. Temperatura odczuwalna na zewnątrz to pewnie grubo ponad 40 stopni. Witamy w rzeczywistości XXI w. Ocieplenie klimatu staje się faktem, a na dodatek odczuwalne jest na masową skalę. Był to jeden z głównych powodów, dla którego założyłem Vertigo Green Energy - spółkę budującą elektrownie słoneczne.


	
		
											
					
				
				wizualizacja ocieplenia klimatycznego znaleziona w Internecie•https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/326013/
					



W naszej strategii założyliśmy dwie rzeczy, po pierwsze że będziemy budować elektrownie słoneczne i po drugie, że będziemy edukować rynek co do ocieplania się klimatu. Owocem jest niniejszy blog. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że dzisiejszy stan za oknem jest efektem ocieplającego się klimatu. Oprócz IPCC (najbardziej znana organizacja zajmująca się badaniem zmian klimatycznych na ziemi) wszystkie poważne ośrodki naukowe te zdanie podzielają. Całkiem niedawno zapytałem się naszego działu PR skąd tak duże rozbieżności w doniesieniach medialnych, żeby nie posądzać nikogo o intencjonalne kreowanie rzeczywistości czyli popularnie nazywane kłamstwo. Odpowiedź była dla mnie zaskakująca. Media społecznościowe spowodowały, że żyjemy w bańkach informacyjnych, a to oznacza, że szukamy informacji, które pasują nam do obrazu jaki chcemy oglądać.



	
		
											
					
				
				wizualizacja zmian spowodowanych zmianą klimatu•https://wiadomosci.dziennik.pl/nauka/artykuly/586087,cop24-globalne-ocieplenie-temperatura-ziemia-atmosfera.html
					



Dwie strony tej samej rzeczywistości

Niepokojący był dla mnie wywiad Premiera Mateusza Morawieckiego w RMF gdzie mówił o zmniejszeniu emisji CO2 do atmosfery o 30%, natomiast materiał Faktów TVN z dnia 22 czerwca podawał, że z badań wynika, iż tylko w ostatnim roku, jako Polska, zwiększyliśmy emisję gazów cieplarnianych do atmosfery o 3,5%. Zgadzam się z Panem Premierem i z dziennikarzami Faktów. Rozbieżność bierze się z tego, iż po upadku polityki Edwarda Gierka bankrutował polski przemysł ciężki – czyli nasza emisja CO2 do atmosfery naturalnie się zmniejszyła. W skrócie – nie miał kto truć. Z punktu widzenia dziennikarzy Faktów TVN procenty to rzeczywisty wzrost emisji gazów cieplarnianych do atmosfery w 2018 roku wyrażony w procentach. Wniosek? Będziemy jeszcze więcej płacić za energię z powodu, jak wspominałem w poprzednich wpisach, zwiększonych opłat za uprawnienia do emisji CO2. 



	
		
											
					
				
				Wywiad Premiera Mateusza Morawieckiego dla stacji RMF FM.•https://www.youtube.com/watch?v=NveZLei-89Y
					



Trudne negocjacje czyli rzecz o umowie klimatycznej

Unia Europejska założyła, że do 2050 roku będzie neutralna dla środowiska. Przekładając tą deklarację na język polski oznacza to, że mamy zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych do takiego stanu ażeby flora roślin mogła pochłonąć szkodliwe gazy i zamienić je na tlen. Wiemy, że nasza planeta ma zdolności regeneracyjne. Należy jej pomóc, ponieważ dzisiaj równowaga jest zachwiana, a w niedalekiej przyszłości może okazać się miejscem niezdatnym do życia dla każdego gatunku. Premier Morawiecki szczycił się tym, że nie podpisał porozumienia klimatycznego w Brukseli zobowiązującego Polskę do redukcji gazów cieplarnianych zgodnie ze wspomnianym powyżej celem strategicznym Unii Europejskiej. Premier tłumaczył się mediom, że Polsce należy się rekompensata z powodu wpadnięcia w stagnację rozwojową po II wojnie światowej. W mojej opinii jest to gra negocjacyjna, jednak ani w polityce ani w biznesie ten, który tupie nóżką nie jest poważnie traktowany. W dniu 27 czerwca media donoszą, że jeden z wiceministrów energii anonimowo potwierdza, że najprawdopodobniej rząd podpisze umowę klimatyczną. 
Warto grać tak ostro w przegranej sprawie?


Co mają wspólnego wybory, węgiel i Premier Morawiecki

Moi przyjaciele politycy zwykli mawiać, że ten kto wygrywa na Śląsku ten wygrywa w całej Polsce wybory. Przypomnijmy, że wybory odbędą się prawdopodobnie już 13 października. 
W kuluarach mówi się o tym, że Premier Mateusz Morawiecki ma wystartować właśnie 
z Katowic, a to już dużo mówi o tym dlaczego Premier Morawiecki broni węgla w Brukseli. 
W polityce, jak nie wiadomo o co chodzi – to wiadomo – że chodzi o głosy. Jaka jest prawda na temat Śląska i sektora górniczego w Polsce? Sektor górniczy jest schyłkowy, na początku transformacji energetycznej pracowało w nim blisko 400 tyś górników, dzisiaj już tylko około 80 tyś. Warunki pracy w górnictwie są trudne. Należy sobie uzmysłowić, że górnik do swojego miejsca pracy zjeżdża minimum kilometr pod powierzchnię ziemi i pracuje w temperaturze około 40 stopni Celsjusza. Mało przyjemne prawda? Do tego należy dodać, że zasobów węgla mamy na około dwadzieścia lat, a i tak do tego „biznesu” dopłacamy rocznie blisko 10 miliardów rocznie. Prezydent Andrzej Duda mówi, że Polska węglem stoi, 
a tymczasem tylko w zeszłym roku importowaliśmy ¼ węgla kamiennego potrzebnego do wytworzenia energii. Dlaczego? Nasz, polski, węgiel jest stosunkowo drogi, dlatego że wydobywamy go z kopalni głębinowych. Natomiast w Rosji, Kazachstanie, Australii czy USA jest wydobywany z kopalni odkrywkowych. Pozyskanie węgla zatem jest dużo tańsze, a jego kaloryczność jest większa, ma mniejsze zapopielenie i posiada mniej siarki. Nawet transport w zglobalizowanej gospodarce jest konkurencyjny, żeby nie napisać tańszy. 


Tysiące miejsc pracy i niezależność energetyczna

Śląsk świetnie sobie radzi, ma bardzo niskie bezrobocie. Rozwija się w kierunku branży IT. Nawet Premier Mateusz Morawiecki chwalił się w FOX news, że Śląsk to polska dolina krzemowa. Dobrym przykładem jest prezydent Katowic Marcin Krupa inwestujący w branżę gamingową organizuje Mistrzostwa Świata Intel® Extreme Masters (IEM) odbywające się w Spodku. Jestem pewien, że górnicy na pewno znajdą miejsce w gospodarce. To ludzie, którzy umieją ciężko pracować w ciężkich warunkach. Prawdziwym skarbem energetycznym 
i gospodarczym Polski może być branża odnawialnych źródeł energii. Dlaczego? Polskie firmy są w stanie produkować pompy ciepła, inwertery, ładowarki elektryczne czy autobusy. Zresztą te ostatnie produkuje poznański Solaris. To tysiące miejsc pracy, niezależność energetyczna i gospodarcza, a przy okazji mamy szansę uratować świat. Prawda, że pięknie? Dotowanie górnictwa w kwocie około 10 miliardów złoty to marnotrawstwo. Te pieniądze można by zainwestować w służbę zdrowia, podwyżki dla nauczycieli lub transformacje energetyczną, która opłaci się wszystkim zainteresowanym stronom.


Co nasz czeka w razie katastrofy klimatycznej?

Już dzisiaj kilka milionów Polaków choruje na choroby związane ze smogiem i zanieczyszczeniem powietrza jak astma, alergia, obturacyjna choroba płuc, choroby układu nerwowego, czy choroby serca. Szacuje się, że z tego powodu umiera blisko 40 000 Polaków. Koszty opieki zdrowotnej, według szacunków Marcina Popkiewicza i światowej organizacji zdrowia, to sto kilkadziesiąt miliardów złoty. A ma być jeszcze gorzej. Czy warto? Ratowanie klimatu i inwestycja w OZE to także oszczędności w służbie zdrowia.

Słowem podsumowania


Odnawialne źródła energii to odpowiedź na wyzwanie klimatyczne. Strategia zbudowania energetyki państwa w oparciu o czystą energię rysuje spójną polityczną wizję państwa, a dla partii politycznych spójny program rozwoju Polski. Liczę na to, że ponad podziałami partie oprą strategię energetyczną o odnawialne źródła energii takie jak: wiatr, słońce czy biogaz.
A jeśli Ty masz chciałbyś zbudować swoją własną przydomową elektrownię słoneczną, ratować świat lub prozaicznie zmniejszyć rachunki za prąd zapraszam do kontaktu +48 530 933 190 odpowiemy na każde Twoje pytanie.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Trela</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/150063,rok-2019-i-podwyzki-pradu-mogace-stac-sie-faktem-cz-2</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/150063,rok-2019-i-podwyzki-pradu-mogace-stac-sie-faktem-cz-2</link><pubDate>Wed, 06 Feb 2019 13:31:18 +0100</pubDate><title>Rok 2019 i podwyżki prądu mogące stać się faktem cz. 2</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Energetyka jest strategicznym sektorem gospodarki dla każdego kraju. Dla Polski również! Oznacza to, że jest regulowana przez państwo i to państwo wpływa bezpośrednio na sektor energetyczny. Na państwo jak i na jego gospodarkę, w warunkach globalizacji, wpływają zewnętrzne czynniki takie jak kryzys gospodarczy, spowolnienie koniunktury światowej czy chociażby niekontrolowane wyjście partnera gospodarczego ze wspólnoty europejskiej. 
Czynniki te mogą wpłynąć nie tylko na naszą gospodarkę, ale ceny energii w Polsce. 
W jaki sposób? Przedstawię pokrótce poniżej.

Brexit i potencjalne skutki dla państwa

Zacznijmy od Brexitu. Wydaje się, że wyspy brytyjskie są bardzo daleko, a wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej nie wpłynie na Polskę. Inaczej mówiąc, to nie nasza sprawa. Mam dość przykrą wiadomość dla tak myślących obywateli. Kontrolowane wyjście Wielkiej Brytanii ze wspólnoty europejskiej to strategiczny interes Polski. Po tym jak czarny scenariusz stał się bardzo możliwy rozpoczęto szacunki ile będzie on kosztował dla poszczególnych krajów Europy. Oxford Economics wyliczył, że po Irlandii najwięcej straci Polska - blisko 0,8 proc. PKB do końca 2020 roku. Licząc szybko można zauważyć, że jest to zawrotna suma 16 mld zł (ponad 4 mld euro). 
Tyle Polska straci na „twardym brexicie”. Dlaczego? Wielka Brytania to nasz trzeci partner handlowy, a przy tym znaczący rynek dla wielu usługodawców, jak chociażby firm transportowych. Te zaś boją się, że stracą wiele kontraktów. Taki scenariusz oznacza również wejście ceł na towary z dnia na dzień. Z czego wtedy będzie rząd dopłacać do rachunków za prąd?


Kryzys gospodarczy na horyzoncie

Minęło blisko 10 lat od upadku Lehman Brothers, symbolu jednego z największych kryzysów gospodarczych na świecie. Prof. Nouriel Roubini i Brunello Rosa przedstawiają na stronach Project Syndicate powody, dla których w 2020 roku może przyjść nowy kryzys finansowy i globalna recesja. Wśród nich wymieniają nadmierne zadłużanie się państw, czyli nieodpowiedzialną politykę fiskalną populistycznych rządów oraz protekcjonistyczną politykę prezydenta Trumpa w postaci wojen handlowych. Kryzys ten może być dużo groźniejszy od poprzedniego, ponieważ w 2008 roku rządy dysponowały narzędziami politycznymi, które zapobiegły swobodnemu upadaniu gospodarek. W nadchodzącym kryzysie politycy będą musieli poradzić sobie ze spowolnieniem mając związane ręce. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta. Długi publiczne, które zostały nagromadzone nie pozwolą na wprowadzenie fiskalnych bodźców. Mówiąc wprost, nie będzie z czego dosypać pieniędzy. 


"Gdy nadejdzie następny kryzys (...), będzie on poważniejszy i bardziej długotrwały niż poprzedni" – przepowiadają Roubini i Rosa. 

Ziszczenie się ich przewidywań spowoduje ogólnoświatowe spowolnienie gospodarcze. 

Symptomy kryzysu w Polsce

Wracając do Polski, czy pojawiają się u nas symptomy kryzysu? Całkiem niedawno Rzeczpospolita donosiła, że w 2018 r. upadło w Polsce blisko 900 przedsiębiorstw, z czego 511 w pierwszej połowie roku. Z kolei aż 86 proc. firm z całej gospodarki skarżyło się na opóźnienia w płatnościach za swoje wyroby i usługi. Przedsiębiorstwa mają problem z wypłacalnością. Za główną przyczynę uważa się wysokie ceny surowców (w tym energii), paliw oraz materiałów. Druga strona medalu pokazuje absolutny brak możliwości podniesienia cen, którego powodem jest rynek rozkręcony do granic przez koniunkturę, a na którym panuje ostra konkurencja. Długotrwały trend może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego i w konsekwencji do recesji.



