<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - AKADEMIA INN]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii AKADEMIA INN w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/193,akademia-inn</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,193,akademia-inn" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/siecprzedsiebiorczychkobiet/136855,kobiety-i-biznes-oczywiscie</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/siecprzedsiebiorczychkobiet/136855,kobiety-i-biznes-oczywiscie</link><pubDate>Thu, 24 Aug 2017 16:16:19 +0200</pubDate><title>Kobiety i biznes? Oczywiście!</title><description><![CDATA[<img src="https://m.innpoland.pl/fbab119b88904ec9495b835920d0d170,135,135,1,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;"/>Drogie Czytelniczki, 

Jeśli macie pomysł na biznes, ale zastanawiacie się od czego zacząć albo po prostu potrzebujecie pomocnej dłoni na początku – nasz program akceleracyjny  „Biznes w Kobiecych Rękach” jest dla Was. 

W tym roku już po raz czwarty uruchamiamy program „Biznes w Kobiecych Rękach”.  Rekrutacja nadal trwa – na Wasze zgłoszenia czekamy do 10 września br. lub otrzymania 400 zgłoszeń.


	
		
											
					
				
				Fundacja Przedsiębiorczości Kobiet
					



„Biznes w Kobiecych Rękach” to program akceleracyjny, który w kompleksowy sposób przygotowuje kobiety do budowy oraz rozwoju własnej działalności. Dzięki dotychczasowym trzem edycjom, od czerwca 2014 roku powstało łącznie aż 116 kobiecych startupów. Cieszymy się, że (jak wynika z naszych raportów) aż 90% firm założonych przez uczestniczki, po pierwszym roku nadal funkcjonuje. To dowód na to, że kobiece startupy świetnie radzą sobie na rynku. Wśród firm założonych przez uczestniczki programu BWKR są m.in. Szumisie, Sidly, Footmedica, Szkoła Stepowania TIP TAP, Multi Niania, com4tclick, KF Niccolum, iDid, UndressCode oraz Mellicare. Jeśli Ty też chcesz z nami rozwinąć swoje biznesowe skrzydła – czekamy na Twoje zgłoszenie. 


Kolej na Twój biznes!

W tym roku do programu „Biznes w Kobiecych Rękach” zakwalifikuje się 60 uczestniczek, czyli o 10 więcej niż w poprzednich latach. Rekrutacja składa się z dwóch etapów:
• pierwszym z nich jest zgłoszenie za pośrednictwem formularza on-line, na naszej stronie www.siecprzedsiebiorczychkobiet.pl - formularz aktywny będzie do 10 br. września lub zgłoszenia się 400. osoby;
• drugim natomiast będą 2-minutowe prezentacje kandydatek przed komisją rekrutacyjną. Sesje odbęda się w dniach 11-15 września.

Lista osób zakwalifikowanych do tego programu zostanie ogłoszona do dnia 22 września br.


IV edycja programu rozpocznie się pod koniec września br. i potrwa do marca 2018 r. W ramach 7-miesięcznego programu uczestniczki wezmą udział w m.in. szkoleniach z ekspertami podczas Skillshare Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, gdzie dowiedzą się jak wygląda np. efektywne modelowanie biznesowe, sprzedaż, praca z finansami, promocją, prawem, i księgowością. Każda z uczestniczek będzie także blisko współpracować z wybraną przez siebie mentorką, czyli przedsiębiorczynią, kobietą sukcesu, która należy do Klubu Mentorek Sieci Przedsiębiorczych Kobiet. Przyszłe businesswomen wezmą też udział w spotkaniach networkingowych pozwalających na wzajemną wymianę doświadczeń oraz sesjach BE TE CHANGE, w ramach których członkinie Sieci Przedsiębiorczych Kobiet podzielą się z nimi własnymi historiami biznesowo-życiowymi.


Warto zaznaczyć, że w tym roku uruchamiamy nową ścieżkę STEM (eng. Science, Technology, Engineering, Mathematics), która przeznaczona jest dla startupów technologicznych czy medycznych, których z roku na rok jest coraz więcej. Zajęcia przewidziane dla uczestniczek w ramach tej drogi dostosowane będą do ich potrzeb i skupiać się będą na specyfice środowiska, w jakim funkcjonują młode firmy technologiczne. 

Udział w programie jest bezpłatny! 

Program realizowany jest w partnerstwie z Citi Handlowy, Miastem Stołecznym Warszawa i DELab UW. Finansowanie projektu zapewnia United Way Worldwide, dzięki funduszom przekazanym przez Citi Foundation. 



Katarzyna Wierzbowska i Dorota Czekaj
Fundacja Przedsiębiorczości Kobiet]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fbab119b88904ec9495b835920d0d170,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fbab119b88904ec9495b835920d0d170,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sieć Przedsiębiorczych Kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/134349,pierwszy-taki-projekt-w-polsce-rusza-darmowa-pomoc-prawna-dla-start-upow</guid><link>https://innpoland.pl/134349,pierwszy-taki-projekt-w-polsce-rusza-darmowa-pomoc-prawna-dla-start-upow</link><pubDate>Wed, 19 Apr 2017 10:38:01 +0200</pubDate><title>Pierwszy taki projekt w Polsce. Rusza darmowa pomoc prawna dla start-upów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/1bac54698e4c4715901deda913f9ee75,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Vivus.pl wraz z kancelarią prawną TRIO Legal Snażyk Granicki uruchomili program „Fintech Start – zapytaj prawnika”. Celem akcji jest wsparcie młodych firm, działających w branży fintech. W ramach projektu Vivus Finance gwarantuje start-upom dostęp do bezpłatnych i profesjonalnych konsultacji prawnych. Pierwsza edycja projektu potrwa do końca sierpnia 2017 roku.

Zaniedbanie kwestii prawnych w przypadku start-upu może grozić wstrzymaniem działalności biznesowej, gigantyczną grzywną, a nawet odpowiedzialnością karną. – Początkujący przedsiębiorcy często nie są świadomi tego, jak bardzo ważne jest dopilnowanie najmniejszych szczegółów – mówi w rozmowie z INN:Poland Ewelina Makowska, dyrektor departamentu prawnego w Vivus.pl, lidera rynku pożyczek internetowych w Polsce. – Też byliśmy start-upem. Wiemy, jakie trudne jest przebrnięcie przez tę gehennę prawną. Zwłaszcza, gdy jesteś małą firmą i nie stać ci na profesjonalną obsługę prawną. Dlatego uruchomiliśmy program „Fintech Start – zapytaj prawnika” – dodaje Makowska.


Start-upy uzyskają wsparcie w takich dziedzinach jak własność intelektualna, świadczenie usług przez Internet, prawo handlowe (prawo spółek), umowy inwestycyjne czy umowy o zachowaniu poufności, jak i ustawy bezpośrednio opisujące obszary zainteresowań rynku fintech. 

– Start-up przychodzi do prawnika w momencie, gdy jest świadomy, że potrzebuje pomocy prawnej. Niestety najczęściej jest tego świadomy na późniejszym etapie, kiedy coś mu się złego stało. Koszty odkręcania odkręcania takiej sytuacji – w tym koszty związane nie tylko z pracą prawnika, ale też z karami – są dziesięciokrotnie bądź dwudziestokrotnie większe – dodaje ze swojej strony Michał Sas, prawnik z TRIO Legal Snażyk Granicki – Dlatego zadbanie o kwestie prawne na wczesnym etapie działalności jest kluczowe – stwierdza. 


„Fintech Start – zapytaj prawnika” oferuje wsparcie prawne w tak newralgicznych momentach jak negocjacja umowy z funduszem inwestycyjnym czy próby komercjalizacji technologii. Pomoc Vivus jest skierowana również do tych osób, którzy dopiero co przymierzają się do własnej działalności biznesowej w branży fintech. By umówić się z prawnikiem, wystarczy wypełnić formularz, znajdujący się na stronie www.fintechstart.pl oraz zaakceptować umowy o zachowaniu poufności. Więcej informacji o tym, jak skorzystać z pomocy, przygotowaliśmy w specjalnym materiale wideo. Artykuł powstał we współpracy z Vivus.pl "Fintech Start - zapytaj prawnika" - szczegóły projektu
Vivus Finance to lider rynku pożyczek internetowych w Polsce. Firma  regularnie dostaje wyróżnienia w zakresie innowacyjnych rozwiązań w procesie obsługi klienta. Vivus został wyróżniony między innymi prestiżową nagrodą Gwiazda Jakości Obsługi, statuetką Fintech Gala Awards za najlepsze rozwiązanie pożyczkowe, a także trzykrotnie Złotym Laurem Klienta.
 TRIO Legal Snażyk Granicki to kancelaria, posiadająca wieloletnie doświadczenie we współpracy z klientami z sektora nowych technologii. Eksperci wspierają klientów asystując przy sporządzaniu umów licencyjnych oraz w aliansach strategicznych i partnerstwach korporacyjnych. Dbają m.in. o prawne zagwarantowanie całkowitej ochrony patentowej oraz rejestrację znaków towarowych. Zapewniają też pełną obsługę prawną przy porozumieniach o współpracy na rzecz rozwoju oraz porozumieniach badawczo-rozwojowych, komercjalizacji wyników badań naukowych, a także podczas przygotowywania umów outsourcingowych i dystrybucyjnych (online / offline). Doradzają w trakcie całego procesu inwestycyjnego oraz przy sporządzaniu umów dot. nabycia lub sprzedaży technologii. Artykuł powstał we współpracy z Vivus.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1bac54698e4c4715901deda913f9ee75,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1bac54698e4c4715901deda913f9ee75,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">„Fintech Start – zapytaj prawnika” to projekt skierowany do młodych przedsiębiorców działających w branży fintech.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/siecprzedsiebiorczychkobiet/133457,przedsiebiorczosc-jest-kobieta</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/siecprzedsiebiorczychkobiet/133457,przedsiebiorczosc-jest-kobieta</link><pubDate>Mon, 06 Mar 2017 12:18:24 +0100</pubDate><title>Przedsiębiorczość jest kobietą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c11a1c52a988a35ee8527538648bb16b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />- Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie. Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę – powiedziała kiedyś Maria Skłodowska - Curie. Przedsiębiorcze kobiety, które tworzą Sieć Przedsiębiorczych Kobiet, udowadniają, że ciężka praca, odwaga i wiara w to, że marzenia mogą się spełnić, dodają siły. Tym samym pokazują, że słowa wypowiedziane przez słynną Polkę lata temu do dziś są aktualne.

Poznajmy się! 

Sieć Przedsiębiorczych Kobiet to jedna z inicjatyw podjętych przez Fundację Przedsiębiorczości Kobiet. To wyjątkowa społeczność tworzona przez przedsiębiorcze kobiety - zarówno te, które już osiągnęły sukces na polu zawodowym, jak i te dopiero zaczynające swoją przygodę z biznesem. To platforma wymiany kontaktów, przestrzeń do dzielenia się doświadczeniami, źródło wsparcia i inspiracji. 

Członkinie Sieci są zarówno właścicielkami firm, dyrektorkami, specjalistami w różnych dziedzinach, pracują też w wolnych zawodach. Realizują przeróżne projekty od wnętrzarskich czy gastronomicznych przez kosmetologiczne, finansowe aż po medyczne. Każda z nich ma inne pasje, marzenia i doświadczenia. Wszystkie mają jednak jedną wspólną cechę – chętnie dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem i (co ważne!) entuzjazmem. 


Spotkajmy się! 

Spotkania Sieci Przedsiębiorczych Kobiet organizowane są regularnie – średnio raz, dwa razy w miesiącu. Spotykamy się na Śniadaniach SPK z udziałem gości i wieczornych sesjach networkingowych (np. spotkania BeTheChange). Dyskutujemy o trendach, konkretnych przypadkach, pomysłach – czasami ze świata nauki, czasami sztuki, zawsze mając z tyłu głowy biznes. Dlatego też postanowiliśmy, że naszą wiedzę i doświadczenie będziemy przekazywać również za pomocą artykułów na blogu. 

Postanowiłyśmy dołączyć do grona blogerów INNPoland po to, by edukować, mobilizować i zarażać pozytywną energią. Po to, by pokazać czytelnikom – a w szczególności czytelniczkom – jak wielki drzemie w nich potencjał. W końcu po to, by pokazać kobietom, które mają pomysły, ale nie mają odwagi lub funduszy, że mogą liczyć na wsparcie, zarówno mentoringowe, jak i finansowe (tak, wśród nas są także inwestorki). 


Działajmy! 

Mamy nadzieję, że nasze wpisy i historie zachęcą kobiety do podejmowania odważanych decyzji biznesowych, zakładania swoich startupów, a także zaangażowania się w działania Sieci i Fundacji. 
Jak już wspomniałyśmy – jesteśmy tutaj dla Was. Zachęcamy Was do rekomendowania tematów, o których chcielibyście przeczytać, a także komentowania tekstów, które tu znajdziecie. 

Do zobaczenia!

