<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - REDAKCJA]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii REDAKCJA w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/235,redakcja</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,235,redakcja" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/195641,perly-rewitalizacji-tam-gdzie-historia-romansuje-z-nowoczesnoscia</guid><link>https://innpoland.pl/195641,perly-rewitalizacji-tam-gdzie-historia-romansuje-z-nowoczesnoscia</link><pubDate>Thu, 29 Jun 2023 14:13:01 +0200</pubDate><title>Perły rewitalizacji: tam, gdzie historia romansuje z nowoczesnością</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eceac616754af7aed7af92b359f0e03d,1000,1000,0,0.jpeg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wiele zabytkowych, liczących setki lat budynków w pewnym momencie popadło w ruinę i niepamięć, gdyż uznano, że... psują widok na nowoczesne miasta. Na szczęście pewne rzeczy zmieniają się na lepsze i coraz więcej tych miejsc o wyjątkowej historii otrzymuje nowe życie.

Czy stare trzeba tylko burzyć i w ich miejsce wstawiać nowe, ładne, ale często bez tożsamości i pomysłu? Niekoniecznie! Jak się bowiem okazuje, na terenie całego kraju znajdziemy szereg dowodów na to, że można budować nowocześnie, korzystając zarazem z fundamentu tradycji. 
Chcesz poznać najbardziej spektakularne przykłady takich właśnie  zapierających dech w piersiach rewitalizacji, budzących zachwyt i mogących stanowiąc powody do dumy dla miasta i regionu? Oto one.
Krakowskie Zabłocie, czyli zagłębie nowoczesności 
Te w znacznym stopniu postindustrialne obszary zyskały drugie życie dzięki odpowiedzialnej i przemyślanej rewitalizacji, stając się niezwykle modnym punktem na mapie Krakowa.
Stało się tak głównie dzięki prestiżowej inwestycji ATAL Residence Zabłocie IV, czyli budynkowi powstałemu na terenie dawnej fabryki Miraculum, a dzięki przemyślanej architekturze fantastycznie wpisującemu się w nowoczesną zabudowę tej części miasta. 
Obiekt jest świetnym przykładem na to, jak łączyć nowoczesność z historią, tworząc w efekcie kwintesencję miasta piętnastominutowego. 
Omawiana realizacja łączy unikalny charakter Zabłocia z innowacyjnym podejściem do współczesnego budownictwa. Efekt? 25 lokali biurowych i usługowych w samym sercu nowoczesnego osiedla.
A co z warszawską Wolą?
Ta dzielnica o bogatej, choć i smutnej historii, także przeżywa właśnie swoje odrodzenie. Wystarczy spojrzeć na zbieg ulic Ordona i Wschowskiej, aby dostrzec piękno terenu  odrestaurowanego po dawnych zakładach przemysłowych. 
Plac odzyskał dawny blask, gdyż umiejętnie zrealizowana przez Waryński S.A. tkanka biurowa nie tylko idealnie wpisuje się w charakter Woli, ale oferuje coś więcej.
W wyniku tych prac powstał EQ2 Art&Work – wymarzone miejsce pracy dla wszystkich, którzy kochają nowoczesność i światowe standardy. 
Firma Waryński S.A. przeprowadziła rewitalizację ulicy Wschowskiej, w ramach której udało się zachować historyczny bruk, postawiono również latarnie nadające ulicy wyjątkowego charakteru. Warto dodać, iż ta spółka odnowiła również ponad stuletnią kamienicę, znajdującą się przy biurowcu EQ2 .
 Tam, gdzie bije serce historii 
Deweloperzy dbają o to, by przywrócić świetność miejscom, które przez wieki świeciły mocnym blaskiem, a w wyniku różnych przemian go utraciły. 
Dlatego właśnie z lubością rewitalizują nie tylko przestrzenie przemysłowe, ale też zamki i pałace; tak, by znów niepodzielnie królowały nad okolicą.
Idealnym przykładem może być tutaj Pałac Łochów, którego historia sięga XIX wieku. Od tamtego czasu budynek przechodził z rąk do rąk, aby w roku 1945 zostać przejęty przez państwo i ulec dewastacji.
Na szczęście po wielu dekadach ów stan rzeczy się zmienił, a odrestaurowany budynek znów oszałamia pięknymi wnętrzami, wręcz stworzonymi, by w nich wypoczywać, przy okazji zgłębiając meandry ich historii. 
Dziś na tym czterdziestohektarowym terenie znajdziemy nowoczesny hotel, zabytkową część pałacową oraz osiedle domków. 
Obiekt oferuje basen z widokiem na łochowską naturę i gabinety SPA. Na terenie kompleksu znajduje się także zwierzyniec i niekończące się ścieżki do codziennych spacerów.
Stara (już nie) Spalarnia  
Stolica Wielkopolski może pochwalić się efektowną rewitalizacją miejsca, które na początku XX wieku było jednym z najnowocześniejszych obiektów infrastruktury miejskiej w zakresie gospodarowania odpadami w tej części Europy. 
Mowa o zlokalizowanym w północnej części miasta budynku, który, choć całkowicie zmienił swą funkcję, to podobnie jak sto lat temu, zachwyca wyglądem. 
Stara Spalarnia znalazła się w bezpośrednim sąsiedztwie dużego osiedla mieszkaniowego Wilczak 20, realizowanego od 2011 r. przez firmę Agrobex. 
