<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom">
	<channel>
		<title><![CDATA[INNPoland.pl - artykuły i wpisy blogerów]]></title>
		<description><![CDATA[Najnowsze artykuły i wpisy blogerów z INNPoland.pl]]></description>
		<link>https://innpoland.pl/</link>
				<generator>innpoland.pl</generator>
		<atom:link href="https://innpoland.pl/rss/wszystkie" rel="self" type="application/rss+xml" />
		<atom:link rel="hub" href="https://pubsubhubbub.appspot.com/" xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" />
			<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224965,ile-do-koperty-na-komunie-2026-nowe-stawki-zwalaja-z-nog-a-to-dopiero-poczatek</guid><link>https://innpoland.pl/224965,ile-do-koperty-na-komunie-2026-nowe-stawki-zwalaja-z-nog-a-to-dopiero-poczatek</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 09:04:00 +0200</pubDate><title>Ile do koperty na komunię 2026? Nowe stawki zwalają z nóg, a to dopiero początek</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/cced2843443c1bea2800f3aac04d68dc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ile daje się na komunię w 2026 roku? Według najnowszego badania najczęściej do koperty trafia od 401 do 600 zł. Rozpiętość kwot jest jednak spora: od 200 zł do ponad 2000 zł.

Ankietowani określali, ile daliby na komunię jako goście spoza najbliższej rodziny. Mogli wybrać jedną z ośmiu kwot.
Ile daje się na komunię 2026? 
12,5 proc. badanych wskazuje kwotę 801–1000 zł, a 9 proc. 601–800 zł. Z kolei 8,4 proc. deklaruje, że dałoby do 200 zł. Wyższe kwoty pojawiają się rzadziej. 5,8 proc. ankietowanych wybrało przedział 1001–1500 zł, 2,7 proc. 1501–2000 zł, a tylko 1,2 proc. rozważa wydatek powyżej 2000 zł. Jednocześnie 7,6 proc. osób przyznaje, że nie wie, ile przeznaczyłoby na taki prezent.
Jak zauważa Piotr Biela z Briju, decyzja często wynika nie tylko z kalkulacji ekonomicznej, ale też z emocji i kontekstu społeczno-kulturowego.
– Myślę, że znaczna część badanych biorących pod uwagę te czynniki znalazła się w grupie, która nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie – powiedział, cytowany przez portal Bankier. 
Raport UCE Research i Briju powstał na podstawie ankiety wśród 1004 osób w wieku 18–80 lat.
Nie tylko pieniądze decydują. Co wpływa na wysokość prezentu komunijnego
Jak pisaliśmy w INNPoland, w badaniu Santander Consumer Banku, 55 proc. respondentów przyznało, że daje do koperty dziś więcej niż kiedyś. Wśród nich 38 proc. tłumaczy to chęcią zrekompensowania wyższych cen przyjęć, chodzi o koszt tzw. talerzyka. Kolejne 17 proc. deklaruje, że może sobie pozwolić na większy prezent dzięki poprawie własnej sytuacji finansowej.
Nie wszyscy jednak zwiększają wydatki. 23 proc. badanych wskazuje, że ich dochody nie wzrosły, a 14 proc. podkreśla, że ważniejsza od pieniędzy jest obecność i sam gest. Tylko nieliczni (2 proc.) odchodzą od gotówki na rzecz prezentów rzeczowych.
Kwota prezentu rzadko jest przypadkowa. Najczęściej zależy od stopnia pokrewieństwa, taką zasadą kieruje się 47 proc. badanych. Im bliższa relacja, tym wyższa suma. Duże znaczenie mają również możliwości finansowe (39 proc.) oraz próba oszacowania kosztów organizacji przyjęcia (30 proc.).
Niektórzy dopasowują się też do reszty rodziny (20 proc.), a część szuka wskazówek w internecie (7 proc.). Są również osoby, które trzymają się jednej, stałej kwoty niezależnie od okazji. Taką opinię podziela 5 proc. ankietowanych.
Nie każdy zwiększa budżet. Dla części liczy się gest, nie kwota
Dla wielu Polaków udział w rodzinnych wydarzeniach to wyzwanie finansowe. 45 proc. badanych przyznaje, że musi z tego powodu ograniczać inne wydatki lub odkładać je na później. Natomiast 16 proc. w ciągu ostatniego roku zrezygnowało z udziału w uroczystości przez koszty, nie tylko prezentu, ale też dojazdu czy stroju.
Z drugiej strony 38 proc. osób deklaruje, że mimo wszystko nie kalkuluje wydatków przy podejmowaniu decyzji o uczestnictwie.
Badanie zrobiono między 27 lutego a 5 marca 2026 roku na grupie tysiąca dorosłych Polaków, na zlecenie Santander Consumer Banku.
Źródło: Bankier
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/cced2843443c1bea2800f3aac04d68dc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/cced2843443c1bea2800f3aac04d68dc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ile daje się na komunię w 2026 roku?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224962,pozar-fabryki-w-gliwicach-przy-dubois-trwa-dogaszanie-kierowcy-powinni-uwazac</guid><link>https://innpoland.pl/224962,pozar-fabryki-w-gliwicach-przy-dubois-trwa-dogaszanie-kierowcy-powinni-uwazac</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 07:59:58 +0200</pubDate><title>Pożar fabryki w Gliwicach przy Dubois. Trwa dogaszanie, kierowcy powinni uważać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ab953d2d91c16dd8a3ffdf808ab86ec4,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na terenie dawnej fabryki drutu w Gliwicach trwa dogaszanie pożaru. W akcji brały udział dziesiątki zastępów straży pożarnej. Na szczęście, nikt nie odniósł obrażeń.

"Akcja weszła w fazę dogaszania. Poszczególne zastępy są stopniowo zwalniane do jednostek. Obecnie na miejscu pracuje około 140 strażaków. W rejonie działań nadal występują utrudnienia w ruchu drogowym.(stan na godz. 6.00)" – poinformowali przedstawiciele miasta Gliwice na Facebooku.
Pożar fabryki drutu Gliwice. Trwa dogaszanie hali i odpadów
Ogień wybuchł w niedzielę około godziny 19:30 przy ulicy Stanisława Dubois. Płonęły głównie odpady oraz pozostałości po rozbiórce dawnych hal produkcyjnych. Z czasem pożar rozprzestrzenił się także na jeden z budynków, który nie był objęty pracami rozbiórkowymi.
Skalę zniszczeń wstępnie szacuje się na około 15 tys. mkw. Na miejsce skierowano znaczne siły straży pożarnej z całego regionu.

            
                
            
            140 strażaków wciąż na miejscu
Podczas akcji wykorzystano specjalistyczny samochód Mobilab z katowickiej grupy ratownictwa chemiczno-ekologicznego. Urządzenia monitorowały jakość powietrza nad miastem. Jak informowali strażacy, nie stwierdzono zagrożenia dla mieszkańców, ale przyczyny pożaru na razie pozostają nieznane.
Apel o ostrożność wystosowały również lokalne władze. Prezydent Gliwic oraz miejscy radni prosili mieszkańców o zachowanie spokoju, śledzenie komunikatów służb oraz zamknięcie okien.
Pożar został zlokalizowany około godziny 2:10 w nocy i przestał się rozprzestrzeniać. Następnie działania przeszły w fazę dogaszania. W szczytowym momencie na miejscu pracowało 68 zastępów i ponad 220 strażaków, a nad ranem liczba zaangażowanych sił zaczęła stopniowo maleć.
Utrudnienia w ruchu w Gliwicach
Ogień szybko się rozprzestrzenił i objął kolejne obiekty, w tym nieużytkowaną halę magazynową w pobliżu. W trakcie akcji doszło do utrudnień w ruchu drogowym, częściowo zamknięto ulice Dubois i Śliwki, a w rejonie Drogowej Trasy Średnicowej wprowadzono objazdy.
Informacja o pożarze początkowo trafiła do mediów od mieszkańców, a następnie została potwierdzona przez służby ratunkowe.
Źródło: WP, RMF FM
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ab953d2d91c16dd8a3ffdf808ab86ec4,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ab953d2d91c16dd8a3ffdf808ab86ec4,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Na terenie dawnej fabryki drutu w Gliwicach trwa dogaszanie pożaru.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224827,awans-nie-dziekuje-polacy-nie-chca-byc-menedzerami-i-maja-swoje-powody</guid><link>https://innpoland.pl/224827,awans-nie-dziekuje-polacy-nie-chca-byc-menedzerami-i-maja-swoje-powody</link><pubDate>Mon, 04 May 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Awans? Nie, dziękuję. Polacy nie chcą być menedżerami i mają swoje powody</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7f2198ec526c71f273e8fdf27976716e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kiedyś był marzeniem, dziś stał się zagrożeniem. Awans na menedżera to już nie trampolina do sukcesu, a prosta droga do wypalenia zawodowego i wizyty u psychiatry. Coraz więcej pracowników mówi "nie" rolom liderów. I wiedzą, co robią. – W ciągu ostatniej dekady średnio dwukrotnie wzrosła liczba osób, którymi menedżer musi zarządzać – z 6 do 12, a dwa razy więcej pracowników, to dwa razy więcej obowiązków. – podkreśla w rozmowie z InnPoland Tomasz Szklarski, ekspert rynku pracy, współtwórca platformy Enpulse.

Agnieszka Porowska: Wyobraźmy sobie scenę z sali konferencyjnej: zarząd z satysfakcją ogłasza awans pracownika, padają gratulacje… i wtedy zamiast uśmiechu pojawia się cisza. "Nie, dziękuję" – odpowiada pracownik. Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz byłby nie do pomyślenia. Dziś staje się coraz częstszy.
Tomasz Szklarski: Tak. Bardzo dobrze widać to na przykładzie pokolenia Zet, ale i
millenialsom słowo "awans" wcale nie zawsze kojarzy się dobrze. To nie jest tak, że te osoby, a jest ich z roku na rok coraz więcej – odrzucają karierę, ale dużo świadomiej podchodzą do roli stresu w pracy. 
Dziś o wiele głośniej niż kiedyś mówi się o kwestiach zdrowia psychicznego. Awanse nieuchronnie wiążą się z podwyższonym poziomem kortyzolu, a to skłania do kalkulacji – na ile wielkie zaangażowanie w pracę faktycznie się opłaca.
A może mamy po prostu coraz mniej ambitnych ludzi?
Ludzie, zwłaszcza ci młodzi, nie są mniej ambitni, a po prostu bardziej odważni. Na tyle odważni, że są w stanie powiedzieć, iż wybierają work-life balance i pracę w warunkach mniejszego obciążenia. Proszę też zwrócić uwagę, że wizerunek menedżera jest cały czas
ostrzeliwany niezbyt pozytywnymi skojarzeniami.
Dla wielu z nas to nic przyjemnego wciąż pilnować i upominać innych.
Nie lubimy też być nadzorowani, chociaż bez tego wielu z nas nie zrobiłoby nic.
Mamy dość negatywną "reklamę" menadżerskiego stanowiska wynikającą z tego, że ok. 70-80 proc. menedżerów deklaruje wypalenie zawodowe. Osoba, której proponuje się taką ścieżkę zawodową ma prawo pomyśleć: "Świetnie. To jak zostanę menedżerem, to będzie prosta droga do tego, żeby popaść w problemy psychiczne wynikające z wypalenia
zawodowego".
A nie myśli: "Świetnie. Będę bogatszy. W końcu kupię sobie dom"?
I o to wszystko się rozbija, bo nasuwają się pytania: o ile będę bogatszy i czy piękny nowy dom zrekompensuje mi to, że będę musiał zacząć odwiedzać psychiatrę? Lub: czy ja będę miał czas, żeby tym domem się cieszyć? Czas i obciążenie rodzinne to są kwestie, które mają wielki wpływ na to, czy zdecydujemy się na takie kroki.
Popularne jest przekonanie, że w czasach transformacji to właśnie liderzy są najbardziej na "linii strzału". To mit czy realne zjawisko?
Mamy teraz ogólnoświatową narrację dotyczącą fali zwolnień i tego, że AI zabierze pracę, zwłaszcza w medium management. I to zjawisko – w firmach technologicznych typu Google, Amazon – faktycznie widać. W przeciągu ostatnich trzech lat jedna trzecia ludzi, która straciła pracę, zwłaszcza w new techach – to byli menedżerowie średniego szczebla. 
To wszystko buduje obraz, że awansując, mogę być pierwszy do redukcji. Bo jeśli weźmiemy pod uwagę korporacyjne zarządzanie poprzez Excela, to właśnie w ten sposób, poprzez zmiany w kadrze zarządzającej, firmie najłatwiej wyjść z kosztów. Pracowników i specjalistów ciężko zredukować, bo ktoś tę robotę musi wykonywać, więc punkt ciężkości przenosi się na warstwę menadżerską.
Czy mamy do czynienia z redefinicją sukcesu zawodowego?
Tak, coraz więcej osób woli spokój i komfort psychiczny od zer na koncie, ale mówiłbym też o redefinicji modelu kariery. Jeszcze kilkanaście lat temu słyszeliśmy: "Idź powoli i pokornie po szczeblach kariery, w ten sposób zdobędziesz wiedzę i doświadczenie". Teraz używana jest maksyma: "Liczy się sposób, a nie czas". Dziś nie trzeba pięcioletniego toku studiów, żeby w wielu branżach nabyć umiejętności, które stawiają nas na rynku pracy w dobrej pozycji. 
Czyli?
Kluczowa jest teraz umiejętność współpracy ze sztuczną inteligencją i umiejętność automatyzacji procesów. To ogromnie oszczędza czas, a co za tym idzie – koszty. Wszelkie prace powtarzalne, wynikające na przykład ze specyfiki sektora bankowego, ubezpieczeniowego, usług czy prawa, udaje się coraz lepiej automatyzować i tamtejsze kadry będą się kurczyć. Zadaniem dla obecnego rynku pracy jest jak najszybciej nauczyć się z AI pracować i w pełni ją wykorzystywać, bo to będzie nasz must have i podstawowa umiejętność w pracach niefizycznych.
Gdzie menedżer przy takiej specyfice pracy ma znaleźć dla siebie miejsce?
Menedżer zawsze jest trochę między młotem, a kowadłem. Mówi się też o
syndromie kanapki. Z góry naciska go zarząd, który komunikuje plany i wyniki, z dołu z kolei szeregowi pracownicy ze wszystkimi swoimi ambicjami i wizjami, jak również problemami i ograniczeniami.
W ciągu ostatniej dekady na świecie średnio dwukrotnie wzrosła ilość osób, którą menedżer musi zarządzać – z 6 do 12, a dwa razy więcej pracowników to dwa razy więcej obowiązków. Nawet przy codziennej konwersacji dotyczącej rozdysponowania i koordynowania zadań – to już dwa razy tyle bodźców i stymulantów.
Kiedyś życie kadr zarządzających mogło być owiane pewną tajemnicą i poczuciem prestiżu. Dziś każdy może zapoznać się z artykułami branżowymi czy forami, gdzie tyle się mówi o ciemnych stronach tego typu stanowisk.
O czym się mówi?
Na przykład o tym, że lider w organizacji musi wszystko świetnie robić i ze wszystkim zdążyć, bo przecież jest przykładem. Z jednej strony często musi być techniczny i specjalistyczny. Z drugiej strony – empatyczny i życiowy, i musi mieć czas dla swoich ludzi z zespołu.
Sytuacja się zmienia: podczas gdy starsze pokolenia milcząco godziły się na wszelkie trudy, bojąc się, że zostaną zwolnione, nowe pokolenie, które jest coraz liczniejsze na rynku pracy, trzeźwo kalkuluje: "Czy to jest tego warte?".
Coraz głośniej mówi się też o kryzysie docenienia pracowników. Czyżby
zjawisko konstruktywnego feedbacku się nie przyjęło?
Tak, w naszych badaniach w Enpulse dowodzimy, że z docenianiem jest z
roku na rok coraz gorzej. Czasem chodzi o drobne, indywidualne gesty, a nie jedną czy dwie dodatkowe stówki na koncie. Mamy też problemy z feedbackiem, bo bardzo często ludzie mylą feedback z mobbingiem. 
Wielu menedżerów jest nieprzygotowanych i nie umie dawać konstruktywnej informacji zwrotnej. Nierzadko przekazują swoje spostrzeżenia i uwagi myśląc, że robią dobrze, a ktoś po drugiej stronie wychodzi z podciętymi skrzydłami i zastanawia się, czy to nie było nadużycie. Kwestie związane z mobbingiem na rynku pracy do dziś nie zostały umiejętnie wytłumaczone.
Na ile model awansowania najlepszych specjalistów na menedżerów jest jednym ze źródeł przeciążenia i wypalenia w tej grupie?
Menedżer, który awansował ze stanowiska eksperckiego często nadal jest zaangażowany w pracę operacyjną. Pojawia się podwójna odpowiedzialność: za ludzi i wciąż – za wiedzę. Często musi zarządzać osobami, którzy wcześniej były jego kolegami zza
biurka – to też obciążające. 
Do tego dochodzą bodźce prowokowane rozwojem sztucznej inteligencji, co wywołuje zjawisko FOMO – Fear of Missing Out, czyli że coś przegapię, że za czymś nie nadążę. Taki człowiek kończy pracę zwykle później, bo ma więcej obowiązków i większą odpowiedzialność, a jego samopoczucie jest dużo gorsze. 
Wciąż potrzebujemy liderów, a chętnych brak. Jak firmy powinny dbać o kadrę zarządzającą, żeby im nie uciekała?
Przede wszystkim nie awansować na siłę tych, którzy nie chcą. Ktoś może być świetnym specjalistą, który niestety nie daje sobie rady z kierowaniem zespołem. W
idealnym świecie testami i próbami moglibyśmy zdiagnozować, czy dana osoba się nadaje. Natomiast w świecie o niskim bezrobociu i niedoborze talentów, pracodawca wychodzi z założenia "robimy, kim mamy".
Oczywiście bywają dobre organizacje, które otaczają opieką ludzi, którzy awansują. Wyposażają ich w szkolenia kompetencyjne, mające ułatwić im lepsze zarządzanie sobą, czasem, zespołem. Ale słowo klucz to "bywają".
Prawda jest taka, że w przypadku wielu pracodawców to najwyższy czas na to, by zaczęli wzmacniać liderów i menedżerów i podkreślić ich ważność i rolę w organizacji – wyposażając ich w narzędzia. Chodzi o to, żeby jak najbardziej niwelować efekt "kanapki".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7f2198ec526c71f273e8fdf27976716e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7f2198ec526c71f273e8fdf27976716e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Coraz mniej osób z dumą przyjmuje awanse na kierownicze posady. 
– Menadżer zawsze jest trochę między młotem, a kowadłem. Mówi się też o syndromie kanapki – podkreśla ekspert.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224959,inwestycje-niemieckich-firm-w-polsce-bija-rekordy-berlin-patrzy-z-zazdroscia</guid><link>https://innpoland.pl/224959,inwestycje-niemieckich-firm-w-polsce-bija-rekordy-berlin-patrzy-z-zazdroscia</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 22:00:02 +0200</pubDate><title>Inwestycje niemieckich firm w Polsce biją rekordy. Berlin patrzy z zazdrością</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/11bff532f3814455758b8327bed5476a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ze względu na szybki wzrost gospodarczy, nowoczesną infrastrukturę i dobrze wyszkolonych pracowników, Polska cieszy się rosnącym zaufaniem niemieckich inwestorów. Problemem jest polityczna niestabilność – pisze "FAZ".

W ankiecie przeprowadzonej niedawno w Europie Środkowej i Wschodniej przez niemieckie izby handlu zagranicznego Polska uznana została za drugie po Litwie najbardziej atrakcyjne miejsce do inwestowania – pisze Andreas Mihm w sobotę w internetowym wydaniu dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Polska gospodarka "jak po maśle"
"Polska gospodarka rozwija się jak po maśle" – podkreślił autor. Jak zaznaczył, wymiana handlowa między Niemcami a Polską wzrosła w ubiegłym roku o 5,7 proc. do 180 mld euro. Polska przygotowuje się do zdystansowania Francji jako czwartego największego partnera handlowego Niemiec. Dystans Polski do średniej unijnej zmniejsza się: według Komisji Europejskiej polski PKB osiągnął już 81 proc. poziomu UE.
Polska gospodarka wzrosła w ubiegłym roku o 3,6 proc. – kontynuuje Mihm dodając, że zdaniem ekspertów, możliwe jest powtórzenie tego wyniku w roku bieżącym. MFW prognozuje 3,3 proc.
"Polska zdobywa punkty dzięki swoim rozmiarom i nowoczesnej infrastrukturze" – "FAZ"  cytuje dyrektora Niemieckiej Izby Handlu Zagranicznego w Polsce Larsa Gutheila. Jego zdaniem niemieckie firmy średniej wielkości, w czasach geopolitycznych zagrożeń poszukują "bezpiecznej przystani" i znajdują ją w Polsce. Ponad jedna trzecia firm uczestniczących  w ankiecie oświadczyła, że ze względu na geopolityczne napięcia zamierza rozszerzyć inwestycje w Polsce.
"Bezpieczna przystań" dla niemieckich inwestorów
Silny rynek wewnętrzny i dobrze wyszkoleni pracownicy są mocnym atutem, nie tylko dla niemieckich inwestorów – pisze Mihm. Zdanie to podziela wiodący bank Austrii Erste Group, który niedawno wszedł na polski rynek kupując za 7 mld euro 49 proc. akcji Santander Bank Polska.  
Zdaniem banku problemem jest "duża powściągliwość lokalnych inwestorów". Nigdzie w tej części Europy lokalne przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe nie inwestują tak mało we własnym kraju co w Polsce. – ocenił Erste Group. Polskie firmy zainwestowały zaledwie 9 proc. PKB – mocno poniżej przeciętnej. W Czechach odsetek ten wyniósł 16 proc., na Węgrzech 15.
Brak lokalnych inwestycji – wysoki deficyt budżetowy
Polskie inwestycje opierają się na publicznych ofertach zamiast na szerokim tworzeniu kapitału w sektorze prywatnym – czytamy w analizie sporządzonej przez Erste Group. Jednym z następstw tej sytuacji jest wysoki deficyt budżetowy, 7,3 proc. w roku ubiegłym, drugi najwyższy w UE, po Rumunii.
Duża część środków pochodzi z funduszy z Krajowego Planu Odbudowy UE, który w tym roku kończy się. „FAZ” zwraca uwagę na powolne wydawanie środków z tego funduszu. Z oficjalnych danych wynika, że do lutego br. wydano tylko 40 proc. przekazanych Polsce środków.  
Słaba dynamika inwestycyjna nie jest jedynym słabym punktem bilansu gospodarczego Polski – czytamy w "FAZ". Mihm powołuje się na ekspertów francuskiego ubezpieczyciela kredytów  Coface, którzy zwracają uwagę na zaostrzającą się konkurencję, rosnące koszty pracy, spadające marże i pogarszającą się "moralność płatniczą" - średnio 53 dni trwa obecnie uregulowanie rachunku, co jest sytuacją niespotykaną od 2021 r.  Liczba upadłości firm (6566) jest na rekordowym poziomie.
Spór prezydenta z premierem martwi inwestorów
"O ból głowy przyprawia inwestorów sytuacja polityczna" – pisze Mihm. Wyjaśnia, że chodzi o "stały spór między bliskim opozycyjnemu PiS prezydentem, a centrowo-lewicowym rządem premiera Donalda Tuska, co blokuje wiele projektów reform, włącznie z nominacjami sędziów". Najnowszą odsłoną tego konfliktu był spór o program SAFE.
Z sondażu niemieckich zagranicznych izb gospodarczych wynika, że za największą przeszkodę w inwestowaniu w Polsce niemieckie przedsiębiorstwa uznają sytuację polityczną. Takie zdanie wyraziło 64,1 proc. pytanych firm. Mniejsze znaczenie mają inne stałe tematy – biurokracja i zbyt wysokie podatki.
Zdaniem "FAZ" polityczna niestabilność jak również "luźna" polityka fiskalna utrzymają się co najmniej do wyborów parlamentarnych w przyszłym roku. Do tego czasu Polska powinna zgodnie z prognozą MFW zająć 20 miejsce na liście największych gospodarek świata, wyprzedzając Szwajcarię – pisze w konkluzji Mihm w "FAZ".    
Opracowanie Jacek Lepiarz
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/11bff532f3814455758b8327bed5476a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/11bff532f3814455758b8327bed5476a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska cieszy się rosnącym zaufaniem niemieckich inwestorów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224956,zmiany-w-emeryturach-sluzb-mundurowych-takiej-rewolucji-nie-bylo-od-lat</guid><link>https://innpoland.pl/224956,zmiany-w-emeryturach-sluzb-mundurowych-takiej-rewolucji-nie-bylo-od-lat</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 20:00:02 +0200</pubDate><title>Zmiany w emeryturach służb mundurowych. Takiej rewolucji nie było od lat</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3565d76ebe0953a4c67634a4d3a2f3ab,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szykują się duże zmiany w emeryturach mundurowych. Rząd chce skrócić wymagany staż nawet do 15 lat i ujednolicić zasady w różnych służbach.

Nowe rozwiązania mają objąć Służbę Celną i Służbę Celno-Skarbową. Dziś funkcjonują one według innych zasad niż Policja czy Straż Graniczna, mimo że charakter pracy i poziom odpowiedzialności są zbliżone. Planowane zmiany mają to wyrównać i sprawić, że system będzie bardziej przejrzysty.
Ile lat służby do emerytury? Nowy staż emerytalny
Do stażu emerytalnego ma być wliczana służba w Służbie Celnej, na takich samych zasadach jak w innych formacjach. Pojawi się też możliwość szybszego przejścia na emeryturę, nawet po 15 latach służby.
Zmiany mają dotyczyć również żołnierzy przyjętych po 2012 roku. Dziś muszą oni służyć co najmniej 25 lat, ale plan zakłada skrócenie tego czasu. Uproszczone mają być także zasady przeliczania świadczeń przy zmianie formacji.
Nowe przepisy wprowadzą też możliwość zawieszenia emerytury w razie powrotu do służby, na przykład w strukturach celno-skarbowych. Dzięki temu nie będzie można jednocześnie pobierać świadczenia i pracować w służbie.
Zgodnie z zapowiedziami projekt ustawy ma trafić do przyjęcia pod koniec 2026 roku. Same emerytury wojskowe pozostaną odrębnym systemem.
Świadczenia dla wojskowych należą do najwyższych w Polsce. W 2025 roku średnia emerytura wynosiła około 6,4 tysiąca złotych brutto. Wysokość zależy od stopnia, najwyższe kwoty trafiają do oficerów starszych, a najniższe do szeregowych.
Emerytury wypłacają wojskowe biura emerytalne, a nie ZUS. Po śmierci żołnierza świadczenie może otrzymać rodzina, jeśli był jej głównym żywicielem. System uwzględnia też sytuacje, gdy ktoś nie może dalej służyć ze względów zdrowotnych.
Data wstąpienia do służby, a uprawnienia emerytalne
Osoby, które wstąpiły przed końcem 2012 roku, mogą zakończyć karierę już po 15 latach. Ci, którzy trafili do wojska później, muszą liczyć się z dłuższym okresem służby, minimum 25 lat, a czasem również z dodatkowym warunkiem wieku.
W Polsce obowiązuje wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, ale część zawodów pozwala zakończyć pracę wcześniej. Głównie chodzi o zajęcia związane z dużym obciążeniem fizycznym, ryzykiem albo odpowiedzialnością.
Do tej grupy należą nie tylko służby mundurowe, ale też górnicy czy ratownicy górniczy. Wcześniej mogą odejść również osoby wykonujące zawody artystyczne, takie jak tancerze, muzycy czy aktorzy, gdzie aktywność zawodowa naturalnie trwa krócej.
Praca w trudnych warunkach i staż pracy
Podobne możliwości mają także pracownicy wykonujący obowiązki w trudnych warunkach, przykładowo w hutnictwie, kolei, energetyce czy budownictwie. W ich przypadku wymagany jest odpowiedni staż pracy i spełnienie określonych warunków.
Wcześniejsze zakończenie pracy zwykle oznacza niższą emeryturę. W systemie powszechnym świadczenie jest pomniejszane za każdy miesiąc wcześniejszego przejścia. W służbach mundurowych obowiązują inne zasady. 
Po 15 latach przysługuje określona część podstawy, która rośnie z każdym kolejnym rokiem służby.
Źródło: Gazeta Prawna, Business Insider
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3565d76ebe0953a4c67634a4d3a2f3ab,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3565d76ebe0953a4c67634a4d3a2f3ab,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Szykują się duże zmiany w emeryturach mundurowych.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224953,platnosc-gotowka-w-polsce-brak-drobnych-moze-zablokowac-twoje-zakupy</guid><link>https://innpoland.pl/224953,platnosc-gotowka-w-polsce-brak-drobnych-moze-zablokowac-twoje-zakupy</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 18:00:02 +0200</pubDate><title>Płatność gotówką w Polsce. Brak drobnych może zablokować Twoje zakupy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c09274a8dd6526f4f8d25a34784cf568,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Płacenie kartą stało się codziennością Polaków na przestrzeni lat. Mimo zmieniających się standardów, gotówka w dalszym ciągu jest chętnie wybieraną formą płatności. Jednocześnie nadal dochodzi do nieoczekiwanych sytuacji przy kasach w sklepach, jak np. problem z wydaniem reszty.

Zdarza się, że kasjer nie ma wystarczającej ilości drobnych, aby oddać resztę. W takich chwilach najczęściej pada pytanie, czy można być dłużnym niewielką kwotę. To pytanie jest jednak czysto grzecznościowe, nie jest to żaden obowiązek, wynikający z przepisów.
Czy sprzedawca ma obowiązek wydać resztę? Kodeks cywilny
Prawo nie reguluje jednoznacznie kwestii wydawania reszty. Zgodnie z Kodeksem cywilnym sprzedawca ma obowiązek wydać towar, a kupujący musi go odebrać i zapłacić ustaloną cenę. Nie ma jednak przepisu, który nakazywałby wydanie dokładnej reszty w gotówce.
Sprzedawca teoretycznie nie ma obowiązku wydania reszty. Jeśli klient nie zgodzi się na brak drobnej kwoty, sprzedający może nawet odmówić sfinalizowania transakcji. W takiej sytuacji uznaje się, że strony nie doszły do porozumienia co do warunków zakupu.
Jednocześnie sprzedawca nie może powiedzieć "nie" klientowi bez dłuższego wytłumaczenia. Nie stanowi to wystarczającego uzasadnienia i mogłoby zostać uznane za niewłaściwe działanie. Takie sytuacje zdarzają się jednak rzadko. 
Sklepy nie chcą niepotrzebnych napięć ani niezadowolenia klientów, dlatego kasjerzy zazwyczaj starają się znaleźć rozwiązanie: rozmienić pieniądze, poszukać drobnych lub poprosić o pomoc współpracowników. Najczęściej więc mimo wszystko udaje się wydać resztę i spokojnie dokończyć zakupy.
Gotówka w Polsce ma się świetnie, rekordowe dane NBP
Przypomnijmy jak wygląda sytuacja gotówki w Polsce. Według danych Narodowego Banku Polskiego gotówka nie traci na znaczeniu. Do końca sierpnia 2025 roku jej wartość w obiegu osiągnęła rekordowy poziom 443 miliardów złotych. To wzrost o 7,4 proc. rok do roku.
Jednym z powodów jest rosnąca skłonność Polaków do przechowywania pieniędzy poza systemem bankowym, czyli tzw. cash hoarding. Zjawisko to nasila się w okresach niepewności np. w kontekście sytuacji geopolitycznej czy doniesień medialnych.
Źródło: Interia
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c09274a8dd6526f4f8d25a34784cf568,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c09274a8dd6526f4f8d25a34784cf568,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Gotówka jest chętnie wybieraną formą płatności. Nadal dochodzi do nieoczekiwanych sytuacji przy kasach w sklepach, jak np. problem z wydaniem reszty.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224950,inpost-dowiezie-duze-agd-z-olx-koniec-z-kombinowaniem-transportu</guid><link>https://innpoland.pl/224950,inpost-dowiezie-duze-agd-z-olx-koniec-z-kombinowaniem-transportu</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 16:00:02 +0200</pubDate><title>InPost dowiezie duże AGD z OLX. Koniec z kombinowaniem transportu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/046b0dd7d2455c867e31743fca05795e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />OLX wprowadza dostawę kurierską InPost w ramach Przesyłki OLX. Dzięki temu użytkownicy mogą teraz wygodnie wysyłać także większe przedmioty, które nie mieszczą się w paczkomatach, od RTV po AGD.

Nowa opcja to odpowiedź na rosnącą liczbę transakcji i zmieniające się potrzeby kupujących, dla których kurier to jedna z najczęściej wybieranych form dostawy online.
Kurier InPost na OLX. Koniec problemów z dużymi paczkami
Z platformy OLX korzysta ponad 17 milionów użytkowników miesięcznie, a wielu z nich regularnie kupuje i sprzedaje różne przedmioty.
Użytkownicy coraz częściej potrzebują różnych sposobów dostawy. Chodzi tu przede wszystkim o większe rzeczy, jak telewizory czy sprzęt AGD, które po prostu nie mieszczą się w paczkomatach.
Badania pokazują, że 56 proc. kupujących online wskazuje dostawę kurierską jako preferowaną metodę odbioru zamówień zaraz po paczkomatach. Nowa opcja na OLX ma więc ułatwić dopasowanie sposobu dostawy do charakteru przedmiotu oraz oczekiwań użytkowników.
– Dynamiczny wzrost liczby transakcji na OLX pokazuje, jak ważna dla użytkowników jest wygoda i bezpieczeństwo całego procesu zakupu i sprzedaży. Chcemy, aby w przypadku większych przedmiotów ich wysyłka była równie łatwa i wygodna dla obu stron transakcji  – przekazała Justyna Śmigaj, Senior GTM Product Manager OLX w cytowanym komunikacie przez portal dlahanlu.pl.
Ekspansja InPostu. Gigant logistyczny łączy siły z platformą
Nowa forma dostawy powstała we współpracy z InPost, jednym z największych operatorów logistycznych w Polsce. W 2025 roku firma obsłużyła ponad 763 miliony przesyłek, notując 8 proc. wzrost rok do roku. InPost rozwija również segment usług kurierskich, współpracując z około 100 tysiącami sprzedawców e-commerce.
"Konsekwentnie rozwijamy nasze usługi, odpowiadając na zmieniające się potrzeby rynku e-commerce i użytkowników platform sprzedażowych. Współpraca z OLX to kolejny krok w kierunku zapewnienia jeszcze większej dostępności i elastyczności dostaw – zarówno do paczkomatów, jak i bezpośrednio pod drzwi klientów" – podkreśla InPost.
W ramach Przesyłki OLX użytkownik podczas tworzenia ogłoszenia wybiera rozmiar paczki oraz preferowaną formę dostawy. Nowa opcja kurierska umożliwia wysyłkę większych przedmiotów. Maksymalne wymiary to 80x50x50 cm, a waga do 30 kg. 
Proces sprzedaży pozostaje prosty i zintegrowany z platformą. Po zakupie sprzedający potwierdza transakcję, przygotowuje przesyłkę i nadaje ją kurierem lub w punkcie nadania. Całość objęta jest Pakietem Ochronnym OLX, środki trafiają do sprzedającego dopiero po odebraniu przesyłki i potwierdzeniu zgodności z zamówieniem.
Źródło: dlahandlu.pl
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/046b0dd7d2455c867e31743fca05795e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/046b0dd7d2455c867e31743fca05795e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">OLX wprowadza dostawę kurierską InPost w ramach Przesyłki OLX.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224947,tylko-7-proc-polakow-chce-sie-starac-w-pracy-jestesmy-zawodowym-ogonem-europy</guid><link>https://innpoland.pl/224947,tylko-7-proc-polakow-chce-sie-starac-w-pracy-jestesmy-zawodowym-ogonem-europy</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 14:00:02 +0200</pubDate><title>Tylko 7 proc. Polaków chce się starać w pracy. Jesteśmy zawodowym ogonem Europy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/dad8d8533274568c8274bc94b0622370,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tylko 7 proc. pracowników w Polsce deklaruje wysokie zaangażowanie w pracę. To jeden z najgorszych wyników w Europie. Jednocześnie Polacy są raczej zadowoleni z życia i dobrze oceniają sytuację na rynku pracy.

To jeden z najgorszych wyników w Europie, niższy niż średnia europejska (12 proc.) i globalna (20 proc.).
Niskie zaangażowanie pracowników w Polsce na tle Europy
Jednocześnie Polacy całkiem dobrze oceniają swoje życie. 43 proc. badanych mówi, że jest zadowolona. To mniej niż średnia w Europie (49 proc.), ale więcej niż na świecie (34 proc.). Z kolei 57 proc. respondentów uważa, że obecnie łatwo jest znaleźć pracę i warunki na rynku sprzyjają poszukiwaniu zatrudnienia.
Dane z raportu platformy Enpulse pokazują jednak, że zaangażowanie pracowników w Polsce dodatkowo się obniża z 66 proc. w 2024 roku do 63 proc. w 2025 roku. Badanie uwzględniało trzy ważne obszary: 
poczucie sensu pracy, 
wpływ na organizację,
możliwości rozwoju. 

Wyniki wskazują także na wewnętrzne problemy firm. 40 proc. pracowników ocenia komunikację w pionie jako niewystarczającą, a 38 proc. twierdzi, że nie otrzymuje wszystkich informacji potrzebnych do skutecznej pracy.
Znajomość misji firmy deklaruje 65 proc. badanych, co oznacza spadek o 5 punktów procentowych rok do roku. Oprócz tego, większość pracowników nie poleca swojego miejsca pracy, niż robi to z przekonaniem.
Dlaczego Polacy są mało zaangażowani w pracę? 
Eksperci PIE zwracają uwagę na zachodzącą rozbieżność. Mimo relatywnie wysokiego poziomu zadowolenia z życia, zaangażowanie w pracę pozostaje niskie. Ich zdaniem może to oznaczać, że pracownicy w Polsce raczej dostosowują się do warunków organizacyjnych niż budują z nimi silniejsze, emocjonalne relacje. 
Krytyczne oceny dotyczące zarządzania i komunikacji wskazują więc nie tyle na problem dobrostanu, ile na jakość relacji między pracownikami a firmami.
Przywołane dane pochodzą z raportu Gallupa "State of the Global Workplace 2026", opartego na badaniach przeprowadzonych w 2025 roku w 160 krajach (łącznie ponad 5,7 mln respondentów), oraz z raportu Enpulse "Zaangażowanie 2025", który objął ok. 100 tys. pracowników w Polsce.
Źródło: Money.pl
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/dad8d8533274568c8274bc94b0622370,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/dad8d8533274568c8274bc94b0622370,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tylko 7 proc. pracowników w Polsce deklaruje wysokie zaangażowanie w pracę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224944,20-milionow-zlotych-z-kar-w-krakowie-ztp-urzadzil-gapowiczom-finansowe-pieklo</guid><link>https://innpoland.pl/224944,20-milionow-zlotych-z-kar-w-krakowie-ztp-urzadzil-gapowiczom-finansowe-pieklo</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 12:00:02 +0200</pubDate><title>20 milionów złotych z kar w Krakowie. ZTP urządził gapowiczom finansowe piekło</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/54a203f289a211b174e17cf3a4a62673,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jazda bez biletu w Krakowie generuje milionowe straty. W 2025 roku mandaty przekroczyły 20 milionów złotych, a rekordowy dług jednego pasażera to 133 tysięcy złotych.

Statystyki MPK Kraków: Mandaty na ponad 20 mln złotych w 2025 roku
Jak podaje tvn24.pl, w 2025 roku kontrolerzy wystawili mandaty na ponad 20,6 miliona złotych. Większość tej kwoty to kary za brak biletu. Reszta dotyczyła jazdy bez uprawnień do ulg (prawie 1,8 mln zł), zatrzymywania pojazdów (58 tys. zł) oraz naruszeń porządkowych (ok. 3 tys. zł).
Kwoty rosną z roku na rok. W 2024 było to trochę ponad 17 milionów złotych, podobnie w 2023, a w 2022 około 19,2 miliona. Rośnie też liczba osób złapanych bez biletu. W 2025 roku mandaty dostało 84 tysiące pasażerów. Rok wcześniej 72 tysiące. W 2023 było ich około 80 tysięcy, a w 2022 96 tysięcy.
Niektórzy mają naprawdę duże zaległości. Rekordziści są winni miastu około 133 tys., 112 tys. i 100 tys. złotych. W wielu przypadkach to osoby w kryzysie bezdomności.
Brak biletu może szybko przestać być drobną sprawą. Jeśli mandat nie zostanie opłacony, sprawa trafia do sądu, a potem do komornika. Dochodzą kolejne koszty, zwykle od 350 do 600 złotych.
Ile kosztuje mandat za brak biletu w Krakowie w 2025 roku?
Obecnie kara wynosi teraz 400 złotych. Z dodatkowymi opłatami całość może przekroczyć 1000 zł. Przy szybkiej wpłacie do 7 dni, kwota spada do 200 zł.
Nieopłacone mandaty trafiają też do baz dłużników jak Krajowy Rejestr Długów czy Biuro Informacji Gospodarczej. Ten ruch może w przyszłości utrudnić wzięcie kredytu albo podpisanie umowy na telefon czy internet.
Po dwóch tygodniach zaczynają dochodzić odsetki obecnie 9,25 proc. rocznie. Na początku marca 2025 roku opłata za jazdę bez biletu wzrosła z 300 do 400 złotych.
Długi pasażerów w Polsce przekroczyły 366 milionów złotych
Zmienił się też system kontroli. Kiedyś zajmowała się tym zewnętrzna firma, teraz robi to bezpośrednio Zarząd Transportu Publicznego. Obecnie pracuje tam ponad 80 kontrolerów, którzy przeprowadzają średnio około 21 tysięcy kontroli miesięcznie. W całej Polsce długi za jazdę bez biletu wynoszą już 366,2 miliona złotych.
Długi najszybciej rosną wśród najmłodszych. W grupie poniżej 18 lat zwiększyły się w rok z 544 tysięcy do 1,2 miliona złotych. Wyraźny wzrost widać też u osób w wieku 18–25 lat.
Największe zadłużenie mają mieszkańcy województwa łódzkiego, potem Wielkopolski i Mazowsza. Mężczyźni mają większe długi niż kobiety, około 249 milionów złotych wobec 117 milionów.
Źródło: tvn24.pl
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/54a203f289a211b174e17cf3a4a62673,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/54a203f289a211b174e17cf3a4a62673,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Jazda bez biletu w Krakowie generuje milionowe straty.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224941,pozar-hali-produkcyjnej-w-rybnie-7-mln-zlotych-poszlo-z-dymem-w-jedna-noc</guid><link>https://innpoland.pl/224941,pozar-hali-produkcyjnej-w-rybnie-7-mln-zlotych-poszlo-z-dymem-w-jedna-noc</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 10:19:22 +0200</pubDate><title>Pożar hali produkcyjnej w Rybnie. 7 mln złotych poszło z dymem w jedną noc</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b69505a844f0fbec451bd736b7747f08,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W nocy z soboty na niedzielę we wsi Rybno w powiecie działdowskim (woj. warmińsko-mazurskie) doszło do pożaru hali produkcyjnej, gdzie produkowano pellet. Ogień wybuchł po godzinie 23. Strażakom udało się go opanować około 6:20 rano.

Pożar hali pelletu w Rybnie: Nocna akcja straży pożarnej
Do zdarzenia doszło w zakładzie produkującym pellet należącym do firmy Eurostyl. W akcji gaśniczej uczestniczyło 16 zastępów straży pożarnej, łącznie 62 strażaków z powiatów działdowskiego, ostródzkiego i nowomiejskiego. Działania trwały przez całą noc.

            
                
            
            Spalona hala znajdowała się w sąsiedztwie innych obiektów przemysłowych. Strażakom udało się jednak powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia. Dzięki temu pobliskie budynki nie zostały objęte pożarem.
W wyniku zdarzenia zniszczeniu uległy maszyny produkcyjne, gotowy pellet oraz trociny. Wstępne straty oszacowano na około 7 milionów złotych. Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, ich ustaleniem zajmie się policja.
Wójt Tomasz Węgrzynowski: "Miejsca pracy w Rybnie są bezpieczne"
Na sytuację zareagował wójt gminy Rybno, Tomasz Węgrzynowski, który podkreślił, że mimo poważnych strat materialnych udało się ochronić miejsca pracy.
"Z niepokojem przyjąłem informację o nocnym pożarze w firmie Eurostyl w miejscowości Rybno. To trudna chwila dla pracowników, ich rodzin oraz całej lokalnej społeczności. Składam serdeczne podziękowania wszystkim jednostkom Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej za szybką i profesjonalną akcję ratowniczą" - napisał na Facebooku Tomasz Węgrzynowski.

            
                
            
            I dodał: "Z ogromną ulgą przyjmujemy fakt, że wszystkie miejsca pracy zostały ochronione. To niezwykle ważna wiadomość dla wielu rodzin i całej naszej wspólnoty". Wójt wyraził też przekonanie, że dzięki solidarności i wzajemnemu wsparciu mieszkańców uda się przezwyciężyć skutki pożaru.
Firma Eurostyl, działa jako samodzielne przedsiębiorstwo od 2007 roku. Zakład dysponuje halą produkcyjno-magazynową o powierzchni około 5 tys. mkw. i obsługuje ponad 400 klientów.
Źródło: RMF FM 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b69505a844f0fbec451bd736b7747f08,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b69505a844f0fbec451bd736b7747f08,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">W nocy z soboty na niedzielę we wsi Rybno w powiecie działdowskim doszło do pożaru hali produkcyjnej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224260,strach-przed-dzikami-kosztuje-warszawe-miliony-lesnicy-jezdza-jak-karetka-do-pijaczka</guid><link>https://innpoland.pl/224260,strach-przed-dzikami-kosztuje-warszawe-miliony-lesnicy-jezdza-jak-karetka-do-pijaczka</link><pubDate>Sun, 03 May 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Strach przed dzikami kosztuje Warszawę miliony. Leśnicy jeżdżą &quot;jak karetka do pijaczka&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/362894a1cdf6035ed373d30fdc5fa465,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Mieszkańcy Warszawy kłócą o los dzików, które w stolicy czują się jak w domu. Strzelać czy chronić? Przepędzić czy dać im spokój? Jedni protestują przed urzędami i płaczą za dzikiem Heniem, inni zaś klaszczą, gdy myśliwi zabijają zwierzęta na Muranowie. Skoro nie możemy się dogadać w sprawie etyki, to porozmawiajmy o pieniądzach. Sprawdźmy, ile to wszystko kosztuje.

O to, ile kosztuje strzelanie do dzików w Warszawie, zapytałem urzędników dzielnicy Wawer, zaufanych informatorów (ze względu na stanowiska i zapalny temat chcą zachować anonimowość) oraz dyrektora Lasów Miejskich (LM) w Warszawie, Karola Podgórskiego.
Dziki w Warszawie. Dzik jest dziki, ale nie jest zły
Wychowałem się na tym samym wierszyku co każdy, jednak moje doświadczenia okazały się zupełnie inne, niż Jana Brzechwy. Dzik jest dziki, dzik jest zły? Wolne żarty. Więcej agresji zaznałem od przypadkowych ludzi pod sklepem czy na przystanku autobusowym, niż od chrumkacza mijanego przy ścieżce, który jest zajęty sam sobą.
Mówiąc wprost: lubię widok dzików w mieście i nie przeszkadzałoby mi, gdyby chodziły sobie po Warszawie. W tym miejscu warto postawić pytanie, dlaczego dziki przenoszą się do miast. A dziki przenoszą się do miast dlatego, że w lasach zabijają je myśliwi, którzy są sowicie opłacani przez państwo (700-900 mln zł w ciągu ostatnich lat).
Najprostszym i najbardziej humanitarnym sposobem na to, by dziki wróciły do lasów, byłaby sytuacja, gdyby rząd kazał myśliwym wrócić do domów i przeznaczył pieniądze na coś sensownego (bo wbrew temu, co utrzymują fani odstrzału, to nie dziki są głównymi nosicielami choroby Afrykańskiego Pomoru Świń, odpowiadają za ułamek zakażeń).
Wyobraźmy sobie, że spełnia się sen tych, którzy chcą Warszawy wolnej od dzików. Na osiedlach zapanowałby święty spokój? Nie, wręcz przeciwnie. Natura nie znosi próżni. Gdy zabijemy lub przepędzimy z miast dziki, do naszych śmietników zawitają pewnie masowo lisy i kto wie, co jeszcze. Dlatego musimy znaleźć sposób, aby żyć z dzikami (i inną zwierzyną) w zgodzie.
Stołeczna Akademia Wychowania Fizycznego pokazała Polsce, że dziki można traktować po ludzku. Gdy loszka urodziła młode na terenie AWF, uczelnia dała jej przestrzeń i zadbała o to, by miała spokój. Jak można było się spodziewać, kosmata rodzinka po jakimś czasie sobie poszła. Teraz trwa zbiórka funduszy na modernizację ogrodzenia AWF, po to, by do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości.
Za to z drugiej strony mamy głośne incydenty: uśmiercenie dziczej rodziny na placu zabaw i zastrzelenie dzika Henia na Bemowie, przy Muzeum POLIN na Muranowie, a także odstrzał dzików na Mokotowie "za tulipany". Od swoich informatorów nieoficjalnie usłyszałem, że za te wydarzenia posypały się pierwsze zwolnienia.
Choć zawsze żal życia odebranego czującej istocie, nie mam pretensji do pracowników leśnictwa: oni robią, co muszą. Nawet te straszne zdjęcia pokazujące kosze na odpady, do których mają trafić ciała zabitych dzików, przedstawiają element standardowego wyposażenia leśników. Szok bierze się z tego, że zwykle po prostu tego nie oglądamy, nie wiemy, jak wyglądają procedury. Leśnicy najpierw starają się przegonić zwierzęta w bezpieczne miejsce. W rozmowach z InnPoland przekonują, że w głośnych przypadkach odstrzału dzików w Warszawie nie mogli tego zrobić. Mieli ręce związane przez prawo. 
Dzik w mieście a polskie prawo
Gdy obywatel skarży się, że dziki za głośno kwiczą mu pod płotem (słyszałem o takim przypadku na Wawrze), leśnicy odnotują skargę gdy tylko przestaną się śmiać. Na tym sprawa się zakończy. Ale kiedy dzwoni ktoś, kto boi się, że dziki skrzywdzą dzieci na placu zabaw? Prawo nakazuje leśnikom bezwzględnie chronić człowieka. Podobnie jeśli chodzi o mienie. 
Prawo też nakazuje chronić zwierzęta przed krzywdą, wyznacza, kiedy można wydawać decyzję o odstrzale i zakazuje np. "uboju lub uśmiercania zwierząt kręgowych przy udziale dzieci lub w ich obecności". Wedle niektórych interpretacji, w Warszawie dochodzi do łamania prawa zwierząt na tle dzikow. Zdaniem leśników, robią wszystko, co im każą przepisy. 
Wszystkie wezwania na interwencje z powodu dzików, nawet te bzdurne, są odnotowywane. Właściwe organy miejskie za każdym razem oceniają, czy w danym przypadku istnieje ryzyko dla ludzkiego życia, zdrowia lub mienia. To oznacza również ocenę możliwości przepędzenia dzika, czego nie mogą zrobić, jeśli jest ryzyko wywołałby np. wypadek samochodowy. Jeśli urzędnicy zaniechają działania, a komuś stanie się krzywda (lub mienie zostanie zniszczone), grozi im odpowiedzialność karna.
Zgodnie z art. 2 ustawy z 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz. U. z 2025 r. poz. 539) zwierzęta łowne żyjące w stanie wolnym stanowią własność Skarbu Państwa. Art. 46-50 Prawa Łowieckiego regulują zasady odpowiedzialności za szkody powodowane przez zwierzęta łowne. W telegraficznym skrócie: za szkody w płodach rolnych odpowiada Skarb Państwa. Reszta to problem samorządu.
Często leśnicy nie chcą, ale muszą. Nawet jeśli skargę obywatela uważają za absurdalną, bywa że ruszają w miasto. – To jak z karetką, co jedzie do pijaczka – tłumaczy jeden z moich informatorów, pracujący z myśliwymi.
W pierwszym kwartale 2026 roku Lasy Miejskie (LM) przyjęły w Warszawie około 4900 zgłoszeń dotyczących dzikich zwierząt, których efektem było 1419 interwencji. W 34 przypadkach skończyło się na odłowie zwierząt przez ich uśmiercenie. 
Ile kosztuje jedna interwencja w sprawie dzików?
Od dyrektora LM dowiedziałem się, że kosztów interwencji ws. dzików nie da się precyzyjnie wyliczyć. Nikt w księgowości nie prowadzi oddzielnej tabeli oznakowanej "dziki". Spójrzmy więc na ogólną listę obowiązków LM dotyczącą dzikich zwierząt. Każda z tych pozycji generuje koszty.
Do jakich zadań związanych z dzikimi zwierzętami zobowiązane są Lasy Miejskie – Warszawa?
obsługa telefonicznych i pisemnych zgłoszeń mieszkańców m.st. Warszawy, dotyczących bytowania oraz zdarzeń z udziałem dzikich zwierząt na terenach zurbanizowanych;
podejmowanie interwencji oraz udzielanie informacji w ww. przypadkach;
przeprowadzenie immobilizacji dzikich zwierząt pojawiających się na terenach zurbanizowanych m.st. Warszawy oraz ich ewentualna relokacja;
monitoring miejsc występowania dzikich zwierząt oraz prowadzenie działań prewencyjnych i informacyjnych;
usuwanie zwłok dzikich ssaków z terenu miasta, m.in. z kolizji wypadków drogowych;
transport dzikich zwierząt wymagających pomocy do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Lasów Miejskich - Warszawa;
prowadzenie Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, w tym leczenie i rehabilitacja dostarczonych osobników;
prowadzenie redukcji nadmiernej liczebności populacji wolno żyjących zwierząt, w sytuacji wydania stosownych decyzji przez właściwy organ.

Można jednak przejrzeć katalog zamówień publicznych. Jeden samochód dedykowany do transportu dzików kosztował w zamówieniu publicznym 400 tys. zł brutto, a Warszawa ma ich cztery. A więc za same auta dla dzików wychodzi brutto 1,6 mln zł.
Zamówienie z lutego 2026 roku na konserwację drewnianych urządzeń oraz urządzeń do odłowu dzików, a także placów zabaw w kompleksach leśnych, opiewa na kwotę 556 tys. zł brutto. W planie są kolejne wydatki na łącznie 458 tys. zł brutto. 
Usługi weterynaryjne: 460 tys. zł brutto. Inwentaryzacja ssaków kopytnych: 871 tys. zł brutto. Na "wykonanie inwentaryzacji zwierząt dziko żyjących (ze szczególnym uwzględnieniem dzików)" w Warszawie pójdzie 707 tys. zł brutto.
Nie są to kwoty wyjątkowe, bo zamówienia publiczne (jak usługi weterynaryjne) we wcześniejszych latach opiewały na porównywalne kwoty. Jednak widać, że rok 2026 w wydatkach będzie rokiem dzika.
Dodajmy do tego kordony policji, otaczające 20+ funkcjonariuszami co głośniejsze wezwania, jak do dzika Henia czy przy muzeum POLIN na Muranowie. To nowy standard, aby zabezpieczać miejsce zdarzenia m.in. przed aktywistami, przybywającymi tłumie nagrywać interwencję leśników.
Jakie szkody wyrządzają dziki w miastach i ile kosztuje ich naprawa?
Równie trudno oszacować koszty sprzątania po dzikach. Urzędnicy dzielnicy Wawer, z którymi rozmawiałem, rozkładają ręce. Codziennie widzę zryte trawniki, rabatki, skwery miejskie i wszelką zieleń. Czworonożny kudłacz buchtuje wszędzie tam, gdzie poczuje coś smakowitego. 
– Zakład Gospodarowania Nieruchomościami, który wykonuje prace naprawcze i pielęgnacyjne dla dzielnicy, po prostu dokonuje bieżących napraw. Nie odnotowuje, czy szkody, które usuwa, zostały wyrządzone przez dziki, łosie, psy, samochody czy ludzi – mówi InnPoland Piotr Jaszczuk, naczelnik wydziału dla dzielnicy Wawer.
Wysłałem zapytanie do ZGN, czy istnieje związek między liczbą zgłoszeń dotyczących dzików a liczbą prac naprawczych i pielęgnacyjnych dotyczących miejskiej zieleni. Nie otrzymałem odpowiedzi. Ze słów Piotra Jaszczuka wynika, że takie prace mieszczą się w budżecie miasta.
Jak za to wycenić rany, które ludzie odnieśli w wyniku spotkania z dzikiem? Prezentowane przez LM zdjęcia skaleczeń na ciałach pechowców są drastyczne, bez dwóch zdań. Jednak nawet bardziej drastyczne byłyby zdjęcia ofiar wypadków samochodowych. Statystyka jasno wskazuje, że dla mieszkańców Warszawy znacznie bardziej niebezpieczni są nieodpowiedzialni kierowcy aut, niż dziki.
W 2025 roku w Warszawie dziki zaatakowały 121 razy. Za to na stołecznych drogach doszło w tym czasie do 1157 wypadków, w których zginęło 86 osób, a 1357 ludzi zostało rannych. Liczba kolizji drogowych: oszałamiające 37 096, z czego tylko w 341 uczestniczyły dziki. Ta liczba wzrosła, ale nadal jest ułamkiem całości.
Co zamiast strzelania do dzików?
16 kwietnia odbyło się posiedzenie Komisja Ładu Przestrzennego i Ochrony Środowiska Rady Dzielnicy Wawer.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział powołanie specjalnego zespołu ds. dzików, który ma zająć się wypracowaniem systemowych, długofalowych rozwiązań. Krytycy uważają, że do zespołu trzeba powołać niezależnych ekspertów, a nie tylko myśliwych i pracowników Lasów Miejskich. Bo prozwierzęce rozwiązania są możliwe. Olsztyn nieźle radzi sobie z dzikami bez odstrzału. Gdynia również ma plan.
Na posiedzeniu w Wawrze wykluczono stosowanie antykoncepcji, by zredukować populację dzików. Choć leśnicy zgłosili gotowość do zastosowania tej metody, od dawna stoi bariera prawna: w obrocie nie ma odpowiednich preparatów weterynaryjnych. 
Wywożenie dzików do lasu też odpada: ta opcja została zablokowana w 2017 roku przez przepisy unijne i krajowe dotyczące zwalczania ASF. Dlatego czasem leśnicy nie mają innego wyjścia i muszą zabić dzikie zwierzę w mieście, potencjalnie łamiąc inne przepisy.
Co więc można zrobić z dzikami, zamiast ich uśmiercania? Na posiedzeniu komisji padały różne propozycje: od lepszego zabezpieczenia altan śmietnikowych i pojemników (w tym nowego typu, do zakotwiczenia przed wywróceniem), po działania edukacyjne dla mieszkańców.
Do zapobiegać kolizjom samochodów z dzikami, zgłoszono propozycję zmian w infrastrukturze. Rozwiązaniem miałby być tzw. przepusty kanadyjskie (kratki w podłożu dróg, przez które zwierzęta nie są w stanie przejść), a także instalacja automatycznych systemów wykrywania zwierząt. 
Wskazano, że ważne jest też dbanie o dzikie tereny (aby dziki chętniej zostawały "u siebie") oraz zmiany w roślinności miejskiej, by z jednej strony była mniej smakowita dla dzików, a z drugiej pozwalała łatwiej je dostrzec pieszym i kierowcom. Podczas posiedzenia rozważano też podjęcie działań odstraszających dziki, ale eksperci ostrzegają, że dziki szybko się uczą nowości, a więc równie szybko przestaną się bać.
Nie bądź jak Edward Warchocki, bo zapłacisz
Jak nie powinniśmy się zachowywać, gdy staniemy oko w oko z dzikiem? W skrócie: nie dokarmiać go ani nie zaczepiać. Edukacja przyrodnicza to jedno, ale trzeba mieć świadomość, że prawo przewiduje kary za okrucieństwo wobec zwierząt. 
W Polsce płoszenie dzikich zwierząt jest wykroczeniem (art. 78.), bo takie zachowanie może stworzyć zagrożenie dla innych ludzi. Kara: ograniczenie wolności, grzywna do 1000 zł albo nagana. To może grozić osobie, która sterowała robotem Edwardem Warchockim tak, by ten gonił dziki na wiralowym filmiku. Potencjalnie operator może również podpadać pod następujące wykroczenia:
umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia (gdyby doszło do fizycznego kontaktu);
używanie do pracy albo w celach sportowych lub rozrywkowych zwierząt chorych, a także zbyt młodych lub starych oraz zmuszanie ich do czynności, których wykonywanie może spowodować ból (tutaj jeśli wykazano by odpowiedni wiek i stan zwierząt, bo jakby nie patrzeć, takie filmy powstają dla zasięgów i rozrywki);
złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt (tu chyba nic nie muszę dodawać, bo nawet obrona śmietnika czy dziecka budzi pytania, czy nie została zainscenizowana).

