<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - INN:Medycyna]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów w kategorii INN:Medycyna w INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/c/247,inn-medycyna</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/kategoria,247,inn-medycyna" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/213332,teleporada-online-jak-sie-przygotowac</guid><link>https://innpoland.pl/213332,teleporada-online-jak-sie-przygotowac</link><pubDate>Thu, 12 Jun 2025 15:09:51 +0200</pubDate><title>Teleporada online: jak się przygotować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eb2782264612ea8dfe8e512be44a1181,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Teleporada to obecnie jedna z najpopularniejszych form kontaktu z lekarzem - wygodna, szybka i dostępna z każdego miejsca. Umożliwia uzyskanie pomocy medycznej bez wychodzenia z domu, co szczególnie doceniają osoby zapracowane, mieszkające w małych miejscowościach lub cierpiące na przewlekłe schorzenia. Mimo swojej prostoty, warto wiedzieć, jak się do niej przygotować, aby rozmowa z lekarzem była jak najbardziej efektywna i zakończyła się uzyskaniem konkretnych zaleceń, dokumentów czy recepty. Jak to zrobić?

Sprawdź formę kontaktu i wymagania systemu
Nie każda teleporada wygląda tak samo. W zależności od placówki, pacjent może zostać połączony z lekarzem przez telefon, czat lub wideorozmowę. Zanim dojdzie do konsultacji, warto zapoznać się z informacją, jakiego typu połączenie będzie wykorzystane – dzięki temu można uniknąć stresu i nieporozumień.
Jeśli planowana jest wideokonsultacja, upewnij się, że urządzenie, z którego korzystasz (telefon, tablet, komputer), ma sprawny mikrofon i kamerę. Warto też wcześniej przetestować jakość połączenia internetowego oraz naładować baterię.
Przygotuj dane i dokumenty
Zanim połączysz się z lekarzem, przygotuj zestaw najważniejszych informacji:
Opis objawów – kiedy się pojawiły, jak często występują, co je nasila lub łagodzi;
Lista zażywanych leków – łącznie z suplementami, dawkami i godzinami przyjmowania;
Historia choroby – jeśli już leczyłeś się na dane schorzenie, przygotuj wcześniejsze diagnozy, wypisy, badania;
Wyniki badań – jeśli chcesz je omówić, miej je pod ręką w wersji cyfrowej.

Dzięki takiemu przygotowaniu nie tylko zaoszczędzisz czas podczas rozmowy, ale też zapewnisz lekarzowi komplet informacji potrzebnych do trafnej oceny sytuacji zdrowotnej.
Zadbaj o warunki do rozmowy
Wydaje się to oczywiste, ale bardzo ważne jest miejsce, w którym odbywa się teleporada. Najlepiej, by była to cicha przestrzeń, w której nikt Ci nie przeszkodzi. Jeśli jesteś w domu, zamknij drzwi, wycisz powiadomienia w telefonie lub komputerze. W przypadku rozmowy wideo zadbaj o dobre oświetlenie – to szczególnie ważne w konsultacjach dermatologicznych, gdy lekarz musi obejrzeć zmiany skórne.
Spisz pytania, które chcesz zadać
Teleporada trwa zazwyczaj kilkanaście minut, więc warto wcześniej zastanowić się, co chcesz powiedzieć i o co zapytać. Często podczas rozmowy umykają nam ważne szczegóły – dlatego spisanie pytań lub objawów to bardzo dobry nawyk. Pamiętaj też, że masz prawo zapytać o możliwe skutki uboczne leczenia, alternatywne terapie, a także o to, jakie kroki powinieneś podjąć, jeśli objawy nie ustąpią.
Co możesz uzyskać podczas teleporady?
Podczas dobrze przeprowadzonej teleporady możesz uzyskać nie tylko zalecenia, ale również dokumentację medyczną. W wielu przypadkach lekarz może wystawić e-receptę, skierowanie na badania laboratoryjne, a także zwolnienie lekarskie (e-ZLA). Oczywiście wszystko zależy od sytuacji medycznej – lekarz online ma prawo odmówić wypisania dokumentu, jeśli uzna, że potrzebne jest badanie fizykalne lub konsultacja specjalistyczna.
Z pełnej oferty usług telemedycznych możesz skorzystać m.in. na stronie: https://dimedic.eu/pl – znajdziesz tam lekarzy wielu specjalizacji, a proces zapisu jest prosty i szybki.
Po teleporadzie – co dalej?
Po zakończeniu rozmowy powinieneś otrzymać podsumowanie wizyty, zawierające diagnozę (jeśli została postawiona), zalecenia, numer e-recepty lub inne potrzebne dokumenty. Receptę możesz zrealizować w dowolnej aptece – wystarczy podać czterocyfrowy kod i numer PESEL.
Jeśli lekarz zaleci wykonanie dodatkowych badań lub wizytę stacjonarną – potraktuj to poważnie. Telemedycyna ułatwia dostęp do opieki, ale nie zastępuje jej całkowicie.
Podsumowanie
Dobra teleporada zaczyna się od dobrego przygotowania. Gdy pacjent wie, czego oczekuje i przekazuje lekarzowi kompletne informacje, konsultacja online może być równie skuteczna, jak wizyta w gabinecie. Dzięki dynamicznemu rozwojowi usług telemedycznych, kontakt z lekarzem jest dziś łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej – wystarczy tylko kilka kliknięć.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eb2782264612ea8dfe8e512be44a1181,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eb2782264612ea8dfe8e512be44a1181,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/179857,firmy-biotechnologiczne-w-polsce-wywiad-z-marta-winiarska-prezes-bioinmed</guid><link>https://innpoland.pl/179857,firmy-biotechnologiczne-w-polsce-wywiad-z-marta-winiarska-prezes-bioinmed</link><pubDate>Thu, 26 May 2022 11:11:12 +0200</pubDate><title>Uwierzmy w polskie firmy biotechnologiczne. Cierpliwie poczekajmy na ich leki na raka i inne choroby</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eb151c88a664372d809c75ab12bd58df,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wynalezienie leku np. na któryś z nowotworów trwa latami. Warto jednak zaufać polskim firmom biotechnologicznym i poczekać. Dzięki nim, nie tylko wiele osób na świecie będzie mogło ratować swoje zdrowie i życie, ale też zyskamy renomę i uznanie jako kraj. Dodatkowo może skorzystać też nasza gospodarka.

– Niestety Polacy nie są cierpliwi, chcą sukcesu natychmiast, a w biotechnologii to niemożliwe. Tymczasem powinniśmy uwierzyć w naszych naukowców polskich firm biotechnologii medycznej i wspierać ich w poszukiwaniach zupełnie nowych leków – mówi w wywiadzie dla naTemat Marta Winiarska, prezes zarządu Bioinmed Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologicznych.
Czym właściwie jest biotechnologia?
Marta Winiarska: Biotechnologia to jest bardzo specyficzna dziedzina nauki, która jak sama nazwa wskazuje, łączy bardzo zaawansowane technologie z wiedzą o bio, czyli o życiu, ciele, chorobach. Jednym słowem jest to wykorzystanie wiedzy, know how zarówno w zakresie chemii bioinformatyki, biologii, samej biotechnologii do tego, żeby w sposób odpowiedni reagować na choroby. 
Biotechnologia to tak zaawansowane terapie jak terapie komórkowe, genowe czy terapie związane z kwasami nukleinowymi czyli np. technologia mRNA. Z drugiej strony mamy też całą gamę leków opartych o klasyczne metody ich rozwoju – tzw. leki małocząsteczkowe i biologiczne, ale które same w sobie są bardzo nowoczesne, bo np. celują w jakiś mechanizm w ludzkim organizmie, który pozwala zahamować chorobę, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy lub nie umieliśmy na ten mechanizm wpłynąć. 
Firmy biotechnologiczne w Polsce są w stanie opracowywać tak nowoczesne technologie?
W Polsce ten sektor rozwija się mniej więcej od 15 lat. Wtedy powstała pierwsza firma biotechnologiczna. Wtedy też wszyscy „bili brawo” i otwierali szeroko oczy, że w ogóle w Polsce takie rzeczy są możliwe, i że wreszcie nadszedł ten moment, że możemy słynąć w świecie nie tylko z dobrych jabłek i ogórków ale też, z własnej myśli technologicznej. 
Potem jak przysłowiowe grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne firmy. Jedne powstawały z wydzielenia dywizji z dużych firm farmaceutycznych, inne to mniejsze np. spin offy uniwersyteckie. Pojawiały się też firmy spoza środowiska naukowego ale skupiające naukowców lub stworzone przez ludzi zakładających startupy, a mających doświadczenie z większych firm. 
Sektor rozwija się. Te firmy pracują nad zupełnie nowymi lekami i terapiami, nowymi metodami diagnostycznymi, nowymi technologiami takimi jak np. sztuczna inteligencja czy uczenie maszynowe, które wspierają rozwój nowych leków lub metod diagnostycznych. Wiele projektów jest  bardzo zaawansowanych. Są w II fazie badań klinicznych, czyli mają wstępnie potwierdzone bezpieczeństwo i skuteczność. Część jest w I fazie badań klinikach, są oczywiście też takie na etapie badań przedklinicznych. To, że mamy już projekty w II fazie badań klinicznych pokazuje, że mamy to know how, mamy zasoby potrzebne do tego, żeby nad takimi projektami pracować.
Nad jakimi lekami pracują teraz polskie firmy biotechnologiczne?
Znakomita większość naszych firm, podobnie jak inne firmy biotechnologiczne na świecie, pracuje nad lekami małocząsteczkowymi, czyli takimi, które można zażywać w formie tabletki, a które mają pomóc w leczeniu chorób nowotworowych, hematoonkologicznych - białaczek, chłoniaków. Są też firmy, które pracują nad lekami na glejaka, raka piersi, raka jajnika, raka jelita grubego, ale również na choroby zapalne, włóknieniowe. 
Oprócz tego rozwijane są też przeciwciała monoklonalne, czyli leki biologiczne, dużocząsteczkowe. Tutaj pojawiają się wskazania takie jak cukrzyca, depresja. Mamy też pewną pulę polskich firm, które pracują nad tzw. terapiami zaawansowanymi czyli np. terapiami komórkowymi, m.in. CAR-T, czyli immunoterapiami, które pozwalają walczyć z nowotworami hematoonkologicznymi, ale również terapie zaawansowane ukierunkowane na walkę ze stwardnieniem rozsianym czy cukrzycą. 
Mamy też firmy, które pracują nad narzędziami diagnostycznymi. Jedna z firm zrzeszonych w Bioinmed pracuje nad diagnostyką całogenomową, która pozwala w taki sposób zlokalizować geny odpowiedzialne za daną chorobę, żeby odpowiednio dobrać leczenie i wycelować je np. w konkretny nowotwór. Nie jest to badanie np. 150 poszczególnych genów, wśród których wcale nie musimy znaleźć tego konkretnego. To nowe narzędzie, które dzięki algorytmom sztucznej inteligencji, pozwala wykonać diagnostykę całogenomową, co gwarantuje nam, że jeśli jest jakiś gen odpowiedzialny za chorobę, to jesteśmy w stanie go znaleźć i zastosować odpowiednie leczenie.
Czy jest szansa, że za jakiś czas, dzięki wysiłkom firm biotechnologicznych, będziemy mogli powiedzieć, że mamy najlepszy na świecie lek na któryś z nowotworów? 
Dokładnie do tego dążą polskie firmy biotechnologiczne. To są firmy, które pracują nad zupełnie nowymi technologiami i ścigają się na te technologie z firmami z całego świata. Wszystkie leki, nad którymi pracują, to są nowe rozwiązania czyli tzw. pierwsze w swojej klasie lub lepsze w swojej klasie. Oznacza to, że mają wartości dodane ponad to co proponują dostępne terapie. Jeśli są „pierwsze w swojej klasie”, to są to leki, które odpowiadają na zupełnie niezaspokojone potrzeby zdrowotne lub działają z powodzeniem tam, gdzie dotychczasowe leczenie przynosi bardzo mizerne efekty.
Zwykle przełomowe terapie, szczególnie w leczeniu raka, kojarzą nam się z wielkimi firmami farmaceutycznymi, które na wynalezienie takiego leku wydały ogromne pieniądze. Czy polskiego przedsiębiorcę, który jest właścicielem firmy biotechnologicznej, stać na opracowanie takiego leczenia? Czy to w ogóle jest możliwe?
To jest możliwe. Choć jeśli będzie działał sam, będzie to trudne. Firmy biotechnologiczne prowadzą kosztowne ale i długotrwające projekty, wymagają zróżnicowanego finansowania. Od funduszy inwestycyjnych po środki unijne, przeznaczane na innowacje, dzięki którym wiele projektów udało się bardzo posunąć do przodu i część z nich doprowadzić do II fazy badań klinicznych, gdzie wstępnie potwierdzone jest już bezpieczeństwo i skuteczność danej terapii. 
Część firm jest obecna na giełdzie i z giełdy pozyskuje środki na badania i rozwój. Jest też duże zaangażowanie środków własnych, ponieważ wielu właścicieli tych firm to pasjonaci, którzy bardzo wierzą w to co robią. Niektórzy prowadzą swoją działalność z pobudek osobistych np. zdecydowali się na taką działalność z powodu choroby członków rodziny. Chcą zwyczajnie odpowiedzieć na niezaspokojone potrzeby zdrowotne pacjentów. Natomiast bez finansowania zewnętrznego i bez wsparcia państwa, firmy biotechnologiczne, zarówno te polskie jak i na całym świecie, nie są w stanie prowadzić tego typu projektów.
Trzeba pamiętać, że te duże innowacje wypracowywane przez firmy biotechnologiczne komercjalizuje się globalnie. Są tak kosztowne, że nie ma ekonomicznego sensu wprowadzania ich na lokalny rynek. To są technologie najlepsze na świecie pod jakimś względem, więc powinny być wprowadzane na całym świecie, a przynajmniej w wielu krajach. 
Na tym etapie potrzebny jest duży partner korporacyjny, zwykle międzynarodowa firma farmaceutyczna, która wesprze w przeprowadzeniu ostatniej – najbardziej kosztownej fazy badań klinicznych, pomoże w rejestracji leku i ostatecznie zapewni dystrybucję dla wielu pacjentów na świecie. Zwykle na którymś etapie zaczyna się współpraca z takim większym partnerem. W Polsce mamy mało środków publicznych wspierających takie projekty, dlatego firmy III fazę badań klinicznych lub nawet wcześniejsze fazy muszą robić we współpracy z dużym partnerem zagranicznym.
Czy w takim razie naszym decydentom nie opłaca się zainwestować, żeby za granicą nie tylko chwalić się najlepszymi jabłkami, które mamy ale też np. wynalezieniem leku na raka? Czy państwo nie powinno wspierać tych firm, żebyśmy mogli chwalić się na świecie, że mamy najlepsze leki?
Mając swoje zaawansowane technologie terapeutyczne zmienilibyśmy pozycję Polski na rynku światowym. Jako dostarczyciel własnych innowacyjnych technologii i poważny partner międzynarodowy, przykładowo nie bylibyśmy wtedy na końcu kolejki po zagraniczne szczepionki przeciwko COVID-19, a gdzieś pośrodku i bylibyśmy wtedy w stanie szybciej zapewnić ochronę naszym pacjentom. Jeśli coś proponujemy światu, to świat ustawia nas w zupełnie innym miejscu po swoje technologie. 
Przykładem może być tu BioNTech (twórca technologii mRNA - przyp. red.), który przez 12 lat przynosił starty. W firmę inwestowali prywatni inwestorzy, rząd niemiecki. Zainwestowano naprawdę duże pieniądze w projekty tej firmy. Po kilkunastu latach okazało się, że jeden zakończony z sukcesem projekt - stworzenie i udostępnienie na skalę globalną szczepionki przeciwko Covid-19 z firmą Pfizer, zapewnił z nawiązką zwrot wszystkich dotychczasowych nakładów na rozwój projektów tej firmy. Zysk z inwestycji w biotechnologię jest czasami tysiąckrotnie większy niż poniesione nakłady. Naprawdę warto w to mądrze inwestować.
Niestety projekty biotechnologiczne często trwają bardzo długo, a my Polacy nie jesteśmy cierpliwi, jako społeczeństwo. Decydenci niestety często odpowiadają na ten brak cierpliwości. My Polacy chcemy mieć szybkie sukcesy, nawet małe - ale szybkie i łatwe. 
W branży biotechnologicznej, farmaceutycznej to podejście nie do końca się sprawdza. Jeżeli będziemy inwestowali w to co pewne i co na pewno się uda, to „wypiszemy się” z wyścigu technologicznego. Takie kraje jak Indie czy Chiny będą rozwijać te technologie i cały ekosystem innowacji „obejdzie” Polskę. Teraz jest szansa, żebyśmy byli graczem w tym technologicznym wyścigu. Zaczynamy jako Polska być zauważani. Jeśli teraz zwrócimy się ku tańszym mało ryzykownym technologiom, to nie będzie powrotu do tego wyścigu. Być może część firm zdecyduje się na wyjście z Polski. To nie są projekty, gdzie można powiedzieć: teraz się zatrzymamy i wrócimy do tematu za 3 lata. Jeśli do tematu wrócimy za 3 lata, to w Indiach już dawno go rozwiną. To się dzieje tu i teraz. Technologie, o których rozmawiamy rozwijają się tempie błyskawicznym na całym świecie. 
Dlaczego projekty biotechnologiczne trwają długo?
Kiedyś chciałam upiec ciasto, które wydawało się proste do przygotowania. Kiedy zaczęłam łączyć składniki, okazało się, że cały proces zajął mi 2,5 godziny. Byłam bardzo rozczarowana tym, że to tyle czasu trwało, a wydawało mi się takie proste. Tak samo jest z biotechnologia medyczną. Tu jednak projekty są znacznie bardziej skomplikowane, ponieważ pierwszym etapem prac nad nową terapią czy nowym lekiem jest znalezienie cząsteczek, które mogłyby mieć moc terapeutyczną. Później faza badań, która dzieje się w laboratoriach…
I to jest ten moment w projekcie kiedy „amerykańscy naukowcy”, ogłaszają że mamy lek na raka „x”
Tak, a później okazuje się, że tak naprawdę go nie ma, bo tylko jedna na kilka tysięcy badanych cząsteczek ostatecznie staje się lekiem i trafia do pacjentów. Co nie oznacza, że 10 tys. projektów upada, a jeden się udaje. Dzięki sztucznej inteligencji, uczeniu maszynowemu, ale też pracy naukowców i odpowiedniemu know-how możemy wychwycić cząsteczki, które mają największy potencjał leczniczy, a także tak zaprojektować eksperymenty w laboratorium, a następnie badania kliniczne, żeby zmaksymalizować szansę na sukces. 
Rzadko się o tym mówi, ale w procesie rozwoju nowego leku na przestrzeni lat może pracować nawet tysiąc naukowców - biologów, biotechnologów, informatyków i wielu innych specjalistów. Każdy lek musi być przebadany pod względem bezpieczeństwa, skuteczności, toksyczności i przede wszystkim musimy znaleźć tą konkretną cząsteczkę, która będzie działać. Co ważne, jeszcze wcześniej musimy znaleźć mechanizm występujący w organizmie, na który ten lek może oddziaływać. Od tego wszystko się zaczyna.
Jest to mrówcza praca. W polskich firmach biotechnologicznych pracują głównie naukowcy. Stanowią oni ok 80% zatrudnionych w tych firmach pracowników. 
Rozumiem, że nie pracują od 7.00 do 15.00 jak w urzędzie?
Trudno mi generalizować, co do godzin ich pracy, ale jedno jest pewne, że w tych firmach jest minimalna liczba osób zajmujących się obsługą biurową. Tam pracują przede wszystkim naukowcy. Znakomita większość z nich to ludzie z doktoratami, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach.  
Co ciekawe, że dzięki firmom biotechnologicznym, udaje się ściągnąć z powrotem do Polski naukowców, którzy wyjechali z kraju. Okazało się, że tworzymy taki sektor, do którego oni chcą wracać. To nie jest proste, bo zagraniczne firmy mają przecież odpowiednie apanaże i wiele ciekawych, perspektywicznych projektów... a do tego takie warunki zewnętrzne – w tym wsparcie grantowe, które pozwalają na prężny rozwój.
Pewnie chcą pracować nad czymś zupełnie nowym. Traktują to jako wyzwanie.
Fatum naszego przemysłu biotechnologicznego jest fakt, że nie zrealizowaliśmy jeszcze żadnego projektu do końca. Nie udostępniliśmy nowego leku pacjentom. Wciąż jeszcze jesteśmy w fazie badań i rozwoju. Już prawie „witamy się z gąską” ale nie doszliśmy do końca. I tu zwykle pada pytanie: to co wy w ogóle zrobiliście przez te kilkanaście lat? Otóż zrobiliśmy bardzo dużo, mimo że nie ma tego ostatecznego efektu. Jednak już to, że zagraniczna firma zainteresowała się Polską i że współpracuje z polską firmą dofinansowując jej projekty dużymi kwotami, żeby ten lek mógł przechodzić przez kolejne fazy badań klinicznych, pokazuje, że w tych technologiach drzemie potencjał. 
Zobaczył go ktoś, kto ma już w swoim „portfelu” skomercjalizowane technologie. Naprawdę zrobiliśmy już bardzo dużo. Jeśli przestaniemy wierzyć, że to ma sens to zaprzepaścimy wszystko, to co osiągnęliśmy do tej pory i wszystkie środki, które na to zostały przeznaczone – w tym zarówno środki własne firm, jak i środki unijne, budżetowe czy inwestorów prywatnych. Zaprzepaścimy też nadzieje gospodarcze. Branża biotechnologiczna ma bowiem przy zapewnieniu odpowiednich warunków rozwoju szanse na stanie się taką drugą branżą gameingową, wizytówką polskiej innowacji na świecie. 
Jak teraz nie stworzymy odpowiednich warunków do rozwoju polskiej biotechnologii, to zwyczajnie stracą i polscy pacjenci, i pacjenci na całym świecie, i polska gospodarka. 
Czym różnicie się od globalnych, innowacyjnych firm farmaceutycznych?
Tak naprawdę jesteśmy zalążkiem takich firm w Polsce. Jeśli w mądry sposób będziemy inwestować w ten sektor, to w niedalekiej perspektywie doczekamy się pierwszych polskich firm, które oferują pacjentom oryginalne leki, dzięki którym będziemy mogli leczyć choroby dotychczas nieuleczalne lub sprawiać, że choroby śmiertelne staną się chorobami przewlekłymi, z którymi można żyć, pracować i cieszyć się życiem towarzyskim. 
Na przestrzeni kilkudziesięciu lat zmienił się model funkcjonowania innowacyjnej branży farmaceutycznej. Kiedyś duże firmy miały swoje dywizje, które skupiały się na badaniach i rozwoju, a następnie przeprowadzały swoje projekty przez badania kliniczne, rejestracje i następnie zajmowały się dystrybucją międzynarodową tych technologii. W tej chwili globalnie o 70 proc. zostały zmniejszone te działy własne badań i rozwoju na rzecz współpracy z firmami biotechnologicznymi, które dostarczają innowacyjne projekty, a duże firmy wspierają je w prowadzeniu badań, a następnie we wprowadzeniu na rynek, produkcji na szeroką skalę i międzynarodowej dystrybucji .  
Świetnym przykładem jest tu współpraca, która doprowadziła do udostępnienia jednej z kluczowych szczepionek przeciwko Covid-19.  BioNTech, który był dostarczycielem technologii podjął współpracę z dużą globalną firmą, a szczepionka szybko trafiła do wielu krajów, dzięki dzięki wykorzystaniu mocy dystrybucyjnych i produkcyjnych Pfizera, ale też jej know-how związanych z wprowadzeniem produktu na rynek. W tej chwili firmy biotechnologiczne stają się back officem dla dużych firm farmaceutycznych w zakresie badań i rozwoju. To wspaniała szansa dla polskich firm. 
Nasze firmy biotechnologiczne robią dzisiaj to, co robiły te duże firmy farmaceutyczne kilkanaście lat temu, czyli prowadzą badania i rozwój nad nowymi lekami.
Czyli dzisiaj jesteście takim trochę Hilarym Koprowskim, który w latach 50. ubiegłego wieku opracowywał szczepionkę przeciw polio?
Dokładnie tak. Chcemy tworzyć technologie, które nie tylko sprawią, że pacjenci będą mieli dostęp do leczenia. My pracujemy nad tym, żeby pacjenci otrzymali leki, których działanie jest zgodne z najnowszą wiedzą medyczną. Żeby byli leczeni najskuteczniej i najbezpieczniej jak jest to możliwe.
Czy chodzi też o to, żeby w Wikipedii oprócz m.in. Hilarego Koprowskiego znalazły się też nazwiska innych Polaków, którzy wynajdą leki, które uratują życie milionom ludzi na świecie?
Koprowski to nie jedyny polski naukowiec, którego odkrycia uratowały życie wielu ludziom. Natomiast tak, chcemy wrócić do czasów, kiedy wierzono, że Polska ma taki potencjał naukowy. Wiele z tego potencjału podczas transformacji ustrojowej została utracona lub zapomniana, ale my go budujemy. Mamy tradycję prac badawczo rozwojowych w dziedzinie nauk o życiu na uniwersytetach, mamy ludzi, którzy wiedzą jak to robić. 
Mamy ogromny potencjał. Teraz tylko musimy go wykorzystać. Potrzeba środków na finansowanie tych wyjątkowych projektów, w tym mądrych inwestycji ze strony publicznej i sprzyjającego ekosystemu dla innowacyjnej działalności – elastycznego i niezbiurokratyzowanego, wspierającego współpracę biznesu z nauką. Ważne też żeby kompetencje, które już są na tym rynku biotechnologicznym, były widziane, doceniane i wspierane.
Potrzebujemy też zrozumienia i cierpliwości. Zrozumienia, że udany projekt, to ogromny zysk z takiej inwestycji – tak dla przedsiębiorstwa, jak i dla kraju, dla którego który wywołuje bardzo pozytywne efekty gospodarcze. To w perspektywie kilku lat pozwoli doprowadzić do tego, że Polska będzie miała swój pierwszy oryginalny lek. Jak już przetrzemy te szlaki, to z kolejnymi technologiami będzie znacznie łatwiej.
Czyli chcecie, żeby rządzący uwierzyli w was, tak jak kiedyś ktoś uwierzył w Hilarego Koprowskiego?
Myślę, że rządzący nawet w nas uwierzyli i długo mówili, że będą nas wspierać. Niestety ten zapał opadł, jak okazało się, że jest to inwestycja długoterminowa. Tyle tylko, że jeżeli będziemy inwestować w biotechnologii i farmacji w to co szybkie i bezpieczne, to „zabetonujemy„ sobie technologie sprzed 15 lat i nie będziemy przyczyniali się do tego, żeby pacjenci byli leczeni zgodnie z najnowszą wiedza medyczną.
Pamiętam jak 15 lat temu powstała pierwsza firma biotechnologiczna w Polsce i ogłosiła, że będzie szukać leku na raka. Wszystkie gazety rozpisywały się o tym. Miałam wrażenie, że zwykli ludzie byli w stanie wspierać tę firmę, tylko żeby jej się powiodło. Mamy potrzebę zrobienia czegoś przełomowego. Niestety proces tworzenia nowego leku jest długi i dla niewtajemniczonych to oczekiwanie na efekty jest co najmniej tak frustrujące jak robienie tego ciasta, o którym wspominałam. Jednak warto uzbroić się w cierpliwość. Pierwszy polski lek oryginalny to będzie nie tylko sukces firmy, to będzie sukces całego kraju i nas wszystkich. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eb151c88a664372d809c75ab12bd58df,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eb151c88a664372d809c75ab12bd58df,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">O teraźniejszości i przyszłości rynku biotechnologicznego w Polsce rozmawiamy z Martą Winiarską, prezes zarządu Bioinmed Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologicznych</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/179686,publiczne-szpitale-konkurs-dla-startupow</guid><link>https://innpoland.pl/179686,publiczne-szpitale-konkurs-dla-startupow</link><pubDate>Sat, 21 May 2022 12:53:34 +0200</pubDate><title>Te rozwiązania mogą uratować życie dzieciom. Publiczne szpitale ogłosiły... konkurs dla startupów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0195d9e6e340b9ba49765a9ac9a5f6eb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Pacjenci pediatryczni oraz kobiety w okresie ciąży to unikalna grupa, dla której niezbędne są wyjątkowe rozwiązania. Szukaniem nowatorskich rozwiązań skierowanych na ochronę lub ratowanie zdrowia i życia tych grup zajmuje się wiele startupów w Polsce. Właśnie rusza dla nich konkurs organizowany z inicjatywy Instytutu Matki i Dziecka przez publiczny sektor healthcare.