Prognoza na 2019/2020

Powyższe akapity nie napawają optymizmem. Możliwe, że najzwyczajniej w świecie w 2020 roku nie będzie pieniędzy w budżecie na podobne dotacje dla sektora energetycznego. 
Po docierających do nas informacjach wydaje się to bardzo prawdopodobne. 
Jeden z komentatorów nazwał manewr zatrzymania podwyżek cen prądu zaklinaniem rzeczywistości i w zasadzie się z nim zgadzam. Martwi mnie, przede wszystkim, opłata za uprawnienia do emisji tony CO2. Uprawnienia te w styczniu 2018 roku kosztowały nas 8 euro, ale już pod koniec roku było to 25 euro za tonę. I nagle się okazało, że polityka energetyczna po prostu „zbankrutowała”. Chciałbym tylko przypomnieć, że będziemy za te uprawnienia płacić jeszcze więcej! Ponieważ w strategii wspólnoty europejskiej zapisane jest stanie się neutrale dla środowiska do 2030 roku. Dla porównania polska energetyka w 2030 roku ma nadal w większości (60%) opierać się na węglu. Nawiasem mówiąc jest to najdroższa energia. Całkiem niedawno udowodniono, że energia pochodząca z wiatraków jest o połowę tańsza tyle, że posiadamy za mało farm wiatrowych. Na szczęście koszty instalacji fotowoltaicznych diametralnie spadają, co przekłada się także na spadek kosztu pozyskania energii z odnawialnych źródeł. 


Rzeczywistość bywa okrutna, a rynek nie wybacza ingerencji. Prognozowano, iż bez pomocy państwa cena za 1MWh dla firmy przemysłowej zużywającej ponad 20 GWh energii elektrycznej rocznie to około 340-350 zł/MWh, podczas gdy rok temu wynosiła 205-210 zł/MWh. Za to mniejszy przedsiębiorca liczyć się musiał z ceną 380–390 zł/MWh wobec 240–250 zł/MWh do roku poprzedniego. Myślę, że w 2020 roku, ostrożnie prognozując, czeka nas przynajmniej 80% podwyżka prądu.Kogo dotknie? Wszystkich i to podwójnie. Dlaczego? Ponieważ firmy albo będą bankrutować, albo przerzucać koszty energii na klientów - czyli na nas. I tak, nie dość że zapłacimy prawie jeszcze raz takie rachunki za prąd, to dodatkowo dostaniemy w prezencie podwyżkę cen produktów, ponieważ firmy najprawdopodobniej nie wezmą na siebie podwyżek cen energii. Warto zauważyć, iż część 
z przedsiębiorców deklaruje, jak np. prezes grupy Specjał, iż w takim przypadku ponownie przekalkulują czy aby nie budować sieci elektrowni słonecznych na dachach swoich sklepów. To może realnie obniżyć rachunki za prąd.


Żeby nie było tak pesymistycznie ustawodawca wprowadził również ciekawe narzędzie promocji OZE, a zatem i fotowoltaiki. Jest to ulga podatkowa na termomodernizację. Kwota odliczenia nie może przekroczyć 53 000,00 zł w odniesieniu do wszystkich realizowanych przedsięwzięć termomodernizacyjnych w poszczególnych budynkach, których podatnik jest właścicielem lub współwłaścicielem. Jednocześnie ustawodawca ustalił, iż kwota odliczenia nieznajdująca pokrycia w rocznym dochodzie podatnika będzie podlegać odliczeniu w kolejnych latach, nie dłużej niż przez 6 lat. Licząc od końca roku podatkowego, w którym poniesiono pierwszy wydatek. Pojawił się także haczyk. Ulga podatkowa dotyczyć ma tylko domów jednorodzinnych.


Podsumowanie

Reasumując moją prognozę uważam, że 2019 rok to prawdziwe preludium przed kryzysem w 2020 roku. Pozostawiam ocenie Państwa czy Polskę stać na dopłatę do energetyki w przyszłym roku na poziomie, przynajmniej, 12 mld zł. Przy czym jako państwo na samym Brexicie możemy stracić blisko 16 mld zł. Jedynym złagodzeniem wydaje się solidne zabezpieczenie i uniezależnienie od cen energii. Ulgi podatkowe i program Czyste Powietrze ułatwiają podjąć decyzję. 
W następnym wpisie postaram się bliżej przybliżyć temat fotowoltaiki czyli elektrowni słonecznej na swoim dachu.


W ramach Vertigo Green Energy budujemy energetykę jutra opartą o odnawialne źródła energii. Naszą specjalnością jest fotowoltaika czyli budowanie elektrowni słonecznej na dachach domów, przedsiębiorstw czy jednostek pożytku publicznego.


	
		
											
					
				
				Jedna z realizacji w Głogowie Małopolskim•Vertigo Green Energy
					




	
		
											
					
				
				Panel fotowoltaiczny z bliska na dachu domu w Głogowie Małopolskim•Vertigo Green Energy
					

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Trela</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/149689,rok-2019-i-podwyzki-pradu-mogace-stac-sie-faktem-cz-1</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/jarektrela/149689,rok-2019-i-podwyzki-pradu-mogace-stac-sie-faktem-cz-1</link><pubDate>Wed, 23 Jan 2019 14:13:21 +0100</pubDate><title>Rok 2019 i podwyżki prądu mogące stać się faktem cz. 1</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Całkiem niedawno rozpoczął się nowy rok 2019. Jaki był poprzedni dla mnie i mojej firmy? Odpowiem obiektywnie i szczerze. Dobry. Z dumą mogę powiedzieć, że cały czas rośniemy, notujemy zyski, a pracy nie brakuje. Jest to zasługa kilku składowych. Po pierwsze wzrastającej świadomości co do sektora odnawialnych źródeł energii. Po drugie świetnemu zespołowi, który udało mi się zbudować na przestrzeni lat. Po trzecie polskiej polityce energetycznej. Określiłbym także nowy rok jako ten, który przyniesie jeszcze większą świadomość co do odnawialnych źródeł energii, a zatem i fotowoltaiki.

Wstęp

Koniec 2018 roku stał pod znakiem niepewności co do przyszłych cen energii. Polacy pytali się - czy aby nie będą płacić więcej? Z pomocą przyszło państwo. Uznano, że dotacja będzie najlepszą formą z możliwych by zahamować podwyżkę cen prądu. Stworzono do tej operacji specjalne narzędzie – Fundusz Wypłaty Różnicy Cen. Ktoś ewidentnie chciał zawrócić kijem nurt płynącej Wisły. Prezydent Polski Andrzej Duda 31 grudnia podpisał ustawę redukującą wysokość podatku akcyzowego i opłaty przejściowej. Zmniejsza ona akcyzę na energię elektryczną z 20 do 5 zł za megawatogodzinę (MWh), a także obniża o 95 proc. opłatę przejściową. Ustawę można skwitować podobnie jak jeden z ekspertów branży odnawialnych źródeł energii - Bogdan Szymański -że jest to ustawowy zakaz podnoszenia cen prądu w 2019 roku. 


Mechanizm działania

Spółki sprzedające energię elektryczną nie mogą sprzedać jej po niższej cenie niż ta, zapisana w cenniku z 30 czerwca 2018 roku. Fundusz Wypłaty Różnicy Cen jest to instytucja wytrych. Posiadać ma ona finansowanie z dwóch źródeł. Pierwsze to środki ze sprzedaży uprawnień do CO2. Zauważmy, że przy obecnych cenach powinno wpłynąć do budżetu blisko miliard euro, co daje w uproszczonym przeliczeniu około 4,3 miliarda złoty. Można jednak założyć, że różnica pomiędzy ceną rynkową a cennikową energii będzie różnić się o około 110 zł/MWh. Taki scenariusz spowoduje, że fundusz będzie potrzebował 18,5 miliarda złotych na refundację różnic w cenie w 2019 roku według wyliczeń Bogdana Szymańskiego. Brakujące 14 mld pochodzić ma ze źródła „dotacje celowe z budżetu państwa” zapisanego w Art. 12 pkt 3 ustawy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią: źródłem finansowania funduszu będzie nasza kieszeń, czyli zbierane pod różnymi postaciami podatki.


Problemy na horyzoncie

Kiedy rządzący ogłosili sukces pojawił się problem na horyzoncie. Bezpiecznik odpalił. Komisja Europejska zastanawia się czy nie zakwalifikować pomocy rządu jako niedozwolonej, komunikując jednocześnie, że nie ma zamiaru finansować kotłów węglowych i gazowych - ujętych w programie „Czyste Powietrze”. Pojawiają się pytania. Czy mechanizm zapisany w ustawie jest pomocą publiczną? Jeśli byłaby to pomoc publiczna powinna być notyfikowana przez Unię Europejską. Tak się jednak nie stało. Konsekwencje takiej działalności są znane. Komisja Europejska w przypadku, uznania dotacji za pomoc publiczną, może zażądać wypłaconej pomocy. Spowodowałoby to ogromne problemy dla spółek obracających energią, ale w szerszej perspektywie także dla firm korzystających z obniżonych cen energii.


Kto straci, a kto zyska

Ustawa nie doczekała się rozporządzenia określającego szczegółowo jak ma wyglądać mechanizm refundacji dla przedsiębiorstw sprzedających energię elektryczną odbiorcom końcowym. Będą one musiały naliczać ceny w warunkach niepewności. Budzi to duże ryzyko dla ich dalszej działalności, ponieważ okazać się może, iż mniejsze podmioty w niesprzyjających okolicznościach będą bankrutować. Utrwali to monopol na rynku energetyczny, a ten - jak wiemy z ekonomii - zmniejszy konkurencyjność, co prowadzić może do patologii. O co chodzi? Refundacja odnosić się ma do średnio-ważonej ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym. Jednak idea ustawy zakłada całkowitą refundację, a to oznacza, że może dojść do nadmiernego wzrostu cen energii na rynku hurtowym. Będzie się działo tak, dlatego że Fundusz Wypłaty Różnicy Cen wypłaci każdą różnicę w cenie. 


Dla przedsiębiorców i gospodarstw domowych

Cały czas pojawia się kluczowe pytanie odnośnie zakazu podwyżek cen energii. Dotyczyć on ma cen taryfowych czy również kontraktów. Bo jeśli tylko cen taryfowych to istotnie podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych zostaną przełożone w czasie. A co z firmami? Przedsiębiorstwa w większości nie płacą stawek taryfowych tylko te wynegocjowane w ramach kontraktu. Rozważany przypadek i tak doprowadzi do podwyżek prądu w sektorze przedsiębiorstw. W jaki sposób? „Państwo” zobowiązało się dopłacać tylko do cen cennikowych. Na potrzeby niniejszego opracowania załóżmy taką sytuację. Cena cennikowa za MWh to 350 zł. Przedsiębiorstwo płaciło w wyniku podpisania kontraktu 250 zł za MWh. Czas podpisać nowy kontrakt. Okazuje się, że operator może zaproponować kwotę 340 zł za MWh i jest ona zgodna z ustawą, ponieważ nie przekracza ceny cennikowej. W myśl przysłowia: lepszy rydz niż nic, przedsiębiorstwo podpisuje nową umowę. Jednak podwyżka prądu i tak je dotyka. Jest to 90 zł za MWh. Jakby nie patrzeć sektor przedsiębiorstw ucierpi.


Podsumowanie części pierwszej

Nie wszystko złoto, co się świeci! W świecie pewnym niepewności dostajemy sprzeczne sygnały. Dlatego też otworzyłem ten blog za namową przyjaciół i współpracowników, by zwiększać świadomość opinii publicznej na temat polskiej energetyki, a przede wszystkim odnawialnych źródeł energii. Jestem prezesem firmy, której pasją jest budowanie elektrowni słonecznych Vertigo Green Energy. Część druga moich przemyśleń już za tydzień. Tymczasem, zapraszam do dyskusji pod postem.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f81d3555880aeb3e23e81692a93312fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jarosław Trela</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/wojciechozimek/137053,jutro-to-dzis-tyle-ze-jutro</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/wojciechozimek/137053,jutro-to-dzis-tyle-ze-jutro</link><pubDate>Fri, 01 Sep 2017 15:33:50 +0200</pubDate><title>Jutro to dziś, tyle że jutro</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5b7fc12efdea1ed87dc77da958e80e5a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy pamiętacie te słowa Sławomira Mrożka, którymi zaczyna się kultowa Seksmisja? Są one moim zdaniem, dziś dużo bardziej aktualne dziś, niż w latach osiemdziesiątych. Zapytasz co Seksmisja ma wspólnego z biznesem i innowacjami?

Co jest grane?

Czasami mam wrażenie, że tzw. innowacyjność opętała ludzi niczym jakaś ostra psychoza. Wszyscy chcą więcej, szybciej, taniej. Tworzymy aplikacje, rozwijamy sztuczną inteligencje (zamiast używać swoją), technologia wszędzie ułatwia życie. Dlaczego zatem nie żyjemy w raju?

Bezsprzecznie technika ma nas wspierać, tak aby ułatwiać nam życie. To właśnie technika, począwszy od druku do komputerów osobistych i Internetu, dała ludziom dostęp do wiedzy i wolność wyboru.

