<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - INNOtrendy]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii INNOtrendy w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/229,innotrendy</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,229,innotrendy" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/151981,czwarta-rewolucja-przemyslowa-jak-internet-rzeczy-zmienia-nasze-zycie</guid><link>https://innpoland.pl/151981,czwarta-rewolucja-przemyslowa-jak-internet-rzeczy-zmienia-nasze-zycie</link><pubDate>Wed, 24 Jul 2019 08:20:43 +0200</pubDate><title>Nic już nie zatrzyma rozwoju tej technologii. Trwająca właśnie rewolucja nie byłaby bez niej możliwa</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/371d5a879aa2bb6118831ad23abb0930,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na naszych oczach trwa w najlepsze czwarta rewolucja przemysłowa, dzięki której bariera między ludźmi a maszynami coraz bardziej zanika. Zbliżenie tych dwóch światów widzimy w skali zarówno mikro, jak i makro – w naszych domach, fabrykach, urzędach i miastach. Rewolucja 4.0 nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie Internet Rzeczy.

Za tym pojęciem kryje się przestrzeń, w której przedmioty, wyposażone w specjalne czujniki, komunikują się oraz wymieniają dane z komputerami, smartfonami oraz innymi urządzeniami. Ta wymiana informacji odbywa się w sieci, głównie na bezprzewodowych łączach. Jakie korzyści czerpie człowiek z rozwoju technologii Internetu Rzeczy (IoT)?

Ogromne. Przede wszystkim zyskujemy dostęp do każdej informacji w dowolnym czasie i z dowolnego miejsca. Urządzenia wykorzystujące Internet Rzeczy wykonują wiele czynności automatycznie, eliminując również konieczność zaangażowania człowieka. Aktywne w sieci inteligentne sprzęty są niemal samodzielne, ponieważ nie wymagają stałego monitorowania.


Zastosowanie technologii Internetu Rzeczy zwiększa efektywność zarządzania przestrzenią i czasem, powoduje wzrost bezpieczeństwa, wspiera ochronę środowiska, a także zmniejsza koszty utrzymania. Zmiany, jakie przynosi, są widoczne i odczuwalne w każdej sferze: prywatnej, publicznej oraz biznesowej.

Pośród czterech ścian korzyści płynące z wdrożenia technologii Internetu Rzeczy można zauważyć na przykładzie inteligentnych systemów dla domów i mieszkań, jakie opracowuje firma APA Group. Tworząc rozwiązania z zakresu „smart home", eksperci od automatyki budowlanej dążą do tego, by inteligentny dom był komfortowy i zarazem bezpieczny.


Co zyskujemy dzięki temu rozwiązaniu? Dom wyposażony w system „smart home" kontroluje zużycie mediów, prądu, wody, nie dopuszcza do awarii zasilania czy zalania mieszkania, steruje zasłonami, gasi/pali światło, podlewa ogród, eliminuje brzydkie zapachy, puszcza w tle ulubioną muzykę, a nawet czyta dziecku bajkę na dobranoc. Wszystkimi tymi elementami domownicy zarządzają z poziomu panelu sterującego.

W społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie, że najlepsze i najbardziej doskonałe sprzęty to te najnowsze. Nic bardziej mylnego. Czasem wystarczy jedynie wyposażyć nasz dotychczasowy sprzęt w dodatkowe urządzenie, by zmienić, na przykład, zwykłą zmywarkę w bardziej inteligentny model. Firma Henkel, producent m.in. środków do mycia Somat, opracowała specjalny inteligentny dozownik na żel, nabłyszczacz i sól w jednym, który umieszcza się między naczyniami w zmywarce. Można nim sterować za pomocą aplikacji w smartfonie i ustawić jeden z 15 automatycznych trybów dozowania poszczególnych detergentów w zależności od potrzeb, czy też wybranego programu mycia i czyszczenia.Inteligentny dozownik do zmywarki Somat Smart•YouTube / Materiały prasoweW środowisku domowym IoT pomaga rozwiązywać prozaiczne, ale uciążliwe problemy. Przykład? Elektryczny dyfuzor przeciw komarom. Zaprojektowane przez firmę Henkel urządzenie „Home Control" podłącza się do gniazdka elektrycznego i uruchamia zdalnie za pomocą aplikacji. Dzięki temu urządzenie może zacząć rozpylać ochronną substancję, zanim jeszcze wrócimy do domu.
	
		
											
					
				
				Home Control, elektryczny dyfuzor IoT przeciw komarom•Materiały prasowe
					

Bez Internetu Rzeczy nie rozwijałaby się też koncepcja znana jako „Smart City". Mowa tu o inteligentnych technologiach, które czynią z miast miejsca bardziej przyjazne mieszkańcom. Począwszy od sygnalizacji świetlnej reagującej na korek, poprzez oświetlenie dostosowujące się do warunków pogodowych, a skończywszy na samoobsługowych systemach wypożyczania rowerów.


Technologia IoT rozwiązuje też bolączki wielu miast np. w gospodarce odpadami. W Wielkiej Brytanii natkniemy się na zaprojektowane przez firmę PEL inteligentne kosze na śmieci informujące o tym, że są pełne i należy je opróżnić. W Polsce zbliżone rozwiązania tworzy firma Bin-e, której kosze... same rozpoznają i sortują śmieci.

W przemyśle i handlu Internet Rzeczy usprawnia głównie procesy produkcyjne, logistyczne oraz odpowiedzialne za monitoring. W stacjonarnym sklepie w Seattle firma Amazon zainstalowała system, który identyfikuje i rejestruje produkty wybierane przez klientów, a gdy ci wyjdą ze sklepu, pobiera z ich konta należność za zrobione zakupy.


Inną innowacyjną usługą największego sklepu internetowego jest przycisk służący do robienia wirtualnych zakupów – Amazon Dash Button. Wyposażony w łącze WiFi jest połączony z kontem użytkownika na Amazonie i powiązany z konkretnym typem towaru. W taki sposób można na przykład uzupełniać domowy zapas produktów takich marek jak m.in. Schwarzkopf, Persil czy Somat.
	
		
											
					
				
				Amazon Dash Button, przycisk służący do robienia wirtualnych zakupów•Materiały prasowe
					



Rozwiązania wykorzystujące technologie IoT znajdują również zastosowanie w przemyśle. Przykładem może być inteligentna stacja pogodowa Netatmo, którą można znaleźć m.in. w zakładach firmy Henkel. Składa się ona z dwóch modułów: zewnętrznego, który zbiera informacje o warunkach pogodowych, i wewnętrznego, który odbiera je i przekazuje do systemów fabryki. Korelacja tych danych pozwala zmodyfikować procesy produkcyjne w taki sposób, aby były one wydajniejsze lub bardziej energooszczędne.
	