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
Mother and Child Startup Challenge to pierwszy tego typu projekt w skali Polski oraz jeden z nielicznych na terenie Europy zrzeszający państwowe podmioty medyczne we wspólnym
celu – wykorzystanie potencjału technologii medycznych oraz innowacji skierowanych na ochronę zdrowia i życia.
Powodem realizacji tego przedsięwzięcia jest nieustanne poszukiwania nowatorskich, dla większości nieoczywistych, rozwiązań, które mogą pomóc rozstrzygnąć największe troski małych pacjentów i ich opiekunów.
To właśnie dzieci z różnymi schorzeniami, ale także kobiety w ciąży, należą do unikalnych
grup, które potrzebują niekiedy wyjątkowych rozwiązań.
Konkurs na innowacyjne projekty
Dr Tomasz Maciejewski, Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka kilka dni temu podczas konferencji ImpactCEE, ogłosił projekt Mother and Child Startup  Challenge.
To konkurs, który - jak podkreślają organizatorzy - redefiniuje podejście i możliwości startupów medycznych wobec współpracy z publicznym sektorem healthcare. 
Inicjatywa Instytutu Matki i Dziecka zawiązana z czterema szpitalami klinicznymi ma zapewnić rozwój najbardziej innowacyjnych projektów lub rozwiązań procesowych w ochronie zdrowia. 
Publiczne placówki otwarte na współpracę
To także krok w budowaniu ekosystemu, który sprzyjałby współpracy przedsiębiorstw zajmujących się innowacyjnymi rozwiązaniami wykorzystywanymi w ochronie i ratowaniu zdrowia z ośrodkami medycznymi.
Konkurs Mother and Child Startup Challenge pokazuje też gotowość publicznych placówek
na współpracę ze startupami.
Inicjatorem projektu jest właśnie Instytut Matki i Dziecka, a projekt realizowany jest we współpracy z czterema szpitalami – Instytutem „Centrum Zdrowia Matki Polki” w Łodzi, Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalem Dziecięcym w Olsztynie, Centrum Medycznym Żelazna w Warszawie oraz Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalem Klinicznym w Białymstoku.  
W nagrodę - wdrożenie projektu
W konkursie Mother and Child Startup Challenge rozpoczęła się już rekrutacja startupów z opracowaną technologią lub produktem gotowym do fazy testów i wdrożenia.
Zakres tematyczny skierowany jest na kilka obszarów. Są to:
działalność kliniczna
profilaktyka i badania przesiewowe
edukacja pacjentów i wsparcie w szkoleniu specjalistów
zarządzanie procesami i dokumentacją, analiza danych

Nagroda w konkursie jest nieszablonowa. Poza wsparciem finansowym i eksperckim, najlepsze start-upy mogą liczyć na współpracę z placówkami medycznymi. Zarówno Instytut Matki i Dziecka, jak i inni współorganizatorzy gotowi są na wdrożenie zwycięskiego rozwiązania oraz zapewnienie warunków do przebiegu tego procesu. 
Informacje o konkursie oraz formularz zgłoszeniowy dostępne są na stronie:
https://motherandchildstartupchallenge.pl/
Twórcy innowacyjnych rozwiązań dla pacjentów pediatrycznych lub kobiet w ciąży mają czas na zgłoszenie w konkursie do 12 października 2022. 
Galę finałową i ogłoszenie wyników konkursu zaplanowano na grudzień tego roku.
Masz propozycję tematu? Chcesz opowiedzieć ciekawą historię? Odezwij się do nas na kontakt@innpoland.pl

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0195d9e6e340b9ba49765a9ac9a5f6eb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0195d9e6e340b9ba49765a9ac9a5f6eb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Start-upy medyczne mogą wziąć udział w konkursie na rozwiązania dla pacjentów pediatrycznych lub dla kobiet w ciąży.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/178987,wykorzystanie-ai-w-precyzyjnej-medycynie</guid><link>https://innpoland.pl/178987,wykorzystanie-ai-w-precyzyjnej-medycynie</link><pubDate>Thu, 28 Apr 2022 10:41:33 +0200</pubDate><title>Sztuczna inteligencja jest sprzymierzeńcem lekarzy. Oto jak wykorzystuje się ją w medycynie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/914f3e2e377248ccbff72d73c0b91564,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sztuczna inteligencja oraz big data pomagają lekarzom przepisywać witaminy i suplementy w sposób dopasowany do sytuacji pacjenta, zapewniając precyzyjniejsze zalecenia. Dzięki temu lekarze mogą tworzyć spersonalizowane programy suplementacyjne i trafniej dobierać kuracje witaminowe

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
Spersonalizowane programy suplementacyjne 
Wraz z rozwojem samoopieki i profilaktyki, coraz więcej ludzi przyjmuje witaminy i suplementy w celu poprawy ogólnego samopoczucia. Oznacza to jednak również, że lekarze obserwują wzrost liczby pacjentów już przyjmujących leki i chcących wiedzieć, czy powinni przyjmować dodatkowe witaminy lub suplementy. AI i big data pomagają lekarzom przepisywać witaminy i suplementy w sposób dopasowany do sytuacji pacjenta, zapewniając precyzyjniejsze zalecenia.
Pozwala to także lekarzom na szybki dostęp, porównywanie i dostarczanie zaleceń dotyczących równoważenia składników znajdujących się w lekach na receptę ze składnikami, które składają się na codzienne witaminy i suplementy. Pomaga to pacjentom w maksymalnym wykorzystaniu witamin i suplementów oraz poprawie ogólnego stanu zdrowia.
Oprócz udzielania rekomendacji, AI wraz z big data może również pomóc lekarzom monitorować postępy pacjenta. Śledząc przyjmowanie witamin i suplementów przez pacjenta, lekarze mogą sprawdzić, czy pacjent przyjmuje zalecaną ilość środków i dokonać niezbędnych korekt. Pomaga to zapewnić, że pacjenci odnoszą największe korzyści ze swoich witamin i suplementów oraz poprawiają ogólny stan zdrowia.
Jak więc lekarze mogą wykorzystać sztuczną inteligencję do ulepszenia leczenia?
Budując rekomendacje produktów, które specjaliści dodadzą do istniejących zabiegów. Lekarze mogą korzystać z big data i rosnącej liczby spersonalizowanych programów żywieniowych, które wykorzystują sztuczną inteligencję, aby wybrać jedną z bilionów kombinacji witamin i składników odżywczych najlepiej dopasowanych do pacjenta.
Opracowując systemy, które pomagają lekarzom lepiej zrozumieć, w jaki sposób ich pacjenci reagują na leczenie i wprowadzać niezbędne zmiany. Platformy mogą stale gromadzić dane o stanie zdrowia i samopoczuciu pacjenta, a następnie wykorzystywać sztuczną inteligencję do identyfikowania wzorców i trendów. Gdy coś się zmieni, system może to oznaczyć lekarzowi, aby mógł zbadać i wprowadzić niezbędne zmiany w planie leczenia.
Wreszcie, dostawcy mogą udostępniać swoje wyniki na wielu platformach, aby promować pełną, kompleksową opiekę zdrowotną. Kiedy lekarz pierwszego kontaktu pacjenta, dietetyk i trener zdrowia obsługujący sztuczną inteligencję są na tej samej stronie, z pewnością nastąpi lepsze zdrowie.

