<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - KRYNICA LIVE]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii KRYNICA LIVE w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/177,krynica-live</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,177,krynica-live" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/146331,Ludzie-nie-chca-juz-bankowosci</guid><link>https://innpoland.pl/146331,Ludzie-nie-chca-juz-bankowosci</link><pubDate>Mon, 10 Sep 2018 17:11:14 +0200</pubDate><title>Ludzie nie chcą już bankowości. Zaczęły się złote lata dla fintechów</title><description><![CDATA[Polski sektor fintechowy jest w dobrej kondycji, nadgania zachodnią konkurencję, choć wyniki finansowe generuje raczej skromne. Jednak większość firm z tego sektora to stosunkowo młode spółki, borykające się ze wszystkimi trudnościami charakterystycznymi dla krótkiego stażu, związanymi np. z brakiem kapitału na inwestycje.

To jeden z najciekawszych wniosków panelu poświęconego fintechom na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy. Inna sprawa, że zmienia się też percepcja ludzi, których niespecjalnie obchodzi, kto świadczy usługi finansowe. Ma być szybko, wygodnie i możliwie nieinwazyjnie. - Ludzie nie chcą mieć zielonego pojęcia o bankowości, nie chcą jej widzieć. Chcą mieć tak usługi zintegrowane, żeby właściwie nie czuć, że ta bankowość jest pod spodem. I tak prosty chcą mieć dostęp do tych usług. Finanse to tylko nośnik do zaspokojenia pewnych potrzeb - mówi Ewa Wernerwicz, prezes Vivus. 


Zapraszamy do obejrzenia wideorelacji z panelu o fintechach na Forum Ekonomicznym w Krynicy.]]></description></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137223,polska-finetchy-bija-na-glowe-amerykanskie-tymczasem-strumien-inwestycji-niesprawiedliwie-trafia-gdzie-indziej</guid><link>https://innpoland.pl/137223,polska-finetchy-bija-na-glowe-amerykanskie-tymczasem-strumien-inwestycji-niesprawiedliwie-trafia-gdzie-indziej</link><pubDate>Fri, 08 Sep 2017 13:05:04 +0200</pubDate><title>Polski fintech jak ubogi krewny. Bije na głowę konkurencję z Doliny Krzemowej, a i tak musi zadowolić się okruchami</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b2b3094bbc46406fd7cbb4adcd96d784,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polskie firmy fintechowe nie mają łatwego życia. Z 24 mld dolarów inwestycji ulokowanych obecnie w firmach z branży FinTech – aż 60 proc. przypada na rynek amerykański. Drugą największą pulę pieniędzy zgarniają Azjaci. Europa z kolei zajmuje skromne trzecie miejsce. A co z Polską? Niestety, do naszego kraju, mimo że uchodzimy za jeden z najbardziej rozwojowych rynków na świecie w obszarze innowacji w bankowości i płatnościach elektronicznych, trafia zaledwie promil globalnych inwestycji.

Rozwiązania fintechowe, które powstają w Polsce, biją na głowę konkurencyjne technologie na Zachodzie – mówi w rozmowie z INN:Poland Loukas Notopoulos, prezes zarządu Vivus Finance. Mimo to działalność na naszych rynkach jest obarczona szeregiem ograniczeń, które sprawiają, że polskie firmy fintechowe z trudem przebijają się na globalny rynek.

Jak to zmienić? Mówi się, że o sukcesie w branży FinTech decydują cztery czynniki: kapitał ludzki, przyjazne regulacje, ilość pieniędzy na rynku oraz popyt. Który z tych elementów kuleje w Polsce? Jak sprawić, by to właśnie nad Wisłą powstała potęga fintechowa, operująca na globalnych rynkach? Jak powinien wyglądać system finansowania innowacji w dziedzinie FinTech? Odpowiedzi na te pytania padły w trakcie panelu „Jak inwestować w FinTech, by gospodarka odnosiła z tego korzyści?”, który odbył się podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy. 


Udział w panelu wzięli Loukas Notopoulos, prezes zarządu Vivus Finance; Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&amp;P Global Ratings; Sergiusz Sawin, wiceprezes zarządu The Heart Warsaw; Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w polskim oddziale Mastercard Europe, oraz Piotr Mazgaj, prezes Fritz Group. 
	
		
											
					
				
				Udział w panelu wzięli Loukas Notopoulos, Sergiusz Sawin, Marcin Petrykowski, Aleksander Naganowski, Piotr Mazgaj•INN:POLAND
					

 FinTech, czyli kto? 
Uczestnicy panelu byli zgodni co do jednego: obecnie trudno o klarowną definicję fintechu. Z dziedziny zarezerwowanej wyłącznie dla start-upów termin ten migrował już dawno na szersze wody. 


Jeszcze niedawno fintech wchodził na rynek jako niszowy gracz. Dziś każdy tak naprawdę musi być fintechem, nawet największe instytucje na rynku. Dlaczego? – Bo fintech to nic innego jak platforma, która powinna być wbudowana w każdy biznesmodel firmy aspirującej do miana spółki technologicznej – przekonywał Marcin Petrykowski. – Podczas jednej z konferencji bardzo mądrą rzecz powiedział prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło. Stwierdził: „dziś jesteśmy bankiem, który ma technologie. W ciągu 15 lat musimy zostać firmą technologiczną” – opowiadał Petrykowski. 


Czego brakuje polskim firmom fintechowym, by podbić świat? Piotr Mazgaj zwrócił uwagę na fakt, że fintechowy biznes w Polsce jest zbyt słaby kapitałowo, by poradzić sobie bez wsparcia instytucji państwowych. – Zgodnie z różnymi szacunkami, mamy w Polsce 2 tysiące start-upów, a powinno być 20 tysięcy. Jest ich tak mało, bo na rynku brakuje realnych pieniędzy. Agencje rządowe muszą śmielej wydawać pieniądze na wsparcie takich innowacji – mówił Mazgaj. – Wystarczy przytoczyć przykład ING Banku, który przez dziesięć lat pracował nad swoimi wpłatomatami. Podkreślam, testował nowy produkt, kreował rynek i klientów przez całą dekadę – dodawał. Jak przekonywał Mazgaj, państwo musi stworzyć odpowiednie warunki instytucjonalno-prawne do tego, by rozpędzić inwestycje w branży finansowej. Wielu takich innowatorów fintechowych musi mieć komfort testowania rozwiązań, które będą potrzebne rynkowi dopiero za kilka lat. 


Jak przekonywali paneliści, magia fintechów polega właśnie na tym, że często pracują one nad rozwiązaniami, które nie są odpowiedzią na popyt, lecz potrzebę. – Często sam klient nie ma pojęcia o istnieniu takiej potrzeby. Jest wiele potrzeb intuicyjnych i są ludzie na tyle mądrzy, by wyłapać trend, zanim sam konsument uświadomi sobie tę potrzebę. Tak właśnie powstał Vivus, który jest odpowiedzią na potrzebę łatwiejszego niż w bankach pożyczania pieniędzy – mówił Petrykowski.

– Polski rynek fintechowy jest rynkiem półtora gracza. Spójrzmy na pożyczki online. Jest Vivus i ponad setka mniej rozpoznawalnych podmiotów. Wszystko dlatego, że mamy 60 proc. rynku. Z czego to wynika? – pytał Loukas. Są technologie, są talenty, bariera leży gdzie indziej – w naszych głowach. Polskie start-upy nie pomyślały o tym, że świat nie kończy się w granicach Rzeczypospolitej. Tymczasem przedsiębiorca z Estonii czy Izraela już na samym początku powinien myśleć o globalnych rynkach. Wszystko dlatego, że jego rodzimy rynek jest zbyt mały, by biznes mógł na dobre rozwinąć skrzydła. 


Na przeszkodzie nie stoją żadne bariery fizyczne, tylko mentalne – dodawał ze swojej strony Sergiusz Sawin. Jak zaznaczył, nieprawdą jest, że na rynku brakuje pieniędzy. Przecież w Europie jest pod dostatkiem dużych funduszy VC, wystarczy sięgnąć po ich wsparcie. 

To zadanie jest jednak trudne do zrealizowania w przypadku wielu fintechów z Polski – przekonywał Aleksander Naganowski. – W Polsce brakuje umiejętności sprzedaży. Trzeba zbudować koncept biznesowy tak, by był on dobrze wyceniony przez inwestora. Należy umieć tak zapakować swój produkt, by kupiec sięgnął po niego, nie wiedząc, co jest w środku – podsumował Naganowski. 


Warszawa jak Las Vegas
– Polska powinna stać się Nevadą Europy – stwierdził Loukas Notopoulos. Na wzór tego stanu, który graniczy z Kalifornią i jej Doliną Krzemową, powinniśmy ściągać do Polski inwestycje, które do tej pory były lokowane wyłącznie w Berlinie. – Popatrzmy na takie Las Vegas. Mało kto wie, że jest to największe centrum kongresowe na świecie. Ktoś pomyślał o tym, że warto wykorzystać sąsiedztwo geograficzne z Kalifornią. Przecież każdy start-up marzy o tym, by mieć biuro w Cupertino. Nie każdy natomiast może sobie na to pozwolić ze względu na astronomiczne czynsze – mówił Loukas. Była to idealna okazja, by ściągnąć do Nevady te wszystkie firmy, które z utęsknieniem patrzą w kierunku Doliny Krzemowej. 


Tą samą drogą może podążać Warszawa i powalczyć o inwestycje i firmy, które do tej pory były zainteresowane wyłącznie Berlinem. Jak przekonywał Loukas, jest to wyłącznie kwestia odpowiedniej strategii. – Wystarczy wyznaczyć cele i powiedzieć wprost: chcemy, by know how fintechowy powstawał nad Wisłą. Chcemy, by globalny gracz fintechowy miał polski paszport – mówił. 

Szanse na sukces są bardzo duże. Najlepszym przykładem pozostaje branża BPO, którą udało się rozbudować nad Wisłą dzięki odpowiedniej strategii. – Kluczowa decyzja została podjęta 16 lat temu, gdy minister Michał Boni zlecić agencji McKinsey przeprowadzenie analizy programu przygotowawczego wejścia Polski do UE. Podczas tej analizy rozpoznano kilka obszarów (w tym branżę outsourcingu), w których to Warszawa w perspektywie makro mogła wykorzystać swoje przewagi konkurencyjne. I udało się wykorzystać ten potencjał doskonale. Dzisiaj spośród dziesięciu najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla branży BPO trzy znajdują się w Polsce: w Krakowie, Łodzi i Wrocławiu – wyliczał Loukas. Podobnie z branżą FinTech. – Wystarczy ściągnąć do kraju jednego dużego gracza, a za chwilę pojawią się kolejni – przekonywał Loukas. 


Jak zaznaczył, idealną okazję stworzył Brexit. – Fintechy zaczynają opuszczać wyspy brytyjskie. Przed nami najlepszy moment, by wykorzystać wszystkie przewagi konkurencyjne, którymi Polska dysponuje: świetną lokalizację, kapitał ludzki – wyliczał Loukas. Decyzję o rozbudowie warszawskiego biura kosztem Londynu podjął m.in. Goldman Sachs, który zamierza zwiększyć zatrudnienie nad Wisłą o kilkaset osób. Zdaniem panelistów, świadczy to o tym, że inwestorzy pozytywnie oceniają polski rynek.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b2b3094bbc46406fd7cbb4adcd96d784,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b2b3094bbc46406fd7cbb4adcd96d784,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczestnicy panelu „Jak inwestować w FinTech, by gospodarka odnosiła z tego korzyści?”</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137221,rekrutacja-desperacja-rozmowa-kwalifikacyjna-coraz-czesciej-zaczyna-przypominac-spotkanie-przy-kawie-a-nie-selekcje</guid><link>https://innpoland.pl/137221,rekrutacja-desperacja-rozmowa-kwalifikacyjna-coraz-czesciej-zaczyna-przypominac-spotkanie-przy-kawie-a-nie-selekcje</link><pubDate>Fri, 08 Sep 2017 11:10:36 +0200</pubDate><title>Rekrutacja-desperacja? Rozmowa kwalifikacyjna coraz częściej zaczyna przypominać spotkanie przy kawie, a nie selekcję</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/fe7c1b2272529a17ab7c68506a57d35e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedyś praca była dobrem samym w sobie, jej warunki były sprawą drugorzędną. Ale doszliśmy do czasów, w których firma chcąca przebierać w kandydatach musi pójść o krok – a nawet kilka – dalej niż konkurencja. Co do tego uczestnicy debaty „Praca od pierwszego wejrzenia – jak budować dobre relacje z pracownikami”, która odbyła się podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy, nie mieli wątpliwości. Choć polskim firmom trudno stosować metody, jakich używa np. koncern IBM, to coraz więcej największych przedsiębiorstw na polskim rynku sięga po niecodzienne metody rekrutacji. Bez obaw jednak: cyfrowe nowinki, przynajmniej w niektórych branżach, nie będą w stanie całkowicie zastąpić bezpośredniego kontaktu.