Katarzyna Wierzbowska i Dorota Czekaj]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c11a1c52a988a35ee8527538648bb16b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c11a1c52a988a35ee8527538648bb16b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sieć Przedsiębiorczych Kobiet</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/133043,nie-tylko-facebook-co-musisz-wiedziec-o-instagramie-zanim-pochwalisz-sie-na-nim-swoim-biznesem</guid><link>https://innpoland.pl/133043,nie-tylko-facebook-co-musisz-wiedziec-o-instagramie-zanim-pochwalisz-sie-na-nim-swoim-biznesem</link><pubDate>Thu, 23 Feb 2017 15:35:48 +0100</pubDate><title>Nie tylko Facebook. Co musisz wiedzieć o Instagramie, zanim pochwalisz się na nim swoim biznesem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/823be25710c7e8bec7126c042dab2023,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Otwieramy lodówkę, a tam... Facebook. Poszukując w Google odpowiedzi na pytanie „jak wypromować firmę w social media?” natrafiamy na stertę poradników dotyczących tego portalu. A „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Przesyt treści w Facebooku komplikuje zadanie, więc sprytni biznesmeni zaczynają szukać kanałów promocji gdzie indziej. Na przykład na Instagramie, który nie jest wcale domeną celebrytów, modeli czy sportowców. Jak i komu może się on przydać?

Geneza
Na początku krótki rys historyczny. Instagram powstał w 2010 r. w USA. Został pomyślany jako bezpłatna aplikacja mobilna, a także serwis internetowy do dzielenia się zdjęciami o kwadratowym formacie na wzór fotografii robionych aparatami Polaroid. Od samego początku fotki można było udostępniać nie tylko użytkownikom samej apki, ale także portali społecznościowych takich jak Facebook, Twitter, Tumblr i Flickr.

W 2012 roku właścicielem Insta stał się Facebook. Pod skrzydłami marki Marka Zuckerberga serwis fotograficzny przeszedł rewolucję – przestał być sparowany z Twitterem, za to został wzbogacony o opcję zamieszczania filmów i zgodnie z wymogami czasów – materiałów reklamowych. Od sierpnia 2016 r. na portalu w ramach Instragram Stories można wrzucać tzw. ulotne treści, które znikają po 24 godzinach od daty ich publikacji. 
	
		
											
					
				
				Popularność serwisu i aplikacji Instagram w Polsce
					

Instagramowicz, czyli kto?
Znamy to powiedzenie – „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Dlatego każdy biznes, zwłaszcza stawiający pierwsze kroki, musi określić swoją grupę docelową. A więc zasadnicze pytanie, na które musisz sobie odpowiedzieć, chcąc rozstawić własny kram na Instagramie, to – czy moja grupa docelowa pokrywa się z profilem amatora tego serwisu? 


Obraz przeciętnego użytkownika z Polski wyłania się z najnowszych badań wykonanych przez Gemius/PBI (styczeń 2017). Pokazują one, że z aplikacji mobilnej korzysta 2,5 mln osób, natomiast z serwisu www – 4,6 mln osób. Uwzględniając współczynnik współoglądalności, łącznie daje to niemałą grupę, bo liczącą 6,3 mln internautów. Jest więc, o kogo walczyć. 

Miłością do wirtualnego króla fotografii pała więcej kobiet (3,7 mln) niż mężczyzn (2,6 mln). Co nie powinno nikogo dziwić – dominują osoby młode, głównie w wieku 15-35 lat. A więc im więcej wiosen na karku, tym większa odporność na roztaczany przez Instagram urok. 
	
		
											
					
				
				Wiek użytkowników Instagramu w Polsce (aplikacja + serwis www)
					

 Największą liczebnie grupę userów tworzą osoby z wykształceniem średnim (2,4 mln) i wyższym (niemal 2 mln). Co zaskakujące – na pierwszym miejscu są mieszkańcy wsi (2,2 mln), a w drugiej kolejności osoby mieszkające w dużych miastach (nieco ponad 900 tys.). Wychodzi na to, że w modzie są zdjęcia na łonie natury niż w murach dusznych metropolii.


Kreśląc portret polskiego miłośnika Instragramu, autorzy badania zwracają uwagę na jeszcze jeden fakt – wyraźnie większe zainteresowanie serwisem niż aplikacją, która miała być przecież motorem napędowym tej marki. Jak wytłumaczyć ten paradoks? Większy ruch strona www prawdopodobnie zawdzięcza linkowaniu wprost z innych platform społecznościowych. Również karmiące się fotkami celebrytów strony tabloidów odgrywają tutaj niemałą rolę.
	
		
											
					
				
				Wykształcenie użytkowników Instagramu w Polsce (aplikacja + serwis www)
					

 Biznes na marce Insta 
Liczna grupa Polaków korzystających z Instagramu czyni z niego narzędzie marketingu, obok którego biznes nie powinien przejść obojętnie. Tylko jak się wybić i zdobyć na nim obserwatorów? – Przede wszystkim musimy zastanowić się, czy produkty lub usługi, które oferujemy, można atrakcyjnie pokazać na Instagramie. Czy mamy ciekawy pomysł na zaprezentowanie ich za pomocą zdjęć lub filmów lub też angażującą historię do opowiedzenia – podpowiada Anna Miotk, dyrektor ds. komunikacji w PBI.Garść porad dla początkujących
• Podstawą powodzenia na Instagramie jest lista kluczowych hashtagów, czyli oznaczeń najcelniej oddających treść publikowanych przez nas postów. To one decydują o tym, jakie wyniki otrzyma internauta przeszukujący ogromne zbiory tego serwisu. Korzystajmy więc z popularnych zwrotów, ale twórzmy też własne unikalne tagi.

• W Instragramie komunikujemy się głównie materiałami wizualnymi, a nie tekstem umieszczanym na zdjęciu. Nie mniej jednak nie zaszkodzi umieścić w pierwszej linii opisu link do strony głównej czy produktu, którego dotyczy zdjęcie.

• Jeśli nasze produkty nie są zbyt fotogeniczne, możemy albo wyeksponować je w miłym dla oka środowisku albo przenieść zainteresowanie obserwatora na pracujących nad nimi ludzi, czyli promować firmę, pokazując jej ludzką twarz.

• Warto regularnie wrzucać zdjęcia na swój profil, najlepiej w godzinach popołudniowych, gdy jest większy ruch. Nowemu biznesowi przyda się codzienna wrzutka, więc kto ma słomiany zapał i narzeka na brak czasu, niech odpuści sobie ten kanał komunikacji.

• Swoje projekty można promować przez pryzmat związanych z nimi ciekawostek czy detali. Dla przykładu, możliwość zajrzenia za kulisy produkcji wydaje się być dobrym pomysłem na przyciągnięcie uwagi Instragramowiczów.

• Zachętą do share’owania postów są wszelkiej maści konkursy. Najprostsze polegają na wyborze najlepszego zdjęcia. Sprawdza się również patent, gdy w ramach konkursu namawiamy naszych fanów na wrzucanie zdjęć związanych np. z zakupami naszych produktów.

• Wrzucając zdjęcia na Insta, posiłkujmy się bezpłatnymi, za to niezwykle użytecznymi narzędziami takimi jak Canva (obróbka zdjęć), Instaquote (zamiana tekstu w grafikę) czy Recite (wyszukiwarka nośnych cytatów i złotych myśli). 

• Firmowy profil na Instragramie reklamujmy, umieszczając na naszej oficjalnej stronie wtyczkę, która będzie wyświetlała ostatnie opublikowane zdjęcia. Jaki biznes powinien celować w ten kanał social media? – Do profilu Instagramu pasują wszystkie branże, które mogą pokazać na zdjęciach swoje produkty lub też za pomocą zdjęć potrafią zbudować ciekawą narrację wokół swojej działalności. Raczej będą to też firmy działające w modelu business to consumer niż business to business – komentuje przedstawicielka PBI.


Anna Miotk zaznacza, że Instagram nie jest wykorzystywany stricte w kontaktach służbowych, a raczej stanowi narzędzie, które umila nam czas prywatny, pomaga poszukiwać inspiracji czy podtrzymywać kontakt ze znajomymi. Biorąc pod uwagę specyfikę tego serwisu, a także profil użytkownika z przytoczonych badań, nietrudno jednak wskazać branże skrojone na jego miarę.

Promujący firmę profil na Instragramie jawi się jako społecznościowy „must have” dla biznesów rozkręcanych w gastronomii (fotki serwowanych w lokalu pyszności przemawiają bowiem do wyobraźni) czy modzie (projektowane ze smakiem suknie zapierają dech w piersiach). Na Instagramie może też rozkwitnąć rzemiosło, bo co jak co, ale unikalne ozdoby przykuwają wzrok. I wreszcie to serwis stworzony pod szeroko rozumianą branżę entertainment (eventy, kluby, koncerty itp.)
	
		
											
					
				
				Dublowanie treści z innych social media na Instragramie marnuje potencjał tego serwisu jako narzędzia promocji•Pixabay.com
					

A jakie błędy popełniają raczkujące na Instagramie firmy? – Najczęściej spotykane to powielanie treści z innych kanałów. Jedna z firm, które obserwuję, niedawno założyła sobie konto na Instagramie, gdzie przekleja te same obrazki, które umieszcza jako ilustrację grafik na Facebooku. To duży błąd. Lepiej nie być na Instagramie w ogóle niż powtarzać jeden do jednego to samo, co znajduje się na fanpejdżu firmy na Facebooku – tłumaczy Anna Miotk.


Instagram nie jest więc dla wszystkich i nie każdy musi na nim być. To bardziej czasochłonne i wymagające dobrej strategii narzędzie promocji czy komunikacji z klientem, a sprowadzanie go do roli klona Facebooka mija się z celem. Nie mamy czasu żonglować zdjęciami czy video? Nie bawmy się w Insta. A jeśli mamy do tego smykałkę, możemy na nim sporo zyskać, tylko traktujmy go serio.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/823be25710c7e8bec7126c042dab2023,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/823be25710c7e8bec7126c042dab2023,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Instagram to specyficzny serwis społecznościowy, ale jego potencjał firmy z pewnych branż mogą przekuć w swój sukces</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132727,pytanie-ktore-stawia-sobie-kazdy-biznes-10-krokow-jak-zdobyc-i-utrzymac-klienta</guid><link>https://innpoland.pl/132727,pytanie-ktore-stawia-sobie-kazdy-biznes-10-krokow-jak-zdobyc-i-utrzymac-klienta</link><pubDate>Thu, 09 Feb 2017 09:22:40 +0100</pubDate><title>Pytanie, które stawia sobie każdy biznes. 10 kroków, jak zdobyć i utrzymać klienta</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/89cb23eceabc1a1563da15f524516ee5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Praca nie poszła na marne. Wreszcie otworzyłeś swój sklep, punkt usługowy, salon. Gratulacje, ale najtrudniejsze dopiero przed tobą. Bo jak w oceanie, w którym pływają już grube ryby biznesu, masz złowić klienta? Tym bardziej, że później będziesz musiał jeszcze nagimnastykować się, żeby nie urwał się z twojej wędki.

Nie miej złudzeń. W walce o nowego czy starego klienta przyjdzie ci stoczyć bój na każdym polu. Apki to wspaniały wynalazek, lecz ukrywanie się za nimi jak za murem nie pozwoli ci rozwinąć skrzydeł. Ale też bezczynne siedzenie w biurze w oczekiwaniu na kolejkę chętnych i z alergią na internet nic dobrego nie przyniesie. Musisz połączyć jedno z drugim – świat online z rzeczywistością offline. Oto 10 prostych kroków, które pomogą ci w tym wyzwaniu. 

Utrzymanie klienta jest tańsze niż pozyskanie nowegoJak mawiał klasyk „oczywista oczywistość”, jednak wiele firm zapomina o tej prostej zasadzie. Kiedy „złapią” już klienta, traktują go jak dojną krowę, z której trzeba wycisnąć jak najwięcej, natomiast przed nowymi rozkładają przysłowiowe złote dywany. Dziś ta metoda grozi raczej plajtą, bo liczna konkurencja i zażarty wyścig na ceny sprawiają, że tzw. superoferty często różnią się od siebie minimalnie, żeby nie powiedzieć pozornie. Aby się przebić, trzeba się zatem napocić.


Co to oznacza? Być może klient skusi się w końcu na twoją ofertę dla tych kilku złociszy więcej w kieszeni, ale jeśli nie zapracujesz na jego lojalność wcześniej czy później porzuci cię dla innej marki i poszuka swego szczęścia gdzie indziej. Filarem są więc stali klienci i to na nich musisz chuchać i dmuchać. Jak ich zjednać? Nie tylko obniżkami, ale także urozmaicaniem oferty, niezawodną komunikacją i przede wszystkim indywidualnym podejściem! Bliskie relacje z klientemKlient uwielbia, kiedy jest pępkiem świata dla firmy, a nie tylko jednym z maluczkich w wielkim oceanie kupujących/usługobiorców. Musisz o to zadbać albo przynajmniej stworzyć takie wrażenie. Nie obejdzie się bez prowadzenia bazy danych klientów. Nie zakładaj jej jednak tylko z myślą o tym, kto najwięcej zapłacił Ci za produkty, czy usługi – traktuj swoich klientów podmiotowo, a nie przedmiotowo.


W takiej bazie w razie możliwości powinny znaleźć się poza, rzecz jasna, danymi kontaktowymi (telefon, e-mail, profile w social media), informacje o ważnych dla klienta datach i jego zainteresowaniach zakupowych. Wykorzystaj te źródło do sprawdzenia, co wspólnego ze sobą mają twoi klienci – pomoże ci to w konstruowaniu oferty dla tych nowych. Tych najlojalniejszych monitoruj i okazuj im zainteresowanie poprzez częsty i najlepiej bezpośredni kontakt (to właśnie oni przysporzą ci więcej klientów niż pospolita w necie reklama).
	
