<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - CLICK or DIE]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii CLICK or DIE w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/197,click-or-die</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,197,click-or-die" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/159051,telewizor-sposobem-na-kwarantanne-nie-jestescie-skazani-na-tradycyjna-tele</guid><link>https://innpoland.pl/159051,telewizor-sposobem-na-kwarantanne-nie-jestescie-skazani-na-tradycyjna-tele</link><pubDate>Tue, 14 Apr 2020 10:07:50 +0200</pubDate><title>Telewizor sposobem na kwarantannę. Nie jesteście skazani na tradycyjną telewizję</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d95e9ab6845aa467e422716d860c4467,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Im bardziej bzikujemy od przymusowej izolacji, tym bardziej potrzebujemy czegoś, co zajmie myśli. Z powodzeniem można do tego wykorzystać telewizor z funkcją smart.

Dziecko zajmuje komputer w trakcie e-lekcji, drugi potrzebuje partner do telepracy, i pozostali domownicy nie mają co ze sobą zrobić. Jako że Polak nie wyobraża sobie domu bez telewizora, można go z powodzeniem użyć do czegoś innego niż tradycyjna telewizja, w której – jak zawsze od lat - „nie ma niczego ciekawego”, więc wielu ludzi ogląda po prostu to, co akurat leci. Niepotrzebnie. O ile telewizor ma funkcję smart tv, to pełnoprawne urządzenie do konsumpcji multimediów. 

Prym w usługach wiedzie Samsung. System operacyjny Tizen na jego telewizorach oferuje dostęp do całej masy multimedialnej rozrywki. Jedną z bardziej bogatych bibliotek serialowo-filmowych jest aplikacja player.pl. Wśród najnowszych hitów pojawiło się w niej „Boże Ciało” czy „Sala samobójców. Hejter”. Player oferuje też dostęp do kanałów telewizyjnych – TVN24, HBO, Eleven sports czy Canal+. Świetnym uzupełnieniem jest aplikacja Cineman, na której możemy obejrzeć choćby zdobywcę Oscarów najważniejszych kategorii – film „Parasite”. Naturalnie telewizory oferują możliwość instalacji wiodących marek VOD – Netflix, Amazon Prime itp. 


Wartkim strumieniem rozrywki jest też aplikacja YouTube, wraz z wersją dla dzieci, gdzie nie znajdziemy szkodliwych dla nich treści – YouTube Kids, również obecnej na telewizorach Samsunga. 

A gdy zabieramy się za gotowanie lub sprzątanie, warto umilić sobie czas muzyką bądź interesującym podcastem. Telewizor ma aplikacje największe aplikacje muzyczne – Spotify, Tidal, Deezer, z bogatą ofertą podcastów. Ciekawym uzupełnieniem jest aplikacja Met Opera on Demand, gdzie znajdziemy ponad 600 występów nagranych w nowojorskiej Metropolitan Opera.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d95e9ab6845aa467e422716d860c4467,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d95e9ab6845aa467e422716d860c4467,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/blogi/magdastawska/153463,wirtualny-swiat</guid><link>https://innpoland.pl/blogi/magdastawska/153463,wirtualny-swiat</link><pubDate>Sun, 07 Jul 2019 18:20:26 +0200</pubDate><title>Wirtualny świat wpływania a globalna rzeczywistość trwania</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/51aebded5002a2a2297cedba065e5710,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Aby trwać trzeba przetrwać. Aby przetrwać trzeba działać. 
Człowiek od wieków poszukuje sposobów na bezpieczne trwanie. Początkowo wystarczało nam zapewnienie sobie pożywienia i dachu nad głową. Nasze potrzeby się zmieniały. Chcąc przetrwać, człowiek cały czas się przemieszczał i usprawniał sposoby działania. W poszukiwaniu miejsca dla siebie odkrywaliśmy nowe obszary wpływów. W taki sposób Europejczycy odkrywali nowe lądy, w tym Amerykę.

Ludzkość potrzebowała niespełna półtora wieku, aby "ziemia obiecana" się zwirtualizowała. 

Media społecznościowe - wynalazek XXI wieku to odpowiednik Stanów Zjednoczone Ameryki Północnej z okresu wielkiej emigracji XIX wieku, kiedy tysiące Europejczyków wyruszyło w poszukiwaniu lepszej przyszłości na nowy kontynent.
Traf chciał, że miejscem narodzenia mediów społecznościowych są także Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, a ich twórcami są potomkowie przybyłych w tamtych czasach imigrantów.
Lata 80. i 90. XIX wieku były okresem wzrostu imigracji do Stanów Zjednoczonych, podczas kiedy od dwóch dekad XXI wieku mamy do czynienia z rosnącym znaczeniem roli mediów społecznościowych w życiu społeczeństw. 


Jedno i drugie nie miałoby miejsca, gdyby nie globalizacja. Imigracja była w pewnym momencie organiczana i limitowana poprzez regulacje właściwych instytucji państwowych. Doświadczenia ostatnich miesięcy z Facebookiem przyczyniły się do wprowadzania regulacji dotyczących właścicieli serwisów społecznościowych. Jedno i drugie jest regulowane przez odpowiednie instytucje. Globalizacja ma swoje ograniczenia, podobnie jak człowiek.

Swoboda i ograniczenia 

Z punktu widzenia osoby żyjącej w Polsce, kraju należącym do Unii Europejskiej można mieć wrażenie, że jest się całkowicie wolnym mieszkańcem Europy, obywatelem i obywatelką świata. Z dowodem osobistym w portfelu i smartfonem w kieszeni możemy poruszać się bez większych ograniczeń po wielu krajach Europy, pozostając w ciągłym kontakcie z najbliższymi, czasami nawet nieprzestając zarabiać. Dostęp do krajów na innych kontynentach pozostaje także praktycznie dla większości z nas otwarty. Dzięki mediom społecznościowym lub komunikatorom możemy dzielić się emocjami i opiniami. Tak samo jak, poprzez wykorzystanie nowoczesnych narzędzi pracy możemy zarabiać w sieci. 
Świat otworem stoi.


Poza kilkoma wyjątkami, obecnie można podróżować właściwie bez ograniczeń. Można także przy odpowiednim przygotowaniu i organizacji zarabiać bez względu na miejsce pobytu czy urodzenia. Wystarczy mieć odpowiednią wiedzą i dostęp do internetu. Digitalni nomadzi to wytwór postępu technologicznego i obraz możliwości człowieka we współczesnym świecie. Ograniczenia oczywiście nie znikają. Ograniczeniem jest - albo wiedza, albo zasób środków pozostających do dyspozycji podróżujących albo dostęp do sieci albo bezpieczeństwo danego regionu. Mimo iż potocznie zwykło się myśleć, że nie ma wojny na świecie, to są jednak regiony, w których codziennie ginie wielu niewinnych cywilów – ofiar systemu, w jakim los dał im się narodzić i żyć. Poza tym bolesnym faktem toczących się batalii politycznych w niektórych rejonach świata, możemy poruszać się swobodnie po całym świecie, poznawać bezpośrednio czy wirtualnie praktycznie każdy zakątek świata, wchodzić w interakcje z innymi i pracować. 


Duży wkład w to przybliżanie ludziom świata ma bez wątpienia postęp technologiczny, w tym media społecznościowe. Przez kilka stuleci słowo pisane dbało o rozwój kulturalny oraz intelektualny człowieka. Człowiek czerpał wiedzę z książek i opowiadań przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Posiadanie książki było na wagę złota, dostępne dla wybranych grup społecznych. Wiek XX przyniósł ludzkości radio i telewizję, które zdaje się wypierają dla niektórych grup słowo pisane (patrz poziom czytelnictwa w Polsce), wprowadzając swobodny dostęp do treści praktycznie dla każdego. Choć, wyzwaniem staje się słuchanie czy oglądanie ze zrozumieniem. Dziś już nie tylko telewizja, która w niektórych przypadkach zaczyna haniebnie wpisywać się na karty historii dezinformacji, ale media społecznościowe stają się miejscem pozyskiwania informacji i siedzibą wpływowych guru. Tutaj toczy się walka o rząd dusz w XXI w. 


Media społecznościowe to możliwości i ograniczenia. 

Media społecznościowe, zdominowane przez praktycznie dwie - trzy firmy, charakteryzuje możliwość „zrobienia kariery od zera do milionera”. 
Moje postrzeganie portali społecznościowych typu Instagram, czy YouTube to obserwowanie zmieniającej się rzeczywistości i pisania historii ludzkości w odniesieniu także do rynku pracy. 

Media społecznościowe to swego rodzaju odpowiednik Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej z XIX wieku dla emigrantów z Europy, wysiadajacych na nowej ziemi w poszukiwaniu lepszego jutra - pracy, kariery i ogólnie - dobrostanu. Media społecznościowe to obecnie także, a może i przede wszystkim, poszukiwanie poklasku, sławy albo, co bardziej oddaje dzisiejszą rzeczywistość, „przejaw parcia na szkło”. Portale społecznościowe to także źródło nieograniczonej wiedzy. 


Nowocześni milionerzy to prześcigający się o liczbę followersów – influenserzy. 

Współczesny świat influenserów to sposób zarabiania pieniędzy. Płacisz za ogłoszenia to masz zasięg. Tagujesz marki, ale tylko jak masz rozpoznawane nazwisko. Często budowa rozpoznawalności nazwiska budowana była jeszcze przed epoką mediów społecznościowych. W większości influenserzy wykluwają się dość długo, ksztaltują swoje kanały społecznościowe w bólach ciągłej inwencji twórczej, prześcigając się z sobie podobnymi. Niekoniecznie wszyscy przebijają do szerokiej publiczności. Nie zawsze monetaryzuje się nakład pracy włożony w dzielenie się wiedzą w sieci. Właściciele mediów społecznościowych w umiejętny sposób potrafią zmonetaryzować swój biznes wykorzystując naszą wiedzę i niewiedzę. 


Rozumienie mediów społecznościowych to także droga do zarabiania

Influenserzy społecznościowi wprowadzają nas w najbardziej odległe zakamarki świata, pokazują, co nosić, a czego nie nosić, jak się malować, czesać. Wskazują, jak żyć, a jak nie żyć. Ze wszystkich stron próbują zawładnąć naszymi gustami i wpływać na decyzje, przede wszystkim te zakupowe. Budują często wyidealizowane obrazy ludzkiego życia. Choć media społecznościowe to także przydatne informację, przepisy i źródło natchnienia. 

"Wolna wola nie ma znaczenia, żyjemy w zdeterminowanym świecie" – powtarzają naukowcy badający mózg ludzki. Jednakże okazuje się, że nie do końca człowiek jest bezwolny. Źródło naszej odpowiedzialności tkwi w sposobie, w jaki zachowujemy się w interakcjach z innymi. Ta odpowiedzialność każdego z nas za rozwój własny, jak i mediów społecznościowych powoduje konieczność zbudowania sprawdzonych ośrodków dbających o sprawdzanie faktów; fact checking organizations funkcjonują już w odniesieniu do treści politycznych. Fact checking w odniesieniu do wzorców etycznych determinujących podział na „dobre” i „złe”, to „modne” albo „passé” nikt za nas samych nie zbuduje, jeśli odpowiednio wcześnie sami nie narzucimy standardów, co wypada, a co jest obciachem w odniesieniu do obecności w sieci. 