Chociaż budynek był w tak złej formie, że wymagał częściowej rozbiórki, deweloper postanowił uczynić z niego serce osiedla i miejsce integrujące mieszkańców. 
Pod okiem konserwatora zabytków ożywił drzemiący w czerwonych murach potencjał, dzięki źródłom ikonograficznym odtwarzając zniszczone części budynku – włączając w to charakterystyczny komin spalarni – w ich pierwotnej formie. 
Zgodnie ze słowami dewelopera: "jako firmie od ponad 30 lat związanej z Poznaniem, szczególnie zależało nam nie tylko na ocaleniu zabytkowego obiektu, ale też przekazaniu mieszkańcom tego miasta funkcjonalnej przestrzeni użytkowej". 
Wrocław: Browary Wrocławskie – tu dziś warzą się ludzkie historie 
Czerwona cegła i niepodrabialny, typowy dla architektury z przełomu XIX oraz XX wieku styl, czyli miejsce na dobre wpisane w historię browarnictwa i jednocześnie przykład doskonałej rewitalizacji. 
Założony w 1872 roku Browar Scholtza warzył piwo aż do 2004 roku. Od momentu zakończenia działalności, podobnie jak wiele innych pofabrycznych przestrzeni, stał i niszczał, odejmując blasku wrocławskiemu Śródmieściu. 
Jednak dwanaście lat później firma Archicom wraz z pracownią architektoniczną SRDK tchnęły w to zabytkowe miejsce nowego ducha.
Na sześciohektarowym terenie deweloper postanowił stworzyć unikalny kompleks mixed-use z ponad tysiącem mieszkań, powierzchniami biurowymi i usługowymi oraz otwartymi dla wszystkich przestrzeniami wspólnymi.
Cel został osiągnięty, a dzisiejsze Browary Wrocławskie to 14 obiektów, wśród których znajdziemy zarówno zrewitalizowane XIX-wieczne budynki, jak i te nowo powstałe, które detalami oraz indywidualnym charakterem nawiązują do klimatu miejsca.  
Tutaj nowoczesność połączyła się z historią, choć wygoda mieszkańców nie konkuruje ze śladami z przeszłości. Industrialne lofty kuszą stylem i użytecznością, lecz wystarczy zejść do osiedlowego klubu fitness, by cofnąć się w czasie, gdyż zachowane żłoby i pochylnia dla koni stanowią oryginalne dopełnienie designu siłowni.
Stare kąpielisko w nowym wydaniu 
Niegdyś: tętniące życiem kąpielisko. W dodatku zabytkowe,  gdyż zaprojektowane w 1927 roku przez Richarda Karla Konwiarza, odpowiedzialnego również za Wrocławski Stadion Olimpijski, a także współpracującego z Marksem Bergiem przy projekcie Hali Stulecia w Parku Szczytnickim. 
Później: zapomniana przez wszystkich, zdemolowana ruina. Na szczęście dziś malownicze tereny nad Odrą zajmuje nowa, atrakcyjna biznesowo i rekreacyjnie przestrzeń komercyjna. Marina Kleczków wraca do gry! 
Całość obiektu zaaranżowano z użyciem najnowszych technologii i w trosce o ekologię. Cały budynek posiada wentylację mechaniczną z rekuperacją, ogrzewany jest wysoce wydajnymi pompami ciepła, a na dachu zainstalowano wydajne panele fotowoltaiczne.
Gdzie historia łączy się ze współczesną architekturą
Kolejnym przykładem idealnego połączenia światów, które z pozoru są od siebie bardzo odległe, jest Lokum Vena – wrocławskie osiedle mieszczące się w sąsiedztwie Ostrowa Tumskiego i Rynku. 
To kwintesencja pomyślnie przeprowadzonej rewitalizacji oraz adaptacji obiektu do funkcji mieszkaniowo-usługowych. Lokum Deweloper, który nabył niszczejącą nieruchomość w 2016 roku, od początku planował odrestaurowanie jej historycznej części.
Bazując na szacunku do historii, dorzucono odrobinę nowoczesności w postaci ceramicznej dachówki, ceglanych gzymsów czy też przykrycia posadzki. Całość realizowana była w ścisłej współpracy z konserwatorem zabytków.
Tym, co niewątpliwie wyróżnia ów projekt, jest neogotycki portal znajdujący się w jednym z budynków; bogato zdobiony i przykuwający wzrok swoim blaskiem.  
Na podstawie archiwaliów firma wykonała także wiernie odwzorowany zegar, który trafił na jedną ze ścian szczytowych. Zrekonstruowano również balkony i zachowano oryginalne klatki schodowe. Do ich renowacji wykorzystano marmur pochodzący z tego samego kamieniołomu, z którego sto lat wcześniej pobrano materiał do wykończenia budynku.  
Historyczne zabudowania zostały harmonijnie połączone z nowoczesną architekturą, tworząc naprawdę wyjątkowe osiedle.
Współczesna część założenia stanowi dyskretne tło dla odrestaurowanej zabudowy. To właśnie dlatego na dziedzińcu inwestycji znajdują się fontanna, stylizowane ławki i latarnie, które nawiązują do zabudowy neogotyckiej. Lokum Vena to wyjątkowo udany mix historii ze szczyptą nowoczesności w jej najlepszym wydaniu!
Udane rewitalizacje historycznych miejsc, z poszanowaniem tradycji i nienachalnym wtłaczaniem nowoczesności – czy to się nie wyklucza? Okazuje się, że można budować z duchem czasu, nie zapominając o duchu historii!

