<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - Womenomics]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii Womenomics w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/181,womenomics</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,181,womenomics" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/221845,kreuzberg-kraft-kebap-w-lublinie-kulinarne-imperium-chajzera-rosnie-w-sile</guid><link>https://innpoland.pl/221845,kreuzberg-kraft-kebap-w-lublinie-kulinarne-imperium-chajzera-rosnie-w-sile</link><pubDate>Fri, 06 Mar 2026 17:17:01 +0100</pubDate><title>Kreuzberg Kraft Kebap w Lublinie. Kulinarne imperium Chajzera rośnie w siłę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/de36df69e53120eb00247fa50ffddc2e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W Lublinie pojawi się nowa gastronomiczna propozycja, która już przed otwarciem wzbudzała zainteresowanie w sieci. W piątek 6 marca w galerii SKENDE zadebiutuje lokal sieci kebabowej Kreuzberg Kraft Kebap, której właścicielem jest Filip Chajzer. Marka wchodzi na kolejny regionalny rynek.

Nowe miejsce ma funkcjonować w formule nowoczesnego kebabu inspirowanego gastronomią Berlina. W ofercie znajdą autorskie kompozycje sosów, pieczywo przygotowywane według własnej receptury oraz mięso przygotowywane w stylu charakterystycznym dla niemieckich punktów z kebabem.
Kebab Chajzera w Lublinie. Otwarcie lokalu w SKENDE
Nazwa marki nawiązuje do berlińskiej dzielnicy Kreuzberg. Za projektem stoi Filip Chajzer, który przez lata był znany głównie z pracy w mediach. Popularność zdobył m.in. jako prowadzący programu Dzień dobry TVN, a następnie zaczął rozwijać działalność w sektorze gastronomicznym.
Pierwszy punkt marki powstał w Warszawie i szybko przyciągnął uwagę internautów. W sieci pojawiały się zarówno pochwały, jak i krytyczne opinie dotyczące cen czy pomysłu na lokal.
Jak pisaliśmy w INNPoland, latem ubiegłego roku, Filip Chajzer poszukiwał pracowników do lokalu w Krakowie. 
"Zmieniłem swoje życie, żeby stworzyć dużą firmę w segmencie KEBAP. Chciałbym zostać twoim szefem. Szukam ludzi do Krakowa. Ludzi, którzy uwierzą we mnie. W mój produkt. Ludzi, którzy podzielą moją pasję i zaangażowanie. Potencjał jest gigantyczny" – napisał wtedy Instagramie.
Wymagania wobec kandydatów nie były szczególnie rozbudowane. Nie wymagano doświadczenia w gastronomii, natomiast oczekiwano legalnego pobytu w Polsce oraz aktualnych badań sanitarno-epidemiologicznych. 
Kontrowersje wokół ogłoszeń o pracę
Dodatkowym elementem oferty była możliwość zapewnienia zakwaterowania, co w branży gastronomicznej spotyka się raczej rzadziej i częściej kojarzy z pracą sezonową. Nie doprecyzowano jednak, czy zatrudnienie ma charakter czasowy.
"Postanowiłem wynająć dużą nieruchomość dla moich pracowników. Po to, żeby móc wybierać w ofertach z całej Polski. Kraków jest magiczny. To miasto mnie uratowało. Kto wie – może uratuje też Ciebie" – wyjaśnił.
W starszych ogłoszeniach pojawiała się także informacja o wynagrodzeniu rzędu około 40 zł netto za godzinę, a także o możliwości pracy w elastycznym systemie i uzyskania premii za nadgodziny. 
W ogłoszeniu rekrutacyjnym, które później wywołało najszerszą dyskusję, znalazł się zapis sugerujący preferowanie kandydatów o polskim pochodzeniu. Ogłoszenie o pracę zostało uznane za naruszenie art. 113 kodeksu pracy, który stanowi, że niedopuszczalna jest jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia.
Źródło: kurierlubelski.pl
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/de36df69e53120eb00247fa50ffddc2e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/de36df69e53120eb00247fa50ffddc2e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W piątek 6 marca w galerii SKENDE zadebiutuje lokal sieci kebabowej Kreuzberg Kraft Kebap, której właścicielem jest Filip Chajzer.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/197857,panel-o-edukacji-collegium-humanum-na-forum-ekonomicznym-2023</guid><link>https://innpoland.pl/197857,panel-o-edukacji-collegium-humanum-na-forum-ekonomicznym-2023</link><pubDate>Fri, 01 Sep 2023 15:24:29 +0200</pubDate><title>Collegium Humanum na XXXII Forum Ekonomicznym. Ważny głos na temat edukacji</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d77d4dafa83278c1c702d03f33781019,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W czasach nowych wyzwań, których nie brakuje, edukacja odmieniana jest przez wszystkie przypadki. Jak powinna ona wyglądać dla przyszłych pokoleń? Jakie zmiany muszą nastąpić na uczelniach, aby zapewnić jej wysoki poziom? O tym podyskutują eksperci zaproszeni na jeden z kluczowych paneli tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Jednym z nich będzie prof. dr hab. Paweł Czarnecki, rektor Collegium Humanum, Konsul Honorowy Uzbekistanu.

"Edukacja dla przyszłości – co powinno oferować szkolnictwo?". Tak zatytułowany został panel dyskusyjny, którego motywem przewodnim na zbliżającej się konferencji w Polsce będzie system nauczania i jakość usługi edukacyjnej szkół wyższych. Ważny głos na temat obecnej i przyszłej działalności uczelni zabierze rektor Collegium Humanum, partnera instytucjonalnego XXXII Forum Ekonomicznego.
Na czele menadżerskiej uczelni o międzynarodowym wymiarze kształcenia stoi obecnie prof. dr hab. Paweł Czarnecki, doświadczony menedżer edukacji w szkolnictwie wyższym, absolwent Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego i studiów MBA w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania w Warszawie. Od 30 listopada 2022 roku profesor pełni funkcję Konsula Honorowego Republiki Uzbekistanu.
Prof. Paweł Czarnecki i inni eksperci panelu porozmawiają o potencjale uczelni, które obecnie postrzegane są nie tylko jako źródła wysoko wykwalifikowanych kadr w regionach, ale także jako ośrodki innowacyjne i badawcze. To nieuchronny trend, ponieważ szkoły wyższe, aby reagować na aktualne potrzeby rynku, muszą  wdrażać nowe programy nauczania, zaawansowane technologie i model współpracy z biznesem.
Uczestnicy dyskusji zwrócą też uwagę na wpływ technologii cyfrowych oraz dynamicznego rozwoju rynku pracy na ofertę edukacyjną uczelni, a także na jakość dialogu władz publicznych ze szkołami wyższymi w celu stworzenia wysokiego poziomu szkolnictwa. W programie Forum panel "Edukacja dla przyszłości – co powinno oferować szkolnictwo?" został zaplanowany na 5 września 2023 od godziny 20:25 do godziny 21:25.
XXXII Forum Ekonomiczne odbędzie się 5-7 września 2023 roku w Karpaczu. Więcej informacji (szczegółowy program wydarzenia, lista zaproszonych gości, wykaz partnerów) o tegorocznej odsłonie największej konferencji polityczno-gospodarczej w Europie Środkowo-Wschodniej można znaleźć na jej oficjalnej stronie. Na wydarzenie można zarejestrować się za pośrednictwem formularza online.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d77d4dafa83278c1c702d03f33781019,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d77d4dafa83278c1c702d03f33781019,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Edukacja dla przyszłości – co powinno oferować szkolnictwo?&quot;. Tak zatytułowany został jeden z paneli dyskusyjnych tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/martasmyrska/135835,dlaczego-ciagle-potrzebujemy-rownouprawnienia-kobiet-co-najmniej-z-5-powodow</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/martasmyrska/135835,dlaczego-ciagle-potrzebujemy-rownouprawnienia-kobiet-co-najmniej-z-5-powodow</link><pubDate>Thu, 06 Jul 2017 17:44:25 +0200</pubDate><title>Dlaczego ciągle potrzebujemy równouprawnienia kobiet? Co najmniej z 5 powodów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0f1affe532694871d024b76b91f6e952,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />O co chodzi w filozofii „gender equality”?

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie pytanie na Facebooku. Mój znajomy, Szymon, zatrudniony w firmie programistycznej, złożonej w 100% z mężczyzn, zapytał: Chciałbym wiedzieć, co ma na celu cały ruch i filozofia „gender equality”? Bardzo bym chciał, żeby ktoś wytłumaczył mi to na spokojnie i bez emocjonalnych argumentów, które mnie odpychają i powodują zniesmaczenie.

Szymon nie jest wyjątkiem. Według badań ok. 40% mężczyzn nie może już słuchać o filozofii gender equality, a jeszcze większy odsetek uważa zapewne, że feminizm nie jest już dzisiaj potrzebny. To samo zdanie mają młode kobiety. Jednak dzisiejszy świat ciągle potrzebuje feminizmu, a nawet powiedziałabym, że bardziej niż kiedykolwiek. Spróbuję więc wytłumaczyć Szymonowi oraz innym osobom, dlaczego nadal potrzebujemy wyrównywania szans mężczyzn i kobiet. Co najmniej z 5 powodów. 



Statystyka ciągle na minusie

Po pierwsze, z powodów statystycznych. Kobiety stanowią 50% społeczeństwa i fakt, że ta reprezentacja nie odzwierciedla się w polityce, biznesie i życiu społecznym jest z gruntu niesprawiedliwy. Zbadano też, że naturalny proces odpadania pracowników na różnych stopniach zarządzania przebiega w przypadku kobiet i mężczyzn zupełnie inaczej. U kobiet wykruszanie się talentów zaczyna się już na poziomie średniego stopnia zarządzania, gdzie „traconych” jest 5 razy więcej kobiet niż mężczyzn. Podczas gdy na początkowym etapie, po studiach, kobiety stanowią około 51% zatrudnionych, to do wyższego szczebla menedżerskiego dociera jedynie 25%.


Na polskim rynku potwierdza to badanie Property Talents, przeprowadzone w 2014 r. W branży nieruchomości komercyjnych kobiety na niższych stanowiskach stanowiły większość pracowników (ponad 70%!). Wraz ze wzrostem wieku badanych respondentów udział kobiet spadał. W grupie wiekowej ponad 36 lat kobiety były już mniejszością, a w przedziale od 46 do 55 lat stanowiły tylko 30% pracowników. 

Trudności w utrzymaniu się w zawodzie mają swoje ciemne konsekwencje. Według raportu Population Reference Bureau młode kobiety w Stanach Zjednoczonych są lepiej wykształcone niż mężczyźni, ale bardziej zagrożone ubóstwem niż ich matki i babki (z 10,7% do 16,7%), a ich odsetek w wysokopłatnych zawodach STEM zmalał, za to dziesięciokrotnie zwiększyła się liczba więźniarek!