Każdy z nas może przyczynić się do pozytywnego rozwoju mediów społecznościowych poprzez aktywne komentowanie treści nieprawdziwych, czy zgłaszania treści wulgarnych do właścicieli portalu. Pojawiające się coraz częściej ośrodki dezinformacji, tzw. fake news związane są niewątpliwie z globalizacją. Globalizacja to zjawisko dotyczące planety i jej mieszkańców. Można pokusić się także o stwierdzenie, że jest to obecnie jedna z osi sporu osadzona na światopoglądzie indywidualnym przedstawicielu różnych grup skupionych wokół wspólnych ugrupowań i partii politycznych. 


Globalizacja kojarzy się ze swobodą przepływu, oferuje zarówno okazję, jak i czyha w niej na nas pułapka. 

Globalizacja to niewątpliwie swobodny przepływ informacji, swoboda poruszania się w internecie, który coraz bardziej staje się przypominać obszar działań wojennych. Armaty zastąpiły słowa. Pociskami stały się fake newsy. Zaglądając do Twittera przerażona jestem liczbą nicknames oraz wulgarną formą komunikacji. „Polityka jest brutalna i nie ma w niej miejsca na słabych” – słyszę, jednak polityka prędzej czy później dopadnie każdego z nas. Nie można zatem pozostawić jej obojętnie i przejść obok, jakby nas ona nie dotyczyła. 
Z drugiej strony mediów społecznościowych dociera do mnie zupełnie innych przekaz: „Świat jest cudowny, świat jest piękny, a ja jestem cudownie szczęśliwa – popatrz tylko” – to przesłania postów z Instagrama. Romantyczne spełnienia się marzeń jest zatem możliwe. Ludzie insta są piękni i szczęśliwi, a jak nie piękni to zawsze szczęśliwi albo mający coś "fajnego" do polecenia. Jak nie kosmetyk to pieluszki, jak nie ekspres do kawy to robot kuchenny, jak nie rzecz to miejsce, jak nie miejsce to kogoś innego. I tak sielanka trwa. 


Poziom brutalności TT stoi w całkowitym kontraście do sielankowości Instagramu. Jedno i drugie jest przerysowane. Jedno i drugie tworzy człowiek. Do jednego i drugiego ma dostęp młody człowiek, kształtujący swoją osobowość, jak i wyrabiający czy wyrabiająca sobie dopiero obraz na temat otaczającej rzeczywistości. Jak taki człowiek ma odnaleźć się w rzeczywistości, która jest daleka od sielanki? Zastanawiam się nawet ja - dojrzała i doświadczona życiowo wykształcona osoba; "Jaki jest ten świat, w którym żyjemy? 
… brunatny czy różowy? Brutalny czy radosny? Odpychający czy cudowny? Brzydki czy piękny? 
Pasywny czy aktywny? 


Prawda obiektywna, a prawda subiektywna. 
Odczucie, a fakt.
Intuicja, a rzeczywistość. 

Patrzę, czytam, obserwuję i myślę, w jaki sposób ustrzec nas samych przed nami samymi. Co może jednostka w obliczu przewalającej sie machiny. 

Siła Ja

Na murach Świątyni w Delfach wyryto radę: „Poznaj samego siebie” – zdaje się jest to brama do ludzkiego dobrostanu, do którego pasuje tylko indywidualnie wykuty klucz. 
Gotowe rozwiązania serwowane przez kogoś znanego z ekranu mogą na dłuższą metę zakłócić indywidualne poczucie bezpieczeństwa. Wzrasta jednak nasza świadomość konieczności poznawania świata i jego rozumienia wykraczajacego poza wiedzę wyniesioną ze szkoły. Coraz więcj inwestujemy w rozwój osobisty. Wierzę, że z czasem troska o piękne ciało zamieni się w troskę o piękny umysł. Chcąc budować dobrostan wokół nas mamy ku temu najlepszy moment. Umożliwiają to nowoczesne narzędzia technologiczne, w tym meda społecznościowe. 
Rozwój technologiczny jest nieunikniony i jest nie do powstrzymania, tak samo jak globalizacja, proces trwający już od bardzo dawna. 


Koniecznym jest zrównoważony rozwój oparty na sile tworzonych przez nas sieci powiązań, własnych - mniejszych czy większych - networków, których zadaniem jest troska o dobrostan członków tworzących wspólnotę. Castells głosi, że rozwój technologiczny tworzy podłoże dla gruntownej zmiany warunków i stylu życia społecznego. I to jest teraz właśnie ten czas, jaki możemy wykorzystać dla budowania rzeczywistości, w której troska o dobrostan człowieka, zaufanie i reputacja płynące z wiarygodności są kluczowe dla stabilnego rozwoju indywidualnego i społecznego. Na stabilnych fundamentach własnych networków możemy budować bezpieczeństwo przyszłości dla nowych pokoleń.
Wirtualny świat umożliwia nam przekraczanie granic, o jakich dotychczas nie mieliśmy pojęcia, granic indywidualnej sprawczości w bezpośrednim budowaniu globalnego dobrostanu. Co i jak uda nam się w tym względzie zrobić - pokażą najbliższe lata.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/51aebded5002a2a2297cedba065e5710,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/51aebded5002a2a2297cedba065e5710,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Choroby cywilizacyjne i społeczne wywierają piętno na każdej ze sfer życia człowieka. Przyczyn chorób u dzieci i młodzieży należy upatrywać w mediach społecznościowych. Dane z WHO.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141549,jak-zapewnic-sobie-witaminy-zima-borowka-to-niedrogie-polskie-superfood</guid><link>https://innpoland.pl/141549,jak-zapewnic-sobie-witaminy-zima-borowka-to-niedrogie-polskie-superfood</link><pubDate>Wed, 28 Feb 2018 13:57:35 +0100</pubDate><title>Chcesz być zdrowy, jedz te polskie owoce. Kupuje je od nas pół świata, a u nas ciągle nie są docenione</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d47e07da4f525a32f6ba0dd10034d833,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polscy plantatorzy dowodzą, że tzw. superżywność nie musi kosztować góry pieniędzy. Cały świat nauczył się już doceniać polskie borówki. Eksportujemy je do 25 krajów na 4 kontynentach, w Polsce ciągle nie wiemy, że zostały zaliczone do tzw. superfoods.

Borówka wysoka (zwana też amerykańską) stała się polskim hitem eksportowym. Jej popularność ciągle rośnie – w ciągu ostatnich 10 lat światowa produkcja owoców borówki wzrosła prawie trzydziestokrotnie.

Jest niezwykle cenna nie tylko ze względu na walory smakowe, ale przede wszystkim z żywieniowego punktu widzenia. Jej konsumentami stają się kolejne pokolenia. Dosłownie – według dietetyków jej owoce mogą jeść już niemowlęta. Jest też bardzo zdrowa dla osób dorosłych i starszych.

Co takiego cennego ma w sobie borówka? Otóż praktycznie nie ma wad. Jej owoce może jeść każdy – nawet cukrzycy i osoby odchudzające się. To witaminowa bomba, zawierająca więcej przeciwutleniaczy niż jakikolwiek inny owoc. Bardzo niska zawartość cukru powoduje, że jej jedzenie po prostu nie tuczy. Na dodatek wyróżnia się spośród innych owoców delikatnością i świeżością. 


Dlaczego warto jeść borówkę?
Owoce borówki zawierają też sporo regulującego trawienie błonnika, dostarczają organizmowi potasu i witaminy C. Ta zaś ułatwia przyjmowanie żelaza. A na dodatek borówki regulują poziom cholesterolu – obniżają poziom LDL (tzw. złego cholesterolu), równocześnie podwyższając poziom HDL (tego dobrego).

– Borówki są popularne, bo są łatwą przekąską i dobrze wpasowują się w dietę. Zostały sklasyfikowane jako „super food”. Zawierają bardzo dużo witaminy C i bardzo dużo flawonoidów. Są soczyste, bardzo słodkie, bardzo atrakcyjne wizualnie i mają bardzo długi okres trwałości. W porównaniu do innych owoców jagodowych o wiele dłużej można je przechowywać w lodówce. Z punktu widzenia konsumentów są idealne – mówi Tom Rogers z Soloberry, globalnej firmy w branży owoców jagodowych, z biurami w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Rumunii, Chile i Maroku.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d47e07da4f525a32f6ba0dd10034d833,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d47e07da4f525a32f6ba0dd10034d833,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Borówka jest polskim hitem eksportowym - sprzedajemy ją już do 25 krajów na 4 kontynentach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141429,jak-dziala-niemiecka-poczta-to-firma-technologiczna-buduje-wlasne-auta</guid><link>https://innpoland.pl/141429,jak-dziala-niemiecka-poczta-to-firma-technologiczna-buduje-wlasne-auta</link><pubDate>Fri, 23 Feb 2018 14:09:53 +0100</pubDate><title>Czym różni się niemiecki listonosz od polskiego? Poczta Polska powinna uczyć się od prymusa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/686a21014d266eb6604c78bf478343c7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Największy biznes technologiczny w Niemczech to Deustche Post DHL. Przynajmniej tak twierdzi prezes firmy, Frank Appel. Niemieccy listonosze jeżdżą elektrycznymi autami, które poczta zbudowała  własnymi siłami, czekają na roboty, które będą im nosić torby, używają okularów do rozszerzonej rzeczywistości. A firma zarabia na czysto miliardy euro.

Wygląda jak typowy niemiecki prezes. 56 lat życia, widoczne na twarzy. Wysoki, szczupły, delikatnie jowialny. Kiedy zaczyna mówić, wychodzi z niego biznesowy twardziel. Ten facet jest po prostu zawzięty.

Zarządzanie wielką firmą
Od 2008 roku kieruje niemieckim narodowym urzędem pocztowym – Deutsche Post DHL. Ma pod sobą 522 tysiące ludzi. Dla porównania Poczta Polska zatrudnia ok. 70 tys. osób. Populacja Niemiec to ok. 83 mln ludzi – dwa razy więcej, niż Polski, ale musimy wziąć pod uwagę, że Deutsche Post to firma międzynarodowa i obsługuje nie tylko rynek naszych zachodnich sąsiadów.


Najbardziej fascynujące w Appelu jest to, że kompletnie nie przyjmuje do wiadomości, że kieruje państwowym molochem. Zarządza nim tak, jak prywatną firmą, ale – co może brzmieć kuriozalnie – bez oglądania się na wynik finansowy.

– Tak naprawdę jesteśmy największym w Niemczech biznesem technologicznym – mówi bez ogródek.
	
		
											
					
				
				Po Niemczech jeździ już 5000 StreetScooterów. Elektryczne auta dla listonoszy poczta zbudowała sobie sama.•mat. prasowe
					

Frank Appel właśnie chwali się nowym projektem Deustche Post. Niemiecka poczta sama zbudowała sobie flotę samochodów elektrycznych. Nie kupiła – zaprojektowała i wyprodukowała. Zrobiła to w kooperacji z Boschem, który dostarczył odpowiednie technologie.


– Dlaczego? Bo żadna firma motoryzacyjna nie była zainteresowana projektowaniem i budową samochodu, który wygląda niezbyt ciekawie, rozpędza się maksymalnie do 100 km/h, jest dostępny w trzech kolorach i nie ma klimatyzacji – mówi bez ogródek.