Zanim pogonimy dziki dla lajków, pomyślmy, raz czy drugi, żeby potem spać spokojnie. A to właśnie spokój jest tym, czego nam naprawdę potrzeba w sprawie dzików w mieście.
Źródło: Lasy Miejskie Warszawa, Urząd dzielnicy Wawer, KSP Warszawa
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/362894a1cdf6035ed373d30fdc5fa465,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/362894a1cdf6035ed373d30fdc5fa465,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Każdy telefon po interwencje ws. dzików generuje koszty, a częściej dzwonimy ze strachu, niż z prawdziwej potrzeby. Sprawdzamy koszty zajmowania się dzikami w stolicy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224938,wyjazd-na-koncert-metalliki-z-problemami-fanklub-spieszy-z-pomoca</guid><link>https://innpoland.pl/224938,wyjazd-na-koncert-metalliki-z-problemami-fanklub-spieszy-z-pomoca</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 17:30:02 +0200</pubDate><title>Wyjazd na koncert Metalliki z problemami. Fanklub śpieszy z pomocą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ec75f7199f4c9ce73090029a8a99d592,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Już 19 maja w Chorzowie zagra Metallica. Okazuje się jednak, że wyjazd na koncert nie będzie tak prosty jak wcześniej. By dotrzeć na Stadion Śląski fani będą musieli nieco pogłówkować. Całe szczęście pomóc stara się fanklub zespołu, Overkill.pl.

Metallica po raz kolejny zagra w naszym kraju. Po wielu latach powróci na Stadion Śląski. To wielkie święto muzyki postanowił jednak nieco zepsuć Zarząd Transportu Metropolitalnego.
Metallica zagra w Chorzowie, ale ty tak łatwo tam nie dojedziesz
Tegoroczny koncert Metalliki będzie się niektórym fanom śnił po nocach: nie dość, że zdobycie biletów okazało się konkursem na refleks i wytrwałość (wirtualna kolejka po bilety była bardzo długa), to teraz jeszcze okazuje się, że dojechanie na Stadion Śląski nie będzie proste.
Zarząd Transportu Metropolitalnego podał, że w dniach od 4 do 22 maja w związku z remontem torowiska w centrum Katowic, zostaną wyłączone dwa przystanki, które są kluczowe, jeżeli chodzi o dotarcie na stadion. Mamy na myśli przystanki Katowice Rynek oraz Katowice Rondo, oba znane wielu koncertowiczom, gdyż na nich do komunikacji miejskiej wchodzi zawsze wielu udających się do Chorzowa.
Zawieszone są też linie 0 oraz 6, które mogłyby w normalnych warunkach zabierać fanów Metalliki w okolice stadionu.
Overkill.pl pomaga
Na pomoc spieszy jednak fanklub twórców "Master of Puppets", Overkill.pl. W poście na Facebooku wskazuje, jak poruszać się 19 maja po Katowicach, by zdążyć do Chorzowa na intro "The Ecstasy of Gold", którym Metallica zawsze rozpoczyna koncerty.
Najprościej będzie stanąć na przystanku Dworzec PKP, który znajduje się naprzeciwko Galerii Katowickiej, na ulicy 3 maja, i tam skorzystać z linii 11 oraz 23. Obie dostarczą nas pod stadion.
Pełną rozpiskę alternatywnych tras znajdziecie na fanpage'u fanklubu.
Metallica wraca na Śląsk
Metallica zagrała na Śląsku swoje pierwsze polskie koncerty: dwa w katowickim Spodku w 1987 r., jeden na Stadionie Śląskim w 1991 r., a następnie dwa ponownie w Spodku w 1996 roku.
Następnie zespół na krótko (1999 r.) upodobał sobie Warszawę, po czym powrócił na chorzowski stadion w 2003 i 2008 roku. 
Kolejne lata były dla fanów ze Śląska mniej owocne: musieli parokrotnie udać się do Warszawy, m.in. na słynne show Big 4, wspólny festiwal, na którym na jednej scenie zagrały Metallica, Slayer, Megadeth i Anthrax. 
Powrót na Śląsk jest więc niejako historycznym wydarzeniem. Ma też miejsce w dość specyficznych warunkach. Ostatnie dwa występy grupy na Stadionie Narodowym zostały źle nagłośnione: wielu fanów narzekało na to, że na trybunach dźwięk był tak fatalny, że musieli się domyślać, jaki utwór zespół gra w danym momencie.
Problemy dostrzegł szef nagłośnienia Metalliki, Greg Price, który na łamach "Meyer Sound Polska" w 2024 r. powiedział na temat warszawskiego obiektu parę cierpkich słów.
– Mamy tu najlepszy sprzęt jaki dotychczas stworzono – Meyer Sound – na chyba najgorszym stadionie, na jakim miałem okazję pracować – PGE Narodowym – przyznał w czasie wywiadu.
Metallica zagra 19 maja na Stadionie Śląskim wraz z zespołami Gojira i Knocked Loose.

                    
                
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ec75f7199f4c9ce73090029a8a99d592,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ec75f7199f4c9ce73090029a8a99d592,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Dojazd na Stadion Śląski nie będzie 19 maja prosty.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224932,zielona-gora-bedzie-miala-osiedle-dla-zolnierzy-za-72-mln-zl-to-forma-podziekowania</guid><link>https://innpoland.pl/224932,zielona-gora-bedzie-miala-osiedle-dla-zolnierzy-za-72-mln-zl-to-forma-podziekowania</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 17:00:02 +0200</pubDate><title>Zielona Góra będzie miała osiedle dla żołnierzy za 72 mln zł. To forma podziękowania</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6cc82d04869341ae7466f1bdf175826c,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W Zielonej Górze powstaje nowe osiedle mieszkaniowe dla żołnierzy. Cała inwestycja ma być warta aż 72 mln zł. To dopiero początek większej inwestycji.

W Zielonej Górze powstanie budynek wielorodzinny dla żołnierzy zawodowych. Za projektem stoją Agencja Mienia Wojskowego i władze miejskie.
Mieszkania dla żołnierzy
Całość to większy projekt: w samym pierwszym jego etapie zostanie wybudowany budynek z 20 mieszkaniami, łącznie powstać ma aż pięć takich bloków. Agencja ma zaoferować kilkadziesiąt lokali dla wojskowych i ich rodzin. Cztery z budynków mają mieć po 20 mieszkań, jeden – aż 40.
Nowe osiedle dla mundurowych powstanie w dzielnicy Jędrzychów, niedaleko ulic Łukasiewicza i Czekanowskiego.
Realizacja pierwszego etapu to kwestia 12,8 mln zł, a całość projektu ma wynieść 72 mln zł.
Pierwszy etap, czyli mieszkania i wygodne warunki życia
Pochylmy się jeszcze nad pierwszym etapem: w praktyce chodzi o trzykondycyjny budynek z 20 mieszkaniami. Lokale na parterze będą miały dostęp do ogródków.
Do tego dojdą: 47 miejsc parkingowych (w tym 3 dla osób z niepełnosprawnościami). plac zabaw o powierzchni min. 100 m², strefy rekreacyjne (pergole, ławki, hamaki), tereny zielone i drogi wewnętrzne. Na terenie osiedla powstanie też zbiornik retencyjny i infrastruktura techniczna.
Za projektem stoi m.in. ratusz, który przekazał ziemie pod inwestycję.
– Przekazanie gruntu pod inwestycję to wsparcie dla żołnierzy i rozwój miasta – powiedział mediom Marcin Pabierowski, prezydent Zielonej Góry. 
Zdaniem dyrektora AMW Arkadiusza Dąbrowskiego, inwestycja to forma podziękowania za służbę w wojsku.
Jak pisaliśmy na InnPoland, w Polsce widać dziś spore inwestycje w wojsko. Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota zapowiedział, że w ciągu kilku lat w sektor obronny zainwestowane zostaną nawet 10 mld zł. Chodzi o zwiększenie produkcji, wprowadzenie nowych technologii i uniezależnienie naszego kraju od zagranicznych dostaw. 

Przed armią też reformy modelu dowodzenia, o czym także pisaliśmy na InnPoland.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6cc82d04869341ae7466f1bdf175826c,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6cc82d04869341ae7466f1bdf175826c,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Zielona Góra buduje osiedle dla żołnierzy za 72 mln zł.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224935,krakow-staje-sie-stolica-startupow-to-tam-przenosi-sie-wazna-organizacja</guid><link>https://innpoland.pl/224935,krakow-staje-sie-stolica-startupow-to-tam-przenosi-sie-wazna-organizacja</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 16:30:02 +0200</pubDate><title>Kraków staje się stolicą startupów. To tam przenosi się ważna organizacja</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6269733db18a7a9cddd3e491e4fed973,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kraków może być wkrótce centrum polskich startupów. Fundacja Startup Poland przenosi się z Warszawy do Grodu Kraka. Zdaniem władz miasta to przełom dla regionu.

Z Warszawy do Krakowa. Taką drogę przez 11 lat przebyła fundacja Startup Poland. Organizacja, która promuje innowacyjne przedsięwzięcia, działa teraz w dawnej stolicy Polski.
Fundacja Startup Poland w Krakowie
Fundacja Startup Poland po ponad dekadzie ma nową siedzibę. To zabytkowy budynek Dworca Głównego, który wkrótce stanie się nową przestrzenią dla startupów, które korzystają z nowoczesnych technologii.
Oficjalne otwarcie nowej siedziby Startup Poland w Krakowie odbyło się 27 kwietnia. W inauguracji wziął udział prezydent miasta Aleksander Miszalski. Towarzyszyło mu blisko sto osób ze środowiska startupowego: założyciele i inwestorzy venture capital.
– Dzisiejsze spotkanie ma wymiar symboliczny i historyczny – powiedział w czasie wydarzenia Miszalski. – W sercu Krakowa otwieramy nową siedzibę Startup Poland – organizacji, która od ponad dekady wyznacza kierunki rozwoju innowacji w Polsce. To nie jest tylko nowy adres. To wyraźny sygnał: mapa technologiczna Europy Środkowo-Wschodniej właśnie się przerysowuje – a Kraków staje się jej kluczowym punktem – dodał.
Premiera nowego narzędzia AI
Nie skończyło się na przemówieniach. Wszystko uzupełniła prezentacja trzech startupów, które zaprezentowały swoje rozwiązania. Pokazano też nowe narzędzie oparte na sztucznej inteligencji. Chodzi o VCMatcher, projekt, który ma łączyć założycieli startupów z inwestorami. Stoi za nim Smok Ventures.
Sama zmiana miejsca siedziby fundacji Startup Poland nie jest symboliczna. To sygnał  dla przedsiębiorców, że miasto ma ambicje stania się centrum funduszy VC i innowacyjnych startupów.
"To także moment o dużym znaczeniu wizerunkowym. Kraków coraz częściej wskazywany jest jako miejsce, w którym krzyżują się pomysły, kapitał i talent. Inauguracja działalności Startup Poland może ten trend jeszcze przyspieszyć. Jedno jest pewne – Kraków nie tylko chce być częścią technologicznej rewolucji. Chce ją współtworzyć", czytamy w komunikacie krakowskiego ratusza.

                    
                
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6269733db18a7a9cddd3e491e4fed973,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6269733db18a7a9cddd3e491e4fed973,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Kraków to miejsce nowej siedziby Fundacji Startup Poland.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224929,polska-bez-regulacji-kryptowalut-nowy-projekt-ustawy-nic-nie-zmieni-sugeruje-znany-ekspert</guid><link>https://innpoland.pl/224929,polska-bez-regulacji-kryptowalut-nowy-projekt-ustawy-nic-nie-zmieni-sugeruje-znany-ekspert</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 15:30:01 +0200</pubDate><title>Polska bez regulacji kryptowalut. Nowy projekt ustawy nic nie zmieni - sugeruje znany ekspert</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6491ebb28f1fe4f42d1f9e4c51d3ea38,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska nadal nie ma regulacji rynku kryptowalut. To efekt dwukrotnego weta prezydenta, ale też uporu obozu rządzącego. Polska 2050 proponuje "kompromisowy" projekt ustawy, który jednak nie zyska akceptacji Pałacu. Co to oznacza dla inwestorów?

Polska nie posiada regulacji rynku kryptowalut. Prezydent już dwukrotnie zawetował rządową ustawę, a gabinet Donalda Tuska ani myśli zrobić krok w tył. Dla inwestorów oznacza to problemy.
Polska bez ustawy o kryptowalutach
Już w 2025 r. mogliśmy mieć regulacje rynku kryptoaktywów. Niestety rząd przedstawił projekt ustawy, który był powszechnie krytykowany przez branżę i w efekcie został zawetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego.
W odpowiedzi na to gabinet Donalda Tuska przedłożył w Sejmie... ten sam projekt regulacji. Co nie było niespodzianką, został on ponownie zawetowany przez głowę państwa.
W efekcie polskie firmy z rynku kryptowalut starają się o licencję na prowadzenie działalności w innych krajach, co skończy się dla polskich inwestorów źle: w razie sporów  z tymi firmami będą musieli zmierzyć się z zagranicznymi podmiotami, podlegającymi pod obce jurysdykcje. Będzie to też oznaczało stratę dla państwa: kryptofirmy będą zarabiały na polskich klientach, ale podatki płaciły np. w Niemczech czy Holandii.
Polska 2050 chce pomóc?
Największym problemem jest to, że sprawa kryptowalut została w Polsce mocno upolityczniona. Niemal każda partia chce coś na niej ugrać: KO obwinić PiS za upadek giełdy zondacrypto, PiS i Konfederacja starają się wykreować na obrońców branży, z kolei Polska 2050 pokazać jako ta siła, która jest rzekomo najbardziej racjonalna.
Ugrupowanie, które założył Szymon Hołownia, przedstawiło swój projekt ustawy o kryptowalutach: w założeniu nie tak restrykcyjny co rządowy pierwowzór, ale też nie tak liberalny jak rozwiązania Konfederacji.
Problem w tym, że ustawa Polski 2050 niewiele zmienia i zapewne ponownie zostanie zawetowana przez Karola Nawrockiego: wskazuje na to prof. Krzysztof Piech, który od lat promuje u nas kryptowaluty i technologię blockchain.
W swoich analizach, jakie przedstawił na portalu X, wskazał na to, że tylko projekt Konfederacji jest w stanie przekonać do siebie prezydenta. 

                    
                        
                    
                W osobnym wpisie zasugerował, że rządowy projekt i jego "rozszerzenie" autorstwa Polski 2050 są wręcz niezgodne z Konstytucją RP.

                    
                        
                    
                Podobne zastrzeżenia ma w kontekście zgodności ustaw z prawem UE.

                    
                        
                    
                Wszystko to razem sugeruje, że optymalnym rozwiązaniem byłoby przegłosowanie przez Sejm projektu "Konfy", co jednak nie wydarzy się z powodów politycznych. W efekcie nasz kraj na dłużej pozostanie bez kryptoregulacji, co, jak już wskazaliśmy, negatywnie odbije się i na wpływach do budżetu, i inwestorach.
O tym, jak działa Bitcoin, pisaliśmy na InnPoland tutaj. O znaczeniu dla gospodarki platformy Ethereum przeczytacie w tym miejscu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6491ebb28f1fe4f42d1f9e4c51d3ea38,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6491ebb28f1fe4f42d1f9e4c51d3ea38,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Polska nadal nie ma regulacji kryptowalut. Projekt Polski 2050 nic nie zmieni - twierdzi prof. Krzysztof Piech.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224923,rzad-tuska-poszedl-po-rozum-do-glowy-na-te-wiadomosc-czekali-polacy</guid><link>https://innpoland.pl/224923,rzad-tuska-poszedl-po-rozum-do-glowy-na-te-wiadomosc-czekali-polacy</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 14:30:02 +0200</pubDate><title>Rząd Tuska poszedł po rozum do głowy. Na tę wiadomość czekali Polacy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/873684094a466c8eba72038d2039723e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />No i nici z planów dotyczących wyższego progu podatkowego – ten pozostanie na poziomie 120 tys. zł. Kwota wolna od podatku też nie zostanie podniesiona. Problem w tym, że oznacza to dla nas wyższe podatki. Coraz więcej Polaków wpada w drugi próg.

Ministerstwo Finansów nie podniesie progu podatkowego, więc ten pozostanie na poziomie 120 tys. zł. Tyle że coraz więcej Polaków zarabia już większą sumę. Efekt? Zapłacą większe podatki!
Zarabiasz? To płać!
Dlaczego jednak rząd Donalda Tuska nie podniesie progu? Powodem jest konieczność ograniczenia deficytu finansów publicznych i realizacja zaleceń UE. Innymi słowy, zrzucimy się wspólnie, by ratować finanse państwa.
Jak wskazał w odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister finansów Jarosław Neneman, od lipca 2024 roku Polska znajduje się w procedurze nadmiernego deficytu, a "wyjście z tej procedury wymaga od rządu realizacji planu naprawczego, którego celem jest sprowadzenie deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB oraz stabilizacja długu publicznego".
"Rada UE zaleciła Polsce realizację tego planu do 2028 roku. Działaniem nierozważnym byłoby zatem podejmowanie inicjatyw ustawodawczych, które nie sprzyjają realizacji tego celu", przekazał wiceminister.
To nie koniec złych wieści. Ulgi też nie zostaną zmienione: mamy na myśli np. ulgę na dziecko dla rodziców jedynaków (pozostanie ona na poziomie 112 tys. zł).
Kwota wolna od podatku także nie zostanie zmieniona i pozostanie na poziomie 30 tys. zł. Projekt, który zakłada jej podniesienie o 60 tys. zł, istnieje, ale został "zamrożony" w  parlamencie.
W efekcie tego wszystkiego nic się nie zmieni: nadal obowiązywać mają dwie stawki podatkowe: 12 proc. dla dochodów do 120 tys. zł rocznie i 32 proc. od zarobków wyższych niż wskazana kwota.
Mnie to nie dotyczy! Nie do końca...
Choć wiele osób może teraz wzruszyć ramionami, gdyż zarabia mniej niż 120 tys. zł, warto dodać, że liczba osób, które wpadają w drugi prób, rośnie. W 2022 roku było to 3 proc. podatników, w 2023 r. już 5 proc., w kolejnym – 7,6 proc. I trend ten będzie zapewne kontynuowany.
W 2025 rok, jak wynika z analiz i symulacji, już co prawie dziesiąty polski podatnik zarobił ponad 120 tys. zł.
Podniesienie kwoty wolnej miałoby kosztować budżet państwa ponad 50 mld zł rocznie. To powoduje, że rząd nie chce zgodzić się na reformę.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/873684094a466c8eba72038d2039723e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/873684094a466c8eba72038d2039723e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rząd Tuska nie podniesie progu podatkowego. W efekcie zapłacimy większe podatki.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224920,bielsko-biala-moze-wprowadzic-prohibicje-prezydent-boi-sie-podjac-decyzje-sam</guid><link>https://innpoland.pl/224920,bielsko-biala-moze-wprowadzic-prohibicje-prezydent-boi-sie-podjac-decyzje-sam</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 13:30:01 +0200</pubDate><title>Bielsko-Biała może wprowadzić prohibicję. Prezydent boi się podjąć decyzję sam</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0c7b62e9212bfbcfadcb88acd93c500e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bielsko-Biała może wprowadzić nocną prohibicję. Sprawa budzi jednak na tyle duże emocje, że prezydent miasta Jarosław Klimaszewski postanowił zapytać o zdanie mieszkańców. Ci mogą oddać głos w internetowej sondzie.

W marcu do Rady Miejskiej Bielska-Białej trafił obywatelski projekt uchwały, która, jeżeli zostanie przegłosowana, ograniczy sprzedaż alkoholu w godzinach nocnych. Prezydent Jarosław Klimaszewski prosi teraz mieszkańców o to, by wyrazili swoją opinię w tej sprawie.
Bielsko-Biała bez alkoholu w nocy?
Bielsko-Biała, tegoroczna Polska Stolica Kultury, posiada platformę "Zapytaj Mieszkańca BB". To sposób na komunikowanie się prezydenta miasta Jarosława Klimaszewskiego z obywatelami miasta. Po wejściu na stronę wystarczy podać adres e‑mail i "kliknąć" odpowiednie zgody. Następnie otrzymamy link do ankiety "w sprawie rozszerzenia ograniczeń w nocnej sprzedaży napojów alkoholowych na terenie całego miasta".
To nawiązanie do obywatelskiego projektu, który zakłada wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu w godzinach od 22.00 do 6.00. Ten miałby obowiązywać na terenie całego miasta (dziś tylko na trzech osiedlach: Górnym Przedmieściu, Mieszka I oraz Białej Wschód). Zakaz dotyczyłby jedynie sklepów oraz stacji benzynowych, a nie lokali gastronomicznych.
Choć projekt jest obywatelski podpisało się pod nim jedynie 361 Bielszczan (w mieście mieszka nieco ponad 165 tys. osób). Ankieta to więc ciekawy sposób na poznanie opinii większej liczby mieszkańców.
Pomysł jest interesujący, ale szczegóły już... dziwne. Przykładowo, by wziąć udział w głosowaniu, wystarczy mieć ukończone... 13 lat. Głosować mogą więc nawet ci, którzy są niepełnoletni i nie mogą w ogóle kupować napojów wyskokowych. 
Projekt nocnej prohibicji opiniować będzie jeszcze 30 rad osiedli oraz dowódcy bielskiego garnizonu.
Radny: "to ważny sygnał"
O zdanie na temat inicjatywy zapytaliśmy radnego Nikodema Ankudowicza (Koalicja Obywatelska).
– Pojawienie się obywatelskiego projektu uchwały dotyczącego ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu to ważny sygnał od części naszych mieszkańców, którego nie można zignorować – powiedział. – Jako radny zawsze z dużą uwagą podchodzę do inicjatyw oddolnych, ponieważ pokazują one, jakie kwestie są dla bielszczan istotne. Obecnie szczegółowo analizuję zaproponowane rozwiązania pod kątem ich skuteczności oraz wpływu na lokalną przedsiębiorczość – dodał.
Jego zdaniem władze muszą "znaleźć złoty środek między dbaniem o spokój i bezpieczeństwo w mieście a unikaniem nadmiernych restrykcji, które mogą przynieść skutki odwrotne do zamierzonych". 

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0c7b62e9212bfbcfadcb88acd93c500e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0c7b62e9212bfbcfadcb88acd93c500e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Bielsko-Biała może wprowadzić nocną prohibicję, ale prezydent boi się podjąć decyzję sam.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224917,bitcoin-z-bardzo-dobrym-zamknieciem-miesiaca-kryptowaluty-moga-zyskiwac-na-wartosci</guid><link>https://innpoland.pl/224917,bitcoin-z-bardzo-dobrym-zamknieciem-miesiaca-kryptowaluty-moga-zyskiwac-na-wartosci</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 12:30:02 +0200</pubDate><title>Bitcoin z bardzo dobrym zamknięciem miesiąca. Kryptowaluty mogą zyskiwać na wartości</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/129a90a796fa1ba364f6e7e44fdd4137,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Bitcoin zakończył kwiecień na plusie. I to w sytuacji, gdy wojna na Bliskim Wschodzie nadal trwa, co teoretycznie powinno osłabiać cyfrowe aktywa. Czy więc przed nami kolejna fala wzrostów?

Kurs bitcoina przez ostatni miesiąc wzrósł o nieco ponad 2 procent. Jak na kryptowalutę to mało, ale warto pamiętać, że wszystko miało miejsce w warunkach, gdy ryzykowne aktywa powinny mocno tanieć.
Bitcoin pozytywnie zaskakuje
Przez cały kwiecień bitcoin zyskał 2,2 proc. swojej wartości. Jak na walor, który potrafił drożeć w takim okresie o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, to nic. Tyle że wszystko miało miejsce w czasie trwania zawieruchy na Bliskim Wschodzie, która teoretycznie powinna mocno "spompować" cenę cyfrowej monety.
Obecnie za 1 BTC inwestorzy płacą 78 302 USD.
Warto jednak zwrócić uwagę na to, że wzrosty są napędzane głównie przez traderów na rynku kontraktów futures, a nie tych na rynku spot. Chodzi o to, że popyt na "fizyczne" bitcoiny pozostaje niski, a wycenę podbija głównie spekulacja na kontraktach terminowych.
Mówiąc prościej: obecne wzrosty ceny bitcoina nie wynikają z tego, że ludzie masowo kupują BTC i je trzymają. Zamiast tego napędzają je głównie traderzy, którzy spekulują na kontraktach futures, czyli zakładają się o przyszłą cenę, często bez faktycznego posiadania bitcoinów.
Innymi słowy: cena rośnie bardziej przez zakłady i spekulację niż przez realny popyt.
Zdaniem firmy CryptoQuant, "rozbieżność między rosnącą ceną a malejącym popytem spot jest jednym z najwyraźniejszych sygnałów, że wzrosty mają charakter spekulacyjny, a nie strukturalny"
Analitycy ostrzegają, że przypomina to sytuację z 2022 r., gdy bessa dopiero się rozpoczynała: wtedy też popyt na kontrakty terminowe rósł, a popyt na "fizyczne" bitcoiny spadał, co "ostatecznie poprzedziło trwały spadek cen".
Tym razem będzie inaczej?
Słynne giełdowe powiedzenie brzmi: "tym razem będzie inaczej". Ma ono jednak wydźwięk ironiczny, sugerujący, że tylko naiwni wierzą w zmianę pewnych schematów rynkowych.
Tym razem jednak faktycznie "może być inaczej". Od połowy maja na czele FED, banku centralnego USA, stanie Kevin Warsh, który jest zwolennikiem cięcia stóp procentowych. Jeżeli teraz ponownie będzie chciał pobudzić gospodarkę poprzez zwiększoną akcję kredytową, może dać kryptowalutom więcej powietrza, a tym samym zwiększy szanse na ich wzrosty.
Poza tym wiele wskazuje na to, że wojna na Bliskim Wschodzie powoli dobiega końca: działania zbrojne nie są już w praktyce prowadzone (przynajmniej jeżeli chodzi o ostrzał rakietowy), a obie strony negocjują przyszły pokój. Jeżeli ten zostanie podpisany, bitcoinowe byki mogą otrzymać szansę na podniesienie wyceny ich ulubionych aktywów.
– Kurs bitcoina zależy dziś od makroekonomii i geopolityki. Jeżeli nowy prezes FED, Kevin Warsh, sprawi, że bank centralny USA będzie ciął stopy procentowe, kryptowaluty otrzymają kolejny prowzrostowy czynnik – wskazuje w rozmowie z nami Mateusz Kara z Ari10. – Obniżki stóp są interpretowane przez rynki jako próba pobudzenia przez władze monetarne gospodarki, co powinno przełożyć się na wzrost wycen aktywów ryzykownych – dodał.
Jego zdaniem, "kolejnym elementem jest geopolityka. Donald Trump wkrótce będzie świętował półmetek swojej drugiej kadencji". 
– Jeżeli myśli o przekazaniu władzy obecnemu wiceprezydentowi, J.D. Vance’owi, musi uspokoić sytuację geopolityczną, co też może przełożyć się na wzrosty na wykresie BTC/USD. Możliwe, że wszelkie ryzykowne posunięcia planował wykonać w czasie pierwszych dwóch lat prezydentury. To oznaczałoby powolne zmniejszanie eskalacji konfliktów jeszcze w tym roku – wskazał.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/129a90a796fa1ba364f6e7e44fdd4137,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/129a90a796fa1ba364f6e7e44fdd4137,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Bitcoin ze świetnym zamknięciem kwietnia. Czy to zapowiedź hossy?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224911,skarpeta-wygrywa-z-bankowa-aplikacja-w-naszych-domach-leza-443-mld-zl</guid><link>https://innpoland.pl/224911,skarpeta-wygrywa-z-bankowa-aplikacja-w-naszych-domach-leza-443-mld-zl</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 11:45:01 +0200</pubDate><title>Skarpeta wygrywa z bankową aplikacją. W naszych domach leżą 443 mld zł</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7760ceeb97e1f973a30dbbc9448604bf,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ponad dwie trzecie z nas trzyma w domu rezerwy finansowe. Choć banki kuszą nowoczesnymi aplikacjami, to fizyczny banknot daje nam poczucie kontroli, którego nie zastąpi żaden przelew.

To zjawisko ekonomiści nazywają "cash hoardingiem", ale my, Polacy, mamy na to prostsze określenie: bezpieczna skarpeta. Choć płacimy zegarkami, telefonami i kodami BLIK, to w naszych domach rośnie góra fizycznego pieniądza. Pod koniec 2025 roku wartość banknotów i monet w obiegu osiągnęła zawrotną kwotę 443 miliardów złotych.
Powrót do gotówki: w dobie cyfryzacji kochamy papier
Wydawałoby się, że fizyczny pieniądz to przeżytek. Tymczasem dane Narodowego Banku Polskiego za rok 2025 pokazują coś odwrotnego: wartość gotówki w obiegu wzrosła o 7,4 proc. rok do roku. To kontynuacja trendu z lat poprzednich, kiedy wzrosty sięgały niemal 10 proc.
Co ciekawe, gotówką płacimy coraz rzadziej, ale posiadamy jej coraz więcej. To paradoks, który ma bardzo konkretne przyczyny.
Dlaczego wycofujemy pieniądze z banków?
Z badań wynika, że ponad 66 proc. Polaków trzyma gotówkę jako formę zabezpieczenia. Większość z nas (dwie trzecie) posiada rezerwy do 5 tysięcy złotych pod ręką. Powody?
Portret polskiego ciułacza
Co ciekawe, mimo że gromadzimy gotówkę, bankomaty wcale nie znikają. Infrastruktura jest rekordowo dostępna, co tylko ułatwia Polakom szybkie ucieczki z systemu bankowego w momentach rynkowej niepewności.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7760ceeb97e1f973a30dbbc9448604bf,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7760ceeb97e1f973a30dbbc9448604bf,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Skarpeta wygrywa z bankową aplikacją. W naszych domach leżą 443 mld zł</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224914,zabka-wchodzi-w-gaming-zaoferuje-graczom-najmniejszy-kontroler-do-gier-na-swiecie</guid><link>https://innpoland.pl/224914,zabka-wchodzi-w-gaming-zaoferuje-graczom-najmniejszy-kontroler-do-gier-na-swiecie</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 10:54:36 +0200</pubDate><title>Żabka wchodzi w gaming. Zaoferuje graczom &quot;najmniejszy kontroler do gier na świecie&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5aa67746b023cdbb519c525b5e0a3bf1,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Żabka nie przestaje zaskakiwać: wkrótce zaoferuje swoim klientom Triki, czyli miniaturowy kontroler do gier. Wraz z nim wystartuje platforma z grami dla najwierniejszych klientów sklepów spod znaku sympatycznego płaza. W zamian za osiągane dobre wyniki w rozgrywkach będziemy mogli otrzymywać ciekawe bonusy.

Jeżeli Żabka nadal kojarzy ci się tylko z nudnym osiedlowym sklepem, teraz już na pewno zmienisz zdanie! Sieć wypuszcza na rynek Triki, "najmniejszy kontroler do gier na świecie". Uniwersum kreskówkowego płaza rozszerza się i oferuje nam coraz więcej atrakcji.
Żabka z kontrolerem do gier
Czym jest Triki? Jak wspomnieliśmy to bardzo mały kontroler do gier. Sformułowanie to nie oddaje jednak tego, czym jest: przypomina mały kapsel z butelki. Tak, udało się stworzyć "pad" do gier, który możemy schować do portfela lub kieszeni. 
Sam Triki to jednak mało: wszystko obudowano specjalną ofertą gier (Strefa Gier Żappki), która pojawi się w aplikacji Żabki: tej samej, za pomocą której zbieramy dziś żappsy.
Triki można sparować ze smartfonem za pomocą Bluetootha. Jak jednak działa? Tu należy wyjaśnić, że jest to tzw. kontroler ruchowy, co oznacza, że w czasie gier trzeba go ułożyć w odpowiedniej pozycji. W praktyce chodzi o podrzucanie nim czy ruszanie jak małą kierownicą – każdy ruch ma wpływ na to, co dzieje się na ekranie naszego smartfona.
Wytłumaczmy to na przykładach. Np. w czasie gry w "Węża" (chodzi o nową inkarnację popularnej w latach 90. gry) przesuwamy Trikim na stole, co pomaga naszemu gadziemu głównemu bohaterowi omijać przeszkody na ekranie.
Gdy gramy w "Boksera" mocno ściskamy kontroler i zadajemy cios (całe szczęście tylko powietrzu): kontroler mierzy jego siłę. Czym "uderzymy" mocniej, tym więcej punktów zdobędziemy.
Otrzymujemy też grę przypominającą "Super Mario", która uczy nas refleksu i wyczucia w posługiwaniu się Trikim.

                    
                W zamian za dobre wyniki otrzymujemy zniżki i produkty, które są dostępne w Żabkach. A to pizzę po promocyjnej cenie, a to zestaw hot dogów. W planach mają być dodatkowe nagrody, fundowane przez ekskluzywne marki.
Pilotaż influencerów
Pilotaż kontrolera ma charakter zamknięty. Jak na razie nowe urządzenie mogą kupić jedynie ci użytkownicy, którzy otrzymają specjalne kody od współpracujących z marką influencerów. Po aktywacji kodu w aplikacji, gracz otrzyma możliwość zakupu kontrolera w wybranych sklepach stacjonarnych.
Ma to pomóc w przetestowaniu nowego rozwiązania i zebranie feedbacku od wybranej grupy odbiorców. Na bazie jej doświadczeń firma będzie mogła jeszcze dopracować mechanikę gry. Wszystko po to, by w czasie ogólnopolskiego debiutu przedstawić pełnowartościowy produkt. 
Kiedy jednak planowana jest właściwa premiera? W ciągu najbliższych miesięcy, dokładna data nie jest znana. Wiele jednak wskazuje na to, że Żabka ponownie zwiększy popularność swoich sklepów i produktów.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5aa67746b023cdbb519c525b5e0a3bf1,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5aa67746b023cdbb519c525b5e0a3bf1,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Żabka wchodzi w gaming i zaoferuje graczom &quot;najmniejszy kontroler do gier na świecie&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224407,w-pkp-intercity-zgarniesz-darmowe-bilety-system-nagrod-zmienia-podrozowanie</guid><link>https://innpoland.pl/224407,w-pkp-intercity-zgarniesz-darmowe-bilety-system-nagrod-zmienia-podrozowanie</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>W PKP Intercity zgarniesz darmowe bilety. System nagród zmienia podróżowanie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/fe5b1b94f7d53174eadaa9e1449900e6,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Darmowe bilety za zwykłe podróże pociągiem? PKP Intercity uruchomiło program "Moje IC", który zamienia każdą wydaną złotówkę w punkty, a te w realne przejazdy bez opłat. To jedna z największych zmian dla pasażerów od lat.

Nowy program lojalnościowy "Moje IC" oficjalnie wystartował 22 kwietnia 2026 roku i jest dostępny dla wszystkich pasażerów powyżej 16. roku życia. Wystarczy założyć konto w aplikacji PKP Intercity lub systemie e-IC 2.0, zaakceptować regulamin i… właściwie to wszystko. Od tego momentu każda podróż zaczyna "pracować" na kolejne przejazdy. 
Mechanizm jest prosty. Kupujesz bilet, zbierasz punkty, a potem wymieniasz je na darmowe bilety. Brzmi jak promocja? Tym razem to stały system, który ma zmienić sposób korzystania z kolei w Polsce.
PKP Intercity uruchamia "Moje IC". Każda podróż zamienia się w nagrody
Podstawowa zasada jest banalnie prosta i właśnie dlatego może przyciągnąć masy pasażerów. Za każdą wydaną złotówkę PKP Intercity przyznaje 4 punkty. Jeśli więc kupisz bilet za 50 zł, na Twoje konto trafi 200 punktów. Punkty naliczają się automatycznie, o ile jesteś zalogowany w aplikacji lub systemie sprzedaży.
Na start przewoźnik dorzuca bonus. Już przy rejestracji można zdobyć nawet 500 punktów. Część otrzymujesz za samo dołączenie, część za uzupełnienie danych. Do tego dochodzą dodatkowe bonusy, np. w dniu urodzin czy w rocznicę przystąpienia do programu. Nawet sporadyczne podróże mogą po czasie przełożyć się na darmowy przejazd.
"Moje IC" od PKP Intercity z konkretnymi zasadami. Darmowa podróż ma swoją cenę
Najważniejsze pytanie brzmi: ile trzeba zebrać, żeby pojechać za darmo? W programie obowiązuje prosty przelicznik, czyli 1 punkt to 1 grosz. Bilet za 100 zł "kosztuje" 10 tys. punktów. To dużo, ale przy regularnych podróżach pula punktów rośnie szybciej, niż się wydaje.
Co ważne, punkty mają swoją ważność. Można je wykorzystać przez 24 miesiące od momentu naliczenia. To daje sporo czasu na ich zebranie i wykorzystanie. PKP Intercity zapowiada też rozwój programu. W przyszłości punkty będzie można wymieniać nie tylko na bilety, ale też np. na posiłki w wagonach WARS czy inne usługi.
PKP Intercity stawia na technologię. Podróż ma ma być wygodną usługą
Program lojalnościowy to tylko część większych zmian. PKP Intercity wprowadza również nowe funkcje w aplikacji, które mają uprościć podróżowanie. Jedną z nich jest możliwość samodzielnej odprawy pasażera. Po zajęciu miejsca w pociągu wystarczy kilka kliknięć w telefonie, a informacja automatycznie trafi do konduktora.
Pojawiają się też inne udogodnienia, jak możliwość oceniania przejazdów czy bardziej intuicyjna rezerwacja miejsc, nawet przy podróżach z przesiadkami. Wszystko to wpisuje się w szerszy trend cyfryzacji transportu. Kolej przestaje być tylko środkiem przemieszczania się z punktu A do B, a zaczyna przypominać usługę, która nagradza lojalność i wygodę użytkownika.
Nowy program PKP Intercity może realnie zmienić nawyki pasażerów. Zamiast jednorazowego zakupu biletu pojawia się mechanizm, który zachęca do regularnych podróży. Skoro każda złotówka przybliża do darmowego przejazdu, to nawet codzienna trasa do pracy zaczyna mieć dodatkową wartość. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/fe5b1b94f7d53174eadaa9e1449900e6,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/fe5b1b94f7d53174eadaa9e1449900e6,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">W PKP Intercity zgarniesz darmowe bilety. System nagród zmienia podróżowanie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224887,mielismy-oze-sroze-mamy-pompy-srompy-jankowski-krolem-dramy-ale-polacy-potrafia-liczyc</guid><link>https://innpoland.pl/224887,mielismy-oze-sroze-mamy-pompy-srompy-jankowski-krolem-dramy-ale-polacy-potrafia-liczyc</link><pubDate>Sat, 02 May 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Mieliśmy OZE-sroze, mamy pompy-srompy. Jankowski królem dramy, ale Polacy potrafią liczyć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0972187936f5f66cf1fb3104033006af,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Daj pan spokój z tą pompą" – grzmi redaktor Jankowski, przyznając, że za gaz zapłaciłby... tyle samo. Gdzie tu sens, gdzie logika? Prawica walczy z prądem, jak don Kichot z wiatrakami, bo Polacy na złość ciągle montują sobie pompy i panele, nie słuchając dramatycznych okrzyków. Cóż, chyba są mądrzejsi i lepiej umieją liczyć.

Od jakiegoś czasu z rosnącą fascynacją oglądam wybryki Grzegorza Jankowskiego w Polsacie. Ostatni wprawił mnie w nastrój radośnie głupkowaty. Jankowski posługujący się w sprawach zawodowych tzw. chłopskim rozumem zderzył się ze ścianą argumentu i kolizji tej nie przetrwał. Ale ja go za ten upór szanuję. Jest jak don Kichot walczący z wiatrakami (niemal dosłownie) i może doczeka się jakiejś powieści na swój temat. Albo chociaż filmu. "Tańczący z węglem", "Jankowski: ostatnia hałda"...
Jednocześnie zrodziło się we mnie pytanie, co takiego złego w pompach ciepła widzi specyficznie pojmowana prawica. Urządzenie pobiera prąd, daje w domu ciepło. Robi to niezwykle sprawnie i tanio. Oczywiście pod warunkiem, że jest poprawnie zamontowane i wyregulowane. Ale wróćmy na chwilę do Jankowskiego.
Pompy ciepła. Chłopski rozum Jankowskiego kontra styczeń
Obejrzenie tego materiału to jak seans teatru jednego aktora, w którym scenariusz napisano wielkimi literami, a jedyną dopuszczalną emocją jest święte oburzenie. Oczywiście oburzenie Grzegorza Jankowskiego, kreującego się na trybuna ludowego. Redaktor nawet nie zauważa, że staje się królem dramy. Bardzo dziwnej dramy.

            
                
            
            Jeden z jego gości, Michał Hetmański z Fundacji Instrat, zauważył, że redaktor Jankowski, tak niby przeciwny, sam ma pompę ciepła. Bardzo podobna sytuacja co z politykiem PiS Przemysławem Czarnkiem, który tak bardzo nie lubi paneli fotowoltaicznych, że aż sam je zamontował u siebie w domu.
Wróćmy jednak do wymiany Jankowskiego i Hetmańskiego.
J: A daj pan spokój, wie pan co, z tą pompą ciepła. Zapłaciłem za styczeń 2500 zł. 
H: A ile pan by zapłacił za gaz? Ile ten gaz będzie kosztować w przyszłym roku?
J: A wie pan co, diabli mnie biorą, bo bym za gaz zapłacił makabryczne pieniądze.
H: Wzywam, panie redaktorze, pan pokaże rachunek i porównamy nie tylko koszty ogrzewania za miesiąc…
J: Jaki rachunek pan chce?! 
I tu Jankowski się zagotował. 
– Nie wydałem miliona złotych na docieplenie. Tak, bo nie miałem kasy, żeby wstawić sobie nowe okna, bo może wy macie te pieniądze, bo może wy w tej Brukseli i w życiu wam żadnego rachunku nie pokażę. Miałem zwykły normalny dom. Zwykły normalny dom miałem, jak każdy Polak miał dom – perorował chaotycznie Jankowski.
Jednak prowadzący z Polsatu nie byłby sobą, gdyby nie sięgnął po pytania graniczne.
– Po moim trupie. Od moich rachunków to wy się odczepcie, okej? – to był jego ostateczny argument.
Fakt jest taki, że w zderzeniu z prośbą o twarde dane – czyli własne rachunki – rozkrzyczany redaktor Jankowski zareagował tak, jakby ktoś poprosił go o kody do głowic nuklearnych.
"Po moim trupie", czyli dlaczego fakty parzą Grzegorza Jankowskiego?
Jankowski w swoim programie uprawia klasyczną walkę z wiatrakami, tyle że tymi, które dają nam tanią energię. Twierdzi, że pompa ciepła to "makabryczne pieniądze" (2,5 tys. zł za styczeń), jednocześnie przyznając, że za gaz płaciłby podobnie. Gdzie tu logika? Nie ma jej, bo w prawicowej narracji nie chodzi o oszczędności, ale o podtrzymywanie lęku.
Redaktor grzmi i niemal drze szaty, ale rzeczywistość rynkowa jest bezlitosna dla jego retoryki. Nawet wyborcy o konserwatywnych poglądach to przede wszystkim pragmatycy. W marcu 2026 roku zainteresowanie elektrykami na Otomoto wzrosło o 68 proc. tylko dlatego, że paliwo podrożało przez kryzys w Iranie.
Prawica walczy z pompami, a górale montują panele. Komu odkleiła się klepka?
To nie jakieś mityczne lewaki jeżdżą elektrykami. To nie ludzie z mchem na głowie idą w fotowoltaikę i pompy ciepła. Bastion PiS, czyli Podhale, upstrzony jest panelami jak pączek lukrem. Bo to się po prostu opłaca.
Zastanawiam się, po co więc prawica walczy z wiatrakami, pompami ciepła i fotowoltaiką. To wręcz idiotyczne. Ich właśni wyborcy używają tych dóbr na potęgę a potem od swoich liderów słyszą, że to zło.
Być może prawica lubi węgiel i górników? I chcą palić ten węgiel, jak w przeszłości. Hm. Liczba górników spada na łeb, na szyję. Życzliwie podpowiem, że to nie jest licząca się grupa wyborców. Topnieje w oczach, to już około 70 tysięcy ludzi.
I podpowiem też, że większość z nich chętnie zajęłaby się czymś innym, niż wydobywanie węgla na powierzchnię. Są zajęcia przyjemniejsze i równie dochodowe. Ba, pewnie spora część z nich również ma pompy ciepła i fotowoltaikę. To dopiero miszmasz…
Gadanie o węglu jako przyszłości już chyba na nikim nie robi wrażenia. Sporo ludzi ma za to zdanie, że ktoś próbuje z nich robić idiotów. Węgiel jest drogi, dopłacamy do niego krocie w podatkach. Wydajność górnictwa jest na początku XX wieku albo i niższa.
Prawica od zawsze miała na sztandarach niezależność. Co daje większą niezależność niż własna fotowoltaika i pompa ciepła, które uniezależniają nas od kaprysów rynków surowcowych? To paradoks: "prawica" walczy z narzędziem do budowania energetycznej suwerenności jednostki. Pytanie brzmi: dlaczego?
Dlaczego oni to robią?
Dlaczego Grzegorz Jankowski i politycy skrajnej prawicy brną w zaparte? Odpowiedź jest cyniczna: emocje sprzedają się lepiej niż liczby. Łatwiej zwalić winę na "Brukselę" i mityczne podatki, niż przyznać, że dom bez docieplenia i z nieszczelnymi oknami będzie drogi w utrzymaniu niezależnie od źródła ciepła.
Jankowski wygaduje kompletne bzdury. Owszem, ETS to może być nawet 30 czy 40 proc. rachunku za prąd. Tyle, że te pieniądze zostają w kraju i mają iść na unowocześnienie energetyki. Poprzedni rząd, rząd PiS, dosłownie je przejadł, ten – jeszcze nie wiadomo. Sprawdzimy.
Kluczowy jest moment, w którym Jankowski odmawia pokazania rachunków. Wie, że gdyby porównał koszty energii z pompą do kosztów paliw kopalnych w 2026 roku, jego narracja o "strasznej drożyźnie" rozsypałaby się jak domek z kart.
Spektakl Grzegorza Jankowskiego to łabędzi śpiew świata, który boi faktów. Krzyczenie na gości, by "pokazali rolę agencji ratingowych", podczas gdy samemu ukrywa się własne rachunki, to szczyt dziennikarskiego cynizmu. Polacy nie potrzebują opieprzania gości w studiu – potrzebują rzetelnego porównania kosztów, którego redaktor tak panicznie się boi. Liczby nie kłamią, nieetyczni dziennikarze i owszem.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0972187936f5f66cf1fb3104033006af,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0972187936f5f66cf1fb3104033006af,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Mieliśmy OZE-sroze, mamy pompy-srompy. Teatrzyk z domniemanym trupem redaktora</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224908,majowka-z-nowym-podatkiem-smartfony-i-laptopy-objete-oplata-na-rzecz-tworcow</guid><link>https://innpoland.pl/224908,majowka-z-nowym-podatkiem-smartfony-i-laptopy-objete-oplata-na-rzecz-tworcow</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 16:22:36 +0200</pubDate><title>Majówka z nowym podatkiem. Smartfony i laptopy objęte opłatą na rzecz twórców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/3790fec9f0eabe0643172086d8d772eb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Koniec z dzikim zachodem w opłatach od elektroniki. Ministra Kultury podpisała rozporządzenie, które dolicza 1 proc. do ceny każdego smartfona, tabletu i laptopa. Sprawdzamy, ile konkretnie dopłacisz do zakupów i jak twoje pieniądze trafią do kieszeni polskich artystów.

Stało się. Po latach lobbingowych przepychanek, setkach artykułów o "podatku od smartfonów" i dyplomatycznych unikach, Ministerstwo Kultury pod wodzą Marty Cienkowskiej domknęło system. Od maja 2026 roku oficjalnie "żegnamy faksy i kasety", a witamy opłatę reprograficzną na miarę XXI wieku.
Jeśli zastanawiasz się, dlaczego kupując nowy telefon, dorzucasz się do emerytury gwiazd estrady, których ostatni hit słyszałeś na weselu w 2005 roku – oto wyjaśnienie tego mechanizmu. 
Ile konkretnie dopłacimy?
Choć przepisy pozwalają na stawkę do 3 proc., resort kultury zdecydował się na bezpieczniejszy wariant. Wszystkie urządzenia objęte nowym rozporządzeniem zostaną opodatkowane jednolitą stawką 1 proc.
Co to oznacza w praktyce? Jeśli cena urządzenia nie zmieni się o marżę producenta, zapłacisz dodatkowe 15 zł za smartfona o wartości 1500 zł, ok. 60 zł za flagowego iPhone'a czy Samsunga i 40 zł od nowego telewizora z metką na 4 000 zł.
Pieniądze te nie trafią do budżetu państwa (więc technicznie to nie jest podatek), ale do Organizacji Zbiorowego Zarządzania (OZZ), takich jak ZAiKS, STOART czy SAWP. To one podzielą te miliony między twórców.
O co w tym w ogóle chodzi? Logika systemu jest pokrętna
Związek między Twoim nowym iPhone’em a kontem braci Golców opiera się na prawniczej konstrukcji zwanej "dozwolonym użytkiem osobistym".
Logicznym fundamentem opłaty jest założenie, że skoro kupujesz urządzenie z pamięcią (smartfon, laptop, tablet), to będziesz na nim przechowywać utwory chronione prawem autorskim – piosenki, filmy czy e-booki.
Możesz to robić legalnie (np. zgrywać muzykę z własnych płyt na telefon), ale twórcy tracą na tym, że nie kupujesz kolejnej kopii utworu na każdy nośnik z osobna.
Opłata reprograficzna ma być rekompensatą za to, że prawo pozwala Ci kopiować kulturę na własne potrzeby.
Nie słuchasz Rynkowskiego, ale mu zapłacisz
Pieniądze z tej opłaty trafiają do wspólnego worka OZZ. Ich podział odbywa się według skomplikowanych kluczy – zazwyczaj im częściej dany artysta jest grany w radiu, telewizji lub ma większy dorobek, tym większy kawałek tortu dostaje. Dlatego giganci polskiej estrady, obecni w mediach od dekad, są największymi beneficjentami systemu.
Dlaczego dopiero teraz?
Polska była jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie lista urządzeń zatrzymała się na etapie odtwarzaczy MP3 i magnetowidów. Podczas gdy na Węgrzech, Słowacji czy w Niemczech smartfony są opodatkowane od lat, u nas trwała wojna.
Twórcy złościli się, twierdząc iż giganci technologiczni zarabiają na ich treściach miliardy, a oni nie dostajemy nic z urządzeń, które służą do ich konsumpcji. Z kolei producenci sprzętu mówili, że to uderzy w najbiedniejszych i sprawi, że elektronika w Polsce będzie najdroższa w regionie.
Patrząc z pewnej perspektywy, ani jedno, ani drugie się nie sprawdza. Ale ministra Cienkowska uważa, że podpisując to rozporządzenie, po prostu zmusiła "sprzętowych gigantów" do podzielenia się zyskami. Czy producenci wezmą ten 1 proc. na klatę, czy po prostu podniosą ceny dla klientów? Historia uczy, że zazwyczaj wybierają to drugie.
W całej tej historii jest jeszcze jeden aspekt. OZZ-y, które od lat borykają się z zarzutami o brak transparentności w podziale środków i przejadanie sporej części na własną konsumpcję. Cienkowska zapowiedziała, że przepisy dotyczące tych organizacji również się zmienią i wymuszą na nich większą przejrzystość i jasne zasady podziału pieniędzy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/3790fec9f0eabe0643172086d8d772eb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/3790fec9f0eabe0643172086d8d772eb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Majówka z nowym podatkiem. Smartfony i laptopy objęte opłatą na rzecz twórców</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224905,zus-obniza-wysokosc-nowych-emerytur-od-maja-2026-polacy-w-pulapce-dlugowiecznosci</guid><link>https://innpoland.pl/224905,zus-obniza-wysokosc-nowych-emerytur-od-maja-2026-polacy-w-pulapce-dlugowiecznosci</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 15:13:11 +0200</pubDate><title>ZUS obniża wysokość nowych emerytur od maja 2026. Polacy w pułapce długowieczności</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/513f2c63df7fa414273c7f8b29fe16f0,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przejście na emeryturę w maju 2026 roku dla wielu osób może zacząć się od niemałego zdziwienia. Choć wszyscy przyzwyczailiśmy się, że świadczenia raczej rosną, tym razem na konta nowych emerytów trafią kwoty... nieco niższe niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Spokojnie, to nie błąd w systemie ani złośliwość urzędników. Otóż "lepsze życie" statystycznego Polaka paradoksalnie uszczupliło jego pierwszy emerytalny przelew.
Żyjemy dłużej, więc ZUS dzieli tort na więcej kawałków
Zasada działania polskiego systemu emerytalnego jest prosta, choć dla wielu bolesna: to, co uzbieraliśmy przez lata pracy (nasz kapitał), ZUS musi nam wypłacić do końca życia. Problem polega na tym, że nikt nie wie, ile dokładnie lat będziemy cieszyć się jesienią życia.
Dlatego co roku w marcu Główny Urząd Statystyczny (GUS) publikuje tzw. tablice średniego dalszego trwania życia. To one mówią ZUS-owi: "Słuchajcie, statystyczny 60-latek pożyje jeszcze tyle a tyle miesięcy".
Co się zmieniło w 2026 roku?
Mamy świetną wiadomość demograficzną: Polacy statystycznie żyją coraz dłużej!
60-latkowie: ich prognozowane życie wydłużyło się o 2,5 miesiąca (do 268,9 miesiąca).
65-latkowie: ich prognozowane życie wydłużyło się o 1,9 miesiąca (do 222,7 miesiąca).

A teraz ta gorsza wiadomość dla portfela: skoro statystycznie będziemy pobierać emeryturę dłużej, ZUS musi te same pieniądze, które uzbieraliśmy, podzielić na większą liczbę miesięcy. Efekt? Miesięczna wypłata staje się o około 0,9 proc. niższa.
Matematyka w portfelu: konkretne przykłady
Spójrzmy, jak te ułamki procenta wyglądają na prawdziwych pieniądzach, zakładając, że ktoś uzbierał na koncie w ZUS 800 tys. zł. Jeśli mówimy o 60-letniej kobiecie, wedle starych zasad, dostałaby ona ok. 3003 zł, teraz dostanie 2975 zł. To o 28 zł miesięcznie mniej. Z kolei typowy 65-letni mężczyzna przed aktualizacją tabel na "dzień dobry" otrzymałby 3626 zł, po zmianach będzie to 3592 zł, czyli o 31 zł mniej.
Może nie brzmi to jak fortuna, ale w skali roku to blisko 350 zł mniej w portfelu. Różnica nie jest więc olbrzymia, ale raczej odczuwalna. W zamian za tę obniżkę, statystyczny Polak i statystyczna Polka będą pobierali świadczenia dłużej.
Czy da się to "odrobić"?
Tak, i tutaj system daje nam furtkę. To, że tablice są mniej korzystne, nie oznacza, że jesteśmy bez szans na wyższą emeryturę. Pierwsza opcja to dłuższa praca. Każdy dodatkowy rok pracy to nie tylko kolejne składki na koncie, ale też dzielenie kapitału przez... mniejszą liczbę miesięcy (bo jesteśmy starsi). To najskuteczniejszy sposób na podbicie świadczenia.
Druga opcja to oczywiście waloryzacja. Pieniądze, które już masz w ZUS, są co roku waloryzowane, czyli powiększane o wskaźnik inflacji i wzrostu płac. To pomaga chronić wartość twoich oszczędności.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/513f2c63df7fa414273c7f8b29fe16f0,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/513f2c63df7fa414273c7f8b29fe16f0,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">ZUS obniża wysokość nowych emerytur od maja 2026. Polacy w pułapce długowieczności</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224902,majowkowy-mandat-za-grilla-sprawdz-jak-nie-zaplacic-500-zl-za-kielbase-z-rusztu</guid><link>https://innpoland.pl/224902,majowkowy-mandat-za-grilla-sprawdz-jak-nie-zaplacic-500-zl-za-kielbase-z-rusztu</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 14:28:03 +0200</pubDate><title>Majówkowy mandat za grilla. Sprawdź, jak nie zapłacić 500 zł za kiełbasę z rusztu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/892ceb75e3cb6bd68995c1ac296c4dcc,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Start sezonu grillowego 2026 może być bolesny dla portfela. Gąszcz lokalnych zakazów i restrykcyjne przepisy przeciwpożarowe sprawiają, że niewiedza kosztuje – i to niemało. Wyjaśniamy, gdzie rozpalenie węgla jest kategorycznie zabronione.

Majówka 2026 to dla wielu Polaków oficjalny start sezonu grillowego. Jednak w tym roku biesiadowanie pod chmurką może okazać się wyjątkowo kosztowne. Choć w polskim prawie nie ma jednego, odgórnego zakazu używania rusztu, gąszcz lokalnych regulacji sprawia, że za niewinną kiełbasę w niewłaściwym miejscu można zapłacić nawet kilkusetzłotowy mandat.  
Oto co musisz wiedzieć, aby twój majówkowy budżet nie został zrujnowany przez interwencję Straży Miejskiej lub Policji.
500 zł za brak wyobraźni: gdzie czyhają kary?
Najsurowsze kary finansowe grożą za złamanie przepisów przeciwpożarowych. Mandat w wysokości 500 zł to standardowy koszt zignorowania zasad bezpieczeństwa.  
Zasada 100 metrów: kategorycznie zabronione jest używanie otwartego ognia (w tym tradycyjnego grilla węglowego) w odległości mniejszej niż 100 metrów od granicy lasu. Ignorowanie tego zapisu to najkrótsza droga do wysokiej kary od leśników lub policji.  
Balkonowy konflikt: choć nie ma ustawy wprost zakazującej grillowania na balkonie, rozpalenie tam węgla niemal zawsze narusza przepisy przeciwpożarowe (ryzyko zaprószenia ognia). Dodatkowo, jeśli dym przeszkadza sąsiadom, mogą oni wezwać służby, powołując się na tzw. immisje (Art. 144 Kodeksu cywilnego).  
Regulaminy spółdzielni: wiele wspólnot mieszkaniowych w 2026 roku posiada twarde zapisy w regulaminach zakazujące używania grilli węglowych na loggiach i parterowych ogródkach. Naruszenie tych zasad może skutkować nie tylko mandatem, ale i sankcjami administracyjnymi ze strony zarządcy.  

Pułapki w parkach i uchwały antysmogowe
Wybierając się do parku miejskiego, nie można zakładać, że grillowanie jest dozwolone wszędzie tam, gdzie rośnie trawa.
Warszawa: służby mundurowe rygorystycznie pilnują wyznaczonych stref. Grillować można m.in. na Polu Mokotowskim czy plaży Poniatówce, ale wejście z rusztem do Ogrodu Krasińskich skończy się mandatem.
Kraków i obostrzenia antysmogowe: W niektórych miastach walczących ze smogiem, strażnicy miejscy mogą podejmować próby egzekwowania zakazu używania grilli węglowych na podstawie lokalnych uchwał antysmogowych. Choć status prawny tych działań bywa sporny, dla portfela turysty oznacza to ryzyko długotrwałego postępowania mandatowego.  