		
											
					
				
				Nieobecni biznesu nie robią – udział firmy w eventach branżowych budowaniu marki nie zaszkodzi.•Fot. NRF / Wikimedia Commons
					

Jak zdobywać informacje? Opcji jest multum: formularze rejestracyjne, fora dyskusyjne, posty na Facebooku, plug-iny na stronie internetowej. A offline? Eventy okolicznościowe, czyli targi, wystawy, konferencje. Do wyboru, do koloru.


Kto pyta, nie błądziMasz duszę biznesmena, ale musisz myśleć jak klient. Ile razy miałeś ochotę podzielić się swoimi wrażeniami o zakupionym produkcie/usłudze, ewentualnie ponarzekać na jego/jej niedoróbki? Twoi klienci są ulepieni z tej samej gliny. Na wszystkich kanałach komunikacji bądź więc pierwszym, kto zainicjuje taką dyskusję. Pytaj klientów o ich wrażenia i potrzeby, nie bój się negatywnych opinii, bo nie ma nic gorszego niż chowanie głowy w piasek i udawanie, że problemu nie ma.

Nie miej słomianego zapału – nie otwieraj wątku tylko po to, aby później ignorować pojawiające się w nim pytania i komentarze. Internauci nienawidzą, gdy na fanpage'u panuje głucha cisza ze strony jego właśćiciela, nie mówiąc, że stanowi to świetną pożywkę dla internetowych trolli. Na hejt, choć to trudne, odpowiadaj dawką sympatii, żartem, gaś ten ogień, zanim na dobre się rozprzestrzeni. A na maile odpisuj najpóźniej do 2 dni od daty ich wysłania (3/4 klientów piekli się już, gdy w tym czasie nie otrzymuje odpowiedzi na wysłaną wiadomość). 


Po co to wszystko? Poza okazaniem kultury osobistej (jak ktoś pyta, wypada odpowiedzieć) tworzenie społeczności przypatrującej się rozwojowi twego biznesu to również patent na profilowanie twoich klientów według ich potrzeb i preferencji.
	
		
											
					
				
				Ignorowanie w serwisach społecznościowych poruszanych przez użytkowników problemów to plama na wizerunku firmy•Zrzut ekranu ze strony https://www.facebook.com/plus/
					

Numer telefonuNajcenniejszym kontaktem, jaki możesz pozyskać, jest numer telefonu. Skrzynka na poczcie mailowej czy w social media to niewątpliwie zdobycz cywilizacji, ale to właśnie ten ciąg kilku cyfr jest na wagę złota. W dobie wydzwaniających konsultantów oferujących cuda na kiju ludzie coraz mniej chętnie dzielą się z „obcymi” swoim numerem telefonu. 


Co musisz zrobić, by go zdobyć? W formularzach kontaktu/zamówienia ustaw pole do podania takiego numeru (ale niech będzie opcjonalne, a nie przymusowe, bo zniechęca użytkownika do kontaktu). W dyskusjach na forach publicznych unikaj próśb o jego przekazanie (to niemile widziane), ewentualnie proś o niego, gdy rozmowa jest prywatna, a pierwsze lody z klientem już przełamane. Przy kontakcie w cztery oczy najłatwiej go pozyskać. Zapytaj, czy możesz go otrzymać, aby wysłać smsa do klienta z informacją o promocji. 
	
		
											
					
				
				Numerami telefonów w celach marketingowych należy posługiwać się z głową•Pexels.com
					

Ale będą też sytuacje, że to do ciebie inni wykręcą numer. Takich klientów musisz mieć zwłaszcza na oku, bo jeśli ktoś zadał sobie trudu, by porozmawiać przez telefon, to znaczy, że mu zależało albo miał pilną sprawę do załatwienia. Z tych wszystkich pozyskanych numerów koniecznie zrób sobie książkę adresową! Stała spersonalizowana komunikacjaByła już o tym mowa, ale temat wymaga dłuższej dyskusji. Klient to takie stworzenie, które lubi, gdy wychodzi się mu naprzeciw. Na stronie internetowej idealnym rozwiązaniem jest więc komunikator (live chat), dzięki któremu możesz od razu zaoferować pomoc zainteresowanemu i odpowiedzieć na chodzące mu po głowie pytania. 


Z braku czasu przekaz często będziesz kierował do ogółu. Dla najwierniejszych odbiorców twojej oferty musisz jednak znaleźć chwilkę. Zanim jednak zagadasz do nich bezpośrednio na social media, dobrze rozeznaj się w ich historii, aby nie zaliczyć wpadki. Wobec stałych i wracających klientów zabiegaj o umówienie rozmowy na Skype lub zorganizowanie spotkania w cztery oczy. Skracaj dystans między światem online a offline, gdy tylko nadarza się taka okazja. 

W kontakcie z klientami nieocenione są smsy przypominające o zbliżającej się wizycie, nadchodzących wyprzedażach i promocjach czy ważnych wydarzeniach w życiu firmy. Tworzenie ich treści to nie lada sztuka. Muszą być zwięzłe, napisane prostymi słowami, ale niekoniecznie nudne i sztywne – śmiało można pozwolić sobie na szczyptę humoru, dołączyć uśmiechniętą buźkę, GIF-a czy inny obrazek, zwłaszcza, jeśli treść smsa ma mieć charakter reklamowy. Przy wysyłce treści zaadresowanych do wszystkich dodatkowo sprawdzi się newsletter.
	
		
											
					
				
				Smsowy „przypominacz” podtrzymuje więź z klientem•123rf.com
					

System lojalnościowyOpracowanie autorskiego systemu lojalnościowego to przepis na sukces, zwłaszcza w branży e-commence. Użytkownik, który po raz pierwszy wejdzie na twoją stronę, musi zobaczyć, że przy kolejnych zakupach będzie mógł zapłacić mniej. Nagradzanie i premiowania stałego klienta za to, że kupuje właśnie u ciebie czy korzysta z twoich usług „zakotwiczy” go przy twojej firmie.


W programach lojalnościowych opłaca się stawiać na różnorodność. Można wyjść z promocją dedykowaną (np. zarezerwowany dla konkretnego klienta kod zniżkowy lub gratisowy produkt), dodatkowo zaproponować stałe rabaty (automatyczna zniżka przy większej liczbie zakupów) a całość wzbogacić programem partnerskim (prowizja dla klienta za reklamowanie twojej marki w sieci).
	
		
											
					
				
				Program lojalnościowy może mieć formę zbieranych w czasie zakupów punktów, za które potem można uzyskać określony rabat•Zrzut ekranu ze strony allegro.pl
					

Wieści o rabatach i innych korzyściach przekazuj zarówno newsletterem (mailing), jak i smsami. W tym drugim przypadku możesz zindywidualizować ofertę, organizując promocje na swoje produkty/usługi specjalnie dla wybranych z książki adresowej klientów. Na wysyłkę tych wiadomości przeznaczaj weekendy (ludzie mają wtedy na ogół więcej czasu na zapoznanie się z przesłaną treścią).Cross-sellingChcesz zachęcić klienta do większych zakupów ale bez natarczywości? Cross-selling wymyślono właśnie po to, aby zyski płynęły szerszym strumieniem do twojej kieszeni. Technika tzw. sprzedaży krzyżowej polega na bardzo prostym zabiegu. Do zakupionego przez klienta produktu oferuje mu się uzupełniający asortyment – dobra komplementarne. Widząca je osoba ma sobie pomyśleć: „o, to może mi się przydać”.


Przykład? Klient kupił buty. Niech po złożeniu zamówienia wyświetli mu się propozycja kupna pasty do butów, ale też pasującej do obuwia torebki. Albo laptop. I tu analogicznie – w ramach cross-sellingu można mu zaoferować mysz komputerową czy zewnętrzną klawiaturę. 

Technika cross-sellingu to lep na stałych klientów, stąd trzeba przyłożyć się do porządnej selekcji produktów, które rzeczywiście wpiszą się w ich preferencje. Stosuj ją zwłaszcza, gdy klient ma „otwarty portfel”, czyli podczas dokonywania zakupów lub na początkowym etapie składania zamówienia. Można, a nawet warto, połączyć ją z programem lojalnościowym.
	
		
											
					
				
				Automatyczna informacja o uzupełniających produktach podczas oglądania rzeczy i dokonywania zakupów w sklepie internetowym to typowy przykład cross-sellingu.•Zrzut ekranu ze strony empik.com
					

Platforma komunikacjiKontakt ma być wygodny dla klienta, to oczywiste, ale powinien być tak pomyślany, żebyś i ty miał pewien komfort i nie rwał sobie włosów z głowy. Chodzi o to, żeby uzyskać jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Bo spędzanie calutkich dni na korespondencji z klientelą wykończy każdego i odbije się negatywnie na innych obowiązkach. Biznes trzeba dynamizować, ale i automatyzować, w czym pomogą platformy masowej komunikacji takie jak stworzone przez sieć Plus MultiInfo SOHO. Skrót SOHO oznacza tutaj Small Office/Home Office, czyli to, że rozwiązanie zostało przygotowane specjalnie z myślą o właścicielach mniejszych firm.


W tego typu aplikacji dostępnej poprzez stronę www, zbierane od odwiedzających cię osób numery wprowadzasz do książki adresowej i grupujesz w zależności od potrzeb określonych grup klientów, po czym ustawiasz harmonogramy wysyłek. To sprawdzona metoda na grupową wysyłkę smsów, przydatna w szczególności przy organizowaniu promocji. Klient może odpowiedzieć na otrzymany z platformy sms. Całością akcji wysyłkowych możesz stale zarządzać w aplikacji bez żmudnego wysyłania pojedynczych SMS-ów, przypadkowych błędów w treści czy adresacji. A numer telefonu pokazujący się przy dostarczonym do klienta smsie możesz zastąpić własnym nadpisem – np. "Sklep Agata" albo "Twój Fryzjer”. 


Tego typu usługa będzie też wybawieniem w okresie, kiedy twój biznes idzie wyjątkowo gorzej. Podczas posuchy warto dynamizować sprzedaż jak tylko się da, a więc próbować tworzyć oferty specjalne czy promocje dla stałych klientów. W dobie smartfonów w kampanii SMS możesz śmiało umieścić link do strony www lub Twojego fanpage’a na Facebooku, gdzie znajdą się szczegóły nowej oferty. A bez numeru telefonu i platformy komunikacji SMS takiej jak na przykład MultiInfo SOHO w Plusie tak szybka i bezpośrednia komunikacja będzie o wiele trudniejsza.
	
		
											
					
				
				MultiInfo SOHO to usługa skierowana do firm i instytucji, które chcą szybko i efektywnie komunikować się dwukierunkowo z dużymi grupami osób•Plus
					

Jakość produktów/usługOferta firmy musi być jak udany związek, w którym codziennie pracuje się na to, aby płomień miłości nie wygasł. Dlatego nie ma nic gorszego niż produkt/usługa, która na samym starcie zbiera laury, ale z biegiem czasu traci na jakości, bo ją zaniedbujesz i liczysz, że będziesz odcinał kupony od dobrego pierwszego wrażenia, jakie zrobiła na twoich klientach.


Jak powinno to wyglądać w praktyce? Jeśli parasz się fryzjerstwem, nie żyw przekonania, że po pierwszej pięknej fryzurze możesz zacząć odstawiać fuszerkę, bo przecież twoi goście muszą gdzieś się strzyc. A może zaprojektowałeś użyteczną aplikację? Świetnie, ale zachwyt nią u użytkowników wyparuje, jeśli z czasem wykryte w niej „bugi” nie zostaną przez ciebie usunięte. Prowadzisz e-sklep i ruszasz z wyprzedażą? Powodzenia, tylko czemu formularz kontaktu na twojej stronie od dłuższego czasu wita robiących zakupy nieznośnym komunikatem „ERROR”?

Jakość produktu/usługi utrzymywana na podobnym lub wznoszącym się poziomie – oto jedna z gwarancji niezatapialności, a przynajmniej względnej trwałości rozkręcanego przez ciebie biznesu.Jakość obsługi    Temat rzeka, ale w telegraficznym skrócie sprowadza się do ciągłego szlifowania biznesu od strony czynnika ludzkiego (wizerunek sprzedawcy/usługodawcy) i technicznego (lokal, komunikacja). 


Liczy się zatem twoja (tudzież twoich pracowników) osobowość i kultura osobista. Czy potrafisz aktywnie słuchać? Czy sprawiasz wrażenie eksperta? Czy w razie błędów, które są rzeczą ludzką, będziesz w stanie przekuć początkowe niezadowolenie klienta w jego satysfakcję z końcowego rozstrzygnięcia całej sprawy? Jeśli na większość z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, jesteś na dobrej drodze do odhaczenia z listy punktu „jakość obsługi”.
	
