<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - FinTech -nieaktualne]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii FinTech -nieaktualne w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/165,fintech-nieaktualne</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,165,fintech-nieaktualne" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/134137,dzieki-tym-autom-polski-bank-jest-znany-na-calym-swiecie-wlasnie-pobil-zyciowy-rekord</guid><link>https://innpoland.pl/134137,dzieki-tym-autom-polski-bank-jest-znany-na-calym-swiecie-wlasnie-pobil-zyciowy-rekord</link><pubDate>Thu, 06 Apr 2017 16:46:31 +0200</pubDate><title>Dzięki tym autom polski Idea Bank zasłynął na całym świecie. Właśnie pobił życiowy rekord</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3065a37f14bd9105a449e709642380b2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wszyscy używają kart płatniczych? To mit. Czterech na pięć transakcji wciąż dokonujemy gotówką. A co trzeci mikroprzedsiębiorca rozlicza się wyłącznie w gotówce – wynika z badań Idea Banku. A teraz wyobraź sobie, że masz przy sobie naprawdę dużo gotówki, na przykład kilkadziesiąt tysięcy złotych.

I co wtedy? Przemykasz ciemną ulicą z reklamówką, bojąc się, czy ktoś cię nie śledzi? Zaczynasz mozolnie wpłacać ją do tradycyjnego wpłatomatu? Możesz i tak. Tylko po co? 

Jest znacznie prostsze wyjście: możesz zamówić sobie pod sklep, dom, siedzibę firmy mobilny wpłatomat na konkretną, dowolnie wybraną przez ciebie godzinę, z dokładnością co do minuty. Taki mobilny automat na kółkach jako pierwszy na świecie wprowadził polski Idea Bank. Jego pomysłodawcą jest Dominik Fajbusiewicz, członek zarządu banku.
	
		
											
					
				
				fot. materiały prasowe
					

Pierwszy samochód z wpłatomatem wyjechał na ulice Warszawy dokładnie 13 kwietnia 2015 roku. Łatwo więc policzyć, że złote dziecko Idea Banku niebawem zdmuchnie na torcie dwie świeczki. I ma co świętować, bo dziś flota liczy już 19 aut i do końca czerwca zostanie zwiększona o kolejne 18. Możemy z nich korzystać w 14 największych polskich miastach. 


Jak to działa? Wystarczy zainstalować specjalną aplikację "Mobilny Wpłatomat", którą stworzył Idea Bank we współpracy z iTaxi na Androida bądź IOS, i zamówić wpłatomat. Podjedzie w elektrycznym bmwi3 albo fordzie. 
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Samochody zostały przerobione na użytek Idea Banku przez firmę Germaz. Sprzętu do nich dostarcza Wincor NiXdorf, międzynarodowa firma oferująca oprogramowanie dla banków. Początkowo Idea Bank używał wpłatomatów, które mogły jednorazowo przyjąć 150 banknotów w jednej transakcji. Szybko jednak przestały wystarczać. Dlatego zapadła decyzja o zainstalowaniu w autach wrzutni. To po prostu… specjalne koperty, do których wrzucamy plik banknotów.


A teraz kilka działających na wyobraźnię liczb. W Polsce mamy prawie 6,3 tys. wpłatomatów – podaje serwis cashless.pl. Oznacza to, że średnia miesięczna suma wpłat do jednego z nich to niespełna 800 tys. zł. Tymczasem – jak przekonuje Idea Bank – jeden mobilny wpłatomat pozyskuje średnio 2,7 mln zł. 
	
		
											
					
				
				fot. materiały prasowe
					

Oznacza to, że wpłacamy do niego ponad 3 razy więcej gotówki niż do stacjonarnego. Jeśli chodzi o wysokość przewożonej kwoty, to jedynym ograniczeniem jest pojemność urządzenia. Klienci wpłacają do mobilnego wpłatomatu średnio 7,8 tys. zł, a do wrzutni prawie 70 tysięcy. 


Łączna miesięczna kwota wpłat przekroczyła w marcu po raz pierwszy 50 mln zł i wyniosła 51,5 mln zł. To absolutny rekord. Wystarczy powiedzieć, że liczba wpłaconych pieniędzy jest o 418 procent wyższa niż przed rokiem i aż o 38 proc. większa niż w lutym. Mobilne wpłatomaty odpowiadają dziś za wpłatę co piątej złotówki do Idea Banku i liczba ta wciąż rośnie. 

Mobilny wpłatomat zdobył już wiele prestiżowych nagród, np. w cenionym w branży fintech konkursie BAI Finacle Global Banking Innovation Awards. Jury uznało go za największą innowację w dziedzinie płatności. Z kolei w Efma Accentrue Distribution &amp; Marketing Innovations Awards zdobył miano „najbardziej przełomowej innowacji”.


Twórca Mobilnego Wpłatomatu: jesteśmy bankowym start-upemO tym, jak wyglądały kulisy pracy nad wpłatomatem, rozmawiamy z jego twórcą, Dominikiem Fajbusiewiczem. 

Sto lat! Tylko w ciągu ostatniego roku urośliście ponad czterokrotnie. Od czego się zaczęło? 

Dziś jest super, otwieramy szampana. Jednak na początku nie było tak kolorowo. Realizowaliśmy projekt, który nie ma precedensu na rynku, porwaliśmy się z motyką na słońce. Musieliśmy zaprojektować samochód z wbudowanym wpłatomatem w najdrobniejszych szczegółach technicznych i wykonać go bez jakiegokolwiek wzorca na rynku. Znalezienie w kraju partnerów, którzy skonstruowaliby dla nas wpłatomat o nietypowych wymiarach, a także przystosowali nieduże samochody do ściśle określonych wymogów, było bardzo trudnym zadaniem. Ale to już za nami. Dziś firmy, które zajmują się dystrybucją samochodów, same zgłaszają się do nas z ofertą współpracy, gdyż dostrzegły w tym dużą szansę promocji swoich modeli.

Podobno firmy wpłacają tak duże pieniądze, że wpłatomaty przestały wystarczać. 


Na początku mieliśmy wpłatomat, do którego jednorazowo można było włożyć 50 banknotów. Konstruując pierwsze z nich, nie mieliśmy wiedzy, jak bardzo staną się popularne oraz jak duże kwoty będą wpłacać przedsiębiorcy. Popularność przerosła nasze oczekiwania. Potem można było jednorazowo włożyć 150 banknotów, ale to znów nie wystarczało. Bywało, że transakcja trwała nawet półtorej godziny...

Na czym więc polega mechanizm wrzutni? 

Pieniądze wkłada się do specjalnej koperty. Przedsiębiorca może wybrać, z którego urządzenia chce skorzystać, bo auto wyposażone we wrzutnię ma jednocześnie wpłatomat. Wrzutnia jest o tyle korzystna, że można tam wpłacić naprawdę dużą sumę pieniędzy. Można też wpłacić bilion, którego wpłatomat nie przyjmuje. 


Banki to raczej tradycyjne instytucje. Jak pan wpadł na coś tak start-upowego? 

Jesteśmy trochę innym bankiem. Działamy na rynku od 6 lat. O ile w przypadku start-upów przyjmuje się, że datą graniczną są dwa lata, to 6 lat w naszej branży to wciąż okres młodzieńczy. Szczególnie, jeśli odniesiemy to do banków, które mają kilkudziesięcioletnią historię. Wewnątrz mamy kulturę typowo start-upową, co ma swoje plusy i minusy. Bo z jednej strony nie brakuje nam odwagi, działamy szybko, ale czasem sami łapiemy się za głowę, co my znowu wymyśliliśmy i jak to wdrożyć.


Na pewno nie każdy, kto wcześniej pracował w tradycyjnym banku, jest w stanie szybko się u nas odnaleźć. Potrzebuje trochę czasu, by przystosować się do naszego stylu pracy. W tym projekcie musieliśmy dodatkowo wyjść zupełnie poza to, czym tradycyjnie zajmują się banki. Bo kto zna się w nich na konstruowaniu wpłatomatów i przerabianiu samochodów? Dziś możemy czuć dumę z tego, że projekt się powiódł. Mamy przecież na to twarde dane. A kiedyś mówiono nam, po co to wszystko? Przecież świat idzie w stronę transakcji bezgotówkowych. Czas pokazał, że to my mieliśmy rację. 


Potocznie myślimy: gotówka? kogo dziś ona obchodzi? Przecież wystarczy karta czy smartfon. 

Też kiedyś tak myślałem, dopóki przypadkiem nie zobaczyłem, ile osób ustawia się po południu w kolejce do wpłatomatu. Z naszych badań wynika, że co trzeci przedsiębiorca rozlicza się wyłącznie w gotówce, a dwie trzecie firm również w gotówce. Znam fryzjerkę, która jeździ z reklamówką pieniędzy autobusem. Z naszych usług korzystają firmy z najróżniejszych branż. Wśród naszych klientów są sklepy z biżuterią, lodziarnie, cukiernie, piekarnie, komisy samochodowe, wszelkie biznesy sezonowe, ubezpieczyciele, sieciówki kosmetyczne i wiele innych. 

Skąd marcowy rekord, wynik mieliście prawie o 40 procent wyższy niż w lutym? 


Udało nam się pozyskać wielu klientów ze stałymi, codziennymi zleceniami. Przykładem może być znana sieć handlowa działająca w Szczecinie z wieloma punktami. Bardzo atrakcyjni są dla nas klienci prowadzący w jednym mieście sieć sklepów w modelu franczyzowym. Artykuł powstał we współpracy z Idea Bank.  
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3065a37f14bd9105a449e709642380b2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3065a37f14bd9105a449e709642380b2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mobilny wpłatomat to wynalazek Idea Banku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/134135,to-byl-strzal-w-dziesiatke-rozdaje-miliony-zlotych-w-czasach-kiedy-firmy-pozyczkowe-desperacko-walcza-o-klientow</guid><link>https://innpoland.pl/134135,to-byl-strzal-w-dziesiatke-rozdaje-miliony-zlotych-w-czasach-kiedy-firmy-pozyczkowe-desperacko-walcza-o-klientow</link><pubDate>Thu, 06 Apr 2017 14:23:43 +0200</pubDate><title>To był strzał w dziesiątkę. Rozdaje miliony złotych. Jest szybszy od banków i tańszy od chwilówek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5d7a26a2cfac23b28f0f352bc2fbcec8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To był strzał w dziesiątkę. Aleksander Widera odszedł z banku i stworzył własną platformę pożyczkową tylko dla małych firm. W 3 miesiące od startu Kredytmarket.com udzielił już kredytów na sumę miliona złotych. – Chciałbym, żeby było więcej. Proces jest tak wygodny dla klienta a oprocentowanie tak atrakcyjne, że chciałbym mieć większą kolejkę – śmieje się Aleksander Widera, szef Kredymarket.com.

Kredytmarket jest platformą pożyczkową dla przedsiębiorców. Obsługuje jednoosobowe działalności gospodarcze, istniejące od minimum dwóch lat. Czym chce zdobyć popularność i klientów?

Liczą się koszty i czas. Kredytmarket oferuje oprocentowanie na poziomie zbliżonym do kredytu bankowego – 9,5 proc. w skali roku plus 1 proc. prowizji. To równocześnie zdecydowanie mniej, niż w firmach pożyczkowych, gdzie wynosi ono na ogół od kilkunastu procent w górę. Ale z bankami wygrywa czasem i łatwością udzielenia pożyczki. Formalności załatwia się online w ciągu kilkunastu minut, po pozytywnej decyzji klient dostaje pieniądze maksymalnie w ciągu doby.


– Dla klienta, czyli małej firmy, uzyskanie pożyczki u nas jest dużo szybsze i wygodniejsze niż w banku oraz nieporównywalnie tańsze, niż w firmach pożyczkowych. Cały proces trwa dosłownie kilka minut – od 6 do 10. Komunikujemy, że decyzja kredytowa jest wydawana w ciągu kwadransa, ale widzimy w systemie, że ten czas jest krótszy. A najważniejsze jest to, że nie potrzebujemy żadnych papierowych dokumentów, cały proces odbywa się online – mówi Aleksander Widera.

Klient składa wniosek, uwiarygodniając się za pomocą swojego konta bankowego albo firmowego konta na Allegro. – Dość dużo firm z branży e-commerce handluje też na Allegro i jest to dla nich ułatwienie. Pobieramy dane biznesowe użytkownika, w przypadku banku jest to wyciąg elektroniczny – tłumaczy.
	
		
											
					
				
				Kredytmarket•Mat. prasowe
					

Dzięki temu procesowi weryfikacja klienta jest bardzo szybka i odbywa się automatycznie. Jest też stosunkowo łatwa dla algorytmów Kredytmarketu, bo firma obsługuje na razie tylko jednoosobowe działalności gospodarcze.


– Od razu generujemy też zapytanie do Biura Informacji Kredytowej, więc poznajemy jego historię, resztę załatwiają nasze systemy. I nie potrzebujemy do tego żadnych zaświadczeń z ZUS, US, klient nie musi chodzić do księgowej, kolekcjonować wyciągów i zestawień. Już po kilku minutach wie, że dostał kredyt. A jeśli nie dostał, to też jest dla niego cenna informacja, bo nie musi tracić czasu na donoszenie jakichś dokumentów czy oświadczeń – mówi Widera.

Podstawowym warunkiem, który pozwala otrzymać pożyczkę jest to, że firma musi działać przynajmniej od dwóch lat. Historia kredytowa nie musi być długa, wystarczy, by była pozytywna. 


– Musimy wiedzieć, że przedsiębiorca poważnie traktuje swoje zobowiązania. Nasze procesy scoringowe są zbliżone do bankowych. Udzielamy finansowania firmom rzetelnym, które mają historię, klientów, potrafią sprzedawać a z ich historii kredytowej wynika, że podchodzą do spłat na serio. A skutkiem tego wszystkiego jest dobra cena kredytu – podsumowuje Aleksander Widera.

– Jeżeli pożyczam każdemu, kto do mnie przyjdzie po kredyt, to musi on być drogi, bo klient musi płacić za siebie i za tych, którzy nie spłacają. Nam chodzi o to, by stopę szkodowości na portfelu kredytowym mieć niską, bo dzięki temu cena pożyczki jest niska – mówi.


Środki na pożyczki pochodzą od inwestorów. – To również są przedsiębiorcy. Odnieśli sukces, mają pieniądze i szukają sposobu na lokowanie swoich środków. A poza tym rozumieją ryzyka związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. My jesteśmy więc platformą, która łączy pieniądze inwestorów z potrzebami kredytowymi rzetelnych mikrofirm – twierdzi szef Kredytmarketu.