		
											
					
				
				Internet Rzeczy usprawnia procesy w zakładach produkcyjnych. Na zdjęciu analiza informacji o warunkach pogodowych, którą przekazuje do fabryki zewnętrzna stacja pogodowa Netatmo•Materiały prasowe
					

Technologia IoT znalazła zastosowanie w wielu różnych urządzeniach, które rewolucjonizują nasze życie. Możemy je znaleźć niemal wszędzie – w domach, biurach, fabrykach czy miastach. Wpisują się one idealnie w trend automatyzacji i autonomiczności projektowanych obecnie systemów. Dzięki tej technologii możliwa jest nieosiągalna nigdy na taką skalę elastyczność w oferowaniu przez firmy rozwiązań idealnie dopasowanych do różnorodnych oczekiwań i wymagań klientów. To wszystko powoduje, że nie ma już takiej siły, która zatrzymałaby rozwój tej technologii.Artykuł powstał we współpracy z firmą Henkel Polska. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/371d5a879aa2bb6118831ad23abb0930,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/371d5a879aa2bb6118831ad23abb0930,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na naszych oczach trwa czwarta rewolucja przemysłowa, dzięki której bariera między ludźmi a maszynami coraz bardziej zanika. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie Internet Rzeczy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/152901,dom-energooszczedny-co-to-znaczy-ekspert-henkel-odpowiada</guid><link>https://innpoland.pl/152901,dom-energooszczedny-co-to-znaczy-ekspert-henkel-odpowiada</link><pubDate>Mon, 17 Jun 2019 08:49:39 +0200</pubDate><title>Utrzymanie domu nie musi być drogie. Na co zwrócić uwagę budując dom energooszczędny?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a6fa4a13b8de8394bac097f7983afeb0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Energooszczędność to słowo-klucz, które przez wszystkie możliwe przypadki uwielbiają odmieniać profesjonaliści, zaangażowani w proces budowy domu. Z czym jednak wiąże się ono faktycznie dla nas, osób mających czerpać bezpośrednie korzyści z tej, często nie do końca zrozumiałej, „energooszczędności"?

Opisując „idealny dom”, większość z nas użyłaby pewnie określeń typu: ciepły, przytulny, tani w utrzymaniu, otwarty, jasny, emanujący dobrą energią. To, z czego nie zdajemy sobie często sprawy to fakt, że cechy te pokrywają się niemal dokładnie z charakterystykami domu energooszczędnego. Z tą różnicą, że uzyskanie efektu „ocieplenia” w kontekście technicznym, nie metaforycznym, wymaga nieco więcej wysiłku niż powieszenie zasłonek w modnym kolorze i ustawienie świecznika na stole.

Energia cieplna, energia życiowa
Redukcja strat energii cieplnej to kwestia, którą najlepiej zainteresować się na etapie projektowania budynku i już wtedy stworzyć koncepcję dostosowaną do zasobności naszego portfela. Inwestycja w energooszczędność przekłada się nie tylko na obniżenie rachunków za ogrzewanie, ale wiąże się też z szeregiem korzyści pozafinansowych. 


Dom posiadający zarówno dobrze zaprojektowane i szczelne „przegrody zewnętrzne i wewnętrzne”, co w budowlanej nomenklaturze oznacza okna, drzwi, ściany i podłogi, jak i skuteczne systemy wentylacyjne, to dom, w którym żyje się zdrowiej.

Odpowiednia cyrkulacja powietrza w przestrzeniach mieszkalnych ma bowiem niebagatelny wpływ na nasze samopoczucie. Zbyt suche powietrze sprzyja infekcjom i nasilaniu objawów alergicznych, takich jak chociażby kaszel. Z kolei przesadny poziom wilgoci może prowadzić do rozprzestrzeniania się toksycznych grzybów i pleśni.


Co można więc zrobić, aby nasz dom stał się ciepły, przyjazny i jak najbardziej opłacalny w eksploatacji? Przede wszystkim zaplanować.

Energooszczędny projekt
Im bardziej szczegółowo na etapie projektu dostosujemy dom do realnych potrzeb naszej rodziny, tym lepszy efekt końcowy osiągniemy. Pierwszą kwestią, którą powinien wziąć pod uwagę przyszły mieszkaniec energooszczędnego domu, jest działka. Miejsce, które wybierzemy pod budowę, powinno być możliwie jak najbardziej nasłonecznione. 

Umiejscowienie domu w cieniu wysokich drzew, owszem, przez kilka letnich miesięcy zapewni nam przyjemny chłód, jednak przez przeważającą chłodniejszą część roku będzie generować zwiększone koszty. Jeśli rzeczywiście zależy nam na ograniczeniu nakładów na ogrzewanie, poszukajmy działki zlokalizowanej na otwartej przestrzeni. 


Drugą istotną kwestią jest jej położenie w odniesieniu do kierunków świata. Wjazd na posesje najlepiej zaplanować od strony północnej, natomiast większe przeszklenia – od południa. Strona południowa jest z zasady najbardziej nasłoneczniona, więc to właśnie na nią powinno wychodzić możliwie jak najwięcej okien i balkonów. Na południu posesji powinny również znaleźć się inne większe przeszklenia, które być może uwzględnia nasz projekt, typu ogrody zimowe, przybudówki lub tarasy.

Jeśli zaś chodzi o najbardziej efektywny pod kątem energooszczędności model domu, to sprawdza się zasada im prościej, tym lepiej. Im prostsza bryła o zwartym kształcie, z niewielką liczbą załamań czy narożników, tym lepsza efektywność cieplna. Taki dom zdecydowanie łatwiej ogrzać niż ten zbudowany na bazie awangardowego projektu.


Nie bez znaczenia jest również liczba kondygnacji. Domem energooszczędnym na pewno nie będzie parterówka. W przypadku budynku jednokondygnacyjnego nie mamy „bufora” oddzielającego dach od powierzchni użytkowej. Mając na uwadze, że to właśnie dach jest częścią budowli, przez którą „ucieka” najwięcej ciepła, opcją najbardziej energooszczędną jest oddzielenie go poddaszem i dodatkową kondygnacją.

Ograniczenie strat ciepła
Dla ograniczenia strat ciepła kluczowe znaczenie ma również szczelność okien i drzwi. Parametrem, na który należy zwrócić szczególną uwagę, jest współczynnik przenikania ciepła (U), który na przykład producenci okien i drzwi podają w charakterystyce produktu, bez rozdzielenia na szyby i profil okienny. Warto kupować okna ze współczynnikiem na poziomie min. U(max.) = 1,1 [W/ (m2 * K)], co umożliwi nam zatrzymanie większej ilości energii cieplnej wewnątrz budynku. Jest o tyle istotne, że przez okna, w zależności od ich jakości i zastosowanych w nich rozwiązań wentylacyjnych, może uwalniać się nawet do 40 proc. ciepła.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Nie bez znaczenia pozostaje też odpowiedni współczynnik przenikania ciepła dla ścian. Od 01.01.2017r, wg. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie z dn. 12 kwietnia 2002 z późniejszymi zmianami, ten współczynnik przenikania ciepła UC (max.), powinien wynosić dla ścian nie więcej niż 0,23 [W/ (m2·K)].