Deutsche Post DHL Group ma teraz 5000 StreetScooterów – tak nazywają się auta listonoszy. Przejechały do tej pory około 13 milionów kilometrów i to w trudnych warunkach. Pojazdy elektryczne muszą się zatrzymywać i ruszać ponad 300 razy dziennie przez ponad 300 dni w roku. Koszty ich eksploatacji są 60 do 80 procent niższe niż w przypadku podobnych konwencjonalnych pojazdów. A poza tym poczta zredukowała roczną emisję CO2 o ponad 16 000 ton.


Wyniki finansowe
Appel z wykształcenia jest… neurobiologiem. Dorastał w powojennych Niemczech. To ponoć wywarło olbrzymi wpływ na jego postrzeganie świata. Uważał, że coś złego stało się z mózgami ludzi, którzy doprowadzili do zła. I do dziś stara się zrozumieć ludzi i pobudki, które kierują ich wyborami.

Ze świata nauki Appel trafił do biznesu. Gdy pracował dla międzynarodowej firmy doradczej McKinsey, doradzał m.in. niemieckiej poczcie. Robił to tak dobrze, ze zaproponowano mu posadę prezesa. Objął ją w 2008 roku, obecny kontrakt ma do roku 2022.


Prezes Deutsche Post DHL wychodzi z założenia, że ludzie czują miłość, nadzieję i cel. Są to trzy potrzeby, które – jak twierdzi – stara się realizować.
	
		
											
					
				
				Frank Appel, prezes Deutsche Post DHL - jak twierdzi &quot;największej firmy technologicznej w Niemczech&quot;•mat. prasowe
					

Jego logika może wydawać się pokrętna. Zdaniem Appela to nie potrzeba wzrostu napędza ludzi do działania. Szeregowy pracownik ma w nosie to, czy poczta zwiększy przychody. On chce realizować siebie i ma swoje sprawy. Ale to dzięki realizacji jego mikropotrzeb – w skali całej firmy – niemiecka poczta rośnie w siłę. Przy okazji notując coraz lepsze wyniki finansowe.


Pod wodzą Appela niemiecka poczta robi rzeczy niezwykle innowacyjne. Prezes postawił przed sobą i firmą kilka celów. Pierwszym są finanse – dzięki jego filozofii w ciągu 6 lat poczta zanotowała wzrost obrotów z 53 mld euro w 2011 roku do 60 mld w 2017. Marża w tym okresie wzrosła dwukrotnie, z 2,8 do 6,2 proc. A zysk? W 2015 roku wyniósł on 1,5 mld euro, w 2016 już 2,6 mld.

Poczta Polska w 2016 roku miała 66 mln złotych straty, 2017 zakończyła prawdopodobnie kilkumilionowym zyskiem przy obrotach w wysokości 5,5 mld złotych. Pod wodzą Appela niemiecka poczta bada również satysfakcję pracowników. Trzy czwarte z nich jest zadowolonych ze swojej pracy. W Polsce wyniki prawdopodobnie byłyby zgoła inne.


A Deusche Post bardzo na serio pracuje też nad celami środowiskowymi, mierzonymi wskaźnikiem wydajności węglowej. Dlatego też zbudowała swoją własną flotę pojazdów elektrycznych. Celem jest zmniejszenie emisji związanych z logistyką DHL do zera do 2050 roku.

Auto dla listonosza
– Najlepiej znamy nasze potrzeby i nie obchodzi nas to, że auto wygląda tak, jak wygląda, nie jest szybkie i nie ma klimatyzacji. I wiemy też, że potrzebujemy ich 5 tysięcy – mówił Appel na niedawnej konferencji Bosch Connected World. To właśnie Bosch dostarcza komponenty do budowy elektrycznych aut. Appel tłumaczy, że średnia prędkość poruszania się listonosza to 6 km na godzinę, więc auto nie musi być szybkie. Musi być ekonomiczne.
	
		
											
					
				
				Do testów niemieckiej poczty trafiły PostBoty. To roboty podążające w ślad za listonoszem, mogą wieźć przesyłki o wadze do 150 kilogramów•mat. prasowe
					

Na wyposażenie niemieckich listonoszy trafiają też Postboty – samobieżne roboty, podążające za doręczycielem. To taka skrzynka na kółkach, jadąca w ślad za nim. Listonosz nie musi więc dźwigać torby, robi to za niego robot.


Pracownicy sortowni przesyłek korzystają z okularów z rzeczywistością rozszerzoną. Kamera podąża za ich wzrokiem, podpowiada na co patrzą i czego powinni szukać.

– Dzięki temu wydajność pracowników w sortowni zwiększyła się o 15 procent – mówi Appel. Dodaje, że firma ma własne laboratorium do obróbki danych i program przeznaczony dla obiecujących start-upów, które mogą uczynić niemiecką pocztę jeszcze bardziej zaawansowaną technologicznie.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/686a21014d266eb6604c78bf478343c7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/686a21014d266eb6604c78bf478343c7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Frank Appel (z prawej) uczynił z niemieckiej poczty zaawansowany biznes technologiczny, pełen technicznych nowinek, a jednocześnie bardzo dochodowy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141357,praca-marzen-kazdego-polaka-zostan-przewodnikiem-w-muzeum-polskiej-wodki</guid><link>https://innpoland.pl/141357,praca-marzen-kazdego-polaka-zostan-przewodnikiem-w-muzeum-polskiej-wodki</link><pubDate>Tue, 20 Feb 2018 14:34:00 +0100</pubDate><title>Praca marzeń dla prawdziwego Polaka. Wyślij CV do Muzeum Wódki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/151beeef536d0c4d91c42d11b84b2d46,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Muzeum Polskiej Wódki jeszcze nie zostało otwarte a już budzi olbrzymie zainteresowanie. Na otwarcie czekają turyści, zaś na kompetentnych pracowników czekają wolne etaty. Można zostać przewodnikiem, menedżerem albo kierownikiem.

„Dołącz do grona naszych pracowników i poznaj historię Polskiej Wódki. Niech Twoja kariera zaprocentuje w nowe doświadczenia!” – piszą dwuznacznie przedstawiciele Muzeum na swojej stronie internetowej. 

Obiekt planuje otworzyć swoje podwoje w połowie tego roku (w czerwcu), aktualnie szuka więc osób do pracy. A tej – sądząc po zainteresowaniu, jakim darzą muzeum turyści i mieszkańcy Warszawy – będzie sporo.

Praca - nabór do Muzeum Polskiej Wódki w Warszawie
Już teraz profil Muzeum Polskiej Wódki na Facebooku obserwuje prawie 3000 osób, a sam obiekt jest już wymieniany w gronie najfajniejszych atrakcji turystycznych stolicy. Nieźle jak na muzeum, które jeszcze nie działa.


Trzeba przyznać, że stoi za nim solidna koncepcja. Samo muzeum znajdzie się w historycznej fabryce wódek „Koneser”, zwiedzający będą mieli możliwość nie tylko dowiedzieć się wszystkiego o polskiej wódce i jej wpływie na kulturę, ale i spróbować wódki.

Inicjatywie Muzeum patronuje Stowarzyszenie Polska Wódka. Autorem stałej ekspozycji jest pracownia architektoniczna Nizio Design International, a logotyp i identyﬁkację wizualną przygotował artysta-plastyk – Andrzej Pągowski.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/151beeef536d0c4d91c42d11b84b2d46,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/151beeef536d0c4d91c42d11b84b2d46,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Andrzej Pągowski i Andrzej Szumowski podczas prezentacji idei powstania Muzeum Polskiej Wódki na terenie byłej wytworni wódek Koneser. Muzeum szuka właśnie pracowników w charakterze przewodników.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141349,jak-zarobic-pierwszy-milion-tylko-we-wlasnej-firmie-na-etacie-sie-nie-uda</guid><link>https://innpoland.pl/141349,jak-zarobic-pierwszy-milion-tylko-we-wlasnej-firmie-na-etacie-sie-nie-uda</link><pubDate>Tue, 20 Feb 2018 13:35:00 +0100</pubDate><title>Rzuć pracę, póki możesz. Polskie badania mówią, że w niej miliona się nie dorobisz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/80f8c36dfb0258b1c87aa3599edabe83,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pewnie chcesz mieć majątek wart ponad milion złotych. Jeśli tak, to unikaj pracy najemnej – nie idź na etat do firmy. Lepiej załóż własną firmę – takie wnioski płyną z badania Narodowego Banku Polskiego.

Kto zarabia najwięcej?
Badania wziął pod lupę Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. Z opracowania „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce” wyciągnął wniosek wynika, że majętność gospodarstw domowych, gdzie dominuje praca najemna, wynosi jedną trzecią tego, co w rodzinach uzyskujących główny dochód z samozatrudnienia.

Kolejnym przepisem na bogactwo jest wykształcenie. Mity o bogatych przedsiębiorcach, którzy rzucili studia na rzecz prowadzenia własnej firmy są bardzo romantyczne, ale statystyka ich nie potwierdza. W gospodarstwach domowych, gdzie osoba referencyjna (ankietowany) ma wykształcenie wyższe, zgromadzony majątek netto jest średnio ponad dwukrotnie większy (563 tys. zł) niż tam, gdzie dominuje wykształcenie podstawowe (248 tys. zł).


Z badania NBP wiemy też, że wiek sprzyja bogaceniu się – osoby starsze (ale do 64 lat) mają wyższy majątek niż młodsze. 

Jak zostać milionerem?
Mimo wszystko najważniejszym warunkiem bycia zamożnym jest status na rynku pracy. Średni majątek netto gospodarstwa domowego w Polsce to 417 tys. zł, a mediana (połowa ma mniej, a połowa więcej) wynosi 263 tys.

Jeśli weźmiemy pod uwagę ludzi zatrudnionych na etacie, to średni majątek ich gospodarstwa wynosi 369 tysięcy złotych. A samozatrudnieni mają prawie 3 razy więcej – 1,073 mln zł.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/80f8c36dfb0258b1c87aa3599edabe83,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/80f8c36dfb0258b1c87aa3599edabe83,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pracując na etacie nie dorobisz się miliona. Szanse masz tylko, jako przedsiębiorca</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141345,bibliotekarka-znalazla-w-ksiazce-pieniadze-co-zostawiamy-w-kasiazkach</guid><link>https://innpoland.pl/141345,bibliotekarka-znalazla-w-ksiazce-pieniadze-co-zostawiamy-w-kasiazkach</link><pubDate>Tue, 20 Feb 2018 12:28:31 +0100</pubDate><title>To się nazywa szczęście. Chciała przejrzeć książkę, a znalazła wielką kasę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/1f872221ae866ee7bbba2f4936134309,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nietypową zakładkę w książce znalazła jedna z ciechanowskich bibliotekarek. Pani Małgorzata podczas układania książek na półce odkryła kopertę, w której ktoś zostawił niemałą sumkę.

Jak odzyskać zgubione pieniądze?
W książkach zwracanych do biblioteki w Ciechanowie czytelnicy zostawiają różne zakładki. Wśród nich są zdjęcia, wyniki badań, karty informacyjne ze szpitala, rachunki, bilety i pocztówki, jednak taka zakładka bardzo zaskoczyła Panią Małgorzatę. – Rozkładając książki na półce zauważyłam w jednej z nich kopertę z pieniędzmi – powiedziała Małgorzata Fiuk portalowi „Lustro Biblioteki”. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że znalazła oszczędności życia starszej pani.