Proste rozwiązania generują kolejne problemy

Kobieta-lider w biznesie wciąż znajduje się w pozycji osamotnionej i ekscentrycznej, a napotykane trudności prowadzą do powstania problemu, któremu się zaprzecza. – Nic nie działa tak dyskryminująco na kobietę, jak inna kobieta domagająca się jej praw! – zaatakowała mnie komentatorka na Facebooku, kiedy delikatnie, jak mniemałam, zwróciłam uwagę mojemu koledze, że w gronie prelegentów jego szkoły Social Media jest za mało kobiet, gdy tymczasem wśród słuchaczek jest ich nadreprezentacja.

Po początkowym zaskoczeniu postarałam się jednak wczuć w sytuację drugiej strony. Jest młodą kobietą, zafascynowaną swoimi możliwościami, która nie dostrzega ograniczeń tkwiących w systemie. Z niedowierzaniem śledzi statystyki dotyczące liczby kobiet w zarządach czy raporty o tym, jak kobiety wykruszają się z branży IT („badanie musiało dotyczyć jakichś wyjątkowo wrażliwych księżniczek”), a konieczność stosowania parytetów uważa za żenującą. Czyli, jak przeczytałam kiedyś na forum motoryzacyjnym, kto w ogóle ustalił dopuszczalną prędkość 50 km/h w mieście i dlaczego nie zmienia się ona wraz z postępem?


Oczekiwanie, że sytuacja sama się ureguluje jest jednak równie naiwne, jak konkluzja pewnego panelu PR. W mojej (sfeminizowanej!) branży przedstawiciele panelu złożonego wyłącznie z mężczyzn (taki panel nazywa się „manelem”), wystosowali ostatnio komunikat do kobiet: „powinnyście mówić głośniej”. Dzięki za sugestię, guys! To faktycznie powinno zadziałać… No właśnie, skoro mamy tyle możliwości, to dlaczego ktoś się jeszcze upomina o nasze prawa?

Ciągle to my rodzimy dzieci i prowadzimy domy

Przemek, zaprzyjaźniony szef firmy informatycznej żartuje, że wystarczy mu rzut oka na CV kobiety po 30 roku życia, żeby z niemal 100 % pewnością określić, czy ma ona dzieci czy nie. To, że kobiety są karane finansowo za rodzicielstwo wyliczyła sumiennie prasa amerykańska. Claire Cain Miller w artykule w New York Times ostrzega, że „dzieci są bardzo niebezpieczne dla twojej kariery!” Tak samo jak nieubłagane są prawa fizyki, z których wynika, że potrącenie przez samochód jadący z prędkością 60 km/h skończy się dla ciebie tak, jak upadek z 4 piętra, tak biologia (i kultura) sprawiają, że realizacja planów prokreacyjnych odciśnie piętno na twojej karierze i pensji, zwłaszcza gdy decydujesz się mieć więcej niż jedno dziecko.


Tym bardziej, że rola matki nie ogranicza się przecież do porodu. „Co ty robisz w pracy po 17:00, zamiast zajmować się dziećmi?”, to słowa, które często słyszała, ale wcale nie od męża, a od kolegów z pracy, moja koleżanka, członkini zarządu w dużej firmie. Tradycyjnie postrzegane role i nawyki nie zmienią się magicznie tylko dlatego, że mamy 21 wiek.

Nie chodzi tu tylko o wymiar godzinowy obowiązków, nadal w większym stopniu wykonywanych przez kobiety, ale o mentalny ciężar bycia domowym menadżerem. Świetnie to pokazała ostatnio pewna Francuzka, Emma. W swoim komiksie Il fallait demender (Powinnaś była poprosić) pokazuje, jak kobiety są obciążane podwójnie w swoich gospodarstwach domowych: rolą organizacyjną i wykonawczą. Rozproszona na wiele dziedzin uwaga i wymuszony multitasking sprawiają, że kobiety są mniej zdeterminowane w zdobywaniu kolejnych szczebli kariery. Zwłaszcza, że kryteria awansu mogą być mylące.


Padamy ofiarą podwójnych standardów

Awans mężczyzny i kobiety to niemal dwie różne dyscypliny! Sally Krawczuk, szefowa Ellvest, firmy zajmującej się inwestowaniem, przywołuje sytuację ze swojej pracy na Wall Street, kiedy powiedziano jej, żeby „się zamknęła i siedziała cicho”, kiedy próbowała, hmm, wypełniać swoje zawodowe obowiązki i bronić swoich decyzji, podobnie jak mężczyźni. Cechy, które u mężczyzn spotykają się z pozytywnym odbiorem, u kobiet są piętnowane. Gdy mamy do czynienia z szefem, mówimy, że jest przekonujący, a gdy z szefową – że jest arogancka. 


W czasie jednej z ocen 360% powiedziano Sally, że jest równocześnie zbyt agresywna i nie dość asertywna, a jej głos jest jednocześnie zbyt głośny i nie dość głośny. Bardzo mi to przypomina moje własne doświadczenia zawodowe. Moi szefowie zarzucali mi, że jestem zbyt asertywna, a jednocześnie piętnowali moje, niewystarczająco asertywne ich zdaniem, próby unikania dokładania mi nowych obowiązków. Czasem jedynym wyjściem jest zostanie swoją własną szefową!

Technika opisana powyżej to tzw. podwójne karanie, widoczne zwłaszcza w stosunku do pracujących matek. Cokolwiek zrobią, zawsze jest źle. Wracasz do pracy – zaniedbujesz dziecko, zostajesz z nim w domu – jesteś leniwą kwoką bez ambicji. Spełnianie oczekiwań innych to zawsze ślepa uliczka, więc jedynym wyjściem jest zapytanie wprost: o co ci właściwie chodzi? W wielu wypadkach chodzi o sam fakt, że jesteś kobietą.


Jesteśmy obsadzane w stereotypowych rolach

W biznesie postrzeganiem kobiet rządzi często tzw. ślepota płciowa. Oznacza to, że choć szybko unowocześniono status zawodowy kobiet, to wzorce kulturowe się nie zmieniły. Przykład: rozmawiałam ze znajomym o szkoleniu prowadzonym przez bardzo energetyczną trenerkę. Jej entuzjazm bardzo mi się podobał, koledze wręcz przeciwnie. „Była tak zajarana, jakby przed chwilą wyszła z sypialni”, skwitował lekceważąco. Według badaczy, kobiety w biznesie są ograniczane przez utożsamianie ich z jedną z dwóch ról: bogini seksu lub gospodyni domowej. A obie nijak się mają do profesjonalnej pani menedżer czy pani trenerki.


Na dodatek rosnąca świadomość znaczenia różnorodności sprawia, że kobieta-pracownik staje się pożądanym członkiem zespołu. Wyniki badań opublikowane niedawno w „Harvard Business Review” (2011) pokazują, że gdy w grupie jest więcej kobiet, to zbiorowa inteligencja grupy wzrasta. Jednak chęć zatrudniania kobiet ze względu na płeć prowadzi do dalszych stereotypów. Według teorii zwanej tokenizmem, członków mniejszościowej grupy nazywa się „znakami” (tokens), ponieważ są oni traktowani jako członkowie kategorii, a nie jako indywidualności (Camussi, Leccardi 2005).


Zatrudnianie kobiety - tokena to kiepski pomysł. Dobrze obrazuje to komentarz pewnego eksperta o kobietach w IT: „... obecność kobiet dobrze wpływa na klimat pracy w organizacjach, w których do tej pory dominowali mężczyźni. Pojawienie się w danym dziale nawet jednej kobiety o porównywalnych do męskiego zespołu kompetencjach, zupełnie odmienia atmosferę. Jest jakby milej, grzeczniej, a do tego wszyscy bardziej się starają i stają się sobie bardziej pomocni”. Ekspert nie wyjaśnia, co się stanie, jeśli zatrudniona pani okaże się zorientowana na rezultat, władcza i buńczuczna? No cóż, pewnie zostanie zwolniona, bo nawet kompetencje jej nie chronią. 


Nic dziwnego, że sytuacja robi się coraz bardziej napięta i obie strony się radykalizują. Mężczyźni zaczynają bagatelizować problem, a kobiety zaczynają się wywyższać. W ubiegłym tygodniu byłam na warsztacie „Czy to kobieta powinna dbać o relację w związku?” Prowadzące zapełniły całą tablicę listą problemów do rozważenia: Czy kobiety są po to, żeby było miło? Czy kobieta musi być pewna siebie, żeby być atrakcyjną? Czy w relacji można być sobą? w tym dramatyczne pytanie: Czy mężczyźni to popaprańcy? Zauważałam z przekąsem, że wystarczy udowodnić tę ostatnią tezę i, jeśli ona okaże się prawdziwa, to wszystkie inne nasze problemy staną się nieistotne.


Tymczasem nie chodzi o to, żeby ustalić, kto jest górą. Jak powiedziała Jessika Chastain, grająca główną rolę w filmie „Sama przeciw wszystkim”: - Tak jak nie zgadzam się, aby świat był rządzony jedynie przez mężczyzn, tak nie wyobrażam sobie świata zdominowanego przez kobiety.

W gender equality chodzi o wyrównywanie praw i możliwości. Dla wszystkich. W gruncie rzeczy chodzi o to, czego chce każda feministka i każdy człowiek – prawo wyboru. Wszyscy przecież pragniemy aby, niezależnie od zewnętrznych nacisków i oczekiwań, nasze wybory odzwierciedlały nasze własne upodobania.


Wolność wyboru jest podstawową cechą równości.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0f1affe532694871d024b76b91f6e952,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0f1affe532694871d024b76b91f6e952,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133483,ta-matka-szesciorga-dzieci-rzucila-korpo-stworzyla-meble-ktore-rosna-razem-z-potomstwem</guid><link>https://innpoland.pl/133483,ta-matka-szesciorga-dzieci-rzucila-korpo-stworzyla-meble-ktore-rosna-razem-z-potomstwem</link><pubDate>Fri, 17 Mar 2017 13:13:27 +0100</pubDate><title>Ta matka sześciorga dzieci rzuciła korpo i stworzyła meble, które rosną razem z potomstwem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5e81fbbbbd42802e5ada620b1c67b3b6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mówi się, że matki nikt tak nie zrozumie, jak druga matka.  Z takiego założenia wyszła Anna Bochniarz. Jej marka, Przytulne Mebelki, ma być odpowiedzią na sprzedawane przez sieciówki umeblowanie. Zamiast masowo tworzonych produktów, oferuje bowiem to, czego nie mają wielkie fabryki – szóstkę dzieci, tysiące nieprzespanych nocy oraz oczy dookoła głowy, wyrobione sprawdzaniem, czy pociechy nie zrobią sobie krzywdy.

Z wykształcenia Anna Bochniarz jest architektem. Jak sama jednak przyznaje, nie miała okazji pracować zbyt długo w zawodzie. Zjadła za to zęby w korporacjach. Spędziła w nich ponad dwie dekady, zajmując się m.in. rebrandingiem marek oraz zmianą wizualizacji sklepów. W końcu nadszedł czas na zmiany. 

– To nie jest tak, że rzuciłam korpo, bo było tam źle – mówi w rozmowie z INN:Poland. – Praca w takim miejscu ma swoje zalety, ale ma również wady. Jedną z nich było to, że spędzałam tam znaczną część dnia – z dojazdami nawet 12 godzin. W pewnym momencie poczułam, że coś mi umyka – tłumaczy.