Budynek „oddycha” całą swoją powierzchnią i podobnie jak żywy organizm, bez odpowiedniej izolacji będzie marzł lub się przegrzewał. Dlatego tak ważne jest również zabezpieczenia ścian przed niepotrzebnymi stratami ciepła. By móc to zrobić, warto najpierw zastanowić się, w których miejscach nasza elewacja będzie najbardziej narażona na działanie negatywnych czynników, takich jak chociażby gromadzenie się wilgoci, które prowadzi do rozwoju grzybów, alg lub pleśni. 

— Choć elewacja jest tym elementem budynku, na który zwracamy uwagę w pierwszej kolejności, to często na etapie projektu pozbawiona jest naszej uwagi, przez co w efekcie końcowym może nie spełniać swojej funkcji i stać się inwestycją nieekonomiczną. W wyniku rzetelnej analizy ważne jest dobranie odpowiedniego systemu izolacji termicznej, czyli tzw. ETICS – podkreśla Karol Bednarczyk, Kierownik Globalnego Działu Technicznego ETICS, Henkel Polska.


Energooszczędna izolacja – warstwa wewnętrzna systemu ociepleniowego
Klasyczny system ociepleniowy ETICS składa się z kilku elementów. Najważniejszym z nich są oczywiście płyty termoizolacyjne. W zależności od ich rodzaju należy dobrać odpowiedni klej, łączniki mechaniczne, które utrzymają płyty w odpowiedniej pozycji, a także siatkę z włókna szklanego wraz z zaprawą klejąco-szpachlową (tzw. warstwą zbrojoną systemu) oraz wierzchnią wyprawę tynkarską wraz z odpowiednią farbą.

Stopień, w jakim nasz dom będzie wypełniał założenia energooszczędności, zależy w dużej mierze od rodzaju izolacji, na jaką się zdecydujemy.


— Choć na rynku mamy coraz więcej materiałów o różnych parametrach, które pozwalają zwiększyć energooszczędność budynków, to w ofertach firm nadal króluje styropian z wielu powodów. Z pewnością jest to materiał tańszy niż wiele innych alternatyw, cechuje się również możliwością szerokiego zastosowania, a także co warto podkreślić trwałością, która na przestrzeni ostatnich lat znacząco się polepszyła. Dla przykładu styropian w latach 80-tych był tak nietrwały, że z czasem potrafił się nawet utleniać. Obecnie nie ma takiego ryzyka ze względu na ulepszenie samego materiału, stosowanie dodatków, jak i zmianę samej techniki jego produkcji — dodaje Bednarczyk.


Wybierając styropian, czy też jakikolwiek inny system oparty na płytach izolacyjnych, należy zwrócić uwagę na współczynnik lambda, czyli współczynnik przewodności cieplnej, który im niższy tym lepszy dla zapewnienia lepszej izolacyjności. 

— Dla przykładu jeszcze kilka lat temu styropian cechował dość wysoki współczynnik lambda, bo aż 0,04−0,044. Obecnie został on zminimalizowany do 0,032-0,036. Dzięki temu nowoczesny styropian nie dość, że jeszcze lepiej zatrzymuje w budynku nagromadzone ciepło, to również można go przez to zużyć mniej, niż miało to miejsce przy styropianach z większym współczynnikiem lambda – wyjaśnia Bednarczyk.


Innym materiałem wykorzystywanym do ocieplania budynków, jest wełna mineralna, która choć jest materiałem bardziej paroprzepuszczalnym niż styropian, to jest lżejsza. Ma to ogromne znaczenie dla zastosowania tego typu izolacji w miejscach, gdzie zależy nam na lżejszej konstrukcji i odciążeniu budynku i ścian. - Choć na to, jaki rodzaj izolacji zastosujemy, wpływ ma wiele czynników, to jednak w pierwszej kolejności definiują nam to przepisy np. przeciwpożarowe — zauważa ekspert Henkel Polska.

Styropian i wełna mineralna to nie jedyne dostępne materiały wykorzystywane w ocieplaniu budynków. Alternatywą, w niektórych przypadkach, nawet być może znacznie bardziej efektywną pod kątem izolacyjności, są materiały oparte na tworzywach poliuretanowych i fenolowych. Stosując tego typu rozwiązania można obniżyć współczynnik lambda [λ] do wartości, która dla wełny czy styropianu jest nieosiągalna, czyli 0,02-0,024. 


Tego typu izolacje stosowane są tam, gdzie zależy nam na oszczędzeniu powierzchni użytkowej. Zamiast styropianu o grubości 15 cm, możemy użyć zamiennie ok. 8 cm pianki poliuretanowej lub fenolowej. Budując dom jesteśmy ograniczeni wymiarami działki, na której się on znajduje. Przepisy prawa budowlanego ściśle określają wymaganą minimalną odległość granic budynku, jego ścian od granic działki. 

Używając efektywniejszych izolacji, które zajmują mniej miejsca i powodują, że zmniejsza się całkowita grubość ściany, możemy zyskać więcej powierzchni użytkowej. Dlatego też tego typu izolacje chętnie i często stosowane są przez deweloperów, którzy skrupulatnie liczą metry kwadratowe. Rozwiązanie sprawdza się również tam, gdzie jest ciasno, czyli np. w starych budynkach, gdzie chcemy uszczelnić ościeżnice okienne, loggie, balkony, jak również często w budynkach objętych nadzorem konserwatorskim.


Obecnie na rynku dostępne są również systemy wykonane z materiałów ekologicznych. Zwolennicy zielonych technologii mogą wybierać z gamy płyt wykonanych z celulozy lub korka, innym materiałem może być mech lub liście, czy też ściółka. Są to rozwiązania raczej niszowe, wpisujące się w obecny trend eco-friendly, za które trzeba jednak niemało zapłacić. Są one złożone z prostych materiałów, które kiedyś służyły do ocieplania domów naszym przodkom, z tym że obecnie dostępne są w bardziej usystematyzowanej i designerskiej formule. 

Tynki – warstwa zewnętrzna systemu ociepleniowego
Dla ochrony i trwałości całego systemu ociepleniowego istotne znaczenie ma jego warstwa zewnętrzna, na którą w zależności od wybranego systemu ociepleniowego składa się tynk, tynk w połączeniu z farbą lub innego rodzaju okładziny elewacyjne. Skupiając się w tym momencie na tynku, by mógł on spełniać swoją funkcję, powinien być dobierany w zależności od usytuowania budynku i charakteru szkodliwych czynników, na które w związku z tym jest narażony. 