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eceac616754af7aed7af92b359f0e03d,1500,0,0,0.jpeg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eceac616754af7aed7af92b359f0e03d,1500,0,0,0.jpeg" medium="image"><media:title type="html">Browary Wrocławskie po rewitalizacji</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/194288,planujesz-impreze-integracyjna-w-firmie-zrob-to-z-runmageddonem</guid><link>https://innpoland.pl/194288,planujesz-impreze-integracyjna-w-firmie-zrob-to-z-runmageddonem</link><pubDate>Wed, 24 May 2023 12:50:16 +0200</pubDate><title>“Dla firmy błoto jest zdrowsze od wódki”. Oto impreza integracyjna à la Runmageddon [wywiad]</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d770fb2f27e5e43dd0a7121de5516e8e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mateusz Siek, czyli specjalista ds. obsługi Runmageddończyków oraz Piotr Łysik, dyrektor ds. sprzedaży w firmie organizującej największe nad Wisłą biegi z przeszkodami. Dziś tych dwóch kolegów z pracy zdradzi nam, jak zadbać o idealną kondycję (fizyczną i psychiczną) personelu, przy okazji usprawniając działanie całego przedsiębiorstwa.

INNPoland: Pamiętacie może “Wyjazd integracyjny”, tragicznie słabą komedię z Janem Fryczem, Tomaszem Karolakiem, Tomaszem Kotem i Katarzyną Figurą? Na ile zdezaktualizował się ukazany w tym filmie topos, czyli integracja firmowa rozumiana głównie jako picie hurtowych ilości alkoholu i zabawa do – w dosłownym tego słowa znaczeniu – upadłego?
Mateusz Siek: Oczywiście, w Polsce wciąż bardzo popularne są integracje w takim właśnie stylu. Jednak pamiętajmy, że od premiery tego filmu minęło już dwanaście lat, a w międzyczasie nastąpiło sporo pozytywnych zmian.
Tylko w tym roku, a mamy dopiero drugą połowę maja, z naszej oferty dla firm skorzystało już około dwóch tysięcy osób.To liczba, która chyba daje już do myślenia, a zaznaczmy, że zainteresowanie tą ofertą nieustannie się zwiększa. Wnioski? Może być tylko lepiej.
Piotr Łysik: Powiedzmy sobie wprost, że Runmageddon jest na totalnie przeciwległym biegunie od atrakcji, o których wspomniałeś.
Polskie integracje przy alkoholu, na których wszystkim urywa się film, a po których nikt nie pamięta nawet, z kim się bawił i o czym rozmawiał, powoli przechodzą do lamusa.
Ich miejsce zajmują natomiast pomysły wnoszące coś naprawdę dobrego – zarówno do życia każdego pracownika, jak i do funkcjonowania firmy. 
No i właśnie na tym skupia się Runmageddon: zapraszamy ludzi do budowania grupowych przeżyć, wyzwalamy emocje, dzięki którym mogą zrozumieć, że pojedyncza osoba nie zrobi tego, co może zrobić w grupie. 
Oto naturalny team working, który w świetle moich rozmów z wieloma działami HR staje się coraz bardziej doceniany przez firmy, coraz częściej traktowany jest jako jeden z naprawdę fajnych benefitów pracowniczych.
INNPoland: Zwykłeś żartować, że to również jedyna możliwość “legalnego” zmieszania szefa z błotem…
PŁ: Tak rzeczywiście jest (śmiech)! Chociaż można to również nazwać bardziej dyplomatycznie: Runmageddon łamie pewne bariery, usuwa granicę dotarcia pomiędzy szefem a jego podwładnym. 
Gdy wspólnie brną przez to błoto, w sposób naturalny znikają dotychczasowe dysproporcje, w tym momencie obaj są równi. No a jeżeli w takich okolicznościach przełożony zaimponuje pracownikowi, efekt będzie wręcz niesamowity. 