Firma działa dopiero od grudnia. Widera poszukuje na razie środków wśród fundatorów projektu, znajomych oraz swoich dawnych relacji biznesowych. 
	
		
											
					
				
				Kredytmarket.com•Mat. prasowe
					

– A trochę ich mam. To jest grono osób, które zainwestowały w moją spółkę, przyjaciół, współpracowników, osób, które mają do mnie i do zespołu zaufanie – mówi Aleksander Widera. Jego nazwisko sporo znaczy w branży finasowo-technologicznej, był w przeszłości związany z mBankiem i Ipopema TFI. Prezesem rady nadzorczej Polskiej Platformy Kredytowej, która jest spółką matką Kredytmarketu został Wiesław Thor, były wiceprezes mBanku. Z Widerą współpracują także Paweł Zylm (były prezes BRE Ubezpieczenia) oraz Artur Kawa (twórca Emperii).


Koszty
Klient pożyczający płaci odsetki w wysokości 9,5 proc. w skali roku. Kredytmarket pobiera 1 proc. opłaty za scoring. W przyszłości zamierza również pobierać również niewielką opłatę od inwestorów za zarządzanie portfelem. Odsetki trafiają do inwestora, opłata – do Kredytmarketu. Decyzja kredytowa jest wydawana online w ciągu nawet kilku minut a pieniądze na konto przedsiębiorcy trafiają w ciągu następnych 24 godzin.

– Uważam, że jest bardzo dużo biznesów, gdzie pożycza się pieniądze bardzo drogo. Wiele firm udziela pożyczek osobom, które w życiu nie dostałyby kredytu w banku. Nie chcę finansować nadmiernej konsumpcji ani ludzkich dramatów. A tak postrzegam – w skrócie i w nieco wulgarnym uproszczeniu – rynek pożyczek konsumenckich. Kiedy pożyczam przedsiębiorcy, wiem, że to pójdzie na rozwój jego biznesu. Niech podwyższy swój kapitał obrotowy, kupi towar, sprzeda z zyskiem, koszty finansowania u nas nie zabiją mu marży, niech się rozwija – tłumaczy Widera.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5d7a26a2cfac23b28f0f352bc2fbcec8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5d7a26a2cfac23b28f0f352bc2fbcec8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aleksander Widera, szef Kredytmarketu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133329,zle-wiesci-dla-prawnikow-ten-program-wykona-ich-wielomiesieczna-prace-w-kilka-sekund</guid><link>https://innpoland.pl/133329,zle-wiesci-dla-prawnikow-ten-program-wykona-ich-wielomiesieczna-prace-w-kilka-sekund</link><pubDate>Wed, 01 Mar 2017 08:26:39 +0100</pubDate><title>Złe wieści dla prawników. Ten program wykona ich wielomiesięczną pracę w kilka sekund</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f79ece54725ce6335935c4ea6f54a2b5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie je, nie choruje i nie musi wychodzić na kawę. Do tego wielomiesięczną pracę zespołu prawników wykona w mgnieniu oka. Zniewolony geniusz? Skąd, program komputerowy, który pracuje w jednym z największych banków świata.

COIN, czyli Contract Intelligence, jest programem wykorzystywanym przez bank inwestycyjny JPMorgan. Jego główne zadanie polega na analizowaniu kredytów dla firm. Dzięki uczeniu maszynowemu algorytm stale się rozwija. I już widać pierwsze efekty komputeryzacji. 

Program bowiem potrafi wykonać w ciągu kilku sekund pracę zespołu prawników, która w ciągu roku zajęłaby im łącznie aż 360 tysięcy godzin! To ekwiwalent 15000 dni i około 41 lat. Jak donosi serwis Gazeta Next, popełnia przy tym także mniej błędów. Nie dziwi zatem, że JPMorgan zamierza ostro inwestować w automatyzację. Jego budżet na tego typu narzędzia technologiczne wynosi 9,6 mld dolarów (ponad 39 miliardów złotych). Stanowi to 9 proc. przewidywanych przychodów banku. 


JPMorgan tak intensywnie inwestuje w fintech już od trzech lat. W 2016 roku uruchomił autorską chmurę obliczeniową o nawie Gaia, a w styczniu bieżącego roku wystartował X-Connect. Program analizuje automatycznie wiadomości mailowe pracowników i kieruje ich do osób, które mogłyby pomóc przy pracy nad konkretnym projektem. 

W Polsce również inwestujemy w fintech, jednak na nieporównywalnie mniejszą skalę. Wartość całej branży w naszym kraju wynosi obecnie około 860 mln euro (około 3,7 mld zł). 

Źródło: NextNapisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f79ece54725ce6335935c4ea6f54a2b5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f79ece54725ce6335935c4ea6f54a2b5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Prawnicy mogą czuć się zagrożeni?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133089,comarch-stworzyl-rewolucyjne-narzedzie-dla-biznesmenow-myra-sprawi-ze-niczego-nie-przegapisz</guid><link>https://innpoland.pl/133089,comarch-stworzyl-rewolucyjne-narzedzie-dla-biznesmenow-myra-sprawi-ze-niczego-nie-przegapisz</link><pubDate>Mon, 20 Feb 2017 08:53:42 +0100</pubDate><title>Comarch stworzył rewolucyjne narzędzie dla biznesmenów. Myra sprawi, że niczego nie przegapisz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/77f78b9bdfe0e8601ae72072f99c34bb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polacy nie gęsi, swoje boty mają. Krakowski Comarch postanowił wejść na rynek wirtualnych asystentów. Zdecydowali nie mierzyć się z potęgami Google czy Amazona, ale osiąść w wygodnej i interesującej niszy. Myra, bo tak nazywa się nadwiślański bot, będzie służyć przede wszystkim ludziom ze świata finansjery.

Myra dała się poznać szerokiej publiczności stosunkowo niedawno, bo 7 lutego. Wtedy w Londynie odbywały się targi Finovate. Krakowska firma bynajmniej nie była debiutantem – to już kolejna edycja, na której się pojawili. Mimo wszystko przedstawiciele odczuwali tremę. 

– Finovate to bardzo specyficzne wydarzenie, bo skupia ludzi z przeróżnych grup. Są na przykład start-upy, którym przede wszystkim zależy na znalezieniu inwestora – tłumaczy Maciej Wolański, dyrektor działu R&amp;D sektora Finanse, Bankowość, Ubezpieczenia Comarchu. – Wyróżniają się bardzo dużą widocznością. A są też większe firmy, jak nasza, która chce przede wszystkim pokazać swój produkt, pokazać, że dział B+R działa sprawnie i tworzy innowacje dla fintechu – dodaje.


Wolański przyznaje, że przez to właśnie nie wygrali nagrody publiczności za najlepszy występ. Bo choć przygotowali się merytorycznie do prezentacji, nie udało im się wyróżnić pod kątem efektowności. Wolański wspomina, że niektóre start-upy przygotowały nawet drony, które latały w trakcie ich wystąpienia. – To cenna nauczka na przyszłość – mówi. 

Nie zmienia to jednak faktu, że Myra wzbudziła pożądane przez Comarch zainteresowanie. W jaki sposób działa? Przede wszystkim to wirtualny asystent, ale różniący się od Applowskiej Siri czy Cortany Microsoftu. Myra jest botem stricte biznesowym. 


– Tworząc Myrę, opieraliśmy się o gotowe już rozwiązania, typu IBM Watson czy algorytmy od Google. Te firmy mają nieporównywalnie większe budżety na B+R, więc mogą skupiać się na tworzeniu „ogólnych” asystentów. My natomiast nie mogliśmy dopuścić do rozmycia się naszego pomysłu, bo jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. – wyjaśnia Wolański. – Nasze rozwiązanie nie jest jednak okrojoną kopią z innych dużych firm. Pracowaliśmy nad Myrą przez rok. W naszym projekcie jest duża wartość dodana z zakresu samej algorytmiki, którą opracowaliśmy z naszym zespołem od samego początku – dodaje. Głównym zadaniem Myry będzie ułatwienie w zarządzaniu własnym portfelem. Zapytana o kursy na giełdzie, odpowie od razu. Kiedy w naszego trakcie bycia „offline” wpłynie ważne powiadomienie od maklera, nie omieszka o tym przypomnieć. Jednak zapytana o pogodę, będzie już miała problem. 


– Jeśli czegoś nie będzie wiedzieć, powie, że musi zapytać Alexy [bot Amazona] – śmieje się Wolański. – Poważnie mówiąc, dalej opracowujemy, jak będzie odpowiadać na pytania, żeby nie brzmiało to jak suchy komunikat – podkreśla. 

Myra nie będzie tylko służyć jako przekaźnik informacji. Twórcy zapewniają, że można wejść z nią w rozmowę, rozumie również kontekst danej wypowiedzi. Wolański przytacza przykład: kiedy podczas słuchania audycji lub podcastu o giełdzie powiemy, że dany temat jest ciekawy, Myra to zapamięta. I będzie agregowała informacje z tego zakresu w przyszłości. 


Wszystkie zebrane przez Myrę dane będą potem dostępne w chmurze. Podobnie jak w przypadku samojeżdżących samochodów, bot będzie maszynowo uczyć się schematów zachowań od jednego użytkownika. Zdobytą w ten sposób wiedzą podzieli się właśnie dzięki cyfrowej bazie danych.
	
		
											
					
				
				Graficzna reprezentacja Myry.•Mat. prasowe
					

Myra jest aplikacją, która najpierw będzie wykorzystywana w samochodach. Później jednak Comarch planuje zaimplementować ją również do użytku w domu. Łącząc się z Alexą byłaby finansową nakładką na wypowiadany przez boty strumień newsów. Na razie jednak wykorzystuje moduł Bluetooth, by zamienić samochodowe radio w biznesowe centrum informacji. 


Myra będzie obecna również w trzech wymiarach. Przy pomocy gogli VR, użytkownicy będą mogli zarządzać swoim portfelem z poziomu wirtualnej rzeczywistości. To o tyle ważne, że w końcu obsługa swoich finansów będzie wyglądać jak żywcem wyjęta z filmu science-fiction.Magdalena Lewińska, UX Designer, Comarch Chat-boty i sterowane głosem interfejsy wykorzystujące sztuczną inteligencję będą kolejnym przebojem. Pozwalają one użytkownikom wchłonąć tylko tyle informacji, ile ci potrzebują w danym momencie, co w epoce nadmiaru danych jest kluczem do budowy zaangażowania użytkownika i zapewnienia mu właściwego komfortu. Co ciekawe, Comarch postanowił podążyć za trendem nazewnictwa wirtualnych asystentów żeńskimi imionami. Zapytany, czy postrzega Myrę jako swoją córkę, zastanawia się przez chwilę. 

– Cóż, chcieliśmy by bot miał przyjemny i delikatny głos. A kobiety łagodzą obyczaje – śmieje się Wolański. – A wracając do pytania, to coś pomiędzy „dzieckiem” a zadaniem, które było do wykonania. To ma być użyteczne narzędzie, a nie kolejny kamień milowy AI, przechodzący z łatwością testy Turinga. Chociaż kto wie, może jej dalszy rozwój spowoduje, że zmienię zdanie – głośno myśli. 


Comarch mocno wierzy w chatboty. Miejmy nadzieję, że swoją Myrą firma szturmem weźmie swoją niszę.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/77f78b9bdfe0e8601ae72072f99c34bb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/77f78b9bdfe0e8601ae72072f99c34bb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Maciej Wolański, dyrektor działu R&amp;D sektora Finanse, Bankowość, Ubezpieczenia Comarchu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132927,to-pierwsza-taka-firma-w-polsce-pokazemy-polskiemu-biznesowi-czarno-na-bialym-korzysci-plynace-z-danych</guid><link>https://innpoland.pl/132927,to-pierwsza-taka-firma-w-polsce-pokazemy-polskiemu-biznesowi-czarno-na-bialym-korzysci-plynace-z-danych</link><pubDate>Sun, 12 Feb 2017 12:42:07 +0100</pubDate><title>To pierwsza taka firma w Polsce. „Pokażemy polskiemu biznesowi czarno na białym korzyści, płynące z danych”</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0971d6a5733d4be39a73271738738545,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />- Naszym długofalowym celem jest „datyzacja” polskiego biznesu, to znaczy pokazanie mu czarno na białym realnych, finansowych i organizacyjnych korzyści, płynących z odpowiedniego posługiwania się danymi i zarządzania nimi – tak Michał Grams, szef TogetherData, charakteryzuje, czym zajmuje się jego firma. To pierwszy Data Science House w Polsce.

Zakodowane w strumieniach danych informacje o użytkownikach sieci w Europie mają wartość blisko 8 proc. PKB. Sztuka polega jednak nie tylko na tym, by te dane gromadzić, ale też – by je odpowiednio wykorzystać. Na tym etapie eksperci TogetherData chcą wspierać polskie firmy.

Problemem nie jest zatem brak danych. - Przeciwnie: wiemy już, że przedsiębiorstwa zgromadziły wiele cyfrowych informacji, ale często o biznesowo nieokreślonej wartości. Mimo że są w posiadaniu danych, to nie wiedzą już, jak realnie mogą zaaplikować je w swoim biznesie. Nawet te firmy, które dysponują pokaźnymi zasobami cyfrowymi czy rozbudowanymi systemami CRM, często nie zdają sobie sprawy z tego, jak zoptymalizować działanie procesów przedsiębiorstwa, rozpoznać jego problemy, pozyskać nowych klientów czy zrozumieć i „sklonować” profile tych najlepiej konwertujących – opowiada Grams.


Można powiedzieć, że naszą pracę zaczynamy tam, gdzie pozostałe firmy ją kończą, pozostawiając biznes z danymi samemu sobie – dodaje. - Big Data w postaci gotowego produktu są po prostu niewystarczające, co więcej, nie uwzględnia danych ze świata offline, które zawierają równie cenne informacje dla firm, co dane internetowe. O biznesowym IQ firmy świadczy nie tyle wielkość zgromadzonych przez nią danych, co skala i wymiarowość ich praktycznego wykorzystania – kwituje.