Jeśli budynek umiejscowiony jest na obszarze obciążonym wilgocią i deszczem, wówczas na jego elewacji stosuje się tynki silikatowe lub mineralne, które mając naturalne pH, chronią elewację i utrudniają rozwój mikroorganizmów kwaśnolubnych np. grzybów rozkładu pleśniowego czy alg. Jeśli zaś dom usytuowany jest na obszarze silnie nasłonecznionym, wówczas polecane są tynki elastomerowe, które są bardziej elastyczne i odporne na odkształcenia, powstające na skutek działania ciepła.

Na pytanie, czym należy się kierować wybierając system ocieplenia domu, ekspert firmy Henkel odpowiada:


— Każdy system powinien być dobierany indywidualnie, zgodnie z przepisami, z uwzględnieniem czynników zewnętrznych oddziałujących na budynek, a także kwestii finansowych oraz naszych preferencji estetycznych. Obecne rozwiązania pozwalają nie tylko ocieplić, ale również upiększyć elewację poprzez dobór odpowiednich kształtów i elementów dekoracyjnych. Na przykład nasze tynki z powodzeniem mogą imitować kamień czy drewno. W ofercie firmy Henkel jest łącznie 14 różnych systemów ociepleniowych. Ponadto możemy również elastycznie mieszać ze sobą różne rozwiązania, więc mamy dość bogatą ofertę, którą możemy indywidualnie dostosowywać do potrzeb inwestorów. To sprawia, że systemy naszej marki Ceresit Ceretherm Popular, znane na rynku polskim od prawie 20 lat jako w pełni przebadane i certyfikowane systemy ociepleń, cieszą się wciąż niezwykle dużym zaufaniem wśród naszych klientów – podkreśla Bednarczyk.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Artykuł powstał we współpracy z firmą Henkel Polska. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a6fa4a13b8de8394bac097f7983afeb0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a6fa4a13b8de8394bac097f7983afeb0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/149695,personalizacja-produktow-i-uslug-jak-marka-henkel-umacnia-ten-trend</guid><link>https://innpoland.pl/149695,personalizacja-produktow-i-uslug-jak-marka-henkel-umacnia-ten-trend</link><pubDate>Wed, 03 Apr 2019 11:46:05 +0200</pubDate><title>Masówka staje się passé. Na rynku umacnia się trend, który rewolucjonizuje podejście do klienta</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/11af5c96874ac84572f25ffa62501cf4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Do niedawna cieszyliśmy się z niej, bo sprawiła, że produktów wystarczało dla wszystkich. Dziś jednak staje się irytującym posmakiem codziennej rzeczywistości. Masówka, czyli dostępne masowo identyczne produkty, powoli przestaje być wabikiem na konsumentów. A że rynek nie znosi próżni, umacnia się nowy trend.

Jaki? Mowa o personalizacji, czyli „szyciu” produktów i usług na miarę. Dzięki niej możliwe jest zastosowanie indywidualnego podejścia do konsumenta, albo też po prostu wyróżnienie się na tle „sieciówek”. Personalizacja odpowiada więc na wołanie tych, którym pasuje rozmiar buta, ale niekoniecznie już jego kolor, tych, którym marzy się wnętrze auta zaprojektowane w ich guście, ale też i tych, którzy chcieliby wysłać imienną bombonierkę.
	
		
											
					
				
				Personalizacja w biznesie to tworzenie produktów i usług w odpowiedzi na indywidualne potrzeby konsumentów.•123rf.com
					

Trend związany z personalizacją produktów rozwija się od dobrych kilku lat na Zachodzie. To dzięki niemu słyszymy w mediach o butelkach, koszulkach, butach, torebkach, naszyjnikach, zegarkach, prezentach itp. skrojonych dokładnie pod potrzeby klienta. Postępujące zjawisko nie dotyczy tylko rzeczy stricte materialnych, ale też usług świadczonych przez biznes.


Również komunikacja marketingowa od dłuższego czasu kieruje się personalizacją. To właśnie tzw. targetowanie behawioralne sprawia, że gdy buszujemy po sklepach internetowych, widzimy potem reklamy produktów podobnych do tych, które oglądaliśmy, a gdy surfujemy po mediach społecznościowych i serwisach video - pokazują nam się posty i filmy odpowiadające naszym zainteresowaniom.

Rewolucja w druku
Chyba nic tak nie wspiera idei personalizacji jak druk 3D. Technologia drukowania przestrzennego pozwala bowiem na opracowanie gotowych, unikalnych obiektów, przedmiotów czy części zamiennych na indywidualne, czasem bardzo skomplikowane, zamówienie odbiorcy. 


Na potęgę korzystają z niej takie branże jak m.in. odzieżowa (unikalne obuwie, niepowtarzalna biżuteria), motoryzacyjna (turbosprężarki, łopatki do zmiany biegów) czy medyczna (protezy kończyn, zęby, części kości). Przykładami firm, które posiłkują się drukarkami 3D są Adidas, Ford, Opel, Aprecia Pharmaceuticals (Spritam), Emtel czy Oxford Performance Materials.

Drukowanie przestrzenne staje się też filarem działalności wielu obiecujących biznesów. Firma Make Eyeware projektuje i drukuje oprawki do okularów, tak aby idealnie leżały na twarzy osób z wadami wzroku. Hiszpański start-up Be More 3D zapewnia, że dzięki tworzącej obiekty z betonu drukarce 3D jest w stanie do 15 godzin postawić bungalow. 


Natomiast Organovo, amerykańska firma biotechnologiczna, niedawno pochwaliła się światu, iż udało się jej wydrukować w technologii 3D... komórki wątroby. Prowadzony pod jej szyldem innowacyjny projekt badawczy zakłada drukowanie ludzkich komórek z myślą o zastosowaniu tych biowydruków do testów medycznych. 

Co ciekawe, w tej konkurencji przyćmili ich Polacy, którzy dzięki technice 3D wydrukowali... bioniczną trzustkę wraz z naczyniami krwionośnymi. Dotąd nikt jeszcze nie wyprodukował narządu miąższowego z pełnym unaczynieniem. Ten imponujący sukces to zasługa zespołu naukowców pod kierunkiem dr hab. med. Michała Wszoły z Fundacji Badań i Rozwoju Nauki.


Drukiem 3D zainteresowany jest zwłaszcza duży przemysł z uwagi na skalę prowadzonej działalności – technologia 3D pozwala bowiem lepiej zweryfikować produkt przed wprowadzeniem go do masowej produkcji. Firmą, która od wielu lat eksperymentuje z drukiem trójwymiarowym jest Henkel – jeden z największych światowych producentów środków chemicznych do domowego i przemysłowego użytku.
	