Jednak wiara w to, że aby być szczęśliwy, trzeba mieć dużo pieniędzy i wolnego czasu, jest dość naiwna. Tak naprawdę cywilizacja dzięki rozwojowi robotyki może stanąć przed takim faktem - co robić z całym wolnym czasem. Osobiście, nie wierze, że to się stanie, bo na pewno znajdzie się ktoś, kto to zaprzęgnie technologie, aby jak zwykle zapędzić masy do pracy co potulne, bezmyślne baranki kochają – żeby ktoś nimi kierował.


Ci, którzy potrafią się cieszyć danym momentem, cieszą się nim DZIŚ. Ci, którzy realizują złożone plany, po ich skończeniu będą po prostu realizować po prostu inne złożone plany. Byle tylko coś robić. 

Rzeczy jednak nie są czarno białe. Z jednej strony wspomniana neuroza, ale z drugiej strony wiem jak mało kto, czym jest niepokój twórczy, jak ważna jest swoboda poszukiwania własnej drogi. I że na ludzką działalność można spojrzeć właśnie tak pozytywnie.

Co z tym zrobić

Mój własny etap poszukiwań jeszcze się nie skończył, mimo, że malowałem i rysowałem, grałem, napisałem książkę naukowo-biznesową (o innowacjach), zrobiłem karierę w korpo i otwarłem dwie firmy. Odnoszę wrażenie, że chyba taka jest moja natura - jakaś część we mnie zawsze będzie czuła niedosyt i nakazywała mi wydreptywać nowe ścieżki i poszukiwać nowych życiowych doświadczeń. 



	
		
											
					
				
				Przyszłość istneje tylko w naszej wyobraźni•pixabay
					



Jedyną formą załagodzenia tego głodu twórczego jest przypomnienie sobie właśnie, że jutro to dziś tyle, że jutro. Że nie chce jak wszyscy dokoła biegać jak poparzony, wierząc w straszną powagę swoich projektów. Dla mnie one nie mają większego znaczenia, po prostu doświadczam chwili obecnej, bawię się życiem. I fajnie jest po prostu usiąść i napić się dobrej kawy i nic nie robić cały dzień patrząc na rzeczywistość niczym Yossarian z Paragrafu 22. To naprawdę niesamowite, że ludzie utożsamiają się z zawartością swojej głowy i rzeczami, które robią tak bardzo:D


Co z biznesem 

Już w 1992 roku Neil Postman pisał o triumfie technologii na kulturą. A nie wiedział jeszcze co się szykuje… Pisał o tym, że stajemy się niewolnikami własnych narzędzi. O tym, że technika niezauważenie redefiniuje pojęcia i język, a co za tym idzie także naszą tożsamość. 

A jakie implikacje ma brak ZEN w biznesie? To, że ciężko się pracuje w organizacjach, które mają neurotyczną kulturę. Że ludzie pracują długie godziny w ogóle nie zadając pytań po co i jakie ich praca ma wpływ na otoczenie, byle było więcej, szybciej, taniej. Co jeszcze śmieszniejsze dużą część problemów, które ludzie próbują naprawiać, można by uniknąć robiąc MNIEJ, a z głową.


Zastanów się: czy Matrix więzi także Ciebie?]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5b7fc12efdea1ed87dc77da958e80e5a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5b7fc12efdea1ed87dc77da958e80e5a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">seksmisja</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/szymonkonkol/133629,tablety-i-laptopy-kontra-zeszyty-i-podreczniki-szkolne</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/szymonkonkol/133629,tablety-i-laptopy-kontra-zeszyty-i-podreczniki-szkolne</link><pubDate>Mon, 13 Mar 2017 15:43:24 +0100</pubDate><title>Tablety i laptopy kontra zeszyty i podręczniki szkolne</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eaed2c936a3e27ac5eecf725003616b9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Żyjemy w epoce wciąż przyśpieszającego rozwoju techniczno- technologicznego, w świecie gdzie coraz łatwiejszy i szybszy przepływ informacji oraz łatwiejszy dostęp do zasobów wiedzy zmienia sposoby uczenia się i nauczania. Społeczeństwo, w coraz większym stopniu wykorzystuje w codziennym życiu zdobycze nowoczesnej techniki. Zmieniają się metody poszukiwania i przyswajania informacji. Zmiany technologiczne i społeczne wymuszają poszukiwanie nowych metod i narzędzi wspierających proces uczenia się i nauczania.

Jednym z przykładów zachodzących zmian jest popularyzacja wykorzystania nacedzi i technik informacyjno – komunikacyjnych w szkołach. Można to zjawisko zaobserwować w placówkach edukacyjnych wszystkich szczebli. Tradycyjną tablicę i kredę zastępują tablice multimedialne, biblioteki szkolne pełne regałów z książkami zmieniają się w sieciowe zasoby ebooków, zeszyty uczniów zastąpiły laptopy a nauczyciele korzystają z dzienników elektronicznych.

Ogromną popularnością cieszą się tablety, po które coraz częściej sięgają zarówno uczniowie jak i nauczyciele. Te stosunkowo tanie i poręczne urządzenia mogą być nieocenioną pomocą dydaktyczną. Wiele szkół już dawno doceniło potencjał możliwości zastosowania tabletów wyposażając w nie swoich uczniów. Jak to się sprawdza w codzienności pracy szkoły? Czy zastosowanie tabletów na lekcji może wpłynąć na poprawę jakości pracy z uczniem? 

O odpowiedź na pytanie o celowość zastosowania technik i technologom IT w szkole zapytałem Andrzeja Nizielskiego, dyrektora Zespołu Szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Raciążu- szkoły gdzie klasy tabletowe są codziennością. 


Kiedy w Pańskiej szkole zdecydowano się na wprowadzenie tabletów jako urządzeń wspomagających proces kształcenia?

W roku szkolnym 2015/2016 zdecydowałem się wprowadzić do Publicznej Szkoły Policealnej w Raciążu tablety. Jestem zagorzałym promotorem wdrażania nowoczesnych technologii w edukacji. Obserwując rosnące zainteresowanie młodych ludzi nowoczesnością uświadomiłem sobie, że nie boją się oni nowych wyzwań, potrafią i lubią pracować z wykorzystaniem zdobyczy współczesnej techniki. Zaraziłem się ich zapałem i zacząłem zastanawiać się, jak uatrakcyjnić proces kształcenia, tak aby stał się przyjemniejszy, a dostęp do wszechstronnej wiedzy szybszy. Zapragnąłem dostosować swoją szkołę do standardów XXI wieku. W tym celu zakupiłem tablety dla słuchaczy i nauczycieli wraz z oprogramowaniem. Wykorzystują je w codziennej pracy. Tablet stał się dla nich czymś powszechnym, jak niegdyś tablica i kreda. Taki był mój plan i cieszę się, że udało mi się go zrealizować. 


Jak w praktyce wykorzystywane są tablety i laptopy przez słuchaczy?

Tablety wykorzystywane są różnorodnie w zależności od danego kierunku kształcenia i nauczanego przedmiotu. Możliwości są jednak ogromne. Za ich pośrednictwem słuchacze korzystają z filmów instruktażowych, baz danych, wirtualnych słowników oraz książek w wersji elektronicznej (e-booków) znajdujących się w wirtualnej bibliotece, której zasoby są systematycznie powiększane. Mają przede wszystkim dużo szerszy dostęp do wiedzy ze wszystkich dziedzin nauki. Rozwiązują ćwiczenia on-line, samodzielnie wyszukują potrzebnych informacji w Internecie. Słuchacze wielokrotnie oglądając ten sam film uczą się jak właściwie wykonać daną czynność/zabieg. Jest to duże ułatwienie, gdyż dzięki temu nauczyciel nie musi kilkukrotnie powtarzać instruktażu. Ma to szczególnie znaczenie w przypadku kierunków takich jak: opiekun medyczny, technik usług kosmetycznych i technik pojazdów samochodowych, które kończą się egzaminem praktycznym, podczas którego oceniana jest nie tylko wiedza teoretyczna, lecz przede wszystkim umiejętność zastosowania jej w praktyce, podczas wykonywania konkretnych czynności. Omawiane treści wyświetlane są na monitorach komputerów i tablicach interaktywnych, dzięki czemu wzrokowcy mogą łatwiej skupić się na prowadzonych zajęciach. Nie ma także problemu z dostępem do książek, które znajdują się w wirtualnej bibliotece. Papierowe podręczniki zastąpiliśmy ich elektroniczną wersją, co wiąże się z oszczędnościami w domowym budżecie słuchaczy, którzy nie muszą wydawać pieniędzy na zakup pomocy naukowych. Od roku szkolnego 2015/2016 słuchacze rozpoczęli naukę z pierwszych e-podręczników do kształcenia zawodowego. W każdej klasie znajdują się tablice interaktywne umożliwiające korzystanie z materiałów audiowizualnych. W procesie edukacji używamy stworzonej przez pana Damiana Szcześniewskiego platformy egzaminacyjnej do przeprowadzania zawodowych egzaminów wewnętrznych i zewnętrznych. Jest ona bazą zawierającą około 1500 pytań dla 7 zawodów podzielonych na przedmioty w obrębie każdego kierunku kształcenia. Egzaminy semestralne i zewnętrzne potwierdzające kwalifikacje zawodowe odbywają się na platformie egzaminacyjnej. Każdy słuchacz zasiada przed monitorem własnego komputera i rozwiązuje egzamin teoretyczny. Wyniki egzaminu, także zewnętrznego znane są bezpośrednio po jego zakończeniu. 


Jak nauczyciele przyjęli takie rozwiązanie?

Nauczyciele zareagowali na zmiany pozytywnie. Po półtorarocznym okresie pracy z tabletami w mojej szkole mogę śmiało stwierdzić, że nauczyciele świetnie poradzili sobie z wszelkimi innowacjami i wirtualny świat nie ma dla nich żadnych tajemnic. Aktualnie są doskonale technicznie przygotowani do nauczania młodzieży XXI wieku. 
Jak ocenia Pan przydatność tabletów w nauczaniu i uczeniu się?
Rozpoczynając czwarty semestr nauki z wykorzystaniem tabletów mogę śmiało stwierdzić, że są one niezwykle przydatne. Uważam, że decyzja o wprowadzeniu w mojej szkole rewolucji technicznej była słuszna i przyczynia się do podnoszenia efektów kształcenia. Na swoich lekcjach nauczyciele tworzą i przetwarzają różnorodne materiały cyfrowe: teksty, zdjęcia, obrazy, filmy, co jest jednym ze sposobów na generowanie ciekawych pomocy naukowych oraz uatrakcyjnienie procesu edukacji. W zależności od stawianych sobie celów wykorzystują różnorakie narzędzia. Zmieniły się także dotychczasowe modele dydaktyczne. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu nauczycieli słuchacze podczas lekcji przechodzą przez różne stanowiska pracy, począwszy od nauki indywidualnej, poprzez pracę z materiałami multimedialnymi, pracę w zespole i wykład nauczyciela. W miarę potrzeb słuchacze korzystają z pracowni informatycznej, komputerowego laboratorium w celu pozyskania potrzebnych materiałów edukacyjnych. Tablety ułatwiają dostęp do wszechstronnej wiedzy. Słuchacze przygotowywani są do efektywnego uczenia się, procesu trwającego przez całe życie. Lepiej też przyswajają treści niezbędne do zdania egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe. 

W jaki sposób szkoła finansuje zakup takiego sprzętu?


Tablety zakupione zostały ze środków własnych szkoły. 
Co może Pan podpowiedzieć innym szkołom, które zechcą wdrożyć podobne rozwiązania? 
Chciałbym gorąco zachęcić dyrekcje innych szkół do wprowadzenia podobnej, cyfrowej rewolucji. Tablety i laptopy to przyszłość każdej szkoły. Nauka z ich wykorzystaniem przebiega w sposób szybki, łatwy i przyjemny. Gorąco apeluję! Nie obawiajcie się zmian! Bierzcie ze mnie przykład! Może być tylko lepiej!

Dziękuję za rozmowę.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eaed2c936a3e27ac5eecf725003616b9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eaed2c936a3e27ac5eecf725003616b9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/radoslawnielek/130603,jak-zmarnowac-20-mln-dolarow</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/radoslawnielek/130603,jak-zmarnowac-20-mln-dolarow</link><pubDate>Tue, 25 Oct 2016 20:15:32 +0200</pubDate><title>Jak zmarnować 20 mln dolarów </title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/48716a9b892a92228d34e793de10396a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin wrócił właśnie z Pekinu i poinformował, że rząd Chin wyasygnował na wspólny projekt naukowo-badawczy kwotę 20 mln dolarów. W publicznie dostępnych źródłach brak jest niestety szczegółowych informacji o tym, jak ta współpraca będzie wyglądała. Zakładam, że skoro mowa o projektach bilateralnych, podobną kwotę wyasygnować będzie musiała także Polska. Wszak nie jest jeszcze z nami aż tak źle, żebyśmy musieli przyjmować pomoc gospodarczą i darowizny od Chin. W sumie mamy więc około 40 mln dolarów na projekty badawcze.  