– To już nie te czasy, w których firma publikowała ogłoszenie o naborze, a następnego dnia miała dwudziestu chętnych na stanowisko – zagaiła debatę Kinga Jabłonowska-Heronimczuk, dyrektor ds. public relations w koncernie Siemens. To akurat przykład takiej firmy, która wkłada mnóstwo energii w to, by kandydatów „namierzyć” odpowiednio wcześnie, nawet na pierwszym roku studiów, od prezentacji pracy inżyniera, przez badanie postaw i poglądów młodego pokolenia, po mentoring. – Staramy się zachęcić młodych do zajęcia się technologiami, staramy się przyciągnąć do takiej pracy kobiety, bo w branży wciąż jest ich bardzo mało – podkreślała menedżerka podczas czwartkowej debaty w Krynicy.

	
		
											
					
				
				IKEA wprowadza nowe metody rekrutacji, które można by określić jako „kandydatocentryzm”•Fot. 123rf.com
					

O niestandardowych działaniach ukierunkowanych na rekrutację nowych pracowników opowiadał również Michał Pióro, krajowy dyrektor ds. HR IKEA Retail w Polsce. – Zależy nam na czymś, co moglibyśmy nazwać „kandydatocentrycznością”: w lipcu otworzyliśmy Twoje Studio Pracy. Myślę, że to inicjatywa unikalna w skali światowej. To miejsce, w którym każdy może aplikować o pracę, jak tylko zechce – wysłać zdjęcie, film, CV czy prezentację. Można tam przyjść nawet, jeżeli nie aplikujemy: po to, by poznać firmę i przymierzyć firmową żółtą koszulkę – opowiadał.


Być może takie rozwiązanie będzie standardem, gdyż IKEA nieraz już udowodniła, że „czuje” rynek pracy, jak rzadko która inna firma. To w szwedzkim koncernie na długo przed innymi zrozumiano, że miejsce pracy powinno odpowiadać aspiracjom i poglądom młodej generacji. Stąd też akcentowanie takich elementów firmowej filozofii, jak zrównoważony rozwój czy gospodarka obiegu zamkniętego. Mało tego, to IKEA jako pierwsza wprowadziła 20-złotową minimalną stawkę godzinową dla pracowników swoich sklepów. A w grupie osób piastujących stanowiska kierownicze w IKEA Retail jest 50-procentowy udział kobiet.

	
		
											
					
				
				Kinga Jabłonowska-Heronimczuk (Siemens), Michał Pióro (IKEA), Nino Dżikija (INN:Poland)•Fot. INN:Poland
					

Rekrutujemy ludzi, a nie CV – podkreślał Michał Pióro. Paradoksalnie, pod tą samą maksymą mógłby się podpisać Daniel Świętochowski, dyrektor biura operacji i zarządzania majątkiem w firmie Operator Logistyczny Paliw Płynnych. To specyficzna branża, bliska tradycyjnie rozumianemu przemysłowi czy logistyce: firma posiada w całej Polsce rozbudowaną i skomplikowaną infrastrukturę przechowywania i transportu paliw: w sumie 30 proc. paliw na polskim rynku jest przechowywane w zbiornikach tej firmy.


W takich firmach jest miejsce dla zupełnie innego pracownika – mówił Świętochowski. Tu chodzi nie tyle o młodych i przebojowych przedstawicieli najlepszych uczelni, ile o fachowców starszej daty, nie tyle przebojowych, ile gwarantujących solidność i bezpieczeństwo. To nie muszą – i nie są – absolwenci uczelni, ale bardzo często osoby z rodzin czy miejscowości, w których firma funkcjonuje od lat i know-how potrafi przechodzić „z ojca na syna”. Firma z chęcią inwestuje w szkolenia dla swoich przyszłych pracowników. – Nasz pracownik to taki pracownik, z którym musimy się zżyć na dłużej – zastrzegał menedżer. – Duża rotacja nie wchodzi w rachubę, to też taka firma, która chce zatrudniać na dekady, a nie rok czy dwa. I może nie robi się tu błyskawicznych karier, ale ma się stabilną pracę na lata, co gwarantuje wzajemną dobrą relację – dodaje.

	
		
											
					
				
				Choć firmy coraz chętniej i śmielej eksperymentują z technologicznymi nowinkami w rekrutacji, to stare metody wcale nie odchodzą do lamusa•Fot. 123rf.com
					

Takie enklawy tradycyjnego rynku i relacji pracy wciąż istnieją. Ale przemiany, do jakich dochodzi na rynku pracy i tam nie ulegają żadnej wątpliwości. – Dzisiejsi 40- czy 50-latkowie to ludzie, którzy pamiętają jeszcze deficyt ekonomiczny lat transformacji. Przekonani, że pracuje się dużo, ciężko i solidnie – przekonywał Cezary Mączka, dyrektor pionu zarządzania zasobami ludzkimi w firmie Budimex. – Młodzi dzielą z nimi chęć rozwoju zawodowego w formie technicznej, ale różnią się od nich naciskiem na work-life balance, równowagę między pracą a życiem, a także wartościami, które powinno sobą reprezentować ich miejsce pracy – dodawał.


Ten trend czuje właśnie IKEA. – Przy rekrutacji tworzymy atmosferę spotkania, rozmowy o człowieku, kontaktu z humanistycznymi wartościami. To ma być partnerska relacja z kandydatami – podkreślał Michał Pióro. Partnerstwo, ale i wygoda, bo na spotkania z rekruterami firmy można zajrzeć w nieformalnym stroju czy razem z dziećmi. Z obopólną korzyścią, bo dzięki temu firmie łatwiej o feedback na temat tego, co można w firmie – i procesie poszukiwania pracowników – poprawić.

	
		
											
					
				
				Cezary Mączka (Budimex), Daniel Świętochowski (Operator Logistyczny Paliw Płynnych)•Fot. INN:Poland
					

Co nie znaczy, że rekrutacja ma być konkursem piękności. – W tym obsypywaniu rekrutowanych potencjalnymi benefitami potrafimy się zagalopować. Elementarna szczerość to podstawa każdej komunikacji, również w HR – mówiła Kinga Jabłonowska-Heronimczuk. Bywa i tak, że kandydatowi obiecuje się złote góry, po czym ostatecznie okazuje się, że rzeczywistość jest „bura i szara”. Może właśnie to – a nie pokoleniowe różnice między 40- i 50-latkami – sprawia, że nowoczesne technologie i rozwiązania rekrutacyjne przyjmują się w Polsce stosunkowo powoli. Eksperymentują z nimi albo bardzo duże przedsiębiorstwa, albo nieco bardziej ekscentryczne firmy z rynku IT.


Z drugiej strony, przed wszystkimi tymi rozwiązaniami nie ma ucieczki. – Dziś studenci oczekują interaktywności, gier, rywalizacji – dowodził Cezary Mączka. Przytoczył też przykład gry rekrutacyjnej, do której zapisało się ponad 2700 osób. Przeszło tysiąc graczy ukończyło grę i z tego grona ponad trzystu stało się praktykantami w przedsiębiorstwie, które po to narzędzie sięgnęło. – To fajna metoda, w naszym przypadku około 20 proc. takich graczy staje się potem naszymi pracownikami – mówił.

Lokomotywy postępu nie da się powstrzymać – co do tego uczestnicy debaty nie mieli złudzeń. I nawet jeśli te narzędzia wydają się ekscentryczne, może niepotrzebne, to wciąż mogą prowadzić do tego, że miejsca i warunki pracy będą się nieustannie poprawiać. To też oznaczałoby postęp. A do rozmowy na czysto ludzkim poziomie dochodzi koniec końców w każdej firmie.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fe7c1b2272529a17ab7c68506a57d35e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fe7c1b2272529a17ab7c68506a57d35e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Debata „Praca od pierwszego wejrzenia – jak budować dobre relacje z pracownikami”</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137211,nie-zakladaj-firmy-w-tym-roku-bo-tylko-na-tym-stracisz-nadchodza-wazne-zmiany-w-przepisach</guid><link>https://innpoland.pl/137211,nie-zakladaj-firmy-w-tym-roku-bo-tylko-na-tym-stracisz-nadchodza-wazne-zmiany-w-przepisach</link><pubDate>Thu, 07 Sep 2017 17:12:56 +0200</pubDate><title>Nie zakładaj firmy w tym roku, bo tylko na tym stracisz. Nadchodzą ważne zmiany w przepisach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/85353f7d44de84d43164a11fe4ab4193,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zakładanie w tym roku przedsiębiorstwa nie ma większego sensu, chyba że czujemy się bardzo pewnie pod kątem finansowym. Rząd szykuje bowiem ważną zmianę dla firm.

Przedsiębiorca, który otwiera własny biznes, może obecnie przez dwa lata opłacać preferencyjne stawki ZUS. Minimalna składka miesięczna dla nowego przedsiębiorstwa to 487,90 zł. Firmy działające dłużej niż 24 miesiące płacą z kolei miesięcznie 1172,56 zł.

Mniejsza składka zostanie jednak wydłużona do trzech lat. Wiadomo teraz, że nie obejmie ona już istniejących firm. Będzie dotyczyła wyłącznie tych przedsiębiorstw, które zostaną założone w 2018 r. Ustawa wejdzie w życie 1 stycznia przyszłego roku.

Oznacza to, że zakładanie jeszcze w 2017 r. firmy po prostu się nie opłaca. Co więcej, przedsiębiorstwa, które w styczniu 2018 r. będą miały dwa lata istnienia, zostaną niejako oszukane, bo będą zmuszone do płacenia większego ZUS.


Elżbieta Rafalska, minister pracy, rodziny i polityki społecznej, wypowiedziała się podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy na temat tych zmian. Stwierdziła, że gdyby rząd zaproponował je istniejącym firmom, to proponowany termin wejścia ustawy w życie zostałby przesunięty na 1 stycznia 2019 r.

Przedsiębiorstwa mają problem, bo często są zamykane po 24 miesiącach. Bywa, że ich założyciele przechodzą do szarej strefy lub rejestrują taką samą działalność gospodarczą, ale na inną osobę. Rafalska dodaje, że koniecznie jest wydłużenie „pasa startowego” dla przedsiębiorstw. 


– Część z przedsiębiorców zawiesza lub rezygnuje z prowadzenia pozarolniczej działalności w 2 pierwszych latach jej prowadzenia. Proponuje się, by okres preferencyjnego opłacania składek na ubezpieczenia społeczne wydłużyć o rok, tj. do okresu 3-letniego. Dopiero po tym okresie osoby prowadzące pozarolniczą działalność zaczną opłacać składkę na ubezpieczenia społeczne od podstawy wymiaru wynoszącej 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia (obecnie po 2 latach) – brzmi nadchodząca zmiana.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/85353f7d44de84d43164a11fe4ab4193,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/85353f7d44de84d43164a11fe4ab4193,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Elżbieta Rafalska wypowiedziała się na temat zmiany w ZUS dla firm</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137185,wiceprezes-amazon-o-wspieraniu-polskich-firm-dzieki-nam-producent-skarpetek-z-lowicza-rozkrecil-sprzedaz-poza-polska</guid><link>https://innpoland.pl/137185,wiceprezes-amazon-o-wspieraniu-polskich-firm-dzieki-nam-producent-skarpetek-z-lowicza-rozkrecil-sprzedaz-poza-polska</link><pubDate>Thu, 07 Sep 2017 12:36:38 +0200</pubDate><title>Wiceprezes Amazon o wspieraniu polskiego biznesu. „Dzięki nam firma znad Wisły rozkręciła sprzedaż poza krajem”</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f20ca9c6cc1eb6d334e0b803b4384ab7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dzięki platformie Amazon Marketplace producent skarpetek z Łowicza zaczął sprzedawać swoje produkty w całej Europie, a nawet na całym świecie. Dziś 80-85 proc. jego dochodów pochodzi z rynków poza Polską – opowiada w rozmowie z INN:Poland Steven Harman, wiceprezes Amazon i dyrektor operacyjny firmy w Europie. Polska jest też jednym z kluczowych węzłów logistycznych firmy i miejscem, w którym rodzi się wiele stosowanych dziś w jej strukturach operacji.

Przez wiele lat dyskutowano na temat tego, kiedy doczekamy się polskiej wersji Amazon. A zatem?

Trzeba jasno powiedzieć, że strona amazon.de – jedna z największych w rodzinie stron naszej firmy, z doskonale rozwiniętymi usługami, z przebogatym wyborem produktów – jest od niemal roku dostępna w polskiej wersji językowej. Nie tylko produkty, ale też obsługa klienta działają tam po polsku. W tej chwili zapewniliśmy również polskim konsumentom możliwość robienia zakupów w języku polskim. To oczywiście nie jest równoznaczne uruchomieniu amazon.pl, ale nie rezygnujemy z tego, żeby stopniowo dostarczać konsumentom coraz więcej produktów i usług za naszym pośrednictwem.


Jak wielu polskich klientów robi dziś zakupy na stronach Amazon: w USA, Wielkiej Brytanii czy właśnie Niemczech?

Nie dzielimy naszych klientów w kategoriach narodowościowych i nie konstruujemy na takiej podstawie strategii rozwoju. To, skąd pochodzą ludzie, którzy robią u nas zakupy, ma znaczenie wyłącznie ze względu na to, gdzie trzeba będzie dostarczyć produkt i z którego z naszych magazynów oraz ile czasu to zajmie.