		
											
					
				
				Nawet najlepsza usługa nic nie da, jeśli jakość obsługi klienta będzie fatalna•123rf.com
					

Świadectwo obsłudze wystawia też „infrastruktura” firmy. W ogólnym ujęciu – własna strona internetowa, obecność w social media, sprawny system przyjmowania i realizacji zamówień, różnorodność narzędzi stałego kontaktu, komfortowa obsługa reklamacji, opcja wyrażania opinii czy przedstawiania własnych pomysłów (czyli budowa społeczności wokół własnego biznesu). Wszystko to zatrzymuje klienta przy firmie jak jądro atomu, które nie pozwala uciec elektronom.Artykuł powstał we współpracy z Plus ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/89cb23eceabc1a1563da15f524516ee5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/89cb23eceabc1a1563da15f524516ee5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Złapać i nie puścić. Cała sztuka w tym, by klienta nie zniechęcić</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132505,abonament-na-bezpieczenstwo-jedna-funkcja-sprawia-ze-monitoring-firmy-warto-zlecic-sieci-komorkowej</guid><link>https://innpoland.pl/132505,abonament-na-bezpieczenstwo-jedna-funkcja-sprawia-ze-monitoring-firmy-warto-zlecic-sieci-komorkowej</link><pubDate>Thu, 02 Feb 2017 14:18:52 +0100</pubDate><title>Abonament na bezpieczeństwo: jedna funkcja sprawia, że monitoring firmy warto zlecić sieci komórkowej</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/23a839dd77aadc6811a439c36ac42143,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ile wysiłku kosztuje utrzymanie firmy na rynku świeżo upieczony przedsiębiorca przekonuje się w momencie, w którym rodzina i znajomi zaczynają, z pewną dozą nieśmiałości, sugerować, że może czasem powinien jednak wracać z biura do domu. Praca po 12 godzin na dobę, chęć kontroli wszystkiego i wszystkich - to grzechy wielu młodych i ambitnych właścicieli firm. Z drugiej strony, rękę na pulsie można trzymać przecież wirtualnie - instalując monitoring.

Panujący wśród przedsiębiorców kryzys zaufania jest po części zrozumiały. Słysząc doniesienia o przypadkach milionowych wyłudzeń czy wewnętrznych kradzieży trudno nie popaść w paranoję - nawet jeśli dana firma jeszcze przez jakiś czas sześciocyfrowych przychodów nie będzie notowała. Instalacja systemu monitoringu wydawałoby się w takiej sytuacji rozwiązaniem dość sensownym - spokój ducha zyskałby zarówno przedsiębiorca (z oczywistych względów), jak i potencjalni pracownicy, zabezpieczeni na wypadek ataku podejrzliwości ze strony szefa. 

Z wdrożeniem takiego rozwiązania wielu właścicieli małych i średnich jednak zwleka. W przypadku rozwiązań dostarczanych przez firmy ochroniarskie często konieczne jest kosztowne okablowanie pomieszczeń. Teoretycznie, mini-kamery znajdują się na wyposażeniu każdego elektromarketu, monitoring biura można teoretycznie zorganizować samodzielnie. Teoretycznie, bo problemem pozostawała obsługa teleinformatyczna takiego przedsięwzięcia. Niszę na rynku postanowiły wykorzystać telekomy. 


Przykładem może być „Bezpieczna Firma” - usługa, którą oferuje Plus. W ramach abonamentu użytkownik otrzymuje dwie kamery oraz dostęp do aplikacji pozwalającej śledzić przesyłany z nich obraz z poziomu smartfona, tabletu czy strony www. Właścicielowi biura czy narażonego na drobne kradzieże sklepu wystarczy więc jedna wizyta w salonie Plusa, aby zaopatrzyć się we wszystkie narzędzia do monitoringu. Z instalacją i konfiguracją sprzętu musi poradzić sobie co prawda sam, ale twórcy rozwiązania zapewniają, że kłopotów z tym mieć nie powinien.

- Instalacja jest bardzo prosta. Klient nie potrzebuje specyficznej wiedzy technicznej, by zainstalować kamerę. Proces trwa tylko kilka sekund, a aplikacja przeprowadzi użytkownika przez wszystkie kroki instalacji. Klient podczas procesu instalacji może wybrać czy kamera docelowo będzie łączyć się z Internetem za pomocą kabla czy bezprzewodowo (Wi-Fi). Ta druga opcja pozwala na ustawienie urządzenia w dowolnym miejscu. Ważne, żeby oko kamery obejmowało obszar, na którym najbardziej nam zależy - tłumaczy Malwina Dziekoń z firmy Locon odpowiedzialnej za stronę techniczną rozwiązania.
	
		
											
					
				
				Fot. Plus
					

Sterowanie kamerą jest również możliwe za pomocą aplikacji oraz konta na www. Kamerę możemy obracać z poziomu aplikacji w płaszczyznach góra/dół i na boki. Pomieszczenia monitorowane są całą dobę - nawet w nocy, bo kamery samoczynnie przełączają się pomiędzy trybami dzienny/nocny, kontrolując natężenie światła. Dzięki temu niezależnie od tego gdzie jesteśmy, możemy zobaczyć w jakości HD oraz usłyszeć, to co dzieje się w naszej firmie. 


Kamery oferowane w ramach pakietu posiadają funkcję detekcji ruchu. Istnieje więc możliwość zaprogramowania ich w taki sposób, aby w określonych godzinach system automatycznie wysyłał powiadomienia o każdej niepożądanej aktywności, jaka w obserwowanym obszarze wystąpi.

Funkcją, która na tle innych systemów monitoringu wyróżnia pakiet oferowany przez Plusa, to fakt, że powiadomienie o tym, że w biurze pojawił się ktoś, kogo teoretycznie nie powinno tam być, otrzymamy nie tylko mailem:Katarzyna Aftewiczsieć PlusBezpieczna Firma to jedyna usługa monitoringu na rynku, w której powiadomienie o wykryciu ruchu Użytkownik dostanie SMSem, e-mailem i w aplikacji. Dzięki temu nawet jeśli nie ma dostępu do internetu dowie się o wzbudzeniu alarmu. Właściciel firmy może się na spokojnie zająć bieżącymi sprawami, a w razie wykrycia ruchu zostanie powiadomiony. - To unikalna funkcjonalność, która wyróżnia pakiet „Bezpieczna Firma” i jednocześnie zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Użytkownik nie musi być stale w zasięgu internetu, bo ma pewność, że informacja o nieprzewidzianej aktywności dotrze do niego nawet kiedy będzie offline - dodaje Malwina Dziekoń.
	
		
											
					
				
				Fot. Plus
					

24-godzinny zapis z każdej kamery jest przechowywany w chmurze przez trzy dni. Istnieje również możliwość wykupienia opcji dodatkowej, dzięki której użytkownik ma do wykorzystania do 72 godzin nagrań przechowywanych przez tydzień. Dzięki temu nawet, gdyby złodziej zniszczył bądź zabrał kamerę, nadal będziemy dysponować nagraniem z tego zdarzenia. Tu pojawia się jednak pytanie o bezpieczeństwo innego rodzaju - to związane z przesyłaniem danych na serwer zewnętrzny. Plus i Locon zapewniają, że dostęp do podglądu na żywo ma jedynie upoważniona do tego osoba, a przesył nagrań odbywa się bezpośrednio miedzy kamerą, a użytkownikiem. Zapis nagrania przechowywany jest na szyfrowanym i zabezpieczonym serwerze.Katarzyna Aftewiczsieć PlusPodczas podglądu na żywo obraz ogląda jedynie upoważniony użytkownik, jest on przesyłany połączeniem typu P2P, bezpośrednim między kamerą a urządzeniem użytkownika. Zapis nagrania przechowywany jest na szyfrowanym i zabezpieczonym serwerze. Monitoring czy kontrola?
Praca pod okiem kamery może początkowo wzbudzać kontrowersje. Dość istotne jest, aby zapewnić pracowników, że nie mamy zamiaru zachowywać się jak wścibski ochroniarz w modnym butiku, który chucha zza placów za każdym razem, kiedy wyciągamy rękę w stronę wieszaka. W grę wchodzi tu nie tylko kwestia zwykłej uprzejmości, ale przede wszystkim Kodeks Pracy. 


Zgodnie z przepisami, pracodawca ma obowiązek poinformować podwładnych nie tylko o samym fakcie zainstalowania kamer, ale również o charakterze prowadzonego monitoringu. Jaki obszar znajdzie się w zasięgu kamery, w jakich godzinach prowadzony będzie monitoring, czy rejestracja obejmie również dźwięk - te informacje należy pracownikom bezwzględnie przekazać, najlepiej wraz z uzasadnieniem dlaczego decyzja o instalacji została w ogóle podjęta. 

Z punktu widzenia pracodawcy chęć zabezpieczenia się przed kradzieżą czy wyciekiem danych jest dość oczywista. Z punktu widzenia pracownika instalacja kamer może zostać potraktowana jako dowód braku zaufania. Przy odrobinie dobrej woli ze strony pracodawcy, kamery mogą działać również na korzyść pracownika, na przykład przypominać o zachowaniu work &amp; life balance. Niedawno opisywaliśmy praktyki niemieckich korporacji, które niezwykle gorliwie zwalczają wszelkie przejawy nienormatywnego czasu pracy. Instalacja monitoringu może być więc dobrym pretekstem, aby w naszej firmie wprowadzić zasadę, mówiącą o tym, że po 17 w zasięgu „wzroku” kamery mają prawo znajdować się tylko puste fotele.Artykuł powstał we współpracy z Plus. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/23a839dd77aadc6811a439c36ac42143,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/23a839dd77aadc6811a439c36ac42143,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132633,nie-bylo-lepszego-momentu-zeby-zalozyc-start-upa-niz-teraz-tak-tanio-nigdy-nie-bylo-mowi-nam-ekspert-od-jednorozcow</guid><link>https://innpoland.pl/132633,nie-bylo-lepszego-momentu-zeby-zalozyc-start-upa-niz-teraz-tak-tanio-nigdy-nie-bylo-mowi-nam-ekspert-od-jednorozcow</link><pubDate>Tue, 31 Jan 2017 14:15:02 +0100</pubDate><title>Trudno o lepszy moment, żeby założyć start-up. Tak tanio nigdy nie było – mówi nam ekspert od jednorożców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3032a4b2c5add23279fc7a4660143812,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tak dobrych czasów dla tworzenia start-upów jeszcze nie było – twierdzi w rozmowie z INN:Poland Grzegorz Kubera, twórca firm Serigala Tech i GLIVE Studio oraz autor książki "Stwórz jednorożca. Od idei po startup wart miliony". Jeszcze nigdy tak wielu początkujących przedsiębiorców nie miało tak wielu narzędzi dostępnych za tak małe pieniądze. Jeszcze nigdy nie było tak łatwo przekształcić abstrakcyjną ideę w produkt. I nigdy nie było tak łatwo zdobyć na to pieniądze.

Czy rzeczywiście polska scena start-upowa jest w stanie "urodzić" jednorożca? A jeżeli tak, to w jakim obszarze jest to najbardziej prawdopodobne? Czy widzi Pan nad Wisłą jakieś przyszłe jednorożce?

Na świecie najwięcej jednorożców jest w segmentach e-commerce i marketplace – ok. 35, FinTech – ok. 20, Big Data – 11 i Cybersecurity – 8. Kilka „miliardowych firm” jest też w segmencie Health. W Polsce największe szanse mamy w obszarze Big Data i Cybersecurity. Mamy uzdolnionych programistów i dobrze rozumiemy technologie. Ciągle też, przynajmniej według mnie, jest miejsce na kilka firm, które mogą wypracować monopolistyczną – albo po prostu bardzo silną pozycję – w danej niszy rynkowej w Big Data lub Cybersecurity. A to niezbędne, aby stworzyć firmę, która osiągnie wycenę na poziomie 1 mld dol. lub wyższą. 


Z drugiej strony, tak naprawdę trzeba mieć w sobie olbrzymią odwagę i upór, aby budować firmę, która może stać się jednorożcem. Obojętnie, jaki sektor wybierzemy, nie będzie łatwo. Z polskich firm, które mogą kiedyś stać się jednorożcem, wg mnie szansę mają obecnie Cloud Technologies i SALESmanago. W ciągu 3-5 lat te firmy, jeśli nadal będą się tak dobrze rozwijać, mogą uzyskać tak wysokie wyceny.

W swojej książce pisał Pan, że to wyjątkowo dobre czasy dla start-upowców. Przez dekady tworzono nowe firmy i odsetek start-upów, którym prorokuje się przetrwanie na rynku wynosi około 5-10 procent - i nie jest to więcej niż w przypadku tradycyjnych firm. Skąd więc ten optymizm i zachęta do tworzenia start-upów?


Przede wszystkim bariera wejścia jest niższa niż kiedykolwiek. Mamy o wiele większy wybór narzędzi i technologii, które pomagają zrozumieć rynek, sprawdzić potrzeby klientów, wreszcie tworzyć tanie prototypy i testować swoje hipotezy biznesowe na prawdziwych klientach. Coraz więcej decyzji możemy oprzeć dziś na danych niż na przeczuciu.

Optymizm bierze się też po części stąd, że sam dużo eksperymentuję i tworzę projekty biznesowe, na które dawniej musiałbym przeznaczyć dużo środków i zaciągać kredyty – obecnie to nie jest wymagane, bo są „gotowce” i „kreatory”, czy to do tworzenia aplikacji mobilnych, usług online, sklepów e-commerce itd. Do zrobienia biznesu w internecie wystarczy obsługa Google. Informacje i narzędzia – wszystko jest online, zwykle w abonamencie za ok. 30-50 złotych miesięcznie...