To dobrze, że za tą umową idą pieniądze. Mamy wiele umów o współpracy badawczej, które nie mają oddzielnego budżetu, a tym samym pozostają de facto martwe. Na marginesie warto wspomnieć, że to nie pierwsza taka umowa. W 2005 roku podpisana została na przykład umowa polska-singapurska i była ona z sukcesem realizowana przez kolejne kilka lat, dając naszym naukowcom szansę na współpracę z najlepszymi uniwersytetami na świecie (Singapur ma 5,5 miliona mieszkańców i jeden uniwersytet w pierwszej setce rankingu szanghajskiego, a drugi w przedziale miejsc 101-150). 


Czy współpraca z Chinami także może być sukcesem? Może, ale to zależy od tego, jakie postawimy sobie cele. Minister Gowin zaraz po powrocie wskazał dwa obszary badawcze, które są według niego obiecujące. Pierwszym był węgiel, a drugim technologie kosmiczne. Dyskusje o węglu z litości przemilczę, zaznaczę tylko, że 20 mln dolarów to mniej więcej 4% strat, jakie górnictwo węgla kamiennego wygenerowało w ubiegłym roku. W takim razie branża kosmiczna?

Politycy mają tendencję to wybierania rozwiązań widowiskowych, dobrze sprzedających się w mediach. Wystrzelenie satelity może wydawać się takim wydarzeniem zwłaszcza dla tych, których dzieciństwo mijało w czasach projektu Apollo i wyścigu kosmonautów z astronautami. Pierwszy sztuczny satelita Ziemi (1957), pierwszy człowiek w kosmosie (1961), pierwsza satelitarna transmisja programu telewizyjnego (1967), czy lądowanie na księżycu (1969) to wydarzenia, które w tamtym momencie niepodzielnie rządziły wyobraźnią ludzi (a dzieci w szczególności). Rok 2016 nie jest jednak dobrym momentem na realizację dawnych dziecięcych marzeń za pieniądze podatników. Dziś branża kosmiczna jest przemysłem o dobrze ugruntowanej pozycji.


Co roku na orbitę okołoziemską wynoszonych jest około 150 satelitów (przy czym jest to liczba znacznie zaniżona, ponieważ nie uwzględnia sporej części misji wojskowych). Raz w tygodniu startuje rakieta wynosząca kolejne satelity. 10 krajów posiada (lub posiadało) zdolność wynoszenia satelitów na orbitę (wśród nich Ukraina), a ponad 40 firm jest w stanie budować satelity (m.in. firmy z Litwy, Argentyny, czy RPA). Pierwszy polski satelita został wystrzelony w 2012 roku (zresztą z wykorzystaniem francuskiej rakiety nośnej Vega). Tym samym przegraliśmy wyścig (choć tylko o rok) z Wyspą Man, za to udało nam się wyprzedzić (choć także tylko o rok) Boliwię, Estonię i Ekwador.


Cała branża kosmiczna w 2014 roku szacowana była na 330 miliardów dolarów rocznie. Jak duży udział ma w niej Polska? Tego dokładnie nie wiadomo. (Za) bardzo optymistyczne szacunki mówią o 2 mld dolarów (ale to głównie producenci urządzeń wykorzystujących sygnał z satelity, np. dekoderów TV-SAT czy nawigacji samochodowej). Mamy oczywiście pojedyncze przypadki firm i zespołów naukowców, które robią innowacyjne rzeczy, zwłaszcza w obszarze sensorów, ale ich kwotowy udział w projektach jest znikomy. W świetle tych liczb 20 mln dolarów na kilka lat na projekty badawcze nie zbuduje w Polsce przemysłu kosmicznego. 


Na co w takim razie powinniśmy wydać te pieniądze? Szukajmy branż, które dopiero powstają, takich, gdzie wszyscy startują w tym samym momencie i z tego samego punktu. Mając nawet najlepszych, najbardziej zaangażowanych zawodników (naukowców i przedsiębiorców), nie możemy oczekiwać od nich, że wygrają maraton jeśli przeciwnicy są na trasie już dwie godziny, a my nawet nie wystartowaliśmy. Skoncentrujmy te niewielkie zasoby, którymi dysponujemy na bombie demograficznej. Już dziś widać, że niezależnie od projektów wspierających dzietność w bardzo wielu bogatych krajach za 30 lat 50% osób będzie miało 65 lub więcej lat. Będą potrzebowały technologii zapewniającej niedrogą opiekę medyczną, rozwiązań pozwalających podtrzymać im dłużej aktywność zawodową i społeczną, czy atrakcyjnej dla nich oferty spędzania wolnego czasu. Zupełnie nowy rynek, zupełnie nowe branże i zupełnie nowe produkty. Tutaj wszyscy startują od zera. To będzie rewolucja technologiczna i społeczna na miarę wynalezienia maszyny parowej.


Jeśli ta perspektywa nie wygląda dla polityków wystarczająco atrakcyjnie, bo ciężko na jej tle zrobić sobie dobre zdjęcie, to podejdźmy do wydania tych 20 mln dolarów merkantylnie. Otwórzmy za te pieniądze w Polsce centrum badawcze jednego z dużych chińskich koncernów. Na szybko do głowy przychodzi mi Baidu, Huawei lub Alibaba Group. To daje szansę nam, polskim naukowcom i inżynierom, na realną pracę na innowacyjnymi projektami także wtedy, gdy te 20 milionów dolarów się skończy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/48716a9b892a92228d34e793de10396a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/48716a9b892a92228d34e793de10396a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/125093,zdobycie-innowacji-to-polowa-sukcesu-ich-wdrozenie-jest-prawdziwym-wyzwaniem-najnowsza-debata-innpoland</guid><link>https://innpoland.pl/125093,zdobycie-innowacji-to-polowa-sukcesu-ich-wdrozenie-jest-prawdziwym-wyzwaniem-najnowsza-debata-innpoland</link><pubDate>Thu, 28 Apr 2016 11:58:27 +0200</pubDate><title>Zdobycie innowacji to połowa sukcesu. Ich wdrożenie jest prawdziwym wyzwaniem. Najnowsza debata INN:Poland</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8d3de027c2361047507bb22101d330b1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polskie firmy chcą konkurować na rynkach globalnych. Ale żeby to robić potrzebują innowacji. Skąd je wziąć? Czy są zastrzeżone wyłącznie dla największych graczy? Które modele wprowadzania innowacji w firmach zyskują na popularności?

W kolejnej odsłonie Debat o Innowacjach rozmawiamy z Jackiem Czechem, zastępcą sekretarza generalnego Krajowej Izby Gospodarczej, Adamem Kostrzewą, partnerem w MDDP Nauka i Innowacje oraz Jędrzejem Iwaszkiewiczem, współzałożycielem oraz dyrektorem ds. rozwoju biznesu w D-RAFT.

Jestem przedsiębiorcą, chcę by moja firma była bardziej innowacyjna, co mam zrobić?

Adam Kostrzewa: Jeśli firma nie powstała miesiąc temu, to znaczy, że w jakiś sposób jest innowacyjna. Przynajmniej w tym sensie, że utrzymuje się na rynku, działa, ma klientów. Natomiast w pewnym momencie rezerwy wewnętrznego działu B+R faktycznie mogą zacząć się wyczerpywać. I wtedy naturalnym wydawałoby się rozwiązaniem jest współpraca z uczelniami. Bo mają przecież naukowców, a ci pracują nad rozmaitymi technologiami.


Czyli mamy rozwiązanie: poszukać wydziałów, o profilu zbliżonym do mojej działalności i zacząć działać.

Adam Kostrzewa: Niestety nie jest to takie proste. Uczelnie mają bazę wynalazków i patentów, ale najczęściej są one stare lub powstają w oderwaniu od tego, czego firmy potrzebują. 

Jędrzej Iwaszkiewicz: Zamiast patrzeć na to czego potrzebuje rynek, wśród wielu polskich naukowców wciąż dominuje myślenie: mam wynalazek, spróbuję znaleźć na niego nabywców. Jest coraz więcej narzędzi, które umożliwiają lepsze zrozumienie potrzeb biznesu. Ważne by z nich korzystać, bo inaczej powstają rozwiązania oderwane od tego, czego szukają firmy. 

Jacek Czech: Jest jeszcze jeden problem, na który chciałbym zwrócić uwagę. Tym problemem jest brak ambicji. Na wielu uczelniach mamy do czynienia z naukowcami, którzy bardziej od tego, by pracować nad innowacjami zainteresowani są tym, by trwać. Tak im wygodnie, więc nie chcą się wychylać, tym bardziej, że system jaki panuje na uczelniach wcale nie zachęca do tego, by się wychylać i działać.Adam Kostrzewa: Zgadzam się. Obawiam się, że trudno rozpatrywać modele bez zmian, które stymulowałyby innowacje z poziomu makro. To trwa długo, nie jest proste, ale trzeba to robić. Trochę takiego myślenia jest w programach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), jednak kuleje to mocno na uczelniach. Brak tam strategicznego myślenia systemowego, a na uczelniach może z 20% osób faktycznie zajmuje się innowacjami, a reszta nie tyle śpi, co robi badania, bez pomysłu jak wyjść z nimi na zewnątrz. 


Co zatem robić?

Adam Kostrzewa: Szukać tych, którym się chce. Gdybym był właścicielem średniej wielkości firmy, poszedłbym do kilku uczelni, które zajmują się moją branżą, ale rozmawiałbym nie z rektorem, czy z miejscowym centrum transferu technologii, które często wie niewiele, tylko poszedłbym na kilka wykładów z mojej dyscypliny, porozmawiałbym, spróbowałbym znaleźć ludzi, którzy zajmują się tym, czego potrzebuję. Zaprosiłbym ich do swojej firmy, opowiedział co robimy, pokazałbym produkty, zadał proste pytanie: co można poprawić w tym co robimy


I co ważne, nie szukałbym wielkiej przełomowej innowacji i wielkiego boom, tylko raczej drobnych usprawnień, które relatywnie łatwo wdrożyć i które nie są drogie. Czasem nie potrzeba wydawać dwudziestu milionów, wystarczy 20 tysięcy złotych, by usprawnić procesy w firmach. 
	
		
											
					
				
				Jacek Czech: - Na wielu uczelniach mamy do czynienia z naukowcami, którzy bardziej od tego, by pracować nad innowacjami zainteresowani są tym, by trwać.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Mówimy o szukaniu pomysłów na zewnątrz, a co z szukaniem innowacji wewnątrz firmy. Jak zmotywować pracowników by myśleli na temat innowacyjnych rozwiązań, zamiast wyłącznie nad konkretnymi zadaniami związanymi z ich rolą?

Jacek Czech: To niełatwe zadanie. I to niezależnie od tego, czy są to firmy małe czy duże, bo w polskich firmach awans pionowy jest rzadkością. Nie jest tak jak choćby w modelu japońskim, gdzie pracownik pnie się po szczeblach hierarchii firmowej. W związku z tym osoby pracujące w polskich firmach mają niewielką motywację, by wyjść poza podstawowe zadania związane z wykonywaną przez nie rolą.


Załóżmy, że jednak innowacyjne rozwiązania czasem się pojawiają w polskich firmach. Co robić, gdy taki pomysł się pojawi?

Jędrzej Iwaszkiewicz: Można wziąć przykład z izraelskiej firmy RAD. Rynek izraelski rządzi się innymi uwarunkowaniami niż polski, ale mówię tu o samym modelu zarządzania innowacjami. RAD była firmą rodzinną, która rozrosła się z 10 do 150 pracowników. Aż w końcu natrafili na moment, gdy pojawiła się blokada w procesie tworzenia innowacji. Zarząd postanowił, że wprowadzony będzie system zarządzania pomysłami pracowników. Pierwsza ścieżka – gdy pojawiał się zły pomysł, projektu nie podejmowano, druga – gdy pomysł oceniano jako bardzo dobry, rozwijano go wewnątrz firmy, gdy pomysł był świetny – zachęcano by wyjść z firmy a firma matka zainwestuje w jej rozwój i będzie zaangażowana udziałowo. 
	
		
											
					
				
				Adam Kostrzewa: - Czasem nie potrzeba wydawać dwudziestu milionów, wystarczy 20 tysięcy złotych, by usprawnić procesy w firmach.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Dlaczego?


Jędrzej Iwaszkiewicz: Bo takie pomysły wymagały największego zaangażowania. Ale dzięki temu powstawały ciekawe i dochodowe firmy powiązane z RAD. I w ten sposób powstało aż 128 spin-offów, z których wiele jest globalnymi firmami o waluacji wyższej niż spółka-matka.

Model, o którym zakłada wypychanie firm na zewnątrz, ale coraz popularniejszy staje się model odwortny czyli corporate venture capital (CVC), czyli wspierania startupów przez duże firmy.

Jędrzej Iwaszkiewicz: Faktycznie, największe spółki na świecie takie jak General Electric, Visa, General Motors czy Google posiadają swoje CVC. 
	
		
											
					
				
				Jędrzej Iwaszkiewicz: - W Polsce faktycznie, coraz więcej się o tym mówi, a teraz także robi, jak widać po przykładzie Enei, która ostatnio otworzyła swój fundusz CVC.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Skąd rosnąca popularność CVC?