Tu akurat rola, jaką ma do odegrania Polska, jest całkiem istotna: macie już trzy centra logistyczne nad Wisłą, a w planach są dwa następne.


Rzeczywiście, Amazon ma w obecnej chwili 31 centrów logistycznych w siedmiu krajach Europy, ale w kolejnych miesiącach otworzymy piętnaście następnych. Z nich wspomniane przez Pana dwa mają się znaleźć w Polsce. Pierwsze z nich będzie działało w Kołbaskowie koło Szczecina, drugie w Sosnowcu. Bardzo nas cieszy tak szybki rozwój naszych inwestycji w Polsce.

To będzie baza wypadowa do podboju Polski czy operowania na sąsiednich rynkach: niemieckim czy czeskim?

Za rozbudową sieci stoi od lat ta sama filozofia: jak najszybciej dostarczyć zamówione produkty do każdego klienta Amazon. My nie magazynujemy takiego samego zestawu produktów w każdej ze wspomnianych lokalizacji. Nowe centra będą więc wysyłać przesyłki do najrozmaitszych miejsc: Polski, Włoch, Wielkiej Brytanii i nawet poza Europę.

	
		
											
					
				
				Centrum logistyczne Amazon w Kołbaskowie•Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta
					

Amazon jest znany z wdrażania rozmaitych innowacji, choćby prób realizowania dostaw za pomocą dronów. Czy będziemy mieli okazję zobaczyć jakieś innowacyjne rozwiązania również w polskich centrach firmy?


Oczywiście. Mało tego, mamy przecież – tuż pod Gdańskiem – jedno z największych naszych centrów badawczo-rozwojowych, Centrum Rozwoju Technologii. Wiele z technologii, jakie Amazon wdraża, zostało opracowanych właśnie w Polsce, choćby technologia rozpoznawania tekstu i mowy. Błyskawicznie rozwija się też robotyka…

Zwłaszcza, odkąd Amazon kupił Kiva Systems. W waszych centrach pracuje już podobno 45-tysięczna armia robotów.

Zgadza się. Nie inaczej będzie w Kołbaskowie, gdzie pracowników wesprze ponad trzy tysiące robotów. To one właśnie będą zwozić zamówione produkty prosto do osoby kompletującej paczkę. We wszystkich naszych centrach mamy mnóstwo nowych technologii, które optymalizują każdy etap procesu realizacji zamówienia. To tam także nieustannie trwa praca nad nowymi pomysłami czy rozwiązaniami i, jeśli tylko jakaś koncepcja się sprawdzi, jest natychmiast wprowadzana w innych centrach.


To powinniście być też zainteresowani – nierzadko ekscentrycznymi – pomysłami, z jakimi wchodzą do biznesu start-upy. Widzicie w Polsce jakieś ciekawe rozwiązanie, którym bylibyście zainteresowani?

Oczywiście, że obserwujemy pomysły start-upów. Wszystko, co ułatwia życie klientom, jest na wagę złota.

A jakiś konkretny przykład?

W oczywisty sposób nie dzielimy się informacjami o genialnych pomysłach przed ich wdrożeniem [śmiech].

Zapraszacie polskich sprzedawców do korzystania z platformy Amazon Martketplace. W jaki sposób by ich Pan zachęcił?

Najprościej, jak się tylko da: to łatwy sposób, by rozwijać swój biznes w globalnej skali. Około połowa realizowanych przez nas zamówień to produkty sprzedawane poprzez Amazon przez strony trzecie. To szczególnie proste w przypadku handlu na rynkach europejskich: kto wchodzi do naszej sieci dystrybucji, dostarcza nam towar, a my odpowiadamy za rozwiezienie go po całej Europie, tak by szybko trafił do klientów, zapewniamy także pełną obsługę klienta. Pojawia się on także na witrynach Amazon z końcówkami .de, .it, .fr, .co.uk itd.

	
		
											
					
				
				Centrum firmy Amazon w Kołbaskowie•Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta
					

Prosty ruch pozwala więc dotrzeć do dziesiątków milionów potencjalnych klientów. Wczoraj rozmawiałem z jednym z naszych polskich sprzedawców, który sprzedaje poprzez Amazon skarpetki produkowane w Łowiczu. On dziś czerpie ok. 80-85 proc. dochodów ze sprzedaży na rynkach europejskich – nie z rynku krajowego. Tylko w Polsce mamy już ponad 7200 sprzedawców, a w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej ponad 11 tysięcy.


W ostatnim czasie na polskim rynku szybko rozwija swoją ofertę chińska Alibaba, podobnie mocną pozycję ma rodzime Allegro. Czy uważacie ich za konkurencję?

To interesujące, ciągle słyszę to pytanie [śmiech]. Jestem już w Amazonie siedemnaście lat. Widziałem, jak ta firma rozrosła się z małego przedsiębiorstwa do całkiem sporej firmy…

O, to pewnie pamięta Pan czasy garażu…

Dołączyłem ciut później, w fazie małego magazynu w Seattle, myślę, że już nie mamy tak małych magazynów [śmiech]. W każdym razie kluczem do naszego sukcesu, czy jednym z nich, nie jest spędzanie czasu, śledząc poczynania naszych rywali. Spędzamy czas, koncentrując się na kliencie: jak jemu poprawić życie, jak wymyślić coś, co ułatwi mu wybór i zakup. Zresztą, nawet jak spojrzymy na to, jak urośliśmy – wciąż jesteśmy niewielką cząstką handlu. Jest mnóstwo przestrzeni zarówno dla naszego wzrostu, jak i wielu rozmaitych graczy.


To najważniejszy klucz do sukcesu Amazonu?

Jeden z kilku. Filozofia Amazon jest prosta: im większy wybór produktów będziemy mieli, tym więcej będziemy mieli klientów. A im więcej klientów odwiedzi nasze witryny, im większy tam będzie ruch, tym większa liczba kolejnych sprzedawców będzie zainteresowana dołączeniem do nas. A to znowuż zwiększy wybór produktów… I tak w kółko. Ten proces trzeba wspierać, czyniąc go wydajnym i udoskonalając obsługę klienta, dbając o niskie ceny i wygodę zakupów. Miesiąc po miesiącu, rok po roku – pracujemy nad tym nieustannie.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f20ca9c6cc1eb6d334e0b803b4384ab7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f20ca9c6cc1eb6d334e0b803b4384ab7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wiceprezes firmy Amazon i dyrektor operacyjny w Europie Steven Harman</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137183,polowa-polski-spi-na-rozkladanych-sofach-preferencje-mieszkaniowe-nad-wisla-zadziwia-niejednego</guid><link>https://innpoland.pl/137183,polowa-polski-spi-na-rozkladanych-sofach-preferencje-mieszkaniowe-nad-wisla-zadziwia-niejednego</link><pubDate>Thu, 07 Sep 2017 12:19:18 +0200</pubDate><title>Połowa Polski śpi na rozkładanych sofach. Preferencje mieszkaniowe nad Wisłą zadziwią niejednego</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a33f187ff42607b8de7f908972ca9768,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polacy coraz śmielej sięgają po nowoczesne, wyrafinowane technologie – przekonywali uczestnicy debaty „Jakie trendy będą miały największy wpływ na jakość życia w domu?”, która odbyła się drugiego dnia XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy. Stopniowej transformacji podlegają zresztą nie tylko nasze mieszkania, ale też całe dzielnice i miasta, w których żyjemy. Proces ten jest nieunikniony. Po drodze czai się jednak sporo pułapek: zdobycie i instalacja odpowiedniej technologii to zaledwie początek długiej drogi.

IKEA chce wiedzieć, jak mieszkamy – to akurat naturalne. Przy okazji jednak socjolodzy mogliby się sporo od ankieterów firmy dowiedzieć. – Z naszych badań wynika, że Polacy mieszkają na małej powierzchni, w przeludnionych mieszkaniach – opowiadała w Krynicy Iwona Szczęka, członek zarządu IKEA Retail Polska. – Co ciekawe, jesteśmy jednym z nielicznych krajów, gdzie – w momencie narodzin dziecka – rodzice rezygnują z jednego z pokojów w mieszkaniu i przenoszą się do dużego pokoju. Tam połowa z nas śpi na rozkładanych sofach. Tam jemy i się bawimy – dorzucała. 


W Polsce wciąż znacznie chętniej kupujemy mieszkania, niż je wynajmujemy. Temu akurat trudno się dziwić: po epoce mieszkań spółdzielczych i komunalnych chciałoby się mieć własny kąt. Urządzając mieszkania, inspirujemy się magazynami lifestyle i publikacjami poświęconymi wyposażeniu wnętrz czy bardzo popularnymi programami TV o podobnej tematyce. Widać to również w sieci. – Polacy szukają inspiracji w internecie. Co ciekawe, o aranżacji mieszkania zaczynamy myśleć na jesieni, gdyż najwięcej zapytań pojawia się jesienią – mówiła Marta Guzek z Google.

	
		
											
					
				
				Jacek Karczewski (Politechnika Warszawska), Marta Guzek (Google), Robert Biedroń (prezydent Słupska), Iwona Szczęka (IKEA Retail Polska)•Fot. INN:Poland
					

– Zmieniają się też technologie, z których korzystamy w naszych mieszkaniach. Proces unowocześniania mieszkań przebiega w Polsce bardzo nierówno, również geograficznie: to, co w jednych miejscach stało się standardem, w innych jest mało komu znaną ekstrawagancją – podkreślał z kolei Jacek Karczewski, Prezes Stowarzyszenia Absolwentów Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, specjalista w dziedzinie społecznych skutków nowych technologii. – Wydaje się to zależeć od trzech elementów: pierwszym jest internet, drugim zaangażowanie lokalnych polityków, a trzecim dostawcy, mogący dostarczyć nowoczesne produkty za rozsądną cenę – przekonywał.


Nie powinniśmy też zapominać o nastolatkach. To oni są ambasadorami nowych technologii w rodzinach. – To pierwsze pokolenie, które wychowało się w świecie cyfrowym i jest gotowe wydać budżet przeznaczony na ubrania na nowoczesne technologie – przekonywała Marta Guzek z Google

Mieszkańcy zadają trudne pytania
W tym układzie niebagatelna rola przypada samorządowcom, bowiem wprowadzanie nowoczesnych technologii, sztucznej inteligencji czy rozwiązań energooszczędnych nie powinno się ograniczać wyłącznie do naszych prywatnych wnętrz – ale obejmować przestrzenie publiczne, przyczyniając się o powstawania tzw. smart cities. Takich miejsc do życia chcą mieszkańcy, takie warunki są w stanie powstrzymać ich przed migracją – zgodzili się uczestnicy panelu. – Ludzie dziś już widzą swoje odnowione i zadbane miasta i chcą więcej: pytają „czy żyję w czystym mieście”, zwracają uwagę na aspekty, których istnienia lokalni włodarze jeszcze kilka lat temu sobie nie uświadamiali – mówił prezydent Słupska Robert Biedroń. – I kto się czuje nieszczęśliwy, ucieka.

	
		
											
					
				
				Kamil Wyszkowski (Global Compact), Nino Dżikija (INN:Poland)•Fot. INN:Poland
					

Stąd poszukiwania nowych rozwiązań, które realnie wpływałyby na życie mieszkańców takich „mądrych miast”. Słupsk, we współpracy z IKEA, zainaugurował przykładowo wymianę żarówek w części szkół i mieszkań komunalnych na oświetlenie LED i szykuje kolejne projekty energetyczne. W mieście prowadzone są liczne kampanie, mające uświadamiać mieszkańcom korzyści płynące z oszczędności, odpowiedniej polityki w zakresie odpadów i promowania pewnych zachowań, takich jak np. nieużywanie foliowych reklamówek. – Mieszkańcy są szczęśliwi, kiedy do ważnego miejsca dojdą w kwadrans. A my podejmujemy to wyzwanie, nie wahając się ograniczać ruchu kołowego. Dzięki temu jesteśmy jedynym miastem w Polsce, które spełnia normy czystości powietrza WHO – dodał Robert Biedroń.


– Słupsk był pierwszym miastem w Polsce, który zrównoważony rozwój uwzględnił w swojej strategii, zaplanował finansowanie i konsekwentnie realizuje. – podkreślił Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact Poland.

Rewolucja bez przegranych
– W Polsce mamy przynajmniej dziesięć bardzo dobrych start-upów, które zajęły się mierzeniem jakości powietrza – relacjonował Wyszkowski. One zaczęły oferować alternatywy, przy których wymówki typu „nie stać nas na monitoring” straciły sens. I są kolejnym przykładem zaprzęgania nowych technologii do tworzenia smart cities. – Spójrzmy też na Kopenhagę, gdzie udało się mieszkańców w dużej mierze przesadzić na rowery. Inny przykład to pewna firma, która oferuje elektrotaksówki. Aż się prosi, żeby polskie miasta we współpracy z taką firmą tworzyły koncepcję miejskich elektrycznych taxi. Mnie też marzyłby się taki sojusz władz, z firmami takimi jak IKEA i innymi, żeby mierzyć jakość powietrza: w szkołach, szpitalach, miejscach pracy – dodawał szef Global Compact.