Jak uniknąć mandatu? Prosta lista kontrolna
Aby majówka nie zakończyła się "paragonem grozy" od mundurowych, warto trzymać się kilku zasad:
Kluczem do spokojnej majówki 2026 jest zrozumienie, że granica między "odpoczynkiem" a "wykroczeniem" jest dziś bardzo cienka. Jeśli mieszkasz w bloku, zainwestowanie w grill elektryczny to nie tylko kwestia wygody, ale po prostu najtańsza polisa ubezpieczeniowa przeciwko mandatowi.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/892ceb75e3cb6bd68995c1ac296c4dcc,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/892ceb75e3cb6bd68995c1ac296c4dcc,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Majówkowy mandat za grilla. Sprawdź, jak nie zapłacić 500 zł za kiełbasę z rusztu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224899,rolnik-z-grojca-latwo-nie-da-sie-mercosurowi-steka-zje-ale-w-zamian-wysle-jablka</guid><link>https://innpoland.pl/224899,rolnik-z-grojca-latwo-nie-da-sie-mercosurowi-steka-zje-ale-w-zamian-wysle-jablka</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 13:42:16 +0200</pubDate><title>Rolnik z Grójca łatwo nie da się Mercosurowi. Steka zje, ale w zamian wyśle jabłka</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d4bf6f79c657a6475c44c55dea442cb6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Podczas gdy jedni rolnicy jeździli traktorami pod ministerstwo i rozrzucali słomę w protestach przeciwko umowie Mercosur, inni myśleli, jak wyciągnąć z niej korzyści. I zadziałali skutecznie: polskie jabłka zyskują dostęp do jednego z najbardziej obiecujących rynków świata. To dowód na to, że Mercosur działa w obie strony – i my właśnie zaczynamy na tym zarabiać.

No kto by pomyślał! Podczas gdy nagłówki straszyły nas zalewem taniej wołowiny z Ameryki Południowej, rzeczywistość rynkowa funduje nam spektakularny zwrot akcji. Okazuje się, że umowa z Mercosurem to nie tylko brama wjazdowa dla argentyńskich steków, ale przede wszystkim autostrada dla polskich jabłek, które po dekadzie pukania do drzwi, w końcu mają szansę rozbić bank w Brazylii.  
Jak to się stało? Polscy sadownicy, zamiast bać się konkurencji, postanowili ją po prostu... ograć na jej własnym boisku.
Jabłkowy desant na Rio: Grójec ograł "strachy na lachy"
Polscy producenci jabłek od 10 lat próbowali przebić się przez brazylijskie zasieki fitosanitarne. Brazylia, zasłaniając się obawami przed nieznanymi chorobami roślin, trzymała nasz owocowy skarb na dystans, podczas gdy rynek ten spokojnie eksplorowali Włosi czy Hiszpanie.  
W maju 2026 roku karta wreszcie się odwróciła. Dzięki silnemu wsparciu Brukseli i osobistym naciskom ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego na unijnego komisarza Christophe'a Hansena, polityczna zgoda na otwarcie rynku jest już faktem. Donosi o tym brukselska korespondentka RMF FM, Katarzyna Szymańska-Borginon.
Strategia "pustego koszyka"
Dlaczego Brazylia nagle nas pokochała? To czysta logistyka i sprytne wykorzystanie cykli wegetacyjnych. Polskie jabłka mają trafić do Brazylii zaraz po naszych zbiorach – dokładnie wtedy, gdy tamtejsze zapasy owoców z Chile i Argentyny zaczynają topnieć. Wypełniamy więc rynkową lukę w idealnym momencie, celując w to, by Brazylia stała się naszym trzecim najważniejszym rynkiem zbytu po Egipcie i Indiach.  
Jabłka grójeckie: od salonów UE do brazylijskich stołów
Symbolem tego sukcesu są jabłka grójeckie, które w pierwszej połowie 2025 roku robiły furorę jako oficjalny owoc polskiej prezydencji w UE. Ich przewaga? Chronione oznaczenie geograficzne, które nie tylko buduje prestiż, ale pozwala wyciągnąć z unijnej kasy konkretne fundusze na promocję pod palmami.  
Ale to nie jest tylko historia o owocach. Maciej Majewski ze stowarzyszenia „Sady Grójeckie” wylicza twardo: każde 100 osób zatrudnionych w sadach generuje dodatkowe 60 miejsc pracy w transporcie, chłodnictwie i branży opakowaniowej. To dziesiątki tysięcy ton towaru, które napędzą polską maszynę eksportową.  
Cała sytuacja to fantastyczny przykład na to, że w globalnym handlu narzekanie rzadko przynosi zyski, za to szukanie nisz i twarda negocjacja standardów – jak najbardziej. Skoro nasze jabłka przetrwały próbę salonów Brukseli, brazylijskie plaże powinny być tylko formalnością.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d4bf6f79c657a6475c44c55dea442cb6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d4bf6f79c657a6475c44c55dea442cb6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rolnik z Grójca łatwo nie da się Mercosurowi. Steka zje, ale w zamian wyśle jabłka</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224896,pustynne-dutki-przestaly-plynac-w-zakopanem-ceny-spadaja-bo-arabowie-odpuscili-majowke</guid><link>https://innpoland.pl/224896,pustynne-dutki-przestaly-plynac-w-zakopanem-ceny-spadaja-bo-arabowie-odpuscili-majowke</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 12:37:23 +0200</pubDate><title>Pustynne dutki przestały płynąć. W Zakopanem ceny spadają, bo Arabowie odpuścili majówkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/45d5060a350e339d310b0199fd69eb87,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nastroje podhalańskich hotelarzy i restauratorów są dziś ponure. Tak chwaleni i mile widziani w Zakopanem turyści z Bliskiego Wschodu zawiedli. Hotelarze w popłochu tną ceny o 20 proc. Eksperci ostrzegają przed stratami idącymi w miliony złotych i koniecznością walki o europejskiego klienta. Czy Zakopane poradzi sobie bez "pustynnych dolarów"?

Wygląda na to, że złoty sen zakopiańskich hotelarzy o "pustynnych dolarach" właśnie kończy się niemiłą pobudką. Choć Majówka 2026 powinna być czasem żniw, na Krupówkach zamiast gwaru gości z Bliskiego Wschodu słychać raczej nerwowe liczenie brakujących dutków. Sytuacja geopolityczna sprawiła, że Podhale, które zdążyło się już rozsmakować w arabskiej hojności, musi teraz boleśnie zderzyć się z nową rzeczywistością.
Jeszcze rok temu zakopiańskie hotele pękały w szwach, a restauracje halal na Krupówkach nie nadążały z wydawaniem posiłków. Dzisiaj obraz jest zgoła inny. Zamiast tłumów turystów z Bliskiego Wschodu, hotelarze widzą puste kalendarze rezerwacji i realne widmo strat, które może pogrążyć nadchodzący sezon letni.  
Finansowa przepaść: dlaczego góralom tak brakuje Araba?
Powód paniki jest prosty i drastycznie wymierny – pieniądze. Turyści z krajów arabskich nie tylko licznie odwiedzali region, ale przede wszystkim zostawiali w nim kwoty, o których przeciętny polski turysta może tylko pomarzyć.  
Jeden gość z Zatoki Perskiej zostawiał na miejscu dziesięciokrotnie więcej gotówki niż statystyczny Polak. Nic dziwnego, że brak hurtowych rezerwacji na czerwiec i lipiec budzi przerażenie w branży.  
Wojna zamknęła niebo, a hotele tną ceny
Głównym winowajcą jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz wynikające z niej ograniczenia w ruchu lotniczym. Biura podróży, które wcześniej napędzały ten rynek, obecnie omijają Zakopane szerokim łukiem.
Skutki widać już gołym okiem. Noclegi tanieją o 20 proc.: aby ratować obłożenie, hotelarze zeszli z cenami o blisko jedną piątą w porównaniu do ubiegłego półrocza. W odwrocie są restauracje serwujące posiłki halal. Inwestycje w kuchnię, personel i specjalistyczne składniki z myślą o arabskim kliencie dziś służą głównie... ciekawskim Polakom i Europejczykom.
Dla lokalnego biznesu najgorsza jest jednak wizja chudego lata. O ile maj jest jeszcze do przełknięcia, o tyle brak zaklepanych terminów na wakacje to dla wielu przedsiębiorców katastrofa.  
Nowa nadzieja: czy Brytyjczycy uratują dutki?
W tej trudnej sytuacji branża chwyta się każdej brzytwy. Nadzieją na załatanie dziury w budżecie ma być oferta grupy TUI, która włączyła Zakopane do swojego programu na 2026 rok. Liczy się na napływ gości z Wielkiej Brytanii, choć ich portfele – choć zasobniejsze od polskich – wciąż nie dorównują tym z Bliskiego Wschodu. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/45d5060a350e339d310b0199fd69eb87,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/45d5060a350e339d310b0199fd69eb87,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pustynne dutki przestały płynąć. W Zakopanem ceny spadają, bo Arabowie odpuścili majówkę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224893,polska-vs-mercosur-walka-o-kazdy-plasterek-wolowiny-czy-geopolityczne-samobojstwo</guid><link>https://innpoland.pl/224893,polska-vs-mercosur-walka-o-kazdy-plasterek-wolowiny-czy-geopolityczne-samobojstwo</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 11:23:15 +0200</pubDate><title>Polska vs Mercosur. Walka o każdy plasterek wołowiny czy geopolityczne samobójstwo?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8c963c7920065bfc8025738548974852,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po 27 latach negocjacji umowa UE-Mercosur wchodzi w fazę finalną. Polska grzmi o ochronie rolnictwa, ale biznes potajemnie liczy na miliardy z eksportu mebli i maszyn. Sprawdzamy, czy Warszawa faktycznie posiada "przycisk nuklearny", by zatrzymać tę transakcję.

Dzisiaj, 1 maja 2026 roku, Europa i Ameryka Południowa oficjalnie otwierają nowy rozdział w historii gospodarczej. Choć dla szefowej Komisji Europejskiej, Ursuli von der Leyen, to dzień triumfu, w Warszawie atmosfera jest zgoła inna. Handlowa część gigantycznej umowy z krajami Mercosur (Argentyną, Brazylią, Urugwajem i Paragwajem) właśnie weszła w życie, a polski rząd odpowiada na to skargą do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE).
Temat umowy UE-Mercosur to thriller polityczno-biznesowy. Po ćwierćwieczu negocjacji jesteśmy w punkcie, w którym gospodarcza pragmatyka zderza się z narodowymi lękami. Polska, obok Francji, wyrosła na jednego z głównych hamulcowych tego porozumienia, ale czy w świecie globalnych powiązań weto Warszawy ma jeszcze dawną moc?
Wygląda na to, że nie. I można się spodziewać, że Polska wcale nie chce zablokować umowy, całkiem dla nas korzystnej, ale walczy o coś zupełnie innego. To najprawdopodobniej po prostu rozgrywka mająca na celu wyszarpanie sporej kwoty dla polskich rolników. Efekt będzie więc taki, że polska skarga wiele nie da, umowa wjedzie na pełnej, mentalną winę w oczach polskich rolników poniesie UE a rolnicy na osłodę dostaną pieniądze. I zadowoleni będą de facto wszyscy.
Dodajmy, że aby uspokoić nastroje, w umowie zawarto bezpieczniki:
Kontyngenty: na produkty wrażliwe (wołowina, drób, cukier) nałożono limity ilościowe.
Klauzula 5 proc.: jeśli cena unijnego produktu spadnie o 5 proc. w wyniku importu z Mercosuru, UE może tymczasowo przywrócić cła.

Otwarcie bram do 700-milionowego rynku
Od dziś produkty z Ameryki Południowej będą trafiać do Unii bez ceł lub na znacznie korzystniejszych warunkach. Komisja Europejska szacuje, że umowa docelowo zniesie opłaty przywozowe na ponad 91 proc. towarów eksportowanych z UE, tworząc nowe możliwości dla branży farmaceutycznej, producentów samochodów, maszyn, a także eksporterów wina i oliwy.
W rozmowie z Business Insider Polska prof. Jan Hagemejer z CASE podkreśla, że dla unijnych producentów korzyści będą ogromne, ponieważ rynki Mercosuru były dotąd chronione bardzo wysokimi barierami. Choć liberalizacja po stronie południowoamerykańskiej jest rozłożona na 15 lat, polski przemysł metalowy, maszynowy i motoryzacyjny już teraz może zacząć odliczać zyski.
Polska skarga do TSUE: czy mamy szansę na blokadę?
Polska, mimo sprzeciwu Rady UE w styczniu, postanowiła przenieść walkę na grunt prawny. Rządowy Komitet do spraw Europejskich przygotował skargę, która musi trafić do Luksemburga do 26 maja. Kulisy skargi są jednak bardziej proceduralne niż merytoryczne.
To choćby zarzut "naruszenia mandatu". Minister rolnictwa, Stefan Krajewski, tłumaczy, że Komisja Europejska wyłamała się z ram negocjacyjnych ustalonych przez Radę UE, co jego zdaniem było bezprawne. Skarga to przede wszystkim sukces Polskiego Stronnictwa Ludowego, które w ten sposób buduje swoją wiarygodność wobec rolników i rozbraja polityczną bombę przed wyborami w 2027 roku. PSL po prostu musi pokazać, że coś robi.
Mimo wszystko, szanse powodzenia polskiej skargi eksperci oceniają jako niewielkie. Skarga dotyczy trybu procedowania, a nie samej treści umowy, co rzadko prowadzi do całkowitego jej obalenia.
Wielka gra o Mercosur: czy Polska może jeszcze wywrócić stolik?
To miał być największy sukces handlowy stulecia – umowa łącząca blisko 800 milionów konsumentów, budująca most między Europą a potęgami Ameryki Południowej: Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem. Jednak w maju 2026 roku nad umową UE-Mercosur znów gromadzą się czarne chmury, a w samym centrum cyklonu znajduje się Polska.
Ale dlaczego akurat teraz? Cóż, negocjacje trwają od 1999 roku – to rekord świata w dyplomatycznej prokrastynacji. Dlaczego temat wrócił z taką siłą właśnie w 2026? Powód jest prosty: geopolityczna próżnia. Europa zrozumiała, że jeśli nie domknie rynków latynoamerykańskich teraz, zrobią to Chiny, które już teraz kontrolują znaczną część tamtejszego wydobycia litu i miedzi – surowców niezbędnych dla naszej "zielonej" transformacji.
Dla europejskiego przemysłu (szczególnie niemieckiej motoryzacji i francuskiego sektora luksusowego) Mercosur to eldorado. Dla Polski? To skomplikowane.
Warszawa oficjalnie wyraża "poważne zaniepokojenie". Polski sektor rolno-spożywczy, który w ostatnich latach stał się europejską potęgą, obawia się zalewu tańszą wołowiną i drobiem z Ameryki Południowej. Ale czy Polska faktycznie może tę umowę zablokować?
Rzućmy okiem na procedury. Komisja Europejska, chcąc uniknąć losu umowy CETA, zdecydowała się na sprytny manewr – podzieliła umowę na część handlową (wyłączne kompetencje UE) oraz polityczną. Część handlowa może zostać przyjęta większością kwalifikowaną w Radzie UE.
Polska samodzielnie nie ma siły blokującej. Aby powstrzymać umowę w tej procedurze, musielibyśmy stworzyć tzw. mniejszość blokującą (przynajmniej 4 kraje reprezentujące 35 proc. ludności UE).
Naszą jedyną realną szansą jest twardy sojusz z Paryżem. Problem w tym, że Francja bywa kapryśna i potrafi "odpuścić" rolnictwo w zamian za koncesje dla swojego sektora usług czy zbrojeniówki.
Ale czy Polska w ogóle ma o co walczyć?
Polska to nie tylko rolnictwo. Nasz sektor maszynowy, chemiczny i meblarski zyskałby na umowie gigantycznie. Cła na polskie meble w Brazylii spadłyby z 35 proc. do zera. Wewnątrz rządu trwa więc cicha wojna między resortem rolnictwa a resortem rozwoju.
Aby wytrącić argumenty przeciwnikom umowy, aktywnie działają też kraje Ameryki Południowej. Brazylia pod wodzą nowej administracji drastycznie ograniczyła wycinkę Amazonii, wytrącając Europie z ręki argumenty środowiskowe, które przez lata były wygodną wymówką dla protekcjonizmu.
No i Bruksela proponuje tzw. "klauzule lustrzane" – mięso z Argentyny będzie mogło wjechać do UE tylko wtedy, gdy spełni wyśrubowane normy dobrostanu zwierząt, co drastycznie podniesie jego cenę, czyniąc polski drób nadal konkurencyjnym.
Realizm zamiast buntu
Czy Polska zablokuje Mercosur? Mało prawdopodobne. Bardziej prawdopodobny scenariusz to wywalczenie gigantycznych rekompensat dla producentów wołowiny i drobiu w zamian za "konstruktywne wstrzymanie się od głosu". Mercosur to dla nas bilet do globalnej pierwszej ligi handlowej, ale z bardzo drogą wejściówką dla rolników.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8c963c7920065bfc8025738548974852,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8c963c7920065bfc8025738548974852,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Polska vs Mercosur. Walka o każdy plasterek wołowiny czy geopolityczne samobójstwo?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224890,latwogang-zrzeka-sie-kontraktu-z-tymbarkiem-potezny-gest-ktory-chwyta-za-serce</guid><link>https://innpoland.pl/224890,latwogang-zrzeka-sie-kontraktu-z-tymbarkiem-potezny-gest-ktory-chwyta-za-serce</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 10:36:17 +0200</pubDate><title>Łatwogang zrzeka się kontraktu z Tymbarkiem. Potężny gest, który chwyta za serce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c577f9d657e477529929d036d9c01b01,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Wszystko było dopięte na ostatni guzik: gotowy produkt, podpisany kontrakt z Tymbarkiem i kampania zaplanowana na maj. Jednak sukces rekordowej zbiórki Łatwoganga zmienił wszystko. Zamiast liczenia zysków, zapadła decyzja, która w biznesie zdarza się rzadko – zwłaszcza gdy w grę wchodzą duże kwoty. Cały dochód trafi do dzieci walczących z chorobami nowotworowymi.

Sprawa dotyczy współpracy Łatwoganga z marką Tymbark. Influencer podpisał umowę kilka miesięcy temu. Efektem współpracy miał być napój z jego wizerunkiem, który trafi do sklepów. W międzyczasie ruszyła jednak ogromna akcja charytatywna dla Fundacji Cancer Fighters, która poruszyła całą Polskę i przyniosła setki milionów złotych wsparcia. Wtedy pojawiło się pytanie: czy w takiej sytuacji w ogóle wypada robić biznes?
Łatwogang miał gotowy kontrakt z Tymbarkiem. Decyzja zaskoczyła wszystkich
Współpraca nie była improwizacją. Napój powstał wcześniej, kampania była przygotowana, a start sprzedaży zaplanowany. Wszystko wyglądało jak klasyczny projekt marketingowy. Problem pojawił się w momencie, gdy akcja charytatywna zaczęła rosnąć i przyciągać uwagę całego kraju.
Łatwogang sam przyznał, że stanęli przed prostym, ale trudnym wyborem: wylać gotowy produkt albo znaleźć inne rozwiązanie. Pierwsze oznaczałoby straty i zmarnowanie pracy wielu osób. Druga opcja wymagała zmiany myślenia. I właśnie wtedy zapadła decyzja, która zmieniła cały kierunek tej współpracy.

            
                
            
            Łatwogang i Tymbark mieli dopiętą współpracę. Cały zysk z napojów oddany na walkę z rakiem
Zamiast promować produkt i zarabiać, Łatwogang i Tymbark podjęli wspólną decyzję: cały dochód ze sprzedaży napoju trafi do Fundacji Cancer Fighters. Bez wyjątków, bez częściowego podziału. Całość.
To nie była jednostronna akcja. Tymbark również zmienił swoje plany. Firma jasno wskazała, że w takiej sytuacji komercyjne działania byłyby nie na miejscu. Oficjalnie kampania z udziałem influencera zostaje wygaszona, a produkt, który trafi do sklepów, staje się narzędziem pomocy, a nie reklamy.
Co ważne, Łatwogang zrzekł się także swojego wynagrodzenia z kontraktu. Czyli nie tylko marka oddaje zysk ze sprzedaży, ale też twórca rezygnuje z pieniędzy, które normalnie by zarobił.
Zamiast kampanii Tymbark i Łatwogang wybrali dobro. Wszystkie pieniądze trafią do dzieci
Ta sytuacja pokazuje coś, co rzadko widać w dużych projektach. Marketing zwykle opiera się na planach, harmonogramach i budżetach. Tutaj wszystko było gotowe, a mimo to zatrzymano się i zmieniono decyzję. Ale powód jest prosty i oczywisty.
Skala emocji wokół zbiórki była tak duża, że każda próba wykorzystania jej do promocji mogłaby zostać odebrana źle. Zarówno influencer, jak i marka uznali, że lepiej zrobić krok w tył i oddać przestrzeń temu, co naprawdę ważne. Efekt? Zamiast kolejnej kampanii mamy przykład sytuacji, w której biznes dopasował się do momentu, a nie odwrotnie. Właśnie dlatego ta decyzja odbiła się szerokim echem. Na końcu zostaje jedna rzecz, która wybrzmiewa najmocniej. Pieniądze ostatecznie trafią tam, gdzie powinny. A reszta? To już tylko tło.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c577f9d657e477529929d036d9c01b01,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c577f9d657e477529929d036d9c01b01,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Łatwogang zrzeka się się kontraktu z Tymbarkiem. Potężny gest, który chwyta za serce</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224872,1-maja-to-cos-wiecej-niz-grill-i-gozdziki-3x8-czyli-zasada-ktora-uratowala-nam-zycie</guid><link>https://innpoland.pl/224872,1-maja-to-cos-wiecej-niz-grill-i-gozdziki-3x8-czyli-zasada-ktora-uratowala-nam-zycie</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 08:00:02 +0200</pubDate><title>1 maja to coś więcej niż grill i goździki. 3x8, czyli zasada, która uratowała nam życie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4044759d2ef5b38de9c62682e994efe1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Łatwo wyśmiać zakurzone pochody z czasów PRL, trudniej zrezygnować z przywilejów, które wywalczono krwią na barykadach. 1 maja to w rzeczywistości święto człowieczeństwa, a nie systemu, i zawdzięczamy je tym, którzy sto lat temu powiedzieli "dość". Paradoksem jest fakt, że ta walka ciągle trwa, a idea jest niestety ciągle aktualna.

Dla wielu osób 1 maja to leniwie sączony złoty płyn, zapach taniej kiełbaski obficie podlanej podpałką, luz i spokój. W telewizyjnych migawkach pojawią się pewnie jakieś ludziki z czerwonymi flagami na pochodzie. Kto by tam sobie zawracał głowę socjalizmem i jakimiś pierdołami. A jednak ten luz i spokój zawdzięczamy właśnie nim. Bo 1 maja to nie jest święto upadłego ustroju. To święto walki o godność, która zaczęła się tam, gdzie kapitalizm pokazywał swoją najbardziej drapieżną twarz.
Wielu z nas 1 maja wciąż kojarzy się z przymusowymi pochodami, biało-czerwonymi goździkami i hasełkami wykrzykiwanymi z trybun przez panów w szarych garniturach. Sam w nich chodziłem, jak byłem mały. W sumie było fajnie, dość wesoło i sympatycznie. Dziś jednak łatwo więc machnąć ręką i uznać ten dzień za postkomunistyczny skansen. Ale prawda jest taka, że odcinając się od 1 maja, odcinamy się od... samych siebie i od komfortu, który dziś traktujemy jak powietrze.
Krótka historia krwi i potu
Pamiętajcie, że 1 maja nie narodził się w gabinetach moskiewskich dygnitarzy. Jego korzenie sięgają Chicago w 1886 roku. To wtedy robotnicy powiedzieli "dość” wyzyskowi, który dziś nazwalibyśmy niewolnictwem. Ich postulat był prosty i genialny w swej skromności: zasada 3x8.
8 godzin pracy,
8 godzin odpoczynku,
8 godzin snu.
Zanim to wywalczono, rzeczywistość ludzi pracy wyglądała jak ponury sen: 12-16 godzin w huku maszyn, bez ubezpieczeń, bez urlopów, za głodowe stawki. Święto Pracy to pamiątka po tych, którzy za dzisiejszy ośmiogodzinny etat płacili życiem na barykadach.

No i pamiętajcie, że Karl Marx i Friedrich Engels nie byli Rosjanami, tylko Niemcami. Komuna Paryska narodziła się we Francji. Silnym ośrodkiem walki o prawa robotników była Wielka Brytania. I to wszystko odbywało się w czasie, gdy na wchód od nas rządził car, a nie Władimir Iljicz Uljanow zwany Leninem. 1 maja nie miał rodowodu moskiewskiego, to święto ustanowione w 1889 roku. Komuniści lub socjaliści wprowadzili je w Polsce w 1950 roku, dlatego źle nam się kojarzy. A nie powinno, bo jego korzenie są głębsze - zarówno historycznie, jak i mentalnie.
Pamiętajcie o tym, że Jeszcze w XIX i na początku XX wieku wiele dzieci w wieku 5–14 lat, pochodzących z uboższych rodzin pracowało m.in. w Europie, Stanach Zjednoczonych i różnych innych krajach. To najbardziej mroczny aspekcie dawnej rzeczywistości – powszechna praca dzieci. Dziś widok ośmiolatka w kopalni czy przy maszynie tkackiej wydaje nam się makabrycznym kadrem z filmu grozy, ale w XIX-wiecznych fabrykach było to smutną codziennością. Dzieci były "idealnymi” pracownikami: małe, zwinne i przede wszystkim tanie. Pracowały często po 12–14 godzin dziennie w warunkach, które trwale okaleczały ich ciała i psychikę.
Ruch robotniczy, który dał nam 1 maja, walczył nie tylko o krótszą dniówkę dla dorosłych, ale przede wszystkim o to, by dzieciństwo odzyskało swój właściwy sens. To dzięki tamtym "radykałom" maluchy zamieniły hale produkcyjne na szkolne ławki, a pył węglowy na zabawę. Dzisiejszy 1 maja to także hołd dla tej fundamentalnej zmiany – przejścia od postrzegania dziecka jako taniej siły roboczej do traktowania go jako chronionej wartości.
Polska droga do "wolnej soboty"
Warto spojrzeć na nasze własne podwórko. Jeszcze przed wojną, mimo wprowadzenia w 1918 roku ośmiogodzinnego dnia pracy, rzeczywistość robotnika była brutalna – brak stabilizacji i praca ponad siły były normą.
Prawdziwa rewolucja (choć pod ideologicznym butem) przyszła po wojnie. Przez dekady pracowaliśmy 6 dni w tygodniu. Sobota nie była dniem na grilla i Netflixa, ale normalnym dniem roboczym. Dopiero lata 70. przyniosły nam tzw. "robocze soboty”, które z czasem stawały się wolne (pierwsza wolna sobota w PRL wypadła dopiero w 1974 roku!).
Możemy wyśmiewać socjalizm za kolejki, ocet na półkach i brak wolności obywatelskich – i słusznie, bo ten ustrój był niewydolny. Ale to właśnie wtedy ugruntowało się coś, co dziś nazywamy bezpieczeństwem i higieną pracy (BHP). Państwo, choć opresyjne, wprowadziło standardy ochrony pracownika, o których nasi pradziadkowie mogli tylko marzyć.
Relikt czy konieczność?
W 2026 roku walka o godność pracy przeniosła się z fabrycznych hal do naszych smartfonów. Dzisiejszym odpowiednikiem walki o 8-godzinny dzień pracy jest prawo do bycia offline. W świecie, gdzie szef może wysłać wiadomość na komunikatorze o 21:00, 1 maja przypomina nam, że granica między życiem a zarabianiem na nie jest święta.
To ironia losu: nasi przodkowie walczyli, by nie zamykano ich w fabrykach na 16 godzin, my walczymy, by fabryka nie mieszkała w naszej kieszeni przez całą dobę. 1 maja to idealny moment, by wyłączyć powiadomienia i przypomnieć sobie, że nie jesteśmy wyłącznie zasobem w arkuszu Excela.
Pamiętaj: 1 maja to nie święto komunizmu, ale święto człowieczeństwa. To przypomnienie, że człowiek to coś więcej niż "zasób ludzki” w arkuszu Excela, a praca ma służyć życiu, a nie je zastępować.
Zamiast więc patrzeć na ten dzień przez pryzmat zakurzonych sztandarów, warto pomyśleć o nim jako o bezpieczniku. To dzień, który przypomina, że każda minuta twojego wolnego popołudnia została kiedyś przez kogoś wywalczona. I dosłownie opłacona krwią. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4044759d2ef5b38de9c62682e994efe1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4044759d2ef5b38de9c62682e994efe1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">3x8, czyli zasada, która uratowała nam życie. 1 maja to coś więcej niż grill i goździki</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/221245,dino-kontra-pracownicy-tu-jest-jak-w-sredniowieczu</guid><link>https://innpoland.pl/221245,dino-kontra-pracownicy-tu-jest-jak-w-sredniowieczu</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 07:00:02 +0200</pubDate><title>Dino kontra pracownicy. &quot;Tu jest jak w średniowieczu&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/9f07d3d0da84346adf5f83e708d9d1bb,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kolejny tydzień, kolejny raz zarząd Dino ucieka od rozmów ze związkowcami. Nie pomógł nawet strajk ostrzegawczy. Władze polskiej sieci sklepów nie chcą rozmawiać ani z pracownikami, ani tym bardziej z mediami. Wyższe pensje? Cisza. Koniec bezpłatnej pracy po godzinach? Cisza. Zgłoszenia dotyczące łamania praw pracowniczych? Cisza.

Czy głos w obronie pracownic i pracowników Dino zabierze państwo? A jeśli tak: czy zrobi to głośno i skutecznie?
Urlopy w Dino latem. "Moją datę nagle otoczyła czerwona obwódka ze znakiem zapytania i wykrzyknikiem"
Pani Joanna z okolic Inowrocławia, gdy pytam ją o plany na nadchodzące lato, mówi o czerwonym kółku z wykrzyknikiem. Taka właśnie w Dino podsumowano jej zamiar wzięcia urlopu w wakacje.

Z jej relacji wynika, że pod koniec zeszłego roku do sklepu, w którym pracuje, przyjechała kierowniczka regionalna. Bez żadnych aneksów, dokumentów, tłumaczeń i powoływania się na przepisy oznajmiła, że od teraz obowiązuje zakaz brania urlopów latem.

  – Udałam, że tego nie usłyszałam i w planie urlopowym na ten rok zaznaczyłam sobie dwa tygodnie wolnego w lipcu. Nikt nic nie powiedział, ale moją datę nagle otoczyła czerwona obwódka ze znakiem zapytania i wykrzyknikiem. Na razie udaję, że tego nie widzę. Jeszcze chwila i zostanę mistrzem udawania, a zamiast w sklepie, będę mogła pójść pracować do teatru. Albo kabaretu. Bo to, co się ostatnio dzieje wokół tych sklepów bardziej przypomina kabaret – rzuca zaczepnie pani Joanna.

Jako dziennikarka, która od kilku miesięcy intensywnie przygląda się łamaniu praw pracowniczych w Dino Polska, już się temu nie dziwię. Zarząd Dino nie pojawia się na rokowaniach ze związkami zawodowymi, nie odpowiada mediom na maile i nie ustosunkowuje się do niczego, do czego poważna firma ustosunkować się powinna.
W zimę pracownice Dino marzły na kasach
Z kolei ostatnia zima była dla pracowników Dino ekstremalna. Podkoszulek, bielizna termiczna, sweter, koszulka pracownicza Dino, polar, bezrękawnik, a na to kurtka z logo Dino – tak ubrana siedziała w pracy pani Magdalena. Kobieta nie pracuje na wolnym powietrzu czy w chłodni, a w mającym kilka lat budynku. Jest zatrudniona w sklepie Dino w województwie zachodniopomorskim.
– W te wielkie mrozy na początku lutego siedziałam akurat na kasie. One są położone bardzo blisko ciągle otwierających się drzwi, więc wciąż mnie "wietrzyło". Izolacja budynku najwidoczniej jest słaba, a z nawiewów leciało – mam wrażenie, że nie ciepłe, lecz zimne powietrze. Nawet się już klientów pytałam, czy ja już od tego zimna mam jakieś halucynacje, czy tam faktycznie zimnem powiewa, to mi przyznawali rację. "Idzie pani do domu, bo tu faktycznie zamarznąć można" – tak mi radzili, ale gdzie pójdziesz jak tu w okolicy Drawska żadnych większych zakładów nie ma i roboty tak po prostu rzucić się nie da? – pyta retorycznie.
Kobieta ratowała się kubkiem termicznym z ciepłą herbatą, który wynosiła na kasę z pokoju socjalnego, choć nie powinna. – Oczywiście to kubek z zakrytym wieczkiem, żeby nic się z niego nie wylało, ale nawet taki jest zakazany. Ja już na to jednak nie patrzyłam. Na sklepie mieliśmy wtedy 11 stopni, a przy kasach 9. Jeszcze osoba funkcyjna, czyli taka "na sklepie", ma szansę rozgrzać się rozkładaniem towaru i chodzeniem, ale na kasie wisi się w jednej pozycji godzinami jak sopel lodu – relacjonuje.
Polskie prawo stanowi, że w pomieszczeniu, w którym wykonywana jest praca biurowa, temperatura musi wynosić co najmniej 18 stopni Celsjusza. W przypadku lekkiej pracy fizycznej próg ten wynosi 14 stopni. Jeśli temperatura spadnie poniżej tych wartości, o sprawie można zaalarmować Państwową Inspekcję Pracy, bo dochodzi do łamania praw pracowniczych.
PIP od początku stycznia przeprowadziła ponad 150 kontroli w sklepach Dino w całej Polsce, jednak większość z nich z powodów proceduralnych nie została jeszcze zakończona.
"Zakazy" w Dino Polska
"Zakaz" to słowo klucz, które często pojawia się w rozmowach z pracownicami polskiej sieci. O zakazie fotografowania (również swoich posiłków regeneracyjnych) i zakazie udzielania jakichkolwiek informacji dotyczących warunków pracy w Dino (za co można nawet zarobić "dyscyplinarkę"), pisałam w tekście "Dino wyrzuciło pracownicę za zrobienie fotografii". 
Jednak jak się okazuje, tych zakazów jest więcej.
 – Mięso, które do nas przyjeżdża na palecie, czasami jest tak wysoko poukładane, że człowiek o przeciętnym wzroście nie ma szans zdjąć tych górnych opakowań. Nie możemy jednak używać do tego drabiny, a na użycie krzesła też jest zakaz, bo przecież BHP – opisuje pani Magdalena.

Jak w takim razie radzą z tym sobie pracownicy Dino? Pani Magdalena nie chce powiedzieć. Grunt, że mięso na czas ląduje w lodówkach, a potem w koszykach klientów. Grunt, że Tomasz Biernacki, właściciel Dino, pozostaje najbogatszym człowiekiem w Polsce. Reszta jest milczeniem.
"Mój patriotyzm związany z tym, że Dino to polski sklep, już dawno się skończył"
Pani Joanna, pracownica Dino z warmińsko-mazurskiego, ma syna w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Tegoroczny urlop w wakacje chciała wykorzystać na opiekę nad dzieckiem. Zorganizowała to tak: dwa tygodnie jej urlopu, następnie dwa tygodnie męża, potem "wyżebrane dwa tygodnie u babci", a wreszcie obóz harcerski. To pozwoliłoby zapewnić bezpieczny czas siedmiolatkowi przez cały czas, gdy nie ma szkoły. Jeśli pani Karolina nie dostanie wolnego w wakacje, ten misterny plan rozsypie się jak domek z kart.

– Przecież dziecko w tym wieku nie może jeszcze samo zostać w domu. A Dino nie płaci tyle, bym mogła pozwolić sobie na prywatną opiekunkę. Firma nie dofinansowuje też żadnych wczasów czy kolonii. Ogólnie cały socjal leży, bo mały nawet paczki na święta nie dostał. I przykro się robi człowiekowi, gdy się dowiaduje, że np. w Biedronce w tym roku był Air Fryer, a w Lidlu moja koleżanka dostała w bonach pracowniczych 1200 zł. Mam jedynie nadzieję, że doświadczenie zdobyte tutaj pozwoli mi kiedyś przejść do innej lepszej sieci – snuje plany rozmówczyni InnPoland.
Jak mówi, niemały wpływ na podjęcie pracy w Dino miał w jej przypadku patriotyzm gospodarczy. Chciała być częścią polskiej firmy, czuła się nawet dumna. To już jednak przeszłość. 
– Mój patriotyzm związany z tym, że Dino to polski sklep, już dawno się skończył. Gdy przyjdzie czas nie będę jak Wanda, wybiorę Niemca – uśmiecha się gorzko Joanna nawiązując do słynnej legendy.

Sprawdzam przepisy dotyczącego tego, w jakim wieku dziecko może zostać samo w domu. W polskim prawie nie ma jednak sztywno określonej granicy, od kiedy dziecko może zostać bez opieki dorosłego. Jednak "zalecenia" policji czy MOPS wskazują na to, że dziecko do 7. roku życia powinno cały swój czas spędzać pod okiem dorosłego. Do 12. roku życia taka "samodzielność" powinna być mocno dawkowana.
Dino – problem nadgodzin i starych systemów
Większość moich rozmówczyń, gdy pytam je o dzień podpisania umowy z Dino, nie pamięta, aby ktokolwiek ostrzegał je przed trudnymi warunkami pracy.
Pani Joanna: – Miałam pracować po osiem godzin dziennie z jedną piętnastominutową przerwą w środku i pełnym prawem do normalnego urlopu. W praktyce pracujemy często po 9, a czasami nawet 10 godzin, a o wydłużeniu przerwy o choćby 5 minut przerwy nie ma mowy. Przez 15 minut naprawdę ciężko coś na ciepło zjeść i nie poparzyć się gorącym. Mamy nawet taki żart w pracy, że kto lubi kawę z mlekiem ten ma szczęście, bo szybciej ma chłodne. Z drugiej stronie ma przerąbane, bo zimna kawa go nie zagrzeje, a to akurat ważne w naszej sieci.

Niezadowolenie pracowników budzi też sposób oddawania nadgodzin, a także jakość sprzętu służbowego.

 – W Dino wciąż jak w średniowieczu. Pracujemy na starych systemach, a drukarki do cen są stacjonarne. Z mojej poprzedniej pracy w innej sieci wiem, że są już wygodniejsze i skuteczniejsze metody, by np. spisywać straty czy robić cenówki. Tym na górze bardzo zależy na wydajności, bo przecież jesteśmy z niej rozliczani wszędzie, również na kasie, a nie chcą zainwestować w proste rozwiązania, by ją osiągnąć. Przy okazji ułatwiliby tym życie pracownikom. Nie rozumiem tego oporu, przecież to obopólne korzyści – podkreśla pani Kamila.
Przypominają mi się czasy, gdy sama pracowałam w konkurencyjnym markecie. Luksusów nie było, ale nie pamiętam, abym marzła. Pamiętam za to małą łezkę, przez którą logowałam się do pracy. W następnym miesiącu każdy pracownik dostawał papierowe zestawienie przepracowanych godzin.
– W innych firmach już od dawna są czipy to elektronicznego zliczania czasu pracy. My wpisujemy wszystko do zeszytu, a kierowniczka przekazuje to gdzieś dalej. A potem nagle się okazuje, że mam wolne w tygodniu, bo uzbierało mi się kilka nadgodzin. Problem w tym, że ja nie chcę wtedy wolnego, nie mam co z nim zrobić. Wolałabym odebrać nadgodziny w innym terminie, a nie być nimi uszczęśliwiana z dnia na dzień – tłumaczy jedna z rozmówczyń InnPoland.
Nadgodziny w Dino. Kierownicy zaniżają czas pracy
Pracownice Dino, z którymi rozmawiamy, zwracają też uwagę na to, że nierzadko muszą pracować za darmo, choć ich zmiana już się skończyła. Kierownicy mają na to sprytny sposób. W praktyce liczą dopiero nadgodziny: to za nie oddają czas. Inaczej jest w przypadku nadminut, nawet jeśli uzbiera się ich całkiem sporo.
– Jeśli chodzi o godzinę poślizgu, to już kierownictwo nic nie mówi, wpisuje tak jak trzeba. Natomiast piętnaście minut robi się nagle niewidzialne, a przecież z takich minutek po miesiącu mógłby zrobić się dzień wolny. Gdyby system był zautomatyzowany, nie byłoby jak kłamać. Ludzie zaniżają godziny z obawy presją przełożonych i utratą pracy – podkreśla jedna z pań.

Z własnego doświadczenia pamiętam jak w sieci, w której byłam zatrudniona sami zastępcy kierownika w "gorącym" , pełnym napięć czasie, w obawie przed tłumaczeniem się z nadgodzin "odbijali się" do wyjścia, a potem pracowali dalej. Nie zdarzało się to jednak często.
Dalsza część tekstu poniżej.
Pracownicy Dino z orzeczeniami o niepełnosprawności narzekają na niedostosowane obowiązki
Pani Ania, pracownica Dino na Dolnym Śląsku, niedosłyszy od urodzenia. Kobieta ma stałe orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym – a to atut dla Dino.
Z tego, co się zorientowałam, Dino bardzo lubi zatrudniać w sklepach osoby z niepełnosprawnościami. Nie bardzo za to lubi dostosowywać pracę pod ich możliwości. Na pracowniczych forach znajduję historię o dziewczynie, której kazano rozpakowywać i przerzucać ciężkie zgrzewki z napojami mimo wrodzonej łamliwości kończyn. Pani Ania dorzuca swoje trzy grosze.

 – Ja co prawda wielu ruchowych ograniczeń nie mam i mogę pracować z towarem, ale jako osoba z grupą inwalidzką nie mogę pracować między 22 a 6 rano. Nikogo to jednak nie obchodzi. Często zostaję po godzinach, ale muszę wpisywać, że wychodzę równo. Wielka szkoda, bo godziny po 22.00 jako nocne są płacone lepiej, a ja nie mam z tego nic – opowiada pani Ania.

Z relacji mojej bohaterki wynika, że stosowano wobec niej mobbing.
– Niejednokrotnie szydzono z mojej niepełnosprawności. Przeważnie odbywało się to na zapleczu, ale nie zawsze. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy koledzy z pracy wyśmiewali moją wadę słuchu przy klientach. Szydzili, że tak naprawdę jestem zdrowa, że "słyszę to, co chcę". Najgorsze było to, że razem z pracownikami sklepu śmiali się także klienci – wspomina pani Ania z goryczą.
Dino chce, by wziąć je pod lupę
Dino jakiś czas temu umieściło w internecie ciekawą reklamę. Na Instagramie wyświetliła mi się  niedawno zielona plansza sieci z prowokacyjnym hasłem "Weź nas pod lupę". 
Pokazuję wpis Dino jednej z moich rozmówczyń:
– To mocno bezczelne z ich strony. Ale faktycznie przydałoby się, by ktoś ich wziął pod lupę. Pracujemy dużo i ciężko, zarabiamy rzadko i mało. To się musi skończyć.
– "Rzadko"? Nie dostajecie wypłat na czas? – pytam.
– Wypłaty dostajemy regularnie, ale na przykład kto to widział, żeby na jedną premię pracować aż trzy miesiące? Tygodniami starasz się ze wszystkich sił, a potem nagle się okazuje, że sklep nie wyrobił normy. Wtedy przychodzi dzień jeszcze cięższy niż dotychczasowe: kiedy znów dostajesz gołą wypłatę. To przykre, demotywujące i wyczerpujące. Gdyby system był taki: miesiąc pracy, a potem premia lub jej brak, na pewno lepiej byśmy sobie z tym psychicznie radzili. Te trzy miesiące bardzo się dłużą – zaznacza pani Magdalena.
Długie czekanie na premię w polskiej sieci dyskontów
Podniesienie pensji to jeden z żelaznych postulatów związkowców w Dino. Wypłata zwykle oscyluje w pobliżu płacy minimalnej.  
– Najniższa krajowa. Nigdy nie było więcej? – dopytuję.
– Czasem około 4 tysięcy złotych, ale już z dodatkiem za samodzielne pranie odzieży służbowej. Teraz, odkąd o sieci zaczęło się więcej pisać w niezbyt dobrym tonie, wypłaty nagle jakby się zmniejszyły. W styczniu dostałam 3,8 tysiąca, w lutym już o 100 złotych mniej. Na pytanie o powód odpowiedź jest jedna: nie wyrobiliśmy normy. A ja się zastanawiam: jak w grudniu można było nie wyrobić normy, skoro obrotu mieliśmy na ponad milion złotych? – zastanawia się kobieta. 
Dodaje, że ma nadzieję na to, iż zamieszanie wokół Dino ostatecznie przełoży się na przestrzeganie praw pracowniczych w sieci. Ja też mam taką nadzieję, ale to za mało. Za pracownikami Dino powinno stanąć państwo.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/9f07d3d0da84346adf5f83e708d9d1bb,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/9f07d3d0da84346adf5f83e708d9d1bb,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pani Joanna chciała pracować dla polskiej marki. Jednak to już przeszłość. &quot;Mój patriotyzm związany z tym, że Dino to polski sklep, już dawno się skończył. Gdy przyjdzie czas nie będę jak Wanda, wybiorę Niemca&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224398,zapomniales-o-rozliczeniu-pit-lub-innego-podatku-zloz-czynny-zal-i-uratuj-swoje-pieniadze</guid><link>https://innpoland.pl/224398,zapomniales-o-rozliczeniu-pit-lub-innego-podatku-zloz-czynny-zal-i-uratuj-swoje-pieniadze</link><pubDate>Fri, 01 May 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Zapomniałeś o rozliczeniu PIT lub innego podatku? Złóż czynny żal i uratuj swoje pieniądze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/52c566011dc44d1bedb480ec581359f6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nie rozliczyłeś się z podatku np. PIT? Może czekać cię dotkliwa kara. Jednak nie wszystko stracone: jeśli złożysz tak zwany czynny żal, masz możliwość "odkupienia" swojej winy. Sprawdź, jak to zrobić i co jest ważne przy składaniu tego dokumentu.

Błędy lub spóźnienia w rozliczeniach (np. z PIT) z urzędem skarbowym mogą skończyć się dotkliwymi karami – od mandatów i grzywien nawet po wyroki pozbawienia wolności. Istnieje jednak sposób, by uniknąć tych konsekwencji: instytucja czynnego żalu przewidziana w Kodeksie karnym skarbowym.
Pozwala ona na dobrowolne przyznanie się do winy, co przy zachowaniu odpowiednich procedur może uchronić przed karami nałożonymi przez skarbówkę.
Warto jednak pamiętać, że czynny żal nie jest czarodziejską różdżką, która zawsze chroni przed konsekwencjami. Istnieją sytuacje, w których fiskus po prostu go nie uzna, a Twoje przyznanie się do winy nie uchroni Cię przed karą.
Jak czytamy w serwisie Poradnik Przedsiębiorcy, zawiadomienie o popełnieniu czynu zabronionego, czyli potocznie czynny żal, możesz dostarczyć do skarbówki na kilka sposobów. Wybór zależy od Twojej wygody, ale pamiętaj – w 2026 roku liczy się przede wszystkim czas i potwierdzenie odbioru.
Czynny żal. Jak dostarczyć pismo do urzędu?
Masz do wyboru ścieżkę tradycyjną lub nowoczesną:
Osobiście lub pocztą: możesz po prostu pójść do swojego urzędu skarbowego lub wysłać dokument listem poleconym.
Elektronicznie (najszybsza opcja): przez e-Urząd Skarbowy lub na adres e-Doręczeń właściwej placówki. Wysłanie czynnego żalu online jest traktowane tak samo jak pismo ogólne.

Składając czynny żal warto się postarać, ponieważ nie ma przewidzianych żadnych procedur odwoławczych. Gdy urząd odrzuci nasz dokument, nie możemy już nic zrobić.
Choć nie ma jednego, sztywnego wzoru pisma urzędowego dla czynnego żalu, prawo jasno określa, co musi się znaleźć w dokumencie, aby mógł być skuteczny. Możesz go napisać w formie zwykłego listu, ale zadbaj o to, by zawierał konkretne punkty.
Co napisać w czynnym żalu?
Aby Twój czynny żal został potraktowany poważnie, zawrzyj w nim:
Dane identyfikacyjne: Twoje imię, nazwisko, PESEL/NIP oraz adres.
Adresata: pismo zawsze kieruj do naczelnika właściwego urzędu skarbowego.
Szczery opis sytuacji: wyjaśnij precyzyjnie, na czym polegał błąd (np. niezłożenie deklaracji w terminie czy zaniżenie podatku).
Uzasadnienie (kontekst): opisz istotne okoliczności – dlaczego tak się stało? Czy to był błąd techniczny, czy przeoczenie?
Współwinowajcy: jeśli w sprawę były zamieszane inne osoby (np. ktoś, kto nakłaniał do błędu), musisz o tym wspomnieć.
Plan naprawczy: to najważniejsza część. Napisz, czy zaległy podatek został już wpłacony (wraz z odsetkami). Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, musisz podać konkretny termin, w którym to nastąpi, a także datę, gdy złożysz brakujące dokumenty.

Kiedy czynny żal zostanie odrzucony?
Czynny żal okaże się bezskuteczny, jeżeli:
Skarbówka była pierwsza – otrzymałeś już oficjalne wezwanie w sprawie tego konkretnego wykroczenia lub urząd zdążył już samodzielnie zgromadzić dowody na Twoją winę.
Trwa kontrola – nie możesz "wyrazić skruchy" w momencie, gdy urzędnicy są już w trakcie sprawdzania Twoich dokumentów lub prowadzą postępowanie kontrolne.
Uczestniczyłeś w przestępstwach – ochrona nie przysługuje osobom, które organizowały grupę przestępczą lub nakłaniały innych do popełnienia oszustwa skarbowego.

Jeśli to twój pierwszy tego typu błąd, warto napisać o tym w piśmie, żeby zaznaczyć, że miał on charakter incydentalny.
Co jeszcze jest potrzebne, gdy zrobisz błąd w PIT lub zapomniałeś rozliczyć podatki?
Sama skrucha na papierze to dopiero połowa sukcesu. Aby urząd definitywnie "odpuścił" karę, musisz przejść do konkretów i realnie naprawić swój błąd.
Po złożeniu czynnego żalu masz dwa kluczowe obowiązki:
Uregulowanie zaległości: Musisz wpłacić brakujący podatek wraz z odsetkami. Powinieneś to zrobić najpóźniej w terminie wyznaczonym przez skarbówkę, ale dobrą praktyką w 2026 roku jest dołączenie potwierdzenia przelewu od razu do składanego pisma.
Dopełnienie formalności: Dostarcz wszystkie brakujące dokumenty, deklaracje lub przedmioty, których nie złożyłeś na czas.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/52c566011dc44d1bedb480ec581359f6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/52c566011dc44d1bedb480ec581359f6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nie rozliczyłeś się z skarbówką? Złóż czynny żal i uratuj swój portfel</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224884,trasa-do-polski-przyczyna-burzy-w-niemczech-dyskryminacja-ktorej-nie-bedziemy-akceptowac</guid><link>https://innpoland.pl/224884,trasa-do-polski-przyczyna-burzy-w-niemczech-dyskryminacja-ktorej-nie-bedziemy-akceptowac</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 22:02:01 +0200</pubDate><title>Trasa do Polski przyczyną burzy w Niemczech. &quot;Dyskryminacja, której nie będziemy akceptować&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a08f3a84b985ce2ca9e59a906624e033,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Linia kolejowa między Berlinem a Kostrzynem nad Odrą wymaga rozbudowy. Premier Brandenburgii zarzuca władzom Niemiec, że blokują jej dalszy rozwój – pisze w swoim opracowaniu Wojciech Szymański.

Premier Brandenburgii, czyli niemieckiego landu leżącego tuż przy granicy z Polską, krytykuje rząd w Berlinie za brak ambitnych planów rozbudowy infrastruktury kolejowej w tym regionie, donosi agencja DPA.
Dietmar Woidke stwierdził w środę (29.04.2926), że rozbudowa linii kolejowej między Berlinem a granicznym miastem Küstrin-Kietz, jest blokowana przez władze kraju. 
Polityk zauważył, że wciąż tylko mówi się o budowie drugiego toru na tym odcinku. 
– Będziemy nadal wywierać presję na szczeblu federalnym, ponieważ jest to ewidentna niesprawiedliwa dyskryminacja regionu, której nie będziemy dłużej akceptować – powiedział Woidke podczas spotkania z marszałkiem województwa lubuskiego Sebastianem Ciemnoczołowskim.
Jeden tor, bez prądu
Trasa Berlin – Küstrin i dalej w kierunku Polski nie jest zelektryfikowana, a po stronie niemieckiej prowadzi częściowo tylko po jednym torze. Dwa lata temu otwarto nowy most kolejowy na Odrze między polskim Kostrzynem a brandenburskim Küstrin-Kietz, ale na rozbudowę torów po niemieckiej stronie wciąż trzeba czekać.
– Most jest gotowy i pozostaje nam jedynie wybudować ten 70-kilometrowy odcinek drugiego toru – mówił Woidke.
Premier Braundenburgii określił tę linię jako jedno z najważniejszych połączeń kolejowych między Niemcami a Polską. Według szacunków rozbudowa linii do granicy z Polską ma kosztować ok. 1,3 miliarda euro.

(DPA/szym)
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a08f3a84b985ce2ca9e59a906624e033,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a08f3a84b985ce2ca9e59a906624e033,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Trasa do Polski przyczyną burzy w Niemczech. &quot;Dyskryminacja, której nie będziemy akceptować&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224854,polscy-kupcy-rozjuszeni-sent-rusza-na-sejm-stop-zabijaniu-malych-firm</guid><link>https://innpoland.pl/224854,polscy-kupcy-rozjuszeni-sent-rusza-na-sejm-stop-zabijaniu-malych-firm</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 20:02:01 +0200</pubDate><title>Polscy kupcy rozjuszeni SENT ruszą na Sejm. &quot;Stop zabijaniu małych firm!&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8221169d6bf9da8ee875ffbab1eed183,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polscy kupcy protestują przeciwko Systemowi Elektronicznego Nadzoru Transportu dla odzieży i obuwia (SENT). Wskazują, że obowiązek ważenia ubrań zabija małe firmy, a także uderza w klientów bazarów i targowisk. W dziesiątkach miejscowości w całym kraju przedsiębiorcy wyszli na ulice pod hasłem #StopSent. Kupcy zapowiadają, że będą dalej walczyć, a ich następnym przystankiem jest Sejm. Liczą na to, że tam rząd ich usłyszy.

Pierwszy protest kupców przeciw SENT odbył się 15 kwietnia w Warszawie, ale kolejna fala sprzeciwu objęła już całą Polskę. W środę 29 kwietnia kupcy wyszli na ulicę w ponad 40 miejscowościach, a w planie są kolejne manifestacje. "Nie zdejmujemy banerów i zbieramy dalej podpisy pod petycją. Liczymy się. Działamy lokalnie. Walczymy dalej" – czytamy w grupie poświęconej akcji.
Dlaczego kupcy protestują przeciw SENT? Handel detaliczny przytłoczony obowiązkiem ważenia ubrań
Ogólnopolskie strajki kupców i przedsiębiorców detalicznych to reakcja na rozporządzenie Ministerstwa Finansów ws. Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu (SENT). Przedsiębiorcy przekonują, że nie powinni być objęci obowiązkiem ważenia ubrań i butów. Wskazują, że SENT zaprojektowano do monitorowania transportu towarów wrażliwych, a nie odzieży. 
Uczestnicy akcji wskazują, że nowe obowiązki mogą prowadzić do nadmiernej biurokracji, wysokich kar finansowych (minimum 20 tys. zł) oraz utrudnień w prowadzeniu działalności gospodarczej. To ostatnie ma być szczególnie dolegliwe dla małych, lokalnych firm. Kupcy podnoszą również obawy o nierówne traktowanie przedsiębiorstw, a także brak dostosowania przepisów do realiów handlu bazarowego.
Branża odzieżowa i obuwnicza podkreśla, że przedstawiony projekt nie odpowiada na ich postulaty, które wielokrotnie zgłaszali do Ministerstwa Finansów. Projekt ma objąć jedynie wybrane formy działalności, pomijając większe segmenty rynku, jak produkcja, handel hurtowy, e-commerce i handel obwoźny. 
Wprowadzone limity wagowe są nieadekwatną jednostką handlową dla branży i nakładane są obowiązki dokumentacyjne, które mogą zwiększyć ryzyko błędów i sankcji. Ograniczone i nieprecyzyjne wyłączenia sprawiają, że przedsiębiorcy nie są pewni, jakie mają obowiązki. Pojawiają się rozbieżności w interpretacji przepisów. Obowiązek zgłoszeniowy nie dotyczy każdej przesyłki z ubraniami. Kluczowe są kody CN towaru (5 różnych) oraz progi wagowe i ilościowe. Na kary narażeni są zarówno wysyłający, jak i odbierający.
Kupcy przeciw SENT. Uderzenie w bazary i targowiska
Restrykcje, które miały być wymierzone w dostawy pochodzące z państw trzecich, m.in.  z Chin, w praktyce mają być ciosem dla bazarów i targowisk. Kupcy przekonują, że SENT działa najlepiej wobec dużych, zorganizowanych łańcuchów logistycznych, tymczasem branża odzieżowa i obuwnicza funkcjonuje w modelu logistycznym rozproszonym, wieloetapowym.
"W ocenie przedsiębiorców oznacza to, że zdecydowana większość działalności branży nadal pozostanie objęta pełnymi obowiązkami systemu SENT oraz podkreślają to, że w dalszym ciągu, przed każdym transportem odzież będzie musiała być ważona, bo w wielu przypadkach uniemożliwia prowadzenie biznesu" – czytamy w przesłanym manifeście.
Dodatkowe zastrzeżenia budzi tryb procedowania projektu. Na zgłaszanie uwag przewidziano zaledwie 4 dni, w dodatku w okresie poprzedzającym długi weekend majowy. Jak podkreślają przedsiębiorcy, tak krótki czas: znacząco utrudnia rzetelne przygotowanie stanowisk, ogranicza możliwość konsultacji wewnątrz branży, szczególnie uderza w sektor MŚP, który nie dysponuje zapleczem prawnym ani administracyjnym. Handlarze nie czują, by taki tryb konsultacji zachęcał do prawdziwego dialogu społecznego.
Organizatorzy podkreślają, że brak satysfakcjonujących zmian po pierwszym proteście w Warszawie skłonił ich do kontynuowania presji w formie ogólnopolskiej mobilizacji lokalnej. 
W środę 29 kwietnia akcje protestacyjne odbyły się w ponad 40 miejscach m.in. w takich miastach/miasteczkach jak: Częstochowa, Wyszków, Szczękociny, Rybnik, Krzepice, Zator, Ostrołeka, Długosiodło, Przeworsk, Strzegom, Tarnobrzeg, Dębica, Kutno, Jabłonka, Sokołów Małopolski, Śmigiel, Radoszyce, Jeżów, Brzeg Dolny, Syców, Lniano, Sierakowice, CH. Ptak w Rzgowie, Warka, Radzionków, Głuchów, Głogów, Kalwaria Zebrzydowska, Koźminek, Piotrków Trybunalski, Czersk, Oświęcim, Bielsko, Skołoszów, Kłobuck, Nowy Targ, Bielsko-Biała, Skawina, Myślenice, Sucha Beskidzka, Jordanów, Wieluń, Sanok. 
Ręcznie zdobione transparenty i plakaty wiszą na targowiskach w całej Polsce. Branża zapowiada kontynuację działań.
[aktualizacja] "Mamy już datę protestu w Warszawie – na 13 maja na godzinę 11 - startujemy z ministerstwa finansów i idziemy pod Sejm" – czytam w wiadomości otrzymanej mailem.
Źródło: Sent - konsultacja branży - odzież i obuwie - protest, Facebook.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8221169d6bf9da8ee875ffbab1eed183,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8221169d6bf9da8ee875ffbab1eed183,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Kupcy i handlarze zajmujący się odzieżą i obuwiem protestują przeciw korekcie w SENT, uderzającej w ich biznesy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224860,nowy-obowiazek-dla-firm-juz-od-7-maja-brak-reakcji-to-gigantyczne-kary</guid><link>https://innpoland.pl/224860,nowy-obowiazek-dla-firm-juz-od-7-maja-brak-reakcji-to-gigantyczne-kary</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 18:01:01 +0200</pubDate><title>Nowy obowiązek dla firm już od 7 maja. Brak reakcji to gigantyczne kary</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f88a303b5c905cba4b0a9cd63f15d92e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tysiące firm muszą zarejestrować się w Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, a czasu jest mniej, niż się wydaje. Jeden brak wpisu może zamienić się w kosztowny problem, który zaboli bardziej niż podatki.