Przykładem dzielenia się danymi jest aplikacja Apple Health, która pozwala pacjentom udostępniać swoje dane zdrowotne swoim świadczeniodawcom. Aplikacja umożliwia użytkownikom udostępnianie swoich danych lekarzowi za pomocą funkcji o nazwie "Rejestracja zdrowia". 
Dokumentacja zdrowotna obejmuje alergie, schorzenia, szczepienia, wyniki laboratoryjne, leki i parametry życiowe. Ta funkcja jest przydatna dla pacjentów, którzy chcą śledzić swoje dane dotyczące zdrowia w jednym miejscu i udostępniać je swojemu lekarzowi. Jednocześnie lekarz, może analizować te dany, zbierane codziennie przez aplikację, i dostosowywać diety, suplementację i dawki witamin. Oczywiście niezbędna do tych interpretacji i korekt jest wiedza medyczna. 
Świetnym przykładem firmy, która wykorzystuje nowoczesne metody personalizacji jest przejęta przez koncern Nestle Persona. Zapewnia ona prostotę i wygodę programu suplementów diety - spersonalizowanego dla użytkowników przez sztuczną inteligencję i ekspertów. Aplikacja Persona obsługująca sztuczną inteligencję analizuje dane dotyczące zdrowia użytkownika, cele zdrowotne, styl życia, alergie, a nawet leki, aby opracować unikalny plan suplementacji. Dzięki wglądowi w taki zestaw danych, algorytmy Persony identyfikują określone składniki, dawki i czas, które będą najlepsze dla każdej osoby. Następnie pacjenci otrzymują niestandardowe, spersonalizowane codzienne pakiety suplementów.
Zdrowie i piękno w rękach algorytmów
Innym przykładem jest Viome. Test Viome analizuje mikrobiom jelitowy danej osoby, aby określić, które pokarmy należy spożywać i których unikać, aby zachować optymalny stan zdrowia. Następnie firma tworzy spersonalizowany plan żywieniowy na podstawie wyników testów. Wiedza naukowa stojąca za systemem opiera się na danych pochodzących od ponad 300 tys. osób i jest poparta licznymi badaniami klinicznymi, które trwały prawie cztery lata. Firma specjalizuje się w analizie mRNA, aby sprawdzać, jak wewnętrzne i zewnętrzne elementy, takie jak dieta, stres, ćwiczenia, choroba lub drobnoustroje, mogą wpływać na pacjenta. 
Spersonalizowane suplementy i programy witaminowe to przyszłość opieki zdrowotnej. Z pomocą sztucznej inteligencji, dużych zbiorów danych i ekspertów programy te staną się bardziej wyrafinowane i dostosowane do indywidualnych potrzeb. Doprowadzi to do lepszych wyników zdrowotnych dla pacjentów i zmniejszenia ogólnych kosztów opieki zdrowotnej. 
W 2017 roku cukrzyca kosztowała Stany Zjednoczone 237 miliardów dolarów bezpośrednich wydatków medycznych. Wczesne leczenie może zaoszczędzić ponad 100 miliardów dolarów. Zmienia się sposób, w jaki myślimy o zdrowiu. Przechodzimy od skupiania się na leczeniu chorób, w pierwszej kolejności na zapobieganiu im i przewidywaniu, w jaki sposób choroba może się rozwinąć. Ta zmiana jest napędzana postępami w żywieniu i witaminach, suplementach i medycynie.
Revieve, wiodąca na rynku firma zajmująca się technologiami kosmetycznymi, współpracująca z ponad 70 markami, sprzedawcami detalicznymi i dostawcami usług cyfrowych na czterech kontynentach, wprowadziła na rynek usługę zwaną AI Nutrition Advisor.
Doradca AI Nutrition umożliwia konsumentom odkrywanie optymalnych schematów witamin i suplementów, które dostosowują się do osobistych celów zdrowotnych i dobrego samopoczucia każdej osoby poprzez spersonalizowane wyszukiwanie, odkrywanie, ocenę i doświadczenia zakupowe. Wszystko dzięki istnieniu zdjęć selfie. Wystarczy je wykonać. Następnie analiza zdjęcia poprzez Revieve, która mierzy ponad 200 wskaźników, połączy dane użytkownika i analizy selfie, aby edukować i polecać ukierunkowane witaminy i suplementy.
Podsumowanie
Nasze najnowsze badania pokazują, że konsumenci bardzo dbają o dobre samopoczucie — i że ich zainteresowanie rośnie. W ankiecie przeprowadzonej przez McKinsey wśród około 7,5 tys. konsumentów w sześciu krajach 79 procent respondentów stwierdziło, że dobre samopoczucie jest ważne, a 42 procent uważa je za najwyższy priorytet. W rzeczywistości konsumenci na każdym badanym przez McKinsey rynku odnotowali znaczny wzrost priorytetyzacji dobrego samopoczucia w ciągu ostatnich dwóch do trzech lat.
Portal statista.com, przewiduje, że rynek suplementów diety w USA będzie rósł. Oczekuje się, że do 2024 r. wartość amerykańskiego rynku suplementów diety osiągnie 56,7 miliarda dolarów. Byłby to znaczny wzrost w porównaniu z 2016 r., kiedy rynek był wyceniany na 31,7 mld USD.
Wykorzystanie sztucznej inteligencji do pomocy lekarzom w przepisywaniu bardziej odpowiednich witamin i suplementów jest obiecującym postępem w opiece zdrowotnej. Technologia ta może poprawić wyniki leczenia pacjentów, zapewniając zalecenia dostosowane do indywidualnych potrzeb. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/914f3e2e377248ccbff72d73c0b91564,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/914f3e2e377248ccbff72d73c0b91564,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Współczesna medycyna korzysta z AI i big data</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/176914,hodowla-trzecich-zebow</guid><link>https://innpoland.pl/176914,hodowla-trzecich-zebow</link><pubDate>Fri, 04 Mar 2022 15:55:05 +0100</pubDate><title>Straciłeś ząb? Niewykluczone, że dzięki polskim naukowcom uda ci się go... wyhodować</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/87c113a7dcfb45c664f4f0edaaf6de7d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jak zauważyli naukowcy z Politechniki Warszawskiej, jama ustna ma bardzo duży potencjał regeneracyjny. W miejscu usuniętego zęba odbudowuje się zarówno struktura kostna, jak i chrzęstna, nabłonkowa czy tkanki nerwowe. Badacze zamierzają spróbować wykorzystać tę właściwość do odtworzenia czegoś zupełnie innego. Trwają prace nad... hodowaniem trzecich zębów.

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google
Trzecie zęby
Jak tłumaczy dr hab. inż. Agnieszka Gadomska-Gajadhur z Wydziału Chemicznego PW, kierownik projektu SteamScaf, naukowcy postawili hipotezę, że tkanki dziąsła są w stanie przekształcić się w inne struktury. Chodzi o konkretną grupę komórek macierzystych. – Chcemy zbadać możliwości ich wykorzystania. Dowiemy się, jakiego rodzaju tkanki można z nich wytworzyć – wyjaśnia.
Badania będą prowadzone z zespołem z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Celem będzie różnicowanie komórek pobranych z dziąseł świńskich w kierunku tkanki kostnej, chrzęstnej lub tkanki nerwowej. Dlaczego nie ludzkich? 
– Do modelu świńskiego zmusiła nas sytuacja – mieliśmy etap zaostrzonej pandemii i wykonywano coraz mniej zabiegów ekstrakcji zębów. Baliśmy się, że pozyskamy bardzo mało materiału i zdecydowaliśmy się na ten bardziej dostępny i podobny do ludzkiego. Docelowo myślimy jednak o dużym europejskim projekcie. Odpowiedź, w jakim kierunku będziemy podążać, da nam SteamScaf – mówi dr hab. inż. Agnieszka Gadomska-Gajadhur.
Rolą zespołu z Politechniki Warszawskiej w projekcie jest zapewnienie nośnika, na którym komórki macierzyste zostaną osadzone i będą mogły rosnąć – przekształcając się, na przykład, w ząb. 
Naukowcy planują również współpracę z dwoma ośrodkami z Wielkiej Brytanii i Czech, które specjalizują się w oznaczaniu cech zróżnicowanych komórek. Sprawdzą, czy otrzymana tkanka jest w pełni wartościowa i określą, czy jest ona kostna, chrzęstna, czy może mieszana.
Hodowlane zęby 
Jak podaje Politechnika Warszawska, zawiązki zębowe są już w stanie wyhodować w laboratorium Japończycy. Wykorzystują do tego jednak komórki macierzyste z bankowanej krwi pępowinowej. Mają jej dużo, natomiast w Polsce jest duży problem z jej dostępnością. Kiedyś procedura przechowywania komórek macierzystych nie była dostępna, więc np. osoby starsze, które potrzebują materiałów kościo- czy zębozastępczych nie miałyby możliwości skorzystania z takiego rozwiązania. 
W przypadku utraty zęba najczęściej rekomendowanym rozwiązaniem są implanty. – Większość ludzi myśli, że w przypadku wypadnięcia zębów, są one również rozwiązaniem najprostszym. Niestety każda taka interwencja, wkręcanie czy wyjmowanie implantów, wiąże się z tym, że naturalna kość człowieka osłabia się i następny zabieg jest coraz trudniejszy – wyjaśnia dr hab. inż. Agnieszka Gadomska-Gajadhur.
Jak podkreśla specjalistka, często obserwuje się tez zapalenia wokół implantów – periimplantitis, które mogą doprowadzić do ich utraty. Nadal nie posiadamy zatem rozwiązań, które długoczasowo i skutecznie potrafią odtworzyć fizjologiczne funkcje uzębienia.
Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/87c113a7dcfb45c664f4f0edaaf6de7d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/87c113a7dcfb45c664f4f0edaaf6de7d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dr hab. inż. Agnieszka Gadomska-Gajadhur</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/176130,kim-jest-joanna-jurek</guid><link>https://innpoland.pl/176130,kim-jest-joanna-jurek</link><pubDate>Fri, 18 Feb 2022 16:48:40 +0100</pubDate><title>Jako 17-latka opracowała metodę leczenia raka trzustki. Teraz genialna Polka dalej naprawia ludzi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/cecd9ce56731bdfd2cbec91c4462a44e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W wieku 17 lat opracowała terapię z wykorzystaniem nanotechnologii, która pozwala bezpośrednio dostarczyć lek do chorej na raka trzustki. Nie chce jednak leczyć ludzi. Dla Joanny Jurek ważniejsze jest przygotowywanie narzędzi, którymi można nas naprawić.

Asia wierzy, że sytuacja z pandemią koronawirusa w końcu się ustabilizuje. Do tej pory Jurek dzieliła czas między Polską a Irlandią Północną. – Jedną nogą w ojczyźnie, drugą za granicą – mówi. 

Kim jest Asia?

"W wieku 17 lat opracowała unikalną metodę leczenia raka trzustki! Jako najmłodsza w historii trafiła na listę New Europe 100 - najważniejsze zestawienie młodych innowatorów Europy. I tak zaczęła się jedna z najpiękniejszych polskich naukowych historii, jakie słyszałem. Joanna Jurek mając 17 lat, chodząc w Piotrkowie Trybunalskim do liceum i marząc o dokonaniu przełomu w medycynie opracowała terapię z wykorzystaniem nanotechnologii, która pozwala bezpośrednio dostarczyć lek do zaatakowanego nowotworem miejsca trzustki! W ten sposób podjęła jako nastolatka walkę z jedną z najgorszych, najtrudniejszych do pokonania chorób świata. Mając 17 lat! Za swój wielofunkcyjny nanosystem dostarczania leków przeciwnowotworowych w wieku 17 lat zajęła 4 miejsce w chyba najważniejszym na świecie konkursie młodych naukowców Intel International Science and Engineering Fair w San Francisco. Pokonała nieprawdopodobną konkurencję. Wykazano wtedy, że dzięki zastosowaniu takiego nano-systemu rokowania w terapii nowotworowej wzrastają 2-3 krotnie!" – zachwycał się osiągnięciami Joanny Jurek dr Maciej Kawecki, prorektor Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie i prezes Instytutu Lema.


Dzisiaj Joanna to dwudziestokilkuletnia kobieta. Pewna siebie. W jej głosie słyszę pasję i wiarę w to, co robi. Święta spędziła w Polsce. W rodzinnym Piotrkowie Trybunalskim. Pracę doktorską obroniła zdalnie. Zresztą nie było innego wyjścia. Jeden z egzaminatorów Asi mieszka na stałe w Australii. Pod koniec stycznia wróciła do Ulster w Irlandii Północnej. Co dalej? 

– Na pewno zajmę się poprawkami do pracy doktorskiej, bo zawsze jakieś rzeczy są do poprawki po obronie – mówi.
Rrtęć w rybach
Czego dotyczyła jej praca doktorska? Asia zajmowała się wpływem diety na układ immunologiczny człowieka. – Spożyciem ryb i związaną z tym ekspozycją na metylenek rtęci, który występuje naturalnie u ryb morskich w różnej ilości, zależnie od gatunku i miejsca występowania a ryzykiem choroby autoimmunologicznej – tocznia wędrownego (SLE) – wyjaśnia. 


– Miałam przyjemność realizować doktorat częściowo w ramach projektu Seychelles Development Study, który zajmuje się rolą spożycia ryb u kobiet w ciąży. Tym, jak ich spożycie wpływa na rozwój – szczególnie rozwój mózgu, rozwój neurologiczny u dzieci. Badanie trwa od drugiej połowy XX w., jest badaniem obserwacyjnym prowadzonym na Seszelach, gdzie spożycie ryb jest naprawdę bardzo wysokie. Do tego ryby tam są wolne od innych zanieczyszczeń poza wspomnianym metylenkiem rtęci – opowiada. 

Pytam, czy metylenek rtęci to coś, czego powinienem się bać, kiedy jem ryby. Asia opowiada o chorobie z Minamaty. Jej nazwa pochodzi od zatoki Minamata w prefekturze Kumamoto w Japonii. W latach 50. XX wieku wytwórnia tworzyw sztucznych należąca do koncernu Chisso Corporation wypuściła do wody ścieki zawierające wspomniany metylenek. Wskutek spożycia mięsa ryb zanieczyszczonego rtęcią u ludzi dochodziło do zatrucia i uszkodzeń na tle neurologicznym. 


– Także dzieci, których matki w czasie ciąży żywiły się mięsem tych ryb, rodziły się ze schorzeniami neurologicznymi – opowiada.
	
		
											
					
				
				Fot. Joanna Jurek
					

To jednak był tragiczny, nadzwyczajny przypadek. Nawet seszelska populacja pochłaniaczy ryb, która ma do czynienia z 10-krotnie większą ekspozycją na metylenek rtęci niż np. mieszkańcy Nowego Jorku, nie odczuwa negatywnego wpływu substancji na rozwój swoich dzieci. – Można to wytłumaczyć dużą zawartością wielonienasyconych kwasów omega-3, DHA i EPA w spożywanych przez nich rybach. Nienasycone kwasy tłuszczowe mają potencjał do zmniejszenia negatywnych skutków działania metylenku rtęci – dodaje.Joanna JurekMoje badanie było pierwszym, które dotknęło tematu chorób autoimmunologicznych na Seszelach. Tak, jak mówiłam projekt Seychelles Development Study trwa od lat 70-tych i w miarę jego rozwoju pojawiają się nowe obszary badań. Kolejna osoba natomiast, która zaczynała swój doktorat po mnie, będzie prawdopodobnie kontynuowała ten temat. Fajnie jest dołożyć cegiełkę. Mam ogromną frajdę z tego, że moje badania mogą położyć podwaliny pod dalsze badania. Badania nad spożyciem ryb przez kobiety w ciąży nie są spójne w prezentowanych wynikach. Cieszy się, że w ramach swojego doktoratu może dołożyć do nich cegiełkę. Udowodnić, że "te ryby wcale nie są takie złe". — Wręcz przeciwnie – podkreśla. – Może poza niektórymi gatunkami, których nie polecałabym - na przykład rekina – śmieje się.
Konie były przed rybami
W dzieciństwie bardziej niż nauka interesowała ją jazda konna. – Miałam inne rozrywki. Do czasu – mówi.


Jej zajawka nauką zaczęła się od miłości do chemii. W gimnazjum brała udział w konkursie kuratoryjnym z tego przedmiotu. W pierwszej klasie szkoły średniej trafiła pod opiekę Krajowego Funduszu na rzecz dzieci i mając możliwość pracy pod opieką doktorantów kilka razy do roku mogła brać udział w warsztatach chemicznych i biologicznych w laboratorium UW pod kierunkiem dr hab. Wiktora Lewandowskiego, specjalisty od nanotechnologii. 

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google

— Nanocząstki po prostu mi się spodobały. Potem zainteresowałam się nanowłóknami. Poznałam wtedy dr Ewelinę Zabost. Tak naprawdę to właśnie od dr Lewandowskiego i dr Zabost wszystko się zaczęło – mówi.Joanna JurekPamiętam jak siedziałyśmy z panią Eweliną w laboratorium do jakichś dziwnych godzin. To ona pokazała mi m.in. nanożele. Była moją naukową opiekunką. Dzieliła się swoim doświadczeniem oraz kontaktami zaoferowała czas i wiedzę. Dzięki temu mogłam realizować pomysł opracowania systemu dostarczania leków w oparciu o nanomateriały, który mógł być np. wykorzystany do terapii celowanej dla chorych na raka trzustki. O nastoletniej wówczas polskiej badaczce zrobiło się głośno. Artykuł o metodzie dostarczania leku do chorej trzustki ukazał się m.in. w "Financial Times".
Narzędzia do naprawiania ludzi
Nie chciała iść na medycynę. Wybrała nauki biomedyczne w Ulster University, ponieważ chce tworzyć narzędzia do leczenia ludzi. Wiedziała, że to kierunek dla niej. – Już na pierwszym roku licencjatu trafiłam na ludzi, którzy dali mi możliwość zabawy w start–upy i poznanie kultury biznesu w Wielkiej Brytanii – opowiada. 


Na drugim roku miała możliwość przychodzenia do laboratorium, gdzie zajmowano się systemami dostarczania leków, pod warunkiem że nie będzie opuszczała innych zajęć. Będąc pod opieką jednej z doktorantek, która na koniec umieściła Joasię jako współautorkę publikacji.
	
		
											
					
				
				Fot. Joanna Jurek
					

Chce rozwijać się w kierunku, który ją pasjonuje – w immunologii i żywieniu człowieka. Ale nie tylko. Jak mówi, ma "zajawkę na dzielenie się wiedzą". Działa z wydawnictwami w Polsce – "Współczesną dietetyką" i "Food forum". Pisanie w języku ojczystym sprawia jej ogromną frajdę. 


Ostatnio współpracuje także z Instytutem Sanvita w Warszawie. Przygotowuje i prowadzi webinary oraz szkolenia dla dietetyków i pacjentów. 

3 marca będzie można posłuchać jej webinaru na bardzo aktualny temat dietetycznego leczenia syndromu przewlekłego zmęczenia po chorobie COVID-19.Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/cecd9ce56731bdfd2cbec91c4462a44e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/cecd9ce56731bdfd2cbec91c4462a44e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kim jest Joanna Jurek?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/174707,przeszczepiono-czlowiekowi-serce-swini</guid><link>https://innpoland.pl/174707,przeszczepiono-czlowiekowi-serce-swini</link><pubDate>Wed, 12 Jan 2022 12:32:33 +0100</pubDate><title>Jesteśmy świadkami historii. Udało się przeszczepić człowiekowi serce świni</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/985b690e6ad15aa80ac4a5c70aa86872,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />57-letni Amerykanin David Bennett to pierwsza osoba na świecie, która otrzymała przeszczep serca od genetycznie zmodyfikowanej świni. Operacja trwała siedem godzin. W kilka dni po zabiegu mężczyzna ma się nieźle. Bez procedury z pewnością straciłby życie.


Przypadek Davida Benneta
Przeszczep miał być dla Davida Benneta ostatnią nadzieją na uratowanie życia - jak informuje BBC. Lekarze zaznaczają jednak, że wciąż nie ma pewności, jakie są jego długoterminowe szanse na przeżycie. 

– Wiem, że to strzał w ciemno, ale to mój ostatni wybór. Chcę żyć – mówił mężczyzna przed operacją. 

Lekarze z Centrum Medycznego Uniwersytetu Maryland otrzymali zielone światło od Amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) 31 grudnia ubiegłego roku. Zgodę na przeprowadzenie pionierskiej procedury wydano głównie dlatego, że bez niej cierpiący na śmiertelną chorobę serca pacjent straciłby życie. Mężczyzna został uznany za niekwalifikującego się do przeszczepu ludzkiego z powodu bardzo złego stanu zdrowia. 
Przeszczep od świni
Wykorzystana do przeszczepu świnia została genetycznie zmodyfikowana w celu usunięcia kilku genów, które mogłyby doprowadzić do odrzucenia organu przez organizm człowieka. Usunięty został także gen, który mógłby doprowadzić do wzrostu tkanki sercowej w organizmie pacjenta. Do genomu zwierzęcia wprowadzono też sześć ludzkich genów odpowiadających za poprawną odpowiedź immunologiczną. 