	
		
											
					
				
				Sposób, w jaki żyjemy i mieszkamy, podlega dynamicznym przemianom. O ich kierunkach dyskutowano w Krynicy•Fot. INN:Poland
					

Oszczędniej, zdrowiej, ale też wygodniej: to kolejny z aspektów nowych technologii w naszym otoczeniu. – Coraz częściej widujemy w nim żarówki, które są samodzielne: wyczuwają ruch, specyfikę pomieszczenia, charakter innych źródeł światła. One przygasną, kiedy w okolicy nie będzie auta czy przechodnia. Przy kiepskiej pogodzie w pomieszczeniach zmienią barwę, by poprawić nasze samopoczucie i przynieść ulgę oczom – dodawał Jacek Karczewski.


– Nie będziemy mieli smart cities bez smart citizens – przestrzegał Robert Biedroń. – Z czasem może się pojawić trend, kiedy coraz więcej osób będzie wykluczonych z zachodzących zmian, np. nie nadążający za młodszymi generacjami seniorzy. Wtedy będziemy musieli się zastanawiać, czy smart cities nie są zagrożeniem, czy ludzie nie stają się przez to bardziej samotni i z poczuciem zagrożenia – dorzucał. Cóż, w Słupsku i na to wymyślili remedium: w każdej miejskiej bibliotece czeka kompetentna bibliotekarka, która usadzi na wygodnej kanapie i opowie – dzieciom, dorosłym, seniorom – o tym, jak sobie z tymi nowinkami radzić. I może tak, poprzez łączenie nowego ze starym, da się zrobić pełzającą technologiczną rewolucję, w której nie będzie przegranych.


To akurat jeden z wielu przykładów działań „u podstaw”. Z badań IKEA jasno wynika, że są trzy czynniki definiujące, jak będziemy żyć i mieszkać w przyszłości: to urbanizacja, zrównoważony rozwój i digitalizacja. Skoro w miastach żyje coraz więcej ludzi, tłocząc się na relatywnie niewielkich powierzchniach, kluczową cechą mieszkań staje się funkcjonalność. Podobnie rosnąca świadomość ekologiczna Polaków sprawia, że coraz powszechniejszymi są rozwiązania takie jak oświetlenie LED, materiały pochodzące ze zrównoważonych źródeł, możliwość dalszego przetwarzania zużytych surowców i materiałów. Upowszechnią się też rozwiązania wykorzystujące elementy sztucznej inteligencji, VR czy z obszaru internet of things (IoT). Jedno jest pewne: zmiany te zachodzą w błyskawicznym tempie, za kilka lat będziemy traktować dzisiejsze nowinki technologiczne jak oczywistość.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a33f187ff42607b8de7f908972ca9768,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a33f187ff42607b8de7f908972ca9768,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Uczestnicy debaty „Jakie trendy będą miały największy wpływ na jakość życia w domu?” podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137187,przez-glupote-i-kiepskie-drogi-tracimy-fortune-za-te-pieniadze-rzad-moglby-zbudowac-500-km-autostrad</guid><link>https://innpoland.pl/137187,przez-glupote-i-kiepskie-drogi-tracimy-fortune-za-te-pieniadze-rzad-moglby-zbudowac-500-km-autostrad</link><pubDate>Thu, 07 Sep 2017 10:43:17 +0200</pubDate><title>Przez głupotę i kiepskie drogi tracimy fortunę. Za te pieniądze rząd mógłby zbudować 500 km autostrad</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b9045ea3b964c09a77d77d7c4fd34bc6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W wypadkach drogowych ginie rocznie kilka tysięcy Polaków, a straty tym spowodowane sięgają 60 mld złotych rocznie. Pod tym względem ciągniemy się w ogonie Europy. Takie wnioski zaprezentowała podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Polska Izba Ubezpieczeń.

Stan polskich dróg poprawia się z roku na rok, ale statystyki ofiar śmiertelnych wciąż przyprawiają o ból głowy. Polski wskaźnik ofiar śmiertelnych w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców jest aż o połowę wyższy od unijnej średniej. Lepszym wynikiem mogą się pochwalić nie tylko kraje Europy Zachodniej, ale również nasi sąsiedzi – Czesi i Słowacy. Co więcej, po okresie progresu, w ostatnich latach liczba wypadków śmiertelnych znów zaczęła gwłatownie rosnąć. 

Obecnie na polskich drogach ginie ok. 3 tys. osób rocznie. Śmierć zbiera spore żniwo wśród młodych ludzi. Zgon co piątego Polaka w wieku 10-30 lat jest spowodowany właśnie przez wypadek z udziałem samochodu lub motocykla. 


Wypadki na drogach to ogromne straty dla gospodarki. W 2015 roku gospodarcze i społeczne koszty zostały obliczone na 60 mld złotych, czyli ok. 3 proc. rocznego PKB. A jeszcze w 2012 roku Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego szacowała straty na 34,5 mld złotych.

W trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy Polska Izba Ubezpieczeń zaprezentowała "Strategię poprawy bezpieczeństwa drogowego w Polsce". Organizacja zauważyła, że za wspomniane 60 mld moglibyśmy wybudować 500 km autostrad (co przełożyłoby się na większe bezpieczeństwo kierowców) albo pokryć 80 proc. kosztów funkcjonowania placówek dydaktycznych – od podstawówek do szkół średnich.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b9045ea3b964c09a77d77d7c4fd34bc6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b9045ea3b964c09a77d77d7c4fd34bc6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W wypadkach drogowych ginie rocznie kilka tysięcy Polaków, a straty tym spowodowane sięgają 60 mld złotych rocznie – donosi „Gazeta Wyborcza”</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137179,premier-szydlo-znalazla-sposob-na-to-by-polskie-firmy-zaczely-sie-liczyc-w-europy-nie-bedziemy-tania-sila-robocza</guid><link>https://innpoland.pl/137179,premier-szydlo-znalazla-sposob-na-to-by-polskie-firmy-zaczely-sie-liczyc-w-europy-nie-bedziemy-tania-sila-robocza</link><pubDate>Wed, 06 Sep 2017 17:06:13 +0200</pubDate><title>Premier Szydło znalazła sposób na to, by polskie firmy zaczęły się liczyć w Europie. &quot;Nie będziemy tanią siłą roboczą&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/02ccbfca8612efd0a91afa232462513b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Małe, rodzinne firmy to najlepsze zabezpieczenie dla polskiej gospodarki – przekonywała premier Beata Szydło podczas krynickiego forum. Zdaniem szefowej rządu, rozwój małych przedsiębiorstw pomoże Polsce uniknąć pozycji „montowni” na międzynarodowym rynku.

W trakcie Forum Ekonomicznego Beata Szydło zauważyła, że mimo sprzyjającej koniunktury, rząd nie może spocząć na laurach. W jaki sposób się do tego przygotować? W ocenie pani premier kluczowe jest wsparcie dla małych przedsiębiorstw. – Inaczej nie przestaniemy być dla państw zachodnich krajem taniej siły roboczej. Nie chcemy już dłużej być przysłowiową "montownią" – przekonywała. 

Zdaniem pani premier środowisko firm rodzinnych jest w pewien sposób unikatowe. Przekonała się o tym na własnej skórze. 

– W mojej rodzinnej miejscowości lokalną kopalnię traktowało się zawsze jako matkę-żywicielkę i wspólnie dobro. Wszyscy budowali wokół niej swego rodzaju etos pracy – wspominała.


– Tam również buduje się i przekazuje z pokolenia na pokolenie specjalne wartości wokół wykonywanej pracy. To są rzeczy, których nie znajdziemy w korporacjach, mimo że one czasem próbują budować takie systemy. Brakuje tam jednak tego ducha, który występuje w firmach rodzinnych – dodała Szydło.

Przypomnijmy, że firmy rodzinne zmagają się obecnie z problemem sukcesji.O socjologicznych aspektach tego zagadnienia opowiadała INN:Poland szefowa Instytutu Biznesu Rodzinnego dr Adrianna Lewandowska.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/02ccbfca8612efd0a91afa232462513b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/02ccbfca8612efd0a91afa232462513b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Małe, rodzinne firmy to najlepsze zabezpieczenie dla polskiej gospodarki – przekonywała premier Beata Szydło podczas krynickiego forum</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137163,minister-energii-powala-optymizmem-od-przedsiebiorcow-chce-wyciagnac-kosmiczna-kase-na-te-elektrownie</guid><link>https://innpoland.pl/137163,minister-energii-powala-optymizmem-od-przedsiebiorcow-chce-wyciagnac-kosmiczna-kase-na-te-elektrownie</link><pubDate>Wed, 06 Sep 2017 14:21:04 +0200</pubDate><title>Minister energii powala optymizmem. Od przedsiębiorców chce wyciągnąć kosmiczną kasę na elektrownie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ebe35217e9b2287500fc1951ff67150c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, że Polska poradzi sobie z budową elektrowni atomowej za 75 mld złotych.

Decyzja o budowie nad Wisłą instalacji atomowej już praktycznie zapadła.  Nie wiadomo jeszcze, gdzie dokładnie, ale w grę wchodzą dwie lokalizacje w województwie pomorskim: Lubiatowo-Kopalino (gmina Choczewo) i Żarnowiec (gminy Krokowa i Gniewino). W obu miejscowościach przeprowadzane są badania środowiskowe – wraz z ich zakończeniem i wyborem miejsca nastąpi rozpoczęcie przetargu.

Podczas Forum w Krynicy minister Tchórzewski pokusił się o oszacowanie kosztów całej inwestycji. Jego zdaniem, do lat 2040-2043, jesteśmy w stanie zbudować elektrownię złożoną z trzech bloków budowanych w odstępie kilku lat. Za całość zapłacimy ok. 75 mld złotych. - To jest możliwe – stwierdził.


Wciąż jednak nie wiemy, skąd wziąć na to pieniądze. Tchórzewski wykluczył finansowanie inwestycji z budżetu oraz wykorzystanie kontraktów różnicowych ( w ramach których państwo musiałby zagwarantować producentowi stałą cenę za sprzedaż prądu). 

Minister energii skłania się ku rozwiązaniu, by budowa była realizowana w systemie finansowania przedsiębiorstw, a nie finansowania inwestycji.

– Myślę, że jesteśmy w stanie taki mechanizm w Polsce uruchomić. I jesteśmy bliscy, żeby taką inwestycję uzasadnić. Ale dziś konkretnie powiedzieć "kto" i "za ile" nie jestem jeszcze w stanie - powiedział Tchórzewski.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ebe35217e9b2287500fc1951ff67150c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ebe35217e9b2287500fc1951ff67150c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, że Polska poradzi sobie z budową elektrowni atomowej za 75 mld złotych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137151,morawieck-robi-cos-copkiedys-zaserwowal-nam-gierek-wiadomo-skad-bierze-pieniadze-na-inwestyce</guid><link>https://innpoland.pl/137151,morawieck-robi-cos-copkiedys-zaserwowal-nam-gierek-wiadomo-skad-bierze-pieniadze-na-inwestyce</link><pubDate>Wed, 06 Sep 2017 11:54:12 +0200</pubDate><title>Morawiecki zadłużył się na gigantyczną kwotę. Pieniądze z zagranicznego kredytu przeznaczy na inwestycje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a798906b815b4add837e1a64a6db6277,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mateusz Morawiecki wyciągnął rękę po grube pieniądze, by sfinansować duże inwestycje. Na wsparcie nauki, rozwoju i innowacji z zagranicznych kredytów poszło już łącznie 7 mld euro.

Europejski Bank Inwestycyjny udzielił właśnie Polsce kredytów na prawie 1 mld euro. Kwota ta zostanie przeznaczona na strategiczne inwestycje w sektorze energetyki, ale i naukowo-badawczym. Takie informacje podają Ministerstwo Rozwoju i Energa, która otrzymała 250 mln euro kredytu na modernizację i rozbudowę sieci dystrybucji energii elektrycznej w północnej i środkowej Polsce.

Kredyty są brane w ramach finansowania w formie innowacyjnych obligacji hybrydowych. Są one bowiem gwarantowane przez Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych. Dzięki Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu Polska otrzyma 730 mln euro na finansowanie innowacji i prac badawczo-rozwojowych prowadzonych przez instytuty badawcze, uczelnie wyższe i przedsiębiorstwa.


Rząd chce maksymalnie wykorzystać dostępne źródła wsparcia. I to nie tylko w wypadku małych i średnich firm, ale i dużych przedsięwzięć rządowych. Ministerstwo Rozwoju odpowiada za koordynowanie i wdrażanie Planu Junckera w Polsce. Dane Europejskiego Banku Inwestycyjnego pokazują, że Polska znajduje się na szóstym miejsce w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o czerpanie środków z tego źródła.

– Podpisana umowa jest trzecią dotyczącą wsparcia rządowego projektu inwestycyjnego. Wartość wszystkich trzech inwestycji – Energi, Tauronu i Przewozów Regionalnych, to 5,6 mld zł – zdradził Morawiecki, otwierając ceremonię podpisania umów na Forum Ekonomicznym w Krynicy.