Jędrzej Iwaszkiewicz: Innowacje to ryzykowny obszar. Jeżeli jesteśmy dużą firmą publiczną firmą łatwiej I bezpieczniej jest łatwiej jest testować nowe przełomowe rozwiąza poprzez fundusz który jest niezależną spółką. Jest to również model na sukcesywny wzrost I dostosowanie się do rynku który się bardzo dynamicznie zmienia. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest inwestowanie w małe, ambitne firmy i przejmowanie tych rozwiązań, które się sprawdzają. W Polsce faktycznie, coraz więcej się o tym mówi, a teraz także robi, jak widać po przykładzie Enei, która ostatnio otworzyła swój fundusz. Mam nadzieję że będzie powstawać takich coraz więcej. 

Jacek Czech: To bardzo dobry model. Jakiś czas temu miałem przyjemność rozmawiać z jednym z członków zarządu Solarisa. Bardzo mi się podobało, że takie firmy jak ich zaczynają szukać, zaczynają patrzeć na mniejsze firmy i są aktywni. Dobrze widzieć polskie firmy wspierające innych mniejszych graczy.


W debacie udział wzięli:

Jacek Czech - zastępca sekretarza generalnego Krajowej Izby Gospodarczej. Od 2010 do 2013 r. Dyrektor Biura ds. Innowacyjnej Gospodarki oraz Zastępca Sekretarza Generalnego KIG. Od 2013 r. Prezes Krajowej Izby Gospodarki Cyfrowej, DigiCom. Wcześniej m.in. w Telekomunikacji Polskiej. 

Adam Kostrzewa - partner w MDDP Nauka i Innowacje, firmie doradczej zajmującej się komercjalizacją badań naukowych. Wcześniej związany m.in. z TPA Horwath, Ernst &amp; Young oraz Fundacją na Rzecz Nauki Polskiej. 

Jędrzej Iwaszkiewicz - współzałożyciel oraz dyrektor ds. rozwoju biznesu w D-RAFT, powstałej w 2014 spółce, która łączy startupy z korporacjami.


Moderator: Michał Kaczmarski - INNPoland]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8d3de027c2361047507bb22101d330b1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8d3de027c2361047507bb22101d330b1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczestnicy debaty &quot;Jak wprowadzać innowacje w firmach&quot; - Jędrzej Iwaszkiewicz - D-RAFT, Adam Kostrzewa - MDDP Nauka i Innowacje, Jacek Czech-z Krajowa Izba Gospodarcza, Michał Kaczmarski - INNPoland.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/124963,debata-o-innowacjach-cz-5-jak-zarobic-na-swoich-wynalazkach</guid><link>https://innpoland.pl/124963,debata-o-innowacjach-cz-5-jak-zarobic-na-swoich-wynalazkach</link><pubDate>Thu, 31 Mar 2016 15:12:29 +0200</pubDate><title>Jak zarobić na wynalazkach? Debata o innowacjach - cz. 5</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e98c5e543f011469eb4678b680f46513,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polak potrafi, o tym wiemy. Ale do kogo powinien się zwrócić z pomysłem, żeby sfinansować prace nad swoim wynalazkiem? Które elementy naszego ekosystemu innowacji działają najlepiej, a które należy poprawić? Podpowiedzią są 3 programy: Fuga, Tango i Symfonia.

O tym, jak poruszać się w gąszczu programów i instytucji przeznaczonych dla wynalazców, w kolejnym odcinku naszej serii Debat o Innowacjach rozmawiamy z Magdaleną Jackowską – Rejman, CEO i założycielką techBrainers oraz Martą Kokoszką, z działu polityki publicznej i relacji rządowych Google. 

Mam, w moim przekonaniu, innowacyjny pomysł, chcę na nim zarobić. Gdzie się zwrócić po pomoc w jego komercjalizacji?

Magdalena Jackowska-Rejman: Do niedawna nie było zbyt wiele instrumentów, które mogłyby wspomóc wynalazców chcących komercjalizować swoje wynalazki. Ale to się na szczęście zmienia. To co jest teraz obecnie warte uwagi to pogramy, które powstały dzięki współpracy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz Narodowym Centrum Nauki.


Wśród nich są takie programy jak Fuga, który wspiera naukowców w pierwszych krokach takich jak praca nad doktoratem czy odbycie stażu. Następnie mamy program Tango dedykowany naukowcom, którzy już mają wyniki badań, ale jeszcze potrzebują wsparcia przy opracowaniu wyników oraz rynkowej walidacji, program ten pomaga w znalezieniu partnerów w projekcie. Dla najbardziej dojrzałych projektów istnieje także program Symfonia, którego celem jest budowanie partnerstw i współpracy międzynarodowej przy projektach badawczych. Warto również wspomnieć, że w przypadku programu Tango, właśnie trwa do niego nabór, który kończy się w marcu.


Marta Kokoszka: Warto również wspomnieć o wsparciu dla innowatorów, które oferuje Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Przejawia się ono przede wszystkim w instrumencie, jakim są bony na innowacje. Służą one temu by zachęcić mikroprzedsiębiorców do nawiązywania współpracy z jednostkami naukowymi.
	
		
											
					
				
				Magdalena Jackowska-Rejman: - Do niedawna nie było zbyt wiele instrumentów, które mogłyby wspomóc wynalazców chcących komercjalizować swoje wynalazki.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Magdalena Jackowska-Rejman: Bony na innowacje funkcjonują również na poziomie regionalnym. Dysponuje nimi na przykład Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych. Ich cel i zasada działania jest taka sama jak bony PARP-u, tyle że są to bony o niższej wartości – dla średnich przedsiębiorstw do 100,000 zł, dla mikro i małych do 50,000 zł.

Instrumentów wsparcia ze środków publicznych dla innowatorów jest wiele. Pomagają im także partnerzy komercyjni, tacy jak na przykład Google otwierając w Warszawie Campus Warsaw.

Marta Kokoszka: Tak. W listopadzie otworzyliśmy na warszawskiej Pradze Campus Warsaw. Jest to kolejny po Londynie, Tel Avivie, Seulu, Madrycie campus Google'a na świecie. Campus Warsaw, został pomyślany zarówno jako program akceleracyjny, jak i fizyczne miejsce, które ma za zadanie łączyć ze sobą pomysły, przedsiębiorców oraz fundusze. 


Na jakim etapie warto pójść ze swoim pomysłem do Campus Warsaw? Czy trzeba mieć już istniejącą firmę, czy wystarczy sam pomysł?

Marta Kokoszka: Można przyjść wyłącznie z pomysłem i porozmawiać na jego temat z innymi osobami w trakcie wielu spotkań, które odbywają się w Campusie. Praktycznie codziennie odbywają się tam obecnie spotkania mentoringowe czy szkoleniowe. 

Mówimy o indywidualnych innowatorach. A co w przypadku firm, które chcą szukać wsparcia dla innowacyjnych pomysłów?

Magdalena Jackowska-Rejman: Jeśli firmy chcą budować swoją pozycję na rynku w oparciu o innowacje, powinny zainteresować się inicjatywami klastrowymi, zarówno regionalnymi jak i współpracą z klastrami ponadregionalnymi.


Promujemy taki rodzaj działań w naszym techBrainers R&amp;D Club, który zrzesza członków działów B+R zarówno małych, średnich jak i dużych firm, właśnie po to, by mogli współpracować ze sobą. Okazuje się, ze prezesi, marketingowcy, PR-owcy różnych firm znają się między sobą. Natomiast właśnie pracownicy czy szefowie działów B+R nie. Chodzi o to, żeby tworzyć rozwiązania międzybranżowe, wymieniać się doświadczeniem. To naprawdę ważne, by tworzyć zupełnie nowe, przełomowe rozwiązania.

Marta Kokoszka: Zgadzam się. Taka współpraca jest bardzo ważna. W Polsce jeszcze nadal firmy dość niechętnie współpracują przy działalności innowacyjnej. Zatem na pewno uczestnictwo czy to właśnie w inicjatywach klastrowych, czy campusowych, czyli wszystkich tych, gdzie najważniejsza jest współpraca i wymiana doświadczeń, jest kluczowa. 


Instytucji mamy dużo. Ekosystem wsparcia innowacji mamy, ale czy działa tak jak powinien? 
	
		
											
					
				
				Marta Kokoszka: - W Polsce jeszcze nadal firmy dość niechętnie współpracują przy działalności innowacyjnej.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Marta Kokoszka: Niestety nie do końca. Paradoksalnie wynika to głównie z nadmiaru chęci wspierania działalności innowacyjnej. Koordynacji brakuje szczególnie między poszczególnymi instytucjami, funduszami, czy ministerstwami, dotyczącej tego kogo wspieramy, jak wspieramy i jaki to ma cel.

Magdalena Jackowska-Rejman: Chciałabym się pokłócić, jak na debatę przystało, ale niestety muszę się zgodzić. Uważam, że ekosystem w Polsce nie działa dobrze, bo powiązania w nim są nadal słabe. Nasz ekosystem to zbiór inicjatyw, które nie są skorelowane. Brakuje nam długoterminowego planu, w ramach którego chcemy doprowadzić do podniesienia innowacyjności w Polsce. Brakuje też systemowych rozwiązań regionalnych, długoterminowych i nastawionych na konkretne rezultaty.


Czy możemy wskazać na regionalne ekosystemy, które funkcjonują jak należy?

Magdalena Jackowska-Rejman: Przykładem takim może być Business Upper Austria, wcześniej lepiej znany jako Klasterland. Jest to projekt zainicjowany przez regionalne władze i z długoterminowym 7-letnim dofinansowaniem. Jego celem jest stworzenie klastrowego zagłębia wokół Linzu. W jego ramach wycofywane z każdym rokiem środki publiczne mają sprawić, że system będzie samodzielnie działał. 

Podobnie jest w Bawarii z inicjatywą InSITEside Bavaria, która jest flagowym projektem pomiędzy Politechnika Monachijska, rządem bawarskim oraz głównym klastrem chemicznym w tym landzie.

Marta Kokoszka: Mam jeszcze jeden wniosek dotyczący diagnozy naszego ekosystemu. To, czego brakuje zarówno wspierającym, jak i wspieranym, to odwaga. W naszą mentalność nie jest wbudowana akceptacja porażki i zarówno instytucje oceniające wnioski, jak i firmy boją się tego, że dana inwestycja czy projekt jest obarczony zbyt dużym ryzykiem i w związku z tym nie otrzyma dofinansowania. Musimy nad sobą popracować, inaczej trudno, nawet przy najlepiej pomyślanych instytucjach i programach, oczekiwać zmian w tym jak funkcjonuje nasz ekosystem wsparcia innowacji.
W debacie udział wzięli:

Magdalena Jackowska-Rejman – założycielka oraz CEO techBrainers, spółki pomagającej firmom w poszukiwaniu technologii i rozwoju innowacji. Współzałożycielka D-RAFT, firmy zajmującej się łączeniem startupów z dużymi spółkami. Wcześniej związana m.in. z firmami Investin oraz Itsumo

Marta Kokoszka – od sierpnia 2015 członek zespołu Google ds. polityki publicznej i relacji rządowych w Europie Środkowej i Wschodniej. Wcześniej związana z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) gdzie doradzała firmom zagranicznym z sektora energetycznego, maszynowego i lotniczego planującym inwestycje w Polsce. 


Moderator: Michał Kaczmarski]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e98c5e543f011469eb4678b680f46513,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e98c5e543f011469eb4678b680f46513,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczestnicy debaty &quot;Jak zarobić na wynalazkach w Polsce?&quot; - Magdalena Jackowska-Rejman z TechBrainers, Michał Kaczmarski z INNPoland oraz Marta Kokoszka z Google.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/124921,debata-o-innowacjach-cz-4-model-otwartych-innowacji-w-polsce</guid><link>https://innpoland.pl/124921,debata-o-innowacjach-cz-4-model-otwartych-innowacji-w-polsce</link><pubDate>Tue, 08 Mar 2016 09:27:05 +0100</pubDate><title>Debata o innowacjach - cz. 4 Model otwartych innowacji w Polsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4f62e44b832758add3dc46fd3ed95d31,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na świecie model otwartych innowacji, czyli współpracy firm czy uczelniami nad wynalazkami, znane jest już od pięciu dekad. To właśnie ten model stosują światowi giganci, by pracować nad innowacjami tak zaawansowanymi, że pojedyncze działy badawcze mogłyby im nie podołać.

Czy polskie firmy idą w ślady światowych gigantów? Na jakich zasadach odbywa się taka współpraca? Na ten temat, w cyklu naszych Debat o Innowacjach, rozmawiamy z Magdaleną Jabłońską, senior managerem w PWC Polska oraz Leszkiem Cieślą, dyrektorem w działu komunikacji i promocji Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Z modelu otwartych innowacji korzystają największe światowe korporacje, takie jak Samsung czy Philips. A Polacy?

Magdalena Jabłońska: Otwarte innowacje zaczynają się, kiedy korzystamy z szeroko rozumianych zewnętrznych zasobów innowacyjnych. Chodzi tu przede wszystkim o takie zasoby jak kapitał intelektualny, ale także generalnie o nowe rozwiązania, na produkty czy usługi. Tego typu zjawiska można zaobserwować w Polsce w różnych konstelacjach, chociażby w postaci współpracy przedsiębiorstw z uczelniami, czy sięganie przez korporacje po rozwiązania startupów. I takich działań mamy w Polsce coraz więcej.