W tej chwili zaledwie 18 proc. polskich przedsiębiorstw korzysta z analityki danych. Potencjał jest znacznie większy: naturalnymi klientami i użytkownikami takich narzędzi są firmy z sektora fin-tech, przemysł, e-commerce i koncerny medyczne. Mniej więcej 80 proc. firm, które zdecydowały się analizować posiadane dane, jest zadowolonych z podjętej decyzji – pod względem zrozumienia potrzeb klienta i lepszego dostosowania się do jego potencjalnych potrzeb Big Data okazało się nieocenione. Grams przekonuje, że w Polsce nie jest inaczej. - Już po pierwszym miesiącu takiej współpracy nasi klienci widzą pierwsze, wymierne efekty – zapewnia.


Pierwsze koty za płoty. TogetherData najpierw musi przekonać rynek, że na ich serwerach kryją się żyły złota, żeby skłonić polskie firmy do skorzystania ze swoich usług w ich odnalezieniu i eksploracji.

Źródło: CEO

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0971d6a5733d4be39a73271738738545,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0971d6a5733d4be39a73271738738545,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Firmowe serwery to kury znoszące złote jaja - przekonują eksperci TogetherData.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132801,polska-platforma-bankowa-jedzie-do-londynu-rusza-prestizowa-impreza-finovate-europe</guid><link>https://innpoland.pl/132801,polska-platforma-bankowa-jedzie-do-londynu-rusza-prestizowa-impreza-finovate-europe</link><pubDate>Tue, 07 Feb 2017 14:16:31 +0100</pubDate><title>Polska platforma bankowa jedzie do Londynu. Rusza prestiżowa impreza Finovate Europe</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/fe12288e832e0a8fee5d823f6684a219,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />7 lutego rusza Finovate Europe – jedna z najważniejszych konferencji na świecie. Firmy i start-upy z sektora FinTechu zaprezentują swoje rozwiązania dla branży finansowej. Na odbywającym się w Londynie wydarzeniu nie zabraknie również polskich akcentów.

Warszawski Efigence zaprezentuje swoje nowe rozwiązanie z zakresu platform dla bankowości. Polska firma nie jedzie na Finovate jako debiutant. W swoim portfolio ma już takie instytucje, jak Alior Bank, BGŻ BNP Paribas, Nordea i dubajski bank Emirates NBD. 

Podczas konferencji zostanie zaprezentowana cyfrowa platforma bankowa Efi4. Jak chwalą się twórcy, łączy ona autorskie rozwiązania technologiczne firmy z indywidualnym designem dla banków i instytucji finansowych. Platforma ma być również łatwa w implementacji i w przystępnej cenie. 

Firma podkreśla zalety swojego rozwiązania. Efi4 ma być dostosowany do indywidualnych potrzeb klienta. Platforma wykorzystuje między innymi semantyczną wyszukiwarkę, wspierającą autouzupełnianie i rozumiejącą kontekst pytań. Moduł automatyzacji płatności w oparciu o analizę predyktywną przewidujące kolejne opłaty, do tego zaimplementowano integrację i agregację danych z różnych banków. Zaś design platformy jest przygotowany do zaadaptowania na stacjonarne i mobilne wersje stron. 


Paweł Haltof, członek zarządu Efigence, podkreśla, że narzędzie ma udowodnić, że platforma bankowa może być wyrafinowana i innowacyjna jednocześnie. To ich trzecia wizyta na Finovate – w 2013 roku prezentowali się u boku mBanku, a w 2014 roku z Idea Bankiem. 

Bankup to założona przez Polaków firma z główną siedzibą w belgijskim Kontich. Oferuje rozwiązania dla małych i średnich przedsiębiorstw z zakresu mobilnej bankowości i zarządzania finansami. W Londynie pokażą, jak FinTech może ułatwić życie firmom z tego sektora, między innymi przez automatyzację z zakresu zarządzania finansami oraz dostępem do usług kredytowych w czasie rzeczywistym. Pokażą również, jaki integrować usługi FinTechowe dla MSP w jednym raporcie.Nie zabraknie również starych wyjadaczy. Działający od 1993 roku Comarch Janusza Filipiaka pokazał w zeszłym roku na Finovate San Jose, jak wirtualna rzeczywistość może pomóc w zarządzaniu majątkiem. Do Londynu natomiast zabrano Myrę. To wirtualna asystentka, którą można zainstalować w swoim samochodzie. Firma chwali się, że dzięki Myrze użytkownik otrzyma spersonalizowany strumień informacji, dotyczący jego finansów. System wydawania poleceń głosowych pozwoli na przegląd wiadomości z branży czy przegląd naszych ostatnich transakcji. Pojazd ma zamienić się w osobistego asystenta, podkreśla firma. 


ING Bank Śląski zaprezentuje publice Moje ING. Rozwiązanie z zakresu bankowości internetowej jest zachwalane jako świetne połączenie technologii oraz user experience. Przedstawiciele instytucji podkreślają, że ich system działa bezproblemowo niezależnie od kanału, poprzez który odbywa się interakcja. 

Finovate Europe odbywa się między 7 a 8 lutego bieżącego roku w Londynie. Liczymy, że polskie firmy pokażą, że w zakresie rozwiązań dla FinTechu Polska ma jeszcze wiele do zaoferowania.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fe12288e832e0a8fee5d823f6684a219,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fe12288e832e0a8fee5d823f6684a219,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Efigence podczas próby generalnej przed wystąpeniem na Finovate Europe.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132005,w-kryptowalute-nikt-nie-wierzyl-a-mozna-bylo-zarobic-100-procent-w-ciagu-roku-kurs-ciagle-rosnie</guid><link>https://innpoland.pl/132005,w-kryptowalute-nikt-nie-wierzyl-a-mozna-bylo-zarobic-100-procent-w-ciagu-roku-kurs-ciagle-rosnie</link><pubDate>Mon, 02 Jan 2017 17:19:09 +0100</pubDate><title>W kryptowalutę nikt nie wierzył, a można było zarobić 100 procent w ciągu roku. Kurs ciągle rośnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/754c57365d8eb077074ad558cd5b7519,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wydawało się, że bitcoin jest martwą walutą. To, że o nim nie słychać, nie znaczy, że nie istnieje. Kryptowaluta ponownie wyszła z cienia i pobiła swój historyczny rekord – 1 bitcoin jest teraz wart ponad 1000 dolarów amerykańskich.

Ostatni raz bitcoin osiągnął tak wysoką cenę trzy lata temu – pod koniec 2013 roku przebił barierę tysiąca dolarów. Do obecnego poziomu dochodził kilkunaście miesięcy. Jeszcze rok temu ta kryptowaluta była warta mniej niż 500 dolarów. I – według analityków – ciągle nie jest to szczyt, a więc warto przemyśleć inwestycję w bitcoina, bo jego cena może jeszcze rosnąć.

Co spowodowało rajd bitcoina? Wyraźnie widać, że rósł on szczególnie mocno po dwóch decyzjach rządów Indii i Chin, które w praktyce oznaczają ograniczenia w obrocie gotówkowym. W tym pierwszym kraju, w listopadzie, rząd jednym dekretem unieważnił dwa najpopularniejsze nominały banknotów: 500 i 1000 rupii. Warto zauważyć, że w ten sposób wycofał ok. 85 procent gotówki znajdującej się w obrocie. Celem tej operacji była walka z szarą strefą, bitcoin wzrósł przy okazji. 


Z kolei Chińczycy przy pomocy bitcoina bronią się przed dewaluacją własnej waluty – juan w ostatnich miesiącach traci na wartości. Stąd bierze się duży popyt i rosnące ceny.Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/754c57365d8eb077074ad558cd5b7519,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/754c57365d8eb077074ad558cd5b7519,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bitcoin nie ma żadnej fizycznej postaci, ale obecnie jest jedną z najsilniejszych wlatut świata.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/131725,moneyfriend-co-zwyciezca-pierwszego-w-polsce-dragons-den-dedykowanego-obszarowi-fintech</guid><link>https://innpoland.pl/131725,moneyfriend-co-zwyciezca-pierwszego-w-polsce-dragons-den-dedykowanego-obszarowi-fintech</link><pubDate>Mon, 19 Dec 2016 06:45:04 +0100</pubDate><title>MoneyFriend.co zwycięzcą pierwszego fintechowego Dragons’ Den. &quot;Od Kalifornii i znakomitej kariery wolę Polskę&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7eca73fc6016b611784a69e8727136af,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W ubiegły czwartek, 15 grudnia odbył się konkurs NewFinance FinTech Open Mic Night – Dragons' Den Edition. 7 start-upów zmierzyło się z panelem Dragonów w składzie David Putts, Marcin Kurek i Andrzej Żurawski. Był to pierwszy w Polsce Dragon’s Den dedykowany obszarowi fintech.

Tytuł The Best Newcomer wygrała Monika Kania z projektem Xchanger.io. – To innowacyjna porównywarka usług wymiany walut i przelewów międzynarodowych, która pomaga zaoszczędzać na tzw. spreadach i kosztach transakcji walutowych porównując oferty najbardziej wiarygodnych  polskich i zagranicznych platform wymiany walut – tłumaczy Monika Kania. 

– Xchanger to optymalne narzędzie również dla klientów biznesowych : importerów, eksporterów czy tez imigrantów wykonujących regularnie transfery walutowe do rodziny. Przed Świętami Bożego Narodzenia dodajemy do naszego widgeta porównywarki właśnie transfery międzynarodowe i tym samym najlepsze oferty przelewów od międzynarodowych platform wymiany walut jak Transferwise, Azimo, Easy Send czy World First – dodaje Kania.


Zdobywcą pierwszej nagrody wybrany został Łukasz Czerwiński, prezentując projekt MoneyFriend.co. Łukasz niedawno powrócił z Silicon Valley, aby rozwijać MoneyFriend we własnym kraju.

– Pobyt w Kalifornii był bardzo ciekawy i rozwijający. Programista może tam siedzieć praktycznie w nieskończoność (oczywiście całkowicie legalnie!). Tyle że ja coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że mimo pięknej pogody, świetnych samochodów i perspektywy znakomitej kariery i zarabiania milionów, moim marzeniem jest mieszkać w swoim kraju, tu pracować (mając intensywne kontakty zagraniczne), założyć rodzinę i mieć swój prawdziwy dom. Lubię być u siebie – mówi Łukasz.


Główne nagrody ufundowali dLK Legal (na zdjęciu partner z dLK - Konrad Stolarski wręcza nagrodę Łukaszowi) oraz BeesFund - platforma crowdfundingowa. NewFinance, organizator konkursu przygotował kolejne spotkanie w autorskim formacie NewFinance (networking – prezentacje – panel dyskusyjny – networking) dotyczące inteligentnych chatbotów, które odbędzie się 2 lutego w Campus Warsaw od godziny 18:15. Zwycięzca Dragons’ Den - Łukasz Czerwiński będzie jednym z trzech prezentujących. Spotkanie jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych, liczba miejsc ograniczona a rejestracja na stronie NewFinance gwarantuje miejsce. Więcej info pod tym linkiem. 


Poniżej zamieszczamy wywiad ze zwycięzcą pierwszego fintechowego Dragon’s Den:


Czym jest MoneyFriend?

MoneyFriend to duży i ważny projekt, który ma na celu pomóc młodym ludziom zarządzać własnym budżetem. Wielu czytelników było kiedyś studentami i na pewno pamięta, jak to jest wyjechać z domu i zacząć samodzielne życie. Często wtedy wciąż liczymy na przesyłane regularnie pieniądze od rodziców. Nierzadko jest to szok – bo oto nagle zyskujemy samodzielność w wydawaniu i… spora część pieniędzy jest wydawana na imprezy lub inne przyjemności. 

No właśnie – czy młodzi ludzie umieją zarządzać pieniędzmi?


To było pierwsze pytanie, jakie sobie zadaliśmy. Zauważyliśmy, że młodzi ludzie żyją szybko, otacza ich wiele bodźców, a temat planowania wydatków często jest pomijany. Brakuje rad i wskazówek, jak podejmować decyzje w tej sferze. Oczywiście istnieją programy pomagające w zarządzaniu własnymi finansami tzw. PFM (personal finance manager), ale w Polsce pozostają praktycznie nieznane, do tego są one bardzo skomplikowane i nie dają prostych do wdrożenia rozwiązań.

Trzeba też zauważyć, że ani w szkole, ani na studiach nie ma przedmiotu, który by uczył roztropności w wydawaniu pieniędzy, również wciąż za mało się o tym mówi w rodzinie. Tymczasem przestrzeń publiczna jest wypełniona reklamami - gazety, billboardy, telewizja, strony internetowe, aplikacje typu Youtube czy Spotify...


… i wszystkie krzyczą, żeby coś kupić. Jak w takim razie pomagacie?

MoneyFriend jest skierowany do młodych, aktywnych ludzi, zarówno studentów, jak i aktywnych zawodowo. Jest to chatbot na Messengerze (Facebook’a), który udziela jasnych wskazówek, jak dobrze zarządzać budżetem osobistym. Inteligentne algorytmy analizują transakcje z konta bankowego użytkownika i np. dają porady, ile dziennie można bezpiecznie wydawać, żeby się nie “spłukać”. Nasz produkt jest w fazie testów z użytkownikami i intensywnego rozwoju funkcjonalności. 

W niedalekiej przyszłości planujemy wprowadzić ostrzeżenia o większych wydatkach, sugerowane produkty bankowe, którymi warto się zainteresować – np. wskazówka, żeby założyć konto oszczędnościowe wraz z przyciskiem, który to umożliwi w parę chwil. Również powiadomienia o nowym przychodzącym przelewie. Dzięki temu skończy się codzienne sprawdzanie, czy pieniądze już doszły, a systematyczne odkładanie pieniędzy na wymarzone wakacje będzie kwestią tylko paru prostych kliknięć.


Jak zaczęła się Wasza przygoda z MoneyFriend?

Haha, przygoda to dobre określenie. Trzonem naszego zespołu jest Yook – CEO i ja. Yook jest Australijczykiem mieszkającym przez ostatnie 8 lat w Norwegii. Ja wychowałem się w Warszawie, ale ostatnie 3 lata spędziłem w Dolinie Krzemowej jako programista w Google i w startupie technologicznym. Wydaje się więc, że ciężko byłoby, żeby nasze drogi się przecięły, a jednak tak się stało. 

W czerwcu wróciłem do Polski i zacząłem swój pobyt w kraju od intensywnych wakacji - w ciągu 2,5 miesiąca przemierzyłem Polskę od morza aż do gór (śmiech). Autentycznie, byłem w Gdańsku, na Pomorzu, w Warszawie, Krakowie, Tarnowie i w Bieszczadach. Rysy odpuściłem, ale za to poleciałem jeszcze na 3 dni do Londynu.