Od 7 maja 2026 roku rusza obowiązkowa rejestracja do Wykazu Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa. To efekt wdrożenia unijnej dyrektywy NIS2, która obejmuje znacznie więcej firm niż wcześniejsze przepisy. Problem polega na tym, że nikt nie wyśle wezwania ani przypomnienia. Każdy przedsiębiorca musi sam sprawdzić, czy podlega nowym zasadom. Jeśli tak, musi przejść proces samoidentyfikacji i dokonać wpisu online najpóźniej do 3 października. A kary za brak działania mogą sięgać nawet dziesiątek milionów złotych.
Dyrektywa NIS2 obejmuje tysiące firm. KSC zmienia sposób prowadzenia biznesu
Nowe przepisy obejmują firmy działające w wielu sektorach. Od transportu i produkcji, po usługi cyfrowe i handel. Kluczowe znaczenie ma nie tylko to, czym firma się zajmuje formalnie, ale co robi faktycznie. Kod PKD może pomóc, ale nie jest decydujący. Liczy się realna działalność, a także powiązania z innymi firmami.
To właśnie tutaj zaczyna się problem dla wielu przedsiębiorców. Firma może wydawać się mała, ale jeśli należy do większej grupy, może zostać zakwalifikowana inaczej. A to oznacza więcej obowiązków, większą kontrolę i wyższe kary. Cyberbezpieczeństwo staje się elementem zarządzania firmą, tak samo ważnym, jak finanse czy podatki.
Jak wpisać się do KSC krok po kroku. Firmy muszą przygotować się na więcej formalności
Pierwszy krok to sprawdzenie, czy firma działa w sektorze objętym ustawą. Trzeba zajrzeć do załączników ustawy i porównać je z faktycznym profilem działalności. To moment, w którym wiele firm odkrywa, że nowe przepisy jednak ich dotyczą.
Drugi etap to określenie wielkości przedsiębiorstwa. Liczy się liczba pracowników, obrót oraz powiązania kapitałowe. Nawet mikrofirma może zostać potraktowana jak większy podmiot, jeśli jest częścią grupy. Trzeci krok to analiza przepisów, które jasno wskazują, czy firma jest podmiotem ważnym lub kluczowym. Jeśli odpowiedź brzmi "tak", trzeba przejść do rejestracji.
Sam wpis odbywa się online w systemie dostępnym na stronie wykaz-ksc.gov.pl. Wniosek składa się elektronicznie i podpisuje kwalifikowanym podpisem. Nie ma papierowych formularzy ani wizyty w urzędzie. Całość odbywa się cyfrowo, ale wymaga wcześniejszego przygotowania.
KSC i wysokie kary dla firm za brak wpisu. Firmy, które zwlekają, narażają się na duże straty
Kary robią największe wrażenie. Dla części firm mogą sięgać nawet 10 milionów euro, a w najpoważniejszych przypadkach nawet 100 milionów złotych. Do tego dochodzą kary za każdy dzień opóźnienia oraz odpowiedzialność osób zarządzających. 
Wiele firm odkłada temat, bo termin wydaje się odległy. To błąd. Rejestracja jest ostatnim etapem całego procesu. Najwięcej czasu zajmuje analiza, sprawdzenie obowiązków i przygotowanie procedur. Im większa firma, tym bardziej skomplikowany proces. Dlatego działanie na ostatnią chwilę może skończyć się chaosem albo kosztowną pomyłką.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f88a303b5c905cba4b0a9cd63f15d92e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f88a303b5c905cba4b0a9cd63f15d92e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Nowy obowiązek dla firm już od 7 maja. Brak reakcji to gigantyczne kary</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224845,akcyza-miala-uszczelnic-rynek-e-papierosy-wciaz-wymykaja-sie-fiskusowi</guid><link>https://innpoland.pl/224845,akcyza-miala-uszczelnic-rynek-e-papierosy-wciaz-wymykaja-sie-fiskusowi</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 16:33:30 +0200</pubDate><title>Akcyza miała uszczelnić rynek. E-papierosy wciąż wymykają się fiskusowi</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/1d6cd46079afef358528a494f7aad230,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ministerstwo Finansów szykuje przepisy, które mają wreszcie uszczelnić rynek e-papierosów – ale zanim wejdą w życie, budżet państwa będzie tracić kolejne setki milionów złotych. Według raportu Instytutu Fraunhofera ponad połowa krajowej sprzedaży tych urządzeń krąży poza oficjalnym obiegiem, a producenci i importerzy od miesięcy wykorzystują dziury w obowiązujących przepisach akcyzowych. Projekt UD363 ma to zmienić. Kiedy to się stanie? – Mam nadzieję, że jeszcze przed wakacjami zaprezentujemy projekt ustawy – mówi wiceminister finansów Jarosław Neneman.

Według raportu Instytutu Fraunhofera 58 proc. rynku e-papierosów w Polsce stanowi szara strefa. Z tej części aż 83 proc. ma pochodzić z Chin, a dokładniej z centrum globalnej produkcji w Shenzhen. Import od bezpośrednich sąsiadów Polski jest znacznie mniejszy i ma stanowić 13 proc. całej szarej strefy.
Skalę problemu widać wyraźnie. Rynek jest zalewany milionami paczek, a służby w Europie nie nadążają ze skuteczną kontrolą. Ponieważ legalne produkty są coraz droższe przez akcyzę, konsumenci coraz częściej wybierają te "spod lady". 
Producenci tymczasem prowadzą własny wyścig z fiskusem. Jak? Część sprzedaje e-papierosy w częściach do samodzielnego montażu. Inni projektują urządzenia, które nie mieszczą się w obowiązujących definicjach podatkowych, chociaż te facto działają tak samo. Przykładem są chociażby modele z wbudowaną grzałką ceramiczną, które pozwalają uniknąć 40-złotowej daniny.
Projekt, który ma uszczelnić system
Rozwiązaniem tego problemu ma być projekt UD363. Objąłby swoim zasięgiem cały system i utrudniłby obchodzenie przepisów. Nowelizacja zakłada akcyzę w wysokości 40 zł dla wszystkich wkładów do e-papierosów wielorazowych. Bez względu na to, w jakiej technologii takie urządzenia zostały wykonane. Krótko mówiąc, projekt UD363 zakłada opodatkowanie całego rynku, w tym – uwaga – również e-papierosy indukcyjne.
Mimo to na rządowych stronach czytamy, że planowany termin przyjęcia "Projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz ustawy Kodeks karny skarbowy" (UD363) to II kwartał 2026. Tyle że praktycznie jesteśmy już w połowie drugiego kwartału, a w międzyczasie będziemy mieli jeszcze wakacje, w tym również sejmowe, a projekt UD363 powinien przejść do przerwy letniej przez Rządowe Centrum Legislacji. Sejmowy kalendarz nie bierze niestety jeńców. 
Idąc dalej: jeśli prace nad UD363 ruszą nawet wiosną i standardowe, czyli półroczne vacatio legis, zostanie zachowane, nowe przepisy zaczną obowiązywać dopiero w 2027 roku. Jednak prace nad tym projektem nie wyszły do tej pory poza konsultacje i nie wiadomo, kiedy projekt trafi pod obrady rządu, a potem Sejmu.
28 kwietnia podczas posiedzenia Sejmu wiceminister finansów Jarosław Neneman jasno dał do zrozumienia, że niedługo mamy poznać nowe założenia tej ustawy. Dodajmy, że sprawa jest ważna, bo chodzi o kompleksowe uregulowanie rynku – z korzyścią dla społeczeństwa i biznesu, ale także z poczuciem, że państwo ma nad wszystkim kontrolę. Bo obecne ten balans jest zaburzony. 
– Projekt UD363, w którym proponujemy kompleksowe podejście, był już poddany dwukrotnym konsultacjom, ostatnie odbyły się w ubiegłym tygodniu. I nie ukrywam, że wyniki rozmów z branżą zainspirowały nas do dłuższych refleksji. Potrzeba większej rozwagi po to, żebyśmy za pół roku znowu nie musieli się spotkać w tej sprawie. Mamy rozwiązania, na pewno tego projektu na przyszłym posiedzeniu Sejmu nie będziemy omawiać – powiedział wiceminister w mównicy sejmowej.
Ale po chwili dodał: – Poddajemy ten projekt konsultacjom społecznym, bo one są potrzebne, ponieważ branża jest konkurencyjna. Jak tylko będzie to możliwe, przedstawimy kompleksowe rozwiązanie. Mam nadzieję, że jeszcze przed wakacjami spotkamy się i ten projekt państwu zaprezentuję.
I taka zapowiedź to dobra informacja. Ale jednocześnie jest też niestety zła: przez cały ten czas na rynku będzie istnieć luka podatkowa. I będzie to luka w pełni legalna. 
Zamieszanie zamiast realnych rozwiązań
Branża i eksperci ostrzegają, że im dłużej system pozostaje nieszczelny, tym bardziej utrwala się szara strefa. Trudno się z nimi nie zgodzić, że obecna polityka akcyzowa jest nieskuteczna: kolejne zmiany wywołują zamieszanie, ale nie rozwiązują głównego problemu, czyli ucieczki sprzedaży poza legalny, opodatkowany obieg.
Według wspomnianych wyżej szacunków Instytutu Fraunhofera szara strefa e-papierosów w całej Europie może być do 2030 roku warta 10,8 mld euro. W Polsce już teraz jej udział ma sięgać 58 proc. rynku. To oznacza nie tylko problem dla legalnie działających firm, ale też realne – i spore – straty dla budżetu państwa. 
W praktyce stawką jest więc nie tylko opodatkowanie jednego segmentu rynku, ale odzyskanie kontroli nad obrotem produktami, które z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Jeśli przepisy nie nadążą za konstrukcjami stosowanymi przez producentów i importerów, luka akcyzowa może przestać być przejściowym problemem, a stać się stałym elementem polskiego rynku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1d6cd46079afef358528a494f7aad230,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1d6cd46079afef358528a494f7aad230,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ministerstwo Finansów deklaruje, że myśli nad nową polityką opodatkowania vapingu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224881,znamy-kulisy-zmiany-nazwy-eweliny-kosmetycznej-na-streamie-latwoganga-prezes-rozumie-ten-vibe</guid><link>https://innpoland.pl/224881,znamy-kulisy-zmiany-nazwy-eweliny-kosmetycznej-na-streamie-latwoganga-prezes-rozumie-ten-vibe</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 16:01:02 +0200</pubDate><title>Znamy kulisy zmiany nazwy Eweliny Kosmetycznej na streamie Łatwoganga. &quot;Prezes rozumie ten vibe&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/36eab402c31e191cec3693e1a40f21eb,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jedno zdanie, jeden moment i internet, który nie zawiódł. Na streamie Łatwoganga padło hasło: "Ewelina Kosmetyczna". Decyzja firmy Eveline Cosmetics była błyskawiczna: zmieniamy nazwę. InnPoland dowiedział się, jak wyglądały kulisy tej zmiany.

Kiedy podczas charytatywnego streamu Łatwoganga padła nazwa "Ewelina Kosmetyczna", nikt nie zakładał, że za chwilę zaleje ona konta społecznościowe jednej z największych polskich marek kosmetycznych. Widzowie usłyszeli ją z ust Tosi, podopiecznej fundacji Cancer Fighters. Brzmiała swojsko, zabawnie, trochę jak żart, który wszyscy znają od dawna. 
I wtedy stało się coś, czego nie dało się wcześniej zaplanować. Marka Eveline Cosmetics nie robiła analizy ryzyka, decyzja zapadła błyskawicznie: zmieniamy nazwę na Ewelina Kosmetyczna. Przedstawiciele polskiego giganta podkreślają w rozmowie z InnPoland: "Pomysł na zmianę nazwy był tak samo spontaniczny jak nasz udział w akcji. Nasz prezes rozumie ten vibe".
Live Łatwoganga i słowa Tosi podbijają internet. Ewelina Kosmetyczna stała się viralem 
Nie było wielkiej burzy mózgów, prezentacji i slajdów. Były komentarze, emocje i tempo, którego nie dało się zaplanować. 
"Gdy Tosia powiedziała bardzo naturalnie 'Ewelina Kosmetyczna', dostaliśmy kilka zapytań i sugestii, aby zmienić nazwę. Nie zastanawialiśmy się nad tym długo”, pisze firma w odpowiedzi na nasze pytania. 
Ten moment jest kluczowy. Wiele marek widzi takie sytuacje i zaczyna je analizować, rozbierać na czynniki pierwsze, aż w końcu zmiana traci sens. Tutaj było inaczej. 
"Cały nasz zespół zaangażował się w moderację i wymianę zdań z fanami, tymi którzy byli już wcześniej z nami, i tymi, którzy dołączyli po legendarnym już zdaniu".
To nie było mówienie do ludzi, lecz rozmowa z nimi. I właśnie dlatego zadziałała.

                    
                Jedna decyzja prezesa Eveline Cosmetics i boom. Internet zajął się całą resztą
W korporacyjnym świecie zmiana nazwy to odpowiednik operacji na otwartym sercu. Tutaj nie było wahania. 
"Zweryfikowaliśmy ten pomysł z Prezesem, wyraził aprobatę (tak, on też oglądał stream, byliśmy w stałym kontakcie)".
Nie było miejsca na kalkulacje. "Nasz Prezes zaakceptował to w moment. Doskonale rozumie ten vibe i to poczucie humoru". 
To zdanie tłumaczy więcej niż jakakolwiek strategia komunikacyjna. Jeśli ktoś na samej górze ogarnia klimat internetu, inni mogą działać szybciej. A potem już wszystko potoczyło się błyskawicznie. 
"Około godziny 19:00 dokonaliśmy zmiany, najpierw zaopiekowaliśmy potrzebę wypowiedzianą przez bohaterkę tego zamieszania i potem zabraliśmy się do zmian. First things first", pisze nam Ewelina Kosmetyczna.
Ewelina Kosmetyczna trafiła w punkt. Internet kocha takie momenty
"Takie inicjatywy raczej są oddolne i tak było w tym przypadku" – tłumaczy marka. Kilka komentarzy, kilka wiadomości, szybka decyzja. Bez napięcia, bez kalkulacji. "Jesteśmy bardzo blisko z naszą społecznością, bierze ona czynny udział w życiu naszej marki. To było naturalne".
Nie było też strachu, że coś pójdzie nie tak. "Nie było potrzeby analizy ryzyka, bo ta nazwa funkcjonuje w naszym środowisku od wielu lat". Czyli coś, co dla części internetu wyglądało jak nagły wybuch, dla innych było już znane i oswojone.
Internet nie lubi sztuczności. Wyłapuje ją szybciej niż literówkę. Tutaj dostał coś odwrotnego. Prawdziwą spontaniczność, bez żadnego PR-owego pudrowania.
Ewelina Kosmetyczna wychodzi poza branding. Marka stworzyła postać, którą znają wszyscy jej fani
To nie jest klasyczna zmiana logo ani próba rebrandingu. To coś, co żyje trochę obok. "Ewelina Kosmetyczna to postać, która funkcjonuje w przestrzeni mediów społecznościowych, na wydarzeniach mniej formalnych i w komunikacji między Klientami i Fanami. I tu zostanie".
Brzmi jak postać z internetu, którą wszyscy znają, choć nikt jej nie wymyślił do końca. Trochę koleżanka, trochę mem, trochę język, którym mówi społeczność.
"Ewelina Kosmetyczna to nasze social mediowe alter ego, to postać, która inspiruje, ma swoje zainteresowania, jest obecna w życiu wielu osób. To koleżanka, z którą jedziesz na wakacje, idziesz na spotkanie lub spędzasz czas w zaciszu domowym".
Nagle okazuje się, że marka przestaje być tylko marką. Zaczyna przypominać kogoś, kogo się zna i poszłoby się z nią na kawkę.
Ewelina Kosmetyczna rozbawiła internet. Za tą nazwą stoi zdecydowanie coś ważniejszego
Na końcu tej historii nie chodzi tylko o zasięgi. Ten moment wydarzył się w konkretnym kontekście, czyli w trakcie zbiórki, która poruszyła setki tysięcy ludzi.
"Jesteśmy w kontakcie z Fundacją Cancer Fighters, a także z DKMS, planujemy wspólne działania, bo Ewelina Kosmetyczna nie tylko bawi, ale też uczy".
To naprawdę zmienia perspektywę. Okazuje się, że viral nie musi kończyć się na śmiechu i lajkach, a może oznaczać coś znacznie ważniejszego. Marka podkreśla, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
"Jedyną liczbą, jaka teraz powinna być na tapecie, jest ta, ilu dzieciom uda się pomóc, dzięki mobilizacji społeczeństwa".
Może właśnie dlatego ten moment tak mocno sprawdził się w internecie i stał się viralem. Jedno zabawne sformułowanie stało się zaczątkiem większego. Zmieniło się w miliony złotych na pomoc dzieciom chorym na raka. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/36eab402c31e191cec3693e1a40f21eb,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/36eab402c31e191cec3693e1a40f21eb,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Znamy kulisy zmiany nazwy Eweliny Kosmetycznej na streamie Łatwoganga. &quot;Prezes rozumie ten vibe&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224869,rafal-brzoska-wygrywa-z-facebookiem-wyrok-ktory-wywola-rewolucje-w-internecie</guid><link>https://innpoland.pl/224869,rafal-brzoska-wygrywa-z-facebookiem-wyrok-ktory-wywola-rewolucje-w-internecie</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 14:01:01 +0200</pubDate><title>Rafał Brzoska wygrywa z Facebookiem. Wyrok, który wywoła rewolucję w internecie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f6afd06cc40305abe2ac47bf7c2c445c,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Spór Rafała Brzoski z technologicznym gigantem dobiega końca. Sąd jasno wskazał, kto odpowiada za reklamy trafiające do użytkowników w internecie. To decyzja, która może uderzyć w model biznesowy Facebooka oraz innych platform internetowych i wymusić realne zmiany dla całej branży.

Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że Meta – właściciel m.in. Facebooka i Instagrama – odpowiada za reklamy publikowane na swoich platformach, także te fałszywe i wprowadzające w błąd. Sprawa dotyczy wykorzystywania wizerunku Rafała Brzoski i Omeny Mensah w spreparowanych materiałach promujących fikcyjne inwestycje. To oznacza realną zmianę zasad. Od teraz platforma nie może już zasłaniać się rolą biernego pośrednika, skoro zarabia na emisji reklam i ma wpływ na to, co trafia do użytkowników.
Brzoska wygrywa z Facebookiem. Sąd wydaje przełomowy wyrok przeciwko firmie Meta
Przełom polega na tym, że sąd nie kupił dotychczasowej linii obrony Meta, czyli właściciela Facebooka. Do tej pory firmy technologiczne przekonywały, że są jedynie "nośnikiem" treści, a za wszystko odpowiadają użytkownicy lub reklamodawcy. Tym razem to podejście zostało podważone. Jeśli ktoś zarabia na reklamach, selekcjonuje je i wyświetla konkretnym odbiorcom, to bierze też odpowiedzialność za skutki.
Dla zwykłego użytkownika oznacza to większą szansę na ochronę przed oszustwami. Fałszywe reklamy inwestycyjne czy deepfake’i wykorzystujące wizerunki znanych osób nie będą już traktowane jak "problem internetu", tylko jak realne naruszenie prawa. To zmienia układ sił, bo ciężar odpowiedzialności przesuwa się z ofiary i reklamodawców na platformę internetową.

                    
                        
                    
                Facebook zarabia miliardy na reklamach. Sąd odbiera wygodną wymówkę gigantowi
Skala problemu jest ogromna. Platformy społecznościowe, takie jak Facebook czy Instagram, wyświetlają miliardy reklam każdego dnia, a część z nich to treści wysokiego ryzyka. Mówimy o kampaniach, które potrafią wyciągać od ludzi oszczędności życia, bazując na zaufaniu do znanych nazwisk i twarzy. To nie jest marginalne zjawisko, tylko przemysł działający na pełnych obrotach.
Wyrok pokazuje, że nie chodzi tylko o technologię, ale o pieniądze. Jeśli platforma zarabia na emisji reklam, to nie może ignorować ich jakości. To konieczność inwestowania w skuteczniejszą weryfikację treści, lepsze systemy wykrywania oszustw i szybszą reakcję na zgłoszenia. Inaczej każda kolejna fałszywa reklama w internecie może oznaczać konkretne konsekwencje finansowe.
Rafał Brzoska stawia granice gigantom. Wyrok może wywołać lawinę zmian w internecie
To orzeczenie może stać się początkiem większej zmiany w całej Europie. Inne firmy i osoby publiczne, które padły ofiarą podobnych działań, mogą pójść tą samą drogą. Jeśli kolejne sądy pójdą tym tropem, platformy internetowe będą musiały zmienić sposób działania nie tylko w Polsce, ale na wielu rynkach jednocześnie.
Dla przedsiębiorców to ważny sygnał. Wizerunek w sieci przestaje być bezbronny wobec technologii i algorytmów. Pojawia się realne narzędzie do walki z nadużyciami. Dla użytkowników to z kolei zapowiedź bardziej uporządkowanego internetu, w którym reklama nie będzie już dzikim zachodem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f6afd06cc40305abe2ac47bf7c2c445c,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f6afd06cc40305abe2ac47bf7c2c445c,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rafał Brzoska wygrywa z Metą w sądzie. Wyrok, który wywoła rewolucję w internecie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224866,czarnek-dal-nowy-popis-hipokryzji-ws-paneli-internauci-szydza-oze-jednak-nie-sroze</guid><link>https://innpoland.pl/224866,czarnek-dal-nowy-popis-hipokryzji-ws-paneli-internauci-szydza-oze-jednak-nie-sroze</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 13:01:01 +0200</pubDate><title>Czarnek dał nowy popis hipokryzji ws. paneli. Internauci szydzą: &quot;OZE jednak nie SROZE?&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/471405c76eadeb7dd633c1ccd1d148a3,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Najpierw zapowiedź: zdejmie panele. Potem korekta: jednak zostają. A teraz warunek, który brzmi jak polityczny paradoks: panele znikną dopiero wtedy, gdy prąd będzie tani. Sprawa instalacji na dachu Przemysława Czarnka urosła do symbolu większego problemu, czyli co politycy mówią, a co robią, gdy trzeba co miesiąc płacić rachunki.

Temat wybuchł po wypowiedziach o "OZE-sroze" i krytyce odnawialnych źródeł energii. Szybko okazało się, że sam Przemysław Czarnek ma fotowoltaikę na dachu. Padły mocne deklaracje o demontażu instalacji. Potem pojawił się komentarz: "jak się spłaci". Dziś mamy już wersję trzecią. Panele zostaną, dopóki prąd w Polsce nie stanie się tani. 
I tu zaczyna się ciekawa układanka, bo skoro panele obniżają rachunki, to ich obecność przeczy części wcześniejszych argumentów Czarnka. Reakcje internautów były natychmiastowe: "Nie bez powodu to dwukrotny laureat "dzbana roku" Tego tytułu nie dają byle komu" – komentują. 
Przemysław Czarnek zostawia panele, bo prąd drogi. Logika zaczyna się rozjeżdżać
Deklaracja jest prosta, czyli nie zdejmie paneli, dopóki prąd nie będzie tani. Problem w tym, że to właśnie panele sprawiają, że prąd dla właściciela staje się tańszy już teraz. Trochę jak narzekanie na deszcz z parasolem w ręku. Jest mokro i pada deszcz, ale jednak  mniej.
Wypowiedzi o nieopłacalności fotowoltaiki zderzają się z rzeczywistością. Jeśli coś naprawdę się nie opłaca, to zazwyczaj znika z dachu szybciej niż jesienne liście. Tymczasem instalacja zostaje, a argumentacja zmienia kierunek. Eksperci punktują to bez większej litości. Skoro panele obniżają koszty energii, to trudno jednocześnie przekonywać, że są bez sensu. 
W internecie aż wrze. "Mistrz logiki! Prorok, na którego nie jesteśmy gotowi" albo "OZE jednak nie SROZE?" czy klasyczne "Co za dzban..." – ironizują użytkownicy Facebooka.
Czarnek zmienia zdanie w sprawie fotowoltaiki. Polityczne deklaracje zderzają się z rzeczywistością
Na początku była konkretna zapowiedź Przemysława Czarnka: instalacja zniknie. Potem pojawił się warunek finansowy. Teraz doszedł element systemowy, czyli tania energia w całym kraju. Każdy kolejny etap przesuwa moment decyzji dalej, trochę jak horyzont, który ucieka, a ty próbujesz go gonić.
Cała sytuacja odsłania mechanizm dobrze znany wyborcom. Polityczne deklaracje często brzmią ostro na scenie, ale miękną w konfrontacji z codziennością. Rachunki za prąd nie znają ideologii. Tu nie działa hasło, tylko kalkulator, a ten pokazuje jasno. Skoro instalacja działa i obniża koszty, to jej demontaż przestaje być oczywisty.
Przemysław Czarnek jest jednak oddany fotowoltaice. Ekonomia pokazuje co naprawdę ma sens
Dla zwykłego odbiorcy to sygnał, że fotowoltaika nadal ma sens ekonomiczny. Gdyby było inaczej, nie byłaby tak powszechna. Ponad milion gospodarstw domowych w Polsce zdecydowało się na taki krok. Powód jest prosty, czyli wysokie ceny energii i chęć uniezależnienia się od rosnących rachunków.
Jednocześnie sprawa pokazuje większy problem w debacie o energetyce. Z jednej strony krytyka OZE, z drugiej realne korzystanie z ich zalet. W tle mamy jeszcze węgiel, gaz i atom jako fundament systemu. Miks energetyczny to nie slogan, tylko konieczność. A fotowoltaika, niezależnie od politycznych opinii, stała się jego częścią.
Na koniec zostaje wrażenie, które trudno zignorować. Gdy teoria spotyka się z rachunkiem za prąd, wygrywa to drugie. I właśnie dlatego panele na dachu zostają. Nawet jeśli w wypowiedziach brzmią jak coś zbędnego, co miało dawno zniknąć.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/471405c76eadeb7dd633c1ccd1d148a3,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/471405c76eadeb7dd633c1ccd1d148a3,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Czarnek dał nowy popis hipokryzji ws. paneli. Internauci szydzą: &quot;OZE jednak nie SROZE?&quot;</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224863,inflacja-jednak-wzrosla-analitycy-wpadli-w-oslupienie-ups-nie-tak-mialo-byc</guid><link>https://innpoland.pl/224863,inflacja-jednak-wzrosla-analitycy-wpadli-w-oslupienie-ups-nie-tak-mialo-byc</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 12:01:01 +0200</pubDate><title>Inflacja jednak wzrosła, analitycy wpadli w osłupienie. Ups, nie tak miało być</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/848eca60950ec51d4ed9164055cf60d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Trump i ropa nas załatwili? Inflacja w kwietniu znów przyspiesza. Kiedy już wszyscy powoli szykowaliśmy się na "finansową wiosnę" i inflację poniżej 3 proc., rzeczywistość brutalnie zweryfikowała nasze nadzieje. Zamiast zapowiadanego spadku, dostaliśmy zimny prysznic – inflacja w kwietniu 2026 roku nie tylko nie spadła, ale wrzuciła wyższy bieg.

Główny Urząd Statystyczny opublikował szybki szacunek, który wprawił analityków w osłupienie. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w kwietniu o 3,2 proc. rok do roku. Co gorsza, w porównaniu z marcem, życie podrożało o 0,6 proc. w zaledwie jeden miesiąc. To jasny sygnał, że drożyzna wcale nie zamierza nas opuszczać.
Dlaczego jest gorzej, niż miało być?
Eksperci wskazują na kilka kluczowych czynników, które załatwiły nasze optymistyczne prognozy
Szok surowcowy: Choć rząd próbował amortyzować cios obniżką VAT-u i akcyzy na paliwa, impas na Bliskim Wschodzie wygrywa z naszymi tarczami. Ceny ropy na światowych rynkach idą w górę, a to zawsze oznacza jedno: głębsze sięganie do kieszeni przy dystrybutorze.  
Efekty drugiej rundy: To, co teraz widzimy w paliwach, zaraz rozleje się na transport i żywność. To reakcja łańcuchowa, której nie da się zatrzymać jednym dekretem.  
Widmo 4 proc: Analitycy Portu ostrzegają, że to nie koniec złych wiadomości. W kolejnych miesiącach możemy zobaczyć inflację ocierającą się o 4 proc.  

– Szok surowcowy na razie nie rozlał się szeroko po gospodarce, ale zaczyna być już odczuwalny. Warto jednak pamiętać, że kwietniowa inflacja została częściowo zamortyzowana przez obniżkę VAT i akcyzy na paliwa. Niestety impas rozmów na Bliskim Wschodzie sprawia, że ceny ropy pozostają w trendzie wzrostowym, co oznacza, że inflacja w końcu sięgnie głębiej do naszych portfeli – komentuje Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Portu.
Dodaje, że efekty drugiej rundy dopiero przed nami i w następnych miesiącach presja cenowa będzie pojawiać się w coraz większej liczbie kategorii, od transportu po żywność. 
– W naszej ocenie nie grozi nam jednak spirala płacowo-cenowa. To wciąż przede wszystkim podażowy impuls inflacyjny, a punkt startowy gospodarki jest dużo lepszy niż w 2022 roku. Możemy natomiast zobaczyć przejściowy wzrost inflacji nawet w okolice 4 proc. w kolejnych miesiącach – zauważa.
– Tak jak wskazywaliśmy wcześniej, marcowa obniżka stóp była prawdopodobnie ostatnią w tym cyklu. Teraz RPP może na dłużej pozostać w trybie wait and see, aż wyklaruje się sytuacja na Bliskim Wschodzie. Aktualnie bardziej skłaniamy się ku scenariuszowi braku zmian stóp procentowych do końca roku – dodaje Andrzej Gwiżdż.
RPP w trybie "czekaj i patrz"
Dla wszystkich, którzy liczyli na tańsze kredyty, mamy złe wieści. Marcowa obniżka stóp procentowych była prawdopodobnie ostatnią w tym roku. Rada Polityki Pieniężnej najpewniej przejdzie w tryb wait and see. Przy takiej niepewności na świecie, nikt nie zaryzykuje dalszego luzowania polityki pieniężnej, dopóki sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie uspokoi.  
Sytuacja jest dynamiczna, ale nie da się ukryć – ta majówka dla naszych portfeli będzie nieco droższa, niż planowaliśmy.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/848eca60950ec51d4ed9164055cf60d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/848eca60950ec51d4ed9164055cf60d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ups, inflacja jednak wzrosła, zamiast spaść. Analitycy wpadli w osłupienie: nie tak miało być</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224857,s6-i-a2-gotowe-na-majowke-urzednicy-tna-wstegi-kierowcy-ruszaja-na-podboj-nowych-tras</guid><link>https://innpoland.pl/224857,s6-i-a2-gotowe-na-majowke-urzednicy-tna-wstegi-kierowcy-ruszaja-na-podboj-nowych-tras</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 11:01:01 +0200</pubDate><title>S6 i A2 gotowe na majówkę. Urzędnicy tną wstęgi, kierowcy ruszają na podbój nowych tras</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6f74009a9c6cb7f134e881450359d0f1,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Takiego prezentu od GDDKiA nikt się nie spodziewał. Tuż przed majówką do użytku trafiło blisko 50 km nowych dróg ekspresowych i autostrad. Sprawdzamy, gdzie dokładnie zdejmiemy nogę z hamulca, jadąc nad morze i na wschód kraju.

To będzie majówka, o której kierowcy marzyli od lat. Kiedy urzędnicy odłożą nożyczki po uroczystym przecięciu wstęg, tysiące podróżnych ruszą na nowe kilometry asfaltu, by w końcu spędzić mniej czasu w korkach, a więcej na zasłużonym odpoczynku. GDDKiA przygotowała na rok 2026 prawdziwy prezent – dwa kluczowe fragmenty tras szybkiego ruchu zostały oddane do użytku niemal w przeddzień długiego weekendu.  
Pomorze odetchnie: S6 wydłużona o 22 kilometry
Dla tych, którzy obrali kierunek na północ, najważniejszą informacją jest otwarcie drogi ekspresowej S6 między Leśnicami a Bożepolem Wielkim. Od 28 kwietnia trasa ta jest dłuższa o blisko 22 km, co oznacza, że kierowcy mogą przejechać ekspresówką nieprzerwanie od Trójmiasta aż za Lębork.  
Budowa tego odcinka kosztowała 700 mln zł. W ramach inwestycji powstały trzy zupełnie nowe węzły:  
Lębork Południe,  
Lębork Zachód,  
Łęczyce.

To doskonała wiadomość dla osób omijających Trójmiasto i kierujących się do dalszych nadmorskich kurortów.  
Autostrada A2: Wielki finał coraz bliżej
Na wschodzie Polski również wystrzeliły korki od szampana. 29 kwietnia oficjalnie otwarto 26,6 km autostrady A2 między węzłami Łukowisko a Biała Podlaska. To milowy krok, który przybliża trasę do osiągnięcia pełnego, zaplanowanego śladu. Cała inwestycja na odcinku Siedlce – Biała Podlaska (65,4 km) pochłonęła blisko 3 mld zł, z czego 1,3 mld zł dofinansowała Unia Europejska.
Choć odcinek Siedlce Wschód – Malinowiec jest już gotowy, kierowcy pojadą nim dopiero w okolicach czerwca, gdy zakończy się budowa brakującego fragmentu Malinowiec – Łukowisko.  
Mniej utrudnień na placach budowy
GDDKiA zadbała również o tych, którzy poruszają się trasami wciąż będącymi w budowie. Aby zminimalizować świąteczne zatory, wykonawcy udostępnili drugą jezdnię obwodnicy Kocka i Woli Skromowskiej na trasie S19. Choć to tymczasowa organizacja ruchu, znacząco upłynni ona przejazd w drodze na majowy wypoczynek.  
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6f74009a9c6cb7f134e881450359d0f1,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6f74009a9c6cb7f134e881450359d0f1,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">S6 i A2 gotowe na majówkę. Urzędnicy tną wstęgi, kierowcy ruszają na podbój nowych tras</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224830,linia-metra-m2-dotrze-do-ursusa-mieszkancy-wreszcie-odetchna-z-ulga</guid><link>https://innpoland.pl/224830,linia-metra-m2-dotrze-do-ursusa-mieszkancy-wreszcie-odetchna-z-ulga</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 10:01:02 +0200</pubDate><title>Linia metra M2 dotrze do Ursusa. Mieszkańcy wreszcie odetchną z ulgą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/efb18831fe941bdca809171c01c104a8,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze niedawno dla wielu mieszkańców Ursusa metro było tylko marzeniem. Teraz pojawił się pierwszy konkret, który może to zmienić. Miasto ogłosiło przetarg na przygotowanie dokumentacji dla przedłużenia drugiej linii metra. To początek procesu, który może całkowicie odmienić codzienne dojazdy tysięcy osób w Warszawie.

Warszawa stawia kolejny krok w rozbudowie transportu publicznego. Po zakończeniu prac na Bemowie uwaga przenosi się na zachodnią część miasta. Plan zakłada wydłużenie linii M2 o około cztery kilometry i budowę trzech nowych stacji: Ursus Północny, Posag 7 Panien oraz Ursus Niedźwiadek. Na razie ruszają prace przedprojektowe, ale to właśnie one zdecydują, jak dokładnie będzie wyglądała przyszła trasa, gdzie powstaną wejścia do stacji i jak inwestycja wpłynie na okoliczne budynki.
Przetarg na rozbudowę metra w Warszawie. Inwestycja, która zmieni codzienność mieszkańców
Ogłoszenie przetargu oznacza, że projekt wszedł w konkretną fazę. Wybrana firma będzie miała około półtora roku na przygotowanie pełnej dokumentacji, w tym projektu koncepcyjnego i analiz technicznych. Inżynierowie sprawdzą m.in. warunki gruntowe, wpływ budowy na istniejącą zabudowę oraz to, jak poprowadzić tunel, żeby było bezpiecznie i efektywnie.
Oferty będą oceniane nie tylko pod kątem ceny, ale także doświadczenia projektantów. To ważne, bo metro to jedna z najbardziej wymagających inwestycji infrastrukturalnych. Każdy błąd na etapie planowania może oznaczać ogromne koszty w przyszłości. Dlatego miasto chce wybrać wykonawcę, który poradzi sobie z tak skomplikowanym zadaniem.

                    
                        
                    
                Metro w Warszawie z trzema nowymi stacjami na linii M2. Ursus w końcu odetchnie z ulgą
Planowany odcinek M2 ma obejmować trzy stacje, które mają znacząco poprawić komunikację w tej części Warszawy. Ursus Północny i Ursus Niedźwiadek będą powiązane z koleją podmiejską, co umożliwi wygodne przesiadki. Z kolei stacja Posag 7 Panien ma w przyszłości połączyć się z planowaną linią M5, tworząc ważny punkt przesiadkowy.
Mieszkańcy zyskają szybszy dojazd do centrum, ale też lepsze połączenia w różnych kierunkach. Dziś wielu z nich jest skazanych na korki lub długie podróże komunikacją naziemną. Metro może skrócić ten czas nawet o kilkadziesiąt minut dziennie.
Metro w Warszawie odmieni realia Ursusa. Mieszkańcy dzielnicy zyskają czas i komfort
Największą zmianą będzie komfort codziennego życia. Dojazd do pracy, szkoły czy na uczelnię stanie się prostszy i bardziej przewidywalny. Zniknie stres związany z korkami i opóźnieniami autobusów. Metro daje większą stabilność transportu.
Rozbudowa metra zwykle przyciąga inwestycje i podnosi wartość nieruchomości. Ursus może przejść podobną przemianę jak inne części Warszawy, do których dotarła podziemna kolej. Lepsza infrastruktura i większe zainteresowanie deweloperów to scenariusz, który w wielu miejscach już się sprawdził.
Przetarg oznacza, że projekt już nie będzie tylko zapowiedzią. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, mieszkańcy Ursusa mogą w przyszłości zyskać dostęp do jednego z najwygodniejszych środków transportu w Warszawie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/efb18831fe941bdca809171c01c104a8,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/efb18831fe941bdca809171c01c104a8,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Linia metra M2 dotrze do Ursusa. Mieszkańcy wreszcie odetchną z ulgą</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224842,kfp-przyjela-kontrowersyjny-projekt-produkty-jednej-firmy-moga-pojsc-z-dymem</guid><link>https://innpoland.pl/224842,kfp-przyjela-kontrowersyjny-projekt-produkty-jednej-firmy-moga-pojsc-z-dymem</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 09:46:25 +0200</pubDate><title>KFP przyjęła kontrowersyjny projekt. Produkty jednej firmy mogą pójść z dymem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7cd0254193ce257f8cc763ccb731b5ed,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Podczas gdy polski budżet zmaga się z ogromną dziurą budżetową, w Sejmie rozgorzała debata nad projektem UD308, który ma być receptą na nieszczelny rynek e-papierosów. Projekt został przyjęty przez Komisję Finansów Publicznych (KFP), mimo szerokiego sprzeciwu i wskazywania, że uderzy w jedną jedyną firmę. Przed przystąpieniem do procedowania projektu ustawy pojawiły się nawet oskarżenia o lobbing.

UD 308 i UD 363 to zaplanowane przez rząd "łatki" na luki po rewolucji akcyzowej z 2025 roku. Z tym że ta druga jest dużo bardziej kompleksowa, ale za to odsunięta w kąt. W to miejsce priorytet ma UD 308, która została przyjęta i zdaniem niektórych posłów, wygląda jak fiskalne działanie przeciw jednemu producentowi. Ten dysonans nie umknął politykom podczas sejmowej debaty.
Punktowe uderzenie fiskalne
Projekt UD 308 nakłada dodatkową 40-złotową akcyzę na e-papierosy indukcyjne. Z punktu widzenia resortu finansów to ma być "domykanie luk", ale krytycy wskazują, że projekt ma charakter wybitnie punktowy – na polskim rynku urządzenia z taką technologią stosuje tylko jedna firma.
Wiceminister finansów Jarosław Neneman stwierdził, że projekt ma załatwić tylko pojawienie się tylko "problemu indukcji" nie objętej regulacjami. Podczas gdy pozostali producenci już wymijają przepisy, stosując inne rozwiązania niż zdefiniowane w projekcie. Lub po prostu sprzedając urządzenia w zestawach części do samodzielnego montażu. Te wątki zostały pominięte w argumentacji wiceministra.
Przyjęty projekt zakłada również krótkie vacatio legis – firmy (w praktyce, znów - jedna) dotknięte przepisami mają 14 dni na wyprzedanie towaru oraz 2 miesiace na dostosowanie produktów odpowiednimi znakami akcyzy. Wiceminister finansów miał zignorować propozycje biura legislacyjnego, wydłużającego ten termin do 6 miesięcy.
Oskarżenia o lobbing
Przed procedowaniem ustawy poseł Jarosław Sachajko (Demokracja Bezpośrednia) rzucił najostrzejszymi słowami krytyki, wprost nazywając UD 308 lobbingiem.
"Kto wylobbował tę ustawę i komu ona służy? Szanowni państwo mamy dwa takie same produkty na rynku, które możemy kupić. Po uchwaleniu tej ustawy produkt jednej firmy będzie miał akcyzę 14 tys. zł rocznie (...) drugi, ten sam produkt, podgrzewany tak samo indukcyjnie, tylko grzałkę ma przy baterii – akcyza będzie 40 zł plus drobna akcyza od mililitrów. To jest wykoszenie jednej firmy" – argumentował Sachajko.
Podczas pierwszego czytania projektu UD 308 poseł Sachajko wskazywał, że jednocześnie w zamrażalce pozostaje UD 363: który ma faktycznie zamknąć luki, obejmując grzałki ceramiczne, urządzenia do samodzielnego złożenia i inne, różne konfiguracje sprzętu, obecnie służące do omijania przepisów. Teraz nim UD363 wejdzie w życie, część firm ma więcej miesięcy na adaptację niż jedna, która staje się dotknięta przepisami już teraz.
Kto popierał i kto krytykował UD 308
Projekt popierały dwie organizacje: Związek Pracodawców Branży Vapingowej i Stowarzyszenie Branży Alternatywnych Produktów Nikotynowych (SBAPN). 
"Jestem zdziwiony tym, co usłyszałem o tym całym naszym projekcie (...) Tutaj chciałbym stanąć, może to dziwnie brzmi w obronie Ministerstwa Finansów w tej kwestii, że tutaj chcą tak naprawdę uszczelnić rynek i po to jest ta ustawa" – powiedział przedstawiciel SBAPN na posiedzeniu KFP.
Koalicja rządząca (KO, PSL, Lewica, Polska 2050) popiera projekt, argumentując to potrzebą wyrównania szans i względami zdrowotnymi, a krytycy widzą w tym naruszenie zasad sprawiedliwości gospodarczej. Neneman przypomniał, że celem poprzedniej akcyzy było wybicie z rynku jednorazówek. Obecnie procedowany projekt ma mieć charakter wyłącznie fiskalny. A zniknie mały fragment rynku, gdy reszta i szara strefa (napędzana zaostrzaniem przepisów akcyzowych) nadal będą miały się dobrze. Opóźnianie prac nad kompleksową regulacją UD 363 oznacza, że taka dziura w akcyzie, kosztująca miliony złotych, może utrzymać się realnie aż do 2027 roku.
Jak pisaliśmy wcześniej, wśród krytyków były m.in. Rządowe Centrum Legislacji,  Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Fundacja im. XBW Ignacego Krasickiego, Instytut Biznesu i Polska Izba Handlu. Na posiedzeniu KFP głos zabrał reprezentant firmy dotkniętej przepisami.
"Firma wprowadziła e‑papieros oparty o indukcję we wrześniu 2025 roku po uzyskaniu miesiąc wcześniej wiążącej informacji akcyzowej co do prawidłowości opodatkowania tego wyrobu" – powiedział przedstawiciel Philip Morris. Urządzenie zasilająco‑sterujące jest opodatkowane stawką 40 zł plus zbiornik opodatkowany standardową stawką akcyzy za płyn.
Prawo przegrywa z technologią
W świecie technologii rozwiązania wyprzedzające przepisy pozostają w fiskalnym raju, a powolne wdrażanie rozwiązań prawnych wprowadza konsumenta w legislacyjny chaos. Mogliśmy zobaczyć to także na przykładzie rowerów, gdy w Polsce zaczęły śmigać chińskie "rowery elektryczne" z potężnymi silnikami.
Tak samo projekt UD308, mający naprawić luki w dziurawej ustawie, jeśli nie jest celowym uderzeniem w jedną firmę, jest z miejsca przestarzały. Widać, że większość rynku vapingowego wyprzedziła już plany "łatania" przez resort finansów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7cd0254193ce257f8cc763ccb731b5ed,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7cd0254193ce257f8cc763ccb731b5ed,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">KFP przyjęła kontrowersyjny projekt UD308. Krytycy wskazują, że uderza w jedną firmę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224851,udalo-sie-ceny-hamuja-inflacja-w-kwietniu-ponizej-psychologicznej-bariery</guid><link>https://innpoland.pl/224851,udalo-sie-ceny-hamuja-inflacja-w-kwietniu-ponizej-psychologicznej-bariery</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 09:07:58 +0200</pubDate><title>Udało się, ceny hamują. Inflacja w kwietniu poniżej psychologicznej bariery</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eff6ac2880a1e34c01f986ab7d040009,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Czy czujecie to w powietrzu? To nie tylko zapach wiosny, ale – jeśli wierzyć najnowszym prognozom – zapach nieco tańszego życia. Po tygodniach nerwowego zerkania na paragony i pylony na stacjach, mamy dla was wiadomość, która brzmi jak kojąca melodia: inflacja znów odpuszcza.

AKTUALIZACJA: Według tzw. szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w kwietniu 2026 r. wzrosły rdr o 3,2 proc., a w porównaniu z ub. miesiącem wzrosły o 0,6 proc.
Ostatnie miesiące przyniosły nam pewną huśtawkę nastrojów, ale najnowsze dane i prognozy: inflacja nie wymyka się spod kontroli. Zamiast zapowiadanego przez pesymistów powrotu do dwucyfrowych wzrostów, mamy do czynienia z kosmetycznymi korektami, które potwierdzają, że ceny weszły w fazę stabilizacji.
Stabilizacja inflacji pod progiem 3 proc. Portfele czekają na ruch w sprawie kredytów
Pamiętajmy też o tym, że ostatnie wahania rzędu ułamków procenta to nie jest żadna "galopująca drożyzna", a raczej rynkowy szum, który przyzwyczaił nas do pewnej nerwowości. Najnowsze prognozy sugerują, że najgorsze obawy o powrót wysokiej inflacji były przedwczesne, choć dla przeciętnego Polaka to nie cena masła, a wysokość raty kredytu pozostaje głównym punktem stresu.
Zgodnie z analizą Kamila Pastora z PKO BP, wskaźnik inflacji CPI w kwietniu ma wynieść 2,9 proc. w ujęciu rocznym. Oznacza to minimalne obniżenie względem marcowego poziomu 3,0 proc. Ta zmiana o 0,1 punktu procentowego pokazuje przede wszystkim, że trend wzrostowy wyhamował, co dla gospodarki jest sygnałem uspokajającym.  
Co trzyma ceny w ryzach? Dwaj wybawcy: talerz i bak
Co sprawia, że w naszych portfelach zostanie parę złotych więcej? Odpowiedź znajdziecie w dwóch miejscach, które odwiedzacie najczęściej: w sklepie spożywczym i na stacji benzynowej.  
Trend spadkowy cen jedzenia trwa w najlepsze. To, co jeszcze rok temu wydawało się luksusem, powoli wraca do normalnych cen. Mimo burz na arenie międzynarodowej, na polskich stacjach odnotowano spadki cen benzyny i diesla względem marca. Jest to efekt m.in. programu CPN, który wprowadził ceny maksymalne oraz obniżki podatków.
– Do spadku przyczynią się głównie ceny żywności oraz paliwa, co jest zasługą m.in. programu CPN, czyli obniżki podatków oraz wprowadzenia cen maksymalnych – wyjaśnia Kamil Pastor z PKO BP. 
Dla wielu z nas to dobra wiadomość, choć realną ulgę blokuje fakt, że przy stabilnej inflacji bazowej na poziomie ok. 2,7 proc., stopy procentowe (a co za tym idzie – raty kredytów) pozostają na wysokim poziomie.  
Rynek pracy hamuje presję płacową
Stabilizacja cen wynika również z trudniejszej sytuacji na rynku pracy. Jak zauważa ekonomista PKO BP, rynek ten znajduje się w stagnacji, co ogranicza możliwości negocjacyjne pracowników. Firmy, widząc słabszą presję na podwyżki płac i tempo wzrostu gospodarczego zbliżone do potencjalnego, mają mniejsze pole do dalszego podnoszenia cen swoich produktów.  
Mimo wszystko: prognozy banku PKO BP nie pozostawiają złudzeń: czas gwałtownych skoków cen minął. Stabilna inflacja bazowa i tańszy transport pozwalają z optymizmem patrzeć na domowe budżety, choć wyzwaniem pozostają wysokie koszty finansowania.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eff6ac2880a1e34c01f986ab7d040009,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eff6ac2880a1e34c01f986ab7d040009,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Udało się, ceny hamują. Inflacja w kwietniu poniżej psychologicznej bariery</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224848,ceny-paliw-30-kwietnia-tylko-tankujacy-dieslem-uciesza-sie-przed-majowka</guid><link>https://innpoland.pl/224848,ceny-paliw-30-kwietnia-tylko-tankujacy-dieslem-uciesza-sie-przed-majowka</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 08:31:02 +0200</pubDate><title>Ceny paliw 30 kwietnia. Tylko tankujący dieslem ucieszą się przed majówką</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/1507a7a9c7c9525689b810844b5c239d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ile kosztuje paliwo w czwartek 30 kwietnia 2026 r.? Rząd podał maksymalne ceny benzyny i diesla, które obowiązują na wszystkich stacjach w Polsce.

Aktualne ceny paliw na stacjach w czwartek 30 kwietnia 2026 roku
Minister energii ogłosił maksymalne ceny paliw, które obowiązują w czwartek 30 kwietnia 2026 roku. Zgodnie z decyzją:
benzyna 95 kosztuje maksymalnie 6,28 zł/l
benzyna 98 – 6,77 zł/l
olej napędowy – 7,14 zł/l

Wprowadzone przepisy zobowiązują wszystkie stacje w Polsce do stosowania powyższych limitów. Paliwa nie mogą być sprzedawane drożej niż wskazane stawki. Nowe ceny zaczynają obowiązywać dzień po ich publikacji w Monitorze Polskim. Jeśli publikacja przypada przed dniami wolnymi, obowiązuje cena ogłoszona w ostatnim dniu roboczym do kolejnego dnia roboczego włącznie.

                    
                        
                    
                Mechanizm maksymalnej ceny detalicznej to element rządowego pakietu Ceny Paliw Niżej, który działa równolegle z obniżką podatków:
VAT został obniżony z 23 proc. do 8 proc.
akcyza została zmniejszona do minimalnych dopuszczalnych poziomów (o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego)

Pakiet rozwiązań osłonowych obniża ceny paliw, wspierając polskie rodziny i polską gospodarkę. Program został przedłużony do 15 maja br. Przypomnijmy, że przepisy osłonowe mają chronić nasze portfele przed skutkami działań na Bliskim Wschodzie. Bez ustalonych z góry maksymalnych cen na stacjach byłoby o ponad złotówkę drożej.
– Kierowcy, jeśli średnio bak to 50 litrów, zaoszczędzą średnio około 60 złotych na jednym tankowaniu w porównaniu do cen sprzed wprowadzenia pakietu CPN – podkreślał Donald Tusk w momencie, gdy nowe przepisy weszły w życie.
Rekordowe zarobki Orlenu
Orlen zakończył 2025 rok z zyskiem netto na poziomie ponad 11 miliardów złotych. To ogromny wzrost rok do roku i jasny sygnał, że spółka jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej. Taki wynik daje przestrzeń do dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami.
Zarząd spółki zapowiedział wypłatę aż 8 zł dywidendy za każdą akcję. W sumie daje to około 9,3 mld zł do podziału. To najwyższa taka kwota w historii spółki. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1507a7a9c7c9525689b810844b5c239d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1507a7a9c7c9525689b810844b5c239d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ile kosztuje paliwo 30 kwietnia 2026 r.? Rząd podał maksymalne ceny benzyny i diesla.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224824,rumunia-kupuje-polskie-drony-za-pieniadze-z-safe-technologia-znad-wisly-podbija-europe</guid><link>https://innpoland.pl/224824,rumunia-kupuje-polskie-drony-za-pieniadze-z-safe-technologia-znad-wisly-podbija-europe</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 08:01:01 +0200</pubDate><title>Rumunia kupuje polskie drony za pieniądze z SAFE. Technologia znad Wisły podbija Europę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/dcbf1b290987bed2640b69140f47c449,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska technologia wojskowa przyciąga uwagę europejskiego rynku. Miliony euro z unijnego programu SAFE popłyną do polskiej firmy prosto z Rumunii, a nasz sprzęt trafi do jednej z kluczowych armii we wschodnim regionie.

Rumunia planuje przeznaczyć około 147 mln euro na zakup systemów bezzałogowych, a jednym z głównych beneficjentów ma być polska Grupa WB. Chodzi o drony Warmate, czyli tzw. amunicję krążącą. Połączenie rozpoznania i uderzenia w jednym urządzeniu. Sprzęt sprawdzony w realnych działaniach bojowych trafia teraz do kolejnego kraju NATO. Co to oznacza dla Polski, regionu i samego rynku zbrojeniowego?
Rumunia kupuje Warmate za miliony z SAFE. Polska technologia zdobywa rynki w Europie
Rumunia realizuje szeroki program modernizacji armii finansowany z unijnego funduszu SAFE. To miliardy euro wydawane na sprzęt wojskowy, który ma wzmocnić wschodnią flankę NATO. Wśród 15 największych projektów znalazło się miejsce dla polskiego produktu, co nie jest przypadkiem.
Warmate to system, który zdobył uznanie nie na targach, ale w realnych warunkach bojowych. Dron potrafi patrolować teren, namierzyć cel i w ułamku sekundy przejść do ataku. To właśnie ta skuteczność sprawiła, że zainteresowały się nim kolejne państwa. Dla Polski to ogromna szansa.
Rumunia stawia na polskie Warmate. Niewielka maszyna o ogromnej sile rażenia
Na pierwszy rzut oka to niewielka maszyna, którą można przenosić w plecaku. W rzeczywistości to precyzyjne narzędzie walki, które łączy funkcję zwiadu i uderzenia. Operator widzi obraz z kamery w czasie rzeczywistym, a gdy wykryje cel, może natychmiast skierować drona do ataku.
Warmate wyróżnia się też elastycznością. Może być wyposażony w różne typy głowic: od przeciwpancernych po termobaryczne. Działa w dzień i w nocy, w trudnych warunkach pogodowych, a jego cichy napęd sprawia, że jest trudny do wykrycia. Zasięg ponad 15 kilometrów i około godziny lotu dają przewagę, która na polu walki robi ogromną różnicę.
Polska i Rumunia zacieśniają współpracę. Zaplecze serwisowe dla dronów Warmate w Rumunii
Umowa zakłada również transfer technologii i rozwój zaplecza serwisowego w Rumunii. Oznacza to, że polska firma dostarczy produkt, ale też pomoże budować lokalne kompetencje. Taki model współpracy wzmacnia relacje i daje długoterminowe korzyści obu stronom.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że zamówienie może być realizowane wspólnie z Polską. To pozwala obniżyć koszty i ujednolicić wyposażenie armii w regionie. Europa zaczyna stawiać na wspólne zakupy i współpracę przemysłową, a Polska zaczyna być jednym z ważnych graczy w tym układzie.
Silniejszy przemysł zbrojeniowy to nowe miejsca pracy, większe inwestycje i rosnąca pozycja kraju w Europie. Polska technologia przestaje być tylko dodatkiem. Zaczyna być towarem, o który inni zabiegają.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/dcbf1b290987bed2640b69140f47c449,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/dcbf1b290987bed2640b69140f47c449,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Rumunia kupuje polskie drony za pieniądze z SAFE. Technologia znad Wisły podbija Europę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224308,unia-pomoze-budowac-mieszkania-w-polsce-wreszcie-cos-co-odczuja-zwykli-ludzie</guid><link>https://innpoland.pl/224308,unia-pomoze-budowac-mieszkania-w-polsce-wreszcie-cos-co-odczuja-zwykli-ludzie</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 07:01:01 +0200</pubDate><title>Unia pomoże budować mieszkania w Polsce. Wreszcie coś, co odczują zwykli ludzie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0604f6472233c8fb3f9fa7f784997461,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Środki z Unii Europejskiej pomogą samorządom z Pomorza w budowaniu niedrogich i dostępnych mieszkań. To pilotaż nowego rozwiązania, które może być zwiastunem położenia przez Brukselę dużo większego nacisku na mieszkalnictwo w przyszłości. W Polsce problem z dostępnością lokali zwłaszcza dla młodych rodzin ciągle rośnie, a miliardy z UE byłyby w stanie posunąć tę sprawę do przodu.