Leszek Cieśla: Faktycznie, takich działań jest u nas coraz więcej. Warto nadmienić, że gdy ten model został zaprezentowany po raz pierwszy w latach 60-tych na Haas School of Business na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, wcale nie był popularny. Jeszcze w obecnej dekadzie obserwowaliśmy zażartą wojnę patentową, np.między Apple a Samsungiem.

Magdalena Jabłońska: Jeśli firma ma technologię, która stanowi o jej przewadze na rynku, strzeże rzecz jasna swoich rozwiązań przed konkurentem. A przecież w modelu otwartych innowacji chodzi o to, że tak naprawdę otwiera się drzwi dostępu do swojego know-how po to, by zoptymalizować korzyści, zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu projektu innowacyjnego lub, by np. zyskać większy potencjał do innowacji. 


Jednocześnie jednak, również w modelu otwartym trzeba umiejętnie chronić tajemnice handlowe firmy oraz to najcenniejsze know-how. W modelu zamkniętym największym aktywem stają się własne zasoby, które dają firmie zdolność do innowacji, stąd też firmy tworzą działy B+R z zabezpieczeniami, które przypominają Pentagon. Firmy zabiegają też o to, by posiadać jak najlepsze zasoby, stąd konkurują między sobą o najlepszych naukowców. Jednak widać, że firmy już wiele lat temu dostrzegły, że model otwartych innowacji jest często efektywniejszy, stąd również firmy w Polsce coraz bardziej otwierają się na zewnętrzną współpracę w obszarze B+R. 
	
		
											
					
				
				Magdalena Jabłońska: - Widać, że firmy otwierają się na zewnętrzną współpracę na B+R.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Również w Polsce? 

Leszek Cieśla: Tak. Powiem o tych największych, z którymi współpracujemy. Obecnie jest to PGE, PKP Cargo, KGHM, a niedługo również Synthos , chyba najbardziej prężna firma chemiczna naszego regionu. NCBR wraz tymi firmami w ramach wspólnego przedsięwzięcia ustanawia konkursy, których odbiorcami mają być małe firmy realizujące zamówienia technologiczne. Dzięki temu, że firmy z zewnątrz dysponują o wiele bardziej świeższym podejściem do realizowania zagadnień rozwoju technologii wyznaczanych przez wspomniane korporacje. 

A jak wygląda taka współpraca w praktyce?


Leszek Cieśla: Upraszczając, firma, która pragnie zainwestować pewien kapitał w rozwój nowych technologii, np. 100 milionów złotych zgłasza się do NCBR, określając, jakich innowacji potrzebujemy. Nasza instytucja, jeśli widzi w tych badaniach szanse na rozwój polskiej gospodarki strategicznych dla niej obszarach, inwestuje kolejne 100 milionów. Te 200 mln za pomocą wspólnego przedsięwzięcia zostanie rozdysponowane jako granty przyznawane w konkursach, w których wspólnie wskazujemy obszary badawcze istotne z punktu widzenia danej firmy.

Czy taka współpraca odbywa się ad hoc, czy w ramach konkretnych programów?


Leszek Cieśla: Zainteresowanie tego typu współpracą cały czas rośnie. Przeprowadziliśmy już trzy konkursy wraz z KGHM w ramch wspólnego przedsięwzięcia CuBR, dedykowanego branży metali nieżelaznymi. Zainteresowanie tym konkursem jest spore. Co ważne pochodzi ono nie tylko z wyspecjalizowanych instytutów badawczych takich jak wydział górniczy Politechniki Wrocławskiej, ale często bardzo właśnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw zajmujących się innowacyjnymi rozwiązaniami z zakresu technologii górniczych.

Możemy liczyć, że będzie więcej takich programów?


Leszek Cieśla: Zdecydowanie. Cały czas zgłaszają się do nas nowe podmioty, które taka inicjatywą są zainteresowane. Powstają także konsorcja firm, które wspólnie pragną inwestować w B+R za pomocą modelu otwartych innowacji. Jeszcze w tym roku uruchomimy dziewięć nowych programów sektorowych. Będą to m. in branże : chemiczna, tekstylna, motoryzacyjna, ale także szeroko pojętej branży kreatywnej produkującej gry komputerowe.

Magdalena Jabłońska: Skoro mowa o sektorowych programach, bardzo pozytywnym efektem ich tworzenia jest zainicjowanie w danej branży platformy współpracy tak przedsiębiorstw, jak i nauki. Sprzyjał temu sam sposób, w jaki tworzono studia sektorowe - i ustalano co dla danej branży jest w B+R istotne i w jakich kierunkach ma się ta branża rozwijać. 


Oczywiście jest dużo firm, które mają spore wydatki na B+R i cała rzesza MŚP, które rozpoznają, gdzie znajdą swoje miejsce w najbliższych latach w danej branży. I okazuje się, że branże z jednej strony tradycyjne, trochę zapomniane, ale i w świadomości społecznej inaczej postrzegane, jak włókiennictwo, są bardzo innowacyjne.

Czy gdy mówimy o otwartych innowacjach, należy myśleć wyłącznie o innowacjach przełomowych?

Magdalena Jabłońska: Niekoniecznie. Nawet wielcy gracze, tacy jak Apple czy Google zbierają z rynku nie tylko projekty dotyczące innowacji przełomowych.


Leszek Cieśla: Podstawową kwestią w tym przypadku jest nie tyle przełomowość innowacji, co ich zdolność patentowa i szansa na komercjalizację. Czyli na przykład nowy zapach proszku raczej nie powstanie w oparciu o model otwartych innowacji, ale technologia, który sprawia, że zapach prania utrzymywać się będzie przez miesiąc, już tak.
	
		
											
					
				
				Leszek Cieśla: - Podstawową kwestią w przypadku otwartych innowacji jest nie tyle ich przełomowość, co zdolność patentowa.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

W debacie uczestniczyli:

Magdalena Jabłońska – od kwietnia 2015 senior manager w PWC Polska, gdzie pracuje w dziale innowacji i B+R. Zajmuje się między Wcześniej przez 8 lat związana z Deloitte. Ukończyła stosunki międzynarodowe w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. 


Leszek Cieśla – dyrektor w departamencie komunikacji i promocji Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W latach 2010-2012 doradca ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Ukończył wydział automatyki i robotyki na Politechnice Wrocławskiej.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4f62e44b832758add3dc46fd3ed95d31,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4f62e44b832758add3dc46fd3ed95d31,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczestnicy czwartej Debaty o Innowacjach: Michał Kaczmarski - moderator debaty, Magdalena Jabłońska - PWC oraz Leszek Cieśla z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/124863,debata-o-innowacjach-cz-3-na-jakich-krajach-powinnismy-sie-wzorowac</guid><link>https://innpoland.pl/124863,debata-o-innowacjach-cz-3-na-jakich-krajach-powinnismy-sie-wzorowac</link><pubDate>Thu, 18 Feb 2016 12:25:51 +0100</pubDate><title>Debata o innowacjach - cz. 3 Na jakich krajach powinniśmy się wzorować?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5f7b49e8d49f3d6eb217306d002e8cf1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mieliśmy już być drugą Japonią i drugą Irlandią. Tyle że nasze wzorce same w ciągu ostatnich kilku lat znalazły się w tarapatach. Na kim zatem powinniśmy się wzorować, by nasza gospodarka była bardziej innowacyjna?

Z pytaniem o zagraniczne wzorce innowacyjności, w trzecim odcinku naszej debaty o innowacjach (zapraszamy do lektury poprzednich odcinków debaty: „Jak definiować innowacje?” oraz „Co dusi polskie innowacje?” ) zwracamy się do dr Tomasza Perkowskiego, wiceprezesa Fundacji na rzecz Nauki Polskiej oraz Łukasza Alwasta z Fish Ladder i Platige Image, wcześniej związanego m.in. z brytyjskim centrum innowacji dla miast, Future Cities Catapult.

Na kim powinniśmy się wzorować szukając innowacji? Na słynnej, niemal mitycznej Dolinie Krzemowej?

dr Tomasz Perkowski: Nie, bo drugiej Doliny Krzemowej nie da się stworzyć. Ta, która istnieje w USA jest produktem pewnych czasów i splotu okoliczności i nawet w innych miecjsach USA nie udało się tego modelu powielić. 

Ale na pewno są elementy tamtejszego ekosystemu, które powielać warto?

Łukasz Alwast: Od Amerykanów, tych z najlepszych ośrodków, z pewnością warto zapożyczać profesjonalizację kampusów i kulturę współpracy około-naukowej. Gdy odwiedza się MIT, Stanford czy Carnegie Mellon, tam naprawdę czuć, że projektuje się przyszłość, a nie prowadzi naukę ‘dla trwania’. Powstają nowe, eksperymentalne departamenty i zespoły badawcze, z misją podejmowania trudnych pytań centralnych dla rozwoju społecznego w perspektywie 10, 15 czy 30 lat. Nie są one odzwierciedleniem historycznie zasiedziałej kadry naukowej, ale projektowaniem kompetencji pod przyszłość. 


Jednocześnie Amerykanie są dosyć bezwzględni w przycinaniu nierozwojowych bądź niefektywnych zespołów i budowaniu w oparciu o uwolnione środki nowych projektów. Więc elementem tego na pewno jest też duża, wewnętrzna rywalizacja.

Jasne, ale naszym uczelniom może być trudno naśladować Amerykanów, biorąc pod uwagę, że budżety najlepszych polskich szkół to ułamek budżetów amerykańskich.

dr Tomasz Perkowski: Zawsze w tego typu debatach pada argument finansowy. Tyle, że najpierw powinniśmy zastanowić się jakie cele chcemy osiągać, a dopiero potem alokować zasoby. Wyższych uczelni publicznych jest o 20%-30% za dużo. O prywatnych już nawet nie wspomnę. Rozwiązaniem, które promuje reprezentowana przeze mnie organizacja jest skoncentrowanie się na kilku wiodących uczelniach wyższych, które byłyby w stanie wejść do pierwszej setki Rankingu Szanghajskiego. Optymistycznie jest to do zrobienia w ciągu 8 lat, przy odpowiednich nakładach i jasno określonych celach. 
	
		
											
					
				
				dr Tomasz Perkowski: Drugiej Doliny Krzemowej nie da się stworzyć. Ta, która istnieje w USA jest produktem pewnych czasów i splotu okoliczności.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					


Panie Łukaszu, spędził Pan kilka lat studiując w Wielkiej Brytanii, a następnie pracując w Future Cities Catapult, inicjatywie związanej z rządowym programem Innovate UK. Czego powinniśmy uczyć się od Brytyjczyków?


Łukasz Alwast: Determinacji w budowaniu tkanki instytucjonalnej pod wyzwania przyszłości. Wyboru strategicznych sektorów gospodarki z punktu widzenia wewnętrznych kompetencji, potencjału rynkowego i eksportowego. i nie czekanie, aż rynek narzuci narrację, ale tworzenie ośrodków kompetencyjnych pod reguły gry XXI wiecznych realiów rynkowych. Dla przykładu, w 2013 w Wielkiej Brytanii rząd sporządził listę „Great Eight Technologies” - ośmiu technologii przyszłości, w których chcą się specjalizować – i od razu, a nie 5 lat później, powstały konsorcja naukowo-biznesowe tworzące nową wiedzę i biznesowy know-how. Dzięki temu gdy technologie i rynek dojrzewają to Brytyjczycy są już gotowi do nadawania tonu, a nie impulsywnego nadganiania. I w ten sposób mogą podnosić poprzeczkę i odcinać benefity z współpracy międzynarodowej i eksportu, jako eksperci. Takim przykładem jest już np. blockchain czy innowacje miejskie.
	
		
											
					
				
				Łukasz Alwast: Innowacyjność musi być relatywnie równo rozdysponowana w społeczeństwie, dotyczyć zarówno biznesu, ale co ważniejsze, jakości codziennych interakcji publicznych.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Od jakich jeszcze krajów europejskich możemy uczyć się wdrażania innowacji?

dr Tomasz Perkowski: Od Niemców możemy uczyć się otwartości na zmiany. Podam przykład: kilka lat temu wprowadzono w Niemczech program polegający na wyróżnieniu najlepszych ośrodków naukowych. Pytałem przyjaciela z Niemiec jak to zostało odebrane w środowisku naukowym. W ogóle nie zrozumiał pytania. Powiedział: takie było polecenie, więc postaraliśmy się jak najlepiej do niego dopasować. Dzięki takiej postawie skutecznie wprowadzono program, który ujawnił, że niektóre ośrodki uznawane za najlepsze naukowo, po obiektywnej weryfikacji wcale takimi się nie okazywały.



Niemcy i Wielka Brytania to duże rozwinięte gospodarki i dość oczywisty wzór do naśladowania. Na jakich jeszcze krajach powinniśmy się wzorować?

Łukasz Alwast: Na Danii i Finandii. To kraje, które bardzo wysoko postawiły poprzeczkę w dziedzinie dostarczania usług publicznych i innowacyjności sektora publicznego. Postawiły na poprawę swoich kompetencji w dziedzinach takich jak design, gospodarka niskoemisyjna czy cyfrowe usługi publiczne. I dzięki temu pod względem jakości życia i innowacyjności sektora publicznego są znacznie przed Stanami Zjednoczonymi czy Wielką Brytanią. Brytyjczycy czerpią od skandynanów pełnymi garściami. Bo innowacyjność musi być relatywnie równo rozdysponowana w społeczeństwie, dotyczyć zarówno biznesu, ale co ważniejsze, jakości codziennych interakcji publicznych.