Tym czymś było dzieciństwo jej potomstwa. Bochniarz bowiem jest matką sześciorga dzieci. Złapała się na tym, że koszt jej pracy może być znacznie większy niż tylko czas spędzony za biurkiem poza domem. 

– Pieniądze można zarobić zawsze. Ale nie będzie drugiej szansy, by odprowadzić syna czy córkę na ich pierwszy dzień szkoły lub zobaczyć ich występy na szkolnej akademii. Pewne rzeczy zdarzają się tylko raz w życiu – konkluduje. Dlatego zdecydowała odejść z pracy i pójść na własne. Pytanie tylko, czy osoba, która stawia pierwsze samodzielne kroki w biznesie nie będzie jeszcze bardziej zajęta. W końcu teraz na jej głowie był każdy aspekt firmy, a nie tylko wycinek pracy, zlecony przez kierownictwo. Dla Bochniarz to jednak kwestia priorytetów. Liczy się z tym, że wyjście z własnego biura na kilka godzin, by spędzić czas z dziećmi, może negatywnie wpłynąć na wyniki sprzedażowe. Jak twierdzi, czasu spędzonego z nimi nie odda jej żadna, choćby najbardziej dochodowa, transakcja. 


Tak od września 2016 roku ruszyła jej firma. Przytulne Mebelki, jak sama nazwa wskazuje, działa w sektorze meblarskim. Celuje w wyroby dla najmłodszych – od łóżeczek dla niemowląt, po akcesoria, pokroju śpioszków czy puf. I znowu, matka sześciorga trafiła do branży, z którą wcześniej miała niewiele wspólnego.
	
		
											
					
				
				Łóżeczko i narzuta od Przytulnych Mebelków.•Przytulne Mebelki
					

– To był taki skok na głęboką wodę, bo wcześniej nie byłam w żaden sposób powiązana z meblarstwem – przyznaje. – Jednak do tego kroku pchnęły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, nie podoba mi się, że teraz dominują produkty z tworzyw sztucznych. Te wyroby nie mają duszy. A drewno i natura zawsze mnie uspokajały. Po drugie, mam spore doświadczenie jako matka i wiem, jakich mebli potrzebują dzieci w różnym wieku. Więc dlaczego nie zacząć produkować rzeczy dla innych matek? – pyta. 


To właśnie ma stanowić główny atut Przytulnych Mebelków – są „zaprojektowane przez mamę”. Co to oznacza? Przykładowo, drewno, którego używa się do produkcji mebli, jest bezsęczne, czyli pozbawione sęków. To bardziej istotne niż się wydaje. Bochniarz podkreśla, że to właśnie sęki stanowią najsłabsze ogniwo każdego elementu umeblowania. To właśnie na sękach meble najczęściej się wyrabiają. Jeśli na przykład w nodze łóżka będzie sęk, przy jakimkolwiek szarpnięciu zacznie się ona luzować, a w konsekwencji psuć, tłumaczy Bochniarz. Gdy wyeliminuje się ten element, wydłuża to żywotność produktu o kilka lat. Co ciekawe, bezsęcznego drewna używa się również do produkcji organów, jako surowca o najwyższej jakości. 


To samo tyczy się kółek przy łóżeczkach. Zarówno same ruchome elementy, jak i hamulce mają podobne mechanizmy do tych, które stosuje się na przykład w magazynach i w przemyśle. Dzięki temu kółka są solidne, a jak zajdzie taka potrzeba, można je skutecznie unieruchomić. Wszystkie te elementy, dodaje Bochniarz, są tworzone w Polsce – obrabiane w stolarniach i szyte w szwalniach. Sama założycielka zajmuje się projektami mebli, które później trafiają do rzemieślników. 

Co istotne, meble mogą „rosnąć” razem z dzieckiem. W sprzedawanych biurkach firmy można zamontować półkę na nogi na różnych wysokościach w zależności od wzrostu dziecka, dzięki czemu jego nogi nie zwisają i nie powodują wykrzywiania się kręgosłupa. Dzięki temu rozwiązaniu mebel służy nie kilka, tylko kilkanaście lat, mówi Bochniarz. 


Atutami Przytulnych Mebelków jest zatem jakość wykonania oraz doświadczenie właścicielki. Stąd też cena, która jest kilkukrotnie wyższa niż u konkurencji. Za łożeczko trzeba zapłacić 990 złotych, a niektóre sklepy oferują produkty tańsze nawet trzykrotnie. Czy zatem rodzice są w stanie sięgnąć głębiej do portfela, aby ich pociechom żyło się wygodniej? Na to pytanie jest dla Bochniarz jeszcze za wcześnie.
	
		
											
					
				
				Narzuta na łożeczko.•Przytulne Mebelki
					

– Tak naprawdę biznes dopiero się rozkręca. To kwestia dalszej przyszłości, jeśli chcemy mówić o dochodach – przyznaje. – Sama nie jestem pewna przyszłości, ale tak jest zawsze, jak idzie się na własne. Mogłam albo podjąć ryzyko, albo patrzeć w sufit i zastanawiać się, co będzie – mówi. 


Na chwilę obecną obojętna na wszystko statystyka jest po stronie przedsiębiorczej matki. Polacy chętnie kupują meble i akcesoria przez internet. A to główny kanał sprzedaży Przytulnych Mebelków. 

Według badań przeprowadzonych przez Comarch,  26 proc. udziału w tym branży meblarskiej mają właśnie wydatki online. Polski rynek ma zatem ogromny potencjał zakupowy w tej branży. Meble spoza sieciówek są coraz bardziej popularne – Przytulne Mebelki mają zatem sporą szansę, by wstrzelić się w ten trend.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5e81fbbbbd42802e5ada620b1c67b3b6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5e81fbbbbd42802e5ada620b1c67b3b6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Anna Bochniarz z rodziną</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133605,kobieta-sukcesu-w-polsce-musi-miec-twarz-szydlo-cierpiacej-zmeczonej-zyciem-matki-polki</guid><link>https://innpoland.pl/133605,kobieta-sukcesu-w-polsce-musi-miec-twarz-szydlo-cierpiacej-zmeczonej-zyciem-matki-polki</link><pubDate>Tue, 14 Mar 2017 08:54:47 +0100</pubDate><title>Sprawdź, czy nie masz syndromu &quot;kobiety, która zaszła za wysoko&quot; – pięć symptomów zawodowej choroby płci</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d8cb1322185b99d81d1a40752d485b3a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już blisko 40 proc. stanowisk kierowniczych w Polsce piastują kobiety. Sukces? Bynajmniej – najlepsze i najbardziej opłacalne stanowiska w państwie wciąż należą do mężczyzn. Jak wynika z najnowszych badań “Women in Business 2017” zrealizowanych dla Grant Thornton International, posady prezesów tylko w 8 proc. są obsadzone przez kobiety. Gdzie szukać winnych?

– Są zbiory badań, które pokazują, że nie ma żadnej różnicy między płciami, co do skuteczności w zarządzaniu, zwłaszcza na średnim i wyższym szczeblu kariery. Nie ma potwierdzenia dla większości rozpowszechnionych poglądów w rodzaju “kobieta jest bardziej nastawiona na wspólnotę”, a “mężczyzna jest skupiony na osiągnięciu celu” – tłumaczy w rozmowie z INN:Poland słynny psycholog biznesu i założyciel Akademii Psychologii PRzywództwa, Jacek Santorski. 

Dlaczego więc zaledwie garstka kobiet dociera na sam szczyt? – Nie pomaga tzw. psychologiczne disco polo, czyli te wszystkie poradniki w stylu “Dlaczego mężczyźni nie płaczą, a kobiety nie umieją czytać map” – wyjaśnia Santorski. – Wciąż dobrze się miewa cały ogrom stereotypów, które hamują rozwój kariery kobiet. Najgorsze jest to, że w te fałszywe poglądy wierzą same kobiety – dodaje.


Żywot kobiety-szefa do łatwych więc nie należy. Siłować się z bezlitosną ręką rynku, osiągać targety i pilnować asapów to za mało. Kobieta-szef musi też walczyć z całą armią przyimków i przysłówków, by przypadkiem nie wyglądać za kobieco, nie być zbyt opiekuńczą, i w żadnym wypadku nie wypaść na zbyt emocjonalną. I to nie tylko przed kolegami z pracy, ale również przed innymi kobietami. – Nakładają więc gorsety, wcielają się w nieswoje role. Boją się, że jak okażą się zbyt naturalne i emocjonalne, to zostaną odebrane przez otoczenie jak mało skuteczne – dodaje Santorski. 


Jak żyć? – Jak Diogenes z Synopy – w beczce – odpowiada Jacek Santorski. – Czyli podważać powszechnie przyjęte prawdy, obserwować innych i siebie – dodaje. Wszystko po to, by nie żyć szczęściem krowy, tylko mędrca. Podczas gdy krowie wystarczy zielone pastwisko, szczęściem mędrca jest samopoznanie i samorefleksja. Trzeba więc znaleźć w sobie stereotypy, które psują krew szefowym. 

Jak rozpoznać, czy dolega tobie syndrom kobiety, która “zaszła za wysoko”? Oto pięć objawów, które pomogą namierzyć pasożyta.  Objaw pierwszy – do pracy w worku od kartofliIdzie wiosna, a więc czerń w twojej szafie ustąpi miejsce świeżej jak kwietniowa kałuża szarości. Do tego czółenka – nie byle jakie, a takie do biura. Grunt, by w wyglądzie niczym nie różniły się od traperów – w korpo trzeba się poruszać szybko, dostojnie i bez zbędnego powabu. Zmysłowość nie popłaca. Lepiej nie prowokować swoim nader kobiecym wyglądem ciągu myślowego, zaczynającego się od “pewnie ma dzianego męża”, albo – co gorsza – być posądzoną o romans w pracy, który był katapultą w karierze. 


Jest to obawa, że zostanie się zdemaskowaną w słabości, której nie ma. – Dolega ona często ładnym kobietom, zwłaszcza na początku kariery. Nierzadko boją się, że zostaną posądzone o zdobycie posady nie ze względu na kompetencje, lecz z powodu wyglądu – wyjaśnia Jacek Santorski. – Te rozterki odpadają z upływem czasu i rozwojem kariery. Dyrektorka zwykle takie rozterki ma już dawno za sobą – dodaje.  Objaw drugi – na SzydłoTen kto urodził się w Europie Środkowo-Wschodniej, wie, że uśmiech to dobro rzadkie. Nie rozdaje się go ot tak obcym, a tym bardziej nie szasta się nim w pracy – zwłaszcza, gdy jest się kobietą. Chcesz być poważnie odbierana? Ma być ciężko, do ostatnich sił i na chronicznym niewyspaniu, kwituje Santorski. – Jest to pewna niesprawiedliwość dziejowa. W kulturze polskiej kobieta jest ważna, ale mamy kult kobiety poświęcającej się, zmęczonej życiem – wymienia psycholog. – Dlaczego premier Szydło ma poparcie wśród tak wielu rodaków? Ona jest zawsze zmęczona, ciągle wzdycha. Taki typowy obraz kobiety Polki – dodaje. Objaw trzeci – ciężka praca popłaca Harujesz dnie i noce w nadziei, że zostanie ci wynagrodzone z nawiązką? Błąd. Dolega ci tzw. syndrom diademu. Autorką tego sformułowania jest Sheryl Sandberg, wiceprezeska Facebooka. W swojej książce pt “Włącz się do gry. Kobiety, władza i chęć przywództwa” Sanberg opisała dosyć powszechną wśród kobiet dolegliwość – mało która potrafi walczyć o swoje. – Oczekują, że jeśli dalej będą wykonywać swoją pracę, ktoś to zauważy i włoży im na głowę diadem – pisze Sanberg. To z kolei przekłada się na gorsze warunki pracy, niższe płace i brak awansów. – Rada jest taka, by podnosić rękę i głośno mówić, że to ja zrobiłam i ja oczekuję na uznanie – mówiła w rozmowie z INN:Poland Krystyna Boczkowska, prezes zarządu spółki Robert Bosch.Objaw czwarty – poker face Po linijce, jak w zegarku, z precyzją chirurga plastycznego – oto trajektoria, po której może się bezpiecznie poruszać szefowa, jeżeli nie chce zostać bohaterką firmowych plotek. Emocja nie jest więc mile widziana. Zarówno ta ciepła, jak i taka, przez którą zostanie posądzona o bycie “zimną suką”.