Póki co nie mówimy jednak o miliardach, a jedynie o niecałych 24 milionach euro, czyli około 100 milionach złotych. Władze województwa pomorskiego właśnie ogłosiły tak zwaną "interwencję" w ramach programu Fundusze Europejskie dla Pomorza 2021-2027.
Na razie pilotaż
– To nie jest kwota, która rozwiąże problem w skali całego regionu, ale pozwoli przetestować skuteczne mechanizmy i przygotować się do szerszych działań – mówi wicemarszałek województwa Marcin Skwierawski.
Cel jest taki, żeby unijne środki na interwencję w mieszkalnictwo wykorzystać jak najsensowniej i najskuteczniej, żeby przy kolejnym rozdaniu ten budżet stał się o wiele większy. Dlatego władze Pomorza zaczęły zbierać chętnych wśród zarówno dużych, jak i niewielkich samorządów miejskich, a także ich spółek komunalnych, TBS-ów i SIM-ów (Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych). Chodzi głównie o spełnienie potrzeb osób żyjących w luce czynszowej, czyli takich, które nie łapią się na lokal komunalny, ale nie są w stanie wynająć mieszkania na komercyjnych zasadach.
Zwłaszcza wspomniane SIM-y mają poważny problem ze skutecznością. Pomysł na nie powstał za drugich rządów Mateusza Morawieckiego i od początku wiązał się z kontrowersjami – rady nadzorcze i zarządy SIM-ów w całej Polsce od razu obsiedli działacze jednego z mini-koalicjantów PiSu, Partii Republikańskiej, a efektów ich pracy było niewiele. 
Po zmianie władzy w miejsce Republikanów weszła Polska 2050, która... wymieniła się z nimi stołkami. I choć inwestycje SIM-ów postępują do przodu, to wiele z nich ma problem z płynnością i terminowością.
Dostęp do mieszkań jedną z kluczowych potrzeb
– Jeszcze 20 lat temu mieszkalnictwo społeczne było na marginesie polityk publicznych. Dziś wiemy jasno: bez dostępnych mieszkań samorządy nie będą w stanie się rozwijać ani konkurować o mieszkańców – mówi Tomasz Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Potwierdzają to badania wykonane w 2022 roku na Pomorzu, gdzie aż 50 proc. respondentów wskazało właśnie na dostęp do mieszkań w dobrej cenie za dziedzinę, w której poprawa jest przez nich najbardziej wymagana.
Kluczowe w unijnej interwencji na pomorskim rynku mieszkaniowym jest to, żeby od wyboru uczestników programu do przekazania kluczy nowym mieszkańcom minęło jak najmniej czasu. Chodzi nie tylko o to, żeby wyrobić się do końca 2027 roku. Ale też o to by pokazać, że inwestowanie przez Brukselę unijnych środków w obszar, w których do tej pory zaangażowanie nie było aż tak duże jak chciałaby tego opinia publiczna, ma sens i realnie spełnia oczekiwania mieszkańców. 
Dziś gigantyczne pieniądze unijne idą między innymi na wielkie projekty energetyczne – i dobrze! – ale czasem trudno przedstawić je jako namacalną korzyść dla szarego obywatela. Klucze do mieszkania w bloku opatrzonego tabliczką "wybudowano ze środków UE" to już zupełnie inna bajka.
– Jesteśmy w trakcie dużej zmiany. Zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Teraz od naszej współpracy zależy, jak skutecznie ją wykorzystamy – zaznacza wicemarszałek województwa pomorskiego Marcin Skwierawski.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0604f6472233c8fb3f9fa7f784997461,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0604f6472233c8fb3f9fa7f784997461,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Fundusze Europejskie dla Pomorza 2021-2027 mają spełnić potrzeby osób żyjących w luce czynszowej.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224761,aplikacja-zegluj-hitem-na-mazurach-pieniadze-wracaja-z-kosmosu-i-ratuja-zycie</guid><link>https://innpoland.pl/224761,aplikacja-zegluj-hitem-na-mazurach-pieniadze-wracaja-z-kosmosu-i-ratuja-zycie</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 06:01:01 +0200</pubDate><title>Aplikacja Żegluj! hitem na Mazurach. Pieniądze wracają z kosmosu i ratują życie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/1bfd60edc902e09b69572fb3e5941611,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska uiszcza duże składki na Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) i jeśli się zastanawiacie, co z tego mamy, przykładem są Mazury. Aplikacja Żegluj! powstała właśnie dzięki grantom ESA i święci sukcesy: chroni już ponad 160 tys. żeglarzy. Dobrze o niej wiedzieć i zainstalować ją na smartfonie, jeśli w majówkę wybieracie się na jeziora.

Długi weekend majowy w województwie warmińsko-mazurskim często niestety pokrywa się z pierwszymi utonięciami. Centrum Koordynacji Ratownictwa Wodnego MOPR (CKRW MOPR) ma jednak dostęp do nowego narzędzia, Żegluj!, wykorzystującego europejską technologię kosmiczną. Aplikacja, która chroni życie tysięcy żeglarzy i turystów, to najlepszy przykład na to, że pieniądze inwestowane w kosmos wracają do Polski.
Apka Żegluj! Kosmiczna technologia ratuje życie na Mazurach
Aplikacja Żegluj! powstała ze współpracy olsztyńskiej firmy INFEO, Europejskiej Agencji Kosmicznej, naukowców i pasjonatów z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz ratowników MOPR. Dzięki niej nawet najpospolitsza żaglówka zyskuje nowoczesne centrum bezpieczeństwa i nawigacji z poziomu smartfonu.
Najważniejsza jej funkcja to panel ratowniczy SOS z lokalizacją na żywo. Dyspozytor CKRW MOP jest w stanie namierzyć załogę w potrzebie z precyzją do tej pory widzianą głównie w filmach akcji: jeden rzut oka, dokładna lokalizacja na jeziorze i ratownicy mogą już płynąć na pomoc. Jak informują ratownicy, ustalanie położenia zagrożonej łodzi to najtrudniejszy element akcji, tym bardziej, że wielu ludzi wzywających pomoc na jeziorze nawet nie wie, gdzie są.
Co dokładnie aplikacja przekazuje do Centrum Koordynacji Ratownictwa Wodnego MOPR? Pozycję i czas z momentu wezwania pomocy, ślad (dryf) przez kolejne 30 minut, ostatnią znaną pozycję i jej czas, jeśli coś stanie się z urządzeniem. Jeśli ktoś zadzwoni na numer ratunkowy z pominięciem aplikacji, dyspozytor może ręcznie wprowadzić zgłoszenie, pod warunkiem, że aplikacja ŻEGLUJ! jest włączona na telefonie potrzebującego. 
Pozycję żaglówki widzą wyłącznie służby ratunkowe. Dane zostają zapisane tymczasowo w bazie, na wypadek, gdyby akcja techniczna, taka jak wyciągnie jachtu z dna, miała odbyć się później.
Do czego jeszcze można wykorzystać apkę Żegluj!
Użytkownik może korzystać z aplikacji nie tylko w kryzysowych sytuacjach. Każdy może szczegółowo oznaczać z jej pomocą niebezpieczne miejsca, takie jak płycizny, kamienie, glony (mogą wkręcić się w silnik), sieci rybackie itd. Na ekranie widać kto i kiedy dodał przeszkodę, a MOPR weryfikuje te miejsca, co również widać w aplikacji. Jeśli zbliżymy się do niebezpiecznego miejsca, Żegluj! wyśle sygnał ostrzegawczy – w dodatku dostosowany do szybkości łódki, aby załoga miała czas na reakcję.
Przeszkód zgłoszono dotąd 7760, a MOPR zweryfikował blisko już 1900. To żywa mapa zagrożeń budowana przez całą społeczność żeglarzy. I jak informuje MOPR, aplikacji zaufało już 168 tys. użytkowników.
Ostatni bajer to możliwość tworzenia mapy dna jeziora. Dzięki danym naukowym pochodzącym z m.in. UWM użytkownik widzi głębokość wody w każdym punkcie trasy. W aplikacji dostępne są mapy batymetryczne Szlaku Wielkich Jezior Mazurskich, Jeziora Ukiel w Olsztynie oraz Zalewu Zegrzyńskiego.
Grant z ESA dla polskiej aplikacji dla żeglarzy
Aplikacja Żegluj! to efekt współpracy z europejską technologią kosmiczną. Zastosowano tutaj program NAVISP, inicjatywę wspierania rozwoju technologii nawigacyjnych i pozycjonowania. Olsztyńska firma INFEO mogła skorzystać z tej opcji dofinansowania ponieważ Polska opłaca składki na ESA.
To namacalny dowód, że pieniądze inwestowane w ESA wracają. Jak pisaliśmy w InnPoland, po misji IGNIS i zwiększeniu składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej liczba firm zainteresowanych współpracą z ESA wzrosła z około 460 do ponad 600. 
Jednym z najważniejszych mechanizmów napędzających rozwój branży kosmicznej jest tzw. zwrot geograficzny. Dzięki niemu zdecydowana większość środków wpłacanych przez Polskę do Europejskiej Agencji Kosmicznej wraca do kraju w postaci zamówień dla polskich firm i instytutów.
Aplikacja Żegluj! dostępna jest tutaj, w sklepach Google Play i App Store.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/1bfd60edc902e09b69572fb3e5941611,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/1bfd60edc902e09b69572fb3e5941611,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Aplikacja Żegluj! ratuje życia na jeziorach.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224752,rzad-da-40-milionow-zlotych-na-polskie-startupy-pieniadze-jak-zycionosny-tlen</guid><link>https://innpoland.pl/224752,rzad-da-40-milionow-zlotych-na-polskie-startupy-pieniadze-jak-zycionosny-tlen</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 05:05:02 +0200</pubDate><title>Rząd da 40 milionów złotych na polskie startupy. Pieniądze jak życionośny tlen</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e1a943a8e439d9d3b79ae50db13d43bd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ruszył nabór na operatorów programu Startup Booster Poland – Tech Impact realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Rząd szuka organizacji gotowych do wsparcia innowacyjnych firm, oferując do 40 mln zł na przygotowanie szkoleń i bezpłatnych usług.

Według "Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce" przygotowanego przez PARP, udział przedsiębiorstw w PKB wynosi blisko 75 proc., a mikro, małe i średnie firmy odpowiadają za 47 proc. PKB. Za to jedynie 68 proc. startupów kontynuuje swoją działalność po założeniu. Największymi barierami do rozwinięcia biznesu są koszty oraz wiedza. Rząd chce to zmienić, dlatego PARP kusi milionami złotych, aby znaleźć organizacje chętne do wsparcia startupów.
Co to jest  Startup Booster Poland – Tech Impact?
Projekt finansowany jest z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Budżet w wysokości 40 mln zł przeznaczony jest dla firm, które chcą wesprzeć sektor małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Nabór wniosków do programu trwa do 17 lipca br.
Jak informuje PARP, dla młodych firm kluczowe jest przetrwanie pierwszego roku. Te, co mają przynajmniej dwa lata działalności, cechują się przeżywalnością na poziomie 91 proc. Program wsparcia ma wyłonić operatorów, którzy pomogą startupom przetrwać najtrudniejszy czas.
Operatorzy będą opiekować się tzw. startupami impactowymi, czyli tymi, które przygotowują innowacyjne rozwiązania w zakresie wyzwań społecznych, środowiskowych, gospodarczych, powiązanych z celami zrównoważonego rozwoju Agendy 2030 ONZ.
Korzyści dla startupów
Co z tego będą mieć startupy? Wsparcie odbywać się będzie poprzez granty i bezpłatne usługi, w tym opiekę mentorską. W zamian operatorzy mogą liczyć na minimalną kwotę dofinansowania dla pojedynczego operatora 15 mln zł, a maksymalną 20 mln zł. Środki mają być przeznaczone na wsparcie startupów, wynagrodzenia członków zespołów projektowych, działania informacyjno-promocyjne, a także koszty pośrednie.
O dofinansowanie mogą ubiegać się podmioty działające na rzecz innowacyjności, posiadające już doświadczenie w realizacji programów akceleracji. Ceniona będzie ekspertyza w: centrach transferu technologii, centrach innowacji, inkubatorach technologicznych, akademickich inkubatorach przedsiębiorczości i w parkach technologicznych. 
Nabór odbywa się poprzez platformę LSI tutaj.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e1a943a8e439d9d3b79ae50db13d43bd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e1a943a8e439d9d3b79ae50db13d43bd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rząd szuka firm gotowych wspierać startupy w najcięższym, pierwszym roku ich istnienia.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224707,w-gdansku-powstaje-gigantyczny-magazyn-czesi-zdobyli-przyczolek-nad-baltykiem</guid><link>https://innpoland.pl/224707,w-gdansku-powstaje-gigantyczny-magazyn-czesi-zdobyli-przyczolek-nad-baltykiem</link><pubDate>Thu, 30 Apr 2026 04:04:01 +0200</pubDate><title>W Gdańsku powstaje gigantyczny magazyn. Czesi zdobyli przyczółek nad Bałtykiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b0d70a1860e6a1502685dafe5853efb3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W pobliżu Gdańska rozpoczęła się budowa nowego centrum magazynowego. Olbrzymi obiekt stawia czeska firma inwestycyjna Jet Investment za dziesiątki milionów euro. Dlaczego wybrali akurat Gdańsk? Wedle dyrektora firmy, to miasto w Polsce ma jedne z najlepszych perspektyw na przyszłość.

Budowa ma zostać ukończona w pierwszym kwartale przyszłego roku, a całość kosztować 50 mln euro, czyli ponad 212 mln zł. Wedle czeskiego portalu e15, swoją siedzibę będzie tam mieć m.in. firma Dachser, znajdzie się także miejsce na produkcję. Inwestycja ma być efektem rosnącego zainteresowania polskimi portami.
Czy Gdańsk jest atrakcyjny dla inwestorów?
"Gdańsk jest prawdopodobnie jedną z najbardziej perspektywicznych lokalizacji w Polsce" powiedział cytowany przez e15 Jan Kos, dyrektor ds. inwestycji w nieruchomości w funduszu Jet Industrial Lease, należącym do spółki Jet Investment.
Wedle portalu, czeskie firmy interesują się coraz śmielej polskimi portami, postrzegając je jako alternatywę dla oferty Niemiec. Korytarz z Hamburga do Pragi ma być już solidnie obciążony, co kieruje oczy biznesu na Polskę. Zauważono wzrost przepustowości towarów przez Gdańsk – w 2025 r. przeładowano tam 80,4 mln towarów, ze wzrostem o 4 proc. w stosunku do 2024 roku. 
Jak pisaliśmy w InnPoland, łącznie w polskich portach (licząc Świnoujście i Szczecin) przeładowano 141 mln ton towarów. To niemal 5 mln ton więcej niż rok wcześniej. Znacząco wzrosły dostawy LNG przez terminal w Świnoujściu, o 32 proc. rok do roku.
Dla Jet Investment w Polsce (posiadającego już pięć obiektów w naszym kraju) nadbałtyckie centrum będzie największą inwestycją. Grupa inwestycyjna planuje także kolejne projekty w Polsce.
Powstaje Obszar Metropolitalny Gdańsk–Gdynia–Sopot 
Obszar Metropolitalny Gdańsk–Gdynia–Sopot (OMGGS) dla województwa pomorskiego oznacza nową formę współpracy między gminami i powiatami przez wspólne zarządzanie. Jaki informuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów (KPRM), metropolia ma liczyć ponad 1,5 mln mieszkańców i obejmować łącznie 61 miast, gmin i powiatów województwa pomorskiego. 
Utworzenie nowego obszaru metropolitalnego oznacza ułatwienie dla terenów Trójmiasta i przyległych w pozyskiwaniu funduszy na rozwój i przyciąganiu inwestorów. Porty handlowe w Gdańsku i Gdyni staną się częścią jednego z największych węzłów transportowych w Polsce, a same skorzystają na poprawionej infrastrukturze.
Źródło: e15
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b0d70a1860e6a1502685dafe5853efb3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b0d70a1860e6a1502685dafe5853efb3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Czeski Jet Investment zbuduje przy Gdańsku magazyn za ponad 212 mln zł.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224836,blaski-i-cienie-sukcesu-polski-wielki-wzrost-na-rosnacy-kredyt</guid><link>https://innpoland.pl/224836,blaski-i-cienie-sukcesu-polski-wielki-wzrost-na-rosnacy-kredyt</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 23:01:01 +0200</pubDate><title>Blaski i cienie sukcesu Polski. Wielki wzrost na rosnący kredyt</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ef40d205369f246a840e998b3303670b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gospodarka Polski rośnie, pociągi są bardziej punktualne niż w Niemczech, a pewność siebie rośnie. Jednak za tym kryją się napięcia społeczne – pisze "Berliner Zeitung".

Punktualność pociągów może i nie jest miarą, na podstawie której można ocenić stopień rozwoju gospodarki. Niemniej jednak mówi ona chyba coś o ogólnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju – zwłaszcza jeśli spojrzeć na długoterminowe trendy – pisze na łamach niemieckiej gazety "Berliner Zeitung" Jan Opielka. Dodaje przy tym, że według jego "subiektywnej oceny" pociągi PKP "są punktualne znacznie częściej niż niemieckie – odwrotnie niż miało to miejsce jeszcze 20 lat temu".
Przytacza też dane kolei, świadczące o większej punktualności polskich pociągów. "Poprawiające się wyniki kolei (…) idą w parze z innymi pozytywnymi zmianami" – zauważa autor, wskazując na wzrost gospodarczy na poziomie 3,6 proc. PKB w ubiegłym roku oraz najniższe w Unii Europejskiej bezrobocie (według Eurostatu 3,2 proc.).
Opielka wspomina też m.in. o tym, że w 2025 roku Polska po raz pierwszy dogoniła Hiszpanię pod względem PKB na mieszkańca mierzonego parytetem siły nabywczej, co – jak pisze – "ma spore znaczenie symboliczne". W dużej mierze dzięki temu trójpartyjna koalicja pod wodzą proeuropejskiego Donalda Tuska "trzyma się dość mocno". Zwłaszcza Koalicja Obywatelska Tuska na półtora roku przed wyborami wypada dobrze w sondażach – i to pomimo że nie dotrzymała wielu obietnic, w tym dotyczących polityki społecznej, podatkowej i gospodarczej.
Tusk przejął "retorykę myślenia na wielką skalę"
"Jednak Tusk przejął od swoich poprzedników z narodowo-konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) retorykę myślenia na wielką skalę: Polska nie ma już być maruderem. Ma znaleźć się w klubie wielkich, a przynajmniej tych większych" – pisze Opielka.
Jak ocenia, pewne jest to, że "polski rząd może dziś myśleć w zupełnie innych kategoriach niż jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Na tyle ambitnych, że Warszawa dąży obecnie do członkostwa w nieformalnym gronie G20. W zależności od aktualnej siły polskiej waluty względem dolara amerykańskiego Polska jest bowiem obecnie 20. co do wielkości gospodarką świata – tuż za Szwajcarią" – dodaje autor, przypominając, że w połowie kwietnia przedstawiciele Polski zostali faktycznie zaproszeni na spotkanie ministrów finansów i prezesów banków centralnych G20.
Pisząc o przyczynach względnej odporności polskiej gospodarki na kryzysy minionych lat, Opielka ocenia, że w dużej mierze wynika ona z procesu nadrabiania zaległości technologicznych i infrastrukturalnych po 1989 roku. Proces ten od 2004 roku przebiega w stabilnych instytucjonalnie ramach Unii Europejskiej oraz w warunkach swobodnego przepływu ludzi, kapitału i towarów na europejskim rynku wewnętrznym.
"Polak potrafi"
Zdaniem autora rozwój gospodarczy Polski "to coś więcej niż tylko fundusze unijne i zagraniczni inwestorzy". "To przede wszystkim polskie firmy – od mikroprzedsiębiorstw po duże zakłady oraz niektóre państwowe i prywatne koncerny – stanowią kręgosłup polskiej gospodarki" – podkreśla. Co prawda – jak dodaje – "znaczna część firm nadal działa w sektorach o stosunkowo niskiej wartości dodanej, takich jak prosta produkcja czy usługi". "Jednak obok tradycyjnie silnych branż, jak choćby przemysł meblarski, to przede wszystkim młodsze pokolenia Polaków i Polek stworzyły przedsiębiorstwa, które odnoszą sukcesy na skalę krajową, a czasem także międzynarodową" – zaznacza Opielka, przywołując popularne powiedzenie: "Polak potrafi".
Wskazuje on również na stosunkowo dużą liczbę wykwalifikowanych pracowników w Polsce, a także na powroty Polaków z emigracji zarobkowej – często z "doświadczeniem i know-how w bagażu".
"Jednym z powodów dzisiejszego sukcesu gospodarczego jest jednak także polityka rządu PiS z lat 2015-2023, ukierunkowana na popyt. Choć w Polsce i w Europie często nazywano ten rząd niszczycielem demokracji, w polityce gospodarczej i społecznej zrobiono wówczas wiele rzeczy dobrze" – ocenia Opielka. Wymienia przy tym m.in. wprowadzenie ustawowej płacy minimalnej w stawce godzinowej, nowe świadczenia socjalne, ograniczenie luki w VAT oraz kilka dużych inwestycji, w tym rozpoczęcie projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Drogie mieszkania, słabe prawa pracownicze
Opielka pisze także o zagrożeniach związanych z rosnącym zadłużeniem Polski – głównie wskutek zwiększenia wydatków na obronność – ale również o "zupełnie innych problemach kraju", takich jak sytuacja na rynku mieszkaniowym i ogromne ceny najmu i zakupu mieszkań w dużych miastach. 
"Liberalny rząd Donalda Tuska, którego głównym hasłem w polityce gospodarczej jest 'deregulacja', do dziś nie wdrożył państwowego programu budownictwa mieszkaniowego, o który apelował jego lewicowy partner koalicyjny. I mimo stałej obecności ukraińskich uchodźców oraz nisko wykwalifikowanych migrantów z krajów trzecich, rząd nie ma również żadnej strategii migracyjnej ani integracyjnej na przyszłą, niezbędną imigrację – tymczasem Polska należy do krajów o najniższych wskaźnikach urodzeń w UE" – zaznacza autor.
Pisze on także o "chronicznym niedofinansowaniu służby zdrowia" oraz trudnej sytuacji pracowników. "Pomijając imponujące wskaźniki ekonomiczne, kwitnące metropolie i znacznie lepszą infrastrukturę w całym kraju, sytuacja milionów ludzi na niższych szczeblach drabiny ekonomicznej i społecznej pozostaje trudna. Specjalne strefy ekonomiczne są często określane przez zatrudnionych tam pracowników mianem 'obozów pracy' – z niskimi wynagrodzeniami, zazwyczaj tylko nieznacznie wyższymi od ustawowej płacy minimalnej, wynoszącej w przeliczeniu około 1100 euro brutto miesięcznie, i przy ciężkiej pracy fizycznej. Wszystko to odbywa się przy znacznie gorszych warunkach prawa pracy niż w Niemczech. Zarówno prawa związkowe, jak i prawo do strajku są w Polsce z perspektywy pracowników słabsze niż za Odrą" – dodaje.
"Są więc jasne i ciemne strony gospodarczego rozwoju kraju, który wiele osiągnął, ale wciąż ma przed sobą sporo pracy" – konkluduje Jan Opielka.
Opracowanie: Anna Widzyk.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ef40d205369f246a840e998b3303670b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ef40d205369f246a840e998b3303670b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Berliner Zeitung&quot;: blaski i cienie sukcesu Polski</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224803,mobywatel-przyspiesza-cyfryzacje-nadchodzi-rewolucja-w-rejestracji-pojazdow</guid><link>https://innpoland.pl/224803,mobywatel-przyspiesza-cyfryzacje-nadchodzi-rewolucja-w-rejestracji-pojazdow</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 22:01:01 +0200</pubDate><title>mObywatel przyspiesza cyfryzację. Nadchodzi rewolucja w rejestracji pojazdów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a34eb04b3530d98488da816cfd9e33b9,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Koniec kolejek i numerków w urzędzie? Rejestracja auta ma wreszcie trafić do aplikacji mObywatel. Rząd zapowiada zmianę, na którą kierowcy czekali od lat, ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.

Od 18 stycznia 2027 roku ma ruszyć możliwość rejestracji samochodu przez aplikację mObywatel. To efekt nowelizacji Prawa o ruchu drogowym oraz prac Centralnego Ośrodka Informatyki. Nowa usługa pozwoli złożyć wniosek online, bez konieczności wizyty w wydziale komunikacji. Brzmi jak przełom, ale na starcie system nie będzie w pełni cyfrowy. Część procedur nadal zostanie po staremu, choć kierunek zmian jest jasny.
mObywatel upraszcza rejestrację samochodów. CEPiK działa w tle, bez papierologii
Największa zmiana polega na tym, że cały proces rozpocznie się w aplikacji mObywatel. To tam kierowca złoży wniosek o rejestrację pojazdu, dołączy wymagane dokumenty i prześle dane do systemu. Wszystko ma być zintegrowane z bazą CEPiK, czyli Centralną Ewidencją Pojazdów i Kierowców.
Dzięki temu urzędnik otrzyma komplet informacji bez konieczności przeglądania papierów przy okienku. Wniosek trafi bezpośrednio do właściwego starostwa, które podejmie decyzję administracyjną. Dla przeciętnego kierowcy to mniej biegania po urzędach i mniej stresu związanego z formalnościami.
mObywatel przyspiesza procedury. Urząd wciąż domyka cały proces
Choć wiele wskazuje na ogromne ułatwienie, początkowo nie wszystko da się załatwić z kanapy. Nadal konieczne będzie odebranie tablic rejestracyjnych czy dowodu rejestracyjnego. Czyli jedna wizyta zamiast kilku. To już coś, ale to nadal niepełna rewolucja.
Powodem są ograniczenia prawne i organizacyjne. Rejestracja wciąż pozostaje decyzją administracyjną, którą formalnie podejmuje urzędnik. System cyfrowy jedynie przyspiesza obieg dokumentów i upraszcza procedury. Dla kierowców to jednak i tak ogromna zmiana, bo znika najbardziej czasochłonny etap, czyli składanie wniosku.
mObywatel szykuje cyfrową rewolucję. Rejestracja auta bez kolejek i okienek
Plan na kolejne lata idzie znacznie dalej. W przyszłości rejestracja pojazdu ma zostać uproszczona do czynności technicznej, bez klasycznego postępowania administracyjnego. To otwiera drogę do pełnej cyfryzacji całego procesu.
Pojawi się możliwość otrzymania dokumentów i tablic bez wizyty w urzędzie, np. przez wysyłkę kurierską lub do paczkomatu. Dowód rejestracyjny ma też przyjąć formę elektroniczną, a fizyczna wersja będzie potrzebna tylko w wybranych sytuacjach, np. przy wyjazdach za granicę.
mObywatel likwiduje biurokrację. Kierowcy i firmy na tym skorzystają
Zmiana uderza w jeden z najbardziej uciążliwych elementów życia kierowcy w Polsce. Rejestracja auta często wiąże się z kolejkami, urlopem branym na załatwienie formalności i stresem, czy wszystko zostało dobrze wypełnione. Nowy system ma to uprościć i skrócić do kilku kroków w telefonie. Skorzystają też firmy leasingowe i branża motoryzacyjna. 
Dzięki integracji przez API będą mogły szybciej przekazywać dane i rejestrować pojazdy klientów. To ważne, bo dziś niemal połowa nowych aut w Polsce trafia właśnie do leasingu. Nowa funkcja mObywatela nie rozwiąże wszystkiego od razu, ale kierunek zmian jest wyraźny. Polska administracja powoli przenosi się do smartfona, a rejestracja samochodu staje się kolejnym krokiem w tym procesie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a34eb04b3530d98488da816cfd9e33b9,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a34eb04b3530d98488da816cfd9e33b9,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">mObywatel przyspiesza cyfryzację. Nadchodzi rewolucja w rejestracji pojazdów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224821,platne-parkowanie-w-zamosciu-wraca-po-majowce-nowy-operator-i-wyzsze-stawki-wejda-z-hukiem</guid><link>https://innpoland.pl/224821,platne-parkowanie-w-zamosciu-wraca-po-majowce-nowy-operator-i-wyzsze-stawki-wejda-z-hukiem</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 21:01:01 +0200</pubDate><title>Płatne parkowanie w Zamościu wraca po majówce. Nowy operator i wyższe stawki wejdą z hukiem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a9375ee61ecd244aabda651b7d394671,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Majówka jeszcze za darmo, ale potem koniec. Od poniedziałku 4 maja w Zamościu powróci Strefa Płatnego Parkowania.

Na terenie miasta przygotowano już 33 nowe parkomaty. Na razie pozostają one nieaktywne i nie będą działać również podczas majówki. Wprowadzono natomiast zmiany w organizacji stref, na które warto zwrócić uwagę.
Parkingowa partyzantka dobiega końca. Powrót opłat w Zamościu
Do strefy A, obejmującej ścisłe centrum, włączono ulicę Łukasińskiego. Strefa B została rozszerzona o nowe lokalizacje: parkingi przy ul. Peowiaków, na terenie dawnej bazy MZK na osiedlu Planty oraz naprzeciwko Urzędu Gminy Zamość, w pobliżu przystanku kolejowego Zamość Starówka.

            
                
            
            Z kolei w strefie C pojawiły się trzy dodatkowe miejsca parkingowe: przy ul. Piłsudskiego, w rejonie tzw. zielonego ryneczku, na części ul. Kiepury w sąsiedztwie ZUS oraz przy ul. Zamkowej.
Gdzie zapłacisz więcej za postój?
Od 4 maja obowiązywać będą także nowe stawki opłat. Wprowadzono jednak udogodnienie dla kierowców i pierwsze 30 minut postoju będzie bezpłatne, pod warunkiem pobrania biletu z parkomatu. 
Po uruchomieniu systemu opłaty będzie można regulować nie tylko w urządzeniach, ale również za pomocą aplikacji mobilnych, takich jak ePark, SkyCash (mobiParking), Flowbird czy moBiLET.
Przerwa w pobieraniu opłat wynikała z zakończenia umowy z dotychczasowym operatorem. Miasto ogłosiło przetarg na nową obsługę już 3 grudnia, jednak procedura wyboru wykonawcy się przedłużała. W efekcie przez kilka miesięcy parkowanie w strefie było bezpłatne, co dla wielu kierowców było korzystnym rozwiązaniem.
Sytuacja zmieniła się dopiero po podpisaniu nowej umowy 10 kwietnia. Wraz z jej wejściem w życie wracają opłaty za parkowanie, a system zacznie funkcjonować w odświeżonej formie z nowymi urządzeniami, rozszerzonymi strefami i zmienionym cennikiem.
Szczegółowe informacje dotyczące zasad i opłat można znaleźć w oficjalnych komunikatach Urzędu Miasta.
Źródło: "Kurier lubelski"
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a9375ee61ecd244aabda651b7d394671,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a9375ee61ecd244aabda651b7d394671,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Majówka jeszcze za darmo, ale potem koniec. Od poniedziałku 4 maja w Zamościu powróci Strefa Płatnego Parkowania.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224716,nowa-fregata-zasili-polska-flote-polska-marynarka-wojenna-zbroi-sie-po-zeby</guid><link>https://innpoland.pl/224716,nowa-fregata-zasili-polska-flote-polska-marynarka-wojenna-zbroi-sie-po-zeby</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 19:01:01 +0200</pubDate><title>Nowa fregata zasili polską flotę. Polska Marynarka Wojenna zbroi się po zęby</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/524e64fee5231c52a5f217c5820059cd,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W Gdyni rozpoczęto prefabrykację kadłuba ORP "Huragan", co domyka proces budowy serii nowoczesnych fregat dla polskiej floty. Inwestycja realizowana w ramach programu Miecznik ma fundamentalnie odmienić potencjał obronny Marynarki Wojennej na Bałtyku i radykalnie wzmocnić bezpieczeństwo polskiego wybrzeża.

Gdynia stała się świadkiem kolejnego kluczowego kroku w modernizacji polskiej floty. 28 kwietnia 2026 roku oficjalnie zainaugurowano budowę trzeciej fregaty wielozadaniowej z programu Miecznik poprzez uroczyste cięcie blach. 
Modernizacja floty pod okiem resortu obrony
To symboliczny moment, który oznacza przejście do etapu prefabrykacji kadłuba ostatniej z trzech zakontraktowanych jednostek mających stanowić trzon sił morskich RP. Okręt nazwany został ORP "Huragan", w nawiązaniu do nieukończonej jednostki sprzed II wojny światowej.
Jak podaje komunikat Ministerstwa Obrony Narodowej, w imieniu wicepremiera i szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, w uroczystości w Gdyni uczestniczył sekretarz stanu Paweł Bejda.
– Dziś rozpoczynamy budowę trzeciej z fregat w programie Miecznik. To jednak nie koniec zadań, jakie stawiamy przed polskim przemysłem zbrojeniowym – program MIECZNIK to ważny krok, ale idziemy dalej, konsekwentnie rozwijając kompetencje i budując zdolności, które wzmacniają bezpieczeństwo Polski – mówił podczas uroczystości wiceminister Paweł Bejda, cytowany w rządowym komunikacie.
Potężne parametry i wszechstronność na wodzie
Okręty, z programu MIECZNIK, o imponującej długości 138 metrów i masie sięgającej 7 tysięcy ton zostały zaprojektowane jako jednostki wszechstronne. Ich wyposażenie ma umożliwić nie tylko skuteczną osłonę przeciwpowietrzną, ale także walkę z celami znajdujące się na wodzie, pod jej powierzchnią oraz na lądzie.
Dzięki zastosowaniu nowoczesnego napędu w systemie CODAD, okręty mogą rozwijać prędkość 28 węzłów, a ich maksymalny zasięg wyniesie 8 tysięcy mil morskich. Według MON, takie parametry, w połączeniu z najnowocześniejszymi systemami nadzoru, czynią z Mieczników kluczowy element obrony wybrzeża oraz istotny atut w potencjalnych misjach sojuszniczych NATO. Każda jednostka zatrudni 120 marynarzy, oferując dodatkowo przestrzeń dla 60 osób z dodatkowego pesronelu.
Proces budowy nowej floty postępuje systematycznie. Prace nad pierwszą jednostką, ORP "Wicher", wystartowały w sierpniu 2023 roku, natomiast prefabrykację drugiego okrętu – ORP "Burza" – zainaugurowano w kwietniu 2025 roku. Rozpoczęcie budowy trzeciej fregaty domyka cykl produkcyjny, który ma zwiększyć bezpieczeństwo naszego wybrzeża.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/524e64fee5231c52a5f217c5820059cd,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/524e64fee5231c52a5f217c5820059cd,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowy okręt zasili polską flotę. Polska Marynarka Wojenna stawia na nowoczesność</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224698,pkp-cargo-i-korea-nawiazuja-wspolprace-polska-armia-dostanie-pociag-na-sterydach</guid><link>https://innpoland.pl/224698,pkp-cargo-i-korea-nawiazuja-wspolprace-polska-armia-dostanie-pociag-na-sterydach</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 18:01:02 +0200</pubDate><title>PKP Cargo i Korea nawiązują współpracę. Polska armia dostanie pociąg na sterydach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e50dbe921285ad40c6c509b8e40097f8,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />PKP Cargo właśnie otwiera drzwi do projektu, który może przestawić całą branżę na nowe tory i sprawić, że pociągi zaczną odgrywać znacznie większą rolę niż dotychczas. Chodzi o zdolność szybkiego przemieszczania ciężkiego sprzętu wojskowego w sytuacjach kryzysowych. Jeśli plan wypali, kolej może być cichym bohaterem bezpieczeństwa państwa.

We wtorek ogłoszono podpisanie listu intencyjnego między PKP Cargo a koreańską firmą Shung Shin Rolling Stock Technology. To początek dużego projektu. Chodzi o budowę nowoczesnych wagonów kolejowych przystosowanych do transportu sprzętu wojskowego. Czołgi, pojazdy opancerzone czy ciężki sprzęt mają w przyszłości poruszać się po Polsce na specjalnych platformach. Ich produkcja będzie mogła odbywać się w Polsce, a konkretnie w rejonie Szczecina.
PKP Cargo łączy siły z Koreą Południową. Azjatycka technologia dla polskiej kolei
Współpraca z koreańskim partnerem nie jest przypadkowa. Azjatyckie firmy od lat należą do światowej czołówki w produkcji nowoczesnych taborów kolejowych. W tym projekcie mają wnieść know-how, czyli technologię i doświadczenie, które pozwolą stworzyć sprzęt spełniający wymagania wojska.
Z kolei PKP Cargo nie zaczyna od zera. Spółka posiada zaplecze logistyczne, tereny przemysłowe oraz kadrę, która może obsłużyć produkcję i montaż wagonów. Dzięki temu projekt ma realne fundamenty. Co więcej, mówi się o możliwości powołania specjalnej spółki, która zajmie się jego realizacją. Całość może przybrać bardzo konkretny, biznesowy kształt.
Szczecin w centrum planów PKP Cargo. Setki miejsc pracy i inwestycja warta 500 mln zł
Jednym z najważniejszych elementów całego projektu jest jego lokalizacja. Chodzi o teren PKP Cargo w Szczecinie, a to oznacza szansę dla regionu. Według nieoficjalnych informacji inwestycja może być warta nawet około 500 milionów złotych.
Za tymi liczbami stoją konkretne efekty. Mowa o nowych miejscach pracy dla inżynierów, pracowników produkcji, logistyków czy specjalistów technicznych. Produkcja mogłaby ruszyć w ciągu kilkunastu miesięcy, co oznacza szybkie przełożenie planów na rzeczywistość. Dla wielu osób może to być stabilne zatrudnienie i wejście do branży związanej z obronnością, która w ostatnich latach rośnie dynamicznie.
PKP Cargo bliżej polskiej armii. Kolej ma stać się filarem bezpieczeństwa
Tutaj nie chodzi tylko o pociągi. Chodzi o zdolność państwa do szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych. Transport kolejowy odgrywa kluczową rolę w logistyce wojskowej, szczególnie gdy trzeba przemieszczać ciężki sprzęt na duże odległości. Projekt wpisuje się też w szerszy trend wzmacniania obronności w Europie. 
Polska, jako kraj graniczny NATO, potrzebuje sprawnych systemów transportowych, które będą działać niezależnie od sytuacji geopolitycznej. Współpraca z zagranicznym partnerem może przyspieszyć ten proces, ale jednocześnie rodzi pytania o to, jak dużą część produkcji uda się utrzymać w kraju.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e50dbe921285ad40c6c509b8e40097f8,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e50dbe921285ad40c6c509b8e40097f8,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">PKP Cargo i Korea nawiązują współpracę. Polska armia dostanie pociąg na sterydach</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224839,orlen-planuje-wyplacic-rekordowa-dywidende-akcjonariusze-juz-zacieraja-rece</guid><link>https://innpoland.pl/224839,orlen-planuje-wyplacic-rekordowa-dywidende-akcjonariusze-juz-zacieraja-rece</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 17:07:01 +0200</pubDate><title>Orlen planuje wypłacić rekordową dywidendę. Akcjonariusze już zacierają ręce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7673b919698abf0f7fb0f1e9210e4051,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tak hojnie to jeszcze nie było. Orlen chce wypłacić miliardy złotych swoim akcjonariuszom, a kwoty robią wrażenie nawet na doświadczonych inwestorach.

Za tą decyzją stoi konkretny wynik finansowy i jeszcze bardziej konkretna propozycja. Zarząd Orlenu zapowiedział wypłatę aż 8 zł dywidendy na każdą akcję. W sumie daje to około 9,3 mld zł do podziału. To najwyższa taka kwota w historii spółki. Teraz wszystko zależy od decyzji walnego zgromadzenia, ale jeśli propozycja przejdzie, na rynek trafi rekordowy strumień gotówki.
Orlen wypłaci rekordową dywidendę. Inwestorzy mogą liczyć na konkretne przelewy
Najważniejsza liczba to 8 zł na akcję. To więcej niż rok wcześniej, kiedy inwestorzy dostali 6 zł. Różnica jest ogromna, szczególnie dla osób posiadających większe pakiety akcji. Przy tysiącu akcji mówimy już o 8 tys. zł, które mogą trafić bezpośrednio na rachunek.
Są też konkretne daty, które warto zapamiętać. Dzień dywidendy zaplanowano na 18 czerwca 2026 roku. To wtedy ustalana jest lista osób uprawnionych do wypłaty. Z kolei przelew środków ma nastąpić 25 czerwca. Jeśli ktoś chce skorzystać z tej wypłaty, musi posiadać akcje odpowiednio wcześniej, jeszcze przed ustaleniem listy.
Orlen zarobił w 2025 roku ponad 11 mld zł. W taki sposób rodzi się rekordowa dywidenda
Nie ma tu przypadku. Orlen zakończył 2025 rok z zyskiem netto na poziomie ponad 11 miliardów złotych. To ogromny wzrost rok do roku i jasny sygnał, że spółka jest w bardzo dobrej kondycji finansowej. Taki wynik daje przestrzeń do dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami.
Warto też zwrócić uwagę na strategię spółki. Orlen od lat deklaruje, że chce regularnie wypłacać dywidendy i stopniowo je zwiększać. Początkowo mówiono o kilku złotych na akcję, ale rzeczywistość wyraźnie wyprzedziła te założenia. Tegoroczna propozycja znacznie przekracza wcześniejsze plany i pokazuje, że spółka jest w stanie generować większe nadwyżki finansowe, niż zakładano.
Orlen dzieli się zyskiem z inwestorami. Rekordowa dywidenda rozpala rynkowe emocje
Dla akcjonariuszy to przede wszystkim realny zysk. Dywidenda to nie obietnica, ale konkretna gotówka, która trafia na konto. W czasach niepewności gospodarczej takie wypłaty są dla wielu inwestorów jednym z głównych powodów, by trzymać akcje dużych spółek. Ale skutki widać też szerzej. Tak duża wypłata wpływa na cały rynek. Przyciąga uwagę nowych inwestorów, zwiększa zainteresowanie giełdą i pokazuje, że polskie spółki mogą oferować atrakcyjne zwroty. 
Nie bez znaczenia jest też rola państwa, które jako jeden z głównych akcjonariuszy również skorzysta z tej dywidendy. Mówimy tu o miliardach złotych, które trafią do budżetu. Na koniec zostaje jedna ważna myśl. Giełda często wydaje się odległa i skomplikowana, ale takie decyzje pokazują coś innego. Za liczbami stoją realne pieniądze, które mogą zmienić podejście wielu osób do inwestowania. Dywidenda od Orlenu budzi ogromne emocje.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7673b919698abf0f7fb0f1e9210e4051,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7673b919698abf0f7fb0f1e9210e4051,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Orlen planuje wypłacić rekordową dywidendę. Akcjonariusze już zacierają ręce</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224833,snack-wrap-wraca-do-mcdonald-s-fani-dopieli-swego</guid><link>https://innpoland.pl/224833,snack-wrap-wraca-do-mcdonald-s-fani-dopieli-swego</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 16:01:02 +0200</pubDate><title>Snack Wrap wraca do McDonald’s. Fani dopięli swego</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f885782351aa300a3831c8140bff8556,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />McDonald’s wzmacnia ofertę 2forU i wprowadza do niej na stałe Snack Wrap. To świetna wiadomość dla fanów klasycznej przekąski.

Snack Wrap powrócił do McDonald’s. Kultowa przekąska w stałym menu
Powrót Snack Wrapa wzmacnia rozwijaną przez markę platformę przystępnych cenowo przekąsek, stworzoną z myślą o elastycznym wyborze i szybkim, niezobowiązującym jedzeniu.
W tym roku komunikacja 2forU opiera się na haśle "Muszę wam coś powiedzieć", podkreślając, że nie zawsze potrzebujemy ważnego powodu, by zobaczyć się na żywo. To propozycja dla osób, które chcą spędzić czas razem "tu i teraz", między zajęciami, przed wydarzeniem czy po prostu spontanicznie.
Sam Snack Wrap to połączenie chrupiącego kurczaka, świeżej sałaty i sosu zawiniętych w miękką tortillę. Sprawdza się jako szybka przekąska w ciągu dnia, dodatek do spotkania ze znajomymi albo niewielka przyjemność w przerwie między obowiązkami.
Od kiedy Snack Wrap jest dostępny?
Od 22 kwietnia 2026 roku produkt jest dostępny na stałe w restauracjach McDonald’s w całej Polsce na miejscu, w McDrive, jak i w McDelivery. Snack Wrap można zamawiać samodzielnie, w zestawach 2forU i 2forU Powiększonym, a także jako jedną z opcji w Happy Meal.
Wraz z powrotem produktu rusza szeroka kampania promocyjna w telewizji, kinie, mediach społecznościowych, digital oraz outdoor. Za strategię i realizację odpowiada agencja TBWA Warsaw, zakup mediów prowadzi OMD, działania social media i technologiczne realizuje Dentsu Creative, a PR i influencer marketing koordynuje 24/7 Communication.
2forU to jedna z najpopularniejszych ofert McDonald’s, która jest w menu już od lat. Klienci restauracji uwielbiają ją za prostotę. W ramach oferty dostępne są do wyboru: Cheeseburger, Hamburger, Jalapeño Burger, Chickenburger, Chicken Wrap czy Snack Wrap. Do każdego z nich można dobrać dodatek: małe frytki lub mały napój. 
Oferta 2forU dostępna jest również w wersji powiększonej. Zestaw obejmuje średnie frytki oraz średni napój.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f885782351aa300a3831c8140bff8556,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f885782351aa300a3831c8140bff8556,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">McDonald’s wzmacnia ofertę 2forU i wprowadza do niej na stałe Snack Wrap.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224575,elektryczna-rewolucja-na-rynku-wtornym-otomoto-obala-mity-o-uzywanych-bateriach</guid><link>https://innpoland.pl/224575,elektryczna-rewolucja-na-rynku-wtornym-otomoto-obala-mity-o-uzywanych-bateriach</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 15:27:28 +0200</pubDate><title>Elektryczna rewolucja na rynku wtórnym. OTOMOTO obala mity o używanych bateriach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d1bd531a31825f76352709bf2f38fe50,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rynek samochodów używanych to serce polskiej motoryzacji, w którym średni wiek pojazdu wciąż wynosi 16 lat. Agnieszka Czajka (Grupa OLX/OTOMOTO) wyjaśnia, że kluczem do masowej elektromobilności jest przejrzystość danych o kondycji akumulatorów. Choć marzymy o zasięgach 600 km, to ostateczne decyzje podejmujemy w oparciu o chłodną kalkulację kosztów.

Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego tygodnia bez wątpienia był Europejski Kongres Gospodarczy (EKG) w Katowicach. To największa impreza biznesowa w Europie Środkowej, swoiste „polskie Davos", gdzie na styku polityki, technologii i wielkich pieniędzy wykuwają się trendy na najbliższe lata.
W tym roku jedną z najgorętszych aren dyskusji był panel dotyczący elektromobilności, w którym wzięła udział Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe, OLX Group/OTOMOTO. 
OTOMOTO na EKG: Elektromobilność oczami Polaków
Panel dyskusyjny pod hasłem „Elektromobilność" zgromadził czołowych ekspertów z branży energetycznej, finansowej i transportowej. Choć dyskusja dotykała technicznych aspektów sieci czy finansowania flot, to właśnie wystąpienie Agnieszki Czajki rzuciło światło na to, jak realnie wygląda zmiana mentalna w polskich garażach.
Ekspertka OTOMOTO przedstawiła dane, które zaskoczyły nawet branżowych optymistów. Okazuje się, że to nie unijne dyrektywy, a twarda sytuacja na świecie pchnęła nas w stronę prądu.
W marcu 2026 roku zainteresowanie samochodami elektrycznymi na OTOMOTO wzrosło o 68 proc. w stosunku do lutego. Czajka podkreśliła, że żaden program dopłat nie zadziałał tak silnie, jak niepokój wywołany sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie.
W ciągu ostatnich dwóch lat liczba zapytań o elektryki (leadów) na platformie wzrosła o oszałamiające 465 proc.
Polacy są narodem niezwykle pragmatycznym. Choć chcemy być eko, decyzje podejmujemy "z pozycji portfela". Większość respondentów (28 proc.) celuje w auta w przedziale cenowym 80–120 tys. zł, a kolejne 23 proc. w przedziale 120–160 tys. zł.
Bariery i paradoksy: mit 600 kilometrów
Agnieszka Czajka punktowała również to, co nas wciąż blokuje. Co ciekawe marzymy o magicznej granicy 600 km, mimo że realnie tak wielkich dystansów bez przerwy nie pokonujemy. Potrzebujemy “ładowania okazjonalnego" – chcemy ładować auto przy okazji zakupów, a nie tylko na trasach szybkiego ruchu. I właśnie na rynku wtórnym bije serce polskiej motoryzacji. Czajka przypomniała, że średni wiek auta używanego w Polsce to wciąż 16 lat.
Ekspertka OTOMOTO zapowiedziała również, że platforma stawia na edukację i transparentność. Już teraz ogłoszenia są wzbogacane o dane o żywotności baterii, a wkrótce sztuczna inteligencja ma pomagać weryfikować te parametry, nawet jeśli sprzedający sam nie będzie wiedział, jak je podać.
Pozostali uczestnicy panelu dopełnili obrazu rynkowej układanki. Eksperci zwracali uwagę na tzw. wartość rezydualną (RV), czyli to, ile auto będzie warte za 3 lata. Padła ciekawa teza o "dualizmie wyceny" – oddzielnie będziemy wyceniać auto, a oddzielnie baterię, która po służbie w samochodzie może stać się magazynem energii w energetyce.
Głównym wyzwaniem pozostaje budowa "hubów" ładowania, które dla sieci energetycznej są obciążeniem porównywalnym do małego miasteczka. Rozwiązaniem mają być taryfy dynamiczne, zachęcające do ładowania aut, gdy prądu w sieci jest za dużo (np. w słoneczne południe).
Podczas dyskusji udowodniono, że autobusy elektryczne to nie tylko ekologia, ale i ekonomia – stała cena prądu pozwala uniknąć „krwawienia" budżetu przy gwałtownych skokach cen diesla.
Mimo zakończenia programu dopłat, rynek w 2026 roku nie zaliczył twardego lądowania. W samym marcu zarejestrowano ponad 4000 nowych elektryków, co jest wynikiem lepszym od prognoz.
EKG 2026 pokazało jedno: elektromobilność w Polsce przestała być egzotyczną ciekawostką, a stała się twardą matematyką. Jak podsumowała Agnieszka Czajka, Polacy już nie pytają "czy", ale "za ile" i "gdzie się naładuję".
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d1bd531a31825f76352709bf2f38fe50,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d1bd531a31825f76352709bf2f38fe50,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html"></media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224800,nowa-gazetka-action-od-29-kwietnia-oferta-na-majowke-to-czyste-szalenstwo</guid><link>https://innpoland.pl/224800,nowa-gazetka-action-od-29-kwietnia-oferta-na-majowke-to-czyste-szalenstwo</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 14:23:55 +0200</pubDate><title>Nowa gazetka Action od 29 kwietnia. Oferta na majówkę to czyste szaleństwo</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/cec919ce5859ce3ae0b4f05b8cb5c14c,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowa gazetka Action od 29 kwietnia już jest. "Promocja tygodnia" przed majówką ruszyła. W ofercie tanie walizki, sprzęt audio i gadżety, które przydadzą się na wyjazd i grill.

To świetna okazja last minute dla osób planujących szybki wyjazd nie tylko na majówkę, ale też na wiosenne city breaki czy pierwsze urlopy. 
Nowa Gazetka Action od 29 kwietnia. Mega okazje na majówkę
Na pierwszy plan wysuwają się walizki Spilbergen Vienna. Wyposażono je w zamek szyfrowy TSA oraz kółka obracające się o 360 stopni. W połowie wykonano produkty z materiałów pochodzących z recyklingu.
Mniejszy model (35x22x47 cm) kosztuje 59,95 zł, a większa walizka o wymiarach 57 x30x71 cm została przeceniona na 149,95 zł. Sprzęt sprawdzi się zarówno na krótkie wyjazdy, jak i jako zapasowy bagaż. Oba warianty dostępne są w kolorze srebrnym.
Action rzucił również na promocję inteligentny lokalizator Fresh ’n Rebel w cenie 22,95 zł. Urządzenie współpracuje z aplikacjami "Znajdź moje urządzenie" od Google oraz "Znajdź" od Apple. 
Dzięki temu łatwo śledzić położenie kluczy, torby czy walizki. To proste rozwiązanie dla tych, którzy chcą uniknąć zgubienia ważnych rzeczy. Lokalizator dostępny jest w kilku kolorach: czarnym, niebieskim, różowym, fioletowym i białym.
Co kupić w Action na majówkę? Przegląd najlepszych ofert
Na majówkowe spotkania jak tradycyjne grillowanie przyda się również głośnik bezprzewodowy XL Fresh ’n Rebel, który w promocji kosztuje 75,95 zł zamiast 89,95 zł. Oferuje do 12 godzin odtwarzania muzyki, a dzięki funkcji parowania można połączyć dwa urządzenia. 
Głośnik ma moc 24 W RMS i zapewnia wyraźny dźwięk z mocnym basem. Wyposażono go w podświetlenie LED z różnymi trybami. Dostępny jest w kolorze beżowym, różowym i czarnym.
W podróży z pewnością przyda się powerbank Sitecom, dostępny za 47,95 zł. Urządzenie posiada dwa porty USB-A oraz jeden USB-C i pozwala nawet na dwukrotne naładowanie telefonu. Powerbank sprzedawany jest w zestawie z kablem i dostępny w kilku kolorach, takich jak szary, zielony czy czarny.
W "Promocji Tygodnia" warto też zwrócić uwagę na bezprzewodowe słuchawki douszne Fresh ’n Rebel dostępne w cenie 58,95 zł. Łączny czas odtwarzania z etui do ładowania to 36 godzin. 
Wyposażono je w mikrofon umożliwiający prowadzenie rozmów oraz wsparcie dla asystentów głosowych Siri i Google Assistant. Słuchawki zapewniają stabilne połączenie dzięki technologii Bluetooth 5.4 i szybkie ładowanie. Dostępne są w kilku kolorach: beżowym, niebieskim, szarym, fioletowym i czarnym. Promocja tygodnia trwa do wtorku 5 maja. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/cec919ce5859ce3ae0b4f05b8cb5c14c,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/cec919ce5859ce3ae0b4f05b8cb5c14c,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowa gazetka Action od 29 kwietnia już jest. &quot;Promocja tygodnia&quot; przed majówką ruszyła.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224701,pierwsza-biomentanownia-na-pomorzu-ekologiczna-szansa-czy-smierdzacy-problem</guid><link>https://innpoland.pl/224701,pierwsza-biomentanownia-na-pomorzu-ekologiczna-szansa-czy-smierdzacy-problem</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 14:01:01 +0200</pubDate><title>Pierwsza biomentanownia na Pomorzu. Ekologiczna szansa czy śmierdzący problem?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/91a603b65d404fe0c7b751f94ece72f2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Gmina Nowy Staw stoi przed szansą na technologiczną rewolucję, która w stu proc. może odmienić lokalną gospodarkę. Projekt pierwszej na Pomorzu biometanowni budzi jednak ogromne emocje wśród mieszkańców, którzy w obawie o komfort życia złożyli setki podpisów przeciwko inwestycji na terenie dawnego składowiska.

Biometanownie mają szansę stać się fundamentem polskiej transformacji energetycznej, a Pomorze może wkrótce doczekać się swojej pierwszej takiej instalacji. Burmistrz Nowego Stawu z optymizmem patrzy w przyszłość, wskazując na liczne korzyści płynące z inwestycji, jednak lokalna społeczność podchodzi do tych wizji z dużym dystansem.
Opór lokalnej społeczności
Mimo zapewnień o nowoczesności projektu, głosy sprzeciwu narastają. Do Urzędu Miejskiego wpłynęło już pismo podpisane przez pół tysiąca mieszkańców, którzy wyrażają swoje obawy co do funkcjonowania biometanowni w ich najbliższym sąsiedztwie. Ten wyraźny opór pokazuje, że droga do realizacji pierwszej pomorskiej inwestycji tego typu może być długa i pełna trudnych rozmów.
W sąsiedztwie miejscowości Świerki, Lipinka, Nidowo oraz Lubstowo rozciąga się teren po dawnym gminnym wysypisku śmieci. Obiekt ten, nieaktywny od końca 2007 roku i poddany rekultywacji, stał się punktem wyjścia dla nowej wizji gospodarczej burmistrza Nowego Stawu. Jerzy Szałach zakłada, że samorząd może zyskać wymierne korzyści finansowe, przyciągając inwestora gotowego postawić w tym miejscu nowoczesną biometanownię.
 – Biometanownie i biogazownie stoją w całej Europie. Dla Żuław też są przyszłością. Jest to sposób, by zastąpić brak zasiewu buraków, który z czasem będzie malał. Jeśli chodzi o zboża, rolnicy już mają problem z zaniżonymi cenami. Rozwiązaniem jest produkcja zielonej masy, jaką jest kukurydza bądź inne rośliny. Biogazownia czy w tym przypadku biometanownia nie będzie istniała bez rolników – tłumaczy burmistrz, cytowany przez serwis "Dziennika Bałtyckiego".
Skala przedsięwzięcia jest imponująca – szacuje się, że aby zapewnić stabilną pracę biometanowni, konieczne byłoby zagospodarowanie upraw na obszarze około 1600 hektarów. Tak duży areał ma zagwarantować ciągłość dostaw i stabilność produkcji energii w gminie.
Realizacja inwestycji ma być dla gminy szansą na duże zyski: jednorazowy zastrzyk gotówki ze sprzedaży 6-hektarowej działki oraz stałe, coroczne wpływy z podatku od nieruchomości. Dodatkowo lokalni rolnicy mogliby liczyć na stabilność finansową dzięki wieloletnim kontraktom na dostawę surowca. Jednak te argumenty nie przekonują wszystkich – dla wielu mieszkańców obawy związane z nowym sąsiedztwem są silniejsze niż obietnice zysków.
Pół tysiąca głosów na "nie"
Skala niepokoju jest widoczna w liczbach – pod protestem skierowanym do burmistrza podpisało się ponad 500 osób z miejscowości znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej biometanowni. Największy opór stawiają mieszkańcy Lipinki, gdzie podpisy złożyło 291 osób, oraz Świerk (124 głosy sprzeciwu). Do protestu dołączyli również obywatele Myszewa i Nidowa, jasno dając do zrozumienia, że obawiają się wpływu inwestycji na ich komfort życia.
"Czy naprawdę nie istnieje inne miejsce? Nasza miejscowość była już w przeszłości obciążona uciążliwą infrastrukturą. Funkcjonowało tu wysypisko odpadów, zlokalizowane są elektrownie wiatrowe, a obecnie planuje się budowę kolejnej instalacji przemysłowej. Skumulowanie tego typu przedsięwzięć w jednej wsi budzi uzasadnione obawy mieszkańców co do dalszego pogorszenia warunków życia" –  cytuje pisma mieszkańców portal "Dziennika Bałtyckiego".
Kontrowersje budzi również sam wybór terenu – dawne wysypisko śmieci według części opinii miało pozostać nienaruszone przez pół wieku. Burmistrz Jerzy Szałach uspokaja jednak, że obecnie trwają specjalistyczne badania geotechniczne, sanitarne oraz ekspertyzy dotyczące zagrożenia gazem. Od wyników tych analiz zależy zgoda marszałka województwa na skrócenie zakazu użytkowania terenu oraz ostateczny kształt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Nowoczesna technologia kontra złe doświadczenia
Włodarz gminy podkreśla, że nowoczesne biometanownie różnią się od starych biogazowni (jak np. ta w Tragaminie) i dają pełną gwarancję "bezodorowości". Aby przełamać niechęć, urząd planuje spotkania informacyjne oraz wyjazdy studyjne do wzorcowych instalacji, które działają bez zakłóceń. Przykładem mają być innowacyjne obiekty w Strzelinie czy Wielkopolsce, które udowadniają, że proces produkcji biometanu może być w stu procentach bezpieczny dla środowiska i wysoce efektywny energetycznie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/91a603b65d404fe0c7b751f94ece72f2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/91a603b65d404fe0c7b751f94ece72f2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Pierwsza biometanownia na Pomorzu. Zysk dla gminy czy udręka dla mieszkańców?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224596,ford-legenda-usa-z-europejskim-paszportem-bycie-ikona-to-frajda-nie-ciezar</guid><link>https://innpoland.pl/224596,ford-legenda-usa-z-europejskim-paszportem-bycie-ikona-to-frajda-nie-ciezar</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 13:19:13 +0200</pubDate><title>Ford – legenda USA z europejskim paszportem. &quot;Bycie ikoną to frajda, nie ciężar&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f01efe6f7c709ec90e01554f1eae29ad,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Przez 123 lata zrewolucjonizowali transport więcej niż raz. Dziś Ford znów staje na czele wyścigu, wygrywając z technologicznymi gigantami. Prezes Ford Polska, Attila Szabo, opowiada nam o kulisach przemiany fabryk, miłości Polaków do modelu Bronco i o tym, dlaczego rata 1100 zł może być kluczem do elektrycznej rewolucji.

Z Attilą Szabo, prezesem i dyrektorem zarządzającym Ford Polska, spotkaliśmy się w samym sercu dyskusji o przyszłości przemysłu – podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Rozmawialiśmy o tym, jak firma z 123-letnią tradycją wygrywa dziś wyścig z technologicznymi gigantami i dlaczego 2026 rok jest dla marki momentem przełomowym.
Ford udowadnia, że bycie ikoną to nie tylko zaszczyt, ale przede wszystkim odpowiedzialność za przyszłość mobilności. W 2026 roku firma zajęła pierwsze miejsce na prestiżowej liście najbardziej ikonicznych amerykańskich przedsiębiorstw jednego z kluczowych magazynów, wyprzedzając największych graczy sektora tech. Podczas rozmowy Szabo podkreśla, że choć marka ma amerykańską duszę, to jej serce bije w Europie – ponad 90 proc. samochodów sprzedawanych na naszym kontynencie pochodzi z lokalnych fabryk, w których zainwestowano miliardy euro w transformację ku e-mobilności.
O czym usłyszycie w wywiadzie?
Lider odpowiedzialności: Ford zajął 2. miejsce w globalnym rankingu "Lead the Charge" 2026, oceniającym zrównoważone i sprawiedliwe łańcuchy dostaw dla pojazdów elektrycznych.
Rewolucja w Kolonii: O kulisach przekształcenia historycznej fabryki w nowoczesne Centrum Pojazdów Elektrycznych kosztem 2 miliardów dolarów.
Pragmatyzm zamiast dogmatów: Jak Ford ocenia nowe regulacje Komisji Europejskiej, które od 2035 roku dopuszczają 10 proc. aut spalinowych na rynku.
Polska na rozdrożu: Dlaczego po rekordowym 2025 roku, w którym sprzedaż EV w Polsce wzrosła 2,5-krotnie, rynek staje przed wyzwaniem po wyczerpaniu dopłat "NaszEauto".
Ikony na drogach: Od terenowej legendy, jaką jest Ford Bronco, po nową definicję miejskiej mobilności w postaci elektrycznych modeli Explorer, Capri i Puma Gen-E.