	
		
											
					
				
				Łukasz Krysztopik ze start-upu &quot;Nauczymy Cię&quot;.•Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
					

To chyba nie takie proste, otworzyć przeglądarkę i bęc, zarobić miliard


Informacje to za mało, aby osiągnąć sukces biznesowy. Jeśli do sukcesu potrzebowalibyśmy tylko większej ilości informacji, każda osoba z dostępem do internetu mieszkałaby obecnie w prywatnej posiadłości, miałaby sześciopak na brzuchu i byłaby wręcz nieziemsko szczęśliwa. Bardziej niż informacje potrzebne są plan działania (konkretne czynności, które będziemy realizować przez długi, długi czas, zanim zaczną przynosić efekty) oraz upór i determinacja, dyscyplina. Słowem: musi nam się chcieć pracować tak, jak większości się nie chce.

Zachęcam do tworzenia start-upów i próby własnych sił. Choć mi nie udało się jeszcze stworzyć bardzo dobrze prosperującego biznesu (nie mówiąc już o szansie na jednorożca), to czuję, że wcześniej czy później ten upór się zwróci. I do tego namawiam wszystkich. Mamy obecnie świetne narzędzia i technologie, więc zamiast np. wykorzystywać komputer do przeglądania Facebooka, a smartfona do robienia setek selfie, lepiej zacząć używać tych narzędzi do innych celów. 


W Polsce narodziła się cała branża nastawiona na obsługę start-upów: od firm udostępniających przestrzenie biurowe, przez doradztwo, aż po wsparcie finansowe. Czy system, który w ten sposób się narodził, jest w stanie zaspokajać potrzeby start-upowców, czy też są w nim jakieś luki?

Osobiście nie wierzę w przestrzenie biurowe czy doradztwo. Biurem może być nasze mieszkanie – i to przez długi czas, bo obecnie nie trzeba nawet zatrudniać ludzi na miejscu, można przecież pracować zdalnie i np. spotykać się raz na miesiąc. Biuro i przestrzeń jest potrzebna wtedy, gdy to już konieczne, np. mamy dużo spotkań z klientami.


Doradztwo to, tak jak pisałem, informacje, których dziś nie brakuje – wszystko jest, trzeba tylko po to sięgnąć. Sam prowadzę studio start-upowe, ale poza doradzaniem skupiam się na wdrażaniu tego, co doradzam – czyli nie tylko „mówienie”, ale też „robienie”. Takie podejście ma według mnie wartość, za to zwykle doradztwo i konsulting bym sobie na miejscu startupowców odpuścił. Doradztwo ma uzasadnienie, gdy mamy dużą firmę i potrzebujemy ludzi, którzy pomogą zbudować procedury czy polityki organizacyjne. Start-upowcy, czyli firmy z założenia małe, zamiast mentorów i doradców powinny za mentorów traktować książki i wiedzę z internetu. Aby nie być gołosłownym, polecam np. podcasty Tima Ferrissa, teksty i podcasty z A16z.com (fundusz VC) czy analizy i blog CBInsights.com. Źródła można mnożyć.


Marketing mix bywa przedstawiany jako klucz do sukcesu start-upu. Czy tak jest rzeczywiście?

Jeśli założymy, że nasza hipoteza biznesowa się potwierdziła i klienci kupują to, co im sprzedajemy, to wtedy tak – marketing napędza biznes. Wówczas, w zależności od tego, jaki biznes rozwijamy, powinniśmy postawić na SEO, reklamy targetowane (np. na Facebooku), czy marketing szeptany. Natomiast zawsze – ale to zawsze – polecam e-mail marketing. To po prostu działa. Natomiast, jeśli nie złapaliśmy jeszcze trakcji, wtedy kluczem do sukcesu nie będzie marketing, tylko złapanie product/market fit – dopasowanie produktu do oczekiwań rynku. 

	
		
											
					
				
				Jeszcze nigdy nie było tak łatwo - i tak tanio - założyć własną firmę i wypłynąć z nią na szerokie wody.•Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
					

Na ile polskie start-upy rzeczywiście definiują problemy i potrzeby użytkowników, a na ile próbują te potrzeby tworzyć lub nawet je wyolbrzymiać?


Niestety, według mnie, za dużo osób definiuje sobie słowo „start-up” jako firma innowacyjna, koniecznie technologiczna – najlepiej niech to będzie sztuczna inteligencja, machine learning, roboty, lek na raka za pomocą biotechnologii itd. To wszystko jest super i podziwiam osoby, które zabierają się za takie przedsięwzięcia. Jednocześnie za dużo start-upów tworzy produkty lub usługi, na które po prostu nie ma zapotrzebowania. A to rodzi dwa problemy. 

Po pierwsze, jeśli stworzymy coś, na co nie ma wyraźnego zapotrzebowania (sygnałów z rynku), to wtedy ciągle może to być świetny pomysł, ale trzeba edukować rynek. Czyli tłumaczyć ludziom, dlaczego konkretny produkt lub usługa rzeczywiście się sprawdzi i im się przyda. Na edukację rynku trzeba wydawać pieniądze, a tego start-upy często nie mają – albo mają o wiele za mało. 


Po drugie, innowacyjne rozwiązania to dobre podejście dla start-upów, które od razu startują na rynku globalnym. A dla polskich firm to nie lada wyzwanie, bo nasze złotówki to nie dolary czy euro – i od razu na starcie mamy mniej środków na start i rozkręcenie biznesu w USA czy Wielkiej Brytanii. Inwestorzy nie przeznaczą zaś środków na start-up, który nie złapał trakcji i nie udowodnił, że dany produkt cieszy się zainteresowaniem rynku. 

Dlatego – o czym sam się przekonałem – lepiej w Polsce tworzyć biznes, na który jest popyt i sygnały z rynku, że dana rzecz jest rzeczywiście potrzebna. Nie kreujmy rozwiązań problemów, które nie istnieją, ani nie twórzmy produktów czy usług, na które nie ma jeszcze zapotrzebowania. Lepiej zrobić wnikliwą analizę słów i fraz kluczowych choćby narzędziem typu Keyword Planner, aby sprawdzić jakie są intencje i potrzeby klientów, a następnie spróbować na to odpowiedzieć swoim przedsięwzięciem. I kiedy uda nam się zbudować i rozwinąć taki biznes, wtedy możemy myśleć nad czymś innowacyjnym i „zmienianiem świata”. Innymi słowy: zachowajmy pragmatyzm. 


Definiuje Pan bootstrapping jako dobrą ścieżkę rozwoju. Jakie firmy z powodzeniem poszły tą drogą? Na czym polega przewaga tej drogi nad poszukiwaniem inwestorów na każdy z kolejnych etapów rozwoju?

Dużo jest takich firm, np. Github, AppSumo, MailChimp, 37Signals czy Envato. Bootstrapping, czyli rozwijanie firmy z własnych środków, uczy nie tylko oszczędniejszego podejścia do przedsiębiorczości, ale też sprawia, że szybciej się uczymy, szybciej zyskujemy potrzebne umiejętności, stajemy się lepszymi negocjatorami i mamy też satysfakcję, że sami zbudowaliśmy coś od zera.


Natomiast w pewnym momencie bootstrapping przestaje wystarczać, bo jeśli stworzymy coś, co osiągnie sukces, szybko zacznie pojawiać się konkurencja. Wówczas albo zaczniemy budować skalę swojego przedsięwzięcia – a na to potrzebne są środki od inwestorów – albo szybko przekonamy się, że biznes jest bezwzględny i nie wystarczy być pierwszym, aby być najlepszym czy największym. Firma, która zacznie oferować to, co my, jeśli tylko będzie miała więcej środków na podbój rynku (np. reklamy i marketing), może uzyskać pozycję lidera i odebrać nam klientów. 

	
		
											
					
				
				Gdyby nie potężne zastrzyki gotówki z funduszy, Uber nigdy nie wyszedłby poza kilka stanów w USA. A tak - dotarł nawet do Polski.•Fot. Kornelia Głwoacka-Wolff / Agencja Gazeta
					

Startup, które chce wyrosnąć na jednorożca, wcześniej czy później zwyczajnie musi mieć zaplecze finansowe na rozwój. Zaplecze, które jest w stanie zapewnić fundusz venture capital. Na końcu bowiem i tak zostaje 2-3 największych graczy, a reszta musi zadowolić się „resztkami”. Jeśli np. Uber nie byłby finansowany przez fundusze i szybko nie zacząłby podbijać kolejnych rynków, mógłby, z dużym prawdopodobieństwem, zakończyć swój rozwój na kilku większych amerykańskich miastach. 


W "Stwórz jednorożca" wspomina Pan o roli współpracy z innymi przedsiębiorcami. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że naprawdę nieliczne start-upy w Polsce łączą siły z innymi biznesmenami. Jakie są korzyści z zawierania takich sojuszy?

Bartery, wymiana kompetencji, np. firma X robi grafikę, a firma Y dostarcza teksty. Ale zdaję sobie sprawę, że to może być zbyt naiwne z mojej strony, by wierzyć, że przedsiębiorcy będą chcieli sobie w ten sposób wzajemnie pomagać. Zwykle na pytanie o daną przysługę otrzymujemy odpowiedź „za ile?”, co zmienia przysługę w usługę.


W Polsce nie mamy też szczególnie rozwiniętej postawy „dawcy” – według mnie większość rodaków zdecydowanie nastawiona jest na natychmiastowe korzyści i bycie „biorcą”. Polecam książkę „Dawaj i bierz” Adama Granta oraz „Ego Is the Enemy” Ryana Holidaya. Te pozycje nieźle otwierają oczy, a im więcej osób je przeczyta, tym lepiej będzie nam się wszystkim współpracować, ponieważ zaczniemy dostrzegać, że czasami „dawanie” też przynosi korzyści. 

Sharing economy jest powszechnie uznawane za jeden z kluczowych obszarów dla nowych technologii, aplikacji i produktów. Na tym polu powstały firmy, które w ostatnich latach uznawano za najbardziej "disruptive". Czy może Pan wskazać polskie start-upy, które są szczególnie obiecujące w obszarze rozwiązań z zakresu sharing economy?


Według mnie takich nie ma. Tworzenie biznesu na wzór Ubera czy AirBNB to bardzo trudna sztuka w obecnych czasach, bo naśladowcy zaczęli już wszystko opracowywać na tym modelu, od pralni, przez szydełkowanie, na wynoszeniu śmieci kończąc. Pomysł jest fajny, pozwala świetnie aktywizować społeczność, ale potrzebna jest tutaj duża skala, by odnieść sukces. 

Polskim przedsiębiorcom odradzałbym stawianie pierwszych biznesowych kroków w sharing economy, bo to trudny biznes, ma w sobie też zakorzeniony problem „jajka i kury”. Załóżmy, że chcemy np. stworzyć platformę do korepetycji z angielskiego. Z jednej strony musimy mieć specjalistów, którzy zechcą nauczać angielskiego, z drugiej osoby, które będą za te usługi płacić. Specjaliści nie będą chcieli rejestrować się w platformie, która nie ma dużego ruchu (czyli zainteresowanych korepetycjami), a zainteresowani korepetycjami nie będą wchodzić na stronę, która nie ma specjalistów mogących ich udzielać. Oczywiście problem jajka i kury można rozwiązywać, ale wymaga to nakładów finansowych, dużej cierpliwości i nierzadko pivotów. 


Sharing economy to obecnie dobry model dla doświadczonych przedsiębiorców, którzy mają w dodatku kapitał na zainwestowanie w daną platformę i od razu start na rynku globalnym. 

	
		
											
					
				
				Filip Kuczyński z firmy Subcom.•Fot. Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta
					

Doradza Pan testowanie swoich pomysłów w crowdfundingu. Jednocześnie wydaje się, że te z polskich firm nowych technologii, które odniosły największy sukces, stworzyły rozwiązania nie nadające się nazbyt do crowdfundingu - łatwiej przekonać do marketing automation fundusze VC czy banki niż użytkowników portali crowdfundingowych. Czy atrakcyjność crowdfundingu nie jest ograniczona do pomysłów i produktów prostszych i łatwiej trafiających do ludzkiej wyobraźni?


Są różne serwisy crowdfundingowe – nawet te, które specjalizują się w rynku B2B, np. Fundable.com. Tak naprawdę crowdfunding dojrzał i są już niszowe serwisy, skupiające się nawet na danej branży (np. muzyka), niż segmencie B2C czy B2B. Najlepiej szukać takich miejsc na Quora.com – tam spytać i poczekać na odpowiedź, albo ją po prostu odszukać, bo prawdopodobnie ktoś przed nami pytał już o to samo. Wracając do pytania, zdecydowanie jest tak, jak Pan zauważa. Projekty konsumenckie kojarzą się z Kickstarterem, który jest najpopularniejszy, ale to te biznesowe usługi i produkty generują największe przychody i zainteresowanie ze strony inwestorów. 


Moim zdaniem crowdfundingu warto spróbować, nawet jeśli chcemy tworzyć przedsięwzięcie B2B. To zawsze ciekawa forma pozyskania finansów i próba rynku – przekonujemy się, czy rynek jest zainteresowany tym, co oferujemy. Do tego jeśli pozyskamy środki, to zwykle zachowujemy większą kontrolę nad biznesem. No i jest to swojego rodzaju zabawa w przedsprzedaż. Jeśli uda się tutaj osiągnąć sukces, mamy zawsze świetny argument dla inwestorów, którzy mogliby przeznaczyć więcej środków na rozwój naszej firmy. 