– Gdyby kobiety przywódczynie zachowywały się tak jak Arafat i Barak podczas Camp David, zostałyby odesłane do domu jako cierpiące z powodu menopauzy – napisała w swoich wspomnieniach słynna amerykańska dyplomatka Madeleine Albright i miała rację. Jak twierdzą eksperci, twardość charakteru i skuteczność biznesowa w przypadku kobiet często są błędnie interpretowane przez otoczenie jako dowód na to, że jest się tzw. “zimną suką”. Tymczasem te same cechy są pojmowane jako zalety w przypadku mężczyzn. Na walkę z tym stereotypem wyruszyła swojego czasu amerykańska fundacja Leanin.Org, uruchamiając kampanię pt. “Ban Bossy”, w której wzięły udział Beyonce, Condoleezza Rice czy Jennifer Garner. – Nie jestem władcza, jestem szefową – mówiły bohaterki spotu. 


Nie wolno przesadzić też w drugą stronę, czyli zbytnio odsłonić swoją ludzką twarz. – Kobiety naturalnie mają większe pokłady opiekuńczości, co sprawia, że są bardziej empatyczne w pracy – mówi Jacek Santorski. Zdarza się, że przez takie odruchy empatii szefowej zarzuca się matkowanie najsłabszym. – Jest to nonsens. Kobieta, która wspięła się na najwyższe szczeble kariery, znalazła się tam nieprzypadkowo. Nie dotarłaby na wyżyny, gdyby nie miała w sobie drapieżności. Gdy się ją posiada, opiekuńczość nie wyjdzie poza profesjonalne granice – ucina psycholog. Objaw piąty – jeszcze nie jestem gotowaCentrum Warszawy, restauracja z rodzaju ą-ę , śniadanie prasowe jednej z szanowanych firm, dostarczających rozwiązania SaaS. To uczucie, gdy jesteś jedyną kobietą i boisz się odezwać się w obawie przed zgrozą, z jaką popatrzą na ciebie obecni na spotkaniu koledzy, jeżeli podczas przemowy potkniesz się o własny język. Znasz to uczucie? Jak wskazały badania, otoczenie odnosi się bardziej krytycznie wobec osób, które wykonują zawód “niepasujący do płci". Zachowanie takiej osoby jest oceniane jako mniej kompetentne niż to samo działanie wykonane przez pracownika, którego płeć pasuje do piastowanego stanowiska. 


Ale to nie wszystko. Wewnętrzny raport firmy Hewlett-Packard wykazał, że kobiety ubiegają się o wyższe stanowisko jedynie wtedy, gdy w stu procentach odpowiadają stawianym wymogom. W przypadku mężczyzn wskaźnik ten plasuje w okolicach 60 proc. Ten z pozoru niewinny raport świadczy o poważnej przeszkodzie, która ogranicza kobiety. Nazywa się ona – “nie jestem gotowa”. Zamiast pielęgnować swoje braki, działaj. Skacz do wody i tam ucz się pływania – radzi Sandberg.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d8cb1322185b99d81d1a40752d485b3a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d8cb1322185b99d81d1a40752d485b3a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Syndrom kobiety, która zaszła za wysoko, to jeden z największych problemów dzisiejszych pracujących Polek.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133509,polka-polsce-wilkiem-bzdura-grazyna-kulczyk-najwiekszym-sojusznikiem-kobiety-jest-inna-kobieta</guid><link>https://innpoland.pl/133509,polka-polsce-wilkiem-bzdura-grazyna-kulczyk-najwiekszym-sojusznikiem-kobiety-jest-inna-kobieta</link><pubDate>Wed, 08 Mar 2017 15:20:09 +0100</pubDate><title>Polka Polce wilkiem? Bzdura. Grażyna Kulczyk – &quot;Największym sojusznikiem kobiety jest inna kobieta&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/415bce60969dd5f2c63b29d5f7366cb2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To nie dzień kobiet. To czas kobiet. – Wszystkie wiemy, że przysłowiowe „szklane sufity” nadal istnieją. Każda z nas ma na koncie przynajmniej jeden taki sufit – Grażyna Kulczyk, słynna przedsiębiorczyni i filantropka, opowiada w rozmowie z INN:Poland, co tak naprawdę sądzi o sytuacji kobiet w Polsce.

Czy jest Pani feministką? 

Nie patrzę na to w kategoriach sztywnych definicji. Nie czułam się nigdy feministką walczącą – w tym sensie, że nie lubię tonu konfrontacji. Szanuję mężczyzn i przyjaźnię się z nimi. A przede wszystkim – nie uważam, że kobiety muszą cokolwiek komukolwiek udowadniać. Jesteśmy silne, odnosimy sukcesy, a patrząc dziś na życie nasze czy naszych córek możemy być bardzo dumne. Wierzę w to, że trzeba po prostu robić swoje – stanowić rzeczywistość, a nie o niej mówić. 

Na pewno jednak są pola, gdzie o prawa kobiet trzeba stanowczo powalczyć. Wszystkie wiemy, że przysłowiowe „szklane sufity” nadal istnieją. Każda z nas ma na koncie przynajmniej jeden taki sufit, który udało się rozbić. Są też takie, które mimo naszych wysiłków wciąż są nie do przebicia. Polityczne, społeczne, biznesowe czy prywatne. Takie sufity są nieadekwatne do ducha czasów, w którym żyjemy. 


Co Pani ma na myśli? 

Trudno nie nawiązać do tego, co dzieje się dziś w Polsce – całym sercem wspieram protesty kobiet w obronie ich praw i jestem dumna, że Polki pokazały tak wyraźnie, że potrafią się „postawić”. Ale mówiąc o duchu czasów, mam na myśli także coś więcej. Ten czas jest na świecie czasem kobiet – nie tylko w bliskiej mi sztuce, ale też w biznesie i polityce. To jest dobra wiadomość i mam nadzieję, że tak już pozostanie. 
	
		
											
					
				
				&quot;Ten czas jest na świecie czasem kobiet&quot;.•Fot. Adam Pluciński
					

 Trudno dziś nie pomyśleć o kobiecie, która w ostatnich miesiącach była inspiracją dla wielu z nas – o Hillary Clinton. Silnej, mądrej osobie, która ma niezwykłą odwagę. Zapadły mi w pamięć jej słowa. – Wiem, że wciąż nie zbiliśmy tego najwyższego, najtwardszego szklanego sufitu. Ale pewnego dnia ktoś to zrobi – i miejmy nadzieję, że stanie się to szybciej, niż się spodziewamy – powiedziała Hillary Clinton, wskazując na fakt, że kobieta jeszcze nigdy nie została prezydentem USA. Choć nie osiągnęła politycznego zwycięstwa, zrobiła ogromny krok – dla siebie samej i dla każdej z nas. Najważniejszy urząd na tym świecie mógł należeć do kobiety. Zabrakło bardzo niedużo. To milowy krok w stosunku do tego, jak świat wyglądał nawet kilkanaście lat temu. A dla nas wszystkich – zarówno motywacja, jak i zobowiązanie. 


No właśnie. “Zrobiła ogromny krok”, ale wciąż niewystarczający, by dopiąć swego. Trochę to demotywujący przykład. 

Hillary Clinton mówiła w swoim przemówieniu dzień po wyborach: „Do wszystkich małych dziewczynek, które nas oglądają. Nie wolno wam zwątpić w waszą wartość, w waszą ogromną siłę oraz w to, że zasługujecie na każdą szansę, by realizować swoje marzenia”. I to samo powinniśmy mówić na co dzień – naszym córkom, wnuczkom, przyjaciółkom, kobietom, z którymi pracujemy. Pokazywać, że kiedy się chce i ciężko się pracuje, świat stoi otworem. Warto dawać sobie nawzajem siłę, by rozbijać te szklane sufity, jeden po drugim. Największym sojusznikiem kobiety jest inna kobieta. 


Jak to? Przecież gdzie dwie kobiety, tam “żmijowisko”? 

Dlaczego? Wierzę w siłę kobiet działających razem. Wspierających się, motywujących, konkretnych, ciężko pracujących, ale też inspirujących – pokazujących, że można, że da się przełamać bariery czy własne obawy. Że często wbrew wszystkiemu da się przetrwać i osiągnąć cel. Lub przegrać, podnieść się i iść dalej. 

To dlatego Pani woli współpracować z kobietami? W jednym z wywiadów wspomniała Pani: „W moim życiu zawodowym najważniejszą rolę odgrywają kobiety, wokół mnie jest bardzo niewielu mężczyzn, a jak już są, to naprawdę świetni". Dlaczego? 


Kobiety mają antropologicznie i społecznie wykształconą odpowiedzialność za życie swoje i innych. Są zadaniowe, odpowiedzialne i potrafią łączyć wiele ról. To cechy, które decydują o jakości pracy, o stosunku do codziennych obowiązków. Potrafią przedłożyć rozwiązanie problemu nad atawistyczną satysfakcję. Jednym z przykładów, który zawsze przychodzi mi do głowy jest choćby historia dzielnych kobiet z Bogatyni. 
	
		
											
					
				
				Grażyna Kulczyk podczas budowy szwajcarskiego muzeum w Susch.•Fot. Materiały prasowe
					

Z Bogatyni? 

Chodzi o powódź, która zniszczyła miasteczko w 2010 roku. Gros firm prowadzonych przez kobiety znalazło się pod wodą. Mieszkanki miasteczka się jednak nie poddały i utworzyły stowarzyszenie “Silne Kobiety Bogatyni”, by odbudować to, co zabrał im żywioł. Ta informacja poruszyła mnie. Decyzja zapadała bardzo szybko – trzeba pomóc. Zadeklarowałam pewną kwotę pieniędzy, ale doświadczenie podpowiedziało mi, że same pieniądze nie załatwią problemu. Zawsze jest kłopot z ich wyważoną dystrybucją. Po kilku rozmowach z osobami, które mogły mi służyć radą, wiedziałam, jak powinna wyglądać pomoc, żeby była skuteczna. Pamiętam moją wyprawę do Bogatyni, w której uczestniczyli pani wicewojewodzina Dolnego Śląska, Ilona Antoniszyn, i Jacek Santorski (przyp. red. – słynny psycholog biznesu). 