Zapraszamy do obejrzenia pełnej rozmowy z Attilą Szabo o technologii, która staje się "mózgiem" pojazdu, oraz o tym, jak Ford zamierza przekonać Polaków do elektrycznej rewolucji przy ratach zaczynających się od 900 zł miesięcznie.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f01efe6f7c709ec90e01554f1eae29ad,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f01efe6f7c709ec90e01554f1eae29ad,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Atilla Szabo, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224758,krd-alarmuje-coraz-wiecej-gapowiczow-nastolatkowie-wpadaja-w-spirale-dlugow</guid><link>https://innpoland.pl/224758,krd-alarmuje-coraz-wiecej-gapowiczow-nastolatkowie-wpadaja-w-spirale-dlugow</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 13:01:01 +0200</pubDate><title>KRD alarmuje: coraz więcej gapowiczów. Nastolatkowie wpadają w spiralę długów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/da68f4cd3289bb748fb7db68e6bd6918,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nieopłacony mandat za jazdę bez biletu potrafi uruchomić efekt domina. Masz długi, jesteś wpisany do krajowego rejestru, a czasem nawet nie możesz wynająć mieszkania. Najnowsze dane pokazują wyraźny trend. Coraz częściej w ten mechanizm wpadają nastolatkowie, którzy zaczynają dorosłe życie z finansowym balastem.

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że łączne zadłużenie za jazdę bez biletu sięga już 366,2 mln zł. Na liście dłużników znajduje się ponad 260 tys. osób. Największe zaskoczenie budzi jednak tempo, w jakim rosną zaległości nastolatków. W ciągu roku ich dług podwoił się i wynosi dziś 1,2 mln zł.
KRD pełne młodych gapowiczów. Nastolatkowie najszybciej wpadają w długi
Jeszcze rok temu zadłużenie nieletnich gapowiczów wynosiło nieco ponad pół miliona złotych. Dziś ta kwota przekroczyła 1,2 mln zł. To jeden z najszybciej rosnących segmentów zadłużenia w całym zestawieniu. W starszych grupach wiekowych zmiany są znacznie spokojniejsze, a wśród najstarszych Polaków zadłużenie nawet spada.
Młodzi ludzie często nie traktują mandatu poważnie. Przyznam, że mi też zdarzyło się nie zwracać na to uwagi. Brak biletu wydaje się drobnym przewinieniem, a kara czymś, co można odłożyć na później. Tymczasem kilka takich sytuacji wystarczy, by uzbierać kilkaset złotych długu, który szybko trafia do windykacji.
– Choć cena biletu jednorazowego zwykle nie jest wysoka, to wielu pasażerów decyduje się na pozorne oszczędności, wybierając jazdę na gapę. Takie oszczędności mogą okazać się złudne, ponieważ wystarczy jedna kilkusetzłotowa kara, by stały się poważnym problemem. Wpis do KRD psuje wiarygodność płatniczą takiej osoby i utrudnia jej dostęp do powszechnych usług finansowych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów w oficjalnym komunikacie prasowym.
Wpis do KRD to konsekwencje. Zwykły mandat może blokować wzięcie kredytu czy wynajem mieszkania
Wielu gapowiczów zakłada, że sprawa z czasem sama zniknie. Tymczasem przewoźnicy coraz częściej kierują sprawy do sądu i wpisują dłużników do rejestrów. Wpis do rejestru dłużników może utrudnić wzięcie kredytu albo wynajem mieszkania. Dla młodych osób oznacza to start w dorosłość z obciążeniem, które wynika z kilku nieopłaconych mandatów.
– To niepokojące, jak bardzo rośnie liczba osób nieletnich wpisanych do Krajowego Rejestru Długów z powodu niespłaconych należności za przejazdy bez ważnego dokumentu przewozu. Dane te pokazują, że nastolatkowie, nieraz już u progu dorosłości, często nie zdają sobie sprawy z wagi podejmowanych decyzji oraz z ich potencjalnych konsekwencji w przyszłości – zaznacza Andrzej Rębacz z Kolei Mazowieckich w oficjalnym komunikacie prasowym.
KRD ujawnia dane z całego kraju. Te województwa mają największy problem
Najwięcej młodych dłużników mieszka w Wielkopolsce, gdzie setki nieletnich uzbierały niemal pół miliona złotych zaległości. Wysokie kwoty pojawiają się też na Podlasiu i Śląsku.  Jeśli spojrzeć na wszystkich dłużników, liderem pozostaje województwo łódzkie z kwotą ponad 123 mln zł. 
Dalej są Wielkopolska i Mazowsze. W tych regionach liczba osób wpisanych do rejestru idzie w dziesiątki tysięcy, a łączna wartość długów stale rośnie. Kilka przejazdów bez biletu może zamienić się w realny problem finansowy, który sam magicznie nie zniknie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/da68f4cd3289bb748fb7db68e6bd6918,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/da68f4cd3289bb748fb7db68e6bd6918,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">KRD alarmuje: coraz więcej gapowiczów. Nastolatkowie wpadają w spiralę długów</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224779,biedronka-rozdaje-produkty-za-darmo-na-majowke-musisz-sie-jednak-pospieszyc</guid><link>https://innpoland.pl/224779,biedronka-rozdaje-produkty-za-darmo-na-majowke-musisz-sie-jednak-pospieszyc</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 12:31:01 +0200</pubDate><title>Biedronka rozdaje produkty za darmo na majówkę. Musisz się jednak pospieszyć</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/351b3632b526d658f9ef2dbbee56ee5e,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Biedronka ruszyła z nową falą promocji tuż przed majówką 2026. W dniach 29–30 kwietnia klienci mogą skorzystać z ofert "1+1" i "2+1" na produkty spożywcze, chemię domową i artykuły grillowe.

Majówka w Biedronce. Promocje 1+1 od 29 kwietnia
Wielu Polaków nie wyobraża sobie majówki bez tradycyjnego grillowania. Dlatego w środę, czwartek oraz sobotę 2 maja wszystkie brykiety z węgla drzewnego lub węgiel instant do grillowania są dostępne w Biedronce w ramach akcji "1+1". 
Produkty można dowolnie mieszać. Aby skorzystać z promocji, należy zeskanować kartę lub aplikację Moja Biedronka przy kasie. Rabat zostanie rozłożony proporcjonalnie na wszystkie produkty objęte ofertą. Obowiązuje limit 4 sztuk dziennie na kartę, w tym maksymalnie 2 gratis.
W promocji "2+1" znalazły się wszystkie chipsy, chrupki i prażynki. Kupując dwie paczki, trzecią, najtańszą dostaniemy gratis, można mieszać dowolnie między markami.
Masło w rekordowo niskich cenach. 88 groszy za kostkę
Przed majówką Biedronka obniżyła także ceny masła. Masło Mlekovity kosztuje 2,95 zł przy zakupie dwóch kostek (limit: 4 sztuki dziennie na kartę). Z kolei masło Mleczna Dolina dostępne jest w cenie 1,95 zł przy zakupie trzech sztuk (limit: 3 sztuki na kartę). Obie oferty obowiązują również w sobotę 2 maja.
Tylko w środę i czwartek taniej dostępne jest również masło z Polskiej Mleczarni. W promocji "2+1" jedna kostka kosztuje 88 groszy przy zakupie dwóch produktów. Limit dzienny to 4 sztuki na kartę. 
W tych samych dniach można kupić kawę ziarnistą Jacobs w promocyjnej cenie. Przy zakupie dwóch opakowań cena jednej wynosi 49,99 zł zamiast 89,99 zł. Obowiązuje limit 2 sztuk na kartę.
Sieć przygotowała także promocje na chemię domową. W ramach akcji "1+1" na wszystkie produkty Persil można dowolnie mieszać kapsułki, żele i proszki do prania. Limit wynosi 4 sztuki dziennie na kartę, w tym maksymalnie 2 gratis. Rabat rozkładany jest proporcjonalnie na wszystkie produkty.
Czwartek 30.04 w Biedronce. Jajka i oliwa z oliwek za pół ceny
Tylko w środę 29 kwietnia obowiązuje również promocja "1+1" na płyn do płukania Perwoll (na 40 prań). W ramach oferty każda butelka kosztuje 21,50 zł zamiast 42,99 zł. Obowiązuje limit 4 sztuk na kartę.
Z kolei w czwartek dostępna będzie promocja "1+1" na jajka z chowu ściółkowego Moja Kurka (rozmiar M). Limit wynosi 2 opakowania na kartę. Tego samego dnia w promocji "1+1" można kupić również oliwę z oliwek Delicado Gallo w cenie 14,99 zł za sztukę. Obowiązuje limit 2 opakowań na kartę.
Dodajmy, że w dniach 29–30 kwietnia Biedronka planuje przedłużenie godzin otwarcia w ponad 3000 placówkach. Duża część z nich będzie czynna do 23:30 lub też dłużej. Dlatego lepiej sprawdzić godziny otwarcia danej placówki. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/351b3632b526d658f9ef2dbbee56ee5e,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/351b3632b526d658f9ef2dbbee56ee5e,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Biedronka ruszyła z nową falą promocji tuż przed majówką 2026.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224671,majowka-w-warszawie-z-utrudnieniami-w-ruchu-zamkniete-ulice-i-zmiany-w-rozkladach-jazdy</guid><link>https://innpoland.pl/224671,majowka-w-warszawie-z-utrudnieniami-w-ruchu-zamkniete-ulice-i-zmiany-w-rozkladach-jazdy</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 12:06:01 +0200</pubDate><title>Majówka w Warszawie z utrudnieniami w ruchu. Zamknięte ulice i zmiany w rozkładach jazdy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e67c1ba6d161b3011cc43dd3c11e3de6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Warszawa szykuje się na długi weekend majowy. Mieszkańcy oraz turyści powinni przygotować się na zmiany w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej i start sezonu atrakcji dla podróżujących. Oznacza to również utrudnienia, bo początek maja to także czas na prace modernizacyjne i duże wydarzenia.

Majówka 2026 r. jest stosunkowo krótka, od 1 do 3 maja. Tym bardziej robi się gęsto w stolicy. Może i wielu mieszkańców wyjeżdża wypoczywać gdzie indziej, miasto szykuje atrakcje, a to oznacza m.in. przyprawiające o migrenę zmiany w ruchu i problemy ze znalezieniem miejsca parkingowego.
Majówka w Warszawie
Zmiany zaczynają się jeszcze przed majówką w czwartek 30 kwietnia. Za dnia obowiązywać będą standardowe rozkłady jazdy autobusów, za to w nocy z 30 kwietnia na 1 maja będą kursowały zgodnie z rozkładem weekendowym.
Niedzielny rozkład jazdy będzie obowiązywać w piątek 1 maja i w niedzielę 3 maja. Z kolei w sobotę 2 maja będzie obowiązywać standardowy rozkład. Nocne linie będą jeździć wedle niedzielnego rozkładu jazdy jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek 4 maja.
Nocne kursy otrzyma również metro. A tramwaje? Będą kursować normalnie, czyli ze zmniejszoną częstotliwością w dni świąteczne. Ze względu na remonty, pociągi linii metra M2 będą jeździć na skróconej trasie, a zmieni się także kursowanie kilku linii tramwajowych. Od poniedziałku 27.04.2026 r. do niedzieli 03.05.2026 r. wyłączony zostanie ruchu tramwajowy na odcinku Plac Narutowicza – P+R al. Krakowska. Za to od 1 maja ruszają kursy turystycznych linii, autobusu 100 i tramwaju 36.
W związku z remontami w okresie 27.04. – 3.05.br. wprowadzone zostaje dodatkowe honorowanie biletów jednorazowych przesiadkowych i czasowych ZTM w pociągach spółki Koleje Mazowieckie – KM na odcinku Warszawa Rakowiec – Warszawa Gdańska w obu kierunkach.
Dokładne zmiany w kursowaniu poszczególnych linii dostępne są na stronie Warszawskiego Transportu Publicznego.
Wydarzenia w długi weekend majowy w Warszawie
Święto 1 maja, Dzień Flagi i Święto Narodowe Trzeciego Maja, a w poniedziałek 4 maja wypada Dzień Strażaka. To wszystko wiąże się także z licznymi uroczystościami i przemarszami, które kierowcy powinni mieć na uwadze.
W piątek 1 maja planowane są przemarsze w godzinach 9:00-12:00 sprzed siedziby OPZZ ulicami Kopernika i Tamka na Wybrzeże Kościuszkowie. W godzinach 11:30-13:20 z Ronda de Gaulle rusza marsz przez Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży, Aleje Ujazdowskie przed Ambasadą Stanów Zjednoczonych i ul. Matejki przed Sejmem RP. W godzinach 12:00-14:00 ruszy tłum ulicami Matejki, Alejami Ujazdowskimi, Koszykową, Mokotowską, Kruczą i Wilczą do Marszałkowskiej 66.
W sobotę 2 maja na Placu Zamkowym odbędą się uroczystości państwowe z okazji Święta Flagi, wjazd zostanie zamknięty w godzinach 10:30-12:00. Obejmie także przyległy "dziedziniec trójkątny" i zakaz parkowania. 
Co dzieje się 3 maja w Warszawie?
W niedzielę 3 maja zakaz parkowania pojawi się na ulicach Podwale, od Senatorskiej do Kapitulnej, Jezuickiej, Kanonii, Świętojańskiej, Piwnej, Królewskiej po stronie Ogrodu Saskiego oraz na parkingu przed Teatrem Wielkim – Operą Narodową. Pozostawione pojazdy będą odwożone na koszt właścicieli.
Tego dnia ze względu na uroczystości Święta Narodowego Trzeciego Maja w godzinach 8:00-14:00 zostaną zamknięte ulice: Senatorska, od Miodowej do Podwale, Podwale od Senatorskiej do Kapitulnej, Jezuicka i Kanonia oraz Świętojańska. 
Dodatkowo w czasie salutu armatniego od godziny 12:00 do 12:30, zostanie zamknięta Królewska od Placu Małachowskiego w stronę Krakowskiego Przedmieścia i Plac Piłsudskiego od Królewskiej do Ossolińskich.
Planowane są następujące marsze:
w godzinach 13:40-16:00 przemarsz z Placu Konstytucji ulicą Marszałkowską do Placu Bankowego;
w godzinach 14:00-15:00 przejazd „6. Rajd Poloneza w Święto Konstytucji 3 Maja”. Parada samochodów przejedzie z Plaży Romantycznej ulicami: Romantyczną, Wał Miedzeszyński, trasami S2 i S17, Trakt Brzeski, aleją Piłsudskiego do granicy z Sulejówkiem;
w godzinach 14:00-17:30 przemarsz Marszałkowską z Placu Konstytucji na Plac Unii Lubelskiej i dalej: Aleją Szucha, przez Plac Na Rozdrożu, Alejami Ujazdowskimi, Matejki przed Pomnik Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego.

Jaki rozkład jazdy 4 maja w stolicy?
Na Dzień Strażaka w poniedziałek 4 maja planowane są następujące wydarzenia:
 w godzinach 7:30-8:00 została zaplanowana pielgrzymka ze strażnicy przy ulicy Marcinkowskiego do Katedry św. Floriana ulicami: Jagiellońską, Kłopotowskiego, Sierakowskiego i Floriańską;
w godzinach 11:50-14:20 odbędą się Centralne Obchody Dnia Strażaka i Promocja Oficerów Państwowej Straży Pożarnej. Mogą być chwilowe utrudnienia na Wierzbowej i Królewskiej.

Podczas wydarzeń, autobusy Warszawskiego Transportu Publicznego pojadą najbliższymi przejezdnymi ulicami.
Źródło: Warszawa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e67c1ba6d161b3011cc43dd3c11e3de6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e67c1ba6d161b3011cc43dd3c11e3de6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zmiany w ruchu i komunikacji miejskiej w Warszawie na długi weekend majowy.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224782,fundusze-obligacji-jak-dzialaja-i-dlaczego-ich-wartosc-sie-zmienia</guid><link>https://innpoland.pl/224782,fundusze-obligacji-jak-dzialaja-i-dlaczego-ich-wartosc-sie-zmienia</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 11:27:54 +0200</pubDate><title>Fundusze obligacji: jak działają i dlaczego ich wartość się zmienia?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f9096aac5713daa89be82b04e7cdc7e7,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Po zwiększonych odpływach z funduszy dłużnych i nerwowym przełomie marca i kwietnia rynek obligacji zaczął odrabiać straty. Fundusze obligacji pozostają najważniejszą kategorią krajowego rynku funduszy inwestycyjnych, ale inwestorzy dostali przypomnienie, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem.

Najpopularniejszy segment rynku znalazł się pod presją
Fundusze obligacji od wielu miesięcy cieszyły się dużą popularnością wśród polskich oszczędzających. Spadające oprocentowanie depozytów, oczekiwania na obniżki stóp procentowych oraz dobre wyniki rynku długu sprawiły, że klienci TFI chętnie przenosili środki do produktów dłużnych.
Skala tego zjawiska jest znacząca. Na koniec lutego, po rekordowym napływie 6,8 mld zł, aktywa funduszy dłużnych sięgnęły 224 mld zł, a ich udział w całym rynku wzrósł do blisko 50 proc. Najwięcej środków trafiło do funduszy obligacji krótkoterminowych oraz rozwiązań inwestujących w papiery o dłuższym terminie do wykupu.
Odpływy były duże, ale nie wszędzie jednakowe
Marzec przyniósł jednak gwałtowną zmianę. Po ataku USA i Izraela na Iran inwestorzy zaczęli wyceniać ryzyko dłuższego szoku podażowego na rynku energii, co przełożyło się na skok cen surowców energetycznych, wzrost oczekiwań inflacyjnych i rewizję ścieżki stóp procentowych. W efekcie na rynkach przecena objęła większość klas aktywów, w tym także instrumenty dłużne. Fundusze obligacji skarbowych krótkoterminowych straciły średnio -0,9 proc., a fundusze obligacji długoterminowych nawet ponad -4 proc.
Ten mechanizm jest kluczowy dla zrozumienia zachowania funduszy obligacji. Gdy rynek zaczyna zakładać, że stopy procentowe pozostaną wyższe przez dłuższy czas, rentowności obligacji rosną, a ich ceny spadają. Najbardziej wrażliwe są papiery o dłuższym terminie do wykupu. Z kolei gdy rosną nadzieje na łagodniejszą politykę pieniężną, ceny obligacji mogą szybko odbijać.
Część klientów zdecydowała się na realizację zysków. Z funduszy dłużnych klienci wypłacili łącznie 6,7 mld zł.
Nie oznacza to jednak, że inwestorzy odwrócili się całkowicie od obligacji. Raczej zareagowali na gwałtowny wzrost zmienności, realizując zyski lub ograniczając ekspozycję tam, gdzie wcześniejsze napływy były największe.
Obligacje odrabiają straty, ale ryzyko nie zniknęło
W kwietniu sytuacja na rynku długu poprawiła się, choć trudno mówić o pełnej stabilizacji. Po wcześniejszej przecenie rentowności obligacji zaczęły spadać, co przełożyło się na wzrost cen papierów skarbowych. W USA rentowność obligacji 10-letnich spadła poniżej 4,3 proc., a w Polsce ruch był jeszcze silniejszy: w kilkanaście dni rentowność krajowych 10-latek obniżyła się z 5,9 proc. do 5,4 proc. Indeks polskich obligacji skarbowych TBSP odrobił już około połowę marcowych strat, ale sama skala odbicia potwierdza, jak duża była wcześniejsza przecena.
Dane te pokazują, że polski rynek długu odrabiał straty szybciej niż główne rynki bazowe. Nie musi to jednak oznaczać trwałego uspokojenia. Krajowe obligacje pozostają rynkiem o relatywnie wysokiej wrażliwości na globalne nastroje, ceny surowców, oczekiwania inflacyjne oraz komunikację banków centralnych.
Dlaczego Polacy tak chętnie kupują fundusze obligacji?
Popularność funduszy dłużnych nie jest przypadkowa. Dla wielu inwestorów są one naturalnym produktem pośrednim między lokatą a funduszami akcyjnymi. Pozwalają uczestniczyć w rynku obligacji bez konieczności samodzielnego wyboru pojedynczych papierów, pilnowania terminów wykupu czy analizowania emitentów.
Zobacz także:  Fundusze obligacji – czym są i jak działają?
Fundusze obligacji inwestują przede wszystkim w papiery dłużne emitowane przez Skarb Państwa, banki, przedsiębiorstwa, samorządy lub instytucje zagraniczne. W zależności od polityki inwestycyjnej mogą koncentrować się na obligacjach skarbowych, korporacyjnych, krótkoterminowych, długoterminowych, zmiennokuponowych albo zagranicznych.
Ich zaletą jest dywersyfikacja. Klient kupujący jednostkę uczestnictwa zyskuje pośrednio dostęp do portfela wielu obligacji. Dodatkowym atutem jest płynność — jednostki funduszu można zazwyczaj umorzyć szybciej niż czekać na wykup konkretnej obligacji. To szczególnie istotne dla inwestorów, którzy chcą zachować możliwość wycofania kapitału.
Zalety pozostają, ale oczekiwania trzeba skorygować
Największym ryzykiem dla inwestorów jest traktowanie funduszy obligacji jak lokat. Depozyt bankowy ma z góry określone oprocentowanie i – do limitów gwarancyjnych – ochronę Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Fundusz inwestycyjny takiej gwarancji nie daje. Jego wynik zależy od bieżącej wyceny portfela.
Nie oznacza to, że produkty dłużne straciły sens. Wręcz przeciwnie – przy odpowiednim horyzoncie inwestycyjnym mogą nadal pełnić ważną funkcję w portfelu. Mogą być źródłem dochodu odsetkowego, elementem dywersyfikacji oraz alternatywą dla części środków trzymanych na rachunkach oszczędnościowych. Wymagają jednak zrozumienia, że okresowe spadki są wpisane w konstrukcję produktu.
Eksperci już pod koniec 2025 r. wskazywali, że 2026 r. może przynieść dodatnie stopy zwrotu w funduszach dłużnych, ale niższe niż w bardzo udanym poprzednim roku. Argumentem za ostrożniejszym podejściem było m.in. to, że wyceny polskich obligacji zdyskontowały już znaczną część cyklu obniżek stóp, a ryzykiem pozostaje sytuacja fiskalna.
Rynek długu pozostanie ważny dla oszczędzających
Ostatnie tygodnie nie powinny przekreślać roli funduszy obligacji w portfelach Polaków. Pokazały jednak, że inwestorzy muszą wyraźniej rozróżniać fundusze krótkoterminowe, długoterminowe, skarbowe i korporacyjne. Każda z tych grup inaczej reaguje na zmianę stóp procentowych, inflacji i premii za ryzyko.
Korekta i odpływy są więc raczej testem dojrzałości rynku niż końcem popularności obligacji. Polacy nadal będą poszukiwać produktów prostszych i mniej zmiennych niż akcje, ale dających potencjał wyższej stopy zwrotu niż depozyt. Fundusze obligacji odpowiadają na tę potrzebę, pod warunkiem że są właściwie dobrane do horyzontu inwestycyjnego i tolerancji ryzyka.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy kwietniowe odbicie cen obligacji stanie się początkiem trwalszej poprawy, czy jedynie odreagowaniem po marcowej przecenie.

Zobacz fundusze inwestycyjne dostępne na platformie KupFundusz.pl 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f9096aac5713daa89be82b04e7cdc7e7,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f9096aac5713daa89be82b04e7cdc7e7,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Fundusze obligacji: jak działają i dlaczego ich wartość się zmienia?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224749,nowa-funkcja-w-aplikacji-moj-dhl-ulatwia-zwroty-mozesz-zapomniec-o-etykietach</guid><link>https://innpoland.pl/224749,nowa-funkcja-w-aplikacji-moj-dhl-ulatwia-zwroty-mozesz-zapomniec-o-etykietach</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 11:01:02 +0200</pubDate><title>Nowa funkcja w aplikacji Mój DHL ułatwia zwroty. Możesz zapomnieć o etykietach</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5cf57f272ea7b075c3423be3ec1cd327,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zwrot bez drukowania etykiety i bez wychodzenia z domu? DHL wprowadza funkcję, która pozwala nadać paczkę zwrotną ze smartfona. Wystarczy kilka kliknięć.

Zwroty nie są już tylko końcowym etapem procesu obsługi klienta. Często mają wpływ na decyzje zakupowe użytkownika. DHL odpowiada na ten trend, poprzez uproszczenie procesu oddawania produktów i skracając go do minimum.
Wygodne zwroty bez etykiety. Nowość w aplikacji Mój DHL
Najlepiej widać to w branży modowej. Zamawianie kilku rozmiarów jednocześnie i odsyłanie części z nich to już standard wśród klientów. Dlatego poziom zwrotów potrafi przekraczać 50 proc., a w przypadku niektórych produktów nawet 90 proc. Przy takich liczbach sprawna logistyka to podstawa.
Nowa opcja w aplikacji Mój DHL została zaprojektowana tak, aby maksymalnie uprościć proces:
użytkownik wypełnia krótki formularz na telefonie,
wybiera parametry przesyłki,
nadaje zwrot bez potrzeby drukowania czegokolwiek.

Jak nadać zwrot w aplikacji Mój DHL? Intuicyjny proces krok po kroku
Aplikacja prowadzi użytkownika intuicyjnie, krok po kroku, a wybór sklepu z listy dodatkowo upraszcza cały proces. Już na początku klient widzi też, kto pokrywa koszt zwrotu on czy sprzedawca. To zwiększa przejrzystość i zmniejsza ryzyko pomyłek. 
Dzięki temu sklepy rzadziej muszą odpowiadać na pytania klientów, sam proces zwrotu przebiega szybciej, a doświadczenie zakupowe staje się przyjemniejsze. W podsumowaniu klienci chętniej wracają na kolejne zakupy.
Z danych raportu DHL eCommerce Trends wynika, że 79 proc. klientów rezygnuje z zakupów online, jeśli polityka zwrotów jest dla nich nieatrakcyjna. W tym samym czasie 89 proc. firm e-commerce w Polsce zauważa, że darmowa dostawa i zwroty pozytywnie wpływają na sprzedaż.
Dlaczego klienci zwracają produkty? Rozmiar i jakość na pierwszym miejscu
Mimo że firmy często wskazują na uszkodzenia w transporcie jako główny powód zwrotów, klienci najczęściej oddają produkty z powodu złego rozmiaru (54 proc.) lub niezadowalającej jakości (55 proc.).
– Widzimy, że zwroty stają się jednym z kluczowych elementów całego doświadczenia zakupowego i mają realny wpływ na decyzje klientów. Dla e-sklepów oznacza to konieczność upraszczania procesów i eliminowania barier, które mogą zniechęcać do finalizacji transakcji. Dlatego konsekwentnie rozwijamy rozwiązania, które ułatwiają zarządzanie zwrotami – zarówno cyfrowe, takie jak zwroty w aplikacji Mój DHL, jak i naszą sieć automatów paczkowych – przekazał w cytowanym komunikacie Tadeusz Puchała, Wiceprezes ds. Sprzedaży w DHL eCommerce Polska.
Podkreślił, że firma stawia na rozwiązania, które są proste w użyciu, szybko dostępne i realnie pomagają firmom w codziennej działalności. Dodał też, że to część szerszej strategii wzmacniania oferty i pozycji DHL w segmencie e-commerce.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5cf57f272ea7b075c3423be3ec1cd327,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5cf57f272ea7b075c3423be3ec1cd327,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">DHL wprowadza funkcję, która pozwala nadać paczkę zwrotną ze smartfona.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224755,podwyzki-dla-nauczycieli-to-fikcja-budzetowa-bomba-tyka-a-zwiazkowcy-ida-na-noze</guid><link>https://innpoland.pl/224755,podwyzki-dla-nauczycieli-to-fikcja-budzetowa-bomba-tyka-a-zwiazkowcy-ida-na-noze</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 10:29:13 +0200</pubDate><title>Podwyżki dla nauczycieli to fikcja? Budżetowa bomba tyka, a wśród związkowców wrze</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6edfdb82a04cbc7ca9fce65b272fac38,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Strajk nauczycieli może wrócić już jesienią. W oświacie narasta niezadowolenie z tempa podwyżek, a związki zawodowe ostrzegają przed protestami na skalę ogólnopolską.

Ministerstwo Edukacji Narodowej podkreśla, że w ostatnich latach nauczyciele otrzymali podwyżki, w 2024 roku było to około 30 proc., to jednak tempo wzrostu wynagrodzeń wyraźnie spadło w kolejnych latach. W 2025 roku pensje wzrosły o 5 proc., a w 2026 roku już tylko o 3 proc. To właśnie ten spadek dynamiki podwyżek wywołuje dziś największe niezadowolenie.
Strajk nauczycieli jesienią? Powraca widmo protestów z 2019 roku
Zdaniem Sławomira Wittkowicza, przewodniczącego Wolnego Związku Zawodowego "Forum-Oświata", propozycje podwyżek na poziomie 2–3 proc. są nie do zaakceptowania.
– Z wczorajszego posiedzenia rządu wynika, że zadłużenie budżetu będzie przekraczać 60 proc., a to oznacza, że wchodzimy w procedurę nadmiernego deficytu. Wtedy trudno będzie cokolwiek wywalczyć od rządzących – zwrócił uwagę w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".  
Zapowiedział, że jesienią wraz z oświatową "Solidarnością" może ruszyć akcja protestacyjna, która w skrajnym scenariuszu doprowadzi do ogólnopolskiego strajku. Ostatni taki protest miał w 2019 roku.
Postulaty związków zawodowych: Podwyżka 15 proc. i płatne nadgodziny
Nastroje wśród nauczycieli są napięte. Wielu z nich podkreśla, że mimo wcześniejszych podwyżek ich sytuacja finansowa nadal jest trudna. 
Jedna z nauczycielek szkoły podstawowej w Warszawie przyznaje, że rozczarowanie jest na tyle duże, iż przestaje interesować się zapowiadanymi reformami edukacyjnymi, w tym projektem "Kompas Jutra". By utrzymać się w stolicy, musi pracować w dwóch szkołach.
Związkowcy mają konkretne postulaty. Domagają się podwyżek na poziomie co najmniej 15 proc., wprowadzenia płatnych nadgodzin oraz systemowego mechanizmu corocznego wzrostu wynagrodzeń. Decyzje odnośnie do ewentualnego strajku mają zapaść po wakacjach.
Związki zawodowe i sami nauczyciele już teraz walczą o zmiany w systemie płac przed kolejnymi wyborami. Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, domaga się od minister edukacji Barbary Nowackiej powrotu do prac nad projektem ustawy, który od 2021 roku czeka w Sejmie. Zakłada on powiązanie pensji nauczycieli ze średnią krajową.
Źródło: "Dziennik Gazet Prawna", WP
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6edfdb82a04cbc7ca9fce65b272fac38,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6edfdb82a04cbc7ca9fce65b272fac38,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Strajk nauczycieli może wrócić już jesienią. W oświacie narasta niezadowolenie z tempa podwyżek, a związki zawodowe ostrzegają przed protestami na skalę ogólnopolską.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224641,w-prawie-jest-pulapka-na-artystow-lektorzy-slusznie-podnosza-krzyk-do-rzadu</guid><link>https://innpoland.pl/224641,w-prawie-jest-pulapka-na-artystow-lektorzy-slusznie-podnosza-krzyk-do-rzadu</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 10:01:02 +0200</pubDate><title>W prawie jest pułapka na artystów. Lektorzy słusznie podnoszą krzyk do rządu</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7cac4398c5c883212084340a65de9e91,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sprawa pomiędzy JFC Polska a lektorem Jarosławem Łukomskim, związana z wykorzystaniem jego głosu bez zgody, trwa. To pierwsza taka prawna batalia w Polsce na tle użycia technologii deepfake i AI. Polscy lektorzy postanowili wziąć sprawy we własne ręce, aby nie doszło do takiej sytuacji ponownie, uruchamiając akcję "Mój głos. Moja własność".

Kolejna rozprawa ws. głosu Jarosława Łukomskiego w reklamie JFC Polska, producenta przydomowej oczyszczalni ścieków, planowana jest na 15 czerwca. Ta bezprecedensowa sprawa stała się symbolem walki o ochronę wizerunku oraz działalności artystycznej w Polsce. 
Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), Związek Zawodowy Twórców Dubbingu (ZZTD) oraz Związek Zawodowy Artystów Polskich (ZZAP) zawiązały koalicję w obronie praw aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów, wystosowując apel do koalicji rządzącej.
"Mój głos. Moja własność"
Koalicja artystów domaga się prawnej i finansowej ochrony dla twórców w produkcjach audiowizualnych oraz audialnych i każdego, kto pracuje z głosem. Swoje postulaty kierują do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Apelują o rozwiązania wobec dynamicznego rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji.
"Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji stwarza nowe możliwości technologiczne, ale rodzi też poważne zagrożenia dla artystów-twórców. Coraz częściej obserwujemy zastępowanie pracy i wkładu aktorów w produkcjach audiowizualnych oraz audialnych całkowicie nowymi wytworami generatywnej AI, tworzonymi bez jakiegokolwiek udziału wykonawców pierwotnych. Prawa twórców są naruszane m.in. w procesie tworzenia syntetycznych kopii głosu bez wiedzy i zgody wykonawców" – czytamy w oświadczeniu.
Koalicja argumentuje, że głos stanowi równie integralną część artysty, co jego wizerunek zewnętrzny. To sceniczny element tożsamości i rozpoznawalności danego twórcy, podstawowe narzędzie pracy i dorobek zawodowy. Wedle związków zawodowych głos powinien podlegać ochronie na równi z dobrami osobistymi oraz prawami pokrewnymi.
Zagrożenie systemowe
"Rozumiemy, że technologia rozwija się szybciej niż przepisy, ale państwo nie może pozostawać bierne wobec nadużyć. Potrzebne są jasne regulacje, które zagwarantują twórcom prawo do decydowania o wykorzystaniu ich głosu, adekwatne wynagrodzenie oraz skuteczną ochronę przed bezprawnym kopiowaniem. W ramach Koalicji 'Mój głos. Moja własność' – z udziałem ZASP, ZZTD oraz ZZAP – apelujemy do władz o pilne działania regulacyjne w tym obszarze" – mówi Jan Tomaszewicz, prezes Zarządu Głównego Związku, cytowany w oświadczeniu. 
Brak regulacji określono jako "zagrożenie systemowe". Związki informują, że konsekwencjami będzie wypieranie profesjonalnych wykonawców, spadek jakości produkcji, ciągła presja na zaniżanie stawek artystów i ograniczanie miejsc pracy. Efekty rozpowszechnienia się technologii deepfake da się odczuć już na platformach społecznościowych – na YouTube kradnie się głosy i styl wizualny polskich podcasterów, a hitami na polskich playlistach Spotify są piosenki generowane przez AI.
Sprawa Jarosława Łukomskiego i oświadczenie JFC Polska
Bezprecedensowa sprawa między znanym polskim lektorem a firmą JFC Polska trwa. Nie zapadło żadne rozstrzygnięcie i kolejna rozprawa odbędzie się w połowie czerwca. Przypominamy, że głos lektora pojawił się bez jego zgody w reklamie przydomowej oczyszczalni ścieków.
"To pierwsza w Polsce bezprecedensowa sprawa dotycząca bezprawnego wykorzystania w reklamie cyfrowego modelu głosu lektora, bez jego wiedzy i zgody, przez podmiot z branży wodno-kanalizacyjnej (producenta m.in. szamb). Orzeczenie to może mieć istotne znaczenie dla przyszłej ochrony prawa do głosu w dobie technologii deepfake oraz wyznaczać standardy odpowiedzialności za podobne naruszenia. Sprawa ta pokazuje, że kradzież głosu jest realna – i to na dużą skalę komercyjną" – pisze Koalicja.
JFC Polska przesłała oficjalne oświadczenie w tej sprawie, które umieszczamy poniżej.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7cac4398c5c883212084340a65de9e91,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7cac4398c5c883212084340a65de9e91,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Związki zawodowe artystów stworzyły koalicję ws. obrony swoich praw do wizerunku i głosu</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224746,tyle-zaplacisz-za-paliwo-w-srode-29-kwietnia-rzad-rzuca-kolo-ratunkowe-i-przedluza-niskie-ceny</guid><link>https://innpoland.pl/224746,tyle-zaplacisz-za-paliwo-w-srode-29-kwietnia-rzad-rzuca-kolo-ratunkowe-i-przedluza-niskie-ceny</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 09:01:01 +0200</pubDate><title>Tyle zapłacisz za paliwo w środę 29 kwietnia. Rząd rzuca koło ratunkowe i przedłuża niskie ceny</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/116e7a93713f55f3b2a8fda6b51c1950,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ile kosztuje paliwo 29 kwietnia 2026 r.? Rząd podał maksymalne ceny benzyny i diesla, które obowiązują na wszystkich stacjach w Polsce.

Aktualne ceny paliw na stacjach w środę 29 kwietnia 2026 roku
Minister Energii ogłosił maksymalne ceny paliw, które będą obowiązywać 29 kwietnia 2026 roku. Zgodnie z decyzją:
benzyna 95 – maks. 6,23 zł/l
benzyna 98 – maks. 6,73 zł/l
olej napędowy – maks. 7,22 zł/l

Wprowadzone przepisy zobowiązują wszystkie stacje paliw w Polsce do stosowania powyższych limitów. Paliwa nie mogą być sprzedawane drożej niż wskazane stawki.
Nowe ceny zaczynają obowiązywać dzień po ich publikacji w "Monitorze Polskim". Jeśli publikacja przypada przed dniami wolnymi, obowiązuje cena ogłoszona w ostatnim dniu roboczym do kolejnego dnia roboczego włącznie.

                    
                        
                    
                Mechanizm maksymalnej ceny detalicznej to element rządowego pakietu "Ceny Paliw Niżej", który działa równolegle z obniżką podatków:
VAT został obniżony z 23 proc. do 8 proc.
akcyza została zmniejszona do minimalnych dopuszczalnych poziomów (o 29 gr dla benzyny i 28 gr dla oleju napędowego)

Pakiet rozwiązań osłonowych obniża ceny paliw, wspierając polskie rodziny i polską gospodarkę.
We wtorek litr benzyny 95 kosztował nie więcej niż 6,21 zł, benzyny 98 - 6,72 zł, a oleju napędowego - 7,12 zł. Z kolei pierwszego dnia wprowadzenia maksymalnych cen, we wtorek, litr benzyny 95 kosztował maksymalnie 6,16 zł, benzyny 98 - 6,76 zł, zaś oleju napędowego - 7,60 zł.
Program "Ceny Paliw Niżej". Niższy VAT i akcyza przedłużone
Jak pisaliśmy w INNPoland, Ministerstwo Finansów zdecydowało o wydłużeniu obniżonych stawek VAT i akcyzy na paliwa – z końca kwietnia do 15 maja 2026 r. Decyzja ta jest częścią dalszej realizacji programu "Ceny Paliw Niżej".
Do 15 maja utrzymane zostają:
8% VAT na paliwa
minimalna akcyza: 29 gr/l dla benzyny i 28 gr/l dla oleju napędowego

"W odpowiedzi na utrzymującą się niestabilną sytuację na rynkach paliw, spowodowaną konfliktem na Bliskim Wschodzie, w ramach pakietu paliwowego wprowadzono w marcu br. obniżki stawek VAT i akcyzy na określone paliwa silnikowe, które obowiązują do końca kwietnia br. Zgodnie z decyzją Ministra Finansów i Gospodarki stawka podatku VAT na benzynę oraz olej napędowy i biokomponenty stanowiące samoistne paliwa, która została obniżona z 23 proc do 8 proc., będzie obowiązywała czasowo do 15 maja br." – poinformowało Ministerstwo Finansów.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/116e7a93713f55f3b2a8fda6b51c1950,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/116e7a93713f55f3b2a8fda6b51c1950,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ile kosztuje paliwo 29 kwietnia 2026 r.? Rząd podał maksymalne ceny benzyny i diesla.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224719,kopalnia-wujek-bedzie-centrum-badan-kosmicznych-moze-zaskoczyc-cala-polske</guid><link>https://innpoland.pl/224719,kopalnia-wujek-bedzie-centrum-badan-kosmicznych-moze-zaskoczyc-cala-polske</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 08:02:02 +0200</pubDate><title>Kopalnia &quot;Wujek&quot; będzie centrum badań kosmicznych. Może zaskoczyć całą Polskę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/25dc5f77755d008f97a2a4e6603781c8,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze niedawno fedrowano tu węgiel, dziś mówi się o symulacji życia poza Ziemią. Kopalnia "Wujek" w Katowicach może przejść jedną z najbardziej zaskakujących przemian w Polsce. Z miejsca ciężkiej pracy pod ziemią zmieni się w przestrzeń, gdzie testowane będą warunki przyszłych kolonii kosmicznych.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego analizuje projekt stworzenia Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Autorem koncepcji jest Tomasz Rożek, a wsparcie zapewniają m.in. Uniwersytet Śląski, miasto Katowice oraz Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Chodzi o wykorzystanie istniejącej infrastruktury kopalni do badań nad przyszłym życiem ludzi poza Ziemią. Czy Śląsk stanie się miejscem, gdzie będą powstawać fundamenty technologii kosmicznych?
Kopalnia "Wujek" jako kosmiczne centrum. Pod ziemią ruszy symulacja przyszłych kolonii
Kopalnia "Wujek" zakończyła wydobycie, a obecnie trwa proces jej likwidacji. W takich sytuacjach często kończy się to zamknięciem przestrzeni i stopniowym znikaniem obiektu z mapy przemysłowej. Tym razem pojawia się zupełnie inny kierunek, czyli wykorzystanie tego miejsca do celów naukowych.
Podziemne korytarze i infrastruktura mogą posłużyć jako środowisko do testów warunków przypominających te, które panują na Księżycu czy Marsie. Naukowcy od lat wskazują, że przyszłe kolonie kosmiczne będą powstawać pod powierzchnią, gdzie łatwiej zapewnić ochronę przed promieniowaniem i ekstremalnymi temperaturami. Kopalnia daje możliwość sprawdzenia takich rozwiązań bez konieczności opuszczania Ziemi.
Śląsk szuka nowej tożsamości gospodarczej. Katowice celują w sektor kosmiczny
Zmiana funkcji kopalni wpisuje się w większy proces transformacji regionu. Śląsk od lat szuka nowych kierunków rozwoju, które pozwolą odejść od gospodarki opartej na węglu. Technologie kosmiczne mogą stać się jednym z filarów tej zmiany.
Równolegle trwają starania o ulokowanie w regionie ośrodka Europejskiej Agencji Kosmicznej. Jeśli oba projekty zaczęłyby się uzupełniać, Katowice i okolice mogłyby znaleźć się w gronie najważniejszych punktów na mapie innowacji w Europie. To oznacza  prestiż, ale też nowe miejsca pracy i rozwój zaplecza naukowego.
Kopalnia Wujek między tradycją a nowoczesnością. Katowice nie zapominają o swojej historii
Kopalnia "Wujek" ma ogromne znaczenie dla tożsamości regionu i całego kraju. To właśnie tutaj w 1981 roku doszło do pacyfikacji strajkujących górników, w wyniku której zginęło dziewięć osób. Dziś działa tam Śląskie Centrum Wolności i Solidarności, przypominające o tych wydarzeniach.
Nowe plany muszą uwzględniać ten kontekst. Zakłada się zachowanie zabytkowych obiektów i rozwój funkcji edukacyjnych, które będą współistnieć z nowoczesną działalnością badawczą. Dzięki temu przestrzeń nie straci swojego znaczenia, a jednocześnie zyska nową rolę. Stary "Wujek" może jeszcze wszystkich zaskoczyć.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/25dc5f77755d008f97a2a4e6603781c8,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/25dc5f77755d008f97a2a4e6603781c8,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Kopalnia będzie centrum badań kosmicznych. Wujek może zaskoczyć całą Polskę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224722,auchan-planuje-franczyzy-i-przejecia-znana-siec-chce-zostac-liderem-w-polsce</guid><link>https://innpoland.pl/224722,auchan-planuje-franczyzy-i-przejecia-znana-siec-chce-zostac-liderem-w-polsce</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 07:02:01 +0200</pubDate><title>Auchan planuje franczyzy i przejęcia. Znana sieć chce zostać liderem w Polsce</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/e0ca1248e9cecaf44ba5a87fd97af310,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sieć Auchan przechodzi do ofensywy na polskim rynku, stawiając na ekspansję i przejęcia mniejszych graczy. Dzięki rozwojowi franczyzy oraz pełnej automatyzacji logistyki, gigant chce skokowo zwiększyć liczbę placówek, utrzymując przy tym status najtańszej marki w kraju.

Sieć handlowa Auchan zamierza znacząco przyspieszyć ekspansję na polskim rynku, stawiając na nowy model rozwoju, który ma wzmocnić jej pozycję w ścisłej czołówce handlowych gigantów. 
Auchan. Franczyzowa ofensywa sieci 
Jak podaje serwis Bankier.pl, kluczowym filarem nowej strategii Auchan ma być dynamiczny rozwój systemu franczyzowego, który pozwoli marce szybciej docierać do nowych lokalizacji. Firma nie wyklucza również scenariusza przejęć mniejszych sieci, co w połączeniu z deklarowaną polityką najniższych cen na rynku ma stać się przepisem na skokowy wzrost udziałów w krajowym handlu.
– Uważamy, że polski rynek jest bardzo perspektywiczny i chcemy jako Auchan Polska kontynuować tu rozwój w sposób jeszcze bardziej zdecydowany i szybszy – twierdzi Alexandre Saussard, dyrektor generalny Auchan Retail Polska, cytowany przez Bankier.pl.
Inwestycje w nowoczesną infrastrukturę
Jednym z fundamentów nowej strategii Auchan jest intensywna cyfryzacja i modernizacja zaplecza logistycznego. Prezes wskazuje, że firma zainwestowała ogromne środki w otwarcie w pełni zautomatyzowanego centrum logistycznego pod Warszawą. 
Inwestycja ta ma nie tylko usprawnić bezpośrednią obsługę klientów , ale również stworzyć nowe perspektywy dla partnerów biznesowych. Nowoczesny magazyn ma być kluczowym wsparciem dla rozwoju sieci franczyzowej oraz strategicznych współprac, takich jak partnerstwo z BP.
Strategia ekspansji wchodzi już w fazę realizacji. Sieć sfinalizowała umowę z partnerem z południowo-zachodniej Polski, dzięki której w ciągu najbliższych 14 miesięcy pod szyldem Auchan zaczną działać aż 32 nowe placówki.

– Duża część rynku detalicznego w Polsce jest nadal nieskonsolidowana, więc konsolidacja to ogromna szansa dla Auchan i konkurencyjnych marek, by połączyć się z innymi lokalnymi lub regionalnymi sieciami, albo przekształcić je w ramach franczyzy lub umowy partnerskiej. Polski rynek nadal też rośnie – mówi prezes.
Ponad 100 milionów euro rocznie na rozwój w Polsce
Auchan nie rezygnuje jednak z budowy własnych obiektów, planując otwieranie średnio od 5 do 10 supermarketów rocznie oraz dwóch nowych hipermarketów w najbliższych latach. Stabilna sytuacja finansowa ma pozwalać spółce na utrzymanie wysokiego tempa inwestycji – każdego roku sieć przeznacza ponad 100 mln euro na modernizację i rozwój infrastruktury w Polsce. 
Mimo skromniejszych kampanii marketingowych niż u konkurencji, Auchan chce konsekwentnie budować wizerunek najtańszej sieci w Polsce. Firma stawia na agresywną politykę cenową, łącząc ją z bardzo szeroką ofertą produktów, która ma odpowiadać na zmieniające się gusta Polaków. 
W obszarze e-commerce Auchan ma notować systematyczne wzrosty. Obecnie system dostaw do domu obejmuje około 40 proc. krajowego rynku, jednak strategicznym celem firmy jest objęcie zasięgiem całej Polski. W realizacji tych planów, szczególnie w zakresie szybkich dostaw typu "quick commerce", kluczowe ma być zacieśnianie współpracy z zewnętrznymi platformami takimi jak Glovo czy Bolt.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/e0ca1248e9cecaf44ba5a87fd97af310,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/e0ca1248e9cecaf44ba5a87fd97af310,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Auchan rusza po fotel lidera. Wielkie przejęcia i ofensywa franczyzowa w Polsce</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224677,co-to-jest-bitcoin-tlumaczymy-jak-dzialaja-kryptowaluty-i-jak-bezpiecznie-je-przechowywac</guid><link>https://innpoland.pl/224677,co-to-jest-bitcoin-tlumaczymy-jak-dzialaja-kryptowaluty-i-jak-bezpiecznie-je-przechowywac</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 06:01:01 +0200</pubDate><title>Co to jest bitcoin? Tłumaczymy, jak działają kryptowaluty i jak bezpiecznie je przechowywać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/067fdc09166c2160ec63b17614e6a879,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kryptowaluty są dziś na ustach całej Polski. Wszystko przez upadek giełdy ZondaCrypto. Problem w tym, że niewiele osób tak na prawdę rozumie, o co chodzi w tej aferze, a tym bardziej jak działają cyfrowe aktywa i skąd bierze się fenomen technologii blockchain, na której są oparte. W tym tekście postaramy się wyjaśnić kryptoaktywa od podstaw.

Kryptowaluty otacza nimb tajemnicy. Mało kto tak naprawdę rozumie, jak działają i dlaczego są tak ważne dla współczesnego świata. Nim jednak przejdziemy do głównego tematu artykułu, cofnijmy się do roku 2008.
Jak powstały kryptowaluty? Bitcoin, czyli owoc kryzysu gospodarczego z 2008 roku
Kryptowaluty  ("krypto" od kryptografii) nie są tak naprawdę niczym nowym. Ich korzenie sięgają lat 90. XX wieku. Ich kluczową ideą było i jest wyeliminowanie w wymianie handlowej pośredników. Konkretnie: banków. 
Jednym z najważniejszych projektów, które dały podwaliny pod bitcoina, było B-money. Jego twórca, Wei Dai, chciał stworzyć zdecentralizowany system finansowy oparty na kryptografii. W 1998 roku publicznie zaprezentował swoją koncepcję. I szybko okazało się, że przełożenie teorii na praktykę nie jest łatwe.
Najważniejszą przeszkodą techniczną był problem tzw. podwójnego wydatku (double-spending). Brzmi skomplikowanie, ale w gruncie rzeczy chodziło o to, że system nie mógł zagwarantować, by ktoś nie zapłacił tymi samymi "b-money'ami" za dwa różne produkty. 
Kolejnym ważnym przystankiem na drodze do stworzenia Bitcoina (BTC) był Bit Gold, projekt założony przez Nicka Szabo, który zaprojektował teoretyczną koncepcję zdecentralizowanej waluty cyfrowej. 
Warto też wspomnieć o systemie Hashcash opracowanym przez Adama Backa, który wprowadził mechanizm proof-of-work (o czym za chwilę).
Wszystko to działo się pod koniec lat 90., a na Bitcoina musieliśmy jednak trochę poczekać. Dopiero w 2008 roku osoba lub grupa osób ukrywających się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto opublikowała dokument opisujący zdecentralizowany system płatności elektronicznych o nazwie Bitcoin. 
W wizji Nakamoto użytkownicy mieli po prostu wymieniać się wartością (wyrażoną w bitcoinach) bezpośrednio między sobą. Czyli tak samo jak w świecie realnym, gdy kupujemy coś za gotówkę. Oczywiście w tym przypadku to bank centralny wyemitował kawałek papieru z napisem "100 zł" i wizerunkiem polskiego króla, ale w samej transakcji już nie uczestniczy i właściwie nawet o niej nie wie.
Do momentu, gdy nie istniały kryptowaluty, w internecie wymiana wartości bez udziału banku wydawała się niemożliwa. Jasne, istniały bankowe przelewy elektroniczne, ale pośrednikiem w nich była tzw. strona trzecia, czyli bank.
Satoshi Nakamoto (na potrzeby tego tekstu uznajmy, że była to tylko jedna osoba) chciał więc stworzyć system finansowy, w którym swobodnie wymieniamy się bitcoinami w zamian za produkty i usługi: nie potrzebujemy banków czy innych pośredników.
Ktoś może powiedzieć, że brzmi to po prostu jak fanaberia jakiegoś fana teorii spiskowych, który obawia się światowych elit finansowych. To jednak nie tak.
By w pełni pojąć koncepcję Bitcoina (tym razem z dużej litery, gdyż mowa o projekcie, a nie samej walucie) musimy pojąć, co działo się w 2008 roku. Wybuchł wtedy poważny kryzys finansowy, który odsłonił wszelkie patologie systemu bankowego. Zaufanie do tego ostatniego spadło. Mało tego: jego "odpryskiem" był kryzys cypryjski z 2013 roku, który doprowadził do bezprecedensowych ograniczeń w dostępie do środków bankowych. 
Tak, kryzys wieńczący pierwszą dekadę XXI w. pokazał, że środki w bankach nie zawsze są bezpieczne, a przynajmniej nie zawsze dostępne: możesz mieć na rachunku ogromną kwotę, ale władze mogą cię od niej stosunkowo łatwo "odciąć". 
Bitcoin kontra banki
Wróćmy więc do naszej opowieści o Bitcoinie. W 2009 roku Nakamoto uruchomił pierwszego w historii blockchaina (niedługo potem Nakamoto zniknął). Tak, wiemy, "blockchain" brzmi skomplikowanie, ale taki nie jest.

                    
                        
                    
                Słowo blockchain oznacza "łańcuch bloków" (z języka ang. "block" to blok, "chain" – łańcuch). I tym owa sieć płatnicza jest: łańcuchem złożonym z cyfrowych bloków, z których każdy jest "magazynem" przenoszącym kilka bitcoinów. Można porównać to do pociągu – w każdym wagonie znajduje się określona liczba cyfrowych monet (BTC).

                    
                
Same bitcoiny to byłoby jednak za mało. Uzupełnia je tabliczka z historią transakcji, dzięki czemu wiadomo, kto komu wysłał teraz BTC. Gdy taki wagon się zapełni, zostaje zamknięty i doczepiony musi być kolejny.
Nie jest jednak tak, że do tego specjalnego pociągu dodać można byle jaki wagon: każdy nowy musi być idealnie połączony z poprzednim – musi mieć specjalny zaczep, który pasuje tylko do jednego konkretnego zaczepu przed nim. Dzięki temu nie da się wstawić nowego wagonu gdzieś w środku ani podmienić starego.
Ten bitcoinowy pociąg jest zresztą wyjątkowy także z innego powodu: stale obserwuje go mnóstwo ludzi na całym świecie. Każdy może mieć swoją kopię tej maszyny i pilnować, czy wszystkie elementy są tu właściwe. Jeśli ktoś próbowałby oszukać i zmienić coś w jednym wagonie, inni od razu by zauważyli, że coś się nie zgadza.
Kto jednak dodaje nowe wagony? Specjalne komputery, które stale "pracują" (wspomniane już proof-of-work) – rozwiązują trudne zadania matematyczne, które sprawiają, że udaje się stworzyć "ten właściwy" zaczep dla każdego nowego wagonu (to zabezpieczenie przed fałszerstwami). 
A teraz przekładając to na bardziej poważny język: blockchain to sieć płatnicza, która transferuje BTC, ale zawiera też publicznie dostępną, niemodyfikowalną historie transakcji. Innymi słowy, każdy z nas może wejść na strony takie jak Blockchain.com i "poszperać" w historii przesyłów bitcoinów.
Przykładowo, jak widać na poniższym screenie, właściciel konta (adresu w blockchainie), które kończy się na "5np5" przesłał  właścicielowi konta z zakończeniem "h7jn" ok. 10 bitcoinów. Miało to miejsce 28 kwietnia 2026 r. o godzinie 12:33.
Oznacza to, że blockchain oferuje wielką przejrzystość (nikt nie może cię okłamać, że wysłał przelew, jeżeli tego nie zrobił). Jednocześnie jednak system ten szanuje prywatność swoich uczestników, którzy funkcjonują w nim nie jako "Jan Kowalski" czy "John Smith", ale jako numery. Wspomniane już adresy w blockchainie (klucze publiczne) są odpowiednikami numerów rachunków w banku i niejako pseudonimami użytkowników. 
W świecie blockchaina istnieją też klucze prywatne: to nic innego niż hasła, które dają nam dostęp do adresów (kluczy publicznych). 
Podsumowując: klucz publiczny = odpowiednik numeru konta bankowego; klucz prywatny = odpowiednik hasła do konta bankowego. Blockchain gwarantuje więc zarówno przejrzystość, jak i prywatność.
Jeżeli nadal tego do końca nie rozumiecie, na pomoc spieszą Simpsonowie, którzy wiele lat przed InnPoland wyjaśnili, czym jest blockchain. 

                    
                Po co są kryptowaluty? Komu to potrzebne?
Ktoś może jednak zapytać: z jakiego powodu miałbym korzystać z blockchaina? Jasne, można pozostać przy tradycyjnym koncie bankowym. Warto jednak rozumieć, jak działają nowe rozwiązania.
Bitcoin i blockchain mają tę przewagę nad "starą" bankowością, że oddają użytkownikowi pełnię władzy nad środkami. O ile konto bankowe może zostać zablokowane (np. decyzją polityczną czy w wyniku wybuchu wojny czy kryzysu – by nie doszło do tzw. runu na banki, czyli masowego wypłacania pieniędzy), tak nikt nie jest w stanie przejąć Twoich bitcoinów. 
Jest jeden warunek: Twoje klucze prywatne są prywatne. Jeśli się nimi z kimś podzielisz, to tak, jakbyś oddał mu hasło do swojego konta bankowego. Środki mogą zniknąć szybciej niż wypowiesz słowo "cyberbezpieczeństwo". O ile jednak klucze prywatne pozostają prywatne, nikt nie zablokuje Ci dostępu do Twoich bitcoinów, bo po prostu nie ma jak.
Blockchain jest więc najbezpieczniejszą formą przechowywania kapitału, ale pod jednym warunkiem: posiadacz bitcoinów przechowuje klucze prywatne we właściwy sposób. 
To ważna informacja, która powinna siię znaleźć w słynnym już rządowym poradniku na sytuacje kryzysowe. Transportowanie klucza prywatnego jest banalnie proste: wystarczy zapisać na małej kartce papieru szereg cyfr i liter. To o wiele łatwiejsze niż ucieczka z miejsca zamieszkania ze sztabkami złota czy drogą biżuterią. Nie wspominając o gotówce. O ile, podkreślmy to jeszcze raz, ktoś potrafi bezpiecznie zabezpieczyć klucz prywatny!
Bitcoin i jego technologia demokratyzują też dostęp do posiadania "konta" – każdy może założyć swój adres (konto) w blockchainie: wystarczy parę kliknięć w specjalnej aplikacji czy na stronie internetowej (w praktyce chodzi jedynie o wyemitowanie kluczy prywatnego i publicznego).
O co chodzi w aferze ZondaCrypto? Wielki błąd, jaki popełnili klienci
Na koniec warto powrócić do początku tego artykułu: tak, dziś niemal cała Polska mówi o kryptowalutach, ale w kontekście upadku giełdy ZondaCrypto. Wyjaśnijmy więc na koniec, dlaczego jej klienci są dziś poszkodowani. Przecież, jak twierdzi autor tych słów, to tak wspaniała technologia!
Właściwie wynika to z tego, co można przeczytać powyżej: kryptowaluty (nie tylko bitcoiny) należy dla własnego bezpieczeństwa zawsze (!!!) przechowywać w swoim własnym adresie ("koncie"), do którego posiadamy klucz prywatny. Deponując cyfrowe aktywa na giełdzie – a właśnie ten błąd popełnili poszkodowani w aferze ZondaCrypto –niejako oddajemy je pod cudzą kontrolę. A więc zamiast uniezależniać swój kapitał od osób i instytucji, robimy coś odwrotnego, przed czym chciał nas uchronić Nakamoto. 
Giełda powinna służyć jedynie do kupowania i sprzedawania kryptowalut – to nie alternatywa dla portfela, a już tym bardziej dla banku czy konta maklerskiego.
W przypadku ZondaCrypto mieliśmy zresztą do czynienia z większym problemem: jak parę dni przed upadkiem tej giełdy przyznał jej prezes, Przemysław Kral, od kilku lat nie dysponowała ona kluczami prywatnymi do swoich "żelaznych" zapasów bitcoinów. W efekcie, gdy doszło do masowych wypłat kryptowalut klientów, giełdzie nagle zabrakło środków na dalsze funkcjonowanie (i dalsze wypłaty). 
Sprawę badają dziś śledczy, więc za jakiś czas zapewne dowiemy się więcej. 