Wiceminister rozwoju Witold Słowik powiedział, że w planach jest zwiększenie wydatków na badania i rozwój do 2 proc. produktu krajowego brutto z obecnego poziomu 1 proc. Takie działanie ma na celu zwiększenie innowacyjności polskich przedsiębiorstw.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a798906b815b4add837e1a64a6db6277,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a798906b815b4add837e1a64a6db6277,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister Mateusz Morawiecki i wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Vazil Hudak, w trakcie podpisania umowy na dofinansowanie polskiej energetyki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/137147,to-nie-koniec-nagrod-w-krynicy-czlowiekiem-roku-zostala-premier-szydlo-a-za-najlepsza-firme-roku-uznano-ten-bank</guid><link>https://innpoland.pl/137147,to-nie-koniec-nagrod-w-krynicy-czlowiekiem-roku-zostala-premier-szydlo-a-za-najlepsza-firme-roku-uznano-ten-bank</link><pubDate>Wed, 06 Sep 2017 10:15:07 +0200</pubDate><title>To nie koniec nagród w Krynicy. Człowiekiem roku została premier Szydło, a za najlepszą firmę roku uznano ten bank</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a69b5218350c9ab5b4db9bfc4bd72e20,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Alior Bank został uznany za firmę roku w trakcie Forum Ekonomicznego w Krynicy. - Nagroda ta wynika z coraz ważniejszej roli, którą bank odgrywa w polskiej gospodarce - skomentował Michał Chyczewski, prezes Alior Banku.

Alior Bank został doceniony za wdrażanie i rozwój nowych technologii, głównie technologii mobilnych i internetowych. Plan banku będzie realizowany od 2017 do 2020 r. Zwycięzcę ogłosił Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Według niego, nagroda jest jak najbardziej zasłużona, bo zarząd Aliora mieści się w regułach coraz bardziej konkurencyjnego rynku i wychodzi naprzeciw nowym technologiom. 

Alior Bank powstał w 2008 roku. Od tego czasu dorobił się 4 mln klientów, z czego 19 tys. stanowią klienci biznesowi. Wartość udzielonych kredytów przekracza 46 mld, a depozyty złożone w banku wynoszą ponad 51 mln złotych, dzięki czemu udział Aliora w rynku to ponad 5 proc. Największym akcjonariuszem jest PZU SA, który wraz z PZU Życie oraz TFI PZU mają 31,65 proc. udziałów. 


Po otrzymaniu nagrody prezes Aliora Michał Chyczewski podkreślił, że sukces jego firmy nie byłby możliwy gdyby nie repolonizacyjna polityka rządu Beaty Szydło. Bank przejąłw ubiegłym roku część BPH. – Dzięki transakcji przyjęcia wydzielonej części banku BPH suma bilansowa Alior Banku wzrosła do ponad 60 miliardów złotych, a udział w rynku przekroczył 5 proc. – podkreślał Chyczewski. 

– Ta nagroda jest również wyrazem zaufania i zobowiązaniem, aby nie ustępować z drogi, którą podążał Alior Bank dotychczas, czyli z drogi realizacji strategii „cyfrowego buntownika” – dodał.
Alior Bank jest notowany na Giełdzie papierów Wartościowych od 2012 roku. W 2014 został włączony do indeksu największych spółek WIG20.


W ubiegłym roku, kapituła konkursowa zaszczytnym tytułem "firmy roku" wyróżniła spółkę P4, właściciela Play. 

Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, ogłoszono także zwycięzcę w kategorii "Człowiek Roku". Potwierdziły się wcześniejsze spekulacje, bo tytuł ten otrzymała premier Beata Szydło. 
Pani premier, podziękowała za wyróżnienie całemu rządowi i prezesowi. Stwierdziła też, że sukces przychodzi tylko wówczas, gdy "wszyscy grają do jednej bramki".]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a69b5218350c9ab5b4db9bfc4bd72e20,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a69b5218350c9ab5b4db9bfc4bd72e20,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy, ogłoszono zwycięzcę w kategorii &quot;Człowiek Roku&quot;. Potwierdziły się wcześniejsze spekulacje, bo tytuł ten otrzymała premier Beata Szydło</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129465,dzis-rusza-pierwsza-w-polsce-mobilna-przychodnia-medivio-i-pewnie-podbije-rynek</guid><link>https://innpoland.pl/129465,dzis-rusza-pierwsza-w-polsce-mobilna-przychodnia-medivio-i-pewnie-podbije-rynek</link><pubDate>Wed, 14 Sep 2016 17:17:09 +0200</pubDate><title>Tego jeszcze nie było. Rusza pierwsza w Polsce certyfikowana przychodnia telemedyczna – Medivio. I pewnie podbije rynek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c34d9ee598c07a9975951100e895e91a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kolejki w przychodniach, wielomiesięczne wyczekiwanie na lekarza specjalistę? Teraz to przeszłość.  Na tegorocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy ma miejsce premiera kompleksowej, certyfikowanej platformy telemedycznej Medivio, która służy do kontaktu lekarza z pacjentem. INN:Poland informuje o tym jako pierwsze. Rozmawiamy z Mariuszem Czerwińskim z platformy telemedycznej Medivio.

Medivio to pierwsze w Polsce, tak kompleksowe rozwiązanie, umożliwiające kontakt lekarza i pacjenta, dostępne dla każdego, w każdym miejscu. Pacjent oszczędza czas i wybiera najwygodniejszą dla siebie formę kontaktu z lekarzem. Mogą to być telekonsultacje, które zapewniają stałe monitorowanie swojego stanu zdrowia. Można zdalnie mierzyć ciśnienie tętnicze, poziom cukru we krwi, sprawdzić wagę czy opisać EKG.

Medivio przypomina też zapominalskim – a to poważny problem w Polsce – o przyjmowaniu leków zgodnie z planem terapii. Pacjent zamówi też zdalnie receptę oraz ma stały dostęp do własnej dokumentacji medycznej.


INN:Poland: Czy telemedycyna w Polsce jest opłacalnym rynkiem? Start-upy z branży medycznej to u nas wciąż nisza. 

Mariusz Czerwiński, Medivio: Telemedycyna w Polsce to nowy obszar w kontakcie lekarza z pacjentem. Jeśli chodzi o opłacalność, to we współpracy z GfK Polonia przeprowadziliśmy w 2015 roku badanie rynkowe mające ocenić gotowość lekarzy i pacjentów na korzystanie z telemedycyny. Zapytaliśmy 120 lekarzy różnych specjalizacji o to, czy konsultują zdalnie swoich pacjentów i o to, czy w ogóle widzą taką potrzebę. Od 30 do 64 procent respondentów odpowiedziało, że już w tej chwili konsultuje pacjentów zdalnie różną formą dostępnych narzędzi teleinformatycznych. 


Jakie narzędzia są najczęściej wykorzystywane?

Bardzo różne. Czaty internetowe, blogi, niecertyfikowane wideokomunikatory. Bardzo dużą grupę, około 44 procent, stanowią rozmowy telefoniczne pacjenta z lekarzem. 

Jakie są wobec tego główne bariery wejścia na ten rynek w Polsce? 

Najważniejsze jest to, by wszystkie rozwiązania telemedyczne były zgodne z obowiązującymi normami prawnymi. W 2015 r. uległy nowelizacji odpowiednio ustawa o działalności leczniczej, ustawa o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Ta pierwsza mówi o tym, że świadczenia zdrowotne mogą być udzielane za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.reguluje i to jest pierwsza duża zmiana. Druga mówi o tym, że lekarz w swojej praktyce może dokonywać diagnozy i prowadzić proces terapeutyczny poprzez systemy teleinformatyczne. To pozwala implementować w praktykach lekarskich rozwiązania telemedyczne takie jak Medivio.


Drugim, bardzo ważnym aspektem jest ustawa o wyrobach medycznych z 20 maja 2010 r., która mówi, że tylko certyfikowane wyroby medyczne mogą służyć do diagnostyki i leczenia pacjentów. Dlatego uważam, że to bardzo dobra regulacja, albowiem wszystkie tego typu rozwiązania powinny być certyfikowanymi wyrobami medycznymi.
	
		
											
					
				
				Prezentacja platformy Medivio. Na zdjęciu Mariusz Borkowski•Fot. Mateusz Trusewicz
					

W jakim stadium rozwoju jest platforma telemedyczna Medivio 

Spotykamy się na Forum Ekonomicznym w Krynicy dlatego, że platforma telemedyczna Medivio właśnie dziś startuje. Dopiero wchodzimy na rynek. To zupełnie nowy produkt. 

Jaki jest model biznesowy Medivio? 


Medivio jest pierwszą certyfikowaną przychodnią telemedyczną, która jest dostępna dla każdego i w każdym miejscu. Wystarczy, że lekarz będzie miał dostęp do platformy. Ten dostęp jest możliwy poprzez podpisanie umowy z Telemedycyna Silvermedia i uiszczeniu miesięcznej opłaty licencyjnej.

Co do pacjentów, to lekarz zaprasza ich podczas wizyt w gabinecie do odbywania zdalnych telekonsultacji. Pacjent oczywiście decyduje, czy ta forma kontaktu jest dla niego akceptowalna. Wykupuje miesięczny abonament, który jest dla niego wejściem do Medivio. W wersji podstawowej abonament kosztuje 9,90 zł . Daje pacjentowi wgląd w dokumentację medyczną, niezależnie od tego, u ilu lekarzy się leczy. Po drugie, daje możliwość wykupienia zdalnej telekonsultacji u swojego lekarza.


Jest też abonament premium. Co daje pacjentowi? 

Daje dostęp do wszystkich funkcjonalności Medivio. Kosztuje 29,90 zł. Poza dostępem do dokumentacji medycznej pacjent widzi swoje zalecenia lekarskie. To nie tylko zalecenia lekowe, ale także aktywność fizyczna, dieta, zleceniu pomiaru EKG czy ciśnienia tętniczego lub glukozy. Ma też dostęp do bardzo obszernej biblioteki materiałów edukacyjnych stworzonych przez lekarzy, a nie przez osoby, które po prostu wypowiadają się na tematy medyczne. A także dostęp do treningów, w tym treningów kognitywnych. 

Czyli? 


To forma trenowania funkcji poznawczych przez pacjentów, bardzo ważna szczególnie w neurologii czy psychiatrii. W abonamencie premium Medivio ważny jest system powiadomień o zażyciu leków i realizacji zaleceń lekarskich, bo stosowanie się do nich jest w Polsce na dramatycznie niskim poziomie. Lekarze mają z tym problem. Abonament Premium daje także możliwość integracji z zewnętrznymi urządzeniami pomiarowymi takimi jak EKG, ciśnieniomierz, glukometr, pulsoksymetr czy waga, dostępnymi w e-sklepie na www.medivio.pl. Pacjent ma też możliwość wykupienia całego pakietu telekonsultacji, nawet 3, 5 czy 7, w zależności od tego, jakie ma potrzeby.


Myśli pan, że Medivio na dobre zadomowi się na polskim rynku? 

W tej chwili nasze rozwiązanie dedykujemy prywatnym gabinetom lekarskim, w trzech specjalizacjach: diabetologia, kardiologia i psychiatria. Średni czas oczekiwania, nawet w prywatnej opiece zdrowotnej, to kilka miesięcy. Jestem przekonany, że Medivio ma szanse nie tylko przyjąć się na rynku, ale także na dynamiczny rozwój w bardzo krótkim czasie. Pacjenci potrzebują rozwiązania, które da im elastyczny i szybki dostęp do swoich lekarzy. Z drugiej strony, nie ma tej chwili na rynku rozwiązania, które daje pacjentowi i lekarzowi dostęp do pełnej, elektronicznej dokumentacji medycznej. Jesteśmy więc pierwsi w Polsce.
	
		
											
					
				
				Mariusz Czerwiński podczas rozmowy z redaktor naczelną INN:Poland, Nino Dżikiją.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

A w Europie Zachodniej i na świecie? Także na tych rynkach platforma Medivio byłaby innowacją? 


Nie bez powodu mówiłem, że Medivio jest nowatorskie. W Polsce i na świecie jest bardzo wiele rozwiązań telemedycznych. Ale w dużej mierze są to rozwiązania wyspowe. Takie, które dają możliwość powiązania zewnętrznego urządzenia pomiarowego z dedykowaną aplikacją i monitorowania określonych parametrów. Medivio to kompleksowe rozwiązanie, umożliwiające kontakt lekarza i pacjenta, dostępne dla każdego, w każdym miejscu. Odpowiada na wszystkie oczekiwania lekarzy i pacjentów.

Jakie macie plany na rozwój? Szykujecie zagraniczną ekspansję? 