		
											
					
				
				Wydruki 3D to przykład tworzenia spersonalizowanych produktów do użytku domowego i przemysłowego•Materiały prasowe
					

Znany pod każdą szerokością geograficzną producent klejów i uszczelniaczy od kilku już lat współpracuje z topowymi na rynku drukarek graczami takimi jak HP i Carbon 3D. Jego wkład to m.in. urządzenia do mieszania i odmierzania materiału do druku (meter mix and dispense device, MMD), innowacyjne materiały do druku 3D stworzone na bazie żywic używanych w klejach marki Loctite oraz tworzywa dopasowane do platformy HP Multi Jet Fusion.
	
		
											
					
				
				Produkty marki Loctite są używane do wydruków w technologii 3D•Materiały prasowe
					

Technologia druku 3D najbardziej przemówiła do wyobraźni zwykłego Smitha czy Kowalskiego, gdy media nagłośniły futurystyczne projekty architektoniczne z jej użyciem. Duże zainteresowanie wzbudziło chociażby wybudowane w Amsterdamie mobilne centrum konferencyjne, którego fasadę wykonano właśnie z drukowanych w 3D materiałów.
	
		
											
					
				
				Budynek mobilnego centrum konferencyjnego w Amsterdamie.•Materiały prasowe
					

Firma nawiązała też współpracę z holenderskim studiem projektowym DUS Architects, która jest inicjatorem 3-letniego projektu budowy nad amsterdamskim kanałem naturalnej wielkości domu z użyciem wielkogabarytowej drukarki 3D. W projekcie uczestniczy międzynarodowy zespół specjalistów z różnych branż, którzy opracowują i testują nowe rozwiązania. Opracowaniem specjalnego rodzaju tworzywa sztucznego, z którego powstaje obiekt, zajął się właśnie Henkel. Natomiast z amerykańskim start-upem Origin, twórcą otwartego ekosystemu produktów, pracuje nad rozwiązaniami dla sektora medycznego (m.in. ortezy palców, przyssawki), które zaprezentował na tegorocznych targach MDM West w Anaheim w Kalifornii.
	
		
											
					
				
				Orteza palca wydrukowana w technologii 3D•Materiały prasowe
					

Współpracując z firmami zajmującymi się drukiem 3D Henkel bazuje na dwóch filarach: swojej szerokiej wiedzy o materiałach i długim doświadczeniu w transformacji procesów produkcyjnych w wielu różnych branżach. A ponieważ wydrukowane w 3D obiekty wymagają doszlifowania, zapewnia wsparcie w ich późniejszej obróbce.


Produkty szyte na miarę
Poza drukiem 3D Henkel inwestuje też w inne technologie wpisujące się w coraz bardziej popularny trend personalizacji. W drugiej połowie 2018 roku we współpracy z platformą sprzedaży Tmall firma zaoferowała nową linię produktów Schwarzkopf My Specialist. Wymyślono ją po to, aby odpowiadać na zróżnicowane potrzeby osób w zakresie pielęgnacji włosów.
	
		
											
					
				
				Schwarzkopf My Specialist to linia kosmetyków do pielęgnacji włosów, dopasowanych do potrzeb klienta w oparciu o badanie laboratoryjne jego włosów.•Materiały prasowe
					

Cała koncepcja polega na mikroskopowym badaniu włosów i doborze produktów odpowiadających na ich unikalne potrzeby. W praktyce sprowadza się to do tego, że klient, który składa zamówienie przez Internet, otrzymuje kopertę, wkłada do niej próbkę swoich włosów i odsyła ją do laboratorium My Specialist. W ciągu dwóch tygodni otrzymuje spersonalizowane kosmetyki do pielęgnacji włosów, których skład jest unikalny, skomponowany na podstawie analizy przeprowadzonej przez naukowców.


Na razie usługa Schwarzkopf My Specialist świadczona jest tylko w Chinach, jednak pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy zostanie wprowadzona na inne rynki, w tym także europejski. W końcu klient pod każdą szerokością geograficzną chce się czasem poczuć wyjątkowo i mieć wrażenie, że faktycznie to marka jest dla niego, a nie na odwrót.

Jak widać, personalizacja wkracza w różne obszary naszego codziennego życia, a przy tym jest jak rozpędzony pociąg, którego nie da się już zatrzymać. Wydaje się, że mało kto będzie przeciwko niej protestował. Koniec końców chyba każdy z nas z różnych względów pragnie posiadać coś, co będzie jedyne w swoim rodzaju.Artykuł powstał we współpracy z firmą Henkel Polska. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/11af5c96874ac84572f25ffa62501cf4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/11af5c96874ac84572f25ffa62501cf4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Masówka staje się passé. Na rynku umacnia się trend, który rewolucjonizuje podejście do klienta</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/150409,nie-kupuj-przerabiaj-jakie-projekty-diy-i-upcycling-wybrac</guid><link>https://innpoland.pl/150409,nie-kupuj-przerabiaj-jakie-projekty-diy-i-upcycling-wybrac</link><pubDate>Thu, 28 Feb 2019 09:29:05 +0100</pubDate><title>Nowe życie starych rzeczy: dlaczego upcyclingu powinniśmy się uczyć od Japończyków?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4ef5b120180cb2ea97c0eccd97513d65,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przecież to już nic niewarte, nie ma sensu naprawiać — rozejrzyj się dookoła i pomyśl, o ilu rzeczach codziennego użytku jesteś w stanie tak właśnie powiedzieć?

A teraz inny rodzaj ćwiczenia mentalnego: postaraj się odnaleźć w pamięci moment, kiedy ostatni raz cerowałeś skarpetkę. Nie jesteś do końca pewien, jaka jest różnica pomiędzy cerowaniem i łataniem? To może coś łatwiejszego: przyklejenie odłamanego uszka do kubka. Kiedy ostatni raz nakładałeś ostrożnie warstewkę kleju i, dociskając brakujący element, czekałeś aż spoiwo „chwyci”?

Być może właśnie otwierasz szeroko oczy ze zdziwienia i masz ochotę zapytać, komu przy zdrowych zmysłach chciałoby się naprawiać kubek, który w popularnej wnętrzarskiej sieciówce można kupić mniej więcej za tyle samo, co tubkę kleju… Jeśli tak, to prawdopodobnie nie jesteś na bieżąco ze statystykami dotyczącymi globalnej produkcji odpadów. Jak podał GUS, w 2016 roku ilość odpadów komunalnych, jaką produkuje rocznie każdy Polak, sięga 283 kg.


Tu można nieco się zaperzyć i zapytać, a co z recyklingiem? Przecież każdy z nas, niezależnie od tego, czy dobro planety leży mu na sercu, czy też nie, musi dzisiaj przestrzegać obowiązku sortowania odpadów.