                    
                        
                    
                Kryptowaluty, czyli coś, czemu warto dać szansę
Kryptowaluty i technologia blockchain nie są oczywiście cudownym lekarstwem na wszystkie problemy współczesnych finansów. Nie są też jednak modą, która szybko przeminie. To narzędzia, które – odpowiednio używane – mogą zwiększyć naszą niezależność i kontrolę nad własnymi środkami. Jednocześnie wymagają one większej odpowiedzialności i świadomości niż tradycyjna bankowość. Banki od lat edukują klientów, by nie podawali nikomu hasła do swojego konta bankowego. Inwestujący w kryptowaluty muszą tego uczyć się sami. 
Historia Bitcoina pokazuje, że powstał jako odpowiedź na realne problemy systemu finansowego. I choć nie jest rozwiązaniem idealnym, to z pewnością zmienił sposób, w jaki myślimy o pieniądzu, zaufaniu i roli pośredników w gospodarce.

]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/067fdc09166c2160ec63b17614e6a879,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/067fdc09166c2160ec63b17614e6a879,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Tłumaczymy, czym jest bitcoin.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224659,majowka-2026-i-nowe-odcinkowe-pomiary-predkosci-zdejmij-noge-z-gazu-albo-bedzie-kara</guid><link>https://innpoland.pl/224659,majowka-2026-i-nowe-odcinkowe-pomiary-predkosci-zdejmij-noge-z-gazu-albo-bedzie-kara</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 05:05:02 +0200</pubDate><title>Majówka 2026 i nowe odcinkowe pomiary prędkości. Zdejmij nogę z gazu albo będzie kara</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/4267b5c717342158b35cb23394f4155a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Majówka 2026 na polskich drogach zapowiada się intensywnie. Przez remonty, nowe fotoradary i wyższe opłaty na autostradach warto dobrze zaplanować trasę podróży, aby uniknąć korków.

Majówka 2026 na drogach. Utrudnienia, korki i prognoza natężenia ruchu
Jak podaje portal naszemiasto.pl, eksperci Emapa Telematics we współpracy z NaviExpert przygotowali raport drogowy, który przedstawia, czego można się spodziewać w majówkę na trasach i gdzie wystąpią największe korki.
Wyższe niż zwykle natężenie ruchu ma zacząć się w piątek 1 maja w godzinach porannych, gdy Polacy wyruszą na majówkę, a skończyć w poniedziałek 4 maja podczas wieczornych powrotów do domu.  Największych korków można spodziewać się na wylotówkach dużych miast oraz na popularnych trasach turystycznych.
W 2026 roku na polskich drogach prowadzone są jedne z największych w ostatnich latach prac remontowych i inwestycyjnych. Obejmują one zarówno autostrady, jak i drogi ekspresowe oraz krajowe, co w wielu miejscach oznacza zwężenia jezdni, zmiany organizacji ruchu i okresowe utrudnienia w przejeździe.
Remonty dróg w 2026 roku. Największe utrudnienia na A1, A4, S7 i S19
Najważniejsze miejsca utrudnień:
A1 (węzeł Kopytkowo) – ruch jedną jezdnią w obu kierunkach, częściowe zamknięcie węzła;
A4 Katowice – Kraków – przebudowa nawierzchni, zwężenia do 1–2 pasów, częste korki;
S7 Kraków – Rabka – liczne utrudnienia m.in. w Libertowie, Myślenicach i Głogoczowie;
DK74 / budowa S74 – ruch wahadłowy i budowa obwodnicy Opatowa;
S19 Via Carpatia – liczne objazdy i zwężenia (m.in. okolice Lublina i Rzeszowa);
S1 Mysłowice Kosztowy – ruch jedną jezdnią'
S7 Książ Wielki – zablokowane zjazdy i wjazdy w kierunku Kielc;
S8 (Warszawa i odcinki centralne) – nocne prace i ruch jedną jezdnią;
S11 Szczecinek – Bobolice – budowa nowej trasy, przewężenia i ograniczenia prędkości.

Prowadzone są też liczne prace lokalne na drogach DK35, DK44, DK65, DK79 i DK94. Mimo utrudnień kierowcy mogą korzystać z części nowych inwestycji:
S1 Oświęcim – Bieruń
S6 Lębork Wschód – Łęczyce (ruch jedną jezdnią)
obwodnice Nowego Tomyśla i Bełchatowa

Przypomnijmy, że tuż przed majówką kierowcy mogą zyskać nowy, 22-kilometrowy fragment drogi ekspresowej S6 Bożepole Wielkie – Leśnice. Według GDDKiA inwestycja jest na finiszu, a zaawansowanie robót w całym projekcie sięga około 90–95 proc., a jej otwarcie ma nastąpić jeszcze przed długim weekendem.
Nowy odcinek wraz z obwodnicą Lęborka może usprawnić ruch w kierunku Trójmiasta i Pomorza. Docelowo cała trasa ma zostać oddana przed sezonem letnim.
Uwaga na mandaty. 44 nowe fotoradary i odcinkowe pomiary prędkości
Na drogach pojawiło się również więcej urządzeń kontrolnych. CANARD uruchomił 44 nowe instalacje, w tym:
31 nowych fotoradarów;
10 odcinkowych pomiarów prędkości;
kolejne systemy monitorujące przejazd na czerwonym świetle.

Kontrole obejmują trasy A2, A4, S7, S8 i S6, a także drogi krajowe DK11, DK12, DK35, DK60 i DK94.
Kierowcy muszą również przygotować się na wyższe koszty przejazdów autostradami. Na odcinku A2 między Nowym Tomyślem a Koninem opłata dla samochodów osobowych wynosi obecnie 40 zł, natomiast motocykliści zapłacą 20 zł, a kierowcy pojazdów kategorii II 69 zł. 
Z kolei na autostradzie A4, na trasie Katowice – Kraków, wprowadzono nowe stawki: za przejazd samochodem osobowym trzeba zapłacić 36 zł zamiast dotychczasowych 34 zł, opłata dla motocykli pozostaje bez zmian i wynosi 16 zł, natomiast dla pojazdów kategorii II i III wzrosła do 66 zł.
Źródło: naszemiasto.pl
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/4267b5c717342158b35cb23394f4155a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/4267b5c717342158b35cb23394f4155a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Majówka 2026 na polskich drogach zapowiada się intensywnie.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224743,szpital-w-radomiu-wzial-23-mln-zl-pozyczki-na-szali-zycie-i-zdrowie-pacjentow</guid><link>https://innpoland.pl/224743,szpital-w-radomiu-wzial-23-mln-zl-pozyczki-na-szali-zycie-i-zdrowie-pacjentow</link><pubDate>Wed, 29 Apr 2026 04:04:01 +0200</pubDate><title>Szpital w Radomiu wziął 23 mln zł pożyczki. Na szali życie i zdrowie pacjentów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ce41b3ca70e77a2ee39fa4de6bf6da63,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Szpital w Radomiu, którego personel każdego dnia ratuje życie, sam znalazł się w sytuacji, gdzie potrzebował natychmiastowej pomocy. Decyzja zapadła szybko, bo stawką było bezpieczeństwo pacjentów. Jednak wsparcie finansowe udzielone przez władze miasta to jedynie kropla w morzu potrzeb.

Radom stanął przed poważnym problemem. Podczas sesji Rady Miasta radni zgodzili się na udzielenie 23 mln zł pożyczki dla Radomskiego Szpitala Specjalistycznego. Pieniądze mają pomóc placówce w regulowaniu zobowiązań, które urosły do około 70 mln zł. Chodzi przede wszystkim o najbardziej podstawowe potrzeby: leki, sprzęt medyczny i bieżące koszty funkcjonowania placówki.
Szpital w Radomiu dostał 23 mln zł pożyczki. Płynność finansowa placówki wisi na włosku
Decyzja o przyznaniu pożyczki nie była zaskakująca. Radni mieli pełną świadomość skali problemu, bo zobowiązania szpitala sięgają już około 70 mln zł. To oznacza, że nawet tak duża kwota jak 23 mln zł nie rozwiązuje wszystkich problemow, ale daje oddech.
Środki mają zostać przeznaczone na spłatę najpilniejszych należności wobec dostawców. Mówimy tu o firmach dostarczających leki, materiały jednorazowe czy energię. Bez nich szpital nie jest w stanie funkcjonować niezależnie od liczby lekarzy i pielęgniarek czy sprzętu.
Szpital w Radomiu tonie w długach. Miasto uspokaja, że pacjenci są bezpieczni
Władze miasta Radom i dyrekcja szpitala podkreślają, że pacjenci nie powinni odczuć tej sytuacji. Lecznica działa normalnie, przyjmuje chorych i nie planuje odwoływania zabiegów. To ważny komunikat, bo w takich momentach pojawia się naturalny niepokój.
Jednocześnie trudno ignorować skalę problemu. 70 mln zł zobowiązań to poziom, który wymaga długofalowych działań, a nie jednorazowego wsparcia. Pożyczka jest więc raczej sposobem na chwilowe ustabilizowanie sytuacji niż rozwiązaniem problemu.
Szpital w Radomiu z pomocą od miasta. Najważniejsza jest ciągłość leczenia
Kluczowe znaczenie ma forma wsparcia. Pożyczka udzielona przez miasto jest nieoprocentowana, co w obecnych realiach finansowych robi ogromną różnicę. Gdyby szpital próbował pozyskać takie środki na rynku, musiałby liczyć się z dodatkowymi kosztami, które tylko pogłębiłyby problem.
Pieniądze mają trafiać do placówki stopniowo, w transzach. Pierwsza, w wysokości 6 mln zł, ma zostać wypłacona już na początku maja. To pokazuje, że sytuacja wymagała szybkiego działania i nie było miejsca na długie procedury.
Na tym jednak nie koniec. Miasto planuje także własne działania finansowe, w tym zaciągnięcie pożyczki z Krajowego Planu Odbudowy, aby zabezpieczyć budżet.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ce41b3ca70e77a2ee39fa4de6bf6da63,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ce41b3ca70e77a2ee39fa4de6bf6da63,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Szpital w Radomiu musiał wziąć 23 mln zł pożyczki. Leczenie pacjentów było zagrożone</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224689,dramatyczna-sytuacja-w-dino-zarzad-ucieka-zaloga-wali-piescia-w-stol</guid><link>https://innpoland.pl/224689,dramatyczna-sytuacja-w-dino-zarzad-ucieka-zaloga-wali-piescia-w-stol</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 21:45:02 +0200</pubDate><title>Dramatyczna sytuacja w Dino. Zarząd ucieka, załoga wali pięścią w stół</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/25586f5f28e3ffbc4fc90b500a472ef7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zamiast rozmów z pracownikami Dino, puste krzesła. Przedstawiciele władz spółki nie pojawili się na rozmowach, a związkowcy zapowiadają protesty i rozważają strajk generalny.

Sytuacja w Dino. Puste krzesła i zerwane rozmowy
Przedstawiciele OPZZ Konfederacja Pracy relacjonują, że mimo formalnie wyznaczonego terminu i miejsca rozmów, ze strony pracodawcy nie pojawił się nikt. Spotkanie zakończyło się tylko sporządzeniem protokołu rozbieżności.
Związkowcy wskazują, że władze spółki nie przekazały wcześniej materiałów, które miały być podstawą rozmów. W ich ocenie trudno więc mówić o realnej próbie dialogu. Dlatego zapowiadają kolejne kroki.
"Z uwagi na brak dialogu wkrótce zaplanujemy pierwsze protesty. Równolegle ruszają intensywne przygotowania do strajku generalnego, bezterminowego. Godnej Pracy, Godnej Płacy! Potrzebujemy jeszcze większej mobilizacji – dołączajcie do nas" – czytamy na facebookowym profilu OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu.

            
                
            
            W sobotę, 25 kwietnia, w sklepach Dino w całej Polsce przeprowadzono strajk ostrzegawczy. Przez dwie godziny pracownicy wstrzymywali pracę i obsługę klientów. W części placówek protest miał symboliczny charakter, w innych udział wzięła większa część załogi. O kulisach sporu w Dino więcej można przeczytać tutaj. 
Postulaty związkowców pozostają niezmienne:
Podwyżki wynagrodzeń – wzrost pensji zasadniczej o 900 zł dla wszystkich pracowników 
Utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, by zapewnić wsparcie adekwatne do kosztów życia i wymagań pracy w handlu.
Zwiększenie zatrudnienia o 30 proc. na stanowiskach niekierowniczych, co ma poprawić komfort pracy, bezpieczeństwo personelu oraz stabilność funkcjonowania sieci.

Resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk reaguje. PIP prześwietli monitoring w Dino
Jak pisaliśmy w INNPoland, sprawą zainteresowało się także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Resort wystąpił do Państwowej Inspekcji Pracy o objęcie spółki kontrolą. To reakcja na sygnały o możliwych nieprawidłowościach, które od dłuższego czasu zgłaszają pracownicy i związki zawodowe.
Cała sytuacja stopniowo się zaostrza. W przestrzeni publicznej pojawiają się kolejne zarzuty dotyczące warunków pracy i przestrzegania praw pracowniczych. Według organizacji związkowych firma ma również wprowadzać pracowników w błąd w kwestiach związanych m.in. z prawem do strajku.
Do spotkania przedstawicieli strony społecznej z kierownictwem ministerstwa doszło 22 kwietnia. Uczestniczyła w nim ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk oraz reprezentanci organizacji branżowych, w tym Konfederacji Pracy. 
W trakcie rozmów pojawiły się kolejne wątki, w tym wątpliwości odnośnie sposobu wykorzystywania monitoringu wizyjnego i jego potencjalnego użycia do stałej kontroli pracowników.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/25586f5f28e3ffbc4fc90b500a472ef7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/25586f5f28e3ffbc4fc90b500a472ef7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zamiast rozmów w Dino, puste krzesła. Przedstawiciele spółki nie pojawili się na rozmowach.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224683,sct-w-katowicach-od-czerwca-2026-srodmiescie-staje-sie-luksusem-dla-wybranych</guid><link>https://innpoland.pl/224683,sct-w-katowicach-od-czerwca-2026-srodmiescie-staje-sie-luksusem-dla-wybranych</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 20:30:02 +0200</pubDate><title>SCT w Katowicach od czerwca 2026. Śródmieście staje się luksusem dla wybranych</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/b9349bf01a1a83a7d02db110520b867f,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 29 czerwca w centrum Katowic rusza Strefa Czystego Transportu. Oto nowe zasady, sprawdź, czy wjedziesz swoim autem.

Granice SCT Katowice. Które ulice obejmie strefa?
Strefa zostanie wyznaczona w oparciu o ulice: Skargi, Moniuszki, Pańki, Dudy-Gracza, Warszawską, Francuską, Mariacką Tylną, Dworcową i Słowackiego. Co istotne, same te ulice będą granicą SCT, ale nie zostaną do niej włączone.
Wjazd do strefy nie będzie wymagał żadnych naklejek ani dodatkowych zezwoleń. Miasto nie przewiduje także opłat za wjazd.
Zgodnie z uchwałą, bez ograniczeń będą mogli wjeżdżać mieszkańcy Katowic oraz pozostałych gmin Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, o ile ich pojazdy były już w ich posiadaniu przed wprowadzeniem SCT.
Dla pozostałych kierowców wprowadzono normy emisji spalin. Od czerwca 2026 roku do końca 2033 roku do centrum wjadą samochody benzynowe spełniające normę Euro 3 oraz diesle od Euro 5.
Spór o SCT w Katowicach. Argumenty zwolenników i przeciwników
Od 2034 roku przepisy zostaną zaostrzone, wymagane będą Euro 4 dla benzyny i Euro 6 dla diesli. Władze miasta podkreślają, że celem nie jest ograniczanie kierowców, lecz poprawa jakości powietrza.
– Strefa nie jest o samochodach. Strefa jest o powietrzu którym oddychamy o zdrowiu mieszkańców i hałasie, którego wszyscy coraz bardziej doświadczamy – mówi radny Katowic z Koalicji Obywatelskiej Patryk Białas.
Wiceprezydent miasta Bogumił Sobula zaznaczył, że rozwiązanie ma charakter kompromisowy przygotowano je w krótkim czasie. Decyzja nie została przyjęta jednogłośnie. Przeciwko uchwale zagłosował cały klub Prawa i Sprawiedliwości.
– Wprowadzana jest z powodów nieuzasadnionych, ideologicznych. Nie wpływa pozytywnie na poprawę jakości i obejmują mały obszar Katowic – argumentował radny PiS Piotr Pietrasz.
Dlaczego powstaje SCT? Wymogi unijne i jakość powietrza w Katowicach
Wprowadzenie SCT wynika z wymogów Komisji Europejskiej oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Polska jest zobowiązana do ograniczenia emisji dwutlenku azotu, a brak działań mógłby skutkować konsekwencjami finansowymi, np. w kontekście Krajowego Planu Odbudowy.
Jak podkreślają urzędnicy, wcześniejsze dane dotyczące przekroczeń pochodziły ze stacji pomiarowej zlokalizowanej przy autostradzie. Po przeniesieniu jej na ul. Dudy-Gracza wyniki nie wskazują już przekroczeń norm.
Zdaniem dr. Andrzeja Hanusika z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, to kompromis , który z jednej strony spełnia wymogi UE, z drugiej nie uderza mocno w mieszkańców metropolii i ogranicza się do "małego kawałka w centrum miasta więc można powiedzieć wilk syty i owca cała".
Miasto zapowiada, że skutki wprowadzenia SCT będą analizowane po co najmniej dwóch latach. 
Źródło: TVP 3 Katowice, RMF FM 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/b9349bf01a1a83a7d02db110520b867f,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/b9349bf01a1a83a7d02db110520b867f,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Od 29 czerwca w centrum Katowic rusza Strefa Czystego Transportu.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224710,zbiorka-latwoganga-i-251-mln-zl-na-walke-z-rakiem-niemcy-przecieraja-oczy-ze-zdumienia</guid><link>https://innpoland.pl/224710,zbiorka-latwoganga-i-251-mln-zl-na-walke-z-rakiem-niemcy-przecieraja-oczy-ze-zdumienia</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 19:03:02 +0200</pubDate><title>Zbiórka Łatwoganga i 251 mln zł na walkę z rakiem. Niemcy przecierają oczy ze zdumienia</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/d0a78a70b8de1f28adc4aa781b9b81b2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />"Jedna piosenka, transmisja na żywo, cud" – tak niemieckie media informują o akcji Łatwoganga.

Niemieckie media odnotowały zbiórkę Łatwoganga, którą przez ostatnie dni żyła Polska. "Jedna piosenka, transmisja na żywo, cud" – piszą za niemiecką agencją prasową DPA. Depeszę zamieściły m.in. stołeczny "Tagesspiegel", magazyn "Stern", ale i prasa regionalna.
Lewandowski, Świątek i inne gwiazdy
Podczas dziewięciodniowej transmisji na żywo zebrano w przeliczeniu 60 mln euro (251 mln złotych). Pierwotnym celem influencera, który naprawdę nazywa się Patryk Garkowski, było zebranie darowizn o wartości 117 tys. euro – zaznaczają niemieckie media.
Nadmieniają, że w akcji wzięły udział znane osobistości – odwiedzały Łatwoganga w jego mieszkaniu lub dołączały do akcji online. Niektórzy przed kamerą ogolili głowy – w geście solidarności z dziećmi chorymi na raka. Gwiazda tenisa Iga Świątek przekazała prawie 24 tys. euro oraz dwa bilety na Wimbledon.
W zbiórce wziął udział także dobrze znany napastnik Robert Lewandowski – podkreślają niemieckie media.
"Diss na raka"
DPA przypomina, że impulsem do akcji był wzruszający utwór, który nagrała chora na raka jedenastoletnia dziewczynka wraz z raperem Bedoesem 2115. W utworze "Ciągle tutaj jestem (diss na raka)" Maja Mecan rozlicza się ze swoją chorobą. "Słuchaj raku dobrze, bo kończą ci się dni" – rapuje do mikrofonu. "To jest moja trzecia wznowa i mam powody, żeby ciebie dissować".
Zebrane środki zostaną przekazane fundacji "Cancer Fighters", która wspiera dzieci i młodzież chore na raka. Fundacja podała na platformie X, że uruchomi stronę internetową, na której będzie można w przejrzysty sposób śledzić wykorzystanie zebranych środków.
Opracowanie: Katarzyna Domagała-Pereira
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/d0a78a70b8de1f28adc4aa781b9b81b2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/d0a78a70b8de1f28adc4aa781b9b81b2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">&quot;Jedna piosenka, transmisja na żywo, cud&quot; – tak niemieckie media informują o akcji Łatwoganga.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224680,pit-2025-co-mozna-odliczyc-od-podatku-ulgi-sprawiaja-ze-mozesz-wiele-zyskac</guid><link>https://innpoland.pl/224680,pit-2025-co-mozna-odliczyc-od-podatku-ulgi-sprawiaja-ze-mozesz-wiele-zyskac</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 18:08:02 +0200</pubDate><title>PIT 2025: co można odliczyć od podatku? Ulgi sprawiają, że możesz wiele zyskać</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/cafc4adddb44fab281320c823a4cff61,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />To już ostatnie godziny, by zawalczyć o wyższy zwrot z podatku za 2025 rok. Choć czas na złożenie deklaracji upływa 30 kwietnia, wciąż masz szansę, by znacząco obniżyć swoje zobowiązania wobec fiskusa. Warto już teraz sprawdzić listę dostępnych ulg, aby w pełni wykorzystać przysługujące Ci odliczenia i zyskać dodatkowe środki.

Zostały już tylko 3 dni, by zawalczyć o wyższy zwrot z podatku za 2025 rok. Choć czas na złożenie deklaracji upływa 30 kwietnia, wciąż masz szansę, by znacząco obniżyć swoje zobowiązania wobec fiskusa. 
W gąszczu przepisów łatwo przeoczyć ulgi związanej z rozliczeniem PIT, które mogą uratować Twój portfel przed nadmiernym obciążeniem – od popularnych odliczeń na dzieci, przez wydatki na termomodernizację, aż po darowizny czy ulgę na internet. 
Ulgi w PIT. Oszczędności dla przedsiębiorców i pracowników na etacie
Zarówno pracownicy na etacie, jak i przedsiębiorcy mogą znacząco obniżyć swoje zobowiązania wobec Urzędu Skarbowego, korzystając z licznych ulg podatkowych. Należy jednak pamiętać, że system nie nalicza ich z automatu – aby zaoszczędzić, musisz wykazać się własną inicjatywą. 
Wyjątkowo zyskowne może okazać się rozliczenie wspólne z małżonkiem lub skorzystanie ze statusu osoby samotnie wychowującej dziecko. Co istotne, te opcje nie są domyślnie zaznaczone w usłudze Twój e-PIT.
Aby skorzystać z tych preferencji, konieczna jest ręczna edycja zeznania na portalu podatki.gov.pl. W usłudze Twój e-PIT musisz samodzielnie zmienić sposób opodatkowania na "wspólnie z małżonkiem" lub "w sposób przewidziany dla osób samotnie wychowujących dzieci". 
Masz na to tylko 3 dni – jeśli nie dokonasz zmian do 30 kwietnia, system zaakceptuje Twoje rozliczenie jako indywidualne, co może pozbawić Cię szansy na zwrot nawet kilku tysięcy złotych.
Lista ulg podatkowych za 2025 rok. Zobacz, z których możesz skorzystać
Ulgi odliczane od dochodu (zmniejszają podstawę opodatkowania):
Ulga termomodernizacyjna – dla właścicieli domów jednorodzinnych na wydatki takie jak docieplenie, wymiana pieca czy instalacja fotowoltaiki.
Ulga na internet – dostępna maksymalnie przez dwa następujące po sobie lata podatkowe.
Ulga rehabilitacyjna – dla osób z niepełnosprawnością lub ich opiekunów na cele związane z ułatwieniem wykonywania czynności życiowych.
Darowizny – przekazane na cele pożytku publicznego, kultu religijnego, krwiodawstwa (ekwiwalent za krew), edukacji zawodowej czy cele charytatywno-opiekuńcze kościoła.
Wpłaty na IKZE – odliczenie środków gromadzonych na Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego.
Ulga na termomodernizację – na renowację zabytków nieruchomych.
Ulga na związki zawodowe – odliczenie składek członkowskich zapłaconych w danym roku.

Ulgi odliczane od podatku (bezpośrednio zmniejszają kwotę do zapłaty):
Ulga prorodzinna (na dzieci) – najpopularniejsze odliczenie na dzieci małoletnie oraz uczące się do 25. roku życia. Pamiętaj o ręcznym dopisaniu swoich dzieci – studentów (które zarobiły w 2025 roku do 19 061,28 złotych) w systemie.
Składka zdrowotna – dotyczy tylko wybranych form opodatkowania działalności gospodarczej (np. ryczałt, podatek liniowy) w ramach określonych limitów.

Specjalne zwolnienia z podatku (tzw. zerowy PIT):
W systemie podatki.gov.pl znajdziesz również moduły obsługujące całkowite zwolnienie przychodów z opodatkowania (do limitu 85 528 zł) dla wybranych grup:
Ulga dla młodych (do 26. roku życia).
Ulga na powrót (dla osób przenoszących rezydencję podatkową do Polski).
Ulga dla rodzin 4+ (dla rodziców wychowujących co najmniej czworo dzieci).
Ulga dla pracujących seniorów (dla osób z uprawnieniami emerytalnymi, które zrezygnowały z pobierania świadczenia na rzecz dalszej pracy).

Szczegółowe instrukcje i informacje dotyczące poszczególnych ulg znajdziesz na rządowej stronie tutaj. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/cafc4adddb44fab281320c823a4cff61,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/cafc4adddb44fab281320c823a4cff61,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ostatnia szansa na pieniądze od fiskusa. Na tych odliczeniach możesz wiele zyskać</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224704,kghm-sypnie-kasa-inwestorzy-nie-docenili-jednak-szczodrosci-spolki</guid><link>https://innpoland.pl/224704,kghm-sypnie-kasa-inwestorzy-nie-docenili-jednak-szczodrosci-spolki</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 17:05:01 +0200</pubDate><title>KGHM sypnie kasą. Inwestorzy nie docenili jednak szczodrości spółki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/7f25e9fbeed1a7854bd5b36565313c48,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zarząd KGHM Polska Miedź wnioskuje o przekazanie na dywidendę aż 300 mln zł, co oznacza, że każdy inwestor otrzyma 1,5 zł na akcję. Rynek nie docenił jednak hojności spółki. W czasie wtorkowej sesji kurs papierów wartościowych głównie spadał. Z jakiego powodu?

To dobra wiadomość dla posiadaczy akcji polskiego czempiona: w poniedziałek zarząd KGHM-u podjął uchwałę, w której zawnioskował do zwyczajnego walnego zgromadzenia o powzięcie uchwały w sprawie podziału zysku za 2025 roku. Na konta inwestorów trafi aż 300 mln zł.
KGHM ponownie hojny dla inwestorów. Wypłaci dywidendę
Wypłata aż 300 mln zł w ramach dywidendy oznacza, że każdy inwestor otrzyma 1,5 zł na akcję. Dniem dywidendy ma być 25 czerwca (by otrzymać pieniądze, trzeba mieć wtedy akcje), a terminem wypłaty środków 9 lipca.
Pozostała część zysku, czyli ponad 1,646 mln zł, zgodnie z rekomendacją zarządu zostanie przeznaczona na kapitał zapasowy spółki. Oczywiście jeżeli zwyczajne walne zgromadzenie potwierdzi to, o co zawnioskował zarząd.
"Opracowując rekomendację, Zarząd Spółki wziął pod uwagę przede wszystkim bieżącą sytuację finansową oraz ocenę potrzeb finansowych Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź S.A. w kontekście realizacji krótko i długoterminowych planów inwestycyjnych. Niniejszy wniosek jest zgodny z Polityką dywidendową Spółki, której celem jest zapewnienie równowagi pomiędzy kwotą wypłacanych dywidend a możliwościami efektywnego inwestowania wypracowanych zysków" – czytamy w komunikacie KGHM.
Inwestorzy nie docenili hojności KGHM
Inwestorzy obawiają się jednak skutków dalszych zawirowań geopolitycznych. Jak wskazał we wtorkowym raporcie Michał Pietrzyca, główny analityk techniczny w Domu Maklerskim BOŚ, "globalnie utrzymuje się podwyższona niepewność geopolityczna oraz zmienność na surowcach".
Miedź tanieje, a wraz z nią po raz kolejny KGHM. Dziś za jedną akcję giganta z Polski wystarczy uiścić tylko 303 zł, co oznacza blisko 3-procentową korektę.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/7f25e9fbeed1a7854bd5b36565313c48,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/7f25e9fbeed1a7854bd5b36565313c48,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">KGHM wypłaci wysoką dywidendę.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224713,jsw-generuje-spore-straty-inwestorzy-ruszyli-jednak-na-zakupy</guid><link>https://innpoland.pl/224713,jsw-generuje-spore-straty-inwestorzy-ruszyli-jednak-na-zakupy</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 16:01:02 +0200</pubDate><title>JSW generuje spore straty. Inwestorzy ruszyli jednak na zakupy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/6e743ef7cf97f812995f1cd84b388f7e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Grupa JSW oszacowała, że przez 2025 rok zarejestrowała aż 6,25 mld zł skonsolidowanej straty netto oraz 4,99 mld zł straty EBITDA. Przychody spółki znalazły się na poziomie 9,41 mld zł. Mimo tego akcje spółki w czasie wtorkowej sesji drożeją. Dlaczego? Odpowiedzią mogą być działania rządu.

Grupa JSW szacuje, że rok 2025 został spuentowany stratą i to na poziomie aż 6,25 mld zł. Giełdowe byki jednak postanowiły wrócić na parkiet węglowego giganta.
JSW ze stratą za 2025 rok
Spółka zarejestrowała 6,25 mld zł skonsolidowanej straty netto oraz 4,99 mld zł straty EBITDA (wynik przed potrąceniem odsetek, podatków, amortyzacji aktywów trwałych oraz wartości niematerialnych). Przychody spółki wyniosły 9,41 mld zł.
Spójrzmy jeszcze na produktywność grupy. W 2025 roku produkcja węgla ogółem wyniosła 13 mln ton, węgla koksowego niewiele mniej: 11 mln ton. Produkcja węgla do celów energetycznych znalazła się na poziomie 2 mln ton, z kolei produkcja koksu ogółem – 3,15 mln ton.
Na ostateczne wyniki za ubiegły rok poczekamy niedługo: szczegóły poznamy w czwartek 30 kwietnia. Dane pojawią się w rocznym raporcie.
W tle narasta napięcie na linii JSW – związkowcy. Ci ostatni twierdzą, że zarząd spółki oraz Ministerstwo Aktywów Państwowych nie wywiązali się ze swoich obietnic, jakie padły w lutym: chodzi o wsparcie finansowe dla JSW w wysokości około 3 mld zł. 
Zarzuty związkowców skomentował minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, który przekazał, że pomiędzy stronami trwa "dialog", a "1 mld zł został przekazany poprzez obligacje, które zostały przekazane do ARP [Agencji Rozwoju Przemysłu] i ARP za te pieniądze kupiła dwa aktywa, które są w JSW". 
– Dzięki temu spółka miała na wynagrodzenia – powiedział min. Balczun radiu RMF FM.
Polityk przyznał jednak, że cały program pomocowy miał wynieść 2 mld 900 mln zł. Spółka musi jednak poczekać na nowelizację ustawy o instytucjach rozwoju, która umożliwi ARP udzielenie spółce preferencyjnej pożyczki.
Inwestorzy wierzą w sukces spółki JSW
Dziś akcje JSW na GPW drożeją. Powód? Dalsza niepewność geopolityczna, która może podnieść ceny węgla.
"Perspektywa znalezienia porozumienia z Iranem, które doprowadziłoby do przywrócenia ruchu w Cieśninie Ormuz, wygląda na coraz bardziej odległą. USA zdają się być coraz bardziej zagubione, nie mając pomysłu na dalsze scenariusze", ostrzegał we wtorkowym raporcie Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ.
Jedna akcja JSW jest dziś wyceniana przez rynek na ok. 29 zł, co oznacza ok. 2-procentowy skok w czasie sesji.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/6e743ef7cf97f812995f1cd84b388f7e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/6e743ef7cf97f812995f1cd84b388f7e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">JSW nadal rejestruje straty. Inwestorów to jednak nie odstrasza.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224653,bytom-i-chorzow-z-18-5-miliona-zlotych-na-tramwaje-wielkie-zmiany-dla-pasazerow</guid><link>https://innpoland.pl/224653,bytom-i-chorzow-z-18-5-miliona-zlotych-na-tramwaje-wielkie-zmiany-dla-pasazerow</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 15:05:01 +0200</pubDate><title>Bytom i Chorzów z 18,5 miliona złotych na tramwaje. Wielkie zmiany dla pasażerów</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8f821f43bcfb44160b86f46758e4d7e7,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Tramwaje Śląskie ruszają z wielką modernizacją na pograniczu Bytomia i Chorzowa. Inwestycja warta 18,5 mln zł to nie tylko nowe tory, ale przede wszystkim krótszy czas podróży dla pasażerów i koniec uciążliwego hałasu. Dzięki "zielonym torowiskom" i nowoczesnym przystankom, kluczowa arteria Metropolii zyska zupełnie nowe oblicze.

Tramwaje Śląskie zainwestują blisko 18,5 miliona złotych w modernizację infrastruktury na styku Bytomia i Chorzowa. Projekt zakłada gruntowną przebudowę torowisk, co przełoży się na szybsze przejazdy i mniej hałasu dla pasażerów i okolicznych mieszkańców.
Milionowe inwestycje na strategicznej trasie. Tramwaje w Bytomiu i Chorzowie pojadą szybciej i ciszej
Oficjalne zawarcie umów z wykonawcą nastąpiło w poniedziałek 27 kwietnia. Modernizacja obejmie ulice Chorzowską w Bytomiu oraz Katowicką w Chorzowie. Ja czytamy w serwisie "Dziennika Zachodniego", trasa łącząca te miasta z Katowicami stanowi kluczowy element układu transportowego Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, pełniąc funkcję głównej arterii komunikacyjnej.
– Po przywróceniu ruchu na chorzowskiej estakadzie, dzięki temu remontowi torowiska przejazdy staną się krótsze, zastosowana technologia wpłynie na zmniejszenie poziomu hałasu, a przebudowane przystanki zwiększą komfort jazdy pasażerów – mówi prezydent Bytomia Mariusz Wołosz, cytowany przez portal "Dziennika Zachodniego".
Główny etap prac, opiewający na kwotę 14,2 mln zł brutto, powierzono krakowskiej spółce ZUE SA. Modernizacja obejmie odcinek o długości 3,4 kilometra toru pojedynczego – od ulicy Polnej aż do przystanku Łagiewniki Cmentarz.
Śląskie. Ekologiczne tory, nowoczesne przystanki i bezawaryjna trakcja
Kluczowym elementem zmian będzie budowa "zielonego torowiska". Dzięki temu trasa zyska estetyczny wygląd, a co ważniejsze – specjalna konstrukcja pozwoli na skuteczne tłumienie drgań i hałasu generowanego przez tramwaje. Dodatkowo zaplanowano kompleksową wymianę sieci trakcyjnej, co ma zapewnić większą bezawaryjność linii.
Metamorfozę przejdzie również infrastruktura pasażerska. Remont obejmie przystanki: Łagiewniki Cmentarz, Łagiewniki Chorzowska oraz Łagiewniki Zajezdnia, które zostaną dostosowane do nowoczesnych standardów. Zgodnie z przyjętym harmonogramem, wszystkie prace na tym odcinku mają zostać sfinalizowane do sierpnia 2027 roku.
Druga część prac skupi się wyłącznie na chorzowskim fragmencie torowiska, zlokalizowanym pomiędzy ulicami Nową a Metalowców. Co istotne, odcinek ten jest całkowicie odseparowany od ruchu samochodowego i biegnie poza jezdnią. Inwestycja o wartości 4,2 mln zł brutto obejmie modernizację szyn oraz remont przystanku.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8f821f43bcfb44160b86f46758e4d7e7,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8f821f43bcfb44160b86f46758e4d7e7,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tramwaje Śląskie inwestują miliony w tory. Wielkie zmiany dla pasażerów w Bytomiu i Chorzowie</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224686,koszty-grillowania-w-majowke-2026-ja-stawiam-na-tani-i-skuteczny-sposob-z-action</guid><link>https://innpoland.pl/224686,koszty-grillowania-w-majowke-2026-ja-stawiam-na-tani-i-skuteczny-sposob-z-action</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 14:28:01 +0200</pubDate><title>Koszty grillowania w majówkę 2026. Ja stawiam na tani i skuteczny sposób z Action</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a477be2c76e3f38ae45e0a4beb701083,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />W długi weekend majowy powietrze w całej Polsce pachnie potrawami z grilla. Przyjrzyjmy się, jakie w tym roku czekają nas koszty, ile kosztuje dobry grill, a na końcu polecę tanią metodę dla tych, co grillują od święta, a chcą dużo zaoszczędzić.

Długi weekend majowy to oczywiście ważne państwowe święta, ale umówmy się, że wiosenny grill na słońcu to równie silna tradycja. Dla wielu grillowanie w majówkę to niemały wydatek, zwłaszcza jeśli oprócz kiełbasy i materiałów do rozpałki trzeba jeszcze kupić grilla.
Jednak istnieje sposób na tanie grillowanie. Jeśli potrzebujemy urządzenia w niskiej cenie i nie będziemy mieli wielu gości, nasze potrzeby może zaspokoić jednorazowy grill z Action. Sprawdziłem go, aby się przekonać, czy to tandeta, czy ukryta perełka.
Ile kosztuje majówka w 2026 roku? Wydatki na grillowanie rosną
Niezależnie od wielkości grilla i zasobności portfela, wszyscy odczuwamy wzrost cen w sklepach. Wedle raportu "Moja Gazetka" w tym roku najbardziej podrożały mięsa oraz produkty do rozpalania grilla.
Za kiełbasę średnio zapłacimy 28,12 zł: to o 34,9 proc. więcej rok do roku. Droższy jest także kilogram karkówki (20,71 zł). Spadła za to średnia cena 100 g kaszanki (do 1,62 zł) i 1 kg boczku (20,81 zł). Miłośnicy sera również się ucieszą: przeciętnie 120 g camembert kosztuje 5,75 zł, ze spadkiem 6,4 proc.
Drożeją niestety popularne sosy (czosnkowy o 12,9 proc, ketchup o 11,2 proc.). Wyjątkiem jest musztarda. Najbardziej jednak wzrosły ceny materiałów do rozpałki grilla. Węgiel drzewny i brykiet kosztują średnio 13,44 zł, a ceny podpałek wystrzeliły aż o 53,73 proc.: z 4,82 zł do 7,41 zł. 
Łączny koszt produktów w przykładowym koszyku na grilla w 2025 roku wynosił 101,74 zł, a w 2026 roku to już 113,75 zł. To średni wzrost kosztów zakupów o 11,5 proc.
Czy warto kupić grill jednorazowy?
Wzrost cen za materiały do rozpałki może szczególnie zaboleć, jeśli grillujemy dosłownie od święta. Do tego warto sprawdzić, czy grill nie jest zardzewiały po zimie i nie wymaga wymiany... oczywiście o ile w ogóle go posiadamy.
Jeśli jesteście w takiej sytuacji, warto spojrzeć na ofertę Action. W tym sezonie hitem okazał się dla mnie grill jednorazowego użytku Big Jeff za 19,99 zł. Przyznaję, że byłem sceptyczny: spojrzałem na zdjęcie i zastanawiałem się, czy nie będzie takiej jakości, jak produkt z Temu, który nada się tylko na podpałkę.
Ale! Wprawdzie rozpalanie jednorazowego grilla z Action trochę trwało, jednak wyniki były bardzo zadowalające. W cztery osoby spokojnie smażyliśmy kiełbaski i sery, które wcale nie smakowały gorzej niż te z ogniska czy droższego grilla. Montaż i obsługa jest banalna, a jedyne, czego potrzebujemy (oprócz jedzenia na grilla) to źródło ognia. My nie mieliśmy żadnych problemów z rozpaleniem i to mimo wyjątkowo chłodnego poranka. Miło było cieszyć się ciepłym i sycącym śniadaniem.
Małe rozmiary grilla, który nosi przekorną nazwę Big Jeff (wielki Jeff), to zaleta i wada w jednym. Na plus: łatwo go transportować i rozłożyć w dowolnym warunkach. Minus: przy większych ilościach jedzenia trzeba trochę się naczekać, bo nie zmieści się na nim wszystko, co chcemy upiec. Brakuje również osłony przed dymem, wiatrem czy deszczem. Ostatnie produkty musieliśmy wrzucać już ostrożniej, bo rozgrzane, drewniane żebra grilla łatwo łamały się pod ciężarem kiełbasek. Jednak biorąc pod uwagę, że grill Big Jeff kosztował nas tylko 20 zł, byliśmy zadowoleni.
To oczywiście nie jest propozycja dla prawdziwych miłośników grillowania, którzy inwestują w porządne urządzenia gazowe kosztujące nawet do 3 tysięcy złotych. Big Jeff na pewno nie zastąpi urządzeń dla koneserów, ale może być tanią alternatywą dla osób, które grillują rzadko i w małym gronie.
Źródło: Moja Gazetka
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a477be2c76e3f38ae45e0a4beb701083,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a477be2c76e3f38ae45e0a4beb701083,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Majówka w 2026 roku może dużo kosztować. Jak robisz grilla od święta, można zaoszczędzić na samym grillu, brykiecie i rozpałce z pomysłową jednorazówką.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224650,biedronka-upraszcza-system-kaucyjny-drogie-butelkomaty-ida-w-kat</guid><link>https://innpoland.pl/224650,biedronka-upraszcza-system-kaucyjny-drogie-butelkomaty-ida-w-kat</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 13:49:01 +0200</pubDate><title>Biedronka upraszcza system kaucyjny. Drogie butelkomaty idą w kąt</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/bde07f7be463e7dab4eeb9cca0a6f56b,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Na pierwszy rzut oka to tylko kartonowy pojemnik stojący przy kasie. W praktyce to rozwiązanie, które już teraz zbiera miliony butelek i może zmienić sposób, w jaki oddajemy opakowania w całej Polsce. Bez drogich maszyn, bez kolejek i bez skomplikowanej technologii.

System kaucyjny w Polsce dopiero się rozkręca, a sieci handlowe szukają sposobów, by wdrożyć go szybko i możliwie tanio. Biedronka postawiła na współpracę z firmą Mondi i wprowadziła tzw. Recykloboxy, czyli pojemniki z tektury, które mają zastąpić automaty do zwrotu butelek. Efekt? Ponad 29 mln opakowań zebranych jeszcze przed pełnym uruchomieniem systemu. To sytuacja, gdy prostota wygrywa ze skomplikowaną technologią.
Biedronka wprowadza Recykloboxy i zmienia system kaucyjny. Karton zastępuje automaty
Recyklobox to nic innego jak specjalnie zaprojektowany pojemnik do zbiórki butelek i puszek objętych systemem kaucyjnym. Wykonany jest z pięciowarstwowej tektury falistej, co zapewnia mu trwałość, ale też niskie koszty produkcji i łatwość transportu. Do środka trafiają opakowania, a na górze znajduje się miejsce na skaner i otwór do wrzucania.
Kluczowe jest jednak to, co dzieje się wokół. Zamiast inwestować od razu w drogie automaty, które wymagają instalacji i serwisu, Biedronka postawiła na rozwiązanie, które można wdrożyć praktycznie od ręki. Dzięki temu system kaucyjny mógł ruszyć szybciej, a sklepy nie musiały czekać miesiącami na sprzęt. To podejście pozwoliło zebrać miliony butelek, zanim jeszcze pojawiły się klasyczne butelkomaty.
Biedronka ulepszyła system kaucyjny. Ponad 29 mln butelek i niższe koszty
Liczby robią wrażenie. Do końca marca dzięki Recykloboxom zebrano ponad 29 mln butelek zwrotnych. To wynik, który pokazuje skalę działania popularnej sieci, ale też skuteczność samego rozwiązania. Klienci nie muszą szukać automatu. Oddają opakowania przy kasie, a zwrot kaucji dostają w formie vouchera.
Za tym stoi też czysta ekonomia. Tradycyjne automaty do zwrotu butelek to kosztowna inwestycja: zarówno na starcie, jak i w utrzymaniu. Recyklobox jest znacznie tańszy, bo jest po prostu tekturowym pudełkiem. Dla sieci Biedronka to niższe koszty wejścia w system kaucyjny i możliwość szybkiego skalowania rozwiązania na tysiące sklepów w całym kraju.
Biedronka stawia na prostotę. Koniec stania w kolejce do butelkomatów
Dla przeciętnego klienta zmiana jest prosta, ale istotna. Zamiast szukać automatu i stać w kolejce, można oddać butelki bezpośrednio przy kasie. Pracownik sklepu skanuje opakowania, a klient otrzymuje zwrot pieniędzy w formie bonu. To rozwiązanie mniej zaawansowane technologicznie, ale bardziej dostępne dla kupujących. 
Jak widać, system kaucyjny w Polsce będzie wyglądał inaczej, niż wielu się spodziewało. Nie tylko automaty, ale też prostsze i tańsze rozwiązania mogą odegrać kluczową rolę. Jeśli ten model się sprawdzi, może stać się standardem – szczególnie w mniejszych sklepach, gdzie instalacja maszyn jest trudna lub nieopłacalna. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/bde07f7be463e7dab4eeb9cca0a6f56b,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/bde07f7be463e7dab4eeb9cca0a6f56b,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Biedronka upraszcza system kaucyjny. Zwykły karton wygrał z drogimi automatami.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224656,rzad-podjal-decyzje-ws-maksymalnych-cen-paliw-to-prezent-nie-tylko-na-majowke</guid><link>https://innpoland.pl/224656,rzad-podjal-decyzje-ws-maksymalnych-cen-paliw-to-prezent-nie-tylko-na-majowke</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 12:29:05 +0200</pubDate><title>Rząd podjął decyzję ws. maksymalnych cen paliw. To prezent nie tylko na majówkę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/967cd623fddb7b59ac658e29f3bd77a6,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rozporządzenie Ministra Finansów wydłuża obniżenie stawek podatku VAT oraz akcyzy na benzynę i olej napędowy. To dalsze realizowanie rządowego programu “Ceny Paliwa Niżej” (CPN) w odpowiedzi na utrzymujące się napięcia na Bliskim Wschodzie.

Kierowcy martwiący się sytuacją geopolityczną na tle konfliktu USA-Iran mogą spać spokojnie przez kolejne tygodnie. Resort finansów w Dzienniku Ustaw opublikował rozporządzenie, wydłużające obniżone stawki podatku VAT i akcyzy na paliwo z 30 kwietnia do 15 maja 2026 roku.
Ceny Paliwa Niżej do maja
"W odpowiedzi na utrzymującą się niestabilną sytuację na rynkach paliw, spowodowaną konfliktem na Bliskim Wschodzie, w ramach pakietu paliwowego wprowadzono w marcu br. obniżki stawek VAT i akcyzy na określone paliwa silnikowe, które obowiązują do końca kwietnia br. Zgodnie z decyzją Ministra Finansów i Gospodarki stawka podatku VAT na benzynę oraz olej napędowy i biokomponenty stanowiące samoistne paliwa, która została obniżona z 23 proc do 8 proc., będzie obowiązywała czasowo do 15 maja br." – poinformowało Ministerstwo Finansów.
Resort dodaje, że do 15 maja br. została również przedłużona czasowa obniżka stawek podatku akcyzowego na takie same paliwa silnikowe. To minimalna stawka dopuszczalna przez Unię Europejską: 29 groszy na litrze benzyny oraz 28 groszy na litrze oleju napędowego.
"Nie zamierzamy rezygnować z tego mechanizmu, który wprowadziliśmy, bo będziemy dmuchać na zimne. Tym bardziej że to zimne jest ciągle bardzo gorące, szczerze powiedziawszy" – mówił na początku kwietnia premier Donald Tusk, przed środowym posiedzeniem Rady Ministrów.
Maksymalne ceny paliw 28 kwietnia i 29 kwietnia
Częścią pakietu CPN jest wyznaczanie maksymalnych cen paliw na stacjach benzynowych, pod groźbą kary miliona złotych za przekroczenie limitu. Nowe stawki obowiązują dzień po ich publikacji w Dzienniku Urzędowym "Monitor Polski" i wyznaczane przez Ministerstwo Energii.
We wtorek 28 kwietnia limity cenowe wynoszą: 
benzyna 95 – maksymalnie 6,21 zł za litr,
benzyna 98 – maksymalnie 6,72 zł za litr,
olej napędowy – maksymalnie 7,12 zł za litr.


                    
                        
                    
                Tego samego dnia ogłoszono maksymalne ceny paliwa za środę 29 kwietnia:
benzyna 95 – maksymalnie 6,23 zł za litr,
benzyna 98 – maksymalnie 6,73 zł za litr,
olej napędowy – maksymalnie 7,22 zł za litr.

Źródło: gov.pl.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/967cd623fddb7b59ac658e29f3bd77a6,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/967cd623fddb7b59ac658e29f3bd77a6,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Rząd przedłuża obniżone stawki VAT i akcyzy na paliwo do 15 maja br.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224662,polacy-moga-zyskac-6-dni-wolnych-od-pracy-majowka-bez-urlopu-i-kombinowania</guid><link>https://innpoland.pl/224662,polacy-moga-zyskac-6-dni-wolnych-od-pracy-majowka-bez-urlopu-i-kombinowania</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 12:05:33 +0200</pubDate><title>6 nowych dni wolnych od pracy. Polacy zyskaliby majówkę bez urlopu i kombinowania</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f2d9e1b97ed262448694e0fa6ecc7c3e,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Sześć dodatkowych dni wolnych od pracy: to brzmi jak internetowa fantazja. A jednak petycja w tej sprawie trafiła do Sejmu. Polacy mogą zyskać dodatkowe dni wolne, a majówka może zamienić się dla wszystkich w pełnoprawny, kilkudniowy reset.

We wtorek 28 kwietnia ruszyło kolejne posiedzenie Sejmu i to właśnie wtedy zostanie poruszony temat dni wolnych. Sprawą zajmie się Komisja ds. Petycji, która rozpatrzy propozycję rozszerzenia kalendarza o dodatkowe dni odpoczynku. Pomysł jest prosty. Wprowadzić tzw. "wigilie świąt", czyli dni poprzedzające ważne daty, jako ustawowo wolne. To konkretne zmiany, które może odczuć każdy pracownik w Polsce.
Sejm zdecyduje o nowych dniach wolnych. Majówka bez potrzeby brania urlopu
Propozycja obejmuje sześć konkretnych dat, które miałyby stać się dniami wolnymi. Na liście znalazły się: 5 stycznia, Wielki Piątek, 2 maja, 31 października, 10 listopada oraz 31 grudnia. Każdy z tych dni poprzedza ważne święto, co według autora petycji ma uzasadniać ich wprowadzenie na takich samych zasadach jak Wigilia Bożego Narodzenia.
Największe emocje budzi oczywiście 2 maja. Dziś to dzień między Świętem Pracy a Świętem Konstytucji 3 Maja, który często i tak "wypada" jako dzień wolny, jeśli ktoś weźmie urlop. Po zmianach miałby być formalnie dniem wolnym, co oznaczałoby automatycznie dłuższą majówkę bez kombinowania z urlopem. Dla milionów pracowników to zupełnie inny rytm roku.
Sejm debatuje o majówce. Argumenty, które mają przekonać wszystkich 
Autor petycji nie ukrywa, że chodzi o coś więcej niż tylko dodatkowe wolne. W jego opinii nowe dni mają poprawić tzw. work-life balance, czyli pozwolić lepiej zarządzać czasem między pracą a życiem prywatnym. Wskazuje, że np. 5 stycznia pozwoliłby spokojniej "zamknąć" okres świąteczny, a Wielki Piątek dałby więcej czasu na przygotowanie do Wielkanocy.
Pojawiają się też bardziej praktyczne argumenty. Wolne 31 października mogłoby rozładować ruch przed Wszystkimi Świętymi, a 31 grudnia ułatwiłby organizację Sylwestra i Nowego Roku. To nie są wielkie reformy systemowe, ale drobne korekty, które mogą realnie zmienić codzienne funkcjonowanie.
Sejm rozważa zmiany w kalendarzu. Gospodarka może tego nie udźwignąć
Nie wszyscy jednak podchodzą do pomysłu entuzjastycznie. Sejmowi prawnicy jasno wskazują, że wprowadzenie sześciu dodatkowych dni wolnych to ogromne obciążenie dla gospodarki. Mniej dni pracy to niższa produktywność, a w efekcie potencjalne straty dla firm i budżetu państwa. Na razie to dopiero początek drogi legislacyjnej. Petycja trafiła do komisji, a jej dalszy los zależy od decyzji posłów i ewentualnych opinii rządu.
Dochodzi do tego jeszcze jeden wątek. Równolegle testowany program skróconego czasu pracy. Zdaniem ekspertów nowe dni wolne mogłyby zaburzyć jego wyniki i utrudnić ocenę, czy czterodniowy tydzień pracy ma sens. Krótko mówiąc, zamiast jednej dużej zmiany mielibyśmy kilka mniejszych, które razem mogą stworzyć trudny do kontrolowania efekt.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f2d9e1b97ed262448694e0fa6ecc7c3e,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f2d9e1b97ed262448694e0fa6ecc7c3e,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Polacy mogą zyskać 6 dni wolnych od pracy. Majówka bez urlopu i kombinowania</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224668,do-kiedy-i-jak-zlozyc-pit-za-2025-rok-zostaly-3-dni-by-uniknac-kary</guid><link>https://innpoland.pl/224668,do-kiedy-i-jak-zlozyc-pit-za-2025-rok-zostaly-3-dni-by-uniknac-kary</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 11:25:24 +0200</pubDate><title>Do kiedy i jak złożyć PIT za 2025 rok? Zostały 3 dni, by uniknąć kary</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/a4f4a96fa88533628c933350ca10a8a2,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Zostały już tylko 3 dni na rozliczenie z fiskusem. Jeśli deklaracja podatkowa nie trafi do urzędu skarbowego do 30 kwietnia, pojawią się karne odsetki i ryzyko mandatu. Tymczasem nadal można szybko rozliczyć PIT za 2025 rok. Jak? Portal podatki.gov.pl pozwala w kilka minut zatwierdzić e-PIT i ochronić portfel. Warto działać od razu, aby zapewnić sobie spokój i szybki zwrot nadpłaconych środków. Wyjaśniamy jak rozliczyć podatki przez internet.

Składasz PIT i chcesz uniknąć dotkliwych sankcji oraz karnych odsetek? Kluczem jest natychmiastowa reakcja, bo czas na złożenie dokumentu właśnie się kończy. Wiedza o tym, że do zamknięcia systemu zostały zaledwie trzy dni, pozwala jeszcze działać bez paniki i skutecznie chronić domowy portfel. 
Zostały tylko 3 dni na PIT. Nie czekaj na ostatnią chwilę, a unikniesz kary
Zegar tyka nieubłaganie: masz czas tylko do czwartku, 30 kwietnia 2026 r., aby Twoja deklaracja trafiła do urzędu. Niezależnie od tego, czy Twoim obowiązkiem jest PIT-37, PIT-36 (działalność), czy PIT-38 (dochody z giełdy) – to termin ostateczny. Najbezpieczniejszą drogą jest skorzystanie z oficjalnego rządowego serwisu podatki.gov.pl, gdzie w usłudze Twój e-PIT sprawdzisz gotowe zeznanie przygotowane przez skarbówkę.
Jeśli masz wątpliwości, jak kosztowne może być spóźnienie, Ministerstwo Finansów udostępniło specjalny kalkulator odsetek. Pozwala on precyzyjnie wyliczyć, ile stracisz za niedopełnienie formalności w terminie – narzędzie znajdziesz tutaj.
Warto pamiętać, że w usłudze Twój e-PIT na portalu podatki.gov.pl obowiązują dwa tryby. Deklaracje PIT-37 oraz PIT-38 mają status "bezobsługowy" – jeśli do 30 kwietnia nie wprowadzisz zmian, system zatwierdzi je automatycznie. Jeśli jednak chcesz skorzystać z ulg lub przekazać 1,5 proc. podatku konkretnej organizacji, musisz zalogować się do serwisu i zrobić to samodzielnie przed upływem najbliższych 72 godzin.
Warto pamiętać, że jeśli system automatycznie zatwierdzi PIT-37 lub PIT-38, to przepisze on organizację pożytku publicznego (OPP) z ubiegłego roku. Jeśli chcesz w tym roku wesprzeć kogoś innego, to masz jeszcze 3 dni na zmianę.
Gdzie i jak rozliczyć PIT za 2025 rok?
PIT możesz rozliczyć tradycyjnie w odpowiednim dla twojego rejonu Urzędzie Skarbowym, listownie lub przez internet, za pomocą usługi Twój ePIT. Szczegółowy poradnik znajdziesz tutaj.
By skorzystać z Twojego ePIT-u należy zalogować się na rządowym portalu (np. przez profil zaufany lub aplikację mObywatel). Tam można sprawdzić i zatwierdzić swoje zeznanie podatkowe. Nawet gdy o tym zapomnimy, system zrobi to za nas automatycznie. Warto jednak sprawdzić dokumenty, by wyłapać ewentualne błędy, które mogą przysporzyć nam potem kłopotów.
Nie wszystkie typy deklaracji jednak rozliczają się automatycznie:
PIT-37 i PIT-38: Pełna automatyzacja. Jeśli nie zrobisz nic, system zaakceptuje je za Ciebie 30 kwietnia.
PIT-28, PIT-36, PIT-36L lub PIT-y, w których dokonałeś zmian, których nie zatwierdziłeś: Brak automatyzacji. Wymagają zalogowania, sprawdzenia danych i ręcznego zatwierdzenia wysyłki.