Jak niedawno usłyszałem, w Polsce mamy sporo funduszy VC gotowych inwestować na poziomie seed i sporo tych, które są gotowe zainwestować na poziomie wymagającym już bardzo dużej gotówki. Natomiast pośrodku: luka. Jak można by zatem opisać środowisko inwestorów w Polsce, jego wpływ na skalowanie i rozwój finansowanych projektów? Dlaczego niektóre polskie firmy wolą próbować szukać szczęścia za oceanem?


Inwestorzy mają ogromny wpływ na skalowanie i rozwój projektów, niemniej chcąc zdobyć środki z funduszu VC, trzeba mieć działający biznes, bo fundusze nie inwestują w „pomysł”, tylko wykonanie. Jeśli chodzi o lukę, to według mnie jest to luka uzasadniona – nie widziałbym sensu w inwestowanie w startupy, które nie osiągnęły jeszcze trakcji. Nawet firmy będące w tzw. fazie pre-seed mogą już pochwalić się konkretnymi wynikami.

Projekty, które nie mogą udać się do funduszu VC, bo – powiedzmy to wprost – nie mają z czym, ciągle mogą próbować sił ze wsparciem inkubatorów, akceleratorów, może nawet z środkami z UE. Te źródła jednak odradzam, bo według mnie bardziej szkodzą niż pomagają. Osobiście zalecam bootstrapping. 


Jeśli zaś chodzi o firmy szukające wsparcia za oceanem, według mnie postępują bardzo dobrze, bo za tyle samo udziałów mogą pozyskać więcej finansów. Trzeba wtedy mieć tylko (i aż) bardzo dobre wyniki, odpowiednio dopracowany pitch dla inwestora i, cóż, choć trochę szczęścia.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3032a4b2c5add23279fc7a4660143812,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3032a4b2c5add23279fc7a4660143812,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Minister kultury Piotr Gliński testuje aplikację ArtSherlock. Potrzeba matką wynalazków?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132619,ruszamy-z-akademia-przedsiebiorczosci-inn-poland-pierwsze-takie-miejsce-w-sieci</guid><link>https://innpoland.pl/132619,ruszamy-z-akademia-przedsiebiorczosci-inn-poland-pierwsze-takie-miejsce-w-sieci</link><pubDate>Mon, 30 Jan 2017 08:32:55 +0100</pubDate><title>Ruszamy z Akademią Przedsiębiorczości INN:Poland. Pierwsze takie miejsce w sieci</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/24e02c86ea48fb8429d9dd8895eaef11,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gdzie szukać programistów i grafików? Jak stworzyć regulamin portalu? Który CRM jest najlepszy? Jak pozyskać fundusze na rozwój nowego projektu? W którym banku założyć konto firmowe? Jak zabezpieczyć biznesowy projekt?  Jak zbadać, czy pomysł nie narusza praw autorskich osób trzecich? Na te i wiele innych pytań odpowiemy na łamach Akademii Przedsiębiorczości INN:Poland. Jest to wyjątkowe miejsce w sieci, gdzie znajdziesz najbardziej aktualną wiedzę o prowadzeniu new biznesu nad Wisłą.

Nie ma lekko. Niewidzialna ręka rynku to bynajmniej nie największy problem polskiego przedsiębiorcy. Do koszyka wyzwań dorzućmy też chaos informacyjno-legislacyjny, z którego właściciel firmy musi wyłowić najważniejsze dla swojego biznesu wiadomości. Maszynka legislacyjna w Polsce nigdy nie była tak rozgrzana. 

Statystyki mówią same za siebie. W grudniu ubiegłego roku w życie weszło około 5,3 tys. stron maszynopisów aktów prawnych, to więcej niż w poprzednie dwa miesiące razem wzięte. Wszystko wskazuje na to, że 2016 rok stanie się rekordowym pod względem tempa legislacyjnego i to licząc od czasów Mieszka I - podaje firma audytorsko-doradczo-outsourcingowa Grant Thornton. By być na bieżąco, każdy z nas musiałby poświęcać na czytanie nowego prawa aż cztery godziny dziennie…


INN:Poland śpieszy się z pomocą i uruchamia Akademię Przedsiębiorczości INN. Prawo, pieniądze, inteligentne narzędzia, porady i triki – każdego dnia będziemy wspierali naszych czytelników najświeższą informacją i celnymi poradami z zakresu prowadzenia własnej firmy. 

Pierwszą edycję naszej Akademii Przedsiębiorczości uruchamiamy wspólnie z partnerem merytorycznym, jakim jest Plus. Tym razem zaczynamy od samego początku, tłumaczymy, jak ruszyć z własną firmą. Opowiadamy również o podejściu smart life, które jest niezwykle ważne nie tylko w życiu prywatnym, lecz także w prowadzeniu biznesu.


Zapraszamy...

Napisz do autorki: nino.dzikija@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/24e02c86ea48fb8429d9dd8895eaef11,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/24e02c86ea48fb8429d9dd8895eaef11,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Prawo, pieniądze, inteligentne narzędzia do zarządzania biznesem - to wszystko znajdziesz w Akademii Przedsiębiorczości INN:Poland.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132411,smart-business-czyli-prowadz-firme-z-glowa-bez-tej-wiedzy-nie-moze-sie-obyc-zaden-przedsiebiorca</guid><link>https://innpoland.pl/132411,smart-business-czyli-prowadz-firme-z-glowa-bez-tej-wiedzy-nie-moze-sie-obyc-zaden-przedsiebiorca</link><pubDate>Sun, 29 Jan 2017 19:15:35 +0100</pubDate><title>Smart business, czyli prowadź firmę z głową. Bez tej wiedzy nie może się obyć żaden przedsiębiorca</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/03be457807522f613ddeb64bd58fd644,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ulubione słowo światłych i nowoczesnych ludzi? Bez dwóch zdań: „Smart”. We własnym gniazdku otaczamy się śledzącymi ruch lampami i parzącymi kawę na zawołanie ekspresami (smart home). Żyjąc w globalnej wiosce sprawnie poruszamy się w gąszczu ofert, aby jak najtaniej zafundować sobie wakacje marzeń (smart travel) i nie spłukać się podczas zakupów (smart shopping). A całe zastępy smartfonów i smart watchów służą nam za mapę po tym świecie.

Idea smart living, czyli mądrego, sprytnego i wygodnego życia, w którym osiąganie jak największych rezultatów przy jak najmniejszym wysiłku urasta wręcz do rangi sztuki, staje się filarem naszego zdrowia, rozrywki czy więzi z innymi ludźmi. Nie zaszkodzi jednak, a wręcz wypada, by i w biznesie kierować się na co dzień etosem „smart life”.

Nie czarujmy – na początku działalności „smart business” to często nie wybór, a konieczność. Mało kto dysponuje od ręki przysłowiowym workiem pieniędzy bez dna, zresztą historia zna niejeden przypadek, gdy nawet największe fortuny nie uratowały firmy od plajty, bo zwyczajnie nie dane jej było trafić na mądrego i zaradnego gospodarza.


Na ogół przeciętny Kowalski, który zaczyna przecierać szlaki w świecie biznesmenów, nie ma ani wielu zer na koncie ani mecenasa w postaci bogatego wujka. Wręcz przeciwnie, na starcie przeważnie więcej dokłada do interesu niż z niego wyciąga, myśli zaprząta mu zaciągnięty w banku kredyt, a także ZUS, który nie ma zmiłuj – czy delikwent zarabia czy nie – wyciąga co miesiąc ręce po składki. Wyjścia więc nie ma, trzeba zakasać rękawy i mądrze wydawać każdą złotówkę.

Gdzie zapuścić korzenie?
Pierwszy dylemat – jak firma, to musi mieć gdzieś siedzibę. Ale gdzie? Zastanówmy się, czy musi być to od razu biuro z prawdziwego zdarzenia. Jeśli kontrahenci będą częściej widzieć efekty naszej pracy, a nie nasze oblicze, śmiało rozkręcajmy interes we własnych czterech ścianach. Prosta arytmetyka „czynsz równa się mniej niż czynsz + wynajem” jest tu wystarczająco przekonująca. Google zaczynało w garażu – tak dla jasności. 


W sytuacji, gdy potrzebujemy miejsca, z klientami musimy zamieniać słowo w cztery oczy, a nie w smak nam przyjmowanie kolejki obcych ludzi pod rodzinnym dachem, wtedy trzeba rozejrzeć się za siedzibą w okolicy. Ale nie w centrum miasta, bo z konta wyparuje nam średnio o 20-30% więcej środków przeznaczonych na wynajem. Dobre warunki do rozwoju raczkująca firma ma zwłaszcza na gruncie coworkingu.
	
		
											
					
				
				Coworking to szczególnie atrakcyjna propozycja dla młodego biznesu•Fot.  Mindaugas Danys / Flickr.com
					

W coworkingu ideą jest dzielenie przestrzeni biurowej z innymi firmami. A praca w otoczeniu innych czeladników biznesu pozwala rozwijać kontakty i działa nad wyraz motywująco. Abonament z reguły nie jest wielki. W dużych miastach wynosi od 150 do 500 zł, a zatem pozwala zaoszczędzić nawet do 2 tys. miesięcznie. Dodatkowo odpadają rachunki za media czy wyposażenie biurowe. Tutaj można zapoznać się z listą dostępnych biur coworkingowych w Polsce.


Otwarte podwoje
Start-upy winny zagnieździć się w centrum coworkingowym pod szyldem jednego z inkubatorów przedsiębiorczości technologicznej. W pakiecie z lokalem kreatywni przedsiębiorcy otrzymują tam usługi szkoleniowe, wsparcie trenerów oraz sieć kontaktów z inwestorami. A inkubować swój biznes w Polsce możemy już naprawdę pod okiem najlepszych, czego dowodem takie centra innowacyjności i przedsiębiorczości jak Google Campus czy Open Smolna.

Bardziej tradycyjny biznes (butik, sklepik spożywczy), bazujący na sprzedaży „tu i teraz”, powinien szukać punktu zaczepienia w oparciu o zasoby komunalne. Sporo miast za półdarmo wynajmuje przedsiębiorcom lokale. Preferencyjne stawki wynajmu mają właśnie ułatwić start tym, co chcą pracować na własny rachunek. 


Wysiłek sprowadza się do złożenia wniosku o najem lokalu użytkowego w ramach ogłaszanych regularnie przetargów. Na ogół głównym adresatem jest miejscowy zarząd nieruchomości komunalnych. Takie programy dla przedsiębiorców prowadzone są m.in. w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Poznaniu.
	
		
											
					
				
				Duże miasta coraz częściej udostępniają początkującym przedsiębiorcom lokale użytkowe. Na zdjęciu Centrum Przedsiębiorczości Smolna•Urząd Miasta Stołecznego Warszawa
					

Księgowość z głową na karku
Jesteśmy przedsiębiorcami, róbmy więc zakupy na firmę. Jesteśmy wówczas zwolnieni z VATu. W przypadku komputera – kto go dzisiaj nie potrzebuje – może być to oszczędność rzędu 500 zł. A taka kwota piechotą nie chodzi. Nie przesadzajmy jednak w drugą stronę – kupujmy na swoją firmę te dobra, które faktycznie są nam niezbędne do pracy w biurze.


Pewne pole do manewru mamy też w zakresie danin publicznych. Nie chodzi o exodus do rajów podatkowych (na to pozwolić mogą sobie nieliczni), ale o rozsądną optymalizację podatku dochodowego. Na jego wysokość wpływ mają bowiem koszty uzyskania przychodu. Im wyższe będą, tym niższy stanie się podatek. 

W koszty można wrzucać sporo: laptopy, smartfony, meble biurowe, środki czystości, materiały reklamowe. Również opłaty za konkretne usługi takie jak: konta bankowe przesyłki, kursy czy szkolenia.

Biznes w oceanie WWW
Nie mamy strony internetowej – nie istniejemy W świecie bez komunikacyjnych barier, chcąc nie chcąc, musimy dołączyć do globalnej wioski WWW. A że nie każdy urodził się informatykiem i ma te wszystkie kody HTML czy PHP w małym palcu, trzeba zdać się na innych. Założenie serwisu nie musi jednak pociągać ze sobą dużych kosztów. W sieci mamy istne zatrzęsienie darmowych szablonów (Wix, Template Monster) i serwerów (np. Prv, Friko, Republika).


No dobra, ale co jeśli nie widzimy się w obsłudze takiej strony? Ratunkiem będą systemy zarządzania treścią na czele z bezkonkurencyjnym Wordpressem i zaprojektowaną dla biznesu Joomlą. Można więc wynająć informatyka, które postawi stronę na wspomnianych CMS-ach, ale jej aktualizacją zajmiemy się już na własną rękę właśnie dzięki przystępności takich systemów dla szarego Kowalskiego.
	
		
											
					
				
				Wordpress jest najpopularniejszych systemem zarządzania treścią na świecie. Przydaje się amatorom do prowadzenia własnych stron internetowych•Wikimedia Commons / WordPress.org
					

W zależności od profilu działalności pewnie będziemy potrzebowali też rozmaitych narzędzi do przygotowania atrakcyjnych dla klientów materiałów. Tu w grę wchodzą darmowe programy online. Dla amatora grafika – CANVA, Pickmonkey, PiktoChart. A do tworzenia treści – Evernote, Liberio. W znalezieniu darmowych zdjęć nieoceniona okaże się wyszukiwarka EveryStockPhoto.