Następnym krok Medivio to podstawowa opieka zdrowotna. Chcemy też wdrożyć kolejne specjalizacje do platformy: to alergologia, pediatria, ginekologia czy pulmonologia. Pyta pan o publiczną służbę zdrowia. To kwestia finansowania. Jesteśmy gotowi do rozmów na temat zrefundowania platformy Medivio czy włączenia jej jako element systemu centralnego. Co do ekspansji zagranicznej, to oczywiście kolejny krok w rozwoju produktu.Mariusz Czerwiński jest członkiem zarządu spółki Telemedycyna Silvermedia, która jest twórcą platformy Medivio.  ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c34d9ee598c07a9975951100e895e91a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c34d9ee598c07a9975951100e895e91a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mariusz Czerwiński z Medivio.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129489,medivio-odmienia-opieke-zdrowotna-w-polsce-zycie-pacjenta-juz-nigdy-nie-bedzie-takie-samo</guid><link>https://innpoland.pl/129489,medivio-odmienia-opieke-zdrowotna-w-polsce-zycie-pacjenta-juz-nigdy-nie-bedzie-takie-samo</link><pubDate>Tue, 13 Sep 2016 11:51:19 +0200</pubDate><title>Medivio odmienia opiekę zdrowotną w Polsce. Życie pacjenta już nigdy nie będzie takie samo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/59e7ae62464899481c244f2c057de911,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Coraz więcej Polaków cierpi na choroby przewlekłe – układu krążenia, cukrzycę i wiele innych. Dzięki pierwszej certyfikowanej przychodni telemedycznej Medivio, jak nigdy wcześniej będzie można je na bieżąco kontrolować zdalnie. W jaki sposób? Rozmawiamy o tym z dr inż. Jarosławem Bułką z firmy Silvermedia, która stworzyła nowatorską platformę Medivio we współpracy strategicznej z Grupą Adamed.

INN:Poland: Kto i kiedy stworzył platformę telemedyczną Medivio? 

Jarosław Bułka, Medivio: Mamy za sobą 14 lat doświadczeń w projektowaniu, budowaniu i wdrażaniu systemów telemedycznych i związanych z teleopieką. Zaowocowały powstaniem Medivio - pierwszej certyfikowanej przychodni telemedycznej w Polsce. Silvermedia to grupa utalentowanych, młodych ekspertów, myślących interdyscyplinarnie, którzy doskonale poruszają się w środowisku nowych technologii, ale przede wszystkim potrafią zrozumieć potrzeby lekarza i pacjenta. 

Strategiczne partnerstwo z Grupą Adamed - liderem innowacji w branży farmaceutycznej w Polsce - wniosło w nasze rozwiązania telemedyczne zupełnie nową jakość, jeśli chodzi o komponent medyczny. Przy tworzeniu platformy współpracowało z nami kilkudziesięciu lekarzy specjalistów. Przeprowadziliśmy badanie kliniczne, ankietowaliśmy kilkuset pacjentów. Jesteśmy w stałym kontakcie z towarzystwami medycznymi, ale też z referencyjnymi instytucjami medycznymi w Polsce.


Z tej współpracy powstało Medivio, pierwsza certyfikowana przychodnia telemedyczna, która umożliwia kontakt lekarza i pacjenta, i jest dostępna dla każdego, w każdym miejscu. To rozwiązanie miało swoją premierę 8 września podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy Należy podkreślić, że platforma Medivio – jest wyrobem medycznym klasy 2A i w całości jest certyfikowana medycznie , zgodna z normą ISO13485 – to niezwykle ważna cecha bo świadcząca o najwyższej jakości i bezpieczeństwie narzędzia i przetwarzanych danych.
	
		
											
					
				
				Stoisko Medivio w Krynicy.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

Co to znaczy? 


Lekarz może diagnozować, konsultować oraz prowadzić terapię na odległość, bo ma pewność, że narzędzie z którego korzysta, gwarantuje mu pełne bezpieczeństwo i najwyższą jakość, niezbędną do świadczenia praktyki lekarskiej, a więc usług zdrowotnych na odległość. 

Na jakie potrzeby pacjentów odpowiada Medivio? 

Projektując Medivio, bardzo szeroko konsultowaliśmy je z lekarzami, pacjentami i autorytetami branży medycznej.

Dla pacjentów najważniejsza jest lepsza dostępność lekarzy-specjalistów. W starzejącym się społeczeństwie pacjent cierpiący na wiele chorób, który mieszka na prowincji, nie ma łatwego dostępu do specjalisty. Medivio likwiduje tu w sposób naturalny bariery geograficzne. Pacjent ma zawsze dostęp do swojej dokumentacji medycznej. Platforma daje też pacjentowi możliwość samodzielnego monitorowania stanu swojego zdrowia. Pacjent prowadzi dzienniczki pomiarowe. Niezwykle istotną kwestią jest też dla pacjenta kontroli zażywania leków. I najważniejsze: możliwość telekonsultacji z lekarzem. Zatem: nadrzędnym celem jest poprawa skuteczności terapii, a Medivio idealnie się do tego nadaje.
	
		
											
					
				
				Oprócz nowoczesnych rozwiązań można było zobaczyć te bardziej tradycyjne.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

Czy Medivio może zastąpić stacjonarne wizyty u lekarza? 


Nasi lekarze konsultują pacjentów na wizycie stacjonarnej, natomiast wizyty kontrolne organizują w sposób telemedyczny, czyli na odległość, co zdecydowanie poprawia relację lekarz-pacjent. Poza tym wykorzystanie naszej technologii medycznej optymalizuje czas pracy lekarza. Lekarz ma zawsze dostęp do danych swojego pacjenta, w postaci elektronicznej dokumentacji medycznej. Jeśli pacjent wyrazi na to zgodę ma też dostęp do zaleceń medycznych innych lekarzy.

To bardzo ważne: pacjent podczas wizyty w gabinecie lekarskim często nie mówi o lekach, które zażywa, albo o nich zapomina. W związku z tym naraża się na niebezpieczną interakcję z innymi lekami, które miał wcześniej przepisane przez innych lekarzy. Nasze rozwiązanie eliminuje to ryzyko. 


W jaki sposób działa platforma Medivio? 

Platforma zbudowana jest z trzech podstawowych komponentów: portalu lekarza, portalu pacjenta oraz aplikacji mobilnej dedykowanej pacjentom. Do platformy można podłączyć każde zewnętrzne urządzenie pomiarowe, pod warunkiem że zostało ono zwalidowane przez Medivio. 

Wykorzystujemy dwa rodzaje urządzeń diagnostycznych. Pierwszy to urządzenia pomiarowe (np. glukometry, ciśnieniomierze, pulsoksymetry), które komunikują się ze światem zewnętrznym za pomocą smartfonów. Te urządzenia diagnostyczne to certyfikowane wyroby medyczne, nie ma więc żadnego ryzyka, jeśli chodzi o dokładność i wiarygodność pomiarów ciśnienia czy cukru.


Drugą grupą są urządzenia, które mają wbudowaną mobilną kartę SIM, jak np. EKG. Same wysyłają dane do naszej platformy Medivio. 
	
		
											
					
				
				Platforma Medivio.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

Jak korzysta z platformy lekarz? 

Lekarz ma swoją własną aplikację, która umożliwia mu zarządzanie gabinetami i optymalizację swojego czasu pracy i daje mu szybki dostęp do dokumentacji medycznej pacjenta, a także za zgodą pacjenta – możliwość współdzielenia dokumentacji medycznej.

Kolejną ważną funkcjonalnością jest baza leków wraz z informacjami o możliwych interakcjach. Częścią naszej platformy jest także obszerna biblioteka materiałów edukacyjnych, które są opracowane przez specjalistów dla lekarzy.


Dzięki temu wszystkiemu Medivio zapewnia poprawę skuteczności terapii.

Jak wygląda aplikacja od strony pacjenta? 

Pacjent może korzystać z aplikacji przy pomocy smartfonów czy komputerów. Dostaje dostęp do platformy podczas wizyty stacjonarnej u swojego lekarza.

W przypadku chorób przewlekłych kolejne wizyty są realizowane za pomocą platformy telemedycznej Medivio. Pacjent otrzymuje szybki i bezpieczny dostęp do swojego lekarza, z którym komunikuje się w drodze telekonsultacji. Przy pomocy mobilnych urządzeń pomiarowych np. EKG, glukometr, ciśnieniomierz, ma możliwość rejestru badań oraz zdalnego monitoringu. Ma wgląd we własną dokumentację medyczną, może udostępniać zgromadzone przez siebie dane w dowolnym czasie i dowolnym lekarzom różnych specjalizacji. Pacjent również decyduje, ile konsultacji i u jakich lekarzy wykupuje.


Dzięki Medivio skuteczność leczenia pacjenta ulega poprawie.napisz do autora: rafal.badowski@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/59e7ae62464899481c244f2c057de911,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/59e7ae62464899481c244f2c057de911,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Reporter INN:Poland, Rafał Badowski, razem z Jarosławem Bułką.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129565,ukrainska-wicepremier-o-poradach-balcerowicza-ukraina-nie-jest-gotowa-na-taki-liberalizm</guid><link>https://innpoland.pl/129565,ukrainska-wicepremier-o-poradach-balcerowicza-ukraina-nie-jest-gotowa-na-taki-liberalizm</link><pubDate>Mon, 12 Sep 2016 13:32:20 +0200</pubDate><title>Ukraińska wicepremier o poradach Balcerowicza: &quot;Ukraina nie jest gotowa na taki liberalizm”</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e42c8c48261c9bfe0702f379ecbdc2a4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polski wkład w odbudowę ukraińskiej gospodarki to nie tylko porady Leszka Balcerowicza czy usługi szefa ukraińskich kolei, Wojciecha Balczuna – mówi INN:Poland wicepremier Ukrainy ds. integracji z UE i NATO, Iwanna Kłympusz-Cyncadze. Polskie doświadczenia z lat transformacji będą dla Ukraińców bezcenne na wszystkich polach – również po to, by uniknąć błędów, jakie popełniła Polska. O ile politycy do reszty nie popsują wzajemnych relacji.

Z jakim przesłaniem premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman przyjechał do Krynicy?

Najważniejsze brzmi chyba tak: jesteśmy zdeterminowani, by się rozwijać i reformować. Podtrzymujemy wybór, jakiego dokonaliśmy dwa lata temu. Oczekujemy, że ten wybór – oraz praca domowa, jaką przy tej okazji musimy wykonać – będą wspierane przez wszystkich naszych partnerów.

Trudno byłoby tu chyba pominąć wsparcie ze strony polskiej. Profesor Leszek Balcerowicz doradza władzom w Kijowie, Wojciech Balczun kieruje ukraińskimi kolejami. Jaki jest wkład polskich specjalistów i ekonomistów w rozwój Ukrainy?


To znacznie większa grupa niż dwóch wspomnianych panów. Polscy eksperci są obecni na Ukrainie na rozmaitych poziomach, w szczególności w zakresie ekspertyz technologicznych. Oczywiście, nie umniejszamy wagi porad prof. Balcerowicza: rozumiemy, że wiele doświadczeń Polski z okresu transformacji może znaleźć zastosowanie na Ukrainie, podobnie, jak wielu błędów – jakie popełniono w Polsce – może uda się nie powtórzyć na Ukrainie.

W jakich dziedzinach polskie doświadczenia są pomocne?

	
		
											
					
				
				Prof. Leszek Balcerowicz znalazł się w gronie najważniejszych doradców premiera Wołodymyra Hrojsmana.•Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
					

Szukamy specjalistów w dziedzinie reformy administracji. Ludzi, którzy mogliby służyć radą w obszarze decentralizacji. W tym zakresie wprowadzaliśmy rozmaite zmiany, wiele już zostało wprowadzonych, a decentralizacja finansowa – która jest w toku – została w dużej mierze wzięta z polskich doświadczeń. Nie chodzi nawet o fizyczną obecność doradców, bardziej o konkretne przykłady tego, co zrobiliście, i co może zostać zaadaptowane do warunków ukraińskich.


Da się, po ćwierć wieku tych eksperymentów, adaptować tamte doświadczenia?

Wyjściowa pozycja obu państw w 1991 roku, lokalne warunki, były takie same. Wy wykonaliście skok – i bardzo szybko odnaleźliście się w rodzinie krajów należących do UE i NATO. Dla nas to bardzo ważne doświadczenia. My na wiele lat utknęliśmy w jakimś rodzaju neutralnej szarej strefy, postrzegani jako rosyjska sfera wpływów. Teraz dokonaliśmy jednak jasnego wyboru i chcemy za nim iść.

Co jeszcze – poza decentralizacją – was interesuje w Polsce?

Inne obszary to energetyka czy infrastruktura. Widzimy potencjał wspólnych projektów naukowych. Może nastąpi też transfer wiedzy do Polski: już dziś zauważamy, jak wielu ukraińskich specjalistów IT przyjeżdża do Polski. Słyszałam, że około 50 proc. biznesów informatycznych, jakie funkcjonują w Polsce, działa w oparciu o ukraińskich informatyków. Niewątpliwie, i my mamy więc potencjał. Interesujące są też reformy w sektorze rolniczym...


O, to dwadzieścia lat nieustannych sporów.

Jasne, ale rolnictwo to również bardzo mocna strona Ukrainy. Interesują nas więc doświadczenia z relacji w tym zakresie z Unią Europejską i krajami trzecimy. Potencjał wspólnej pracy też jest tu olbrzymi.

	
		
											
					
				
				Ukraina jest w szczególności zainteresowana polskimi przemianami w sektorze rolnictwa.•Fot. Pixabay
					

A jaka gospodarka ma powstać na bazie tych reform? Jeżeli wziąć pod uwagę poglądy profesora Balcerowicza, docelowy model jawi się jako bardzo liberalny. Z drugiej strony, choćby ostatni rok w polskiej gospodarce to silny trend do większej kontroli i regulacji w gospodarce, rozbudowanych funkcji państwa opiekuńczego...