Prosto z wyjazdu w góry wróciłem na Startup Weekend Fintech Edition w Warszawie. Pamiętam, jak wstawałem o 5 rano w Bieszczadach, żeby zdążyć na początek wydarzenia.  

Yook z kolei od dłuższego czasu testował różne pomysły na start-upy. Pewnego dnia usłyszał o fintechowym wydarzeniu w Polsce, a ponieważ loty były tanie, postanowił przylecieć. 

W ten sposób poznałem na wydarzeniu świetną ekipę, z którą stworzyliśmy przez weekend pierwszą wersję MoneyFriend. W niedzielę wszystkie 12 zespołów uczestniczących w wydarzeniu przedstawiło efekty swojej pracy przed jury, w skład którego wchodzili dyrektorowie z PKO BP, PayU, Visa, Orange i kilku innych firm. Po stresujących prezentacjach i emocjonujących oczekiwaniach na wyniki okazało się, że… nasz zespół wygrał! Wśród nagród był m.in. tak zwany Fast Track do akceleratora MIT EF Warsaw, pobyt w świetnej przestrzeni coworkingowej Brain Embassy i parę innych ciekawych nagród. 


Stwierdziliśmy, że skoro tak świetnie nam poszło po zaledwie weekendzie pracy, to… warto ten pomysł rozwijać dalej. Pomyśleliśmy, że albo się rozbijemy, albo wystrzelimy w górę. Pracujemy dalej, żeby sprawdzić, które z nich się stanie (śmiech).

Co dalej, jakie plany na przyszłość? 

W start-upie ważne jest, żeby mieć dwa rodzaje planów – długofalowa wielka wizja, która jest latarnią na horyzoncie, daje motywację do pracy i pokazuje właściwy kierunek działań, oraz krótkofalowa, która mówi o tych trudnych decyzjach i ciężkiej pracy, którą są potrzebne, żeby tam się dostać.


Nasza wspaniała wizja to żeby MoneyFriend był najlepszym chatbotem w branży fintech w Europie. Aby tam dojść, chcemy w nadchodzących miesiącach testować nowe funkcjonalności z beta użytkownikami, otworzyć produkt oficjalnie dla szerokiego grona użytkowników, przejść proces akceleracji i wejść w ścisłą współpracę z dużym bankiem. Kluczowy jest wzrost szybki liczby użytkowników. Tylko dzięki nim projekt może poszybować wysoko – a my mamy wielkie ambicje.

Ambitne plany, ale czy uda się je zrealizować?

Tak jak wspomniałem, są tylko dwie opcje – albo wystrzelimy w górę i odniesiemy wielki sukces, albo poniesiemy porażkę. Stawka jest wielka, wizja ciekawa, a nasze apetyty – niezaspokojone. 
Wiemy, że mamy wspaniały potencjał. A do tego wierzymy w to, co robimy. 


Mamy w sumie 30 lat doświadczenia zawodowego w bankowości i technologiach, pracowaliśmy na 4 kontynentach, znamy wiele osób w tych branżach, z powodzeniem rozwijamy kontakty w pozostałych dziedzinach i ciężko pracujemy, aby osiągnąć nasze cele. Dodatkowo zarówno banki w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii są wyraźnie nami zainteresowane. Słuchało nas do tej pory ponad 30 dyrektorów banków w obu krajach, mamy też kolejne specjalne zaproszenie do Londynu na spotkanie na styczeń do jednego z gigantów bankowych. 

Czego zatem teraz najbardziej Wam potrzeba?


Oprócz współpracy bankowej planujemy w niedalekiej przyszłości zintensyfikować już rozpoczęte rozmowy o finansowaniu przez inwestorów, a do tego potrzebujemy włożyć jeszcze trochę ciężkiej pracy w sam produkt. Szukamy osób, które pomogą nam go rozwijać, zapaleńców, którzy wierzą w ten projekt tak bardzo jak my! 

Jeśli ktoś z Was chciałby do nas dołączyć, zapraszamy do kontaktu pod emailem penny@moneyfriend.co. Szukamy zarówno programistów, jak i specjalistów od produktu, UX, strategii biznesowej i marketingu. Zachęcamy też do śledzenia naszej strony internetowej i zapisania się na newsletter.


Zatem powodzenia dla MoneyFriend i niech świat o Was usłyszy!

Dzięki!]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7eca73fc6016b611784a69e8727136af,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7eca73fc6016b611784a69e8727136af,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Konrad Stolarski wręcza nagrodę Łukaszowi Czerwińskiemu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/131661,takiej-uslugi-jeszcze-na-swiatowym-rynku-nie-bylo-polski-bank-chce-uproscic-przedsiebiorcom-zycie</guid><link>https://innpoland.pl/131661,takiej-uslugi-jeszcze-na-swiatowym-rynku-nie-bylo-polski-bank-chce-uproscic-przedsiebiorcom-zycie</link><pubDate>Fri, 16 Dec 2016 12:12:55 +0100</pubDate><title>Takiej usługi jeszcze nie było. Polski bank jako pierwszy na świecie wprowadza leasing szyty na miarę obrotów firm</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4f1745f3f1be04bdb6792d92666d037f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Skonstruowanej w ten sposób oferty leasingowej jeszcze na rynku nie było – a nowy pomysł Idea Leasing i Getin Leasing może w ciągu kolejnych miesięcy zostać zaadaptowany np. na rynku ubezpieczeń. W skrócie można sprowadzić go do zaproponowania przedsiębiorcom daleko idącej elastyczności w spłacie leasingowanych pojazdów: bank rezygnuje z pobierania opłat stałej wysokości na rzecz naliczania ich na podstawie przejechanych w danym okresie kilometrów. Oznacza to, że w tych okresach, kiedy aktywność firmy – a zatem najczęściej również obroty – spadają, przedsiębiorca płaci niższe raty leasingowe.

– Takie innowacje zwykle rodzą się przypadkiem – mówi INN:Poland Dominik Fajbusiewicz, członek zarządu Idea Banku, stojący za najciekawszymi i najbardziej ekstrawaganckimi pomysłami firmy, jak choćby mobilne wpłatomaty. – Rozmawiamy o jakimś problemie czy potrzebie, zdarza się, że ktoś coś powie, idziemy tym tropem i... coś z tego wychodzi – dodaje.

Tak właśnie było z cash flow, o którym Fajbusiewicz mówi: „taka nasza mała fobia”. Idea Bank nigdy nie ukrywał, że celuje w przedsiębiorców, szczególnie tych małych i średnich – a w tym sektorze cash flow potrafi być nad Wisłą wyjątkowo trudnym tematem. – Dosyć dużo czasu poświęcamy na to, by budować produkty, które będą się dostosowywać do cash flow. Ponieważ kupiliśmy firmy leasingowe i jesteśmy dosyć dużym graczem na tym rynku, z udziałem na poziomie 15 proc., co jest z kolei dużą częścią naszego biznesu, zastanawialiśmy się, jak tchnąć nieco świeżości w naszą ofertę dla tego rynku – opowiada Fajbusiewicz.

	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Nie było to łatwe, ten rynek uchodzi za niezbyt podatny na innowacje – przynajmniej w porównaniu do tradycyjnej bankowości. Z drugiej jednak strony ekspertom Idea Banku nie umknęły pierwsze próby budowania nowych usług na rynku komunikacyjnym w oparciu o technologię GPS, służącą do monitoringu flot. – Postanowiliśmy tę technologię wykorzystać – podkreśla Fajbusiewicz. – Standardowo wkładamy rzeczy, które istnieją na rynku i mieszamy ze sobą, żeby uzyskać nowy efekt. Ani oferta leasingowa czy najem długoterminowy, ani też monitoring GPS to nie są rozwiązania nowe. Ale nowy i innowacyjny jest miks tych dwóch koncepcji – kwituje menedżer.


Wysokość raty podąża za autem
Leasing moglibyśmy sprowadzić w uproszczeniu do sprzedaży na raty ustalonej wysokości. Najpierw płacimy raty, potem dokonujemy wykupu już użytkowanego produktu – najczęściej auta. Leasing w wersji, którą chce zaproponować Grupa IB, to sprzedaż na raty, których wysokość jest zmienna – „podąża” za użytkowaniem samochodu.

	
		
											
					
				
				Opel Vivero.•Fot. materiały prasowe
					

Jak to działa? Załóżmy, że kupujemy auto Opel Astra za nieco ponad 52 tysiące złotych. W tradycyjnym leasingu comiesięczną, standardową ratę wyliczono by nam na niecałe 870 złotych, które trzeba byłoby wpłacać co miesiąc, bez względu na faktyczne użytkowanie auta, to czy nasza firma ma zlecenia czy nie. W usłudze, jaką wprowadza na rynek Idea Bank ta rata zostanie podzielona na część stałą oraz część liczoną od kilometrów (w zależności od zadeklarowanego przebiegu rocznego). Symulacja banku zakłada, że w takim przypadku stała część raty wynosiłaby zaledwie nieco ponad 235 złotych, a reszta raty byłaby wyliczana na podstawie przejechanego dystansu, przy stawce 38 groszy za kilometr.


Zatem firma ma przestoje, albo rozchorował się kierowca – i auto stoi na parkingu? Płacimy niższą comiesięczną ratę. Interes się dynamicznie rozwija i auto jest cały czas w ruchu? Rata jest wyższa. Niedopłata lub nadpłata jest wyrównywana przy końcowym wykupie pojazdu. Oczywiście, im większa firma i im większy gabaryt używanych w niej wozów, tym bardziej spektakularna staje się różnica pomiędzy wysokością rat tradycyjnych, a tych w proponowanym przez Idea Bank modelu. Transportowy Opel Vivaro to w pierwszym scenariuszu stała rata wysokości 1218 zł, a w drugim – stała „podstawa” na poziomie 318 złotych oraz 36 groszy za kilometr. Potężny TIR DAF FT XF 460 w pięcioletnim leasingu to dziś rata rzędu 6710 złotych miesięcznie. Przy przebiegu 120 tys. km rocznie rata stała za tę ciężarówkę wyniosłaby 1310 złotych, a „kilometrówka” – 54 grosze.

	
		
											
					
				
				DAF FT XF 460.•Fot. materiały prasowe
					

Za mierzenie poczynań kierowców odpowiadałby kawałek hardware: nadajnik GPS, który transmitowałby do banku dane dotyczące pojazdu. Urządzenie to byłoby jednak czymś więcej: nie tylko pokazywałoby lokalizację pojazdu na mapie, a więc przejechane kilometry, ale – podłączone do komputera pojazdu – dawałoby odczyt wszystkich informacji sczytywanych z deski rozdzielczej pojazdu: prędkość, obroty, zapas paliwa, aktualne spalanie. W ciężarówkach urządzenie byłoby też zintegrowane z tachografem. – W przyszłości w grę wchodziłoby również mierzenie wagi pojazdu, co pozwalałoby ocenić, czy kurs jest efektywny: odbywa się przy w pełni załadowanym pojeździe, czy też tylko z częściowym ładunkiem – mówi INN:Poland Łukasz Domański, który w Idea Banku pilotuje ten projekt.


Witamy w krainie dzielenia się
To pierwsze podejście do modelu „pay-as-you-drive”, który Idea Bank chciałby stopniowo przenosić na kolejne pola swojej działalności, tworząc dla wszystkich działań w tym modelu projekt Happy Miles. Przykładowo, w pierwszym kwartale przyszłego roku może się pojawić wersja ubezpieczeniowa, tym bardziej atrakcyjna, że towarzystwa ubezpieczeniowe mogą raz jeszcze podnieść stawki, ze względu na niewielką rentowność. – Wierzymy, że ten model okaże się przełomowy dla przedsiębiorców – zapewnia Domański, kierujący projektem. Według niego, rynek leasingu – do tej pory niezbyt aktywny – teraz zaczyna się otwierać na nowe rozwiązania. - Na przestrzeni trzech ostatnich lat finansowanie zakupu pojazdu w postaci leasingu wzrosło z 40 do ponad 50 proc. rynku. Podobnie dynamicznie rozwija się rynek związany z telemetrią – dorzuca.


– Naszą ofertę chcemy dedykować przede wszystkim przedsiębiorcom, ale nie mamy zamiaru zaniedbywać detalu, który jednak na rynku zakupu nowych pojazdów jest słabo obecny – zapowiada Dominik Fajbusiewicz. – Jak spojrzymy na strukturę sprzedaży, w zasadzie 3/4 zakupu nowych aut to firmy. A tych jest w raportach, nawet jeżeli weźmiemy te najbardziej optymistyczne, dwa miliony. Po drugiej stronie jest ponad 20 milionów konsumentów indywidualnych, których na tym rynku nie widać – dodaje. Bierze się to z tego, że rynek finansowania takich zakupów dla firm jest rozwinięty: szeroka oferta, zachęty podatkowe. Klient detaliczny nie ma takiego wyboru.

	
		
											
					
				
				Dominik Fajbusiewicz, członek zarządu Idea Bank i pomysłodawca projektów takich jak mobilny wpłatomat czy Happy Miles.•Fot. Materiały prasowe
					

Ale w gruncie rzeczy chodzi o coś jeszcze innego: coraz częściej dzisiejsi klienci unikają stałych zobowiązań. – Zaczynamy żyć w gospodarce dzielenia się. Takiej, której model określa słowo „użytkowanie”, a nie „posiadanie” – powtarzają nasi rozmówcy z Idea Banku. – Pięć lat temu kupowaliśmy płyty CD, potem zaczęliśmy płacić za ściągnięcie pliku, teraz płacimy za streaming – mówi Fajbusiewicz. – Jestem więc przekonany, że w przyszłości finansowanie pojazdów będzie wyglądać właśnie w taki sposób, jaki proponujemy – podkreśla. – I nawet jeżeli nasz projekt miałby się okazać falstartem, nawet jeżeli jest za wcześnie, w końcu dojdziemy do takiego właśnie modelu – ucina.