Przecież polać alkohol potrafi każdy, natomiast prawdziwy szacunek można zbudować wyłącznie w sytuacjach skrajnych, wypełnionych mnóstwem emocji. 
W tym kontekście można powiedzieć, że dla każdej firmy błoto jest znacznie zdrowsze od wódki, no a świat biznesu rozumie to coraz lepiej.
MS: Ja wrócę jeszcze na moment do wątku pracy zespołowej, czyli tego, że Runmageddon pozwala zrozumieć – w praktyce, nie w teorii – że niezależnie od naszych ambicji, talentów i przygotowania, wsparcie przyjaciół ma naprawdę ogromne znaczenie w tych trudnych momentach. A to prawda, która dotyczy i szefów, i podwładnych.
Wszystko to sprawia, że ci, którzy w sobotę przemierzali wspólnie trasę Runmageddonu, przy poniedziałkowej kawie rozmawiają w sposób partnerski niezależnie od funkcji, które pełnią. 
Ot, wiedzą już, że przez błoto – prawdziwe albo metaforyczne, rozumiane jako rozmaite problemy w firmie – najlepiej przedzierać się z naprawdę zaufaną osobą.
INNPoland: Gdyby zerknąć do waszej bazy klientów, która branża okazałaby się przodownikiem w “integracjach błotnych”?
MS: Mówiąc najogólniej, liderem jest tutaj świat dużych korporacji. Nie powinno to być zaskakujące, bo przecież właśnie tam najlepiej rozwinięty jest system benefitów, a do tego dochodzą bardzo sprawnie zorganizowane struktury firmowe, co ułatwia zebranie odpowiedniej grupy chętnych...
PŁ: …no a przechodząc do szczegółów: zdecydowanym numerem jeden jest tutaj branża IT. Z jednej strony chodzi tutaj o stosunkowo młodych pracowników. Z drugiej: o to, że dotychczasowy stereotyp informatyka zdezaktualizował się naprawdę mocno. 
Okularnik, który spędza całe życie, garbiąc się przy komputerze i nie interesuje się aktywnością fizyczną? Gwarantuję, dzisiejsza rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Zainteresowanie jest tak duże, że w ubiegłym roku, wspólnie z Pracuj.pl, zorganizowaliśmy nieoficjalne mistrzostwa polski informatyków. Wyszło tak świetnie, że do tego projektu na pewno jeszcze wrócimy.
Dodam w tym miejscu jeszcze jedną rzecz – otóż gdy zaglądam do naszej bazy klientów, cieszy nie tylko to, jak szybko pojawiają się w niej nowe firmy.
Niesamowity jest również fakt, że wiele przedsiębiorstw do nas wraca. Biegają z Runmageddonem regularnie, wiele razy w ciągu roku, do tego powstają różnorakie programy wewnętrzne, w ramach których nagradza się osoby trenujące regularnie, a współpracownicy motywują się wzajemnie do startów.
INNPoland: Zdradzicie, czy w tej beczce miodu można znaleźć również łyżkę dziegciu, czyli: co najczęściej blokuje firmy przed skorzystaniem z waszej oferty? 
PŁ: Okazuje się, że chodzi np. o kwestię bezpieczeństwa, o możliwość narażenia pracowników na mnóstwo urazów. To oczywiście jest bzdurą, bo umówmy się: znacznie bardziej kontuzjogenne może być siedzenie w domu albo wybranie się na festiwal muzyczny.
Najpoważniejszy ostatnimi czasy wypadek? W ubiegłym roku pewien biegacz, pracownik jednego z dostawców telewizji cyfrowej i internetu, złamał sobie kciuk.
Jednak, co istotne, nie stało się to w trakcie dwunastokilometrowego biegu, ale już na mecie, gdy ów dżentelmen… otwierał puszkę piwa bezalkoholowego (śmiech).
INNPoland: Powiedzcie, proszę, jak zintegrować zespół pracowników, w którym występują bardzo duże “dysproporcje sportowe”, w którym są i osoby z rewelacyjną kondycją, i zadeklarowani kanapowcy, którzy wręcz panicznie boją się ruchu?