Co jeśli spóźnisz się z PIT? Nie wszystko stracone
Nawet jeśli przegapisz zbliżający się wielkimi krokami termin 30 kwietnia, wciąż możesz uniknąć surowych konsekwencji. Kluczowym ratunkiem jest złożenie tzw. czynnego żalu. Jest to oficjalny wniosek o zaniechanie ukarania, w którym przyznajesz się do błędu i wyjaśniasz okoliczności spóźnienia.
Pamiętaj jednak, że zegar bije nieubłaganie – mamy zaledwie 3 dni na złożenie deklaracji bez żadnych tłumaczeń. Jeśli ten czas minie, okno na złożenie skutecznego "czynnego żalu" pozostaje otwarte jedynie przez krótki moment. Fiskus wykazuje wtedy jeszcze odrobinę zrozumienia, zakładając, że poślizg mógł wynikać z przyczyn losowych, a nie z celowego działania. Aby jednak uniknąć stresu, warto zalogować się na podatki.gov.pl jeszcze dzisiaj i załatwić sprawę jednym kliknięciem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/a4f4a96fa88533628c933350ca10a8a2,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/a4f4a96fa88533628c933350ca10a8a2,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zostały tylko 3 dni na PIT za 2025 rok. Spóźnienie może Cię słono kosztować</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224629,technologiczny-wyscig-z-fiskusem-vaping-stal-sie-arena-akcyzowej-walki</guid><link>https://innpoland.pl/224629,technologiczny-wyscig-z-fiskusem-vaping-stal-sie-arena-akcyzowej-walki</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 10:47:27 +0200</pubDate><title>Technologiczny wyścig z fiskusem. Vaping stał się areną akcyzowej walki</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/c6d381b2c41b7f4344fc1c45190de1fe,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Vaping w Polsce stał się nie tylko alternatywą dla tradycyjnego palenia – to także arena zmagań prawnych i technologicznych. To już nie wybory podyktowane kwestią gustu, a oszczędnością pochodzącą z trików omijających podatek akcyzowy, dobijaniem konkurencji i napędzaniem szarej strefy.

Dla przeciętnego użytkownika e-papieros to wybór i element stylu życia często jako symbol walki z uzależnieniem od tytoniu. Pod powierzchnią tego rynku jednak się kotłuje, a w sercu tego wszystkiego jest reforma akcyzy. A połowa rynku nadal jest w rękach szarej strefy. Narzędzia do zmiany są już praktycznie gotowe, ale eksperci wskazują na lekceważenie sprawy przez rząd.
Szara strefa od 2025 roku ma się dobrze
Reforma akcyzowa z 2025 roku wprowadziła nowe definicje produktów nikotynowych, a co za tym idzie podwójne podatkowanie za poszczególne elementy e-papierosa (łącznie 80 zł – po 40 zł na urządzenie i na wkład).
Efekt jest taki, że producenci coraz częściej stosują uniki, a w Polsce szara strefa ma się dobrze. Wedle raportu Instytutu Fraunhofera (IF) 58 proc. rynku e-papierosów w Polsce to szara strefa, z czego 83 proc. pochodzi z Chin, z centrum globalnej produkcji w Shenzhen. Służby w Europie nie są zdolne kontrolować szerokiego rynku, zalewanego przez miliony paczek w sposób zorganizowany i profesjonalny. Przy tym import od naszych bezpośrednich sąsiadów jest dość mały, bo stanowi 13 proc. całej szarej strefy.
A producenci, aby uniknąć akcyzy, prowadzą wojnę na pomysły. Niektórzy sprzedają e-papieros w zestawach albo na części do samodzielnego montażu. Inni wyprzedzają przepisy nowymi rozwiązaniami jak modele ze wbudowaną grzałką ceramiczną. To nie wchodzi w definicję e-papierosa indukcyjnego i pozwala uniknąć 40 zł daniny, chociaż pełni dokładnie tę samą funkcję.
Widzieliśmy coś podobnego już wcześniej: opodatkowanie liquidów (płynów) do e-papierosów pojawiło się w 2020 roku, podczas gdy same produkty są obecne na polskim rynku od 2006 roku. Objęcie ich akcyzą spowodowało, że na rynku pojawiły się nowe produkty, które oficjalnie nie były płynami do e-papierosów, a np. "aromatem spożywczym". W efekcie wypchnęło to z obrotu płyny beznikotynowe.
"Lex 1 proc."
W obecnej postaci sytuacja legislacyjna faworyzuje kreatywność i w zasadzie niewiele zmienia. Stąd Ministerstwo Finansów wprowadza dwie "łaty", w postaci projektów UD308 i UD363. 
Wedle branży vapingowej, forsowany wpierw projekt UD308 uderza praktycznie w 1 proc. rynku, wybiórczo w konkretne rozwiązania technologiczne, obecnie stosowane przez jedną firmę. 
I ma ona przepisowo 14 dni na dostosowanie się, czyli w praktyce na wyprzedaż towaru. Co wielu określa "absurdem", a inni nazywają rozwiązanie wprost "lex 1 proc." Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH oraz Rządowe Centrum Legislacji (RCL) krytykują te propozycje jako niespójne pojęciowo i naruszające zasady równego traktowania podmiotów.
Co oferuje UD363?
Tymczasem proponowany jest również projekt UD363 o szerszym zastosowaniu. Zdaniem ekspertów ma ona szanse realnie uszczelnić system dla 100 proc. produktów i wprowadzić równe zasady dla wszystkich producentów, oferując także półroczny okres przejściowy dla firm, zamiast dwóch tygodniu. O 14-dniach na vacatio legis krytycznie wypowiadało się Rządowe Centrum Legislacyjne.
Do tego de facto zawiera w sobie wszystko to, co UD308. Ministerstwo zapowiada zajęcie się szerszym projektem dopiero w II kwartale 2026 roku, podczas gdy ten węższy procedowany jest szybciej. Za oba projekty odpowiada wiceminister finansów Jarosław Neneman.
Krytyka wobec Ministerstwa Finansów
Podczas konsultacji publicznych przy tworzeniu projektu ustawy akcyzowej UD308 padło ponad 700 uwag krytycznych ze strony organizacji pracodawców i ekspertów rynkowych. Oceniają oni obecną politykę akcyzową jako walkę z wiatrakami: każde rozwiązanie budzi zamieszanie, a pieniądze jak wyciekały, tak wyciekają. Ostrzegają: miliardowa luka w akcyzie może stać się trwałym elementem polskiego krajobrazu gospodarczego.
W praktyce późny termin wprowadzenia projektu UD363, spory o definicje i przepychanki legislacyjne oznaczają ryzyko wzrostu szarej strefy ponad 58 proc. Wedle IF w całej Europie może być warta 10,8 mld euro do 2030 roku.
Swoje uwagi wypowiedziały m.in. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH, Federacja Przedsiębiorców Polskich, Fundacja im. XBW Ignacego Krasickiego, Instytut Biznesu i Polska Izba Handlu. Rządowe Centrum Legislacji krytykowało UD308 za zarówno krótki termin vacatio legis, jak i ingerencje w zasady prowadzenia działalności gospodarczej, w procedurach uzyskiwania zwolnień akcyzowych i obowiązkach rejestrowych. Co ma prowadzić do zaburzenia konkurencyjności na przykładzie firm Philip Morris, a Evapify i Aroma King.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/c6d381b2c41b7f4344fc1c45190de1fe,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/c6d381b2c41b7f4344fc1c45190de1fe,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Zmiany w akcyzie mieszają na rynku e-papierosów. Producenci są bez zmian kreatywni, a nieliczni są poszkodowani.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224647,nowy-automat-urzedowy-w-bialymstoku-genialny-gadzet-uratuje-twoj-czas-i-nerwy</guid><link>https://innpoland.pl/224647,nowy-automat-urzedowy-w-bialymstoku-genialny-gadzet-uratuje-twoj-czas-i-nerwy</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 10:01:30 +0200</pubDate><title>Nowy automat urzędowy w Białymstoku. Genialny gadżet uratuje Twój czas i nerwy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/eb8df66916c8278a7f727e4d33ea731a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Obok Urzędu Miejskiego w Białymstoku przy ul. Słonimskiej 1 uruchomiono urzędomat, który umożliwia mieszkańcom całodobowy odbiór wybranych dokumentów bez konieczności wizyty w urzędzie.

Nowoczesne urządzenie działa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i zapewnia wygodny dostęp do usług także poza standardowymi godzinami pracy urzędu.
Nowy urzędomat przy Urzędzie Miejskim w Białymstoku
– Uruchomienie urzędomatu to kolejny krok w kierunku zwiększania dostępności usług publicznych w Białymstoku. Dzięki temu rozwiązaniu mieszkańcy mogą odbierać dokumenty w dogodnym dla siebie czasie, bez konieczności stania w kolejkach i dostosowywania się do godzin pracy urzędu – podkreśla w cytowanym komunikacie zastępca prezydenta Tomasz Klim.

            
                
            
            Za pomocą urzędomatu można odebrać dowód rejestracyjny, nowy, jak i wtórnik, oraz trzecią tablicę rejestracyjną, np. do bagażnika rowerowego. Aby skorzystać z tej opcji, należy już na etapie składania wniosku w urzędzie zadeklarować chęć odbioru dokumentów w urządzeniu oraz podać numer telefonu.
Gdy dokumenty będą gotowe, mieszkaniec otrzyma wiadomość SMS z indywidualnym kodem PIN. Jest on ważny przez 48 godzin i pozwala na otwarcie skrytki w urzędomacie. Odbiór jest prosty. Trzeba wybrać opcję start na ekranie, wpisać numer telefonu i kod, a następnie złożyć podpis na ekranie dotykowym. 
Po weryfikacji danych skrytka otwiera się automatycznie. Jeśli dokument nie zostanie odebrany w wyznaczonym czasie, wraca do urzędu i można go odebrać w tradycyjny sposób.
Urzędomat dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami
Urządzenie zostało także przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Ekran umieszczono na odpowiedniej wysokości, dzięki czemu można z niego korzystać zarówno stojąc, jak i siedząc, np. na wózku. Dostępne są również skrytki o ułatwionym dostępie, a interfejs działa w trybie wysokiego kontrastu, co ułatwia obsługę osobom niedowidzącym.
Miasto nie wyklucza, że w przyszłości zakres usług urzędomatu zostanie rozszerzony, rozważany jest m.in. odbiór prawa jazdy. Na razie jednak urządzenie obsługuje wyłącznie wybrane dokumenty komunikacyjne.
Nowe rozwiązanie ma przede wszystkim uprościć kontakt mieszkańców z urzędem i dać im większą elastyczność w załatwianiu spraw.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/eb8df66916c8278a7f727e4d33ea731a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/eb8df66916c8278a7f727e4d33ea731a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Obok Urzędu Miejskiego w Białymstoku przy ul. Słonimskiej 1 uruchomiono urzędomat.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224644,empik-stawia-100-nowoczesnych-kioskow-zapomnij-o-szukaniu-punktu-ksero</guid><link>https://innpoland.pl/224644,empik-stawia-100-nowoczesnych-kioskow-zapomnij-o-szukaniu-punktu-ksero</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 09:00:26 +0200</pubDate><title>Empik stawia 100 nowoczesnych kiosków. Zapomnij o szukaniu punktu ksero</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f5d1ff9e0144f86bb95b8881be8dbb54,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Empik rozbudowuje sieć Foto Kiosków w Polsce. Po pilotażu zakończonym sukcesem firma planuje wdrożenie 100 nowych urządzeń do szybkiego druku zdjęć i dokumentów.

Testy, które ruszyły we wrześniu 2025 roku w wybranych salonach, pokazały, jak rozwiązanie działa w praktyce i pozwoliły przygotować je do dalszego rozwoju. 
100 nowych Foto Kiosków w Polsce już w 2026 roku
– Rynek usług fotograficznych przesuwa się w stronę maksymalnego uproszczenia procesów. Foto Kioski idealnie wpisują się w trend "tu i teraz", oferując natychmiastową realizację potrzeb konsumenta podczas wizyty w salonie – bez zbędnej zwłoki i angażowania zasobów. Widzimy, że takie rozwiązania nie tylko cieszą się rosnącym zainteresowaniem naszych klientów, ale także pozytywnie wpływają na częstotliwość wizyt i sprzedaż w salonach. Kluczowa jest dla nas też efektywność operacyjna – urządzenia są proste w obsłudze i nie wymagają zaangażowania zespołów w salonach, co pozwala nam rozwijać usługę w sposób skalowalny, przewidywalny i efektywny kosztowo – powiedział w cytowanym komunikacie Łukasz Kmiecik, CEO Empik Foto.
Dla Empiku projekt stanowi także ważny element strategii omnichannel. Integracja usług cyfrowych z siecią salonów stacjonarnych wzmacnia spójność doświadczenia klienta, a Foto Kioski stają się pomostem między światem online i offline.
Foto Kioski odpowiadają na trend "tu i teraz"
Urządzenia oferują szybki i prosty proces drukowania zdjęć dzięki nowoczesnej aplikacji. Użytkownicy mogą w kilka chwil wydrukować fotografie w popularnych formatach (10×15 cm, 15×15 cm, 15×20 cm), a także przygotować zdjęcia do dokumentów z wykorzystaniem technologii PhotoAiD. 
System obsługuje zarówno połączenia przewodowe, jak i bezprzewodowe, a intuicyjny interfejs prowadzi użytkownika przez cały proces. Gotowe zdjęcia można odebrać już po prawie trzech minutach.
Kioski działają samodzielnie. W trakcie pilotażu największym zainteresowaniem cieszyły się fotokartki tworzone z pomocą sztucznej inteligencji. Użytkownicy mogą w kilka minut zmienić zwykłe zdjęcia w kreatywne grafiki.
Druk dokumentów A4 bez szukania punktu ksero
Poza zdjęciami dużą popularnością cieszy się także druk dokumentów w formacie A4. Pozwala on szybko wydrukować pliki bezpośrednio z telefonu, bez potrzeby szukania punktu ksero.
Po sukcesie pilotażu Empik przyspiesza rozwój projektu. Jeszcze w drugim kwartale 2026 roku sieć wzbogaci się o 100 nowych urządzeń, co ma zapewnić szeroką dostępność usługi przed kluczowym okresem sprzedażowym w czwartym kwartale. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f5d1ff9e0144f86bb95b8881be8dbb54,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f5d1ff9e0144f86bb95b8881be8dbb54,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Empik planuje wdrożenie 100 nowych urządzeń do szybkiego druku zdjęć i dokumentów.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224638,nowe-ceny-paliw-od-28-kwietnia-rzad-dokreca-srube-a-kierowcy-drza-przed-majowka</guid><link>https://innpoland.pl/224638,nowe-ceny-paliw-od-28-kwietnia-rzad-dokreca-srube-a-kierowcy-drza-przed-majowka</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 08:01:24 +0200</pubDate><title>Nowe ceny paliw od 28 kwietnia. Rząd dokręca śrubę, a kierowcy drżą przed majówką</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8554714c884169f2bf2a620209194d6a,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Ceny paliw znów w górę. Od 28 kwietnia obowiązują nowe maksymalne stawki dla benzyny i diesla. Sprawdź, ile zapłacisz na stacjach.

Nowe maksymalne ceny paliw od 28 kwietnia 
Ustalono limity cenowe:
benzyna 95 – maksymalnie 6,21 zł za litr
benzyna 98 – maksymalnie 6,72 zł za litr
olej napędowy – maksymalnie 7,12 zł za litr

Przepisy zobowiązują wszystkie stacje paliw w Polsce do stosowania tych maksymalnych cen. Oznacza to, że paliwa nie mogą być sprzedawane drożej niż określone limity.

                    
                        
                    
                Nowe stawki zaczynają obowiązywać dzień po ich publikacji w Dzienniku Urzędowym "Monitor Polski". W przypadku weekendów i dni wolnych stosuje się ceny ogłoszone w ostatnim dniu roboczym. Obowiązują one aż do kolejnego dnia roboczego włącznie.
Mechanizm maksymalnych cen to część rządowego programu "Ceny Paliw Niżej", który działa równolegle z obniżkami podatków. W jego ramach:
stawka VAT została zmniejszona z 23 proc. do 8 proc.
akcyza została obniżona do minimalnych poziomów dopuszczonych przez Unię Europejską (o 29 gr na litr benzyny i 28 gr na litr oleju napędowego)

Celem tych działań jest ograniczenie wzrostu cen paliw oraz wsparcie gospodarstw domowych i gospodarki.
Porównanie cen. O ile zdrożało paliwo względem ubiegłego tygodnia?
Jak pisaliśmy w INNPoland, w dniach 25–27 kwietnia ceny maksymalne wynosiły:
benzyna 95 – 6,17 zł/l
benzyna 98 – 6,71 zł/l
olej napędowy – 7,01 zł/l

Natomiast w pierwszym dniu obowiązywania systemu maksymalnych cen, litr benzyny 95 kosztował do 6,16 zł, benzyny 98 do 6,76 zł, a oleju napędowego nawet do 7,60 zł.
Obniżone stawki VAT i akcyzy mają obowiązywać do 30 kwietnia. Akcyza została sprowadzona do najniższego poziomu dopuszczonego w Unii Europejskiej.
Z analizy e-petrol.pl wynika, że trend wzrostowy utrzyma się co najmniej do połowy przyszłego tygodnia. Przed majówką tankowanie może być wyraźnie droższe niż obecnie. Prognozowane średnie ceny:
benzyna 95: 6,18–6,34 zł/l
benzyna 98: 6,75–6,83 zł/l
olej napędowy: 7,04–7,23 zł/l
autogaz: 3,71–3,81 zł/l

Ministerstwo Energii publikuje nowe maksymalne ceny w każdy dzień roboczy. Każda ogłoszona stawka zaczyna obowiązywać następnego dnia, a przed weekendami i świętami do kolejnego dnia roboczego.
Sprzedaż paliwa powyżej ustalonego limitu może skutkować poważnymi konsekwencjami finansowymi. Kara może sięgnąć do 1 mln zł. Kontrole w tym zakresie prowadzi Krajowa Administracja Skarbowa.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8554714c884169f2bf2a620209194d6a,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8554714c884169f2bf2a620209194d6a,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Od 28 kwietnia obowiązują nowe maksymalne stawki dla benzyny i diesla.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224626,polska-firma-elektrorem-oglasza-upadlosc-pracownicy-zaplaca-najwyzsza-cene</guid><link>https://innpoland.pl/224626,polska-firma-elektrorem-oglasza-upadlosc-pracownicy-zaplaca-najwyzsza-cene</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 07:02:01 +0200</pubDate><title>Polska firma Elektrorem ogłasza upadłość. Pracownicy zapłacą najwyższą cenę</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/8d3d2c8cf1b35aabb67cf3aede5f0874,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Jeszcze niedawno była częścią przemysłowego krwiobiegu regionu. Dziś znika z mapy, a za decyzją sądu stoją konkretne ludzkie historie, nie tylko liczby. Upadłość Elektroremu to kolejny sygnał, że w polskim przemyśle coś zaczyna pękać.

Sąd w Bydgoszczy ogłosił upadłość spółki Elektrorem z Janikowa w woj. kujawsko-pomorskim. Firma działała ponad trzy dekady i obsługiwała duże zakłady przemysłowe, od chemii po cementownie. Teraz kończy działalność, a pracę może stracić 51 osób. Zwolnienia mają nastąpić do końca kwietnia 2026 roku. Sprawa nie dotyczy tylko jednego przedsiębiorstwa. To element większego trendu, który coraz wyraźniej widać w polskiej gospodarce.
Elektrorem ogłasza upadłość po 30 latach. Koniec znanej firmy z kujawsko-pomorskiego
Elektrorem nie był przypadkowym graczem na rynku. Powstał w 1993 roku jako część restrukturyzacji Janikowskich Zakładów Sodowych i przez lata rozwijał się razem z lokalnym przemysłem. Specjalizował się w elektryce i automatyce przemysłowej, realizując zarówno remonty instalacji wysokiego i niskiego napięcia, jak i zaawansowane projekty technologiczne.
Z czasem firma rozszerzyła działalność i zdobyła stabilną pozycję w regionie. Współpracowała z dużymi podmiotami, takimi jak zakłady chemiczne czy cementowe, zapewniając im ciągłość pracy i serwis infrastruktury. Jej oferta obejmowała m.in. naprawy silników, systemy sterowania oraz całodobowe utrzymanie ruchu. To był biznes oparty na doświadczeniu i relacjach, który przez lata wydawał się odporny na zawirowania.
Elektrorem kończy działalność. Ponad 50 pracowników bez stanowiska pracy
Najbardziej dotkliwe skutki upadłości odczują pracownicy. Do Powiatowego Urzędu Pracy w Inowrocławiu trafiła już informacja o zwolnieniach grupowych. Bez pracy może zostać 51 osób, a część z nich straci zatrudnienie praktycznie z dnia na dzień.
Urzędnicy zapowiadają wsparcie, ale rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana niż komunikaty. Jedni znajdą nowe zatrudnienie, inni będą musieli się przekwalifikować albo spróbować sił na własny rachunek. Problem w tym, że rynek pracy w sektorze przemysłowym nie jest dziś tak chłonny jak kiedyś. Każda taka upadłość zwiększa presję i konkurencję o miejsca pracy.
Firma Elektrorem znika z rynku. Coraz więcej firm walczy o przetrwanie
Elektrorem nie jest odosobnionym przypadkiem. W ostatnich tygodniach pojawiają się kolejne informacje o upadłościach i zwolnieniach w firmach przemysłowych. Rosnące koszty energii, presja płacowa i zmieniające się warunki rynkowe sprawiają, że wiele przedsiębiorstw traci stabilność.
Dodatkowo dochodzą czynniki globalne, które wpływają na lokalne firmy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Konkurencja z zagranicy, niestabilność cen surowców i spadek rentowności sprawiają, że nawet firmy z wieloletnią historią nie są bezpieczne. Upadłość Elektroremu to nie tylko koniec jednej spółki. To kolejny sygnał, że część polskiego przemysłu przechodzi trudniejszy okres, w którym przetrwają tylko najbardziej odporni.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/8d3d2c8cf1b35aabb67cf3aede5f0874,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/8d3d2c8cf1b35aabb67cf3aede5f0874,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Polska firma Elektrorem ogłasza upadłość. Pracownicy zapłacą najwyższą cenę</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224632,wojsko-rusza-z-v-edycja-szkolnego-programu-zolnierze-beda-uczyc-twoje-dziecko</guid><link>https://innpoland.pl/224632,wojsko-rusza-z-v-edycja-szkolnego-programu-zolnierze-beda-uczyc-twoje-dziecko</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 06:00:02 +0200</pubDate><title>Wojsko rusza z V edycją szkolnego programu. Żołnierze będą uczyć Twoje dziecko</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/87e55409b1732df66130deb9a7ffda0d,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Od 27 kwietnia żołnierze Wojska Polskiego ponownie pojawią się w klasach. Rusza V edycja programu "Edukacja z wojskiem", w ramach której uczennice i uczniowie ponad 2800 szkół przejdą intensywne szkolenia z zakresu bezpieczeństwa. To nie tylko teoria, ale przede wszystkim praktyka, która ma przygotować młode pokolenie na współczesne wyzwania i sytuacje kryzysowe.

Ministerstwa Obrony oraz Edukacji Narodowej łączą siły i uruchamiają kolejną, już piątą, edycję programu "Edukacja z wojskiem". Żołnierze pójdą do szkół i będą edukować uczniów na temat bezpieczeństwa. 

                    
                3 godziny, które mogą uratować życie
Program "Edukacja z wojskiem" to seria warsztatów prowadzonych bezpośrednio w szkołach przez żołnierzy Wojska Polskiego. Celem zajęć jest nie tylko podniesienie poziomu wiedzy o obronności kraju, ale przede wszystkim wykształcenie u młodzieży praktycznych kompetencji jeśli chodzi o zachowanie w sytuacjach kryzysowych.
Zajęcia trwają 3 godziny lekcyjne, a młodzi ludzie mają mieć możliwość nauczyć się:
Jak rozpoznawać sygnały alarmowe i skutecznie wzywać profesjonalną pomoc,
zasad sprawnej ewakuacji oraz wyboru bezpiecznego schronienia w sytuacjach zagrożenia,
fundamentów pierwszej pomocy, które są kluczowe w pierwszych minutach po zdarzeniu,
czy zasad bezpieczeństwa w sieci.

Wojsko w szkole. Od boisk po spotkania z weteranami
Program zakłada nie tylko "suche" wykłady, ale również zajęcia praktyczne, również na salach gimnastycznych czy boiskach. Jak zapewnia w komunikacie MON, żołnierze mają prowadzić zajęcia w sposób praktyczny i odpowiedni do wieku uczniów. Z programu korzystają zarówno szkoły podstawowe jak i ponadpodstawowe.
Szkoły, w ramach projektu, mają również możliwość organizacji spotkania z weteranami zagranicznych misji wojskowych, którzy mają dzielić się swoimi doświadczeniami i wiedzą na temat bezpieczeństwa.
Żołnierz odwiedzą ponad 2800 szkół w całej Polsce
W tej edycji instruktorzy mają zyskać nowe narzędzie. W aplikacji #wGotowości pojawiła się specjalna sekcja dedykowana "Edukacji z wojskiem", co ma ułatwić przekazywanie wiedzy. Co ważne, wojsko liczy na to, że zajęcia zachęcą tą starszą młodzież ze szkół ponadpodstawowych do wzięcia udziału w dobrowolnych, ogólnodostępnych szkoleniach obronnych.
Kalendarz szkoleń obejmuje okres od 27 kwietnia do 25 czerwca. W tym czasie żołnierze odwiedzą ponad 2800 szkół, które pomyślnie przeszły proces zgłoszeniowy do V edycji projektu. Za zgłoszenia w Systemie Informacji Oświatowej, odpowiedzialne były jednostki samorządu terytorialnego.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/87e55409b1732df66130deb9a7ffda0d,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/87e55409b1732df66130deb9a7ffda0d,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Żołnierze przyjdą do polskich szkół. Rusza V edycja zajęć, które przygotują młodzież na sytuacje kryzysowe.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224635,niemcy-z-zazdroscia-patrza-na-wroclaw-ich-lotniska-przegrywaja-z-polskim-komfortem</guid><link>https://innpoland.pl/224635,niemcy-z-zazdroscia-patrza-na-wroclaw-ich-lotniska-przegrywaja-z-polskim-komfortem</link><pubDate>Tue, 28 Apr 2026 05:05:01 +0200</pubDate><title>Niemcy z zazdrością patrzą na Wrocław. Ich lotniska przegrywają z polskim komfortem</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/f93fa65db0be45b7692316b8d7da1230,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Niemcy z zazdrością patrzą na Wrocław. Podczas gdy ich lotniska tną koszty, nasz port bije rekordy i przyciąga tysiące pasażerów z Saksonii. Wybierają Polskę przez lepszą ofertę i komfort podróży.

Około 30-40 tysięcy obywateli Niemiec przylatuje rocznie do Wrocławia samolotem, wynika z informacji operatora lotniska, na które powołuje się saksoński dziennik "Sächsische Zeitung". Narodowość pasażerów odlatujących nie jest rejestrowana, ale rzecznik lotniska zakłada podobne liczby, czytamy.
Rosnące zainteresowanie wrocławskim lotniskiem potwierdza gazecie Mario Kosubek, właściciel biura podróży z Görlitz. Wprawdzie lotnisko w Dreźnie pozostaje dla jego klientów numerem jeden, to jednocześnie rośnie liczba klientów, którzy wybierają odloty z Pragi czy Wrocławia. 
Zdaniem przedsiębiorcy klientom podoba się przede wszystkim większy wybór kierunków. Niższa cena biletu nie jest zaś decydującym czynnikiem – mówi gazecie. Podróżni z Niemiec chwalą natomiast tanie miejsca parkingowe, a także przyjazną pasażerom wielkość lotniska i jego nowoczesność.
Więcej lotów niż z Drezna
Jak informuje "Sächsische Zeitung", w ubiegłym roku lotnisko we Wrocławiu odnotowało 4,9 mln pasażerów, co stanowi wzrost o osiem procent w porównaniu z rokiem 2024. W tym roku planowane jest odprawienie sześciu milionów podróżnych. Obecnie z Wrocławia można polecieć do 60-70 kierunków – w zależności od sezonu. Dziennik porównując liczbę lotów z Drezna stwierdza, że w połowie kwietnia we Wrocławiu odnotowano 15 odlotów między godz. 10:25 a 14:45. W tym samy m czasie z Drezna odleciało jedynie 12 samolotów.
"W Saksonii lotniska w Dreźnie i Lipsku/Halle od lat borykają się z problemami finansowymi, spada liczba pasażerów i jest coraz mniej bezpośrednich połączeń. Obecnie oba lotniska przechodzą program redukcji kosztów, obejmujący redukcję personelu. Podróżni z Saksonii kierują się więc na lotniska między innymi w Berlinie i Pradze. Albo właśnie do Wrocławia" – pisze saksoński dziennik.
"Ważna grupa docelowa"
Rzecznik lotniska we Wrocławiu podkreśla w gazecie, że Niemcy stanowią "ważną grupę docelową". Z myślą o nich przygotowano stronę internetową w języku niemieckim, a lotnisko promują również miasto Wrocław i Polska Organizacja Turystyczna.
Jak dodaje gazeta, w niemieckich biurach podróży trudno jednak znaleźć zorganizowane wycieczki z miejscem odlotu we Wrocławiu. "To, że dany kierunek jest obsługiwany przez loty z tego miejsca, nie oznacza, że ​​można go zarezerwować za pośrednictwem naszych systemów" – mówi dziennikowi właściciel biura podróży w Görlitz.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/f93fa65db0be45b7692316b8d7da1230,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/f93fa65db0be45b7692316b8d7da1230,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Wielka ucieczka z niemieckich lotnisk do Wrocławia. Niemcy z podziwem i zazdrością wybierają polskie loty</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224620,ropa-dla-schwedt-pod-znakiem-zapytania-czy-polskie-nie-sparalizuje-berlin</guid><link>https://innpoland.pl/224620,ropa-dla-schwedt-pod-znakiem-zapytania-czy-polskie-nie-sparalizuje-berlin</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 23:31:01 +0200</pubDate><title>Ropa dla Schwedt pod znakiem zapytania. Czy polskie &quot;nie&quot; sparaliżuje Berlin?</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/23b62d34f7ee5d252bc36830491106d5,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Rozmowy z Polską o zwiększeniu dostaw ropy Rurociągiem Pomorskim do rafinerii w Schwedt mogą być trudne ze względu na polityczne interesy Warszawy – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

W Niemczech trwa pilne poszukiwanie alternatywnych dostaw ropy dla rafinerii PCK w Schwedt nad Odrą. Ma to miejsce po tym, jak Rosja zapowiedziała wstrzymanie od 1 maja tranzytu ropy naftowej z Kazachstanu przebiegającym przez jej terytorium rurociągiem "Przyjaźń".  Czy istnieje alternatywa dla tego rurociągu? – pyta w poniedziałek, 27 kwietnia, dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeiting" ("FAZ").
Jak czytamy, w ubiegłym roku rafineria PCK po raz pierwszy od czasu rosyjskiego ataku na Ukrainę przerobiła ponad 10 mln ton ropy naftowej. Z tego ponad 2 mln pochodziły z Kazachstanu, natomiast pozostałe 8 mln ton ropy przetransportowano głównie rurociągami z portów w Rostocku i Gdańsku. Za pomocą Rurociągu Pomorskiego do Schwedt trafiło ok. 1,5 mln ton surowca.
Ograniczona przepustowość 
Według "FAZ" zwiększenie dostaw przez rurociąg z Rostocku byłoby trudne ze względu na ograniczenia przepustowości. "Rurociąg Rostock-Schwedt jest ograniczony do 6,8 mln ton rocznie, zgodnie z wcześniejszymi oświadczeniami Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Naftowego. Modernizacja połączenia, mająca na celu zwiększenie przepustowości do 9 mln ton, planowana jest od lat. Do tej pory planowane w wysokości 400 mln euro finansowanie projektu nie zostało zatwierdzone przez Brukselę" – czytamy.
W Niemczech trwa pilne poszukiwanie alternatywnych dostaw ropy dla rafinerii PCK w Schwedt nad Odrą. Ma to miejsce po tym, jak Rosja zapowiedziała wstrzymanie od 1 maja tranzytu ropy naftowej z Kazachstanu przebiegającym przez jej terytorium rurociągiem "Przyjaźń".  Czy istnieje alternatywa dla tego rurociągu? – pyta w poniedziałek, 27 kwietnia, dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeiting" ("FAZ").
Jak czytamy, w ubiegłym roku rafineria PCK po raz pierwszy od czasu rosyjskiego ataku na Ukrainę przerobiła ponad 10 mln ton ropy naftowej. Z tego ponad 2 mln pochodziły z Kazachstanu, natomiast pozostałe 8 mln ton ropy przetransportowano głównie rurociągami z portów w Rostocku i Gdańsku. Za pomocą Rurociągu Pomorskiego do Schwedt trafiło ok. 1,5 mln ton surowca.
Ograniczona przepustowość 
Według "FAZ" zwiększenie dostaw przez rurociąg z Rostocku byłoby trudne ze względu na ograniczenia przepustowości. "Rurociąg Rostock-Schwedt jest ograniczony do 6,8 mln ton rocznie, zgodnie z wcześniejszymi oświadczeniami Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Naftowego. Modernizacja połączenia, mająca na celu zwiększenie przepustowości do 9 mln ton, planowana jest od lat. Do tej pory planowane w wysokości 400 mln euro finansowanie projektu nie zostało zatwierdzone przez Brukselę" – czytamy.
Jak pisze dziennik, rafineria w Schwedt może działać bez zakłóceń od czterech do sześciu tygodni bez importu ropy z Kazachstanu. Zakład jest kluczowy szczególnie dla regionu Berlina i Brandenburgii, zaopatrując m.in. w 80 procentach w kerozynę stołeczne lotnisko BER. "Wschodnioniemiecki przemysł budowlany również ostrzega przed potencjalnymi problemami z dostawami. Oprócz benzyny, oleju napędowego i nafty, rafineria w Schwedt produkuje również bitum, który jest wykorzystywany jako spoiwo do asfaltu w budownictwie drogowym" – czytamy. W Berlinie i Brandenburgii dziewięć na dziesięć pojazdów tankuje paliwo pochodzące ze Schwedt. Rafineria zaopatruje w paliwa również zachodnią Polskę.
Opracowanie: Monika Stefanek
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/23b62d34f7ee5d252bc36830491106d5,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/23b62d34f7ee5d252bc36830491106d5,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Ropa dla Schwedt pod znakiem zapytania. Czy polskie &quot;nie&quot; sparaliżuje Berlin?</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224617,nowa-fala-oszustw-na-zus-narazeni-sa-szczegolnie-seniorzy</guid><link>https://innpoland.pl/224617,nowa-fala-oszustw-na-zus-narazeni-sa-szczegolnie-seniorzy</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 22:31:02 +0200</pubDate><title>Nowa fala oszustw &quot;na ZUS&quot;. Narażeni są szczególnie seniorzy</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/28739ce0ce29eaa3a7cf692f2596f7d3,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Złodzieje wykorzystują AI, by wyczyścić Twoje konto. ZUS ostrzega przed nowym oszustwem "na program emerytalny", gdzie jeden telefon i fałszywa obietnica wyższego świadczenia mogą kosztować Cię 800 zł.

Złodzieje znów uderzają w nasze czułe punkty – finanse i dane osobowe. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał pilne ostrzeżenie przed nową falą oszustw, w której cyberprzestępcy z niemal perfekcyjną precyzją podszywają się pod oficjalne komunikaty urzędu. 
Pułapka za 800 złotych. Historia oszukanego seniora
ZUS w komunikacie opisuje przypadek seniora, któremu obiecano wyższe świadczenia w zamian za przelew na kwotę 800 zł. Oszust podszywający się pod urzędnika działał wielotorowo: najpierw zmanipulował mężczyznę podczas rozmowy, a następnie wysłał mu wiadomości SMS z potwierdzeniem rejestracji. Takie działanie ma na celu nadanie oszustwu pozorów legalności i wywarcie presji czasu na ofierze.
"Zakład Ubezpieczeń Społecznych apeluje do wszystkich, a zwłaszcza do osób starszych, o zachowanie szczególnej ostrożności podczas rozmów telefonicznych. Informacje przekazywane w ten sposób mogą być wykorzystane na ich niekorzyść" – czytamy w komunikacie na stronie internetowej ZUS-u.
Sztuczna inteligencja w służbie złodziei
Jak ostrzega ZUS, współczesny krajobraz zagrożeń cyfrowych został całkowicie odmieniony przez sztuczną inteligencję, która umożliwia oszustom generowanie treści niemal nieodróżnialnych od oficjalnych pism czy komunikatów bliskich nam osób. 
Przestępcy coraz agresywniej wykorzystują zaawansowane techniki manipulacji, budując w swoich ofiarach fałszywe poczucie zagrożenia i narzucając ekstremalną presję czasu, co ma na celu sparaliżowanie racjonalnego osądu i wymuszenie błyskawicznych, nieprzemyślanych decyzji. 
Właśnie te emocjonalne wyzwalacze, takie jak strach przed utratą pieniędzy czy konieczność działania "tu i teraz", stanowią dziś najbardziej wyraźny sygnał ostrzegawczy, że prawdopodobnie mamy do czynienia z precyzyjnie zaplanowaną próbą wyłudzenia.
Zanim klikniesz: 3 kroki, które uratują Twoje pieniądze
Jeśli masz choć cień wątpliwości, czy głos w słuchawce faktycznie należy do urzędnika, nie ryzykuj – po prostu sprawdź tożsamość rozmówcy u źródła.
Możesz to zrobić na trzy proste sposoby:
Zadzwoń do Centrum Kontaktu Klientów: pod oficjalnym numerem 22 560 16 00.
Napisz wiadomość e-mail: wyślij zapytanie na adres cot@zus.pl.
Odwiedź placówkę: wyjaśnij sprawę osobiście w najbliższym oddziale ZUS.


]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/28739ce0ce29eaa3a7cf692f2596f7d3,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/28739ce0ce29eaa3a7cf692f2596f7d3,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Seniorzy narażeni na kolejną falę oszustw. Złodzieje manipulują metodą &quot;na ZUS&quot;.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224599,krakow-zmienia-cennik-parkowania-na-majowke-miasto-przestanie-lupic-mieszkancow</guid><link>https://innpoland.pl/224599,krakow-zmienia-cennik-parkowania-na-majowke-miasto-przestanie-lupic-mieszkancow</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 21:31:01 +0200</pubDate><title>Kraków zmienia cennik parkowania na majówkę. Miasto przestanie łupić mieszkańców</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/0aa2d97f57aa1cf5ffc52ac33b85d248,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Nowe zasady parkowania w Kraków od 30 kwietnia, tuż przed majówką. Darmowe niedziele dla posiadaczy Karty Krakowskiej i dodatkowe dni bez opłat.

Najważniejsza nowość dotyczy posiadaczy Karta Krakowska. Osoby z aktywnym statusem karty będą mogły parkować bez opłat w każdą niedzielę. Do jednego konta można przypisać maksymalnie cztery numery rejestracyjne, nie ma przy tym znaczenia, czy pojazdy posiadają krakowskie tablice.
Kraków zmienia cennik parkowania od 30 kwietnia
Zmiany obejmują również wszystkich kierowców, niezależnie od posiadania karty. Rozszerzono katalog dni wolnych od opłat za parkowanie. Oprócz niedziel handlowych bezpłatny postój będzie obowiązywał także w dni ustawowo wolne od pracy. 
W sumie daje to 14 dni w roku, w tym m.in. 1 i 6 stycznia, oba dni Wielkanocy, 1 i 3 maja, Zielone Świątki, Boże Ciało, 15 sierpnia, 1 i 11 listopada oraz okres od 24 do 26 grudnia.
10 minut na wagę złota. Nowy "bat" na zapominalskich kierowców
Kierowcy mają teraz 10 minut od momentu zaparkowania na uiszczenie opłaty. Po upływie tego czasu brak płatności będzie traktowany jako naruszenie.
System kontroli parkowania został dostosowany do nowych zasad. Kontrolerzy, korzystając ze specjalnej aplikacji, przed wystawieniem opłaty dodatkowej automatycznie sprawdzą, czy dany numer rejestracyjny jest przypisany do aktywnego użytkownika Karty Krakowskiej.
W dni robocze nadal obowiązują standardowe zasady ulgowego parkowania dla mieszkańców, w tym samym czasie może z nich korzystać jeden pojazd przypisany do konta. W niedziele natomiast wszystkie zgłoszone samochody są automatycznie zwolnione z opłat, bez potrzeby podejmowania dodatkowych działań przez kierowcę.
Miasto przestanie łupić mieszkańców
Z Karty Krakowskiej mogą korzystać osoby zameldowane na pobyt stały w Krakowie lub rozliczające podatek dochodowy w lokalnym urzędzie skarbowym, wskazując miasto jako miejsce zamieszkania. Program oferuje różnego rodzaju ulgi i przywileje, w tym związane z parkowaniem.
Władze miasta zachęcają do sprawdzenia statusu swojej karty oraz aktualizacji przypisanych numerów rejestracyjnych. Dzięki temu możliwe będzie pełne korzystanie z nowych zasad i dostępnych udogodnień.
Szczegółowe informacje na temat programu można znaleźć na oficjalnej stronie Karty Krakowskiej.
"Krok za daleko". Dlaczego Kraków musiał się wycofać?
Jak pisaliśmy w INNPoland, wprowadzenie płatnych niedziel w podstrefie A w Kraków wywołało spore emocje. Dla części mieszkańców była to decyzja zbyt radykalna, na tyle, że stała się jednym z głównych argumentów zwolenników referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta.
Włodarz miasta przyznał w mediach społecznościowych, że choć celem zmian było zwiększenie rotacji i poprawa dostępności miejsc parkingowych dla mieszkańców centrum, to w praktyce decydenci "poszli o jeden krok za daleko". Po analizie pierwszych tygodni funkcjonowania nowych zasad oraz rozmowach z mieszkańcami zdecydował się zaproponować korektę.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/0aa2d97f57aa1cf5ffc52ac33b85d248,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/0aa2d97f57aa1cf5ffc52ac33b85d248,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Nowe zasady parkowania w Kraków od 30 kwietnia, tuż przed majówką.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224590,donald-tusk-zapowiada-dronowa-armade-bezpieczne-niebo-zbudujemy-wspolnie-z-ukraina</guid><link>https://innpoland.pl/224590,donald-tusk-zapowiada-dronowa-armade-bezpieczne-niebo-zbudujemy-wspolnie-z-ukraina</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 20:31:01 +0200</pubDate><title>Donald Tusk zapowiada &quot;dronową armadę&quot;. Bezpieczne niebo zbudujemy wspólnie z Ukrainą</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/5523d963c54332c4706dcda170d3b4ac,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Donald Tusk ogłosił budowę "dronowej armady" do wzmocnienia bezpieczeństwa Polski. Nowoczesna flota powstanie przy wsparciu ukraińskich inżynierów i funduszy UE. To może być przełom w technologicznym partnerstwie Warszawy i Kijowa.

Premier Polski Donald Tusk ogłosił budowę nowoczesnej floty dronów, które mają strzec bezpieczeństwa Polski. "Dronowa armada" ma powstać wewspółpracy z ukraińską myślą techniczną. 
Początek drogi do odbudowy Ukrainy
W poniedziałek, 27 kwietnia, Donald Tusk uczestniczył w spotkaniu z cyklu "Road to URC", koncentrującym się na kwestiach bezpieczeństwa i obronności. Wydarzenie to stanowi oficjalny start przygotowań do Ukraine Recovery Conference – wielkiego szczytu poświęconego planom odbudowy Ukrainy.
– To bardzo ważny moment w historii relacji polsko-ukraińskich i w naszych działaniach na rzecz bezpieczeństwa kontynentu i obrony Ukrainy przed rosyjską agresją – mówił Donald Tusk podczas konferencji, cytowany przez serwis "Wprost".
Donald Tusk przypomniał o momentach, gdy Polska jako pierwsza wyciągnęła rękę do Kijowa, przełamując światowy marazm i niedowierzanie w sukces obrony. 
– Kiedy jako pierwsi pomogliśmy naszym siostrom i braciom z Ukrainy, mało kto w świecie wierzył, że Ukraina będzie w stanie odeprzeć rosyjską agresję. Dzisiaj cały świat z podziwem obserwuje, co udało się Ukrainie – twierdził.
Armada dronowa tarczą dla Polski
Według szefa rządu czas postrzegania relacji z Ukrainą tylko przez pryzmat pomocy humanitarnej czy militarnej dobiegł końca. Obecnie to szeroka sieć powiązań politycznych i gospodarczych, która wykracza daleko poza ramy doraźnego wspierania ofiary agresji.
– Udało się zbudować taki model współpracy, mimo wojny, w którym także Ukraina coś może dać, coś bezcennego, czyli nowoczesne, przekraczające granice wyobraźni działania w teatrze wojny – tłumaczył Tusk. Premier zapowiedział również budowę armady dronów, ściśle współpracując z ukraińskimi inżynierami. Projekt ma być kluczowy dla bezpieczeństwa Polski.
– Dzisiaj zaczynamy ten wielki projekt. Polska musi mieć swoją nowoczesną armadę dronową, nie tylko by pomagać Ukrainie, ale by z pełnym przekonaniem powiedzieć Polkom i Polakom: "jesteśmy bezpieczni" – zaznaczył Tusk.
Przedsięwzięcie finansowane ma być przede wszystkim z polskich i unijnych pieniędzy.  Wykorzystanie ukraińskiej wiedzy i doświadczeń z pola walki ma być fundamentem całego projektu.
– Z wielką satysfakcją mogę ogłosić, że polski plan budowy armady dronowej będzie planem wspieranym przez myśl techniczną i kompetencje naszych ukraińskich przyjaciół. Będziemy inwestowali w to wspólne pieniądze, europejskie, polskie – mówił szef rządu.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/5523d963c54332c4706dcda170d3b4ac,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/5523d963c54332c4706dcda170d3b4ac,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Tusk zapowiedział budowę floty dronów. Dzięki ukraińskiemu wsparciu nasze niebo będzie bezpieczne</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224593,polska-turystyka-wychodzi-z-zadluzenia-branza-hotelowa-znow-lapie-oddech</guid><link>https://innpoland.pl/224593,polska-turystyka-wychodzi-z-zadluzenia-branza-hotelowa-znow-lapie-oddech</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 19:31:01 +0200</pubDate><title>Polska turystyka wychodzi z zadłużenia. Branża hotelowa znów łapie oddech</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/ac7c32644c8077f8352a711af6bdbb1f,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska turystyka walczyła o przetrwanie, a dziś zaczyna łapać drugi oddech. Dane pokazują wyraźny zwrot. Zadłużenie hoteli i firm turystycznych spada, a Polacy coraz częściej wybierają wypoczynek w kraju zamiast zagranicznych wyjazdów.

Chodzi o najnowsze dane z początku 2026 roku. Z raportu BIG InfoMonitor wynika, że zadłużenie branży spadło aż o 20 proc. rok do roku. Z blisko miliarda złotych do około 800 mln zł. To jeden z najlepszych wyników od lat i sygnał, że sektor wychodzi z kryzysu. Za tym trendem stoi kilka konkretnych czynników. Zmienia się sytuacja geopolityczna na świecie i podejście turystów. Efekt? Więcej gości w polskich kurortach.
Branża turystyczna w Polsce łapie oddech. Polacy zmieniają plany przez sytuację na Bliskim Wschodzie
Schemat był prosty. Jak wakacje, to tylko za granicą. Dziś zaczyna się to zmieniać. Według badań aż 37 proc. Polaków zmodyfikowało swoje plany urlopowe przez sytuację na Bliskim Wschodzie. Część rezygnuje z Egiptu czy Turcji, inni całkowicie odpuszczają wyjazdy poza Polskę. To bezpośrednio przekłada się na krajową turystykę. Hotele zaczynają się zapełniać, a przedsiębiorcy mogą odetchnąć. 
Dla wielu firm to nie tylko większe przychody, ale też szansa na wyjście z długów, które narosły w czasie pandemii i kryzysu energetycznego. Dziwne, ale zmiany widać szczególnie w młodszych grupach. Osoby w wieku 25-34 lata najczęściej rezygnują z dalekich podróży i wybierają bardziej przewidywalne kierunki. 

                    
                        
                    
                Turystyka w Polsce zaczyna odżywać. Długi maleją, a branża nabiera tempa
Największą poprawę widać wśród właścicieli hoteli. Ich zadłużenie spadło o ponad jedną piątą. Z około 870 mln zł do 676 mln zł. Lepsza sytuacja finansowa to nie przypadek. Firmy wyciągnęły wnioski z trudnych lat i zaczęły bardziej kontrolować koszty oraz płynność. 
Mniej zaległości oznacza większe bezpieczeństwo i możliwość planowania inwestycji, czyli np. podnoszenia standardu usług. Poprawa widoczna jest także w liczbie nierzetelnych płatników. W całym sektorze noclegowym spadła ona o około 4 proc. To może wydawać się niewiele, ale w praktyce oznacza tysiące firm, które wracają do regularnych rozliczeń.
Odbudowa branży turystycznej w Polsce. Turyści stawiają na wsparcie i bezpieczeństwo
Nie tylko hotele mają powody do optymizmu. Lepsze wyniki notują także biura podróży i agenci turystyczni. Ich łączne zadłużenie spadło z ponad 75 mln zł do około 69,5 mln zł. Najbardziej poprawili się agenci, którzy ograniczyli zaległości o kilka milionów złotych. Zmienia się też zachowanie klientów. Coraz więcej osób, zamiast samodzielnie organizować wyjazd, wybiera gotowe oferty. Chodzi o bezpieczeństwo i wsparcie w razie problemów.
Biura podróży zaczynają pełnić funkcję "bezpiecznej przystani". Dla klientów to gwarancja organizacji, dla firm stabilniejsze przychody. Ten trend może się utrzymać, zwłaszcza jeśli sytuacja międzynarodowa pozostanie napięta.
Branża turystyczna w Polsce wychodzi z kryzysu. Stabilizacja zamiast walki o przetrwanie
Ostatnie lata były dla turystyki wyjątkowo trudne. Najpierw pandemia, potem rosnące koszty energii i wynagrodzeń. Wiele firm balansowało na granicy opłacalności. Dziś widać jednak wyraźną zmianę.  Kluczowy będzie najbliższy sezon wakacyjny. 
Jeśli zainteresowanie krajowymi wyjazdami się utrzyma, firmy mogą spłacić długi, ale też zacząć inwestować. To z kolei może przyciągnąć jeszcze więcej turystów. Polska turystyka może przestać być planem B i być świadomym wyborem. 
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/ac7c32644c8077f8352a711af6bdbb1f,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/ac7c32644c8077f8352a711af6bdbb1f,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Polska turystyka wychodzi z zadłużenia. Branża hotelowa znów łapie oddech</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224584,soltys-z-mazowsza-idzie-na-wojne-z-cpk-i-rzadem-to-szczyt-bezczelnosci</guid><link>https://innpoland.pl/224584,soltys-z-mazowsza-idzie-na-wojne-z-cpk-i-rzadem-to-szczyt-bezczelnosci</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 18:31:02 +0200</pubDate><title>Sołtys z Mazowsza idzie na wojnę z CPK i rządem. &quot;To szczyt bezczelności&quot;</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/519ec77cf6b278699a446db15bd77c7b,1000,1000,0,0.jpg" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Kamil Szymańczak, sołtys Skrzelewa, opublikował wpis pełen wściekłości wobec traktowania jego miejscowości przez spółkę CPK. Wieś ma zostać wysiedlona pod budowę Port Polska, a tymczasem sytuacja jest trudna. Mieszkańcy nie dostają odszkodowań i przenoszą się na własny koszt.

21 kwietnia na stronie Portu Polska pojawił się komunikat o wypłacaniu pierwszych zaliczek na poczet odszkodowania. Wieś Skrzelewo nie jest jedyną miejscowością wywłaszczoną pod budowę nowego lotniska czy Kolei Dużych Prędkości, ale jej sołtys rozpoczął głośną kampanię o niesprawiedliwe traktowanie mieszkańców. 
Co się dzieje w Skrzelewie?
Jak pisaliśmy w INNPoland, już wcześniej sołtys Skrzelewa Kamil Szymańczak alarmował o problemach związanych z wywłaszczeniami przez spółkę Centralny Port Komunikacyjny (CPK). Problemem są opóźnienia w wydawaniu decyzji o wywłaszczeniach i kwotach odszkodowań, a także nieprawidłowe wyliczanie tych ostatnich.
Teraz sołtys ponawia apel, zwracając się z tym także do naszej redakcji. Swój wpis zaczyna od krytyki komunikatu spółki CPK z 21 kwietnia, pokazując, że jest miesiąc po terminie ustawowo wyznaczonym na 31 marca br. W praktyce miało dojść do wypłaty pierwszych zaliczek za pojedyncze działki, zamiast tysięcy odszkodowań o "prawdziwej wartości tych nieruchomości".
"A ludzie nie mają za co żyć, bo poodbierano im gospodarstwa, miejsce pracy zarobkowej i – UWAGA – MIEJSCE ZAMIESZKANIA" – pisze sołtys Szymańczak na Facebooku. Rok temu prezes CPK Filip Czerniacki miał obiecywał mieszkańcom Skrzelewa, że nikt nie odejdzie bez pieniędzy.
Mieszkańcy bez pieniędzy, bez gospodarstw
W styczniu i lutym 2026 podczas silnych mrozów miała trwać duża wyprowadzka ze wsi, na własny koszt mieszkańców. Nie mieli gwarancji miejsca, nie mieli zaliczek, musieli porzucić sprzęt z gospodarstwa. A jeśli nie zdążyli przeprowadzić się w ciągu 30 dni, tracili 5 proc. odszkodowania.
"Jedna z rodzin wywłaszczonych ma kilkanaście nieruchomości oddanych spółce. Ustalono propozycję odszkodowania i CPK wypłaciło 85 proc. zaliczki tej zaniżonej propozycji TYLKO dla jednej z nich – dokładnie w 30 dniu od wniosku, DOKŁADNIE w wieczornej sesji przelewów. Czytajcie to powoli: prawo daje CPK MAKSYMALNIE 30 dni na wypłatę. NIKT im nie broni zrobić przelewu w dniu wniosku albo następnym. Wybrali ostatnią dobę i wieczorną sesję. To nie jest realizacja obowiązku – to demonstracja siły wobec ludzi, których wcześniej zastraszano nalotami helikopterowymi i wozami pancernymi z grupami antyterrorystycznymi, które na nieruchomościach ćwiczyły wyprowadzanie siłowe zabarykadowanego właściciela nieruchomości" – pisze sołtys Skrzelewa i wspomina, że takich przypadków są dziesiątki. W tym rodzinne gospodarstwo Szymańczaków.
Ludzie dostają wycenę rzeczoznawcy od działki, a nie gospodarstwa. W efekcie wartość ich nieruchomości ma być zaniżana nawet o 50 proc., z czego dostają te 85 proc. zaliczki. 
Sołtys uderza w polityków
Dalej sołtys Skrzelewa bezpośrednio punktuje polityków i wymienia niespójności w ich komunikatach: "Do Donalda Tuska, do CPK, do ministra Laska, do wojewody Frankowskiego. Chwalenie się przez was, że dokładnie tak postępujecie z ludźmi, których wywłaszczacie z domów w środku zimy – to jest szczyt bezczelności. I pokazuje wewnętrzne zepsucie aparatu, którego twarzą jesteście".
Wymienił również Szymona Hołownię (który głośno wyraził zmianę zdania ws. poparcia inwestycji), Władysława Kośniaka-Kamysza, Dariusza Klimczaka i Marcina Kierwińskiego. Sołtys Szymańczak punktował problemy z obecnym planem CPK i wywłaszczaniem już w ubiegłym roku, a swoją krytykę prowadzi od początku inwestycji.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/519ec77cf6b278699a446db15bd77c7b,1500,0,0,0.jpg" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/519ec77cf6b278699a446db15bd77c7b,1500,0,0,0.jpg" medium="image"><media:title type="html">Sołtys Skrzelewa alarmuje o złym traktowaniu mieszkańców.</media:title></media:content></item>
		<item><guid isPermaLink="true">https://innpoland.pl/224578,polska-buduje-wlasna-wersje-k2-czolg-ktorego-beda-nam-zazdroscic-na-calym-swiecie</guid><link>https://innpoland.pl/224578,polska-buduje-wlasna-wersje-k2-czolg-ktorego-beda-nam-zazdroscic-na-calym-swiecie</link><pubDate>Mon, 27 Apr 2026 17:31:01 +0200</pubDate><title>Polska buduje własną wersję K2. Czołg, którego będą nam zazdrościć na całym świecie</title><description><![CDATA[<img class="type:primaryImage" src="https://m.innpoland.pl/affccfea44079e205a6a053ef0ad9b68,1000,1000,0,0.png" alt="" style="float:left; margin: 0 10px 10px 0;vertical-align:text-top;" />Polska zbliża się do momentu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się mało realny. Po latach przerwy wraca produkcja czołgów, a na horyzoncie pojawia się maszyna, która ma być jedną z najnowocześniejszych na świecie. To nie tylko kwestia sprzętu wojskowego, ale też pieniędzy, technologii i pozycji kraju w europejskich strukturach bezpieczeństwa.

Chodzi o czołgi K2 w polskiej wersji K2PL, które mają powstawać w Gliwicach dzięki współpracy polskiego przemysłu z południowokoreańskim gigantem Hyundai Rotem. Umowa podpisana przez Zakłady Mechaniczne Bumar-Łabędy i partnera z Korei określa dokładny podział pracy i zasady współpracy. Pierwsze efekty mamy zobaczyć już w 2028 roku, kiedy z polskiej fabryki ma zjechać pierwszy egzemplarz. To część dużego programu, który obejmuje setki czołgów i miliardy dolarów inwestycji. Ma on wzmocnić polską armię i odbudować potencjał przemysłowy.
Polski czołg K2PL nabiera realnych kształtów. Przełom dla przemysłu obronnego
Kilkanaście lat temu Polska miała własną produkcję czołgów. Ostatni egzemplarz PT-91 zjechał z linii w 2010 roku i od tego czasu temat praktycznie zamarł. Teraz sytuacja się trochę zmienia. Dzięki nowej umowie koreańskim kolosem, czyli Hyundai Rotem, montaż czołgów wraca do kraju, a wraz z nim kompetencje, miejsca pracy i know-how.
To nie będzie jednak zwykłe składanie gotowych elementów. W proces zaangażowanych ma być wiele polskich firm. Część podzespołów, jak elementy elektroniki, systemy łączności czy komponenty konstrukcyjne, będzie powstawać w kraju. To realny transfer technologii i odbudowa zdolności, które przez lata były stopniowo wygaszane.
Koreański K2 z polskimi modyfikacjami. Czołg szyty pod współczesne zagrożenia
Polski czołg K2PL nie będzie kopią koreańskiej maszyny. To zmodyfikowana wersja dostosowana do warunków i potrzeb Wojska Polskiego. Pojazd ma otrzymać dodatkowe opancerzenie, systemy ochrony aktywnej oraz rozwiązania chroniące przed dronami, które stały się jednym z największych zagrożeń na współczesnym polu walki.
Do tego dochodzą zmiany tzw. "od środka". Nowe systemy sterowania ogniem, ulepszona elektronika i rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo załogi. Eksperci podkreślają, że finalny wygląd i możliwości czołgu mogą się jeszcze zmienić, bo część projektów wciąż jest rozwijana. Jedno jest jednak pewne. Ma to być sprzęt z najwyższej półki, który znacząco wzmocni polskie siły lądowe.
Produkcja K2PL i kontrakty warte fortunę. Polska stawia na własne możliwości
Skala projektu robi wrażenie. Mówimy o setkach czołgów i dziesiątkach pojazdów towarzyszących, a także o kontraktach liczonych w miliardach dolarów. Pierwsze czołgi już trafiły do Polski w wersji podstawowej, ale kluczowy etap dopiero przed nami. Produkcja wersji K2PL będzie u nas, na miejscu.
Zgodnie z planem dostawy mają trwać do końca dekady, a produkcja w Polsce ruszy na dobre od 2028 roku. To jednak coś więcej niż tylko sprzęt. Element większej strategii wzmacniania bezpieczeństwa po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Polska kupuje uzbrojenie, ale zaczyna je też współtworzyć. Z klienta staje się partnerem, który ma realny wpływ na to, co trafia na pole walki. Tego czołgu będą nam zazdrościć wszyscy na świecie.
]]></description><media:thumbnail url="https://m.innpoland.pl/affccfea44079e205a6a053ef0ad9b68,1500,0,0,0.png" /><media:content url="https://m.innpoland.pl/affccfea44079e205a6a053ef0ad9b68,1500,0,0,0.png" medium="image"><media:title type="html">Polska buduje własną wersję K2. Czołg, którego będą nam zazdrościć na całym świecie</media:title></media:content></item>
		
	</channel>
</rss>