Co Pani tam zobaczyła? 

Widok, który zastaliśmy w Bogatyni, był przygnębiający. Ale był też promyk nadziei. W sali miejscowego urzędu zebrała się grupa kilkudziesięciu kobiet, które z nadzieją w oczach czekały na spotkanie z nami. Były pełne obaw i niepewności. Uważnie słuchały Jacka, który jak mało kto potrafi wspierająco usystematyzować i wypracować sposób działania. 

Szybko ukonstytuowała się grupa przywódczyń, które wspierały nasze działania, a potem już wzięły sprawy w swoje ręce. Zorganizowaliśmy grupę doradców finansowych, trenerów i prawników, którzy pomogli zrozumieć i rozwiązać wiele problemów. Mądra i gospodarna dystrybucja pieniędzy z tego "funduszu rozwojowego" pozwoliła im nie tylko odbudować firmy, ale także pozostawić kapitał pracujący na siebie i mogący służyć na wypadek zaistnienia innych sytuacji losowych. Cieszy mnie to, że metody wypracowane w Bogatyni znalazły swoich naśladowców w szerokim przygranicznym regionie. 

Tylko gdy dopada nas kryzys, ze wszystkich mądrych metod na świecie liczy się tylko jedna – siła ducha. 


Najważniejsze jest to, co każda z nas ma w głowie – siła, którą w sobie obudzi, pasja, odwaga by marzyć i jeszcze większa, by o marzenia walczyć. Ale jest coś, co pomaga. To energia, jaką mogą dać inne mądre kobiety. 

Pani aktywnie promuje kobiety także w sztuce. Tylko po co? Czy sztuka w ogóle powinna być pojmowana przez pryzmat płci? 

Twórczość kobiet odgrywa w mojej kolekcji znaczącą rolę. Nie znaczy to, że nie ma w niej wybitnych twórców-mężczyzn, ale ta różnorodność pozwala na dokonywanie porównań, szukanie różnic, elementów charakterystycznych. To tak jak podczas prezentacji mojej kolekcji w Madrycie można było dokonywać porównań sztuki polskiej do sztuki światowej. Wnioski z takich obserwacji są bardzo interesujące. Gdy patrzymy na kanoniczną historię sztuki, okazuje się, że pozycja kobiet artystek była marginalizowana. Przykładem niech będzie wspomniana przez Lindę Nochlin – autorkę fundamentalnego artykułu "Dlaczego nie było wielkich kobiet artystek" – Artemisia Gentileschi, żyjąca w XVI wieku Włoszka, której talent malarski był wykorzystywany przez jej ojca, a jej prace sygnowane jego nazwiskiem. I tak przez wieki kobiety nie miały własnej podmiotowości. Często pozostające w związkach z mężczyznami-artystami, same odgrywały drugoplanową rolę, mimo talentów, często przewyższających ich partnerów. 


A tymczasem? 

Kobiety artystki wybierały różne postawy twórcze. Część z nich równolegle z mężczyznami współtworzyła awangardowe nurty w sztuce, tradycyjnie zarezerwowane dla mężczyzn. Można przytoczyć nazwiska takie jak Sophie Tauber Arp, Agnes Martin czy Gertruda Goldschmied. Inne używały w swej twórczości technik i materiałów kojarzonych z kobietami, takich jak włóczka i tkaniny, które stały się dumnym środkiem ich artystycznego wyrazu: Louise Bourgeois, Sheila Hicks czy Magdalena Abakanowicz. Jeszcze inna grupę stanowiły radykalne feministki, takie jak Judy Chicago, Carolee Schneemann czy Ewa Partum, które często w drastyczny czy prowokacyjny sposób eksponowały pozycję społeczną i obyczajową kobiet. W każdym z tych przypadków kobiety walczyły o to, żeby przestać być przedmiotem w sztuce, a stać się jej podmiotem.
	
		
											
					
				
				W Szwajcarii powstaje muzeum sztuki współczesnej Grażyny Kulczyk.•fot. materiały prasowe
					

 Czy wciąż jest o co walczyć? Czasy się jednak zmieniły... 


Wątek kobiet w sztuce jest wciąż istotny. Tak jak w przypadku mojej aktywności w Women's Fund Committee nowojorskim Museum of Modern Art. Słuszne byłoby pytanie, dlaczego w ogóle zaistniała potrzeba powołania takiego komitetu. Otóż nawet w takiej instytucji jak MoMA, przez wiele lat kobiety-artystki były niedoreprezentowane i niedocenione. Wobec czego kilkanaście lat temu amerykańska artystka rozpoczęła batalię na rzecz promocji kobiet w tej instytucji. Zaczęło się od prelekcji z niewielkim audytorium, potem rożnego rodzaju działań propagujących sztukę kobiet, po latach zrozumiano potrzebę poszerzenia zbiorów o prace artystek. W następstwie tego ukonstytuował się komitet wspierający kobiety-artystki. Jakież było moje zdziwienie, kiedy podczas pierwszego spotkania z członkami komitetu usłyszałam, że trwa poszukiwanie archiwaliów, a w tym zdjęć założycielek MoMA: takich kobiet jak Abby Aldrich Rockefeller czy Mary Quinn Sullivan, które z definicji powinny być symbolem tej instytucji. 


Women’s Fund of Committee to creme de la creme w świecie sztuki. Jest Pani jedyną i pierwszą Polką, która dotarła tak daleko. Jest Pani dumna? 

Dla mnie samej uczestnictwo w Komitecie jest niezwykle cennym doświadczeniem. Komitet liczy dziś kilkunastu członków – wśród nich postaci ikoniczne dla amerykańskiej filantropii. 

Na przykład? 

Marie-Josée Kravis – doradczyni Banku rezerw Federalnych w Nowym Jorku, członkini zarządów Publicis i LVMH, uznawana jest za jedną z 25 najpoważniejszych filantropów w historii USA – wspólnie z mężem była m.in. głównym donatorem Lincoln Center of Performing Arts w Nowym Jorku. Jest też Agnes Gund – amerykańska filantropka, orędowniczka edukacji kulturalnej – była doradcą Prezydenta Baracka Obamy, zasiada w radach instytucji takich jak J. Paul Getty Trust czy Frick Collection. 

Chodzi o prestiż? 


Mnie chodzi przede wszystkim o większą siłę przebicia - w kwestii kobiet, ale także w promocji dzieł polskich artystów. 

Czy w świecie globalnej wioski to ma znaczenie? 

Chęć promowania poza krajem wybitnych polskich twórców, zasługujących na taką samą uwagę, jak największe światowe nazwiska, jest od lat ważną motywacją budowy mojej kolekcji oraz zaangażowania w projekty międzynarodowe. Polska jest jednym z największych europejskich państw. Powinniśmy dążyć do „grania w pierwszej lidze” – kształtować dyskusję i trendy. Dziś w gronach światowych liderów opinii o wadze danego kraju decyduje nie tylko polityka, armie czy gospodarka, ale także to, czy potrafimy coś kreatywnie tworzyć, czy mamy kapitał społeczny. I dlatego niezwykle ważne dla pozycji Polski jest akcentowanie jej roli i wielkiego wkładu w dziedziny takie jak kultura i sztuka. W światowych galeriach pojawiają się dzieła polskich artystów, ale wciąż pozostaje na tym polu wiele do zrobienia. 


Jeżeli mój głos w ciałach programowych ważnych instytucji za granicą może sprawić, że trafią do nich dzieła polskich artystów, uważam, że warto o to zabiegać – ta filozofia towarzyszy mi zarówno w aktywności w MoMA, jak i w Tate Modern, ale także w tworzeniu mojego własnego muzeum w szwajcarskim Susch. Do MoMA trafił przekazany przeze mnie podarunek - wybitna praca Edwarda Krasińskiego pt. ‘Nr 124’, która jest już oficjalnie częścią kolekcji muzeum. Jestem dumna, że będzie oglądał go świat. 

Jaki jest Pani cel? 

Marzy mi się, by w Polsce kiedyś też możliwa była tak głęboka kultura filantropii – oparta z jednej strony na poczuciu odpowiedzialności biznesu i zamożnych ludzi za kapitał społeczny, a z drugiej – na otwartości władz na konstruktywną współpracę z tymi, którzy chcą coś dobrego dla kraju zrobić.Napisz do autorki: nino.dzikija@innpoland.pl  ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/415bce60969dd5f2c63b29d5f7366cb2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/415bce60969dd5f2c63b29d5f7366cb2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Grażyna Kulczyk: &quot;Szklane sufity&quot; wciąż istnieją.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/martasmyrska/133491,emocjonalny-list-naszej-blogerki--zyje-w-kraju-ktory-kocha-kobiety</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/martasmyrska/133491,emocjonalny-list-naszej-blogerki--zyje-w-kraju-ktory-kocha-kobiety</link><pubDate>Tue, 07 Mar 2017 17:30:13 +0100</pubDate><title>Emocjonalny list naszej blogerki: żyję w kraju, który kocha kobiety</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/686085cb29b103b028262746d780f388,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Być może Polska to kraj, w którym kobiety mogą osiągnąć w biznesie wszystko to, co sobie wymarzą, ale jeszcze nie potrafią się tym cieszyć. To list do Polek, do mojej córki oraz do mnie samej.

Jechaliśmy kiedyś z dziećmi samochodem i rozmawialiśmy o tym, kim chcą zostać, kiedy dorosną. W końcu powiedzieliśmy im, że chcielibyśmy, aby były przede wszystkim szczęśliwe. Na co mój 5-letni wtedy syn rozpłakał się i powiedział, że on, będąc Polakiem, nie widzi zbyt wiele powodów do radości. Zmobilizowało nas to i zaczęliśmy lobbować za Polską. Że, przykładowo, jesteśmy narodem odkrywców, mamy demokrację oraz dostęp do gór i lasów oraz żubry i żbiki żyjące na wolności. Wyliczanka wyraźnie poprawiła naszemu synowi humor i zaczął bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość.


Teraz z kolei chcę zadbać o przyszłość mojej 9-letniej córki, która może wkrótce natknąć się na tekst pt. „Żyję w kraju, który nienawidzi kobiet” z ostatnich Wysokich Obcasów. I wtedy przyjdzie do mnie i zapyta, czy tak jest naprawdę, a ja jej powiem tak: - Jeśli miałabym włożyć magiczne, różowe okulary, to musiałbym powiedzieć, córeczko, że żyjesz w kraju, który kocha kobiety.

Na początek, córeczko, rzeczy oczywiste

Żyjesz w kraju, w którym prawa wyborcze kobiety otrzymały jako jedne z pierwszych na świecie. Żyjesz w kraju, w którym edukacja jest dostępna równo dla chłopców i dziewczynek, a rezultaty osiągane przez te drugie przewyższają średnią chłopców aż o 13 punktów. Jest w naszym kraju więcej absolwentek niż absolwentów wyższych uczelni, więcej doktorantek niż doktorantów, kobiety mogą realizować kariery naukowe, a kiedy w Polsce brakuje miejsc na uczelniach mogą, jak Janina Daily, kontynuować pracę za granicą.