Rynek – przynajmniej jeżeli brać pod uwagę badania prowadzone na potrzeby projektu Happy Miles – wydaje się jednak już czekać na jakieś zmiany. W badaniu przeprowadzonym wśród firm transportowych i mikroprzedsiębiorstw niemal połowa (46 proc.) respondentów uznała, że nowe rozwiązanie pozwala zażegnać kłopoty przedsiębiorców. 48 proc. uznało, że rozwiązanie odpowiada ich potrzebom i jest korzystne. Aż 78 proc. doceniło innowacyjność modelu Happy Miles. To się przekłada na potencjalnych adresatów programu: jak szacuje Idea Bank 45 proc. przyszłych uczestników projektu to firmy z flotami osobowymi, 40 proc. – firmy transportowe, 5 proc. – klienci indywidualni, a 10 proc. – pozostali klienci, głównie użytkownicy maszyn budowlanych czy rolniczych. W ciągu trzech lat Grupa Idea Bank chce dojść do poziomu, w którym przynajmniej połowa nowo zawieranych umów będzie zawierana w modelu „pay-as-you-drive”.


Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4f1745f3f1be04bdb6792d92666d037f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4f1745f3f1be04bdb6792d92666d037f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Leasing to już dominująca forma finansowania zakupu nowych aut.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/131515,lukratywna-luka-start-upy-dopiero-debiutuja-w-tej-branzy-a-fundusze-inwestycyjne-juz-zastawiaja-na-nich-sidla</guid><link>https://innpoland.pl/131515,lukratywna-luka-start-upy-dopiero-debiutuja-w-tej-branzy-a-fundusze-inwestycyjne-juz-zastawiaja-na-nich-sidla</link><pubDate>Fri, 09 Dec 2016 16:49:24 +0100</pubDate><title>Lukratywna luka: start-upy dopiero debiutują w tej branży, a fundusze inwestycyjne już zastawiają na nich sidła</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e15ff2c334f7b7b9b6ae5f21538d4882,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wygląda na to, że specjaliści od znajdowania nowych perspektyw biznesowych natrafili na żyłę złota. Określa się ją wywodzącym się z angielszczyzny terminem „insurtech” i można by ją opisać jako szybko rosnący rynek alternatywnych ubezpieczeń. Projekty z tego obszaru są coraz atrakcyjniejsze: raz, że stawki ubezpieczeń poszybowały ostatnio w górę, a start-upowcy usilnie próbują znajdować sposoby, by usługa była tańsza. Dwa, że Polacy są coraz bardziej świadomi tego, że trzeba i warto się ubezpieczyć.

„Kundi” – słowo-klucz i to w trzech językach: w suahili to „grupa”, na Filipinach tak określa się „kumpla”, zaś Finowie w ten sposób mówią „oszczędzać”. Trudno się zatem dziwić, że Wojciech Kamiński i jego współpracownicy z Grupy ANG wybrali właśnie to słowo na nazwę swojego nowego projektu. – Tradycyjny biznes ubezpieczeniowy wygląda trochę tak, że wszyscy chcieliby zarobić jak najwięcej kosztem klienta. My z kolei bardzo dobrze znamy naszych klientów i chcielibyśmy świadczyć dla nich trochę inne usługi niż wszyscy dokoła – mówi Kamiński w rozmowie z INN:Poland.


Pomysł pojawił się naturalnie: Kundi był spin-offem z Grupy ANG, 4. pod względem wielkości gracza na rynku pośrednictwa kredytowego w Polsce, wyspecjalizowanego przede wszystkim w kredytach hipotecznych. Kundi miało być rozszerzeniem działalności na rynek pośrednictwa w sprzedaży ubezpieczeń, a także jeszcze jednym eksperymentem ze spółdzielczością (Grupa ANG również ma formę spółdzielni).

– Chcielibyśmy ubezpieczać ludzi w grupach, ale nie sprzedawać ubezpieczenia grupowe. Ubezpieczam się, zapłaciłem składkę, zakładam grupę, zapraszam znajomych do ubezpieczenia – opowiada Kamiński. – Naszym celem jest stworzenie sytuacji, w której klient płaci tyle, co na tradycyjnym rynku ubezpieczeniowym, ale my dzielimy składkę na dwie części: pierwsza trafi do tradycyjnego towarzystwa ubezpieczeniowego, druga znajdzie się w tzw. „puli grupy”. Taka pula to pieniądze, które członkowie mogą odzyskać, albo przenieść na następny rok. Jednak jeżeli pojawia się jakaś szkoda w grupie, w pierwszej kolejności sięgamy do puli. To poduszka na małe szkody i dopiero, gdy zabraknie w niej pieniędzy, sięgamy do drugiej części składki – tłumaczy.

	
		
											
					
				
				Wypadek samochodowy w Warszawie.•Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
					

Na Zachodzie uznano taki społecznościowy model ubezpieczeń za idealny – uczestnicy schematu znają się lepiej niż jakikolwiek ubezpieczyciel swoich klientów. Znają się, darzą się zaufaniem i mają znacznie niższą skłonność do oszustw ubezpieczeniowych czy prób wyłudzania dodatkowych pieniędzy. Statystycznie w takim modelu jest nawet o 30 proc. mniej szkód, jak podkreśla Kamiński. – Dlatego chcielibyśmy, żeby grupy w Kundi były małe: od pięciu do piętnastu osób. Żeby relacje były silne i budowały barierę moralną dla fraudów – kwituje.


Długi cień raczkujących start-upów
Projekty takie jak Kundi dziś mogą być przedsięwzięciami firmowanymi przez grupki zapaleńców, eksperymentujących z nowymi technologiami, ale w opinii ekspertów, rzucają już długi cień na rynek klasycznych ubezpieczeń. – Branża ubezpieczeniowa nie jest innowacyjna – twierdzi Michał Pluta z firmy Sollers Consulting. – Ubezpieczyciele muszą jednak patrzeć na rynek. Zmieniają się potrzeby klientów i sposób, w jaki technologia wpływa na zachowania ich klientów, więc muszą też być różne produkty ubezpieczeniowe. Ubezpieczyciele muszą się do tego dostosowywać – podkreślał.


Gra toczy się o gigantyczne niezagospodarowane przestrzenie mienia, życia, zdrowia i innych dóbr, jakie warto ubezpieczyć (szacuje się, że tylko 2 proc. rynku na świecie jest ubezpieczone). Ale też toczy się o przetrwanie – zgodnie z raportem PwC „Jak ubezpieczeniowe firmy technologiczne zmieniają branżę”, aż 90 proc. działających na rynku firm ubezpieczeniowych żyje z myślą, że któregoś dnia może ich wyrugować z biznesu jakiś ubezpieczeniowy AirBNB czy Uber. Dlatego zawczasu tradycyjni ubezpieczyciele zaczynają inwestować w insurtech: nakłady na takie inwestycje w trzy lata wzrosły pięciokrotnie, od 2010 r. na tego typu eksperymenty poszło już 3,4 mld dolarów w skali całego globu. Wydawało je dwie trzecie firm ubezpieczeniowych na świecie.


Mało tego, nie chodzi wyłącznie o to, jak skonstruować polisę czy jak sprzedać ją w innowacyjny sposób. Towarzystwa ubezpieczeniowe wiążą też olbrzymie nadzieje z dziesiątkami, może setkami pomysłów spod znaku Internet of Things – mieszkania, pojazdy i inne urządzenia naszpikowane czujnikami, pokazującymi, jak je użytkujemy i ostrzegającymi przed potencjalnymi awariami, to kolejna z żył złota, których szukają ubezpieczyciele. Przykładów nie trzeba daleko szukać, nawet nad Wisłą – chodzi choćby o aplikację Yanosik, której używają tysiące polskich kierowców i która zaczęła jakiś czas temu współpracować z towarzystwami ubezpieczeniowymi.

	
		
											
					
				
				Akcja &quot;Naga prawda o ubezpieczeniach&quot; w Rzeszowie.•Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
					

- Innowacje widzimy w wielu ubezpieczeniowych start-upach technologicznych. Przykładem mogą być ubezpieczenia typu peer-to-peer, ubezpieczenia krótkoterminowe, ubezpieczenia płatne według uzycia i sposobu, w jaki np. kierowca prowadzi samochód – podsumowuje Marcin Pluta. – Ubezpieczyciele muszą zdecydować, które z tych rozwiązań chcą wdrożyć, które mogą wdrożyć przy współpracy z partnerami, a które nie sprawdzą się w przyszłości – dorzuca.


To nie znaczy, że to bogactwo form i treści rozkwita już w Polsce. – Tu insurtech-y zaczynają się dopiero kształtować – twierdzi Arkadiusz Kramza, wicedyrektor w zespole ds. ubezpieczeń PwC. – Choć widać pierwsze oznaki obecności insurtech-ów, np. w obszarach wykorzystania telematyki czy zakupów grupowych lub na żądanie, na ten moment mają one raczej charakter nowinki technologicznej, nie są jeszcze kluczowym elementem strategii rozwoju zakładów ubezpieczeń. To powoduje, że na razie na polskim rynku brak istotnych strategicznych partnerstw pomiędzy ubezpieczycielami, a start-upami technologicznymi, co mogłoby stanowić istotną dźwignię rozwoju tego rynku – kwituje. Filozofię łączenia starego z nowym, można by podsumować lapidarnym „w kupie siła”: tradycyjne towarzystwa mogłyby wnieść do start-upów finansowy rozmach, możliwości, udział w rynku. Start-upowcy mogli by dać klasycznym TU odświeżony wizerunek produktów ubezpieczeniowych, nowe kanały dotarcia do klientów, możliwość obniżenia stawek i lepszego szacowania ryzyka.


Wzrost o rząd wartości
– Zgadzam się, że polski rynek dopiero raczkuje: w branży jest niewiele firm, a aktywność ubezpieczeniowa w polskim internecie dopiero raczkuje – sekunduje menedżerowi PwC Michał Wrzołek z funduszu MCI Capital S.A. – Natomiast potencjał ma znaczny. Wystarczy wziąć pod uwagę, że udział internetu w operacjach ubezpieczeniowych jest w innych krajach europejskich znacznie wyższy niż nad Wisłą, i do tego poziomu będziemy w następnych latach równać – prognozuje w rozmowie z INN:Poland.

	
		
											
					
				
				Przybywa firm proponujących ubezpieczenia m.in. na wyjazdy urlopowe.•Fot. Michał Walczak / Agencja Gazeta
					

MCI Capital S.A. tę prognozę mógłby podbudować własnym doświadczeniem: fundusz zainwestował 6 mln złotych w mfind – porównywarkę ubezpieczeń, narzędzie pozwalające optymalizować budżet ubezpieczeniowy klientów. Dziś porównywarki tego typu odpowiadają za 1 procent sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych, w Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech to 60 proc. – Wierzymy, że mfind będzie jedną z naszych wielkich inwestycji, będzie na nim wielki zwrot. Spółka rośnie bardzo szybko, to kwestia czasu, kiedy będzie numerem jeden. Do tego dochodzi łatwość skalowania za granicę – tłumaczy Wrzołek.


– Po stronie inwestorów widać ogromne ruchy: na rynek trafiło bardzo dużo pieniędzy, praktycznie wszystkie znaczące fundusze ukierunkowały się właśnie na insurtech lub fintech – podkreśla z kolei Bartłomiej Roszkowski z mfind w rozmowie z INN:Poland. – Tyle, że niewiele się pisze o takich start-upach, bo to nie są zwykle super-medialne rozwiązania: to bardzo fajne, innowacyjne rozwiązania dla firm ubezpieczeniowych, banków, ale nie dla przeciętnego konsumenta – dodaje.

Niektóre z nich Roszkowski mógł zresztą poznać bliżej, jako mentor w akceleratorze Hugething: Kundi, Videobot, Snowsurance, Bonsai. Paradoksalnie, dla inwestorów nie jest to taki łatwy łup. – Wiemy, co zrobić, żeby zacząć rozmowy z inwestorami. Na razie jednak finansujemy się z własnych środków. Korzystamy też z zasobów dostępnych w naszej grupie: oddziału deweloperskiego, marketingowego, wsparcia projektowego. Zanim jednak podejdziemy do etapu inwestycji, chcielibyśmy rozpocząć sprzedaż – opowiada Wojciech Kamiński. A jak dobrze pójdzie, to na pierwszy rynek pójdzie rynek w Polsce, a potem w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii – państwach, w których kultura ubezpieczeniowa jest znacznie bardziej rozwinięta niż nad Wisłą.


– Potencjał takich firm i tego rynku w ciągu kilku lat się zwielokrotni. I to będzie wzrost o rząd wielkości – nie ma wątpliwości Wrzołek. – Insurtech to żyła złota: nie w tym sensie, żeby już dziś dało się w nim robić wielkie pieniądze, ale ten rynek ma potencjał, który zmaterializuje się w kilka lat. Jestem tego pewien – zapewnia.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e15ff2c334f7b7b9b6ae5f21538d4882,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e15ff2c334f7b7b9b6ae5f21538d4882,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Piotr Litewka, motocyklista z Katowic, który poszukiwał świadków swojego wypadku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/131029,w-jednym-z-polskich-bankow-pieniadze-zaczely-znikac-z-kont-klientow-bank-uspokaja-spokojnie-to-tylko-awaria</guid><link>https://innpoland.pl/131029,w-jednym-z-polskich-bankow-pieniadze-zaczely-znikac-z-kont-klientow-bank-uspokaja-spokojnie-to-tylko-awaria</link><pubDate>Tue, 15 Nov 2016 17:32:34 +0100</pubDate><title>W jednym z polskich banków pieniądze zaczęły znikać z kont klientów. Bank: to tylko awaria</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6cc923ca37b12acdd2edadf2493c4ead,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ta fuzja nie poszła tak gładko, jak zazwyczaj. Połączenie banków BGŻ z BNP Paribas – a także wynikająca z niego integracja systemów – przyniosły niektórym klientom zaskakującą niespodziankę.

Integracja systemów obu łączących się banków najwyraźniej przerosła ich możliwości. – Rozumiem, że pracowaliście Państwo nad połączeniem systemów między bankami, ale to jest niedopuszczalne, by po upływie terminu określonego przez Państwa w ramach meili i sms, do tej pory bankowość elektroniczna nie była dostępna – kwitowała już w poniedziałek wściekła klientka banku na jego profilu na Facebooku. – Prowadzę działalność i nie mogę wykonać przelewów, bo Państwo nie radzicie sobie z kwestiami technicznymi – dorzucała.

Od poniedziałku niewiele się zmieniło. Chyba, że na gorsze: klientom zaczęły znikać pieniądze, inni widzą, że na ich kontach te same operacje są księgowane kilkakrotnie. – Pomyślałem, że ktoś włamał mi się na konto, ale na infolinii usłyszałem, że bank ma problemy i mam czekać na to, aż pieniądze wrócą na konto – opowiadał inny klient. – Problem w tym, że nie wiadomo, kiedy to się stanie, a mam firmę, pracowników i rachunki do zapłacenia – podsumowywał.