Dla zespołu medycznego, który przeprowadził w piątek operację, jest to zwieńczenie kilku lat badań. Dla milionów ludzi cierpiących na choroby serca na całym świecie - nadzieja na życie. 

Jak przekazał BBC Chirurg Bartley Griffith operacja zbliża nas "o krok do rozwiązania kryzysu związanego z niedoborem narządów". Tylko w Stanach Zjednoczonych codziennie umiera 17 osób oczekujących na przeszczep, a na liście oczekujących może znajdować się ponad 100 tys. osób.

– Ludzie zamieszczeni na liście oczekujących cały czas umierają. Gdybyśmy mogli użyć genetycznie zmodyfikowanych świńskich organów, nie musieliby czekać. Dodatkowo my nie musielibyśmy latać po całym kraju w nocy, aby odzyskać narządy i umieścić je u biorców – mówi dr Christine Lau, kierownik Katedry Chirurgii na University of Maryland School of Medicine.
	
		
											
					
				
				Zespół z Centrum Medycznego Uniwersytetu Maryland.•Fot: Cover Images/East News
					

 
Ksenotransplantacja
Tzw. ksenotransplantacji - czyli przeszczepianie tkanek innych gatunków, jest przez naukę rozważana od dawna. Powszechne jest już np. stosowanie zastawek serca świni. 


W październiku 2021 r. chirurdzy z Nowego Jorku ogłosili, że z powodzeniem przeszczepili nerkę świni człowiekowi. Operacja ta była w tym czasie najbardziej zaawansowanym eksperymentem w tej dziedzinie. Biorcą operacji była jednak osoba ze stwierdzoną śmiercią mózgu, bez szans na wyleczenie. 
                
                    
                    
                    
                    
                
                Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/985b690e6ad15aa80ac4a5c70aa86872,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/985b690e6ad15aa80ac4a5c70aa86872,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pierwszy udany przeszczep serca od modyfikowanej genetycznie świni.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/172543,mrozonki-kawa-glutaminian-sodu-produkty-wcale-nie-takie-niezdrowe</guid><link>https://innpoland.pl/172543,mrozonki-kawa-glutaminian-sodu-produkty-wcale-nie-takie-niezdrowe</link><pubDate>Thu, 28 Oct 2021 16:25:15 +0200</pubDate><title>&quot;Niezdrowe jedzenie&quot; wcale nie takie niezdrowe. Oto 5 produktów które mają (niesłusznie) czarny PR</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/57f284275598c6306cb39fc0ea14ccdd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Co wspaniałe w nauce to fakt, że cały czas się rozwija. I weryfikuje swoje tezy. Widać to na przykładzie wiedzy o żywieniu. Tak było na przykład z tłuszczami, przed laty odsądzanymi od czci i wiary przez żywieniowych guru. Dziś wiemy już, że niektóre rodzaje tłuszczów w rzeczywistości utrzymują nas w dobrej formie. Podobnych przykładów jest zresztą sporo. Przedstawiamy listę 5 produktów niesłusznie nazywanych "niezdrowymi".


Jajka
Jak czytamy w gizmodo.com, jajka były największą ofiarą mody na “obniżanie cholesterolu”. Oczywiście, zbyt dużo cholesterolu w naszym systemie, zwłaszcza tego o niskiej gęstości (LDL), może zwiększać ryzyko powstawania blaszek miażdżycowych w naszych tętnicach, co z kolei może prowadzić do zawału serca i innych chorób sercowo-naczyniowych. Jednak większość badań nie wykazała, by spożywanie jajek znacząco, jeśli w ogóle, wpływało na poziom cholesterolu w organizmie. 

Badania amerykańskiego National Health and Examination Survey (NHANES) powiązały natomiast regularne spożywanie jaj z lepszą jakością diety. Konsumenci jaj zapewniają sobie większe ilości wszystkich składników odżywczych (z wyjątkiem witaminy B6 i błonnika pokarmowego) w porównaniu z tymi, którzy jaj nie jedzą - czytamy w zywienie.medonet. 
Ziemniaki 

Nie ma obiadu bez schabowego z ziemniaczkami! Ziemniaki to podstawa diety, jednak ta bogata w węglowodany żywność bywa oczerniana z powodu tego, jak jest rozkładana przez organizm. Węglowodany zawarte w ziemniakach są szybko trawione, co oznacza, że mają wpływ na natychmiastowe podniesienie poziomu cukru we krwi. Inaczej mówiąc mają wysoki poziom wskaźnika znanego jako indeks glikemiczny.


Nadal nie ma jednak pewności, czy indeks glikemiczny jest przydanym wskaźnikiem w diecie przeciętnego człowieka, a nowsze badania wykazały, że ziemniaki nie są wyjątkowo mniej sycące niż inne węglowodany, ani nie przyczyniają się do przedwczesnej śmierci - podaje gizmodo. Uwaga jednak na formę podania - frytki zdecydowanie nie są najzdrowsze! Żywność przyrządzana w głębokim oleju ma dużą ilość niezdrowych tłuszczów trans. 
Glutaminian sodu
To wzmacniacz smaku powszechnie dodawany do przetworzonej żywności. Naturalnie występuje w pomidorach i serze. Ma nadawć jedzeniu bardziej umami, czyli mięsny smak. Wytwarza się go poprzez fermentację buraków i innych produktów spożywczych. Jest szczególnie kojarzony z tzw. chińszczyzną. 


Niektórzy przekonywali, że są uczuleni na ten składnik i zgłaszali bóle głowy, nudności, bóle w klatce piersiowej i inne objawy, nazywając to wręcz "syndromem chińskiej restauracji". Duże organizacje ds. żywności, zarówno europejskie, jak i amerykańskie, uznają jednak glutaminian sodu za dodatek bezpieczny dla zdrowia - podaje poradnikzdrowie.pl 

Zły PR glutaminianu sodu może jednak brać się z tego, że kojarzy się on przede wszystkim z mało wartościową żywnością przetworzoną i do takiej jest dodawany, aby poprawić jej smak i często ukryć w ten sposób wątpliwej jakości skład.Czytaj również: Bojkotujesz "chemię spożywczą"? Będziesz musiał zrezygnować z wody i cukru
  
Mrożone warzywa i owoce
Zamrażanie lub rozmrażanie mrożonych owoców i warzyw niszczy niektóre z ich cennych składników odżywczych - to powszechne przekonanie nie ma jednak wiele wspólnego z prawdą. 


W rzeczywistości liczne badania wykazały, że mrożone (a także puszkowane) owoce i warzywa mają taką samą ilość składników odżywczych jak świeże. A ponieważ niektóre owoce i warzywa mogą zacząć psuć się bardzo szybko po ich zakupie i przechowywaniu w domu, istnieją nawet dowody na to, że niektóre rodzaje produktów są bardziej odżywcze, gdy są zamrożone, a nie świeże - czytamy w gizmodo. 
Kawa
Co do szkodliwości bądź właściwości zdrowotnych kawy naukowcy zmieniają zdanie najczęściej. Aby uśrednić wszystkie głosy, można powiedzieć, że kawa nie jest zła z natury. Istnieje nawet szansa, że regularne spożywanie kawy może przynieść pewne korzyści, takie jak zmniejszenie ryzyka niewydolności serca, chociaż by móc to potwierdzić, potrzebne są dalsze badania. 


Z drugiej strony picie kawy może zwiększyć niepokój u niektórych osób ze względu na pobudzającą kofeinę. Wysokie spożycie kawy wpływa na zmniejszenie objętości mózgu. Podnosi również ryzyko demencji oraz udarów - stwierdzili z kolei naukowcy z University of South Australia (UniSA).W tym przypadku zdecydowanie najlepszy jest zatem zdrowy umiar. 
                
                    
                    
                    
                    
                
                Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/57f284275598c6306cb39fc0ea14ccdd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/57f284275598c6306cb39fc0ea14ccdd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Glutaminian sodu często kojarzony jest ze słabszej jakości &quot;chińszczyzną&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/172355,naukowy-przelom-przeszczep-nerki-swini-przyjety-przez-organizm-czlowieka</guid><link>https://innpoland.pl/172355,naukowy-przelom-przeszczep-nerki-swini-przyjety-przez-organizm-czlowieka</link><pubDate>Thu, 21 Oct 2021 11:38:05 +0200</pubDate><title>Pierwszy taki przeszczep na świecie. Nerka świni przyjęła się u człowieka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/393dba876b50d267e61ec2feeb75a6d9,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Naukowego przełomu dokonali chirurdzy z USA, którym udało się z sukcesem przeszczepić nerkę świni człowiekowi. To pierwszy przypadek, gdy organizm nie odrzucił przeszczepu organu pochodzącego od zwierzęcia. Nie była to jednak typowa świnia.


Nerka świni przeszczepiona człowiekowi
Po raz pierwszy w historii organ zwierzęcy nie został odrzucony przez system immunologiczny pacjenta po transplantacji. To potencjalnie wielki krok w walce z brakami organów do przeszczepu – pisze agencja Reuters.

Operacje przeprowadzili chirurdzy z akademickiego centrum medycznego NYU Langone Health, mieszczącego się w Nowym Jorku. 

Świnia-dawca – nazwana GalSafe – została specjalnie zmodyfikowana genetycznie, by jej narządy nie posiadały specyficznej cząsteczek, które powodują prawie natychmiastowe odrzucenie organów przez ludzki organizm.


Odbiorcą organu był pacjentka w stanie śmierci mózgu, której rodzina zgodziła się na uczestnictwo w eksperymencie medycznym przed odłączeniem ciała od aparatury podtrzymującej życie.

Wynik operacji był bardzo dobry. Przez trzy dni nowa nerka była połączona z ciałem pacjentki, lecz pozostawiona na zewnątrz, by lekarze mieli do niej jak najlepszy dostęp.

Funkcje przeszczepionej nerki "wyglądały normalnie". Produkowała też ona "spodziewaną ilość moczu". Po początkowym odchyleniu "do normy wrócił też poziom kreatyniny", czyli wskaźnika mogącego świadczyć o złym funkcjonowaniu nerek – komentował dla Reutersa zarządzający eksperymentem dr Robert Montgomery.


Potencjalnie oznacza to może, że dalsze świnie GalSafe mogą stać się dawcami ogromnej ilości narządów – od zastawek serca aż po skórę.

Dr Montgomery, który sam przeszedł w przeszłości przeszczep serca, wskazuje, że pierwszy udany eksperyment może przerodzić się w dalsze testy i transplantacje dla pacjentów w końcowym stadium ostrej niewydolności nerek już za rok lub dwa lata.
Sztuczne organy do przeszczepu
Jakiś czas temu w INNPoland.pl pytaliśmy się specjalisty od transhumanizmu o przeszczepy sztucznych organów. Czy taka osoba jest już cyborgiem?


– To kwestia nomenklatury i ustalenia granic tego, co uznamy za "cyborgizację". Pewnie większości z nas łatwo przyjdzie uznanie za "cyborga" osobę posiadającą sztuczne serce – wskazuje nam Mateusz Łukasiak, prezes Polskiego Stowarzyszenia Transhumanistycznego.

– Ale co z osobami, które żyją dzięki rozrusznikom serca, czy pompom insulinowym albo które słyszą dzięki implantom ślimakowym, a poranną kawę przygotowują z użyciem mioelektrycznych protez rąk? – pyta nasz rozmówca.

Stosowane od lat implanty stawów np. biodrowych to przecież też połączenie ciała z elementami nieorganicznymi, ale rzadko który ich użytkownik uważa się za cyborga. 


– Medycyna rozwija się w tym zakresie wielotorowo – w użyciu i testach są zarówno narządy całkowicie mechaniczne jak sztuczne serce Syncardia, protezy kończyn takich jak Luke Arm, implanty ślimakowe np. Oticon Medical, czy elementy organów jak sztuczna rogówka – wymienia Łukasiak.

– Możemy również mówić o organach bionicznych wykorzystujących do działania elementy organiczne. Dobrym przykładem może być tu, będąca jeszcze co prawda w powijakach, polska bioniczna trzustka Fundacji Badań i Rozwoju Nauki czy sztuczne pęcherze moczowe hodowane z komórek samych biorców – wskazuje prezes PST.Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/393dba876b50d267e61ec2feeb75a6d9,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/393dba876b50d267e61ec2feeb75a6d9,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Dr Robert Montgomery podczas przeszczepu nerki świni człowiekowi</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/171861,kto-dostal-medycznego-nobla-2021-nagrodzeni-odkryli-min-receptory-dotyku</guid><link>https://innpoland.pl/171861,kto-dostal-medycznego-nobla-2021-nagrodzeni-odkryli-min-receptory-dotyku</link><pubDate>Mon, 04 Oct 2021 11:54:13 +0200</pubDate><title>Poznaliśmy laureatów Nobla z medycyny. To oni odkryli, jak odczuwamy temperaturę i dotyk</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/dd6cac7ab53f7432d08a772fce095b06,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Naukowcy David Julius oraz Ardem Patapoutian zostali laureatami Nagrody Nobla 2021 w dziedzinie medycyny lub fizjologii. Doceniono ich za odkrycie receptorów temperatury i dotyku. Podzielą pomiędzy siebie nagrodę o wartości 10 mln koron (950 tys. euro).


David Julius oraz Ardem Patapoutian dostali Nobla
Instytut Karoliński w Sztokholmie zdecydował, że tegoroczna nagroda Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii trafi do Davida Juliusa i Ardema Patapoutiana za odkrycie dotyczące receptorów temperatury i dotyku. 
                    
                    
                    
                    
                
                
                 

"Nasza zdolność do odczuwania ciepła, zimna i dotyku jest niezbędna do przetrwania i stanowi podstawę naszej interakcji ze światem. W codziennym życiu odczucia te są dla nas oczywiste, ale w jaki sposób impulsy nerwowe są inicjowane, abyśmy mogli odczuwać temperaturę i ciśnienie? Na to pytanie odpowiedzieli tegoroczni laureaci Nagrody Nobla" – czytamy w uzasadnieniu decyzji.


David Julius jest profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Na swoim koncie - poza Nagrodą Nobla 2021 - ma także inne sukcesy, m.in. Shaw Prize z 2010 roku, jak i nagrodę Breaktrough Prize in Life Sciences z ubiegłego roku. 

Ardem Patapoutian z kolei jest pochodzenia ormiańsko-amerykańskiego. Zajmuje się biologią molekularną oraz neurobiologią. Pracuje w placówce badawczej Scripps Research w Kalifornii.

Dzięki przełomowym odkryciom naukowców wiadomo, w jaki sposób ciepło, zimno oraz dotyk mogą inicjować sygnały w ludzkim układzie nerwowym. W wyniku ich prac udało się zidentyfikować kanały jonowe, które są ważne dla przebiegu wielu procesów fizjologicznych – a wiedza ta wykorzystywana jest m.in. do prac nad terapiami stanów chorobowych takich jak przewlekły ból.
Nagroda Nobla z medycyny
Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny przyznawana jest od 1901 roku. Wyróżnienia nie przyznano jedynie dziewięć razy: w latach 1915-1918, 1921, 1925 oraz 1940-1942. Testament Alfreda Nobla pozostawia taką możliwość w sytuacji, w której przyznający nagrodę Instytut Karoliński uzna, że w danym roku nie ma osiągnięć naukowych zasługujących na wyróżnienie.


Najmłodszym laureatem medycznego Nobla był w 1923 roku Kanadyjczyk Frederick Banting. W wieku zaledwie 32 lat został on wyróżniony za odkrycie insuliny (jeszcze młodszy był jego asystent Charles Best, którego jednak pominięto przy przyznawaniu nagrody).

Od 1974 roku Nagrody Nobla nie mogą być przyznawane pośmiertnie – chyba że laureat umarł już po ogłoszeniu werdyktu. W 2011 roku medyczny Nobel spowodował jednak spore zamieszanie: po podaniu nazwisk laureatów do wiadomości publicznej, okazało się, że jeden z nich – Ralph Steinman – zmarł trzy dni wcześniej. W drodze wyjątku Fundacja Noblowska zdecydowała, że Steinman laureatem pozostanie.Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/dd6cac7ab53f7432d08a772fce095b06,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/dd6cac7ab53f7432d08a772fce095b06,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nobla 2021 w dziedzinie medycyny lub fizjologii otrzymali David Julius i Ardem Patapoutian</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/171251,antykoncepcja-inspirowana-walka-z-covidem-przeciwciala-na-plemniki</guid><link>https://innpoland.pl/171251,antykoncepcja-inspirowana-walka-z-covidem-przeciwciala-na-plemniki</link><pubDate>Mon, 06 Sep 2021 16:25:05 +0200</pubDate><title>Antykoncepcja, która atakuje plemniki jak... wirusy. &quot;Bezpieczna i dyskretna&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/52798e73d10ddc1e55e8a935a50719e5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Około połowy ciąż jest nieplanowanych – przekonuje profesor Deborah Anderson z Boston University Medical School, specjalistka od położnictwa, ginekologii i chorób zakaźnych. Ona i jej zespół opracowują metodę antykoncepcji, która będzie równie skuteczna, a mniej szkodliwa od tej hormonalnej. Inspirowana jest... walką z COVID-19.


Atak na plemniki
Przeciwnicy antykoncepcji hormonalnej nie chcą jej stosować z wielu różnych powodów m.in. dlatego, że wymaga recepty, może wywoływać nieprzyjemne skutki uboczne, przerzuca ciężar odpowiedzialności za antykoncepcję na kobiety. Nie wspominając nawet o tym, że wymaga pamiętania o codziennej pigułce czy cokwartalnych zastrzykach lub przeprowadzenia inwazyjnego zabiegu wszczepiania implantu. 

To wszystko sprawiło, że naukowcy intensywnie poszukują alternatywnych metod kontroli płodności, które byłyby łatwiejsze, bardziej dyskretne i nie wiązały się z mieszaniem w kobiecych hormonach. 


Metoda, nad którą pracują badacze z Boston University Medical School wykorzystuje białka zwane przeciwciałami monoklonalnymi. Naśladują one nasz układ odpornościowy i atakują plemniki, zanim te dotrą do komórki jajowej. Przyczepiają się do plemników i powodują ich impotencję.
Antykoncepcja inspirowana COVID-19
O przeciwciałach monoklonalnych zrobiło się głośno w czasie walki z COVID-19. Są one wytwarzane przez ludzki układ odpornościowy w celu zwalczania infekcji. Wiążą się z określonymi miejscami na określonych “agresorach” atakujących organizm. Neutralizują patogeny, wysyłając jednocześnie do organizmu informację, że jest atakowany i musi wytworzyć więcej środków obronnych.


Część z nich powstaje naturalnie, inne wytwarzane są po ekspozycji na czynnik chorobotwórczy, na przykład poprzez szczepienie. Nauce - z coraz większymi sukcesami - udaje się je również wytwarzać w laboratoriach. 