A na jakie przykłady możemy wskazać poza Europą?

dr Tomasz Perkowski: Chiny. Amerykanie boją się, że Chińczycy będą wykradać im pomysły. Mają się czego bać, ale prawda jest też taka, że w Chinach jest mnóstwo naukowców z genialnymi pomysłami. Inna sprawa, że w gospodarce, która pilnie strzeże dostępu do rynku przez gigantów takich jak Google czy Facebook, rodzime firmy mogą się rozwijać praktycznie bez żadnej konkurencji.

Łukasz Alwast: Chiny to faktycznie dobry przypadek. U nas kiedyś niedoceniany, a teraz jeszcze nie do końca zrozumiany. Pamiętam wypowiedź jednego z naszych decydentów gospodarczych z przed kilku lat, który zapytany o gospodarkę Chin odpowiedział: „Chiny? Przecież tam się trampki produkuje”. To przejaw niebezpiecznej ignoracji, bo owszem, kilka lat temu robili trampki i inne produkty niskiej jakości, ale ich gospodarka przeszła niesamowitą transformację i dzisiaj pracują nad technologiami i skalą, o jakiej my możemy śnić. W dodatku są ambitni i asertywni i pomimo gospodarczej zadyszki nie pozwalają sobie wchodzić na głowę. 


Wskazałbym również na Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA). Kilka lat temu w Dubaju stawiano na rozwój gospodarki poprzez sektory paliwowy, finansowy i budowlany, ale władze Emiratu są świadome, że ten model jest rozwoju jest ograniczony. Teraz bardzo intensywnie stawiają na rozwój nowych technologii, design i usługi przyszłości, a ponieważ wiedzą, że nie zawsze mają odpowiedni know-how u siebie, sprowadzają do Dubaju nie tylko naukowców ale całe oddziały zamiejscowe uczelni takich jak NYU czy MIT. Dobrym przykładem na to jest projekt Muzeum Przyszłości (Museum of the Future), będący interdyscplinarnym ośrodkiem przyjmującym formę laboratorium badawczego, studia designu i think-tanku dot. usług przyszłości – jak autonomiczny transport publiczny, robotyka miejska (w tym drony) czy usługi publiczne nowej generacji.



dr Tomasz Perkowski – od grudnia 2001 wiceprezes zarządu Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, największej krajowej pozarządowej organizacji wspierającej naukę.
Stypendysta Open Society Institute, German Marshall Fund i Regional Environmental Center. Były wiceprzewodniczący FP7 External Advisory Group "Research Potential”. Współprzewodniczący grupy roboczej Nauka i Technologia przy Polsko Amerykańskiej Radzie ds. Innowacji. Łukasz Alwast – obecnie związany z Fish Ladder i Platige Image, warszawską firmą tworzącą zaawansowane technologicznie rozwiązania dla biznesu, kultury i branży kreatywnej. Wcześniej asystent w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz analityk w Future Cities Catapult, centrum innowacji dla miast powołanym do życia przez Innovate UK, brytyjską agencję ds. innowacyjności . Współtwórca TEDxWarsaw. Studiował na University College London (UCL) oraz University of Sussex (SPRU). ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5f7b49e8d49f3d6eb217306d002e8cf1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5f7b49e8d49f3d6eb217306d002e8cf1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jakie rozwiązania powinniśmy stosować w Polsce, by nasza gospodarka była bardziej innowacyjna? Pytamy Łukasza Alwasta z Platige Image oraz dr Tomasza Perkowskiego z Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/124449,debata-o-innowacjach-cz-2-co-dusi-polskie-innowacje</guid><link>https://innpoland.pl/124449,debata-o-innowacjach-cz-2-co-dusi-polskie-innowacje</link><pubDate>Thu, 04 Feb 2016 09:13:05 +0100</pubDate><title>Debata o innowacjach - cz.2 Co dusi polskie innowacje?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8da50697f40295334c3a953b63e8423e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />By uciec od pułapki średniego dochodu i łatki biednego kuzyna Europy, Polska potrzebuje innowacji. Dzięki hojnym dotacjom z Brukseli pieniędzy nie brakuje. Mądrych głów, planów i ambicji też. Ale czy dobrze wykorzystujemy nasza historyczną szansę? Czy ekosystem wsparcia naukowców jest wystarczający?

Żeby odpowiedzieć na te pytania, redakcja INNPoland uruchomiła cykl debat, w których zgromadziliśmy ekspertów z dziedziny B+R i przedsiębiorczości. W pierwszej debacie podjęliśmy próbę definicji czym właściwie są innowacje i w czym mogą specjalizować się Polacy. Teraz czas na to, by wraz z Danielem Maksymem, dyrektorem działu rozwoju i innowacji w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz Janem Kaczmarkiem, prezesem EXEQ zastanowić się, dlaczego pod względem wskaźników innowacyjności wciąż jesteśmy europejskim maruderem.

W rankingach innowacyjności Polska zajmuje czołowe miejsca. Tyle że od końca. Dlaczego?


Jan Kaczmarek: Sytuacja się poprawia, ale jest kilka fundamentalnych problemów, które wpływają na polską innowacyjność. Jednym z nich jest struktura naszego rynku. Polscy konsumenci zwracają przede wszystkim uwagę na cenę, a nie jak ma to miejsce np. w Finlandii na to, czy swoim zakupem wspierają lokalne innowacje.

Daniel Maksym: Nie jesteśmy bogatym społeczeństwem, trudno się dziwić, że klienci patrzą na relację ceny do jakości i podejmują racjonalne decyzje.

Jan Kaczmarek: Zgoda. Są to decyzje racjonalne, ale też mało ryzykowne. To szczególnie trudna sytuacja dla małych i średnich przedsiębiorców. Innowacje wymagają przecież ogromnych zasobów finansowych i czasu, rodzą się wysiłkiem całego społeczeństwa. 


Co zatem robić?

Daniel Maksym: Moim zdaniem rozwiązanie leży w instytucjonalnym systemie wsparcia innowacyjności. Powinno się ono przejawiać w tym, że instytucje państwowe, które dokonują zamówień publicznych, zwracają przy swoich zakupach uwagę na to, czy produkty zawierają element polskiej myśli technicznej. W systemie zamówień publicznych powinien być punkt dający pierwszeństwo produktom powstałym w wyniku prac B+R w Polsce.

Jan Kaczmarek: To cenna uwaga. Państwo powinno w sposób konsekwentny wspierać innowatorów w ramach systemu zamówień publicznych. Rzadko tak się jednak obecnie dzieje i to nie tylko z powodu niewystarczających uregulowań prawnych w tym zakresie, ale także dlatego, że po stronie urzędników brak jest odpowiedniej wrażliwości, wystarczającej świadomości takiej potrzeby oraz wiedzy jak to realizować w praktyce.
	
		
											
					
				
				Daniel Maksym: - W systemie zamówień publicznych powinien być punkt dający pierwszeństwo produktom powstałym w wyniku prac B+R w Polsce.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

To natomiast czego, zdaje się, nie brakuje to środki na innowacje. W obecnej perspektywie budżetowej na 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła na innowacyjność polskich przedsiębiorstw aż 12,5 mld euro.

Daniel Maksym: Racja, ale ten kij ma dwa końce. Z jednej strony fakt, że na rynku jest dużo unijnych środków na innowacje jest, rzecz jasna, pozytywny, bo dzięki temu firmy mogą szukać alternatyw dla klasycznych modeli finansowania B+R, takich jak kredyty czy oddawanie inwestorom udziałów w firmach. Z drugiej, pod znakiem zapytania stawia to, które firmy przetrwają, gdy strumień unijnych pieniędzy wyschnie.


Jan Kaczmarek: Poza tym to, że środki te są dostępne nie znaczy, że właściwe firmy po nie sięgają. Należy też pamiętać, że żaden program rządowy nie będzie skuteczny jeśli nie wykorzysta naturalnych sił rynkowych. Jak już wspominałem, lokalny rynek nie daje bodźców do innowacji. Przy prawie 40 milionach ludzi, jest on wystarczająco duży by wystartować praktycznie każdą firmę w oparciu o lokalny popyt i nie ma zbytniej motywacji do wychodzenia na rynek światowy, gdzie konkuruje się innowacyjnymi produktami.

Czy to znaczy, że zainteresowanie programami prowadzonymi przez NCBR, które dysponuje częścią środków na innowacje, jest niewielkie?


Daniel Maksym: Wręcz przeciwnie, jest bardzo duże. W zeszłym roku otrzymaliśmy ponad 2000 wniosków o dofinansowanie w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR). 

A ile z nich dofinansowaliście? 

Daniel Maksym: Około 100

Dlaczego tak mało?

Daniel Maksym: Naszym problemem jest tak naprawdę cienka warstewka przedsiębiorców, którzy są w zasięgu oddziaływania i funduszy i w ogóle rozumienia, że to co robią to nie jest klasyczna produkcja, klasyczne usługi, że to jest trochę więcej niż robią inni na rynku. 

Wiele osób aplikuje też o dofinansowanie nowych urządzeń produkcyjnych czy innych rozwiązań, które mają usprawnić pracę ich firm. Nic dziwnego, bo na to były duże środki w poprzedniej perspektywie budżetowej. Jednak w obecnej transzy funkcjonującej od 2014 chodzi o innowacyjne rozwiązania, a nie poprawianie infrastruktury w firmach.


Jan Kaczmarek: To samo zauważam doradzając firmom w zakresie wnioskowania o środki w instytucjach takich jak NCBR. Firm zgłaszających się do nas jest wiele. Tych, które mają pomysły, które rokują na międzynarodowy sukces niestety znacznie mniej.

To nie napawa optymistycznie.

Daniel Maksym: Są jednak powody do umiarkowanego optymizmu. Dodam też, że od kilku lat prowadzimy program Go_Global dla młodych, niewielkich firm, które chcą wchodzić na zagraniczne rynki. To program dla startupów, ale tych, które mają już produkty, a nie jedynie koncept. Zainteresowanie programem jest coraz większe. A jeszcze kilka lat temu temat internacjonalizacji firm był praktycznie nieznany.


Jan Kaczmarek: Rośnie generacja przedsiębiorców wysokiej techniki, którzy od samego początku myślą o zakładanych przez siebie biznesach globalnie. To ważne, bo rewolucyjne technologie nie pochodzą przecież od dużych firm. Te najczęściej najbardziej zainteresowane są zachowaniem status quo, a ponadto lokalizują centra B+R w swoich macierzystych krajach, czyli w większości przypadków poza Polską. Powinniśmy intensywniej wspierać rozwój i globalną ekspansję małych i średnich firm high-tech, które mają taki potencjał i ambicje, inaczej nie powstanie podstawowa tkanka systemu innowacji i pod tym względem prześpimy obecną perspektywę budżetową, a przecież czasu do jej końca [w 2020-przyp. red.] nie zostało wiele.


Uczestnicy debaty:
	
		
											
					
				
				W debacie uczestniczyli: Daniel Maksym (NCBR), Michał Kaczmarski (INNPoland) oraz Jan Kaczmarek (EXEQ).•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Jan Kaczmarek – od 2006 prowadzi EXEQ, firmę doradczą pomagającą w pozyskiwaniu środków na B+R. Współzałożyciel Clipatize, agencji interaktywnej specjalizującej się w komunikacji B2B oraz komunikacji produktów wysokiej techniki. Jest również członkiem zarządu Fundacji MOST wspierającej przedsiębiorczość high-tech w Polsce i Europie.

Daniel Maksym - w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju od września 2011 r. Kieruje Działem Rozwoju i Innowacji. Koordynuje wdrażanie programów z funduszy strukturalnych oraz innych projektów wspierających transfer wiedzy z nauki do gospodarki, m.in. GO_GLOBAL.PL, DEMONSTRATOR+ oraz e-Pionier. Prawnik. Absolwent KSAP.


Moderator: Michał Kaczmarski, redaktor naczelny INNPoland]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8da50697f40295334c3a953b63e8423e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8da50697f40295334c3a953b63e8423e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska ciągnie się w ogonie europejskich rankingów innowacyjności. O przyczyny tej sytuacji, w drugim odcinku Debat o Innowacyjności organizowanych w redakcji INNPoland pytamy Daniela Maksyma z NCBR oraz Jana Kaczmarka z EXEQ.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/124325,debata-o-innowacjach-cz-1-czym-sa-innowacje-jak-polska-moze-byc-bardziej-innowacyjna</guid><link>https://innpoland.pl/124325,debata-o-innowacjach-cz-1-czym-sa-innowacje-jak-polska-moze-byc-bardziej-innowacyjna</link><pubDate>Thu, 14 Jan 2016 10:20:33 +0100</pubDate><title>Debata o innowacjach - cz . 1 Czym są innowacje – Jak Polska może być bardziej innowacyjna</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/aea8d4cb257b68e8306ce82394b5a7a9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polsce, pomimo gigantycznego skoku gospodarczego ostatnich, grozi zastój. Przyczyna jest dobrze znana: choć jesteśmy jednym z największych państw w Europie, nasza gospodarka jest jedną z najmniej innowacyjnych. Polskie rządy (niezależnie od afiliacji politycznych) rozpoznają potrzebę ucieczki od pułapki średniego dochodu. Rozpoznaje ją także Unia Europejska, która w perspektywie budżetowej na lata 2015-2020 przeznaczyła dla polskich przedsiębiorców aż 16 miliardów euro.