Informatyczny bałagan jest jednak wypadkiem przy pracy. Zainicjowana przeszło dwa lata temu fuzja banków BGŻ z BNP Paribas (ten drugi ma szansę zgromadzić w sumie około 90 proc. akcji tego pierwszego) do pory przebiegała stosunkowo gładko. Nie ma jednak lekko – BGŻ to 400 placówek i ponad milion indywidualnych klientów. BNP Paribas to odpowiednio 223 oddziały, 27 centrów dla małych i średnich firm, 9 centrów bankowości korporacyjnej oraz 375,5 tys. klientów indywidualnych. Skala wyzwania jest zatem całkiem spora.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6cc923ca37b12acdd2edadf2493c4ead,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6cc923ca37b12acdd2edadf2493c4ead,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Z kont klientów BGŻ BNP Paribas zaczęły znikać pieniądze. Bank uspokaja: wrócą!</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/130141,koniec-z-haslami-ktorych-nie-pamietamy-teraz-bedziesz-mogl-placic-on-line-przy-pomocy-selfie</guid><link>https://innpoland.pl/130141,koniec-z-haslami-ktorych-nie-pamietamy-teraz-bedziesz-mogl-placic-on-line-przy-pomocy-selfie</link><pubDate>Wed, 05 Oct 2016 11:12:56 +0200</pubDate><title>Koniec z hasłami, których nie pamiętamy. Teraz będziesz mógł płacić on-line przy pomocy selfie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eba0f6919e75302c92d2a85f576950a2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Hasła są konieczne, niestety trudno je zapamiętać. Bronimy się przed tym, ustanawiając proste hasła, jednakowe do wielu serwisów. Firmy oferujące cyfrowe usługi mają nadzieję, że hasła zostaną zastąpione przez zabezpieczenia biometryczne. Mastercard postawił np. na zdjęcie twarzy.

Mastercard wprowadził nową usługę pozwalającą na weryfikację płatności przy pomocy selfie. Działanie z sukcesem sprawdził w USA i Holandii. Teraz rozszerza usługę na kolejne europejskie kraje. Od początku 2017 roku weryfikować płatności w ten sposób na całym świecie.

Zamiast podawania hasła będzie można teraz zrobić sobie zdjęcie lub zeskanować odcisk palca. Ma to ułatwić i przyspieszyć robienie zakupów. Najpierw trzeba będzie ściągnąć aplikację, która wykona zdjęcie naszej twarzy i prześle ją na serwery Mastercard. Operator twierdzi, że w ten sposób wzrośnie również bezpieczeństwo transakcji. Na serwerach nie będzie jednak przechowywane zdjęcie, ale jedynie algorytm służący do jej rozpoznania u konkretnego użytkownika.


O tym, że usługa będzie testowana INN:Poland informowało już w zeszłym roku. Skierowana jest do przede wszystkim do ludzi młodych, dla których robienie selfie jest rzeczą naturalną.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eba0f6919e75302c92d2a85f576950a2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eba0f6919e75302c92d2a85f576950a2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Od 2017 roku będziemy mogli weryfikować transakcje przy pomocy selfie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/128819,oto-co-haker-potrafi-zrobic-z-twoja-karta-w-kilka-minut-bankomat-po-prostu-zaczal-wypluwac-gotowke</guid><link>https://innpoland.pl/128819,oto-co-haker-potrafi-zrobic-z-twoja-karta-w-kilka-minut-bankomat-po-prostu-zaczal-wypluwac-gotowke</link><pubDate>Fri, 05 Aug 2016 17:03:12 +0200</pubDate><title>Oto, co haker potrafi zrobić z twoją kartą w kilka minut. Bankomat po prostu zaczął wypluwać gotówkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/873f081377fc562028e5f51e2b7ac90a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Popularny przede wszystkim w Europie system zabezpieczeń, sprowadzający się do połączenia czipu w karcie i numeru PIN wpisywanego na klawiaturze bankomatu, można błyskawicznie złamać. Udowodnili to amerykańscy hakerzy podczas odbywającej się w Las Vegas konferencji Black Hat.

Wbrew nazwie, na konferencję w Las Vegas zjeżdżają się przede wszystkim „białe kapelusze”: hakerzy łamiący zabezpieczenia w dobrej sprawie – dla instytucji badawczych lub dla wskazania luk w zabezpieczeniach. Tak było i tym razem. Na celownik wzięli system czip+PIN, w branży bankowej postrzegany jako bezpieczniejszy od podatnych na „skanowanie” pasków magnetycznych, używanych m.in. za Atlantykiem.

Grupa badaczy – na co dzień pracująca dla firmy Rapid7 – dobitnie udowodniła, że zabezpieczenia oparte na kartach z czipem i numerach PIN nie są dla sprawnych hakerów żadną przeszkodą. - Są nieco przecenione – mówił z nutką ironii nadzorujący demonstracyjny atak na bankomat w trakcie konferencji Tod Beardsley, szef działu badań Rapid7.


Wystarczyło kilka minut, żeby bankomat, na którym prezentowali swój atak badacze, zaczął wypluwać stosy gotówki. Jak to się stało? W uproszczeniu – bowiem hakerzy ukryli część szczegółów, by nie podpowiadać przestępcom – operację podzielono na dwie fazy. W pierwszej umieszczono w zewnętrznej obudowie bankomatu (a więc bez konieczności dostania się do środka maszyny) shimmer – urządzenie, które służy do przechwycenia danych między czipem w karcie, a czujnikiem maszyny.

To shimmer odczytuje dane z karty, a także przechwytuje wpisany PIN. Następnie wysyła te dane do hakerów. W fazie drugiej, m.in. przy użyciu podłączonego do internetu smartfona, następuje „odtworzenie” zhakowanej karty – i pozostaje wybrać gotówkę. Jasne, operacja będzie możliwa do momentu aż osiągnięte zostaną pewne limity: stanu konta, limitów karty czy wreszcie gotówki w bankomacie. Ale Beardsley jest zdania, że wystarczy, by przestępcy dysponowali np. kilkudziesięcioma shimmerami, by móc wyciągać gotówkę z bankomatów na masową skalę. Czas więc chyba rezygnować z gotówki. Albo z bankomatów.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/873f081377fc562028e5f51e2b7ac90a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/873f081377fc562028e5f51e2b7ac90a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wysadzanie bankomatów jest już passe. Czip w karcie i numer PIN da się teraz &quot;spiratować&quot; w inny sposób.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/128235,zaleje-nas-fala-bezrobotnych-bankowcow-zobacz-ktore-banki-szykuja-zwolnienia</guid><link>https://innpoland.pl/128235,zaleje-nas-fala-bezrobotnych-bankowcow-zobacz-ktore-banki-szykuja-zwolnienia</link><pubDate>Tue, 12 Jul 2016 13:34:32 +0200</pubDate><title>Zaleje nas fala bezrobotnych bankowców. Zobacz, które banki szykują zwolnienia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d27197d90fc2dd6355f039492ead959f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze całkiem niedawno miejscy aktywiści ironicznie przemianowali warszawski plac Wilsona na „Bankowy”. Chcieli zwrócić uwagę, że w reprezentacyjnym miejscu Żoliborza powierzchnię zajmują same oddziały banków, nie ma zaś kawiarni czy sklepów. Dziś na Wilsona wróciło życie, w...

Jeszcze całkiem niedawno miejscy aktywiści ironicznie przemianowali warszawski plac Wilsona na „Bankowy”. Chcieli zwrócić uwagę, że w reprezentacyjnym miejscu Żoliborza powierzchnię zajmują same oddziały banków, nie ma zaś kawiarni czy sklepów. Dziś na Wilsona wróciło życie, w miejsca po placówkach instytucji finansowych wciskają się lokale gastronomiczne. Banki znikają też z Targowej, czy Marszałkowskiej. Ale tak jest nie tylko w Warszawie, to ogólnopolska tendencja.

Według danych GUS bezrobocie rejestrowane w czerwcu 2016 roku wyniosło 8,8 proc. Pracodawcy w wielu branżach narzekają na brak ludzi do pracy. Tymczasem w polskim sektorze bankowym trwają zwolnienia. Jak podaje bankier.pl, tylko w pierwszym kwartale tego roku zatrudnienie w sektorze spadło o niemal 4000 osób. Tradycyjna branża przegrywa ze zmieniającymi się przyzwyczajeniami klientów. Już nie tylko rzadziej zaglądamy do oddziałów banków, ale wedle danych NBP – coraz rzadziej korzystamy z bankomatów.


BGŻ BNP Paribas zredukowało załogę już o ponad 700 osób, a w planach ma zwolnienie kolejnego tysiąca do końca roku. Podstawowym powodem tej redukcji jest konsolidacja. Ten trend, który jest widoczny w Polsce od kilku lat. Tą drogę przeszły choćby Bank Zachodni i Wielkopolski Bank Kredytowy, czy PKO BP i Nordea. 

Ale inne banki również redukują, jak Pekao SA, które w ciągu roku zmniejszyło się o 630 osób. W innych bankach skala zwolnień jest mniejsza, ale trend jest wyraźny. W maju 2016, według danych Krajowego Nadzoru Finansowego, zamknięto w Polsce 55 oddziałów banków i zwolniono 510 osób. BPH zapowiada restrukturyzację. Getin Bank chce zwolnić 720 osób. Inne banki nie zostają w tyle. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. 


Omnichannel
– Kiedy ostatni raz był w oddziale stacjonarnym? Nie pamiętam. Od 2002 roku mam konto internetowe – mówi Tomek, 40-letni przedsiębiorca. – A nie, w ubiegłym roku raz byłem we wpłatomacie – dorzuca. W podobnym tonie wypowiada się Karolina, prezes małej spółki: – Ostatni raz byłam w oddziale mojego banku w zeszłym roku, kiedy zmieniałam nazwisko, a tak to nie mam potrzeby – mówi Karolina. Podobnie jak Tomek, wszystkie operacje, w tym te związane z obsługą konta załatwia przez internet. 

O ile zachowanie Karoliny czy Tomka, nikogo nie dziwi, bankowość internetowa to dla nich oczywistość, to zmieniają się również przyzwyczajenia nieco starszych osób. Seniorzy przestali marnować czas w kolejkach do bankowego okienka, często za namową swoich dzieci. Tak jak 70-letnia Pani Maria, której syn robi przelewy raz w miesiącu. Robi zakupy i opłaca rachunki z konta mamy. Ostatnio Pani Maria zobaczyła, że może sprawdzać stan swojego konta przez aplikację w telefonie.
	
		
											
					
				
				Kończy się era oddziałów bankowych na każdym rogu ulicy.•Wikimedia Commons
					

Oczkiem w głowie sektora bankowego jest tzw. omnichannel, czyli umożliwienie dostępu do usług bankowych przez maksymalnie dużą liczbę różnych kanałów. Tradycyjne okienko z panią za szybą nie jest już jedyną opcją, a jedynie uzupełnieniem internetu, infolinii, wirtualnego oddziału, czatu czy aplikacji mobilnej. 


Z badań ING International Survey Mobile Banking 2016 wynika, że aż 43 procent Polaków korzysta z bankowości mobilnej, a kolejne 20 procent zamierza jej używać w ciągu roku. Choć wciąż jesteśmy poniżej średniej europejskiej (47 procent), to widać szybko gonimy najbardziej rozwinięte kraje, a Belgię (42 proc.) czy Włochy (39 proc.) już wyprzedzamy. 

Fintech
Ale to tylko jeden z powodów redukcji zatrudnienia w sektorze bankowym. Duże instytucje finansowe są podgryzane przez firmy fintech. Wirtualne kantory, czy obsługa płatności w sieci są realizowane przez start-upy, które potrafią działać znacznie bardziej dynamicznie i efektywnie niż tradycyjny sektor. 


– W tej chwili ogromną konkurencją i wyzwaniem są nowe firmy technologiczne. Mają one mniejsze zobowiązania, koszty funkcjonowania na rynku i stanowią nierówną konkurencję. Banki starają się w ten obszar wchodzić. Bywa tak, że same zakładają firmy technologiczne, bywa też tak, że firmy są przez banki kupowane – mówi newsrm.tv Andrzej Wolski, wiceprezes Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Jak wynika z badań ING International Survey Mobile Banking 2016 zaufanie klientów do produktów fintech rośnie, spada zaś do tradycyjnych rozwiązań bankowych. A polskie start-upy oferujące produkty finansowe są jednymi z ciekawszych na rynku. Wystarczy wspomnieć Azimo, które oferuje płatności międzynarodowe, czy Metrosoft, którego rozwiązania zainteresowały Komisję Europejską.


– Ten trend obserwuję już od trzech-czterech lat. To naturalne, że tradycyjna bankowość przegrywa z technologią – mówi w rozmowie z INN:Poland Jarosław Ryba, Prezes Zarządu Związku Firm Pożyczkowych. – Znacznie ciekawsze jest to, że firmy fintech są atrakcyjnym pracodawcą dla wysokiej klasy ekspertów, którzy są gotowi odejść z banku i mniej zarabiać, ale robić rzeczy, na które mają wpływ – dodaje.

Wszystkie te firmy są beneficjentami przyjętej pod koniec 2015 roku dyrektywy PSD2 dotyczącej rynku usług finansowych. Najprościej mówiąc, otwiera ona rynek usług dla nowych podmiotów, które chcą świadczyć usługi płatności oraz informacji o rachunku. Rodzi to obawy o ochronę danych klientów. Dobrą stroną jest zaś uelastycznienie rynku i dostosowanie go do wymogów obecnych czasów.