– To mają być krótkoterminowi obrońcy, a nie trwała zmiana układu odpornościowego; coś w rodzaju tymczasowych bramkarzy, którzy mogą zablokować drogę do celu niechcianym gościom - plemnikom – czytamy w Wired. 

Deborach Anderson chciałaby, by w przyszłości mogły być one podawane w formie emulsji dopochwowej, skutecznej przez 24 godziny, dostępnej w aptece bez recepty. – Myślę, że to rozwiązanie może stać się popularne wśród kobiet, które miewają sporadyczne stosunki. Takim, którym zależy na antykoncepcji działającej dokładnie w momencie, w którym jej potrzebują. 
Badania nad nową metodą antykoncepcji
Zespół przeprowadził już badanie kliniczne fazy I, podczas którego testowano bezpieczeństwo i dawkowanie na małej grupie zdrowych ochotników. Dziewięć kobiet codziennie przez tydzień aplikowało przeciwciała, ich wyniki porównano z grupą 29 kobiet, którym podawano placebo. 


Kobiety w grupie badawczej miały takie samo pH pochwy jak te z grupy kontrolnej, nie zarażały się również żadnymi infekcjami bakteryjnymi. Stężenie przeciwciał pozostawało silne i aktywne przez 24 godziny, zapewniając kobietom ochronę przez około cały dzień po ich podaniu. 

Przed naukowcami wciąż jednak mnóstwo pracy - muszą udowodnić, że metoda sprawdzi się w większych próbach wśród aktywnych seksualnie kobiet. Zanim gotowy produkt pojawi się na rynku, może minąć nawet dekada.

Zespół Deborah Anderson rozpoczyna również badania nad podawaniem przeciwciał w formie żelu antykoncepcyjnego, który można by nakładać na penisa. W przeciwieństwie do środków plemnikobójczych, które zazwyczaj stosuje się w pochwie, dałoby to mężczyznom możliwość antykoncepcji wykraczającą poza prezerwatywy i wazektomię.
Polacy a cyberseks
Jak pisaliśmy w InnPoland, Polacy coraz bardziej otwierają się na nowe technologie w łóżku. Są nie tylko pośrednikami, ale nawet podmiotami stosunków. Polakom obce nie są ani wymyślne, zaawansowane gadżety, ani służące do osiągania przyjemności roboty.
                
                    
                    
                    
                    
                
                 Jak przekonuje w wywiadzie dla InnPoland profesor Zbigniew Izdebski, nasz stosunek wobec cyberseksu, czyli przeżywania podniecenia w trakcie rozmów przez internetowe komunikatory, znacznie się zmienił. Ogromny wpływ na to miała, oczywiście, pandemia. Zamknięcie w domu wpłynęło na wzrost przyzwolenia społecznego na uprawianie wirtualnego seksu. 


Nowe możliwości otwierają również gadżety do seksu na odległość - możemy na przykład budować relacje z osobami znajdującymi się na innym kontynencie. - To więcej niż pewne, że branża nastawiona na dostarczanie przyjemności poprzez wprowadzanie różnych technologii związanych z seksem, będzie w perspektywie czasu rozwijać się i postępować jeszcze bardziej - tłumaczy profesor.Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/52798e73d10ddc1e55e8a935a50719e5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/52798e73d10ddc1e55e8a935a50719e5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Naukowcy opracowują metodę antykoncepcji przy użyciu przeciwciał.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/170992,kaniula-do-plastyki-zastawki-trojdzielnej-nowy-patent-medinice</guid><link>https://innpoland.pl/170992,kaniula-do-plastyki-zastawki-trojdzielnej-nowy-patent-medinice</link><pubDate>Wed, 25 Aug 2021 12:31:44 +0200</pubDate><title>Polska myśl kardiologiczna chroniona za oceanem. Nowy patent Medinice</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/82ca6d86606b8db5aa9f3afe51430a09,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska firma Medinice otrzymała warunkową ochronę patentową od kanadyjskiego urzędu patentowego na wynalazek “Kaniula do plastyki zastawki trójdzielnej”. Ostatnim krokiem przed formalnym uzyskaniem patentu jest uiszczenie przez spółkę opłaty administracyjnej.


Medinice
Medinice to polska firma powstała po to, by poszukiwać i rozwijać innowacyjne technologie, które pozwolą przyspieszyć i poprawić proces diagnostyki i leczenia chorób układu krążenia. Medinice rozwija projekty własne i te pozyskane od naukowców z Polski oraz zagranicy. Zespół tworzą profesjonaliści z obszaru medycyny, badań klinicznych, prawa i finansów.

Wynalazek, na który otrzymano warunkową ochronę patentową od kanadyjskiego urzędu patentowego, to kaniula żylna do plastyki zastawki trójdzielnej serca. Pozwala ona na wykonanie zabiegu kaniulacji metodą mniej inwazyjną niż zazwyczaj się to odbywa. Firma podaje, że wypracowana przez nich metoda jest również skuteczniejsza, tańsza, szybsza i - co najważniejsze - bezpieczniejsza dla pacjenta niż metoda obecnie stosowana.


Spółka została założona przez prezesa Sanjeeva Choudhary i prof. Piotra Suwalskiego, znanego na świecie kardiochirurga oraz prof. Sebastiana Steca, kardiologa i elektrofizjologa, jednego z najbardziej cenionych specjalistów w wykonywaniu zabiegów ablacji bez używania szkodliwej fluoroskopii. 
Polskie patenty kardiochirurgiczne
W swoim portfolio Medinice ma 12 projektów z obszaru interwencyjnej kardiologii i kardiochirurgii. Łącznie, firma ma blisko 40 patentów i zgłoszeń patentowych w Polsce, Europie czy w Stanach Zjednoczonych.

Priorytetowymi projektami spółki są m.in. 

 MiniMax (elektroda 2 w 1, która ma funkcje diagnostyczne i lecznicze),
 CoolCryo (kriopalikator do wykonywania małoinwazyjnej krioablacji kardiochirurgicznej, czyli niszczenia tkanek przy wykorzystaniu bardzo niskiej temperatury),
 PacePress (elektroniczna opaska uciskowa, której celem jest zmniejszenie ryzyka wystąpienia krwiaka).

W grudniu 2020 roku spółka zadebiutowała na rynku głównym GPW. Jak podaje Stockwatch.pl, po pół roku od wejścia na giełdę akcje firmy podrożały o 150 proc.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/82ca6d86606b8db5aa9f3afe51430a09,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/82ca6d86606b8db5aa9f3afe51430a09,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Medinice to polska firma powstała w celu poszukiwania i rozwijania innowacyjnych technologii</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/170439,polska-firma-dopasowuje-nowotwor-do-terapii-i-bada-geny-polakow</guid><link>https://innpoland.pl/170439,polska-firma-dopasowuje-nowotwor-do-terapii-i-bada-geny-polakow</link><pubDate>Fri, 30 Jul 2021 17:06:30 +0200</pubDate><title>To może być rewolucja w leczeniu raka. Polski startup dobierze idealną terapię</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b8e102139a6e8e1a64b2893750ea06a5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowoczesne terapie nowotworowe potrafią zamienić przerażający wyrok w "zwyczajną" chorobę przewlekłą – muszą być jednak dokładnie dobrane do konkretnego guza. Tym właśnie zajmuje się polski startup MNM Diagnostics. Tamtejszym naukowcom entuzjazm nie kończy się też "po godzinach" – ostatnio, przy okazji zupełnie innych badań opracowali... pierwszy w historii "genetyczny portret Polaków".



 Polacy są zaskakująco blisko spokrewnieni z Brytyjczykami – wynika ze badań przeprowadzonych m.in. przez polski startup MNM Diagnostics
 Na co dzień firma zajmuje się dopasowywaniem terapii do typu nowotworu – w oparciu o jego materiał genetyczny
 Szef firmy, dr Paweł Zawadzki ma nadzieję, że technologia ta wejdzie niedługo do powszechnego użytku w Polsce

Niedawno udało się wam stworzyć "genetyczny portret Polaków" – pierwszy tego typu projekt w naszym kraju. Coś pana w tym portrecie zaskoczyło?

Paweł Zawadzki, CEO MNM Diagnostics: Na szczęście wyniki raczej potwierdziły rzeczy, które już na temat Polaków podejrzewaliśmy - gdyby okazało się inaczej, byłoby to dość niepokojące! (śmiech) Ale sporo ciekawostek wyszło przy okazji porównania naszej populacji z innymi. Okazało się na przykład, że genetycznie jesteśmy bardzo podobni do nacji z Europy Północnej i z... Wielkiej Brytanii.


...zaraz, zaraz, Wielka Brytania?

Niech mi pani uwierzy, dla mnie też to było zaskoczenie! Szczególnie, że w Wielkiej Brytanii mieszkałem przez wiele lat i z jakiejś przyczyny zakładałem, że to nacja, która jest od nas mocno odległa. Ale z drugiej strony, to po prostu odzwierciedlenie historycznych migracji i podbojów, o których wiemy, że miały miejsce. I stąd w naszym genomie znajdują się zarówno geny Wikingów, jak i Anglosasów.

Ale chyba najzabawniejsze było dla mnie inne odkrycie. Okazało się, że Polacy są bardzo podobni do... mieszkańców amerykańskiego stanu Utah! Widać, że napływ pierwiastka polskiego był tam wyjątkowo silny w czasach wielkich migracji z Europy do Ameryki.
                    
                    
                    
                    
                
                 
                Odkrywanie, że ludzie z Utah są naszym genetycznym rodzeństwem jest na pewno fascynujące – ale jak to się stało, że zajęliście się tym tematem?


Jako firma uczestniczyliśmy w dużym projekcie, w ramach którego poszukiwaliśmy genetycznych markerów warunkujących sposób, w jaki ludzie przechodzą COVID-19. W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że zdołaliśmy przy tej okazji zebrać dane, za pomocą których można było stworzyć genetyczny portret Polaków.

Dotychczas nie istniała w Polsce tego typu baza, która określałaby, jak często poszczególne warianty genetyczne występują w naszej populacji – i było to ogromnym problemem dla całego środowiska medycznego. Teraz cały szereg prowadzonych w naszym kraju projektów genetycznych będzie można przenieść na wyższy poziom.


Na co dzień jednak wasza firma zajmuje się czymś zupełnie innym: jesteście w stanie dobrać właściwą terapię do typu nowotworu.

Tak – i to niezwykle dokładnie. Wiemy bowiem, że nowotwory to są po prostu choroby genetyczne. Jeżeli nie ma mutacji – nie ma nowotworu. I aktualnie mamy całą listę nowoczesnych terapii onkologicznych, które są dostosowane do genetycznego typu nowotworu.

Najpierw ten nowotwór trzeba jednak jak najlepiej poznać od strony genetycznej. W tym celu wykonujemy coś, co nazywa się badaniem całogenomowym: analizujemy 100 proc. materiału genetycznego guza nowotworowego. To gigantyczna ilość informacji, która obejmuje ponad 3 miliardy liter kodu genetycznego. Dla porównania: jeżeli pani dzisiaj będzie miała pecha i wyląduje na oddziale onkologicznym, to w standardzie będzie pani miała przebadaną zaledwie 0,0001 część materiału genetycznego.
                
                    
                    
                    
                    
                
                To chyba nie da zbyt dokładnej informacji o tym, na co choruję?


Niestety, nie da. Badanie w standardzie tak małego wycinka powoduje, że naprawdę bardzo mały procent pacjentów korzysta z tej wiedzy genetycznej. Tymczasem na rynku dostępnych jest coraz więcej zaawansowanych terapii, które działają tylko na poszczególne podtypy nowotworów – to właśnie rodzaj mutacji jest najsilniejszym czynnikiem wpływającym na to, czy dany lek jest skuteczny.

Istnieją ogromne opory przed refundowaniem w Polsce tych drogich terapii, ponieważ one często nie działają. Problem polega jednak na tym, że badając 0,0001 część materiału genetycznego, często nie jesteśmy w stanie prawidłowo dobrać terapii. Czyli one nie zadziałały nie dlatego, że były nieskuteczne - ale dlatego, że podawano je złym pacjentom.


Leczenie onkologiczne idzie w tym kierunku, że jest coraz więcej terapii i trzeba je po prostu dobrze wyselekcjonować. Bo jedna z nich może być skuteczna u Kowalskiego, ale już nie zadziała u Nowaka. Więc nasza firma tworzy i rozwija technologię, która jest w stanie zinterpretować ten ogrom danych i pomóc lekarzowi podjąć jak najlepszą dla pacjenta decyzję.

Dlaczego w ogóle zdecydował się pan założyć taką działalność?

Idea narodziła się, kiedy po doktoracie pojechałem na kilka lat na staż podoktorski w Oxfordzie. Zajmowałem się tam analizą danych genomowych, stosowałem zaawansowane technologie – to jednak czołowy uniwersytet, więc mieliśmy do nich wszystkich bardzo łatwy dostęp.


W pewnym momencie mój ojciec zachorował na nowotwór. Kiedy wybrałem się z nim do lekarza i zobaczyłam, jak analizowany jest materiał genetyczny, jak prowadzi się cały proces terapeutyczny – doznałem gigantycznego szoku. My na uniwersytecie korzystaliśmy z super-zaawansowanych metod, a w klinice pacjent dostawał rozwiązania, które technologicznie miały 30 lat.
	
		
											
					
				
				Misją MNM Diagnostics jest udostępnienie dokładnej analizy genetycznej guza nowotworowego dla każdego chorego.•Fot. mat. prasowe
					

Jak to w ogóle możliwe, że istnieją technologie, które mogą ratować ludzkie życie, a nie ma ich w klinice? Zacząłem rozmawiać o tym z lekarzami zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii – i zdałem sobie sprawę, że istnieje pewien obszar, gdzie transfer zaawansowanych technologii z sektora akademickiego do kliniki zachodzi niesamowicie wolno. MNM Diagnostics powstało po to, aby ten problem rozwiązać.


Jakie są reakcje na waszą technologię?

Skrajne! (śmiech) Pewnie nie będzie pani zaskoczona jak powiem, że większość klinicystów się boi. Teoretycznie oni bywają na konferencjach i wiedzą, że takie rzeczy się dzieją, ale obawiają się ich, bo nasza metoda w akcji wydaje się zwodniczo prosta i po prostu jej nie ufają. 

Z drugiej strony, jest taka grupa klinicystów w Polsce, którzy od dawna monitorowali rozwój takich technologii na świecie, ale nie mieli żadnych możliwości ich wdrożenia. Więc kiedy dowiadują się o naszym istnieniu, to od razu szukają sposobów na wprowadzenie tego u siebie. 


Mamy kilka ośrodków w Polsce, które bardzo intensywnie starają się udostępnić u siebie taką technologię. Dolnośląskie Centrum Onkologii pracuje wręcz nad stworzeniem laboratorium, w którym nasza metoda będzie stosowana u pacjentów z całego województwa. 

I bardzo mnie to cieszy: to wszystko sprowadza się w końcu do tego, żeby pomóc pacjentowi. Jeżeli decyzje odnośnie pierwszej i drugiej terapii są podjęte źle, to później bardzo trudno jest uratować takiego pacjenta. Jednak, kiedy pierwsza decyzja jest podjęta dobrze - to choroba nowotworowa zamienia się w przewlekłą chorobę.


Skoro w Polsce dopiero pomagacie wdrażać te rozwiązania – to na czym zarabia firma?

Głównym odbiorcą naszych rozwiązań są w tym momencie Stany Zjednoczone – opieka onkologiczna jest tam o wiele bardziej zaawansowana niż u nas, więc o wiele łatwiej jest wprowadzać zupełnie nowe technologie.
	
		
											
					
				
				W firmie MNM Diagnostics pracują naukowcy z przeróżnych dziedzin.•Fot. mat. prasowe
					



Dążymy jednak do tego, żeby każdy pacjent miał dostęp do szczegółowej analizy genetycznej swojego guza. Zaczynamy rozmowy z NFZ o tym, jak sprawdzić korzyści, które z naszej technologii odnosi pacjent, a jakie system opieki zdrowotnej.


Niech pani bowiem pamięta, że te drogie, nowoczesne terapie są w Polsce wykorzystywane – tylko one bardzo często nie działają. I teraz: czy warto jest wydać 10-20 tys. zanim podejmie się decyzję o tym, jak wydać 200 tys.? Powinniśmy więc usiąść i policzyć, ile powinno się zainwestować, aby korzystali z tego pacjenci, ale żeby paradoksalnie wydawało się na to leczenie mniej.

Nie tęskni pan za uczelnią?

Jeszcze 3,5 roku temu byłem "prawdziwym" akademikiem – najbardziej mnie fascynowało robienie odkryć naukowych, próby zrozumienia, jak co działa. Ale teraz okazało się, że rzecz, która daje mi gigantyczną osobistą satysfakcję to pomaganie ludziom na dużą skalę. To można robić na wiele sposobów: można pracować w organizacji charytatywnej, można wspierać jakąś fundację... Ja posiadam akurat umiejętność budowania narzędzi diagnostycznych – i to jest coś, co bardzo mało ludzi potrafi zrobić. 


Równocześnie mogę robić zupełnie nowe rzeczy dzięki tej maszynerii, rozwiązywać przeróżne problemy "po drodze". Jak choćby ten portret genetyczny Polaków z początku naszej rozmowy. Dla akademika to jest totalnie niemożliwa rzecz - a my mogliśmy po prostu to zrobić.

Moja kariera akademicka raczej zostanie wygaszona. Ale budowanie organizacji, która może robić fenomenalne rzeczy na polu i naukowym, i medycznym, pomagając przy tym ludziom – to aktualnie coś, co jest moją obsesją.Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej INNPoland.pl ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b8e102139a6e8e1a64b2893750ea06a5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b8e102139a6e8e1a64b2893750ea06a5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na pomysł założenia MNM Diagnostics dr Paweł Zawadzki wpadł podczas stażu podoktorskiego w Oxfordzie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/169697,implant-wykrywa-i-blokuje-bol-przelom-w-walce-z-przewleklym-bolem-glowy</guid><link>https://innpoland.pl/169697,implant-wykrywa-i-blokuje-bol-przelom-w-walce-z-przewleklym-bolem-glowy</link><pubDate>Thu, 01 Jul 2021 14:01:03 +0200</pubDate><title>Bólu głowy można się pozbyć na zawsze. Ale trzeba wszczepić sobie do mózgu implant</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6f71fdfcd6ebf4eda540505c5bda4083,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przewlekły ból głowy towarzyszy ci każdego dnia? Odbiera energię, radość z życia i chęć do działania? Jeżeli jesteś jedną z osób, które mierzą się z tym problemem, pewnie ucieszy się fakt, że naukowcy wymyślili sposób, jak sobie z nim poradzić. Wystarczy, że do mózgu… wszczepisz sobie implant.