I choć odpowiedź na pytanie, ile tak naprawdę udaje się odzyskać, nie jest całkowicie rozczarowująca, to nie napawa jednocześnie gigantycznym optymizmem. Zgodnie z narzuconymi odgórnie normami gminy muszą odzyskać co najmniej 20 proc. odpadów komunalnych i większość z nich wywiązuje się z tego obowiązku.

Z drugiej strony, zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej, do roku 2020 powinniśmy ten odsetek zwiększyć do 50 proc. To, czy taka sztuka uda się polskim gminom, nie jest wcale takie pewne.


Recykling nie jest na szczęście jedynym sposobem, w jaki możemy odciążyć środowisko naturalne i przyczynić się do zmniejszenia poziomu zaśmiecenia planety. Wystarczy odrobina kreatywności, która zaczyna się na poziomie językowym: przedimek „re” wymieniamy na „up” i już nie musimy oddawać przedmiotów do przetworzenia. Możemy je przetwarzać samodzielnie!

Upcycling to bowiem nic innego jak naprawianie i dawanie „drugiego życia” starym rzeczom, meblom, akcesoriom czy nawet odpadkom, takim jak butelki czy puszki. Paradoksalnie to „drugie życie” sprawia, że wartość przedmiotów często idzie w górę. 


Nawet jeśli wydaje się wam, że kiedy rozdawali zdolności manualne, akurat staliście w kolejkach po mądrość i urodę, to spróbujcie się przełamać i przekonać do upcyklingu choćby w jego minimalnym wymiarze, co na dobrą sprawę wcale nie musi być trudne.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Źródłem inspiracji mogą być już istniejące dobre praktyki — na przykład te stosowane w Japonii.

Upcyclingowa mądrość rodem z Japonii
Aby zrozumieć ideę upcyklingu należy przyswoić sobie kilka tajemniczo brzmiących zwrotów. Pierwszym z nich jest „mottainai”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „nie marnuj”. To nazwa japońskiej filozofii, zgodnie z którą marnowanie jakichkolwiek rzeczy czy środków powinno wyzwalać w nas wewnętrzny smutek.


Najprostszym sposobem, aby uniknąć tego specyficznego rodzaju marazmu, jest używanie rzeczy tak, aby służyły nam jak najdłużej. Zgodnie z filozofią shinto, którą wyznaje wielu Japończyków, przedmioty posiadają specyficzny rodzaj „duszy”, więc z założenia należy im się podobny, co istotom ożywionym, szacunek.

Pokłosiem tego rodzaju podejścia do życia jest obecność w japońskiej kulturze sztuki „kintsugi”, która polega na artystycznym „reperowaniu” potłuczonej porcelany. Przestrzenie, w których ubytek szkliwa jest znaczący, można uzupełnić ozdobną laką, a widoczne w wyniku klejenia pęknięcia — potraktować jak nadające charakteru „zmarszczki” czy artystyczne sygnatury stanowiące o unikalności danego naczynia.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Warto również wspomnieć, że naprawiane zgodnie z prawidłami sztuki „kintsugi” miseczki, talerzyki czy czarki znakomicie wpisują się w kolejny trend rodem z kraju kwitnącej wiśni, tym razem wnętrzarski: „wabisabi”.


Powiązana z tak zwaną „estetyką zen” „wabisabi” to sztuka porządkowania otaczającej nas przestrzeni zgodnie z zasadami powściągliwości, prostoty i wyciszenia. Wnętrza w stylu „wabisabi” są surowe, emanujące swego rodzaju nostalgią, a przez to wypełnione przedmiotami oszczędnymi w formie i niedoskonałymi — czyli dokładnie takimi, jakie często powstają w wyniku upcyklingu.

Pomysłowy Dobromir — musisz go w sobie znaleźć
Nadając przedmiotom „drugie życie” czy reperując te, które jeszcze kiedyś lekką ręką wyrzucilibyśmy do kosza i zastąpili nowymi, warto mieć z tyłu głowy estetykę „wabisabi”: przedmiot nie musi być idealny — ważne, żeby miał w sobie „to coś”, czego nabywa się tylko i wyłącznie z upływem lat.


Wykręt w postaci braku akcesoriów do majsterkowania, którym mogą chcieć się posłużyć niektórzy, co bardziej rozpieszczeni ogromną dostępnością dóbr wszelakich, tutaj nie zadziała. W dzisiejszych czasach naprawianie przedmiotów może być równie łatwe, jak ich kupowanie.

Przykład? Zostańmy przy klejeniu porcelanowego ucha do filiżanki — czynności o tyle prostej, co wymagającej sporej uważności. Szybkoschnące kleje w nieporęcznych, maleńkich tubkach lubią przecież rozlewać się w różnych, mało przewidywalnych kierunkach. A świadomość, że ma się tylko kilka sekund na ewentualne poprawki czy otarcie nadmiaru substancji, specjalnie do majsterkowania nie zachęca. Albo raczej nie zachęcała, bo tego typu problemy to dzisiaj już tylko kiepska wymówka.


Dowodem może być ewolucja jednego z najpopularniejszych klejów do drobnych napraw na polskim rynku — Super Glue. Nazwę kojarzymy niemal wszyscy, ale to, że zamiast w zwykłej tubce, można go dzisiaj kupić w formie poręcznego „pisaka”, już niekoniecznie zarejestrowaliśmy.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Super Glue Perfect Pen ma właśnie taką formę. Dzięki temu nie jest tylko i wyłącznie opakowaniem, ale i precyzyjnym aplikatorem, którym z łatwością posłużą się także ci, którzy twierdzą, że do majsterkowania mają dwie lewe ręce.

Kiedy już przełamiemy pierwsze lody związane ze strachem przed samodzielnymi naprawami, możemy sięgnąć po produkty z serii Super Glue Liquid, czyli kleje w opakowaniach z różnorodnymi końcówkami, na przykład pędzelkiem, czy wydłużoną, cienką „szyjką”.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

W miarę, jak wasze nastawienie pod tytułem: „Zepsuło się — kupię nowe”, zacznie się zmieniać na: „Zepsuło się — trzeba naprawić”, z pewnością pojawi się również potrzeba zastosowania innych rodzajów spoiwa, niż tylko Super Glue. 


O ile bowiem sytuacja z naprawianiem połamanych czy potłuczonych rzeczy, gdy posiadamy ich wszystkie części, sprowadza się do zabawy w puzzle, to kiedy jeden lub kilka elementów tej układanki zgubimy, sprawy zaczynają się komplikować. 

Dla kreatywnego majsterkowicza nie powinno być jednak sytuacji bez wyjścia. Nie ma ich na szczęście również dla producentów klejów, którzy stworzyli Kintsuglue, czyli swego rodzaju glinę, z której można ulepić brakujący element, a następnie doczepić do reszty konstrukcji. 