PŁ: Wszystko musi zacząć się od zrozumienia przez tę drugą grupę pracowników, że Runmageddon naprawdę jest dla każdego. Przecież w naszych biegach udział brała i pani po siedemdziesiątce, i osoby z najrozmaitszymi niepełnosprawnościami, włączając w to pana bez nogi. 
Reszta jest już kwestią doboru optymalnej formuły biegu, dopasowanej do możliwości zespołu, odpowiedniego nastawienia psychicznego, no i mniejszej lub większej dawki przygotowań. 
MS: Tutaj do gry wkraczają nasi specjaliści, którzy pomogą w takich właśnie przygotowaniach, uwzględniając możliwości poszczególnych osób.
Nasza oferta dla firm to nie tylko sam udział w biegu bądź też zorganizowanie eventu dedykowanego, ale też mnóstwo propozycji dodatkowych – począwszy od treningów (w formie stacjonarnej albo online’owej, do wyboru, które można rozpocząć np. trzy miesiące wcześniej, a skończywszy na wsparciu podczas startu.
Wtedy nasi trenerzy i ambasadorowie dołączają do ekipy danej firmy, najpierw prowadząc wspólną rozgrzewkę, a później, już na trasie, udzielając rozmaitych wskazówek i wspierając; nie tylko fizycznie, ale i – co najistotniejsze – mentalnie. 
Bo w Runmageddonie zdecydowanie najważniejsza jest głowa: jeżeli największy nawet kanapowiec znajdzie w sobie motywację i uwierzy w to, że da radę, to… naprawdę da radę.
Oczywiście to, o czym mówiłem, to jeszcze nie koniec naszych propozycji, bo firmy mogą zamówić też np. koszulki drużynowe, relację foto-wideo i promocję marki na naszych kanałach, no i założyć zbiórkę charytatywną.
Polecamy zwłaszcza to ostatnie, bo naprawdę fajnie jest łączyć robienie czegoś dobrego i dla siebie, i dla innych. To właśnie dlatego Runmageddon nawiązał współpracę z Fundacją Cancer Fighters, której przekazujemy dwadzieścia procent wpłat ze startów firmowych i grup powyżej pięciu osób.
PŁ: Naprawdę cieszy mnie to, że wspomniane przez Mateusza zbiórki charytatywne stają się coraz popularniejsze wśród naszych klientów firmowych. 
Pokazuje to fajne zmiany na polskim rynku pracy, gdzie dla osoby zatrudnionej nie liczy się już wyłącznie to, jaką pensję i jakie benefity otrzyma. Coraz ważniejsze staje się również to, co dobrego pracodawca robi dla świata. 
No a przyznasz, że podobnych rzeczy – korzystnych nie tylko dla zdrowia personelu oraz kondycji całej firmy, ale i dla osób potrzebujących – nie zrealizuje się w ramach ekstremalnej imprezy w stylu “Wyjazdu integracyjnego”.
Materiał powstał we współpracy z Runmageddonem
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d770fb2f27e5e43dd0a7121de5516e8e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d770fb2f27e5e43dd0a7121de5516e8e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Runmageddon: event firmowy</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/180046,rodzicu-zamiast-rozowego-odkurzacza-kup-corce-klocki-albo-mala-wiertarke</guid><link>https://innpoland.pl/180046,rodzicu-zamiast-rozowego-odkurzacza-kup-corce-klocki-albo-mala-wiertarke</link><pubDate>Thu, 02 Jun 2022 10:08:47 +0200</pubDate><title>Rodzicu! Zamiast różowego odkurzacza kup córce klocki albo małą wiertarkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4489dcaa06f599967fa96a8b7ca2d97b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Budowlanka to po IT najsilniejsza branża z największym niedoborem kadr. – Zupełnie nie rozumiem, czemu kobiety miałyby nie być jej częścią – mówi Agnieszka Głowacka, wiceprezes Erbudu i zaprasza na warsztaty budowlane dla dziewczynek do Centrum Nauki Kopernik.