Polki mogą ubierać się tak jak chcą (i mogą być za to skrytykowane, co wynika z wolności słowa, które obowiązuje w naszym kraju), nie muszą zasłaniać twarzy, poddawać okaleczającym operacjom ani wychodzić za mąż w obrębie swojej kasty, czy religii. Seks przedmałżeński nie grozi im ukamieniowaniem, a seksowny wygląd nie jest ani zabroniony, ani obowiązkowy, choć czasem pożądany, w zależności od osobistych standardów oraz reprezentowanej branży. 

Jeśli chcesz pracować na etacie mam dobre wiadomości

Polska ma jedna z najniższych na świecie różnic między płacami mężczyzn i kobiet. W publikowanym corocznie międzynarodowym indeksie nasz kraj wyróżnił się ostatnio osiągając największą coroczną poprawę wyników, awansując z 12 na 9 pozycję, ze względu na spadek bezrobocia kobiet i zwiększenie odsetka zatrudnienia w pełnym wymiarze czasu pracy. W dłuższej perspektywie nie było bardziej znaczącego ruchu w rankingu krajów. Polska zyskała 10 pozycji od 2000 roku, podczas gdy np. USA i Portugalia straciły.


Żyjesz w kraju, w którym mają siedziby największe korporacje, w kraju odważnych przedsiębiorców i przedsiębiorczyń, którzy tworzą miejsca pracy i zatrudniają kobiety, niektórzy z nich, jak Julia Izmałkowa Consulting, wyłącznie kobiety.

Jeśli zechcesz zostać przedsiębiorczynią – śmiało!

Żyjesz w kraju, w którym założenie firmy jest prostsze niż wypełnienie deklaracji podatkowej (wiem, bo sama założyłam).

Żyjesz w kraju, w którym kobiety - przedsiębiorczynie osiągają międzynarodowe sukcesy jeszcze przed 30, tak jak Joanna Drabent, twórczyni Prowly, narzędzia, z którego sama korzystam czy Barbara Sołtysińska, twórczyni Inda Hash, narzędzia do wynagradzania influencerów, takich jak Pograjmerka, którą ty sama śledzisz na You Tube.


Żyjesz w kraju, w którym działają setki organizacji kobiecych, od Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, przez Ladies First, po Professional Women’s Network, gdzie za mentorkę może Ci posłużyć doświadczona i mądra kobieta biznesu.

Żyjesz w kraju, w którym kobiety mają wybór: mogą pójść do pracy, pozostać całkowicie na utrzymaniu męża, albo zostać aniołem biznesu, czyli inwestorką, która czerpie zyski z pomysłów innych ludzi, także mężczyzn. Wszystkie te modele życia są w zasadzie akceptowane społecznie choć, naturalnie, jak wszystko w tym kraju, mogą być obiektem krytyki twojego stylu życia. 


Jeśli zechcesz zostać matką, masz farta

Żyjesz w kraju, który pozwala kobietom pójść na roczny urlop macierzyński (w USA nie ma w ogóle takiego urlopu). 

Możesz mieć dziecko, nawet jeśli nie jesteś mężatką i nie spotka cię za to żadna kara, a o tym, kto zostanie z dzieckiem w domu nie decyduje rząd, tylko oboje rodzice (a Polki coraz częściej zarabiają więcej od mężów).

Żyjesz w kraju, w którym rząd wypłaca nam (a właściwie tobie, jako naszemu drugiemu dziecku) 500 zł co miesiąc, co niektórzy interpretują jako minimum socjalne, postulowane przez najbardziej zaawansowane ekonomicznie gospodarki świata.


I w końcu żyjesz w kraju fantastycznych, pracowitych i inteligentnych mężczyzn, z poczuciem humoru i praktycznymi umiejętnościami, którzy dbają o swoje rodziny, otaczając je troską, opieką i szacunkiem, tak jak to robi twój tata. 

A teraz ściągam swoje różowe okulary. Odkładam je na półkę, patrzę znów na kraj, w którym obie żyjemy. W sumie wszystko wygląda tak samo. 

Widzę zadowolone, wykształcone, zadbane i dobrze ubrane kobiety, rozwijające się, studiujące i korzystające z życia. Jedne wybierają zawód piosenkarki, inne - koderki lub inżynierki. Kochają i są kochane, przynajmniej co jakiś czas. Jedne mają dzieci, inne – karierę. Sporo z nich – jedno i drugie. 


Mają dostęp do produktów i usług z całego świata, centra handlowe z bogatą ofertą w każdym większym i mniejszym mieście, Internet, latające szkoły, Geek Girls Carrots, rozwiniętą strefę startupową, Risk Made In Warsaw, coraz lepszą przestrzeń publiczną w miastach i coraz lepsze eco jedzenie. Mają też otwarte granice i lotniska, żeby spróbować życia w innym miejscu, jeśli im się tutaj z jakichś powodów nie podoba. 

Wszystko wygląda tak samo w kraju, w którym kobiety mają przed sobą olbrzymi biznesowy i kulturowy potencjał. I może tylko jednego im brakuje. Wdzięczności za to, co mają.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/686085cb29b103b028262746d780f388,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/686085cb29b103b028262746d780f388,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wieczór networkingowy w Teatrze Dramatycznym</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133117,za-luke-plciowa-odpowiadaja-gry-sprzed-20-lat-ten-problem-ma-nawet-dolina-krzemowa</guid><link>https://innpoland.pl/133117,za-luke-plciowa-odpowiadaja-gry-sprzed-20-lat-ten-problem-ma-nawet-dolina-krzemowa</link><pubDate>Mon, 20 Feb 2017 15:47:23 +0100</pubDate><title>Myślisz, że kobiety nie nadają się do programowania? Ależ nie! To wina marketerów sprzed 20 lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/396e2f9eb53dc3b3af45fa8f58316024,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Branża technologiczna to męska zabawa. To niestety krzywdzący stereotyp i bolesna prawda jednocześnie. Statystyki dotyczące zatrudnienia obu płci w tym sektorze działają na niekorzyść kobiet. Co ciekawe, w latach 80. jeszcze tak nie było. Do czasu, aż marketingowcy firm postanowili skupić swój reklamowy przekaz tylko na jednej płci.

Historię proporcji kobiet i mężczyzn w informatyce przypomina serwis Quartz. Jeszcze na przełomie lat 70. i 80. poprzedniego wieku odnotowywano wzrost w liczbie pań, które decydowały się na studia w tym obszarze. W 1984 roku w USA 37 proc. absolwentów informatyki stanowiły właśnie one. W 2016 roku wartość ta spadła do 18 proc. 

Dlaczego? Elizabeth Ames z Anita Borg Institute for Women in Technology uważa, że istotnym czynnikiem jest korelacja komputerów z rozrywką. Urządzenia te służyły na początku lat 80. często do grania. Gry były tworzone w znacznej mierze pod gusta chłopców oraz mężczyzn. 


To wiązało się z przekazem reklamowym. Przykładowo, Apple prezentowało swój ówczesny komputer jako właśnie jako narzędzie dla chłopców. Podobnie działali twórcy konsol. Według ankiety z 1985 roku, 73 proc. mężczyzn korzystało z komputerów raz w tygodniu. Natomiast odsetek kobiet wynosił tylko 45 proc. 

Powodem nakierowania działań na tę publikę miał być kryzys w branży gier, który wybuchł w 1983 roku. Wtedy wartość całego rynku zmalała z 3,2 mld dolarów do 100 milionów w 1985. Zdesperowani marketingowcy postanowili zatem wzmóc działania reklamowe do wąskiej grupy, która nie odwróciła się od przemysłu. A tą grupą byli właśnie chłopcy.


Wtedy rozpoczął się reklamowy zamknięty krąg, tłumaczy portal. Reklamowano gry wyłącznie do chłopców, którzy w nie grali. A grali, bo cały czas byli atakowani kolejnymi przekazami, dotyczącymi nowych produkcji. Dlatego również zdecydowano się na nazwanie konsoli Nintendo „Game Boy”.Efekt tych działań jest widoczny do dziś. Według badań think tanku The Center for Talent Innovation, kobiety pracujące w branży informatycznej są o 45 proc. bardziej skłonne do zmiany swojej ścieżki zawodowej niż ich koledzy po fachu. Wynika to z faktu, że brakuje im żeńskich wzorców w karierze i czują się wyizolowane ze stricte męskiego środowiska. 


Dolina Krzemowa również nie uchroniła się przed luką płciową. W 2014 roku w takich firmach jak Google, Facebook czy Twitter, 70 proc. zatrudnionych stanowili mężczyźni. W tej ostatniej tylko 10 proc. pracowników technicznych stanowiły kobiety. 

W Polsce pojawiają się jednak inicjatywy, które chcą zasypać tę lukę w naszym kraju. Dość wspomnieć Girls Code Fun czy firmę Roche, która zatrudnia 100 kobiet na stanowiskach informatycznych. 

Źródło: QuartzNapisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/396e2f9eb53dc3b3af45fa8f58316024,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/396e2f9eb53dc3b3af45fa8f58316024,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Brak odpowiednich wzorców i branża zdominowana przez mężczyzn powoduje wykluczenie kobiet z IT.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132821,tak-wyglada-rownouprawnienie-w-swiecie-informatykow-jestes-kobieta-zaplacisz-10-razy-mniej</guid><link>https://innpoland.pl/132821,tak-wyglada-rownouprawnienie-w-swiecie-informatykow-jestes-kobieta-zaplacisz-10-razy-mniej</link><pubDate>Wed, 08 Feb 2017 11:29:06 +0100</pubDate><title>Tak wygląda równouprawnienie w świecie informatyków. Jesteś kobietą? Zapłacisz 10 razy mniej</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/15df4ac52a350209b0617441635afe59,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To się nazywa promocja. Wejściówka na lizbońską konferencję technologiczną Web Summit, która jest jednym z najważniejszych tego typu wydarzeń na świecie, będzie tańsza dla kobiet. Tańsza, to bardzo mało powiedziane. Organizatorzy postanowili bowiem wydzielić pulę biletów, skierowanych wyłącznie dla pań, których cena jest mniejsza, uwaga, 10-krotnie.

Dlaczego zdecydowali się na taki krok? Na Facebookowym profilu konferencji wyjaśnili, że ten krok ma na celu wyrównanie proporcji, jeśli chodzi o uczestnictwo przedstawicieli obu płci. Bilet na wydarzenie, które potrwa 6 do 9 listopada 2017 roku, kosztuje 850 euro (ponad 3400 złotych). Bilet w ramach wydzielonej puli będzie kosztować 85 euro.Want to save €765 on your Web Summit 2017 ticket?

In 2016, we started an initiative to even the gender ratio at Web...Opublikowany przez Web Summit na&nbsp;17 styczeń 2017Decyzja wywołała pozytywne reakcje wśród kobiecych środowisk związanych z informatyką i nowymi technologiami. Pojawiają się jednak głosy krytyki, które wskazują na to, że to dyskryminacja mężczyzn. 