Ponieważ system, w którym dokonuje wypożyczeń ciechanowska biblioteka nie pozwala na sprawdzenie historii wypożyczeń, nie było mowy o odnalezieniu właściciela koperty. W związku z tym pieniądze zostały komisyjnie przeliczone przez pracowników biblioteki. Następnie kwotę ośmiu tysięcy złotych przekazano do policyjnego depozytu.


Jak dostać podwyżkę?
Pracownicy biblioteki umieścili na drzwiach informację o niecodziennym znalezisku. Dopiero po kilku tygodniach uwagę na informację na kartce zwróciła jedna ze stałych czytelniczek. Po tym jak podała zarówno kwotę, jak i nominały banknotów, które znajdowały się w kopercie, nikt już nie miał wątpliwości, że to ona jest właścicielką. W ten sposób, dzięki uczciwości pani Małgorzaty, czytelniczka odzyskała zgubę.

Postawę pracownicy dyrekcja placówki nagrodziła podwyżką.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1f872221ae866ee7bbba2f4936134309,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1f872221ae866ee7bbba2f4936134309,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pani Małgorzata Fiuk znalazła w książce 8 tysięcy złotych. Okazało się, że to oszczędności życia starszej pani.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141329,alkohol-od-21-lat-nowy-pomysl-konferencji-episkopatu-polski</guid><link>https://innpoland.pl/141329,alkohol-od-21-lat-nowy-pomysl-konferencji-episkopatu-polski</link><pubDate>Tue, 20 Feb 2018 10:22:08 +0100</pubDate><title>Alkohol w Polsce od 21. roku życia? Kontrowersyjny pomysł Kościoła</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/84b981e46bd49535da836ee821fd58ab,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dwa tygodnie temu, po błyskawicznym przejściu przez Sejm, Senat nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości została podpisana przez prezydenta. Nowa ustawa o wychowaniu w trzeźwości daje samorządom daleko idące uprawnienia do wprowadzenia nowych rygorów na sprzedaż trunków z procentami.

Jednak niespodziewanie na horyzoncie pojawił się nowy zwolennik zaostrzania przepisów antyalkoholowych. W tym celu powstał Narodowy Program Trzeźwości, który 16 lutego został zaprezentowany w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.W Sekretariacie #KEP rozpoczęła się prezentacja Narodowego Programu Trzeźwości w 100.rocznicę niepodległości. pic.twitter.com/HPmaLnTNEP— EpiskopatNews (@EpiskopatNews) 16 lutego 2018



Kościół walczy ze zniewoleniem Polaków
Władze polskiego Kościoła chcą, by program był realizowany poprzez kampanie społeczne i edukacyjne przy zaangażowaniu instytucji kościelnych, państwowych i samorządowych. Jak podkreśla KEP, program ma stać się „drogowskazem dla wszystkich Polaków, nie tylko dla osób wierzących, ale dla wszystkich ludzi dobrej woli, jak ratować naszą Ojczyznę przed zniewoleniami”.


W programie Kościół powołuje się na osiągnięcia współczesnej nauki, z których wynika, że spożywanie alkoholu powoduje powstawanie „szkód, które wynikają z używania napojów alkoholowych przez nieletnich oraz z nadużywania takich napojów przez dorosłych”. Ponadto władze kościelne uważają, że spożywanie alkoholu może naruaszć „tożsamość, suwerenność, wolność, zdrowie, rozwój i dobrobyt”.

Księża uważają również, że „napoje alkoholowe nie są konieczne do życia” i należy dążyć do całkowitego ich wyeliminowania, chociaż jak sami podkreślają: „perspektywa całkowitego usunięcia tej substancji psychoaktywnej z użytkowania wydaje się na chwilę obecną odległa”.


Rozwiązywanie problemów alkoholowych
Przede wszystkim zdaniem KEP nie można wprowadzać prohibicji, bo jak pokazuje historia, zakaz taki jest nieskuteczny. Zdaniem organizacji, eliminacja alkoholu powinna być wprowadzana stopniowo na drodze akceptacji społecznej.

Księża mają też kilka zaleceń i uwag dotyczących ograniczenia spożywania alkoholu przez Polaków. Przede wszystkim uważają, że wszystkie osoby dotknięte chorobą alkoholową powinny być poddawane leczeniu. Dodatkowo powinno się stworzyć program walki z alkoholizmem, a wraz z nim ograniczyć działania marketingowe nakłaniające ludność do spożywania napojów alkoholowych. Według KEP zwłaszcza należy ograniczyć dezinformację, którą szerzą reklamy tych trunków.


Alkohol od 21. roku życia
Jednak to, co może najbardziej zaskakiwać, to chęć „uzyskanie realnej abstynencji dzieci i młodzieży do 21. roku życia, osiągniętej przy aktywnym udziale odpowiednich grup dorosłych (rodzice, duszpasterze, nauczyciele, urzędnicy)”.

Może to oznaczać, że pojawią się działania mające na celu podniesienie wieku, w którym będzie w naszym kraju kupować alkohol. Jako przykład podany dokumencie służyć mają regulacje prawne w USA, gdzie alkohol można legalnie nabyć po ukończeniu 21. roku życia.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/84b981e46bd49535da836ee821fd58ab,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/84b981e46bd49535da836ee821fd58ab,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Konferencja Episkopatu Polski sugeruje podniesienie wieku, od którego będzie można w Polsce kupić alkohol.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141227,z-czego-sklada-sie-piwo-jakie-piwo-warto-kupic-wszystkie-grzechy-browarow</guid><link>https://innpoland.pl/141227,z-czego-sklada-sie-piwo-jakie-piwo-warto-kupic-wszystkie-grzechy-browarow</link><pubDate>Mon, 19 Feb 2018 10:23:34 +0100</pubDate><title>Brutalna prawda: z piwem to ma niewiele wspólnego. Oto, co ukrywają przed tobą browary</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/704061cadea7b42bde601fae5dd230c9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Co ukrywają przed nami wielkie browary? Reklamy pokazują krystaliczną wodę, worki szyszek chmielowych i ziaren owsa. Prawda jest jednak brutalna – to w znacznej mierze przemysłowa produkcja, z udziałem składników, które z piwem nie mają nic wspólnego. Gdyby zobaczyli to piwowarzy sprzed wojny, na których tradycję lubią się powoływać współcześni browarnicy, pogoniliby ich, gdzie chmiel rośnie.

Większość osób myśli, że piwo składa się z wody, słodu, drożdży i chmielu. Ale nieufność wielu konsumentów budzą napisy na puszkach i butelkach. Producenci złotego trunku często nie podają składu napoju, zadowalając się jedynie napisem "zawiera słód jęczmienny". W sieci pojawiają się teorie, że takie piwo nie zawiera chmielu i jest niepełnowartościowe. I czasem mają sporo racji, ale tylko w tej drugiej kwestii.

Wyjaśnijmy na początku jedno: piwo chmiel zawiera, niezależnie do tego, czy jest on wymieniony w składzie. Bardzo trudno dostać gatunki tego napoju uwarzone bez dodawania chmielu i są to raczej trunki dla koneserów. Nieporozumienia biorą się stąd, że producenci piwa nie mają obowiązku umieszczania składu na etykiecie. Mają dwa wyjścia: albo podać jedynie informację o alergenach, albo cały skład.


I wybierają to pierwsze. Wielu z nich informuje tylko o alergenach – a tym może być właśnie słód jęczmienny. Gdyby chcieli pochwalić się choćby jednym innym składnikiem, który nie jest alergenem – choćby wodą – musieliby podać cały skład. Czyli – w zasadzie każde piwo zawiera chmiel, tak jak i wodę czy drożdże. W praktyce jedynym bodaj znanym u nas gatunkiem piwa, do którego celowo nie daje się chmielu, jest gruit.

Co z tym chmielem?
Jednak wielu producentów piwa woli unikać podawania pełnego składu swoich produktów. Dlaczego? Bo spora część z nich ukrywa stosowane przez siebie sztuczki. Do ich spektrum nie należy unikanie chmielu. Pamiętajmy jednak, że szyszki tej rośliny są jedynie dodatkiem, przyprawą do piwa. 


Na 100 litrów trunku idzie jedynie kilkanaście dekagramów chmielu. I to w różnej postaci – niewielu producentów dodaje szyszki chmielowe, jak możemy to zobaczyć na reklamach. Większość używa ich w postaci sproszkowanej lub płynnej. Nie jest to gorsza forma chmielu, po prostu w ten sposób łatwiej się go przechowuje i transportuje.
	
		
											
					
				
				Wbrew popularnym mitom, nikt nie dodaje do piwa żółci bydlęcej•Foto: Pexels.com
					

Do piwa, wbrew internetowym legendom, nie dodaje się też żółci bydlęcej. Ten mit wziął się z jakiegoś podejrzanego raportu, wedle niego dodawanie żółci miałoby poprawiać wygląd napoju. Piwowarzy, zarówno mali, jak i duzi twierdzą, że to kompletna bzdura.


Ale nie znaczy to, że piwo, na którym nie ma podanego składu jest uwarzone "uczciwie". Szczególnie wielkie koncerny piwowarskie, wypuszczające na rynek miliony litrów piwa mają sporo na sumieniu. Co dodają lub mogą dodawać?

Kukurydza w piwie?!
Przede wszystkim grys kukurydziany oraz ryż. W niektórych browarach dodaje się do początkowego etapu produkcji, zamiast części słodu. Aby tańsze zamienniki słodu odpowiednio się rozłożyły, prawdopodobnie dodaje się do nich specjalnych enzymów (amylazy). Może to dla browaru oznaczać niezłą oszczędność. Nawet kilka groszy na litrze pomnożone przez miliony potrafi dać naprawdę dużą sumę. Weźmy pod uwagę fakt, że w Polsce warzy się ponad 100 000 000 litrów piwa rocznie.


Część piw, szczególnie smakowych, jest sztucznie faszerowana słynnym syropem glukozo-fruktozowym. Aby to wszystko się nie zepsuło, do piwa można dodać przeciwutleniacze, na przykład E300. Co prawda to poczciwa witamina C, ale czy powinna znajdować się w piwie?

W "uczciwym" piwie kolor uzyskuje się dzięki słodowi. Na przykład słody palone odpowiadają za ciemniejszą barwę napoju. Wielu producentów idzie jednak na skróty i woli dodać karmelu amoniakalnego. To syntetyczny barwnik, uzyskiwany dzięki działaniu amoniaku na sacharozę. Dodaje się go do innych napojów, pieczywa i słodyczy. Jego dokładne działanie na organizm nie jest w pełni znane, dietetycy polecają unikanie spożywania go.