Przy zapotrzebowaniu na bardziej profesjonalne stricte biznesowe oprogramowanie (raporty finansowe, prowadzenie księgowości, tworzenie budżetu, zarządzanie sprzedażą, obsługa klientów i dostawców) celujmy bardziej w model abonamentowy (częstsze płacenie mniejszych kwot) niż licencyjny (jednorazowy duży wydatek). Na subskrypcji bazuje coraz popularniejsze oprogramowanie SAAS, którego nie trzeba nawet zainstalować u siebie, bo działa w chmurze. Polskie przykłady? Ipartner24, iFirma czy NETCRM.

Stała łączność z ulgą dla budżetu
Mobilność to dziś potęga, która pozwala budować konkurencyjność. Poza internetem nieodłącznym narzędziem pracy każdego przedsiębiorcy jest telefon komórkowy. Usługi telekomunikacyjne to kolejny obszar, w którym może on/ona szukać oszczędności. Akurat tutaj różnorodność nie popłaca, bo taniej wyjdzie, jeśli postawimy na jednego operatora, który w ramach jednego pakietu usług zaoferuje nam większe zniżki i przyzna najróżniejsze bonusy.
	
		
											
					
				
				Prowadząc firmę możemy też zaoszczędzić na telekomunikacji. Wystarczy rozejrzeć się za pakietem abonamentowym przeznaczonym wyłącznie dla biznesu•123rf.com
					

Na polskim rynku na potrzeby klientów biznesowych odpowiada oferta SmartFirma dostępna w sieci Plus. W jej ramach można korzystać z maksymalnie sześciu usług, z których na pięć otrzymuje się rabaty. Czyli abonament w pełnej wysokości płacimy jedynie ze pierwszą z wykupionych usług – telefon komórkowy lub Internet mobilny LTE. Decydując się na kolejne produkty, koszty ponoszone z tego tytułu są znacznie niższe. 


Jeśli na przykład potrzebujemy dodatkowo dwóch kolejnych numerów dla naszych wspólników bądź współpracowników, zyskamy nawet 50 proc. rabatu w porównaniu do normalnej ceny abonamentu. Dzięki temu zapłacimy znacznie mniej, niż gdyby każdy numer opłacany był w ramach oddzielnej umowy. Podobnie będzie w sytuacji, jeśli do głównego numeru będziemy chcieli dobrać kartę z Internetem mobilnym LTE. W tym przypadku za połowę ceny możemy zyskać dostęp do LTE Plus Advanced bez limitu danych, który po zastosowaniu routera WiFi zapewni dostęp do Internetu dla wszystkich urządzeń w naszej firmie. 


A gdy zmienimy siedzibę firmy bądź będziemy chcieli popracować na wyjeździe, taki zestaw możemy zawsze zabrać ze sobą. Co ważne nie musimy decydować się na wszystko w jednym momencie. Kolejne usługi można dokupić, kiedy chcemy, wraz z rozwojem naszej firmy i idącymi za tym nowymi potrzebami.

Social media ninja
Reklama dźwignią handlu? W rzeczy samej, ale na szczęście czasy jej dominacji w gazecie czy telewizji, za co trzeba było zresztą słono płacić, przeminęły. Dzisiaj królują social media, które sprawiają, że informacje o produktach i promocjach docierają do mas lotem błyskawicy. Marketingiem w serwisach społecznościowych parają się oczywiście profesjonaliści, ale przy odrobinie samozaparcia właściciel małej firmy też może powalczyć o miano social media ninja. 


Jak? Każda szanująca się firma powinna mieć fanpage (a nie profil), reagować bieżąco na wszystkie komentarze i pytania oraz jak najczęściej przemawiać do odbiorcy obrazami (multimedialne wiadomości są tym, co internauci lubią najbardziej). Niech to, co publikujemy, zawiera nie tylko czystą reklamę, ale wnosi też interesujące treści zaskakujące czymś czytelnika. Nieporozumienia wyjaśniajmy od razu na privie, a na hejt odpowiadajmy dawką podwójnej czułości, aby firmowy fanpage nie stał się wylęgarnią trolli. 
	
		
											
					
				
				Firma bez wsparcia social media? To się dzisiaj nie uda.•123rf.com
					

W budowaniu marki w social media przydadzą się narzędzia do monitoringu związanych z nią treści w rodzaju Brand24 czy Social mention. Jako debiutujący przedsiębiorcy musimy też wiedzieć, co w trawie piszczy. Warto śledzić posty dotyczące instytucji publicznych (ZUS) a jeśli zaliczamy się do grona start-upowców nie zaszkodzi posłuchać rad doświadczonych kolegów z branży (Michał Sadowski czy Artur Kurasiński). Pamiętajmy, że social media to nie tylko Facebook. Niech nasz biznes na stałe zagości na Twitterze, Instragramie czy Snapchacie. 


O tym, jak z głową rozkręcać nowy biznes, można by z pewnością popełnić niejedną książkę. Zasadniczo warto kierować się na każdym kroku zasadą „koniec języka za przewodnika”. Czyli pytajmy, szukajmy, porównujmy, bo każda zaoszczędzona złotówka w skali miesiąca może uzbierać się w pokaźną sumkę. A tej młody biznes potrzebuje jak ogień tlenu.Artykuł powstał we współpracy z Plus ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/03be457807522f613ddeb64bd58fd644,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/03be457807522f613ddeb64bd58fd644,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na początku swojej drogi w biznesie każda złotówka jest na wagę złota.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132579,jak-zalozyc-wlasna-firme-przewodnik-krok-po-kroku-dla-poczatkujacych</guid><link>https://innpoland.pl/132579,jak-zalozyc-wlasna-firme-przewodnik-krok-po-kroku-dla-poczatkujacych</link><pubDate>Sun, 29 Jan 2017 18:11:23 +0100</pubDate><title>Jak założyć własną firmę. Przewodnik &quot;krok po kroku&quot; dla początkujących</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d2afa6459daab5fd560f0fb28b287529,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przez telefon, internet? A może tradycyjnie, przy okienku? Sposobów na założenie własnej działalnosci gospodarczej jest kilka. Podpowiadamy, jak zrobić to szybko, sprawnie i uniknąć pułapek.

Przez internet
Obecnie jest to najprostsza metoda otworzenia własnej działalności gospodarczej. Jednak pierwszym krokiem powinno być zdobycie podpisu elektronicznego. Do prowadzenia działalności w zupełności wystarczy tzw. profil bezpieczny ePUAP. Jak go zdobyć? Wchodzimy na stronę internetową, rejestrujemy się i wypełniamy wniosek. Potem z dowodem osobistym lub paszportem udajemy się do najbliższego urzędu – możemy go zlokalizować na tej samej stronie. 

Profil zaufany umożliwia nam załatwianie wielu spraw urzędowych bez wychodzenia z domu i jest bezpłatny. Na tym etapie prowadzenia firmy nie potrzebujesz certyfikowanego podpisu elektronicznego, który ma szersze spektrum zastosowań, ale kosztuje kilkaset złotych.


Mając już swój profil zaufany wchodzimy na stronę firma.gov.pl i wypełniamy wniosek. Na stronie jest samouczek i sporo narzędzi pomagających w prawidłowym uzupełnieniu danych w dokumentach. 

Z wypełnianiem wniosku nie należy się spieszyć, jest w nim kilka punktów, które trzeba dobrze przemyśleć. Dokument jest deklaracją składaną do kliku urzędów jednocześnie. Nie trzeba przejmować się numerami NIP i REGON, one zostaną nadane automatycznie. Ważny jest jednak wybór formy opodatkowania, tego czy zostaniemy płatnikiem VAT-u oraz wybór rodzaju 
działalności, tzw. PKD. O tym za chwilę.


W urzędzie
Jeśli jeszcze nie mamy profilu zaufanego, to można wypełnić wniosek online, a następnie zapisać go w systemie. Otrzymamy wtedy specjalny kod, z którym udajemy się do urzędu gminy lub miasta. Można przyjść również bez gotowego wniosku i wypełnić go na miejscu, korzystając z pomocy urzędników. W wielu z nich działają punkty konsultacyjne, gdzie za darmo możemy uzyskać poradę.

Przez telefon
To akurat najnowszy pomysł Ministerstwa Rozwoju. Resort uruchomił specjalną infolinię – numer 801 055 088. Za jej pomocą można uzyskać odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące zakładania działalności gospodarczej, a także przejść z pomocą konsultanta cały proces wypełniania wniosku. 


Co ciekawe – rozmowę można przerwać i później wrócić do niej w odpowiednim momencie. Po wypełnieniu wniosku dostajemy SMS-a z kodem. Z nim (oraz dokumentem tożsamości) udajemy się do dowolnego urzędu gminy. Tam urzędnik drukuje wniosek, wystarczy go podpisać i już jesteśmy przedsiębiorcami.

Podatki – linia, skala czy ryczałt
Przedsiębiorca ma do wyboru kilka form opodatkowania: podatek na zasadach ogólnych, podatek liniowy oraz ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych czy podatkiem tonażowym. Te dwa ostatnie dotyczą przedsiębiorców wykonujących określone, specyficzne rodzaje działalności.
W przypadku opodatkowania na zasadach ogólnych (czyli wg. tzw. skali) przedsiębiorca płaci 18 proc. podatku do sumy dochodu 85 528 zł, od tego odejmuje kwotę wolną, czyli 556 zł. Wszystko co zarobi powyżej 85 528 zł jest obłożone podatkiem w wysokości 32 proc.
	
		
											
					
				
				Wybór formy opodatkowania to jedna z najważniejszych decyzji przedsiębiorcy.•Fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta
					

Jeśli wybierzemy podatek liniowy, to – niezależnie od wysokości dochodu – będziemy płacić 19 proc. podatku. Ryczałt obejmuje kilka stawek – od 2 do 20 proc. podatku. 


Trzeba pamiętać, że jeśli wybierzemy podatek według skali, to w rocznym PIT-cie możemy rozliczać się z dzieckiem, małżonkiem i korzystać z różnych ulg. Stracimy te możliwości, jeśli wybierzemy podatek liniowy, nie będziemy też mieli możliwości skorzystania z odliczenia kwoty wolnej – 556 zł.

W pewnym uproszczeniu można przyjąć, że podatek liniowy zaczyna się opłacać, gdy przekraczamy 90 tys. zł przychodu rocznie, ale nie jest to sztywna granica. Dlatego też lepiej skonsultować się z księgowym lub doradcą.

Wybierz PKD
Polska Klasyfikacja Działalności to spis (teoretycznie) wszystkich możliwych rodzajów działalności gospodarczej. W dokumenty założenia firmy trzeba wpisać jeden podstawowy, dominujący, oraz wybrać pozostałe, dodatkowe. Jeśli więc zakładamy firmę zajmującą się grafiką komputerową, ale będziemy też świadczyć usługi tworzenia stron internetowych, a może przy okazji coś innego, to wpiszmy to wszystko po kolei. 


Co prawda nie ma limitu, który określałby, ile punktów PKD możemy sobie wpisać, ale lepiej zrobić to porządnie, niż zaznaczać wszystkie pozycje. Jeśli zamierzamy zmienić rodzaj działalności, w systemie CEDIG można to łatwo zmienić. Spis PKD znajdziemy na stronach Głównego Urzędu Statystycznego.

Płatnik VAT
Kolejna ważna decyzja polega na wyborze, czy będziemy płatnikami VAT, czy nie. W praktyce chodzi o grupę klientów. Jeśli nasze produkty czy usługi będziemy kierować do klientów indywidualnych, a jednocześnie firma nie wymaga dużych nakładów na tzw. środki trwałe, to możemy zrezygnować z bycia płatnikiem VAT. Takich firm jest jednak niewiele. Jeśli zamierzamy pracować dla innych firm, to nie będą chciały z nami współpracować, jeśli nie będziemy „vatowcami”.


Jeśli będziemy płacić (a więc i odliczać nadpłacony) VAT, musimy złożyć w naszym urzędzie skarbowym deklarację VAT-R. Dokument i instrukcję znajdziemy na stronach Ministerstwa Finansów.

Podczas tego całego procesu możemy i powinniśmy konsultować się np. z doradcami podatkowymi lub wybrać biuro księgowe do obsługi naszej firmy. Jest to dodatkowy koszt prowadzenia działalności gospodarczej, ale jeśli nie mamy doświadczenia w prowadzeniu działalności, rozliczeniach itp., to dużo bezpieczniej jest zlecić to biuru księgowemu. 

Cena za taką usługę zależy od miasta i renomy biura. W Warszawie ceny są zróżnicowane – od 100 zł w promocji po 350 – 400 zł za miesiąc obsługi. Są też osoby, które dają sobie radę same. Warto jednak pamiętać, że urzędy skarbowe bywają trudne we współpracy, a błędy – kosztowne. Spóźnienie się z deklaracją o kilka dni może oznaczać kilkaset złotych kary. Księgowy oszczędza nam też dużo czasu, bo wypełnianie dokumentów jest po prostu pracochłonne. 