To nie pierwsza tego typu inicjatywa organizatorów Web Summit. W ramach poprzedniej edycji przekazali kobietom 10 tysięcy tańszych biletów, i jak piszą na swoim facebookowym profilu, inicjatywa zakończyła się "niesamowitym sukcesem". 

Rzut oka w statystyki pozwala lepiej zrozumieć motywacje organizatorów. W końcu tylko 11 proc. stanowisk kierowniczych w międzynarodowych korporacjach IT piastują kobiety. 

Na stronie wydarzenia można przeczytać opinię, że głos kobiet zostanie w końcu dostrzeżony na największej konferencji technologicznej Europy. Taka promocja powinna nakłonić je do uczestnictwa w tym organizowanym od 2009 roku spotkaniu i, w konsekwencji, do większego zaangażowania w informatykę i nowe technologie.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/15df4ac52a350209b0617441635afe59,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/15df4ac52a350209b0617441635afe59,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Taka promocja rzadko się zdarza.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132077,kobieto-kupuj-maszynki-dla-mezczyzn-za-ich-damski-odpowiednik-zaplacisz-wiecej-tylko-dlatego-ze-sa-rozowe</guid><link>https://innpoland.pl/132077,kobieto-kupuj-maszynki-dla-mezczyzn-za-ich-damski-odpowiednik-zaplacisz-wiecej-tylko-dlatego-ze-sa-rozowe</link><pubDate>Thu, 05 Jan 2017 16:57:43 +0100</pubDate><title>Kobieto, kupuj maszynki dla mężczyzn! Za ich damski odpowiednik zapłacisz więcej tylko dlatego, że są różowe</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/bc7624615577336eb074c6e94c421487,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ile płaci mężczyzna za czteropak maszynek do golenia w popularnej sieci drogerii? Około 10 złotych. A kobieta za ten sam produkt, ale w różowym kolorze? Prawie 18. Jak widać, dyskryminacja niejedno ma imię. Zwłaszcza, kiedy mówimy o roli kobiet w społeczeństwie – szklany sufit w pracy lub patriarchalny model rodziny w domu to tylko część z jej odmian. Ale to już zaczęło się zmieniać – przynajmniej w jednej z sieci handlowych.

Tesco, bo o tej firmie mowa, postanowiła wyrównać ceny maszynek dla mężczyzn i kobiet, donosi portal The Guardian. Na razie na Wyspach Brytyjskich, skąd wywodzi się sieć hipermarketów. Zaskakujący jest powód, dla którego sprzedawano drożej te produkty. Mianowicie, kobiety dopłacały za to, że golarki miały różowy kolor. Przez to za pięciopak maszynek płaciły funta (ponad pięć złotych), kiedy mężczyźni musieli wyłożyć tylko połowę tej kwoty na sklepową kasę. 

Paula Sheriff, deputowana do Izby Gmin z ramienia Partii Pracy, wywierała na włodarzy Tesco presję, aby zrównali ceny maszynek dla kobiet i mężczyzn. W odpowiedzi sieć wytłumaczyła, że ceny golarek dla mężczyzn były niższe, ponieważ sprzedawały się w znacznie większych ilościach. Dzięki temu sieć kupowała ich więcej, co obniżało cenę hurtową. Jednak w ramach praktyk zwalczania dyskryminacji płci, postanowiono, by ceny były takie same. 


A jak jest w Polsce? Cóż wystarczy spojrzeć na ofertę jednej z drogerii. Za zestaw czarnych maszynek mężczyźni płacą około 10 złotych. Tymczasem kobiety za ten sam produkt, ale w różowym kolorze, płacą ponad 17 złotych. Spora różnica, zważywszy, że golarki mają podobne parametry.
	
		
											
					
				
				zrzut ekranu
					


	
		
											
					
				
				Zrzut ekranu
					

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/bc7624615577336eb074c6e94c421487,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/bc7624615577336eb074c6e94c421487,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/130667,rownosc-to-wciaz-fikcja-kobietom-potrzebne-prawie-200-lat-by-dogonic-mezczyzn</guid><link>https://innpoland.pl/130667,rownosc-to-wciaz-fikcja-kobietom-potrzebne-prawie-200-lat-by-dogonic-mezczyzn</link><pubDate>Fri, 28 Oct 2016 17:15:22 +0200</pubDate><title>Równość to wciąż fikcja. Kobietom potrzebne prawie 200 lat, by dogonić mężczyzn</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b7b0469db6821aafb3dd13a1659f33a9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niby lepiej, a źle – raport Światowego Forum Ekonomicznego „Global Gender Gap Report 2016” mógłby tylko podsycać dyskusje o nierównym traktowaniu płci. Kobiety ustawicznie pracują więcej niż mężczyźni, a mają z tego mniej pieniędzy. I choć Polki nie są w najtragiczniejszej sytuacji, to mają powody do rozżalenia.

Przeciętna Polka pracuje w ciągu roku 493 minuty dziennie – statystycznie o 33 minuty dłużej niż mężczyzna. Gdyby przemnożyć to przez 365 dni, a potem rozłożyć na godziny: wychodzi ponad 200 dodatkowych godzin pracy.

Przy czym pamiętajmy: statystyki Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) to nie suche przeliczenia ruchów czy trendów na rynku pracy. Autorzy badania nie ukrywają, że godziny spędzone na zajęciach domowych – jak choćby prozaiczne z pozoru pranie, prasowanie czy sprzątanie – również zostały uwzględnione w tej medianie.

Jeśli jakiś mężczyzna czuje się oburzony i chce zaprotestować – bo w końcu czymże jest, powiedzmy, odkurzanie (które można sobie przełożyć na następny dzień) przy przymusie pracy przy maszynie czy biurku osiem godzin non stop – musi wziąć pod uwagę, że praca kobiet to także opieka nad dziećmi czy gotowanie: zajęcia, których na następny dzień przełożyć się już nie da.


W tym zestawieniu Polska jest klasycznym średniakiem: zajmuje 38. pozycję na 144 państw. A to oznacza, że światowe trendy jak najbardziej przekładają się na nasze realia: tyle że w nieco łagodniejszej formie. Eksperci WEF docenili też pozafinansowe czynniki, składające się na sytuację kobiet – dostęp do edukacji i system opieki zdrowotnej, sytuację gospodarczą oraz wsparcie rządowe. Wyjąwszy to ostatnie, nie jest nad Wisłą źle.

Tymczasem światowe trendy są takie – mężczyźni wykonują aż o 34 proc. prac, które są płatne. Generalnie unikają niepłatnych zajęć po godzinach (generalizujemy, wszystkim miłośnikom zmywania, prania czy odkurzania należą się pozdrowienia). 200 godzin rocznie to 25 dni roboczych (liczymy, oczywiście po osiem godzin pracy dziennie) – połowę mniej niż wynosi „nadwyżka” tego typu w Indiach, Portugalii czy, kto by się spodziewał, w Estonii. Tam kobiety pracują średnio 50 dni dłużej niż mężczyźni.


Jak zauważają analitycy WEF, dobrze już było: konkretnie w 2008 roku. Od tamtej pory notowane jest regularne pogorszenie sytuacji, albo „dramatyczne zahamowanie wzrostu”, jak definiują to autorzy raportu. Żeby wyjść z dołka potrzeba będzie jeszcze... 170 lat, czyli do 2186 r. Może to czysta metafora, ale jeszcze w zeszłym roku proces wyrównywania różnic szacowano na 118 lat.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b7b0469db6821aafb3dd13a1659f33a9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b7b0469db6821aafb3dd13a1659f33a9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polki pracują statystycznie 33 minuty dłużej niż Polacy. To w sumie 25 dni roboczych w ciągu roku.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/130661,womenomics-rynek-jest-kobieta</guid><link>https://innpoland.pl/130661,womenomics-rynek-jest-kobieta</link><pubDate>Fri, 28 Oct 2016 17:10:14 +0200</pubDate><title>Womenomics – rynek jest kobietą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/bfc6561a13860fb2f7138d441480dcb7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W ubiegłym roku jedna z firm produkujących lek na chore gardło prowadziła kampanię reklamową pod hasłem: Panowie! Wasze żony mogą chorować… Byle krótko! W skrócie chodziło w niej o to, że mężczyźni nie potrafią się niczym zająć w domu (ani prasowaniem, ani gotowaniem, ani własnymi dziećmi), gdy ich żony i partnerki są chore. Zdecydowanie we wszystkich tych sprawach niezastąpione są kobiety. Abstrahując od stereotypizacji obu płci w tej reklamie, pamiętam, że uderzyła mnie wówczas myśl: kto i dlaczego, w 2015 roku wpada w ogóle na pomysł sprowadzania kobiet wyłącznie do roli darmowej pomocy domowej.

Z kolei w tym roku Dove uruchomiło kampanię pod hasłem My beauty, my say – zwracała ona uwagę na kwestie seksistowskich komentarzy wobec kobiet-sportowców na tegorocznych igrzyskach. Według Dove tylko w tym roku w sieci pojawiło się blisko 200 milionów (sic!) wzmianek na temat seksualności sportsmenek. Z doświadczenia wiem, że to powszechny problem – w przypadku mężczyzn uprawiających sport zwraca się uwagę na ich siłę, bohaterstwo, w przypadku kobiet – na to, jak wyglądają. 

W tym roku startowałam w zawodach triathlonowych. Podczas Herbalife Ironman 70.3 Gdynia na metę wbiegała Ukrainka, super dziewczyna, miała dobry czas, ale jednocześnie miała dość mocno wycięty trisuit – prowadzący przywitał ją na mecie "wow, what a sexy woman". Podczas zawodów triathlonowych w Bydgoszczy prowadzący witał wbiegające dziewczyny słowami typu "i kolejna księżniczka na mecie". A w Gdyni podczas biegu na 10 km prowadzący stwierdził: "ale te nasze dziewczyny są super, zrobią swoim chłopakom śniadanie, przyjdą przebiec 10 km i jeszcze zdążą w domu obiad ugotować".


Sytuacje opisane powyżej rażą bardzo mocno. Już w 2006 roku The Economist ogłosił, że przyszłość światowej gospodarki leży w rękach kobiet. Dziś mówi się wręcz o womenomics, gospodarce kobiet. Bank światowy szacuje, że w Wielkiej Brytanii zarobki kobiet przewyższą zarobki mężczyzn w ciągu najbliższych 4-5 lat, a do 2025 kobiety będą właścicielkami aż 60 proc. brytyjskiego majątku. Badania pokazują też, że biznesy zakładane przez kobiety częściej odnoszą sukcesy, choć jednocześnie niestety są mniej chętnie dofinansowywane.