Piwa smakowe są powszechnie ulepszane za pomocą innych sztucznych barwników oraz aromatów naturalnych i sztucznych.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/704061cadea7b42bde601fae5dd230c9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/704061cadea7b42bde601fae5dd230c9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czy koncerny robią piwo bez chmielu? Nie, ale mają na sumieniu dużo innych grzeszków</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141289,producent-gier-zwalnia-deweloperow-restrukturyzacja-i-zmiany-w-ci-games</guid><link>https://innpoland.pl/141289,producent-gier-zwalnia-deweloperow-restrukturyzacja-i-zmiany-w-ci-games</link><pubDate>Sun, 18 Feb 2018 15:44:13 +0100</pubDate><title>Polski potentat rynku gier zwalnia deweloperów. „Trzeba pozwolić spółce ruszyć naprawdę do przodu”</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7f522eff46f9ebf5b363ba1fe6356ea6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tworząca gry komputerowe firma CI Games, w której studiach powstały m.in. „Sniper Ghost Warrior 3” i „Lords of the Fallen” (ta druga to RPG z ambicjami na konkurowanie z serią „Wiedźmin” zaskoczyła rynek. Jak poinformowała spółka, w firmie doszło do restrukturyzacji, w ramach której zwolniono większość osób odpowiedzialnych za projektowanie gier.

– Decyzja o zmniejszeniu rozmiarów studia była najtrudniejszą decyzją, jaką podjąłem w ciągu ostatnich lat – podkreśla szef CI Games, Marek Tymiński. – Nigdy nie jest łatwo pozwolić odejść przyjaciołom i kolegom, z którymi pracowaliśmy od lat, jednak wierzę, że była to najlepsza decyzja, by pozwolić spółce ruszyć naprawdę do przodu – kwituje.

Trudna czy nie – decyzja była dla rynku zaskakująca. „Sniper Ghost Warrior 3” kupił milion klientów, firma miała 100 mln zł przychodu.

Jak podkreśla jednak portal eurogamer.pl, klamka zapadła już wiele miesięcy temu, kiedy CI Games ogłosiło zamiar porzucenia gier wysokobudżetowych na rzecz produkcji o mniejszym rozmachu. Nową wizję ma realizować zaledwie 30-osobowy zespół deweloperów, który zajmie się tworzeniem „taktycznej strzelanki”, bo tyle wiadomo o kolejnym projekcie firmy. Wsparciem będzie służyć „rozległa sieć podwykonawców”.


Własnych projektów będzie relatywnie niewiele – trzy do 2020 roku: wspomniana „taktyczna strzelanka”, Lords of the Fallen 2 oraz trzeci, całkowicie nieznany. CI Games chce też prowadzić działalność wydawniczą, czyli wprowadzać gry mniejszych firm na globalny rynek.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7f522eff46f9ebf5b363ba1fe6356ea6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7f522eff46f9ebf5b363ba1fe6356ea6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ostatni hit CI Games, Sniper Ghost Warrior 3, znalazł milion nabywców.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141277,google-usuwa-wyszukiwanie-obrazem-szukanie-zdjec-stanie-sie-niemozliwe</guid><link>https://innpoland.pl/141277,google-usuwa-wyszukiwanie-obrazem-szukanie-zdjec-stanie-sie-niemozliwe</link><pubDate>Sun, 18 Feb 2018 09:42:32 +0100</pubDate><title>Wyszukiwarka Google już nie będzie taka sama: usuwa dwie popularne funkcje</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/031b3a632bfa9c41a1e461ce8911e22a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Google od lat miał kłopoty z właścicielami praw do zdjęć lądujących w sieci. Najgroźniejszym przeciwnikiem była legendarna agencja Getty Images, dla której pracuje elita fotoreporterów z całego świata i którą poskarżyła się na amerykańskiego giganta do Komisji Europejskiej. To pod presją GI – ale i drobniejszych graczy – Google nie będzie już udostępniać dwóch poręcznych funkcji, z jakich mogliśmy wcześniej korzystać.

Problem od lat polegał na tym, że część użytkowników Google omijała prawo: wyszukiwali chronione prawem autorskim znane fotografie wysokiej rozdzielczości, by móc skorzystać z możliwie najlepszej rozdzielczości kopii – ale bez znaku wodnego - podkreśla portal conowego.pl.

Google postanowiło pójść twórcom na rękę: z wyników wyszukiwania obrazów zniknęła już funkcja „Pokaż obraz”, dzięki której wybrane zdjęcie pojawiało się w osobnym oknie wyszukiwarki w pełnej dostępnej rozdzielczości. Oczywiście, to nie rozwiązuje problemu całkowicie – użytkownik może wciąż wejść na stronę internetową z plikiem i zobaczyć go tam w pełnej okazałości. Będzie to natomiast znacznie bardziej czasochłonne.


Druga funkcja, która jest przeznaczona do kasacji w najbliższym czasie, to wyszukiwanie obrazem. Do tej pory użytkownicy mogliby szukać podobnych obrazów „wrzucając” do Google plik zdjęciowy lub link do niego. W tej chwili nie znajdziemy już funkcji dalszego wyszukiwania obrazem przy już znalezionych zdjęciach.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/031b3a632bfa9c41a1e461ce8911e22a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/031b3a632bfa9c41a1e461ce8911e22a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Google ogranicza możliwość wyszukiwania zdjęć: niektóre funkcjonalności wyszukiwarki nie będą już dostępne.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141267,sms-z-hinduskimi-znaczkami-zawiesza-iphone-a-blad-oprogramowania-apple</guid><link>https://innpoland.pl/141267,sms-z-hinduskimi-znaczkami-zawiesza-iphone-a-blad-oprogramowania-apple</link><pubDate>Sat, 17 Feb 2018 12:22:19 +0100</pubDate><title>Właściciele iPhone&#039;ów bezbronni jak dzieci. Wystarczy jeden SMS, żeby zawiesić im telefon na dobre</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3d60febd2705ce824e82c520703c8bd3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Problem dotyczy zarówno systemu iOS, jak i macOS: wystarczy krótka wiadomość z użyciem znaków z alfabetu indyjskiego języka Telugu, żeby wprawić ich urządzenia w nieustanny ciąg restartów, co – jak twierdzą branżowe serwisy – może prowadzić nawet do konieczności reinstalacji systemu.

Nie chodzi tylko o SMS i tylko iPhone'y. Jak wylicza portal Niebezpiecznik.pl do permanentnego zablokowania telefonu można doprowadzić, wysyłając sekwencję poprzez Messengera, WhatApp, Outlooka, Twittera, Gmaila (również na kompluterach Apple). W efekcie następuje co najmniej „crash” aplikacji, czyli jej niekontrolowane wyłącznie się. Po czym może nastąpić coś, co w slangu nosi nazwę „petli śmierci”: aplikacja ponownie się uruchamia, po czym raz jeszcze zamyka, znów uruchamia i znów zamyka. I tak w kółko. – Aplikacje po crashu próbują same wstać, ładując jeszcze raz, automatycznie, te same dane, które crash spowodowały – tłumaczy Niebezpiecznik.pl.


Wystarczy wiadomość z sekwencją znaków kodowanych w następujący sposób: U+0C1C U+0C4D U+0C1E U+200C U+0C3E. To odpowiedniki znaków z języka Telugu. Niebezpiecznik.pl poleca w takiej sytuacji podłączyć smartfon do komputera iMac i skasować wiadomość z poziomu aplikacji desktopowej. Ostatecznie można poprosić kogoś o wysłanie nowej wiadomości w danej aplikacji – byleby bez indyjskich znaków – i wtedy spróbować restartu.

Jeżeli to nie wystarczy, w skrajnych przypadkach konieczna będzie reinstalacja systemu lub... cierpliwość. W przyszłym miesiącu będzie dostępna wersja beta systemów iOS11.3 oraz macOS 10.13.4, w których problem został rozwiązany.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3d60febd2705ce824e82c520703c8bd3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3d60febd2705ce824e82c520703c8bd3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wiadomość z sekwencją hinduskich znaków może permanentnie zawiesić każdego iPhone&#039;a.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141263,wielka-transakcja-na-rynku-bitcoina-kupiono-btc-za-ponad-miliard-zlotych</guid><link>https://innpoland.pl/141263,wielka-transakcja-na-rynku-bitcoina-kupiono-btc-za-ponad-miliard-zlotych</link><pubDate>Sat, 17 Feb 2018 10:18:25 +0100</pubDate><title>Tajemnicza transakcja na rynku kryptowalut. Anonimowy inwestor kupił bitcoiny warte ponad miliard złotych</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/2053d3e2bf7c07723ad68c12bd38f2a7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Idź na całość albo idź do domu – go big or go home – tak światowe media podsumowują wejście na rynek kryptowalut tajemniczego inwestora, który w ciągu trzech ostatnich dni skupił bitcoiny warte blisko 400 milionów dolarów.

Najwyraźniej ktoś – rekin finansjery lub któraś z wiodących instytucji – uznał, że na bitcoinie da się jeszcze zarobić. Najsłynniejsza z kryptowalut stopniowo podnosi się po styczniowym załamaniu kurs, kiedy to jej notowania poszły o połowę w dół. Dołek wypadł 6 lutego, kiedy BTC był kupowany poniżej progu 6 tysięcy dolarów. Obecnie bitcoin ponownie kosztuje ponad 10 tysięcy dol.

– Nie jestem pewien, kim jest ten kupujący, ale wielu kupowało w dołku i zwiększało swój stan posiadania po dodatkowym uporządkowaniu regulacji dotyczących bitcoinów w USA i Azji – komentował na stronach portalu marketwatch.com Alex Sunnarborg, współzałożyciel funduszu Tetras Capital.


Anonimowy inwestor nie jest nowym graczem. Jak podkreślają eksperci, już wcześniej posiadał on 55 tysięcy bitcoinów – teraz zwiększył swoją pulę do 96 tys. BTC. Na forach poświęconych kryptowalutom zaroiło się od teorii, kto może kryć się za tajemniczym adresem 3Cbq7aT1tY8kMxWLbitaG7yT6bPbKChq64. – Chciałbym wierzyć, że to Wall Street, widząc, że dno wypadło na poziomie 6 tys. dol., poczuło krew i wróciło do gry – kwitował Jeff Koyen z firmy 360 Blockchain USA.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/2053d3e2bf7c07723ad68c12bd38f2a7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/2053d3e2bf7c07723ad68c12bd38f2a7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Notowania bitcoina podniosły się po dołku z początku lutego.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141259,10-tysiecy-dolarow-dla-zwyciezcy-gry-komputerowej</guid><link>https://innpoland.pl/141259,10-tysiecy-dolarow-dla-zwyciezcy-gry-komputerowej</link><pubDate>Fri, 16 Feb 2018 17:16:17 +0100</pubDate><title>Potrzebujesz gotówki? Oni płacą 30 tysięcy złotych za to, że przejdziesz grę komputerową</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/669a5c5d574f79c2b6a9b25cdc6cab68,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Twórcy ufundowali niecodzienną nagrodę dla osoby, która jako pierwsza przejdzie grę „MonteCrypto: The Bitcoin Enigma”. Na szczęśliwca, który tego dokona, czeka niebagatelna kwota - 1 bitcoin. Propozycja skierowana jest do wszystkich graczy na całym świecie, warunkiem wzięcia udziału w wyścigu jest zakup gry. Nie trzeba być e-sportowcem z nadludzkim refleksem, gra stawia na zagadki.

Już niebawem, bo 20 lutego w serwisie „Steam” dostępna będzie niezwykła gra. Składa się z 24 etapów, z których każdy jest łamigłówką logiczną. Chyba warto zaryzykować zakup i zagrać, bo dla pierwszej osoby, która zwycięży, twórcy przewidzieli niemałą nagrodę – jednego bitcoina (przy dzisiejszym kursie to około 33 tys. złotych).