Jako kraj jesteśmy bardzo daleko od liberalnego podejścia profesora Balcerowicza. Ukraina to wciąż w olbrzymim stopniu kraj posowiecki: bardzo prosocjalnie zorientowany, tyle że z niewielkimi możliwościami spełniania takich socjalnych obietnic. Jesteśmy gdzieś pomiędzy. Sytuacja dla ludzi jest bardzo trudna, a jednocześnie po raz pierwszy od dawna gospodarka zaczęła się stabilizować, mamy niewielki wzrost gospodarczy. I choć to tylko 1 proc., ta stabilizacja jest ważna.

Zazwyczaj ludzie nie są entuzjastycznie nastawieni do reform...

Tak, kilka rzeczy, które rząd już zrobił – jak choćby podniesienie cen paliw do poziomu rynkowego – jest skrajnie niepopularne. Rząd musi więc uporać się z populistami, którzy atakują go za trudne decyzje. Rozumiemy jednak, że te decyzje zwiększyć konkurencyjność, zmniejszyć korupcję, w dłuższej perspektywie – zapewnić nam efektywność, przełożyć się na powstanie nowych miejsc pracy.


Jest pani pewna, że polskie wsparcie jest na Ukrainie dobrze widziane? Od dobrych kilku, może nawet kilkunastu miesięcy, pojawiają się opinie, że nasze relacje się pogarszają. Kijów uważa jeszcze Warszawę za swojego adwokata w Europie?

	
		
											
					
				
				Po latach zapaści ukraińska gospodarka odnotowała 1-procentowy wzrost.•Fot. Pixabay
					

Postawy Ukraińców wobec Polaków w czasie 25 lat budowania strategicznych relacji nie zmieniły się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Inna sprawa z polityką: smuci mnie, że polski Sejm przyjął nieodpowiedzialną decyzję w sprawie niektórych elementów historii, jaką wspólnie mieliśmy [chodzi o uchwałę uznającą masakry na Wołyniu za ludobójstwo – przyp. red.]. To nie jest produktywne.


Uważam, że o historii powinni dyskutować historycy. Naprawdę zrobiono wiele pozytywnych kroków: w pewnym momencie między Kuczmą a Kwaśniewskim, potem między naszymi kościołami, prosiliśmy o wybaczenie i wybaczaliśmy. Z perspektywy polityka mogę tylko powiedzieć: nie wypuszczajmy płomieni nienawiści na scenę polityczną.

Trochę za późno...

Ale mam nadzieję – i bardzo nad tym pracujemy – że nasz parlament nie zareaguje analogicznie. Że wykażemy dojrzałe podejście do naszej wspólnej przeszłości. Wierzę, że po obu stronach jesteśmy w stanie dojrzale współpracować, zaakceptować kontrowersyjne elementy naszej przeszłości i skoncentrować się na przyszłości. Bo tak, jak Polska jest ważna dla Ukrainy, tak i Ukraina jest ważna dla Polski. Nie próbujmy sugerować, że Ukraińcy nie cenią sobie polskiego wsparcia, bo to nieprawda. Polska wciąż jest naszym adwokatem w UE oraz NATO i jestem pewna, że któregoś dnia Ukraina będzie w stanie wesprzeć strategiczne interesy Polski.


Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e42c8c48261c9bfe0702f379ecbdc2a4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e42c8c48261c9bfe0702f379ecbdc2a4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Iwanna Kłympusz-Cyncadze, wicepremier Ukrainy ds. integracji z UE i NATO.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129483,to-taki-polski-cud-ze-jakos-sie-leczymy-nie-wystarczy-dosypac-pieniedzy-ale-dobrze-je-wydac</guid><link>https://innpoland.pl/129483,to-taki-polski-cud-ze-jakos-sie-leczymy-nie-wystarczy-dosypac-pieniedzy-ale-dobrze-je-wydac</link><pubDate>Mon, 12 Sep 2016 09:47:34 +0200</pubDate><title>„To taki polski cud, że jakoś się leczymy”. Nie wystarczy dosypać pieniędzy, ale – dobrze je wydać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3fcffc0764a14f66209876dc4eb223e3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />„Musimy zrobić przegląd samochodu raz do roku, ale kto z Państwa wykonuje sobie kompleksowe badania raz w roku?” – takim prowokacyjnym pytaniem zaczął dyskusję o optymalizacji systemu ochrony zdrowia w Polsce marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Próba postawienia na nogi polskiej służby zdrowia nie powinna się sprowadzać do dosypywania pieniędzy do istniejącego systemu. To był dopiero wstęp do dyskusji.

Czy tak będzie wyglądać przyszłość medycyny w Polsce? MEDIVIO pierwsza certyfikowana przychodnia telemedyczna, dająca lekarzowi dostęp do elektronicznej dokumentacji pacjentów, możliwość zarządzania jego gabinetami oraz stały kontakt ze swoimi pacjentami – wygląda, jak produkt z innej, zdecydowanie nie nadwiślańskiej bajki. Medivio daje możliwość świadczenia usług zdrowotnych lekarzom z dowolnego miejsca i zwiększa dostępność lekarzy dla pacjentów.

Jest to wyjątkowe rozwiązanie w tej dziedzinie, gdyż platforma telemedyczna Medivio jest certyfikowanym wyrobem medycznym klasy 2A (Certyfikat CE 2274). Wyrób ten jest wytwarzany zgodnie z medyczną normą ISO 13485.


Trudno się dziwić: szybką diagnozę sytuacji ochrony zdrowia w Polsce postawił wspomniany już marszałek Senatu. – Mamy za mało lekarzy i pielęgniarek, brakuje pieniędzy, cały system szwankuje. To taki polski cud, że to działa, że jakoś się leczymy – podsumował Stanisław Karczewski, z zawodu przecież lekarz-chirurg. – Niedawno byłem w Czechach. Poprosiłem tam o spotkanie z czeskim ministrem zdrowia. Z tej rozmowy jasno wynikało, że borykamy się z podobnymi problemami, tylko sytuację mamy kompletnie inną – dodawał.

Niby poprawa, a wciąż w ogonie
Dlaczego? No cóż, Czesi na opiekę zdrowotną wydają 7,4 proc. PKB, nie mają też problemu z imigracją lekarzy. – Tam istnieje pełna świadomość, że zdrowie jest ważne i wymaga finansowania – mówił marszałek Senatu. W Polsce ta świadomość dopiero się rodzi. – Rozwiązania takie jak Medivio to nasza przyszłość. Teraz to taka wyspa. Musimy jednak jeszcze ocenić, czy jest to wyspa na jeziorze, morzu czy oceanie – kwitował.


Tym jeziorem – albo oceanem – jest rzeczywistość, w jakiej funkcjonuje polska służba zdrowia, tak jak zdefiniował ją zresztą sam Karczewski. Uczestnicy debaty nie mieli pod tym względem żadnych wątpliwości – system opieki zdrowotnej w Polsce potrzebuje dofinansowania. Podobnego zdania jest Marszałek Senatu. – Będę się starał, by dopływ pieniędzy do systemu był zwiększany. Nie jest takie ważne nawet, jak będziemy je wydawać – podkreślał.

Czy rzeczywiście? Inni uczestnicy bardzo mocno jednak podkreślali, jak istotne jest wybieranie najefektywniejszych sposobów wydawania pieniędzy w opiece zdrowotnej. – Wszyscy wiemy, że pieniędzy na służbę zdrowia jest mało. A kiedy mamy mało pieniędzy, musimy je mądrze wydawać – zastrzegał Andrzej Kosiniak-Kamysz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. J. Dietla w Krakowie, w przeszłości pierwszy pokomunistyczny minister zdrowia.
	
		
											
					
				
				Spotkanie cieszyło się sporym zainteresowaniem.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

Według niego, zawsze można wymieniać te obszary, na których odnotowano wyraźną poprawę – weźmy rosnącą długość życia, czy wykrywalność i wyleczalność chorób nowotworowych. Ale nierzadko – nawet mimo tej poprawy – wleczemy się w ogonie Europy, a na dodatek mamy do czynienia z bezprecedensowym kryzysem kadrowym. – Dogoniliśmy też świat pod względem technizacji medycyny, ale wciąż brak w tych wszystkich przypadkach koordynacji, choćby jakiegoś banku informacyjnego. Nie wierzę, że niewidzialna ręka rynku rozwiąże problemy związane z ochroną zdrowia – dodawał Kosiniak-Kamysz.


Nie ilość lecz efektywność
O tym, że nie wystarczy dosypać pieniędzy, jest również przekonana Katarzyna Głowala, podsekretarz stanu w ministerstwie zdrowia. W trakcie dyskusji przypomniała ona m.in. o tym, że w ostatnim czasie resort przeforsował przepisy tworzące ważny nowy instrument: mechanizm oceny celowości inwestycji. Również w obszarze koordynacji opieki zdrowotnej stworzono pewne przyczółki – choćby w obszarze opieki nad kobietami w ciąży czy pacjentami po zawale serca. – Chodzi nie tylko o zwiększanie puli środków, ale również o efektywność ich wykorzystania – skwitowała.


– Jeśli dajemy środki, musimy być pewni ich wykorzystania – sekundował jej Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki. – Biorąc pod uwagę ratowanie szpitali, których zadłużenie według rozmaitych źródeł sięga 10-16 mld złotych, musimy być pewni, że restrukturyzacja idzie w dobrym kierunku – dorzucał.

Dyrektor Banach wskazywał też na inne obiecujące szanse dla polskiej służby zdrowia. – Na pewno budżet nie jest w stanie wytrzymać wszystkich tych zmian. Są jednak inne źródła, np. w UE. Bank Światowy również oferuje środki na restrukturyzację szpitali. Daje też swoich ekspertów i know-how. Dzięki nim można by lepiej przygotowywać się do wydawania pieniędzy, jakie przeznaczyłby na opiekę zdrowotną polski rząd – podkreślał.


Na tym nie koniec, nawet w uchodzącej za państwo dobrobytu Szwecji toczą się dyskusje na temat tego, w jakim stopniu należy prywatyzować rynek usług medycznych, czy jak wydawać te pieniądze – przypomniał zebranym zagraniczny gość: Robert Sinclair, starszy doradca ds. medycznych w Zachodnim Regionie Götaland w Szwecji. Problem nie sprowadza się bowiem do sposobów wydawania pieniędzy czy technologicznych nowinek. – Gdy przyjechałem tu ze Szwecji, zauważyłem, że palicie znacznie więcej niż my. A przecież to jasne, że gdy zmieni się niezdrowe nawyki społeczeństwa, wydatki w służbie zdrowia znacząco spadną – wskazywał.
	
		
											
					
				
				Poajwili się również goście z zagranicy.•Fot. Mateusz Trusewicz
					

Czasu jest mało
W podobny sposób argumentował Marcin Węgrzyniak, dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. Prewencja jest szczególnie ważna, choćby w przypadkach związanych z nadwagą czy sytuacją zdrowotną dzieci. – Leczyć mądrzej to uchwycić pacjenta jak najwcześniej, bo wtedy leczenie jest tańsze – dowodził.


Ale przede wszystkim IT w służbie zdrowia, jego zdaniem, nie powinno być celem samym w sobie. – Najpierw musimy „poukładać sobie” mądry system opieki zdrowotnej, a następnie dopasować do niego IT – zastrzegał. – Nawet niezbyt kosztowny telemonitoring pozwala na modyfikowanie farmakoterapii, co już jest postępem – dodawał. Zresztą, w tym zakresie i tak widać postęp: z danych, jakie zbiera Centrum, wynika, że dziś już 35 proc. placówek medycznych jest przygotowanych do stosowania elektronicznej dokumentacji medycznej. Co druga instytucja w Polsce posiada już jakieś narzędzia IT, także jakieś fundamenty dla prowadzenia opieki koordynowanej już istnieją.


O zaletach koordynacji mówił też Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips Health Systems w Polsce i krajach bałtyckich. – Istotą dobrych rozwiązań jest spinanie rozmaitych elementów w jeden system – podkreślał. Poligonem takich projektów była wcześniej Holandia – matecznik firmy Philips. – Ale i w Holandii, zanim przyszły pieniądze, dużo myślano o tym, jak je wydawać – kwitował dyrektor Bruszewski.

Niewątpliwie, czasy sprzyjają IT w medycynie. – Rozwiązania prawne, które dotychczas ograniczały rozwój w tym obszarze, już nie istnieją – mówił Jarosław Bułka, wiceprezes firmy Telemedycyna Silvermedia Sp. z o.o. – Rośnie też powszechna świadomość, akceptacja i użycie urządzeń mobilnych. Telemedycyna jest też wyjątkowym narzędziem, pozwalającym likwidować bariery geograficzne. Gdyby była bardziej dostępna, szczególnie dla osób starszych, zazwyczaj cierpiących na wielochorobowość lekarz mógłby wcześniej postawić właściwą diagnozę i podjąć leczenie. W konsekwencji chory trafiałby do szpitala mniej zaostrzony lub powikłany, co z kolei przekładałoby się wprost na mniejsze potrzeby finansowe całego systemu – stwierdził. 
	
		
											
					
				
				Najważniejsza jest koordynacja działań. Inaczej będziemy tracić pieniądze, przekonywali zebrani.
					