Implant na bóle głowy
Naukowcy z New York University School of Medicine przedstawili na łamach magazynu "Nature Biomedical Engineering” elektroniczny, wszczepiany do mózgu implant, który wykrywa i blokuje ból.

Zaprojektowany przez nich “most neuronowy”ma łączyć ze sobą dwa obszary mózgu: ten odpowiedzialny za wykrywanie fizycznego cierpienia (przednia część kory zakrętu obręczy) z tym, który potrafiłby je łagodzić (korą przedczołową). Urządzenie aktywuje się tylko w przypadku pojawienia się dolegliwości, co minimalizuje ryzyko nadmiernego oddziaływania, czy uodpornienia na jego wpływ.


– Wyniki naszych badań wskazują, że implant pozwala na skuteczną strategię terapii bólu, nawet w przypadkach, kiedy jego objawy są trudne do opisania i łagodzenia – mówi prof. Jing Wang, jeden z głównych autorów publikacji.Pokazujemy, że interfejs mózg-maszyna (BMI) z zamkniętą pętlą może modulować doświadczenia czuciowo-afektywne w czasie rzeczywistym.   U szczurów BMI skutecznie hamował zachowania czuciowe i afektywne wywołane ostrym bólem mechanicznym lub termicznym oraz przewlekłym bólem zapalnym lub neuropatycznym.  Na razie urządzenie nie jest jeszcze gotowe, aby zastosować je u ludzi, ale naukowcy planują prace nad mniej inwazyjnymi wszczepami, które będzie można bezpiecznie zastosować u człowieka.

– Nasze urządzenie może pomóc naukowcom w lepszym zrozumieniu działania bólu w mózgu – mówi kierujący badaniami dr Qiaosheng Zhang. – Co więcej, może pozwolić nam na znalezienie wolnych od leków terapii dla innych neuropsychiatrycznych zaburzeń, takich jak lęki, depresja, czy stres pourazowy.
Innowacja w leczeniu raka
Niedawno w InnPoland pisaliśmy o badaniach nad wykorzystaniem szczepionki mRNA w walce z nowotworami. Kamieniem milowym w poradzeniu sobie z głównym zabójcą XXI wieku może stać się jej pierwsza dawka, podana pacjentowi z zaawansowanym czerniakiem. Leczenie BNT111 ma być połączone z istniejącym lekiem immunoterapeutycznym. 
                
                    
                    
                    
                    
                
                 BNT 111 to eksperymentalna terapia przeciwnowotworowa mRNA w ramach projektu FixVac. W program leczenia wchodzą immunoterapie, oparte o immunogenny szkielet mRNA - zaprojektowany i zastrzeżony przez BioNTech. 


W terapii chodzi o dostarczenie komórkom instrukcji tworzenia antygenów wspólnych dla różnych typów raka - po to, by pobudzić układ odpornościowy pacjenta do wytwarzania przeciwko nim przeciwciał.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6f71fdfcd6ebf4eda540505c5bda4083,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6f71fdfcd6ebf4eda540505c5bda4083,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Chroniczny ból głowy dotyka co czwartego mieszkańca USA, ale wciąż brakuje odpowiednich metod leczenia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/163253,jak-wyglada-test-genetyczny-sprawdzilismy-co-daje-w-praktyce-wrazenia</guid><link>https://innpoland.pl/163253,jak-wyglada-test-genetyczny-sprawdzilismy-co-daje-w-praktyce-wrazenia</link><pubDate>Fri, 13 Nov 2020 14:40:24 +0100</pubDate><title>Przebadałam swoje geny. Dowiedziałam się m.in, czy będę ciężko przechodzić Covid-19</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/283e0ec1913d24f55b2ab44f6debb5e0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Skłonność do nadwagi, problemów z sercem, chorób układu pokarmowego, a nawet ryzyko wystąpienia ciężkiego przebiegu Covid-19 – to wszystko zapisane jest w naszych genach. Na własnej skórze postanowiłam sprawdzić, jak wygląda badanie predyspozycji genetycznych – i od prawie tygodnia nie mogę wyjść z podziwu nad jego dokładnością.

Propozycja przetestowania opartej o wyniki badania genetycznego usługi IMAGENE.ME wzięła mnie z zaskoczenia. Nie mam w najbliższej rodzinie żadnych spektakularnych chorób dziedzicznych – nigdy więc na serio nie rozważałam sprawdzenia, co tam w moich genach piszczy. Gdy jednak pojawiła się taka możliwość, bez długich dywagacji zgłosiłam się do badania. Ciekawość spektakularnie wzięła górę. 

Czytaj także: W genach ukryta jest nasza przyszłość. Aby ją odkryć, wystarczy zbadać swój genom

Jak każdemu nie-biologowi wiadomo z pochłanianych latami seriali kryminalnych, do analizy DNA nie potrzeba wiele. Tutaj sprawa jest do tego o wiele prostsza - zamiast trzymać kciuki, że zebrany materiał biologiczny nie będzie zanieczyszczony, specjaliści otrzymują od nas szczelnie zapakowaną próbkę śliny. Niestety, seriale nie zbliżają się nawet do prawdy o tym, ile analiza materiału genetycznego trwa. Po odesłaniu próbki do laboratorium musimy się więc uzbroić w dużo cierpliwości.
Po co w ogóle badać geny?
"Wiesz co, ja bym chyba nie chciał/a wiedzieć…" – to najczęstszy chyba komentarz jaki słyszałam podczas ok. 1,5 miesiąca oczekiwania na wyniki testu. Okazało się, że wielu moich znajomych bardzo podejrzliwie podchodzi do możliwości poznania swoich genów. I to niekoniecznie dlatego, że nie ufają nauce. Chodzi raczej o to, że obawiają się tego, co z analizy może wyniknąć.


I wiecie co? Świetnie rozumiem, skąd bierze się ten strach. Poważna choroba genetyczna, duże prawdopodobieństwo konkretnego nowotworu – te rzeczy przerażają swoją nieuchronnością. 
	
		
											
					
				
				Na wyniki analizy DNA czeka się kilka tygodni.•Fot. mat. prasowe
					

Z drugiej strony, jak sobie uświadomiłam, ja sama chciałabym takie rzeczy wiedzieć. Współczesna medycyna potrafi niesamowicie przedłużyć życie – ale musi wiedzieć, w co dokładnie ma uderzyć, na co zwracać uwagę. I tutaj informacja o tym, co mam w genach, jest bardzo cenną wskazówką – takie zresztą było założenie twórców IMAGENE.ME. 


Ciekawe jest zresztą to, że dla większości z nas badanie genów będzie jedynie ostrzeżeniem, że "coś" może się stać. W ten sposób tłumaczy to dr hab. Mirosław Kwaśniewski, kierownik Centrum Bioinformatyki i Analizy Danych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz prezes IMAGENE.ME:Udział komponentu genetycznego w przypadku cukrzycy typu 2 jest trudny do jednoznacznego oszacowania. Jeżeli mamy historię rodzinną cukrzycy oraz warianty genetyczne związane z cukrzycą, mamy zwiększone ryzyko zachorowania – natomiast jeżeli będziemy starali się to ryzyko zminimalizować, to posiadanie konkretnego wariantu genu nie spowoduje, że na pewno zachorujemy na cukrzycę. Jak jednak dodaje, istnieją choroby, gdzie komponent genetyczny jest istotny: – To niektóre nowotwory, ale również inne choroby, związane np. z układem krążenia, choroby metaboliczne, choroby związane z układem nerwowym oraz szereg tzw. chorób rzadkich, których niektórzy z nas są nosicielami, a które występują w populacji z niską częstotliwością – tłumaczy naukowiec.
Raport predyspozycji genetycznych
W końcu, po kilku tygodniach, otrzymałam informację, że w aplikacji IMAGENE.ME czeka na mnie raport predyspozycji genetycznych. Samą aplikację poznałam już wcześniej, odpowiedziałam nawet na kilka pytań dotyczących mojego stylu życia – jednak teraz miałam ją poznać w pełnej okazałości.


Co znajduje się w raporcie? Wyniki podzielone są na 5 sekcji: Zdrowie, Dieta, Sport, Uroda, Kariera. Przedstawione są w nich posiadane przez nas warianty genów, które wpływają na ryzyko wystąpienia (lub nie) chorób nowotworowych, układu krążenia i tak dalej.
	
		
											
					
				
					

Pierwszy, pobieżny przegląd wyników wywołał we mnie niezły szok. To badanie niepozornego płynu idealnie opisało bowiem… cechy mojej osobowości. Poinformowało mnie, że gorzej wchłaniam pewien lek, który przyjmuję na stałe (i rzeczywiście, mój stan pogorszył się kiedy zeszłam do najniższej dawki). Jedzony akurat batonik aż zadrżał mi w ręce, kiedy zobaczyłam, że mam predyspozycje do nadmiernego spożywania cukru.


W teorii dobrze wiedziałam, że geny to naprawdę potężna rzecz. Co innego jednak o czymś czytać – a co innego przekonać się o tym na własnej (dosłownie!) skórze.
Geny i choroby
Choć jednak zabawnie jest zobaczyć w swoich genach "potwierdzenie" cech charakteru czy koloru oczu, podstawową informacją, której oczekujemy od badania genetycznego, są oczywiście potencjalne choroby, które mogą nam grozić. Po otrzymaniu wyników można umówić się na konsultację ze specjalistą – jednak aplikacja jest przejrzysta, a osoby niecierpliwe mogą zapoznać się ze specjalną syntezą raportu.


Twórcy IMAGENE.ME podkreślają, że siłą ich usługi jest jej przekrojowość – zamiast zawężania analizy tylko do chorób np. nowotworowych. I wiecie co? Muszę przyznać im rację. W raporcie znalazłam potencjał dla kilku schorzeń, których z tego czy innego powodu bym u siebie nie oczekiwała. A teraz wiem, że powinnam na nie uważać.
	
		
											
					
				
				W raporcie genetycznym można znaleźć choroby, których się nie spodziewaliśmy.•Fot. mat. prasowe
					

Wiele mówi się o tym, jak ważne jest monitorowanie stanu naszego zdrowia, wychwytywanie wczesnych objawów choroby… Skąd wiadomo, jakich chorób wypatrywać? Cóż, od tego są np. historie chorób naszych rodzin – wszyscy chyba kojarzymy pytania na ten temat zadawane w każdej nowej przychodni, do której trafimy. 


Czytaj także: Ciężki przebieg COVID-19 może być zapisany w genach. Badają to polscy naukowcy

Odkąd otrzymałam wyniki badania genetycznego, mam wrażenie, że ktoś wyrwał z moich rąk sporządzoną naprędce notatkę (moja pamięć o rodzinnych chorobach pozostawia wiele do życzenia) i zastąpił ją szczegółową dokumentacją.

Część tej wiedzy już zaczęłam wprowadzać do życia: po trochu próbuję zmieniać nawyki żywieniowe, mam też trochę lepsze pojęcie o tym, jakie sporty są dla mnie najbardziej odpowiednie. Na trochę lepsze czasy czeka lista chorób, w kierunku których chciałabym się przebadać – w końcu skoro geny sugerują, że powinnam na nie uważać, kim jestem, aby się z nimi kłócić?


Artykuł nie jest teksem sponsorowanym.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/283e0ec1913d24f55b2ab44f6debb5e0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/283e0ec1913d24f55b2ab44f6debb5e0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Badania genetyczne pozwalają wykryć predyspozycje do różnych chorób.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/160063,badanie-genomu-czlowieka-koszt-miejsce-badania-interpretacja-wynikow</guid><link>https://innpoland.pl/160063,badanie-genomu-czlowieka-koszt-miejsce-badania-interpretacja-wynikow</link><pubDate>Wed, 10 Jun 2020 16:33:10 +0200</pubDate><title>W genach ukryta jest nasza przyszłość. Aby ją odkryć, wystarczy zbadać swój genom</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/75fdf9d514e2722d6b86b565b3370919,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nauka i medycyna pędzą do przodu w zatrważającym tempie, a przeciętny obywatel świata często nawet nie wie, z ilu jej dobrodziejstw może już bądź w przyszłości skorzystać. Jednym z nich jest badanie genomu, które polega na analizie wszelkich mutacji znajdujących się w naszym kodzie genetycznym. Dzięki wyszukanym nieprawidłowościom badanie może nas ostrzec przed prawdopodobieństwem chorób, na które możemy zachorować w przyszłości.

O tym, w jaki sposób czytać naszą przyszłość z badań genów, opowiedział w wywiadzie dla INNPoland.pl dr hab. med. Jakub Swadźba, prezes Diagnostyki.

Trudno uwierzyć, że w ludzkich genach znajduje się zapis naszej przyszłości. To brzmi trochę jak wróżenie z fusów.

Jest dokładnie na odwrót. Badania genów i biologia molekularna to nie wróżenie z fusów, tylko analiza bardzo dokładnych informacji.

Czym jest - ale w prostych słowach - badanie genów i biologia molekularna?

Biologia molekularna to dziedzina wiedzy, która bada kwasy nukleinowe. W nich zapisany jest kod genetyczny, zarówno człowieka, jak i mikroogranizmów, które w nim występują, powodując różne choroby albo współistniejąc, na przykład w jelitach. Metodami biologii molekularnej możemy wykrywać m.in. wirusy na przykład żółtaczki HCv, HBV.


Część biologii molekularnej, która dotyczy badania genomu, czyli genów człowieka, nazywamy genetyką. W ramach genetyki od około 30 lat możemy badać najprostsze mutacje, w których zmiana dotyczy tylko jednej zasady łańcucha DNA, czyli tzw. mutacji punktowych. W ostatnim czasie istnieją również tzw. badania NGS, czyli nowa generacja sekwencjonowania genów, które są tematem naszej dzisiejszej rozmowy. Dzięki nim możemy zbadać cały genom człowieka i po prostu sprawdzić, co w nim jest wadliwe. 

Dużo można wyczytać z takiego genomu?

Wiele. Chociażby Czynnik V Leiden, który jest uznawany za czynnik ryzyka nadkrzepliwości krwi, ale również pewne mutacje związane z częstszym występowaniem nowotworów, jak na przykład gen BRCA1.
	
		
											
					
				
				123rf.com
					

Czyżby to był ten sam gen, który wykryła u siebie Angelina Jolie i z którego powodu przeprowadziła prewencyjną mastektomię piersi?


Zgadza się. Gen BRCA1 jest związany ze znacznym zwiększeniem ryzyka występowania nowotworów piersi i jajnika u kobiet. 

Czyli jak znajdziemy któryś z „wadliwych genów” w naszym genomie, to mamy pewność, że w przyszłości na coś konkretnego zachorujemy?

W medycynie najcześciej nie ma 100 procentowej pewności - każdy polimorfizm genu, czyli jedna z opcji odstępstwa od normy jest jedynie związana z pewnym prawdopodobieństwem.

To w takim razie po co badać geny?

Chociażby dlatego, że jeżeli u człowieka występuje Czynnik V Leiden to ma on aż trzykrotnie zwiększone ryzyko wystąpienia zakrzepicy. Choć prawdopodobnie nie zachoruje na nią, to powinien stosować pewne zalecenia, takie jak unikanie stosowania środków antykoncepcyjnych, które mają działanie prozakrzepowe.


Wiedza o Czynniku V Leiden ważna jest również w momencie, gdy pacjent z mutacją ma mieć zabieg operacyjny. Dzięki niej lekarze wiedzą, że profilaktyka przeciwzakrzepowa po operacji powinna być o wiele bardziej uważna z powodu zwiększonego ryzyka występowania zakrzepów.

Jednocześnie taka mutacja jak BRCA1 jest akurat związana z bardzo wysokim prawdopodobieństwem wystąpienia nowotworu. Choć nie mamy 100-procentowej pewności, kiedy i czy w ogóle choroba wystąpi, to część pacjentek i tak decyduje się na usunięcie obu piersi z powodu takiego ryzyka, a inne bardzo często wykonują badanie obrazowe i laboratoryjne.


Informacje o innych nowotworach też są zapisane w naszych genach?

Są takie przypadki, w których genetyka nie ma znaczenia, jak na przykład nowotwór trzustki. Nawet jeżeli mamy pewne geny, które powodują większe ryzyko wystąpienia takiego nowotworu, to i tak nic nie możemy zrobić, ponieważ te nowotwory bardzo szybko atakują organizm.

A co z wiedzą na temat, ile lat będziemy żyli?

Tej wiadomości w genach nie znajdziemy. Możemy wyjść z przychodni z wynikiem badań i wpaść pod samochód. Są oczywiście choroby na tyle poważne, że ewidentnie skracają życie. Taką chorobą jest na przykład Pląsawica Huntingtona. 


Jednak jeśli nie chcemy się dowiedzieć, czy w naszym genomie znajdują się mutacje związane ze skróceniem trwania życia, to przed wykonaniem badania możemy skorzystać z tzw. prawa do niewiedzy.
	
		
											
					
				
				123rf.com
					

Załóżmy, że mamy w ręku wyniki badań. Co z nimi zrobić dalej?

Zalecana jest konsultacja z genetykiem. Jeśli jednak mamy jakąś konkretną zmianę, to uważam, że warto wybrać się do takiego lekarza, który specjalizuje się w danej chorobie, a niekoniecznie jest lekarzem genetykiem. 

A jak kogoś podkusi, by zamiast iść do specjalisty, sprawdzić swoje wyniki w internecie?


Takie suche, zautomatyzowane badania mogą nam za wiele nie powiedzieć. Skąd mielibyśmy bowiem wiedzieć, co dla naszego zdrowia znaczy ryzyko 70 proc. jakiejś wartości, a co 40 proc.? Choć interpretacja wyników badania genotypu jest droższa i dziś wraz z badaniem kosztuje łącznie około 10 tys., to uważam, że ta cena jest warta wiedzy, którą posiądziemy.

Czy pan zrobił sobie takie badanie całego genomu?

Tak, zrobiłem.

Wpłynęło to w jakiś sposób na pańskie życie?

W niedużym stopniu. Wyszło mi między innymi, że wśród nowotworów mam większą skłonność do czerniaka, przez co w efekcie usunąłem sobie jedną zmianę barwnikową. Koniec końców okazało się, że niepotrzebnie, ponieważ ta zmiana nie była zagrażająca.


Ważna jest odpowiednia interpretacja i odpowiednie podejście do wyników. Można bowiem sobie pomóc, ale można również zaszkodzić.

Co pan ma na myśli?

Z badania GENOdiagDIETY wyszło mi, że nie powinienem jeść zbyt dużo tłuszczy. To dało mi dobrą wiedzę, dzięki której dziś bardziej unikam tłuszczy w swoim jadłospisie. Tyle że z drugiej strony odkryłem też w sobie gen, który mówi, że raczej nie będę miał cukrzycy. W tym momencie bardziej pozwalam sobie na jedzenie ciastek, co oznacza, że ta świadomość mi zaszkodziła - to, że mam lepsze geny nie oznacza, że cukier nie jest szkodliwy. 