No kto to widział! Kobieta na budowie? 
Dziwactwo, prawda? Przecież po budowie nie można chodzić w szpilkach, a kask psuje fryzurę. Przecież budowa to „męska rzecz” a nie „babskie sprawki”. Nie lubię generalizowania, upraszczania sobie świata – to kobiece, to męskie, to dla młodych, to dla starych, to typowo polskie, a to niemieckie – duża część Erbudu jest w Niemczech i wiem dobrze, że pewne cechy nie są przypisane do płci, kraju czy nawet wieku. Znam Niemców bardziej polskich niż Polacy, znam facetów bardziej empatycznych niż niejedna kobieta. Nie generalizujmy. 

Ale już na przykład siła mięśni wydaje się być jednak domeną mężczyzn? To biologia, a nie generalizowanie.  
Dzięki za to pytanie, bo, jak to mówi mój kolega, „na początek ujednolićmy aparat pojęciowy”. Reprezentuję Erbud – największą niezależną polską firmę budowlaną. Mówiąc o firmie budowlanej zapewne ma Pan w głowie robotników na budowach i siłę fizyczną. W przypadku generalnego wykonawcy jakim jest ERBUD, to cały sztab ludzi takich jak kierownicy kontraktów, projektów, budów. Tu nie chodzi o bicepsy i krzepę, ale o umysł – a ten, mimo poglądów niektórych szowinistycznych polityków, mamy wszyscy taki sam. 
Były „kobiety na traktory”, będą „kobiety na budowy”?
Projekt aktywizacji kobiet w branży budowlanej i wspierania absolwentek polibudy to nie „robienie pijaru”, tylko realna potrzeba biznesowa całej branży. Za 10 lat na rynku budowlanym będzie brakować minimum ćwierć miliona pracowników. Mamy dwie możliwości – obcokrajowców, choć przykład Niemiec, którzy też mają olbrzymie niedobory siły roboczej mimo wieloletniej polityki multi-kulti pokazuje, że to nie takie proste. Drugie rozwiązanie to zaktywizowanie kobiet w tym obszarze. Poza ograniczeniami w głowie nie ma żadnych przeciwwskazań, by zajmowały te setki dobrze płatnych, atrakcyjnych stanowisk, które na nie czekają i będą czekać. To projekt rozpisany na wiele lat.

Co planujecie? 
Fundacja ERBUD wydała niedawno książkę „Klara buduje”. Jest to doskonale napisana przez Kubę Skworza – to autor m.in. kultowej „Mani” o Marii Curie Skłodowskiej – z pięknymi ilustracjami, książeczka dla dziewczynek o budowaniu. Startujemy z wielkim projektem, warsztatami „Młode MajstERki” w Centrum Nauki Kopernik. Zapraszamy dziewczynki z rodzicami, by trochę się pobrudziły, pobawiły wielkimi cegłami, wybudowały swoją pierwszą poważną budowlę (z prawdziwymi cegiełkami i zaprawą), a przy tym już od najmłodszych lat zrozumiały, że świat budowlany nie jest dla nich zamknięty. Scenariusz opracowali najlepsi specjaliści od warsztatów dziecięcych w Polsce, oczywiście w konsultacji z naszymi dziewczynami z budów. Zresztą przyjdą one na warsztaty, by pomagać dziewczynkom w wykonywaniu zadań. 

Kto jest celem tej komunikacji? 5-latka raczej nie myśli o studiach. 
O studiach może nie, ale na pewno pamięta pan, jak w podstawówce przyszedł do klasy strażak czy policjant i opowiadał o swoim zawodzie. To takie ziarenko. Natomiast celem naszej akcji są bez wątpienia również rodzice. Nasze dziewczyny z budów same przyznają, że w domach miały różne reakcje na wieść o tym, że chcą iść na budownictwo. W Centrum Nauki Kopernik będzie okazja, by porozmawiać z naszymi inżynierkami. Warsztaty na razie są pilotażowe, ale myślimy o tym, by włączyć je na stałe do naszych działań. Natomiast na czym nam bez wątpienia zależy, to rozpocząć dyskusję także wśród rodziców o tym, że zamiast odkurzacza można dziewczynce kupić przecież klocki, a zamiast wysyłać na studia humanistyczne wspierać je w pójściu na Politechnikę. 