Pieniądze za granie
Biorąc pod uwagę ceny produktów na platformie, „MonteCrypto: The Bitcoin Enigma” nie będzie szczególnie droga, bo ma kosztować zaledwie 1,99 dolara. 

Nie znamy ceny w Polsce, ponieważ serwis stosuje własny przelicznik na złotówki. W związku z tym będziemy mogli ją poznać dopiero w dniu premiery. Na razie na stronie poza opisem gry pojawia się informacja o dacie premiery.


Bitcoin do podziału
Według opisu gry, będzie można rozwiązywać łamigłówki drużynowo i podzielić nagrodę między wszystkich członków drużyny. Co ważne, będzie możliwość wymiany wkazówek, ale też... wprowadzania innych uczestników gry w błąd, tak by samemu zgarnąć nagrodę.

Jak na razie twórcy gry pozostają anonimowi. Jak podają w komunikacie, ujawnią się w momencie, gdy któryś z graczy rozwiąże wszystkie zagadki i sięgnie po nagrodę.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/669a5c5d574f79c2b6a9b25cdc6cab68,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/669a5c5d574f79c2b6a9b25cdc6cab68,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Główną nagrodą w grze &quot;MonteCrypto: The Bitcoin Enigma&quot; jest 1 bitcoin.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141179,wybuch-wulkanu-na-Islandii-moze-zagrozic-kontynentalnej-Europie</guid><link>https://innpoland.pl/141179,wybuch-wulkanu-na-Islandii-moze-zagrozic-kontynentalnej-Europie</link><pubDate>Fri, 16 Feb 2018 17:02:38 +0100</pubDate><title>Budzi się islandzki wulkan. Wybuch jest praktycznie nieunikniony</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5028475025f039f1f2b13a0403fc2853,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na Islandii budzi się wulkan Öræfajökull. Jeśli wybuchnie, może pokryć wyspę grubą warstwą popiołów. Co gorsze, skutki jego wybuchu mogą być również odczuwalne w kontynentalnej Europie.

Najczarniejsze scenariusze zakładają, że tony popiołów spowijające niebo po wybuchu mogą doprowadzić do wulkanicznej zimy i skażenia środowiska, informuje „Polsat News”."M3.6 #earthquake hits #Öræfajökull #volcano, the largest on record" #gsmVolcano #gsmEQ https://t.co/Jh9jLiNXR0— Ice Age Farmer  (@IceAgeFarmer) 11 lutego 2018



Pierwszych informacji, które mogą świadczyć o tym, że z wulkanem nie jest najlepiej, dostarczył pilot samolotu. Kolejne obserwacje również nie napawają optymizmem, wynika z nich, że kaldera wulkanu zapadła się o około 20 m. O przebudzeniu wulkanu może również świadczyć trzęsienie ziemi, które nawiedziło okolicę. Miało ono magnitudę 3,6 i było najsilniejszym trzęsieniem od uruchomienia pobliskiej stacji pomiarowej w 1976 r.


Wulkan wybucha regularnie
Jak wynika z przekazów historycznych, Öræfajökull wybucha regularnie co około 300 lat, a ostatnia jego aktywność odnotowana została w 1728 roku. Na tej podstawie naukowcy uważają, że kataklizm jest już nieunikniony. Nie wiadomo jeszcze, jak potężna może być zbliżająca się erupcja. Poprzednia osiągnęła 4. stopień w siedmiostopniowej skali i, jak twierdzą naukowcy na podstawie zapisów, była tylko o jeden stopień słabsza od erupcji z 1362 r.

Informacje zawarte w przekazach mówią o tym, że poprzednie erupcje doprowadziły do wystrzelenia w atmosferę popiołów, które opadły na Skandynawię, Grenlandię, a nawet na Irlandię. 


Jeżeli erupcja będzie tak silna jak ta, którą odnotowano w 2010 r., gdy wybuchł wulkan Eyjafjallajokull, możemy znów być świadkami paraliżu ruchu lotniczego nad całym północnym Atlantykiem i kontynentalną Europą.

Katastrofa na skalę światową
Jedną z największych katastrof tego typu odnotowano w 1815 r. na Sumatrze. Wybuchł wtedy wulkan Tambora, który jeszcze w XVIII w. mierzył około 4300 m n.p.m. i był jednym z najwyższych szczytów na całym archipelagu indonezyjskim. Po serii mniejszych, trwających przez kilka dni wybuchów, 10 kwietnia 1815 r. doszło do głównej erupcji. W jej wyniku uwolniła się zamknięta do tej pory pod ciśnieniem około 5 tys. barów magma o temperaturze sięgającej 850 stopni. Wskutek wybuchu stożek obniżył się o blisko 1/3 wysokości.


Sam wybuch był słyszalny w promieniu 2,6 tys. km, a trzęsienie ziemi, które mu towarzyszyło odczuwalne było w promieniu około 500 km. Zniszczeń dopełniło potężne tsunami, którego fala miała około 10 m wysokości. W następstwie wybuchu do atmosfery trafiło około 160 km3 materiału piroklastycznego. Jego waga sięgała w przybliżeniu 140 mld ton, a słup dymu, w którym się unosił, miał wysokość około 44 km.

Aktywność wulkanu doprowadziła do śmierci setek tysięcy osób, w tym blisko 12 tys. zginęło bezpośrednio wskutek wybuchu. Tak doszło między innymi do całkowitego unicestwienia zamieszkującego okolice wulkanu ludu Tambora. Pozostali ludzie zmarli głównie z powodu zatrucia zbiorników wodnych i głodu, który wywołany był najdłuższym znanym z historii okresem wulkanicznej zimy.


Rok bez lata
Ilość pyłów, które trafiły wtedy do atmosfery, tak bardzo ograniczyła dostęp promieni słonecznych do powierzchni naszej planety, że rok 1816 nazwano "rokiem bez lata". Temperatura na całym globie spadła o 3-4 stopnie. Dochodziło też do znacznych anomalii pogodowych, których skutkiem było między innymi niemal całkowite wymrożenie upraw na półkuli północnej.

Rzeki i jeziora w Ameryce Północnej jeszcze w sierpniu skute były lodem. Zamarzła nawet Zatoka Meksykańska. Do anomalii pogodowych dodać można również nieoczekiwane i gwałtowne spadki temperatury (od 35 stopni do zera w zaledwie kilka godzin)


Wulkaniczne rewolucje
Prawdopodobnie wulkany miały jeden z największych wpływów na historię ludzkości. W latach 1783-1788 dochodziło do serii erupcji islandzkich wulkanów Laki i Grimsvötn. Ilości wyrzuconego przez nie dwutlenku siarki mogły doprowadzić do wieloletnich zaburzeń klimatycznych w Europie. Dane historyczne świadczą o tym, że klęski głodu, które doprowadziły do wybuchu rewolucji francuskiej mogły być wywołane właśnie wybuchami wulkanów.

Jednak dla osłody można dodać, że erupcje niosły też pozytywne skutki dla ludzkości. Prawdopodobnie to właśnie głód spowodowany rokiem bez lata doprowadził do wynalezienia i rozprzestrzenienia się nawozów sztucznych, a szwankujący transport konny spowodował do rozpoczęcia przez Karla Dreissa prac nad nową metodą transportu - rowerem.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5028475025f039f1f2b13a0403fc2853,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5028475025f039f1f2b13a0403fc2853,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Budzi się islandzki wulkan Öræfajökull. Naukowcy przewidują najgorszy od 200 lat wybuch, który może dotknąć także kontynentalną Europę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141257,vogue-polska-nie-dotarl-na-czas-do-wszystkich</guid><link>https://innpoland.pl/141257,vogue-polska-nie-dotarl-na-czas-do-wszystkich</link><pubDate>Fri, 16 Feb 2018 16:32:24 +0100</pubDate><title>&quot;Nie śpię, bo czekam na Vogue&#039;a&quot;. Influencerki nie dostały magazynu o czasie, na Instagramie rozpacz</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b3238914e17159b5619f5008b9ca118c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zaledwie dwa dni temu odbyła się premiera polskiego wydania biblii mody - magazynu Vogue, a już wczoraj pojawiły się pierwsze głosy rozpaczy. Nie dotyczyły one jednak treści czy layoutu, smogu czy krzywizny Pałacu Kultury. Influencerki żaliły się, że nie dostały zamówionego egzemplarza na czas.

Długo zapowiadana premiera magazynu odbyła się w walentynki. Ci szczęśliwcy, którzy w porę dokonali zakupu przez stronę internetową, mogli liczyć na dostawę bezpośrednio do domu. I to nie byle jaką dostawę. Vogue Polska w wersji zamawianej przez internet opakowany był w estetyczne tekturowe opakowanie z logo magazynu.    Zamówione w przedsprzedaży egzemplarze pierwszego numeru „Vogue Polska” już opuszczają magazyn. Premiera coraz bliżej! #ComingSoon #VoguePolska #VoguePoland Post udostępniony przez  Vogue Polska (@vogue.polska) Lut 12, 2018 o 8:10 PST


Oferta ta okazała się strzałem w dziesiątkę, egzemplarze przewidziane do sprzedaży w tym kanale rozeszły się na pniu. Szczęśliwe nabywczynie mogły zatem liczyć, że w dniu premiery otrzymają Vogue'a do rąk własnych, by następnie obfotografować się z pismem (i pochwalić się fotkami na Instagramie).


Ogromne rozczarowanie musiało towarzyszyć tym influencerkom, które nie otrzymały upragnionej przesyłki ani w walentynki, ani nawet wczoraj.

Vogue nie przyszedł na czas
O swoim dramacie poinformowała między innymi użytkowniczka Instagrama o pseudonimie grey_dots. Zwierzyła się: "A jaki dziś jest dzień u Was - walentynki czy środa? U nas wbrew pozorom środa, dom, dresy i "Przyjaciele" w tle. Miałam wprawdzie nadzieje, ze dzisiejszy wieczór spędzę w objęciach @vogue.polska, który przezornie zamówiłam już w styczniu, ale jakos do mnie nie dotarł" (pisownia oryginalna).    A jaki dziś jest dzień u Was - walentynki czy środa? U nas wbrew pozorom środa, dom, dresy i "Przyjaciele" w tle. Miałam wprawdzie nadzieje, ze dzisiejszy wieczór spędzę w objęciach @vogue.polska, który przezornie zamówiłam już w styczniu, ale jakos do mnie nie dotarł _______________________________________________________ #walentynki #sushitime #moetchandon #qualitytime #dinnerdate #bettertogether #celebrationtime #perfectevening Post udostępniony przez  grey_dots (@grey_dots) Lut 14, 2018 o 9:48 PST



Pod wpisem pojawiło się kilka komentarzy, w których inne dziewczyny podzieliły się swoją tragedią, pisząc że też nie otrzymały długo wyczekiwanej przesyłki: „Do mnie też nie dorarl, Pani przyjela reklamacje ale cóż...totalne rozczarowanie...Mial dotrzec szybciej niz w kioskach , wyslany zwykłą przesyłką bez możliwości kontroli gdzie jest...” (pisownia oryginalna).