Z jednej strony więc to dobrze, że pojawiają się kampanie (m.in. oprócz wspomnianej My beauty, my say, także Ban bossy, This girl can, Like a girl czy Greatness is within), które zwracają uwagę na rosnący trend #girlpower i walczą ze stereotypowym podejściem wobec kobiet. Z drugiej strony – wolałabym jednak, żeby tego typu kampanie nie były już potrzebne. Żyjemy przecież w XXI wieku – rosnąca rola kobiet w biznesie, życiu publicznym jest nie tylko faktem, ale także czymś, co w gospodarce opartej na wiedzy jest niezwykle potrzebne. Zespołom składającym się wyłącznie z przedstawicieli tej samej płci, w tym samym wieku i z tym samym doświadczeniem, trudniej przecież wymyślać innowacyjne rozwiązania. Nie da się temu zaprzeczyć, warto zaakceptować.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/bfc6561a13860fb2f7138d441480dcb7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/bfc6561a13860fb2f7138d441480dcb7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/130653,mesplikacja-czyli-mezczyzna-wie-lepiej-tlumaczyli-mi-jakie-zachowanie-przystoi-kobiecie-a-jakie-nie</guid><link>https://innpoland.pl/130653,mesplikacja-czyli-mezczyzna-wie-lepiej-tlumaczyli-mi-jakie-zachowanie-przystoi-kobiecie-a-jakie-nie</link><pubDate>Fri, 28 Oct 2016 17:08:21 +0200</pubDate><title>Męsplikacja, czyli mężczyzna wie lepiej. &quot;Tłumaczyli mi jakie zachowanie przystoi kobiecie, a jakie nie&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/fb930442b0f872a1a74eff2ad77c842e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Głośnym echem odbił się felieton dla "Wysokich Obcasów" jednej z najbardziej znanych polskich feministek Agnieszki Graff. Pisarka rozpoczęła go od przytoczenia następującej historii. – Zaleca jej lekturę bardzo ważnej książki. Ona wie, że książki nie czytał, tak się bowiem...

Głośnym echem odbił się felieton dla "Wysokich Obcasów" jednej z najbardziej znanych polskich feministek Agnieszki Graff. Pisarka rozpoczęła go od przytoczenia następującej historii. – Zaleca jej lekturę bardzo ważnej książki. Ona wie, że książki nie czytał, tak się bowiem składa, że jest jej autorką. On długo się w tym nie orientuje, bo nie słucha, co ona mówi – słowa Graff zdają się trafiać w sedno pojęcia „męsplikacji”, którą streścić można w zdaniu „wiem lepiej, bo jestem mężczyzną”.

Kobiety w Polsce zasiadają w uniwersyteckich ławach, awansują na kierownicze stanowiska, z roku na rok poprawiają się również ich zarobki. Mimo to, jeżeli oceniać zmiany poprzez pryzmat traktowania ich w pracy przez mężczyzn, wydaje się, że wciąż nie wyszły z ról tych "słabszych, co najlepiej sprawdzą się w kuchni". Wciąż mamy do czynienia z protekcjonalnym podejściem do zawodowych umiejętności kobiet i zapędami do tłumaczenia im co powinny robić oraz w jaki sposób się wysławiać. 


– Zachowanie typu „wiem lepiej” wywodzi się z patriarchatu – tłumaczy Agata Czarnacka, filozofka polityki. Jej zdaniem, mężczyzna powinien znać wtedy odpowiedź na każde pytanie. – W roli głowy rodziny musiał wykazywać się pewnego rodzaju kompetencjami, żeby przekonać wszystkich, że jest w stanie zadbać o swoją rodzinę. Ten model podziału ról między płciami już przeminął, zachowania mężczyzn z nim związane nie do końca – przekonuje. 

Samo pojęcie "mansplaining" pojawiło się w debacie publicznej już w 2008 roku za sprawą pisarki Rebekki Solnit i jej eseju „Men Explain Things to Me” ("mężczyźni tłumaczą mi jak jest"). Nieco później Lily Rothman w artykule opublikowanym w magazynie „The Atlantic” pokusiła się o dokładną definicję męsplikacji. Zdaniem dziennikarki, jest to czynność wyjaśniania, w której mężczyzna tłumaczy kobiecie pewne zjawisko, nie biorąc pod uwagę faktu, że jego słuchaczka ma o nim większe pojęcie, niż on sam.


Z przykładem mansplaningu spotkała m.in Natalia Przybysz. Jej „aborcyjne wyznanie” zostało głośno potępione przez prawicowych publicystów. Piosenkarka dowiedziała się przy okazji, że takiego języka w debacie o aborcji używać nie wypada. Większość tych uwag padła z ust mężczyzn, którzy, czego chyba tłumaczyć nie trzeba, o ciąży mają dużo mniejszą wiedzę, niż wokalistka, która wychowuje już dwoje dzieci. 

Na taki protekcjonalny ton natrafiła również Agata Czarnacka. – Mężczyźni, zwłaszcza z konserwatywnych gazet, lubią pouczać kobiety – potwierdza. Filozofka starła się niedawno na wizji z prowadzącym program „Minęła 20.” – Tłumaczył mi, jakiego rodzaju hasła przystoją kobiecie, a jakie nie. Rozmawialiśmy m.in. o transparencie z napisem: „Moja macica należy do mnie”. Usłyszałam że kobiecie nie wypada się z czymś takim pokazywać. Na moje pytanie, czy mężczyzna mógłby z nim iść, nie usłyszałam odpowiedzi – opowiada. 


Ze strofowaniem dotyczącym sposobu zachowania, spotkała się natomiast Alina Śmiłowska, kreator biznesu. 

- Cechy, które u mężczyzn spotykają się z pozytywnym odbiorem, u kobiet są piętnowane. W ten sposób opinia „pyskatej” może przylgnąć do osoby, która ma wyrobione zdanie na dany temat potwierdzone wiedzą i oparte na doświadczeniu, a „tupet” staje się epitetem wymierzonym w przebojowość. Gdy mamy do czynienia z szefem, mówimy, że jest przekonujący, a gdy z szefową – że jest arogancka – tłumaczy Alina Śmiłowska.

Zdaniem ekspertki kobiety są ograniczane przez utożsamianie ich z jedną z dwóch ról: bogini seksu lub gospodyni domowe. A obie nijak się mają do zdeterminowanej i walczącej o swoje interesy pani menedżer. Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fb930442b0f872a1a74eff2ad77c842e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fb930442b0f872a1a74eff2ad77c842e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kobiety awansują społecznie, ale mężczyźni wciąż patrzą na nie z góry</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/130655,konsument-przyszlosci-jest-kobieta-producenci-zrozumieli-kto-ma-realna-wladze</guid><link>https://innpoland.pl/130655,konsument-przyszlosci-jest-kobieta-producenci-zrozumieli-kto-ma-realna-wladze</link><pubDate>Fri, 28 Oct 2016 17:06:53 +0200</pubDate><title>Konsument przyszłości jest kobietą. Producenci zrozumieli, kto ma realną władzę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/9fabaf500ad47be781fa72c1f27576ec,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Banki, firmy motoryzacyjne, a nawet producenci męskich garniturów. Coraz więcej marek przestaje walczyć o uwagę mężczyzn. Dlaczego? W końcu zrozumieli, że decyzje zakupowe podejmują kobiety.

Na własnej skórze przekonała się o tym polska sieć sklepów z męską odzieżą Piechocki, która bezskutecznie próbowała sprzedać swoje garnitury. Sytuacja uległa poprawie po interwencji speców od pozycjonowania reklam mobilnych. Piechocki zlecił firmie Selectivv realizację marketingowej kampanii reklamowej na terenie Poznania. A konkretnie w galeriach handlowych, gdzie znajdowały się sklepy sieci. Początkowo Piechocki adresował swój przekaz tylko do mężczyzn. Zainteresowanie było znikome. Wtedy Selectivv zaproponował poszerzenie grupy również o kobiety. Po zaimplementowaniu tej zmiany firma odnotowała znaczący wzrost sprzedaży w sklepach w stolicy Wielkopolski. Dlaczego? Kobiety zaczęły przyprowadzać partnerów do Piechockiego, żeby wybrać dla nich nowe ubrania.


– Docieranie do grupy docelowej przez partnera jest koniecznością dla pewnych marek – tłumaczy Bartosz Wilczyński, ekspert w zakresie zarządzania marką. – Proszę sobie wyobrazić reklamowanie rzeczy postrzeganych w Polsce jako niemęskie – wszelkiego rodzaju produkty do pielęgnacji ciała, twarzy czy skóry głowy. W tym segmencie partnerka jest kluczowa, dlatego firmy muszą docierać do nich, żeby skutecznie sprzedawać – podkreśla.

Liczby potwierdzają zdanie eksperta. Warto przytoczyć kultową już kampanię firmy Old Spice z 2010 roku, której motywem przewodnim było hasło „Spójrz na swojego mężczyznę, a teraz na mnie”. Wyemitowany spot okazał się marketingowym strzałem w dziesiątkę – pierwszego dnia miał blisko sześć milionów odsłon – obecnie licznik przekroczył 53 miliony wyświetleń.Nie był to tylko sukces wizerunkowy, ale również komercyjny. Tylko w Stanach Zjednoczonych sprzedaż produktów Old Spice wzrosła o 125 proc. w skali roku. 


Nie tylko branża kosmetyczna czy odzieżowa postanowiła przemówić bezpośrednio do kobiet. W samochodowej również dochodzi do rewolucji, na czele której w zeszłym roku stanął Aston Martin. 

Jak przyznał Andy Palmer, szef motoryzacyjnego potentata, w swojej ponad stuletniej historii producent po raz pierwszy postanowił dokonać zwrotu w kierunku kobiet. Dlatego w 2019 roku na rynek zostanie wprowadzony model, zaprojektowany dla Charlotte – fikcyjnej kobiety, która reprezentuje nową grupę docelową Aston Martina.
	
		
											
					
				
				Aston Martin DBX, czyli samochód dla Charlotte.•Aston Martin
					

Charlotte jest mieszkającą w Kalifornii, zamożną kobietą po trzydziestce. Specjalnie dla niej zaprojektowano pojazd typu crossover o mocnym silniku, ale z dużą przestrzenią w środku, nadającą się do przewozu dzieci. Ta decyzja, zdaniem Palmera, pozwoli osiągnąć Aston Martinowi zaplanowane na przyszłość wyniki sprzedażowe. 


W Polsce jednak dalej brakuje kampanii o takim rozmachu. Marcin Kalkhoff, ekspert od zarządzania marką, w rozmowie z INN:Poland uważa, że rozwój takich przekazów w Polsce to niedaleka przyszłość.

– Kobiety podejmują decyzję przy zakupie bardzo wielu produktów zarówno dla siebie, jak i mężczyzn. Najtrudniej jednak znaleźć innowatora, który podejmie ryzyko i jako pierwszy zdecyduje się otworzyć taki kanał komunikacyjny. To, że coś działa na świecie, nie znaczy, że od razu zadziała w Polsce – mówi. – Warto jednak zestawić drugą wartość – rosnącą konkurencję, która powoduje coraz większy zator reklamowy i niejako wymusza wspomnianą już innowacyjność. A jeśli jakaś firma odniosła już sukces z takim przekazem, to za chwilę będziemy mieli wysyp takich komunikatów. To taki reklamowy owczy pęd – kwituje.Napisz do autora: grzegorz.burtan@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/9fabaf500ad47be781fa72c1f27576ec,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/9fabaf500ad47be781fa72c1f27576ec,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">To kobiety podejmują decyzje zakupowe. A reklamodawcy w końcu to dostrzegają.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