Jak to dziś wygląda procentowo? 
Kobiety stanowią większość studentów w Polsce. To 58% i z roku na rok jest ich więcej. Na uczelniach technicznych pań jest jednak już tylko 35%, a na kierunkach ściśle inżynierskich zaledwie 13%, co mnie smuci. Cieszy natomiast ciekawostka, że procentowo może i kobiet jest 35% na uczelniach technicznych, ale już odsetek ten rośnie w przypadku uzyskania absolutorium. Wniosek? Jak już kobieta idzie na politechnikę, to częściej ją kończy. Dlatego w Erbudzie często starzy wyjadacze, którzy na budowach zjedli zęby, kiedy mają do wyboru chłopaka albo dziewczynę po studiach, to wolą absolwentkę, bo mówią mi, że jest ponoć bardziej obowiązkowa, zmotywowana i nie ma much w nosie. 
I chce mniej pieniędzy? 
W Erbudzie panie i panowie zarabiają właściwie po równo – 97%, te 3% na korzyść mężczyzn wynika raczej ze stażu pracy. Co piąta osoba na stanowisku kierowniczym u nas  to kobieta, na niektórych projektach mamy więcej pań niż panów, z roku na rok rośnie procent stażystek. Widzimy zmianę. A co do pieniędzy – kobiety w Polsce zarabiają od mężczyzn mniej z wielu powodów, ale jednym z nich jest to, że panów jest zdecydowanie więcej w najlepiej płatnych branżach. A są nimi IT, finanse, automotive i właśnie, a może przede wszystkim, budownictwo. Przede wszystkim, bo razem z całym szeregiem usług wokół naszej branży to ponad 10% PKB! Ogromna siła rażenia. 

Nie odpowiedziała pani – czy kobiety chcą mniej pieniędzy? 
Wciąż dominuje oczywiście społeczny stereotyp, że „mężczyzna sukcesu” utrzymuje rodzinę, więc musi zarabiać; gdy „kobieta sukcesu” wydaje kasę na garsonki Chanel i weekendy w drogich spa, więc można płacić jej mniej. Dla mnie to totalna bzdura. Ale rzeczywiście tak jest – kobiety chcą mniej pieniędzy. To kwestia edukacji. Zderzamy się z patriarchatem, który siedzi w naszych głowach od pokoleń. Dlatego takie akcje jak „Młode majstERki” są bardzo ważne. Musimy zmienić sposób myślenia. 
Proszę zwrócić uwagę, że w domach kobiecie przypisuje się zajęcia w kuchni bo to „rola kobiety”. Ale na szefów renomowanych restauracji wybiera się mężczyzn. Czy to nie hipokryzja? Nie ma zasady i nie ma co generalizować. O tym, co robimy, najlepiej decydują nasze umiejętności, a nie płeć. Są przecież kobiety prowadzące tiry i mężczyźni pracujący jako przedszkolanki. Jak kochają to, co robią to wszyscy są szczęśliwi. Choć oczywiście, jeśli przyniesie nam to społeczne korzyści i zmieni perspektywę, z każdego takiego przypadku warto robić „breaking news” i otwierać kolejne oczy. 

Jak jest z rodziną? 
Branża budowlana to często praca w wyjazdach na kontraktach, nieregularne godziny pracy i tak dalej, więc założenie rodziny jest na pewno wyzwaniem większym dla kobiety, mniejszym jednak dla faceta. W tym podziale będę tradycyjna. Mamy programy wspierające powroty do pracy, by zachęcić panie do niezawieszania kariery – chodzi na przykład o „przezimowanie” na stanowiskach back office po powrocie z macierzyńskiego. Planujemy od przyszłego roku zmniejszyć liczbę roboczogodzin w tygodniu kobietom w ciąży i wydłużyć urlopy ojcowskie. Jesteśmy w fazie konsultacji. 

Ojcowskie? No tak, skoro te panie tak dobrze zarabiają, to urlopy niech biorą tatusiowie?
To bardzo indywidualny wybór, trudno mi się wypowiedzieć. Natomiast tak, myślę, że jeśli para zastanawia się nad tym, by jedno z rodziców zostało w domu, to wybór pada na to, które mniej zarabia – to ekonomicznie uzasadnione. Dlatego w Norwegii, gdzie różnice w zarobkach są mniejsze, panowie częściej decydują się na tacierzyński, bo nie rujnuje to domowego budżetu. Jeśli kobiety będą zarabiać więcej, to częściej zostawać w domu będą tatusiowie. W branży budowlanej, która jednak jest branżą dość bogatą i dobrze się tu zarabia, paniom może zależeć, by szybciej do tej pracy wrócić. 

