Przez "niewinną pomyłkę" Allegro stracił grube pieniądze. Zobacz, co spotkało polskiego przedsiębiorcę

allegro.pl;123rf.com
Historia Daniela Kotyrasa, właściciela sklepu internetowego BubuKids.pl, przypomina dzieje Józefa K. ze słynnej powieści Franza Kafki. Przedsiębiorca za pośrednictwem swojej firmy sprzedaje m.in. wyroby amerykańskiego producenta akcesoriów dla dzieci „Skip Hop”. Plecaki, torby, książeczki, bidony – rozległość asortymentu jest tak duża, że gdyby chcieć wymienić wszystko, co „Skip Hop” oferuje klientom, zabrakłoby miejsca na właściwy artykuł. Pewnego dnia wszystkie aukcje Kotyrasa zniknęły jednak z Allegro.

– Allegro nie chce mi powiedzieć o co dokładnie chodzi i dlaczego usunęli moje aukcje. Nie pokazali mi też dokumentu, na podstawie którego to zrobili – opowiada INN:Poland przedsiębiorca.



Okazało się, że donos na niego i innych polskich sprzedawców złożył sam „Skip Hop”. Z naszych informacji wynika, że zarzutem było nieuprawione wykorzystywanie zdjęć produktów na stronie. Amerykanie za pośrednictwem kancelarii prawnej „Sipi” z Singapuru, specjalizującej się w ochronie własności intelektualnej, zgłosili się w tej sprawie do Allegro. A te...usunęło większość aukcji, na których wystawione były zaskarżone produkty.

Przedsiębiorca zauważa, że chwilę później sklep przyznał się do błędu. Towary wystawiane na aukcjach pochodzą bowiem od „Skip Wish”, który jest wyłącznym dystrybutorem marki na Polskę. Kancelaria miała wycofać się zarzutów i przeprosić. Tyle, że aukcje już na stronę nie wróciły.
– Szacuje, że straciłem w ten sposób około 30-40 tys. złotych – tłumaczy Daniel Kotyras. Skąd tak wysoka kwota? Przedsiębiorca tłumaczy, że to przede wszystkim utracony zarobek. Szczególnie wysoki zysk dawała mu bowiem aukcja, na której sprzedawał torebki – w ciągu półtora roku znalazł na nie około 200 nabywców. – Ich średnia cena to około 230 złotych. Do tego trzeba doliczyć, że włożyłem w jej promocję kilka tysięcy złotych – wylicza. Kotyras narzeka, że nowa aukcja nie cieszy się na razie taką popularnością. Jego zdaniem „algorytm trafności” Allegro trzeba będzie od nowa „przekonać” do tego, by jego aukcje zaczęły się dobrze pozycjonować na stronie.

Sprawę można by oczywiście zbyć zwykłym: „ot zdarzyło się”. Sęk w tym, że platforma ma na rynku status monopolisty. Allegro pochwaliło się niedawno, że w segmencie produktów dla dzieci ma 81 proc. udział w całym e-handlu w Polsce. Serwis co miesiąc odwiedza 12,5 mln użytkowników, dzięki czemu Allegro jest na pozycji największego przedsiębiorstwa działającego w sieci w całym kraju. W ten sposób każdy błąd grupy urasta do miana „wielbłąda”. I również z tego względu serwis od czasu do czasu jest zalewany przez użytkowników falą pretensji. Niedawno pisaliśmy np. o tym, że regularnie odmawia swoim klientom zwrotu prowizji za transakcje, które nie doszły do skutku.

Z większym spokojem do ruchów Allegro odnosi się dystrybutor produktów "Skip Hop". – Sprawa dotyczy około 100 aukcji. Postrzegamy to jednak jako wypadek przy pracy. Na wszystkich zbanowanych aukcjach były sprzedawane oryginalne produkty - słyszymy w Skip Wish. Zdaniem dystrybutora nic wielkiego się nie stało, a firma nie zamierza ubiegać się od Allegro o żadne odszkodowanie.
W jaki sposób broni się Allegro? Kotyras opowiada, że w długiej wymianie mailowej spółka powołuje się na ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która mówi, że jeżeli usługodawca dostanie wiarygodny sygnał o nielegalności treści, ma obowiązek zaprzestać ich emitowania.

– Postąpili w sposób proceduralny, mechaniczny – przekonuje Kotyras. Przedsiębiorca wytyka jednocześnie platformie pewną niekonsekwencję, żeby nie powiedzieć nawet, hipokryzję. W 2015 roku Allegro uruchomiło bowiem własny sklep, wchodząc w ten sposób w konkurencję z własnymi użytkownikami. Sprzedaje w nim m.in. produkty „Skip Hop” i nie usunęło ich po skardze amerykańskiej firmy.

– Jeżeli jakiś sklep jest konkurentem dla Allegro, to serwis usuwa aukcje natychmiast po zgłoszeniu. W innych przypadkach jest dużo bardziej wstrzemięźliwy i argumentuje, że ustosunkuje się do zarzutów dopiero po wyroku sądu – narzeka Kotyras.

Prośbę o odniesienie się do tej sprawy skierowaliśmy również do Allegro. Stanowisko grupy zamieścimy, gdy tylko otrzymamy odpowiedź.

Napisz do autora: adam.sienko@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...