Kintsuglue można formować w dowolne kształty — masa jest na tyle elastyczna, że z powodzeniem posłuży jako rączka od wiadra, haczyk, główka joysticka na padzie konsoli do gier czy wspomniany zagubiony kawałek obudowy telefonu. Na uformowanie odpowiedniego kształtu i wklejenie go we właściwe miejsce macie 30 minut. Po tym czasie masa zaczyna twardnieć.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Klejenie potłuczonych przedmiotów, czy odnajdywanie kolejnych zastosowań dla „gliny” Kintsuglue, to dobre ćwiczenie na początek. Jeśli jednak zamierzamy rzeczywiście żyć zgodnie z zasadą mottainai, musimy opanować jeszcze kilka innych umiejętności, na przykład podstawowe ruchy szydełkiem, drutami czy choćby igłą i nitką. Na podorędziu początkującego adepta sztuki upcyklingu w duchu „do it yourself” powinny również znaleźć się ostre nożyczki, nie zaszkodzi posiadanie młotka i gwoździ.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Z drugiej strony, zmiana „czegoś starego” w „coś nowego” to tak naprawdę kwestia dobrego pomysłu, albo atrakcyjnej inspiracji, których Internet jest dzisiaj pełen. W sieci funkcjonuje również sporo osób, które bardzo chętnie dzielą się swoim doświadczeniem w dziedzinie prac ręcznych.


W razie braku pomysłu na przeróbkę starej rzeczy wystarczy więc wpisać w przeglądarkę odpowiednie hasło, dać się zainspirować najnowszymi trendami i uświadomić sobie, że uzyskanie efektu „wow” bywa zaskakująco proste, czego dowodem jest chociażby niezwykła kariera, jaką w branży wnętrzarskiej zrobiła… paleta dostawcza. Niepozorne, często dość niedbale zbite deski służą dzisiaj jako stoły, podstawy łóżek czy siedziska.

Jeśli nie macie wśród znajomych żadnego dostawcy, mającego palety na zbyciu, możecie poszukać innych pseudomeblarskich materiałów. W charakterze podstawy siedziska czy podnóżka sprawdzą się… wytłoczki do jajek, czego dowodzą twórcy bloga 5 Minutes Crafts.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Charakter mieszkania można również zmienić diametralnie, stosując odpowiednie oświetlenie, a niekoniecznie wydając fortunę na dizajnerską lampę. Wrażenie przytulności i ciepła można uzyskać oplatając choinkowymi lampkami meble albo po prostu kładąc je na półce pomiędzy książkami.


Bardziej nastrojowe, naturalne światło świec również można wyeksponować w nietuzinkowy sposób. W charakterze świeczników, do których włożymy pachnące podgrzewacze, doskonale sprawdzą się małe słoiczki — te po dżemach czy mlecznych deserach, które w genialny sposób mogą zastąpić akcesoria dostępne w salonach wnętrzarskich.

Powyższe przykłady warto mieć z tyłu głowy podczas zakupów — nie tylko tych „dla domu”. Radość związana z zakupem nowych rzeczy jest dość krótkotrwała, zwłaszcza gdy uzmysłowimy sobie, że dokładnie ten sam efekt możemy uzyskać samodzielnie, za ułamek ceny, nie dorzucając jednocześnie kolejnej cegiełki do degradacji środowiska.Artykuł powstał we współpracy z firmą Henkel Polska. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4ef5b120180cb2ea97c0eccd97513d65,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4ef5b120180cb2ea97c0eccd97513d65,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ze starego coś nowego? To podstawowa zasada upcyclingu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/149609,co-to-jest-gospodarka-obiegu-zamknietego-henkel-pokazuje-jak-to-dziala</guid><link>https://innpoland.pl/149609,co-to-jest-gospodarka-obiegu-zamknietego-henkel-pokazuje-jak-to-dziala</link><pubDate>Fri, 01 Feb 2019 09:07:06 +0100</pubDate><title>5 rzeczy, których nie wiedziałeś o opakowaniach. Ich producenci coraz bardziej liczą się ze środowiskiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/295998ba25d07ea9945e7dba97f09708,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dla wielu brzmiało to jak fake news: zgodnie z unijną dyrektywą, do 2021 roku z półek drogerii znikną patyczki do uszu, z barów plastikowe słomki, z koszyków piknikowych zaś plastikowe talerzyki i sztućce. Dyskusja na temat tego, czy tak  „radykalne” rozwiązania są potrzebne, trwa w najlepsze.

Zamiast zakazywać sprzedaży, można przecież przetwarzać. Można, pewnie, ale zastanów się, ile razy będąc w barze zdarzyło ci się wrzucić słomkę do kosza przeznaczonego na plastik? Albo wyczyścić plastikowy talerzyk z resztek jedzenia i sosu przed wrzuceniem do kontenera na segregowane odpady? 

To tylko jeden talerzyk, nic się nie stanie – tłumaczysz sobie wtedy nie myśląc o tym, że podobne usprawiedliwienie pojawia się w tym samym momencie w głowach setek innych ludzi na całym świecie. Efekt? Po światowych morzach i oceanach dryfuje obecnie około 150 milionów ton plastiku, a z każdym rokiem dorzucamy do niego kolejne tony – od 4,8 do nawet 12,7.


Niestety, wniosek, że w pojedynkę nie posprzątamy tego bałaganu, jest słuszny. Do recyklingu swoją cegiełkę musi dokładać każdy. Ostatnio całkiem spory krok w kierunku ochrony naszej planety wykonała znana korporacja. Henkel, bo o tym produkcyjnym gigancie mowa, zobowiązał się, że do roku 2025 opakowania wszystkich jego produktów, czyli m.in. marek Persil, Silan, Schwarzkopf czy Fa, będą przyjazne środowisku. 

Podobne zobowiązania podejmują również przedstawiciele innych branż. W roku 2025 powiększony zestaw Big Maca z frytkami wyniesiemy z najpopularniejszej restauracji świata w opakowaniu pochodzącym w 100 proc. z recyklingu lub materiałów do niego zdatnych. 


Jak to możliwe? Zapyta pewnie sceptyk, zerkając na przykład na swoją półkę w łazience i zatrzymując wzrok na butelce z szamponem. Tego typu produktów nie da się przecież sprzedawać w papierowych torebkach. Można w szkle, ale wtedy ceny wzrosną niebagatelnie. 

Tego typu podejrzliwość jest z jednej strony zrozumiała, choć fakt, lekko zaskakująca, biorąc pod uwagę technologiczną rewolucję, której jesteśmy świadkami. Bo czy naprawdę tak trudno wyobrazić sobie, że wyprodukowany już przez nas plastik będzie elementem zamkniętej pętli procesów, a wszystkie opakowania będą powstawały w wyniku przerabiania tych już istniejących? 