Odpowiednia interpretacja i zmiana zachowań w stosunku do wyników są tutaj kluczem. Same badania nie są ani dobre, ani złe, lecz to co z nich wynika w stosunku do ewentualnej zmiany zachowań. ]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/75fdf9d514e2722d6b86b565b3370919,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/75fdf9d514e2722d6b86b565b3370919,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Badanie genomu nie jest żadnym wróżeniem z fusów. To analiza bardzo dokładnych informacji na nasz temat.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/159975,polscy-naukowcy-zbadaja-genetyczne-predyspozycje-do-covid-19-i-stworza-test</guid><link>https://innpoland.pl/159975,polscy-naukowcy-zbadaja-genetyczne-predyspozycje-do-covid-19-i-stworza-test</link><pubDate>Fri, 05 Jun 2020 10:40:56 +0200</pubDate><title>Ciężki przebieg COVID-19 może być zapisany w genach. Badają to polscy naukowcy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/47d302dcc6544e299970f3f3827a877a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />O tym, czy COVID-19 zagraża życiu danej osoby, może decydować jej DNA – sprawdzi to grupa polskich naukowców, którzy rozpoczynają właśnie wielkoskalowe badania nad koronawirusem. Na tym jednak nie poprzestaną: chcą również opracować test pozwalający szybko ocenić, czy dany pacjent ma predyspozycje do ciężkiego przebiegu choroby.

Znamy już główne czynniki ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19: chodzi tutaj o wiek czy występowanie chorób współistniejących. Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego to właśnie te osoby choroba atakuje najmocniej, podczas gdy reszta populacji przechodzi ją w sposób raczej łagodny.

Naukowcy podejrzewają, że chodzić może tutaj o różne uwarunkowania genetyczne: wskazywać na to mogą różnice we we wskaźnikach śmiertelności COVID-19 pomiędzy różnymi krajami.

Poszukiwać tych zależności będzie grupa polskich naukowców, która na swoje badania otrzymała grant od Agencji Badań Medycznych. Polski projekt jest częścią międzynarodowej inicjatywy "COVID-19 Host Genetics Initiative", w której zrzeszonych jest ponad 700 naukowców z najlepszych uniwersytetów, instytutów badawczych i firm biotechnologicznych na świecie.
Geny a COVID-19
O co dokładnie chodzi? Podczas epidemii SARS z 2002 i 2003 roku badaczom udało się odkryć kilka genów mających związek z podatnością na zakażenie koronawirusem wywołującym tę chorobę. Daje to nadzieję na to, że podobna sztuka uda się w przypadku wirusa, który stoi za COVID-19.


Z inicjatywą przeprowadzenia tego typu badania wyszli dr hab. Mirosław Kwaśniewski z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, założyciel firmy bioinformatycznej IMAGENE.ME oraz prof. Marcin Moniuszko, prorektor białostockiego UM. Celem ich inicjatywy jest stworzenie kompletnego raportu predyspozycji genetycznych, fenotypowych i behawioralnych sprzyjających rozwojowi COVID-19 oraz określających ryzyko ciężkiego przebiegu tej choroby.

– Dzięki przeprowadzonym badaniom możliwe będzie więc opracowanie profilu osoby szczególnie narażonej na ciężki przebieg choroby, co pozwoli na przyjęcie spersonalizowanych metod zapobiegania zakażeniu a w przypadku wystąpienia choroby na dostosowanie odpowiednich metod terapii – tłumaczy dr hab. Kwaśniewski, cytowany w udostępnionym mediom komunikacie.


To jednak nie wszystko. Oprócz raportu, naukowcy chcą opracować test do szybkiej identyfikacji grup wysokiego ryzyka i prognozowania przebiegu COVID-19 oraz aplikację wspierającą podejmowanie decyzji diagnostyczno-terapeutycznych przez lekarzy. Wyniki swoich analiz chcą udostępnić naukowcom z całego świata w formie profesjonalnej bazy danych.
Nie tylko COVID
Mirosław Kwaśniewski przekonuje, że wyniki ich prac mogą okazać się kluczowe nie tylko w przypadku aktualnej pandemii, ale przy każdej kolejnej sytuacji kryzysowej wynikającej z zagrożenia nowym wirusem. 


– Co pewien czas będą pojawiały się nowe wirusy, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. To nieuniknione – mówi badacz. – Natomiast wypracowane przez nas modele postępowania pomogą w przyszłości na skuteczne podjęcie działań prewencyjnych, zanim mogłoby dojść do sytuacji kryzysowej związanej z pandemią. Pozyskanie unikalnej wiedzy na podstawie badań naszego zespołu daje przewagę w walce z podobnymi zagrożeniami oraz wpłynie na rozwój systemu opieki zdrowotnej w trakcie i po kryzysie – dodaje.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/47d302dcc6544e299970f3f3827a877a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/47d302dcc6544e299970f3f3827a877a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polscy naukowcy będą szukać genów warunkujących ciężki przebieg COVID-19.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/158427,michal-wszola-o-bionicznej-trzustce-i-centrum-biotechnologii-medycznej</guid><link>https://innpoland.pl/158427,michal-wszola-o-bionicznej-trzustce-i-centrum-biotechnologii-medycznej</link><pubDate>Tue, 10 Mar 2020 10:31:23 +0100</pubDate><title>Polscy naukowcy stworzyli rewolucyjną bioniczną trzustkę. Teraz chcą rozwinąć skrzydła</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e66d8c6fbd138db32c84393960243954,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przed rokiem polskim naukowcom udało się za pomocą drukarki 3D wydrukować pierwszy na świecie w pełni unaczyniony prototyp bionicznej trzustki. W żadnym wypadku nie spoczęli jednak na laurach: w dalszym ciągu ciężko pracują nad udoskonaleniem narządu, a do tego planują otwarcie Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej, w którym mogliby wdrożyć bioniczną trzustkę.

Aktualizacja: W związku z obostrzeniami związanymi z zagrożeniem koronawirusem organizatorzy zdecydowali się przesunąć aukcję. O nowym terminie poinformują niedługo.

Już 12 marca 2020 roku odbędzie się druga edycja aukcji charytatywnej na rzecz Fundacji Badań i Rozwoju Nauki. Jak przed rokiem, zamiast standardowych obrazów licytowane są tam niezwykłe fotografie wykonane mikroskopem podczas prac nad bioniczną trzustką. Zebrane środki zostaną przeznaczone na budowę Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej.

Z okazji zbliżającej się aukcji mieliśmy okazję porozmawiać z kierownikiem projektu, dr. hab. med. Michałem Wszołą, chirurgiem transplantologiem i przewodniczącym Rady Naukowej Fundacji Badań i Rozwoju Nauki. Opowiedział nam o tym, na jakim etapie znajdują się prace nad bioniczną trzustką, co jest jeszcze do zrobienia i czym dokładnie będzie się zajmowało planowane centrum.


Kiedy przed rokiem rozmawiał pan z naszym serwisem, pracowali państwo nad drugim potrzebnym do stworzenia bionicznej trzustki biotuszem oraz byli w trakcie drukowania całej trzustki. Co się od tego czasu zmieniło?

Przede wszystkim, w połowie marca 2019 r. udało nam się wydrukować pierwszy na świecie w pełni unaczyniony prototyp bionicznej trzustki. Zdołaliśmy wytworzyć obydwa specjalne biotusze, dzięki którym taki skomplikowany organ można było wytworzyć: zarówno układ naczyniowy, jak i zasadnicze ciało, z którego składa się trzustka.

Do tego stworzony przez nas układ naczyniowy, drukujemy łącznie z komórkami śródbłonka, pobieranymi od konkretnej osoby, dla której to ewentualnie miałoby być przygotowane.


Skąd w ogóle wzięła się potrzeba stworzenia bionicznej trzustki? To wszak narząd, który jest przeszczepiany. Aż tyle osób na przeszczep czeka?

Tak naprawdę jeśli chodzi o przeszczepy trzustki, to musimy mówić o dwóch rzeczach: osobach oczekujących na przeszczep oraz tych, które powinny na niego oczekiwać. 

Przeszczep trzustki jest trudnym zabiegiem, więc wykorzystany do niego narząd musi być idealny – a takich mamy naprawdę niewiele. Łatwiej jest z przeszczepami samych wysp trzustkowych, one jednak nie są tak skuteczne w odwracaniu cukrzycy, jak cały narząd.


Z powodu tych ograniczonych możliwości do przeszczepu klasyfikuje się więc tylko osoby, co do których mamy absolutną pewność, że potrzebują przeszczepu. W tym momencie na liście oczekujących znajduje się kilkadziesiąt osób; tymczasem powinno ich być kilka tysięcy.

Możliwość wydrukowania tego narządu w drukarce 3D rozwiązałoby takie problemy?

Jeśli mówimy o naszym ostatecznym produkcie, czyli bionicznej trzustce wydrukowanej z wykorzystaniem wysp trzustkowych pochodzących z komórek macierzystych pacjenta i układu naczyniowego wydrukowanego z komórek śródbłonka również pochodzących od pacjenta – to nie ma najmniejszej wątpliwości, że to całkowicie rozwiąże ten problem.


Drukowanie narządu całkowicie uniezależnia nas od potencjalnego dawcy. Nie ma żadnego oczekiwania na narząd do przeszczepienia. Zamiast tego pacjent przychodzi, pobieramy od niego komórki, izolujemy odpowiednie frakcje komórkowe, następnie transformujemy w kierunku komórek produkujących insulinę, glukagon, wytwarzamy z nich wysepki trzustkowe, wkładamy do drukarki 3D i po wydrukowaniu narządu przeszczepiamy go pacjentowi.
	
		
											
					
				
				Dzięki bionicznej trzustce tworzonej w drukarce 3D chory potrzebujący przeszczepu nie jest uzależniony od dawcy.•Fot. Fundacja Badań i Rozwoju Nauki
					

Brzmi bajecznie prosto!

Przyznaję, brzmi to bardzo dobrze, łatwo się tłumaczy – ale to wciąż jest pieśń przyszłości. Jeżeli chodzi o wyspy trzustkowe, to na chwilę obecną nasza technologia transformacji komórek macierzystych w kierunku komórek produkujących insulinę i glukagon nie jest jeszcze na tyle doskonała, żebyśmy mogli ją wykorzystać. Na tym etapie, na potrzeby badań naukowych, wykorzystujemy więc wyspy trzustkowe pobrane od zwierząt, a konkretnie od świń.


Jakie jeszcze wyzwania stoją w tym momencie przed państwem?

We współpracy z Instytutem (Biologii Doświadczalnej im.) Nenckiego cały czas pracujemy nad procesem transformacji komórek macierzystych. Z kolei razem z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym prowadzimy badania na myszach, w ramach których udowodniliśmy, że materiał, który wszczepiamy i biotusze nie są toksyczne i szkodliwe dla komórek.

Aktualnie przygotowujemy się do doświadczeń na dużych zwierzętach, czyli właśnie na świniach. Zanim to się zdarzy, musimy jeszcze wzmocnić naszą trzustkę od strony mechanicznej, sprawić, że ona będzie o wiele bardziej wytrzymała.
                    
                Czyli pewnie jeszcze trochę potrwa zanim rozpocznie się faza kliniczna, w której będą brali udział ludzie...


Tak naprawdę to już się do niej przygotowujemy! Prowadzone są rozmowy z europejskimi ciałami ustawodawczymi, żeby odpowiednio zakwalifikować, czym nasza bioniczna trzustka tak naprawdę jest.

To znaczy, że są w tej sprawie jakieś wątpliwości?

Proszę pamiętać, że mówimy o bardzo złożonej konstrukcji. Z jednej strony wykorzystujemy tutaj komórki macierzyste oraz wyspy trzustkowe które są tkanką – to tak naprawdę małe narządy. Z drugiej strony pobieramy od pacjenta komórki śródbłonka. Do tego jeszcze mamy materiał, który jest de facto wyrobem medycznym – mam na myśli nasze biotusze.


A ponieważ te wszystkie rzeczy łączymy za pomocą zaawansowanej technologii, sprawa robi się skomplikowana. Zanim zaczniemy fazę kliniczną badań, musimy wiedzieć, jak bioniczną trzustkę zakwalifikować z prawnego punktu widzenia. Ta decyzja również wyznaczy nam drogę, którą drukowana trzustka będzie musiała przejść, gdybyśmy mieli ją wdrażać do kliniki.

W ramach tegorocznej aukcji zbierają jednak państwo pieniądze na znacznie większy cel: stworzenie specjalnego centrum badawczego.

Tak, dokładnie. Tak naprawdę to wszystko skupia się wokół większego projektu, nad którym cały czas pracujemy. Mowa o budowie Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej. Bo tak naprawdę żeby wejść do kliniki, żeby móc tę technologię wdrożyć do kliniki, to musimy stworzyć dedykowane do tego centrum.


Prace nad tym miejscem są już zaawansowane, mamy wstępnie ustalone miejsce, gdzie to miałoby powstać. Szacujemy, że jeżeli wszystko pójdzie tak, jak planujemy, to w przeciągu trzech lat – akurat wtedy, kiedy będziemy mogli wdrażać naszą technologię do kliniki – to centrum rozpocznie swoje funkcjonowanie.
	
		
											
					
				
				Podczas aukcji charytatywnej na rzecz Fundacji Badań i Rozwoju Nauki będą licytowane fotografie wykonane
mikroskopem podczas prac nad bioniczną trzustką. Zebrane pieniądze wspomogą budowę Europejskiego Centrum Biotechnologii Medycznej.•Fot. Fundacja Badań i Rozwoju Nauki
					

Nasuwa się jednak w sumie pytanie, czy w Polsce nie mamy już miejsc, w których można by wdrożyć bioniczną trzustkę?

Na chwilę obecną nie mamy takiego miejsca, w którym moglibyśmy w pełni przeprowadzić każdy element tak zaawansowanej terapii, jaką proponujemy. Część rzeczy można by zrobić w jednym miejscu, część w drugim – ale nie ma jednego, w którym będzie można przeprowadzić kompleksowo cały proces, a tak trudna i zaawansowana technologia nie może się nie udać dlatego, że jeździmy z materiałem – czyli naszą bioniczną trzustką po całej Polsce. 


Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że w jednym miejscu będziemy wykonywali transformowanie komórek macierzystych, w drugim drukowanie i tak dalej. Teoretycznie są zasady bezpiecznego transportu takich komórek, ale od strony organizacyjnej i technicznej jest to tak dużym problemem, że zdecydowanie lepiej, żeby to wszystko było w jednym miejscu.

Czy w tym planowanym centrum będą państwo zajmowali się tylko przeszczepami?

Na pewno będą tam prowadzone badania naukowe. Ten nasz wydrukowany narząd, to wszystko co osiągnęliśmy do tej pory stanowi podstawę do zupełnie innego kierunku badań. Tak naprawdę po wydrukowaniu ciała narządu możemy do niego wprowadzać inne typy komórek.


Wykorzystując różnego rodzaju komórki nowotworowe możemy wydrukować narządy razem z jakąś chorobą, z guzem, który może być doskonałym modelem badawczym.

Mamy nadzieję, że uda nam się stworzyć program, który umożliwi przeprowadzenie badań, które mogłyby doprowadzić do znacznego ograniczenia konieczności prowadzeni badań na zwierzętach: właśnie dzięki możliwości drukowania narządów – to również leży na sercu wszystkim pracującym w Fundacji.

Serwis INNPoland.pl jest patronem medialnym aukcji charytatywnej "Bioniczne rewolucje", organizowanej przez Fundację Badań i Rozwoju Nauki.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e66d8c6fbd138db32c84393960243954,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e66d8c6fbd138db32c84393960243954,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Fundacja Badań i Rozwoju Nauki jest liderem konsorcjum pracującego nad drukowaną w drukarce 3D bioniczną trzustką.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/157727,dr-agnieszka-gajewicz-skretna-szuka-alternatywy-dla-testow-na-zwierzetach</guid><link>https://innpoland.pl/157727,dr-agnieszka-gajewicz-skretna-szuka-alternatywy-dla-testow-na-zwierzetach</link><pubDate>Sat, 08 Feb 2020 08:57:25 +0100</pubDate><title>Mówią o niej druga Curie. Polka szuka metody, która wyeliminuje testy na zwierzętach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d122bac2e7dee6b27ac2fab6c651ab16,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Dawno nie przeprowadziłam tak trudnej rozmowy. O tym, jak bada się nowe związki chemiczne, dlaczego wykorzystuje się do nich zwierzęta i jak można temu zaradzić opowiedziała mi dr Agnieszka Gajewicz-Skrętna, chemoinformatyczka z Uniwersytetu Gdańskiego. Na co dzień robi rzeczy niemożliwe - tworzy algorytmy, które powoli stają się alternatywą dla testów na zwierzętach.

Zapytana o pasję, mówi, że od zawsze fascynowała ją nauka. Już jako dziecko marzyła, by poznać tajemnice działania ludzkiego organizmu, a pierwsze chemiczne eksperymenty przeprowadzała w kuchni rodziców. I choć pasja do odkrywania świata i jego tajemnic towarzyszy jej do dziś, to jednak od dziecięcych marzeń do miejsca, w którym jest teraz, prowadziła dość kręta droga.

Została pani nominowana w plebiscycie Lirene w kategorii „nauka” za szukanie alternatywnych metod oceny bezpieczeństwa związków chemicznych, które pozwolą ograniczyć testy na zwierzętach. Jak chce to pani zrobić?


Jestem chemoinformatyczką. Rozwijam algorytmy komputerowe, które pozwalają powiązać budowę związku chemicznego z jego właściwościami i/lub toksycznością. Obecnie wraz z naukowcami z japońskiego National Institute for Environmental Studies pracuję nad projektem, którego celem jest opracowanie nowych komputerowych metod szacowania przekrojowego (read-across) wspierającego proces oceny ryzyka chemicznego.
	
		
											
					
				
				Dr Agnieszka Gajewicz-Skrętna, chemoinformatyczka z Uniwersytetu Gdańskiego, tworzy algorytmy, które mają stać się alternatywą dla testów na zwierzętach.•Fot. Archiwum prywatne
					

To dzięki nim będzie można ograniczyć testy na zwierzętach?

Tak, w oparciu o te algorytmy będziemy mogli zbudować modele matematyczne, na podstawie których z jednej strony będziemy w stanie zdefiniować cechy strukturalne badanych związków, odpowiedzialnych za ich zachowanie w środowisku oraz ewentualną toksyczność, z drugiej zaś będziemy mogli wyznaczyć brakujące dane toksykologiczne dla nieprzebadanych związków chemicznych, bez konieczności wykonywania czasochłonnych, kosztownych i etycznie wątpliwych badań eksperymentalnych. 


A to oznacza, że będziemy w stanie w realny sposób zminimalizować liczbę badań z wykorzystaniem zwierząt, zwłaszcza zwierząt kręgowych. Ponadto wspólnie z japońskimi naukowcami pracujemy nad rozwojem metod międzygatunkowej ekstrapolacji. 

Co to znaczy?

Metody te będą umożliwiać ocenę toksyczności danego związku chemicznego wobec organizmu będącego na wyższym poziomie troficznym na podstawie toksyczności - tego samego związku - wyznaczonej w stosunku do organizmów będących na niższym poziomie troficznym. 