Słowa krytyki pod adresem magazynu, związane z brakiem przesyłki w dniu premiery, pojawiły się również na instagramowym profilu Vogue Polska: "Porażka... Każda niezadowolona klientka, to każda wasza @vogue.polska porażka... Bo tak jak wiele kobiet cieszy się magazynem w domu, tak cała masa czuje zażenowanie, pogardę i brak szacunku. Wszyscy którzy zamówili magazyn w przedsprzedaży, a nie dostali go do tej pory - tak jak ja cieszą się pewnie, że nie zdecydowali się na prenumeratę bo jak widać szkoda naszego cennego czasu i pieniędzy..." (pisownia oryginalna).


Były też bardziej oszczędne w słowach, ale konkretne komentarze: "Słabo Wam to wyszło". Choć premiera była przyjęta ciepło przez większość odbiorców, najwyraźniej nikt nie jest stanie dopilnować wszystkich szczegółów.

Sprzedaż polskiego Vogue'a
W zespole redakcyjnym magazynu Vogue znalazło się kilka „gorących” nazwisk. Redaktorem naczelnym został Filip Niedenthal, który wcześniej pełnił tę funkcję polskiej edycji magazynu dla panów "Esquire”. 

Pierwsze wydanie rozeszło się niemalże na pniu, jednak część uważa, że o ile pierwsze wydanie Vogue'a ma szansę rozejść się w nakładzie 160 tys. egzemplarzy, to kolejne prawdopodobnie osiągną niższy wynik. - Sprzedaż zatrzyma się w okolicy 20 -30 tys. egzemplarzy, podobnie jak zbliżonego najbardziej do tego tytułu magazynu „Harper's Bazaar” – powiedziała „Wirtualnym Mediom” Joanna Wilkomirska z domu mediowego MediaCom.


Na razie jednak polski Vogue się rozpędził i ani myśli zwalniać. Jego pierwsza okładka jest przedmiotem żywiołowej dyskusji w internecie od kilku dni.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b3238914e17159b5619f5008b9ca118c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b3238914e17159b5619f5008b9ca118c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Magazyn Vogue Polska nie dotarł na czas do wszystkich zamawiających. Na Instagramie trwa festiwal żalu influencerek</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141245,happy-meal-sie-zmieni-mcdonald-s-zadba-o-zdrowie-najmlodszych</guid><link>https://innpoland.pl/141245,happy-meal-sie-zmieni-mcdonald-s-zadba-o-zdrowie-najmlodszych</link><pubDate>Fri, 16 Feb 2018 11:21:55 +0100</pubDate><title>McDonald’s wprowadzi zmianę, na którą wszyscy czekali. Klienci ich za to pokochają</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c5072cbf93f9514962a995d4c5fc9654,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zmiana, którą zapowiedziała spółka, dotyczy zestawów Happy Meal na całym świecie. Dbając o najmłodszych konsumentów firma postawi na warzywa i owoce, a wyeliminuje z zestawów nadmiar tłuszczów.

Oczywiście podczas wizyty w McDonald's w dalszym ciągu będzie można zamówić do zestawu cheeseburgera i mleko czekoladowe, ale nie będą one stałym produktem wchodzącym w skład Happy Meal. W podobny sposób kilka lat temu ograniczono sprzedaż słodzonych napojów gazowanych, które w przypadku zestawów dla najmłodszych dostępne są opcjonalnie.

Happy Meal bez sztucznych dodatków
W ramach zmian, ze wszystkich zestawów Happy Meal mają zostać usunięte sztuczne aromaty i barwniki. Dodatkowo spółka chce doprowadzić do wyeliminowania środków konserwujących wszędzie tam, gdzie nie wpłynie to na jakość produktów i bezpieczeństwo konsumentów.


Jak informuje „Portal Spożywczy”, jednym z głównych celów, który postawił sobie McDonald’s, jest obniżenie wartości energetycznej całego zestawu. Po zmianach ma on mieć nie więcej jak 600 kcal.

Dziś w Polsce głównymi napojami proponowanymi do zestawu Happy Meal są woda lub herbata. Z kolei zamiast frytek w sugerowane są pomidorki i jogurt owocowy.

Na opakowaniach zestawów Happy Meal rodzice mogą ponadto znaleźć materiały edukacyjne zachęcające do wyboru zdrowej przekąski. Sieć zapewnia również pełną informację o składzie oferowanych produktów.

Jak informuje „The Guardian”, zmiany te mają wpłynąć na poprawę wizerunku całej sieci, która chce, by klienci przestali ją postrzegać głównie przez pryzmat śmieciowego jedzenia.


Zdrowe jedzenie
To kolejna ze zmian, które chce przeprowadzić spółka. Zaledwie miesiąc temu władze firmy poinformowały, że cała sieć McDonald's przejdzie poważne zmiany i stanie się bardziej przyjazna środowisku. W tym celu zamierzają do 2025 roku przejść na opakowania nadające się do ponownego przetwarzania. Firma przez cały czas stara się dopasować do współczesnych trendów i oczekiwań konsumentów.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c5072cbf93f9514962a995d4c5fc9654,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c5072cbf93f9514962a995d4c5fc9654,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">McDonald&#039;s walczy z wizerunkiem sprzedawcy śmieciowego jedzenia i zmienia zestawy Happy Meal.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141233,kampania-uwazaj-na-kryptowaluty-przeznacza-100-tysiecy-zl-na-youtuberow</guid><link>https://innpoland.pl/141233,kampania-uwazaj-na-kryptowaluty-przeznacza-100-tysiecy-zl-na-youtuberow</link><pubDate>Thu, 15 Feb 2018 17:18:47 +0100</pubDate><title>NBP wydaje 100 tysięcy na youtuberów? Walka z bitcoinem za publiczne pieniądze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/893f7fc7278e17c49b2eb1fb50f09ab7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kampania informacyjna prowadzona za publiczne pieniądze ma walczyć z kryptowalutami takimi jak bitcoin. W sieci pojawiło się pismo, z którego wynika, że z naszych pieniędzy NBP wydało 100 tys. na współpracę między innymi z youtuberami.

Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego od dłuższego czasu z niepokojem spoglądają na rosnący rynek kryptowalut. Już w lipcu ubiegłego roku uznały je za poważne zagrożenie dla siebie oraz ich użytkowników. Swoje zaniepokojenie wyjaśniały tłumacząc, że waluty takie jak bitcoin, litecoin, ether nie są w żaden sposób powiązane z instytucjami finansowymi i płatniczymi i nikt nie ma nad nimi kontroli.

Tłumaczyli również, że ofiarom cyberataków, które straciły fortuny w ciągu kilku sekund, nikt nie wypłaci żadnego odszkodowania. Wiąże się to z tym, że nie są one deponowane w bankach i w związku z tym nie obejmuje ich ochrona Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. 


Według obu instytucji obrót kryptowalutami może w niektórych przypadkach nosić znamiona piramidy finansowej. Dlatego też zdecydowały się one nie obracać wirtualnymi pieniędzmi i przestrzegają przed tym obywateli.

#uważajnakryptowaluty
NBP i KNF zaczęły kampanię informacyjną „Uważaj na kryptowaluty”. Jej strona internetowa przestrzega Polaków przed inwestowaniem w te wirtualne pieniądze.

Jednym z elementów kampanii są również filmy w serwisie YouTube, opatrzone hashtagiem #uważajnakryptowaluty. Jak informuje portal „Comparic.pl”, youtuberzy zostali opłaceni przez NBP, a na całość kampanii w mediach społecznościowych przeznaczono 91 221,99 zł brutto.


Kampania, jak wynika z pisma NBP, opublikowanego na portalu została zrealizowana we współpracy z Gamellon Sp. z o.o będącą siecią partnerską zrzeszającą m.in. Marcina Dubiela, autora filmu “Straciłem wszystkie pieniądze?!”. Jak sugeruje portal, bardzo prawdopodobne jest zatem, że zarówno ten, jak i wiele innych filmów opatrzonych hashtagiem #uważajnakryptowaluty została sfinansowana z pieniędzy publicznych.

Kryptowaluty: warto inwestować?
Wątpliwości może budzić charakter kampanii: zamiast edukować, nastawia negatywnie do kryptowalut.

Wystąpiliśmy do biura prasowego NBP z pytaniem, czy pismo, na które powołuje się portal „Comparic.pl” jest prawdziwe, czy też może jest to „fejk”, w którym ktoś jedynie podszywa się pod tę instytucję.


Oświadczenie NBP
W odpowiedzi na pytania Narodowy Bank Polski poinformował nas, że kampania "Uważaj na kryptowaluty" związana jest z "konstytucyjnymi i ustawowymi zadaniami polegającymi m.in. na trosce o wartość polskiego pieniądza, oraz stabilność polskiego systemu finansowego". 

Dodatkowo, "NBP nie jest przeciwny rozwojowi technologii blockchain oraz jej wykorzystaniu, ale zastosowanie tej technologii na rynku finansowym musi być tak samo bezpieczne i sprawdzone, jak ma to miejsce w przypadku innych technologii".

Dodatkowo potwierdził, że "obraz pisma oraz informacje w nim zawarte odpowiadają formie i treści odpowiedzi udzielonej w związku z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej".]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/893f7fc7278e17c49b2eb1fb50f09ab7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/893f7fc7278e17c49b2eb1fb50f09ab7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">NBP wydało prawie 100 tysięcy na youtuberów walczących z bitcoinem.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141193,oto-sposoby-jak-zniechecic-telemarketera-i-pozbyc-sie-niechcianych-ofert</guid><link>https://innpoland.pl/141193,oto-sposoby-jak-zniechecic-telemarketera-i-pozbyc-sie-niechcianych-ofert</link><pubDate>Thu, 15 Feb 2018 14:50:20 +0100</pubDate><title>Żeby zniechęcić telemarketera, trzeba się napracować. Oto skuteczne sposoby</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c64aeb9ab9f6e2ee17268fe817ada343,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kredyt, antyalergiczna pościel w rozsądnej cenie, prezent wręczony podczas spotkania organizowanego w hotelu, badanie wykonywane w trakcie firmowego eventu – ofert, jakich z zaskoczenia składają nam telemarketerzy, nie sposób nawet policzyć. W skrajnych przypadkach potrafią zadzwonić nawet kilka razy dziennie, zwykle wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. Prawdopodobnie nie ma sposobu, który zagwarantowałby całkowitą ochronę przed takimi ofertami – ale jest kilka metod pozwalających znacznie zmniejszyć liczbę takich niechcianych połączeń.

- Co do zasady telemarketerzy nie mają prawa kontaktować się z nami bez naszej zgody - informuje nas GIODO. - Jedynym wyjątkiem może być przypadek, gdy telefonuje do nas przedstawiciel firmy, z którą łączy nas jakaś umowa, a przedstawiana nam oferta dotyczy jej produktów i usług - dodaje rzecznik Inspektora, zastrzegając, że ustawa o ochronie danych osobowych zezwala na takie działanie do czasu, gdy klient nie wniesie sprzeciwu w tym zakresie.

Profilaktyka
Jeszcze rok czy dwa lata temu wystarczyło kupić kartę pre-paid, która wówczas dawała pewną anonimowość – zwykle bliską stuprocentowej. Jeżeli nie ujawnialiśmy numeru telefonu w ankietach, formularzach, kontaktach z firmami czy innymi organizacjami lub instytucjami – byliśmy niemal całkowicie odporni na telemarketing. Wyjątki to sytuacje, w których telemarketer dzwoniłby na chybił-trafił, lub bazy danych pozyskane wskutek hakowania prywatnych telefonów.