To nie fikcja, to już się dzieje i nosi nazwę gospodarki obiegu zamkniętego (ang. circular economy). W idealnym ujęciu taka gospodarka dąży do tego, by odpady z produktów były w całości wykorzystywane jako surowce dla innych wyrobów i tak w kółko, służąc w całej rozciągłości idei zrównoważonego rozwoju.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Gospodarka obiegu zamkniętego jest więc kolejnym etapem rozwoju ekonomicznego po gospodarce linearnej (produkcja ze stale rosnącą ilością odpadów) i gospodarce opartej na recyclingu (produkcja z częściowym przetwarzaniem odpadów). Fakt, że niektórzy producenci już zaczynają wdrażać jej zasady, to tylko jedna z rzeczy, których nie wiesz, patrząc na butelkę płynu do mycia naczyń, czy paczkę proszku do prania. 


1. Plastikową butelkę da się przetworzyć w 100 procentach
Różne rodzaje plastiku można przetwarzać w różnym stopniu – niektóre, niestety, w ogóle nie nadają się do recyklingu. Z drugiej strony, dzisiejsze możliwości techniczne pozwalają na tworzenie opakowań z materiału, który będzie można w całości spożytkować do produkcji kolejnych butelek czy pudełek. 

Właśnie z takiego tworzywa produkowane są butelki płynu do mycia naczyń Pril, czy środków czyszczących Sidolin i biff z linii Pro Nature. Henkel coraz mocniej stawia również na opakowania uzupełniające, dzięki czemu duże butelki z dozownikami mogą nam służyć miesiącami. 


Inny produkt Henkla, kosmetyki do włosów Nature Box, wprowadzony na polski rynek w sierpniu 2018, sprzedawany jest w butelkach, na które składa się plastik z recyklingu. 
Zarówno w butelce, jak i w nakrętce jest go aż 25% (dotyczy butelek o pojemności 385 ml).
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

Surowce pochodzące z recyklingu mogą oczywiście służyć nie tylko do produkcji opakowań, czego najlepszym dowodem są buty do biegania oraz ubrania z linii Adidas x Parley.

Jeden z najpopularniejszych producentów akcesoriów sportowych, we współpracy z firmą produkującą nici z przetworzonego plastiku wyławianego z mórz i oceanów, projektuje przeznaczone na sprzedaż obuwie i odzież z upcyklingowanych plastików, zebranych z plaż i nadmorskich osad. 


W zeszłym roku liczba sprzedanych par butów do biegania Adidas UltraBoost Parley przekroczyła milion, natomiast w ubraniach wykonanych z tkaniny Parley Ocean Plastic™ występowali w tym roku, między innymi, tenisiści biorący udział w turnieju Australian Open.

2. Współpraca pomiędzy firmami to klucz do zamknięcia obiegu
Konsumujemy coraz więcej, w efekcie powstaje coraz więcej opakowań, które w teorii można przetwarzać. Podobnie jednak, jak w przypadku dyrektywy wycofującej z użycia słomki do napojów, również w kontekście ponownego przetwarzania opakowań potrzebne są jasne wytyczne. 


Globalne przedsiębiorstwa starają się tworzyć takie normy z własnej inicjatywy, jednocześnie współpracując ze sobą podczas ich formułowania. Zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, oszczędzanie energii czy racjonalne gospodarowanie zasobami leży bowiem także w ich interesie. 

Gospodarka zamkniętego obiegu może stać się więc faktem pod warunkiem, że przedsiębiorstwa zaczną współtworzyć jeden, spójny system segregacji i recyklingu odpadów, a także wykorzystywać surowce ze zrównoważonych źródeł. Jednym z przejawów dążenia do tego celu jest inicjatywa „Alliance to End Plastic Waste”, w ramach której działa 30 firm działających w obszarze łańcucha wartości branży tworzyw sztucznych i dóbr konsumpcyjnych, w tym Henkel właśnie.


Na przestrzeni najbliższych 5 lat sojusz zainwestuje 1,5 miliarda dolarów w inicjatywy związane z usuwaniem odpadów z tworzyw sztucznych ze środowiska.
	
		
											
					
				
				Fot. materiały prasowe
					

3. Rozmiar opakowania ma znaczenie 
Jednym ze sposobów, aby zmniejszyć wpływ produkcji opakowań na środowisko naturalne, jest wprowadzanie bardziej skoncentrowanych wariantów produktów, co pozwala także zmniejszać rozmiar samych opakowań. 

Wychodząc właśnie z takiego założenia, Henkel zmodyfikował formułę płynu do prania Persil, który stał się bardziej skoncentrowany i wydajny, stąd używa się go mniej, a jedno opakowanie starcza na dłużej. Tej zmianie towarzyszyło przeprojektowanie samego opakowania, czyli butelki płynu do prania Persil. To wszystko przekłada się ostatecznie na zmniejszenie liczby butelek tego produktu, trafiających na rynek. 


Efekt? Zmniejszenie ilości materiału do produkcji opakowań o 3 500 ton rocznie. 

4. W korporacjach pracują inżynierowie odpowiedzialni TYLKO za opakowania
Przyjazne środowisku i bezpieczne dla człowieka – to zasada, która przyświeca specjalistom od tworzenia opakowań. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że z największą dozą ostrożności podchodzi się do produkcji opakowań spożywczych. 

W tym celu Henkel zatrudnia specjalistów, których zadaniem jest ocena materiałów do produkcji opakowań zarówno pod względem ich możliwości technicznych, jak i składu chemicznego. 


Inżynierowie badają więc nie tylko właściwości poszczególnych rodzajów plastiku czy kartonu. Upewniają się również, że przyjazne dla naszego zdrowia są również laminaty, farby czy kleje do etykiet znajdujących się na opakowaniach.

5. Opakowanie może być walutą
Jako mieszkańcom krajów rozwiniętych trudno nam wyobrazić sobie życie bez ulubionego pojemniczka na lunch do pracy czy bidonu, z którym co drugi dzień biegniemy na siłownię. Na osobnym biegunie znajdują się ci, którzy nawet nie marzą o plastikowym opakowaniu na obiad – częściej o obiedzie.
	
		
											
					
				
				Plastic Bank - celem organizacji, z którą współpracuje Henkel, jest upowszechnienie skupu „plastiku&quot;.•Fot. materiały prasowe
					

Inicjatywą mającą na celu pomoc mieszkańcom najuboższych rejonów globu oraz zmniejszenie ilości plastikowych odpadów jest Plastic Bank. Celem organizacji, z którą współpracuje Henkel, jest upowszechnienie skupu plastiku. Organizacja działa na Haiti, gdzie prowadzi punkty, w których odpady można wymienić na pieniądze lub wirtualną walutę.Artykuł powstał we współpracy z firmą Henkel Polska.  ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/295998ba25d07ea9945e7dba97f09708,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/295998ba25d07ea9945e7dba97f09708,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