Sprawa jest też o tyle istotna, że w formularzu CEIDG musimy wpisać, kto będzie prowadził księgowość firmy. Jeśli wybierzemy księgowego przed założeniem działalności – wpisujemy jego. Jeśli chcemy zrobić to później albo prowadzić samodzielnie – wpisujemy siebie. 

ZUS
Jest to kolejna sprawa, z którą musimy udać się do odpowiedniego urzędu. Zakład Ubezpieczeń Społecznych musi nas odpowiednio zakwalifikować. Najczęściej musimy wypełnić druk ZUA, kiedy działalność będzie naszym jedynym źródłem przychodów. Inne druki składamy, gdy jesteśmy jednocześnie zatrudnieni gdzieś na etacie (druk ZZA). Jeśli jednak nasza pensja w zakładzie pracy jest niższa od średniej krajowej, to dostaniemy do wypełnienia deklarację ZUA. Na wizytę z ZUS-ie mamy maksymalnie 7 dni od zadeklarowanej we wniosku CEIDG daty rozpoczęcia działalności.


Konto firmowe
To ostatnia rzecz, jaką mamy do załatwienia. Oferta banków jest bogata, różni się drobiazgami. Czasem warto wybrać konto droższe w prowadzeniu, ale z tańszymi przelewami – jeśli będziemy robić ich sporo. Często banki ułatwiają założenie konta firmowego osobom, które mają już w nich konto prywatne.

Po założeniu konta należy poinformować o tym nasz urząd skarbowy oraz dokonać aktualizacji danych w CEIDG.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d2afa6459daab5fd560f0fb28b287529,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d2afa6459daab5fd560f0fb28b287529,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Praca &quot;na własnym&quot; to marzenie i cel tysięcy Polaków</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/132417,problem-na-facebooku-oto-10-rad-ktore-pozwola-ci-poradzic-sobie-z-kazdym-kryzysem</guid><link>https://innpoland.pl/132417,problem-na-facebooku-oto-10-rad-ktore-pozwola-ci-poradzic-sobie-z-kazdym-kryzysem</link><pubDate>Mon, 23 Jan 2017 10:04:48 +0100</pubDate><title>Jeden komentarz trolla może zniszczyć reputację twojej firmy. 10 rad, które pozwolą ci przetrwać każdy kryzys</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/17b2fadc6224f0468cfb5b2c0d2465c5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kryzysy w social media najczęściej zawsze wybuchają w piątki. Wtedy na firmowych wallach na Facebooku zaczynają się problemy firm. Narzekają klienci, z ekranu leją się żale, groźby i oskarżenia. Pytamy ekspertów jak prawidłowo reagować na kryzys w social media.

– Przede wszystkim pamiętajmy, że 70 proc. kryzysów ma źródło wewnątrz firmy. Kryzysem mszczą się niezałatwione sprawy pracowników, niesprawne procedury czy brak komunikacji. Tylko 30 proc. kryzysów ma swoje źródło w czynnikach zewnętrznych, na które często mamy mniejszy, ograniczony wpływ. Między bajki można włożyć wygodny sposób tłumaczenia kryzysów jakoby inspirowanych przez konkurencję. Naprawdę trzeba dużo wysiłku i czasu, by przygotować i skutecznie wywołać kryzys wobec konkurencji. Tzw. czarnym PR-em firmy tłumaczą swoje lenistwo, brak konsekwencji czy po prostu brak profesjonalizmu – tłumaczy Piotr Krauschar, Managing Partner w agencji FaceADDICTED.


Dekalog postępowania z kryzysem w social media
1. Przewiduj 
– Staraj się przewidzieć kryzys zanim się pojawi. Jako marka w wielu przypadkach możesz samemu znaleźć przyczyny potencjalnych kryzysów i zawczasu przygotować scenariusz nimi zarządzania: nazwać je, przygotować warianty ich rozwoju i potencjalne reakcje marki – mówi w rozmowie z INN:Poland Kuba Nagórski, co-founder w Spindigital.pro, specjalista ds. komunikacji w social media.
	
		
											
					
				
				Kuba Nagórski, SpinDigital•SpinDigital
					

5. Zejdź do poziomu prywatnego – Innymi słowy: określ to, co najgorszego może Ci się przydarzyć jako firmie, a na co masz wpływ. Wyobraź sobie konsekwencje swoich działań, wyolbrzymiaj (choćby teoretycznie) sytuacje, które już teraz sprawiają Ci problemy, by przygotować się na nie w praktyce. Wydaje Ci się, że 2 reklamacje od klientów to jeszcze nic wielkiego? A co jeśli tych reklamacji będzie dziennie 222? Czy wówczas również Twoja firma nie trafi na grupę na facebooku jako firma niepolecana? Czy nie będzie to początek odwrócenia się klientów od Twojego produktu? Może więc warto sprawdzić już teraz dokładnie przyczynę większości reklamacji dotyczących Twojego produktu – dodaje Piotr Krauschar.


2. Szybko myśl, szybko działaj 
Kuba Nagórski radzi: – Reaguj szybko ale nie emocjonalnie - pierwsze minuty są kluczowe. Postaraj się uspokoić odbiorców komunikatu postem na przeczekanie do momentu wdrożenia strategii zarządzania kryzysem. Przykład: "Dzięki za komentarz. Zweryfikujemy temat i wrócimy do Ciebie z odpowiedzią jak najszybciej". To często pozwala powstrzymać część użytkowników od dystrybuowania treści dalej do momentu odpowiedzi ze strony marki.

Innymi słowy: dobrym wyjściem jest danie sobie czasu na przemyślenie sprawy i szybkie opracowanie strategii.


– Określ przewidywany czas powrotu z odpowiedzią. Czas realny, ale zdefiniowany jasno. Jeśli klient ma poczekać 6 godzin na odpowiedź, to raczej zrozumie i poczeka, jeśli będzie ów czas oczekiwania precyzyjny. Trzymaj się deklaracji i dotrzymaj jej za wszelką cenę. Nie ma nic gorszego niż niedotrzymana obietnica w czasie kryzysu – tłumaczy Krauschar.

3. Weź winę na klatę 
Jeśli faktycznie zrobiłeś coś źle, to nie ma najmniejszego sensu ukrywanie tego faktu, kluczenie i kłamanie. Chcesz kluczyć i ukrywać niewygodne dla ciebie fakty? To nie ma sensu, one i tak mogą wyjść na jaw, żyjemy w dobie prawie nieskrępowanego dostępu do informacji.


– Nie bój się przyznawać do błędów i przepraszać - ludzie cenią nie marki, które są nieskazitelne, tylko te, które są odpowiedzialne – mówi jasno Nagórski.

4. Nie kasuj – to nie zniknie 
– Po to jesteś w mediach społecznościowych, by prowadzić dialog, a nie kasować komentarze. Jeśli masz podejście typu "nie pasuje mi ten komentarz - usuwam go", to już teraz daj sobie spokój z social mediami. Załóż raczej blog, grupę dyskusyjną, która zgodzi się na zasady obowiązujące w Twoim "królestwie" – mówi nam Piotr Krauschar.
	
		
											
					
				
				Piotr Krauschar•FaceADDICTED
					

– Nie ukrywaj i nie kasuj negatywnych komentarzy - nastały czasy, kiedy ludzie potrafią robić zrzuty z ekranu. Czasami usunięcie treści może doprowadzić do eskalacji kryzysu zamiast go zażegnać – dodaje nasz drugi ekspert.


Błędem wielu marek i social media ninjas jest roztrząsanie każdego problemu na forum publicznym. Wiele sytuacji dotyczy spraw małej wagi, szczegółów zamówienia, drobnych pomyłek.

– Staraj się przenieść komunikację z osobą, która zapoczątkowała kryzys do wiadomości prywatnej - nie ma sensu z naszego kanału robić pola bitwy. Prosty sposób - "Prosimy Cię o szerszy opis sytuacji w wiadomości prywatnej" – to prosty i skuteczny sposób podawany przez Kubę Nagórskiego.

Ale to oczywiście nie koniec. Taką sprawę należy rozwiązać a na koniec poinformować o tym szersze grono. Jeśli tego nie zrobisz, sprawa będzie wyglądała na otwartą.


– Jeżeli uda Ci się porozumieć prywatnie z osobą, która wygenerowała kryzys, zadbaj o to aby pozostawiła komentarz pod swoim postem publicznym, że sprawa została załatwiona. To pozwala budować wiarygodność marki a czasem nawet wyjść z kryzysu silniejszym niż przed nim – radzi Nagórski.

6. Nie daj się wciągnąć w bzdurne dyskusje 
– Dziękuj za konstruktywną krytykę, nie wdawaj się w zbędną dyskusję w przypadku braku konstruktywności – podkreśla ekspert ze SpinDigital. Wiele osób odpowiedzialnych za kanały social media stara się odpowiadać na wszystkie komentarze. Nie ma sensu, lepiej wyłuskać z nich te sensowne, napisane przez osoby naprawdę mające coś do powiedzenia.


7. Zainwestuj w monitoring 
Po niedzielnym śniadaniu odpalasz Facebooka i włos ci się na głowie jeży – od kilkunastu godzin na twoim profilu trwa burza a liczba komentarzy idzie w setki. A mogło być inaczej, wystarczyło wydać parę złotych na automatyczne narzędzie, które na czas poinformowałoby cię o problemie.

– Monitoruj social media w poszukiwaniu wzmianek o kryzysie - wykorzystuj narzędzia typu Sentione, Brand24, czy Monitori. Staraj się nie pozostawić żadnej wzmianki o nim bez odpowiedzi ze strony marki bo może ona stać się kolejnym miejscem rozwoju kryzysu – ostrzega Nagórski.


8. Ustal kto i co ma robić 
– Określ jasno ścieżkę kontaktu w przypadku kryzysu. Jeśli sam nie możesz podejmować decyzji co do działania firmy, to upewnij się, że opracowana jest ścieżka kontaktu z osobą decyzyjną również w weekend jak i po godzinach pracy. Jeśli osoba decyzyjna wybiera się na urlop, spróbuj ją przekonać do ustawienia przekierowań połączeń telefonicznych do osoby nr 2, która będzie w stanie podjąć kluczowe kroki i wziąć na siebie odpowiedzialność – mówi nam Piotr Krauschar.
	
		
											
					
				
				Diego Cervo / 123rf.com
					

9. Wnioski, głupcze! 
– Pamiętaj, że jeśli przeprosiłeś i przyznałeś się do błędu to sytuacja nie może się więcej powtórzyć. Ludzie pamiętają, więc musisz zadbać o poprawę! Po uporaniu się z kryzysem rozważ przygotowanie oświadczenia marki lub artykułu na firmowym blogu, wyjaśniającego szerzej przyczyny całego zajścia – radzi Kuba Nagórski.


Nieco inaczej ujmuje to Krauschar. – Wyciągnij wnioski z kryzysu. Nie kończ zarządzania kryzysowego na uporaniu się z sytuacją, ale na uporaniu się ze źródłem owej sytuacji. Oczywiście, jeśli wnioski doprowadzają do działania (a tak przecież powinno być), to podziel się ze swoimi klientami i społecznością informacją o tym, co poprawiłeś w sposobie organizacji danego procesu czy firmy. Pokaż jak dany problem sprawił, że Twoja firma stała się lepsza. Na przykład, jeśli fani wywołali kryzys związany z wadliwym system zamówień online. pochwal się jeśli zmienisz poddostawcę usług na lepszego, bardziej znanego i bardziej wiarygodnego. 


10. A może porażkę przekuć w sukces? 
Często okazuje się, że osoby, które nas krytykują nie są naszymi wrogami. Mieli gorszy dzień, coś ich zakłuło, nie chcieli robić wielkiej afery.

– Osoby, które są najbardziej aktywne, a więc też często są najbardziej krytyczne, możesz zaprosić do bliższej współpracy. Może są to Twoi najczęściej kupujący klienci? Może mają swoje własne pomysły jak Twój produkt/usługa może się zmienić? Warto z wiedzy i zaangażowania takich osób korzystać. Zapominamy często, że krytyka czy szerzej tzw. informacja zwrotna jest największym dowodem na to, że komuś zależy na danej sprawie, produkcie, usłudze. Firmy, które są dla nas ambiwalentne nie powodują, że angażujemy się i inwestujemy czas na feedback – tłumaczy Krauschar. 


– Oczywiście, wyjątkiem są tzw. trolle, ale wbrew pozorom, normalnych ludzi jest więcej niż trolli – dodaje.

W sytuacji kryzysowej zachowaj przede wszystkim spokój. To, że zamówienie z Twojego sklepu zostało przez kuriera dostarczone pod zły adres jest problemem, ale z kryzysem masz do czynienia dopiero wtedy, gdy np. okaże się, że system wadliwie przypisał zamówienia do większości wysyłek.

– Spróbuj wypracować własną segmentację kryzysów (na przykład jak na obrazku poniżej). Nie nazywaj sytuacji trudnej kryzysową. Nie przy każdym problemie, musisz stawiać na nogi całą firmę – mówi nam Piotr Krauschar.
	
		
											
					
				
				Segmentacja zagrożeń w social media•FaceAddicted
					

Napisz do autora: konrad.baginski@innpoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/17b2fadc6224f0468cfb5b2c0d2465c5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/17b2fadc6224f0468cfb5b2c0d2465c5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