Lista Robinsonów
Od mniej więcej trzech lat działa w Polsce Lista Robinsonów: prowadzony przez Polskie Stowarzyszenie Marketingu rejestr osób, które nie chcą otrzymywać komunikatów i ofert marketingowych za pomocą elektronicznych środków przekazu, od e-maili po połączenia telefoniczne. Choć jest to rozwiązanie szeroko stosowane na Zachodzie jego wpływ jest stosunkowo umiarkowany – decyzje konsumentów (czyli: wpis na Listę) szanują tylko te poważne, dbające o renomę firmy. Firma X, która sprzedaje cudowne garnki, zwykle nie jest szczególnie dbała o standardy czy swoją renomę. I tak za rok będzie się nazywać inaczej.


- Zastrzeżenie osób, które zapisane były na listę w formie, w jakiej funkcjonowała wcześniej, mogło dotyczyć jedynie adresu zamieszkania - informuje GIODO. - Wówczas firmy zrzeszone w SMB nie mogły go wykorzystywać na potrzeby przesyłania ofert marketingowych. Obecnie zakazem można objąć również wszystkie inne kanały komunikacyjne, a więc oprócz adresu zamieszkania, także adres e-mail czy numer telefonu stacjonarnego i komórkowego. 

	
		
											
					
				
				Uprawnione do kontaktów z nami są wyłącznie te firmy, z którymi łączą nas stosowne umowy.•Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
					

Życzenie (pobożne)
Nie, dziękuję – zwykle nie wystarczy, choć może zapewnić kilka dni lub tygodni spokoju. Podobnie jak dopytywanie, skąd marketer wziął nasz numer telefonu, czy indagowanie, z jaką firmą mamy do czynienia i kto konkretnie w tej firmie odpowiada za fakt, że marketer do nas zadzwonił. Zdecydowana prośba o usunięcie numeru z używanej przez firmę bazy danych i zaprzestanie kontaktów bywa skuteczna – do momentu, kiedy firma nie zmieni nazwy (lub call center, realizujące połączenie, dla którego może pracować marketer, nie zacznie pracować dla innego – podobnego – klienta, czasem de facto tej samej firmy, ale już pod nową nazwą).


Połączenia z nieznanego numeru
Można próbować problem przeczekać – i zdarza się, że przeczekiwanie bywa skuteczne. Oznacza to konsekwentne nieodbieranie połączeń z numerów, które już rozpoznajemy. Po kilku tygodniach natrętnych połączeń, nawet po kilkanaście razy dziennie, telefon milknie. Ale to błędna strategia: wkrótce zacznie znowu dzwonić, bo po stronie telemarketera żaden telefon nie jest wyłączony wiecznie. Podobnie bezproduktywną strategią jest rozłączanie się, zanim jeszcze ankieter wyrzuci zadaną mu kwestię, odmawianie zgody na nagrywanie czy rozmowę – przynoszą one ten sam skutek.


Jak złożyć skargę
Demonstracją determinacji może być poinformowanie dzwoniącego, że nagrywamy rozmowę; zażądanie ponownego przedstawienia się, podania pełnej nazwy firmy, która stoi za ofertą oraz pouczenie, że wbrew art. 23 ust. 1 Ustawy o ochronie danych osobowych z dn. 29 sierpnia 1997 roku firma nie poinformowała abonenta o zdobyciu jego numeru – zatem ma obowiązek go usunąć. Uzyskane w rozmowie dane mogą rzeczywiście posłużyć do złożenia skargi, ale też sam fakt, że zbieramy te informacje, może stanowić wystarczający pokaz siły.

Podstawę prawną sufluje tu GIODO. - Jeśli ustalimy, że podmiot, który kontaktuje się z nami w celu przedstawienia nam swojej oferty marketingowej, zdobył nasze dane ze źródeł powszechnie dostępnych (jak np. Internet lub książki telefoniczne) lub od innych podmiotów albo osób trzecich, to warto pamiętać, że zaraz po utrwaleniu tak zebranych naszych danych, powinien nas o tym poinformować (art. 25 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych) - zaleca INN:Poland instytucja. - Oznacza to, że powinien podać nam swoją pełną nazwę i adres siedziby oraz wskazać m.in., skąd pozyskał nasze dane oraz w jakim celu i zakresie będzie je wykorzystywał, a także o tym, jakie prawa nam przysługują.

	
		
											
					
				
				Na natrętny telemarketing można się poskarżyć - m.in. do UOKiK, GIODO czy UKE.•Fot. 123rf.com
					

Druga strona medalu
W Polsce funkcjonują rejestry takie jak Ogólnokrajowy Spis Abonentów czy Ogólnokrajowe Biuro Numerów. Telemarketerzy często bronią się, że uzyskali nasze dane „z ogólnodostępnych książek telefonicznych” – co oznacza te bazy. Rejestry te powstały na żądanie Unii Europejskiej, ale żeby w tych „książkach telefonicznych” znalazły się nasze numery, należy wyrazić na to wyraźną zgodę. Jeżeli przydarzyło nam się wyrazić tę zgodę, możemy ją też wycofać – wyraźnie informując o tym naszego operatora.


- Telemarketer, który do nas dzwoni, powinien móc odpowiedzieć na pytanie, „skąd Państwo mają moje dane”. Jeżeli nic nie odpowiada bądź odpowiada wymijająco, powinno nas to zastanowić, gdyż może to być sygnał, że firma, w której pracuje, przetwarza nasze dane osobowe niezgodnie z prawem - informuje nas GIODO.

Skarga do GIODO
Oczywiście, można zrobić użytek z uzyskanych danych – przypadki pozyskania naszych danych w sposób, który uznajemy za nielegalny, skargi można zgłaszać Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych, Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Urzędowi Komunikacji Elektronicznej. Dotyczy to również sytuacji, w których dzwoniący twierdzi, że numer został wylosowany. Teoretycznie, efektem dla firmy może być postępowanie wyjaśniające, postawienie zarzutów (np. w związku z pozyskiwaniem danych wbrew przepisom), a nawet kary finansowe.


- W przypadku nierespektowania praw osoby, której dane dotyczą (w tym jej prawa do cofnięcia zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych lub wniesienia sprzeciwu na wykorzystywanie jej danych osobowych), co jest równoznaczne z naruszaniem przepisów ustawy o ochronie danych osobowych, zawsze możliwe jest złożenie przez tę osobę skargi do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) - informuje GIODO. - Każdego przedsiębiorcę, który bez zgody abonenta przekaże komunikat marketingowy, Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) może ukarać karą pieniężną do 3% przychodu osiągniętego w poprzednim roku kalendarzowym (art. 209 ust. 1 pkt 25 i art. 210 ust. 1), zatem to w jego kompetencji leży wydawanie decyzji w tym zakresie - dorzuca.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c64aeb9ab9f6e2ee17268fe817ada343,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c64aeb9ab9f6e2ee17268fe817ada343,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nie ma prostego i skutecznego sposobu pozbycia się telemarketerów i oferowanych przez nich niechcianych zwykle ofert. Ale nie jest to też niewykonalne.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/141195,co-decyduje-o-wiernosci-w-zwiazku</guid><link>https://innpoland.pl/141195,co-decyduje-o-wiernosci-w-zwiazku</link><pubDate>Wed, 14 Feb 2018 16:50:40 +0100</pubDate><title>Naukowcy zbadali, co decyduje o wierności w związku. Takich wyników nikt się nie spodziewał</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/575d833d22653b92aaec4cd46f4a9bc8,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy wasza druga połówka jest wam wierna, musicie zapoznać się z wynikami badań naukowców z Uniwersytetu na Florydzie. Być może trochę was uspokoją. Albo wręcz przeciwnie.

Badania opublikowane w „Journal of Personality and Social Psychology”, oparte na strategii porównań podłużnych (rodzaj badania, które pozwala obserwować wielokrotnie te same osoby na przestrzeni lat) doprowadziły do odkrycia czynników, które w pewnym stopniu skorelowane są z wiernością w związkach.

Podczas badania naukowcy z uniwersytetu stanowego Florydy przez 3,5 roku obserwowali 223 pary nowożeńców. W tym czasie porównywali pewne tendencje behawioralne, które miały wpływ na poziom wierności w związku. Najważniejsze były dla nich dwa wyizolowane procesy „wycofywanie uwagi” i „dewaluacja wartościowania”. Pierwszy z nich polega na sprawdzeniu, jak bardzo osoby poddawane badaniu potrafiły oderwać swoją uwagę od innej niż swój partner osoby, drugi na tym jak bardzo badani byli w stanie obniżać ocenę atrakcyjności potencjalnego partnera.


Wyniki badań zaskakują
Naukowcy posłużyli się zdjęciami mężczyzn i kobiet, które w ocenie osób badanych mogły być uznawane za atrakcyjne. Okazało się, że ci, którzy szybciej byli w stanie odrywać uwagę od zdjęcia przedstawiającego potencjalnie atrakcyjnego dla nich partnera, prawie o połowę rzadziej zdradzali swoich małżonków. I odwrotnie, im dłużej przyglądali się takiemu zdjęciu, tym wyższa była ich gotowość do zdrady.

Podobnie było w drugim przypadku – osoby, które potrafiły podczas oglądania zdjęcia uznać, że przedstawiany na nich człowiek jest mało atrakcyjny (nawet jeżeli nie był), o wiele rzadziej dopuszczały się zdrady.


Udane życie seksualne zwiększa prawdopodobieństwo zdrady
Z badania wynikało również, że o wiele częściej skłaniali się ku zdradzie młodsi badani, jak i ci, którzy uznawali swój związek za mało udany. Jednak to, co najbardziej zaskakuje, to fakt, że o wiele większe ryzyko zdrady występuje w związkach, w których partnerzy są zadowoleni ze swojego życia seksualnego.
Naukowcy podejrzewają, że może to mieć związek z postrzeganiem seksu przez takie osoby – mają one do niego bardziej pozytywny stosunek.

Mało atrakcyjne kobiety zdradzają częściej
W dalszej części badania naukowcy skupili się na atrakcyjności obojga partnerów. Okazało się, że o wiele częściej zdradzają swoich mężów te kobiety, które uznawane są za mniej atrakcyjne. W tym samym badaniu stwierdzono również, że poziom atrakcyjności mężczyzny nie ma żadnego wpływu na jego wierność w związku.


Bardzo ważną rolę odgrywała historia związków obojga parterów. Badanie wykazało, że mężczyźni, którzy przed ślubem mieli większą liczbę partnerek, o wiele częściej byli skłonni do zdrady już po zawarciu małżeństwa. Co ciekawe, w przypadku kobiet zaobserwowano odwrotną korelację – częściej zdradzały te, które przed ślubem miały niewielu partnerów.

Naukowcy uważają, że pomimo tego iż badania przeprowadzili tylko na wąskiej grupie nowożeńców, to uzyskane dane mogą w przyszłości pomóc zapobiegać zdradom zanim one jeszcze nastąpią.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/575d833d22653b92aaec4cd46f4a9bc8,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/575d833d22653b92aaec4cd46f4a9bc8,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">O wiele częściej zdradzają kobiety, które przed ślubem miały niewielu partnerów.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