– Istnieje ryzyko likwidacji wielu tradycyjnych oddziałów banków, ucieczki kapitału spowodowanej coraz mniejszą stopą zwrotu z sektora polskich banków na tle innych branż gospodarki. Rosnące obciążenia na rzez BFG, problemy SKOK-ów, nowe wymogi kapitałowe i płynnościowe CRD IV. Wszystkie te elementy wymagają przekonstruowania strategii banków na najbliższe lata – powiedział podczas Forum Strategii Bankowych Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Małe firmy technologiczne wchodzą w rynek dużych instytucji finansowych i ma to niebagatelny wpływ na rynek pracy. Czeka nas napływ bezrobotnych specjalistów bankowych, którzy będą musieli szukać zatrudnienia w innej branży. Z kolei banki zaczynają inwestować w start-upy. Szukają pracowników o zupełnie innym profilu niż dotychczas. Jak podkreślają nasi rozmówcy, dla dużych graczy mariaż z branżą fintech może być decyzją z gatunku przetrwać lub zginąć. Czas „pani z okienka w banku” przemija. 
Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl Podążaj za @TStaskiewicz
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d27197d90fc2dd6355f039492ead959f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d27197d90fc2dd6355f039492ead959f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tylko w pierwszym kwartale tego roku zatrudnienie w sektorze spadło o niemal 400 tys. osób.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/127397,nie-kontrolujesz-swoich-wydatkow-ta-bransoletka-trzepnie-cie-pradem-gdy-tylko-przesadzisz-z-rozrzutnoscia</guid><link>https://innpoland.pl/127397,nie-kontrolujesz-swoich-wydatkow-ta-bransoletka-trzepnie-cie-pradem-gdy-tylko-przesadzisz-z-rozrzutnoscia</link><pubDate>Tue, 07 Jun 2016 08:49:48 +0200</pubDate><title>Nie kontrolujesz swoich wydatków? Ta bransoletka trzepnie cię prądem, gdy tylko przesadzisz z rozrzutnością</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6c01b1dcf401709addb4f8e1f7b601ca,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do dnia wypłaty jeszcze dobry tydzień, a ty właśnie uświadamiasz sobie, że na koncie zostało ci sto złotych? Bransoletka firmy Pavlok ma zapobiegać takim przykrym otrzeźwieniom i robi to w nie mniej brutalny sposób. Tyle, że użytkownicy tego gadżetu to... lubią.

Napięcie 255 woltów jest porównywalne – a nawet większe – od tego w gniazdku. I pozostawia równie mocne wrażenia. Na szokowej, nomen omen, terapii opali swój pomysł na biznes tworcy z firmy Pavlok, produkującej specjalne bransolety, które mogą porazić użytkownika prądem.

Dwa lata temu – gdy twórcy firmy zbierali pieniądze na swój pomysł na portalach społecznościowych – idea była prosta: osoby walczące z nałogami, takimi jak palenie, czy spożywanie nadmiernych ilości niezdrowego jedzenia, mogą walczyć z pokusą przy pomocy gadżetów takich, jak bransoletka. Pavlok do dziś wrzuca na YouTube opowieści swoich pierwszych klientów, którym udało się np. rzucić palenie.

	
		
											
					
				
				Bransoletka firmy Pavlok.•Fot. Materiały prasowe / Pavlok
					

Teraz bransolety zyskały nowe zastosowanie. Brytyjska firma Intelligent Environments uruchomiła na Wyspach specjalną platformę Interact IoT, która pozwala na synchronizowanie gadżetów ze świata „internetu rzeczy” z rachunkiem bankowym. Wśród nich znalazły się bransolety Pavlok.


Jak to działa? Cóż, w zależności od ustawień użytkownika, rzecz jasna. Posiadacze rachunków bankowych mogą ustawić sobie limit wydatków – w zależności od możliwości swojego portfela. Większość z nas tworzy sobie takie limity: dzienne, tygodniowe czy miesięczne. Nierzadko nadaremnie. - W świecie bezgotówkowych metod płatności, jak karty dotykowe, debitowe czy Apple Pay, nie jest wielkim zaskoczeniem, że tracimy z oczu nasze wydatki. Postanowiliśmy więc zaprzęgnąć do pracy przy pilnowaniu naszych wydatków inteligentne urządzenia – kwitował szef Intelligent Environments, David Webber.


Gdy zaczynamy niebezpiecznie zbliżać się do określonego limitu wydatków, rachunek bankowy „wysyła” nam powiadomienie na telefon. Jeśli to nas nie powstrzyma, bransoletka – w momencie przekroczenia limitu – trzepnie nas wspomnianym 255 W.

Użytkownicy są podzieleni co do wrażeń. Według jednych wstrząs jest stosunkowo delikatny i przyjemny, inni jednak używają określenia „niekomfortowy”. Najbardziej wrażliwym pozostaje jeszcze inny wariant urządzenia – ten, w którym bransoleta, w momencie przekroczenia limitu zaczyna ograniczać zużycie prądu, np. przygaszając w domu światła.


Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6c01b1dcf401709addb4f8e1f7b601ca,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6c01b1dcf401709addb4f8e1f7b601ca,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Bransoletka Pavlok miała zwalczać nałogi, teraz zawalczy z rozrzutnością.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/127303,pko-bp-siega-po-kieszonkowe-polskich-dzieci-zdziwisz-sie-o-jakie-pieniadze-moze-chodzic</guid><link>https://innpoland.pl/127303,pko-bp-siega-po-kieszonkowe-polskich-dzieci-zdziwisz-sie-o-jakie-pieniadze-moze-chodzic</link><pubDate>Wed, 01 Jun 2016 17:10:24 +0200</pubDate><title>PKO BP sięga po kieszonkowe polskich dzieci. Zdziwisz się, o jakie pieniądze może chodzić</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/bfb00ae9a4c7760ca8dbd19b62413c81,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />200 milionów złotych – na taką kwotę szacuje się kieszonkowe, jakie co miesiąc polscy rodzice wręczają swoim pociechom. Średnie kieszonkowe dzieci w wieku od 4 do 18 lat to mniej więcej 56 złotych miesięcznie. Z wiekiem, oczywiście, ta kwota rośnie. Sprawa ma niebagatelne znaczenie dla polskich banków: nie dość, że warto pozyskać tę gotówkę z rynku, to jeszcze gra toczy się o przyszłych klientów. W batalii o portfele młodych klientów walczą wszystkie banki, ale PKO BP poszedł najdalej, bo wycelował w najmłodszych, nawet kilkuletnich.

Być może właśnie nad Wisłą dochodzi do przełamania bariery wiekowej. W ostatnich latach rachunki adresowane do dzieci zaoferowały m.in. banki Barclays i Santander. Ale to konta, którymi można zarządzać najwcześniej w wieku jedenastu lat. Tymczasem PKO Bank Polski poszedł krok dalej: stworzył zbudowaną z kilku produktów usługę PKO Junior.

Punktem wyjścia jest konto PKO Konto Dziecka, otwierane w internecie – pod warunkiem, że jedno z rodziców ma konto w tym banku, na bazie PESEL dziecka i jednego dokumentu. Użytkownik konta korzysta ze specjalnego serwisu, w którym zwierzątka uczą dzieci, jak oszczędzać i dbać o bezpieczeństwo oszczędności. Konto umożliwia otwieranie „skarbonek”: a więc tworzenie de facto subkont oszczędnościowych, z których środki mają trafiać na określony cel. Odkładane pieniądze są oprocentowane.


Dziecko-właściciel rachunku może dokonywać przelewów (za zgodą rodzica) oraz używać substytutów kart płatniczych – zarówno w postaci karty płatniczej, jak i naklejek, służących do płatności zbliżeniowych. A całością można zarządzać za pomocą aplikacji mobilnej.

	
		
											
					
				
				Akcja &quot;Edukacja Przedsiębiorczości&quot;.•Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
					

Można by uznać, że działania polskiego banku to projekt raczej wizerunkowy niż mający praktyczny wpływ na kondycję instytucji. PKO Junior stworzono już trzy lata temu, a w oststanich dniach uruchomiono wspomnianą już aplikację mobilną PKO Junior. I nic dziwnego, że bank rozwija tę usługę: jak się okazuje, już około pół miliona klientów banku to nieletni.


Przeciętny kilkulatek wciąż jest przekonany, że pieniądze biorą się ze ściany. Aplikacja i usługa prezentowane są więc jako rodzaj programu edukacyjnego. – Rodzice nie uświadamiają sobie, że dziecko, które nie ma możliwości nauczenia się, np. przeżywania straty głupio wydanych pieniędzy, będzie potem dorosłym, który uwierzy radośnie, że kredyt jest za darmo i wejdzie często w tą niebezpieczną aktywność finansową – podkreśla dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy. Rodzice w olbrzymiej większości, sięgającej – według badań sondażowych – niemal 95 proc., rozmawiają ze swoimi dziećmi o pieniądzach. I jak twierdzą, najlepszym momentem na rozpoczęcie edukacji ekonomicznej dziecka jest mniej więcej moment pójścia dziecka do szkoły podstawowej: wiek od 6 do 9 lat.

	
		
											
					
				
				Dzieci dostają pierwsze lekcje z kapitalizmu już w wieku kilku lat. Rodzice uważają, że najlepszy moment jest wtedy, gdy nasza pociecha idzie do szkoły.•Fot. Agencja Gazeta
					

Ale biznesowa perspektywa jest wcale nie mniej ważna – w zależności od badań, od dwóch trzecich do trzech czwartych rodziców w Polsce wypłaca dzieciom jakąś formę kieszonkowego: od tygodniówek, przez comiesięczne, po gotówkę wykładaną w razie potrzeby. Trudno o bardzo konkretne szacunki, ale w sumie może chodzić o kwotę 200 mln złotych miesięcznie. Do tego prawdopodobnie należałoby dołożyć jeszcze nadzwyczajne świąteczne „dodatki” w gotówce i pieniądze, jakie dzieci dostają od rodziców, wyjeżdżając na wakacyjne obozy sportowe czy kolonie.


Na co idą te pieniądze? Zgodnie z wiedzą rodzicieli – przede wszystkim na słodycze. Z badań nad „kieszonkowym” przeprowadzonych kilka lat temu przez instytut Homo Homini wynika, że mniej więcej co czwarte dziecko sięga do portfelika z myślą o poważniejszych zakupach: ubraniach, zabawkach oraz grach, biletach do kina i na rozmaite imprezy, a wreszcie – pismach i książkach. Im starsze są jednak dzieciaki, tym bardziej stają się widoczne dla biznesu. Gimnazjaliści i licealiści są już regularnymi klientami sklepów internetowych, choć wciąż najpopularniejszą w tych grupach formą płatności jest gotówka przy odbiorze.

	
		
											
					
				
				Banki zarzucają sidła na nastolatki - czasem za pomocą tabletu, a czasem poprzez brak opłat za prowadzenie konta lub wyjęcie gotówki z bankomatu.•Fot. Pixabay
					

Banki starają się wyczuć ten moment. Usługa PKO Junior, wraz z momentem, w którym dziecko osiąga wiek 13 lat, zamienia się w regularny rachunek o nazwie PKO Kontro Pierwsze – z zachowaniem numeru, historii, danych właściciela, w tym loginu i hasła. Zmienią się wtedy też formy i stylistyka dostępnych usług. W końcu ostatnią rzeczą, jakiej chciałby nastolatek, to przypominać mu, że wciąż jest dzieckiem.


Na tym poziomie (wiekowym) walka odbywa się już na całego. Otworzenie rachunku bywa premiowane tabletem. Jednym z najmocniej promowanych produktów, adresowanych do nastolatków było konto dla młodzieży w ING Banku Śląskim: bank zwalnia użytkowników takiego konta z opłat za prowadzenie i prowizji za pobranie gotówki z bankomatu. Z kolei Alior Bank, w przypadku, gdy nastoletni klient otwiera u niego konto, obiecywał zwrot aż 5 proc. wartości zakupów internetowych. Bonusem są m.in. sięgające 40 proc. rabaty na zakup gier.

A potem? No cóż, młody i przyzwyczajony już do swojego banku klient zapewne zostanie z nim na lata. A przynajmniej na to liczą dziś bankowcy.


Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/bfb00ae9a4c7760ca8dbd19b62413c81,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/bfb00ae9a4c7760ca8dbd19b62413c81,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bankomat dla dzieci przygotowany przez bank Nordea w ramach Programu &quot;Edukacja Przedsiębiorczości&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/126479,5-grzechow-jakie-popelniaja-korporacje-chcac-pracowac-ze-start-upami</guid><link>https://innpoland.pl/126479,5-grzechow-jakie-popelniaja-korporacje-chcac-pracowac-ze-start-upami</link><pubDate>Mon, 23 May 2016 10:29:36 +0200</pubDate><title>5 grzechów, jakie popełniają korporacje chcąc pracować ze start-upami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/952742a4bfaa437f8cb00aa2f7d2130e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeśli nie możesz pokonać wroga, zaprzyjaźnij się z nim. Ta filozofia coraz częściej przyświeca bankom w kontaktach z firmami fintechowymi. Bankowcy widzą, że start-upy biją ich na głowę pod względem szybkości działania, elastyczności i umiejętności zrozumienia potrzeb klientów. Zamiast walczyć, wolą mieć fintech po swojej stronie – tworzą fundusze venture capital, akceleratory i laboratoria innowacji, które mają przyciągnąć autorów najbardziej obiecujących projektów. Ale duże oczekiwania mogą łatwo zakończyć się jeszcze większym rozczarowaniem, bo w świecie start-upów korporacje często poruszają się jak słoń w składzie z porcelaną.

Oto kilka przykładów, o których na konferencji „Money 20/20” w Kopenhadze mówili Celine Lazorthes i Greg Midtbo. Celine zbudowała Leetchi, firmę, która pozwala znajomym internetowo zrzucić się na wspólny cel (na przykład prezent urodzinowy) i kupić coś za wspólne pieniądze. Z kolei Greg Midtbo zbudował Moven, który pomaga instytucjom finansowym spojrzeć na siebie oczami klientów. 

Jakie błędy – zdeniem Celine i Grega – popełniają instytucje finansowe w kontaktach ze start-upami? Oto 5 głównych grzechów. 