Innymi słowy, będziemy mogli sprawdzić, czy dany związek jest toksyczny dla ssaków lub ryb, wykonując badania na bezkręgowcach np. rozwielitkach lub na podstawie wyników badań in vitro, czyli poza żywym organizmem. 


Ile obecnie zwierząt wykorzystuje się do badań?

Według różnych źródeł kompleksowe przebadanie in vivo jednego związku chemicznego, np. nowego pestycydu, średnio kosztuje ok. 10 mln dol. i w ciągu kilku lat wymaga przeprowadzenia testów z wykorzystaniem blisko 7 tys. organizmów żywych.

7 tys. zwierząt po to, by zbadać jeden związek chemiczny?! Ile takich związków jest do przebadania rocznie? O jakiej skali mówimy?

Aktualnie w największej na świecie komputerowej bazie danych związków chemicznych, tzw. bazie CAS REGISTRYSM, zarejestrowane zostało ponad 159 mln organicznych i nieorganicznych substancji chemicznych, plus ponad 68 mln sekwencji białek i kwasów nukleinowych. 


Co więcej, każdego dnia ta baza jest aktualizowana o nowe substancje. Żeby zobrazować tempo przyrostu nowo rejestrowanych związków, wspomnę tylko, że stumilionowy związek chemiczny został zarejestrowany w bazie w czerwcu 2015 roku. Obecnie, czyli niespełna 5 lat później, jest już ich w bazie o 59 mln więcej. To daje średnio milion nowych substancji zgłaszanych do tej bazy każdego miesiąca.

I one wszystkie są testowane na zwierzętach?

Żeby uniknąć w przyszłości konsekwencji podobnych do tych, jak w przypadku stosowania np. azbestu, wszystkie nowo projektowane związki chemiczne powinny być rzetelnie przebadane przed ich wprowadzeniem na rynek i masową produkcją. 


Jednak, aby ograniczyć liczbę wątpliwych etycznie badań z wykorzystaniem zwierząt laboratoryjnych, administracja publiczna, a także środowisko naukowe na całym świecie od wielu lat podejmują liczne inicjatywy, które zmierzają do wprowadzenia nowych procedur oceny bezpieczeństwa chemicznego. 

Wśród metod znajdujących coraz szersze zastosowanie w ocenie bezpieczeństwa chemicznego wymieniane są metody komputerowe, w tym metody szacowania przekrojowego.

Czy dzięki pani badaniom udało się już w jakiś sposób zmniejszyć skalę testów na zwierzętach?

Co trzy lata Europejska Agencja Chemikaliów przedkłada Komisji Europejskiej raport przedstawiający poziom wykorzystania metod alternatywnych stosowanych w celu pozyskania informacji dotyczących właściwości i zagrożeń związanych z substancjami chemicznymi.


Z raportu opublikowanego w 2017 roku wynika, że na 6290 substancji, które podlegały obowiązkowi rejestracji REACH, tzn. takich które są produkowane lub importowane w ilości powyżej 100 ton rocznie, aż w 89 proc. przypadków przynajmniej jeden parametr docelowy tej oceny, został wyznaczony z wykorzystaniem rozwiązań alternatywnych. Co więcej, najczęstszą metodą, bo zastosowaną w aż 63 proc. przypadków, były algorytmy podejścia przekrojowego, czyli te metody, których rozwojem się zajmuję.

To oznacza, że niebawem w ogóle odejdziemy od testów na zwierzętach?


Oczywiście chciałabym wierzyć, że tak się stanie w niedalekiej przyszłości. W tej chwili istotne jest to, że dzięki postępowi naukowemu, któremu towarzyszy rozwój metod alternatywnych, w tym metod komputerowych, nie ma potrzeby przeprowadzania badań eksperymentalnych z wykorzystaniem zwierząt laboratoryjnych dla każdego analizowanego związku.

Dlaczego?

Ponieważ niektóre związki zostały już przebadane. Informacje o ich właściwościach fizykochemicznych i toksyczności zostały opublikowane i są dostępne w przestrzeni publicznej (tj. artykułach naukowych, repozytoriach i bazach danych). 


Dlatego na podstawie danych eksperymentalnych dostępnych dla części strukturalnie podobnych związków oraz w oparciu o zbudowane modele komputerowe można przewidzieć toksyczności innych związków – tych, które nie zostały przebadane eksperymentalnie i dla których takich danych brakuje.

Brzmi obiecująco.

Brzmi na tyle obiecująco, że 10 września ubiegłego roku amerykańska Agencja Ochrony Środowiska podała do publicznej wiadomości długo wyczekiwaną informację, dotyczącą znacznego ograniczenia do 2025 r. oraz całkowitego zakończenia do 2035 r. prowadzenia i finansowania badań laboratoryjnych z wykorzystaniem ssaków. 


A jakie jest pani największe marzenie naukowe?

Nie ukrywam, że chciałabym, żeby metody komputerowe, nad którymi pracujemy, stały się podstawowym narzędziem inteligentnych strategii testowania, to znaczy tam, gdzie to możliwe, w pełni zastąpiły testy na zwierzętach.

Stypendia w Japonii, USA, Niemczech, praca w międzynarodowych zespołach badawczych. Jak osiąga się tak wiele w tak młodym wieku?

Nauką, zwłaszcza szeroko pojętymi naukami przyrodniczymi, czyli biologią, chemią, farmacją, interesowałam się od najmłodszych lat. Już jako kilkuletnie dziecko, śledząc losy bohaterów animowanego serialu „Było sobie życie”, chciałam zrozumieć, jak działają leki, czym są wirusy, jak zaprojektować skuteczną szczepionkę. 


Ponadto moją pasję do nauki oraz naturalną ciekawość świata dodatkowo podsycali i rozwijali moi rodzice. W dzieciństwie niejednokrotnie zdarzyło mi się prosto po szkole biec do apteki i zza szyby obserwować, jak moja Mama w aptecznym laboratorium przygotowywała leki recepturowe.… Szalenie mi to imponowało!

Pomagała pani swojej mamie?

Z ogromnym zaangażowaniem i jeszcze większą powagą podejmowałam własne próby tworzenia „leków” tyle że nie w laboratorium aptecznym, jak moja Mama, tylko w laboratorium kuchennym.

Swoją drogą to niesamowite, jakie ciekawe eksperymenty można przeprowadzić z wykorzystaniem np. octu, sody, oleju oraz naturalnych barwników spożywczych dostępnych w każdej kuchni.


Dziecięce fascynacje stały się życiową pasją?

Tak, od ponad 10 lat moje zainteresowania naukowe koncentrują się wokół chemoinformatyki... a ja bez chwili najmniejszego zawahania mogę dzisiaj stwierdzić, że w moim przypadku granica pomiędzy pracą i obowiązkiem, a pasją i przyjemnością jest dość rozmyta.

Od chemii do chemoinformatyka jest jeszcze trochę

Faktycznie wybór kierunku badań nie był przypadkowy. Rozwój narzędzi chemoinformatycznych był głównym przedmiotem badań grupy naukowej kierowanej przez prof. Puzyna, do której dołączyłam na studiach doktoranckich.


Ponadto chemoinformatyka to niezwykle dynamicznie rozwijająca się i interdyscyplinarna dziedzina nauki, w której lista pytań pozostających bez odpowiedzi była i jest bardzo długa. Dlatego ta ciekawość była, jest i chwilo trwaj!

A co robi chemoinformatyczka po godzinach? Nie pytam o pasję, bo słyszę, że badania to dla pani całe życie, ale gdzieś przeczytałam, że biega pani w maratonach.

To prawda, poza chemoinformatyką trudno mówić o innych pasjach (śmiech). A już tak na poważnie, to faktycznie bieganie sprawia mi ogromną przyjemność. Jest to dla mnie taki naturalny sposób na zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym.


Marzę o zdobyciu korony maratonów świata, aktualnie udało mi się ukończyć dwa z sześciu maratonów, w tym w Tokio i Chicago, a we wrześniu bieżącego roku będę miała okazję zmierzyć się na „królewskim dystansie” w Berlinie. To będzie trzeci z sześciu maratonów w cyklu World Marathon Majors.

Bieganie to sposób na rozładowanie stresu?

Bieganie, zwłaszcza na tych długich dystansach, nauczyło mnie nie tylko lepszej organizacji czasu, systematyczności, dyscypliny, ale także pozwoliło mi zrozumieć, że podążanie za własną pasją jest czasami trudne, niekiedy wymaga wielu wyrzeczeń, ale nie jest niemożliwe i dlatego nie warto z niej rezygnować.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d122bac2e7dee6b27ac2fab6c651ab16,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d122bac2e7dee6b27ac2fab6c651ab16,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Testy na zwierzętach od dekad budzą dyskusje etyczne. Zdjęcie poglądowe.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/156301,jak-dziala-crispr-cas9-rewolucja-ktora-otwarla-droga-do-edycji-genomu</guid><link>https://innpoland.pl/156301,jak-dziala-crispr-cas9-rewolucja-ktora-otwarla-droga-do-edycji-genomu</link><pubDate>Thu, 21 Nov 2019 10:24:15 +0100</pubDate><title>Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/fbd0b56b44a453a4ecd5ac9514118a39,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Precyzyjna edycja genów za pomocą metody CRISPR to bez wątpienia jedno z największych osiągnięć naukowych mijającej dekady. Otworzyła ona przed naukowcami zupełnie nowe perspektywy, ale również sprawiła, że realne stały się pytania o to, do jakiego stopnia mamy prawo zmieniać ludzki genom. A wszystko zaczęło się od... systemu obronnego bakterii.

Praca naukowa może człowieka zawieść w różne naprawdę niespodziewane miejsca – o czym przekonały się nie tak dawno temu dwie badaczki, Jennifer Doudna i Emmanuelle Charpentier. Kiedy w 2011 r. połączyły siły, aby lepiej poznać sposób działania pewnego systemu obronnego bakterii, żadna z nich nie oczekiwała, że odkryją mechanizm, który zrewolucjonizuje współczesną naukę.

Opisany przez nie mechanizm CRISPR okazał się kluczem do dokładnej edycji genomu, poszukiwanym przez naukowców od dziesięcioleci. Szybkie stworzenie odpornych na choroby zbóż, komarów nieprzenoszących malarii czy precyzyjna edycja ludzkiego zarodka – to możliwości, jakie ta metoda otwarła przed światem naukowym.


Przecinanie DNA
Technicznie rzecz biorąc, do edytowania DNA byliśmy zdolni od dawna. Problem polegał jednak na tym, że metody te były szalenie niedokładne. 

Cząsteczki DNA składają się bowiem z zaledwie czterech elementów budulcowych, nazywanych nukleotydami, które zazwyczaj określa się pierwszymi literami ich nazw chemicznych: A, G, C i T. Łączą się one w charakterystyczną strukturę podwójnej spirali (helisy). Aby w jakikolwiek sposób zmienić informację genetyczną, najpierw musimy przeciąć nić kodu – tej sztuki dokonują specjalne enzymy. Poszukują one odpowiedniej sekwencji „liter” DNA, rozpoznając w ten sposób miejsce, które mają przerwać.


– Przez długi czas nie mieliśmy jednak narzędzi, które pozwalałyby nam przeciąć DNA w jednym określonym, wybranym przez nas miejscu – opowiada w rozmowie z INNPoland.pl prof. Andrzej Dziembowski z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN w Warszawie.

– Od kilkudziesięciu lat znaliśmy enzymy restrykcyjne, od których zresztą zaczęła się inżynieria genetyczna. Rozpoznają one jednak sekwencję sześciu nukleotydów, czasami ośmiu. Gdyby zastosować je do edycji, nasz genom byłby pocięty w drobny mak! – dodaje.

Jak działa CRISPR?
Naukowcy potrzebowali więc enzymów, które będą w stanie rozpoznać sekwencje na tyle długie, żeby nie obawiać się tego typu katastrofy. 


– Około 10 lat przed opracowaniem CRISPR pojawiła się metoda nazwana TALEN, w ramach której naukowcy nauczyli się tworzyć na zamówienie enzymy przecinające stosunkowo długie sekwencje, 18-20 nukleotydów. Niestety, była ona dość pracochłonna: za każdym razem trzeba było taki enzym projektować na nowo – wspomina prof. Dziembowski.
	
		
											
					
				
				Francuzka Emmanuelle Charpentier i amerykanka Jennifer Doudna to odkrywczynie metody CRISPR-Cas9.•Fot. L’Oréal-UNESCO For Women in Science Awards
					

W tym właśnie kryje się urok CRISPR. – Systemów CRISPR jest kilka, ale jednym szczególnie użytecznym jest CRISPR-Cas9. Oparty jest wyłącznie na jednym białku oraz na fragmencie RNA długości ok. 100 nukleotydów. I to już pozwala przeciąć genom w dowolnym miejscu – stwierdza badacz.


Dzieci CRISPR
Najgłośniej jest oczywiście o CRISPR w kontekście zmieniania genomu ludzkiego. W tym miesiącu mija już rok od momentu, w którym chiński badacz He Jiankui ogłosił, że narodziły się pierwsze dzieci, których geny zostały zmodyfikowane metodą CRISPR. Celem modyfikacji było zminimalizowanie możliwości zakażenia wirusem HIV. 

– Trzeba powiedzieć, że eksperyment chińskiego badacza był bulwersujący, przedwczesny, a właściwie w moim poczuciu w ogóle niepotrzebny – stwierdza prof. Dziembowski.

Jak tłumaczy, metoda CRISPR, pomimo swoich zalet, jest wciąż jeszcze niedostatecznie dopracowana. Przy modyfikacji myszy laboratoryjnych bardzo często rodzą cię na przykład chimery, u których zmiana pojawia się tylko w części komórek. – Nie za bardzo sobie wyobrażam, żeby tak to miało wyglądać w przypadku terapii na zygotach – uważa nasz rozmówca.


– To jest jednak wciąż etap, na którym ta metoda się bardzo silnie rozwija, pojawiają się coraz to nowe pomysły na zwiększenie jej skuteczności. Jednak wciąż jest dużo do dopracowania, żeby edycja genomów była bezbłędna – podkreśla genetyk.

Dyskusja wokół kwestii edycji ludzkich zarodków jednak nie cichnie. Od kilku miesięcy świat naukowy żyje deklaracjami rosyjskiego naukowca Denisa Rebrikowa, który zapowiedział, że chciałby dokonać modyfikacji genetycznej u dzieci, których oboje rodziców cierpi na głuchotę. W przeciwieństwie do He, Rebrikow planuje najpierw uzyskać odpowiednie pozwolenia – nie zanosi się jednak na to, żeby je otrzymał.


Głos w tej sprawie zabrało w ubiegłym miesiącu rosyjskie ministerstwo zdrowia: – Wydanie pozwolenia na edycję ludzkiego genomu w praktyce klinicznej byłoby w tym momencie czymś przedwczesnym i nieodpowiedzialnym – napisano w oświadczeniu.

Jaki jest pożytek z CRISPR?
Praktyczne zastosowanie CRISPR do leczenia chorób genetycznych wciąż jest więc odległą sprawą. Czy oznacza to, że wpływ edycji genów na nasze życie tu i teraz jest w pewnym sensie przereklamowany? Niekoniecznie.

– Warto pamiętać, że CRISPR pozwala edytować geny w dowolnym organizmie, nie tylko ludzkim. W związku z tym ma ogromny potencjał do edycji i tworzenia nowych odmian roślin uprawnych – zauważa prof. Dziembowski.


Eksperymenty z edycją genów wyprodukowały już m.in. odporny na choroby ryż, wolniej dojrzewające pomidory czy soję ze zwiększoną zawartością tłuszczów nienasyconych.

Metoda CRISPR jest też powszechnie wykorzystywana do tworzenia nowych modeli badawczych (np. zwierząt transgenicznych) pozwalających lepiej zrozumieć ludzkie choroby. Znacznie ułatwia ona wprowadzanie np. do genomu myszy mutacji, jakie znaleziono u chorych ludzi – od tych eksperymentów zazwyczaj zaczyna się droga ku nowym terapiom.

Metoda ta jest na tyle efektywna, że laboratorium prof. Dziembowskiego tworzy nawet transgeniczne myszy dla innych polskich laboratoriów. – Mam nadzieję, że dzięki temu więcej grup badawczych będzie w Polsce prowadziło prace na zaawansowanych modelach, zadając ważne pytania badawcze – stwierdza naukowiec.
	
		
											
					
				
				Laboratorium prof. Dziembowskiego tworzy transgeniczne myszy dla innych polskich badaczy, dzięki czemu mogą zajmować się zaawansowanymi problemami.•Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
					

Leczenie nowotworów
Mój rozmówca zwraca też uwagę na potencjalne zastosowanie CRISPR, o którym nie jest zbyt głośno – a mimo to jest jednym z najbardziej obiecujących sposobów wykorzystania tej metody. Mowa o immunoterapii – nowatorskiej formie leczenia nowotworów.


W odróżnieniu od dobrze znanych metod (chirurgii, radioterapii, chemioterapii), immunoterapia podchodzi do problemu od innej strony: do walki z nowotworem wykorzystuje własny układ odpornościowy pacjenta. W tym celu „wzmacnia” ona limfocyty T, jedne z podstawowych komórek odpowiedzialnych za reakcję immunologiczną organizmu.

– Inżynieria genetyczna pozwala myśleć o modyfikacji limfocytów T w taki sposób, aby brały one na cel konkretny nowotwór – tłumaczy prof. Dziembowski.

Pieniądze i patenty
Jedna rzecz nie ulega wątpliwości: jeśli chodzi o wykorzystanie możliwości CRISPR, wciąż jesteśmy na samym początku drogi. Choć metoda ta jest stosowana w laboratoriach dopiero od kilku lat, dokonują się w niej niesamowite postępy – nawet w czasie gdy pracowałam nad tym tekstem, pojawiły się doniesienia o ulepszonej wersji CRISPR, określanej mianem prime editing.


Śladem za tym idą, rzecz jasna, duże pieniądze. Wartość rynku CRISPR-Cas9 wynosiła w 2017 r. 1,22 mld dolarów, a prognozuje się, że do 2025 r. osiągnie już 5,3 mld dolarów. Nic więc dziwnego, że wojna o prawa do tej technologii jest zacięta, a jej końca nie widać. 

O "pierwotny" patent CRISPR walczą Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley oraz związany z MIT i Harvardem Broad Institute, od czasu do czasu pojawiają się też w sądach inni gracze.

Zanim temat ten się ostatecznie nie rozstrzygnie, prawdopodobnie nie ma też co liczyć na przyznanie za CRISPR nagrody Nobla – przyznający to wyróżnienie raczej nie będą chcieli być wciągnięci w trwający spór patentowy.]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fbd0b56b44a453a4ecd5ac9514118a39,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fbd0b56b44a453a4ecd5ac9514118a39,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Edycja genów pozwala m.in. na lepsze poznanie mechanizmów stojących za ludzkimi chorobami.</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