Czy jednak wykorzystujemy dobrze te środki? Co musimy zrobić, by od wspomnianej pułapki średniego dochodu uciec? Jakie polskie innowacje mają szansę na globalny sukces i jak wygląda nasz innowacyjny ekosystem? Tego dotyczyć będą Debaty o Innowacjach organizowane przez redakcję INNPoland.

Do pierwszej debaty, w które za zadanie stawiamy sobie zdefiniowanie tego, czym są innowacje, zaprosiliśmy Agatę Stafiej-Bartosik, dyrektor polskiego oddziału Fundacji Ashoka, Beatę Cichocką - Tylman, dyrektor ds. innowacji i B+R w PWC Polska oraz dr Rafała Dudkowskiego, eksperta ICAN Institute w zakresie innowacji i strategii.


Innowacje – często używane słowo, choć rzadko definiowane. Pokuśmy się zatem o definicję.

Beata Cichocka-Tylman: Na bazie moich doświadczeń w pracy z dyrektorami, podchodzę do tematu pragmatycznie, definiując innowacje pragmatycznie, w zależności od organizacji, z którą współpracuję. Niemniej jednak, uogólniając są to wynalazki i rozwiązania, które mogą obronić się rynkowo i mają szansę na komercjalizację.

dr Rafał Dudkowski: Moja uproszczona i skrócona wersja definicji brzmi: to nowa jakość na rynku, która pozwala realizować dane zadania szybciej, taniej i efektywniej. 


Agata Stafiej – Bartosik: Ja natomiast zdefiniowałabym innowacje jako nowe pomysły, które podnoszą jakość życia. I, odnosząc się do tego, co powiedzieli państwo, w przypadku innowacji społecznych, którymi się zajmuję celem końcowym nie tyle jest komercjalizacja, ile upowszechnienie danego rozwiązania. 

Polska gospodarka potrzebuje innowacji, mówi się o tym dużo, ale czy polskie firmy wiedzą jak je wprowadzać?

Beata Cichocka-Tylman: To prawda, o innowacjach mówi się bardzo dużo, ale w wielu przedsiębiorstwach zawód dyrektora ds. innowacji to relatywnie nowe stanowisko. Ponieważ nie mają innych punktów odniesienia, ów dyrektorzy często są samoukami, z lepszym lub gorszym skutkiem dla powodzenia innowacyjnych projektów w firmach. Niemniej jednak mamy nie tylko chęci, ale też ekosystem, a w nim duże firmy i jednostki naukowe nastawione na współpracę z biznesem. Mamy też przykłady firm, takich jak Integer czy CD Projekt, które robią produkty na skalę globalną.


dr Rafał Dudkowski: Innowacje to jest takie słowo-wytrych, trochę jak wcześniej zarządzanie jakością, total quality management, normy ISO. Wiele osób chętnie go używa, nie do końca mając przekonanie, że potrzebują go w swoich firmach. Bo prawda jest taka, że innowacje nie są potrzebne wszystkim w nieograniczonych ilościach. Są firmy czy organizacje, które operowały w pewnym modelu przez wiele lat i realia, w których funkcjonują nie ulegają jakiejś drastycznej zmianie, więc innowacji nie potrzebują. 

Natomiast jeśli chodzi o to jak nam idzie z wdrażaniem innowacyjności w polskich firmach, zgadzam się z panią Beatą, mamy bazę naukową oraz rosnącą świadomość w polskich firmach odnośnie tego, że nakłady na B+R są ważne. No i rzecz jasna mamy startupy, a także młodych pełnych zapału ludzi.
	
		
											
					
				
				Agata Stafiej-Bartosik: - W przypadku innowacji społecznych, celem końcowym nie tyle jest komercjalizacja, ile upowszechnienie danego rozwiązania.•Michał Zagórny/INNPoland
					

 Mamy zapał, ale co z naszą innowacyjnością? Tak się składa, że reprezentujecie Państwo trzy różne obszary innowacyjności - pani Agata innowacje społeczne, pani Beata technologiczne, a pan Rafał organizacyjne. W obszarach, którymi się Państwo zajmujecie, w czym możemy być lub jesteśmy dobrzy?


Beata Cichocka-Tylman: W ubiegłym roku spędziłam wiele czasu w stanach podglądając tamtejsze środowiska startupowe. Oczywiście są one fascynujące i fantastyczne, ale w większości opierają się na IT. Naprawdę trudno było znaleźć nam innowacyjne startupy, które zajmowałyby się twardymi technologiami. Natomiast w Polsce jesteśmy w nich nieźli i mamy wiele firm, które specjalizują się w sprzętach takich jak drony czy drukarki 3D. Myślę, że w dużej części wynika to z naszej mentalności. Zamiast abstrakcyjnych konceptów, polska myśl techniczna lubi zobaczyć problem lub udoskonalić coś co już funkcjonuje.


Agata Stafiej-Bartosik: Podobnie w przypadku innowacji społecznych, w których akurat radzimy sobie dobrze. Polacy są dobrzy w szukaniu rozwiązań dla już istniejącego, namacalnego problemu. Przykładem na to jest choćby Stowarzyszenie Wielkopomoc prowadzące dom dla osób wychodzących z bezdomności w Posadówku. W domach tego typu, ludzie powracają do normalnego życia przechodząc detoks, ale często nudzą się, ich potencjał nie jest wykorzystany. Żeby ich zaktywizować, władze ośrodka w Posadówku wpadły na pomysł, by otworzyć schronisko dla psów, w którym podopieczni zakładu mogliby pracować. Kto lepiej zrozumie bezdomnego psa niż ktoś kto sam nie miał domu?


Poza tym mamy sukcesy takie jak wymyślona przez Fundację Barka koncepcja centrów integracji społecznej. Koncepcja ta została włączona przez Unię Europejską do działań mających na celu pomoc Afryce. I teraz oprócz tego, że rozwiązania stworzone przez tę poznańską fundację stosowane są we Francji, Holandii i Wielkiej Brytanii, są również stosowane na przykład w Kenii. 

dr Rafał Dudkowski: Jeśli chodzi o innowacje organizacyjne, Polacy są dobrzy w improwizacji. Powiedzenia “za pięć dwunasta” czy “na ostatnie pięć minut” nie wzięły się znikąd. Jesteśmy dość dobrze zorganizowani podczas działań niestandardowych, znajdowania rozwiązań dla nagłych problemów i tworzenia zespołów ad hoc. 


Drugą stroną medalu jest jednak to, że źle radzimy sobie z przestrzeganiem reguł i działaniem zgodnym z przyjętym standardem, co przecież również jest ważne w biznesie.

No właśnie, co powinniśmy robić lepiej, by innowacyjność w Polsce rosła?

Beata Cichocka-Tylman: Znów odwołam się do doświadczeń przywiezionych ze Stanów. To, jak amerykańskie firmy prezentują się i mówią o sobie, a to jak na tym tle wypadają Polacy to dwa różne światy. Polscy startupowcy muszą nauczyć się jak prezentować i mówić o swoich pomysłach, które niejednokrotnie nie są gorsze od zagranicznych, ale zaprezentowane są źle.
	
		
											
					
				
				dr Rafał Dudkowski: - Jesteśmy dość dobrze zorganizowani podczas działań niestandardowych, znajdowania rozwiązań dla nagłych problemów i tworzenia zespołów ad hoc.•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					

Agata Stafiej-Bartosik: Zgadzam się. Problem, który widzę jest także na poziomie sektora inwestycyjnego: na ile innowacje są na unijnej kroplówce, a na ile jesteśmy gotowi korzystać z rynku inwestycyjnego, również europejskiego. Tu jest duży problem, nie tylko na poziomie inwestorów, ale także gotowości do inwestycji. To jest ogromna praca, którą musimy wykonać z naszymi startupami, żeby nie tyle pozyskać pieniądze od inwestora, co być gotowym na to, co one oznaczają. Na przykład podzielenie się pomysłem, albo ingerencję w pomysł.


Natomiast w przypadku innowacji społecznych musimy zacząć je bardziej doceniać. Nie są postrzegane jako tak atrakcyjne jak na przykład innowacje technologiczne, bo być może nie zawsze można zarobić na nich wielkie pieniądze, ale można wiele zyskać i zaoszczędzić. Ośrodek we Lwówku Wielkopolskim może tu być przykładem. Przecież takie schronisko, a i sam ośrodek, dają wymierną korzyść społeczną oraz realne oszczędności w budżetach gmin, czy powiatów.

dr Rafał Dudkowski: Gdy spojrzymy na rankingi innowacyjności tworzone przez kanadyjską Rotman School of Management, innowacyjność jest tam wypadkową trzech obszarów: kompetencji technologicznych, talentów i tolerancji. O ile w pierwszych dwóch obszarach robimy mniejsze lub większe postępy, o tyle obawiam się, że w trzecim aspekcie następuje regres. Tolerancja w przypadku innowacyjności to otwartość na ludzi z innych kultur i mniejszości, które mogą wnieść do naszej gospodarki unikalne talenty i sposób myślenia odmienny od ogólnie przyjętego. Martwi mnie malejące w Polsce przyzwolenie społeczne na odmienność.


A co z przyzwoleniem na porażkę? Amerykanie twierdzą, że doświadczenie biznesowe buduje się nie tylko na sukcesach, ale także na tym co się nam nie udaje. A Polacy?

Beata Cichocka-Tylman: A Polacy twierdzą, że porażka to koniec świata, którego musimy się wstydzić. W Stanach większość osób ze społeczności startupowej, jest włączona w działania co najmniej dwóch lub trzech firm. Jeśli któraś z nich nie wypali, cóż, bywa, ale jeśli się uda - jest wielki sukces. W Polsce jeśli ktoś prowadzi dwie czy trzy firmy, znaczy, że kombinuje. A jeśli firma, którą prowadzi mu padnie, ciężko będzie mu znaleźć partnerów biznesowych do kolejnych przedsięwzięć. Z tym także wiąże się brak skłonności do ryzyka. Po co ryzykować, jeśli można ponieść porażkę, która potem będzie się za nami ciągnęła jak cień?


Agata Stafiej-Bartosik: Co gorsza, strach przed porażką i brak skłonności do ryzyka to coś, czego dzieci uczą się od dorosłych i w szkole. Rozmawiałam niedawno z Kingą Panasiewicz, młodą innowatorką, która często prowadzi zajęcia z dziećmi. Pani Kinga zauważyła, że im dalej w procesie edukacyjnym, tym mniej dzieci zadają pytania. W zerówce: las rąk i cudowne twórcze podejście do tematu, w drugiej klasie - kilka, w trzeciej - cisza. Nasz system edukacji nie jest nastawiony na przestrzeń dla innowacji i to wielki problem, który musimy zaadresować. 


Uczestnicy debaty:
	
		
											
					
				
				W debacie uczestniczyli: dr Rafał Dudkowski (ICAN Institute), Agata Stafiej-Bartosik (Ashoka Polska), Michał Kaczmarski (INNPoland) oraz Beata Cichocka-Tylman (PWC Polska)•fot. Michał Zagórny/INNPoland
					


Beata Cichocka-Tylman - Od 2013 dyrektor ds. innowacji i B+R w polskim oddziale PWC. Zajmuje się m.in. pozyskiwaniem dotacji i ulg na projekty B+R, a także strategiami innowacji i działalności B+R w firmach. Wcześniej związana m.in. z Deloitte Polska. Ukończyła zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim. 

Agata Stafiej-Bartosik - związana z fundacją Ashoka Polska od 2001 roku. Jest współzałożycielką Fundacji Komunikacji Społecznej oraz stowarzyszenia Smart Kollektiv działającego na Bałkanach. Wcześniej menedżer ds. CRS w Danone Polska oraz wicedyrektor w dziale doradztwa PwC. Studiowała socjologię w ISNS UW oraz komunikację społeczną na Uniwersytecie Lumiere – Lyon2 we Francji.

dr Rafał Dudkowski - konsultant ds. wdrażania innowacji w firmach. Realizował projekty doradcze i watrsztaty dla firm takich, jak: Orange, Ciech, Porsche, SCA, Scania, Vodafone czy Bang &amp; Olufsen.. Wykładowca akademicki i szef projektów badawczych w dziedzinie innowacji w Szwajcarii i Szwecji. Posiada doktorat w dziedzinie zarządzania innowacjami z Uniwersytetu St. Gallen w Szwajcarii. Konsultant, trener i ekspert w zakresie innowacji i strategii ICAN Institute, wydawcy „Harvard Business Review Polska”.


Moderator: Michał Kaczmarski, redaktor naczelny INNPolandnapisz do autora: michal.kaczmarski@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/aea8d4cb257b68e8306ce82394b5a7a9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/aea8d4cb257b68e8306ce82394b5a7a9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jak definiować innowacje? Jakie cechy wpływają na polską innowacyjność? O tym dyskutowali uczestnicy pierwszej Debaty o Innowacjach zorganizowanej w redakcji INNPoland.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