#1 Ograniczona decyzyjność i przeciąganie rozmów  Start-upy nie mają czasu do stracenia, szybkość działania jest ich największą przewagą. Dlatego nie mogą sobie pozwolić na wielomiesięczne rozmowy i obietnice. – W każdej korporacji jest wiele osób, które mogą powiedzieć start-upowi „nie”. Funder powinien więc dobrze się zastanowić, kto może podjąć decyzję i realnie odpowiedzieć na jego propozycję „tak” – rekomenduje Greg. Jak to zrobić? – Najlepiej zasięgnąć opinii innych osób ze środowiska start-upowego. Warto też wypytać, na kogo trzeba uważać, bo może łatwo zabić projekt.
 #2. Sceptycyzm Duże banki nie traktują funderówzałożycieli start-upów poważnie. Celine wspomina, że kiedy tworzyła Leetchi i spotykała się z bankami, żeby porozmawiać o kontrakcie, który pozwoliłby na obsługę społecznościowych płatności, prawie nikt nie chciał z nią rozmawiać. – Słyszałam – nie robimy takich rzeczy. Potem pytali, ile mam lat. A ponieważ mój pomysł im się podobał większość proponowała mi, żebym przyszła do nich na praktykę – wspomina ze śmiechem. #3 Demonstracja siły   Na pierwsze spotkanie przysyłają 20 osób – czyli więcej niż zatrudnia niejeden start-up. Takie posunięcie to idealny sposób, żeby wystraszyć potencjalnego partnera. Ludzie tworzą start-upy między innymi dlatego, że chcą uciec od ciężkich struktur korporacji. Przysłanie na pierwsze spotkanie małej armii raczej zostanie odczytana jako próba wrogiego przejęcia, a nie obietnica interesującej znajomości.  #4 Ekspansywna przyjaźń  Korporacje mają tendencje do tego, żeby wchłaniać wszystkie obiekty, które znajdą się w ich bliskości. Tymczasem start-upy muszą zachować dystans i utrzymać swoją odrębność. Celine wskazuje, że w banku, który przejął Leetchi jest tylko jedna osoba, która może się kontaktować z ich zespołem. Do niej trafiają wszyscy dyrektorzy i pracownicy banku, mają sprawę do teamu Celine. – Dzięki temu nasz kontakt jest naprawdę rzadki – rozmawiamy raz na trzy miesiące. Nasz inwestor chciał nas kupić, bo znamy się na tym, co robimy. I nie należy nam w tym przeszkadzać.  #5 Groźba wrogiego przejęcia pomysłu . Grzech objawia się niechęcią podpisać podpisania NDA czyli umowy o zachowaniu poufności. Zdaniem Grega taka umowa to standardowe oczekiwanie funderówzałożycieli, którzy poważnie traktują swój biznes. – Każdy może sobie obejrzeć prezentacje start-upów na YouTube. Tam mówimy to, co możemy powiedzieć publicznie. Latami pracujemy nad tym, żeby wcielić pomysły w życie i jeśli ktoś chce dowiedzieć się więcej to musi zaakceptować nasze warunki.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/952742a4bfaa437f8cb00aa2f7d2130e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/952742a4bfaa437f8cb00aa2f7d2130e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Bankowcy widzą, że start-upy biją ich na głowę pod względem szybkości działania, elastyczności i umiejętności zrozumienia potrzeb klientów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/126997,glos-jak-odcisk-palca-polski-start-up-chce-zastapic-hasla-dzwiekiem-ludzkiego-glosu</guid><link>https://innpoland.pl/126997,glos-jak-odcisk-palca-polski-start-up-chce-zastapic-hasla-dzwiekiem-ludzkiego-glosu</link><pubDate>Thu, 19 May 2016 15:22:14 +0200</pubDate><title>Głos jak odcisk palca. Polski start-up chce zastąpić hasła dźwiękiem ludzkiego głosu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e1b4caf7d3cb0848be01e9f9d0642f41,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />„Podaj swój numer klienta, a następnie dziesiątą cyfrę telekodu”. „Poproszę o pański adres”. „Proszę o odpowiedź na pytanie identyfikacyjne: jaki jest pański ulubiony kolor? Jak nazywała się pańska pierwsza miłość?” - ktokolwiek kontaktował się kiedyś z infolinią, procedury banków, operatorów czy konsultantów zna na pamięć. Za sprawą gdańskiej firmy VoiceLab rutynowe pytania, kody i hasła znikną.

Problem w tym, że nawet te hasła nigdy nie dawały stuprocentowej pewności, że konsultant rozmawia z właściwą osobą. - Hasła są najsłabszym ogniwem w systemach bezpieczeństwa. Bradzo łatwo je wykraść – podkreśla Mardcin Kuropatwiński z VoiceLab.

Stąd pomysł na inne rozwiązanie: rozpoznawanie klienta na podstawie jego głosu. Podobnie, jak w przypadku DNA, odcisku palca, czy nawet tego, jak fale dźwiękowe przepływają przez nasze uszy – również nasz głos jest unikalny.

Gdyby ta technologia się przyjęła, proces rejestracji i identyfikacji stałby się banalnie prosty. - Najpierw klient nagrywa próbkę swojego głosu, nawet imię i nazwisko. Gdy później zadzwoni do banku, system porówna głos dzwoniącego z wcześniejszym nagraniem i na tej podstawie potwierdzi tożsamość mówiącego, lub nie. Skuteczność tego rozwiązania jest bardzo wysoka, wyższa niż przy tradycyjnych metodach identyfikacji – tłumaczy współzałożyciel VoiceLab.

	
		
											
					
				
				Czy VoiceLab sprawi, że znikną hasła i loginy?•Fot. Pixabay
					

Założona przez Kuropatwińskiego i jego kolegę ze studiów na Politechnice Gdańskiej, Tomasza Szwelnika (w 2012 r. dołączył do nich również współzałożyciel portalu wp.pl, Jacek Kawalec), firma od kilku lat pracuje nad przetwarzaniem mowy – nie tylko z myślą o bankach, czy telekomunikacji, ale też – przykładowo – o motoryzacji. W tej branży rozpoznanie użytkownika może pozwalać uruchomić auto czy automatycznie zmienić ustawienia foteli i lusterek.


Nad Wisłą produkty firmy wdrożyły już dwa banki – VoiceLab chce jednak wyjść ze swoją technologią za granicę. Kuropatwiński i Szwelnik wykorzystują tu możliwości, jakie oferuje program Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Go_Global.pl. Dzięki środkom z tego funduszu mogą nawiązywać kontakty w Dolinie Krzemowej, w ramach programu Plug &amp; Play. - Tam jest źródło wszystkich innowacji i technologii. Tam skupiają się pieniądze i firmy, które są potrzebne do rozwoju takiej firmy, jak nasza – mówią.

VoiceLab było laureatem konkursu INNOWATOR organizowanego przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Opracowany w firmie system rozpoznawania mowy Moonlight otrzymał nagrodę „Medal Mercurius Gedanensis” na targach Technicon Innowacje 2012. W ślad za nią poszedł tytuł „Lider 2012” od Pomorskiego Parku Naukowo Technologicznego oraz wyróżnienie od Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Rozwiązanie opracowane przez VoiceLab zdobyło ZŁOTY MEDAL na największych targach wynalazczości INPEX 2013 w USA, SREBRNY MEDAL na targach w Brukselii oraz BRĄZOWY MEDAL na targach wynalazczości w TAIPEI.


Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e1b4caf7d3cb0848be01e9f9d0642f41,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e1b4caf7d3cb0848be01e9f9d0642f41,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Z opracowanych przez start-up z Gdańska technologii korzystają już dwa polskie banki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/126855,polski-bank-coraz-bardziej-innowacyjny-od-teraz-w-millenium-bank-mozna-zatwierdzac-transakcje-odciskiem-palca</guid><link>https://innpoland.pl/126855,polski-bank-coraz-bardziej-innowacyjny-od-teraz-w-millenium-bank-mozna-zatwierdzac-transakcje-odciskiem-palca</link><pubDate>Fri, 13 May 2016 12:45:44 +0200</pubDate><title>Polski bank coraz bardziej innowacyjny. Od teraz w Millennium Bank można zatwierdzać transakcje odciskiem palca</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/770dd3447eba6f17485c8e0567dd7d0c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W swojej aplikacji mobilnej Bank Millennium umożliwił potwierdzanie odciskiem palca transakcji 3D Secure. To pierwsze takie rozwiązanie na polskim rynku.

3D Secure jest usługą wykorzystywaną w płatnościach kartami płatniczymi w Internecie. Są one realizowane z wykorzystaniem dodatkowego zabezpieczenia. Dotychczas były to hasła SMS lub kody PIN. Od teraz w aplikacji mobilnej można potwierdzać je za pomocą odcisku palca. 

Jak to działa? Przykładowo, podczas płatności w sklepie internetowym, bank wysyła na urządzenie z aktywną aplikacją wiadomość zawierającą prośbę o zatwierdzenie transakcji kodem PIN lub przez zeskanowanie odcisku palca. Potwierdzenie transakcji odciskiem palca jest dostępne dla urządzeń wyposażonych w czytniki biometryczne. 


Nie jest to jednak koniec nowości dla klientów banku. Udostępnił również powiadomienia push o transakcjach dokonanych na koncie oraz operacjach realizowanych kartami. Klienci w ustawieniach aplikacji mogą zdefiniować, jakiego typu informacje chcą otrzymywać. Mogą na przykład ustawić otrzymywanie wiadomości o przelewach przychodzących, wychodzących czy przypomnienie o zakończeniu lokaty. 

Aplikację mobilną Banku Millennium można pobrać bezpłatnie na urządzenia wyposażone we wszystkie najpopularniejsze systemy operacyjne: Android, iOS, Windows 8 oraz dla BlackBerry 10. Aplikację można pobrać tutaj bądź w dedykowanym dla danego systemu operacyjnego sklepie.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/770dd3447eba6f17485c8e0567dd7d0c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/770dd3447eba6f17485c8e0567dd7d0c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/126457,polska-zwalcza-botnety-wspolnie-z-fbi-interpolem-i-microsoftem</guid><link>https://innpoland.pl/126457,polska-zwalcza-botnety-wspolnie-z-fbi-interpolem-i-microsoftem</link><pubDate>Sat, 23 Apr 2016 16:45:53 +0200</pubDate><title>Polska zwalcza botnety, wspólnie z… FBI, Interpolem i Microsoftem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6ffa589ddb21939937f21af8a1ae1ee6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trojany bankowe zostają największym zagrożeniem dla przeciętnego Polaka - wynika  z raportu CERT, Tinba, Zeus i Gozi, to największe z nich. W Polsce w botnetach działało w ubiegłym roku 150 tys. komputerów, a największy z trojanów tinba, zajął blisko 23 tys. komputerów, należących do niczego nieświadomych właścicieli.

W Polsce działają botnety, czyli połączone w sieć komputery, zainfekowane złośliwym oprogramowaniem. Ich właściciele zwykle nie mają pojęcia o przestępczej działalności swoich maszyn. Na polecenie administratora botnetu składające się na niego komputery wykonują określone polecenia. Z raportu o bezpieczeństwie polskiego Internetu w 2015 wynika, że to złośliwe oprogramowanie związane z bankowością internetową najbardziej zagrażają polskim internautom. Raport przygotował CERT, działająca w strukturach NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej) – jednostka, zespół reagowania na incydenty  (z ang. Computer Emergency Response Team). Do największych trojanów bankowych w Polsce należą więc: Tinba (23 tys. zainfekowanych komputerów), Zeus (5,3 tys.), Gozi (4,7 tys.), Dyre (2,5 tys.) oraz Rovnix (1,9 tys.).   Trojany rozwijane są również w Polsce, najlepiej znanymi przykładami dotychczas były VBKlip/Banatrix mające na celu zamianę rachunku bankowego na taki, który ma być wysyłany przelew. Tego typu ataki mają być rodzimą specjalnością. W ubiegłym roku pojawił się kolejny polski wynalazek - Slave, bardziej klasyczny trojan bankowy oparty o web-injecty. CERT twierdzi, że w porównaniu do podziemnych rynków w państwach na wschód od Polski i w większych krajach Europy Zachodniej, nasz rynek wydaje się niewielki.Boty w Polsce w 2015: Tinba 23 tys. Conficker 17 tys. Szczegóły (w tym poziom infekcji głównych ISP) na naszym blogu https://t.co/1GcabCF4R4— CERT Polska (@CERT_Polska) 11 marca 2016
Wśród dziesięciu największych botnetów w Polsce, trzy są trojanami bankowymi. I właśnie te botnety mogą być jednym z większych niebezpieczeństw czyhających na internautów oraz ich majątek. Jak informuje CERT, w większości trojanów bankowych wykorzystywany jest mechanizm modyfikacji strony internetowej na zainfekowanym komputerze, przez co przestępcy mają pełny dostęp do konta ofiary i mogą przelewać środki znajdujące się na nim.
	
		
											
					
				
				Największym zagrożeniem są trojany bankowe•Fot. Raport CERT za 2015 r.
					

W ubiegłym roku największym botnetem w Polsce była Tinba, groźny trojan bankowy. Zainfekowała ona 23 tys. komputerów. Średnio infekowała dziennie nawet 4,3 tys. komputerów. Jak pisze CERT, Tinba jest zarządzana przez niepowiązane ze sobą osoby, a popularność tego botneta wynika stąd, że w połowie 2014 r. wyciekł jego kod źródłowy. 


W ciągu ostatnich dwóch lat CERT obserwował, że w atakach na klientów polskich banków używane były coraz to nowsze rodzaje złośliwego oprogramowania. Na przykład Dyre/Dyreza, która sprawiała wiele problemów użytkownikom banków zachodnich, trafiła do Polski na początku 2015 roku.

Akcja z FBI

Zdarzają się też akcje dość spektakularne, przynajmniej pod względem uczestniczących organizacji. W unieszkodliwienie grupy botnetów Dorkbot CERT brał udział wraz z Microsoften oraz FBI, Interpolem i Europolem i innymi służbami. 

Jak wyjaśnia CERT, Dorkbot to złośliwe oprogramowanie, wykorzystywane w atakach od 2011 roku. Co robi? Kradnie dane (również dane uwierzytelniające), wyłącza aplikacje bezpieczeństwa (np. programów antywirusowych) i rozsiewa złośliwe oprogramowanie. Według wstępnych szacunków, Dorkbot zainfekował w 2015 r. co najmniej milion komputerów z systemem Windows na całym świecie, a średnio ok 100 tysięcy maszyn miesięcznie. Wśród celów byli również internauci z Polski.


Przestępcy są dobrze zorganizowani, mają swoje fora. W Polsce prym wiódł ToRepublic, na świecie to na przykład Silk Road. W ubiegłym roku policja zatrzymała kilku administratorów ToRepublic, pod zarzutem okradania kont bankowych instytucji samorządowych. 

W ubiegłym roku nie było zgłoszeń ataków złośliwego oprogramowania na terminale płatnicze i sklepowe (Point of Sale – punkt sprzedaży).Napisz do Redakcji: kontakt@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6ffa589ddb21939937f21af8a1ae1ee6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6ffa589ddb21939937f21af8a1ae1ee6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W Polsce działają botnety, czyli połączone w sieć komputery, zainfekowane złośliwym oprogramowaniem. Ich właściciele zwykle nie mają pojęcia o przestępczej działalności swoich maszyn.  Na polecenie administratora botnetu składające się na niego komputery </media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