Jak jest z seksizmem? Mówiła pani, że stary inżynier woli młodą absolwentkę… Zabrzmiało dwuznacznie. 
Woli ze względu na jej umiejętności i kwalifikację, to już Panu umknęło. I tak właśnie myślimy, schematami. Mamy wdrożoną politykę równego traktowania – gwizdnął ktoś za tobą na budowie, powiedział „baba nie będzie mi mówić”? Mamy procedurę anonimowego zgłaszania naruszeń. Jestem z ramienia zarządu osobą, do której można  takie problemy anonimowo zgłaszać i są to naprawdę marginalne przypadki. Nasi pracownicy wiedzą, jakimi wartościami się kierujemy. Czasy się też zmieniają i to w tym aspekcie na lepsze. Kobiety są coraz bardziej wyedukowane i świadome swojej wartości.  Jestem w tej branży budowlanej 25 lat i uważam, że cały ruch #metoo, a ostatnio głośne mówienie o mobbingu, które jest takim „drugim metoo” wiele zmieniło. Sytuację zmieniła też pandemia, która nieco „zmiękczyła” twardą branżę budowlaną. Twardy kierownik budowy musiał nauczyć się poklepać po ramieniu i powiedzieć „będzie dobrze, nie martwcie się”. 
Przecież branża budowlana przeszła przez pandemię suchą stopą. 
Ale w marcu 2020 r. nikt nie był tego taki pewny. Na początku pandemii utworzyliśmy dla pracowników i ich rodzin infolinię z obsługą psychologiczną – rzecz nie do pomyślenia dekadę temu. Pandemia spowodowała wzrost znaczenia umiejętności miękkich. Będzie to postępować – „zimny chów” jest archaiczny, dla millenialsów – a dodam, że w ciągu dekady będą stanowić nawet 50% zatrudnionych, więc to już żadna „nowa fala” – takie twarde zarządzanie totalnie nie wchodzi w rachubę.  

Pokolenie „Z” wkracza na rynek pracy. 
I nie ma co się przed tym bronić i biadolić jak to „za naszych czasów…”. Wielkie firmy budowlane przez lata przeszły dużą zmianę i się „ustrukturyzowały”, „sprofesjonalizowały”, nawet powiem „ukorporacyjniły”, o ile istnieje takie słowo. Nie ma „po szklanie i na rusztowanie” i kalendarzy „Playboya” w baraku, ale są czyste kaski, onbordingi, karty multisport, nauka angielskiego, dopłaty do roweru – to lepsze środowisko pracy dla wszystkich, w tym dla kobiet też, niż kiedy ja zaczynałam pracę w tej branży.  

Czy kobiety mówią o sobie „kierowniczka budowy”? Pani pozostaje wiceprezesem, a nie wiceprezeską – widziałem w stopce mailowej. 
Według raportu pracuj.pl 83% Polek popiera wykorzystywanie feminatyw, w Erbudzie dajemy natomiast paniom dowolność. Inżynierka budowy? Kierowniczka Kontraktu? Jak kto woli. Natomiast z całą pewnością język dobrze pokazuje wszystkie nasze stereotypy i uprzedzenia – te wszystkie „babskie gadanie”, „kobieca intuicja”, w kontrze do „męska decyzja”, „na chłopski rozum” – że męskie to coś lepszego. Moje ulubione – „baba z jajami” – czyli coś pozytywnego – niby kobieta, ale jednak ma ten męski pierwiastek, jest lepsza, gdy po drugiej stronie jest „zniewieściały facet” – czyli mający cechy kobiece, coś złego. Zabawne, choć na swój sposób smutne. 

Kiedy pani zdaniem widok kobiety na budowie nikogo nie będzie dziwić? 
Kiedy oglądam „Greenbook” czy „Ukryte działania” – to film o trzech czarnych naukowczyniach z NASA i widzę, że 50 lat temu miały osobne toalety czy miejsca w autobusach, myślę sobie: to niemożliwe. Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, moje koleżanki i kolegów leworęcznych siłą zmuszano do nauki pisania prawą ręką i istniało określenie „mańkut”. Nauczycielki lały tych „mańkutów” linijką po łapach. Jak wspomnę, że osoby z zespołem Downa ukrywano po strychach, a w przestrzeni publicznej istniało określenie „kaleka” albo nawet „inwalida” – gdy dziś osoby z niepełnosprawnościami normalnie odnajdują się w pracy, życiu, sporcie – myślę sobie: to niemożliwe. Wierzę więc, że za powiedzmy 20 lat, jak ktoś przeczyta ten wywiad i to, że zastanawialiśmy się, czy kobiety dadzą sobie radę na budowie czy nie, to też sobie pomyśli: to niemożliwe. 

Jak to przyspieszyć?
Chociażby takimi wywiadami. Nie tyle ze mną, co trzeba pokazywać te nasze inżynierki, zadowolone z życia, pełne satysfakcji z pracy, by były inspiracją dla kolejnych pokoleń. Dzięki za ten wywiad, może jak więcej rodziców go przeczyta już dziś, to przestanie się krzywić, że córka chce iść na polibudę. A  tak na koniec dodam tylko, że mój ukochany dziadek kupował mi na różne okazje takie zestawy jak mały technik czy mały chemik. I proszę, gdzie dzisiaj jestem



]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4489dcaa06f599967fa96a8b7ca2d97b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4489dcaa06f599967fa96a8b7ca2d97b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Warsztaty dla dzieci.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