– Nie mówiąc już o optymalizacji czasu pracy lekarza – podkreślał Jarosław Bułka. – To wszystko ogranicza koszty: choć nie można wdrażać takich systemów bezkrytycznie. Trzeba to robić zawsze stawiając na jak najwyższą jakość i bezpieczeństwo, w końcu chodzi nie tylko o dane wrażliwe, ale przede wszystkim o zdrowie i życie, pamiętając, że chodzi o opartą na zaufaniu relację pacjent-lekarz – dodawał.


– Jeżeli nie będziemy koordynowali, to będziemy wyrzucali pieniądze – podsumował dyskusję Adam Konka, doradca ministra zdrowia w zakresie informatyzacji. Według niego, w ostatnich miesiącach proces informatyzacji systemu przyspieszył: założeniem projektów przyjętych w 2015 roku było zebranie w ciągu półtora roku informacji, na bazie których powstałyby raporty pozwalające na stworzenie efektywnej strategii IT dla systemu ochrony zdrowia – mówił. Czasu jest rzeczywiście mało, kolejny etap tego procesu zaplanowany jest już na 2018 rok.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3fcffc0764a14f66209876dc4eb223e3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3fcffc0764a14f66209876dc4eb223e3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na panelu pojawili się politycy i lekarze.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129515,minister-zalewska-reforma-edukacji-jest-tak-dobra-ze-polacy-masowo-wroca-z-zagranicy</guid><link>https://innpoland.pl/129515,minister-zalewska-reforma-edukacji-jest-tak-dobra-ze-polacy-masowo-wroca-z-zagranicy</link><pubDate>Fri, 09 Sep 2016 16:33:00 +0200</pubDate><title>Minister Zalewska: reforma edukacji jest tak dobra, że Polacy masowo wrócą z zagranicy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d63e71b96b41c023fbb91c73966126cc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Minister edukacji narodowej mówi w rozmowie z INN:Poland, dlaczego rząd zdecydował się wprowadzić reformę edukacji. Przekonuje, że budzi ona nieuzasadniony opór.

Anna Zalewska odpiera zarzuty szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza, który przekonywał na naszych łamach, że zagrożonych utratą pracy może być nawet 100 tys. nauczycieli. 

Minister edukacji przekonuje, że możliwy jest powrót do Polski emigrantów w wyniku reformy edukacji, trzeba ich tylko do tego zachęcić. 

Więcej w rozmowie wideo:]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d63e71b96b41c023fbb91c73966126cc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d63e71b96b41c023fbb91c73966126cc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister Anna Zalewska przekonuje w rozmowie z INN:Poland, że reforma edukacji była oczekiwana.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129493,da-sie-ikea-jako-jedna-z-pierwszych-podniosla-minimalna-stawke-godzinowa-do-15-zl</guid><link>https://innpoland.pl/129493,da-sie-ikea-jako-jedna-z-pierwszych-podniosla-minimalna-stawke-godzinowa-do-15-zl</link><pubDate>Fri, 09 Sep 2016 10:16:04 +0200</pubDate><title>Da się? IKEA jako jedna z pierwszych podniosła minimalną stawkę godzinową do 15 zł</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/9e7ec4e1f893416c6fd81eba5c9e9c25,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polski biznes spiera się z rządem o minimalną stawkę godzinową na poziomie 12 zł, a tymczasem etatowi pracownicy IKEA już dostają minimum 15 zł za godzinę pracy. Co z minimalizacją kosztów?

– Wprowadzenie nowej stawki to dopiero początek. Już wcześniej uruchomiliśmy pracowniczy...

Polski biznes spiera się z rządem o minimalną stawkę godzinową na poziomie 12 zł, a tymczasem etatowi pracownicy IKEA już dostają minimum 15 zł za godzinę pracy. Co z minimalizacją kosztów?

– Wprowadzenie nowej stawki to dopiero początek. Już wcześniej uruchomiliśmy pracowniczy system emerytalny. Dlaczego? To pracownicy tworzą IKEA, i to oni są źródłem sukcesu firmy – wyjaśnia Ignacy Niemczycki, Public Affairs Manager Grupy IKEA w Polsce i zaznacza, że w naszym kraju firma zatrudnia ponad 13 tys. osób.

Wraz z firmą konsultingową Deloitte IKEA Polska dokładnie obliczyła, jaki wpływ ma firma na polską gospodarkę. – Najbardziej jesteśmy dumni z liczby miejsc pracy. I nie chodzi tu jedynie o pracowników IKEA – wyjaśnia. Działalność IKEA generuje też wzrost zatrudnienia w branżach współpracujących z firmą. Na każde miejsce pracy w IKEA przypada 2,3 w sektorach ościennych.


Ignacy Niemczycki podkreśla także fakt, że firma jest niezależna energetycznie. Co to oznacza? – Generujemy tyle energii, ile zużywamy. To mniej więcej tyle, ile konsumują wszystkie gospodarstwa domowe w Gdańsku – wyjaśnia. Podobne standardy szwedzka firma promuje wśród swoich klientów. – W ciągu trzech lat cena żarówki LED spadła z 60 zł do … 6 zł. Sprzedano ponad milion LEDowych żarówek. To nie tylko oszczędność kosztów, lecz także bardziej ekologiczne rozwiązanie – dodaje.

Więcej o tym, jaki IKEA Polska wpływa na naszą gospodarkę, dowiesz się z naszego wideo.Więcej znajdziesz na Twitterze Rzecznika IKEA Polska napisz do autora: nino.dzikija@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/9e7ec4e1f893416c6fd81eba5c9e9c25,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/9e7ec4e1f893416c6fd81eba5c9e9c25,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Niemożliwe? A jednak!</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129487,ambitny-jak-ikea-szwedzki-gigant-chce-powiekszyc-obroty-w-polsce-pieciokrotnie</guid><link>https://innpoland.pl/129487,ambitny-jak-ikea-szwedzki-gigant-chce-powiekszyc-obroty-w-polsce-pieciokrotnie</link><pubDate>Thu, 08 Sep 2016 16:46:45 +0200</pubDate><title>Ambitny jak IKEA. Szwedzki gigant chce powiększyć obroty w Polsce... pięciokrotnie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b38e2e28c5fdae516fb6aee0bf64a318,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do 2035 roku IKEA Polska zamierza zwiększyć obroty handlowe w naszym kraju od razu o 500 proc. Jakim cudem? – Chcemy budować nowe sklepy, rozpocząć sprzedaż internetową naszych produktów – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland Katarzyna Balashov, rzeczniczka prasowa IKEA Polska. – Bacznie...

Do 2035 roku IKEA Polska zamierza zwiększyć obroty handlowe w naszym kraju od razu o 500 proc. Jakim cudem? – Chcemy budować nowe sklepy, rozpocząć sprzedaż internetową naszych produktów – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland Katarzyna Balashov, rzeczniczka prasowa IKEA Polska. – Bacznie obserwujemy rynek od lat. Widzimy dwucyfrowy wzrost sprzedaży – dodaje.

Kiedy ruszy pierwsza sprzedaż online? – Zaczniemy lokalnie już w tym roku. Proszę pamiętać, że sprzedaż mebli online to nie lada wyzwanie logistycznie. Przecież kuchnia może składać się nawet z kilkuset elementów – wyjaśnia Katarzyna Balashov. – Natomiast sprzedaż na terenie całego kraju planujemy uruchomić w następnym roku – dodaje.


To jednak nie koniec. Już niedługo zostanie otwarta nowa placówka w Lublinie. Jak zapowiada rzeczniczka, IKEA zamierza brać także czynny udział w lokalnych inicjatywach obywatelskich. – Chcemy brać udział w konsultacjach społecznych. W efekcie wybierzemy projekt, w który się zaangażujemy. Chcemy być dobrym sąsiadem dla mieszkańców Lubelszczyzny – opowiada.

Więcej o ambitnych planach IKEA dowiesz się z naszego wideo.Więcej znajdziesz na Twitterze Rzecznika IKEA Polska napisz do autora: nino.dzikija@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b38e2e28c5fdae516fb6aee0bf64a318,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b38e2e28c5fdae516fb6aee0bf64a318,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Katarzyna Balashov, rzecznika prasowa IKEA Polska.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129469,petru-o-morawieckim-gadanie-bez-pokrycia-lider-nowoczesnej-zdradza-jak-odmieni-polske-gdy-zostanie-premierem</guid><link>https://innpoland.pl/129469,petru-o-morawieckim-gadanie-bez-pokrycia-lider-nowoczesnej-zdradza-jak-odmieni-polske-gdy-zostanie-premierem</link><pubDate>Thu, 08 Sep 2016 12:31:03 +0200</pubDate><title>Petru o Morawieckim: „ Gadanie bez pokrycia”. Lider Nowoczesnej zdradza, jak odmieni Polskę, gdy zostanie premierem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/df80444db024df7b7947cf99869d792b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dużo się mówi, a nic się nie robi – tak skomentował gospodarcze plany PiS lider Nowoczesnej, Ryszard Petru, zaczepiony przez INN:Poland na głównym deptaku w Krynicy podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego. 

– Dzisiaj zaapelowałem do wicepremiera Mateusza Morawieckiego, żeby, zamiast...

Dużo się mówi, a nic się nie robi – tak skomentował gospodarcze plany PiS lider Nowoczesnej, Ryszard Petru, zaczepiony przez INN:Poland na głównym deptaku w Krynicy podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego. 

– Dzisiaj zaapelowałem do wicepremiera Mateusza Morawieckiego, żeby, zamiast pokazywać wszędzie tę swoją prezentację na slajdach, pokazał, gdzie jest ustawa o działalności gospodarczej, o ordynacji podatkowej, gdzie jest reforma kodeksu pracy – dodaje.

Jak zaznacza Petru, słowa wicepremiera nie mają pokrycia w rzeczywistości. – W Polsce, w wyniku polityki rządu spadają inwestycje. Tak było zarówno w pierwszym, jak i drugim kwartale tego roku. Kraj, w który nie inwestują, nie ma szans w wyścigu o cokolwiek – dodaje Petru. – Nie może być tak, ze polskie firmy wyprowadzają się na Słowację, bo tam jest taniej i bezpiecznej – kwituje.


Ryszard Petru zdradza także, jak naprawiłby polską gospodarkę, gdyby został premierem. Więcej dowiesz się z naszego wideo.napisz do autora: nino.dzikija.@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/df80444db024df7b7947cf99869d792b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/df80444db024df7b7947cf99869d792b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ryszard Petru, lider partii .Nowoczesna.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/129445,nie-ma-w-polsce-zadnego-problemu-z-jakoscia-zywnosci-komisarz-ue-odpowiada-na-pytania-inn-poland</guid><link>https://innpoland.pl/129445,nie-ma-w-polsce-zadnego-problemu-z-jakoscia-zywnosci-komisarz-ue-odpowiada-na-pytania-inn-poland</link><pubDate>Wed, 07 Sep 2016 19:25:24 +0200</pubDate><title>„Nie ma w Polsce żadnego problemu z jakością żywności”. Komisarz UE odpowiada na pytania INN:Poland</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4ccf61e72388c8bca5daa19d6caeaa8c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska branża spożywcza, przynajmniej pozornie, nie ma się czym martwić. Czesi kwestionują jakość polskiej żywności, a sami Polacy spekulują na temat pozostałości antybiotyków w mięsie dostępnym w sprzedaży oraz jak standardy bezpieczeństwa żywności mogą się zmienić po...

Polska branża spożywcza, przynajmniej pozornie, nie ma się czym martwić. Czesi kwestionują jakość polskiej żywności, a sami Polacy spekulują na temat pozostałości antybiotyków w mięsie dostępnym w sprzedaży oraz jak standardy bezpieczeństwa żywności mogą się zmienić po ewentualnym wprowadzeniu w życie umowy TTIP. Zapytaliśmy o te kłopoty komisarza UE ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności, Vytenisa Andriukaitisa.Komisarz Andriukaitis przywrócił nam wiarę. – Nie ma żadnego problemu z jakością polskiej żywności. Absolutnie trzyma standardy bezpieczeństwa – zapewnił w rozmowie z INN:Poland. – Zdaję sobie sprawę, że niektóre rządy toczą spory. Ale Komisja Europejska ma też możliwość partnerowania w takich sporach i rozwiązywania niektórych z nich – dodawał.


Komisarz Andriukaitis zapewnia też, że polska – i szerzej, europejska – żywność trzyma najwyższe standardy i podlega stałej kontroli, również na obecność antybiotyków. Negocjowana z USA umowa TTIP nie powinna w tym zakresie nic zmienić, co więcej, być może rygory ulegną nawet dalszemu zacieśnieniu.

W rozmowie z INN:Poland unijny komisarz zaprasza też do korzystania z unijnych inicjatyw adresowanych do przedsiębiorców i start-upowców, którzy mają pomysły na przełomowe innowacje w zakresie ochrony zdrowia i bezpieczeństwa żywności.Więcej znajdziesz na Twitterze Rzecznika IKEA Polska Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4ccf61e72388c8bca5daa19d6caeaa8c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4ccf61e72388c8bca5daa19d6caeaa8c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Komisarz UE ds zdrowia i bezpieczeństwa żywności, Vytenis Andriuakatis.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
